Racjonalista - Strona głównaDo treści
Koniec historii?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
08-06-2007 21:34klucznik (351 punktów)Koniec historii?
Co myślicie o myśli Fukuyamy? O końcu historii? Czy faktycznie historia się już skończyła?
Fukuyama opierał się na zjadnaniu ustrojów państw.
Ja sugerowałbym przyjrzenie się cywilizacji informacji.
Serwisy informacyjne zasypujące faktami z pasków, miniekranów, relacjami naocznych świadków itp.

Historia nie ma się na czym oprzeć. Nie można przeskoczyć od faktu do faktu. Jest ich zbyt wiele i są obecne zbyt gęsto.
Czy nie sprawia to, że historia rozmyła się wokół nas i żyjemy jakby w nieustannym bezczasie?
Czy teraźniejszość straciła punkty zaczepienia i tożsamość siebie wobec przeszłości?

Czy jest tak w istocie?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Gringiewicz (30 punktów)
Stara prawda mówi, że historia oceni to z biegiem czasu

Nie sądzę, żeby historia wokół nas się rozmywa/rozmyła. Przecież nie bierzesz pod uwagę wszystkich faktów, bo tylko niektóre są naprawdę ważne, przełomowe. Możemy (te fakty i ich znaczenie) ocenić dopiero z perspektywy czasu. Dla każdego inne wydarzenie ma inną rangę.
klucznik (351 punktów)
>Przecież nie bierzesz pod uwagę wszystkich faktów, bo tylko niektóre są naprawdę ważne, przełomowe.
Oczywiście. Tylko wydarzenia, które zapiszą się w historii (wojny, duże zamachy itp.), przemieszane są z (przypadki pedofilii, znęcania się nad dziećmi i kobietami, karambole) tymi, o których nikt w podręczniku historii nie przeczyta, a i nawet wykształconemu ówcześnie historykowi umknąć mogą jako poszczególne, zapamięta tylko ogólny obraz.

>Możemy (te fakty i ich znaczenie) ocenić dopiero z perspektywy czasu. Dla każdego inne wydarzenie ma inną rangę.
Tak. I tak być powino.

Czy jednak każde pokolenie ma wrażenie, że jest tym najważniejszym i ostatecznym?
Stanowi kraniec historii?


"Człowiek może robić co chce, nie może jednak chcieć tak, jakby chciał." A. Schopenhauer
Dudek (190 punktów)

Ten problem w ciekawy sposób poruszyl Norman Davies w zakończeniu swojego tomiska pt. "Europa". Uważa on że, przed potomnymi historykami czeka nie lada zadanie: opisac nasze czasy na podstawie wspólczesnych nam źródel, czyli niezliczonej ilości informacji.

XXI wiek a ludzie nadal wierzą w bogów.
Sander (68 punktów)
Koniec historii to grube nadużycie.
Już wiele razy zapowiadano coś takiego i jakoś nigdy nie wyszło.
Lepiej poczytać Slavoja Żiżka czy Huntingtona.
Wcale nie ma miejsce koniec dziejów i unifikacja świata.
Wprost przeciwnie- podziały się nasilają, są tylko widoczne w innych sferach życia i przejawiają się w inny sposób.
Czy to dobrze czy źle, to inna sprawa.
Prawda wydaje się jednak taka że jeszcze wiele wielkich zmian i zdarzeń będzie miało miejsce.
Pozdrowienia!
klucznik (351 punktów)
>Wcale nie ma miejsce koniec dziejów i unifikacja świata.
>Wprost przeciwnie- podziały się nasilają, są tylko widoczne w innych sferach życia i przejawiają się w inny sposób.
Moim zdaniem wojny odbywać się będą teraz w kulturze. Całych jej kręgach. Dziać się to będzie po cichu i nawet nie zdążymy się zorientować w momencie, gdy obudzimy się np. z mentalnością Chińczyka.

>Czy to dobrze czy źle, to inna sprawa.
IMHO. Dobrze.

>Prawda wydaje się jednak taka że jeszcze wiele wielkich zmian i zdarzeń będzie miało miejsce.
Oj będzie się działo!

>Pozdrowienia!
Pozdrowienia!


"Człowiek może robić co chce, nie może jednak chcieć tak, jakby chciał." A. Schopenhauer
wyszpolski (447 punktów)
>Historia nie ma się na czym oprzeć. Nie można przeskoczyć
>od faktu do faktu.

Zdecydowanie nie ma się na czym oprzeć, ponieważ informacje podawane przez dowolny środek przekazu nie są obiektywne. Co więcej, często nie są one zgodne z prawdą, więc nie są w rzeczy samej faktami. Większość wydarzeń (tych naprawdę ważnych) znajduje się za mgłą, utworzoną przez władzę i ogromne pieniądze, co powoduje że widzimy jedynie cienie w jaskini zamiast faktów przedstawionych obiektywnie. Więc jak można mówić o informacjach, faktach i historii w takim wypadku ? Jak można obiektywnie przedstawić bieg wydarzeń, skoro nie znamy go ? Po latach, historycy będą mieli do dyspozycji setki subiektywnych sądów na temat obecnych zdarzeń, wszystkie sprzeczne. Racje ma oficjalne stanowisko, czy jakiś wyglądający na nawiedzonego świadek? Zresztą - czy historia była kiedykolwiek obietkywna? Czy historia w jakimkolwiek okresie czasu była zapisem prawdy i tylko prawdy?
klucznik (351 punktów)
> Zresztą - czy historia była kiedykolwiek obietkywna? Czy historia w jakimkolwiek okresie czasu była zapisem prawdy i tylko prawdy?
"Historię piszą ci którzy wieszają bohaterów." Braveheart

Pozdrawiam

"Człowiek może robić co chce, nie może jednak chcieć tak, jakby chciał." A. Schopenhauer
diogenes (42753 punktów)
>Co myślicie o myśli Fukuyamy? O końcu historii? Czy
>faktycznie historia się już skończyła?
>Ja sugerowałbym przyjrzenie się cywilizacji informacji.
>Historia nie ma się na czym oprzeć. Nie można przeskoczyć
>od faktu do faktu. Jest ich zbyt wiele i są obecne zbyt
>gęsto.
> Czy nie sprawia to, że historia rozmyła się wokół nas i
>żyjemy jakby w nieustannym bezczasie?

>Czy teraźniejszość straciła punkty zaczepienia i tożsamość
>siebie wobec przeszłości?
>Czy jest tak w istocie?

koncepcja fukuyamy oparta jest w gruncie rzeczy na modelu historii, który zawiera ... biblia. to chyba najbardziej typowy kanał myślenia o dziejach w naszym kręgu kulturowym. powielił go hegel, powtórzył marks. no i popłynął w nim fukuyama. rzecz jasna szczegóły są różne, ale jeśli zmienisz to, co trzeba - otrzymasz ten sam wynik, co świadczy o strukturalnej analogii. bożą opatrzność mozna bowiem ująć jako fatum, można dialektycznie, można ją przeistoczyć w walkę klas czy coś jeszcze innego. no i na końcu tego procesu zobaczyć wielki finał: powrót do raju (porozmawiaj ze świadkami jehowy), wielką syntezę hegla w postaci kanonizacji państwa pruskiego, komunizm, kiedy to oklapnie walka klas a wszyscy będą radować się wolnością (zobacz III część kapitału). fukuyama zobaczył na końcu (swej) historii powszechny liberalizm, demokrację i wolny rynek. wystarczy jednak obejrzeć kilka dzienników (lub samemu nastawić tyłek), aby przekonać się, że jego koncepcja mija się z rzeczywistością. osobiście traktuję ruchy antyglobalistyczne na tyle poważnie, by sądzić, że falsyfikują jego teorię. a więc można wysunąć teorię inną. może lepszą. kapitał nie jest np. dla mnie celem, a obecna demokracja ma mniej więcej taki sam problem jak niegdyś socjalizm: był dobry w teorii, ale z praktyką nie miał wiele wspólnego.
sugestię, aby przyjrzeć się cywilizacji informacji, uważam za trafną. zalew informacji osiągnął rozmiary biblijnego potopu. w tym sensie zgodzę się z tobą, że mamy do czynienia z "rozmyciem" historii, a porządkowanie faktów w tradycyjny sposób (jak paciorki na nitce czasu) powoli mija się z celem. teraźniejszość straciła tożsamość. zgoda. ma moim zdaniem formę jakiejś schizofrenicznej wizji pozbawionej centrum. ale zdaje się trzeba pójść za "ciosem" i nie próbować tego zmieniać (jak?), ale raczej nauczyć się żyć w takim właśnie świecie, zaadaptować się. być może to samo wkrótce czeka przyszłe pokolenia: żyć bez tożsamości, bez tego reliktu przeszłości zwanego "duszą". jak to zrobić? myślę, że podobny problem mają fizycy, którym marzy się kontrola reakcji termojądrowej. tak więc musimy pożegnać się z jedną powszechną historią, tak jak zwolna żegnamy się z jednym uniwersum na rzecz multiwersum. być może to będzie prawda o historii, że będzie czymś osobistym jak szczoteczka do zębów. bo tak naprawdę cóż jest ważniejsze od naszego życia?

pozdrawiam
klucznik (351 punktów)
>[cały pierwszy akapit]
Nie była dla mnie ważna ścieżka myślowa Fukuyamy, tylko sama jedna myśl:
"koniec historii".
Dziękuję za podsunięcie analogii.

>być może to samo wkrótce czeka przyszłe pokolenia: żyć bez tożsamości, bez tego reliktu przeszłości zwanego "duszą". jak to zrobić?
Ewolucja odbywa się na naszych oczach. Choś pomysł utraty duszy uważam za co najmniej wzbudzający dreszcze. /taki człowiek przypomina mi samotne monady człowiecze z "Solaris", więź staje się czymś dziwnym; a wartość personalistyczna traci grunt/

>bo tak naprawdę cóż jest ważniejsze od naszego życia?
Nie traktowałbym tu życia jako wartości, gdyż życie jako takie stanowi warunek konieczny dla wszystkich następujących po nim wartości.
Nie brałbym tu życia ot tak. To jaki ma kształt tysz ma znaczenie. Kształt życia jest jego środowiskiem (dla ewolucji też).

Dziękuję za wnikliwe i szerokie objęcie tematu.
Pozdrawiam


"Człowiek może robić co chce, nie może jednak chcieć tak, jakby chciał." A. Schopenhauer

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365