Racjonalista - Strona głównaDo treści
Ateizm jest świetny!!!

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
23-01-2007 15:05bleble (5585 punktów)Ateizm jest świetny!!!
Jestem szczęśliwa, bo odkryłam siebie. Kiedyś byłam skazana na poglądy rodziców, ale teraz, kiedy myślę o swoich prawdziwych poglądach zauważyłam, że nie wierze... i czuję się wolna. To jest wspaniałe, kiedy człowiek nie jest zależny od "czegoś co nie istnieje", od własnych wymysłów. Cieszę się, żę trafiłam akurat na to forum, i że mogłam dzięki Wam poznać bliżej siebie... Dziękuję :*
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Thorvoy (6588 punktów)
Nie ma za co. Co przekonało Cię najbardziej? Posty na forum, czy artykuły?
bleble (5585 punktów)
>Nie ma za co. Co przekonało Cię najbardziej? Posty na forum, czy artykuły?
Głównie wpływ miały posty na forum, bo mogłam podyskutować na pewne tematy, ale aktykuły również mnie zainteresowały. Jednak najbardziej przekonujące były odpowiedzi na moje wątki.
paruzel (474 punktów)
Mówi się, że wiara jest dla ludzi słabych. Tych, którzy nie potrafią poradzić sobie z problemami codziennego dnia, nie umieją wyjaśnić sobie dlaczego warto być dobrym, dla ktorych jedynym celem, przyczyną jest Bóg. Gratuluję Ci że jesteś na tyle silna, iż nie potrzebujesz Boga by iść przez życie. Prawdziwa etyka bowiem pochodzi z rozumu. Potrafie to zaakceptować, ale nie jestem na tyle silna aby całkowicie zapomnieć o Bogu (zostałam wychowana w rodzinie chrześcijańskiej). Mimo iż rodzice zrozumieli mój wybór w odejściu od wiary, boję się, że w dniu swojej śmierci, ciężkiej choroby itp. modliłabym się do Boga... że to okaże się silniejsze... być może nie potrafię być 100% racjonalistą...
Chardin (168 punktów)
> Mówi się, że wiara jest dla ludzi słabych.

Są różne wiary.

> Prawdziwa etyka bowiem pochodzi z rozumu.

Już David Hume zauważył (a rozwinął to Immanuel Kant) że z rozumu nie wypływa etyka.

> Potrafie to zaakceptować, ale nie jestem na tyle silna aby całkowicie zapomnieć o Bogu (zostałam wychowana w rodzinie chrześcijańskiej). Mimo iż rodzice zrozumieli mój wybór w odejściu od wiary, boję się, że w dniu swojej śmierci, ciężkiej choroby itp. modliłabym się do Boga... że to okaże się silniejsze... być może nie potrafię być 100% racjonalistą...

I co się stanie jeśli się pomodlisz? I tak nie jesteś w 100% racjonalistką. Nie da się. A na łożu śmierci... Zresztą nie róbmy z racjonalizmu postawy idealnej, zwłaszcza w sytuacji granicznej.
maja (474 punktów)

>Już David Hume zauważył (a rozwinął to Immanuel Kant) że z rozumu nie wypływa etyka.
Zgadzam się z Tobą, z Humem i Kantem. Przepraszam za błędną wypowiedź... Miałam na mysli to, że racjonalista potrafi sobie wytłumaczyć za pomocą rozumu to, jak nalezy postępować, nie potrzebuje Boga, nagrody w niebie by czynić dobrze itp.( a oprócz tego są jeszcze uczucia...jak pierwotna sympatia)
>I tak nie jesteś w 100% racjonalistką. Nie da się.
Również się zgadzam. Nie jestem, ale chyba są tacy co są... i nie wiem czy to taki Ideał...
Chardin (168 punktów)


> Miałam na mysli to, że racjonalista potrafi sobie wytłumaczyć za pomocą rozumu to, jak nalezy postępować, nie potrzebuje Boga, nagrody w niebie by czynić dobrze

Racja. Nie trzeba wiary w Boga żeby żyć dobrze. Z drugiej strony to co napisałem jest nadal aktualne - można być krańcowo racjonalnym i niemoralnym (patrz: twórczość markiza de Sade). W sumie nie wiem co jest bardziej racjonalne... ale to już problem gry o sumie niezerowej, na pograniczu matematyki, psychologii i socjologii...

Pozdrawiam cieplutko
Pan Tau (1237 punktów)
>[...] można być krańcowo racjonalnym i niemoralnym (patrz: twórczość markiza de Sade) [...]

Na czym polegał krańcowy racjonalizm markiza de Sade ?


"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
Chardin (168 punktów)
>Na czym polegał krańcowy racjonalizm markiza de Sade ?

Pisząc o filozofii Markiza używa się przecież (szczęśliwego albo nie) określenia racjonalista absolutny.

Jak dla mnie znaczy to po prostu tyle że był konsekwentny w swoim ateizmie i materializmie, etc. Jeśli mam okazję do czynienia zbrodni i nie zostanę ukarany - czynię ją. Interesuje mnie tylko to co ma wpływ na moje ja. Wszystko co nie zwróci się przeciwko mnie mogę niszczyć. Nie ma norm - bo i skąd.

Dla porównania - ateiści i materialiści oświeceniowi, no i filozofowie późniejsi tworzyli po "śmierci Boga" różne "fantomy", za które zbeształ ich potem Nietzsche (i Stirner). Państwo, społeczeństwo, itd. Jak dla mnie niewierzący baron, hrabia czy kto tam, który sobie używa i mu to sprawia przyjemność bo nie ma wyrzutów sumienia jest bardziej racjonalny niż ten kto po heglowsku (nie spierajmy się na ile odrzucił Boga) jako wartość naczelną stawia sobie państwo.

Owszem, zostaje problem "co by było gdyby wszyscy tak postępowali". Ale jest to nierealne i "filozofowie" u Markiza o tym wiedzą. No i wykorzystują.
Chardin (168 punktów)
Acha. Żeby nie było. Wyżej pisałem że etyka nie wypływa z rozumu, a teraz mówię że markiz de Sade był bardziej racjonalny niż ktoś kto sobie jakieś tam idee poza sobą stawiał na świeczniku. Oczywiście, wybór tutaj zależy np. od temperamentu. Ale w takim wypadku człowiek u Markiza jest co najmniej tak samo racjonalny jak ten drugi . A może i bardziej, bo mniej ma niespójności i przeskoków wewnątrz systemu.
nieobecny
>Jak dla mnie znaczy to po prostu tyle że był konsekwentny w swoim ateizmie i materializmie, etc. Jeśli mam okazję do czynienia zbrodni i nie zostanę ukarany - czynię ją.
Jestem ateistą, ale nie popełniłem jeszcze żadnej zbrodni. Dlatego, że nie miałem okazji?
Po co są kodeksy karne skoro Bóg i tak wymierza kary?
Chardin (168 punktów)
>Jestem ateistą, ale nie popełniłem jeszcze żadnej zbrodni. Dlatego, że nie miałem okazji?

Nie czytasz tego co piszę, albo nie rozumiesz.

>Po co są kodeksy karne skoro Bóg i tak wymierza kary?

Św. Tomasz wyjaśnił.
Archi (547 punktów)
>>Jestem ateistą, ale nie popełniłem jeszcze żadnej zbrodni. Dlatego, że nie miałem okazji?
>Nie czytasz tego co piszę, albo nie rozumiesz.
>>Po co są kodeksy karne skoro Bóg i tak wymierza kary?
>Św. Tomasz wyjaśnił.
wszystko co dobre u Tomasza i tak zerżnięte z Arystotelesa, greckiego poganina.

15% przypadków depresji kończy się zgonem.
Pan Tau (1237 punktów)
>>Na czym polegał krańcowy racjonalizm markiza de Sade ?
>Pisząc o filozofii Markiza używa się przecież (szczęśliwego albo nie) określenia racjonalista absolutny.
>Jak dla mnie znaczy to po prostu tyle że był konsekwentny w swoim ateizmie i materializmie, etc. Jeśli mam okazję do czynienia zbrodni i nie zostanę ukarany - czynię ją. Interesuje mnie tylko to co ma wpływ na moje ja. Wszystko co nie zwróci się przeciwko mnie mogę niszczyć.

Z powyższego wynika następujący ciąg stwierdzeń:
"Krańcowy racjonalizm" = "konsekwencja w ateizmie i materializmie" = "wykorzystywanie każdej okazji do czynienia zbrodni, za którą nie zostanę ukarany"

Jeśli to wnioskowanie jest prawdziwe, to dlaczego w rzeczywistości ateiści nie popełniają większej ilości przestępstw i zbrodni, niż ludzie wierzący?
Gdyby było prawdą, statystyki powinny to ewidentnie wykazywać, a nie tak nie jest (wykazują coś wręcz przeciwnego).
Problem jest prosty - przeprowadziłeś nieuprawnione wnioskowanie uogólniające na podstawie jednego bardzo specyficznego przypadku.
W ten sposób da się "udowodnić" wszystko, choćby zależność między przynależnością do kleru katolickiego a skłonnościami homoseksualnymi - wychodząc na przykład od biskupa Paetza.

>Nie ma norm - bo i skąd.
Właśnie - a skąd się biorą normy ?

>Jak dla mnie niewierzący baron, hrabia czy kto tam, który sobie używa i mu to sprawia przyjemność bo nie ma wyrzutów sumienia jest bardziej racjonalny niż ten kto po heglowsku [...] jako wartość naczelną stawia sobie państwo.

Jest to "racjonalizm" wzięty prosto z religii, w których sumienie wiernych "czyści się" z występków, przestępstw i zbrodni wymazując grzechy za pomocą spowiedzi, pokuty i sakramentów.
Wzorem chociażby Konstantyna Wielkiego, za życia wielokrotnego zbrodniarza (daleko przekraczającego wyczyny de Sade'a), a po śmierci jednego ze świętych Kościoła Katolickiego.


"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
Chardin (168 punktów)
>>>Na czym polegał krańcowy racjonalizm markiza de Sade ?
>>Pisząc o filozofii Markiza używa się przecież (szczęśliwego albo nie) określenia racjonalista absolutny.
>>Jak dla mnie znaczy to po prostu tyle że był konsekwentny w swoim ateizmie i materializmie, etc. Jeśli mam okazję do czynienia zbrodni i nie zostanę ukarany - czynię ją. Interesuje mnie tylko to co ma wpływ na moje ja. Wszystko co nie zwróci się przeciwko mnie mogę niszczyć.
>Z powyższego wynika następujący ciąg stwierdzeń:
>"Krańcowy racjonalizm" = "konsekwencja w ateizmie i materializmie" = "wykorzystywanie każdej okazji do czynienia zbrodni, za którą nie zostanę ukarany"

Nieprawda. Człowiek krańcowo racjonalny może być konsekwentny w każdym niesprzecznym systemie, którego przesłanki przyjmie.

Tak więc pada już pierwsza równość:
Krańcowy racjonalizm" = "konsekwencja w ateizmie i materializmie"

Jeśli już coś mamy to implikację, taką:

(bycie materialistą, ateistą) ^ (bycie racjonalistą, konsekwentnym) => (konsekwencja w ateizmie i materializmie).

Jeśli nie ma żadnych dodatkowych zakazów w postaci innych niż dążenie do własnego dobra celów można przejść do twierdzenia trzeciego.

To trochę zmienia postać rzeczy.

Zaczęło się od tego że napisałem że de Sade był racjonalistą absolutnym. To ciężko obalić. Możesz spróbować. Potem to uzasadniłem, ale nie przeprowadziłem uogólnienia które mi przypisujesz.

>Jeśli to wnioskowanie jest prawdziwe, to dlaczego w rzeczywistości ateiści nie popełniają większej ilości przestępstw i zbrodni, niż ludzie wierzący?

Bo nie są konsekwentni w swoim materializmie? Bo mają system wartości - wbrew temu co by chcieli niektórzy - o podstawach pozarozumowych, różnych od tych de Sada? Choćby temu. I nic w tym złego nie ma, nie pisałem że ateiści są be. Po prostu siłą rzeczy nie zawsze przyznają się do swych przesłanek, udają że trzymają się tylko rozumu. I już nie są racjonalistami absolutnymi. Niektórzy. Rozwinięcie - druga moja notka, równoległa do Twojej odpowiedzi.

>Gdyby było prawdą, statystyki powinny to ewidentnie wykazywać, a nie tak nie jest (wykazują coś wręcz przeciwnego).

Nieprawda. Przypisałeś mi rozumowanie którego nie przeprowadziłem, w drugiej notce zrobiłem zastrzeżenia których nie zauważyłeś. Każdy de Sadowiec jest krańcowym racjonalistą, nie każdy skrajny racjonalista jest de Sadowcem (że nie powiem - sadystą).

Ale nie protestujmy przeciwko racjonalności de Sada przecież...

>>Nie ma norm - bo i skąd.
>Właśnie - a skąd się biorą normy ?

Wartości to usprawiedliwienie dla bytu lub jego brak. To raczej kwestia uczucia . Oczywiście, jeśli już od czegoś wyjdziemy to można to mielić rozumiem, ale źródła są uczuciowe (nie chcę bólu. Dlaczego? nieredukowalne)
Pan Tau (1237 punktów)
>Nieprawda. Człowiek krańcowo racjonalny może być konsekwentny w każdym niesprzecznym systemie, którego przesłanki przyjmie.

A co jeśli w ramach pewnego systemu nadrzędnego jego zachowanie, racjonalne w obrębie systemu podrzędnego, nagle przestaje być racjonalne ?
Jeśli mówisz o racjonalizmie absolutnym lub krańcowym to powinien on być "racjonalny" w granicach dowolnego systemu, a nie tylko tego, którego przesłanki przyjmuje, jak twierdzisz powyżej.

>>Z powyższego wynika następujący ciąg stwierdzeń:
>>"Krańcowy racjonalizm" = "konsekwencja w ateizmie i materializmie" = "wykorzystywanie każdej okazji do czynienia zbrodni, za którą nie zostanę ukarany"
>Tak więc pada już pierwsza równość:
>Krańcowy racjonalizm" = "konsekwencja w ateizmie i materializmie"
>Jeśli już coś mamy to implikację, taką:
>(bycie materialistą, ateistą) ^ (bycie racjonalistą, konsekwentnym) => (konsekwencja w ateizmie i materializmie).

Ależ ja nie twierdzę, że tak jest.
Zgadzam się, że to nie jest prawda. Ale Twoja, zapewne źle przeze mnie zrozumiana, wypowiedź coś takiego sugerowała.
Na szczęście ta pierwsza równość w rzeczywistości nie ma żadnego znaczenia - istotny jest trzeci element i jego powiązania z dwoma pierwszymi (niezależnie od ich wzajemnego usytuowania).

Otóż nadal twierdzę, że sugerujesz istnienie następującej prawidłowości:
"bycie konsekwentnym ateistą/materialistą"
jest równoważne
"wykorzystywaniu każdej okazji do czynienia zbrodni, za którą nie zostanę ukarany"

A powyższe twierdzenie opieram na Twojej poprzedniej wypowiedzi:
>[...] znaczy to po prostu tyle że był konsekwentny w swoim ateizmie i materializmie [...]
>Jeśli mam okazję do czynienia zbrodni i nie zostanę ukarany - czynię ją.
>Interesuje mnie tylko to co ma wpływ na moje ja.
>Wszystko co nie zwróci się przeciwko mnie mogę niszczyć.
Dokładnie mówiąc na jej dwóch pierwszych zdaniach - tych podkreślonych przeze mnie.

>Zaczęło się od tego że napisałem że de Sade był racjonalistą absolutnym. To ciężko obalić. Możesz spróbować.

To już pokazałem powyżej. Być może de Sade był racjonalistą - ale co najwyżej w obrębie tego systemu, którego granice sam ustalił. Faktycznie był więc "racjonalistą lokalnym".

>>Jeśli to wnioskowanie jest prawdziwe, to dlaczego w rzeczywistości ateiści nie popełniają większej ilości przestępstw i zbrodni, niż ludzie wierzący?
>Bo nie są konsekwentni w swoim materializmie? Bo mają system wartości - wbrew temu co by chcieli niektórzy - o podstawach pozarozumowych [...]

A na jakiej podstawie twierdzisz, że system wartości nie ma albo nie może mieć podstaw rozumowych ?
I skąd wniosek, że konsekwencja w materializmie prowadzi do zbrodni ?

>>Gdyby było prawdą, statystyki powinny to ewidentnie wykazywać, a nie tak nie jest (wykazują coś wręcz przeciwnego).
>Nieprawda. Przypisałeś mi rozumowanie którego nie przeprowadziłem, w drugiej notce zrobiłem zastrzeżenia których nie zauważyłeś.

Nie zauważyłem żadnych zastrzeżeń. Możesz je wskazać?
Nie przypisałem Tobie żadnego rozumowania, po prostu zaprezentowałem dwa kolejne zdania Twojej wypowiedzi - nie ma w ich okolicy jakiegokolwiek stwierdzenia ograniczającego zakres ich obowiązywania.
Moim zdaniem z Twojej wypowiedzi jasno wynika, że według Ciebie bycie konsekwentnym ateistą/materialistą powinno prowadzić do wykorzystywania każdej okazji do czynienia zbrodni, za którą nie zostanie ukarany.

>Każdy de Sadowiec jest krańcowym racjonalistą, nie każdy skrajny racjonalista jest de Sadowcem (że nie powiem - sadystą).
>Ale nie protestujmy przeciwko racjonalności de Sada przecież...

Oczywiście, że nie. Każdy jest racjonalny w obrębie własnych systemów - teiści i idealiści tak samo jak ateiści i materialiści.
W gruncie rzeczy praktycznie każdy człowiek zachowuje się mniej lub bardziej racjonalnie, a co więcej - zawsze da się wyodrębnić system w ramach którego zachowuje się absolutnie racjonalnie.
Problemem jest to, że racjonalne zachowanie nie jest równoważne z racjonalizmem, a ktoś racjonalnie zachowujący się wcale nie musi być racjonalistą.
I zwykle nim nie jest !

>>>Nie ma norm - bo i skąd.
>>Właśnie - a skąd się biorą normy ?
>Wartości to usprawiedliwienie dla bytu lub jego brak.

Pytałem o normy, a nie wartości. To jednak nie to samo.
Skąd więc się biorą normy ?

>To raczej kwestia uczucia . Oczywiście, jeśli już od czegoś wyjdziemy to można to mielić rozumiem, ale źródła są uczuciowe (nie chcę bólu. Dlaczego? nieredukowalne)

"Nie chcę bólu" to podejście całkowicie racjonalne.
Dlaczego? Ponieważ wiem co to jest ból.
Czy to uczucie jest irracjonalne ?
Ból to w końcu pewne wrażenie zmysłowe, z którym z kolei wiąże się pewna emocja, którą (świadomie) interpretujemy otrzymując na końcu uczucie.
Nie ma w tym niczego, co nie byłoby racjonalne.

"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
Grunberg (18 punktów)
>Mówi się, że wiara jest dla ludzi słabych. Tych, którzy nie potrafią poradzić sobie z problemami codziennego dnia, nie umieją wyjaśnić sobie dlaczego warto być dobrym, dla ktorych jedynym celem, przyczyną jest Bóg. Gratuluję Ci że jesteś na tyle silna, iż nie potrzebujesz Boga by iść przez życie. Prawdziwa etyka bowiem pochodzi z rozumu. Potrafie to zaakceptować, ale nie jestem na tyle silna aby całkowicie zapomnieć o Bogu (zostałam wychowana w rodzinie chrześcijańskiej). Mimo iż rodzice zrozumieli mój wybór w odejściu od wiary, boję się, że w dniu swojej śmierci, ciężkiej choroby itp. modliłabym się do Boga... że to okaże się silniejsze... być może nie potrafię być 100% racjonalistą...

czy ludzie slabi wybudowaliby drodzy Panstwo cywilizacje judeo-chrzescijanska- z dorobkiem materialnym! architektura, katedrami,kosciolami,grobowcami,łukami tryumfalnymi,pałacami,parkami,malarstwem, kultura kilkutysiac letnia drodzy panstwo? islamska? z ornamentami cudownymi,astrologia,cyframi ktorymi sie Panstwo poslugujecie wszak haniebnie bo to produkty panstwa teistycznego- muzulmanow!

z powazaniem:
dr med. Zygmunt Piotr Grunberg
Heksenschus (328 punktów)
Katedry, kościoły, grobowce, łuki tryumfalne, ornamenty - wszystko to powstało za sprawą tyranów, wyuzdańców, zboczeńców, imperatorów i wszelkiej innej maści paranoików.
A gwoli ścicłości: po pierwsze - monoteistyczne religie nie nie mają wyłączności na postęp (vide starożytne Persja, Chiny, Egipt, Indie), po wtóre - tzw. cywilizacja judo-chrześcijańska jest de facto cywilizacją judo-grecką.

Głupia Heksenschus bez marnego nawet "mgr"
Grunberg (18 punktów)
>Katedry, kościoły, grobowce, łuki tryumfalne, ornamenty - wszystko to powstało za sprawą tyranów, wyuzdańców, zboczeńców, imperatorów i wszelkiej innej maści paranoików.
>A gwoli ścicłości: po pierwsze - monoteistyczne religie nie nie mają wyłączności na postęp (vide starożytne Persja, Chiny, Egipt, Indie), po wtóre - tzw. cywilizacja judo-chrześcijańska jest de facto cywilizacją judo-grecką.
>Głupia Heksenschus bez marnego nawet "mgr"

zyjemy droga Panie na łonie cywilizacji chrzescijanskiej dlatego te okolne przyklady podalem,
czy dalaby by Pani glowe ze wszyscy budowniczy to wyuzdancy?zboczency?imperatorzy i paranoicy?
czy droga Pani ateisci sa wylacznie moralni i nieułomni? czy sa "ubermensch" Nietschego bo bez zabobonow i bajek,przesadow i legend?

i jeszcze raz zadam pytanie: czy ateisci zdolni sa zaproponowac cos ponadteistycznego? cywilizacje ateistyczna? w szerokim zakresie? kto przeora mózgi ludziom wychowanym w tradycji wiary?
droga Pani nie jest Pani glupia bo bez wyksztalcenia-Pani jest inteligentna i zna odpowiedz na te pytania.
niektorzy droga Pani ludzie wyciagna szybciej nogi niz wnioski jak mawial moj znajomy rabin
Heksenschus (328 punktów)
Żyjemy na łonie cywilizacji greckiej, a dla głębszych wnikaczy - judo-greckiej. Rozumiem, że chrześcijaństwo rości sobie jakieśtam prawa, ale jest to chciejstwo na poziomie USA. USA chciałoby bardzo mieć jakąś swoją tradycję i tożsamość, ale żeby ją mieć, to sobie ją muszą wypracować. Chrześcijaństwo też by bardzo chciało mieć swoją tradycję i chwalić się nią wszem i wobec, ale wszystko czym dysponuje chrześcijaństwo zostało "ukradzione" Żydom i Grekom.
Po wtóre architekci, inżynierowie, artyści tworzący swoje cudeńka działali - z reguły - z polecenia i za sprawą paranoików i ludzi, którzy mieli, co prawda, nierówno pod kopułą, ale przy tym mieli środki na realizację swoich zachcianek. Twórcy intelektualnie, czy manualnie prześcigali swoich mecenasów o wieki, ale byli ograniczeni widzimisię swoich sponsorów.

Już wielokrotnie w tej dyskusji i paru innych zwracano Panu uwagę, iż ze względu na ogromną pojemność terminu "ateista" bezsensownym jest wrzucanie wszystkich ateistow do jednego worka, tak jak bezsensownym byłoby czepianie się Pana - wierzącego w swojego boga - za dajmy na to zgubny kult bogini Kali, więc jakąkolwiek dyskusję w tym temacie uważam za bezcelową.

>i jeszcze raz zadam pytanie: czy ateisci zdolni sa zaproponowac cos ponadteistycznego? cywilizacje ateistyczna? w szerokim zakresie? kto przeora mózgi ludziom wychowanym w tradycji wiary?

Oczywiście, że są i to robią. I ludziom wychowanym w tradycji wiary nie trzeba niczego przeorywać. Jeśli rozejrzy się Pan wokół siebie, to dostrzeże Pan to, co ksiądz Tischner dostrzegł dawno temu: ludzi na prawdę wierzących jest może 5% wśród tych, którzy deklarują się jako wierzący. Mnóstwo ludzi bardzo chciałoby wierzyć w jakiegoś boga i swoje chciejstwo nazywaja wiarą. I niech to sobie nazywają jak chcą, a fakty są takie, że oni w nic nie wierzą. Wierzą tylko w swoje puste deklaracje. A ostatecznie nawet w to nie.
Wystarczy odwiedzić oddział onkologiczny dowolnego szpitala, by zobaczyć jak radują się tam pacjenci z rychłego spotkania ze swoim bogiem. Wystarczy spojrzeć w oczy tym bogobojnym owieczkom w momenie stawiania diagnozy, by w ich oczach dojrzeć tą bezgraniczną ufność, jaką pokładają w swoim niezawodnym bogu. Na oddziałach opieki paliatywnej na pierwszy rzut oka dostrzeże Pan różnicę pomiędzy zdruzgotanym ateistą, a piejącym na cześć swojego jakże miłosiernego Boga peany, chrześcijaninem. W centrum zdrowia dziecka spotka Pan pogrążonych w rozpaczy rodziców-ateistów dzieci chorych na białaczkę, i szczęśliwych rodziców-katolików, któych marzenia się właśnie ziszczają - ich dziecko już niedługo zasili zastępy chórów anielskich. Taka jest ich wiara, że tańczą, śpiewają i proszą o jak najrychlejsze połączenie się ze swoimi dziatkami w niebiesiech - krainie wiecznej szczęśliwości, do której tak strasznie im sie spieszy już od chwili narodzin.

Chrześcijanie uwielbiają straszyć mnie bezsensem mojego żywota, naśmiewać się z marności mojego systemu etycznego, z perwersyjną przyjemnością opowiadają mi, jak to będę się przed Bogiem kajać w godzinie śmierci i żebrac o jego miłosierdzie, ale tak na prawdę opowiadają mi w ten sposób o swoich własnych lękach.
Nie potrafią sami siebie sprowokować do sensownej refleksji wyzwolonej z wiernopoddańczych oków ponadnaturalnego bytu kierującego niby ich życiem i nie potrafią znieść myśli o tym, że ja to potrafię. Jak już gdzieś napisałam: siłą napędową chrześcijanina jest zawiść. Najpierw się zawodnik godzi z narzuconymi mu w dzieciństwie na drodze intensywnej idoktrynacji ograniczeniami, potem dostrzega mnie - wyuzdaną grzesznicę bez zasad moralnych i z pożałowania godną, bo nie pochodzącą od Boga etyką - i zaczyna mnie naprawiać, bo nie mieści mu się w głowie, że mogę być szczęśliwą osobą bez wszechmocnej siły sprawczej nade mną czuwającej. I zawiść jego się pogłębia, bo nie stosując się do zakazów i nakazów boskich mam się lepiej na tym padole łez i grzechu niż on - bogobojny chrześcijanin. W tej sytucji nie ma biedak innego wyjścia - musi sobie zacząć wmawiać, że za wszystko kara mnie spotka po śmierci, bo sprawiedliwośc przecież musi być. Dlatego w jego zawistnym umyśle rodzi się myśl, że jemu bozia wynagrodzi to, że rezygnował z uciech - w niebie, a mnie ukarze za to, że się świetnie bawiłam - w piekle.

Tak sobie teraz pomyślałam, że zlikwidowanie teizmu = zlikwidowanie zawiści i odwrotnie - zlikwidowanie zawiści zlikwidowałoby być może wszelkie teizmy.
Thorvoy (6588 punktów)
Plusik ode mnie.

To właśnie jest najlepsze: jakim cudem, tak pragnący połączyć się z bogiem chrześcijanie, płaczą, gdy umiera im ktoś bliski?
Grunberg (18 punktów)
>Wystarczy odwiedzić oddział onkologiczny dowolnego szpitala, by zobaczyć jak radują się tam pacjenci z rychłego spotkania ze swoim bogiem. Wystarczy spojrzeć w oczy tym bogobojnym owieczkom w momenie stawiania diagnozy, by w ich oczach dojrzeć tą bezgraniczną ufność, jaką pokładają w swoim niezawodnym bogu. Na oddziałach opieki paliatywnej na pierwszy rzut oka dostrzeże Pan różnicę pomiędzy zdruzgotanym ateistą, a piejącym na cześć swojego jakże miłosiernego Boga peany, chrześcijaninem. W centrum zdrowia dziecka spotka Pan pogrążonych w rozpaczy rodziców-ateistów dzieci chorych na białaczkę, i szczęśliwych rodziców-katolików, któych marzenia się właśnie ziszczają - ich dziecko już niedługo zasili zastępy chórów anielskich. Taka jest ich wiara, że tańczą, śpiewają i proszą o jak najrychlejsze połączenie się ze swoimi dziatkami w niebiesiech - krainie wiecznej szczęśliwości, do której tak strasznie im sie spieszy już od chwili narodzin.

tu sie droga Pani kompromitujesz ostatecznie!

W 50-LETNIEJ PRAKTYCE NIE SPOTKALEM CZLOWIEKA NA LOZU SMIERCI KTORY NIE POPROSILBY O KAPLANA-DOWOLNEJ RELIGII

nie wiem kto Pani bajeczki czytal o "ateistach na lozu smierci"
Pani łżesz okrutnie
nie wiesz Pani co czuja wierzący ludzie, nie mozesz Pani wiedziec co czuje czlowiek na łozu smierci
bylem prz smierci kiluset droga Pani ludzi
czy Pani tego chce czy nie
ZADEN NIE POZOSTAL DO KONCA ATEISTA

prosze nie łgac, Pani jest potworem nie czlowiekiem-o smierci to pani w serialach czytala-wywnioskowalem czytajac powyzsza Pani wypowiedz
Marcus Platonicus (617 punktów)
A propos odpowiedzi Grunberga:

Pewien król francuski "nawrócony" terrorem na katolicyzm powiedział: "Paryż wart mszy".

Pacjent, czepiający się życia ostatkiem nadziei, mający za plecami księdza siłą zakładającego medaliki na szyję (fakt!), a przed sobą lekarza - fanatyka z obłędem w oczach, symbolem religijnym na szyi, skalpelem w jednej ręce i z wyłącznikiem aparatury w drugiej, myśli: "życie (doczesne) warte modlitwy".

Moja próba statystyczna umierających jest (na szczęście!) niewielka (jestem daleko od medycyny), a mimo to są tam przypadki godnego zachowania ateistów do końca. Wniosek stąd, że obserwacja Grunberga jest niewiarygodna.

Jeśli świadomie nie kłamie (a sądzę że chyba nie), to widzę dwa wyjaśnienia:

a) Roztacza wokół siebie taką atmosferę terroru, że umierający ateiści dobrowolnie rezygnują z własnej godności w obliczu śmierci - największej wartości którą ma człowiek, w chwili ostatecznej, kiedy jest mu ona najbardziej potrzebna!

b) Należy do tych, którzy widzą tylko to, co chcieliby widzieć, a co nie chcieliby a jest, widzą jak powinno (według nich) wyglądać.

Powyższy podział nie jest dychotomią. Szczególnie w tej kategorii liczna jest grupa osób mających obie w.w. cechy jednocześnie.

Pozdrawiam Racjonalistów, Marcus Platonicus
Brunhilda Jasnogórska (328 punktów)
>A propos odpowiedzi Grunberga:
>Jeśli świadomie nie kłamie (a sądzę że chyba nie), to widzę dwa wyjaśnienia...

Otóż muszę Cię rozczarować. Grunberg świadomie kłamał, a ja - prywatnie - podejrzewam, że facet jest chory psychicznie. Został z tego forum usunięty jakiś czas temu, ale przedwczoraj znalazłam na forum osobnika nazywającego siebie drGrunberg i nie wiem, czy to ten sam typ powrócił, czy też może znalazł się jakiś jego godny naśladowca z równie zwichrowaną psychiką.
Tak czy inaczej, jeśli prześledzisz inne dyskusje z udziałem Grunberga bez trudu znajdziesz mnóstwo głodnych kawałków, w któych łgarstwo łgarstwem łgarstwo pogania.
Pozdrawiam.
heimarmene (32 punktów)
>Jestem szczęśliwa, bo odkryłam siebie. Kiedyś byłam
>skazana na poglądy rodziców, ale teraz, kiedy myślę o
>swoich prawdziwych poglądach zauważyłam, że nie wierze... i
>czuję się wolna. To jest wspaniałe, kiedy człowiek nie jest
>zależny od "czegoś co nie istnieje", od własnych wymysłów.
>Cieszę się, żę trafiłam akurat na to forum, i że mogłam
>dzięki Wam poznać bliżej siebie... Dziękuję :*

nie jestem pewna, czy odpowiednią reakcją na zmianę poglądów [nagłą, czy przemyślaną?] jest wybuch radości. wiąże się to raczej zwykle z wieloma wątpliwościami i trudnymi decyzjami. jest raczej przykre, skoro wyrywamy się wtedy z pluszowego świata dzieciństwa i zależności od rodziców.
wydaje mi się, że po takim odkryciu [oczywiście cieszę się, że tak pozytywnie wpłynęło : ) ] czeka jeszcze bardzo długa i ciężka droga układania się wewnątrz, formułowania zupełnie nowych poglądów, przyzwyczajania się do innego patrzenia na świat.
początkowy, nieostudzony zapał może być niebezpieczny o tyle, że w momencie, kiedy napotka się jakieś trudności na nowej drodze życia, szybko chce się zawrócić.
bo może świadomość wcale nie jest taka fajna czasami.
Grunberg (18 punktów)
>>Jestem szczęśliwa, bo odkryłam siebie. Kiedyś byłam
>>skazana na poglądy rodziców, ale teraz, kiedy myślę o
>>swoich prawdziwych poglądach zauważyłam, że nie wierze... i
>>czuję się wolna. To jest wspaniałe, kiedy człowiek nie jest
>>zależny od "czegoś co nie istnieje", od własnych wymysłów.
>>Cieszę się, żę trafiłam akurat na to forum, i że mogłam
>>dzięki Wam poznać bliżej siebie... Dziękuję :*
>nie jestem pewna, czy odpowiednią reakcją na zmianę poglądów [nagłą, czy przemyślaną?] jest wybuch radości. wiąże się to raczej zwykle z wieloma wątpliwościami i trudnymi decyzjami. jest raczej przykre, skoro wyrywamy się wtedy z pluszowego świata dzieciństwa i zależności od rodziców.
>wydaje mi się, że po takim odkryciu [oczywiście cieszę się, że tak pozytywnie wpłynęło : ) ] czeka jeszcze bardzo długa i ciężka droga układania się wewnątrz, formułowania zupełnie nowych poglądów, przyzwyczajania się do innego patrzenia na świat.
>początkowy, nieostudzony zapał może być niebezpieczny o tyle, że w momencie, kiedy napotka się jakieś trudności na nowej drodze życia, szybko chce się zawrócić.
>bo może świadomość wcale nie jest taka fajna czasami.

tak droga Pani-wszyscy umierajacy przed smiercia dowiaduja sie-boga nie ma, brzytwa ockhama jest ostateczna, i ogolnie automatycznie otrzymuja antyklerykalny-antyreligijna wiedze z tego portalu bezposrednio do mozgu.

na pewno
Chardin (168 punktów)
>Jestem szczęśliwa, bo odkryłam siebie. Kiedyś byłam
>skazana na poglądy rodziców, ale teraz, kiedy myślę o
>swoich prawdziwych poglądach zauważyłam, że nie wierze... i
>czuję się wolna. To jest wspaniałe, kiedy człowiek nie jest
>zależny od "czegoś co nie istnieje", od własnych wymysłów.
>Cieszę się, żę trafiłam akurat na to forum, i że mogłam
>dzięki Wam poznać bliżej siebie... Dziękuję :*

Hieh. Pamiętam, też to miałem . Racjonalista to świetna strona do uwalniania myśli. Ale z czasem zachłyśnięta antytezą może zobaczysz też tezę i to się wszystko połączy .
Marcinlet
Kolejny "nowonarodzony" ateista. Dziękuję za podzielenie się swoim świadectwem.
Ojciec Dyrektor (1704 punktów)
>Kolejny "nowonarodzony" ateista. Dziękuję za podzielenie się swoim świadectwem.

"Kolejny NAWRÓCONY. Dziękuję za podzielenie się świadectwem" Taki tekst usłyszałem po tym, jak zaraz po wstąpieniu do wspólnoty chrześcijańskiej (ze względów bezpieczeństwa nie podam nazwy) i opowiedziałem o moim życiu. Zostawiłem tę wspólnotę w cholerę. Dzisiaj widzę, jak niewirzący i atakujący wiarę w Boga wypowiaają się dokładnie tak samo!

Zauważyliście, że niektórzy racjonaliści traktują swoje zdanie i przekonania jak wiarę?? Może to tylko moję przewrażliwienie na tym punkcie, ale musicie przyznać, że mam choć trochę racji.

Pozdrawiam.

Nie polemizuj nigdy z idiotą! Najpierw ściągnie Cię na swój poziom, a później zniszczy doświadczeniem.
Thorvoy (6588 punktów)
Trochę racji masz.
Ojciec Dyrektor (1704 punktów)
Sorka, lae muszę to napisać. Zwracam się do wszstkich tu piszących: wasze wypowiedzi są dokładnie takie same (tak samo zbudowane), jak wypowiedzi księżulków, kiedy grzesznik nawraca się i przychodzi do kościółka. Wybaczcie, ale zauważyłem ,że niektórzy racjonaliści tak bardzo nie cierpią religii a sami zachowują się, jakby ich przekonania były kolejną z nich!

Bleble: Super, że odnalażlaś siebie, bo to dzięki temu Twoję życie na pewno będzie łatwiejsze (zrozumiesz wiele rzeczy, obiecuję). Gratulacje.

Pozdrawiam.

Nie polemizuj nigdy z idiotą! Najpierw ściągnie Cię na swój poziom, a później zniszczy doświadczeniem.
Chardin (168 punktów)
>Sorka, lae muszę to napisać. Zwracam się do wszstkich tu piszących: wasze wypowiedzi są dokładnie takie same (tak samo zbudowane), jak wypowiedzi księżulków, kiedy grzesznik nawraca się i przychodzi do kościółka.

W którym punkcie piszę tak jak "księżulek, kiedy grzesznik nawraca się i przechodzi do kościoła"?
Ojciec Dyrektor (1704 punktów)
>W którym punkcie piszę tak jak "księżulek, kiedy grzesznik nawraca się i przechodzi do kościoła"?
>

Nie pisałem kokretnie do Ciebie. Chodziło mi bardziej o sformułowanie: "Kolejny "nowonarodzony" ateista. Dziękuję za podzielenie się swoim świadectwem. " Z miejsca przed oczami stanął mi mój ksiądz...

Nie polemizuj nigdy z idiotą! Najpierw ściągnie Cię na swój poziom, a później zniszczy doświadczeniem.
Chardin (168 punktów)
>>W którym punkcie piszę tak jak "księżulek, kiedy grzesznik nawraca się i przechodzi do kościoła"?
>>Nie pisałem kokretnie do Ciebie. Chodziło mi bardziej o sformułowanie: "Kolejny "nowonarodzony" ateista. Dziękuję za podzielenie się swoim świadectwem. " Z miejsca przed oczami stanął mi mój ksiądz...

No tak. Tylko to uogólnienie mnie ukłuło ;>.

Pozdrawiam
Marcinlet
No i masz rację. Sam jestem niewierzący, ale etap podniecania się swoim i innych ateizmem mam daleko za sobą.
racjonalistka (14 punktów)
Nie ma dowodu na to że Bóg istnieje,lub nie istnieje.Współczuję wszystkim którzy nie wierzą-bez wiary nie ma sensu życie.
$kRz@tEi$tK@ (5585 punktów)
Ma sens. Dla mnie właśnie zaczęło mieć sens kiedy uwolniłam się od tego bałaganu. Wiara nie jest dla mnie. Jednak człowiek wierzący nie potrafi nas zrozumieć, nigdy nie byłaś na naszym miejscu i nigdy nie przyjęłaś do swiadomości, że on może nie istnieć. Ja prrzyjęłam i to nie było wcale takie trudne.
racjonalistka (14 punktów)
Tak masz rację,każdy ma wybór-może wierzyć lub nie! Tak jak i masz rację że pewnie nigdy nie zrozumie waszego wyboru.Czy wy naprawdę nie poczuliście że waszym życiu jest Bóg-coś co was stworzyło? może nie tak jak teraz wyglądacie ale początek-ta mikro komórka?
heimarmene (32 punktów)
>Tak masz rację,każdy ma wybór-może wierzyć lub nie! Tak jak i masz rację że pewnie nigdy nie zrozumie waszego wyboru.Czy wy naprawdę nie poczuliście że waszym życiu jest Bóg-coś co was stworzyło? może nie tak jak teraz wyglądacie ale początek-ta mikro komórka?

nawet jeżeli stworzyła, to czy to tworzy sens naszego życia? sens jest chyba jakimś celem, o ile się nie mylę, który umacnia wszelkie dążenia do niego, przez przeszkody, niepowodzenia, itd.

sam moment stworzenia chyba nam czegoś takiego nie narzuca. religie - tak. ale nawet, jeżeli zostaliśmy przez coś stworzeni to nie warunkuje to od razu przyjęcia całek doktryny danej religii, żeby tylko móc wierzyć, że coś będzie dalej.

to trochę ignoranckie - twierdzenie, że współczuje się tym, którzy nie wierzą i zakładanie, że na pewno ich życie nie ma sensu.

zgadzam się z kolegą, że życie ma sens w samym sobie. sam fakt naszego istnienia i obecności w nas świadomości - nie jest fantastyczny?

jak dla mnie wypełnia każdy mój dzień bardzo gęstą materią sensu.
Archi (547 punktów)
>Tak masz rację,każdy ma wybór-może wierzyć lub nie! Tak jak i masz rację że pewnie nigdy nie zrozumie waszego wyboru.Czy wy naprawdę nie poczuliście że waszym życiu jest Bóg-coś co was stworzyło? może nie tak jak teraz wyglądacie ale początek-ta mikro komórka?

no ja się urodziłem normalnie, poczęli mnie rodzice jakoś późnym gorącym latem nie jestem zatem produktem eksperymentu Jahwe. jestem w 100% naturalny

poza tym co to za wybór? każdy rodzi się ateistą, potem zaś odkrywa kim jest naprawdę, kiedy zaczyna sam stawiać sobie pytania i na nie odpowiadać.

15% przypadków depresji kończy się zgonem.
Thorvoy (6588 punktów)
>Nie ma dowodu na to że Bóg istnieje,lub nie istnieje.

Brak dowodu na istnienie jest najlepszym dowodem na jego NIEistnienie.

>Współczuję wszystkim którzy nie wierzą-bez wiary nie ma sensu życie.

A to niby dlaczego? Moje ma- jest sensem samo w sobie. Wsadź sobie swoje współczucie.
racjonalistka (14 punktów)
Oczywiście każdy wybiera dla siebie odpowiednią wersję i gdybyś był wierzący nie odpowiedziałbyś w tak wulgarny sposób-więc może powinieneś się zastanowić nad sobą!Gdybym była ateistką jak ty,ta wymiana poglądów doprowadziłaby do bardzo brzydkich i obraźliwych komentarzy-więc nie wiem czy wsze życie ma sens!
Thorvoy (6588 punktów)
>Oczywiście każdy wybiera dla siebie odpowiednią wersję i gdybyś był wierzący nie odpowiedziałbyś w tak wulgarny sposób [...]

Wulgarnie powiedziałbym: "wsadź sobie w dupę", ale użyłem tylko niewinnego kolokwializmu.

>[...] więc może powinieneś się zastanowić nad sobą!

Robię to każdego dnia, nie bój żaby.

>Gdybym była ateistką jak ty,ta wymiana poglądów doprowadziłaby do bardzo brzydkich i obraźliwych komentarzy-więc nie wiem czy wsze życie ma sens!

Dla mnie obraźliwe jest odbieranie przez Ciebie sensu mojemu życiu. EOT.
heysel (225 punktów)
>Brak dowodu na istnienie jest najlepszym dowodem na jego NIEistnienie.
LOL
Brak dowodu na istnienie jest silnym argumentem za niewiarą w istnienie i tylko to. I chyba się komuś pomieszał dowód z argumentem.
Thorvoy (6588 punktów)
OK, niech Ci będzie. Jak dla mnie sprowadzenie prawdopodobieństwa istnienia do wartości bliskiej zeru, można uznać za dowód.
heysel (225 punktów)
>OK, niech Ci będzie. Jak dla mnie sprowadzenie >prawdopodobieństwa istnienia do wartości bliskiej >zeru, można uznać za dowód.
Prawdopodobieństwo istnienia o wartości bliskiej zeru jest argumentem za tym, aby nie zajmować się kwestią istnienia lub możliwości zajścia czegoś. Sprawia, że to coś możemy pominąć w rozważaniach, etc. Ale nie jest w żadnym wypadku dowodem na nieistnienie. Poza tym zawsze można zapytać w jaki sposób oszacowano to prawdopodobieństwo i zakwestionować je.
Thorvoy (6588 punktów)
Ponieważ prawdopodobieństwo zaistnienia jakiegokolwiek urojonego bytu jest bliskie zeru, zakłada się odgórnie, że żaden z nich nie istnieje. Z tego też powodu, winno przeprowadzać się dowody na ISTNIENIE, a nie NIEISTNIENIE bytów.
zenek
>Współczuję wszystkim którzy nie wierzą-bez wiary nie ma sensu życie.

Zapomniałaś dodać "dla mnie".
A jaki ma sens życie z wiarą jeśli to nie jest zbyt osobiste pytanie?
racjonalistka (14 punktów)
Jeśli nie wierzysz w nic ,jesteś pozbawiony wszelkich zahamowań,nie interesują cię potrzeby innych ludzi-powiedzmy to wprost,liczy się tylko twoje ego.Po jakimś czasie twoja psychika jest tak zachwiana że nie możesz wytrzymać sam z sobą.Ja staram się zobaczyć w każdym Boga i wiem że po śmierci zostanę za wszystkie dobre uczynki wynagrodzona-to czyni moje życie bogatym i sensownym.
heimarmene (32 punktów)
>Jeśli nie wierzysz w nic ,jesteś pozbawiony wszelkich zahamowań,nie interesują cię potrzeby innych ludzi-powiedzmy to wprost,liczy się tylko twoje ego.Po jakimś czasie twoja psychika jest tak zachwiana że nie możesz wytrzymać sam z sobą.

widzę, że masz niesamowicie generalizujące zdanie o każdym ateiście.

a można zapytać, dlaczego taki człowiek jest pozbawiony wszelkich zahamowań?

dlaczego liczy się tylko jego ego?

i skąd takie wnioski w ogole wyciągasz?

przepraszam, ale ja znam bardzo wiele niewierzących osób. i nikt z nich nie pasuje, do opisanego przez ciebie schematu. a raczej stereotypu.

kolejna wierząca osoba, która uważa, że bez religii system moralny i hierarchia wartości są zupełnie rozchwiane?
racjonalistka (14 punktów)
tak właśnie myślę- że bez religii system moralny i hierarchia wartości są zupełnie rozchwiane! To tak jak napisałam wyżej! ale jeżeli ktoś nie chce zrozumieć!Nic na siłę-trzymam się swojej wiary-zresztą dowody na jej poparcie też są,ale moja wiara ich nie potrzebuje .Chciałam zobaczyć jakie macie zdanie na te tematy i mam calkowicie odmienne.Ale od tego jest to forum aby dzielić się swoim myśleniem.Więc żyjcie jak uważacie tylko czasami pomyślcie-że może jest coś więcej,skąd się wzieliście itd
michal (156 punktów)
>tak właśnie myślę- że bez religii system moralny i hierarchia wartości są zupełnie rozchwiane! To tak jak napisałam wyżej! ale jeżeli ktoś nie chce zrozumieć!Nic na siłę-trzymam się swojej wiary-zresztą dowody na jej poparcie też są,ale moja wiara ich nie potrzebuje

Spokojnie. Sprawa rozchodzi się całkiem o coś innego, rzecz bardzo prosta. Forumowicze, choć ręki sobie uciąć nie dam, rozumieją, że wierzysz, jakoby system religijny i hierarchia wartości były zupełnie bez religie rozchwiane. Rozumieją, że w to wierzysz, co nie znaczy, że masz racje. Twoja wiara nie potrzebuje dowodów, bo jest tylko jedną z wiar. Proste. Pozdrawiam
racjonalistka (14 punktów)
Jasne że człowiek jest omylny-wkońcu pracuje tylko mała nasza część mozgu.A z dowodami to miałam na myśli wiele rzeczy które się wydarzyły-cuda,zresztą cała nasza historia jest związana z Bogiem.
Petite Violette (273 punktów)
>Jasne że człowiek jest omylny-wkońcu pracuje tylko mała nasza część mozgu.A z dowodami to miałam na myśli wiele rzeczy które się wydarzyły-cuda,zresztą cała nasza historia jest związana z Bogiem.
Mylisz sie, cala nasza historia jest zwiazana z RELIGIA. Bog i religia to dwie drastycznie odmienne sprawy. Religia to jest system socjalny oparty na wierze i na ludziach ktorzy ta wiara i religia steruja. Ci ludzie maja w swojch rekach wladze polityczna i socialna reprezentowana przez wiernych. W ten sposob maja wspanialy nacisk na jakikolwiek istniejacy rzad. (I tez dla tego, w krajach totalitarnych, ludzie wierzacy sa tepieni).

I tu mamy fakt ze nasza historia jest scisle platana z religia.
Jak widzisz, to nie ma nic wspolnego z bogiem, tylko z ludzmi, bo to moze byc wytulmaczone dzieki sociologii i politologii.


Z racji dwujęzyczności, moja polszczyzna może nie być doskonała.
Thorvoy (6588 punktów)
>Jasne że człowiek jest omylny-wkońcu pracuje tylko mała nasza część mozgu.

Pracuje cały, dziecko. Cały witz polega na rozłożeniu aktywności poszczególnych obszarów.

>A z dowodami to miałam na myśli wiele rzeczy które się wydarzyły-cuda [...]

Z których żaden nie został potwierdzony przez naukę, ani nie zdał wiadomego testu.

> zresztą cała nasza historia jest związana z Bogiem.

Olbrzymia część. Niestety.
racjonalistka (14 punktów)
No i oczywiście nie myślę że moja wiara jest najlepsza-uważam że wszystkie są dobre które spełniają 10 przykazań
Thorvoy (6588 punktów)
"1. Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną."- jak mawiał Jahwe. Innymi słowy, wszystkie religie, które uznają boski monopol Jahwe, są dobre. Kurczę, tak wiele tych religii, że nie wiem od jakiej zacząć wyliczanie.
movax (630 punktów)
BTW. Niektórzy uważają że jest 11 . Koniec OffTopicu.
Pan Tau (1237 punktów)
>BTW. Niektórzy uważają że jest 11 . Koniec OffTopicu.

W filmie "Historia świata. Część pierwsza" Mel Brooks postawił hipotezę, że początkowo było ich 20.

"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
Thorvoy (6588 punktów)
Świetny film.
_____________________________
"Tylko Cud nas może uratować!"
Pan Tau (1237 punktów)
To prawda.
Pamiętam, jak byłem zawiedziony, kiedy dotarło do mnie, że kończąca ten film zapowiedź powstania "Historii świata. Część druga" była jedynie kolejnym żartem Brooksa.
Na swoje usprawiedliwienie dodam tylko, że byłem wtedy bardzo młody

"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
Thorvoy (6588 punktów)
Ano szkoda, szkoda.

Brooks robił zawsze filmy, których humor może nie zawsze powalał na kolana, ale zawsze był sympatyczny. Jak tu nie lubić tego faceta?

A, test na eunucha też był ciekawy.
Thorvoy (6588 punktów)
>tak właśnie myślę- że bez religii system moralny i hierarchia wartości są zupełnie rozchwiane!

Chyba, że ateista sobie jakoś zsyntetyzuje sobie te, które poznał, unormuje i voila!

>Nic na siłę-trzymam się swojej wiary-zresztą dowody na jej poparcie też są,ale moja wiara ich nie potrzebuje .

Tak? POKAŻ te dowody. Kupa teistów pieprzy o dowodach, ale żaden jeszcze nie pokazał ani jednego.

>Chciałam zobaczyć jakie macie zdanie na te tematy i mam calkowicie odmienne.

Co Ty powiesz...

>Ale od tego jest to forum aby dzielić się swoim myśleniem.Więc żyjcie jak uważacie tylko czasami pomyślcie-że może jest coś więcej [...]

Już kiedyś myśleliśmy, na szczęście wielu z nas z tego wyrosło.

>[...],skąd się wzieliście itd

Z mamusi i tatusia. A wcześniej z babuń i dziaduniów. A jeszcze dużo wcześniej z takich włochatych zwierzątek, a dochodząc do początków, to z materii nieorganicznej, której fuksnęło się być organiczną z umiejętnością samopowielania. Koniec.
racjonalistka (14 punktów)

>Tak? POKAŻ te dowody. Kupa teistów pieprzy o dowodach, ale żaden jeszcze nie pokazał ani jednego
np.czytałeś Ojca Pio? zresztą wiele innych cudów,w zasadzie w każdej miejscowości jest coś niewytłumaczalnego,jak zechcesz to poczytasz i zwiedzisz a jak uwierzysz to może na własnej skórze to odczujesz jak św Tomasz.

>>[...],skąd się wzieliście itd
>Z mamusi i tatusia. A wcześniej z babuń i dziaduniów. A jeszcze dużo wcześniej z takich włochatych zwierzątek, a dochodząc do początków, to z materii nieorganicznej, której fuksnęło się być organiczną z umiejętnością samopowielania. Koniec.
Jesteś troszkę krótkowzroczny-jeszcze wcześniej-przed materią,bo wiesz nic nie jest samo z siebie-wkońcu ten początek musiał jakoś powstać
Petite Violette (273 punktów)
>>Tak? POKAŻ te dowody. Kupa teistów pieprzy o dowodach, ale żaden jeszcze nie pokazał ani jednego
>np.czytałeś Ojca Pio? zresztą wiele innych cudów,w zasadzie w każdej miejscowości jest coś niewytłumaczalnego,jak zechcesz to poczytasz i zwiedzisz a jak uwieżysz to może na własnej skórze to odczujesz jak św Tomasz.
Siddharta Gautama tez jest uznany jako czlowiek ktory czynil cudy. Czy to jest dowod empiryczny? Czy z tego wzgledu przejdziesz na Buddyzm? Watpie. Ale chyba teraz rozumiesz o jakie dowody nam chodzi.

>>>[...],skąd się wzieliście itd
>>Z mamusi i tatusia. A wcześniej z babuń i dziaduniów. A jeszcze dużo wcześniej z takich włochatych zwierzątek, a dochodząc do początków, to z materii nieorganicznej, której fuksnęło się być organiczną z umiejętnością samopowielania. Koniec.
>Jesteś troszkę krótkowzroczny-jeszcze wcześniej-przed materią,bo wiesz nic nie jest samo z siebie-wkońcu ten początek musiał jakoś powstać
>
Moj szanowany kolega z tego forum, bardzo mily Thorvoy, po prostu nie powiedzial o Big Bangu, pewnie dla tego ze to bylo oczywiste w jego malym streszczeniu.


Z racji dwujęzyczności, moja polszczyzna może nie być doskonała.
racjonalistka (14 punktów)
Dobrze z tym wielkim wybuChem,tylko skąd wzieło się życie tzn coś przed całą ewolucją-sam początek
Thorvoy (6588 punktów)
Przed ewolucją NIE było życia w najpowszechniej przyjmowanym pojęciu. Życie to tylko pewna forma organizacja materii, nic więcej. Co do tego, jak powstały pierwsze cząstki, które można uznać za żywe- odsyłam do podręczników biologii ze szkoły średniej.

Ja przedstawię Ci to najogólniej (po raz n-ty, cholera, na tym forum): w mieszaninie cząstek nieorganicznych miały miejsce różne reakcje chemiczne. Kilka cząsteczek miało szczęście ułożyć się w taką konformację, która miała zdolność (niekontrolowanego, jak sądzimy) replikowania się. I to wszystko. To, co się zreplikowało, ale nie było dostosowane do warunków- ginęło. To, co umiało się wiązać z innymi, pożytecznymi z punktu widzenia przetrwania, cząstkami (np. zmniejszającymi reaktywność, wskutek której umiejętność replikacji zostałaby zahamowana)- przeżywało.

Wsio.
Thorvoy (6588 punktów)
Dziękuję za jakże miły opis mojej osoby.
Petite Violette (273 punktów)
>Dziękuję za jakże miły opis mojej osoby.
Bardzo prosze

Z racji dwujęzyczności, moja polszczyzna może nie być doskonała.
michal (156 punktów)

>Jesteś troszkę krótkowzroczny-jeszcze wcześniej-przed materią,bo wiesz nic nie jest samo z siebie-wkońcu ten początek musiał jakoś powstać

Popełniłaś dosyć zabawny błąd, twierdząc, że " nic nie jest samo z siebie ". Załóżmy, że Bóg stworzył materię, ale znowu skąd wziął się Bóg?
( potraktuj to bardziej jako pytanie retoryczne, nie oczekuje od Ciebie wytłumaczenia, którego nie ma ). Uważaj na słowa. Myśleć, myśleć i jeszcze raz myśleć, zanim coś się napisze!
racjonalistka (14 punktów)

>Popełniłaś dosyć zabawny błąd, twierdząc, że " nic nie jest samo z siebie ". Załóżmy, że Bóg stworzył materię, ale znowu skąd wziął się Bóg?
Tak może to nie było zbyt przemyślane-pewnie na początku był Bóg
racjonalistka (14 punktów)
Więc miłego rozmyślania że fajnie jest nie wierzyć w nic-nasza rozmowa nie zaprowadzi nas do niczego więc proponuje urwać temat.Ani ja nie dam się przekonać do waszych racji ani wy do moich-wszystko się okaże kiedyś....Więc miłych pogaduszek!
Ps. To nie jest tylko do Ciebie-do wszystkich z którymi pisałam pa
michal (156 punktów)
>Więc miłego rozmyślania że fajnie jest nie wierzyć w nic-

Jeżeli założymy, że Bóg to jedyne, w co można wierzyć, to przyznam Ci racje. W przeciwnym razie, znowu się mylisz.

>nasza rozmowa nie zaprowadzi nas do niczego więc proponuje urwać temat.

O,jaki mądry wniosek.


>Ani ja nie dam się przekonać do waszych racji ani wy do moich-wszystko się okaże kiedyś....Więc miłych pogaduszek!

Przekonanego jest niezwykle trudno przekonać. Pogaduszki, o ile mi się wydaje, zaczęłaś Ty. Wcześniej natomiast była dyskusja na temat " Ateizm jest świetny". Dobrze,że je przynajmniej kończysz, nie będziesz musiała się w dalszym ciągu kompromitować, wykazując bardzo pobieżną wiedzą.
Pozdrawiam
racjonalistka (14 punktów)
To wspaniale że nie będziesz musiała już się kompromitować i masz rację że przekonanego nic nie przekona.Widać że masz naprawdę pobieżną wiedzę.
>Pozdrawiam
racjonalistka (14 punktów)
>>Jesteś troszkę krótkowzroczny-jeszcze wcześniej-przed materią,bo wiesz nic nie jest samo z siebie-wkońcu ten początek musiał jakoś powstać
>Popełniłaś dosyć zabawny błąd, twierdząc, że " nic nie jest samo z siebie ". Załóżmy, że Bóg stworzył materię, ale znowu skąd wziął się Bóg?
>( potraktuj to bardziej jako pytanie retoryczne, nie oczekuje od Ciebie wytłumaczenia, którego nie ma ). Uważaj na słowa. Myśleć, myśleć i jeszcze raz myśleć, zanim coś się napisze!

No więc tak.Wiara, w Boga,Buddę, dziadka mroza czy kogo tam jeszcze, polega na tym , że wierzymy, bez dowodów. My katolicy, jak również buddyści, islam i inne wiary mamy dowody na nasze racje których też tak naprawdę nie dotykamy, dlatego nomen omen ......wierzymy i juz. Ataiści ogólnie też wierzą, ale w niesłuszność naszych dowodów, na co zresztą też nie posiadają swoich niepodważalnych argumentów. Jest to wiara w to że ludzie są produktem reakcji chemicznej. Jeszcze ze szkoły pamiętam , że w każdej reakcji niezbędna jest energia. I tak pod wpływem jekiejś energii cząstki materi mogą ze sobą oddziaływać , reagować itd. Więc my katolicy wierzymy że to Bóg stworzył materię, ale On nie jest dla nas bytem materialnym, takim którego można dotknąć czy zmierzyć. Nawiasem mówiąc to sama nie wiem skąd to powiedzenie ^Złapać Pana Boga za nogi^. Uważam ,że teizm i ateizm to jednak tylko dwie formy wiary, jakaś forma konformizmu który pomaga nam iść do przodu, na zasadzie :jednych mobilizuje kij a innych marchewka.
Thorvoy (6588 punktów)
>No więc tak.Wiara, w Boga,Buddę, dziadka mroza czy kogo tam jeszcze, polega na tym , że wierzymy, bez dowodów.

Po paru chwilach przemyśleń znalazłem wyraz bliskoznaczny takiej wierze. Brzmi on "głupota".

> My katolicy, jak również buddyści, islam i inne wiary mamy dowody na nasze racje których też tak naprawdę nie dotykamy [...]

Nie są to więc dowody. Dowód oznacza sprawdzalność.

> Ataiści ogólnie też wierzą, ale w niesłuszność naszych dowodów, na co zresztą też nie posiadają swoich niepodważalnych argumentów.

Primo: nie macie dowodów.
Secundo: nie do nas należy udowadnianie, że nie jesteśmy wielbłądami. Jeśli Ty mówisz o istnieniu jakiegoś nienamacalnego bytu, to właśnie do Ciebie należy przeprowadzenie dowodu.

> Jest to wiara w to że ludzie są produktem reakcji chemicznej.

To nie wiara, słońce. To wynik OBSERWACJI.

> Jeszcze ze szkoły pamiętam , że w każdej reakcji niezbędna jest energia. I tak pod wpływem jekiejś energii cząstki materi mogą ze sobą oddziaływać , reagować itd. Więc my katolicy wierzymy że to Bóg stworzył materię, ale On nie jest dla nas bytem materialnym, takim którego można dotknąć czy zmierzyć.

Innymi słowy bóg może być wszystkim, może być niczym, może istnieć, albo nie istnieć, czyli nie wiadomo o nim nic.

> Nawiasem mówiąc to sama nie wiem skąd to powiedzenie ^Złapać Pana Boga za nogi^. Uważam ,że teizm i ateizm to jednak tylko dwie formy wiary, jakaś forma konformizmu który pomaga nam iść do przodu, na zasadzie :jednych mobilizuje kij a innych marchewka.

Popełniasz jedną ze zbrodni, które sprawiają że mam ochotę opowiedzieć się za karą śmierci:* używasz zbyt swobodnie pojęcia wiary. Pamiętaj na przyszłość, jeśli nie chcesz spotykać się tutaj z ogólnym zażenowaniem, że "wierzę w boga" to nie jest to samo, co np. "wierzę w drugiego człowieka", czy "wierzę nauce".

To jest zwykła gra słów, ponieważ określenie "wierzący" przyjęło się przypisywać osobom, które wierzą w boga, a nie tym, które wierzą w jakimkolwiek innym znaczeniu tego słowa.



* Ponieważ ten typ zbrodni jest nader powszechny wśród ludzi, którym wydaje się, że potrafią dyskutować.
racjonalistka (14 punktów)

>Po paru chwilach przemyśleń znalazłem wyraz bliskoznaczny takiej wierze. Brzmi on "głupota".

No więc w bardzo wygodny dla Ciebie sposób przypisujesz słowo^wiara^ tylko do chrześcijan. Pewnie też słowo ^żądza^ u Ciebie też oznacza tylko jedno.


>Primo: nie macie dowodów.
>Secundo: nie do nas należy udowadnianie, że nie jesteśmy wielbłądami. Jeśli Ty mówisz o istnieniu jakiegoś nienamacalnego bytu, to właśnie do Ciebie należy przeprowadzenie dowodu.
>> Jest to wiara w to że ludzie są produktem reakcji chemicznej.
>To nie wiara, słońce. To wynik OBSERWACJI.
Tertio: I Ty zapewne sam to obserwowałeś, a nie ktoś inny a Ty tylko mu wierzysz.

>Innymi słowy bóg może być wszystkim, może być niczym, może istnieć, albo nie istnieć, czyli nie wiadomo o nim nic.
Tak to możesz w przedszkolu dzieciom na swoim przykładzie demonstrować znaczenie słowa IGNORANCJA.

>Popełniasz jedną ze zbrodni, które sprawiają że mam ochotę opowiedzieć się za karą śmierci:* używasz zbyt swobodnie pojęcia wiary. Pamiętaj na przyszłość, jeśli nie chcesz spotykać się tutaj z ogólnym zażenowaniem, że "wierzę w boga" to nie jest to samo, co np. "wierzę w drugiego człowieka", czy "wierzę nauce

No więc jestem bardzo zażenowana czytając taką wypowiedź.
Po pierwsze, nie pojęcie, a słowo ^wiara^, gdyż dopiero w połączeniu z innym słowem określa o co chodzi wypowiadającemu je.
>"wierzę w drugiego człowieka", czy "wierzę nauce">
Po drugie:Tutaj sam już użyłeś tego słowa w parze z innym i teraz określają one zupełnie co innego. Tak więc słowo "wiara" nie odnosi się tylko do Boga.

>To jest zwykła gra słów, ponieważ określenie "wierzący" przyjęło się przypisywać osobom, które wierzą w boga, a nie tym, które wierzą w jakimkolwiek innym znaczeniu tego słowa.
Po trzecie: Ty tak zwykłeś przypisywać, prawdopodobnie tak jest Ci teraz wygodnie.
>* Ponieważ ten typ zbrodni jest nader powszechny wśród ludzi, którym wydaje się, że potrafią dyskutować.
Po czwarte: Widzę że zbrodnia pychy i ignorrancji też nie należy do rzadkości w twych wypowiedziach.

Cyt:

Św. Tomasz podsumował swe dowody w następującym wierszu:

* Ciała są w ruchu; istnieje zatem Pierwszy Poruszyciel.
* Zdarzenia mają powody; jest zatem Pierwsza Przyczyna.
* Rzeczy istnieją; jest zatem ich Stwórca.
* Najwyższe dobro istnieje; ma ono zatem swoje źródło.
* Rzeczy są przemyślane; służą zatem jakiemuś celowi.



Biblijne argumenty nie są jedynymi na istnienie Boga. Istnieją także argumenty logiczne. Po pierwsze argument ontologiczny. Najbardziej popularna forma argumentu ontologicznego wykorzystuje pojęcie Boga, by udowodnić Boże istnienie. Zaczyna się od określenia definicji Boga jako: "tego, który jest największą wyobrażalną istotą". Potem mówi się, że istnieć znaczy więcej, niż nie istnieć, zatem największa wyobrażalna istota musi istnieć. Gdyby Bóg nie istniał, nie byłby największą wyobrażalną istotą, co zaprzeczałoby definicji Boga. Drugi argument jest natury teologicznej. Argument teologiczny mówi, że od początku stworzenia wszechświat stanowi tak niesamowity projekt, że musiał zostać zaprojektowany przez inteligentnego, Boskiego projektanta. Na przykład gdyby Ziemia znajdowała się o kilkaset kilometrów bliżej lub dalej Słońca, nie byłoby na niej tyle życia, co teraz. Gdyby nasza atmosfera różniła się nieznacznie składem, wszystkie stworzenia na Ziemi wyginęłyby. Szansa wytworzenia jednej cząsteczki białka jest jedna na 10243 (czyli 10 z 243 zerami). Pojedyncza komórka mieści w sobie miliony cząsteczek białka.

Trzecim logicznym argumentem na istnienie Boga jest argument kosmologiczny. Nie ma skutku bez przyczyny. Ostatecznie musi istnieć coś, co nie miało żadnych przyczyn, by mogły zaistnieć inne rzeczy, które posiadają jakąś przyczynę swojego istnienia. Tą samoistną przyczyną jest Bóg. Czwarty argument nosi nazwę argumentu moralnego. W każdej kulturze w historii istniała jakaś forma prawa. Każdy z nas ma wrodzone poczucie tego, co złe i dobre. Zabójstwo, kłamstwo, kradzież czy niemoralność są prawie wszędzie odrzucone. Skąd mamy to poczucie dobra i zła, jeśli nie od Boga?

Mimo wszystkich tych argumentów Biblia mówi, że ludzie odrzucają jasną i niezaprzeczalną wiedzę o Bogu i wierzą w kłamstwo. List św. Pawła do Rzymian 1:25 mówi: "Prawdę Bożą przemienili oni w kłamstwo i stworzeniu oddawali cześć, i służyli jemu, zamiast służyć Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki. Amen". Biblia również oświadcza, że ludzie nie będą mieli wymówki, jeśli nie uwierzą w Boga. "Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty - wiekuista Jego potęga oraz bóstwo - stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy" (List św. Pawła do Rzymian 1:20).

Ludzie twierdzą, że nie wierzą w Boga, gdyż "nie jest to naukowe" lub dlatego, że "nie ma dowodów". Prawdziwy powód jest ten, że kiedy ludzie przyznają, że Bóg istnieje, muszą także zdać sobie sprawę ze swojej odpowiedzialności przed Bogiem i z tego, że potrzebują Bożego przebaczenia ( List św. Pawła do Rzymian 3:23, 6:23). Jeśli Bóg istnieje, jesteśmy przed nim odpowiedzialni za nasze czyny. Jeśli Bóg nie istnieje, możemy robić cokolwiek chcemy nie martwiąc się, że Bóg nas kiedyś osądzi. Myślę, że to dlatego teoria ewolucji jest tak popularna w naszym społeczeństwie. Jest ona alternatywą wiary w istnienie Boga. Fakt, że wielu ludzi wręcz agresywnie zaprzecza, że Bóg istnieje, jest argumentem na istnienie Boga.
Thorvoy (6588 punktów)
>No więc w bardzo wygodny dla Ciebie sposób przypisujesz słowo^wiara^ tylko do chrześcijan. Pewnie też słowo ^żądza^ u Ciebie też oznacza tylko jedno.

Może jesteś zbyt ograniczona, by to zrozumieć. Rozumiem to, gdyż teiści często bawią się w kretyńską semantykę. Spróbuję jeszcze raz, łopatologicznie:

Słowo "wiara" jest wieloznaczne. W naszej kulturze przyjęło się, że "osoba wierząca" oznacza osobę wierzącą w boga. Jeśli w ankietach pytają czy jestem wierzący, to nie pytają o moją wiarę w przyjaciół, czy poprawienie sytuacji materialnej w najbliższych miesiącach.


>>To nie wiara, słońce. To wynik OBSERWACJI.
>Tertio: I Ty zapewne sam to obserwowałeś, a nie ktoś inny a Ty tylko mu wierzysz.

Tragicznie zaniżasz poziom dyskusji.

Skąd wiesz, że Ziemia jest okrągła? Przecież sama nigdy nie widziałaś jej z kosmosu? Skąd wiesz, że pokarm przechodzi przez Twój przełyk i żołądek, a nie tchawicę i płuca? Przecież nigdy nie zaglądałaś ludziom w trzewia, kiedy ci spożywali pokarm!

Takiego rodzaju pytania zadajesz.


>>Innymi słowy bóg może być wszystkim, może być niczym, może istnieć, albo nie istnieć, czyli nie wiadomo o nim nic.
> Tak to możesz w przedszkolu dzieciom na swoim przykładzie demonstrować znaczenie słowa IGNORANCJA.

Poczęstowałaś mnie obelgą, ale nie odniosłaś się właściwie do tego, co napisałem.

>>Popełniasz jedną ze zbrodni, które sprawiają że mam ochotę opowiedzieć się za karą śmierci:* używasz zbyt swobodnie pojęcia wiary. Pamiętaj na przyszłość, jeśli nie chcesz spotykać się tutaj z ogólnym zażenowaniem, że "wierzę w boga" to nie jest to samo, co np. "wierzę w drugiego człowieka", czy "wierzę nauce
>No więc jestem bardzo zażenowana czytając taką wypowiedź.

Czyli nie dostrzegasz różnicy? Może powinnaś wrócić do szkoły podstawowej.

>Po pierwsze, nie pojęcie, a słowo ^wiara^, gdyż dopiero w połączeniu z innym słowem określa o co chodzi wypowiadającemu je.

CZYLI jest wieloznaczne. Ameryki nie odkrywasz.

>>"wierzę w drugiego człowieka", czy "wierzę nauce">
>Po drugie:Tutaj sam już użyłeś tego słowa w parze z innym i teraz określają one zupełnie co innego. Tak więc słowo "wiara" nie odnosi się tylko do Boga.

Tak, kłóć się z harcerzem, że jest palący, bo przecież pali ogniska, choć tytoniu mógł w życiu nawet nie powąchać.


>>To jest zwykła gra słów, ponieważ określenie "wierzący" przyjęło się przypisywać osobom, które wierzą w boga, a nie tym, które wierzą w jakimkolwiek innym znaczeniu tego słowa.
>Po trzecie: Ty tak zwykłeś przypisywać, prawdopodobnie tak jest Ci teraz wygodnie.

Tego już chyba nie muszę komentować...

>Po czwarte: Widzę że zbrodnia pychy i ignorrancji też nie należy do rzadkości w twych wypowiedziach.

Co do pychy, powiedzmy że masz rację.

Mojej ignorancji jeszcze nie wykazałaś. Zachowujesz się trochę jak banda niedomytych dresów na ulicy, którzy, widząc wychodzącego z uczelni zadbanego człeka w długich włosach, będą wołali za nim "debil, frajer, brudas".

>Cyt:
>Św. Tomasz podsumował swe dowody w następującym wierszu:
> * Ciała są w ruchu; istnieje zatem Pierwszy Poruszyciel.

W tym momencie nasuwają się pytania: KTO poruszył pierwszego poruszyciela, skoro ruch jest CIĄGŁY? Jeśli zaś faktycznie takowy poruszyciel istnieje, dlaczego musi być to od razu BÓG, a nie na przykład sam wszechświat ze swoją naturą?

> * Zdarzenia mają powody; jest zatem Pierwsza Przyczyna.

Jak wyżej. Nawiasem mówiąc, jeśli ciąg zdarzeń jest nieskończony w przyszłości, mógłby być nieskończony w przeszłości, a więc bez konieczności istnienia pierwszej przyczyny.


> * Rzeczy istnieją; jest zatem ich Stwórca.

Albo nie, bo być może ich istnienie wynika tylko wyłącznie z natury świata, który może równie dobrze istnieć "sam z siebie".

> * Najwyższe dobro istnieje; ma ono zatem swoje źródło.

Ten "argument" nie zasługuje nawet na splunięcie w jego kierunku. Nikt nie uznał istnienia najwyższego dobra, które jest tylko spekulacją co niektórych nawiedzonych. Zdanie nie tyle fałszywe, co z natury bezsensowne.

> * Rzeczy są przemyślane; służą zatem jakiemuś celowi.

Jak wyżej. Nie ma żadnych dowodów na "przemyślenie" rzeczy.

> Biblijne argumenty nie są jedynymi na istnienie Boga.

Nie są wręcz żadnymi.
racjonalistka (14 punktów)
No cóż, przekonałeś mnie. Od dzisiaj jestem ateistką. Przekonały mnie rozmowy na forum.Żal mi tylko,że już nie ma Św. Mikołaja. Najwięcej nauczyłam sie od pana Thervoya, o przeraszam,Thorvoya.
Naprawdę nie wiem jak mogłam WIERZYĆ w coś czego nie widać gołym okiem.Ale z drugiej strony...
P.S. Pozdrowienia dla wszystkich racjonalistów. Niech żyje partenogeneza.
Thorvoy (6588 punktów)
Twoje złośliwości są na dość marnym poziomie, zdajesz sobie z tego sprawę?
racjonalistka (14 punktów)
No co ty?
Thorvoy (6588 punktów)
No, co ja?
Thorvoy (6588 punktów)
> Istnieją także argumenty logiczne. Po pierwsze argument ontologiczny. Najbardziej popularna forma argumentu ontologicznego wykorzystuje pojęcie Boga, by udowodnić Boże istnienie.

Ja Cię bardzo proszę. O ile już rzadko czepiam się ortografów, o tyle jestem bardzo wyczulony na stosowanie wielkich liter w przymiotnikach pochodzących od słowa "Bóg". Piszemy "udowodnić boże istnienie", a nie "udowodnić Boże istnienie".

> Zaczyna się od określenia definicji Boga jako: "tego, który jest największą wyobrażalną istotą".

A podobno nie da się go pojąć.

> Potem mówi się, że istnieć znaczy więcej, niż nie istnieć, zatem największa wyobrażalna istota musi istnieć.

Jeśli mam być szczery, spotykałem się z tym wcześniej, ale nie rozumiem co ma piernik do wiatraka. Z "istnieć znaczy więcej, niż nie istnieć" wcale nie wynika koniecznośc istnienia największej wyobrażalnej istoty.

> Gdyby Bóg nie istniał, nie byłby największą wyobrażalną istotą, co zaprzeczałoby definicji Boga.

Mogę sobie zdefiniować Telegruguhothbuba: nadam mu jakieś cechy i powiem, że istnieje. Telegruguhothbub musi istnieć, bo nieistnienie zaprzeczałoby jego definicji. Łapiesz?

> Drugi argument jest natury teologicznej. Argument teologiczny mówi, że od początku stworzenia wszechświat stanowi tak niesamowity projekt, że musiał zostać zaprojektowany przez inteligentnego, Boskiego projektanta.

Problem polega na tym, że założenia argumentu są subiektywne. Dla Ciebie to niesamowity projekt, dla mnie coś, co mogłoby być nieskończenie lepiej stworzone, gdyby bóg naprawdę istniał.

> Na przykład gdyby Ziemia znajdowała się o kilkaset kilometrów bliżej lub dalej Słońca, nie byłoby na niej tyle życia, co teraz.

Nie dlatego Ziemia krąży po ustalonej orbicie, żebyśmy mogli na niej żyć, ale dlatego żyjemy, że Ziemia krąży po ustalonej orbicie.

> Gdyby nasza atmosfera różniła się nieznacznie składem, wszystkie stworzenia na Ziemi wyginęłyby. Szansa wytworzenia jednej cząsteczki białka jest jedna na 10243 (czyli 10 z 243 zerami). Pojedyncza komórka mieści w sobie miliony cząsteczek białka.

Patrz wyżej: nie musiało być tu żadnego planu. Po prostu ZDARZYŁY SIĘ odpowiednie warunki do zaistnienia życia, dlatego występuje ono na Ziemi, a na żadnych innych planetach już nie. Nawiasem mówiąc: wytłumacz mi sens istnienia tych innych planet. Po co one człowiekowi? Przecież nie może na nich zamieszkać, a do większości ciał niebieskich nawet nie dotrze, choćby wykorzystywał na to gromadzoną przez milion lat technologię. Ozdobniki?

> Trzecim logicznym argumentem [...]

Hahahaha!

>[...] na istnienie Boga jest argument kosmologiczny. Nie ma skutku bez przyczyny. Ostatecznie musi istnieć coś, co nie miało żadnych przyczyn, by mogły zaistnieć inne rzeczy, które posiadają jakąś przyczynę swojego istnienia. Tą samoistną przyczyną jest Bóg.

Albo Wielki Wybuch. Z tą różnicą, że istnienie boga jest ze wszech miar wątpliwe, a teoria Big Bang podparta jest obserwacjami ludzi, którzy wiedzą o prawach fizyki znacznie więcej, niż ja i Ty. No i, oczywiście, należą do tego specyficznego zbiorowiska ludzi, których badań efekty tworzą działające kuchenki mikrofalowe, procesory, telewizory plazmowe, odtwarzacze radiowe i inne.

> Czwarty argument nosi nazwę argumentu moralnego. W każdej kulturze w historii istniała jakaś forma prawa. Każdy z nas ma wrodzone poczucie tego, co złe i dobre.

Bulls**t. Człowiek nie rodzi się z żadnym poczuciem prawa. Rodzi się z instynktem tak, jak inne zwierzęta, który zostaje zastępowany przez przyswojenie praw, nakładanych przez wychowanie państwowe i rodzinne.

> Zabójstwo, kłamstwo, kradzież czy niemoralność są prawie wszędzie odrzucone.

Ponieważ są niesprzyjające przetrwaniu gatunku. Niemoralność to już kwestia sporna, ponieważ znaczną część etyki moralnej wprowadziły na świecie religie.


> Skąd mamy to poczucie dobra i zła, jeśli nie od Boga?

Z wychowania w danej kulturze.

> Mimo wszystkich tych argumentów [...]

Hahaha!

>[...] Biblia mówi, że ludzie odrzucają jasną i niezaprzeczalną wiedzę o Bogu i wierzą w kłamstwo.

I to ma mnie przekonać?

List św. Pawła do Rzymian 1:25 mówi: "Prawdę Bożą przemienili oni w kłamstwo i stworzeniu oddawali cześć, i służyli jemu, zamiast służyć Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki. Amen". Biblia również oświadcza, że ludzie nie będą mieli wymówki, jeśli nie uwierzą w Boga. "Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty - wiekuista Jego potęga oraz bóstwo - stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy" (List św. Pawła do Rzymian 1:20).

I do czego ten bełkot miał mnie przekonać? Poważnie pytam.

> Ludzie twierdzą, że nie wierzą w Boga, gdyż "nie jest to naukowe" lub dlatego, że "nie ma dowodów".

I to właśnie nazywa się rozsądek

> Prawdziwy powód jest ten, że kiedy ludzie przyznają, że Bóg istnieje, muszą także zdać sobie sprawę ze swojej odpowiedzialności przed Bogiem i z tego, że potrzebują Bożego przebaczenia ( List św. Pawła do Rzymian 3:23, 6:23).

Nie dorabiaj sobie do tego durnej filozofii. Nie wierzę nie dlatego, że nie chcę brać jakiejś odpowiedzialności, tylko całkiem zwyczajnie NIE WIERZĘ.

Jeśli nie wierzę, że z nieba spadnie mi pięćset miliardów dolarów w złocie, to bądź pewna że nie dlatego, iż bałbym się odpowiedzialności za stabilność światowego rynku złota.
racjonalistka (14 punktów)
Uwaga językowa słowo Bóg piszemy z dużej litery (niezależnie od światopoglądu). Takie są normy ortograficzne. Pewne odstępstwa mogą być jedynie w tekstach religioznawczych dotyczących systemów politeistycznych.

"Bóg" jest po prostu imieniem naszego Boga,a imiona piszemy z dużych liter.

Telegruguhothbuba możesz też pisać z dużej jeśli tak ma na imię. P.S. Ukłony dla Telegruguhothbuba.
Thorvoy (6588 punktów)
>Uwaga językowa słowo Bóg piszemy z dużej litery (niezależnie od światopoglądu).

Zła uwaga. Bóg jest rzeczownikiem, jak każdy inny. Co innego, gdy występuje jako nazwa własna, ale, kiedy mam ochotę używać imienia boga w dyskusjach o wierze chrześcijańskiej, używam "Jahwe", a kiedy chcę napisać "bóg", to właśnie piszę. Małą literą.

> Takie są normy ortograficzne.

Ano takie.

>"Bóg" jest po prostu imieniem naszego Boga,a imiona piszemy z dużych liter.

To tak, jakby nazwać jakiegoś popularnego psa "Psem", a potem żądać na tej podstawie, by "pies" zawsze pisać wielką literą.

>Telegruguhothbuba możesz też pisać z dużej jeśli tak ma na imię. P.S. Ukłony dla Telegruguhothbuba.

Pozdrowiłem go, dziękuje Ci za pozdrowienia i dużo zdrowia życzy. A, chce jeszcze, byś przyjęła Go do swego serca. Telegruguhothbubowi powiedz "TAK". Telegruguhothbub jest drogą, prawdą, życiem. Świadectwa ludzi, którzy doznali obecności Telegruguhothbuba, wyślę Ci mailem, jeśli tylko chcesz.

Niech Telegruguhothbub Ci błogosławi.
Thorvoy (6588 punktów)
> Jeśli Bóg istnieje, jesteśmy przed nim odpowiedzialni za nasze czyny. Jeśli Bóg nie istnieje, możemy robić cokolwiek chcemy nie martwiąc się, że Bóg nas kiedyś osądzi. Myślę, że to dlatego teoria ewolucji jest tak popularna w naszym społeczeństwie. Jest ona alternatywą wiary w istnienie Boga.

To nie jest żadna alternatywa, tylko stwierdzony fakt. Tobie zaś radziłbym lepiej przyłożyć się do nauki w szkole, czy gdzie tam uczęszczasz.

> Fakt, że wielu ludzi wręcz agresywnie zaprzecza, że Bóg istnieje, jest argumentem na istnienie Boga.

Krasnoludki i gnomy też istnieją, bo wielu... wręcz większość ludzi zaprzecza ich istnieniu.

Doskonały argument, nie ma co.
Thorvoy (6588 punktów)
>>Tak? POKAŻ te dowody. Kupa teistów pieprzy o dowodach, ale żaden jeszcze nie pokazał ani jednego
>np.czytałeś Ojca Pio?

Nie, bo nie był książką.

> zresztą wiele innych cudów,w zasadzie w każdej miejscowości jest coś niewytłumaczalnego [...]

Co, przy odrobinie dobrej woli, można spokojnie wytłumaczyć. Inaczej te miejscowości byłyby bogate od masowych zaliczeń testów Randiego.

Widzisz... to, że w pewnych książkach coś piszą, nie oznacza, że jest to prawdą. Poza tym sprawa Ojca Pio przechodziła już przez krytyczne spojrzenia naukowców i jakoś świat nauki nie uznał go za cudotwórcę.

> jak zechcesz to poczytasz i zwiedzisz a jak uwieżysz to może na własnej skórze to odczujesz jak św Tomasz.

Piszesz coś w stylu: "żeby uwierzyć, musisz uwierzyć".


>Jesteś troszkę krótkowzroczny-jeszcze wcześniej-przed materią,bo wiesz nic nie jest samo z siebie-wkońcu ten początek musiał jakoś powstać

Mogę powiedzieć: "a co było przed bogiem", ale nie lubię retoryki na zasadzie "a u was biją Murzynów", więc tak nie odpowiem.

Przed materią nie było niczego, nawet CZASU. Ciężko to zrozumieć człowiekowi, którego poznanie świata zawiera się w pewnych dostrzegalnych wyłącznie okiem i czasem słabiutkim szkiełkiem granicach.
Thorvoy (6588 punktów)
>Jeśli nie wierzysz w nic ,jesteś pozbawiony wszelkich zahamowań [...]

Może Ty tak byś miała. Ja hamuję się przed czynieniem drugiemu tego, co mnie byłoby niemiłe bez żadnych nakazów.

>[...],nie interesują cię potrzeby innych ludzi [...]

Ależ owszem, interesują mnie. Zdarza się, że pomagam, wiedząc, że sam też mogę kiedyś potrzebować pomocy.

> [...]powiedzmy to wprost,liczy się tylko twoje ego.

Tu się zgadzam. Dla teisty również. Przecież stosując się do boskich nakazów, nie robisz tego tak naprawdę z miłości do boga, ale:

a) w oczekiwaniu na nagrodę, jaką miałoby być niebo
b) ze strachu przed piekłem

>Po jakimś czasie twoja psychika jest tak zachwiana że nie możesz wytrzymać sam z sobą.

Dziwne, ile lat na to trzeba? Ja już jakieś 10 w takim stanie przeżyłem i lepiej mi z tym, niż wtedy, gdy bałem się boskiego gniewu.

>Ja staram się zobaczyć w każdym Boga i wiem że po śmierci zostanę za wszystkie dobre uczynki wynagrodzona-to czyni moje życie bogatym i sensownym.

Tiaaaa, od razu wiesz. WIERZYSZ, a nie WIESZ... racjonalistko od boleści siedmiu.
racjonalistka (14 punktów)
Więc tak naprawdę jeżeli jesteś pomocny drugiemu itd to może ty po prostu wierzysz w Boga tylko sam jesteś jeszcze nie gotowy przyznać się do tego?
>Tu się zgadzam. Dla teisty również. Przecież stosując się do boskich nakazów, nie robisz tego tak naprawdę z miłości do boga, ale:
>a) w oczekiwaniu na nagrodę, jaką miałoby być niebo
>b) ze strachu przed piekłem
Prawdziwa wiara nie jest wiarą strachu! Każdy człowiek popełnia grzech nawet z góry świadomy-ale Bóg jest miłosierny i wybacza nam zło którego się dopuszczamy-umarł za nasze grzechy.Jeżeli ktoś robi coś dobrego dla drugiego dla nagrody a nie dla samego człowieka-cóż to jest za wiara,to nie jest to w co wierze

>Tiaaaa, od razu wiesz. WIERZYSZ, a nie WIESZ... racjonalistko od boleści siedmiu.
>
Wiem!
Thorvoy (6588 punktów)
>Więc tak naprawdę jeżeli jesteś pomocny drugiemu itd to może ty po prostu wierzysz w Boga tylko sam jesteś jeszcze nie gotowy przyznać się do tego?

Dajże spokój, dziewczyno. Czy dla Ciebie naprawdę nie można być poczciwym facetem, jeśli nie wierzy się w boga?

>Prawdziwa wiara nie jest wiarą strachu!

W teorii...

> Każdy człowiek popełnia grzech nawet z góry świadomy-ale Bóg jest miłosierny i wybacza nam zło którego się dopuszczamy-umarł za nasze grzechy.

Tia? A co z piekłem? Nie ma go, czy jest? Jeśli bóg wybacza nam zło- hulaj dusza, piekła nie ma! Nawiasem mówiąc- ładne mi umarł, skoro teraz- według Was- siedzi po prawicy Ojca i pilnuje sobie naszych żywotów. Czy śmierć fizyczna, jeśli wierzycie w życie duchowe, jest naprawdę tak wiele warta? Przecież Jezus tylko uwolnił się z materii, pocierpiawszy nieco.

>Jeżeli ktoś robi coś dobrego dla drugiego dla nagrody a nie dla samego człowieka-cóż to jest za wiara,to nie jest to w co wierze

Ja robię właśnie robię coś dobrego dla człowieka- siebie. Nawet jeśli robię coś dla KOGOŚ, robię to niejako dla siebie, szerząc postawę, która może mi kiedyś pomóc za pośrednictwem innej osoby, gdy będę w potrzebie.

Każdy, "racjonalistko", KAŻDY jest egoistą. Tylko niektórzy dorośli już do tego, by się do tego przyznać. Inni nie.

>CO wiesz? Jak wiesz? Widziałaś boga? Doświadczyłaś cudów? Jeśli nie, to nawet się nie odzywaj, dziewczynko.
movax (630 punktów)
>Każdy, "racjonalistko", KAŻDY jest egoistą. Tylko niektórzy dorośli już do tego, by się do tego przyznać. Inni nie.
Absolutnie się zgadzam. Zrozumienie tego może naprawdę przynieść nowe światło na życie i świat.
maja (474 punktów)
>Jeśli nie wierzysz w nic ,jesteś pozbawiony wszelkich zahamowań,nie interesują cię potrzeby innych ludzi-powiedzmy to wprost,liczy się tylko twoje ego.

To,ze nie wierzysz w Boga, nie znaczy ze nie wierzysz w nic. Ja wierze w to, ze czlowiek jest z natury dobry, ma zdolnosc do rozrozniania dobra i zla, czasem tylko błądzi. Nie potrzeba Boga do tego by wierzyc w zasady etycze, nie potrzeba nieba by czynic dobrze.

Po jakimś czasie twoja psychika jest tak zachwiana że nie możesz wytrzymać sam z sobą.

no comment

Ja staram się zobaczyć w każdym Boga i wiem że po śmierci zostanę za wszystkie dobre uczynki wynagrodzona-to czyni moje życie bogatym i sensownym.

Ja staram sie zobaczyć w każdym jego dobroć, i wiem że moje dobro zwrócone ku innym nie musi otrzymac zadnej nagrody, bo jest BEZINTERESOWNE (a wiara w Boga czy chcesz czy nie jest interesowna, kazdy etyk (mam namysli wykładowców etyki z jakimi miałam okazję porozmawiac) powie Ci ze, wiara nie jest moralnoscia czy etyka,bo ma swoj interes)
Thorvoy (6588 punktów)
Każdy etyk powie Ci też, że i Twój altruizm jest tylko pozorny.

Cóż, ja się pogodziłem z byciem egoistą.

Pozdrawiam.
Thorvoy (6588 punktów)
A czego innego oczekujesz po grupie ludzi, których światopogląd przyjął ktoś nowy? Usprawiedliwione jest to o tyle w tym przypadku, że racjonalizm jest u nas nadal czymś elitarnym, wśród racjonalistów najniższy jest odsetek debili... Masz rację, że strasznie przypomina to religijne schematy, ale przynajmniej nikomu nie wmawiamy, że głupota jest jego/jej mądrością.

Nawiasem mówiąc: na dniach chcę wreszcie wystąpić z apostazją. Przyłączasz się?
michal (156 punktów)
Z ciekawością przyglądałem się od samego początku rozwojowi tego wątku i zastanawiałem nad jego dalszym przebiegiem. Oczywiście biorę pod uwagę omylność mojego sądu, jednak na podstawie obserwacji zarówno wątku obecnego, jak i poprzednich wątków zakładanych przez koleżankę o pseudonimie " Bleble" przychodzą mi na myśl następujące słowa: " Każdy Żyd swój towar chwali". Mamy do czynienia z dosyć prostą, aczkolwiek momentami niebezpieczną sytuacją. "Świeżo upieczona" forumowiczka serwisu Racjonalista.pl odnalazła z pewnością to, czego do tej pory szukała, jak wynika z treści jej postu. Sama także dodaje, że w dużej mierze, jak nie przeważającej, przekonały ją posty innych wypowiadających się. "Cieszę się, że trafiłam akurat na to forum..." - są to słowa, które wywołały u mnie niemałą dozę strachu o młodych ludzi, zresztą moich rówieśników. Młodość odznacza się m.in. tym, że bardzo łatwo na nią oddziaływać, również , jeżeli chodzi o poglądy. Stąd boję się, że ateizm u koleżanki "bleble" stał się wynikiem przedstawienia jego w atrakcyjnym świetle. Równie dobrze, gdyby trafiła na stronę internetową jakiejś sekty, o korzystnych dla niej, nazwijmy to troszkę prowokacyjnie, założeniach programowych, mogłaby odnaleźć tam mocne oparcie i przyjąć ich poglądy. "Ateizm jest świetny" brzmi jak okrzyk
tzw. "nowobogackiego", który często tym swoim "bogactwem" nie całkiem potrafi gospodarować, przez co je równie szybko traci.

Nie wiem, jak było w Twoim przypadku. Jesteśmy w podobny wieku i przyznam, że występował u mnie okres, podobnie jak u Ciebie, owego wielkiego "hurra".
Do ateizmu, ani Cie nie zniechęcam, ani zachęcam. Zwracam tylko uwagę na to, że dałaś się szybko ( a może się mylę ? ) przekonać, co kiedyś może okazać się niebezpieczne. Życzę na przyszłość wiele rozwagi, sceptyzmu i chociażby odrobinę krytyki, nawet w stosunku do tego, co wydaje nam się najlepsze pod słońcem.
$kRz@tEi$tK@ (5585 punktów)
>Do ateizmu, ani Cie nie zniechęcam, ani zachęcam. Zwracam tylko uwagę na to, że dałaś się szybko ( a może się mylę ? ) przekonać, co kiedyś może okazać się niebezpieczne. Życzę na przyszłość wiele rozwagi, sceptyzmu i chociażby odrobinę krytyki, nawet w stosunku do tego, co wydaje nam się najlepsze pod słońcem.
Ateizm nie zrodził się we mnie (to ja bleble tylko zmieniłam login) na tym forum tylko dużo, dużo wcześniej. Właściwie nigdy tak na prwde nie wierzyłam i nie wiązałam z Bogiem nadzieji, próśb i takie inne o co się prosi. Moje wstąpienie na to forum było wynikiem ateizmu, a nie odwrotnie. Jednak tutaj odkryłam siebie bliżej, poznałam siebie myśląc i odpowiadając na pytania, które wcześniej nie przyszłyby mi do głowy. Trafiłam tu celowo, więc z pewnością nie trfiłabym w ten sposób do sekty. Jednak zawdzięczam temu forum bardzo dużo, bo wiele się dowiedziałam. I za to dziękuję jeszcze raz...
michal (156 punktów)

>Trafiłam tu celowo, więc z pewnością nie trfiłabym w ten sposób do sekty. Jednak zawdzięczam temu forum bardzo dużo, bo wiele się dowiedziałam. I za to dziękuję jeszcze raz...

A więc się myliłem. Tym lepiej dla Ciebie. Powodzenia życzę

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365