Racjonalista - Strona głównaDo treści
Deizm

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
28-01-2007 19:26Archi (547 punktów)Deizm
Jedna z definicji ateizmu przeciwstawia go teizmowi, poglądowi uznającemu istnienie osobowego Boga. Taki ateizm przeocza jednak postawę deistów.
Może przytoczę niedoskonały opis:

"Deizm - pogląd religijny zakładający istnienie jakiejś nieokreślonej dokładnie duchowej siły sprawczej, która stworzyła świat materialny i prawa nim rządzące, jednak nie ingeruje ona obecnie bezpośrednio w jego działanie. Według deistów istnienie tej siły sprawczej wyjaśnia racjonalną strukturę świata i stałość praw fizyki.
Deiści są swoistymi agnostykami poznawczymi, gdyż twierdzą, że bezpośrednie poznanie owej siły sprawczej jest niemożliwe i można ją poznawać jedynie pośrednio, poprzez odkrywanie naukowych praw rządzących materią. Są oni jednak zwykle całkowicie przekonani co do samego istnienia owej siły sprawczej i dlatego nie można ich nazwać agnostykami religijnymi.
Deiści odrzucają w całości prawdy wszystkich religii instytucjonalnych, uważając objawienia i święte księgi za pozbawione faktycznej wartości poznawczej."
pl.wikipedia.org/wiki/Deizm

Jest nieprecyzyjny, mniej więcej jednak wiadomo o co chodzi. (Choć z pewnością fałszem jest, że Spinoza czy Einstein byli deistami, jak stoi na stronie. Jeśli już to szczególnego rodzaju panteistami).
Do deistów nie stosują się argumenty antyklerykalne (księża żyją jakby sami uważali, że Boga nie ma itp.), antyreligijne (wojny religije i całe zło którego instytucjonalna religia była źródłem itp.), brak cudów, bo Bóg nie interweniuje (odjechana irracjonalność), problem ze źródłem zła, znów bo Bóg nie interweniuje, nie może więc powstrzymać zła ani naprawić jego skutków etc. etc. Odpada cała masa argumentów przeciwko deistycznemu Bogu.
Odparcie tego systemu wydaje mi się ambitniejszym zadaniem niż wyśmiewanie oczywistych idiotyzmów biblii, głupoty i niemoralności księży oraz wyznawców.

Deistę można oczywiście załatwić brzytwą Ockhama. Przyrodnika prędzej niż jakiegoś humanistę, który niekoniecznie musi się zgodzić z tą zasadą. Jaki proponujecie decydujący argument poza brzytwą?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Oless (982 punktów)
>Choć z pewnością fałszem jest, że Spinoza czy
>Einstein byli deistami, jak stoi na stronie. Jeśli już to
>szczególnego rodzaju panteistami.

No niech mnie. Równie dobrze można powiedzieć że byli szczególnego rodzaju deistami, dlaczego nie?
Archi (547 punktów)
>>Choć z pewnością fałszem jest, że Spinoza czy
>>Einstein byli deistami, jak stoi na stronie. Jeśli już to
>>szczególnego rodzaju panteistami.
>No niech mnie. Równie dobrze można powiedzieć że byli szczególnego rodzaju deistami, dlaczego nie?
>
Szczególnego rodzaju panteistami, gdyż nie zakładali oddawania czci naturze, w każdym razie w inny sposób niż poprzez badanie naukowe, co czynią niektórzy neopoganie.

15% przypadków depresji kończy się zgonem.
Oless (982 punktów)
>>No niech mnie. Równie dobrze można powiedzieć że byli szczególnego rodzaju deistami, dlaczego nie?
>>Szczególnego rodzaju panteistami, gdyż nie zakładali oddawania czci naturze, w każdym razie w inny sposób niż poprzez badanie naukowe, co czynią niektórzy neopoganie.

Ale co mają neopoganie do kwestii deizmu Einstein'a ???
Przede wszystkim panteizm utożsamia Wszechświat z bogiem a Einstein tego nie czynił.
Archi (547 punktów)
>>>No niech mnie. Równie dobrze można powiedzieć że byli szczególnego rodzaju deistami, dlaczego nie?
>>>Szczególnego rodzaju panteistami, gdyż nie zakładali oddawania czci naturze, w każdym razie w inny sposób niż poprzez badanie naukowe, co czynią niektórzy neopoganie.
>Ale co mają neopoganie do kwestii deizmu Einstein'a ???
>Przede wszystkim panteizm utożsamia wszechświat z bogiem a Einstein tego nie czynił.
>
Dlatego napisałem, że był panteistą, a nie deistą.

15% przypadków depresji kończy się zgonem.
Oless (982 punktów)
>>Przede wszystkim panteizm utożsamia wszechświat z bogiem a Einstein tego nie czynił.
>>Dlatego napisałem, że był panteistą, a nie deistą.

Słuchaj Archi , poziom zrozumienia siebie nawzajem jest między nami zerowy.
Ja napisałem że panteizm utożsamia Wszechświat z bogiem czego nie robił Einstein(podobnie jak deizm) a ty odpowiadasz że właśnie dlatego "był panteistą a nie deistą". Bez komentarza.

Ograniczę się do wypowiedzi samego zainteresowanego czyli Alberta:
"Nie jestem ateistą i nie sądzę bym mógł nazwać siebie panteistą. [..] Widzimy Wszechświat, który jest cudownie ułożony i posłuszny pewnym prawom, lecz jedynie ledwo rozumiemy te prawa. Nasze ograniczone umysły nie mogą uchwycić tej tajemniczej siły, która wprawia w ruch konstelacje."

Ponieważ temat zarzuconego przez Ciebie wątku jest o wiele bogatszy pozwolę sobie zakończyć kwestię deizmu/panteizmu Einsteina z mojej strony.
Archi (547 punktów)
Ok. mógłbyś tylko jeszcze podać źródło tego cytatu?

15% przypadków depresji kończy się zgonem.
Oless (982 punktów)
BRIAN, Denis. Einstein, A Life. New York: John Wiley & Sons, 1996. s. 186.
Losec
Brzytwą Ockhama najłatwiej jest załatwić ateistę.
Patty Matheson (2087 punktów)Najłatwiej?
Czy aby na pewno najłatwiej? Ateista przecież odrzuca założenie brzytwy Ockhama - istnienie Boga.

"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
LosecOdp: Najłatwiej?
Dlaczego uważasz, że istnienie Boga jest założeniem brzytwy Ockhama?
Patty Matheson (2087 punktów)
>Dlaczego uważasz, że istnienie Boga jest założeniem brzytwy Ockhama?

Do końca nie wiem, czy termin "brzytwa Ockhama" określa powszechnie zasady samego Ockhama, czy tych zasad modyfikacje, jednak Ockham był mnichem i uważał, że właśnie niepotrzebne są żadne wyjaśnienia poza Bogiem. Za to przekręcili to inni po nim, chyba nawet sam Newton, na to co obecnie raczej obowiązuje. Sama jestem za tymi drugimi i Tobie pewnie też o to chodziło. Za wątpliwości przepraszam

"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
Losec
Brzytwa Ockhama mówi nam, że nie należy w celu wyjaśnienia jakiegoś problemu, jakiejś teorii, tworzyć kilku następnych teorii. I tak można ją odnieść do np. problemu stworzenia świata. Ludzie negujący możliwość istnienia Boga, kombinują straszliwie, wymyślają setki teorii, np. teorie światów równoległych, teorię wielu domen, tylko po to, by uzasadnić istnienie tego jednogo doskonałego w sensie praw fizyki świata - bez Boga. Materialista jest skłonny uznać, że sam jest tylko maszyną i to niezbyt logicznie funkcjonującą tylko po to by nie uznać możliwości istnienia Boga.
29-01-2007 00:20 
 Ocena 1 na 1
Nelchael (2125 punktów)
(zablokowany)
>Brzytwa Ockhama mówi nam, że nie należy w celu wyjaśnienia jakiegoś problemu, jakiejś teorii, tworzyć kilku następnych teorii.

Za Wikipedią:
Brzytwa Ockhama - wprowadzona przez Williama Ockhama (ok. 1285-1349) zasada: istnień nie należy mnożyć ponad potrzebę.

Można tym bardzo łatwo załatwić wszystkich teistów . Skoro da się powstanie Wszechświata wytłumaczyć za pomocą jednej teorii (fluktuacje kwantowe - nie wiem, co mają do tego światy równoległe), to po co zakładać istnienie nielogicznego boga?


venganza.pl
Archi (547 punktów)
> Ockham był mnichem i uważał, że właśnie niepotrzebne są żadne wyjaśnienia poza Bogiem.

Kopernik był kanonikiem, a Giordano Bruno dominikaninem...

15% przypadków depresji kończy się zgonem.
movax (630 punktów)
>Czy aby na pewno najłatwiej? Ateista przecież odrzuca założenie brzytwy Ockhama - istnienie Boga.
E? Brzytwa Ochhama nie ma nic do czynienia z Bogiem. Tzn, może zostać użyta do jego "usunięcia", ale orginalnie (i nadal), chodzi po prostu o upraszczanie rozumowania i usuwanie zbędnych elementów (bo skoro prostsze wyjaśnienie też jest dobre, to po co te elementy?).

Więc jak niby zastosować brzytwę Ockhama do ateistów, usuneli prawię wszystko co sie dało. Jak powiedział Einstein:
"Wszystko powinno być tak proste, jak to tylko możliwe, ale nie prostsze. "

pozdrawiam.
Archi (547 punktów)Odp: Deizm
>Brzytwą Ockhama najłatwiej jest załatwić ateistę.
Uważaj, żebyś się nie zaciął

15% przypadków depresji kończy się zgonem.
movax (630 punktów)
>Odparcie tego systemu wydaje mi się ambitniejszym zadaniem
>niż wyśmiewanie oczywistych idiotyzmów biblii, głupoty i
>niemoralności księży oraz wyznawców.
>Deistę można oczywiście załatwić brzytwą Ockhama.
>Przyrodnika prędzej niż jakiegoś humanistę, który
>niekoniecznie musi się zgodzić z tą zasadą. Jaki
>proponujecie decydujący argument poza brzytwą?

Osobiście deistów akceptuje, bo są rozsądni. Co do kontrargumentów, to rzeczywiście muszą być subtelniejsze niż te wysnuwane przeciw teistom.

Przede wszystkim są zbyt pewni swojego stanowiska. A nie mają na swoje racje przytłaczających argumentów.

Po drugie osoby typu Spinoza, czy Einstein w tym artykule świadczą o dosyć rozmytym charakterze tej definicji. O ile mi wiadomo obaj byli ateistami. Nie utożsamiali swojej wiary z wiarą w boga osobowego, a jedynie wierzyli w rzeczywistość. Można więc powiedzieć że wierzyli że racjonalne podejście jest prawdziwe.

Takim deistą to nawet ja mogę być (a jestem ateistą).

Myślę, że trzeba by wziąć jakoś konkretną, dobrą definicję deizmu (i popytać jak oni to sobie wyobrażają), aby więcej dyskutować.
Paweł B (199 punktów)
>Deistę można oczywiście załatwić brzytwą Ockhama.
>Przyrodnika prędzej niż jakiegoś humanistę, który
>niekoniecznie musi się zgodzić z tą zasadą. Jaki
>proponujecie decydujący argument poza brzytwą?

hej, ale brzytwa jest uniwersalna i nie dotyczy tylko nauk scislych; odrzucic brzytwe to troche jak odrzucic logike, myslenie ...
Grunberg (18 punktów)
>>Deistę można oczywiście załatwić brzytwą Ockhama.
>>Przyrodnika prędzej niż jakiegoś humanistę, który
>>niekoniecznie musi się zgodzić z tą zasadą. Jaki
>>proponujecie decydujący argument poza brzytwą?
>hej, ale brzytwa jest uniwersalna i nie dotyczy tylko nauk scislych; odrzucic brzytwe to troche jak odrzucic logike, myslenie ...
>

wszystko mozna drogi Panie odrzucic

Ockhama brzytwa to taka jakby inkwizycja na rozumie wg.mojego pojęcia sprawy- czyz to nie jakby cenzura była drogi Panie tych ksiąg co na Oxfordzie wyrzynali stronice?

hmm tu nieuprawniona analogia:ale czy nie moglo byc tak ze w PRL byla tzw: brzytwa PZPR? co poza partią nierealne jakby nieustniejące dla komunistów......

z powazaniem
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
   Prawie zakochałem się w Panu, doktorze z Zielonego Wzgórza. Przypomina Pan mojego synka, gdzieś tak około dziesiątego roku życia, ale on był bardziej złośliwy i wymagał klapsów.
   Z tą brzytwą Ockhama, jak z każdą brzytwą, trzeba być ostrożnym. Nauka upuściła już sobie sporo krwi tą brzytwą. Sir David Eddington na pytanie, czy to prawda, że licząc Einsteina tylko trzech ludzi rozumie teorię względności, ponoć miał się zastanowić, kim jest u licha ten trzeci. To stary kawał.
   Trochę mnie złości, gdy na forum dyskusja odbiega gruntownie od zasadniczego wątku, skupiając się na jakimś szczególiku, który niewiele ma wspólnego z tematem.
Grunberg (18 punktów)
>   Prawie zakochałem się w Panu, doktorze z Zielonego Wzgórza. Przypomina Pan mojego synka, gdzieś tak około dziesiątego roku życia, ale on był bardziej złośliwy i wymagał klapsów.
>   Z tą brzytwą Ockhama, jak z każdą brzytwą, trzeba być ostrożnym. Nauka upuściła już sobie sporo krwi tą brzytwą. Sir David Eddington na pytanie, czy to prawda, że licząc Einsteina tylko trzech ludzi rozumie teorię względności, ponoć miał się zastanowić, kim jest u licha ten trzeci. To stary kawał.
>   Trochę mnie złości, gdy na forum dyskusja odbiega gruntownie od zasadniczego wątku, skupiając się na jakimś szczególiku, który niewiele ma wspólnego z tematem.

Panie Zbysławie ciesze sie ze ujawnil Pan swoja jawną od dzis tępote drogi Panie-tatuś Pana nie nauczyl drogi Panie szanowac starszych ludzi-to syndrom ateistow-slaby tatus- jak pisal carl Gustaw Jung
Paweł B (199 punktów)
>>>proponujecie decydujący argument poza brzytwą?
>>hej, ale brzytwa jest uniwersalna i nie dotyczy tylko nauk scislych; odrzucic brzytwe to troche jak odrzucic logike, myslenie ...
>>wszystko mozna drogi Panie odrzucic
>Ockhama brzytwa to taka jakby inkwizycja na rozumie wg.mojego pojęcia sprawy -

można ją i tak określić ... ale wtedy nie stosowanie brzytwy można nazwać "robotą głupiego". Skoro to samo można zrobić prościej - po co sie przemęczać ?

> czyz to nie jakby cenzura była drogi Panie tych ksiąg co na Oxfordzie wyrzynali stronice

ja bym to określił mianem ewolucji - teorie (modele) skomplikowane przegrywają z prostszymi, rownie skutecznymi ...

Pozdrawiam
Archi (547 punktów)
>scislych; odrzucic brzytwe to troche jak odrzucic logike, myslenie ...

E, dlaczego? Porzucenie ekonomii myślenia można by zarzucać różnym platonizmom, a przecież są to systemy jak najbardziej racjonalne. Poza tym czasem przyjęcie istnienia jakiegoś dodatkowego bytu upraszcza problemy, które skąd inąd wydają się nieźle zagmatwane.

Choć formuła przeciwna: wprowadź do systemu maksmalną ilość bytów jaką się da, chyba jest faktycznie bezsensowna.


15% przypadków depresji kończy się zgonem.
Pawel
>>scislych; odrzucic brzytwe to troche jak odrzucic logike, myslenie ...
>E, dlaczego? Porzucenie ekonomii myślenia można by zarzucać różnym platonizmom, a przecież są to systemy jak najbardziej racjonalne.

Tu nie chodzi o racjonalnosc czy nieracjonalnosc sadow, teorii, przekonan a o pewna hm... optymalizacje zuzycia zasobow.

>Poza tym czasem przyjęcie istnienia jakiegoś dodatkowego bytu upraszcza problemy, >które skąd inąd wydają się nieźle zagmatwane.

do takich sytulacji brzytwy sie nie stosuje, "wycina" sie te teorie ktore nic nowego (prczy bytów) do wiedzy nie wnoszą. uproszczenie modelu (poprzez dodanie bytu) jest pewnym postępem ...
DawidKarolkievitz (984 punktów)
jeśli nie brzytwą to wymogiem Hume'a

Jedni żyją według zasad, inni potrafią tylko za nie
umierać
Losec
Co mianowicie można załatwić wymogiem Hume'a?
29-01-2007 00:27 
 Ocena 1 na 1
Nelchael (2125 punktów)
(zablokowany)
>Co mianowicie można załatwić wymogiem Hume'a?
'Słowo ma znaczenie poznawcze wtedy i tylko wtedy, gdy odnosi się, bezpośrednio lub pośrednio, do doświadczenia. Rozumiemy je, gdy potrafimy go użyć w zdaniu rozstrzygalnym przez doświadczenie.'

Wiesz już?

venganza.pl
Losec
>'Słowo ma znaczenie poznawcze wtedy i tylko wtedy, gdy odnosi się, bezpośrednio lub pośrednio, do doświadczenia. Rozumiemy je, gdy potrafimy go użyć w zdaniu rozstrzygalnym przez doświadczenie.'
Być może HUME, być może jeszcze niektórzy godni współczucia ludzie sądzą, że jeśli nie mogą czegoś dotknąć, to to coś nie istnieje. Tymczasem, niejako Gödel, udowodnił ponad wszelką wątpliwość, że spójnym systemie formalnym, a za taki przyjąć można smiało wszechświat, istnieją takie twierdzenia, których w żaden sposób nie można dowieść ani też im zaprzeczyć, przy pomocy dostępnych w tym systemie sposobów rozumowania czy też dowodzenia. I, co więcej, ten że sam Gödel wykazał, że są takie twierdzenia, które mimo tego że w obrębie danego systemu logicznego nie mogą zostać sprawdzone - są prawdziwe ( są to tzw. "zdania Gödla" ) W świetle tego dowiedzionego twierdzenia , wymóg Hume'a możemy wsadzić sobie w buty, będziemy wyżsi.
Np. tzw. promieniowanie tła najpierw przewidziano teoretycznie, a dużo później potwierdzono doświadczalnie. Zgodnie z logiką pana Hume'a, promieniowanie tła było znacznie mniej prawdziwe przed doświadczalnym jego potwierdzeniem, a w chwili tego doświadczenia nagle nabrało cech prawdy i znaczenia? Tymczasem brutalna ( dla materialistów ) prawda jest taka, że promieniowanie tła istniało, istnieje i będzie istnieć, zupełnie niezależnie od tego, czy będa istnieć jacyś materialiści skłonni je badać!
Nie sądzę, aby istniała zgoda wśród naukowców, jakoby jakaś jedna znana obecnie teoria, tłumaczyła dobrze powstanie wszechświata. Nie jest taką teorią również teoria fluktuacji kwantowych. Ona nie tłumaczy wszystkiego. Więc nie można do niej zastosować brzytwy Ockhama.
Maliński (102 punktów)
>'Zgodnie z logiką pana Hume'a, promieniowanie tła było znacznie mniej prawdziwe przed doświadczalnym jego potwierdzeniem, a w chwili tego doświadczenia nagle nabrało cech prawdy i znaczenia?'

Coś co nie zostało sprawdzone tak,by można przyjąć bez wątpliwości,że jest prawdą może się okazać po sprawdzeniu zarówno prawdą jak i fałszem.Stąd przyjmowanie czegoś nie potwierdzonego doświadczeniem jest nierozsądne a jest wręcz nieuczciwe.
Możemy przyjmować pewne hipotezy z mniejszym lub większym prawdopodobieństwem ale i tak nie mogą to być koncepcje wyciągnięte z kapelusza,muszą być poparte konkretnymi przesłankami.Dlatego też hipoteza boga jest do przyjęcia("istnieję w świecie a więc świat jakoś powstał-wszystko ma swój powód zapewne świat także")natomiast Boga,zdecydowanie nie.
Trzeba jednak pamiętać,że bóg to wciąż hipoteza,której nie możemy przyjąć za pewnik bez jednoznacznych dowodów.
Deistą będzie ten kto przyjmie hipotezę za pewnik i zaprzestanie poszukiwań.


Absurd
Losec
Tak, to się wszystko zgadza (poza tym, że deista zaprzestaje poszukiwań). Problem w tym, że w świetle współczesnej wiedzy z zakresu fizyki jądrowej i kwantowej, filozofii, logiki, wiedzy na temat początków istnienia wszechświata - tezy tzw. materialistów coraz trudniej obronić. Przede wszyskim wytrącony im został z ręki argument, którym chętnie się posługują - a mianowicie słynne zdanie -" skoro nie możesz mi udowodnić, że Bóg istnieje, to znaczy, że Go nie ma". A Gödel udowodnił właśnie to, że w ramach systemu logicznego, jeśli jest on spójny, ( system spójny to taki system w ramach którego nie można udowodnić dwóch sprzecznych ze sobą twirdzeń, np, nie można jednocześnie udowodnić że 2+2=4 i 2+2 nie równa się 4 ) są pytania na które nie da się odpowiedzieć, są takie twierdzenia, których nie można udowodnić, ani obalić i że przynajmniej niektóre z nich są prawdziwe. Coraz trudniej (w miarę postępu wiedzy) jest wytłumaczyć pewne fakty tylko przypadkiem. Tak jest np. z różnego rodzaju stałymi wartościami fizycznymi jak np. wielkość oddziaływań jądrowych, stabilność protonów, wielkość sił elektormagnetycznych, stała kosmologiczna, i in., które są akurat takie, jakie muszą być, by we wszechświecie zaistniało życie. Gdyby te i wiele innych wartości było tylko o kilka procent wieksze, lub mniejsze, nie doszło by np. do ewolucji gwiazd, procesów syntezy jądrowej w gwiazdach i co za tym idzie powstania pierwiastków. Ilość tych tzw. koincydencji antropologicznych jest dość duża, i materialistom coraz trudniej jest wytłumaczyć je przypadkiem. Coraz trudniej jest zgodzić się z tym, że umysł człowieka to tylko sieć neuronów, tylko materia i nic innego.
A więc:
1) nigdy nie będziemy mieć jednoznacznych dowodów na istnienie Boga,
2) gdybyśmy mieli takie dowody, to wiara przestałaby być wiarą, a zaczęła być wiedzą,
3) zaakceptowanie hipotezy istnienia człwieka w następstwie aktu stworzenia, a nie w efekcie serii nieprawdopodobnych przypadków, wydaje się być najlepszym rozwiązaniem zgodnie z brzytwą Ockhama, od której to brzytwy zaczęła się ta część naszej dykusji.
Pozdrawiam.
P.S. Ja jestem przykładem deisty, który nie zaprzestaje poszukiwań...
less
>3) zaakceptowanie hipotezy istnienia człwieka w następstwie aktu stworzenia, a nie w efekcie serii nieprawdopodobnych przypadków, wydaje się być najlepszym rozwiązaniem zgodnie z brzytwą Ockhama, od której to brzytwy zaczęła się ta część naszej dykusji.
Coraz więcej fizyków-kosmologów skłania się ku hipotezie istnienia multiwersum (swoją drogą nareszcie, ale oni musieli dojść do przekonania, że hipoteza te będzie weryfikowalna w sposób pośredni, żeby odważyć się głośno mówić o tym, co naprawdę myśleli), co znosi problem powstania człowieka jako efektu serii nieprawdopodobnych przypadków.
Archi (547 punktów)

>Coraz więcej fizyków-kosmologów skłania się ku hipotezie istnienia multiwersum (swoją drogą nareszcie, ale oni musieli dojść do przekonania, że hipoteza te będzie weryfikowalna w sposób pośredni, żeby odważyć się głośno mówić o tym, co naprawdę myśleli), co znosi problem powstania człowieka jako efektu serii nieprawdopodobnych przypadków.
Myślę, że można będzie się obejść nawet bez tego. Dopiero zaczęliśmy odkrywać egzoplanety, nowe światy. Niedługo będziemy mogli szukać na dużą skalę planet ziemio-podobnych oraz "życiolubnych", a w końcu zapewne uda się rozpoznać istnienie życia. Kiedy zgromadzimy wystarczającą ilość materiału na temat życia we wszechświecie, będzie można sformułować prawo rządzące jego powstawaniem. I znowu kolejna hipoteza Boga, tudzież Złośliwego Krasnala, pójdzie przywitać się z koszem, jak wiele poprzednich.

15% przypadków depresji kończy się zgonem.
IQ955 (2355 punktów)
>15% przypadków depresji kończy się zgonem.
Czy pozostałe 85% żyje wiecznie!?


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Maliński (102 punktów)
>>15% przypadków depresji kończy się zgonem.
>Czy pozostałe 85% żyje wiecznie!?

Może w pozostałych przypadkach udaje się wyleczyć chorych?
Po prostu.

Absurd
IQ955 (2355 punktów)
>>>15% przypadków depresji kończy się zgonem.
>>Czy pozostałe 85% żyje wiecznie!?
>Może w pozostałych przypadkach udaje się wyleczyć chorych?
I wyleczeni - żyją wiecznie!?

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Maliński (102 punktów)
Ich zgony nie mogą być policzone jako przypadki depresji.Przypadek depresji zakończył się wyleczeniem.

Absurd
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Ich zgony nie mogą być policzone jako przypadki depresji.Przypadek depresji zakończył się wyleczeniem.

I słusznie. Po zgonie trudno już o depresję. Można więc mówić o pełnym sukcesie terapeutycznym.

Pozdrawiam.

fides ex necessitate esse non debet
IQ955 (2355 punktów)
>Ich zgony nie mogą być policzone jako przypadki depresji.Przypadek depresji zakończył się wyleczeniem.
No, dobrze - pora skończyć żarty...
Szło mi po prostu o to, że owe 15% to chyba nie są "zgony w ogóle" (bo pomrzemy i tak wszyscy), tylko zgony specyficzne dla depresji. Mam tu na myśli zarówno samobójcze, jak i wyraźnie bedące skutkiem depresji. Dla przykładu - człowiek z depresją podejmuje tak nieracjonalne decyzje życiowe, że prowadzi to w efekcie do śmierci (alkoholizm, narkotyki, długi etc). Albo też w ramach kuracji antydepresyjnej dostaje środki euforyzujące - jedzie nieostrożnie - ginie w wypadku.

Jeśli bowiem pozostawimy to stwierdzenie - jak jest, to moglibyśmy równie dobrze napisać:
"15% przypadków łupieżu kończy się zgonem".
A choć to prawda - to chyba niezbyt wiele z tego wynika.

P.S. Trochę się czepiam...

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Losec
Siedzi sobie Bóg w raju. Podchodzi do niego naukowiec i mówi:
- Pogratuluj nam, Boże. My, naukowcy, nareszcie wynaleźliśmy sposób na stworzenie życia z niczego. Teraz możemy zrobić to, co Ty zrobiłeś na początku świata.
- O, ach tak? To ciekawie...
- Możemy wziąć trochę ziemi, dodać wody i ulepić z niej człowieka. Później dodać trochę światła i powietrza i już mamy nowe życie!
- OK, pokaż!
- Patrz - naukowiec nachyla się i zaczyna zgarniać ziemię spod nóg.
- Hej, koleżko, chwileczkę - przerwał Bóg. - Najpierw se sam tę ziemię stwórz!
Losec
I to jest doskonały przykład na zastosowanie brzytwy Ockhama. Żeby podważyć istnienie jednego Boga, Wy materialiści jesteście skłonni uwierzyć w istnienie miliona nieweryfikowalnych światów. W celu unicestwienia jednego Stwórcy, potrzebujecie milionów jego "nieboskich" substytutów? Chcecie, żebym zamiast prostej wiary w jednego Boga, uwierzył Wam, na słowo w istnienie miliona równoległych wszechświatów, albo miliarda domen jednego wszechświata, albo w nieskończoną ilość wszechświatów równoległych, w krótych rozgrywana jest w nieskończonej ilości oddzielonych od siebie wymiarów każda możliwa wersja zdarzeń? I Wy nazywacie się materialistami?
Na tym właśnie polega brzytwa Ockhama zastosowana w stosunku do ateistów...
less
>I to jest doskonały przykład na zastosowanie brzytwy Ockhama. Żeby podważyć istnienie jednego Boga, Wy materialiści jesteście skłonni uwierzyć w istnienie miliona nieweryfikowalnych światów. W celu unicestwienia jednego Stwórcy, potrzebujecie milionów jego "nieboskich" substytutów?
Obalanie istnienia Stwórcy nie ma sensu, bo to nieweryfikowalne, przynajmniej dopóki nie przyznamy owemu stwórcy jakichś atrybutów. Ze stwórcą, np. w wersji katolików już jest łatwiej, bo głupot do których można się odnieść jest na pęczki. Co do tych nieweryfikowalnych światów. Cały ból polega właśnie na tym, że teorie( póki co), multiwersum będą weryfikowalne i to zapewne szybciej niż się spodziewasz. Jedną z nich można by właściwe zweryfikować dzisiaj (Lee Smolin). Teorie te będą już wkrótce do sprawdzenia, wersja optymistów to 20 lat, w każdym razie stanie się to dość szybko. Jesteśmy w samym środku rewolucji zachodzącej w naukach eksperymentalnych. Zaczynamy wykorzystywać pełną moc satelitów, teleskopów kosmicznych, detektorów fal grawitacyjnych (LIGO II, a zwłaszcza LISA to będzie majstersztyk), laserów. Już za niedługo prawdopodobnie znajdziemy odpowiedzi na najtrudniejsze pytania kosmologii. Na pytania mistyczne pewnie odpowiedzi nie znajdziemy, chyba że Watykan wyśle coś genialnego w kosmos. Albo najlepiej od razu w zaświaty.
Losec
Być może, nie zamierzam się spierać co do tego co będzie. Zamierzam pożyć jeszcze ze 20 lat, więc się zobaczy ( prywatnie uważam, że jesteś zbyt wielkim optymistą co do zdolności nauki do weryfikowania pewnych twierdzeń)... Póki co zgadzam się, że obalanie Stwórcy jest bez sensu, szkoda, że tzw. wojujący ateiści tego nie rozumieją. Reszty Twojej wypowiedzi (np. fragmentu o tych rzekomych głupotach "na pęczki") nie skomentuję, bo to jest nie na temat...
Maliński (102 punktów)
Ja natomiast jestem przykładem materialisty.
Ze zdania "Nie jesteś mi w stanie udowodnić istnienia Boga" nie wyciągam jednak wniosku o nieistnieniu Boga.Wcale nie twierdzę,że go nie ma albo że jest mniej prawdopodobny od rozmaitych teorii powstania wszechświata.
Do póki nie usłyszę w pełni potwierdzonych danych na ten temat nie mam zamiaru mówić komuś,że myli się wierząc w tę czy inną teorię,łącznie z teorią boga.Powiem,że myli się wierząc.
I tak,wiem że gdyby mieć dowody to nie byłoby "wiary" i właśnie o to chodzi,żeby nie wierzyć.
Jeśli chodzi o nikłe prawdopodobieństwo zaistnienia takiego wszechświata a w nim inteligentnych ludzi to muszę powiedzieć,że nie odbiera mi to ani trochę materialistycznego zapału,bo nieprawdopodobne nie znaczy niemożliwe.Uważam,że bardziej uczciwe jest tłumaczenie świata w zakresie materii niż dorzucanie z braku pomysłów czegoś niematerialnego.
A jeśli ktoś mnie spyta czy jest bóg,czy go nie ma,mogę odpowiedzieć tylko "nie wiem".

Absurd
Losec
Czyli uważasz, że Ty ( i ja ) składamy się wyłącznie z materii? Trochę węgla, tlenu, siarki, wapnia i jeszcze czegoś tam i już? Uważasz, że Twój ( i mój ) rozum różni się od komputera tylko materiałem z którego jest wykonany i stopniem skomplikowania i niczym więcej? Myślisz, że kiedyś ludzkość zbuduje maszynę zdolną kochać, nienawidzić, dziwić się, śmiać, płakać itd.? Twoim zdaniem coś tak skomplikowanego jak Ty i pięknego ( jak ja ) po prostu tak sobie powstało drogą zupełnego przypadku?
Maliński (102 punktów)
No,nareszcie pojął.

Absurd
Losec
Czyli np. "Wesele Figara", dzieło powstałe w mózgu Mozarta i - czysto, bez skreśleń - przelane na pięciolinię, to tylko wynik szeregu następujących po sobie impulsów nerwowych? Czyli uczucie, którego doświadczam jak patrzę na moje dzieci, jest tylko i wyłącznie ciągiem wzbudzeń w neuronach? I niczym więcej? Wszystkie abstrakcyjne pojęcia, takie jak piękno i brzydota, liczba pi i pierwiastek trzynastego stopnia z trzydziestujeden, kolistość i kobiecość, i wiele, wiele innych mają być niczym innym jak tylko mniej lub bardziej przypadkowym spięciem elektrycznym w mózgu małpy, która przypadkowo wyewoluowała z ciepłego błotka? To ci dopiero jest absurd! Przecież w to nawet najbardziej zagorzałemu meterialiście musi być trudno uwierzyć. Ale jeżeli tak, to również materializm, ateizm, determinizm, są tylko i wyłącznie objawem prądów błądzących ( nomen omen ) w mózgach niektórych ludzi! Jak można twierdzić, że prąd błądzący w mózgu materialisty, może być bardziej racjonalny, bliższy prawdy od prądu krażącego w mózgu deisty? Tylko dlatego, że nie udało się potwierdzić empirycznie istnienia duszy? Wielu rzeczy nie udało się potwierdzić empirycznie, co nieznaczy że ich nie ma!
A intuicja, logika, a zdolność odróżniania prawdy od fałszu? To wszystko tylko wymysł?
Biolog J.Haldane napisał kiedyś: "Jeśli materializm jest prawdziwy, to wydaje mi się, że nie możemy wiedzieć, że jest prawdziwy. Jeśli moje opinie są rezultatem procesów chemicznych zachodzących w moim mózgu, są one zdeterminowane , przez chemię, a nie przez prawa logiki"
Oless (982 punktów)
Prawda to osąd zgodny z rzeczywistością.
Jeżeli wydłubiesz sobie oczy, a do twojego umysłu przestaną dochodzić impulsy wzrokowe to fakt ślepoty będzie obiektywnie prawdziwy niezależnie czy materializm jest prawdziwy czy nie.
Wydaje się więc że prawda jest osiągalna nawet jeżeli procesy myślowe miałyby być czysto fizyczne.
Losec
Nie chodzi o to, że ktoś, kto nie ma oczu nie widzi, nie chodzi o obiekywny, bezdyskusyjny fakt jego ślepoty, tylko o to, że umysł takiego kogoś potrafi rozpoznać fakt niewidzenia. Jak w komputerze padnie drukarka, to komputer natychmiast rozpoznaje ten fakt, i na monitorze pojawia się odpowiedni komunikat, informujący o np. braku łączności z drukarką. Ale czy możesz powiedzieć, że komputer wie, że zepsuła się drukarka? Z całą pewnością nie i tym się właśnie różni komputer od człowieka. Co z tego, że potrafi wygrać z człowiekiem w szachy? Czy przez to jest mądrzejszy, czy przez to ma zdolność do poznawania prawdy? Automat sprzedający batoniki, potrafi obliczać resztę z większą dokładnością, niż mój sześcioletni syn. Ale nie znaczy to wcale, że automat do batoników, jest mądrzejszy niż sześciolatek. On ( ten automat ) został zaprogramowany przez człowieka. I człowiek ( istota mądrzejsza od maszyny ) może oceniaćjego działania, wykorzystywać otrzymane z maszyny obliczenia do swych celów itd. Wszelkiego rodzaju maszyny powstały wskutek działania człowieka, który mimo tego, że np. nie liczy tak szybko, ani tak dokładnie, bez najmniejszych wątpliwości jest od maszyn mądrzejszy. Kto wobec tego ukształtował człowieka? Kto sprawił, że powstała istota tak inteligentna jak człowiek? Przypadek?
Patty Matheson (2087 punktów)
>Kto wobec tego ukształtował człowieka?

Sam się...

Sęk w tym, że my wiemy, iż tworzymy i programujemy te maszyny. Składamy do kupy w celu stworzenia czegoś ętelegętnego, a idzie opornie, możliwe że w ogóle nie dojdzie do wytworzenia w komputerach naszego typu rozumku, a co dopiero naszego typu świadomości. Natomiast nie wiemy, czy ktoś w ogóle kształtował człowieka, a człowiek chodzi bez zarzutu [no comment, proszę ]. Z racji nieposiadania argumentów przeciwko, nie powinniśmy odrzucać możliwości samostworzenia się człowieka. I wcale to nie musiał być przypadek. Procesy życiowe są niesamowite, chociażby głupia faza z genami. Organizmy funkcjonują tak, jakby były zaprojektowane, nigdy nie mogę wyjść z podziwu, jednak również nigdy tylko z powodu własnego zdumienia nie przyjęłam, że ktoś je zaprojektował. Jak dla mnie cała materia może sama ewoluować w stronę "życiową" [może istnieć jakaś forma świadomości na poziomach innych niż nasz odczuwalny na co dzień], a jak już zaczęła, to nie ma odwrotu. To, niestety, nie rozwiązuje problemu, jakim cudem zaczęła, czy przez przypadkowe fluktuacje, czy na przykład tak musiało być.

"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
Losec
>Sam się...
Czyli uważasz, że człowiek i jego inteligenty umysł powstał włącznie wskutek ewolucji, w procesie doboru natruralnego?
Patty Matheson (2087 punktów)
>Czyli uważasz, że człowiek i jego inteligenty umysł powstał włącznie wskutek ewolucji, w procesie doboru natruralnego?

Tak, podobnie jak umysły wielu innych inteligentnych istot.
[Zadając zamknięte pytania, sam się prosisz o kierunkowe odpowiedzi]

Ale co uważam, to moja sprawa. Tu ograniczę się do stwierdzenia, że nie powinniśmy wykluczać takiej opcji. Jak na razie wiele wskazuje, że człowiek powstał w wyniku ewolucji i doboru naturalnego, więc dlaczemuż by nie wyłącznie? W końcu ewolucję mamy, a nie mamy nic co mogłoby nią spoza Wszechświata sterować. Zresztą wciąż pozostaję przy zdaniu, że jak coś jest poza Wszechświatem to nie może na nas wpływać.


"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
Losec
Żeby sprawa była zupełnie jasna - uważam ewolucję organizmów ( ale też ewolucję społeczeństw, idei... ) za fakt. Dobór naturalny to siła, która z całą pewnością odpowiada za zmiany zachodzące w organizmach. Nie mam co do tego najmniejszej wątpliwości ( kreacjoniści nawołujący do wyrugowania ze szkół prawdziwej nauki i zastąpienia jej kreacjonizmem, marnują mój czas i obrażają moją inteligencję). Ale czy jest to siła wystarczająca do powstania w stosunkowo krótkim czasie, tak wielkiej różnorodności gatunków? Badania naukowe dowodzą, że ok 540 mln lat temu nastąpiła prawdziwa eksplozja nowych gatunków( zwana eksplozją kambryjską ). Nagle w krótkim czasie pojawiły się setki, albo i tysiące spomplikowanych organizmów, podczas gdy nieco wcześniej istniały tylko organizmy bardziej prymitywne.A przecież zasada działania doboru naturalnego, to serie drobnych kroczków, wywołanych drobnymi mutacjami genetycznymi, ponieważ, jak wiadomo, zmiany nagłe, lub duże są dla organizmu śmiertelne. Druga sprawa, to powstanie ludzkiego mózgu. Tworu, który zdolny jest do abstrakcyjnego myślenia, pojmowania niesprawdzalnych, abstrakcyjnych idei, podejmowania wyzwań i zadań, z którymi nigdy wcześniej się nie spotkał, do tworzenia dzieł sztuki. Ewolucja i dobór naturalny pozwala organizmom żywym dostosować się do zmieniających się warunków środowiska. Przygotowuje kolejne pokolenia istot, do życia w określonym miejscu. Nie znam jak dotąd dowodu na to, by dobór naturalny coś przewidział i zrobił coś " na wyrost". Przecież to właśnie zakładacie Wy, materialiści - przypadek. Jak wobec tego uzasadnić można zdolność ludzkiego rozumu do tworzenia dzieł sztuki? Czy do przeżycia potrzebna nam jest zdolność malowania, pisania wierszy, czy wreszcie zdolność zastanawiania się nad takimi niepotrzebnymi w życiu codziennym zagadnieniami, jak możliwość istnienia kuli w dziesięciowymiarowym wszechświecie?

Ja nie mówię, że wiem, jak powstało i zmieniało się życie! Niczego nie wykluczam, żadnej możliwości! Nie staram się przekonać kogokolwiek,że stało się tak wskutek boskiej interwencji! Protestuję tylko przeciw twierdzeniu, jakoby współczesna nauka dostarczała nam dostatecznych dowodów na to, że "wszyskto stało się samo" i to przez "przypadek". I tylko w tym zakresie rację mieliby kreacjoniści, gdyby żądali uczciwego stawiania sprawy w szkołach i uczenia całej prawdy o ewolucji. A prawda ta, to m.in. to, że nie wszystko jest jasne.
Patty Matheson (2087 punktów)
>A przecież zasada działania doboru naturalnego, to serie drobnych kroczków, wywołanych drobnymi mutacjami genetycznymi, ponieważ, jak wiadomo, zmiany nagłe, lub duże są dla organizmu śmiertelne.

To prawda, chociaż i przypadek może się zdarzyć taki, że duża mutacja będzie korzystna. Jednak nie zapominaj, że ewolucja postępuje z szybkością geometryczną. Z jednego mutanta/rekombinata kilkoro potomstwa, z każdego możliwe kolejne... Plus, dodana przeze mnie rekombinacja to nie taka znowu drobna, za to celowa zmienność genetyczna u diploidalnych organizmów, zresztą nie tylko. Bakterie ewoluują z niesamowitą prędkością, kwestia godzin - człowiek jest bardziej złożony i ma dłuższy cykl życia, ale ma mieszanie genów dwu płci i rekombinację.

Wspomniałeś jeszcze o ewolucji kambryjskiej... To nie musiał być przypadek. Ale skoro nie zamierzasz wykluczać żadnych teorii, to musisz rozważyć tę mówiącą o ówczesnej pierwszej wizycie kosmitów, którzy bawili się naszymi organizmami i je modyfikowali genetycznie. Potem przylecieli i zmodyfikowali naszych przodków, zaszczepiając im zdolność myślenia, a właściwie modyfikując mózg, prawdopodobnie właśnie "na wyrost".
I po co wymyślać boga. Zresztą, oni mieliby być owymi bogami dla wielu tzw. prymitywnych kultur. A oni sami skąd się wzięli? Mogli wyewoluować powolutku na swojej planetce, nie mamy prawa sądzić, że nie mieli jak

Mózg człowieka, i owszem, zdaje się być "zrobiony" na wyrost, ale i jest na to rada: ktoś kiedyś zapodał możliwość, że nasza duma jest reliktem... kiedyś go "używaliśmy" w całości, teraz tylko do "najważniejszych" czynności, a niektórzy to wręcz szkoda gadać Oczywiście można to odeprzeć; w jaki sposób do przetrwania naszym przodkom było tworzenie dzieł sztuki i telepatia, jednak nie mamy poszlak, że nie były.


"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
Losec
Już raz to tu napisałem, ale muszę powtórzyć.
Wy materialiści, jesteście gotowi uwierzyć w kosmitów, byle tylko nie uznać możliwości istnienia Stwórcy. Podobnie jak istnienia Stwórcy, tak nie da się udowodnić istnienia kosmitów, ale, o ile nie istnieją żadne dowody przeczące możliwości istnienia Stwórcy, to współczesna fizyka mówi wyraźnie jak trudne i jak bardzo energochłonne są podróże na inne światy. Czy zadałaś sobie pytanie po jakiego czorta ci Twoi kosmici mieliby wydawać masę kasy, na podróże na inne planety, na "modyfikowanie genetyczne tubylców", na zaszczepianie im zdolności myślenia, na dawanie im zdolności do tworzenia dzieł sztuki?? A wszystko to w tajemnicy?? I potem się nagle stracili?? Albo cały czas się ukrywają??
Znów kłania się stary poczciwy Ockham i jego bezcenna brzytwa!
Bakterie ewoluują szybciej bo są prostsze i szybciej następuje wśród nich wymiana pokoleń. Muszka owocowa, ( Drosophilla melanogaster ) też się szybko rozmnaża, krótko żyje i szybko się zmienia. I czego to dowodzi?? Że i mózg mógł szybko ewoluować?? Przecież to się wszystko kupy nie trzyma! Że niby kiedyś używaliśmy większej części naszego mózgu?? I co, nagle o tym zapomnieliśmy. Czyli tak - szybciutko nam rozumek wyewoluował, szybciutko pogadaliśmy sobie telepatycznie, potem jeszcze szybciej i bez śladu zapomnieliśmy o większości naszych zdolności i tylko nam zostało disco polo? No proszę Cię bardzo...
Patty Matheson (2087 punktów)
>Wy materialiści, jesteście gotowi uwierzyć w kosmitów, byle tylko nie uznać możliwości istnienia Stwórcy.

Kosmitów dałam jako jaskrawy przykład, że nie można odrzucać żadnych teorii, dopóki wyjaśniają fakty. Nie zamierzałam zastąpić nimi Stwórcy, bo jakkolwiek by nie byli rozwinięci, to Wszechświata stworzyć nie mogli. Jak dla mnie Bóg Stwórca Wszechświata jest nie do ogarnięcia żadnym sposobem, jeśli jest poza Universum, to nie stosuje się do niego nic, prawdopodobnie nawet rozum, który działa w naszej rzeczywistości. Obu teorii na razie nie jesteśmy w stanie udowodnić, ale tak jak Kosmitów może by się dało, tak - ośmielę się sądzić - Boga nie.
Cały Wszechświat byłby manifestacją jego działania. A żeby udowodnić jego istnienie musielibyśmy wydzielić jego działalność od reszty. Proszę bardzo oddzielać sobie Wszechświat od reszty, kto chce.
Już pisałam, że cały świat, a "żywy" już szczególnie, może ewoluować samodzielnie. To jest dla mnie naturalne podejście, bo "widzę to", panowie naukowcy to opisali, dużo rzeczy się zgadza, i takie tam. Jak ktoś chce dorzucić swe grosze do tego zjawiska, to na jego barkach spoczywa ciężar przytoczenia argmentów.
A co do Kosmitów, to też nie wiem dlaczego tak się wszyscy czepiają. Wprowadzając taki element wyjaśniający, otrzymujemy wcale jasny obraz sytuacji, wiele faktów nam się łączy itp. I nie trzeba się odwoływać do niczego poza światem. I koledzy Kosmici wcale nie musieli podróżować z niewiadomo skąd, bo mogli żyć na pobliskich planetach. Astronomia nie jest wiedzą ukończoną, ciekawe fakty są wciąż odkrywane. A teraz nie musi ich być już wcale, a co to oni - niezniszczalni? Dlaczego ulepszyli małpki? Rzekomo w celu zrobienia sobie robotników fizycznych A z tym ich wydawaniem pieniędzy to się zagalopowałeś; albo to był żart, albo patrzysz za bardzo antropocentrycznie
Ale jeszcze nie stwierdziłam, że motyw z Kosmitami to prawda. Nawet w nauce z rezerwą odnosimy się do teorii. To tylko teorie, obowiązujące dopóki niezastąpione przez lepszą wersję.

> Znów kłania się stary poczciwy Ockham i jego bezcenna brzytwa!

Genialna w swej prostocie. Ja bym nią obcięła wszystko dookoła swego Rozumku... Ja i mój Rozumek, czysta solipsystyczna sielanka. Przecież wszystko inne może być tylko moim wymysłem?
A może wykasować wszystko poza Bogiem? Przecież On może załatwić wszystko.

>I czego to dowodzi?? Że i mózg mógł szybko ewoluować?? Przecież to się wszystko kupy nie trzyma!

Gdzie widzisz bezsens? Wcale nie tak szybko. Nie jesteśmy inteligentniejsi od pierwszych ludzi, tylko mamy więcej wiedzy.

>Że niby kiedyś używaliśmy większej części naszego mózgu?? I co, nagle o tym zapomnieliśmy. Czyli tak - szybciutko nam rozumek wyewoluował, szybciutko pogadaliśmy sobie telepatycznie, potem jeszcze szybciej i bez śladu zapomnieliśmy o większości naszych zdolności i tylko nam zostało disco polo?

Nie mogę tego udowodnić, Ty nie możesz tego obalić.

Nie wiem, dlaczego niektórzy tak się czepiają. Obrazowo ujmę to tak: przychodzi do mnie, normalnej racjonalnej istotki, ktoś. Wymyśla sobie, że jest Bóg, i od tej pory męczy mnie "dlaczego ja też tak nie myślę". Tak dla mnie problem wygląda.

"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
Losec
Piszesz, że "widzisz" ewolucję, że "panowie naukowcy" coś napisali... Gratuluję Ci dobrego samopoczucia. "Jak ktoś chce dorzucić coś, to musi podać argumenty"... No, to dałem już kilka argumentów, faktów które mówią, że w kambrze nastąpiło niebywałe przyspieszenie ewolucji, którego nie sposób na razie wyjaśnić. Podobnie było z ewolucją ludzkiego mózgu. Jego rozwój nastąpił szybko, zbyt szybko, jak na mechanizmy i standardy ewolucji. Jeżeli już tak wszystko wiemy, to może ci panowie, albo Ty sama, potraficie to jakoś wyjaśnić?

Masz rację, że nie sposób udowodnić ani istnienia kosmitów, ani istnienia Boga. Masz również rację pisząc, że cały Wszechświat jest manifestacją jego istnienia. Jest to tzw. dowód na istnienie Projektanta wynikający z istnienia Projektu. Jak wchodzisz do sali w której są równo poukładane krzesła, to choć nie widzisz tej osoby, wiesz, że ktos je tak poukładał, bo prawdopodobieństwo przypadkowego ułożenia się krzeseł, np. w trakcie wesela, jest zbyt małe.

Czy Ty masz jakieś pojęcie, ile lat świetlnych dzieli nas od najbliższej gwiazdy i co za tym idzie, od najbliższej planety poza naszym układem słonecznym?? Czy wiesz jaka olbrzymia energia jest potrzebna, by przesłać stamtąd tu, jeden kilogram masy, w przyzwoitym czasie?? A ile potrzeba energii by wyekspediować np. jedną tonę? Jeżeli nie wiesz, to przeczytaj sobie np. "Fizykę podróży międzygwiezdnych" Lawrence'a M. Kraussa, a zdasz sobie sprawę z tego jakie to jest drogie! Zapewniam Cię że kosmitów, o ile istnieją, również obowiązują te same prawa fizyki, i zapewne ekonomii ( choć raczej nie płacą w dolarach). Oni też musieliby ponieść bardzo duże nakłady w swojej walucie, by tu latać. I po co? Żeby wydobywać diamenty? Żeby tworzyć z tubylców niewolników?? No, chyba, że są tacy genialni, że potrafią uzyskać coś z niczego, ale w takim razie po co, pytam się, potrzebni im, rzekomo, niewolnicy???

P.S. Nigdzie tu nikogo nie nawracałem. Nigdzie nie namawiałem do wiary w Boga. Protestowałem tylko, przeciw błędnemu przekonaniu, jakoby współczesna nauka, dawała nam jakiekolwiek dowody, na nieistnienie Boga. Nie jest prawdą jakoby ostatnie, i nie tylko ostanie osiągnięcia naukowe, dawały przesłanki do tego, że człowiek składa się wyłącznie z materii, że jest tylko bardzo skomplikowanym biologicznym komputerem. Jest wręcz przeciwnie. Są tacy naukowcy, fizycy, logicy, matematycy, czy filozofowie, którzy twierdzą coś wręcz przeciwnego. Twierdzą, że ideologia zwana materializmem, w świetle osiągnieć naukowych, jest w coraz trudniejszej sytuacji...
Patty Matheson (2087 punktów)
>Protestowałem tylko, przeciw błędnemu przekonaniu, jakoby współczesna nauka, dawała nam jakiekolwiek dowody, na nieistnienie Boga.

Święta prawda, ja nawet wątpię, czy kiedykolwiek nauka da takowe dowody.

>Nie jest prawdą jakoby ostatnie, i nie tylko ostanie osiągnięcia naukowe, dawały przesłanki do tego, że człowiek składa się wyłącznie z materii, że jest tylko bardzo skomplikowanym biologicznym komputerem. Jest wręcz przeciwnie. Są tacy naukowcy, fizycy, logicy, matematycy, czy filozofowie, którzy twierdzą coś wręcz przeciwnego. Twierdzą, że ideologia zwana materializmem, w świetle osiągnieć naukowych, jest w coraz trudniejszej sytuacji...

Nigdy też nie twierdziłam, że jestem materialistką. Co do osiągnięć naukowych - właśnie one są dla mnie odejściem od prymitywnego materializmu, który mogli "wyznawać" dawni ateiści; nauka ukazuje coraz częściej, że poza widocznym na pierwszy rzut oka światem coś się kryje. Tylko że dla mnie nie jest to od razu powodem, żeby wstawiać w to bliżej nieokreślone "coś" bogów. Przecież "to" równie dobrze może nie być ani świadome, ani inteligentne, a tylko istnieć poza naszym postrzeganiem.
Mam wrażenie, że właśnie czasami utożsamia się niematerialność z Bogiem - nie uważam tego za godne odrzucenia z góry, ale dookreślenie jest bardzo istotne, szczególnie przy takich enigmatycznych pojęciach jak Bóg.

"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
Oless (982 punktów)Odp: Deizm (i umysł człowieka)
>Kto sprawił, że powstała istota tak inteligentna jak człowiek? Przypadek?

Pytanie banalnie dla mnie brzmi.
Sprawa nie jest trywialna ale pytanie całkiem niekonkluzywne!
Odpowiedź zależy od tego kto odpowiada

Naturalista/Ateista odpowie: tak, przypadek.
Ewolucja porusza się po przypadkowej trasie bez ustalonego z góry celu (gdyby zaszła raz jeszcze odbyłaby się inną trasą).
To oczywiście "uśmiech losu" że wyewoluował człowiek ale nie ma w tym niczego co wskazywałoby na ingerencję "spoza świata". Umysł ludzki to tylko "wyładowania elektryczne w mózgu".

Teista/Deista odpowie: nie, nie przypadek. Przypadek w ogóle niczego nie wyjaśnia.
Jeżeli materializm jest słuszny cała nasza umysłowość jest tylko iluzją i pozorem. np.:
To nie ja dokonuję wyboru ale mój mózg po przeanalizowaniu danych podsyła mojej samoświadomości wybór który ta odbiera jako własny!
Tyle że w takim razie ludzka umysłowość jest zupełnie zbędna dla kwestii przeżywalności - i nie można odnosić się do argumentu że wzrost bogactwa ludzkiej psychiki niósł jakąkolwiek korzyść ewolucyjną bowiem umysł ludzki pozbawiony samoświadomości wykona dokładnie te same czynności.

Czy jesteśmy w stanie zaakceptować pomysł że nasza zdolność do śledzenia własnego życia psychicznego, umiejętność wartoświowania, wybierania, tworzenia wyższych idei czy zachwytu dla muzyki jest efektem ubocznym ewolucji mózgu?

Niezależne istnienie naszego umysłu jest mocno intuicyjne. Wszyscy "wiemy" że nasze pragnienia mają wpływ na nasze zachowanie. Jednocześnie nie możemy nawet określić prawdopodobieństwa tego jak oddziaływania fizyczne miałyby zamienić się na zdolność myślenia czy odczuwania radości, smutku, zaskoczenia etc.
Wydaje się więc że nie ma powodu dla którego mielibyśmy zaprzeczać naszemu naturalnemu poznaniu by uwierzyć pewnym pożałowania godnym (?)ludziom starającym się wykazać że nasz umysł jest tylko materią i powstał przez przypadek.
placownik (17853 punktów)

>To nie ja dokonuję wyboru ale mój mózg po przeanalizowaniu danych podsyła mojej samoświadomości wybór który ta odbiera jako własny!
>Tyle że w takim razie ludzka umysłowość jest zupełnie zbędna dla kwestii przeżywalności - i nie można odnosić się do argumentu że wzrost bogactwa ludzkiej psychiki niósł jakąkolwiek korzyść ewolucyjną bowiem umysł ludzki pozbawiony samoświadomości wykona dokładnie te same czynności.

   Systemy nerwowe wszystkich zwierząt są systemami sterującymi układami autonomicznymi. Przetwarzają bodźce docierające ze środowiska na reakcje zwierzęcia oddziaływujące zwrotnie na środowisko. Celem jest przeżycie i wydanie potomstwa. To raczej truizm.

   U zwierząt niżej zorganizowanych zestaw odbieranych bodźców i możliwych nań reakcji jest wyraźnie ograniczony. Na skutek tego mogą one przeżywać tylko w pewnych środowiskach (niszach ekologicznych). U człowieka naturalny zestaw odbieranych bodźców jest również ograniczony (chociaż poszerzany za pomocą różnych artefaktów), ale zestaw reakcji jest praktycznie nieograniczony. To, że tak jest, zawdzięczamy stopniowi komplikacji naszego układu nerwowego. A dzięki temu, że tak jest, możemy przeżyć (i wydać potomstwo) w bardzo różnych środowiskach. Niszą ekologiczną jest dla człowieka Ziemia, a nawet kawalątek przyległego Kosmosu. To też truizm.

   A teraz hipoteza pierwsza. Samoświadomość jest tylko produktem ubocznym. Jest koniecznym efektem wzrostu komplikacji układu nerwowego efektywnie sterującego autonomicznym układem jakim jest człowiek.

   I druga. Wrażenie wolnej woli jest warunkiem koniecznym efektywnego funkcjonowania autonomicznego układu wyposażonego w samoświadomość. Bez odczuwania wrażenia wolnej woli autonomiczny układ wyposażony w samoświadomość ma tendencję do autodestrukcji.

   Zanim zaczniesz się nade mną znęcać przyznaję, że nie mam pomysłu na weryfikację prawdziwości tych hipotez. Wydają mi się jednak bardzo kuszące.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Oless (982 punktów)

>Wrażenie wolnej woli jest warunkiem koniecznym efektywnego funkcjonowania autonomicznego układu wyposażonego w samoświadomość ... [inaczej ma on] tendencję do autodestrukcji.

Niestety nie potrafię pojąć w jaki sposób "wrażenie wolnej woli" jest konieczne dla funkcjonowania takiego "układu". Bez problemu jestem w stanie wyobrazić sobie samoświadomość będącą tylko biernym obserwatorem biegu zdarzeń albo jako niewolnika który musi wykonywać "głosy rozkazy".

Tajemnicę stanowi dla mnie również owa tendencja do "autodestrukcji" jako że słówko "auto" sugeruje wpadnięcie przez materialistę w pułapkę przyczynowości samoświadomości (tak jakby mogła ona wpaść niemalże w depresję ). Jednakże samoświadomość nie ma absolutnie żadnych mocy sprawczych. Bez przypadkowych odziaływań fizycznych w mózgu nie może nawet popaść w rozpacz.

Serdecznie pozdrawiam
Maliński (102 punktów)Odp: Deizm
>'To wszystko tylko wymysł?'
Tak


Absurd
Losec
> >'To wszystko tylko wymysł?'
> Tak
Ale czyj wymysł???
Archi (547 punktów)

> spójnym systemie formalnym, a za taki przyjąć można smiało wszechświat,

Machasz Waszmość Goedlem jak cepem. Możesz mi wytłumaczyć jak to robisz z Wszechświata system formalny??

>Nie sądzę, aby istniała zgoda wśród naukowców, jakoby jakaś jedna znana obecnie teoria, tłumaczyła dobrze powstanie wszechświata. Nie jest taką teorią również teoria fluktuacji kwantowych. Ona nie tłumaczy wszystkiego. Więc nie można do niej zastosować brzytwy Ockhama.

Ale do tego złośliwego krasnala który stworzył wszechświat idealnie się nadaje.

15% przypadków depresji kończy się zgonem.
Losec
>> spójnym systemie formalnym, a za taki przyjąć można smiało wszechświat,
>Machasz Waszmość Goedlem jak cepem. Możesz mi wytłumaczyć jak to robisz z Wszechświata system formalny??
Jeżeli wszechświat nie byłby "formalny", to mógłbym w jego ramach udowodnić cokolwiek, wychodząc od czegokolwiek innego. Np. (za filozofem Bertandem Russelem) mógłbym udowodnić, że jestem papieżem, wychodząc z założenia że 2=1!
Wszechświat jest formalny, ponieważ spełnia podstawowy warunek formalności systemu - nie da się w jego ramach udowodnić dwóch sprzecznych ze sobą stwierdzeń. No chyba że potrafisz coś takiego wykazać...
Archi (547 punktów)
>Wszechświat jest formalny, ponieważ spełnia podstawowy warunek formalności systemu - nie da się w jego ramach udowodnić dwóch sprzecznych ze sobą stwierdzeń. No chyba że potrafisz coś takiego wykazać...

To jest przykład błędnego koła. Żeby do Wszechświata odnosiło się to stwierdzenie: "nie da się w jego ramach udowodnić dwóch sprzecznych ze sobą stwierdzeń", musisz najpierw założyć, że Wszechświat to system formalny.

Zakładając jednak że tak jest. Można pokazać, że przy różnych aksjomatach suma kątów trójkąta będzie równa 180 albo że nie będzie. Masz dowiedzione dwa sprzeczne ze sobą stwierdzenia i to oba w naszym Wszechświecie.

15% przypadków depresji kończy się zgonem.
Losec
Mylisz się bardzo. System jest formalny wtedy, kiedy nie da się w jego ramach udowodnić dwóch sprzecznych twierdzeń, a nie odwrotnie! Nie ma tu żadnego błędnego koła! Jeżeli przyjmiesz różne aksjomaty to jasne że wyjdą różne wyniki. To kwestia aksjomatów. W nieeuklidesowej geometrii obowiązują inne prawa niż w euklidesowej, ale to nie znaczy jeszcze, że udowodniłeś sprzeczne ze sobą twierdzenia! Na płaskiej kartce papieru - zapewniam cię, zawsze suma kątów trójkącie wyniesie 180 st.
movax (630 punktów)
>>> spójnym systemie formalnym, a za taki przyjąć można smiało wszechświat,
>>Machasz Waszmość Goedlem jak cepem. Możesz mi wytłumaczyć jak to robisz z Wszechświata system formalny??
>Jeżeli wszechświat nie byłby "formalny", to mógłbym w jego ramach udowodnić cokolwiek, wychodząc od czegokolwiek innego. Np. (za filozofem Bertandem Russelem) mógłbym udowodnić, że jestem papieżem, wychodząc z założenia że 2=1!
>Wszechświat jest formalny, ponieważ spełnia podstawowy warunek formalności systemu - nie da się w jego ramach udowodnić dwóch sprzecznych ze sobą stwierdzeń. No chyba że potrafisz coś takiego wykazać...

Ja jeszcze dodam, że aby rozmawiać poprawnie o systemie formalnym, należy użyć metajęzyka bogatszego niż on sam. Więc zapewne jesteśmy skazani na nieusuwalne paradoksy.

Poza tym Wszechświat nie musi być systemem formalnym, jak dotąd za taki można go uważać.
Archi (547 punktów)
>Poza tym wszechświat nie musi być systemem formalnym, jak dotąd za taki można go uważać.

"System formalny to język formalny wraz ze zbiorem reguł wyprowadzania."
Zgłupiałem, nie rozumiem. Twierdzicie, że Wszechświat to taki postmodernistyczny matrix? Że jedyne co postrzegamy i doswiadczamy to język i abstrakcyjne reguły? Wszystko to znaki? Dla mnie to teza szaleńca.

15% przypadków depresji kończy się zgonem.
Losec
Gratuluję!

Właśnie doszedłeś do wniosku, że materializm, to "wymysł szaleńca".
Od paru dni próbuję Wam moi drodzy wytłumaczyć, że nie jestem w stanie uwierzyć, jakoby świat i człowiek był tylko czymś w rodzaju matrixu, zbiorem przypadkowych funkcji falowych, wynikiem tylko i wyłącznie przypadkowych kolapsów tych funkcji!
Tak właśnie twierdzą materialiści. I żądają ode mnie dowodów na to, że istnieje coś oprócz materii. A ja próbuję im udowodnić, powołując się na ludzi wielokrotnie mądrzejszych ode mnie, że gdyby świat był tylko zbiorem reguł, gdyby opierał się wyłącznie na znakach, na jakimś kwantowym kodzie, to w ramach tego systemu udowodnienie istnienia czegoś pozamaterialnego jest niemożliwe, a mimo to istnienie takiego niematerialnego czegoś może być prawdziwe.

Nic się na martw! Świat jest czym daleko lepszym i piękniejszym niż postmodernistyczny matrix.
Archi (547 punktów)
>Gratuluję!
>Właśnie doszedłeś do wniosku, że materializm, to "wymysł szaleńca".
>Od paru dni próbuję Wam moi drodzy wytłumaczyć, że nie jestem w stanie uwierzyć, jakoby świat i człowiek był tylko czymś w rodzaju matrixu, zbiorem przypadkowych funkcji falowych, wynikiem tylko i wyłącznie przypadkowych kolapsów tych funkcji!

Wygrałem plastikowy zestaw do robienia multisałatek?

Chyba coś ci się pomyliło. Zredukowanie fizyki do czystej matematyki to idealizm a nie materializm. Funkcja falowa itp. opisuje materialną rzeczywistość, ale nie zastępuje jej. Nie można wyidealizowanego modelu matematycznego utożsamiać z realną rzeczywistością.
Wszechświat jest pełen tajemnic.

15% przypadków depresji kończy się zgonem.
Losec
>Wszechświat jest pełen tajemnic.
Ależ oczywiście, że jest pełen tajemnic. A według obecnego stanu wiedzy, wszystko co dzieje się z materią na poziomie kwantowym, da się przedstawić w postaci funkcji falowej. a zachodzące zdarzenia, w postaci kolapsów tych funkcji. Ale czy to jest już cały Wszechświat? Moim zdaniem nie.
Archi (547 punktów)
>>Wszechświat jest pełen tajemnic.
>Ależ oczywiście, że jest pełen tajemnic. A według obecnego stanu wiedzy, wszystko co dzieje się z materią na poziomie kwantowym, da się przedstawić w postaci funkcji falowej. a zachodzące zdarzenia, w postaci kolapsów tych funkcji. Ale czy to jest już cały wszechświat? Moim zdaniem nie.
>
A kto powiedział, że funkcja falowa opisuje wszystko? Kto w ogóle powiedział, że fizyka to jedyna dyscyplina naukowa jaką posiadamy? Nauka cały czas się rozwija, a wiedzy przybywa i nie wygląda na to, aby coś w tej materii się zmieniło.

15% przypadków depresji kończy się zgonem.
Losec
>>A kto powiedział, że funkcja falowa opisuje wszystko? Kto w ogóle powiedział, że fizyka to jedyna dyscyplina naukowa jaką posiadamy? Nauka cały czas się rozwija, a wiedzy przybywa i nie wygląda na to, aby coś w tej materii się zmieniło.
A jakiej nauki chciałbyś użyć do opisania Wszechświata? Filmoznawstwa? Ze szczególnym uwzględnieniem filmów science-fiction?
Archi (547 punktów)
>>>A kto powiedział, że funkcja falowa opisuje wszystko? Kto w ogóle powiedział, że fizyka to jedyna dyscyplina naukowa jaką posiadamy? Nauka cały czas się rozwija, a wiedzy przybywa i nie wygląda na to, aby coś w tej materii się zmieniło.
>A jakiej nauki chciałbyś użyć do opisania Wszechświata? Filmoznawstwa? Ze szczególnym uwzględnieniem filmów science-fiction?
>
Fizyka nie opisuje wszystkiego i nigdy nie opisze, bo ma swój przedmiot i tylko nim się zajmuje.

15% przypadków depresji kończy się zgonem.
Losec
No to konkretnie, co proponujesz? Jakiej nauki chciałbyś użyć, do opisu stanu Wszechświata, pytam się...?
Archi (547 punktów)
>No to konkretnie, co proponujesz? Jakiej nauki chciałbyś użyć, do opisu stanu wszechświata, pytam się...?
Co masz na myśli przez "stan Wszechświata"? Stan jest dobry

Strzelam, ale wydaje mi się, że mylisz fizyczną "teorię wszystkiego", która ma opisać wszystkie cztery oddziaływania podstawowe z teorią metafizyczną, która chciałaby opisać wszystko co jest.

15% przypadków depresji kończy się zgonem.
Losec
>Strzelam, ale wydaje mi się, że mylisz fizyczną "teorię wszystkiego", która ma opisać wszystkie cztery oddziaływania podstawowe z teorią metafizyczną, która chciałaby opisać wszystko co jest.
Pudło. Nie wspomniałem ani słowem o jakiejś teorii metafizycznej. Wszystko co tu napisałem opiera się na fizyce To ty napisałeś coś o tym, jakoby fizyka nie była odpowiednia by opisać świat.

P.S. Dwa z tych czterech oddziaływań o których wspominasz już zostały połączone. Oddziaływania elektromagnetyczne i słabe, połączono w tzw. oddziaływania elektrosłabe, więc Twoja wiedza z tego zakresu jest chyba nieco nieaktualna....
Patty Matheson (2087 punktów)
>Fizyka nie opisuje wszystkiego i nigdy nie opisze, bo ma swój przedmiot i tylko nim się zajmuje.

Ja bym powiedziała całkiem odwrotnie, że właśnie fizyka byłaby w stanie opisać wszystko, gdybyśmy tylko mieli odpowiednie zdolności obliczeniowe na owym zaprogramowanym przez nas sprzęcie, aby uwzględnić wszystkie czynniki [w postaci fal i ich kolapsów]. Natomiast wszystkie pozostałe nauki to dopiero mają swoje przedmioty, do których opisu jakoś niekoniecznie trzeba badania - powtórzę się - funkcji i ich kolapsów, ponieważ zajmują się - nazwijmy to - przynależnym do nich kawałkiem Wszechświata na pewnym poziomie.

"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
Pan Tau (1237 punktów)
>Wszechświat jest formalny, ponieważ spełnia podstawowy warunek formalności systemu - nie da się w jego ramach udowodnić dwóch sprzecznych ze sobą stwierdzeń. No chyba że potrafisz coś takiego wykazać...

To nie jest żaden warunek formalności systemu !

Nawet z Wikipedii można się dowiedziec, że:
system formalny spójny to system, w którym nie da się udowodnić jednocześnie pewnego zdania i jego zaprzeczenia
oraz, że
system formalny zupełny to system formalny, w którym możliwe jest rozstrzygnięcie o prawdziwości dowolnego, prawidłowo zapisanego zdania tego systemu.

Twierdzenie Gödla (o niezupełności) mówi, że dowolny system formalny zawierający w sobie aksjomaty arytmetyki liczb naturalnych, jest albo zupełny, albo spójny i nigdy nie posiada obu tych cech jednocześnie.

Gdyby podany przez Ciebie warunek formalności systemu był prawdziwy, oznaczałoby to, że nie istnieją inne systemy formalne, niż spójne.
A jest to oczywiście nieprawdą, ponieważ z treści przytoczonego powyżej twierdzenia wynika, że mogą istnieć i są to systemy formalne zupełne.

Czyli, podsumowując, podałes nie warunek formalności systemu a warunek spójności systemu formalnego.


"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
Losec
>Czyli, podsumowując, podałes nie warunek formalności systemu a warunek spójności systemu formalnego.
Tak, rację masz, jak najbardziej. My mistake.
IQ955 (2355 punktów)
>Machasz Waszmość Goedlem jak cepem.

Bardzo ładny żart - plusik. Zresztą wymachiwanie Goedlem jest ostatnio w modzie - chciałbym wiedzieć, kto chociażby przeczytał i zrozumiał jego dowód, nie mówiąc o umiejętności przeprowadzenia.
Przyznaje się bez bicia - sam przebrnąłem kiedyś przez "wersję uproszczoną". No, ale ja nie macham...


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Losec
Dowód Gödla nie jest taki znowu trudny, jego zrozumienie nie wymaga doktoratu. A poza tym, jak oberwiesz cepem, to nieważne czy ten kto Cię trzepnął zna teorię budowy cepa - i tak boli i tak boli. Możesz np. posługiwać się do woli twierdzeniem Pitagorasa i ono nie będzie ani trochę bardzej prawdziwe, jeżeli jeszcze w dodatku potrafisz je wyprowadzić.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365