>To tak jak w teologii chrześcijańskiej: tylko od nas >zależy, czy będziemy żyć w piekle czy niebie... >Z tą jednak różnicą, że trafiamy do jednego z nich nie >po śmierci ale tu i teraz.
nie bardzo odpowiada mi interpretacja nawet świeckiej rzeczywistości w trącących myszką terminach z przeszłości, ta dziwna mowa o niebie czy piekle na ziemi. czyżby to rodzaj nostalgii? czy werbalne natręctwo słów, które nie wiedzą, jak odejść w przeszłość. śmierć boga i całego o nim dyskursu jest definitywna. jeśli pokażesz mi kawałek gnata dinozaura, to nie przekonuj mnie, że żyjemy w epoce jurajskiej...
dobranoc
|