Słońce przywitało Miasto Siódme o tej samej godzinie, co zwykle. Wróble i inne, wszystkim znane ptaki zaśpiewały tę samą, co zawsze pieśń i zbudziły wszystkich mieszkańców w tym samym momencie. W Mieście Siódmym, tak jak i w Mieście Pierwszym, Mieście Drugim, Mieście Trzecim i innych miastach Państwa Głównego słońce wzeszło o szóstej rano. Każdy dorosły mężczyzna szedł do łazienki na 15 minut, po czym czysty i pachnący udawał się do kuchni, gdzie schludna i przepiękna żona przygotowywała mu posiłek, mający utrzymać go sytego do końca dnia. O godzinie wpół do siódmej każda mamusia szła do pokoju swojego pupila i budziła go do szkoły. Tak również było w rodzinie Pospolitych. Pani Kamila Pospolita, pół godziny po tym jak z mężem wstała z łóżka, poszła obudzić swoją córkę Annę. Ania zeszła (jak na porządną córkę przystało) ze schodów, by pożegnać swego ojca, który wybierał się do banku - do pracy. Wyszła za próg drzwi i dała mu buziaka. Gdyby patrzeć z góry na ulicę, na której to się działo, czułoby się jak w fabryce, gdyż na każdym podwórzu dzieci żegnały swych tatków w ten sam sposób, a matki identycznie wciągały swoje pociechy do domu, aby te się nie przeziębiły. Po pożegnaniu ukochanego tatusia Ania wróciła do kuchni, gdzie jak co dzień, zjadła kwadratowego tosta, okrągłe jajko sadzone o promieniu trzech centymetrów, oraz wypiła dwieście pięćdziesiąt mililitrów soku pomarańczowego. Za kwadrans siódma wszystkie dzieciaki z Miasta Siódmego wyruszały z domu, na autobus, który dowoził je do szkoły. W szkole dzieci uczyły się jak prawidłowo korzystać ze wskazówek tzw. szablonów, które pomogą im przejść przez życie bez przykrości i problemów. Szablony miały postaci najróżniejsze: od pisemnych nakazów i zakazów, po poręczne, techniczne przyrządy, pozwalające stworzyć jakikolwiek obiekt (rysunek, zdjęcie czy sweterek). Chłopcy uczyli się w szkole również biologii, matematyki, fizyki i innych nauk, które wykształcały ich na znakomitych prawników, bankierów i lekarzy. Dziewczynki natomiast uczyły się gotowania, sprzątania i innych czynności, które czyniły je opiekuńczymi matkami i żonami. Szablony były uwielbiane przez wszystkich, były im znane od dawien dawna i żaden człowiek nie wyobrażał sobie bez nich życia. Ewolucji nie dało się uniknąć (choć zawsze próbowano załagodzić zmiany jakie za sobą niesie) i gdy powstawały zmiany, musiano tworzyć nowe szablony, (choć działo się to rzadko) mające pomóc ludziom do nich przywyknąć. Do tego zadania została stworzona specjalna grupa ludzi, nosząca nazwę Światowej Komisji Szablonowej. Do tej komisji należeć mogły zarówno kobiety jak i mężczyźni, toteż w szkole dzieci były uczone jakimi kryteriami trzeba się posługiwać, aby dostać się do komisji i móc udostępniać nowe szablony do użytku. Pracownicy komisji byli niezwykle szanowani, dlatego każdy chciał się tam znaleźć. Tak samo była z Anią, która pragnęła do owej komisji przystąpić. *** Na nauce w szkole przybyło Ani dwadzieścia lat. Bez problemu dostała się do Światowej Komisji Szablonowej, lecz najważniejszym jest fakt, iż nie chciała się tam znaleźć z powszechnych powodów, a pragnęła coś zmienić. Nie podobało jej się bowiem korzystanie z szablonów w każdej sferze życia. Chciała wprowadzić kilka nieszablonowych reform, aby życie stało się bardziej kolorowe. Po kilku miesiącach pracy bardzo zaprzyjaźniła się z pewną kobietą, więc postanowiła podzielić się z nią swoimi refleksjami. Powiedziała: - Wiesz co Kasiu? Uważam, że nasza komisja powinna wprowadzić parę zmian. - A mianowicie?.... - rzekła niepewnie Katarzyna. - Sądzę, że te szablony nie pozwalają nam całkowicie rozwinąć skrzydeł, a jeś... - CO?! Nie wiem do czego zmierzasz Anno, ale na pewno mi się to nie podoba. Chyba nie powinnyśmy rozmawiać... Proszę, żebyś więcej do mnie nie przychodziła. Mówiąc to, Kasia odeszła, a Ania poczuła kłucie w sercu. Jej przyjaciółka, której ufała i zawsze mogła się zwierzyć opuściła ją, ze względu na nieszablonowe postępowanie. Wtedy wyciągnęła podręczne nakazy i zakazy i zgodnie z treścią jednego z nich, poszła i przeprosiła Kasię. Powiedziała jej, że nie wiedziała co mówi, że teraz rozumie wszystko i będzie niezwykle uczciwą osobą, żyjącą według szablonu. Kasia się ucieszyła i z powrotem zostały przyjaciółkami. Ania zapomniała o tym, dlaczego przyszła do komisji i stała się najnormalniejszą, najbardziej pospolitą i najbardziej szablonową pracowniczką komisji, jaką kiedykolwiek widziano. Życie płynęło normalnym biegiem. Tak jak wszystkie dziewczyny, w wieku trzydziestu lat, Ania wyszła za mąż, za przystojnego, inteligentnego obywatela Państwa Głównego. Dwudziestego ósmego dnia marca Ania zaszła w ciążę. Każda kobieta rodziła dokładnie dziewięć miesięcy po poczęciu dziecka, więc Ania dostała termin porodu na dwudziestego ósmego grudnia. Okres ciąży minął Ani i jej mężowi bardzo szybko. Mieszkali w domu po Kamili Pospolitej - babci Ani. Ania Dziwodajna, bo takie nazwisko otrzymała po mężu, dotrwała do dwudziestego ósmego grudnia bez jakichkolwiek nieszablonowych problemów, lecz ku jej zdziwieniu nic w ów dzień się nie stało. Minął dzień następny, następny i jeszcze kolejny. Dopiero pierwszego stycznia nowego roku Ania urodziła córkę. Poród był wyjątkowy, bo nie dość, że nieterminowy, to również dziewczynka urodziła się z łożyskiem na głowie, co w tym świecie nie zdarzało się prawie wcale. Lekarz uspokoił Anię, która jako ortodoksyjna w przestrzeganiu szablonów, kobieta, mocno denerwowała się niezwykłością tego dziecka. Dała jej na imię Corella. Znajomi często śmiali się do Ani, że jej córeczka nie spieszyła się na ten świat, ale nie zdawali sobie sprawy, że jest w tym cień prawdy. *** Corella do siódmego roku życia spędzała w domu całe dnie, bawiąc się z mamą w rozmaite zabawy. W wieku siedmiu lat poszła do szkoły. Uczyła się tam tych samych przedmiotów, co jej mama przed dwudziestoma laty. Pomimo swojego nietuzinkowego przyjścia na świat zdawała się, być najnormalniejszym w świecie dzieckiem. Jej
|