Swego czasu sępy śledcze z byłego Dziennika, grzebiąc na śmietnikach władzy, natrafiły na zapisy podsłuchów prywatnych rozmów telefonicznych prowadzonych przez byłą gwiazdę PiS-owej sprawiedliwości Janusza Kaczmarka, ze swą ślubną żoną. Kąsek był nieco śmierdzący, więc były Rednacz Dziennika, ten sam co to zasłynął publicznie złożoną, a skierowaną do internautów propozycją - pocałujcie mnie w dupę - co jak się niebawem okazało, było jego łabędzim śpiewem, zadecydował, że będzie to pożywna strawa dla pilnych czytelników jego organu.
Nie wiedzieć czemu - być może przewidująco - strawą tą postanowił uraczyć jedynie wielbicieli internetowej edycji swojej gazety. To ograniczenie nie pomogło, gdyż Janusz Kaczmarek smród poczuł. Jako że sam był jego pierwotną przyczyną, nie trzeba dodawać, że nie spodobało mu się to. A że coś, co nie podoba się prokuratorowi, nawet byłemu, ma spore szanse na sądowy finał, to i nie dziwota, że tak stało się i tym razem. Były minister, wraz z małżonką oskarżyli pismaków z Dziennika o to, że ci, publikując zapisy ich prywatnych rozmów naruszyli ich prawo do ochrony życia prywatnego. Tak sobie wymyślili!
Co na to springerowscy pismacy? Najęli papugę. Papuga po zapoznaniu się z wydrukami internetowych stron Dziennika przedstawionymi przez Kaczmarków, sama zajrzała do netu. I co zobaczyła? Niczego nie zobaczyła. Tych stron nie było! Widząc to, czy raczej - nie widząc - papuga radośnie zatrzepotała skrzydłami i zapodała o oddalenie powództwa Kaczmarków gdyż na portalu Dziennik.pl inkryminowanych tekstów nie ma!. Ponadto, jak bystrze zauważyła, przedstawione przez Kaczmarków wydruki nie mogą stanowić dowodu, gdyż jak powszechnie wiadomo z internetu można wydrukować wszystko co tylko dusza zapragnie, a wydruk sporządzony przez Kaczmarków nie jest poświadczony notarialnie, więc wymogów formalnych nie spełnia. Tak sobie wymyśliła!
Pismakom z Dziennika zaświeciło słoneczko. Ale niedługo świeciło. Potężniejący smród ściągnął watahy innych sępów. Niekoniecznie zaprzyjaźnione. I wygrzebały! W Googlach. Kopie skasowanych stron. Na wysokości zadania stanęli także Kaczmarkowie przedstawiając sądowi na kolejnym już posiedzeniu, wydruki stron poświadczone notarialnie. Tacy byli cwani!
Żeby było śmieszniej, prokuratura już znacznie wcześniej z urzędu wszczęła sprawę o ujawnienie tajemnicy postępowania przygotowawczego, w związku z przeciekiem zapisów kaczmarkowych konwersacji. I zabezpieczyła odpowiednie strony z portalu Dziennik.pl! Taka była przewidująca!
Morał? Będą dwa.
Jakie pismaki taka papuga. I drugi - jeśli masz później kasować, lepiej nie pisz wcale.
|