 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 07-05-2007 16:07 | heysel (225 punktów) | Ciało i Krew | J 6,53-57 "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie." To jest pytanie zdaje się głównie do chrześcijan : Jak to rozumieć ? Dlaczego doskonały Bóg nakazuje zjadanie samego siebie ? Czemu to ma służyć ? Czy tu naprawdę chodzi o spożywanie fizycznej krwi i ciała Zbawiciela ? Jak to połączyć z tym : J 6:63 "Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem." Po co zatem zjadać ciało i pić krew, skoro prawdziwym życiem mają być jego słowa ? Dlaczego chrześcijanie czynią zatem obrzęd, którego wymowa w każdym innym wypadku byłaby uznana za obrzydliwą ? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Daniel Piesto | Nie chrześcijanie, a jedynie katolicy jedzą ciało i piją krew Chrystusa. Protestanci robią to tylko symbolicznie. Katolik wie, że ciałem Chrystusa są jego słowa a krwią czyny, ale ciałem jego jest również to, które zawisło na krzyżu. Ciało to dom dla duszy, to powłoka, nosidełko, itd. Ciało człowieka i opłatek to tylko rzeczy, które zmieniają kształt i właściciela. Dzisiaj ukrzyżowanego ciała Chrystusa już dawno nie ma. Hostii nie jemy (katolicy) bo jesteśmy jakimiś ludożercami, tylko na pamiątkę. Hostia to uwieńczenie wiary w Boga. Spytacie się czy można być zbawionym nie przyjmując ciała Chrystusa. Droga do Boga prowadzi tylko przez niego. Jak przeżyjecie życie jak On to zjedliście ciało i wypiliście krew i jeżeli tylko wiedzieliście, że Jezus polecił jeść chleb na jego pamiątkę to też je zjedliście. mój adres: lp.2o@sinyr Jak coś to piszcie.
|
|
 | |
 | | heysel (225 punktów) | >Nie chrześcijanie, a jedynie katolicy jedzą ciało i >piją krew Chrystusa. Czyli uprawiają rytualny kanibalizm ? (sorry za ostre słowa, ale tak to wygląda) >Hostii nie jemy (katolicy) bo jesteśmy jakimiś >ludożercami, tylko na pamiątkę. Hostia to >uwieńczenie wiary w Boga. Czyli czym jest hostia ? >Jak przeżyjecie życie jak On to zjedliście ciało i >wypiliście krew i jeżeli tylko wiedzieliście, że >Jezus polecił jeść chleb na jego pamiątkę to też je >zjedliście. Niestety nie do końca rozumiem o co tutaj chodzi. Czy jest tutaj chodź jeden chrześcijanin, który może mi odpowiedzieć na zadane pytania jasno, wyraźnie, bez podtekstów i owijania w bawełnę ?
|
|
|  | | Jan B (383 punktów) | Zamiast wziąć do rąk rzeczoną książkę + rzetelne opracowanie, pytasz się tych, co już ją przeczytali, o co w niej chodzi. W liceum takich ludzi nazywa się nieukami. Bez urazy, ale nie podoba mi się Twoje podejście.
|
|
| |  | | heysel (225 punktów) | >Zamiast wziąć do rąk rzeczoną książkę + rzetelne >opracowanie, pytasz się tych, co już ją >przeczytali, o co w niej chodzi. Sęk w tym, że rzeczoną książkę przeczytałem, a tzw. "rzetelnych opracowań" też jest dużo. A mnie obchodzi jak rozumieją słowa z tej książki zwyczajni ludzie, a nie święte gremia. Zwłaszcza, że pełno w niej metafor. Ala zdaje się dla Ciebie jest to coś na równi z nauczeniem się formułki na pamięć. >W liceum takich ludzi nazywa się nieukami. W liceum i nie tylko takich ludzi nazywa się ciasnymi. Bez urazy oczywiście.
|
|
| | |  | | Jan B (383 punktów) | >A mnie obchodzi jak rozumieją słowa z tej książki zwyczajni ludzie, a nie święte gremia. No tak, ale po co pytać kogoś, kto nie rozumie co mówi, kiedy są tacy, którzy rozumieją? Oczywiście nie mam na myśli księży, tylko historyków filozofii i ich źródła, czyli teksty teologów. Teologia posługuje się racjonalną metodą i odpowiada na wszystkie pytania które zadałeś. W ogóle nie wydaje mi się, żeby problem chrześcijaństwa polegał na tym, że niektóre metafory są trudne do interpretacji.
|
|
 | | Andro (1185 punktów) | Dobre sobie. Opowiadaj sobie o znaku, symbolu itp. Tak naprawdę kk dość jednoznacznie o tym mówi - JEST to ciało i krew. "Oto moje ciało i krew", a nie "Oto symbol, oto pamiątka mego ciała i krwi". Dopiero później jest "To czyńcie na moją pamiątkę" - czyli na moją pamiątkę jedzcie i pijcie ciało i krew... Tylko kościoły protestanckie twierdzą, że to tylko symbol, kk mówi o dosłownym słowa (słów) tego rozumieniu... Chyba, że ostatnio coś się zmieniło, podobnie jak to miało miejsce z odchłanią dla nieochrzczonych dzieci... 
Bądź zimny albo gorący letniego wypluję z ust moich
|
|
| Ocykan (3528 punktów) | Dlaczego pytasz ludzi, którzy akurat w tym temacie nie są najbardziej kompetentni? Bardziej racjonalnym byłoby zadanie takiego pytania katolikom, a tych na tym forum nie ma zbyt wielu. Jeżeli istotnie zależy Ci na uzyskaniu pełnego wyjaśnienia Twoich wątpliwości, to zadaj to pytanie na jakimś forum katolickim, np. na tym: apologetyka.katolik.net.pl/forum/
|
|
 | | heysel (225 punktów) | >to zadaj to pytanie na jakimś forum katolickim, Niestety jak się przekonałem zwykle jak się dyskusja ma rozkręcić na kontrowersyjny temat na takim forum to prędzej dostaję ostrzeżenie o braku szacunku dla wiary itp. Niestety na forum katolickim wielu rzeczy nie mogę nazwać po imieniu by zaraz ktoś nie miał się obrazić. Nie mówię, że wszędzie tak jest, ale na forach, na których pisywałem takie przypadki się zdarzały.
|
|
|  | | Ocykan (3528 punktów) | >>to zadaj to pytanie na jakimś forum katolickim, >Niestety jak się przekonałem zwykle jak się dyskusja ma rozkręcić na kontrowersyjny temat na takim forum to prędzej dostaję ostrzeżenie o braku szacunku dla wiary itp.
No to nie dyskutuj, po prostu zadaj pytanie. Chyba,że nie chodzi Ci o uzyskanie informacji dla pogłębienia wiedzy na dany temat, tylko o punkt zaczepienia do dyskusji.
|
|
| |  | | heysel (225 punktów) | >No to nie dyskutuj, po prostu zadaj pytanie. Chyba,że nie chodzi Ci o uzyskanie informacji dla pogłębienia wiedzy na dany temat, tylko o punkt zaczepienia do dyskusji. Zwykle przecież jedna odpowiedź nie wystarcza ... Zawsze będą jakieś niejasności i pojawią się kolejne pytania. I w tym sensie mówiłem o dyskutowaniu. Poza tym ja się nie pytam tylko "jak ?" ale i "dlaczego ?".
|
|
| | |  | | Ocykan (3528 punktów) | >Zwykle przecież jedna odpowiedź nie wystarcza ... Zawsze będą jakieś niejasności i pojawią się kolejne pytania.
Kto pyta, nie błądzi. Również nie "bluźni". Dlatego nikt rozsądny nie oskarży autora pytań o brak szacunku dla wiary. Oczywiście o ile nie będą to pytana prowokujące, zawierające w sobie ocenę (np.: "Dlaczego chrześcijanie czynią obrzęd, którego wymowa w każdym innym wypadku byłaby uznana za obrzydliwą?").
|
|
| | | |  | | heysel (225 punktów) | >Oczywiście o ile nie będą to pytana prowokujące, >zawierające w sobie ocenę Owszem racja. Przepraszam zatem za to pytanie. Ale czy nie mam prawa napisać o swoich odczuciach i spytać dlaczego ewentualnie się mylę ?
|
|
| | | | |  | | Ocykan (3528 punktów) | >czy nie mam prawa napisać o swoich odczuciach i spytać dlaczego ewentualnie się mylę ?
Masz. Ale ci, którzy Twoich odczuć nie podzielają, mają prawo poczuć się dotknięci w swoich uczuciach.
|
|
| | | | | |  | | heysel (225 punktów) | >Ale ci, którzy Twoich odczuć nie podzielają, mają >prawo poczuć się dotknięci w swoich uczuciach. W takim wypadku dobrze by było jakby napisali dlaczego się wg nich mylę w swych odczuciach.
|
|
| | | | | | |  | | Ocykan (3528 punktów) | >>Ale ci, którzy Twoich odczuć nie podzielają, mają >prawo poczuć się dotknięci w swoich uczuciach. >W takim wypadku dobrze by było jakby napisali dlaczego się wg nich mylę w swych odczuciach.
Może napiszą, ale daj im szansę.
Pewien Żyd ciągle się modlił: Panie Boże, spraw, żebym wygrał na loterii. W końcu Pan Bóg nie wytrzymał i zawołał: Dobrze, Josek, ale daj mi szansę! Kup los!
Ty daj szansę potencjalnym respondentom-katolikom, zadaj pytanie na ich forum!
|
|
| | | | | | | |  | | Totus (1201 punktów) | Drogi Heyselu, Ocykan polecił Ci rzeczywiście niezłe forum ale uważaj by tamtejszy moderator nie napisał Ci przed zbanowaniem, cytuję: "Proponuję - ze względu na głębokość argumentacji i formy jakie zaprezentowałeś przenieść się na jakieś forum w rodzaju PSR."  Nie wolno byc zbyt dociekliwym bo to obraża uczucia religijne. Jednakże forum (ludzi myślących nie obraża dociekanie w przeciwieństwie do większości wierzących) i dział, które wybrałeś (Religie) jest raczej wporzo. 1. Zacznij od Prologu Ewangelii Jana, której fragment przytoczyłeś a odpowiesz sobie co powinniśmy spożywac a co jest tylko często nieświadomie spożywanym symbolem tegoż. 2. Zauważ w przytoczonym fragmencie (sztucznie i celowo) dopisano wers J 6,71. ale nie martwmy się: Ja świadczę każdemu, kto słucha słów proroctwa tej księgi: jeśli by ktoś do nich cokolwiek dołożył, Bóg mu dołoży plag zapisanych w tej księdze"Ap. 22,18 Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | |  | | heysel (225 punktów) | > ale uważaj by tamtejszy moderator nie napisał Ci przed zbanowaniem, cytuję:> "Proponuję - ze względu na głębokość argumentacji i formy jakie zaprezentowałeś przenieść się na jakieś forum w rodzaju PSR.">  Hehe, ja już na jednym forum dostałem ostrzeżenie za szerzenie bluźnierstw (co ciekawe bluźnierstwem było sformułowanie "niespójna osobowość"  ). > Nie wolno byc zbyt dociekliwym bo to obraża uczucia religijne.Niestety nie potrafię inaczej niż dociekać prawdy. Jeżeli to kogoś ma obrażać to trudno. > 1. Zacznij od Prologu Ewangelii Jana, której fragment przytoczyłeś a odpowiesz sobie co powinniśmy spożywac a co jest tylko często nieświadomie spożywanym symbolem tegoż.Jn 1:1-14 "1. Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. 2. Ono było na początku u Boga. 3. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. 4. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, 5. a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. 6. Pojawił się człowiek posłany przez Boga - Jan mu było na imię. 7. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. 8. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o światłości. 9. Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. 10. Na świecie było /Słowo/, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. 11. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. 12. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego - 13. którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. 14. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy." Cóż, zakładając, że Ewangelia Jana jest logicznie skonstruowanym tekstem i na początku napisane jest to co pozwala właściwie zrozumieć dalsze części, to zaczynam już chyba "łapać" o co chodzi. > 2. Zauważ w przytoczonym fragmencie (sztucznie i celowo) dopisano wers J 6,71.Jan 6:71 "71. Mówił zaś o Judaszu, synu Szymona Iskarioty. Ten bowiem - jeden z Dwunastu - miał Go wydać." Hmmmmm, jeżeli ten wers jest dopisany, to mamy do czynienia z fałszerstwem oryginalnego przekazu. > Pozdrawiam.Też pozdrawiam. Dzięki za odpowiedź.
|
|
| fratris (-24 punktów) | najpierw by zrozumieć sens zapoznam Was z jednym z Cudów w Naju.
Pokój i Dobro
Rozsądźcie sami, czy wklejam linki i rozmawiam tylko z tym, którzy zapoznali sie z lekturą, czy np. 3 zdjecia i trochę kwintesencji z tekstu do rzeczowej dyskusji.
|
|
 | | fratris (-24 punktów) | >najpierw by zrozumieć sens zapoznam Was z jednym z Cudów w Naju. > Pokój i Dobro > Rozsądźcie sami, czy wklejam linki i rozmawiam tylko z tymi, którzy zapoznali sie z lekturą, czy np. 3 zdjecia i trochę kwintesencji z tekstu do rzeczowej dyskusji. >
przy braku propozycji zadecyduję samemu
Pokój i Dobro
|
|
|  | | heysel (225 punktów) | >> Rozsądźcie sami, czy wklejam linki i rozmawiam tylko z tymi, którzy zapoznali sie z lekturą, czy np. 3 zdjecia i trochę kwintesencji z tekstu do rzeczowej dyskusji. >>przy braku propozycji zadecyduję samemu > Pokój i Dobro > A czy możesz zdradzić o co Ci chodzi ? Bo jakoś nie jarzę po co się pytasz jak masz odpowiadać ...
|
|
| |  | | fratris (-24 punktów) | >>> Rozsądźcie sami, czy wklejam linki i rozmawiam tylko z tymi, którzy zapoznali sie z lekturą, czy np. 3 zdjecia i trochę kwintesencji z tekstu do rzeczowej dyskusji. >>>przy braku propozycji zadecyduję samemu >> Pokój i Dobro >>A czy możesz zdradzić o co Ci chodzi ? Bo jakoś nie jarzę po co się pytasz jak masz odpowiadać ...
Są Cuda różne. Ten Cud znacznie podnosi moim zdaniem poprzeczke na Sądzie Ostatecznym dla oglądających Go. Nadto u wielu z Was może On wowołać wręcz nieporządane reakcje. Mam dużo zdjęć z Tych Cudów, ale mam poważny dylemat co do publikacji ich na tym forum.
Pokój i Dobro
|
|
| | |  | | heysel (225 punktów) | >Ten Cud znacznie podnosi moim zdaniem poprzeczke na >Sądzie Ostatecznym dla oglądających Go. Nadto u >wielu z Was może On wowołać wręcz nieporządane >reakcje. Na rotten.com są pewno i lepsze rzeczy. Natomiast nawet zakładając prawdziwość tych "cudów" to w obronie mam jeszcze słowa z NT. 1 Tes 5:21-22 "21. Wszystko badajcie, a co szlachetne - zachowujcie! 22. Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła." Skoro wszystko badać to wszystko. Nawet obrzędy chrześcijańskie. A ten obrzęd ma dla mnie nie tylko pozór zła. W moim odczuciu jest on przesiąknięty "złem" (skoro jest w stanie wywołać pewien nieprzyjemny odruch) i nie jest szlachetny. Zatem muszę go unikać.
|
|
 | | heysel (225 punktów) | > najpierw by zrozumieć sens zapoznam Was z jednym z Cudów w Naju.Tiaaa, pogooglałem trochę za tym : www.heartofjesus.ca/Naju/najuPolish.htm"W ustach Julii postać martwego chleba zmieniła się w postać ciała, a postać wina zmieniła się w postać krwi. W momencie godziny 5:30 po południu, pamiętnego piątku, reszta z nas obserwowała poruszające się ciało na języku i krew spływającą pod jej język i wypełniającą brzegi jej warg. Dopiero później, gdy analizowaliśmy fotografię, zaczęliśmy dostrzegać pełnię ogromu tego cudu. Hostia zamieniła się w żywe i drgające serce." Zakładając prawdziwość tego "cudu" (a nie zwykłego oszustwa) to jest to czyste diabelstwo. Bóg nie mógłby być autorem czegoś takiego.
|
|
2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Po co zatem zjadać ciało i pić krew, skoro prawdziwym życiem mają być jego słowa ?To ciało człowieka na nic się nie przyda. Nigdzie nie jest natomiast powiedziane, że ciało Boga na nic się nie przyda. Ciało Boga stanowi dla człowieka pokarm duchowy. > Dlaczego doskonały Bóg nakazuje zjadanie samego siebie ?Celem jest zamiana człowieczeństwa w Bóstwo, a nie zamiana doskonałego Boga w ciało. Istnieje teoria, że mistyczne zjednoczenie Bóstwa i człowieka które zachodzi w wyższej rzeczywistości w naszej niższej rzeczywistości przyjmuje formę zwykłego jedzenia i picia z uwagi na niedobór środków (gdyż niższa rzeczywistość jest uboższa niż ta wyższa). > Czy tu naprawdę chodzi o spożywanie fizycznej krwi i ciała Zbawiciela ?Hostia nie wygląda jak ciało i krew, ale wierzymy, że jest prawdziwym ciałem i krwią. A np. książka wygląda jak książka, a mimo to nie wiadomo, czym jest.  Jeśli książka jest np. zbiorem atomów, to idac dalej można zapytać czym jest atom -nie chodzi o to, na co się dzieli tylko z jakiej jest substancji. Nikt nie wie czym jest ta substancja, poza powiedzeniem że jest to substancja atomu  . I jak pisze JPII w encyklice ECCLESIA DE EUCHARYSTIA: www.opoka.(*)i/eucharistia_17042003.html#m0 Sakramentalne uobecnienie we Mszy św. ofiary Chrystusa, uwieńczonej Jego zmartwychwstaniem, zakłada specyficzną obecność, o której - cytując słowa Pawła VI - «mówi się jako o "rzeczywistej" nie w sensie wyłączności, tak jakby inne nie były "rzeczywiste", ale przez antonomazję, ponieważ jest substancjalna, a w jej mocy Chrystus, Bóg-Człowiek cały staje się obecny».22 Jest tu po raz kolejny przypomniane wciąż aktualne nauczanie Soboru Trydenckiego: «Przez konsekrację chleba i wina dokonywa się przemiana całej substancji chleba w substancję Ciała Chrystusa, Pana naszego, i całej substancji wina w substancję Jego Krwi. Tę przemianę trafnie i właściwie nazwał święty i katolicki Kościół przeistoczeniem».23Jak widać Sobór Trydencki uzyl terminu filozoficznego "substancja".
|
|
 | | heysel (225 punktów) | Bardzo rzeczowa odpowiedź. Dziękuję. Tylko, że mam parę pytań. >Ciało Boga stanowi dla człowieka pokarm duchowy. Bóg ma być duchem, więc jak można mówić o ciele Boga ? >Celem jest zamiana człowieczeństwa w Bóstwo Czy to nie jest przypadkiem utrata własnego charakteru i odrębności ? >mistyczne zjednoczenie Bóstwa i człowieka Zatem człowiek przestaje być człowiekiem ? A odrębność bytów ? >Hostia nie wygląda jak ciało i krew, ale wierzymy, że jest prawdziwym ciałem i krwią. "Jeżeli prawdziwie wierzysz, że coś czymś jest to tym dla Ciebie jest." - zasada obowiązująca w rzeczywistości subiektywnej. Czy to nie jest przypadkiem czynność magiczna ?
|
|
|  | | Ocykan (3528 punktów) | >Bóg ma być duchem, więc jak można mówić o ciele Boga ? Mówimy o ciele Jezusa Chrystusa, który jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem. Jakbyś nie wiedział!
>>Celem jest zamiana człowieczeństwa w Bóstwo >Czy to nie jest przypadkiem utrata własnego charakteru i odrębności ? Czy doskonalenie się powoduje utratę własnego charakteru? Na pewno jego przemianę, ale to przecież nie oznacza, że nie należy dążyć do doskonałości.
>>mistyczne zjednoczenie Bóstwa i człowieka >Zatem człowiek przestaje być człowiekiem ? A odrębność bytów? Czy mistyczne (i nie tylko) zjednoczenie kobiety i mężczyzny powoduje, że przestają być kobietą i mężczyzną?
>>Hostia nie wygląda jak ciało i krew, ale wierzymy, że jest prawdziwym ciałem i krwią. >"Jeżeli prawdziwie wierzysz, że coś czymś jest to tym dla Ciebie jest." - zasada obowiązująca w rzeczywistości subiektywnej. Dla katolika jest to rzeczywistość obiektywna. Konsekrowany chleb i wino nie są ciałem i krwią Chrystusa dla katolików. One są Jego ciałem i krwią obiektywnie.
>Czy to nie jest przypadkiem czynność magiczna ? Dla katolików - nie.
|
|
| |  | | placownik (17853 punktów) |
>Dla katolika jest to rzeczywistość obiektywna. Konsekrowany chleb i wino nie są ciałem i krwią Chrystusa dla katolików. One są Jego ciałem i krwią obiektywnie.
Dla protestantów nie są. Czy w związku z tym procent czyniących dobro w populacji katolików jest w istotny sposób wyższy od analogicznego procentu w populacji protestantów?
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | |  | | Ocykan (3528 punktów) | >Czy w związku z tym procent czyniących dobro w populacji katolików jest w istotny sposób wyższy od analogicznego procentu w populacji protestantów?
Nie wiem, nie dysponuję odpowiednimi statystykami. Przypuszczam jednak, że nie jest.
Tylko co to ma wspólnego z przedmiotem tego wątku? Jego przedmiotem nie jest przecież "wyższość spożywających Ciało i Krew Chrystusa nad nie czyniącymi tego", tylko "powód, dla którego chrześcijanie (powinno być - katplicy) czynią czynią zatem obrzęd, którego wymowa w każdym innym wypadku byłaby uznana za obrzydliwą".
|
|
| | | |  | | placownik (17853 punktów) | >>Czy w związku z tym procent czyniących dobro w populacji katolików jest w istotny sposób wyższy od analogicznego procentu w populacji protestantów? >Nie wiem, nie dysponuję odpowiednimi statystykami. Przypuszczam jednak, że nie jest.
Moje odczucie jest podobne.
>Tylko co to ma wspólnego z przedmiotem tego wątku? Jego przedmiotem nie jest przecież "wyższość spożywających Ciało i Krew Chrystusa nad nie czyniącymi tego", tylko "powód, dla którego chrześcijanie (powinno być - katplicy) czynią czynią zatem obrzęd, którego wymowa w każdym innym wypadku byłaby uznana za obrzydliwą".
Zgadzamy się, że powodem nie jest wpływ tego obrzędu na zachowanie się osób w nim uczestniczących. To już jest coś!
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | |  | | bogo141 (113 punktów) | Zaraz , zaraz czegoś tu nie rozumiem i proszę o wytłumaczenie. Katolicy spożywają ciało i krew?. Jeżeli mnie pamięć nie myli ( a dawno nie byłem już w kościele ) to " ksiądz dobrodziej i jego owieczki " jedzą biały " opłatek " i piją substancję która jest w kielichu ( chyba wino). I to ma napawać kogoś obrzydzeniem ??
|
|
| | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
Na ogół owieczki nie piją. Nie są "odpowiednio przygotowane formacyjnie."
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | |  | | bogo141 (113 punktów) | > Na ogół owieczki nie piją. Nie są "odpowiednio przygotowane formacyjnie." > Pozdrawiam
HE HE .Zgadzam się z kolegą. Pozdrawiam również
|
|
| | | | | | |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | >Na ogół owieczki nie piją<
A czemu piją księża? Prawo nie zezwala na spożywanie alkoholu w miejscu pracy - tymczasem księża pija wino w czasie kazdej mszy. Niby niewiele, ale jak ksiądz ma kilka mszy jednego dnia pod rząd - to trochę C2H5OH we krwi się uzbiera.
Nie to, żebym miał coś przeciwko religijnym rytuałom, ale prawo powinno taki wyjątek uwzględnić i zapisać w ustawie. Ministrze Ziobro, parlamencie - do dzieła! Nie pozwólcie księżom łamać prawa!
P.S. Jeszcze jedna rzecz mnie ciekawi - czy kompletny abstynent, który nie wypije nawet kropelki alkoholu może zostać księdzem i odprawiać msze? Jak tak - to co popija podczas mszy? Jak nie - czy zmuszanie ludzi do picia alkoholu w pracy nie jest złamaniem prawa?
|
|
| | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>to co popija podczas mszy?
Jak to co? Krew Chrystusa. Chcesz żeby PIP wdawał się w dyskusje światopoglądowe?
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | Ksiądz nie może popijać Krwi Chrystusa z kilku powodów:
1. Ta krew się nie zachowała. 2. Gdyby sie zachowała, to biorąc pod uwagę ilość już odprawionych mszy - dawno już by była wypita. 3. Sam piłem wino z nalepką mniej więcej tej treści "dopuszczone do użytku mszalnego" - i nawet dla zachowania pozorów nie było ono czerwone, lecz białe. Czyli imitowało nie tyle krew, co limfę. 4. Nie podejrzewasz chyba szacownych duchownych o kanibalizm?
No to jak to jest z tym piciem alkoholu w czasie pracy - bo o to chodziło w moim poście?
|
|
| | | | | |  | | heysel (225 punktów) | >I to ma napawać kogoś obrzydzeniem ?? Z czysto pragmatycznego punktu widzenia masz rację, to nikogo nie powinno napawać obrzydzeniem. Ale mi nie chodzi o formę obrzędu, a jego WYMOWĘ, znaczenie.
|
|
| | | | | | |  | | bogo141 (113 punktów) | >>I to ma napawać kogoś obrzydzeniem ?? >Z czysto pragmatycznego punktu widzenia masz rację, to nikogo nie powinno napawać obrzydzeniem. Ale mi nie chodzi o formę obrzędu, a jego WYMOWĘ, znaczenie.
Wymowa i znaczenie tego obrzędu - tu już wkraczamy na tereny mi obce. Teologia , nigdy nie była moją mocną stroną. Jedyne co mogę rzec w tej sprawie ( albo snuć domysły) to - zbyt dosłowne potraktowanie słów JCH przez kościół katolicki. Może mają one inny , ukryty sens ? Ale jeżeli ktoś w to wierzy ( tak jak jest w chwili obecnej ) to jego wybór . Wszak mamy wolną wolę. I zaprawdę powiadam , nie wytłumaczy Ci nikt, znaczenia tych słów , obrzędów. Bo to już jest wiara . A jak sensownie wytłumaczyć wiarę ?????
|
|
| | | | | | | |  | | heysel (225 punktów) | >A jak sensownie wytłumaczyć wiarę ????? W średniowieczu bawiła się w to scholastyka. (nie bijcie jak coś palnąłem)
|
|
| | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > >Dla katolika jest to rzeczywistość obiektywna. Konsekrowany chleb i wino nie są ciałem i krwią Chrystusa dla katolików. One są Jego ciałem i krwią obiektywnie.> Dla protestantów nie są. Czy w związku z tym procent czyniących dobro w populacji katolików jest w istotny sposób wyższy od analogicznego procentu w populacji protestantów?Zabawne pytanie zwłaszcza, że: "Gdyby zapytać współczesnego człowieka, czy zbawienie duszy osiąga się wyłącznie dzięki teologii, czy też dobre uczynki (na rzecz ubogich, dajmy na to) pomagają nam na drodze do Boga, człowiek współczesny odpowie bez wahania, że milsze są chyba Bogu dobre uczynki niż teologia. Byłby najpewniej bardzo zdumiony, gdyby mu powiedzieć, że przez trzy stulecia wiara w samą wiarę cechowała protestantów, podczas gdy wiara w dobre uczynki stanowiła haniebny wyróżnik niegodziwych papistów."  Poczytaj więcej www.fronda.pl/arch/21-22/123.htmMam nadzieję, że ten artykuł Ci się spodoba  . Protestanci niczego naprawili tylko popsuli ... Nie wspomnę już o tym, ze fundamentalistyczna interpretacji Biblii zaszkodziła kobietom (gdyż zaczęto odtwarzać społeczność na wzór społeczności starotestamentowej) ani co z tego wynika, o przeważającej liczbie spalonych czarownic. Nie wspomnę już o logice protestantów, którzy jak pisał Chesterton w Ideach Ewangelii (- też koniecznie polecam) obalili ołtarze i wypędzili księży jako złych ale wynieśli świątynne księgi i zamiast rzucić je w ogień razem z całą resztą zaczęli je traktowac jako nieomylne wyrocznie (a przecież te księgi mogły być zmyslone przez księży podobnie jak sakramenty, które to odrzucili).
|
|
| | | |  | | placownik (17853 punktów) | >Zabawne pytanie
Nie było moim zamiarem porównywanie zalet i wad etyk protestanckiej (w różnych jej wcieleniach) i katolickiej. Zadałem tylko pytanie czy różnice w traktowaniu Eucharystii przekładają się w jakikolwiek sposób na różnice w postępowaniu wiernych. Tu i teraz. Co w tym śmiesznego?
W eseju Chestertona zwrócił moją uwagę poniższy fragment:
"Jeśli zwyczajny Anglik w ogóle wierzy w Boga, a nawet jeśli i nie wierzy, z całą pewnością woli Boga, który stworzył wszystkich ludzi do radości i który chciałby ich wszystkich zbawić, niż Boga, który celowo stworzył niektórych ludzi do nieuchronnego grzechu i nieskończonego cierpienia po śmierci"
Urodzony i wychowany jako anglikanin, w wieku 52 lat doszedł do wniosku, że woli Boga katolików. Nie było to zapewne jakieś nagłe olśnienie, lecz wynik licznych dyskusji i długotrwałych rzetelnych przemyśleń. Śmiem twierdzić, że dylematy związane z uznaniem transsubstancjacji były ostatnią rzeczą,, która mogła go skłonić do dokonania takiego właśnie wyboru.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > >Zabawne pytanie> Nie było moim zamiarem porównywanie zalet i wad etyk protestanckiej (w różnych jej wcieleniach) i katolickiej. Zadałem tylko pytanie czy różnice w traktowaniu Eucharystii przekładają się w jakikolwiek sposób na różnice w postępowaniu wiernych. Tu i teraz. Co w tym śmiesznego?To dlaczego nie porównasz katolików z muzułmanami? Porównując ich pod względem liczby rozwodow, poszanowania rodziców mogłoby się okazać, że statystycznie muzułmanie czynią więcej "dobra". Ciekawe, ze to się raczej przemilcza.  Eucharystia jest zawsze "aktem najwyższej miłości i wydarzeniem zbawczym Boga do człowieka" , ale wydaje się, że nie zawsze i nie najwyższym aktem miłości człowieka do Boga. Eucharystia nie ma magicznej mocy - stopien korzystania z jej owoców zależy od wiary, dobrej woli, dobroci, zgodności z sumieniem przyjmującego sakrament. Jej teologia jest niezglębiona. Jednym z jej wymiarów jest akt odkupienia człowieka przez Boga, a nie tylko umoralnianie człowieka. To w pewnym sensie tak samo jakbyś pytał czy istnieje korelacja między liczbą spalonych przez Izrealitów baranów i kozłow a liczbą ich grzechów, a przecież Izraelici składali baranki i kozły za grzechy a nie po to żeby nie grzeszyć ale aby uwielbiać Boga (to żeby nie grzeszyć rozumie się samo przez się).
|
|
| | | | | |  | | placownik (17853 punktów) | >>>Zabawne pytanie >> Nie było moim zamiarem porównywanie zalet i wad etyk protestanckiej (w różnych jej wcieleniach) i katolickiej. Zadałem tylko pytanie czy różnice w traktowaniu Eucharystii przekładają się w jakikolwiek sposób na różnice w postępowaniu wiernych. Tu i teraz. Co w tym śmiesznego?
>To dlaczego nie porównasz katolików z muzułmanami?
To pytanie jest dla mnie z kolei zabawne. Nie słyszałem aby muzułmanie uznawali Eucharystię. Zadeklarowałem, że nie chcę porównywać etyki protestanckiej i katolickiej, a Ty w odpowiedzi proponujesz, abym wziął na warsztat muzułmanów. Dalszy ciąg Twojej odpowiedzi traktuję jako uznanie braku wpływu różnic w sposobie traktowania Eucharystii przez wyznawców niezwykle bliskich sobie wyznań, na ich postępowanie. Tu i teraz, jeszcze raz podkreślam, aby uniknąć historycznych dywagacji. A wnioski? No właśnie. Jakie z tego wyciągasz wnioski?
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > > Nie było moim zamiarem porównywanie zalet i wad etyk protestanckiej (w różnych jej wcieleniach) i katolickiej. Zadałem tylko pytanie czy różnice w traktowaniu Eucharystii przekładają się w jakikolwiek sposób na różnice w postępowaniu wiernych. Tu i teraz. Co w tym śmiesznego?Wykręcasz się teraz, że nie było Twoim zamiarami pisać o etykach, bo sam napisałeś o "dobru": > Czy w związku z tym procent czyniących dobro w populacji katolików jest w istotny sposób wyższy od analogicznego procentu w populacji protestantów?a pojęcie dobra nie ma sensu w oderwaniu od systemu etycznego. Zabawne jest to, że mówisz o uczynkach jak katolik tak więc wyszło jakby na to, że dobry protestant to taki protestant, który żyje zgodnie ze doktryną katolicką.  Weźmy zatem jako przykład człowieka, który uważa, że zjadanie ludzi jest słuszne (nie katolika tylko kanibala), ale który nie zjadł nikogo, bo nie miał takiej możliwości oraz człowieka, który uważa, ze jest to niemoralne, szczerze wątpie czy naprawdę uważasz, że nie ma różnic w ich postępowaniu. Wg mnie przyjęcie takiego a nie innego systemu etycznego, który dany człowiek uznaje za osobiście go obowiązujący jest też pewnym postępowaniem. Eucharystia ma ewidentnie wpływ na przyjmowanie przez ludzi bezwzględnego prawa moralnego, poniewaz mogą ją przyjmowac tylko Ci wyznają swoje grzechy i załują za nie, a "lista grzechów" jest uniwersalna, obiektywna (nie zależy ona od widzimisię danej osoby czy też od czyjeść prywatnej interpretacji Biblii). Wydaje mi się wrecz, że wielu ludzi stosunkowo rzadko chodzi o komunii, bo zwleka z nawróceniem, bo stawac się świętym oznacza zdobyć się na duży wysiłek nie wspominając już o tym, że trzeba z pasją nienawidzić grzechu. > To dlaczego nie porównasz katolików z muzułmanami?> To pytanie jest dla mnie z kolei zabawne. Nie słyszałem aby muzułmanie uznawali Eucharystię. Zadeklarowałem, że nie chcę porównywać etyki protestanckiej i katolickiej, a Ty w odpowiedzi proponujesz, abym wziął na warsztat muzułmanów.Dlaczego od razu nie zapytać jak brak Eucharystii przekłada się na postępowanie wiernych, na przykładzie muzułmanów?  > Dalszy ciąg Twojej odpowiedzi traktuję jako uznanie braku wpływu różnic w sposobie traktowania Eucharystii przez wyznawców niezwykle bliskich sobie wyznań, na ich postępowanie.W żadnym wypadku nie należy tak tego traktować, wskazałam tylko na pewien istotny aspekt Eucharystii, który nie jest "fenomenologiczny". > Tu i teraz, jeszcze raz podkreślam, aby uniknąć historycznych dywagacji. A wnioski? No właśnie. Jakie z tego wyciągasz wnioski?Wnioski są takie, że problem w tym, ze zawsze, ludzi, którzy rzeczywiście szli za wewnętrznym poruszeniem wiary było niewielu (na takie stwierdzenie pozwalają wyniki badań historycznych). Może więc warto też porównać uczynki najwybitniejszych przedstawicieli religii; szczególnie mistyków. Pytasz o różnice w postępowaniu? Może być, że np. stygmaty mają związek z innym traktowaniem Eucharystii, czy wręcz gorsząca hedonistów osobista ofiarność i poświęcenie (śluby ubóstwa, czystości i posłuszeństwa), czy heroiczna miłość bliźniego. Jak pisze Benedykt XVI "Święci - myślimy np. o błogosławionej Teresie z Kalkuty- czerpali swoja zdolność do miłowania bliźniego zawsze na nowo ze spotkania z Chrystusem Eucharystycznym, a to spotkanie nabierało realizmu i głębi właśnie dzięki posłudze bliźniemu." (Deus Caritas Est)
|
|
| |  | | heysel (225 punktów) | >Czy doskonalenie się powoduje utratę własnego charakteru? Jeżeli wiąże się z utratą cech właściwych danej osobie, szczególnych, niepowtarzalnych to tak. >Czy mistyczne (i nie tylko) zjednoczenie kobiety i mężczyzny powoduje, że przestają być kobietą i mężczyzną? Niestety nie rozumiem na czym ma polegać mistyczne połączenie kobiety i mężczyzny. >Dla katolika jest to rzeczywistość obiektywna. Konsekrowany chleb i wino nie są ciałem i krwią Chrystusa dla katolików. One są Jego ciałem i krwią obiektywnie. Rzeczywistość obiektywna jest jedna, a nie oddzielna dla katolika, oddzielna dla ateisty, itd. Zatem pierwsze zdanie jest bezsensowne. Powinno raczej brzmieć : Katolicy wierzą, że konsekrowany chleb i wino są ciałem i krwią Chrystusa. Każdy akt wiary należy do rzeczywistości subiektywnej. Oczywiście katolicy mogą wierzyć, że to jest rzeczywistość obiektywna, ale to dalej jest tylko akt wiary. Natomiast jeśli to JEST rzeczywistość obiektywna to zaczyna się cyrk, bo przynajmniej teoretycznie można to udowodnić.
|
|
| | |  | | Ocykan (3528 punktów) | >>Czy doskonalenie się powoduje utratę własnego charakteru? >Jeżeli wiąże się z utratą cech właściwych danej osobie, szczególnych, niepowtarzalnych to tak. Podaj przykłady takich cech. Chyba nie chodzi Ci o linie papilarne, tęczówkę oka i kod genetyczny? Chociaz ten kod to bliźnięta jednojajowe mają identyczny.
>>Czy mistyczne (i nie tylko) zjednoczenie kobiety i mężczyzny powoduje, że przestają być kobietą i mężczyzną? >Niestety nie rozumiem na czym ma polegać mistyczne połączenie kobiety i mężczyzny. Nie "połączenie" tylko "zjednoczenie". Na miłości kolego, na miłości.
>>Dla katolika jest to rzeczywistość obiektywna. Konsekrowany chleb i wino nie są ciałem i krwią Chrystusa dla katolików. One są Jego ciałem i krwią obiektywnie. >Rzeczywistość obiektywna jest jedna, a nie oddzielna dla katolika, oddzielna dla ateisty, itd. Rzeczywistość obiektywna (o ile w ogóle isnieje, niektóre szkoły filozoficznie są innego zdania) nie jest przez nas postrzegana. Jesteśmy zawsze za nią krok do tyłu, przeżywamy przeszłość. Nim impuls z naszych receptorów dojdzie do mózgu, mijają jakieś mikrosekundy. Nim nasz mózg je przetworzy - mijają dalsze. Niby to prawie nic, ale "prawie" robi wielką różnicę. Po drugie, każdy tę rzeczywistość postrzegamy trochę inaczej. Kliniczny przykład: w tych samych rozmazanych kleksach z testów psychologicznych każdy widzi co innego. A postrzeganie kolorów? Te też każdy postrzega trochę inaczej. Więc czyja rzeczywistość jes tą obiektywną?
|
|
| | | |  | | heysel (225 punktów) | >Podaj przykłady takich cech. Cechy osobowości. Znasz taką parafrazę : "Wszyscy mamy być doskonali, wszyscy idealni, wszyscy tacy sami." ? Wszelkie ekstrema w mojej osobowości, wszelkie nieregularności stanowią o mojej unikalności. >Nie "połączenie" tylko "zjednoczenie". Na miłości kolego, na miłości. A co ma miłość jako uczucie do mistycznego zjednoczenia ? >Rzeczywistość obiektywna (o ile w ogóle isnieje, niektóre szkoły filozoficznie są innego zdania) nie jest przez nas postrzegana. Jesteśmy zawsze za nią krok do tyłu, przeżywamy przeszłość. Nim impuls z naszych receptorów dojdzie do mózgu, mijają jakieś mikrosekundy. Nim nasz mózg je przetworzy - mijają dalsze. Niby to prawie nic, ale "prawie" robi wielką różnicę. Po drugie, każdy tę rzeczywistość postrzegamy trochę inaczej. Kliniczny przykład: w tych samych rozmazanych kleksach z testów psychologicznych każdy widzi co innego. A postrzeganie kolorów? Te też każdy postrzega trochę inaczej. Więc czyja rzeczywistość jes tą obiektywną? Sam sobie odpowiedziałeś na początku. Rzeczywistość obiektywna jest jedna. Rzeczywistość subiektywna to jej odbicie jakie postrzega każdy człowiek. Całą resztę ja osobiście tłumaczę albo z punktu widzenia materializmu albo idealizmu. Ale to Cię pewno już nie interesuje.
|
|
| | | | |  | | Ocykan (3528 punktów) | >>Podaj przykłady takich cech. >Cechy osobowości. Wymień ich choć kilka.
>A co ma miłość jako uczucie do mistycznego zjednoczenia ? Ja osobiście czuję się z ukochaną kobietą duchowo (a więc mistycznie) zjednoczony. Jej ból jest moim bólem, jej szczęście - moim szczęściem. Widać nigdy naprawdę nie kochałeś.
>Sam sobie odpowiedziałeś na początku. Rzeczywistość obiektywna jest jedna. No i co z tego, skoro nie wiadomo jaka? Równie dobrze może ona wcale nie istnieć. Może rzeczywistością obiektywną (w skali jednostkowej) jest rzeczywistość postrzegana przez każdego z nas, a uniwersalna rzeczywistość obiektywna w ogóle nie istnieje? Mądrzejsi od nas (a z pewnością ode mnie) mieli tu poważne wątpliwości.
|
|
| | | | | |  | | heysel (225 punktów) | >Wymień ich choć kilka. Choćby moje specyficzne przyzwyczajenia. Choćby specyficzne dla mnie skojarzenia. Choćby moja historia, która jest jedną z sił kształtujących moją psychikę. >Ja osobiście czuję się z ukochaną kobietą duchowo (a więc mistycznie) zjednoczony. A co to znaczy "duchowo zjednoczony" ? (rozumiem psychicznie związany, ale to ... ) >Jej ból jest moim bólem, jej szczęście - moim szczęściem. To się zwie empatia i nie ma nic wspólnego z żadną mistyką. >Widać nigdy naprawdę nie kochałeś. Chyba się nieco zagalopowałeś. Rozumiem, że rozmawiam z Bogiem, który zna na wylot moje wnętrze. Tak ? >No i co z tego, skoro nie wiadomo jaka? To zależy jaki model przyjmiemy. Oczywiście to są tylko rozważania metafizyczne. >Równie dobrze może ona wcale nie istnieć. Może rzeczywistością obiektywną (w skali jednostkowej) jest rzeczywistość postrzegana przez każdego z nas, a uniwersalna rzeczywistość obiektywna w ogóle nie istnieje? Może i tak być. Wszystko poza tym zależy jak zdefiniujemy rzeczywistość obiektywną i subiektywną, czyli od przyjętego modelu. Oczywiście czy jest on prawdziwy czy nie to inna sprawa, inna sprawa też na ile jest użyteczny. >Mądrzejsi od nas (a z pewnością ode mnie) mieli tu poważne wątpliwości. W metafizycznych rozważaniach zawsze będą wątpliwości. Ale ja uważam, że każdy ma prawo rozważać i myśleć na takie tematy dochodząc do różnych wniosków samemu, a nie tylko bazować na tym co wymyślili inni.
|
|
| | | | | | |  | | Ocykan (3528 punktów) | >>Wymień ich choć kilka. >Choćby moje specyficzne przyzwyczajenia. Choćby specyficzne dla mnie skojarzenia. Choćby moja historia, która jest jedną z sił kształtujących moją psychikę. Jakkolwiek Cię wysoko cenię, to nie wierzę, żeby Twoje przyzwyczajenia (jakie oryginalne by nie były) były jedyne w swoim rodzaju i nikt inny nigdy by takowych nie miał. To samo ze skojarzeniami. Natomiast Twoja historia nie ma tu nic do rzeczy. Ona przeciez wskutek choćby największej Twojej przemiany zmianie nie ulegnie. Co było to było i nic tego nie zmieni.
>>Ja osobiście czuję się z ukochaną kobietą duchowo (a więc mistycznie) zjednoczony. >A co to znaczy "duchowo zjednoczony" ? (rozumiem psychicznie związany, Psychicznie czyli duchowowo (psyche = dusza).
>>Jej ból jest moim bólem, jej szczęście - moim szczęściem. >To się zwie empatia i nie ma nic wspólnego z żadną mistyką. Empatia to naukowe określenie związku duchowego.
>>Widać nigdy naprawdę nie kochałeś. >Chyba się nieco zagalopowałeś. Chyba tak.
>W metafizycznych rozważaniach zawsze będą wątpliwości. Ale ja uważam, że każdy ma prawo rozważać i myśleć na takie tematy dochodząc do różnych wniosków samemu, a nie tylko bazować na tym co wymyślili inni. Podpisuję się obiema rękami.
|
|
| | | | | | | |  | | heysel (225 punktów) | >Jakkolwiek Cię wysoko cenię, to nie wierzę, żeby Twoje przyzwyczajenia (jakie oryginalne by nie były) były jedyne w swoim rodzaju i nikt inny nigdy by takowych nie miał. Ale istnieje jeszcze coś takiego jak nasilenie danej cechy i określone występowanie lub nie danej cechy w połączeniu lub "w akompaniamencie" do innych. Poza tym ja wierzę, że nie ma dwóch zupełnie jednakowych osobowości, zawsze jest coś co będzie nas odróżniać od drugiego człowieka. Unikalność poza tym może się łączyć z indywidualizmem. >Natomiast Twoja historia nie ma tu nic do rzeczy. Ona przeciez wskutek choćby największej Twojej przemiany zmianie nie ulegnie. Co było to było i nic tego nie zmieni. O ile w wyniku tej "przemiany" o niej nie zapomnę. Poza tym mogą się zmienić skutki jakie ona wywołuje. >Psychicznie czyli duchowowo (psyche = dusza). Zatem czym jest "uduchowienie" ? Psychika to nie mistyka. >Empatia to naukowe określenie związku duchowego. Słownik PWN tak definiuje empatię : 1. Ťumiejętność wczuwania się w stan wewnętrzny drugiej osobyť 2. Ťprzypisywanie komuś własnych odczuć w danej sytuacjiť Zatem co to jest związek duchowy ?
|
|
| | | | | | | | |  | | Baraban | >>Natomiast Twoja historia nie ma tu nic do rzeczy. Ona przeciez wskutek choćby największej Twojej przemiany zmianie nie ulegnie. Co było to było i nic tego nie zmieni. >O ile w wyniku tej "przemiany" o niej nie zapomnę. Poza tym mogą się zmienić skutki jakie ona wywołuje.
Zapomnieć możesz i tak, nawet bez radykalnej przemiany. I z pewnością o niejednym zapomnisz. A jakaś przemiana zachodzi cały czas. Tempora mutantur... (czasy się zmieniają i my zmieniamy się wraz z nimi). Skutki też się zmieniają. Wszystko się zmienia. Nie wiesz, że wszystko płynie? No i co? Tracisz wskutek tego tożsamość? Czasem to się rzeczywiście zdarza, ale dotyczy to osób o słabej i niestabilnej psychice. Mam nadzieję, że ty do takich nie należysz. A przemiana w bóstwo (o ile nastąpi) z pewnością twoją tożsamość wzmocni do potęgi, której teraz nawet nie przeczuwasz, prochu marny.
|
|
| | | | | | | | | |  | | heysel (225 punktów) | >A przemiana w bóstwo (o ile nastąpi) z pewnością twoją tożsamość wzmocni do potęgi, której teraz nawet nie przeczuwasz, prochu marny. A na podstawie czego tak twierdzisz ?
|
|
| | | | | | | | |  | | Totus (1201 punktów) | 39 Rzekł Jezus: "Faryzeusze i uczeni w Piśmie wzięli klucze poznania i ukryli je; nie weszli do środka i nie pozwolili wejść tym, którzy chcieli. Wy zaś stańcie się przebiegłymi, jak węże i czystymi, jak gołębie".( Ewangelia Tomasza ET) > Zatem czym jest "uduchowienie" ?Wejście na drogę usamodzielnienia się umysłowego istoty posiadającej umysł. Miłość duchowa jest naturalną konsekwencją dojrzałości umysłowej osiągalnej po przebyciu drogi dojrzewania (jedną z propozycji mogą być mniej lub bardziej rozmyte drogi chrześcijan skupione wokół przygód i nauczycielstwa ich (naszego) duchowego przewodnika - Jezusa). Zbawienie jest osiągnięciem dojrzałości a co za tym idzie możliwości wejścia w: > Zatem co to jest związek duchowy ?Ano właśnie w związek duchowy będący nim obiektywnie*(postsakramentalnie) a nie tylko z nazwy i towarzyszących jej psychoemocjonalnych złudzeń (sakramentalnie). Szczególną formą związku duchowego jest małżeństwo osób płci przeciwnej, którego celem jest prokreacja związana z miłosiernym przyjęciem na siebie ciężaru powołania i wychowania nowego członka wspólnoty w następstwie aktu woli obojga rodziców. Związki duchowe ogniskują się wokół jaźni Boga określonej Słowem czyli określonej idei Podmiotu rozumianego jako wolny, któremu oddawanie czci sprowadza się u dojrzałych do służby samemu sobie. Ochrona "wolności człowieka" jest/staje się składową poczucia godności u tychże jednostek. Jednym z objawów dojrzałości jest dystans do własnej zwierzęcości a w tym płciowości. Nie do końca wiadomo czy mężczyźni są dużo lepiej niż kobiety uwarunkowani biologicznie do nabycia zdolności traktowania swej męskości jako tylko przypadłości biologicznej, którą jak każdym członkiem można się świetnie bawić i relaksować w przerwach ucztowania bycia w ciele pod warunkiem wykluczenia możliwości prokreacji zarezerwowanej tylko i wyłącznie dla aktu woli. Cytat: "Rzekł Jezus: "Oto poprowadzę ją, aby uczynić ją mężczyzną, aby stała się sama duchem żywym, podobnym do was, mężczyzn. Każda kobieta, która uczyni siebie mężczyzną, wejdzie do królestwa niebios". "(ET) sugeruje, że kobietom nie z ich winy przychodzi to trudniej więc zasługują one na większą uwagę i wyrozumiałość ze strony mężczyzn, a nie, tak jak chciałby opokowy, gliniany patron KRK: "114 Rzekł im Szymon Piotr: "Niech Mariham odejdzie od nas. Kobiety nie są godne życia". (ET) czyli mówiąc językiem współczesnym na "kopa w przysłowiową" i wypad. + *) jeżeli wierzymy czy uznajemy, że nauczyciel (tu Jezus) reprezentuje stan dojrzałości duchowej to kogoś osiągającego stan tożsamy z dojrzałością Jezusa można nazwać obiektywnie (przez osąd rozumu) dojrzałym duchowo.
|
|
| | | | | | | |  | | LEGION. (3161 punktów) | > Psychicznie czyli duchowowo (psyche = dusza).Tak dla ścisłości, psychika to wyższe czynności układu nerwowego. Z duchami nie ma nic wspólnego, poza nazwą rzecz jasna. > >>Jej ból jest moim bólem, jej szczęście - moim szczęściem.> >To się zwie empatia i nie ma nic wspólnego z żadną mistyką.> Empatia to naukowe określenie związku duchowego.Empatia to naukowe określenie zdolności wczucia się w sytuację innej osoby. Nie ma tu mowy o jakichś szczególnych związkach. NIE KLIKAĆ
|
|
| |  | | google | "Przez konsekrację chleba i wina dokonywa się przemiana całej substancji chleba w substancję Ciała Chrystusa, Pana naszego, i całej substancji wina w substancję Jego Krwi."
>Konsekrowany chleb i wino (..) są Jego ciałem i krwią obiektywnie.
Weźże wyjaśnij (o ile to możliwe), jaka jest różnica między chlebem i winem niekonsekrowanym, a konsekrowanym. Jeżeli różnica jest, to jak ją wykryć. Jeżeli różnicy nie ma, to wnioskujemy, że katolicy uprawiają zwykłą magię i o obiektywności nie ma tu mowy. Jeżeli natomiast różnica jest, ale nie można jej wykryć, to mamy znów czynność magiczną (tyle, że doprawioną hipokryzją).
|
|
| | |  | | Ocykan (3528 punktów) | >jaka jest różnica między chlebem i winem niekonsekrowanym, a konsekrowanym. Niekonsekrowany chleb i wino są tylko chlebem i winem. Konsekrowane stają się Ciałem i Krwią Chrystusa pod osłoną chleba i wina.
>Jeżeli różnica jest, to jak ją wykryć. Żarty sobie robisz? Twoje pytanie jest równie "inteligentne" co pytanie, jak wykryć duszę. W istocie przecież sprowadza się do pytania, jak wykryć byt transcendentny, tzn. znajdujący się poza zasięgiem naszego doświadczenia i poznawalnego świata (Kant).
>Jeżeli natomiast różnica jest, ale nie można jej wykryć, to mamy znów czynność magiczną (tyle, że doprawioną hipokryzją). Wybacz, ale nie wszystko czego nie rozumiesz jest magią.
Jesteś niekonsekwentny. Katolicyzm jest dość spójną religią i nie możesz negować tylko niektórych jej elementów, nie negując tej religii jako takiej. Jeżeli natomiast ją negujesz, to dyskusja z Tobą na jej temat nie ma sensu. Nie jestem misjonarzem i nie zamierzam Cię nawracać.
|
|
| | | |  | | heysel (225 punktów) | Że się tak tylko wtrącę : >ale nie wszystko czego nie rozumiesz jest magią. A czy Ty rozumiesz w jakim sensie użyte jest w tym wątku słowo magia ? >Jeżeli natomiast ją negujesz, to dyskusja z Tobą na jej temat nie ma sensu. A od kiedy to niewiara jest negacją ? A od kiedy to negowanie czegoś uniemożliwia dyskutowanie na temat czegoś ? >Nie jestem misjonarzem i nie zamierzam Cię nawracać. Ten wątek nie jest po to, aby kogokolwiek nawracać, a po to by rzucić światło na chrześcijański obrzęd.
|
|
| | | | |  | | Ocykan (3528 punktów) | >A czy Ty rozumiesz w jakim sensie użyte jest w tym wątku słowo magia ? Sądzę, że w takim (ogólnie przyjętym): Magia to praktyki wpływania na ludzi, przedmioty, zdarzenia czy zjawiska fizyczne za pomocą środków okultystycznych i paranormalnych, a więc zasadniczo nie poddających się weryfikacji za pomocą metody naukowej, kolidujących z podejściem racjonalistycznym (Wikipedia). Gdyby mój adwersarz użył tego słowa w jakimś innym, specyficznym znaczeniu, to by je zdefiniował. A Ty uważasz, że w jakim sensie użyte jest to słowo?
>>Jeżeli natomiast ją negujesz, to dyskusja z Tobą na jej temat nie ma sensu. >A od kiedy to niewiara jest negacją ? Od zawsze. Istotą każdej religii jest wiara, a niewiara jest wiary negacją. Czyż nie?
>A od kiedy to negowanie czegoś uniemożliwia dyskutowanie na temat czegoś ? Nie uniemożliwia ale czyni bezcelowym. Jeżeli dyskutanci zajmują przeciwstawne, wykluczjące się stanowiska, to jakaż tu może być konstruktywna dyskusja? W takim przypadku nie może być przecież mowy o dojściu do konensu.
>>Nie jestem misjonarzem i nie zamierzam Cię nawracać. >Ten wątek nie jest po to, aby kogokolwiek nawracać, a po to by rzucić światło na chrześcijański obrzęd. A ja sądzę, że również i po to, by sobie z niego "robić jaja". Jesteś pewien, że nie? A do "rzucania światła" na chrześcijański (a dokładniej - na katolicki) obrzęd to forum nie jest najwłaściwszym miejscem. Katolików tu stosunkowo niewielu. Bardziej kompetentne informacje można uzyskać na którymś z apologetycznych forów katolickich.
|
|
| | | | | |  | | heysel (225 punktów) | >A Ty uważasz, że w jakim sensie użyte jest to słowo? Ja go użyłem w innym znaczeniu. >Od zawsze. Istotą każdej religii jest wiara, a niewiara jest wiary negacją. Czyż nie? Nie. Bo można być religię traktować jako tradycję. Bo można wierzyć nie posiadając żadnej religii. Bo zdanie "Nie wierzę w Boga" nie jest równoznaczne z "Neguję istnienie Boga". >Jeżeli dyskutanci zajmują przeciwstawne, wykluczjące się stanowiska, to jakaż tu może być konstruktywna dyskusja? W takim przypadku nie może być przecież mowy o dojściu do konensu. Zależy o czym dyskutują i co chcą osiągnąć poszczególne strony. Poza tym jeżeli istnieje zgodność to nie ma o czym dyskutować. >A ja sądzę, że również i po to, by sobie z niego "robić jaja". Jesteś pewien, że nie? Tak. Mam lepsze rzeczy do roboty niż "robić sobie jaja" z niego. Celem jest zrozumienie i zdobycie wiedzy.
|
|
| | | | | | |  | | Ocykan (3528 punktów) | >>A Ty uważasz, że w jakim sensie użyte jest to słowo? >Ja go użyłem w innym znaczeniu.
To bądź tak miły i oświeć mnie w jakim.
|
|
| | | | | | | |  | | heysel (225 punktów) | >To bądź tak miły i oświeć mnie w jakim. Wszelkie wpływanie na stan rzeczywistości subiektywnej. Podstawową metodą jest właśnie wiara.
|
|
| | | | | | | | |  | | Ocykan (3528 punktów) | >>To bądź tak miły i oświeć mnie w jakim. >Wszelkie wpływanie na stan rzeczywistości subiektywnej. Podstawową metodą jest właśnie wiara. Rzeczywistość subiektywna jest zmieniana również przez zdobytą wiedzę i doświadczenie. Czy to nazywasz magią?
|
|
| | | | | | | | | |  | | heysel (225 punktów) | >Rzeczywistość subiektywna jest zmieniana również przez zdobytą wiedzę i doświadczenie. Czy to nazywasz magią? Mówimy tu o procesie czynnym, w którym bierze udział dany człowiek. Nie tyle wiedza i doświadczenie zmieniają rzeczywistość subiektywną, co człowiek na ich podstawie. Z wiedzy i doświadczenia wyciąga się wnioski.
|
|
| | | | | | | | |  | | Baraban | >>To bądź tak miły i oświeć mnie w jakim. >Wszelkie wpływanie na stan rzeczywistości subiektywnej.
To według ciebie bez magii tej rzeczywistości nie można zmienić? Bardzo "racjonalny" pogląd.
>Podstawową metodą jest właśnie wiara.
To fakt, wiara nawet góry przenosi (przynajmniej wg chrześcijan).
|
|
| | | | | | | | | |  | | heysel (225 punktów) | >>>To bądź tak miły i oświeć mnie w jakim. >>Wszelkie wpływanie na stan rzeczywistości subiektywnej. >To według ciebie bez magii tej rzeczywistości nie można zmienić? Bardzo "racjonalny" pogląd. Bardzo mi się podoba jak ktoś do jasnej definicji dorabia swoje własne interpretacje. To się chyba też zalicza do "ciasnych ludzi". RO - rzeczywistość obiektywna RS - rzeczywistość subiektywna Zauważ, że jest tam mowa nie o RO, a o RS rozumianej jako odbicie RO. Magia w tym momencie jest definiowana jako "wszelkie wpływanie" na stan RS. Żeby unaocznić o co chodzi rozważmy wszystko na modelu materialistycznym, tzn. materia istnieje realnie, istnieje tylko "poziom fizyczny", nie ma żadnej transcendencji - tak zdefiniowana jest RO. RS to odbicie, RO jaki powstaje w mózgu danego człowieka na podstawie danych zmysłowych. Na podstawie tego obrazu (nie tylko oczywiście, ale to tutaj nie ma większego znaczenia) jakim jest RS człowiek podejmuje decyzje co do działania. Jeżeli ktoś czynnie, niejako "od wewnątrz" zacznie wpływać na ten obraz to właśnie wykonuje czynność magiczną. W myśl tej definicji nie jest magią wpływanie na RO (czyli chociażby podniesienie szklanki wody), a umieszczenie w obrazie RO, czyli RS jakiegoś bytu, który nie istnieje w RO lub zniekształcenie informacji o bycie w RO. Przykład ? Proszę bardzo. Załóżmy, że ktoś posiada ideę jakiego bóstwa, dajmy na to Zeusa oraz jakieś rzekome nauki tego bóstewka czy co tam. Ten ktoś posiada także RS będący odbiciem RO skonstruowanym przez jego mózg na podstawie danych zmysłowych. Teraz ten ktoś czynnie i świadomie wpływa na ten obraz poprzez metodę zwaną wiarą "Jeżeli prawdziwie wierzysz, że coś czymś jest to tym dla Ciebie jest". Zatem jeśli prawdziwie uwierzy w Zeusa to wprowadzi do RS byt nieistniejący w RO, a ponieważ na podstawie RS (nie tylko oczywiście) podejmuje decyzje co do działań skutki będą łatwe do przewidzenia. I w takim sensie właśnie mówiłem o magii. Z jednym zastrzeżeniem, to przestaje być magia jeśli się okaże, że Zeus istnieje w RO. Teraz wstaw sobie zamiast Zeusa kogoś kto się zwie Jezus Chrystus. I wszystko powinno być jasne. Jeżeli przemiana w czasie tego obrzędu zachodzi tylko w RS katolika, a nie w RO to mamy do czynienia z czynnością magiczną, czymś co się dzieje tylko w głowie katolika. Mówiąc już super łopatologicznie w myśl tego jak zdefiniowałem magię czynisz ją wtedy jeśli będąc normalną jednostką w pełni władz umysłowych przenosisz swoje urojenia w rzeczywistość.
|
|
| | | |  | | google | >Niekonsekrowany chleb i wino są tylko chlebem i winem. Konsekrowane stają się Ciałem i Krwią Chrystusa pod osłoną chleba i wina. A ja się pytam o różnicę. Ty się nie denerwuj, tylko odpowiedz na pytanie. Na razie unikasz odpowiedzi.
>>Jeżeli różnica jest, to jak ją wykryć. >Żarty sobie robisz? Twoje pytanie jest równie "inteligentne" co pytanie, jak wykryć duszę. To już inne pytanie, ale równie zasadne. Jeżeli ktoś tu sobie robi żarty, to wierzący w coś, czego nie można wykryć. To nie ja twierdzę, że jem ciało kogoś, kto nie żyje. To nie ja twierdzę, że moja świadomość przeżyje śmierć i będzie żyć wiecznie.
>W istocie przecież sprowadza się do pytania, jak wykryć byt transcendentny, tzn. znajdujący się poza zasięgiem naszego doświadczenia i poznawalnego świata (Kant). Zauważ, że to nie mój problem, tylko Twój.
>>Jeżeli natomiast różnica jest, ale nie można jej wykryć, to mamy znów czynność magiczną (tyle, że doprawioną hipokryzją). >Wybacz, ale nie wszystko czego nie rozumiesz jest magią. Kiedyś podobnie jak Ty myślałem, że rozumiem. Ale okazało się, że nikt kogo znam tego nie rozumiał. Jeżeli Ty to rozumiesz, to proszę wytłumacz.
>Jesteś niekonsekwentny. Katolicyzm jest dość spójną religią i nie możesz negować tylko niektórych jej elementów, nie negując tej religii jako takiej. Nie ma to nic do rzeczy. Brak odpowiedzi na moje pytanie można potraktować jako przyznanie, że wierzysz w magię i to dokładnie w znaczeniu, jakie niżej podałeś: wpływanie na zdarzenia za pomocą środków nie poddających się weryfikacji za pomocą metody naukowej. Piłeczka po Waszej stronie (może Ci Teresa pomoże?).
|
|
| | | | |  | | Ocykan (3528 punktów) | >>Niekonsekrowany chleb i wino są tylko chlebem i winem. Konsekrowane stają się Ciałem i Krwią Chrystusa pod osłoną chleba i wina. >A ja się pytam o różnicę. Mam Ci wyjaśniać różnicę między chlebem i winem a ciałem i krwią? Jeżeli jej sam nie dostrzegasz to żadne tłumaczenia nic nie dadzą.
|
|
| | | | | |  | | heysel (225 punktów) | >Mam Ci wyjaśniać różnicę między chlebem i winem a ciałem i krwią? Jeżeli jej sam nie dostrzegasz to żadne tłumaczenia nic nie dadzą. Czyżbyś nie zauważył, że chodzi o różnicę pomiędzy chlebem i winem a ciałem i krwią pod osłoną chleba i wina ?
|
|
| | | | | | |  | | Ocykan (3528 punktów) | >Czyżbyś nie zauważył, że chodzi o różnicę pomiędzy chlebem i winem a ciałem i krwią pod osłoną chleba i wina ? A Ty wciąż nie rozumiesz, że różnica jest taka, że chleb i wino są tylko chlebem i winem, a ciało i krew pod osłoną chleba i wina są ciałem i krwią. Przykład to nie całkiem adekwatny, ale mniej więcej taka jak między szkatułką a pierścionkiem zamkniętym w szkatułce. I jak szkatułka stanowi osłonę nieprzeniknioną dla niektórych naszych zmysłów, tak chleb i wino stanowią osłonę nieprzeniknioną dla wszystkich zmysłów. Jeżeli jednak moje wyjaśnienia Cię nie satysfakcjonują to ni kontynuuj dyskusji ze mną. Radzę Ci iść po naukę do jakiegoś teologa czy choćby księdza. Może Ci to wytłumaczy lepiej niż ja.
|
|
| | | | | |  | | google | >Mam Ci wyjaśniać różnicę między chlebem i winem a ciałem i krwią? Jeżeli jej sam nie dostrzegasz to żadne tłumaczenia nic nie dadzą. Udawanie, że nie rozumiesz, to najgorsza taktyka.. Pytam o różnicę między konsekrowanym-opłatko-ciałem a opłatkiem.
>tak chleb i wino stanowią osłonę nieprzeniknioną dla wszystkich zmysłów. Mam to traktować jako przyznanie do praktyk magicznych? No bo na gruncie tego co napisałeś, to dokładnie jest magia wypisz wymaluj.
|
|
|  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > >Ciało Boga stanowi dla człowieka pokarm duchowy.> Bóg ma być duchem, więc jak można mówić o ciele Boga ?Można, w takim samym sensie jak się mówi, np., że Bóg umarł na Krzyżu. Logicznie mogłoby się wdawać się, że tak nie jest, bo Bóg jest duchem, a więc nie umarł na krzyżu. Ale Jezus jest Bogiem i człowiekiem (co do istoty/natury) i jako Bóg nie ma ciała, ale jako człowiek ma ciało jak my. Mówiąc o ciele Boga odwołałam się do istoty Jezusa, która jest Bogiem. Tak samo kiedy mówi się, ze Bóg umarł za ludzi to odnosi się do istoty Jezusa jako Boga (na Krzyżu umarła osoba, która była w istocie Bogiem lub była Bogiem, co do swej natury). Specjalnie tak napisałam, żeby zaznaczyć, że Ciało Syna Bożego różni się od innych ciał i pokarmów, bo jeśli zjesz np., bułkę to ten pokarm starczy Ci na nie więcej niż może parę tygodni. Natomiast, jeśli zjesz ciało Boga to będziesz żyć wiecznie.  Niestety nie potrafię filozoficznie wyjaśnić, czym się różni Ciało Boga od innych ciał czy substancją czy istotą czy czymś innym, ale to nie jest istotne. > Celem jest zamiana człowieczeństwa w BóstwoCzy to nie jest przypadkiem utrata własnego charakteru i odrębności ? Jeśli chodzi o człowieczeństwo, to czy jeśli powiesz komuś "zmień się i bądź człowiekiem!" to czy ta osoba utraci własny charakter i odrębność?  Natomiast, jeśli chodzi o bóstwo to Syn jest Bogiem i Ojciec jest Bogiem i każdy z nich ma własny charakter (w pewnym sensie) jak i odrębność. > mistyczne zjednoczenie Bóstwa i człowiekaZatem człowiek przestaje być człowiekiem ? A odrębność bytów ? Odrębność jest samym sednem chrześcijaństwa, bo bez odrębności nie ma miłości (przecież Bóg jest w trzech osobach).  Mistyczne zjednoczenie nie ma na celu transformacji (istoty) człowieka w Boga czy tez stopienia się człowieka z Bogiem ( w takim sensie, że człowiek przestaje istnieć), ale udoskonalenie człowieczeństwa i jego podniesienie. Bóg schodzi w dół, żeby nas pociągnąć w górę. > >Hostia nie wygląda jak ciało i krew, ale wierzymy, że jest prawdziwym ciałem i krwią.> "Jeżeli prawdziwie wierzysz, że coś czymś jest to tym dla Ciebie jest." - zasada obowiązująca w rzeczywistości subiektywnej.> Czy to nie jest przypadkiem czynność magiczna ?Ale taki zarzut można zawsze postawić. Równie dobrze ja mogę zapytać czy ateizm nie jest przypadkiem czynność magiczną? Ponieważ ateista uważa, ze czegoś nie ma, bo on w to nie wierzy. Nawet, byl taki wątek, w których ateiści pisali, że po śmierci wierzący idą do nieba, bo w nie wierzą, a ateiści rozpływają się nicości, bo w nie nie wierzą. Wybacz, ale podobnych herezji nie słyszałam z ust wierzącego, przeciwnie wg wiary chrz. Bóg nie jest wytworem myśli ludzi i po śmierci wszyscy niezależnie od tego czy wierzą czy nie wierzą idą na sąd. Może, więc poprzestańmy na tym, że: - wierzący uważa, ze obiektywnie "Hostia nie wygląda jak ciało i krew, ale jest prawdziwym ciałem i krwią" - niewierzący uważa, że obiektywnie "Hostia jest tylko opłatkiem"
|
|
| |  | | heysel (225 punktów) | >Równie dobrze ja mogę zapytać czy ateizm nie jest przypadkiem czynność magiczną? Niestety nie możesz, bo sam ateizm nie posługuje się wiarą. >Ponieważ ateista uważa, ze czegoś nie ma, bo on w to nie wierzy. To nie takie proste. Ateizm to niewiara w Boga. Istnieją dwie "odmiany" : słaby i silny teizm. Słaby ateizm to niewiara w Boga, ale na tym STOP. Dopiero silny ateizm to nie tylko niewiara, ale i przekonanie. >Nawet, byl taki wątek, w których ateiści pisali, że po śmierci wierzący idą do nieba, bo w nie wierzą, a ateiści rozpływają się nicości, bo w nie nie wierzą. Nigdy nie słyszałaś o teorii, że "po śmierci dostajemy to w co wierzymy" ? >Wybacz, ale podobnych herezji nie słyszałam z ust wierzącego, A od kiedy to można mówić o tym, że niewierzący głosi herezje ... Herezja to "poglądy jednostek bądź grupy wyznawców danej religii sprzeczne z dogmatami, podstawowymi zasadami, naukami lub ustaleniami autorytetów konstytuującymi tę religię".
|
|
| | |  | | Ocykan (3528 punktów) | >>Równie dobrze ja mogę zapytać czy ateizm nie jest przypadkiem czynność magiczną? >Niestety nie możesz, bo sam ateizm nie posługuje się wiarą. Ateizm to też rodzaj wiary, taka "wiara inaczej". Nie można wprawdzie udowodnić, że Bóg istnieje, ale nie można również - że nie istnieje. To już stwierdzili mądrzejsi od nas (Kant, Hegel). Tak więc stosunek do istnienia (lub nie) Boga to kwestia wiary.
>>Ponieważ ateista uważa, ze czegoś nie ma, bo on w to nie wierzy. >To nie takie proste. Ateizm to niewiara w Boga. Istnieją dwie "odmiany" : słaby i silny teizm. Słaby ateizm to niewiara w Boga,ale na tym STOP. Dopiero silny ateizm to nie tylko niewiara, ale i przekonanie. "Słaby ateizm" to nie żaden ateizm tylko zwykłe niedowiarstwo (lub brak wyobraźni).
>>Nawet, byl taki wątek, w których ateiści pisali, że po śmierci wierzący idą do nieba, bo w nie wierzą, a ateiści rozpływają się nicości, bo w nie nie wierzą. >Nigdy nie słyszałaś o teorii, że "po śmierci dostajemy to w co wierzymy" ? A ja słyszałem. Było kiedyś nawet opowiadanie w Fantastyce oparte na tej teorii. Oczywście jest to teoria z punktu widzenia KK heretycka.
>>Wybacz, ale podobnych herezji nie słyszałam z ust wierzącego, >A od kiedy to można mówić o tym, że niewierzący głosi herezje Prawda. Niewierzący może tylko bluźnić (i niektórzy to robią), choć powiedziane jest: Nie buźnij, jeżeli nie wierzysz.
|
|
| | | |  | | zenek (69 punktów) | >>Niestety nie możesz, bo sam ateizm nie posługuje się wiarą. >Ateizm to też rodzaj wiary, taka "wiara inaczej". Nie można wprawdzie udowodnić, że Bóg istnieje, ale nie można również - że nie istnieje.
Rozumiem, że wierzysz w cały panteon bóstw - wszak ich istnienia nie jesteś w stanie sfalsyfikować.
>"Słaby ateizm" to nie żaden ateizm tylko zwykłe niedowiarstwo (lub brak wyobraźni).
Czy owo "zwykłe niedowiarstwo" jest przeciwieństwem "niezwykłej naiwności", cechującej wierzących? Jeśli tak, to w porządku. Co do braku wyobraźni - wypadało by się zastanowić, czy się samemu umie wyobrażenia odróżnić od rzeczywistości.
|
|
| | | | |  | | Huzarski (178 punktów) | >Co do braku wyobraźni - wypadało by się zastanowić, czy się samemu umie wyobrażenia odróżnić od rzeczywistości.
Kolego zalecam lekturę praktycznie dowolnych filozofów a także psychologów współczesnych, pod warunkiem ze nie występują pod egidą któregoś z wzynań lub 18-sto wiecznie rozumianego racjonalizmu (nie piję do tego forum - gwoli wytłumacznia). Może na początek Nietzsche - pod warunkiem głębokiego i starannego od-czytania? Albo Freud? Nikt chyba nie potrafi odróżnić wyobrażeń od rzeczywistości. Nasza "rzeczywistość" jest jako taka przez nas traktowana za pomocą gamy założeń i schematów psychologicznych i kulturowych. P.S. Może jeszcze "obecność mitu" Kołakowskiego. Na zachętę - bo takiej niestety wielu uczestników forum wymaga - dodam że to pismo sprzed nawrócenia (wciąż niepewnego - to na marginesie) rzeczonego autora.
|
|
| | | | | |  | | zenek (69 punktów) | >>Co do braku wyobraźni - wypadało by się zastanowić, czy się samemu umie wyobrażenia odróżnić od rzeczywistości. > Kolego zalecam lekturę praktycznie dowolnych filozofów a także psychologów współczesnych, pod warunkiem ze nie występują pod egidą któregoś z wzynań lub 18-sto wiecznie rozumianego racjonalizmu (nie piję do tego forum - gwoli wytłumacznia).
Lektura nikomu nie zaszkodzi, to pewne. Zastanów się jednak nad kontekstem w jakim napisałem to, do czego się odnosisz.
>Nikt chyba nie potrafi odróżnić wyobrażeń od rzeczywistości. Nasza "rzeczywistość" jest jako taka przez nas traktowana za pomocą gamy założeń i schematów psychologicznych i kulturowych.
Co nie oznacza, że coś takiego jak obiektywna rzeczywistość nie istnieje. Możesz się do niej zbliżać, konstruując swoją wewnętrzną gamę założeń na dowodach i racjonalnych przesłankach. Możesz też przyjąć kompletnie dowolne założenia, w abstrakcji od tego, co obserwujesz swoimi niedoskonałymi zmysłami. Zdajesz się sugerować, że to ostatnie podejście jest równie uprawnione. Nie podzielam tej opinii.
|
|
| | | | | | |  | | Huzarski (178 punktów) |
>Zastanów się jednak nad kontekstem w jakim napisałem to, do czego się odnosisz.
Kontekst znacznej części wątku polega na atakowaniu Ocykana, którego wywód jest prawidłowy logicznie. Zwłaszcza,że - tu pewności nie mam - nie jest on sam zbytnio wierzący, jedynie pokazuje pewne uzasadnienia filozoficzne doktryny chrześcijańskiej. A ze takie istnieją - nic dziwnego, w końcu od 2000 lat duża część filozofów próbuje w ten sposób łączyc ogień z wodą, toteż do wielu ciekawych wniosków im sie zdarzyło dojść. Ocykan pokazuje, że przy odrobinie otwarcia i wyobraźni można uznac filozofie chrześcijańską (pomijając oczywiste i niewzruszone aksjomaty) za dosyć koherentną. Dla przykładu: wskazywanie że w podwalinach faszyzmu wiele sprzeczności jest tylko pozornych nie znaczy że jest się faszystą czy też się go krzewi. Zwłaszcza jesli ma to miejsce na forum komunistów. Tak mi się w kazdym razie wydaje.
>Co nie oznacza, że coś takiego jak obiektywna rzeczywistość nie istnieje. >Możesz się do niej zbliżać, konstruując swoją wewnętrzną gamę założeń na dowodach i racjonalnych przesłankach. >Możesz też przyjąć kompletnie dowolne założenia, w abstrakcji od tego, co obserwujesz swoimi niedoskonałymi zmysłami. >Zdajesz się sugerować, że to ostatnie podejście jest równie uprawnione. Nie podzielam tej opinii.
Z rzeczywistościa jest jak z bogiem. Istnieje -dla twojego umysłu - tylko w świecie przedstawień, toteż jej prawdziwa istota, "obiektywna rzeczywistośc" jest w gruncie rzeczy niepoznana. Zakładamy ze skoro ja i ty (w wielu innych) widzisz że niebo jest niebieskie, tak właśnie jest obiektywnie. Daltonista będzie innego zdania. A że mózg (umysł?) działa na zasadzie pragmatycznych uproszczeń doznawanych bodżców nie można wykluczyć, ze wszyscy jestesmy daltonistami, w tym czy innym sensie. Taka poznawcza nieufność jest wmojej opinii niezbędną. Nie twierdzę przy tym że "obiektywnej rzeczywistości" nie ma. Twierdzę natomiast że słowo "obiektywne" jest nadużywane. I mocno zakłamane.
pozdrawiam
|
|
| | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>Zakładamy ze skoro ja i ty (w wielu innych) widzisz że niebo jest niebieskie, tak właśnie jest obiektywnie. Daltonista będzie innego zdania.
Rozumując w ten sposób można łatwo dojść do wniosku, że odmowa wydawania praw jazdy daltonistom, jest wołającą o pomstę do niebieskiego nieba dyskryminacją.
Zdaję sobie sprawę z tego, że daltonizm to tylko źle dobrany przykład, z którego nie można wyciągać zbyt daleko idących wniosków. Z drugiej jednak strony, zastanawiam się jaki przykład byłby dobry i nic nie przychodzi mi do głowy.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | |  | | Huzarski (178 punktów) |
> Rozumując w ten sposób można łatwo dojść do wniosku, że odmowa wydawania praw jazdy daltonistom, jest wołającą o pomstę do niebieskiego nieba dyskryminacją. > Zdaję sobie sprawę z tego, że daltonizm to tylko źle dobrany przykład, z którego nie można wyciągać zbyt daleko idących wniosków. Z drugiej jednak strony, zastanawiam się jaki przykład byłby dobry i nic nie przychodzi mi do głowy.
Placowniku, tyś na tym forum zdawał mi się równiejszym wśród równych, a tu taka heca! Nijak da się przecież wyprowadzić takiego zakazu z mojego (jakiego tam mojego zresztą) wspomnienia o niemożnosci weryfikacji poznania. To primo. Po wtóre przykład zdaje się mi o tyle dobry, że był tylko hasłem, nie chciało mi się rozpisywać licząc na więcej uwagi w czytaniu między wierszami. Ale mojemu ulubionemu moderatorowi (bez ironii) śpieszę z wyjaśnieniem kołtuńskich myśli które mną kierują: daltonizm to tylko przykład mówiący o pewnej umowności poznania (powtórze - poznania, bo mi zaraz któryś z licznych na forum umysłów ścisłych powie: "przecież to że ktoś jest niezdolny rozpoznac falę świetlną takiej a takiej długości nie zmienia charakteru tej fali"). A może i dobrze żeby ktoś to powiedział, bo dotyka tu (prawie) sedna rzeczy - defektu. Skoro więc zgadzamy się - jak mniemam - iż daltoniści, niesłyszący, niewidzący, upośledzeni percepują swiat "inaczej", to tym samym twierdzeniem przypisujemy swojemu poznaniu status normy. I w porządku. Norma jak norma, jakaś tam jest. Umowna i wygodna. Ale gdy dodamy do tego przymiotnik "obiektywna" to przeprowadzamy dywersję na właśnym toku myślowym. Bowiem skoro dostrzegamy różnice w percepcji (i pojmowaniu) świata, to w końcu musimy zapytać czy aby zadnego defektu nie skrywa nasze poznanie. Przecież wszyscy możemy - i zdaniem psychologów, w pewnym stopniu jesteśmy - obarczni wadą poznawczą wagi wymienionych wczesniej, mieszcząca sie w mechanizmie pracy umysłu. I co wtedy? Wtedy racjonalista młody krzyknie: "żadnego defektu, tak byc nie może, wszystko puzzle przecież pasują!". Ale już racjonalista starszy stażem powie "nie wiadomo, ale innego narzędzia poznania nie mamy". Wszystko jest zatem kwesią umowy i schematu, a także ograniczeń - w końcu jeśli wszyscy - a jest to przeciez nie tylko możliwe, ale i do pewnego stopnia pewne - jestesmy ślepi, kto ma odkryc zasłonę ciemności? ponieważ mamy tu przenośnię, której nie lubią niektórzy forumowicze, wyłuszczę dosadniej i prościej, kwestię wpływu ograniczeń (nieznanego defektu) na poznanie: "wyżej dupy nie podskoczysz".
I może jeszcze wracając do (nieco sztampowego) przykładu pasujących puzzli - może i pasują ale trzeba w końcu zaczac się zastanawiac: kto je tak dociął.
> Pozdrawiam
Ja również, dodam - serdecznie.
|
|
| | | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
Trudno mi się zgodzić z uznaniem zdolności do barwnego widzenia za umowną i wygodną normę, narzuconą (jak to zwykle z normami bywa) przez widzącą barwnie większość, pozbawionej tej zdolności mniejszości. Postrzeganie świata w kolorze nie jest (dla człowieka) sposobem widzenia świata tak samo dobrym jak każdy inny. Mechanizm widzenia barwnego jest stosunkowo dobrze poznany i właśnie w oparciu o znajomość tego mechanizmu możemy twierdzić, że daltonizm jest defektem. Bez tej znajomości moglibyśmy jedynie stwierdzić, że jest odstępstwem od normy. Uważam, że jest to niezwykle istotna różnica i w tym właśnie sensie stwierdziłem, że jest to przykład źle dobrany.
Czy można traktować poważnie możliwość istnienia nieznanego defektu poznania właściwego wszystkim ludziom? Przypomina mi się przy tej okazji satysfakcja jakiej doznałem, kiedy wiele lat temu przypadkowo zapoznałem się z wynikami pewnego doświadczenia. Polegało ono na badaniu zachowania osób, które dla potrzeb eksperymentu, zgodziły się nosić okulary odwracające widziany świat do góry nogami. Początki, jak nietrudno się domyślić były koszmarne. Jednak po mniej więcej trzech dniach wszystko wracało do normy. Moja satysfakcja płynęła zaś stąd, że jeszcze parę lat wcześniej, dyskutując z przyjaciółmi hipotetyczną możliwość istnienia takiego defektu poznania argumentowałem, że w gruncie rzeczy nie ma to żadnego znaczenia, co opisany eksperyment potwierdził.
Byłoby naiwnością upieranie się przy tym, że świat jest właśnie taki jakim go widzimy, słyszymy, odczuwamy. Nie jest jednak naiwnością, przynajmniej moim zdaniem, twierdzenie, że świat taki jaki jest istnieje taki jaki jest niezależnie od tego w jaki sposób go postrzegamy. Tak rozumiem sens twierdzenia, że istnieje obiektywnie, i że istnieje obiektywnie w taki, a nie inny sposób.
Całkiem inną sprawą jest możliwość poznania świata takiego jaki jest. Jeśli dopuścić istnienie właściwego wszystkim ludziom defektu poznawczego, który z przyczyn zasadniczych nie daje się usunąć, byłoby ono niemożliwe. Musielibyśmy wtedy dopuścić, że równie dobrze świat taki jaki jest mógłby być nieco inny, a różnica nadal pozostawałaby poza zasięgiem naszego poznania. Z naszego, ludzkiego, punktu widzenia, te dwa różne światy byłyby dla nas takie same. Nieodwołalnie i na zawsze takie same. Taka możliwość wydaje mi się nie do przyjęcia z powodów o których napiszę jutro.
Mam nadzieję.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Huzarski (178 punktów) | > Trudno mi się zgodzić z uznaniem zdolności do barwnego widzenia za umowną i wygodną normę, narzuconą (jak to zwykle z normami bywa) przez widzącą barwnie większość, pozbawionej tej zdolności mniejszości.
Nadal się mijamy... Ja rozumiem to wszystko. Apiat więc: tylko dlatego że większość postrzega w kolorze jest to czymś normalnym, prawda? Jeśli zaś wszyscy widzielibyśmy w czerni i bieli, to za taki uważalibysmy "nasz" świat, prawda? Kolory nie byłyby częścią składową naszego pojmowania świata. Obraz daltonisty jako istoty której odjęta jest częśc tego co my uważamy za naturalne i obiektywne jest tylko alegorią ludzi w ogóle, którzy póki nie odkryją czegoś, nie moga zdawać sobie sprawy z jego istnienia. A takich rzeczy, podejrzewam, jest jeszcze cała masa, choc na coraz bardziej abstrakcyjnym poziomie. Więc dajmy już spokój biednym daltonistom.
> Byłoby naiwnością upieranie się przy tym, że świat jest właśnie taki jakim go widzimy, słyszymy, odczuwamy.
Byłoby naiwnością, miło jest się zgodzić.
>Nie jest jednak naiwnością, przynajmniej moim zdaniem, twierdzenie, że świat taki jaki jest istnieje taki jaki jest niezależnie od tego w jaki sposób go postrzegamy. Tak rozumiem sens twierdzenia, że istnieje obiektywnie, i że istnieje obiektywnie w taki, a nie inny sposób.
Tego tez nie podważę, ani nie mam takiego zamiaru. Cała zagadka poznania dotyczy tego, że do tak rozumianego obiektywnego obrazu rzeczywistości nie mamy dostępu. Leibnitz powiedziałby że te subiektywne obrazy które sam nam dane sa czescią całego obrazu który jest dany Bogu. I generalnie można przyjąć, iż filozofowie zgadzają się że tak to by musiało wyglądac. Jeśli zaś pozbawić się boskiej perspektywy, co z chęcią powinniśmy uczynić, zostają nam tylko subiektywne obrazy, perspektywy. Jak zwał tak zwał. Zdroworozsądkowe podejście każe wyzwać taka myśl od relatywistycznych bredni. My na szczescie wiemy czym jest zdrowy rozsądek, Albert Einstein nam wyjasnił, i stwierdzmy zatem: skoro świat jawi nam sie tylko w fragmentach, perspektywach, ujęciach na wskroś subiektywnych, nie ma wyjścia - trzeba uznac, że jest to, w ramach możliwości poznawczych - cały świat. Inny nam nie bedzie dany. Tak ujęty perspektywizm oczywiście nie wyklucza porozumienia z innymi, nie wyklucza możliwości nauki, czy nawet moralności itd., jak lubią lamentowac krzykacze róznej maści. Obnaża tylko fundamentalne kłamstwo poznania, to znaczy nadanie iście boskiego statusu prawdzie, i umiejscowienie jej w granicy ludzkich rąk.
> Całkiem inną sprawą jest możliwość poznania świata takiego jaki jest. Jeśli dopuścić istnienie właściwego wszystkim ludziom defektu poznawczego, który z przyczyn zasadniczych nie daje się usunąć, byłoby ono niemożliwe.
O tym juz było powyżej. Istnienie takiego defektu dopuścić trzeba - obarczeni własną niedoskonałością, musielibysmy ją zrzucić, by dostrzec na czym polegała. Ona także jest poza zasiegiem poznania. A w anioła, czy inne "formy wyższe" zmienić się nie potrafimy.
>Musielibyśmy wtedy dopuścić, że równie dobrze świat taki jaki jest mógłby być nieco inny, a różnica nadal pozostawałaby poza zasięgiem naszego poznania.
Tak jest.
>Z naszego, ludzkiego, punktu widzenia, te dwa różne światy byłyby dla nas takie same. Nieodwołalnie i na zawsze takie same. Taka możliwość wydaje mi się nie do przyjęcia z powodów o których napiszę jutro.
Tu sie nie zgodzę - jesli jest tak jak piszesz, podążając za moimi założeniami, które, powtórze, nie moje sa wcale, a jedynie mi bliskie, nie ma dwóch światów. Jest ich wielość uzależniona od ilości perspektyw. By jednak sprawę uprościć - jesli założymy że cała ludzkość percepuje w jeden sposób, a obiektywny stan rzeczy jest inny - mamy dwa światy. Ale nadal jeden obraz, bowiem obraz obiektywny nie byłby dany nikomu, chyba że załozyc istotę wyższą. Jeśli przyjmiemy że jej nie ma, obiektywny, ów drugi świat traci, zgodzisz sie, znaczenie. Worek z problemami rozsupłuje się gdy przyjąć, a ciężko tego nie zrobić, że każdy (do pewnego - ale jakiego?) stopnia widzi, lub może widzieć, świat inaczej.
> Mam nadzieję.
ja również
> Pozdrawiam
pozdrawiam także
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
Kontynuuję w przerwanym wczoraj miejscu. Zacznę jednak od drobnego wyjaśnienia. Pisząc o dwóch światach nie miałem, ani przez chwilę, na myśli jakiejś wersji wszechświatów równoległych. Lepiej byłoby abym zamiast o dwóch światach, napisał o zmianie tego jedynego istniejącego obiektywnie świata, niedostrzegalnej dla obarczonego defektem poznania człowieka.
Myślę, że niezależnie od sporu pomiędzy racjonalizmem i empiryzmem można się zgodzić z tym, że warunkiem poznania jest kontakt, bezpośredni lub pośredni, pomiędzy podmiotem poznającym i poznawanym światem. Inaczej mówiąc, świat, aby był poznawalny, musi w jakiś sposób, bezpośredni lub pośredni, wpływać na podmiot poznający. Nie może to być wpływ dowolny, to znaczy duże zmiany świata powinny skutkować dużymi zmianami wpływu i odwrotnie, mniejsze zmiany świata - mniejszymi zmianami wpływu. W szczególności brak zmian świata powinien skutkować stałością wpływu. Ta zasada, jak się wydaje, obowiązuje dla wszystkich oddziaływań świata na siebie. Nie widzę żadnych powodów, dla których podmiot poznający miałby być pod tym względem w jakikolwiek sposób wyróżniony. Człowiek, wraz ze wszelkimi narzędziami jakie w celu poznania świata zbudował i zbuduje, jest z tego punktu widzenia taką samą częścią świata jak kamień leżący przy drodze, Księżyc czy Droga Mleczna. Dopuszczenie istnienia defektu poznawczego jest równoznaczne z zanegowaniem tego stwierdzenia.
Postrzeganie świata przez człowieka, dzięki nauce, stale się zmienia, doskonali. Przybliża nas do widzenia go takim jaki jest, dzięki identyfikacji, a następnie usuwaniu kolejnych defektów poznawczych. Jeśli świat wpływa na nas w taki sam sposób, jak na każdą inną swą część, jesteśmy w stanie, przynajmniej potencjalnie, każdy taki wpływ wykryć.
Wyszło mi trochę ex cathedra za co przepraszam. Mam nadzieję, że nie zniechęci to do dalszej dyskusji.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | zenek (69 punktów) | >Jeśli świat wpływa na nas w taki sam sposób, jak na każdą inną swą część, jesteśmy w stanie, przynajmniej potencjalnie, każdy taki wpływ wykryć.
Wracając trochę do wcześniejszego tematu. Jeśli Bóg (w naszym rozumieniu niematerialny) ingeruje w nasz świat, przejawy tego powinniśmy obserwować. Wiara w cuda, jak sądzę, wynika właśnie z takiej potrzeby materialnego potwierdzenia istnienia Boga. Nie jestem w stanie wykluczyć istnienia jakiejś rzeczywistości, która wymyka się naszemu postrzeganiu. Ale nie widzę najmniejszego powodu, żeby istnienie takiej rzeczywistości z góry, bez dowodu, zakładać.
Jeśli koledzy podważają możliwości naszej percepcji, to wątpliwości te powinny w równym stopniu dotyczyć możliwości dostrzeżenia Absolutu. Zatem jedyną sensowną postawą powinien być agnostycyzm. Przyznaję, że miałem się za agnostyka, ale nie potrafię odrzucić elementu subiektywnej oceny rzeczywistości. W myśl definicji, bardziej spełniam kryteria słabego ateisty.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Huzarski (178 punktów) | Nadal mówimy o tym samym niby ale na innych płaszczyznach, bijemy - kto wie?... - może i celnie, ale w inne tarcze. Hmmm.... no dobra, spróbujmy inaczej: od końca trochę:
Jeśli poznanie przyrównać do książki, twoje twierdzenie, iż "Postrzeganie świata przez człowieka, dzięki nauce, stale się zmienia, doskonali" jest prawdziwe, ale nauka ma miejsce, w sensie poznawczym, już wewnątrz aktu czytania tejże książki. Prościej: mówi nam, jak łatwiej czytać, rozumieć alegorie, metonimie i inne takie ustrojstwa. Tu się zgadzamy, mam nadzieję. Moje pytanie zaś dotyczy samej zasadności czytania - kontynuując książkową metaforę: czy na pewno dość dobrze znamy sam język by być pewnym ze właściwie ją odczytujemy (od razu sam sobie odpowiem - możemy tylko wierzyć)? I co ważniejsze, czy ksiązka sama w sobie nie może zawierać kłamstwa? Ależ może! Jeśli uznamy za jej autora boga, to wszystko jasne: widzimy świat takim jakim chce go przedstawić nam bóg. I cacy. Trudniej jeśli nie ma boga: widzimy świat który jest wypadkową tego jak chce nam go przedstawić umysł i tego jak jest go w stanie przedstawić. Jesteśmy na jego łasce. W tym świetle ?Przybliża nas do widzenia go takim jaki jest? jest trochę ułudą. Trochę.
>Ta zasada, jak się wydaje, obowiązuje dla wszystkich oddziaływań świata na siebie.
Istota rzeczy placowniku, to właśnie to, że nam się wydaje. Wszystko. Nawet to co "obiektywnie" istnieje.
> Myślę, że niezależnie od sporu pomiędzy racjonalizmem i empiryzmem można się zgodzić z tym, że warunkiem poznania jest kontakt, bezpośredni lub pośredni, pomiędzy podmiotem poznającym i poznawanym światem. Inaczej mówiąc, świat, aby był poznawalny, musi w jakiś sposób, bezpośredni lub pośredni, wpływać na podmiot poznający.
Tu także wyciągasz wnioski na podstawie apriorycznie przyjętych założeń - patrz przykład z ksiązką powyżej. Nie mówię że to źle, inaczej się nie da, ale trzeba to sobie co rusz przypominać.
>Człowiek, wraz ze wszelkimi narzędziami jakie w celu poznania świata zbudował i zbuduje, jest z tego punktu widzenia taką samą częścią świata jak kamień leżący przy drodze, Księżyc czy Droga Mleczna. Dopuszczenie istnienia defektu poznawczego jest równoznaczne z zanegowaniem tego stwierdzenia.
Z jakiego punktu widzenia? Obiektywnego, czyli boskiego? Nie mogę się zgodzić. Poznanie kamienia określa (zatem i ogranicza) jego "kamieniowatość" tak jak poznanie człowieka ? jego "człowiekowatość". Z mojego punktu widzenia jestem dużo ważniejszą częścią wszechświata niż jakiś kamień. Z twojego ty jesteś ważniejszy. Oczywiście mogę próbować sobie wyobrazić perspektywę poza mną sytuowaną, z której rzeczywiście mnie od kupy nosorożca wiele nie różni. Ale to nigdy nie będzie moja perspektywa, co więcej nigdy nie będzie ona niczyim udziałem. "Bozia nie dali", i raczej nie da.
>Przybliża nas do widzenia go takim jaki jest, dzięki identyfikacji, a następnie usuwaniu kolejnych defektów poznawczych. Jeśli świat wpływa na nas w taki sam sposób, jak na każdą inną swą część, jesteśmy w stanie, przynajmniej potencjalnie, każdy taki wpływ wykryć.
Ale to juz wewnątrz literek, tekstu. Nauka nam mówi: "Oo! Szyk przestawny w zdaniu nie zmienia w naszym języku jego wartości semantycznej!" Albo "Oo! Odkryliśmy co tu jest napisane, myśleliśmy że to forteca a to o suwak chodzi!". Słowem ułatwia orientowanie się wewnątrz poznawanego, zabawę klockami jakie nam pod nazwą rzeczywistości podrzuca umysł. Rzadko próbuje sprawdzić, jak działa zasada rzucania tych klocków. Bawią się tym psycholodzy i filozofowie, i w szczegóły wchodzić nie będziemy - bom za malutki by się podejmować - ale uważam że pytanie o naturę i kłamstwo poznania jest pytaniem elementarnym (więc i nierozwiązywalnym) o wadze takiej jak przewijające się na forum rozmowy o istnieniu boga. Z poznaniem jest taki ino problem, że o ile wobec boga łatwo się określić, nad poznaniem trzeba więcej podumać (czego tygryski nie lubią) a i wnioski są odstraszające, przynajmniej póki nie oswoić z nimi swoich utartych szablonów myślowych, które krzyczą "to jest stół, bo mogę go dotknąć". A oswoić jest niełatwo bo wymaga to przebudowania znacznej części poglądów, a stare nawyki, jak wiadomo, "die hard". Łatwiej zbyć więc takie myślenie pogardliwym: "cały ten postmodernizm - kupa szajsu i pranie mózgu" i zadowalać się macaniem stołu. Co też nie jest złe - dla każdego coś miłego, albo może: od każdego wedle możliwości, każdemu wedle potrzeb.
> Wyszło mi trochę ex cathedra za co przepraszam. Mam nadzieję, że nie zniechęci to do dalszej dyskusji.
Mi też, więc nie ma sprawy.
> Pozdrawiam
ja również!
|
|
| | | | | | | | |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | >Rozumując w ten sposób można łatwo dojść do wniosku, że odmowa wydawania praw jazdy daltonistom, jest wołającą o pomstę do niebieskiego nieba dyskryminacją.<
Oczywiście, że jest dyskryminacją, lecz czemu "wołającą o pomstę do nieba"? Dyskryminacja nie jest złem. Dyskryminacja jest koniecznością. Gdyby całkowicie znieść różnicowanie ludzi (czyli również dyskryminację) - to samolot pasażerski mógłby pilotować bileter, operację wykonywać salowa, adoptować dziecko pedofil czy inny zboczeniec, wyrzutniami rakiet kierować schizofrenik który wyszedł z psychuszki, maszynistą być ślepiec, lektorem człowiek nie znający języka, spikerem niemowa, telefonistką głucha, a magistrem Kwaśniewski.
|
|
| | | | |  | | Ocykan (3528 punktów) | >Rozumiem, że wierzysz w cały panteon bóstw - wszak ich istnienia nie jesteś w stanie sfalsyfikować.
Szkoda, że tak późno się urodziłeś. Moze tym błyskotliwym argumentem skłoniłbyś Kanta i Hegla do zmiany stanowiska co do istnienia Boga. Bo oni najwyraźniej widzieli różnicę pomiędzy Nim a licznymi bóstwami.
A na poważnie: Może tego nie wiesz, ale większość tych bóstw (m.in. bogowie greccy i germańscy) byli, wg swoich wyznawców, istotami ze wszech miar materialnymi. I to do tego stopnia, że jedli, pili, kłócili się a nawet bili. A istnienielub nie nieistnienie bytów materialnych można dowieść. Natomiast "bóstwa" niematerialne (Allah, Jahwe, Manitou, Aton) to nic innego jak różne nazwy tego Absolutu, który chrześcijanie nazywają Bogiem.
>>"Słaby ateizm" to nie żaden ateizm tylko zwykłe niedowiarstwo (lub brak wyobraźni). >Czy owo "zwykłe niedowiarstwo" jest przeciwieństwem "niezwykłej naiwności", cechującej wierzących? Jeśli tak, to w porządku.
Nie. "Zwykłe niedowiarstwo" jest przeciwieństwem "zwykłej łatwowierności". Przeciwieństwem "niezwykłej naiwności" jest "niezwykła przenikliwość". Ja nie twierdzę, że wszyscy chrześcijanie wiedzą, w co wierzą. Wielu z nich w ogóle nie zastanawia się nad tym. Ociężałość umysłowa może być równie dobrze źródłem płytkiej wiary jak i płytkiej niewiary.
>Co do braku wyobraźni - wypadało by się zastanowić, czy się samemu umie wyobrażenia odróżnić od rzeczywistości.
Chyba nikt tego nie umie. Rzeczywistość "obiektywna" być może istnieje, ale to jest bez znaczenia bowiem jej nie postrzegamy. Każdy z nas widzi jedynie jej odwzorowanie. A jak weryfikujemy jego prawdziwość? Na ogół zgodnością z naszymi wyobrażeniami.
|
|
| | | | | |  | | zenek (69 punktów) | >>Rozumiem, że wierzysz w cały panteon bóstw - wszak ich istnienia nie jesteś w stanie sfalsyfikować. >Szkoda, że tak późno się urodziłeś. Moze tym błyskotliwym argumentem skłoniłbyś Kanta i Hegla do zmiany stanowiska co do istnienia Boga. Bo oni najwyraźniej widzieli różnicę pomiędzy Nim a licznymi bóstwami.
Ta ironiczna uwaga niczego nie wnosi. Mój argument nie był błyskotliwy - był najprostszy. Tym bardziej mnie dziwi, że nie mogę na takie pytanie uzyskać sensownej odpowiedzi.
>A na poważnie: Może tego nie wiesz, ale większość tych bóstw (m.in. bogowie greccy i germańscy) byli, wg swoich wyznawców, istotami ze wszech miar materialnymi. I to do tego stopnia, że jedli, pili, kłócili się a nawet bili. A istnienielub nie nieistnienie bytów materialnych można dowieść. >Natomiast "bóstwa" niematerialne (Allah, Jahwe, Manitou, Aton) to nic innego jak różne nazwy tego Absolutu, który chrześcijanie nazywają Bogiem.
To jakaś paranoja. Zastanawiam się na jakie wyżyny sofistyki jeszcze się wzbijesz. Tamci byli materialni, a ten jest niematerialny. A Chrystus jest materialny, czy niematerialny? Słyszałem, że Wy, Katolicy (wybacz, jeśliś innego wyznania), uznajecie ciało Chrystusa w Komunii za zgoła materialne i rzeczywiste. Ducha spożywacie?
Pominę, że oczywiście mylisz się, twierdząc, że nieistnienia bytów materialnych zawsze można dowieść. Bardzo łatwo wymyślić rzekomy byt materialny, którego nieistnienia nie będziesz fizycznie w stanie dowieść.
>Ja nie twierdzę, że wszyscy chrześcijanie wiedzą, w co wierzą. Wielu z nich w ogóle nie zastanawia się nad tym. Ociężałość umysłowa może być równie dobrze źródłem płytkiej wiary jak i płytkiej niewiary.
Rozumiem Twój punkt widzenia. Mnie się zdaje, że źródłem mojej niewiary, jest w większym stopniu niezgodność jej doktryny z moim doświadczeniem życiowym, niż moja ociężałość umysłowa. Ale cóż - mogę się mylić - zawsze łatwiej dostrzec problem w innych niż w sobie.
>>Co do braku wyobraźni - wypadało by się zastanowić, czy się samemu umie wyobrażenia odróżnić od rzeczywistości. >Chyba nikt tego nie umie. Rzeczywistość "obiektywna" być może istnieje, ale to jest bez znaczenia bowiem jej nie postrzegamy. Każdy z nas widzi jedynie jej odwzorowanie. A jak weryfikujemy jego prawdziwość? Na ogół zgodnością z naszymi wyobrażeniami.
Moim zdanie nie. Post wyżej odpowiedziałem Huzarskiemu jak ja to widzę.
Pozdrawiam
|
|
| | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > >Równie dobrze ja mogę zapytać czy ateizm nie jest przypadkiem czynność magiczną?> Niestety nie możesz, bo sam ateizm nie posługuje się wiarą.A więc z tego wynika, że ateista: - nie wierzy ze Bóg istnieje a także - nie wierzy, że Bóg nie istnieje a zatem ateista nie dywaguje nt. istnienia Boga, tylko dla niego Bóg jest nieobecny, jest pustką, jest nieobecny jak dla niewidomego nieobecne są kolory lub tak, jak dla człowieka z zanikiem pamięci nieobecne są wspomnienia czy tak??? Niemniej jednak chyba nawet ateista wierzy np. w to, że świat jest realny a nie jest tylko wytworem jego umysłu. Tylko, że jest tak obezwładniony, ze zapomina, że w to wierzy. A zatem ateista spadł na niższy poziom, i traci świadomość jak nisko spadł. > >Ponieważ ateista uważa, ze czegoś nie ma, bo on w to nie wierzy.> To nie takie proste. Ateizm to niewiara w Boga. Istnieją dwie "odmiany" : słaby i silny teizm. Słaby ateizm to niewiara w Boga, ale na tym STOP. Dopiero silny ateizm to nie tylko niewiara, ale i przekonanie.Czyli słaby ateista nie ma nic swojego, co najwyżej wyszukuje sprzeczności w teologii, żeby zdobyć racjonalne uzasadnienie dla swej "niewiary"? No, ale silny ateista to już powinien być w stanie wznieść się wyżej i przedstawić teorię wykluczającą istnienie Boga, a teorię ktora siłą rzeczy posługuje się wiarą. > >Nawet, byl taki wątek, w których ateiści pisali, że po śmierci wierzący idą do nieba, bo w nie wierzą, a ateiści rozpływają się nicości, bo w nie nie wierzą.> Nigdy nie słyszałaś o teorii, że "po śmierci dostajemy to w co wierzymy" ?No, ale niby, kto lub co miałoby zniszczyć duszę ateisty a podtrzymać istnienie duszy wierzącego i "dać" mu to, w co on wierzy?? Chyba zapomniałeś o Bogu...który musiałby istnieć niezależnie od wszystkiego, w co człowiek mógłby wierzyć tak czy nie? Mam też pytanie czy ta teoria mówi o wszechświatach równoległych  ? Wówczas można sobie wyobrazić, ze w jednym świecie ateisty nie ma, bo wypiął się na cały świat i uległ anihilacji na własne życzenie. W drugim świecie, w który wierzyła np. św. Katarzyna ateista jest razem ze św. Piotrem w raju. A w trzecim, w który wierzył fanatyczny muzułmanin, ateista smaży się w piekle razem z chrześcijanami.  Ale w takim przypadku nie można mówić, że ateista dostał to, w co wierzył, (czyli nicość). No chyba, ze w raju ze św. Piotrem nie ma ateisty tylko atrapa ateisty, ale wówczas św. Katarzyna byłaby nabita w butelkę. Teoria wydaje się, więc sprzeczna. Albo inaczej teoria jest świetna w przypadku, gdy ludzie, którzy w nią wierzą są na tyle egoistyczni i zamknięci we własnych światach, ze niewiele obchodzi ich los innych ludzi. > >Wybacz, ale podobnych herezji nie słyszałam z ust wierzącego,> A od kiedy to można mówić o tym, że niewierzący głosi herezje ...> Herezja to "poglądy jednostek bądź grupy wyznawców danej religii sprzeczne z dogmatami, podstawowymi zasadami, naukami lub ustaleniami autorytetów konstytuującymi tę religię".Jeśli wg tej definicji wyznawca danej religii może mieć poglądy sprzeczne z dogmatami tej religii nie przestając być jej wyznawcą  to znaczy, że np. ludzie ochrzczeni, którzy stali się niewierzący po chrzcie i uporczywie trwają w swej niewierze głoszą herezje. Ludzie ochrzczeni należą do Kościoła (niezależnie od poglądów) i jeśli głoszą, ze Bóg nie istnieje, to głoszą herezje. KAN. 751. Herezją nazywa się uporczywe, po przyjęciu chrztu, zaprzeczanie jakiejś prawdzie, w którą należy wierzyć wiarą boską i katolicką, albo uporczywe powątpiewanie o niej; apostazją - całkowite porzucenie wiary chrześcijańskiej, schizmą - odmowa uznania zwierzchnictwa Biskupa Rzymskiego lub utrzymywania wspólnoty z członkami Kościoła, uznającymi to zwierzchnictwo. Pozdrawiam
|
|
| | | |  | | heysel (225 punktów) | >A więc z tego wynika, że ateista: >- nie wierzy ze Bóg istnieje a także >- nie wierzy, że Bóg nie istnieje >a zatem ateista nie dywaguje nt. istnienia Boga, tylko dla niego Bóg jest nieobecny, jest pustką, jest nieobecny jak dla niewidomego nieobecne są kolory lub tak, jak dla człowieka z zanikiem pamięci nieobecne są wspomnienia czy tak??? Ale ateizm nie jest równoznaczny z ateistą ! Ateizm to pogląd, niewiara w istnienie Boga. I tyle. Ateista to ktoś kto ten pogląd przyjmuje. Ale to nie implikuje, że nie może prowadzić rozważań filozoficznych na temat tej istoty ... >Niemniej jednak chyba nawet ateista wierzy np. w to, że świat jest realny a nie jest tylko wytworem jego umysłu. Zapraszam zatem na Śfinię do WujaZbója, katolika wyznającego amaterializm. >Czyli słaby ateista nie ma nic swojego, co najwyżej wyszukuje sprzeczności w teologii, żeby zdobyć racjonalne uzasadnienie dla swej "niewiary"? Znowu na podstawie szczątkowej informacji o światopoglądzie (słaby ateizm) budujesz i szufladkujesz ludzi. To chyba nagminne wśród katolików ... >No, ale niby, kto lub co miałoby zniszczyć duszę ateisty a podtrzymać istnienie duszy wierzącego i "dać" mu to, w co on wierzy?? Chyba zapomniałeś o Bogu...który musiałby istnieć niezależnie od wszystkiego, w co człowiek mógłby wierzyć tak czy nie? Ale Bóg nie jest tutaj do niczego potrzeby. Równie dobrze można założyć, że człowiek to demiurg nieświadomy swej siły i po śmierci ten demiurg może wybrać swoje unicestwienie. Innymi słowy człowiek jako istota, która sama decyduje czego chce doznawać i czym być. >to znaczy, że np. ludzie ochrzczeni, którzy stali się niewierzący po chrzcie i uporczywie trwają w swej niewierze głoszą herezje. Ludzie ochrzczeni należą do Kościoła (niezależnie od poglądów) i jeśli głoszą, ze Bóg nie istnieje, to głoszą herezje. Jeżeli świadomie przyjęli chrzest (wraz z jego konsekwencjami) to tak, mogę się zgodzić z tym co napisałaś. Oczywiście to dalej nie zmienia faktu, że będą to herezja z punktu widzenia tego Kościoła, w którym się ochrzcili.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Ale ateizm nie jest równoznaczny z ateistą ! Ateizm to pogląd, niewiara w istnienie Boga. >I tyle. Ateista to ktoś kto ten pogląd przyjmuje. Ale to nie implikuje, że nie może prowadzić rozważań filozoficznych na temat tej istoty ...Sam sobie przeczysz, ponieważ wcześniej napisałeś, że ateizm nie posługuje się wiarą, a teraz piszesz, ze jest poglądem. A pogląd przecież opiera się na wierze. Pogląd "jest rodzajem idei, wyobrażenia na dany temat. Jest to także pewien sąd o czymś lub punkt widzenia na coś. Każdy pogląd może ulegać zmianie w zależności od prawdziwości podstaw, na których się opiera" ( pl.wikipedia.org/wiki/Pogląd) Natomiast same rozważania filozoficzne czy samo rozważanie różnych poglądów nie jest żadnym poglądem tylko czynnością (ew. postawą). Wcześniej napisałeś, że ateizm nie posługuję się wiarą, jeśli tak to nie może być poglądem tylko postawą niewiary, a zatem postawą braku poglądów. W takim wypadku ateista to ktoś, kto nie ma poglądów na żaden temat, mimo, że może rozważać różne poglądy. Jeśli natomiast ateizm jest jednak poglądem to jest pogląd( więc wiara) o braku poglądów, a więc taki punkt widzenia (pogląd), który mówi o tym, ze człowiek nie powinien posługiwać się wiarą, a więc mieć poglądu. WujZbój, którego wspomniałeś, pisał zdaje się o wierze w zbytecznośc wiary> >Niemniej jednak chyba nawet ateista wierzy np. w to, że świat jest realny a nie jest tylko wytworem jego umysłu.> Zapraszam zatem na Śfinię do WujaZbója, katolika wyznającego amaterializm.Dziękuję za zaproszenie, ale WujZbój zapewne nie wierzy, że świat jest wytworem jego umysłu. > >Czyli słaby ateista nie ma nic swojego, co najwyżej wyszukuje sprzeczności w teologii, żeby zdobyć racjonalne uzasadnienie dla swej "niewiary"?> Znowu na podstawie szczątkowej informacji o światopoglądzie (słaby ateizm) budujesz i szufladkujesz ludzi. To chyba nagminne wśród katolików ...Niestety to nie ja szufladkuję. Wprowadziłeś przenośne pojęcia ze świata materialnego takie, jak "słaby" a "silny" do określenia ateisty, które nie są odpowiednie. Proszę przestaw jasno BEZ METAFOR o co masz na myśli pisząc o silnym i słabym. Ja spróbowałam to zrobić, dlatego Cię wkurzyłam  , bo wychodzi na to, że nie jesteś tym, kim myślałeś, że jesteś. > >No, ale niby, kto lub co miałoby zniszczyć duszę ateisty a podtrzymać istnienie duszy wierzącego i "dać" mu to, w co on wierzy?? Chyba zapomniałeś o Bogu...który musiałby istnieć niezależnie od wszystkiego, w co człowiek mógłby wierzyć tak czy nie?> Ale Bóg nie jest tutaj do niczego potrzeby. Równie dobrze można założyć, że człowiek to demiurg nieświadomy swej siły i po śmierci ten demiurg może wybrać swoje unicestwienie. Innymi słowy człowiek jako istota, która sama decyduje czego chce doznawać i czym być.Czyli jednak Bóg jest potrzebny, bo wyszło na to, że sam człowiek jest Bogiem (demiurgiem). > to znaczy, że np. ludzie ochrzczeni, którzy stali się niewierzący po chrzcie i uporczywie trwają w swej niewierze głoszą herezje. Ludzie ochrzczeni należą do Kościoła (niezależnie od poglądów) i jeśli głoszą, ze Bóg nie istnieje, to głoszą herezje.Jeżeli świadomie przyjęli chrzest (wraz z jego konsekwencjami) to tak, mogę się zgodzić z tym co napisałaś. Oczywiście to dalej nie zmienia faktu, że będą to herezja z punktu widzenia tego Kościoła, w którym się ochrzcili. To nie ze mną się zgadzasz tylko z definicją (być może niedoskonałą), którą sam podałeś. Ta definicja miała obalić moje stwierdzenie tymczasem tylko je potwierdziła.
|
|
| | | | | |  | | heysel (225 punktów) | >Sam sobie przeczysz, ponieważ wcześniej napisałeś, że ateizm nie posługuje się wiarą, a teraz piszesz, ze jest poglądem. A pogląd przecież opiera się na wierze. Wcale sobie nie przeczę bo mówiłem o wierze religijnej. Przyjrzyj się dobrze w odpowiedzi na co ja napisałem, że ateizm nie posługuje się wiarą. >Proszę przestaw jasno BEZ METAFOR o co masz na myśli pisząc o silnym i słabym. Siła przekonań. >Czyli jednak Bóg jest potrzebny, bo wyszło na to, że sam człowiek jest Bogiem (demiurgiem). Wcale, bo demiurg nie musi być Bogiem. >To nie ze mną się zgadzasz tylko z definicją (być może niedoskonałą), którą sam podałeś. Ta definicja miała obalić moje stwierdzenie tymczasem tylko je potwierdziła. Jeżeli pisząc o "ludziach ochrzczonych" miałaś na myśli dorosłych, którzy przyjęli chrzest, a potem stali się niewierzący to tak. Jeśli masz na myśli ludzi ochrzczonych jako niemowlaki lub małe dzieci to nie.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > >Sam sobie przeczysz, ponieważ wcześniej napisałeś, że ateizm nie posługuje się wiarą, a teraz piszesz, ze jest poglądem. A pogląd przecież opiera się na wierze.> Wcale sobie nie przeczę bo mówiłem o wierze religijnej. Przyjrzyj się dobrze w odpowiedzi na co ja napisałem, że ateizm nie posługuje się wiarą.A zatem ateizm posługuje się wiarą niereligijną. > >Proszę przestaw jasno BEZ METAFOR o co masz na myśli pisząc o silnym i słabym.> Siła przekonań.Ale z tego nic nie wynika. Wg mnie powinieneś to sformalizować, bo "siła" niewiele mówi. Czy masz na myśli np. że: słaby mówi: "Nie wierzę ze Bóg istnieje" a silny mówi np.: "Wierzę, że Bóg nie istnieje"? A może coś innego? Możesz mi nie odpowiadać to taka rada. Poza tym to dotyczy też wierzących. > >Czyli jednak Bóg jest potrzebny, bo wyszło na to, że sam człowiek jest Bogiem (demiurgiem).> Wcale, bo demiurg nie musi być Bogiem.Chyba musi skoro może robić rzeczy sprzeczne z logiką  no chyba, że jest egoistą. > Jeżeli pisząc o "ludziach ochrzczonych" miałaś na myśli dorosłych, którzy przyjęli chrzest, a potem stali się niewierzący to tak. Jeśli masz na myśli ludzi ochrzczonych jako niemowlaki lub małe dzieci to nie.Ja zostałam ochrzczona jako dziecko czy z tego wynika, ze w życiu nie mogę być heretykiem? Trzymaj się.
|
|
| | | | | | | |  | | heysel (225 punktów) | >Ale z tego nic nie wynika. Wg mnie powinieneś to sformalizować, bo "siła" niewiele mówi. Czy masz na myśli np. że: >słaby mówi: "Nie wierzę ze Bóg istnieje" a silny mówi np.: "Wierzę, że Bóg nie istnieje"? A może coś innego? Możesz mi nie odpowiadać to taka rada. Naprawdę masz problemy ze zrozumieniem sformułowania "siła przekonań" ? Oboje i silny i słaby mówią "Nie wierzę w Boga". Słaby na tym się zatrzymuje samą kwestię istnienia Boga uznając za nierozstrzygniętą. Silny idzie dalej stwierdzając, że jest subiektywnie pewny nie istnienia Boga, nawet stwierdzając "Nie chcę, aby Bóg istniał". >Chyba musi skoro może robić rzeczy sprzeczne z logiką Nie musi bo bóstwo można pojmować w różny sposób. >Ja zostałam ochrzczona jako dziecko czy z tego wynika, ze w życiu nie mogę być heretykiem? Jeżeli uznajesz ten chrzest. Jeżeli nie to nie możesz być heretykiem.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > >Ale z tego nic nie wynika. Wg mnie powinieneś to sformalizować, bo "siła" niewiele mówi. Czy masz na myśli np. że:> >słaby mówi: "Nie wierzę ze Bóg istnieje" a silny mówi np.: "Wierzę, że Bóg nie istnieje"? >>A może coś innego? Możesz mi nie odpowiadać to taka rada.> Naprawdę masz problemy ze zrozumieniem sformułowania "siła przekonań" ?Naprawdę. Jeśli oboje (obaj) mówią to samo to jak mam poznać, który jest silny a który słaby? Może ten, który mówi głośno jest silnym ateistą a ten, który mówi cicho jest słabym  . No, ale co jak co, ale siła głosu nie ma znaczenia, gdy chodzi o siłę przekonań. > Oboje i silny i słaby mówią "Nie wierzę w Boga". Słaby na tym się zatrzymuje samą kwestię istnienia Boga uznając za nierozstrzygniętą. Silny idzie dalej stwierdzając, że jest subiektywnie pewny nie istnienia Boga, nawet stwierdzając "Nie chcę, aby Bóg istniał".A więc jednak mówią, coś innego, co, co ich odróżnia. Słaby mówi "Nie wierzę w Boga, ale nie wiem czy on jest czy Go nie ma". Silny mówi: "Wiem, z e Bóg nie ma i nie chcę, aby istniał". > >Chyba musi skoro może robić rzeczy sprzeczne z logiką> Nie musi bo bóstwo można pojmować w różny sposób.Ja twierdzę, że taki demiurg musiałby czynić rzeczy sprzeczne z logiką, a Ty twierdzisz, że nie, bo bóstwo można pojmować w różny sposób???!!! > >Ja zostałam ochrzczona jako dziecko czy z tego wynika, ze w życiu nie mogę być heretykiem?> Jeżeli uznajesz ten chrzest. Jeżeli nie to nie możesz być heretykiem.Nie, bo wedle definicji, którą podałeś nie jest to rzecz subiektywna. Można być także nieświadomym heretykiem, np. gdy ktoś został ochrzczony i nikt mu o tym nie powiedział.
|
|
| | | |  | | Pan Tau (1237 punktów) | > [...] ludzie ochrzczeni, którzy stali się niewierzący po chrzcie i uporczywie trwają w swej niewierze głoszą herezje. Ludzie ochrzczeni należą do Kościoła (niezależnie od poglądów) i jeśli głoszą, ze Bóg nie istnieje, to głoszą herezje. >KAN. 751. Herezją nazywa się uporczywe, po przyjęciu chrztu, zaprzeczanie jakiejś prawdzie, w którą należy wierzyć wiarą boską i katolicką, albo uporczywe powątpiewanie o niej
Jaki odsetek katolików w Polsce samodzielnie i w pełni świadomie podejmował decyzję o przystąpieniu do chrztu? Ilu w tym momencie rzeczywiście było osobami wierzącymi, a ilu ateistami?
"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
|
|
 | | Fizyk (17637 punktów) | > Hostia nie wygląda jak ciało i krew, ale wierzymy, że jest prawdziwym ciałem i krwią.> A np. książka wygląda jak książka, a mimo to nie wiadomo, czym jest.  > Jeśli książka jest np. zbiorem atomów, to idac dalej można zapytać czym jest atom -nie chodzi o to, na co się dzieli tylko z jakiej jest substancji. Nikt nie wie czym jest ta substancja, poza powiedzeniem że jest to substancja atomu .Mimo uśmieszków odpowiem poważnie. Śmiem twierdzić, że wiem czym jest ta substancja. Pojęcie substancji ma swój początek w pracach Arystotelesa ( pl.wikipedia.org/wiki/Arystoteles#Forma_i_materia ). Tomasz z Akwinu przejął tę ontologię, a Kościół oparł na niej całą swoją teologię. Teorie Arystotelesa były teoriami naukowymi i mogły być skonfrontowane z doświadczeniem. Przez wiele wieków testy doświadczalne nie były zbyt precyzyjne, raczej robiono je mimochodem niż celowo i wszystko grało, co niewątpliwie podbudowywało autorytet Kościoła. Niestety, przyszedł Kopernik i Galileusz, i sprawa się rypła. Mechanikę niebieską Arystotelesa Kościół musiał wykreślić ze swej teologii ale teorię budowy mikroświata w oparciu o substancję zostawił. Jak nieopatrznie! Dzięki postępowi nauki w XX wieku wiemy już, że arystotelesowskie pojęcie substancji jako związku materii i formy jest bezużyteczne do wyjaśnienia struktury mikroświata. Problem polega na tym, że przy badaniu coraz mniejszych obiektów (komórek, cząsteczek, atomów, kwarków, itd.) musielibyśmy wciąż zmieniać zdanie co rozumiemy przez substancję, co jest materią a co formą. (W jakim sensie pole elektromagnetyczne może być substancją?) Co gorsze (dla teologii), składniki mikroświata są identyczne, np. atom węgla C12 z ciała Chrystusa jest taki sam jak w opłatku. Nie ma tu miejsca na transsubstancjację bo nie ma tu różnych substancji. Różnice są tylko w wiązaniach chemicznych, ale oczywiście żadne reakcje chemiczne nie zachodzą w hostii pod wpływem konsekracji. Tak więc takie wypowiedzi > I jak pisze JPII w encyklice ECCLESIA DE EUCHARYSTIAsą już przeżytkiem i czeka je taki sam los jak dogmat o nieruchomej Ziemi. I nic tu nie pomoże wzdychanie do filozofii Tomasza z Akwinu.
|
|
|  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Dzięki postępowi nauki w XX wieku wiemy już, że arystotelesowskie pojęcie substancji jako związku materii i formy jest bezużyteczne do wyjaśnienia struktury mikroświata.Niewątpliwie masz rację tylko, że niestety religia nie zajmuje się wyjaśnieniem struktury mikroświata.  > Co gorsze (dla teologii), składniki mikroświata są identyczne, np. atom węgla C12 z ciała Chrystusa jest taki sam jak w opłatku.Ależ teologia z tym już się dawno pogodziła. Słowa pieśni za św. Tomaszem, chrześcijańskim filozofem i teologiem o Eucharystii: "Mylą się, o Boże w Tobie wzrok i smak, Kto się im poddaje, temu wiary brak;" > Różnice są tylko w wiązaniach chemicznych, ale oczywiście żadne reakcje chemiczne nie zachodzą w hostii pod wpływem konsekracji.I nikt tego od nich nie oczekuje. Bo można sobie wyobrazić, że książka, która leży na moim stole jest w rzeczywistości np. skrzydłem anioła, a nie tylko "materią/energią" no, bo czymś musi być i żeby tak było wcale nie muszą zachodzić żadne reakcje chemiczne.
|
|
| |  | | Mumia | To ciekawe co czym jest albo nie jest. Nie potrafię odpowiedzieć, ale mam pytania.
Czy już wiemy, czy nie wiemy czym będziemy po życiu ? Czy lepiej wierzyć, by nie stracić szansy, że czymś będziemy ? Czy na nas jest przeprowadzany eksperyment z "wolną wolą" ?
|
|
| |  | | google | >"Mylą się, o Boże w Tobie wzrok i smak, >Kto się im poddaje, temu wiary brak;" Czyli: niewierny Tomaszu, nie wolno ci pytać o dowody, choćby ich nie było nigdy.
>Bo można sobie wyobrazić, że książka, która leży na moim stole jest w rzeczywistości np. skrzydłem anioła, a nie tylko "materią/energią" no, bo czymś musi być i żeby tak było wcale nie muszą zachodzić żadne reakcje chemiczne. Tereso! Możesz sobie oczywiście wyobrażać, że opłatek jest ciałem zmarłego, jednak zgodzisz się, że namawianie do takiego 'wyobrażania sobie' innych (i to na poważnie, pod groźbą kar piekielnych) to już drobna przesada.. Co jak co, ale rzeczywistość z definicji poddaje się naszemu badaniu, inaczej popadniemy w definicyjny absurd, że rzeczywistość jest nam niedostępna i sami jesteśmy nierzeczywiści.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > >"Mylą się, o Boże w Tobie wzrok i smak,> >Kto się im poddaje, temu wiary brak;"> Czyli: niewierny Tomaszu, nie wolno ci pytać o dowody, choćby ich nie było nigdy.Ależ wolno, właśnie miały miejsca tzw. cuda eucharystyczne dla niedowiarków pl.wikipedia.org/wiki/Cud_eucharystycznyAle św. Tomasz chciał raczej w ten sposób wyrazić to, że Eucharystia zalicza się w sposób szczególny do Tajemnic Wiary , dali temu świadectwo krwią własną męczennicy oraz Ojcowie i Doktorzy Kościoła, że obecność prawdziwego Ciała Chrystusowego i prawdziwej Krwi w tym Sakramencie, jak mówi św. Tomasz, można pojąć nie zmysłami, lecz jedynie przez wiarę. > >Bo można sobie wyobrazić, że książka, która leży na moim stole jest w rzeczywistości np. skrzydłem anioła, a nie tylko "materią/energią" no, bo czymś musi być i żeby tak było wcale nie muszą zachodzić żadne reakcje chemiczne.> Tereso! Możesz sobie oczywiście wyobrażać, że opłatek jest ciałem zmarłego, jednak zgodzisz się, że namawianie do takiego 'wyobrażania sobie' innych (i to na poważnie, pod groźbą kar piekielnych) to już drobna przesada..Nie jest tak, że ten, kto nie uwierzy, za karę idzie do piekła. Jest odwrotnie do piekła można łatwo trafić, ale można też tego uniknąć... > Co jak co, ale rzeczywistość z definicji poddaje się naszemu badaniu, inaczej popadniemy w definicyjny absurd, że rzeczywistość jest nam niedostępna i sami jesteśmy nierzeczywiści.Właśnie, żeby tak nie było papież Pawel VI (Misterium fidei) żądał utrzymania pojęcia transsubstancjacji jako broniącej realności przeistoczenia. www.opoka.(*)/mysterium_fidei_03091965.html
|
|
| | | |  | | google | > Ależ wolno, właśnie miały miejsca tzw. cuda eucharystyczne dla niedowiarkówTakie rzeczy to na inne dyskusje, które zresztą jak widzę były tu już prowadzone wcześniej. > (..) że obecność prawdziwego Ciała Chrystusowego i prawdziwej Krwi w tym Sakramencie, jak mówi św. Tomasz, można pojąć nie zmysłami, lecz jedynie przez wiarę.No ja wiem, bo to jest przecież magia. Nie można nic wykryć, można tylko sobie wierzyć. > www.opoka.(*)/mysterium_fidei_03091965.html"Z tego powodu Ojcowie wielce troszczyli się o ostrzeganie wiernych, by w rozważaniu tego najczcigodniejszego Sakramentu nie polegali na zmysłach, przekazujących tylko właściwości chleba i wina, lecz na słowach Chrystusa, które posiadają tak wielką moc, iż zmieniają, przekształcają, "przepierwiastkowują" (transelementent) chleb i wino w Jego ciało i krew" Kiedy to wymyślano, ludzie nie mieli pojęcia o budowie materii, więc można było ciemnotę wciskać. Dziś jednak wygląda to śmiesznie. > "i że po konsekracji są prawdziwym ciałem Chrystusa, tym, które się narodziły z Dziewicy"> "ponieważ po przemianie substancji (..) nie pozostaje już nic z chleba i wina poza samymi postaciami, pod którymi przebywa Chrystus cały i nieuszczuplony, w swej fizycznej rzeczywistości, obecny nawet ciałem"> "że w czcigodnym sakramencie świętej Eucharystii (..) znajduje się prawdziwie, rzeczywiście, substancjalnie Pan nasz"Tereso i Ocykanie, prosty eksperyment: bierzemy opłatek i mamy ciało człowieka, z dna itp. Tu przecież nie chodzi o to, że w jakiejś niedostępnej nam "rzeczywistości" one są tym ciałem, ale jak najbardziej w naszej.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > >(..) że obecność prawdziwego Ciała Chrystusowego i prawdziwej Krwi w tym Sakramencie, jak mówi św. Tomasz, można pojąć nie zmysłami, lecz jedynie przez wiarę.> No ja wiem, bo to jest przecież magia. Nie można nic wykryć, można tylko sobie wierzyć.Nie magia, tylko po prostu uznanie, ze przestrzeń świata nie jest wytyczona tym, co człowiek może ujrzeć i dotknąć. > >www.opoka.(*)/mysterium_fidei_03091965.html> "Z tego powodu Ojcowie wielce troszczyli się o ostrzeganie wiernych, by w rozważaniu tego najczcigodniejszego Sakramentu nie polegali na zmysłach, przekazujących tylko właściwości chleba i wina, lecz na słowach Chrystusa, które posiadają tak wielką moc, iż zmieniają, przekształcają, "przepierwiastkowują" (transelementent) chleb i wino w Jego ciało i krew"> Kiedy to wymyślano, ludzie nie mieli pojęcia o budowie materii, więc można było ciemnotę wciskać. Dziś jednak wygląda to śmiesznie.Traktuje to jako zbyt pobieżną i pochopną ocenę. Poniżej podam moje wyjaśnienie. Ale rzeczywiście nawet dla mnie (w sensie osoby, która w to wierzy) ten dokument jest trochę napisany w sposób nieprzystający do współczesności (ale ideę w nim zawartą uważam za słuszną, czyli obronę realności sakramentów z wykorzystaniem ówczesnego stanu wiedzy). Ale jest coś prawdziwego w tym, co pisze B16 we Wprowadzeniu do chrześcijaństwa ze ktoś, kto próbuje głosić w ten sposób prawdę ludziom, którzy dziś żyją i myślą może wydawać się błaznem lub kimś kto wyszedł ze starożytnego sarkofagu.  > "i że po konsekracji są prawdziwym ciałem Chrystusa, tym, które się narodziły z Dziewicy"> "ponieważ po przemianie substancji (..) nie pozostaje już nic z chleba i wina poza samymi postaciami, pod którymi przebywa Chrystus cały i nieuszczuplony, w swej fizycznej rzeczywistości, obecny nawet ciałem"> "że w czcigodnym sakramencie świętej Eucharystii (..) znajduje się prawdziwie, rzeczywiście, substancjalnie Pan nasz"> Tereso i Ocykanie, prosty eksperyment: bierzemy opłatek i mamy ciało człowieka, z dna itp. Tu przecież nie chodzi o to, że w jakiejś niedostępnej nam "rzeczywistości" one są tym ciałem, ale jak najbardziej w naszej.Są dwie możliwości albo jest to DNA człowieka, ale zmysły nas mylą (widzimy to jako opłatek), albo jest to DNA człowieka, które wygląda tylko jak opłatek i wtedy zmysły nas nie mylą. Z dokumentu wynika, że chodzi o drugą ewentualność i wbrew pozorom kwestia ta dotyczy spraw naprawdę istotnych dla ludzi. Może posłużę się poniższą definicja, żeby Ci to najpierw uzmysłowić jak wiele ma to wspólnego z rzeczywistością: Teleportacja - proces przenoszenia obiektów z jednego miejsca w inne, bez zachowania ciągłości istnienia obiektu w przestrzeni. Słowo teleportacja zostało po raz pierwszy użyte prawdopodobnie przez Charlesa Forta. Przy obecnym stanie nauki i techniki rzeczywista teleportacja kwantowa dotyczy jedynie stanów cząstek elementarnych i oznacza przesłanie stanu kwantowego cząstki A do odległej cząstki B. Proces wiąże się ze zniszczeniem stanu kwantowego A. pl.wikipedia.org/wiki/TeleportacjaZatem teleportacja to jest kopiowanie informacji o stanie kwantowym w inne miejsce, a wiec nadanie innemu obiektowi w innym miejscu stanu, jaki posiada obiekt, który podlega teleportacji. Może zauważyłeś, że ta definicja NIE mówi o tym, czy cząstka elementarna jest "obiektem posiadającym stan kwantowy" czy li tylko "pewnym stanem kwantowym". A jeśli nie wiemy czym jest cząstka elementarna to niewiadomo czym jest chleb i wino albo Ciało i Krew? Czy mówiąc "czastak elementarna" masz na myśli tylko stan kwantowy czy też obiekt posiadający stan kwantowy???  No, bo jeśli tylko stan kwantowy, to można się zapytać "co" posiada ten stan kwantowy i czym "to" coś jest? A jeśli przez "czastkę elementarną" rozumiesz obiekt posiadający stan kwantowy, to można się zapytać czy ten obiekt może mieć poza stanem kwantowym jakieś inne właściwości niedostępne fizyce? Idać dalej co więc rozumiesz mówiąc "Ciało"? Bo jeśli tylko stan kwantowy to chyba już rozumiem, dlatego transsubstancjacja wg Ciebie nie jest możliwa. Natomiast, jeśli wg Ciebie "Ciało" albo "chleb" są to obiekty posiadające "stany kwantowe", to transsubstancjacja jest możliwa. Wówczas transsubstancjację można sobie wyobrazić jako coś odwrotnego do teleportacji, jako przemianę obiektu w inny obiekt bez niszczenia jego "stanu kwantowego" . Innym słowy jest to przemiana "tego", co ma stan kwantowy w coś innego, co w naszej rzeczywistości też ma stan kwantowy, ale poza tym ma też inne właściwości niedostępne fizyce. Można też sobie wyobrazić, że transsubstancjacja jest też podobna do kopiowania plików w komputerze. Jeśli uznasz, że plik jest tylko zbiorem bitów, to wymiana dysku twardego, na którym jest zapisany plik na innym dysk (np. bardziej trwały) i nagranie na nim tego pliku można nazwać transsubstancjacją. Wówczas plik (rozumowany jak zbiór informacji) się wcale nie zmieni, ale jednak zmieniło się, coś, bez czego plik nie mógłby nigdy istnieć. Przeciwnik tak pojętej transsubstancjacji będzie argumentował, że przecież to jest nadal ten sam układ bitów, a tymczasem, mimo, że układ bitów się nie zmienił to zmieniło się coś, co może mieć wpływ na trwałość ( wieczność  ) pliku. Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | | google | > Nie magia, tylko po prostu uznanie, ze przestrzeń świata nie jest wytyczona tym, co człowiek może ujrzeć i dotknąć.Magiczna w ten sposób, że odprawiając pewne rytuały zmieniamy rzeczywistość w sposób nie dający się wykryć metodami nauki. Czyż nie? > Ale jest coś prawdziwego w tym, co pisze B16 we Wprowadzeniu do chrześcijaństwa ze ktoś, kto próbuje głosić w ten sposób prawdę ludziom, którzy dziś żyją i myślą może wydawać się błaznem lub kimś kto wyszedł ze starożytnego sarkofagu. Zgadzam się, dodając, że nowoczesne sposoby wcale nie poprawiają sytuacji. > Z dokumentu wynika, że chodzi o drugą ewentualność i wbrew pozorom kwestia ta dotyczy spraw naprawdę istotnych dla ludzi.Czyli dna wygląda jak opłatek? Czyli jaka jest w końcu różnica między tym opłatkiem a dna? > Zatem teleportacja to jest kopiowanie informacji o stanie kwantowym w inne miejsce, a wiec nadanie innemu obiektowi w innym miejscu stanu, jaki posiada obiekt, który podlega teleportacji.Przenoszenie stanu, nie kopiowanie. Kopiowanie kwantowe jest zabronione (w sensie prawa fizycznego). > Może zauważyłeś, że ta definicja NIE mówi o tym, czy cząstka elementarna jest "obiektem posiadającym stan kwantowy" czy li tylko "pewnym stanem kwantowym".Ani tym, ani tym. Jest procesem posiadającym nieokreślony (do czasu obserwacji) stan kwantowy (który obserwacja ustala i/lub zmienia). > A jeśli nie wiemy czym jest cząstka elementarna to niewiadomo czym jest chleb i wino albo Ciało i Krew?Wiemy doskonale czym jest ciało i krew, nie wiemy tylko jak się to ma do opłatka. > Czy mówiąc "czastak elementarna" masz na myśli tylko stan kwantowy czy też obiekt posiadający stan kwantowy??? Składniki materii są od siebie nieodróżnialne, tzn. nie posiadają swojej identyfikacji. Jeżeli są w tym samym stanie, to tylko położenie je odróżnia (oczywiście w świecie kwantowym to bardziej skomplikowane, ale zasadniczo tak jest). > A jeśli przez "czastkę elementarną" rozumiesz obiekt posiadający stan kwantowy, to można się zapytać czy ten obiekt może mieć poza stanem kwantowym jakieś inne właściwości niedostępne fizyce?Z pewnością dzisiejszej fizyce tak, ale to akurat żaden argument. > Natomiast, jeśli wg Ciebie "Ciało" albo "chleb" są to obiekty posiadające "stany kwantowe", to transsubstancjacja jest możliwa.Jeżeli chcesz powiedzieć, że następuje przenoszenie tożsamości cząstek owego ciała na cząstki opłatka, przez co ontologicznie są one "podmieniane", to "przegrywasz" na całej linii, bo tym samym przyznajesz, że nie ma absolutnie żadnej metody wykrycia tego ani odróżnienia ich. W tym momencie moje pytanie o różnicę ma odpowiedź: nie ma żadnej. Może źle zrozumiałem? Rozumiem, że lubisz sobie różne rzeczy wyobrażać, ale ja się pytam o konkrety, dowody. Przykład z plikami rozumiem doskonale, ale to nie jest argument: ty masz podać różnicę, a nie odwoływać się do czegoś, czego nie znamy (właściwości, której nie znamy, a która rzekomo ma być). Mówiąc krótko, popełniasz błąd logiczny argumentacji.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > >Nie magia, tylko po prostu uznanie, ze przestrzeń świata nie jest wytyczona tym, co człowiek może ujrzeć i dotknąć.> Magiczna w ten sposób, że odprawiając pewne rytuały zmieniamy rzeczywistość w sposób nie dający się wykryć metodami nauki. Czyż nie?No właśnie z magia mamy do czynienia wtedy kiedy zmieniamy rzeczywistość w sposób nie dający się wykryć metodami nauki. Natomiast w przypadku Eucharystii - z dotychczasowej naszej rozmowy zrozumiałam, ze Twój zarzut jest odwrotny a mianowicie, że nie zmieniamy rzeczywistości w sposób nie dający się wykryć metodami nauki.  Czyli gdyby po wypowiedzeniu pewnych słów (zaklęcia) za każdym razem opłatek zmieniał się w ciało i krew to uznałbyś to za dające się wykryć metodami nauki... Godna podziwu otwartość..  Mówiąc poważnie z tego, co się orientuję to są trzy podejścia do rzeczywistość, które dominowały w pewnych okresach historii: - magiczne, -metafizyczne, - naukowe. Każda z nich w pewien sposób wiąże się z wiarą. To, co jest charakterystyczne dla naukowego to jest ograniczenie się do zjawisk, do tego, co uchwytne. Natomiast to, co jest charakterystyczne dla metafizycznego to jest pytanie, czym jest "rzecz sama w sobie". Mówiąc o Eucharystii reprezentuję podejście metafizyczne. Jeśli Ty to nazywasz magicznym to nie będę się spierać o słówka. Ściśle rzecz biorąc przeistoczenie nie następuje jednak na skutek pewnego rytuału tylko celebrans wzywa Ducha św. > >Ale jest coś prawdziwego w tym, co pisze B16 we Wprowadzeniu do chrześcijaństwa ze ktoś, kto próbuje głosić w ten sposób prawdę ludziom, którzy dziś żyją i myślą może wydawać się błaznem lub kimś kto wyszedł ze starożytnego sarkofagu.> Zgadzam się, dodając, że nowoczesne sposoby wcale nie poprawiają sytuacji.Zgadzam się, dodając, że prawdopodobnie jest tak dlatego, że za parę lat ktoś powie: stany kwantowe i obiekty to wciskanie ciemnoty tak jak Ty dzisiaj mówisz o przepierwiastkowaniu. > >Z dokumentu wynika, że chodzi o drugą ewentualność i wbrew pozorom kwestia ta dotyczy spraw naprawdę istotnych dla ludzi.> Czyli dna wygląda jak opłatek?Tak, ale nie zwykłe "dna" tylko prawdziwe "DNA". > Czyli jaka jest w końcu różnica między tym opłatkiem a dna?Zwykłe "dna" jest "dna" tylko przez swój "wygląd", "smak", "zapach", itp., natomiast jest dyskusyjną sprawa, czym jest rzeczywistość, która ma ten wygląd. Wydaje się, że jest to bezduszna materia, która raz może wyglądać jak "dna" a raz jak "opłatek". Natomiast Ciało i Krew nie są bezduszną materią. Zauważ, że nie mówimy o zwykłym dna tylko o Ciele Jezusa. Już samo ciało Boga jest o tyle dziwne, ze, na co dzień Go nie widzimy. JCH po zmartwychwstaniu nie powrócił do normalnego życia jak np. Łazarz. Zmartwychwstał on do zycia definitywnego, które nie polega już prawom biologicznym i fizycznym. Dlatego jego pojawianie się wiąże się z jego "ukazywaniem". > >Zatem teleportacja to jest kopiowanie informacji o stanie kwantowym w inne miejsce, a wiec nadanie innemu obiektowi w innym miejscu stanu, jaki posiada obiekt, który podlega teleportacji.> Przenoszenie stanu, nie kopiowanie. Kopiowanie kwantowe jest zabronione (w sensie prawa fizycznego).Albo równie dobrze "podmiana" obiektu bez zmiany stanów kwantowych? > >Może zauważyłeś, że ta definicja NIE mówi o tym, czy cząstka elementarna jest "obiektem posiadającym stan kwantowy" czy li tylko "pewnym stanem kwantowym".> Ani tym, ani tym. Jest procesem posiadającym nieokreślony (do czasu obserwacji) stan kwantowy (który obserwacja ustala i/lub zmienia).Nie zmienia to faktu, że w fizyce cząstka elementarna to jest tylko pojęcie matematyczne dogodne do opisu zachowania rzeczywistości... Jednak nie wiadomo, czym jest ta "rzeczywistość". Sam przecież zwróciłeś uwagę, że nie ma sposobu, aby sprawdzić czy to, o czym mówi fizyka istnieje naprawdę, czyli ontologicznie. > >A jeśli nie wiemy czym jest cząstka elementarna to niewiadomo czym jest chleb i wino albo Ciało i Krew?> Wiemy doskonale czym jest ciało i krew, nie wiemy tylko jak się to ma do opłatka.Wiemy fizycznie, czym jest ciało i krew (jest za wiedze uznamy opis, który daje fizyka), ale nie wiemy, czym jest rzeczywistość ciała i krwi (substancja), czym to "coś", co opisuje fizyka. Nie wiedział tego także Albert Einstein. A Jezus nie daje nam "czegoś" daje nam "swoje ciało" i "swoją krew". > >A jeśli przez "czastkę elementarną" rozumiesz obiekt posiadający stan kwantowy, to można się zapytać czy ten obiekt może mieć poza stanem kwantowym jakieś inne właściwości niedostępne fizyce?> Z pewnością dzisiejszej fizyce tak, ale to akurat żaden argument.Zapytałam się czy obiekt może jakieś inne właściwości niedostępne fizyce. A Ty mi odpowiadasz, ze "dzisiejszej fizyce tak". No, ale mi chodziło o właściwości, które nigdy nie będą dostępne fizyce (ani dzisiejszej ani jutrzejszej). No, bo jeśli takowe wykluczasz, to popełniasz błąd logiczny argumentacji.  > Jeżeli chcesz powiedzieć, że następuje przenoszenie tożsamości cząstek owego ciała na cząstki opłatka, przez co ontologicznie są one "podmieniane", to "przegrywasz" na całej linii, bo tym samym przyznajesz, że nie ma absolutnie żadnej metody wykrycia tego ani odróżnienia ich.Jeśli uważasz, że powinna być taka możliwość to albo zgłoś to pretensje do Boga albo udowodnij, ze Kościół powinien coś takiego twierdzić, mimo że nigdy tak nie twierdził. Nie widzę innej możliwości... Niestety jeśli chodzi o Boga to tylko głupcy moga myśleć że mogą stawiac Mu jakieś warunki ... Jeśli sakrament pozostaje tajemnica dla wierzących to tym samym także pozostaje tajemnica dla niewierzących. > Może źle zrozumiałem?Dobrze. > Rozumiem, że lubisz sobie różne rzeczy wyobrażać, ale ja się pytam o konkrety, dowody. Istnieją "dowody", że jest to prawdą, ale nie są to dowody "fizyczne".
|
|
| | | | | | | |  | | google | >Natomiast w przypadku Eucharystii - z dotychczasowej naszej rozmowy zrozumiałam, ze Twój zarzut jest odwrotny a mianowicie, że nie zmieniamy rzeczywistości w sposób nie dający się wykryć metodami nauki. To nie ja twierdzę, że opłatek przestaje być chlebem a zaczyna być ciałem człowieka jak się wypowie magiczne słowa. Czyż nie?
>To, co jest charakterystyczne dla naukowego to jest ograniczenie się do zjawisk, do tego, co uchwytne. (..) Określenie pozanaukowy dla jednych jest pejoratywne, dla ciebie chyba pozytywne..
>Ściśle rzecz biorąc przeistoczenie nie następuje jednak na skutek pewnego rytuału tylko celebrans wzywa Ducha św. Dla mnie nie ma różnicy, czy czarownik ma moc czy wzywa na pomoc innego czarownika z zaświatów.
>Zgadzam się, dodając, że prawdopodobnie jest tak dlatego, że za parę lat ktoś powie: stany kwantowe i obiekty to wciskanie ciemnoty tak jak Ty dzisiaj mówisz o przepierwiastkowaniu. Oj zdziwisz się.. teorie o takim fundamencie matematycznym i empirycznym nie odchodzą do lamusa tak po prostu. Najwyżej powstanie teoria dokładniejsza i ogólniejsza.
>>Czyli dna wygląda jak opłatek? >Tak, ale nie zwykłe "dna" tylko prawdziwe "DNA". Znów teologiczna nowomowa? Każde DNA jest tak samo prawdziwe, chyba że zostało wyśnione przez teologów, wtedy wcale go nie ma po prostu.
>Zwykłe "dna" jest "dna" tylko przez swój "wygląd", "smak", "zapach", itp., natomiast jest dyskusyjną sprawa, czym jest rzeczywistość, która ma ten wygląd. Wydaje się, że jest to bezduszna materia, która raz może wyglądać jak "dna" a raz jak "opłatek". Natomiast Ciało i Krew nie są bezduszną materią. Czy da dyskusja dotyczy twojego wyobrażenia o tym co jest rzeczywiście rzeczywiste? Czy może prostej kwestii? Czy każda dyskusja z teistą musi się rozbić o wiarę w istnienie innej rzeczywistości? Temat dotyczy tej rzeczywistości i tego co tu możemy sprawdzić. Twoja wiara w to, że opłatek w innej rzeczywistości jest czymś innym mnie nie interesuje.
>Zmartwychwstał on do zycia definitywnego, które nie polega już prawom biologicznym i fizycznym. Co ty gadasz, dotykali go, był głodny i jadł. Zwykły cielesny człowiek.
>Albo równie dobrze "podmiana" obiektu bez zmiany stanów kwantowych? Bajki mi opowiadasz.
>Jednak nie wiadomo, czym jest ta "rzeczywistość". Sam przecież zwróciłeś uwagę, że nie ma sposobu, aby sprawdzić czy to, o czym mówi fizyka istnieje naprawdę, czyli ontologicznie. Pusta gadanina, niczego to nie wnosi. Możemy badać to co mamy, nad tym czego zbadać się nie da, nie ma sensu rozprawiać, ponieważ nic prawdziwego o tym powiedzieć się nie da. Ty możesz sobie wyobrażać, że kawałek chleba jest czymś innym niż mówią wszystkie metody badania jakie znamy, ale ludzi z podobnymi poglądami leczy się w zakładach, więc stąpasz po cienkiej linie.
>Zapytałam się czy obiekt może jakieś inne właściwości niedostępne fizyce. A Ty mi odpowiadasz, ze "dzisiejszej fizyce tak". No, ale mi chodziło o właściwości, które nigdy nie będą dostępne fizyce (ani dzisiejszej ani jutrzejszej). Nie można tego wykluczyć, ale nie ma też powodu aby taki pogląd przyjmować. Jest to kwestia z definicji nierozstrzygalna, więc nie ma sensu o tym gadać.
>Jeśli uważasz, że powinna być taka możliwość to albo zgłoś to pretensje do Boga albo udowodnij, ze Kościół powinien coś takiego twierdzić, mimo że nigdy tak nie twierdził. To nie mój problem. Hipokryzja jest po stronie tych, co twierdzą, że opłatek jest ciałem.
>Jeśli sakrament pozostaje tajemnica dla wierzących to tym samym także pozostaje tajemnica dla niewierzących. No właśnie, zawsze zasłaniacie się tajemnicą, bo NIC o Bogu tak na prawdę nie wiecie.
> Istnieją "dowody", że jest to prawdą, ale nie są to dowody "fizyczne". To je podaj. "Dowody" mnie nie interesują, tylko normalnie weryfikowalne dowody.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > To nie ja twierdzę, że opłatek przestaje być chlebem a zaczyna być ciałem człowieka jak się wypowie magiczne słowa. Czyż nie?Ja też tak nie twierdzę... Wg Kościoła opłatek zaczyna być substancjalnie Ciałem (nie ciałem). Z tego, co napisałeś mogłoby wynikać, że myślisz, że ludzie myślą, ze jeśli będą sobie często wyobrażać, że jedzą ciało człowieka to dzięki temu osiągną nieśmiertelność -w takim razie żeby naukowo wykazać, że jest to mit wystarczy przeprowadzić ekshumację zwłok i sprawdzić, że ciała w grobach zdradzają oznak materii ożywionej  . Przykro mi to mówić, ale takim "naukowym" podejściem nie przekonasz wierzących do niczego- jedynie powiększysz spis anegdot nt. głupoty naukowców. > >Zgadzam się, dodając, że prawdopodobnie jest tak dlatego, że za parę lat ktoś powie: stany kwantowe i obiekty to wciskanie ciemnoty tak jak Ty dzisiaj mówisz o przepierwiastkowaniu.> Oj zdziwisz się.. teorie o takim fundamencie matematycznym i empirycznym nie odchodzą do lamusa tak po prostu. Najwyżej powstanie teoria dokładniejsza i ogólniejsza.No jasne, za to przepierwiastkowanie nie było wcale oparte na fundamencie matematycznym i empirycznym..  > >>Czyli dna wygląda jak opłatek?> >Tak, ale nie zwykłe "dna" tylko prawdziwe "DNA".> Znów teologiczna nowomowa? Każde DNA jest tak samo prawdziwe, chyba że zostało wyśnione przez teologów, wtedy wcale go nie ma po prostu.To nie jest żadna nowomowa tylko próba zrozumienia słów: 53) Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. (54) Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. (55) Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. (56) Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. (57) Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. (58) To jest chleb, który z nieba zstąpił - nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki." (Ew. Jana 6:52-58, Biblia Tysiąclecia) Czym się różni chleb, który zstąpił z nieba od chleba, który z niego nie zstąpił?? Zauważ, że wg Twej spłaszczonej jak naleśnik na patelni naukowej wizji rzeczywistości nie mogą się już niczym różnić. > >Zwykłe "dna" jest "dna" tylko przez swój "wygląd", "smak", "zapach", itp., natomiast jest dyskusyjną sprawa, czym jest rzeczywistość, która ma ten wygląd. Wydaje się, że jest to bezduszna materia, która raz może wyglądać jak "dna" a raz jak "opłatek". Natomiast Ciało i Krew nie są bezduszną materią.> Czy da dyskusja dotyczy twojego wyobrażenia o tym co jest rzeczywiście rzeczywiste? Czy może prostej kwestii? Czy każda dyskusja z teistą musi się rozbić o wiarę w istnienie innej rzeczywistości? Temat dotyczy tej rzeczywistości i tego co tu możemy sprawdzić. Twoja wiara w to, że opłatek w innej rzeczywistości jest czymś innym mnie nie interesuje.Ty też nie wiesz, co jest tworzywem materii (wiesz tylko z czego jest zbudowana) ale zakładasz, że jakieś tworzywo istnieje! Ja tak samo mogę powiedzieć. To Ty wprowadzasz tutaj nowe pojęcie rzeczywistości przedstawiają jej jakąś okrojoną wersję, bo wg mnie tworzywo materii wchodzi w skład tej rzeczywiści, mimo, że jest niepoznawalne. > >Zmartwychwstał on do zycia definitywnego, które nie polega już prawom biologicznym i fizycznym.> Co ty gadasz, dotykali go, był głodny i jadł. Zwykły cielesny człowiek.Wybacz, ale zwykły cielesny człowiek "nie ukazuje się" (nie pojawia się i nie znika), a także nie jest rozpoznawany przez innych ludzi zależnie od jego woli.  Nie przeczę, że Jego ciało było takie jak nasze, ale było już uwielbione. Niewątpliwie, więc ten "zwykły cielesny człowiek" należy do wyższego porządku niż ziemski. > >Albo równie dobrze "podmiana" obiektu bez zmiany stanów kwantowych?> Bajki mi opowiadasz.Możliwe, ale "podmiana" stanów kwantowych dwóch obiektów jest równie bajkowa. > >Jednak nie wiadomo, czym jest ta "rzeczywistość". Sam przecież zwróciłeś uwagę, że nie ma sposobu, aby sprawdzić czy to, o czym mówi fizyka istnieje naprawdę, czyli ontologicznie.> Pusta gadanina, niczego to nie wnosi. Możemy badać to co mamy, nad tym czego zbadać się nie da, nie ma sensu rozprawiać, ponieważ nic prawdziwego o tym powiedzieć się nie da.Nikt tego przekonywująco nie wykazał. > Ty możesz sobie wyobrażać, że kawałek chleba jest czymś innym niż mówią wszystkie metody badania jakie znamy, ale ludzi z podobnymi poglądami leczy się w zakładach, więc stąpasz po cienkiej linie.Akurat, to umysły niewierzących pokazują, że tracą równowagę. Jakieś dziwne pojęcie etyki, bycia poza dobrem i złem, popadanie w pragmatyzm, zwątpienie w możliwości umysłu... Lista grzechów niewierzących jest tak długa... > Nie, ja nie twierszę, że ma inne właściwości niż mówią wszystkie metody badania jakie znamyJa też nie.  c. d. n.
|
|
| | | | | | | | | |  | | google | >Ja też tak nie twierdzę... Wg Kościoła opłatek zaczyna być substancjalnie Ciałem (nie ciałem). Bawisz się w sofistykę. Podaj lepiej jak odróżnić ciało od Ciała.
>Czym się różni chleb, który zstąpił z nieba od chleba, który z niego nie zstąpił?? Chyba tym, że ten pierwszy nie istnieje. Bo na razie dowodu żadnego nie podałaś.
>Zauważ, że wg Twej spłaszczonej jak naleśnik na patelni naukowej wizji rzeczywistości nie mogą się już niczym różnić. Za to wg twojej wybujałej wyobraźni można jeść ciało Boga. To żaden argument, Tereso! Cytat z NT można rozumieć symbolicznie, ale że się uparliście rozumieć go literalnie, to teraz udowodnijcie, że to ma sens.
>Ty też nie wiesz, co jest tworzywem materii (wiesz tylko z czego jest zbudowana) ale zakładasz, że jakieś tworzywo istnieje! To nie założenie - to logiczna konieczność. Nawet gdyby wszystko było złudą, to jakieś tworzywo posiadać musi.
>Ja tak samo mogę powiedzieć. To Ty wprowadzasz tutaj nowe pojęcie rzeczywistości przedstawiają jej jakąś okrojoną wersję, bo wg mnie tworzywo materii wchodzi w skład tej rzeczywiści, mimo, że jest niepoznawalne. Ty zakładasz, że jest niepoznawalne. Ja przypuszczam, że jest. Stwierdziłaś: >Natomiast Ciało i Krew nie są bezduszną materią. Więc udowodnij.
>Wybacz, ale zwykły cielesny człowiek "nie ukazuje się" (..) To nie jest argument na to, że "nie polega już prawom biologicznym i fizycznym."
>Możliwe, ale "podmiana" stanów kwantowych dwóch obiektów jest równie bajkowa. Nie ma czegoś takiego, po prostu. Myślałem kiedyś o takiej możliwości wyjaśnienia przemienienia, ale to droga do nikąd.
>>Pusta gadanina, niczego to nie wnosi. Możemy badać to co mamy, nad tym czego zbadać się nie da, nie ma sensu rozprawiać, ponieważ nic prawdziwego o tym powiedzieć się nie da. >Nikt tego przekonywująco nie wykazał. Sofistyka, wykaż że jest inaczej to pogadamy. Będzie ci ciężko, bo to wynika wprost z definicji.
>A skąd wiesz, że jest nierozstrzygalna?? Przecież to logicznie wynika z tego, że te właściwości bada fizyka i nie może stwierdzić, że to co bada jest poza zasięgiem jej badań (to sprzeczność). Zawsze może istnieć coś nieznanego, coś poza (to logicznie konieczne), ale to nie jest żaden argument.
>Poza tym ktoś kto to wyklucza popełnia błąd logiczny. Bynajmniej, to ty popełniasz duży błąd logiczny odwołując się do przyszłości, której nie znasz. To są przecież elementarne rzeczy..
>Nikt też nigdy nie udowodni, ze nie ma niczego poza przyrodą i że istnieje tylko jeden porządek przyrodniczy. Nic z tego nie wynika, to żaden argument. Ty mi też nigdy nie udowodnisz, że w zmywarce nie mam przejścia do innego wymiaru, tylko co z tego. Nie zmieniaj więc tematu, bo to Ci nic nie da.
>Twoje rozumowanie nie wiąże się z żadną nauką ani żadnym dowodem. Wykaż to wpierw, to pogadamy. Na razie to ja obalam wszystkie twoje twierdzenia.
>Czy ktos poza Tobą tak twierdzi? Pustosłowie.
>Może uznajemy tajemnicę, bo nie chcemy upraszczać na siłę? Znam prostsze wyjaśnienie: ktoś coś kiedyś wymyślił bezpodstawnie, a wy to na siłę próbujecie godzić z nauką. A ponieważ nie macie bladego pojęcia jak to jest, więc zasłaniacie się Tajemnicą, zamiast to przyznać.
>To podaj proszę mi przykład takiego "normalnie weryfikowalnego" dowodu (..) Każdy dowód, który opiera się na metodzie naukowej, będzie dobry.
Tereso, jak na razie serwujesz mi dużo paplaniny i zero konkretów. Możemy tak gadać miesiącami, ale jeżeli szanujesz swój czas to dokonaj jakiegoś postępu poznawczego.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > >Ja też tak nie twierdzę... Wg Kościoła opłatek zaczyna być substancjalnie Ciałem (nie ciałem).> Bawisz się w sofistykę. Podaj lepiej jak odróżnić ciało od Ciała.To jest bardzo skomplikowane. Mówimy bowiem o realizmie ponadfizycznym. Wg św.Pawła mamy: Ciało duchowe i ciało cielesne, stanowią on swoje przeciwieństwa, ale Ciało duchowe nie jest przeciwieństwem ducha. Z materialnego człowieka Jezusa, który był podobnie jak my ograniczonym człowiekiem, Duch może ukształtować nie pozbawionego ducha ciała, ale "ciało duchowe", które jest ożywiające. Ciało duchowe może w nas w pełni wchodzić i nas przenikać. W przeciwieństwie do ciała cielesnego które powierzchownie wchodzi. > >Czym się różni chleb, który zstąpił z nieba od chleba, który z niego nie zstąpił??> Chyba tym, że ten pierwszy nie istnieje. Bo na razie dowodu żadnego nie podałaś.Brak dowodu na coś jeszcze nie dowodzi, ze to nie istnieje... > >Zauważ, że wg Twej spłaszczonej jak naleśnik na patelni naukowej wizji rzeczywistości nie mogą się już niczym różnić.> Za to wg twojej wybujałej wyobraźni można jeść ciało Boga. To żaden argument, Tereso! Cytat z NT można rozumieć symbolicznie, ale że się uparliście rozumieć go literalnie, to teraz udowodnijcie, że to ma sens.Słowa Św. Jana rozumiemy dosłownie, ponieważ uważamy (takie jest stanowisko Kościoła Katolickiego), że uczniowie apostołów naprawdę lepiej wiedzieli jak rozumieć te słowa niż my. Dlatego my uznajemy tzw. Tradycję, która jest demokracją obejmującą także tych, którzy zyli przed nami. > >Ty też nie wiesz, co jest tworzywem materii (wiesz tylko z czego jest zbudowana) ale zakładasz, że jakieś tworzywo istnieje!> To nie założenie - to logiczna konieczność. Nawet gdyby wszystko było złudą, to jakieś tworzywo posiadać musi.A więc materia musi posiadać jakieś tworzywo. Zaś tworzywo, która posiada materia, musi posiadać jakieś tworzywo, bo inaczej byłoby zwidą,... Ale nie można iść w nieskończoność. Istnieje, więc tworzywo, które samo jest swoim tworzywem a to w filozofii nazywa się Bogiem. > >Ja tak samo mogę powiedzieć. To Ty wprowadzasz tutaj nowe pojęcie rzeczywistości przedstawiają jej jakąś okrojoną wersję, bo wg mnie tworzywo materii wchodzi w skład tej rzeczywiści, mimo, że jest niepoznawalne.> Ty zakładasz, że jest niepoznawalne. Ja przypuszczam, że jest.W tym sensie, ze jest bez wątpienia niepoznawalne dla nauk przyrodniczych w ich obecnej postaci. > Stwierdziłaś:> >Natomiast Ciało i Krew nie są bezduszną materią.> Więc udowodnij.Może ktoś potrafi do udowodnić, ja - nie. > >Wybacz, ale zwykły cielesny człowiek "nie ukazuje się" (..)> To nie jest argument na to, że "nie polega już prawom biologicznym i fizycznym."Jeśli to nie jest argment to co nim jest? Wg Ciebie zgodnie z prawami fizycznymi i biologicznymi ludzie mogą pojawia i znikać wedle swej woli? No, no, jestem pod wrażeniem ...  > >A skąd wiesz, że jest nierozstrzygalna??> Przecież to logicznie wynika z tego, że te właściwości bada fizyka i nie może stwierdzić, że to co bada jest poza zasięgiem jej badań (to sprzeczność). Zawsze może istnieć coś nieznanego, coś poza (to logicznie konieczne), ale to nie jest żaden argument.Sam wykazałeś, że istnieją rzeczy o ktorych nauka nic nie mówi jak np. tworzywo materii. > >Twoje rozumowanie nie wiąże się z żadną nauką ani żadnym dowodem.> Wykaż to wpierw, to pogadamy. Na razie to ja obalam wszystkie twoje twierdzenia.Z mojego punktu widzenia wygląda to tak jakbyś obalał własne twierdzenia  . Szukasz jakiegoś wyimaginowanego przeciwnika w dyskusji, żeby mu dowalić? Kiedy piszę, że niczego takiego nie twierdzę to nazywasz to sofisterią.  Przykro mi, że tak Cie rozczarowuję. > >Może uznajemy tajemnicę, bo nie chcemy upraszczać na siłę?> Znam prostsze wyjaśnienie: ktoś coś kiedyś wymyślił bezpodstawnie, a wy to na siłę próbujecie godzić z nauką. A ponieważ nie macie bladego pojęcia jak to jest, więc zasłaniacie się Tajemnicą, zamiast to przyznać.Dobre  . Przecież mówiąc o Tajemnicy mamy na myśli to, że nie mamy bladego pojęcia jak to jest ... Polecam Ci "Logikę religii" Bocheńskiego, między innymi jest tam analiza w jakich przypadkach mówi się o tajemnicy, przez co tajemnica staje się mniej tajemnicza  > >To podaj proszę mi przykład takiego "normalnie weryfikowalnego" dowodu (..)> Każdy dowód, który opiera się na metodzie naukowej, będzie dobry.Tak się, składa, ze w prawach nie ma zdanej konieczności i co za tym idzie nauka logicznie patrząc niczego nie dowodzi. > Tereso, jak na razie serwujesz mi dużo paplaniny i zero konkretów. Możemy tak gadać miesiącami, ale jeżeli szanujesz swój czas to dokonaj jakiegoś postępu poznawczego.Naprawdę nie potrzeba do tego żadnej nauki aby bez trudu odkryć, ze podczas Eucharystii nie dochodzi do zmiany chleba w ciało. Mimo to ludzie w to wierzyli. Dlaczego mamy przestac w to wierzyć. Czy dlatego, że dzisiaj znamy nazwę każdej cząstki elementranej?  Może jestem tępa, ale nie mogę pojać co wyniki nauki mogą mieć wspólnego z wiara w to.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | unknown (163 punktów) |
>Może jestem tępa, ale nie mogę pojać co wyniki nauki mogą mieć wspólnego z wiara w to.
Ot problem wierzących. Usłyszeli od swoich kapłanów o domniemanym oddzieleniu wiary od nauki. Wiary, której zagadnienia są ściśle sprzężone z nauką, dotyczą bowiem istotnych kwestii dla ludzkości.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > >Może jestem tępa, ale nie mogę pojać co wyniki nauki mogą mieć wspólnego z wiara w to.> Ot problem wierzących. Usłyszeli od swoich kapłanów o domniemanym oddzieleniu wiary od nauki. Wiary, której zagadnienia są ściśle sprzężone z nauką, dotyczą bowiem istotnych kwestii dla ludzkości.Szanowny Unknown  , postaram się wyjaśnić to jak najprościej, bo chyba się nie zrozumieliśmy. Nie trudno odkryć, że ludzie umierają i po śmierci zjadają ich robaki. Nie trzeba do tego żadnej nauki. A jednak pomimo tego odkrycia ludzie wierzyli w nieśmiertelność. Dzisiaj znamy nazwę każdego robaka, który zjada ciało i nazwę każdej części ciała człowieka, która jest zjadana. Pytanie do Ciebie: czy ta wiedza w jakikolwiek sposób może wpłynąć na wiarę ludzi w nieśmiertelność?
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | unknown (163 punktów) | > Pytanie do Ciebie: czy ta wiedza w jakikolwiek sposób może wpłynąć na wiarę ludzi w nieśmiertelność? > Raczej na pobożne życzenia ludu. Tylko wiesz, pisząc nauka chodziło mi o wyjaśnienie powstania świata, zachowania człowieka, celu naszej egzystencji. Natomiast terminologia używana przy określaniu robaków jest dla mnie niewiele znaczącą sprawą, na dodatek nie mającą zbyt wiele wspólnego z prawdziwą nauką.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | google | > To jest bardzo skomplikowane. Mówimy bowiem o realizmie ponadfizycznym. (..)Z tego nic nie wynika, nie podałaś ani jednego argumentu uzasadniającego to. Czysto teologiczna paplanina. > Brak dowodu na coś jeszcze nie dowodzi, ze to nie istnieje...Ale dowodzi braku argumentu a więc i mizerii teorii. > Słowa Św. Jana rozumiemy dosłownie, ponieważ uważamy (takie jest stanowisko Kościoła Katolickiego), że uczniowie apostołów naprawdę lepiej wiedzieli jak rozumieć te słowa niż my. Dlatego my uznajemy tzw. Tradycję, która jest demokracją obejmującą także tych, którzy zyli przed nami.No ja o tym wiem, ale tej dosłowności trzeba bronić z sensem, a nie używając błędnego logicznie 'argumentu z tradycji' właśnie (znów elementarne Tereso). > A więc materia musi posiadać jakieś tworzywo. Zaś tworzywo, która posiada materia, musi posiadać jakieś tworzywo, bo inaczej byłoby zwidą,... Ale nie można iść w nieskończoność. Istnieje, więc tworzywo, które samo jest swoim tworzywem a to w filozofii nazywa się Bogiem.Bzdura, istnieje wiele takich 'filozofii' które różnie to nazywają. Ty tak, inni inaczej, ale z tego nic nie wynika, bo logika zabrania udowodnienia czym to tworzywo jest. > >Ty zakładasz, że jest niepoznawalne. Ja przypuszczam, że jest.> W tym sensie, ze jest bez wątpienia niepoznawalne dla nauk przyrodniczych w ich obecnej postaci.Nie przeczę, ale z tego nic nie wynika dla tej kwestii. > >To nie jest argument na to, że "nie polega już prawom biologicznym i fizycznym."> Jeśli to nie jest argment to co nim jest? Wg Ciebie zgodnie z prawami fizycznymi i biologicznymi ludzie mogą pojawia i znikać wedle swej woli?Chodzi o to, że jak już się 'pojawił' to im podlegał. A to, czy się rzeczywiście pojawiał to już tylko kwestia wiary, bo dowodu nie macie. Świat jest pełen doniesień o ludziach, którzy się pojawiali w różnych miejscach, nawet jednocześnie, ale sama przyznasz, że nikt rozumny w to nie wierzy. > Sam wykazałeś, że istnieją rzeczy o ktorych nauka nic nie mówi jak np. tworzywo materii.Nigdy nie twierdziłem inaczej, ale to ci nadal nic nie daje. > Dobre . Przecież mówiąc o Tajemnicy mamy na myśli to, że nie mamy bladego pojęcia jak to jestDobrze, że to przyznajesz. Gorzej, jeżeli na podstawie tego braku pojęcia każe się ludziom żyć wg pewnych zasad i wierzyć w pewne rzeczy. > >Każdy dowód, który opiera się na metodzie naukowej, będzie dobry.> Tak się, składa, ze w prawach nie ma zdanej konieczności i co za tym idzie nauka logicznie patrząc niczego nie dowodzi.Uciekasz od tematu w sofistykę. Nauka dowodzi tak jak może, jak umiesz lepiej do dawaj, czekamy. > Naprawdę nie potrzeba do tego żadnej nauki aby bez trudu odkryć, że podczas Eucharystii nie dochodzi do zmiany chleba w ciało. Mimo to ludzie w to wierzyli.O takie stwierdzenie mi chodziło. > Dlaczego mamy przestac w to wierzyć. Czy dlatego, że dzisiaj znamy nazwę każdej cząstki elementranej? Może jestem tępa, ale nie mogę pojać co wyniki nauki mogą mieć wspólnego z wiara w to.Mają, chociażby to, że wiara ta wzięła się z niewiedzy właśnie (co nie było zawinione), a teraz przed tą wiedzą się absurdalnie broni (co już zawinione jest). Dla mnie plusem dla religii byłoby, gdyby się przyznała do pomyłki, błędu: "kiedyś w to wierzyliśmy, ale okazało się, że to bzdura, przykro nam". Nauka to potrafi, dlatego m.in. zasługuje na szacunek i zaufanie. > Pierwszy dowód. Sakramenty mają uzdrawiającą moc.Wreszcie coś ciekawego. Wiele rzeczy jednak ma moc uzdrawiającą, co nie czyni ich nadnaturalnymi. Wg mnie eksperyment nie wykazałby żadnych różnic statystycznie istotnych, aczkolwiek wiem, że dla wierzących nie byłby to żaden argument, bo zawsze znajdą jakieś wyjaśnienie ad hoc (np. Bóg nie pozwala się testować). > Ale gdyby np. zbadać wskaźnik rozwodów wśród małżeństw, w których oboje i mąż i żona chodzą do spowiedzi (chcą się zmienić) i do komunii to istnieje szansa, ze byłby on dużo mniejszy niż wśród innych małż.Istnieją dużo istotniejsze czynniki rozwodów, więc to nie argument (nawet gdyby było inaczej jak piszesz, nie będę powtarzał). > To jednak można wyjaśnić tym, że wierzących kusi szatan, a ateistów nie musi, bo oni już są w piekle.To się nazywa głupie myślenie. Wybacz Tereso, ale zwyczajnie teraz głupotę napisałaś. Mówią, że jeden ksiądz może zrobić więcej złego dla religii niż Stalin, coś w tym jest.. > Wystarczy udowodnić, że Bóg zstąpił na ziemię jako człowiekNo życzę powodzenia.. Syzyfie. No cóż, jeżeli masz coś do dodania, to poczytam. Ja już cel dyskusji osiągnąłem.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Możemy tak gadać miesiącami, ale jeżeli szanujesz swój czas to dokonaj jakiegoś postępu poznawczego.Jeszcze dla google. Zastanawiałam się jeszcze nad tym i przyszły mi do głowy dowody oparte na metodzie naukowej, ze w trakcie Eucharystii opłatek zmienia się w Ciało. Przyznam, ze mnie one jakoś słabo przekonują ... ale może oceń sam. Pierwszy dowód. Sakramenty mają uzdrawiającą moc. Żeby powyższą tezę udowodnić należałoby jakąś grupę wiernych należącą do jednego podzielić na dwie grupy. Wierni należący do pierwszej grupy przyjmowaliby opłatek, który nie był przemieniony nie wiedząc o tym, a wierni należący do drugiej grupy przyjmowaliby opłatek, który był przemieniony. Należałoby następnie sprawdzić czy postępowanie drugiej grupy wskazuje na to, ze są uzdrawiani, a pierwszej grupy, że nie są. Niestety taki eksperyment po pierwsze jest niemoralny a po drugie nawet, jeśli ktoś by się na niego zgodził (co nie nastąpi), to podobnie jak w zasadzie nieoznaczoności i tutaj sam pomiar może zaburzyć wyniki. Ale gdyby np. zbadać wskaźnik rozwodów wśród małżeństw, w których oboje i mąż i żona chodzą do spowiedzi (chcą się zmienić) i do komunii to istnieje szansa, ze byłby on dużo mniejszy niż wśród innych małż.. Co prawda były kiedyś wyniki na racjonaliście dotyczące liczby rozwodów w różnych Kościołach i niestety były one złe, ale mimo to wydaje się, ze w tej grupie byłoby lepiej. Wystarczyłoby zapytać rozwiedzionych czy na jakiś czas przed rozpadem związku jedno z małżonków nie praktykowało... Z drugiej strony niektórzy ateiści szczycą się tym, że to właśnie wśród ateistów jest mniej rozwodów. To jednak można wyjaśnić tym, że wierzących kusi szatan, a ateistów nie musi, bo oni już są w piekle. Jest tak dlatego, że nawet najlepszy ateista nie jest bez grzechu, a nie ma kto go rozgrzeszyć (to może zrobić tylko Bóg wtedy, gdy ateista przyjmie, że Bóg umarł za jego za grzechy i spłacił jego długi a to nie jest możliwe bez wiary). Niestety, więc z jednej strony wpływ szatana a z drugiej strony uzdrawiająca moc mogą się bilansować... Drugi . Wystarczy udowodnić, że Bóg zstąpił na ziemię jako człowiek wówczas wszystkie zdania wypowiedziane przez JCH jako Boga są prawdziwe na mocy autorytetu z pewnością przekraczającą nieskończenie wszelkie twierdzenia nauki. Tylko nie wiem jak można udowodnić fakt historyczny, ze w pewnej chwili i miejscu Bóg wcielił się w człowieka (wnioskowanie dedukcyjne raczej odpada, chociaż można próbować argumentować, ze Bóg który jest miłością nie mógł pozostawić ludzi samym sobie). Trzeci . Właściwie jedynym wyróżnikiem chrz. powinna być miłośc. Tylko jak to poznać czy ktos kocha? Można by pomyślęc, że w dzisiejszych czasach już najbardziej kochają się mniejszości seksualne, gdyż jednoczą się i sobie pomagają (robią fajne parady, itp.)... itd.. To na razie tyle.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>Z drugiej strony niektórzy ateiści szczycą się tym, że to właśnie wśród ateistów jest mniej rozwodów. To jednak można wyjaśnić tym, że wierzących kusi szatan, a ateistów nie musi, bo oni już są w piekle.
Chyba sam Szatan Ci podszepnął takie bzdury. Że też nie znalazłaś w sobie dość siły, aby powstrzymać się od ich wypisywania na forum.
Szkoda.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | M. Satanisław (499 punktów) | Jakie bzdury? Mądrze prawi - nie tylko jestem jako ateista już w piekle, ale z czeluści piekielnych sławię Szatana (patrz mój nick)
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | unknown (163 punktów) |
> Pierwszy dowód.> Sakramenty mają uzdrawiającą moc.> Żeby powyższą tezę udowodnić należałoby jakąś grupę wiernych należącą do jednego podzielić na dwie grupy. Wierni należący do pierwszej grupy przyjmowaliby opłatek, który nie był przemieniony nie wiedząc o tym, a wierni należący do drugiej grupy przyjmowaliby opłatek, który był przemieniony. Należałoby następnie sprawdzić czy postępowanie drugiej grupy wskazuje na to, ze są uzdrawiani, a pierwszej grupy, że nie są. Niestety taki eksperyment po pierwsze jest niemoralny a po drugie nawet, jeśli ktoś by się na niego zgodził (co nie nastąpi), to podobnie jak w zasadzie nieoznaczoności i tutaj sam pomiar może zaburzyć wyniki.Ja bym się zgodził wziąć udział w takich badaniach. Może jednak kiedyś podejmiesz się przeprowadzenia ich? > Z drugiej strony niektórzy ateiści szczycą się tym, że to właśnie wśród ateistów jest mniej rozwodów. To jednak można wyjaśnić tym, że wierzących kusi szatan, a ateistów nie musi, bo oni już są w piekle. Jest tak dlatego, że nawet najlepszy ateista nie jest bez grzechu, a nie ma kto go rozgrzeszyć (to może zrobić tylko Bóg wtedy, gdy ateista przyjmie, że Bóg umarł za jego za grzechy i spłacił jego długi a to nie jest możliwe bez wiary). Niestety, więc z jednej strony wpływ szatana a z drugiej strony uzdrawiająca moc mogą się bilansować...Pozdrowienia z piekła! Przyjmijmy, że Twój Bóg istnieje. To chyba on sądziłby, o tym gdzie człowiek spędzi wieczność, a nie Ty droga Tereso. A dla przykładu. Podświadomie przestrzegam systemu moralnego zawartego w Kazaniu na Górze, gdyż uważam go za uniwersalny system wartości. Niestety nie wierzę w Boga, bo nigdy o nim nie słyszałem. Ktoś taki też już znajduje się w piekle? > Drugi . Wystarczy udowodnić, że Bóg zstąpił na ziemię jako człowiek wówczas wszystkie zdania wypowiedziane przez JCH jako Boga są prawdziwe na mocy autorytetu z pewnością przekraczającą nieskończenie wszelkie twierdzenia nauki. Tylko nie wiem jak można udowodnić fakt historyczny, ze w pewnej chwili i miejscu Bóg wcielił się w człowieka (wnioskowanie dedukcyjne raczej odpada, chociaż można próbować argumentować, ze Bóg który jest miłością nie mógł pozostawić ludzi samym sobie).Mamy problem. Samo istnienie Chrystusa nie jest aż takie oczywiste. A Ty już piszesz, że historycy uznali Jego Boskość... > Trzeci . Właściwie jedynym wyróżnikiem chrz. powinna być miłośc. Tylko jak to poznać czy ktos kocha? Można by pomyślęc, że w dzisiejszych czasach już najbardziej kochają się mniejszości seksualne, gdyż jednoczą się i sobie pomagają (robią fajne parady, itp.)... itd..> To na razie tyle.  > To innym już kochać nie wolno? Nie wiedziałem, że jest to wartość zarezerwowana dla KrK.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | c. d. >>Zapytałam się czy obiekt może jakieś inne właściwości niedostępne fizyce. A Ty mi odpowiadasz, ze "dzisiejszej fizyce tak". No, ale mi chodziło o właściwości, które nigdy nie będą dostępne fizyce (ani dzisiejszej ani jutrzejszej). >Nie można tego wykluczyć, ale nie ma też powodu aby taki pogląd przyjmować. Jest to kwestia z definicji nierozstrzygalna, więc nie ma sensu o tym gadać.
A skąd wiesz, że jest nierozstrzygalna?? Poza tym ktoś kto to wyklucza popełnia błąd logiczny. To tak samo jakbym ja twierdziła, że nie ma sensu gadać o tym czy morze istnieje i że jest to nierozstrzygalne, bo idąc po kawałku na północ nie natknęłam się na jego ślady. Nikt nigdy nie udowodni, że cud nie jest możliwy. Nikt też nigdy nie udowodni, ze nie ma niczego poza przyrodą i że istnieje tylko jeden porządek przyrodniczy. Twoje rozumowanie nie wiąże się z żadną nauką ani żadnym dowodem.
>>Jeśli uważasz, że powinna być taka możliwość to albo zgłoś to pretensje do Boga albo udowodnij, ze Kościół powinien coś takiego twierdzić, mimo że nigdy tak nie twierdził. >To nie mój problem. Hipokryzja jest po stronie tych, co twierdzą, że opłatek jest ciałem.
Czy ktos poza Tobą tak twierdzi?
>>Jeśli sakrament pozostaje tajemnica dla wierzących to tym samym także pozostaje tajemnica dla niewierzących. >No właśnie, zawsze zasłaniacie się tajemnicą, bo NIC o Bogu tak na prawdę nie wiecie.
Może uznajemy tajemnicę, bo nie chcemy upraszczać na siłę?
>> Istnieją "dowody", że jest to prawdą, ale nie są to dowody "fizyczne". >To je podaj. "Dowody" mnie nie interesują, tylko normalnie weryfikowalne dowody.
To podaj proszę mi przykład takiego "normalnie weryfikowalnego" dowodu, bo jakoś mam obawy czy coś takiego w ogóle istnieje, to wtedy Ci podam dowód, co Ty na to?
|
|
| |  | | Fizyk (17637 punktów) | > Bo można sobie wyobrazić, że książka, która leży na moim stole jest w rzeczywistości np. skrzydłem anioła, a nie tylko "materią/energią" no, bo czymś musi być i żeby tak było wcale nie muszą zachodzić żadne reakcje chemiczne.
A ja tam myślę, że książka na moim stole jest książką, opłatek jest opłatkiem, a z ciała człowieka, który zmarł dwa tysiące lat temu już niewiele zostało. I machanie skrzydłem anioła jest tu na nic.
|
|
| | |  | | Daniel Piesto | Jak prowadzicie rozważania i głosicie myśli heretyckie, np.:Bóg jest w jednej osobie, to nie obrażacie uczuć religijnych !!!! Obrażacie Boga w Trójcy Jedynego. Termin uczucia religijne wywodzi się od praw człowieka, które, jak wiecie, mają więcej wspólnego z ateizmem i stawianiem człowieka pośrodku, niż z Bogiem i Jego prawami. Jezus uzdrawiał ludzi w szabat, pomimo, że w prawie żydowskim nie wolno było. Sam Jezus zatem obrażał uczucia religijne żydów. Powiedział też: "Do Boga dojdziecie tylko przeze Mnie"(mogłem coś przekręcić) czyli obraża uczucia religijne wszystkich innowierców, ateistów i ekumenistów. Ale mówi prawdę, a ona zawsze jest w przeciwieństwie do niezliczonych kłamstw. To szalone, że próbuję wyłożyć Wam te rzeczy, skoro jesteście racjonalistami, czyli uznajecie rozum jako jedyny instrument badawczy. Jednak nikt z Was nie jest w stanie uciec od wiary. Nawet rzeczy udowodnione na tym świecie przyjmujemy na wiarę: wszystko zbudowane jest z atomów, ale o tym wie garstka naukowców, reszta im wierzy (ja też), wydarzenia historyczne - czytamy książki, oglądamy mapy, ale Nas tam nie było. Trudno nie dać wiary temu, że była II WŚ ale bez wiary to nic nie ma. Skrajny sceptycyzm. Do walki z myślą sceptyków polecam św.Augustyna.
|
|
| | | |  | | google | A ja dla sensowniejszych wypowiedzi polecam studia na kierunku ścisłym..
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|