 |
Wiara, jako boski solipsyzm a rebours. Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 19-02-2007 22:43 | kimak (2276 punktów) | Wiara, jako boski solipsyzm a rebours. | Solipsyzm (łac. solum ipse, ja sam) - pogląd filozoficzny głoszący, że istnieje tylko jednostkowy podmiot poznający, cała zaś rzeczywistość jest jedynie zbiorem jego subiektywnych wrażeń - wszystkie obiekty, ludzie, etc., których doświadcza jednostka, są tylko częściami jej umysłu. Z moich dotychczasowych dyskusji z ludźmi wierzącymi, jakichkolwiek by ich wiara w boga nie przybierała postaci, dowiaduję się wciąż jednego - bóg jest Stwórcą wszystkiego, co istnieje. Prosty stąd, zatem, i nieodparty wniosek, że jesteśmy bytami "pomyślanymi" przez boga. "Pomyślanymi" wraz ze wszelkimi konsekwencjami: "on" wie, co nas spotka, boć przecież jest wszechmogący i wszechwiedzący w kwestii naszego życia. Przecież to nic innego, jak solipsyzm w wydaniu boskim! Bóg nas doświadcza (w znaczeniu - odczuwa, "pomyśla"), ale przecież jesteśmy tylko jego myślami. O tyle kuriozalna zachodzi tutaj sytuacja, iż byty "pomyślane", istniejące w świadomości boga, są przez niego w jakiś tajemniczy sposób "poinformowane" o swoim statusie - statusie wytworu "jego" myśli. W związku z tym, umysł jednostki "pomyślanej", a wierzącej w swego stwórcę doświadcza boskiego solipsyzmu a rebours, czyli na wspak! To jest tak, jakby sam Stwórca przeglądał się w lusterku trzymanym przez wytwór jego myśli. Rodzi się pytanie, po co Stwórcy takie lusterka? Czy może po to, by wciąż mógł się upewniać o własnym istnieniu? W takim razie, czy my - ateiści jesteśmy tylko wybrakowanymi myślami Stwórcy - pozbawionymi boskich lusterek? Czy jesteśmy tylko zgubionymi pikselami na monitorze boskiego umysłu?
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Patty Matheson (2087 punktów) | Odp: Wiara, jako solipsyzm a rebours. | > Rodzi się pytanie, po co Stwórcy takie lusterka? Czy może> po to, by wciąż mógł się upewniać o własnym istnieniu?> W takim razie, czy my - ateiści jesteśmy tylko> wybrakowanymi myślami Stwórcy - pozbawionymi boskich> lusterek? Czy jesteśmy tylko zgubionymi pikselami na> monitorze boskiego umysłu?Jeśli Bóg jest tworem niematerialnym i - hm - jednorodnym, to można przyjąć hipotezę, że nie może wiedzieć o swoim istnieniu, czyli de facto po nic mu to istnienie. Świat przez niego tworzony, w szczególności ludzie, którzy uznawaliby - odczuwając niejako! - jego istnienie, są mu więc potrzebni jak nic. Ale wówczas to "lusterko" musiałoby istnieć zawsze, bo bez niego Bóg nie jest Bogiem, w szczególności - nie mógłby nic stworzyć. Czyli stworzenia Świata nie było, nie ma Stwórcy. Koniec dowodu  Jest jeszcze ta kwestia... Jeśli założymy, że pierwsze komórki nie wierzyły w Boga, to jakim cudem Bóg pozwoliłby na tak długie stwarzanie takich wierzących istot? A może cały Wszechświat jest emanacją Boga istniejącą dla jego potwierdzenia [nie o stworzeniu na zasadzie "jest produkt - musi być producent", którego jako tako nie było, ale o samym jego istnieniu]. Wówczas jednak trzeba by przemyśleć konieczność swoistej komunikacji z Bogiem nawet materii nieożywionej. Takiego Boga można nawet nie odrzucać, w końcu sobie tylko istnieje, nie wygnawa z raju i nie nawołuje do nadstawiania drugiego policzka czy do krucjat [?]. Tylko że jego natura wychodzi poza większościowe założenia religijne. Obalenie takich idei Boga [już bardziej łopatologiczne  ] nie jest odkryciem Ameryki, ale odnosi się m.in. do kwestii "Ateistów-niby-lusterek" [wadliwa frakcja produktów?] . Primo, w religiach zakłada się wszechwiedzę Boga, włącznie z losem każdego pojedynczego człowieka. Plus, zakładając, że dla niewiernych jest figa z makiem, tudzież piekło, Bóg Ateistów, względnie Agnostyków, zaplanował z premedytacją i skazał na potępienie. Secundo, zakłada się sprawiedliwość Boga. Powyższe haniebne działanie przeczy temu. Pal licho Ateistów, zawsze można się doczepić "Było być Ateistą?" [kwestia działania wbrew sobie wydaje się wobec tego dla Boga nieistotna], jednak co z tymi, którym nie dane było nigdy dowiedzieć się o Bogu, a i np. nie mieli czasu na wsłuchiwanie się w swe serducha? Albo coś śmierdzi w dogmatach, albo Bóg nie istnieje.
"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
|
|
 | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) | Patty, to nic nowego. Św. Augustyn przed takimi kwestiami uciekał do wróbelków, a potem powiedział, że w interesie kościoła można swobodnie kłamać. Zauważ, że teologia aż się przelewa od paradoksów (elementarne to wszechmoc i wszechwiedza), które teologów jakoś nie wyprowadzają z bożej równowagi. Cytat: "Człowiek nauki nie udawadnia tego, w co wierzy, lecz wierzy w to, co zdoła udowodnić. To nie dotyczy teologów." O Bogu i lusterku napisałem coś w wątku o wyglądzie Jezusa. Pozdrawiam pięknie. Plusik nie tylko z sympatii.
|
|
|  | | Patty Matheson (2087 punktów) | > Patty, to nic nowego. Św. Augustyn przed takimi kwestiami uciekał do wróbelków, a potem powiedział, że w interesie kościoła można swobodnie kłamać.> Zauważ, że teologia aż się przelewa od paradoksów (elementarne to wszechmoc i wszechwiedza), które teologów jakoś nie wyprowadzają z bożej równowagi.Oj wiem, wiem, ale poczuwałam się do całościowej odpowiedzi  Zaznaczyłam, że to żadne odkrycia. Próbowałam wymyślać różne cele istnienia Ateistów, ale wszystkie sprowadzały się do sprzeczności w charakterze Boga, jakiego przedstawiają autorytety religijne chcące rządzić masami. Bo przeciwko bogu jako niby koniecznej drugiej części Świata nie mam nic przeciwko. Nasunęło mi się się jeszcze spojrzenie od drugiej strony - może to Bóg jest naszym lusterkiem?  Też nie odkrycie, ale... Czy wówczas istnieje tylko jako idea, czy tworzymy go - myślami - realnie?
"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
|
|
| |  | | LEGION (3161 punktów) |
>Czy wówczas istnieje tylko jako idea, czy tworzymy go - myślami - realnie?
Trafiłem kiedyś na taki tekst o wierze w gazecie "Paracelsus" chyba. Ale dawno to było. (jeden z pierwszych numerów) taką "realną ideę" nazywali tam "ergregor" czy podobnie... ale to raczej mało naukowy tekst był.
|
|
 | | LEGION (3161 punktów) | > jednak co z tymi, którym nie dane było nigdy dowiedzieć się o Bogu, a i np. nie mieli czasu na wsłuchiwanie się w swe serducha? Albo coś śmierdzi w dogmatach, albo Bóg nie istnieje.
A z tym to różnie bywa.Świadkowie Jehowy na ten przykład uważają, że Ci co nie mogli się zapoznać z Ich "dobrą nowiną" dostaną drugą szansę właśnie dlatego, że nie mogli i to nie ich wina...
|
|
|  | | ewelina (33 punktów) | Istnienie Boga na pewno nie można roztrząsać rozumem- ale to już chyba było kiedyś omawiane. Twoja cała teoria, bardzo mocno przypomina mi legendarną piątą stronę świata- lustro, w którym odbija się prawdziwe ja. Szukając piątą stronę świata nie robimy nic innego tylko odnajdujemy samego siebie, ale nie tego przed telewizorem czy robiącego coś przez wywarte na naszą podświadomość przekonanie. W piątej stronie świata jesteśmy egoistami, filozofami, stwórcami. Jeśli uważasz, że my jesteśmy lustrem Boga, tłumaczyłoby to, dlaczego Bóg dąży, albo jak wolicie pomaga nam dążyć do idealności- bo sam taki chcę być. Jak każdy... Bóg jest wszechwiedzący i wszechmocny, i sam już zaplanował swoją utopię, którą stworzy choćby kosztem nas. Po trupach do celu. Dlaczego nas stworzył? Może chciał samego siebie udoskonalić, poznać? w końcu jak wszystko jest idealne to to od nas nic nie wymaga. Zresztą nie wiem, po pierwsze nie miałam jeszcze przyjemności pić herbatki z Panem Bogiem, po drugie- jestem tylko głupim dzieckiem 
...
|
|
| |  | | kimak (2276 punktów) | > Zresztą nie wiem, po pierwsze nie miałam jeszcze przyjemności pić herbatki z Panem Bogiem,Ja też nie, jak go gdzies spotkasz, to daj mi znac  > po drugie- jestem tylko głupim dzieckiem  Nie kokietuj nas "dzieckiem"  . Jak dla mnie, możesz miec nawet 7 lat, ważne, że piszesz do rzeczy. Pozdrawiam
"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić" Lech Janerka
|
|
| | |  | | ewelina (33 punktów) |
> >po drugie- jestem tylko głupim dzieckiem  > Nie kokietuj nas "dzieckiem" . Jak dla mnie, możesz miec nawet 7 lat, ważne, że piszesz do rzeczy.> PozdrawiamMam dwa razy więcej 
...
|
|
|  | | Patty Matheson (2087 punktów) | Każden jeden problem w dogmatach może być teoretycznie rozwiązany jednym soborem czy nawet pismem "sprostowującym" [taki patch w wersji duchowej  ] przez szefa religii, albo poprzez założenie nowej sekty o ulepszonych doktrynach. Pomysł ŚJ jest niegłupi. Rozwiązuje kwestię, ale tylko wtedy, gdyby to oni - całościowo - "mieli rację"! Wówczas musielibyśmy szukać sprzeczności tylko w obrębie ich teologii. Co nie oznacza, że kogokolwiek by to przerosło  Na marginesie, taka właśnie elastyczność Kościoła i jego dogmatów [która przyczyniła się do jego ekspansji] jest dla mnie podejrzana. Nagle doznają iluminacji, na różne tematy, od Boga? Wcześniej nie mógł ich oświecić? Obyło by się bez palenia heretyków.
"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
|
|
| |  | | LEGION (3161 punktów) |
> Na marginesie, taka właśnie elastyczność Kościoła i jego dogmatów [która przyczyniła się do jego ekspansji] jest dla mnie podejrzana. Nagle doznają iluminacji, na różne tematy, od Boga? Wcześniej nie mógł ich oświecić? Obyło by się bez palenia heretyków.Świadkowie też tak mają... Widać od tego samego instrukcje dostają.
|
|
| | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | > Świadkowie też tak mają... Widać od tego samego instrukcje dostają.Ciekawe, którym prawdę mówi, a którym ściemnia - no i po co? Taki bóg też nam niepotrzebny  A wracając na ziemię... Ciężko się połapać kto był pierwszy w religijnym wyzysku, ale wszyscy zdają się bazować na jego poradniku "Jak zdobyć baranki, zarobić, a się nie narobić"  Jak metoda dobra, to każdy chce skorzystać.
"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
|
|
| LEGION (3161 punktów) | Odp: Wiara, jako boski solipsyzm a rebours. | Bardzo fajnie, ale z tego co pamiętam solipsyzmem zajmowali się raczej słabo wierzący egzystencjaliści, dla których to człowiek był jedynym źródłem odniesienia. I jak dla mnie bogowie z solipsyzmem raczej nie zmieszczą się w jednym światopoglądzie. Za dużo tych luster...
|
|
 | | Patty Matheson (2087 punktów) | > Bardzo fajnie, ale z tego co pamiętam solipsyzmem zajmowali się raczej słabo wierzący egzystencjaliści, dla których to człowiek był jedynym źródłem odniesienia. I jak dla mnie bogowie z solipsyzmem raczej nie zmieszczą się w jednym światopoglądzie. Za dużo tych luster...Skoro były dyskusje "czy Bóg jest Ateistą", to można mu i solipsyzm zarzucić  Jeśli przyjąć, że Bóg nie istnieje realnie - obiektywnie - w naszym świecie, ale jednocześnie jakoś jest z nim powiązany, to wszystko musi być wytworem jego wyobraźni. Ale wówczas czy my moglibyśmy projektować resztę? Bóg "pomyślał by" każdy umysł człowieka, a te z kolei "pomyślały by" cały świat. Bo gdyby Bóg od razu pomyślał cały świat, to by znaczyło, że istniejemy obiektywnie w jako tako realnym świecie. Solipsyzm jest dziwnym poglądem. Zmierza do tego, że nic nie istnieje z tego świata poza moim rozumem. Trudniej, przynajmniej pozornie, w takim przypadku wcisnąć gdzieś boga. Generalnie to ostatecznie wygląda tak, że dwie istoty: Bóg i Świat istnieją jednocześnie i tylko po to, żeby się wspierać w swym istnieniu, a nawet w ogóle je umożliwić. Przyznam, że niegłupie 
"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
|
|
|  | |
| |  | | kimak (2276 punktów) | > Jasne, że można. Ale po co zajmować się tym, co hipotetycznie może sobie myśleć jakiś byt urojony? Zostawię to pseudouczonym od liczenia aniołków ma główce szpilki. Mają już wprawę   Oczywiście, że można się tym nie zajmować. Pozwól jednak, że po całodniowym zmaganiu się z materią bytów nieurojonych, zajmę się niekiedy na spostrzeżenia bardziej abstrakcyjnej natury. W końcu nie samym chlebem człowiek żyje.
"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić" Lech Janerka
|
|
| | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) |  Traktujmy takie rozważania jako gimanastykę umysłu. Bez stresu, bez zobowiązań. Przecież nawet jak nam wyjdzie, że idea boskiego solipsyzmu jest racjonalna, logiczna i możliwa, to nie uwierzymy od razu w boga 
"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
|
|
|  | | kimak (2276 punktów) | > Skoro były dyskusje "czy Bóg jest Ateistą", to można mu i solipsyzm zarzucić  Tu nie ma nawet nic do "zarzucania". Podstaw do definicji solipsyzmu zamiast "jednostkowy podmiot poznający" boga, a otrzymasz: Solipsyzm (łac. solum ipse, ja sam) - pogląd filozoficzny głoszący, że istnieje tylko bóg, cała zaś rzeczywistość jest jedynie zbiorem jego subiektywnych wrażeń - wszystkie obiekty, ludzie, etc., których doświadcza jednostka, są tylko częściami jej umysłu. Czy coś nam sie tutaj nie zgadza, zważywszy na jego domniemaną wszechmoc i wszechwiedzę oraz rolę sprawcy wszystkiego, co istnieje? > Solipsyzm jest dziwnym poglądem. Zmierza do tego, że nic nie istnieje z tego świata poza moim rozumem. Trudniej, przynajmniej pozornie, w takim przypadku wcisnąć gdzieś boga.> Generalnie to ostatecznie wygląda tak, że dwie istoty: Bóg i Świat istnieją jednocześnie i tylko po to, żeby się wspierać w swym istnieniu, a nawet w ogóle je umożliwić.Starając się być konsekwentnym, to Świat jest narzędziem boga. Lustrem, w którym się przegląda potwierdzając własne istnienie, wymyslonym, by sie upewnić, że ma świadomość. Z braku bytów autonomicznych od jego jaźni, skazany jest na byty przez siebie wymyślone, odczute. Przecież to nic innego, jak solipsyzm. > Przyznam, że niegłupie  Dziękuję  . Przyznam jednak szczerze, że to tylko taka figura myślowa. Jako zadeklarowany ateista postarałem się tylko na zimno rozważyć sens istnienia i stworzenia świata przez istotę wszechmocną. Świata, w którym zaludniajace go byty mają wszczepioną wiedzę o swoim stwórcy. A może ludzie, jako twory niedoskonałe, trzymają tylko krzywe zwierciadła, by bóg mógł się bawić swoim zniekształconym odbiciem? Świat jako beczka śmiechu? Pozdrawiam
"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić" Lech Janerka
|
|
| |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | > Czy coś nam sie tutaj nie zgadza, zważywszy na jego domniemaną wszechmoc i wszechwiedzę oraz rolę sprawcy wszystkiego, co istnieje?> Starając się być konsekwentnym, to Świat jest narzędziem boga. Lustrem, w którym się przegląda potwierdzając własne istnienie, wymyslonym, by sie upewnić, że ma świadomość. Z braku bytów autonomicznych od jego jaźni, skazany jest na byty przez siebie wymyślone, odczute. Przecież to nic innego, jak solipsyzm.Wszędzie, gdzie jest wszechmoc i wszechwiedza, są sprzeczności. Ale takie przymioty zakładają religie. Nie mają monopolu na prawdę. W zasadzie nawet definicja boga nie powinna wymagać wszechmocy i wszechwiedzy, bo to udowodnione rozumowo sprzeczności. Ale solipsyzm w wydaniu boskim jest całkiem sensowny. Tylko że jest mały problem. Jak nasze umysły mają się do jego? Nasze rozumy są jedynym, co do czego jesteśmy pewni, stąd też nasza droga racjonalistyczna. Jeśli jednak jesteśmy tylko [aż?] wytworami boskiego umysłu, to jak mamy to rozumieć? Myśli boga uniezależniają się umysłowo od niego? Czy może nam się tylko wydaje, że myślimy sami? > A może ludzie, jako twory niedoskonałe, trzymają tylko krzywe zwierciadła, by bóg mógł się bawić swoim zniekształconym odbiciem? Świat jako beczka śmiechu?Idea Deus ridens ma coś w sobie. Jako osobie obdarzonej dużym poczuciem humoru jest mi dość bliska  Jednak kłóci się trochę z przeczuciem koniecznej idealności i neutralności ewentualnego boga. Pozdrawiam 
"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
|
|
| | |  | | kimak (2276 punktów) | > Tylko że jest mały problem. Jak nasze umysły mają się do jego? Nasze rozumy są jedynym, co do czego jesteśmy pewni, stąd też nasza droga racjonalistyczna. Jeśli jednak jesteśmy tylko [aż?] wytworami boskiego umysłu, to jak mamy to rozumieć? Myśli boga uniezależniają się umysłowo od niego? Czy może nam się tylko wydaje, że myślimy sami?To ostatnie pytanie jest zasadne. Skoro my i nasze myśli dziać możemy się tylko "w bogu", to tylko nam się wydaje, że myslimy samodzielnie. Jest to nieco trudne do pojęcia, ale "zażywszy" nieco pokory wobec takich wniosków, wydaje się byc jedynym logicznym rozwiązaniem. > Idea Deus ridens ma coś w sobie. Jako osobie obdarzonej dużym poczuciem humoru jest mi dość bliska  Tak, jak mi  > Jednak kłóci się trochę z przeczuciem koniecznej idealności i neutralności ewentualnego boga.Nie powinnas posługiwać się przeczuciem jako drogowskazem w rozumowaniu. Zachowaj je na lepsze okazje  > Pozdrawiam  Ja jeszcze bardziej 
"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić" Lech Janerka
|
|
| | | |  | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) | Myślę, że wszyscy dajemy się nabierać na niedoskonałość religii, na jej stagnację po prostu. Niedoskonałość zaś i stagnacja - cóż za świetna przynęta dla racjonalistów! Dla kogoś, kto niedawno zlazł z drzewa, boska wszechmoc, eo ipso wszechwiedza były czymś naturalnym, bez względu na to, czy bóg nosił nazwę Światowid, Zeus, czy stał się w końcu Bogiem. Zauważcie, jak niewiele, nieomal wcale nie uległy zmianie zasady wiary - podczas gdy ludzkość zmieniła się tak bardzo. Sądzę, że sam ten fakt winien skreślić wiarę z duchowego jadłospisu ludzi współczesnych. A jednak nie. Okazuje się bowiem, że przynęta wciąż działa, choć jest tak beznadziejna. Paradoks okazuje się magnesem silniejszym od rozsądku. Całe pokolenia Don Kichotów odbywają walkę z wiatrakami, które nawet nie im samym się przyśniły! Uważam, że kwestia wiary lub niewiary w Boga, pozostając sprawą prywatną, właściwie nie zasługuje na poważną dyskusję. Czy nie jest tak, że dyskusja taka zawsze wiedzie w ślepy zaułek? Gdzie jest rzeczowość dyskusji o czymś, czego nikt żywy na oczy nie widział? O kościele, hierarchii kleszej - mogę rozmawiać, o wierze - odmawiam właśnie z powodu nierzeczowości.
|
|
| | | | |  | | kimak (2276 punktów) | > Czy nie jest tak, że dyskusja taka zawsze wiedzie w ślepy zaułek?> Gdzie jest rzeczowość dyskusji o czymś, czego nikt żywy na oczy nie widział?Rzeczowość istnieje, niestety, i to większa, niż się Tobie wydaje. I już śpieszę z wyjaśnieniami. Nie wiem, jak mój "pomysł" z boskim solipsyzmem i jego odbiciem w wierze, wytrzymałby poważną krytkę ze strony teologów i filozofów. Nie wiem nawet, czy ktoś czegoś podobnego już wcześniej nie wyartykułował. Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie. Wiem natomiast, że dostarczając wierzącym tego typu kwiatki do przemyśleń, zasiewam zwątpienie(oczywiście istnieje tutaj warunek konieczny napotkania uczciwie myślącego człowieka wierzącego, z czym niestety bywa problem). Po nitce docieramy do właściwego kłębka, czyli: > O kościele, hierarchii kleszej - mogę rozmawiać, o wierze - odmawiam właśnie z powodu nierzeczowości.pasożytnictwa, jakim jest naziemny personel wielkiego Mzimu. Z tym wirusem trzeba walczyć każdym (oczywiście dopuszczalnym przez prawo) sposobem. Choćby przez takie "teologiczne" dyskusje z wiernymi. Pozdrowiwszy 
"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić" Lech Janerka
|
|
| | | | | |  | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) | Myślę, że każdy z Don Kichotów był i jest równie mocno przekonany o rzeczowości i celowości swego zadania.
----------------------------------------------------- "Tylko głupiec wierzy, że można wyżyć z mądrości".
|
|
| | | | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | > A jednak nie. Okazuje się bowiem, że przynęta wciąż działa, choć jest tak beznadziejna. Paradoks okazuje się magnesem silniejszym od rozsądku.Pamiętajmy, że ludzie idealni nie są. Są to istoty w większości słabe, strachliwe, zagubione. Pomysł, że jest ktoś transcendentny, kto ma nad nimi pieczę bez względu na ten cały chaos na tym padole, jest jak balsam na skołataną duszę. Ale z jakichś powodów ludzie wolą doktryny narzucone przez innych; to też zrozumiałe, zwazywszy, że wymyślając własne wierzenia, mogą się poczuć nieswojo... jak wygodnisie? Szkoda, że nie widzą wygodnictwa i kreatywności autorytetów religijnych. A to paradoks! Rozsądek rozsądkiem, ale ludzie chcą się czuć bezpiecznie, mieć jakieś oparcie poza tym światem. Skąd się wzięła szalona - bluźniercza! - idea, że w ogóle może coś być poza nim? > Całe pokolenia Don Kichotów odbywają walkę z wiatrakami, które nawet nie im samym się przyśniły!Z czymś trzeba walczyć  Don Kichoci to idealiści, którym serca się krają na widok tych poniewieranych baranków. Ale nawet nie trzeba tak głęboko... Wiara, w postaci już religii, po prostu z butami wkracza w życie tych, co nie chcą mieć z nią nic wspólnego, narzuca się, a tego już za wiele. Walka z nią to czysta samoobrona  > Uważam, że kwestia wiary lub niewiary w Boga, pozostając sprawą prywatną, właściwie nie zasługuje na poważną dyskusję. Czy nie jest tak, że dyskusja taka zawsze wiedzie w ślepy zaułek?> Gdzie jest rzeczowość dyskusji o czymś, czego nikt żywy na oczy nie widział?> O kościele, hierarchii kleszej - mogę rozmawiać, o wierze - odmawiam właśnie z powodu nierzeczowości.O ile o samym zjawisku wiary można podyskutować psychologicznie, o tyle przedmioty wiary powinny być z dala od wszelkich dysput. Można na wiarę przyjąć cokolwiek, nawet najmniej racjonalnego. Dyskusja racjonalisty z fideistą jest bez sensu, bo obaj odwołują się do rozłącznych metod. Jednak czasem można sobie pozwolić na dyskusję między racjonalistami o przedmiotach jakichś wiar, jeśli akurat nadają się one do tego. Jednak chciałam zaznaczyć, że dyskusja tutaj prowadzona obejmuje tylko pewien abstrakcyjny model. Nie jest mi nawet wiadome, czy jakaś religia dopuszcza solipsyzm boski, a już na pewno nie chcemy [nie chcę  ], by ktoś tutaj przyjął ten model na wiarę. Bez dyskusji o abstrakcyjnych modelach nie byłoby nie tylko filozofii, ale i matematyki... Człowiek czuje wyższość nad światem właśnie z tego powodu, że potrafi wznieść się ponad TO. Że myśli abstrakcyjnie. Że odrywa rozum, umysł w swych - że tak to ujmę - przedmiotach do obrabiania, od fizyczności, biologii, materii, z której jest zbudowany organ będący podstawą tegoż umysłu. PS. A z tym "widzeniem na oczy" to metafora taka była?  Bo nie zanegujemy chyba rozmów na temat powietrza?  Pozdrawiam 
"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
|
|
| | | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | > To ostatnie pytanie jest zasadne. Skoro my i nasze myśli dziać możemy się tylko "w bogu", to tylko nam się wydaje, że myslimy samodzielnie. Jest to nieco trudne do pojęcia, ale "zażywszy" nieco pokory wobec takich wniosków, wydaje się byc jedynym logicznym rozwiązaniem.Może nie jest to trudne do pojęcia - zrozumienia ideowego, ale trudne do przyjęcia  Wychodząc z solipsystycznego boga dojdziemy chyba tylko do tego. Chociaż idea uniezależnienia się myśli boga od niego ma w sobie coś bardziej "boskiego", "kreatywnego". Bozia popuszcza wodze fantazji, żeby otrzymać coś, w czym może się przeglądać. Ale bóg to nie byle kto i potrafi nieco usamodzielnić swoje myślowe twory. Jedne w niego wierzą, inne nie. To rodzi kolejne pytanie: czy bogu potrzebne są twory w niego wierzące, czy wystarczy mu, że są? Jeśli to pierwsze, to Ateiści są, no cóż... niewypałem  Natomiast jeśli to bóg steruje naszymi myślami, a mimo to Ateiści istnieją, to znak, że mu nie szkodzą. Inaczej pewnie nie pozwoliłby na marnotrawienie własnych wymysłów i robienie z nich niedowiarków. Chyba że ma poczucie humoru i mu się nudzi. Wówczas podziwiam go - nie wiem, czy zachowałabym zimną krew i chęć do żartów, gdyby moje istnienie zależało od wiary moich wymysłów  Jeszcze na marginesie, jeśliby jego istnienie zależało od naszej wiary w niego, ciekawe czy możnaby go unicestwić [niestety świat też, ale co tam - raz się żyje!  ] przez zmobilizowaną niewiarę. > >Jednak kłóci się trochę z przeczuciem koniecznej idealności i neutralności ewentualnego boga.> Nie powinnas posługiwać się przeczuciem jako drogowskazem w rozumowaniu. Zachowaj je na lepsze okazje Nie posługuję się tym raczej w rozumowaniu, chociaż jak wykazała nauka - Prawda jest zwykle najprostsza. Mimo to, nie dojdzie się do Prawdy wybierając proste, idealne rozwiązania ot tak, z przeczucia. Najpierw się dochodzi rozumowo [taka specyfika nauki  ], a potem stwierdza z zachwytem: "Jakie to Proste!". A owa idealność właśnie z prostotą mi się kojarzy. Rozumowo jestem ścisła [staram się  ] , a idealność czy nie mogłaby zaważyć na mojej większej sympatii/antypatii do danego modelu [tu: boga], co nie wpłynęłoby raczej na jego rozumowe rozwijanie, a już na pewno na jego przyjęcie bądź odrzucenie 
"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
|
|
| | | | |  | | kimak (2276 punktów) | Patty! Ponieważ nasza dyskusja (a raczej dialog) tak fajnie się rozwija, przyszło mi coś do głowy. Przypomniałem sobie po lekturze Twojego postu o pewnym opowiadaniu Lema (trudno to nazwać opowiadaniem). Jest to recenzja z nienapisanej książki. Możesz ją znaleźć, o ile będziesz chciała, w książce Lema "Doskonała Próżnia", a tytuł tej recenzji brzmi "Les Robinsonades" par Marcel Coscat (pierwsza w tym tomie). Lem pisze dokładnie o tym, o czym rozmawiamy, tyle że na przykładzie Robinsona Crusoe, który musiał stworzyć sobie cały świat. Lektura jest fascynująca, pełna paradoksów i dająca wiele do myślenia. Raptem około 20 stron. Gorąco polecam tę recenzję i całą książkę - jedyną w swoim rodzaju z oryginalnymi pomysłami, których aż dziw, że nikt do tej pory nie wykorzystał. Pozdrawiam
"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić" Lech Janerka
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|