Nie jestem pewien czy FAQ o Opus Dei jest bzdurą konkretną czy inną, jestem natomiast pewien, że Twoja krytyka tejże bzdury jest arcybzdurna. Cały tekst obalasz próbując powiedzieć coś na temat jednego z wielu punktów. Czegóż więc się dowiaduję?
Tego, że OD prowadzi lub współprowadzi uniwersytety w Pampelunie, w Peru, Kolumbii, na Filipinach i w kilku czy kilkunastu innych miejscach. Dowiaduję się też, że na te uniwersytety przyjmują kobiety. Super. Dowiaduję się też, że OD nie kultywuje zabobonów rasistowskich. Świetnie, choć KK, jako religijna międzynarodówka i internacjonalistyczna wspólnota religijna z definicji interesu swego powinien przełamywać partykularyzmy etniczne. KK raczej nie miał większych problemów z rasizmem. Przeciwnie, w obliczu tego, że w "białej" Europie KK wyraźnie przeżywa co najmniej kryzys, wyjście do Kenii z pełną otwartością i bez rasistowskich uprzedzeń jest polityką niemal konieczną w aspekcie dbania o długofalowe istnienie. Generalnie więc ten progresizm feministyczny w wydaniu OD wyrażać się ma w tym, że dzięki tejże organizacji kobiety w niektórych regionach świata będą miały możliwość zostania księgowymi, sekretarkami, konserwatorkami powierzchni płaskich i wszystkim tym co łączy się z pracami administracyjnymi. Ale cóż to ma wspólnego z FAKTAMI dot. dyskryminacji o których piszemy??? To, że OD stara się opanować jak najwięcej ośrodków kształcenia, to jest oczywiste, bo umożliwia w tym kształceniu programować adeptów zgodnie ze światopoglądem konserwatywnego czy wręcz fundamentalistycznego katolicyzmu. Nie ma wątpliwości, że OD jest katolicką organizacją o charakterze co najmniej konserwatywnym i że umacnia tzw. tradycyjny model stosunków społecznych, a czym on się wiąże to chyba każdy wie. To jest na wierzchu. Pod spodem mamy fakty dużo bardziej naganne o których piszą byli członkowie organizacji, dziennikarze i inni, którzy mieli okazję poznać jej praktyczne, wewnętrzne funkcjonowanie. Pisał o tym niepokorny teolog katolicki, także spec od sekt, M. Mettner, w książce "Katolicka mafia" (Die katholische Mafia) w rozdziale "Płciowy apartheid" (s. 272-279). Autor wskazuje tam jak oficjalne deklaracje i zapewnienia szefów OD rozmijają się z wewnętrzną praktyką organizacji. "Opierając się na lekturze wewnętrznych dokumentów Opus Dei, po raz pierwszy opublikowanych w 1992 r., a także na relacjach byłych członków, mówię w odniesieniu do ścisłego rozdziału płci i do pozycji kobiety w Opus Dei o 'apartheidzie'".
Chciałbym też wyjaśnić, iż pojęcie "administracji" w OD jest swoiste, bliższe np. sprzątaczce niż np. głównej księgowej: "Administracja oznacza w Opus Dei trzy rzeczy: po pierwsze rejon mieszkalny sekcji kobiecej, utworzonej w 1930 r., po drugie grupę mieszkanek, po trzecie prace z zakresu gospodarstwa domowego, wykonywane przez celibatariuszki w 'rezydencji' mężczyzn (sprzątanie, pranie, gotowanie, dyżury w portierni itd.). Na Regulae internae pro Administrationibus czyli wewnętrzny regulamin administracji z 1985 r., składają się ni mniej ni więcej tylko 73 punkty, szczegółowo określające sposób, w jaki można zapobiec spotkaniom między kobietami i mężczyznami, a nawet niemal całkowicie takie spotkania eliminować..." Nie chce mi się tego wszystkiego przytaczać. Zainteresowanych odsyłam do tej książki, która została u nas wydana w 1995 r. przez Interrat oraz do licznych witryn krytycznych o Opus Dei.
Poza tym: proszę komentować teksty poprzez komentarze przy konkretnych tekstach a nie na forum.
|