Racjonalista - Strona głównaDo treści
Dlaczego?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
27-12-2006 14:49MariuszDlaczego?
Witajcie!
Mam do was takie małe pytanie...Jako że nie wiemy jak powstał wszechświat(co było,co spowodowało wielki wybuch etc.)Ludzie wstawiają w to miejsce boga...nie którzy naukowcy mówią że wszechswiat powstal z fluktuacji kwantowej etc. lub ze jest od zawsze czy cos w tym stylu...Tyle ze zawsze mozna zadawac pytanie kto te fluktuacje kwantowa uruchomil,dlaczego zachowuje sie ona w taki a nie inny sposob itd. jednymi slowy pytania beda zawsze i nie jestesmy w stnaie na nie odpowiedziec...Czy energia byla od zawsze?Skad sie wziela? Tego tez nie wiemy wiec jak mozemy nie wierzyc w boga skoro nie mamy pojecia czy gdzies tam nie egzystuje?A jesli egzystuje to co w tedy?
Jednymi slowy pytania beda zawsze i nigdy nie dowiemy sie czy bog istnieje czy nie wiec dlaczego nie wierzymy?
Nalezy pamietac iz to co dzis jest niemozliwe za 100 lat moze juz byc normalne...wiec niby cos jest niemozliwe a byc moze da sie to ominac etc.

lipschitz (1674 punktów)
Nie wierzymy, bo jeśli istnieje Bóg, to jedyną drogą, którą można do niego dotrzeć są fakty, a nie wierzenia. W ten sposób odkrywa się życie, poprzez fakty, wierzenia nie pomagały odkrywać przyczyn różnych chorób, mamy świetne dowody na to, że było wręcz przeciwnie, komplikowały i utrudniały pracę z tym związaną.

Jeżeli dokonamy analizy, w której uwzględnimy to, co sugerowały nam wierzenia, a co miało miejsce w rzeczywistości, przekonamy się, że byłoby nam bardzo trudno znaleźć nawet jedno takie wierzenie, które zostałoby potem potwierdzone przez naukę. Wszędzie tam, gdzie nauka weszła, wyparła wierzenia, zniszczyła je i dzisiaj już się nie wierzy w te dziwne abstrakty umysłu, w które wierzono niegdyś. Wierzenia istnieją dzisiaj jedynie na obszarach, na które nauka wejść nie może, ale kiedyś były wszędzie.

Mamy więc dowody na to, aby stwierdzić z całym przekonaniem, że treści wiary, które uda się skonfrontować z rzeczywistością, okazują fałszywe. Dlatego trzeba trzymać się faktów, używać rozumu, prowadzić analizy, myśleć samodzielnie, być uważnym i mieć duży dystans względem wszelkich form wiary, bo jeśli już, to samodzielnie myślący a nie wierzący rozum jest drogą do Boga, czyli zrozumienia przyczyn fenomu jakim jest życie.
bleble (5585 punktów)
>Mamy więc dowody na to, aby stwierdzić z całym przekonaniem, że treści wiary, które uda się skonfrontować z rzeczywistością, okazują fałszywe. Dlatego trzeba trzymać się faktów, używać rozumu, prowadzić analizy, myśleć samodzielnie, być uważnym i mieć duży dystans względem wszelkich form wiary, bo jeśli już, to samodzielnie myślący a nie wierzący rozum jest drogą do Boga, czyli zrozumienia przyczyn fenomu jakim jest życie.

Masz racje. Przecież wiara nie towarzyszyla czlowiekowi od poczatku istnienia, tylko dopiero od czasu, kiedy czlowiek zaczal myslec o powstaniu swiata i zadawal sobie wiele pytan na ktore nie znal odpowiedzi... To wszystko wyjasnil sobie tak jak mogl najprosciej, czyli istnieniem czegos co ma wladze nad ludem - BOGA. Jednak z uplywem czasu poznajemy odpowiedz na rozne pytania, i mamy jeszcze sporo czasu zeby poznac inne odpowiedzi... na to tez przyjdzie czas mimo ze dzisiaj nie mozemy sobie na niektore z nich odpowiedziec to przecież ciagle sie rozwijamy i tacy ludzie jak my w przyszlosci zadbaja o odpowiedzi na reszte pytan... pozdrawiam pa
Maliński (102 punktów)
Nie wierzymy bo nie mamy dowodów na jego istnienie.
I to w sumie tyle.

Absurd.
JATO (2644 punktów)
>Nie wierzymy bo nie mamy dowodów na jego istnienie.
>I to w sumie tyle.
>
Absurd.

W czasach Ludwika Pasteur'a jego oponenci naukowi nie wierzyli w istnienie bakterii. Jakoś nie mogli ich zobaczyć. Ergo wszystko jest pochodną czułości naszych zmysłów i wspomagających je protez
(takie tam różne urządzenia pomiarowe i komputery). Tym samym równoprawne stwierdzenie może być postaci: "Wierzymy - bo nie mamy dowodów na jego nieistnienie". Wszystko ponadto zależy od sposobu pojmowania Boga.
Pozdrawiam. JATO



Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
Maliński (102 punktów)
>W czasach Ludwika Pasteur'a jego oponenci naukowi nie wierzyli w istnienie bakterii. Jakoś nie mogli ich zobaczyć. Ergo wszystko jest pochodną czułości naszych zmysłów i wspomagających je protez
>(takie tam różne urządzenia pomiarowe i komputery). Tym samym równoprawne stwierdzenie może być postaci: "Wierzymy - bo nie mamy dowodów na jego nieistnienie". Wszystko ponadto zależy od sposobu pojmowania Boga.

Nie sądzę,żeby twierdzenie:"Wierzymy bo nie mamy dowodów" było równoprawne z moim.Względy praktyczne są zdecydowanie po mojej stronie,przecież brak mi również dowodów na nieistnienie bogów greckich,egipskich,skandynawskich,na nieistnienie smerfów,muminków czy gumisiów.
Gdybym uznał twoje twierdzenie musiałbym przyjąć wszystkie znane religie jednocześnie,uwierzyć we wszystko co tylko jestem w stanie wymyślić(o ile nie mogę temu zaprzeczyć).
A jeśli kiedyś moje zmysły będą na tyle czułe,bym mógł w oparciu o nie przyjąć istnienie Boga za fakt,zrobię to.

Absurd.
JATO (2644 punktów)
Oczywiście. Dlatego nie jestem ani fideistą ani ateistą.
Pozdrawiam. JATO


Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
Maliński (102 punktów)
A ja właśnie dlatego jestem ateistą...

Absurd.
bleble (5585 punktów)
>(takie tam różne urządzenia pomiarowe i komputery). Tym samym równoprawne stwierdzenie może być postaci: "Wierzymy - bo nie mamy dowodów na jego nieistnienie". Wszystko ponadto zależy od sposobu pojmowania Boga.

Przecież nie mozna opierac sie na czyms co nie ma dowodow... jesli cos nie istnieje, a jest pojmowane przez swiat od setek lat... Uwazasz ze gdybym ci cos wmowila to ty bys szukal dowodow, ze tak nie jest, czy wolalbys mi sie spytac jakie ja mam na to dowody???

>wszystko ponadto zależy od pojmowania Boga.
no oczywiscie. Niektorzy uwazaja ze Bog istnieje (to ich sprawa ze wierza), a niektorzy uwazaja Boga za odpowiedz na niewyjasnione jeszcze pytania, czyli ze Bog to jest odpowiedz ktora znajduje sie gdzies we Wszechswiecie tylko czeka na to zebysmy ja odnalezli... pozdrowionka
Baryluk (630 punktów)
>Witajcie!
>Mam do was takie małe pytanie...Jako że nie wiemy jak
>powstał wszechświat(co było,co spowodowało wielki wybuch
>etc.)Ludzie wstawiają w to miejsce boga...nie którzy
>naukowcy mówią że wszechswiat powstal z fluktuacji
>kwantowej etc. lub ze jest od zawsze czy cos w tym
>stylu...Tyle ze zawsze mozna zadawac pytanie kto te
>fluktuacje kwantowa uruchomil,dlaczego zachowuje sie ona w
>taki a nie inny sposob itd.
Nie "kto", tylko "co". Fluktuacje kwantowe to tylko idea, ponieważ podobne procesy zachodzą w normalnym świecie fizycznym (w mikroskali), być może (uogólniam teorie) istnieje coś podobnego co spowodowało zapoczątkowanie wszechświata jaki znamy. Jak to się wydarzyło, nie mamy najmniejszego pojęcia, najlepiej było by wyprodukować własny wszechświat a jak wiadomo ludzkość szybko nie będzie posiadać takiej technologii (LHC @ Cern to tylko namiastka)

> Tego tez nie wiemy
>wiec jak mozemy nie wierzyc w boga skoro nie mamy pojecia
>czy gdzies tam nie egzystuje?A jesli egzystuje to co w
>tedy?
>Jednymi slowy pytania beda zawsze i nigdy nie dowiemy sie
>czy bog istnieje czy nie wiec dlaczego nie wierzymy?
Bo wierzymy, że na te pytania znajdą się odpowiedzi lub uzasadnienia, albo pytania okażą się bezsensu. Po co wierzyć w Boga. Na te pytania poprostu nie znamy odpowiedzi. Mówimy "nie wiemy", i idziemy dlaje, potem może się wrócimy i odpowiemy na te pytania. Mówienie o wiarze w Boga, hamuje proces poznawczy - dogmatyka jest obca nauce.

Bóg jest koncepcją niepoznawalną, nie mającą wpływu na obserwowany wszechświat, więc nie ma sensu jej rozpatrywać.

Mi osobiście też trudno jest przyznać się czasami "nie wiem", ale nigdy nie wynajduje rozwiązań typu "bo tak" (równoznaczne "bóg tak zrobił").

>Nalezy pamietac iz to co dzis jest niemozliwe za 100 lat
>moze juz byc normalne...wiec niby cos jest niemozliwe a byc
>moze da sie to ominac etc.
Jeśli o czymś w zasadzie nic nie wiemy, trudno wysunąć jakąkolwiek rozsądną hipotezę. Musimy badać, mieć więcej danych, potem próbować z nich wyciągać wnioski. Testować teorie, próbować je uogólniać.

Być może powstanie kiedyś teoria która będzie miała w sobie początek wszechświata z konstrukcji, będzie konsystenta, nie sprzeczna, wszystko będzie z niej wynikać, i będzie piękna. Może to będzie teoria irracjonalna, przypadkowa, ale będzie dała się badać metodami naukowymi, a przedewszystkim będzie testowalna i przewidywała poprawnie wyniki których nie przewidują inne teorie. Dowodu na nie istnienia takiej teori chyba nie jesteśmy w stanie podać, więc może warto jej poszukać.

Fizycy są raczej w tej kwestii bardzo pokorni, nauczeni przygodami z początka poprzedniego wieku. Wszyscy myśleli że już wszystko wiemy, a tu bęc - rewolucja, i wszystko do góry nogami.

Ludzkiej ciekawości nic nie powstrzyma Pytania można mnożyć w nieskonczoność więc zabawy dla przyszłych pokoleń nie zabraknie.
sosnowski (14 punktów)
Na Twoje pytanie odpowiedział już Pascal:
Jakie zatem są możliwości? Tylko takie: Albo Bóg jest, albo Go nie ma. A nasz wybór sprowadza się do tego: Albo uznamy, że Bóg jest, albo nie. Czyli cała nasza ziemska Odyseja sprowadza się do jednego z czterech przypadków:

1. Bóg istnieje i my to uznajemy.

2. Bóg istnieje, ale my to odrzucamy.

3. Boga nie ma, ale my uznajemy, że jest.

4. Boga nie ma i my uznajemy, że Go nie ma.

Zastanówmy się więc, jakie są konsekwencje naszego wyboru. Gdy punkt 1. jest prawdziwy, zdobywamy nagrodę. Osiągamy wieczne szczęście u boku Boga. Gdy 2.- przegrywamy wszystko. Tracimy szczęście i przez wieczność jesteśmy nieszczęśliwi. Gdy punkt 3. jest prawdziwy, jesteśmy głupcami, którzy żyją dłużej, rzadziej chorują, są szczęśliwi i umierają w swym błędnym rozumieniu rzeczywistości bez strachu, a gdy punkt 4.- to co prawda wybraliśmy dobrze, ale niewiele nam to w życiu pomaga. Życie bowiem ludzi w Boga niewierzących nie jest godne pozazdroszczenia. Wynika z tego więc, że niezależnie od tego, czy Bóg rzeczywiście jest, czy Go nie ma, postawienie na Boga jest zawsze dobrym wyborem.

Zresztą gdyby Boga nie było, całe to nasze rozważanie nie miałoby zbyt wielkiego sensu. Albo raczej, powinienem powiedzieć, znaczenia. Jak to powiedział św. Paweł: "...jedzmy i pijmy, bo jutro pomrzemy". Ale jak Bóg istnieje, to ryzyko odrzucenia Go jest niezwykłą głupotą. Jedyną szansą na szczęście, jedyną szansą na wygranie czerwonej nagrody, to uznanie, że Bóg istnieje.

W całym zakładzie wszystko sprowadza się do tego, że albo Bóg istnieje, albo nie. I jak postawimy na Boga i wygramy, to wygramy... wszystko. Ale jak Boga nie ma i ciągle postawimy na Boga, to nie przegramy nic. Tymczasem jak postawimy na to, że Boga nie ma i Go rzeczywiście nie ma, to nie wygramy nic. Natomiast jak jest, przegramy wszystko. Tylko zakładając, że Bóg istnieje można wygrać i tylko zakładając, że Go nie ma można przegrać. Innej możliwości po prostu nie ma.

filozof
movax (630 punktów)
>Na Twoje pytanie odpowiedział już Pascal:
>..
>Innej możliwości po prostu nie ma.
>
filozof


Po pierwsze:
Jeśli nie ma, a zakłądamy że jest, to tracimy - tracimy w pewien sposób wolną wolę.

Po drugie:
Piękna logika dowodu, jest tylko jeden zasadniczy problem. Należy zdefiniować słowo Bóg. Okazuje się że nie da się go dobrze zdefinować. Można więc orzec że zdania zawierające słowo Bóg od strony formelizmu logiku są bezsensu. Nie da się orzec ani o ich prawzdiwości ani fałszywości.

pozdrawiam
Volrath (3440 punktów)
Moim zdaniem w takim rozumowaniu kryją się 2 luki:

1) Źle określone konsekwencje.
2) Nie wzięte pod uwagę szanse.

Ja bym powiedział:

1. Bóg istnieje i my to uznajemy.
2. Bóg istnieje, ale my to odrzucamy.
3. Boga nie ma, ale my uznajemy, że Bóg jest.
4. Boga nie ma i my to uznajemy.

Konsekwencje:

1. Uzyskujemy wieczne szczęście u boku Boga.
2. Przeżywamy normalnie życie nie przejmując się wiarą, ale nagrody brak. Być może jakaś kara, ale to nie pewne.
3. Tracimy b. dużą ilość czasu i energii, których nikt nam nie odda - dla czegoś, co nie istnieje. Zmarnowana spora część życia (no i zamiast do prawdy dochodzimy do ładnej nieprawdy).
4. To samo co w 2 - tylko bez ewentualnej kary (przynajmniej tej pochodzącej od tego boga - Boga).

Gdyby szanse były równe, to lepiej byłoby wierzyć niż nie.
Ale tak nie jest. Oceńmy szanse.
1. Bliskie zeru są szanse, że jakiś bóg istnieje. Dlaczego? Bo nie ma dowodów na istnienie jakiegokolwiek bogów, a rzeczywisty stan rzeczy powinien spełniać wiele warunków by prawdziwe było zdanie "bóg istnieje" (jeśli założymy, że to jest N warunków typu TAK/NIE [takie uproszczenie] to szanse są jak 1 do 2^N) - bóg to byt skomplikowany, więc szanse na jego istnienie w sytuacji gdy nie ma żadnych przesłanek za tym, że istnieje, są bliskie 0. Bliskie zeru są też, że to jest akurat ten, o którym mówi dana wiara panująca w miejscu, w którym się urodziliśmy.
Dla punktu 1 szanse na spełnienie są bardzo bliskie 0.
2. Szanse na to, że istnieje dany Bóg są małe. A więc szanse na karę mocno spadają.
3. Prawdopodobnie żaden bóg nie istnieje, a szczególnie dany określony - np. Bóg. A więc wybierając wiarę mamy największe szanse na stratę czasu, energii, życia. Szanse, że Bóg nie istnieje są bardzo bliskie 1.
4. To samo co w 2.
Szczególnie, że może istnieje inny bóg (bardziej prawdopodobne, że istnieje jeden z innych alternatywnych niż dany wybrany określony bó) - a wtedy to możemy trafić i w przypadku wiary w Boga i w przypadku nie wiary do piekła innej religii (lub takiego, jakiego żadna nie wymyśliła - może bóg jest jeszcze inny niż jakakolwiek religia do tej pory opisywała).

Podsumowując:
Wierząc w Boga najprawdopodobniej stracimy cenny czas życia (sporą jego część).
Dużo mniej prawdopodobnie trafimy za karę do piekła innej religii.
Strasznie mało prawdopodobne, że uzyskamy jakąś nagrodę.

Nie wierząc najprawdopodobniej przeżyjemy życie ciesząc się nim w pełni i wykorzystując je zgodnie z własną wolą.
Dużo mniej prawdopodobne, że trafimy za karę do piekła jakiejś religii. Albo do nieba (w końcu może być tak, że niewierzący w religię trafiają do jakiegoś raju - bo czemu nie? nie ma dowodów, że nie).
Strasznie mało prawdopodobne, że zostaniemy pokarani przez Boga i trafimy do chrześcijańskiego piekła.

Nie wiem jak inni, ale ja wolę nie tracić życia na coś, co jest strasznie mało prawdopodobne - choćby nagroda była wielka.

Gdyby ktoś Ci powiedział, że wyczaruje Ci pałac ze złota i sprawi, że będziesz królem niedużego państwa oraz będziesz żył wiecznie, ale musisz mu oddać swój dom i pracować dla niego przez 10 lat za darmo - to mu uwierzysz?
W końcu szanse na to, że mówi prawdę, są podobne jak w przypadku mówienia o nadprzyrodzonych bogach.

Rozumowanie też można podobne przeprowadzić:
1. Może zrobić pałac, ale mu nie wierzysz.
2. Może zrobić pałac i mu wierzysz.
3. Nie może zrobić i mu wierzysz.
4. Nie może zrobić i mu nie wierzysz.

Konsekwencje:
1. Masz swój zwykły dom, przeżywasz normalnie życie, nagroda przechodzi Ci koło nosa.
2. Pracujesz ciężko, ale zyskujesz w zamian pałac i królestwo.
3. Pracujesz ciężko, tracisz większość majątku i część życia, ale przynajmniej ten plus, że jesteś zdrowy i muskularny (bo pracowałeś fizycznie) oraz miałeś dobre samopoczucie czekając na pałac (potem masz złe, ale tylko chwilowo, przejdzie Ci).
4. Przeżywasz zwykłe życie, masz tą satysfakcję, że nie dałeś się nabrać.

Wydawałoby się, że lepiej wybrać zgodę.
W końcu tak wiele nie tracisz (marną chałupę i tylko 10 lat), a możesz zyskać tak wiele (pałac, królestwo, życie wieczne) czyż nie?

Moim zdaniem nie.

Owszem, gdyby pokazał dowody (jak wyczarowuje pałac, człowieka któremu dał nieśmiertelność i ten się nie starzeje od wielu wielu lat itp.) i nie byłaby to tylko sztuczka magika czy oszustwo, to można by było mu uwierzyć.

Problem w tym, że religie (tak jak i szarlatani - przy czym ci są zwykle o tyle mądrzejsi, że nie udają, że dadzą pałac czy nieśmiertelność) nie dają dowodów.
thesebas (54 punktów)
>..gdy punkt 4.- to co prawda wybraliśmy dobrze, ale niewiele nam to w życiu pomaga. Życie bowiem ludzi w Boga niewierzących nie jest godne pozazdroszczenia.

Hola! na jakiej podstawie tak sądzisz? Nie wiem jak to zrobimy ale jestem gotów stanąć do zawodów pt: Czyje Życie Jest Godne Pozazdroszczenia

>Wynika z tego więc, że niezależnie od tego, czy Bóg rzeczywiście jest, czy Go nie ma, postawienie na Boga jest zawsze dobrym wyborem.
chyba większość tego serwisu jest poświęcona uświadamianiu że stawianie na nieistniejącego Boga tracisz, przede wszystkim SIEBIE

>Zresztą gdyby Boga nie było, całe to nasze rozważanie nie miałoby zbyt wielkiego sensu. Albo raczej, powinienem powiedzieć, znaczenia.

ależ ma znaczenie, ja powiem wręcz: gdyby Bóg istniał to by ta dyskusja nawet nie miała miejsca - nie było by ateistów, wyginęli by przy potopie czy w czasie innych 'zjawisk' biblijnych.. Bóg tyle razy nieudolnie próbował zbawić ludzkość i mu nie wychodziło, że obstawanie przy Jego opcji jest co najmniej żałosne..

>Ale jak Bóg istnieje, to ryzyko odrzucenia Go jest niezwykłą głupotą. Jedyną szansą na szczęście, jedyną szansą na wygranie czerwonej nagrody, to uznanie, że Bóg istnieje.

zaraz, rozwiązujesz problem jeszcze zanim go sformułujesz, WSTĘPNIE zakładasz że Bóg istnieje więc jedyna wygrywającą opcją jest postawić na Boga ALE ta pytanie brzmi CZY Bóg istnieje

>W całym zakładzie wszystko sprowadza się do tego, że albo Bóg istnieje, albo nie. I jak postawimy na Boga i wygramy, to wygramy... wszystko. Ale jak Boga nie ma i ciągle postawimy na Boga, to nie przegramy nic. Tymczasem jak postawimy na to, że Boga nie ma i Go rzeczywiście nie ma, to nie wygramy nic.

jak wyżej pisałem stawiając na nieistniejącego Boga też przegrywamy a stawiając na nieistnienie nieistniejącego Boga wygrywamy..

>Innej możliwości po prostu nie ma.

jak wynika z powyższego jednak inna możliwość istnieje
kpt Foxtrot (36 punktów)
Witam

nie przewidziałeś . Pascal nie przewidział mnogich możliwości

1. Istnieje Bóg ale nie istnieje życie po śmierci.
2. Nie ma Boga a istnieje życie po śmierci.
3. Po śmierci wszyscy traktowani są jednakowo.
4. Bogu nie zależy na tym czy się w niego wierzy.
5. Bóg z jakichś powodów karze wierzących.

i pewnie wiele wiele innych

Pozdro
Volrath (3440 punktów)
Nie wierzymy, bo nie ma dowodów, a wiele wskazuje na to, że jest inaczej niż twierdzą prorocy i starożytne pisma praktycznie każdej religii.

Skąd się wziął Bóg? Kto go stworzył?

Jest pierwszą przyczyną i nie wymaga wyjaśnienia - powiesz?

A czemu w takim razie fluktuacja czy coś innego wymaga?
Może fluktuacja jest ostateczną przyczyną?
stormrider (206 punktów)
>nie którzy
>naukowcy mówią że wszechswiat powstal z fluktuacji
>kwantowej etc. lub ze jest od zawsze czy cos w tym
>stylu...Tyle ze zawsze mozna zadawac pytanie kto te
>fluktuacje kwantowa uruchomil

Dlaczego akurat "KTO", skąd to przekonanie, że za tym co jest musi się kryć KTOŚ?

>dlaczego zachowuje sie ona w
>taki a nie inny sposob itd. jednymi slowy pytania beda
>zawsze i nie jestesmy w stnaie na nie odpowiedziec...

Buddyści np; nie zajmują się szukaniem odpowiedzi na takie pytania, ich interesuje tu i teraz człowieka. Według nich wiedza o tym jak się zaczął wszechświat i tak nie uwolni Jana Kowalskiego od jego egzystencjalnego bólu. Jest taka wschodnia myśl: " Jeśli nie osiągniesz poznania, rzeczy będą jakie są. Jeśli osiągniesz poznanie, rzeczy będą jakie są". Wiedza o początkach wszechświata nie zapełni twojego żołądka, gdy będziesz głodny. Tak czy siak, będziesz musiał jakoś przeżyć swoje życie.

>Czy
>energia byla od zawsze?Skad sie wziela? Tego tez nie wiemy
>wiec jak mozemy nie wierzyc w boga skoro nie mamy pojecia
>czy gdzies tam nie egzystuje?

Po pierwsze, to nawet nie mamy jasno zdefiniowanego "boga". Równie dobrze możemy powiedzieć: "Jak mozemy w niego wierzyć", skoro nawet nie wiemy czym, czy też kim jest.
tzn. możemy w niego wierzyć, ale czy kiedykolwiek będziemy WIEDZEĆ że jest ( Czy też nie jest )?


Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
zulus_ (752 punktów)
Moim zdaniem,dywagacje czy Bóg istnieje czy nie istnieje są nieracjonalne,strata czasu.Z mojego punktu widzenia sprawa wygląda tak;

jest Bóg(wszechwiedzący,stwórca wszystkiego,sprawiedliwy)-wszyscy idą do "nieba"

nie ma Boga-nikt nigdzie nie idzie
Caleb (2 punktów)
>Moim zdaniem,dywagacje czy Bóg istnieje czy nie istnieje są nieracjonalne,strata czasu.Z mojego punktu widzenia sprawa wygląda tak;
>jest Bóg(wszechwiedzący,stwórca wszystkiego,sprawiedliwy)-wszyscy idą do "nieba"
>nie ma Boga-nikt nigdzie nie idzie
A ja bym nie był taki pewien. Ogólnie rzecz biorą jestem ateistą, ale nie wykluczam stuprocentowo istnienia sił wyższych. Ludzie zawsze muszą mieć odpowiedź-nie ma takiej opcji aby coś nie zostało określone, ustalone. A bytu boga nie nie można po porstu przekreślić lub uznać, że na pewno istnieje. Bóg jest potrzebny ludziom, gdyż na ogół myślą prostolinijnie i boją się, gdy nikt nad nimi nie czuwa. Jest oczywistym elementem zespajającym społeczeństwo i kulturę. To jak jest przedstawiony wpływa w pewien sposób na myślenie każdego człowieka-nawet ateisty. Jeśli chcemy się zastanowić czym jest bóg nie powinniśmy się tylko sugerować się opiniami innych ale samemu zastanowić nad sensem jego istnienia.
thesebas (54 punktów)
>jestem ateistą, ale nie wykluczam stuprocentowo istnienia sił wyższych

zatem chyba bliżej Ci do agnostyka z krańca ateistycznego (istnienie jak i nieistnienie Boga jest sprawą nie do udowodnienia DLATEGO nie wierzę w jego istnienie)
Damien
pozwolę sobie rozkrecic troche juz wyczerpana dyskusje
jak widac czy bog istnieje zalezy od mozgu usera
na poczatek mozna poddac w watpliwosc nasze zmysly i logike którą sie kierujemy,zeby wyjasnic o co mi chodzi,podam taki przyklad:
istnieja roznego rodzaju robaczki w naszym organizmie wiadomo ze sa tak male ze ich nie widac,niektore nam pomagaja inne szkodza(roznego rodzaju pasozyty)i tutaj takie pytanie:
skad robaczek ma wiedziec ze siedzi w tak skomplikowanym tworze jak czlowiek,co moze wiedziec o naszym zyciu emocjonalnym itp.itd. moznaby mnozyc przyklady ktore pokazuja ulomnosc zmyslow takiego robaczka i ograniczenie poprzez rozmiary i to czym jest.My rowniez mamy konkretne zmysly i niekoniecznie mowia nam prawde,przynajmniej nie obiektywną.Czyz nie mgoa istniec rzeczy wykraczajace poza nasze zmysly,logike itd.?

ps. nie mam zamiary bronic katolicyzmu ani zadnej religii to moje wlasne przemyslenia
thesebas (54 punktów)
>istnieja roznego rodzaju robaczki w naszym organizmie...
a wyobraź sobie, że taki 'robaczek' siedzi w człowieku, ale wyobraża sobie że siedzi w słoniu, który to stworzył go na swoje podobieństwo, że cały słoń jest stworzony dla niego (tego robaczka) a on (robaczek) jest wyjątkowy a inne robaczki to są
w ogóle takie marne że powinny się schować..

a wyobraźmy sobie, że taki robaczek żyje na kamieniu ale ni stąd ni zowąd wbrew obserwacji wyobraża sobie że żyje w słoniu albo człowieku..

niezależnie od tego jak bardzo w coś wierzymy nie zwiększa to realności, kamyczek nie zmieni się w słonia

założenie, że Bóg istnieje w zależności od mózgu usera oznacza wprost że ten Bóg istnieje w jego mózgu.. obiektywnie i realnie istniejący Bóg byłby niezależny od tego czy wyznawcy go dostrzegają
Pietrosian (27 punktów)

>Jednymi slowy pytania beda zawsze i nigdy nie dowiemy sie
>czy bog istnieje czy nie wiec dlaczego nie wierzymy?

Zgadzam się, choć moje myśli drążą również trochę gdzie indziej.

Jakie mamy dowody? Że człowiek wyewoluował z małpy? Przecież to my i tylko my stworzyliśmy coś, co nazywamy genetyką i nigdzie indziej nie jest to tak nazywane? Skąd możemy wiedzieć, że pojęcie nie wiąże się z szeregiem zależności, których obecna aparatura ani nawet ekstrapolacja objąć nie może?

Rozum, rozum. Gdyby nie było zmysłów, nic by nie wykrzesał. A zmysły są złudne.
"Kuchenna chemia", Discovery Channel. Eksperyment. Obiektowi eksperymentu podaje się przez dziurkę na przemian - rozcieńczone banany i cukier. Po pewnym czasie myli oba aromatu i połykając cukier jest święcie przekonany, że czuje banany. Zawodowy kucharz, którego doświadczenia wcale to nie kwestionyje.

Albo czarne kropki tam, gdzie ich nie ma.

Rozum łatwo oszukać i nie stanowi on żadnej siły. My też nie stanowimy żadnej siły. Mieszanina flaków zespojona w formę. Flaków dość prymitywnych. I to niezależnie od tego, czy 'postrzegają rozumem' czy 'patrzą okiem wiary'.

Zarówno nauka jak i religia przedstawiają pewien pogląd na świat. Odmienny. Łączony kreacjonizmem.
Ale nie widzę doprawdy wyższości nauki nad religią. Co z tego, że jedna opiera się na doznawaniu zmysłowym a druga na abstrakcyjnym zamyśleniu nad moralnością. Jedna korzysta ze zmysłów, druga z wyobraźni. Wyobraźnia gorsza, plugawa? Nic bardziej mylnego.

Ludzie postrzegają w kategoriach ludzkich. Religie właśnie takie stanowisko mają. Nie próbują być na siłę obiektywne, co jest zresztą niemożliwe. Nie wmawiają nam chłodnego dystansu. Odnoszą się raczej do uczuć i swiatopoglądu, czyli spraw człowiekowi bliskich, ba, moim zdaniem w ludzkiej egzystencji kluczowych.

Nauka zaś ponazywała członki. I co? Gdyby jelito grube zwało się Piernik Australijski, coś by to zmieniło? Ponazywaliśmy wszystko, nazewnictwo zyskało hierarchię, i niektóre słowa są 'mądrzejsze' od innych. A i tak żadne z nich nie jest naturą. Jwest kategorią, bez której nie moglibyśmy nawet idiotyczne dumać nad tym co i jak, tak jak to robimy teraz a jedynie chłonąć wrażenia. I na co by się nam ten rozum zdał?

A na co się teraz zdaje?

Religie również próbują idealizować swoje zamysły. Ale my jesteśmy stworzeni tak, że swoje ideały rozumiemy. Już obojętnie jaka doktryna. Religie zostały wymyślone przez człowieka i mogą zostać jego rozumem pojęte. Do tego jest rozum. Do trywialnych imaginacji i budowania domków na piasku dziejów.

Praktycznie nie przedstawia żadnej wartości. Po co więc się nim podpierać? Uświęcać? Wywyższać?

Impulsy elektryczne, trochę cieczy i śliskie zwoje. Też mi powód do dumy.

Każdy nasz wymysł jest tak samo nasz i tak samo głupi. Dlatego cenię sztukę. Może się jawnie do tego nie przyznaje, że w skali kosmicznej nie ma żadnej wartości, ale przynajmniej jest dla ludzi. Każdy woli co innego, lecz jest to swoisty związek człowieka z człowiekiem poprzez eksploatację materii w określony sposób.

A nie zgadywanie co w materii siedzi - kolorowe kuleczki, struny, może jeszcze baba jaga?

Na tym skończę moje niezwykle przemądrzałe i głupie zarazem. Ale nie martwcie się. W przeważającej części jestesmy tacy sami. Wszyyyscy się mądrzymy .

Miłego wieczoru .
Patty Matheson (2087 punktów)
>wiec jak mozemy nie wierzyc w boga skoro nie mamy pojecia
>czy gdzies tam nie egzystuje?A jesli egzystuje to co w
>tedy?

Zgadzam się z przedmówcą, a nawet powiem więcej - jak możemy nie wierzyć np. w cywilizacje pozaziemskie, skoro nie mamy pojęcia, czy gdzieś tam nie egzystują? A jeśli jednak, to co wówczas?
No sorry, ale brak mi słów komentarza, to nie jest do końca rozsądne rozumowanie. Prowadzi co najwżej do agnostycyzmu, ale nie do wiary!

>Jednymi slowy pytania beda zawsze i nigdy nie dowiemy sie
>czy bog istnieje czy nie wiec dlaczego nie wierzymy?

Właśnie dlatego, że jakby dowiedzenie się było w ogóle możliwe, o przestałoby to bć kwestią wiary, a stałoby się domeną nauk [przyrodniczych?], i pewnie przysłużyłoby się wynalezieniu nowych metod np. doświadczalnych...

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365