Racjonalista - Strona głównaDo treści
Nowy nurt czy po prostu wyzwolenie naszego ja?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
16-02-2004 20:24Gierszewski (1 punktów)Nowy nurt czy po prostu wyzwolenie naszego ja?
Jak każdego myśliciela zainspirowała mnie do kontemplacji kobieta - moja przyjaciółka Chcę opowiedzieć o nurcie filozoficznym według którego staram się życ od niedawna, przy którym życie staje się łatwiejsze. Nazywam to nurt własnowolnie, wątpię że znajdziecie nazwę tego nurtu w książce czy w interneci, bo sądzę, iż takowego nie ma. Ja chcę go zapoczątkować. Nurt owy nosi nazwę personalizm lukaistyczny a każdy jego wyznawca zowie się lukaistą. Zacząłem z pewnością od nie najistotniejszego wątku, który chcę tu poruszyć. Nie nazwa, bowiem tworzy nurt lecz jego postanowienia. Najpiękniejsze w personalizmie lukaistycznym jest to, żenie ma on twardych zasad. Oczywiscie istnieje maksyma, która nadaje sens temu nurtowi tak jak to było w przypadku epikureizmu (carpe diem). W personalizmie lukaistycznym chodzi o to , aby pozostawać sobą, nie szkodząc tym zanadto innym. Użyłem tutaj słowa zanadto, gdyż nie da się jednoznacznie stwierdzić, iż nie robi się krzywdy drugiemu. Zawsze znajdzie się ktoś, kto nie będzie z nas zadowolony. Świat jest, bowiem pełen subiektywizmu, więc ciężko jest spełnic oczekwiania wszystkich. Można jednak postępować w zgodzie z samym sobą nie pozwalając na to, aby jakieś ogólnie znane systemy bądź osoby przeszkodziły nam w dojściu do szczęścia. A czym jest szczęście według lukaisty? Jest to chyba najtrudniejsze pytanie prawdziwego myśliciela... Nie da się jednoznacznie na nie odpowiedzieć. Być może szczęściem jest stan, w którym wszystko co się wokół nas dzieje nie jest stanie nas wytrącić z harmonii ducha. I to właśnie do tego stanowiska bym się przychylił. JEst to stan błogiej obojętności, jednak nie obojętności na cudze cierpienie ale na krzywdę dziejącą się nam samym. Prawdziwy lukaista walczy z szablonem jeśłi stoi on mu na przeszkodzie do uzyskania szczęścia. Lukaista jest zatwardzialym nonkonformistą, który postępuje według ustalonych przez siebie zasadz, pod warunkiem , że nie koligują one z głównym założeniem tego nurtu. Jeszcze jednym założeniem jest to, że nie ma ograniczenia jakiegokolwiek, czy to płciowego, wyznaniowego czy nawet ideowego. Jest bowiem tak, że szczęście lukaistyczne może osiągnąc każdy niezależnie czy jest on żydem, pustelnikiem, żebrakiem czy punkiem lub skinem. Resztę pozostawiam wam drodzy filozofowie. Aby przybliżyć wam znaczenie personalizmu lukaistycznego zachęcam was gorąco do przeczytania mojego opowiadania "szablon", w którym personalizm lukaistczny jest wszemobecny. Pokażcie je znajomym może oni zechcą również zostać lukaistami. Opowiadanie umieszczę w kolejnym wątku Dziękuję wam serdecznie. Bogatych myśli i szczęścia w dążeniu do szczęścia...
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Lukaista"SZABLON"
Słońce przywitało Miasto Siódme o tej samej godzinie, co zwykle. Wróble i inne, wszystkim znane ptaki zaśpiewały tę samą, co zawsze pieśń i zbudziły wszystkich mieszkańców w tym samym momencie. W Mieście Siódmym, tak jak i w Mieście Pierwszym, Mieście Drugim, Mieście Trzecim i innych miastach Państwa Głównego słońce wzeszło o szóstej rano. Każdy dorosły mężczyzna szedł do łazienki na 15 minut, po czym czysty i pachnący udawał się do kuchni, gdzie schludna i przepiękna żona przygotowywała mu posiłek, mający utrzymać go sytego do końca dnia. O godzinie wpół do siódmej każda mamusia szła do pokoju swojego pupila i budziła go do szkoły. Tak również było w rodzinie Pospolitych. Pani Kamila Pospolita, pół godziny po tym jak z mężem wstała z łóżka, poszła obudzić swoją córkę Annę. Ania zeszła (jak na porządną córkę przystało) ze schodów, by pożegnać swego ojca, który wybierał się do banku - do pracy. Wyszła za próg drzwi i dała mu buziaka. Gdyby patrzeć z góry na ulicę, na której to się działo, czułoby się jak w fabryce, gdyż na każdym podwórzu dzieci żegnały swych tatków w ten sam sposób, a matki identycznie wciągały swoje pociechy do domu, aby te się nie przeziębiły. Po pożegnaniu ukochanego tatusia Ania wróciła do kuchni, gdzie jak co dzień, zjadła kwadratowego tosta, okrągłe jajko sadzone o promieniu trzech centymetrów, oraz wypiła dwieście pięćdziesiąt mililitrów soku pomarańczowego. Za kwadrans siódma wszystkie dzieciaki z Miasta Siódmego wyruszały z domu, na autobus, który dowoził je do szkoły.
W szkole dzieci uczyły się jak prawidłowo korzystać ze wskazówek tzw. szablonów, które pomogą im przejść przez życie bez przykrości i problemów. Szablony miały postaci najróżniejsze: od pisemnych nakazów i zakazów, po poręczne, techniczne przyrządy, pozwalające stworzyć jakikolwiek obiekt (rysunek, zdjęcie czy sweterek). Chłopcy uczyli się w szkole również biologii, matematyki, fizyki i innych nauk, które wykształcały ich na znakomitych prawników, bankierów i lekarzy. Dziewczynki natomiast uczyły się gotowania, sprzątania i innych czynności, które czyniły je opiekuńczymi matkami i żonami. Szablony były uwielbiane przez wszystkich, były im znane od dawien dawna i żaden człowiek nie wyobrażał sobie bez nich życia.
Ewolucji nie dało się uniknąć (choć zawsze próbowano załagodzić zmiany jakie za sobą niesie) i gdy powstawały zmiany, musiano tworzyć nowe szablony, (choć działo się to rzadko) mające pomóc ludziom do nich przywyknąć. Do tego zadania została stworzona specjalna grupa ludzi, nosząca nazwę Światowej Komisji Szablonowej. Do tej komisji należeć mogły zarówno kobiety jak i mężczyźni, toteż w szkole dzieci były uczone jakimi kryteriami trzeba się posługiwać, aby dostać się do komisji i móc udostępniać nowe szablony do użytku. Pracownicy komisji byli niezwykle szanowani, dlatego każdy chciał się tam znaleźć. Tak samo była z Anią, która pragnęła do owej komisji przystąpić.
***
Na nauce w szkole przybyło Ani dwadzieścia lat. Bez problemu dostała się do Światowej Komisji Szablonowej, lecz najważniejszym jest fakt, iż nie chciała się tam znaleźć z powszechnych powodów, a pragnęła coś zmienić. Nie podobało jej się bowiem korzystanie z szablonów w każdej sferze życia. Chciała wprowadzić kilka nieszablonowych reform, aby życie stało się bardziej kolorowe.
Po kilku miesiącach pracy bardzo zaprzyjaźniła się z pewną kobietą, więc postanowiła podzielić się z nią swoimi refleksjami. Powiedziała:
- Wiesz co Kasiu? Uważam, że nasza komisja powinna wprowadzić parę zmian.
- A mianowicie?.... - rzekła niepewnie Katarzyna.
- Sądzę, że te szablony nie pozwalają nam całkowicie rozwinąć skrzydeł, a jeś...
- CO?! Nie wiem do czego zmierzasz Anno, ale na pewno mi się to nie podoba. Chyba nie powinnyśmy rozmawiać... Proszę, żebyś więcej do mnie nie przychodziła.
Mówiąc to, Kasia odeszła, a Ania poczuła kłucie w sercu. Jej przyjaciółka, której ufała i zawsze mogła się zwierzyć opuściła ją, ze względu na nieszablonowe postępowanie. Wtedy wyciągnęła podręczne nakazy i zakazy i zgodnie z treścią jednego z nich, poszła i przeprosiła Kasię. Powiedziała jej, że nie wiedziała co mówi, że teraz rozumie wszystko i będzie niezwykle uczciwą osobą, żyjącą według szablonu. Kasia się ucieszyła i z powrotem zostały przyjaciółkami. Ania zapomniała o tym, dlaczego przyszła do komisji i stała się najnormalniejszą, najbardziej pospolitą i najbardziej szablonową pracowniczką komisji, jaką kiedykolwiek widziano.
Życie płynęło normalnym biegiem. Tak jak wszystkie dziewczyny, w wieku trzydziestu lat, Ania wyszła za mąż, za przystojnego, inteligentnego obywatela Państwa Głównego. Dwudziestego ósmego dnia marca Ania zaszła w ciążę. Każda kobieta rodziła dokładnie dziewięć miesięcy po poczęciu dziecka, więc Ania dostała termin porodu na dwudziestego ósmego grudnia. Okres ciąży minął Ani i jej mężowi bardzo szybko. Mieszkali w domu po Kamili Pospolitej - babci Ani. Ania Dziwodajna, bo takie nazwisko otrzymała po mężu, dotrwała do dwudziestego ósmego grudnia bez jakichkolwiek nieszablonowych problemów, lecz ku jej zdziwieniu nic w ów dzień się nie stało. Minął dzień następny, następny i jeszcze kolejny. Dopiero pierwszego stycznia nowego roku Ania urodziła córkę. Poród był wyjątkowy, bo nie dość, że nieterminowy, to również dziewczynka urodziła się z łożyskiem na głowie, co w tym świecie nie zdarzało się prawie wcale. Lekarz uspokoił Anię, która jako ortodoksyjna w przestrzeganiu szablonów, kobieta, mocno denerwowała się niezwykłością tego dziecka. Dała jej na imię Corella. Znajomi często śmiali się do Ani, że jej córeczka nie spieszyła się na ten świat, ale nie zdawali sobie sprawy, że jest w tym cień prawdy.
***
Corella do siódmego roku życia spędzała w domu całe dnie, bawiąc się z mamą w rozmaite zabawy. W wieku siedmiu lat poszła do szkoły. Uczyła się tam tych samych przedmiotów, co jej mama przed dwudziestoma laty. Pomimo swojego nietuzinkowego przyjścia na świat zdawała się, być najnormalniejszym w świecie dzieckiem. Jej
lukaistaOdp: "SZABLON"
niestety nie udało mi się umieścić "szablonu" w całości, więc jeśli ten fragment was zainteresował to napiszcie mi e-mail a wyślę wam opowiadanie w całości. Przepraszam za kłopot.

-lukaista
jeyes (2281 punktów)Odp: Nowy nurt czy po prostu wyzwolenie naszego ja?
>W personalizmie lukaistycznym chodzi o to , aby pozostawać sobą, nie szkodząc tym zanadto innym.
Do tej pory nazywano to ASERTYWNOŚCIĄ...

>A czym jest szczęście według lukaisty? Jest to stan błogiej obojętności [...] na krzywdę dziejącą się nam samym.
Do tej pory nazywano to ZANIKIEM INSTYNKTU SAMOZACHOWAWCZEGO...
aleatory
>Najpiękniejsze w personalizmie lukaistycznym jest to, żenie ma on twardych zasad

Więc po co zaprzątać sobie nim głowę. Systemy filozoficzne buduje się jako narzędzia do rozstrzygania kwestii wyborów i osądów, a nie jako zbędne etykietki dla "po-prostu-bycia-sobą". Twarde zasady jakie musi mieć system mogący aspirować do miana narzędzia rozumu to kryteria wartościowania (ontologiczne, etyczne, estetyczne itd.. itp...) Po cholerę mi następna ETYKIETKA? Nie potrzebuję nazywać się "lukaistą" czy innym "..istą" żeby być w zgodzie ze sobą i rozsądnie miarkować emocje. Receptę na szczęście każdy ma własną i na tym niestety polega trudność życia na tym "najlepszym ze światów" . Według mnie rozważania nad obiektywną istotą szczęścia to najbardziej bezsensowne zajęcie jakie można sobie wymyśleć.

Pokusa tworzenia idei mającej dać wszystkim obraz obiektywnego szczęścia już nie raz kończyła się nieszczęściem osobników wobec tej idei opornych. Jest prawo naturalne i wynikająca zeń moralność. Tego nikt nie "wymyślił". Zamiast rzetelnej edukacji i racjonalizacji prawa wymyślano natomiast "sztuczki motywujące" dla "nie pasujących do systemu" (piekło,niebo,sybir,stosy,smutek bozi,bycie mrówką w następnym wcieleniu itd...). Co wymyslisz TY aby uzasadnić istnienie swojej, lepszej od innych, recepty na szczęście? Co z tymi nieszczęśnikami pozostającymi poza zbawiennym wpływem lukaizmu? A jeśli twoja idea nie jest lepsza od setek innych to po co ją ogłaszać?

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365