Racjonalista - Strona głównaDo treści
"Nie trzeba jej rozumieć, trzeba ją znać!"

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
25-08-2011 05:40neurosurgery (2484 punktów)"Nie trzeba jej rozumieć, trzeba ją znać!"
Ocena 17 na 17
Witam!

Słowa w tytule wątku to wypowiedź mojej matematyczki z liceum o definicji. Była ona nauczycielką tzw. "starej daty". Nie potrafiła zrozumieć, że ktoś chce zrozumieć a nie wykuć. Nie potrafiła także zrozumieć, że inna opinia i inny sposób rozwiązania mogą mieć wartość. A dlaczego o niej wspominam? Ano dlatego, że tak widzę obecnie polskie szkolnictwo. Przepełnione informacjami i "nowatorskimi" programami nauczania.

Zacznę od przedszkola. Tam dzieją się rzeczy niespotykane! Okazuje się, że dzieci nie mogą być uczone liczenia. Trzeba tylko malować, lepić bałwanki z plasteliny i śpiewać. Chcesz, żeby Twoje dziecko umiało liczyć w zakresie do 20 w wieku 6 lat? Nic z tego! No tak, cóż miałyby "do roboty" panie z klas 1-3, gdyby dzieciaki wyszły z przedszkola z tak oszałamiającą wiedzą? Pomijam już chory pomysł "6-latki do szkół", gdy zdecydowana większość placówek jest do takiego zabiegu kompletnie nieprzystosowana. Przeszliśmy w ten sposób do szkoły podstawowej. Czego nauczy się nasze dziecko w klasach 1-3? Ano tego, czego w przedszkolu zabroniono. Liczenia i pisania! Dziecko ma już 10 lat i potrafi sprawnie liczyć do 100. Czyż to nie jest warte 3 lat edukacji? Tutaj nijak się mają moje słowa o przesycie informacji, ale nie dajcie się zwieść! Klasy 4-6 szkoły podstawowej i 1-3 gimnazjum to największy edukacyjny niewypał. W programie nauczania można znaleźć absolutnie wszystko o wszystkim i to dwa razy! Historia prześwietlana od dinozaurów aż do Wałęsy jest obecna w obu placówkach. W podstawówce mamy ogólne ogóły, a w gimnazjum ogóły. A jak sprawnie to działa? Tak, że 80% uczniów nie wie w którym roku wybuchła I wojna światowa. Zakuć/ściągnąć, zdać i zapomnieć. Tylko to się liczy. A jak tam w liceum? Tak samo, tylko spotęgowane do sześcianu! Od nowa zaczynamy maraton: dinozaury - Wałęsa, ułamki też nie zaszkodzą od nowa. Jakże przydatne wszystkim PO i Wiedza do życia w rodzinie... Twoje dziecko poszło na biol-chem, bo aspiruje do bycia lekarzem? Cieszysz się, że pilnie się uczy przez wiele godzin - na pewno się dostanie! Zaraz, a czego się uczy? Kolejny raz Mieszko i Dobrawa, różnice czasu na geografii, kreatywne zaliczanie map oraz budowa pistoletu na PO. Przychodzi maj, klasa trzecia - matura. Drogie dziecko tyle siedziało w tych książkach, musi się dostać! Rzeczywistość jednak okazała się być okrutna. Pytasz co poszło nie tak? Może Twoje dziecko jest po prostu zbyt głupie na medycynę? Czasami tak bywa, ale w większości przypadków osoby, które są ambitne, zaprzątają sobie głowę niepotrzebnymi informacjami. Do tego należy wspomnieć o kadrze nauczycielskiej. Nie piszę tutaj o naprawdę dobrych nauczycielach, gdyż jest to margines. Są dwie główne kategorie obecnych nauczycieli: emerytowane "zakute łby" i nowy narybek po tzw. nowej maturze. Ci pierwsi wszystko na blachę, a ci drudzy wszystko z książki. Jak wygląda przykładowa ścieżka edukacyjna takiego nauczyciela? Ambicje w liceum, słaba matura, pójście na kierunek "mało oblegany" i nauczyciel. Czy naprawdę chcemy, żeby osoba nie radząca sobie w liceum weryfikowała wiedzę innych licealistów?

Jaki sens ma powtarzanie w kółko tego samego przez 12 lat? Czy doczekam się kiedyś reformy, która zobliguje szkoły do zagwarantowania uczniom normalnego wymiaru godzin z przedmiotów rozszerzonych? Czy wreszcie uczeń będzie mógł wybrać nie 12 przedmiotów, ale 6? Dlaczego w Polsce każdy chce nauczyć wszystkiego i to w beznadziejny sposób? Jaki sukces osiągnęła polska myśl edukacyjna? Sądząc po rankingach światowych uczelni - żaden. A co Wam się nie podoba w polskiej edukacji? Co byście zmienili? Zapraszam do dyskusji!
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Nataniel (-28 punktów)
Myślę, że brakuje Tobie kompetencji, aby oceniać dzisiejszy system nauczania - zaznaczam, że nie jestem jego zwolennikiem, oraz że nie uważam się za bardziej kompetentnego. Na ten temat czytałem co nieco.)
Aby to udowodnić, przedstawię pewien przykład:
Naucz się dwudziestu słówek z angielskiego - podczas nauki wyobrażaj sobie desygnat każdego wyrazu, którego się uczysz. Na koniec powtórz wszystko (ufam, że nie sprawi to Tobie problemu).
Okey - teraz zaproponuj to samo dziesięciolatkowi (przysporzy mu to znacznie więcej trudności aniżeli Tobie - wiem, bo sprawdzałem na swojej młodszej siostrze, ale ona lubi takie zabawy).
Poza tym, każdy posiada inny typ inteligencji - co właśnie przekonuje mnie o błędzie zawartym we współczesnym systemie nauczania. Polecam artykuł na ten temat w Wikipedii:
pl.wikipedia.org/wiki/Inteligencja_wieloraka.
Tak więc dochodzimy do wniosku, że nie tak łatwo jest ustalić jeden, uniwersalny, niezawodny system nauczania. Mierzi jednak zrównywanie jednostek wybitnych z półgłówkami, czy opóźnionymi w rozwoju - tak, wiem. Okazuje się, że w tej sytuacji dla urodzonego geniusza rozwiązań jest kilka: może dokształcać się na własną rękę (nie od dzisiaj wiadomo, że program nauczania nie przygotuje nas do życia), aby przejść szybciej z klasy do klasy, lub wybrać naukę eksternistyczną.
Zdaję sobie sprawę z tego, że ja również nie znalazłem rozwiązania - zapewne powodem jest moja ignorancja w tej dziedzinie. Jednakże myślę, że w.w. kładzie trochę światła na tę sprawę.
25-08-2011 10:09 
 Ocena 6 na 6
lilith6 (179 punktów)
>Myślę, że brakuje Tobie kompetencji, aby oceniać dzisiejszy system nauczania - zaznaczam, że nie jestem jego zwolennikiem, oraz że nie uważam się za bardziej kompetentnego. Na ten temat czytałem co nieco.)>
Czy polski system edukacji mogą oceniać tylko nauczyciele, dyrektorzy szkół, ludzie zasiadający w komisji OKE itp. ? To tak samo jakby na polityków mogli głosować tylko politycy, bo wyborcy się nie znają i nie mają wystarczających kompetencji by iść do urn... Zastanów się co piszesz.

>Naucz się dwudziestu słówek z angielskiego - podczas nauki wyobrażaj sobie desygnat każdego wyrazu, którego się uczysz. Na koniec powtórz wszystko (ufam, że nie sprawi to Tobie problemu).
>Okey - teraz zaproponuj to samo dziesięciolatkowi (przysporzy mu to znacznie więcej trudności aniżeli Tobie - wiem, bo sprawdzałem na swojej młodszej siostrze, ale ona lubi takie zabawy).>
Od kiedy nauczenie się dwudziestu słówek z angielskiego to problem dla dziesięciolatka?
Rozumiem 100, ale nie 20 na litość boską, no chyba że jest troszkę opóźniony w rozwoju...
I po co komu jakieś desygnaty, przy nauce wszystkich czasowników nieregularnych z angielskiego też ma je sobie po kolei wyobrażać?

Najbardziej przerażający jest zakaz nauki w przedszkolach. To pomysł tak absurdalny, że gdy myślę o tym dłużej niż 30 sekund urywa mi się film. Co to za potwór to wymyślił? Interesująca jest również wprowadzana praktycznie co roku nowa podstawa programowa. Polega ona na tym, że zmieniana jest okładka podręcznika, wprowadzane są nowe obrazki i trochę poprzestawiane są strony. Treść jest właściwie ta sama, czasami usuwają trochę materiału. Podręcznik jest cieńszy, ale za to droższy. Cel? Żeby dzieci i młodzież nie mogły od siebie odkupować podręczników, bo przecież wydawnictwa też muszą zarobić.

Och, byłabym zapomniała przecież ja jestem zwykłym śmiertelnikiem, a nie Katarzyną Hall czy inna ważną i znaczącą personą, a więc nie mogę oceniać ani tym bardziej krytykować polskiego systemu edukacji. Tak więc mój post i założyciela tego tematu (pewnie też nie jest ważną osobistością pracującą nad "polepszaniem" edukacji, ale mogę się mylić) powinny zostać usunięte
Nataniel (-28 punktów)
>>Myślę, że brakuje Tobie kompetencji, aby oceniać dzisiejszy system nauczania - zaznaczam, że nie jestem jego zwolennikiem, oraz że nie uważam się za bardziej kompetentnego. Na ten temat czytałem co nieco.)>Czy polski system edukacji mogą oceniać tylko nauczyciele, dyrektorzy szkół, ludzie zasiadający w komisji OKE itp. ? To tak samo jakby na polityków mogli głosować tylko politycy, bo wyborcy się nie znają i nie mają wystarczających kompetencji by iść do urn... Zastanów się co piszesz.
>>Naucz się dwudziestu słówek z angielskiego - podczas nauki wyobrażaj sobie desygnat każdego wyrazu, którego się uczysz. Na koniec powtórz wszystko (ufam, że nie sprawi to Tobie problemu).
>>Okey - teraz zaproponuj to samo dziesięciolatkowi (przysporzy mu to znacznie więcej trudności aniżeli Tobie - wiem, bo sprawdzałem na swojej młodszej siostrze, ale ona lubi takie zabawy).>Od kiedy nauczenie się dwudziestu słówek z angielskiego to problem dla dziesięciolatka?
>Rozumiem 100, ale nie 20 na litość boską, no chyba że jest troszkę opóźniony w rozwoju...

Nie lubię cytować, ale to wyjątek: nie chodzi o problem - chodzi o ilość czasu niezbędną do nauki. Spróbuj zmusić gówniarza do zrobienia postępów, jakie robi ekstern-geniusz.
Nie chodzi o opóźnienie - ludzie różnią się ilorazem inteligencji i prędkością, z jaką się rozwijają. Ocenianie systemu edukacji na podstawie własnych zdolności do nabywania wiedzy jest bardzo samolubne.
Nie uważam się (bo na pewno nie jestem) za osobę kompetentną do oceny systemu edukacji - mnie również mierzi idiotyzm reformatorów, którzy sprawili, że dzisiejsi gimnazjaliści są na poziomie czwartej klasy podstawówki (chociaż za cholerę nie uwierzę, że to jedynie wina systemu edukacji). Zmienia się kultura, zmienia się podejście do życia - może dzieciakom bardziej się folguje.... (nie jestem pewien, jak się do tego ustosunkować. Brak mi wiedzy na ten temat).
25-08-2011 21:29 
 Ocena 2 na 2
neurosurgery (2484 punktów)
>Myślę, że brakuje Tobie kompetencji, aby oceniać dzisiejszy system nauczania

To tak jakbyś poszedł do fryzjera i nie mógłbyś wyrazić się negatywnie o zrobionej przez niego fryzurze, bo nie jesteś w tym fachu wykwalifikowany. Byłem uczniem, byłem oceniany przez ten system, więc mam prawo do jego oceny. Pozdrawiam!
Nataniel (-28 punktów)
>>Myślę, że brakuje Tobie kompetencji, aby oceniać dzisiejszy system nauczania
>To tak jakbyś poszedł do fryzjera i nie mógłbyś wyrazić się negatywnie o zrobionej przez niego fryzurze, bo nie jesteś w tym fachu wykwalifikowany. Byłem uczniem, byłem oceniany przez ten system, więc mam prawo do jego oceny. Pozdrawiam!
>

Przepraszam, masz słuszność. Wyrażać opinię wolno każdemu na każdy temat.
Bardzo dobrze sformułowałeś porównanie - bo ocenić negatywnie pracę fryzjera możesz, ale nie będziesz lepiej od niego wiedział. Kiedy idziesz do ortodonty, który zakłada Tobie aparat, możesz sobie wybrać "ozdobne gumki", ale możliwości ingerowania w metodę leczenia zębów masz już ograniczone, czyż nie?
Również pozdrawiam.
29-08-2011 12:47 
 Ocena 2 na 2
neurosurgery (2484 punktów)
>Bardzo dobrze sformułowałeś porównanie - bo ocenić negatywnie pracę fryzjera możesz, ale nie będziesz lepiej od niego wiedział.

Jeżeli mi zrobi irokez a ja będę chciał mieć dredy? Też będzie wiedział lepiej?

>Kiedy idziesz do ortodonty, który zakłada Tobie aparat, możesz sobie wybrać "ozdobne gumki", ale możliwości ingerowania w metodę leczenia zębów masz już ograniczone, czyż nie?

Tyle tylko, że proces zakładania aparatu jest Ci dobrze znany i wiesz "co się kroi". SAM się na ten zabieg DECYDUJESZ. Uczestnicząc natomiast w polskim systemie edukacyjnym nie wiesz czego masz się spodziewać i nie masz żadnego wyboru - ani w kwestii przedmiotów, ani w kwestii ilości godzin.
setarkos (10757 punktów)
>Zacznę od przedszkola. Tam dzieją się rzeczy niespotykane! Okazuje się, że dzieci nie mogą być uczone liczenia.
Trudno się oprzeć wrażeniu, że programy nauczania unikają rozwoju umysłowego dzieci.
Niestety wygląda to na celowe zaniżanie poziomu w szkołach powszechnych (wiadomo mi z wiarygodnych źródeł, że idą zalecenia z góry faworyzujące szkolnictwo prywatne/komercyjne).
Można zrozumieć, że kształci się raczej przyszłych pracowników niż szefów czy właścicieli - dlaczego ich jednak ogłupiać, czyżby z obaw podszytych słabością intelektualną dzisiejszych tzw. elit?

[Wg mnie naukę matematyki powinno się rozpoczynać od funkcji wykładniczej (będącej podstawą zapisu liczb) i logarytmów (które tłumaczą wielocyfrowość i w 'fajny' sposób zmieniają mnożenie w dodawanie) - dzieci łatwiej zrozumieją 1018 niż nadużywane w anglosaskich programach popularnych "milion milionów milionów".]

P.S.
Poruszasz rzecz ważną - "takie rzeczypospolite będą jakie jej młodzieży chowanie" - może dużo w tym patosu, ale i racji wiele.
Ag-nes (2295 punktów)
>A co Wam się nie podoba w polskiej edukacji? Co byście
>zmienili? Zapraszam do dyskusji!
   Wiem, że na razie to nierealne, ale ja zaczęłabym od wywalenia ze szkół religii.
Te dwie godziny bzdur przez cały okres edukacji to ogromne marnotrawstwo. Jedną z tych godzin można by przeznaczyć na dodatkową matematykę, a drugą na dodatkową godzinę np: języka obcego. Po takiej zmianie, za kilkanaście lat na pewno zauważylibyśmy efekty w wykształceniu uczniów.
   Nie bez znaczenia są też inwestycje w bazę edukacyjną, to jak wygląda większość szkół i jakie jest w nich wyposażenie, nie wspomaga procesu nauczania, a powinno.
   Zmieniłabym też skalę ocen, wprowadziłabym połówki. Nie byłoby już takich problemów przy wystawianiu ocen końcowych i nagminnego "podciągania" ich.
   A na końcową ocenę danego etapu edukacji powinna mieć wpływ średnia z poszczególnych lat + egzamin końcowy. Gimnazja i licea nie byłyby już postrzegane jako szkoły przygotowujące tylko do testów końcowych.
anhella (110 punktów)
>Wiem, że na razie to nierealne, ale ja zaczęłabym od wywalenia ze szkół religii.
>Te dwie godziny bzdur przez cały okres edukacji to ogromne marnotrawstwo. Jedną z tych godzin można by przeznaczyć na dodatkową matematykę, a drugą na dodatkową godzinę np: języka obcego. Po takiej zmianie, za kilkanaście lat na pewno zauważylibyśmy efekty w wykształceniu uczniów.

Z puli przedmiotów można też usunąć po, wok (lepiej przekazywaną przez polonistów i historyków) itp., wos ograniczyć do liceum, a także umożliwić przeznaczenie tych godzin na wybrany jeden z 2 lub na 3 język obcy (większość szkół ma nauczycieli do 3, niektóre do 4 języków).

>   Zmieniłabym też skalę ocen, wprowadziłabym połówki. Nie byłoby już takich problemów przy wystawianiu ocen końcowych i nagminnego "podciągania" ich.

Nauczyciele akademiccy też podciągają oceny
Pa1ryk (1539 punktów)
Witam!
Jestem nowym forumowiczem ale dyskusję śledzę już od dłuższego czasu.

Mnie w przedszkolu uczono pisać i liczyć i myślę, że zakaz jaki teraz obowiązuje tak jak całe nauczanie zintegrowane to kuriozum. Co do uczenia wszystkiego po trochu to myślę, że w podstawówce ma to sens- każdy powinien mieć chociaż podstawową wiedzę z każdej dziedziny. Jednak w gimnazjum powinno się skupić na rozszerzeniu już zdobytej wiedzy a nie powtarzaniu tego samego. Historia od dinozaurów aż do Wałęsy to chyba największy bubel gdyż wiem z doświadczenia, że gdzieś koło przyczyn I wojny światowej jest koniec roku szkolnego i większość maturzystów na kierunkach ścisłych o II wojnie wie tyle, że była. Myślę że przynajmniej w liceum historii powinno się uczyć głównie polskiej.
Ale to jeszcze nic przy kierunkach rozszerzonych w liceum gdzie będąc na mat-fiz miałem 4 godziny matematyki i 5 godzin polskiego w tygodniu. W dodatku wszyscy narzekają na maturę z matematyki mimo że aby ją zdać wystarczy mieć wiedzę z gimnazjum + umiejętność czytania z karty wzorów. Najlepsze na koniec: matura ustna z polskiego którą 75% mojej klasy kupiła. I jak tu wyjść na ludzi skoro już w szkole widać że najbardziej opłaca się cwaniactwo.
O studiach nie mam siły pisać. Przepraszam za błędy składniowe, nie jestem humanistą.
25-08-2011 17:43 
 Ocena 2 na 2
neurosurgery (2484 punktów)
>Mnie w przedszkolu uczono pisać i liczyć

Mi też się to udało żyć w tej złotej erze, gdzie na ścianach wisiały cyferki. Zapomniałem dodać o języku polskim i o bałaganie wywołanym niespójnym kanonem lektur. Ileż to już razy był płacz uczniów, że ta lektura na maturze była a my jej nie przerabialiśmy? Przecież to loteria... Hm, chyba wszystko w naszej edukacji działa na zasadzie "jak się uda". Tusk wspominał, że będziemy brali przykład z najlepszych uniwersytetów USA! Ten to jednak jest marzycielem...
laurelin (3 punktów)
Przeżyłam system 6+3+3 i wcale nie uważam go za coś dobrego. Do gimnazjum schodzi się dziatwa ze wszytskich okolicznych szkół - nie ma co się dziwić, że nauczyciele zaczynają program od nowa, różnice między szkołami potrafią być kolosalne. Tak samo w liceum.

Z drugiej strony obserwując szkoły w okolicznych miastach, myślę, że problem nie dotyczy tylko systemu nauczania, a przede wszystkim nauczycieli.
W małych miejscowościach, by mieć "ładną" średnią wystarczy, że mama koleguje się z koleżanką nauczycielki (bądź innego pracownika szkoły). Ta nie postawi uczniowi mniej niż 3 bo "nie wypada przecież". A i prościej jest zająć klasę wymyślaniem układu tanecznego na następną akademię, puścić film, cokolwiek, niż wykładać (de facto, do lekcji nauczycielowi wypada się przygotować).
Nie twierdzę, że tak jest wszędzie. Tak jest w mojej okolicy (dolny koniec polski) i na tej podstawie oceniam.

Co do nauki wszystkigo i niczego - we wczesnych latach system jest bardzo dobry, przecież dziecko nie od razu ma wykreowane marzenia.
Końcem liceum powinno się już zadecydować i uczyć tylko w tym kierunku (a nie pięćdziesięciu innych niepotrzebnych pierdół).

I wymyślono już spraqwiedliwsze oceny. W szkole, którą kończyłam obowiązywał system puntków 0-10, który potem skalowało się odpowiednio na oceny 1-6.
TriDzej2 (869 punktów)
>Jaki sens ma powtarzanie w kółko tego samego przez 12 lat?

Dzięki temu nauczyciele wszystkich przedmiotów mają zapewnioną pracę.

>Czy doczekam się kiedyś reformy, która zobliguje szkoły do zagwarantowania uczniom normalnego wymiaru godzin z przedmiotów rozszerzonych?

Nie. Póki edukacja w 100% zależy od Monopolisty Edukacji Narodowej, to wszędzie sytuacja będzie szyta na miarę tych pasożytów, a nie ludzi, którzy faktycznie zajmują się edukacją i mają bezpośredni kontakt z uczniami.

>Czy wreszcie uczeń będzie mógł wybrać nie 12 przedmiotów, ale 6?

Nie, to byłoby ograniczanie jego możliwości...

>Dlaczego w Polsce każdy chce nauczyć wszystkiego i to w beznadziejny sposób?

Bo pojęcie edukacji "ogólnej" zostało zrozumiane nazbyt dosłownie.

>Jaki sukces osiągnęła polska myśl edukacyjna?

Żaden bo nie ma osiągać żadnych celów. Ma tylko kształcić i edukować, nieważne czy dobrze czy źle, byle zgodnie ze "standardami".
Południca (110 punktów)
Świetnie Cię rozumiem. Zwłaszcza, że jestem jeszcze w szkole średniej. Liceum profilowane, przedmiotów osiemnaście, po 7-12 godzin dziennie

Czy nauczyłam się czegoś nowego? Z przedmiotów ogólnych okrągłe zero, nic. Cofam się totalnie, biorę od podstawówki jeden i ten sam materiał. Ileż można się uczyć o ułamkach, albo o tym, jakim wspaniałym krokiem był chrzest Polski?! Co więcej, siostrzenica z 6 klasy podstawówki wie więcej ode mnie. Dlaczego? Wychodzę z założenia, że jeżeli nie uczymy się niczego nowego, stoimy (teoretycznie) w miejscu to nasza wiedza się cofa...

Mniejsza z programem nauczania! Weźmy pod lupę materiał do przyswojenia... Wszystko jest niezmiernie ciekawe, ale mnie naprawdę nie interesuje (nadmieniona już wcześniej) budowa broni, albo tłumaczenie czym jest rodzina na lekcji WOSSu (co chyba powinno być w podstawówce). Jeżeli jestem w szkole średniej, wybieram kierunek to naprawdę nie mogę zrozumieć po co mi połowa przedmiotów nie związana z moim profilem.

Dodatkowo liczba godzin spędzonych w szkole jest troszkę horrendalna. Zwłaszcza mój wtorek kiedy siedziałam od godziny 8-20:30 na zajęciach. Plus materiał do przyswojenia na każdy następny dzień.

W zasadzie to nawet nie wiem po co. Przecież i tak wymagają całkiem innych rzeczy na maturze...
Hrihorij (1723 punktów)
Jako czynny nauczyciel - geograf i biolog (mam nadzieję, że nie zaliczany do betonu)mam kilka pomysłów i przemyśleń.

1. Im więcej nauczycieli poprzez zaangażowanie i sposób przekazywania wiedzy nie będzie uczniów zniechęcać do nauki, tym uczniowie będą chętniej tę wiedzę przyswajać.

2. Nie podoba mi się suchy, naukowy język podręczników. Coraz bardziej żałuję, że kilka lat temu odrzuciłem propozycję jednego z wydawnictw napisania podręcznika do geografii.

3. Szkoda, że egzamin po podstawówce nie jest różnicujący i nie wpływa na przyjęcie ucznia do danego gimnazjum i klasy.

4. Ustawowy obowiązek nauki do 18 roku dla osób, które sobie tego nie życzą budzi ich frustrację i agresję

5. W gimnazjum i liceum pokombinowałbym coś z informatyką. Podstawy spokojnie można opanować w podstawówce a dalej pobawmy się z grafiką komputerową, może obróbka dźwięku?

6. Wywalić religię ze szkoły i ograniczyć wf. Zaoszczędzone godziny dać innym nauczycielom, bo 45 min tygodniowo (faktycznie ok 30) na geografię, biologię, fizykę czy chemię to trochę mało.

7. Zróbmy jakiś egzamin selekcyjny dla nauczycieli i odsuńmy jak najwięcej niekompetentnych od nauczania (niedawno wyhaczyłem na konferencji geografkę, która nie widzi różnicy między astronomią i astrologią, a moja była opiekunka stażu kompletnie nie rozumiała idei replikacji DNA).
25-08-2011 23:59 
 Ocena 2 na 2
neurosurgery (2484 punktów)
>1. Im więcej nauczycieli poprzez zaangażowanie i sposób przekazywania wiedzy nie będzie uczniów zniechęcać do nauki, tym uczniowie będą chętniej tę wiedzę przyswajać.

Miałem przyjemność pracować ze świetnym biologiem. To dzięki niemu, w dużej mierze, stałem się ateistą. Zawsze chętnie słucha się kogoś, kto potrafi uzasadnić to o czym mówi.

>2. Nie podoba mi się suchy, naukowy język podręczników. Coraz bardziej żałuję, że kilka lat temu odrzuciłem propozycję jednego z wydawnictw napisania podręcznika do geografii.

Suchy język to pół biedy, gorzej z treścią. Wystarczy rzucić okiem na podręczniki do chemii (np. Operon), przerobić je od deski do deski i napisać maturę z chemii, np. tą z tego roku. Nie jest możliwe znalezienie w tych podręcznikach odpowiedzi na zadania maturalne. Teraz jest multum wydawnictw a każde zamieszcza to co chce. Trzeba w takim razie kupić 5 kompletów podręczników?

>3. Szkoda, że egzamin po podstawówce nie jest różnicujący i nie wpływa na przyjęcie ucznia do danego gimnazjum i klasy.

Na wsiach jest tak, że każdego wita się z otwartymi rękami bo naboru brak.

>4. Ustawowy obowiązek nauki do 18 roku dla osób, które sobie tego nie życzą budzi ich frustrację i agresję

To fakt, nic na siłę.

>5. W gimnazjum i liceum pokombinowałbym coś z informatyką. Podstawy spokojnie można opanować w podstawówce a dalej pobawmy się z grafiką komputerową, może obróbka dźwięku?

Kto miałby tego uczyć? Informatycy po podyplomówkach, którzy "uczą" po 4 przedmioty?

>6. Wywalić religię ze szkoły i ograniczyć wf. Zaoszczędzone godziny dać innym nauczycielom, bo 45 min tygodniowo (faktycznie ok 30) na geografię, biologię, fizykę czy chemię to trochę mało.

4 h WF-u. Po co to komu?

>7. Zróbmy jakiś egzamin selekcyjny dla nauczycieli i odsuńmy jak najwięcej niekompetentnych od nauczania (niedawno wyhaczyłem na konferencji geografkę, która nie widzi różnicy między astronomią i astrologią, a moja była opiekunka stażu kompletnie nie rozumiała idei replikacji DNA).

Tak jak wspominałem, nauczyciele z nowego nurtu "nigdzie się nie dostałem, nauczycielem zostałem".
Paweł Rek (rexus) (2343 punktów)
W geście protestu przeciw reżymowym zasadom w systemie edukacji, zacząłem 5 szkół i żadnej nie ukończyłem.

Gdy zostanę ministrem edukacji zrobię taki misz masz w tym betonie, że nauczyciele wyemigrują do Argentyny.
Ten system nie uczy myślenia tylko powtarzania. To fabryki roboli, zamiast twórczych ludzi. Niektóre zdolne dzieciaki zdychają z nudów na lekcjach, mój brat potrafił już w czasie wakacji opanować cały roczny materiał z historii, więc olewał chodzenie do szkoły, ja robiłem tak samo i mnie wyrzucano na zasadzie nieklasyfikowany.
neurosurgery (2484 punktów)
>olewał chodzenie do szkoły, ja robiłem tak samo i mnie wyrzucano na zasadzie nieklasyfikowany.

Mi niewiele brakło do bycia nieklasyfikowanym z WOSu i matematyki.
25-08-2011 23:42 
 Ocena 3 na 3
Hrihorij (1723 punktów)
>W geście protestu przeciw reżymowym zasadom w systemie edukacji, zacząłem 5 szkół i żadnej nie ukończyłem.
>Gdy zostanę ministrem edukacji zrobię taki misz masz w tym betonie, że nauczyciele wyemigrują do Argentyny.
>Ten system nie uczy myślenia tylko powtarzania. To fabryki roboli, zamiast twórczych ludzi. Niektóre zdolne dzieciaki zdychają z nudów na lekcjach, mój brat potrafił już w czasie wakacji opanować cały roczny materiał z historii, więc olewał chodzenie do szkoły, ja robiłem tak samo i mnie wyrzucano na zasadzie nieklasyfikowany.

Jak ktoś kiedyś zauważył "szkoła jest dla przystosowanych".
Często zdolnych a nieprzystosowanych system brutalnie eliminuje.
Też mnie nachodzą myśli aby ten system rozwalić i zrobić wszystko po nowemu. Czasami jak widzę, że uczeń ma pasję i zainteresowania (np. pisze wiersze, gra w teatrze amatorskim) to mu trochę odpuszczam aby miał więcej czasu na swoje zajęcia i wnerwia mnie, że potem dostaję burę od szefostwa bo na sprawdzianie zewnętrznym lub pomiarze dydaktycznym delikwent słabo wypadł. Mam taką deprymującą świadomość, że jak przycisnę, to może coś i wycisnę ale jakim kosztem!
neurosurgery (2484 punktów)
>Mam taką deprymującą świadomość, że jak przycisnę, to może coś i wycisnę ale jakim kosztem!

Wszystko w obecnych szkołach opiera się na wyrzeczeniach. Nawet trzeba się wyrzec drukowanych sprawdzianów na poczet oszczędności. Toner to przecież luksus!
-jad- (18783 punktów)
>Witam!
>Słowa w tytule wątku to wypowiedź mojej matematyczki z liceum o definicji. Była ona nauczycielką
>tzw. "starej daty". Nie potrafiła zrozumieć, że ktoś chce zrozumieć a nie wykuć. Nie potrafiła także
>zrozumieć, że inna opinia i inny sposób rozwiązania mogą mieć wartość. A dlaczego o niej wspominam?
>Ano dlatego, że tak widzę obecnie polskie szkolnictwo.

Zastanawiam się na ile jest to wina szkolnictwa a na ile ludzkiej mentalności w ogóle. Rozmawiając z wieloma ludźmi często widzę, że zrozumienie to nie jest coś na czym aż tak bardzo im zależy. Bywa, że ktoś chcąc rozwiązać jakiś swój problem tu i teraz cieszy się, że mogę zrobić to za niego ale tłumaczenie, jak do rozwiązania doszedłem, które może się przecież przydać w przyszłości, mało kogo tak naprawdę interesuje. Najwyżej znów kogoś zawoła :/

>Chcesz, żeby Twoje dziecko umiało liczyć w zakresie do 20 w wieku 6 lat? Nic z tego!

Wystarczy je tego samemu nauczyć Siebie trzeba natomiast nauczyć tego, że za swoje dziecko jest się samemu najbardziej odpowiedzialnym. Nie można w całości polegać na systemie edukacji, któremu tak wiele ma się do zarzucenia. Jego bolączki można tłumaczyć na różne sposoby ale dla własnego niedbalstwa przekonujących tłumaczeń jest bardzo niewiele.

>Dlaczego w Polsce każdy chce
>nauczyć wszystkiego i to w beznadziejny sposób?

Dobrze jest nauczyć się wszystkiego. Dobrze jest móc to powiedzieć, gdy już się nie pamięta, ile wysiłku to kosztuje


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
Scarabaeus (2198 punktów)
A co Wam się nie podoba w polskiej edukacji? Co byście
>zmienili? Zapraszam do dyskusji!

Właściwie wszystko.

W erze informatyki nauczamy dzieci przy wykorzystaniu dziewiętnastowiecznej techniki. Nie rozumiem dlaczego całkowicie nie bierze się pod uwagę możliwości jakie daje internet.
Nauczanie w stylu "co autor wiersza miał na myśli" w czasach gdy przeprowadzenie rozmowy na żywo z znanym współczesnym pisarzem jest banalnie proste, zakrawa na absurd. Ograniczanie współpracy dzieci tylko do obrębu klasy, gdy dzięki internetowi możliwości są nieporównywalnie większe. Odrabianie zadań w "ćwiczeniach", pisanie sprawdzianów na kartkach po-kserowanych przez nauczyciela, gdy można to wszystko sprawniej i wydajniej zorganizować używając komputerów. Można by tych zalet wymieniać bez liku.
I to wszystko tylko dlatego, że my (piszę o swoich rówieśnikach) nie uczyliśmy się z komputerów i dla większości komputer to zło. Tłumaczenie, że nie ma na to pieniędzy dowodzi tylko tego, że osoby tak twierdzące nie mają pojęcia o czym mówią.
brzezińska43 (1294 punktów)
Zgadzam się ze wszystkim, co Autorze, napisaleś.Polski system oświatowy nazwać można żywą skamieliną, nie dość, że nie uczy, to jeszcze oglupia - czego najlepszym przykladem jest historia, której zadaniem nie jest nauczenie jej a raczej patriotyczne wychowanie, mnożące manifestantów z pochodniami.Jednak, by zmienić tok nauczania należaloby też pożegnać się z mitem tzw. równych szans.Klasy 1 - 3 winny slużyć nie tylko innemu nauczaniu, ale i klasyfikowaniu uczniów po to, by mniej zdolni czy leniwi znależli się w toku nauczania mniej intensywnego i kończącego się co najwyżej zawodówką. Zdolni i pracowici mięliby wówczas szansę intensywniejszego wykorzystania ich możliwości.Dość już marnowania talentów przez szkoly wszystkich szczebli.Szkoly wyższe mialyby wówczas odpowiedni material i nie tracily czasu na uczenie wyrównawcze.To z kolei uczyniloby ich absolwentów poszukiwanymi fachowcami i sytuowalo szkolnictwo wyższe wśród najlepszych w Europie. Taki system mają Niemcy i doskonale się sprawdza.
finerbijk (17282 punktów)
Zły system, złe szkoły, źli nauczyciele, źli uczniowie, złe podręczniki, zły tok nauczania, złe woźne, wszystko złe
Po co tutaj w ogóle obowiązek szkolny? To jakiś socjalistyczny zabobon, że każdy musi umieć czytać i pisać, kiedy pracują sprzątaczki z wyższym. Szkoda czasu i pieniędzy na naukę, jeśli u kogoś chęci brak.
Głąbiński (3538 punktów)
>... A co Wam się nie podoba w polskiej edukacji? Co byście zmienili? Zapraszam do dyskusji!
Sądzę, że w większości wskazane z przesadą wady szkoły wynikają w sposób konieczny z przyjętego systemu klasowo-lekcyjnego wymagającego gromadzenia uczniów w wieloosobowych klasach upakowanych w jednym gmaszysku ze sztywnym podziałem czasu na sygnalizowane dzwonkiem lekcje i przerwy. W sposób konieczny system ten ogranicza indywidualność zarówno ucznia, wychowawcy i nauczyciela. Zwracam tu uwagę na odróżnienie dwu ostatnio wymienionych funkcji: wychowawca organizuje podopiecznym proces samokształcenia, nauczyciel, a raczej dydaktyk, uprzystępnia uczniom wiedzę i ocenia jej postępy.
Z niewiadomych przyczyn nic obecnie nie słyszę o systemie grupowym, o którym mówiło się sporo w latach 50-tych, a który przewidywał tworzenie grup, o preferowanej liczebności 6-ro młodzieży, pracujących pod kierunkiem wychowawcy. Nie ma tu miejsca na dokładne objaśnienie tego - jak sądzę - bardzo dobrego systemu, w którym uczniowie stykają się z dydaktykiem jedynie na sali wykładowej (ew. w okienku telewizora), w laboratorium i na konsultacjach. Wspomnę jedynie, że poza wspomnianą indywidualizacją stwarza on ogromne możliwości dostosowania organizacyjne do warunków lokalnych, jest oszczędny i - wbrew pozorom - nie wymaga zwiększenia personelu obsługującego oświatę. Jeszcze dodam, że system ten jest przydatny głównie dla starszej młodzieży, około od 9-10 lat wzwyż.

Stach M. G.
26-08-2011 16:04 
 Ocena 4 na 4
Południca (110 punktów)
>Z niewiadomych przyczyn nic obecnie nie słyszę o systemie grupowym, o którym mówiło się sporo w latach 50-tych, a który przewidywał tworzenie grup, o preferowanej liczebności 6-ro młodzieży, pracujących pod kierunkiem wychowawcy. Nie ma tu miejsca na dokładne objaśnienie tego - jak sądzę - bardzo dobrego systemu...

Dobry system grupowy? Absolutnie. Męczono mnie w gimnazjum pracami grupowymi i to było najgorsze co mogli nam zrobić. Praca grupowa w szkole polega na tym, że jedna osoba robi, a reszta ma wszystko w... Ja osobiście bardzo nie lubię robić jakiejkolwiek pracy z kimś. Pracuje sama na swój rachunek. Dlaczego miałybym być później rozliczana w ocenach za niedociągniecia kogoś innego?
anhella (110 punktów)
>W programie nauczania można znaleźć absolutnie wszystko
>o wszystkim i to dwa razy! Historia prześwietlana od dinozaurów aż do Wałęsy jest obecna w obu
>placówkach.

Ta nauka historii "3X w koło" to faktycznie duża porażka. Na innych przedmiotach mnie to tak nie raziło, może dlatego, że jeśli chodzi o ścisłe to różnice na starcie między uczniami, którzy przyszli z różnych szkół były zbyt wielkie, żeby narzekać.

>Są dwie
>główne kategorie obecnych nauczycieli: emerytowane "zakute łby"
Jeśli chodzi o biol-chem, to "zakute łby" chyba sprawdzają się najlepiej w przygotowaniu do matury rozszerzonej. Wszystko na pamięć i dyscyplina to mieszanka, która sprawia, że uczeń nawet ze skromnymi zdolnościami rozumienia, ma szansę dobrze zdać maturę, konkretniej myślę o biologii. Zostaje jednak chemia lub/i fizyka, które to trzeba już rozumieć, a tu większość ambitnych nawet ponosi porażkę.
Nauczyciele zawsze będą różni, co najlepiej chyba widać po fizykach.

>Czy doczekam się kiedyś reformy, która zobliguje szkoły do zagwarantowania uczniom normalnego wymiaru godzin z przedmiotów rozszerzonych?
>Czy wreszcie uczeń będzie mógł wybrać nie 12 przedmiotów, ale 6?

Kończąc szkołę słyszałam plotki o planach reformy, wg której już gimnazjaliści obieraliby konkretny kierunek edukacji, a rozszerzenie miałoby większe prawa nad resztą przedmiotów. Ten pomysł mi się wcale nie podoba. Chybiłam w wyborze rozszerzenia, startując z biol-chemu i jakoś szczęśliwie lądując na politechnice. Na szczęście dla mnie uczelnie techniczne nie są zbyt popularne i rozszerzona chemia liczyła się do punktacji mój ostateczny wybór nastąpił w III klasie. Wiem, że jest więcej ludzi takich, jak ja i dla nich uściślanie kierunku edukacji na wczesnym etapie by nie pomogło. Fakt, że humanistyczne przedmioty w liceum dla osoby zorientowanej przyrodniczo-matematycznie to tylko strata czasu, ale teraz nie żałuję obecności np. geografii czy fizyki.

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365