 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kultura
| Napisano | Autor | Tytuł | | 25-05-2007 17:32 | Ocykan (3528 punktów) | Co z tą polszczyzną? | Ponieważ już od dość dawna nie było dyskusji na temat poprawnej polszczyzny, pozwolę sobie wrócić do tego tematu. Poniżej przykłady niepoprawnych a popularnych wyrażeń, które (obawiam się) niedługo staną się normą:
1. Nie należy mówić przejść nad czymś do porządku dziennego , tylko przejść nad czymś do porządku. Przejście nad czymś do porządku dziennego to spopularyzowana przez prezydenta Kwaśniewskiego bezsensowna hybryda przejścia nad czyś do porządku (tzn. uznania za rzecz normalną) oraz wpisania czegoś do porządku dziennego (tzn. uznania, że należy się tym szybko zająć). 2. Nie mówi się szkoła imieniem Adama Asnyka, tylko szkoła imienia Adama Asnyka. 3. Nie mówi się mówiąc w czudzysłowiu, tylko mówiąc w czudzysłowie (nie ma wyrazu cudzysłowie, jest cudzysłów). 4. Nie mówi się nie znał kulisów sprawy, tylko nie znał kulis sprawy. Chodzi bowiem o kulisy (analogia do kulis teatralnych) nie zaś o kulisów (indyjskich tragarzy). 5. Nie mówi się chylę czoło (w sensie wyrażenia uznania lub wiernopoddaństwa), tylko chylę czoła. 6. Nie mówi się wyrwali mi zęba, tylko wyrwą mi ząb. 7. Przez analogię nie powinno się mówić liżę loda. Oczywiście nie można powiedzieć liżę lód, gdyż byłoby to zrozumiane jako lizanie sopla lub bryły lodu. Najlepszym rozwiązaniem jest mówić jak przed wojną: liżę lody. Obawiam się jednak, że od lizania loda nie ma już odwrotu, zbyt się to wyrażenie rozpowszechniło. 8. Nie należy mówić (ani śpiewać) rąbek z głowy zdjęła, którym dziecię owinąwszy siankiem go okryła tylko ... siankiem je okryła. Okryła bowiem siankiem nie rąbek, tylko dziecię (a ono jest rodzaju nijakiego). 9. Nie mówi się nie będę się procesował o przysłowiową złotówkę, to nie mogło być dziełem przysłowiowych kosmitów czy też była to gra o przysłowiową pietruszkę, ponieważ nie ma przysłów o złotówce, kosmitach ani pietruszce (chyba że się mylę - jeżeli tak, proszę o sprostowanie). Możemy natomiast mówić o przysłowiowym dzbanie, który dopóty przysłowiową wodę nosi dopóki się przysłowiowe ucho nie urwie. 10. Nie mówi się on zawsze idzie po najmniejszej linii oporu, tylko on zawsze idzie po linii najmniejszego oporu (bo to nie linia jest najmniejsza tylko opór). 11. Nie mówi się Proszę panią! (w sensie zaczepki lub zagajenia), tylko Proszę pani! 12. Nie należy też wzorować się na p. Rynkowskim, który śpiewa Nie pytam panią o lata.... Powinno się mówić (i śpiewać) Nie pytam pani o lata.... Wstyd, Panie Ryszardzie! | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Piotr G. /Grim/ (288 punktów) | Bardzo pożądane dzisiaj informacje. Dzięki Ocykan, za tą kompilację. Niestety- używałem niektórych form bez wstydu.
And the man said: Let there be light.
|
|
| IQ955 (2355 punktów) | Brawo Ocykan! W takich wystąpieniach możesz zawsze liczyć na mnie, jako sojusznika (oczywiście w dochodzeniu do prawdy, a nie w lansowaniu "rzaby dżewnej"  ). Co do "linii najmniejszego oporu" - to chyba już tu kiedyś o niej pisałem. Zaś jeśli chodzi o "dopóty" - zarówno ja, jak i pan Witold Doroszewski  jesteśmy zdania, że jednak przez "ó". Ale plusika ode mnie - oczywiście - masz! P.S. A może byśmy się tak kiedyś zajęli "postami" (pocztą), "banami" (banicją, zakazem, wygnaniem) i w ogóle tym straszliwym "lengłydżem"...
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
 | | Ocykan (3528 punktów) | > Zaś jeśli chodzi o "dopóty" - zarówno ja, jak i pan Witold Doroszewski jesteśmy zdania, że jednak przez "ó".Ja napisałem "doputy", tylko moderator mi zmienił. "Dopóki" ma uzasadnienie (prasłowiańskie "poka", które do dziś pozostało w rosyjskim). Ciekaw jestem, jak prof. Doroszewski uzasadnia "dopóty".
Ofiary na Kościół najbardziej przeszkadzają tym, którzy ich nie dają. (Paradoks Ocykana)
|
|
|  | | IQ955 (2355 punktów) | >Ja napisałem "doputy", tylko moderator mi zmienił. Wiem. Widziałem. Dlatego zareagowałem.
>"Dopóki" ma uzasadnienie (prasłowiańskie "poka", które do dziś pozostało w rosyjskim). W samej rzeczy. Nie wpadłem na to.
>Ciekaw jestem, jak prof. Doroszewski uzasadnia "dopóty". W ogóle nie uzasadnia. Daje po prostu przykłady.
Może się zresztą i pisownia zmieniła. Spróbuje poszperać i popytać. Jak na razie - żyłem w przekonaniu, że pisze się "dopóty". Ale jak mnie ktoś przekabaci...
Pozdrowienia,
IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| |  | | Ocykan (3528 punktów) | >Jak na razie - żyłem w przekonaniu, że pisze się "dopóty".
Mój Word też "żyje" w takim przekonaniu. Musiała się zmienić pisownia, w szkole uczyli mnie "doputy - dopóki".
Ofiary na Kościół najbardziej przeszkadzają tym, którzy ich nie dają. (Paradoks Ocykana)
|
|
| | |  | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) | Oba słówka mają ten sam rodowód do poka, przy czym "poko", "pok" - odnosi się do "warunkowej" przyszłości. Łączne wyrażenie "dopóty, dopóki" upowszechniło się znacznie później.
Podaję za "Słownikiem starosłowiańskim". Jest tam dość rozwlekły wywód na temat przekształceń obu słów.
|
|
| | | |  | | IQ955 (2355 punktów) | > Podaję za "Słownikiem starosłowiańskim". Jest tam dość rozwlekły wywód na temat przekształceń obu słów. Nie mam tego słownika, a może być ciekawy...
Pozdrowienia,
IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | | | |  | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) | Pasjonujący!
Niestety, nie mam wszystkich tomów, ale "na dy" mam. I "na py" też.
|
|
| | | | | |  | | IQ955 (2355 punktów) | > Pasjonujący! > Niestety, nie mam wszystkich tomów, ale "na dy" mam. I "na py" też. Czyli może się Pan tam doczyta i tego, co ja doczytałem się "gdzieśtam, nie pamiętam gdzie", że staropolskie d... (no, psiakrew musze wykropkować, bo elektroniczna cenzura odrzuci, a wcale nie idzie mi o wulgaryzm!) oznaczało po prostu "dziurę". Czyli na przykład dziupla w drzewie - to była "d...". Zaś "d..., jako taka" - to u naszych dzielnych antenatów była, jak powszechnie wiadomo "rzyć".
I tak jak innym na (anty)klerykalizm - tak nam ześlizgnęło się na ... Cóż robić?
Śliczna anegdotka, a propos:
Moi znajomi mieli dwójkę dzieci - chłopczyka (4 lata) i dziewczynkę (2..3). Wieczorem chłopczyk był już po kąpieli, a dziewczynka też, ale "dopiero co". Posadzoną ją na chwilę, jak Bozia stworzyła, na ręczniku, na stole. Chłopiec przygląda się jej uważnie i powiada: - Ty nie maś siusiaćka! - Cóś lobić? - ona na to.
Pozdrowienia,
IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | | | | | |  | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) | Prawdaż to. Staropolskie "dź`upa" (to także składak) oznaczało dziurę, otwór - co ciekawe, taki "do zatkania"! Na przykład otwór w beczce, także taki, przez który można coś przeciągnąć (rzemień w obuwiu, w odzieży). Ale nie dziupla!
Zmyślne były te staro-Polaki, co?
|
|
| | | | | | | |  | | IQ955 (2355 punktów) | >Na przykład otwór w beczce, także taki, przez który można coś przeciągnąć (rzemień w obuwiu, w odzieży). Ale nie dziupla! No, to mnie ktoś był zdezinformował.
> Zmyślne były te staro-Polaki, co? A jużci! My to zresztą po nich mamy.
Pozdrowienia,
IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | | | | | |  | | Ocykan (3528 punktów) | Przypomniałeś mi inny dowcip:
Jaś i Małgosia licytują się, które z nich ma coś bardziej godnego podziwu. W końcu Jaś, z braku innych argumentów, powiedział: - A ja mam siusiaka, a ty nie! - A ja jak dorosnę to będę miała ile będę chciała!
Ofiary na Kościół najbardziej przeszkadzają tym, którzy ich nie dają. (Paradoks Ocykana)
|
|
| | |  | | Volrath (3440 punktów) | W szkole podstawowej uczyli mnie "dopóty dzban wodę nosi, dopóki się mu ucho nie urwie". Kilkanaście lat temu.
|
|
| DawidKarolkievitz (984 punktów) |
>6. Nie mówi się wyrwali mi zęba, tylko >wyrwą mi ząb.
Ale jeśli rzeczywiście wyrwali go wczoraj. a nastepnego wyrwą jutro?
Abstrakcyjnej prawdy nie ma. Prawda jest zawsze konkretna. W. Lenin
|
|
 | | Ocykan (3528 punktów) | >>6. Nie mówi się wyrwali mi zęba, tylko >>wyrwą mi ząb. >Ale jeśli rzeczywiście wyrwali go wczoraj. > a nastepnego wyrwą jutro?
O to chodzi, że nie następnego tylko następny. Wyrwali mi ząb wczoraj a następny wyrwą jutro.
Ofiary na Kościół najbardziej przeszkadzają tym, którzy ich nie dają. (Paradoks Ocykana)
|
|
|  | | DawidKarolkievitz (984 punktów) |
> Ofiary na Kościół najbardziej przeszkadzają tym, którzy ich nie dają. >(Paradoks Ocykana)
Gorzej, że wszyscy zmuszeni są dawać nawet jeśli im to przeszkadza ( Drzazga w tyłku Karolkievitza)
Abstrakcyjnej prawdy nie ma. Prawda jest zawsze konkretna. W. Lenin
|
|
| |  | | Ocykan (3528 punktów) | >> Ofiary na Kościół najbardziej przeszkadzają tym, którzy ich nie dają. >>(Paradoks Ocykana) >Gorzej, że wszyscy zmuszeni są dawać nawet jeśli im to przeszkadza ( Drzazga w tyłku Karolkievitza)
Pozwij RP (lub KK) przed jakiś trybunał unijny. Możesz uzyskać niezły grosz, to Ci się zwróci.
Ofiary na Kościół najbardziej przeszkadzają tym, którzy ich nie dają. (Paradoks Ocykana)
|
|
| | |  | 1 na 1 | IQ955 (2355 punktów) | LUDZIE!!!! (to znaczy Ocykan i Karolkievitz)
No, czy wyście do reszty powariowali?!
Temat wątku brzmi: "Co z tą polszczyzną?".
Czy już naprawdę nie da się wyjaśnić jakiegoś gramatycznego drobiazgu bez wtrętów (anty)klerykalnych? Przecież to jest już jakaś obsesja! Wam jest chyba potrzebny psychiatra. Zapamiętajcie sobie ponadto, że słowo "obsesja" pochodzi od łacińskiego obsessio oznaczającego... O-SA-CZE-NIE! Ratujcie się, "dopóty, dopóki" jeszcze można.
P.S. Ja chyba zacznę za to stawiać minusy...
Pozdrowienia,
IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | | |  | | Ocykan (3528 punktów) | Mea culpa! Ale nie ja pierwszyzacząłem. Że też zawsze daję się "wpuszczać w dygresje"... Pocieszam się, że nie ja jeden.
Ofiary na Kościół najbardziej przeszkadzają tym, którzy ich nie dają. (Paradoks Ocykana)
|
|
| | | | |  | | IQ955 (2355 punktów) | >Mea culpa! No, dobra... Masz plusa.
Pozdrowienia,
IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
|  | | Tofik (5585 punktów) | Czyli obydwie formy są poprawne, bo wyrwali mi zęba i wyrwą mi ząb to nie jest to samo, a Ty określiłeś to jako to samo i napisałeś, że to pierwsze jest źle, a przecież tak nie jest.
"Bez bogów można żyć normalnie. BEZ ROZUMU - NIE!" Drobner
|
|
| |  | | Ocykan (3528 punktów) | >Czyli obydwie formy są poprawne, bo wyrwali mi zęba i wyrwą mi ząb
Nie! Wyrwali mi ząb i wyrwą mi ząb.
Ofiary na Kościół najbardziej przeszkadzają tym, którzy ich nie dają. (Paradoks Ocykana)
|
|
| | |  | | Tofik (5585 punktów) | Napisałeś: >>6. Nie mówi się wyrwali mi zęba, tylko >>wyrwą mi ząb. A przecież pierwsze to czas przeszły, a drugie to czas przyszły, więc nie mają takiego samego znaczenia. Czyli obydwa są dobrze, więc popełniłeś błąd, bo napisałeś, że wyrwali mi zęba jest złe.
"Bez bogów można żyć normalnie. BEZ ROZUMU - NIE!" Drobner
|
|
| | | |  | | APawłowski (1150 punktów) | >Napisałeś: >>>6. Nie mówi się wyrwali mi zęba, tylko >>>wyrwą mi ząb. >A przecież pierwsze to czas przeszły, a drugie to czas przyszły, więc nie mają takiego samego znaczenia. Czyli obydwa są dobrze, więc popełniłeś błąd, bo napisałeś, że wyrwali mi zęba jest złe. A czy rzeczowniki występują w czasie przeszłym, teraźniejszym i przyszłym z różną końcówką? Czasowniki i owszem. Ząb może jedynie dziś być zębem a jutro odpadem w śmietniku, ale przez to się nijak nie odmieni na podobieństwo czasownika.
|
|
| APawłowski (1150 punktów) | > 12. Nie należy też wzorować się na p. Rynkowskim, który> śpiewa Nie pytam panią o lata.... Powinno się> mówić (i śpiewać) Nie pytam pani o lata....> Wstyd, Panie Ryszardzie!Raczej "Panie Cygan", no właśnie, a może "Panie Cyganie"  na wszelki wypadek "wstyd Panie Jacku". Pan Rynkowski jedynie śpiewał tekst p. Cygana. Moja polonistka mawiała: jeśli nie wiesz jak napisać żyto, napisz pszenica.
|
|
 | | IQ955 (2355 punktów) | >Moja polonistka mawiała: jeśli nie wiesz jak napisać żyto, napisz pszenica.
Synonim jest to słowo, którego używa pisarz, kiedy nie wie, jak pisze się słowo właściwe. J. Tuwim
(cytuje z pamięci - może nie całkiem dokładnie)
Pozdrowienia,
IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
 | | Ocykan (3528 punktów) | >Pan Rynkowski jedynie śpiewał tekst p. Cygana.
Ale śpiewał. Czy większe zło wyrządza ten co popełnia błąd, czy ten co go rozpowszechnia?
Ofiary na Kościół najbardziej przeszkadzają tym, którzy ich nie dają. (Paradoks Ocykana)
|
|
|  | | APawłowski (1150 punktów) | > >Pan Rynkowski jedynie śpiewał tekst p. Cygana.> Ale śpiewał. Czy większe zło wyrządza ten co popełnia błąd, czy ten co go rozpowszechnia?Oczywiście że rację przyznaję. Bardziej mi chodziło bardziej o odmianę nazwiska Cygan i wątpliwości z tym związane. Oczywiście nie mam wątpliwości związanych z nazwiskiem
|
|
 | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) | Polonistka wiedziała, o co chodzi. Po prostu dopuszczalne jest w języku polskim, by słowo, szczególnie nazwisko, stosować w formie nieodmiennej (w mianowniku), jeżeli odmiana może budzić wątpliwość co do podstawy lub znaczenia.
Na przykład, jeden z moich kolegów nosi nazwisko Grajk. Słusznie upiera się, by je pozostawiać w formie nieodmiennej. Więc nie "panu Grajkowi, pana Grajka", tylko "panu Grajk, pana Grajk".
Forma "panie Cyganie" może również budzić wątpliwości co do znaczenia, stąd forma "panie Cygan" niekoniecznie musi być błędem. Zasady określają, iż przede wszystkim zależy to od właściciela. Albo od autora tekstu, gdy nie o nazwisko chodzi.
|
|
|  | | APawłowski (1150 punktów) | Moja polonistka była mądrą kobietą. To ona zaszczepiła mi dążenie do konstruowania logicznych wypowiedzi. Nie twierdzę że zawsze mi się ta sztuka udaje, ale sie staram. Niestety nie udało się jej zaszczepić mi stosowania zasad ortografii. To moja wielka i wstydliwa bolączka. Szczęściem dla mnie, stosowne automaty czerwoną kreską z bezduszną konsekwencją traktują moje literki, więc ostatnio mederator nie ingeruje. Za wcześniejsze poprawki dziękuję tedy solennie, albowiem często prześmieszny prospekt światu daję ortografią moją. Zastanawia mnie jedno. Czy purystyczne trzymanie się zasad językowych nie ogranicza rozwoju języka? Co prawda neologizmami nasz język jest nasycony mocno, jednak, tak sądzę, gwarowa polszczyzna rozwija się szybciej niż język, nazwijmy go literackim.
|
|
| |  | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) | A propos "neologizmów", którymi język nasz jest zaśmiecany. Niżej napisałem Ocykanowi, że neologizm to nowe słowo, nie nowe znaczenie słowa istniejącego. W tym sensie "neologizmów" nie jest zbyt wiele, więcej po prostu śmieci, zapominanych wraz z modą. Niektóre, co prawda, pozostają i to właśnie jako neologizmy, po nieco skomplikowanej adaptacji.
Sztywne trzymanie się zasad, rzecz jasna, ograniczałoby język do zastałych form. Prawem kontrastu, największe zasługi w twórczym kształtowaniu języka mają albo ci, którzy opanowali go w stopniu perfekcyjnym, albo ci, którzy idą na skróty, nie znając zasad lub je ignorując. "Średniacy" mają skłonność do popisywania się poprawnością i właśnie sztywnym trzymaniem się form.
Sam, jako twórca i pisarz, zapewne należę do tej pierwszej grupy, toteż nierzadko stosuję nieco odmienne zasady. Z humorem traktuję "poprawiaczy", przepraszam: moderatorów, zmieniających moją pisownię lub styl. Trochę gorzej wychodzę na potyczkach z korektorami mych książek, którzy najpierw oświadczają, że tekst jest "prawie bezbłędny", następnie wyliczają ze sto "koniecznych" poprawek. Sporo kosztuje mnie, by udowodnić, że nie jest konieczna żadna poprawka, bo gdybym stosował się ściśle do wskazanych reguł, przyszłe słowniki nie miałyby się na co powoływać.
"Gwarowa polszczyzna" to chyba złe określenie. Po prostu gwar w naszym języku właściwie już nie ma...Istnieje coś w rodzaju zunifikowanej polszczyzny, w rozmaitych środowiskowych odmianach, ulegających rozmaitym wpływom, co sprawia wrażenie szybkich zmian, a nawet prześcigania w tych zmianach języka literackiego. Pomijając nieprecyzyjność tych określeń, są to jednak zmiany falowe, narastają i przemijają, samą substancję fleksyjną pozostawiając raczej bez zmian.
Przerywam, przepraszam. To nie jest temat rzeka, to temat ocean.
|
|
| | |  | | APawłowski (1150 punktów) | > "Gwarowa polszczyzna" to chyba złe określenie. Fakt, to złe określenie. miałem na myśli język potoczy używany powszechnie. >Po prostu gwar w naszym języku właściwie już nie ma...Istnieje coś w rodzaju zunifikowanej polszczyzny, w rozmaitych środowiskowych odmianach... I nad tym boleję srodze. Od wielu lat mieszkam na Śląsku i z wielkim żalem obserwuję zanik śląskiej gwary. Podobnie jak język stosowany przez erudytów najwyższej próby, tak i gwary regionów są elementem kultury. Szkoda będzie niepowetowana jeśli gwary zanikną a w użyciu pozostanie jakaś zunifikowana polszczyzna.
|
|
| | | |  | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) | Bardzo już dawno temu, a może jeszcze dawniej, kiedy dla studentów polonistyki organizowano "obozy językowe" - byłem na takowym w Panewnikach, gdy Panewnikom ani się śniło być tylko dzielnicą wielkiego miasta. Pamiętam schludne fińskie domki, starki i starzyków siedzących przed nimi i łosprawiających dziwnie gładką i starożytną polszczyzną o rzeczach, które z kolei studentom się nie śniły.
A wiele lat później, gdy zostałem gorolem, w Panewnikach rej wodzili hanysy, używając okropnego, zgermaniałego żargonu, który z gwarą ich dziadków nie miał wiele wspólnego.
Teraz nie dość, że ten żargon uważa się za śląską gwarę, to jeszcze wyraża się żal, bo i on przemija.
|
|
| | | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | Ja do niedawna mieszkałam na Śląsku, i odkąd pamiętam. Jednak może dlatego, że nie jestem rodowitą "Hanyską", nie obracałam się w środowiskach autochtonicznych. Gwary "z krwi i kości" słyszałam niewiele; w szkole wszystko w języku ogólnym, na mieście takoż, książki, telewizja... Nie wiem, przyznaję, kiedy to się zaczęło, ale masowa imigracja "za chlebem" [jak moich rodziców] ze wszech stron Polski na uprzemysłowione tereny Śląska zrobiła swoje. Niestety globalizacja nie sprzyja indywidualizmowi, nawet na tak stosunkowo niedużym obszarze jak Polska. Historię mieliśmy przebogatą, więc z językami u nas dziwna sprawa. Jeden ekspozycjonowany język sprzyja porozumieniu, ale świadectwa historii i kultury lokalnej powinny być zachowywane, jak to jest w wielu rajonach, np. Szkocji. Mam nadzieję, że nie będziemy mieć podobnej sytuacji jak w Finlandii, gdzie ichni język właściwie zniknął z życia publicznego do czasu, kiedy Lönnrot odtworzył go i upowszechnił w swych eposach. "Dygresja na temat"  - Co sądzicie o takich inicjatywach jak np. to oto "reggae po ślunsku"? www.youtub(*)lvKqGFWfo&mode=related&search=Wydaje mi się, że właśnie w muzyce mniej lub bardziej popularnej widzi się tendencję do ujednolicania języka, ponieważ już literatura rządzi się troszkę innymi prawami. Zastanawia mnie to, że jak słyszy się taki [jakikolwiek!] utwór śpiewany gwarą, odbiera się to humorystycznie, na równi z - powiedzmy - "Jingle bells" w wersji heavymetalowej. Gwary nie są brane przez ogół na poważnie; są "ciekawostką przyrodniczą". Jest to też jakiś sposób na ich przetrwanie, ale jak widać - "każdy pies ma dwa końce". Pozdrawiam.
|
|
| APawłowski (1150 punktów) | Mody panują wszędzie, w języku również. Furorę robi ostatnio zwrot "w oparciu o..." i tu cytowany jest jakiś fakt. Oczywiście już nie pamiętam który z naszych językoznawców ocenił tenże zwrot w następujący sposób: w oparciu mogą być mole, jeśli gospodyni to flejtuch a fotel jest tapicerowany.
|
|
 | | O'Connor (233 punktów) | 4. Nie mówi się nie znał kulisów sprawy, tylko nie znał kulis sprawy. Chodzi bowiem o kulisy (analogia do kulis teatralnych) nie zaś o kulisów (indyjskich tragarzy).
A co, jeżeli weźmie się pod uwagę "lobbing" ? W tej sytuacji występują właśnie "kulisi sprawy".
Pozdrawiam,
Piotr
|
|
|  | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) | W mianowniku liczby pojedynczej jest "ta kulisa", jeśli chodzi o zaplecze teatru. Moim zdaniem, gdy chodzi o zaplecze wielu innych spraw, częściej można także doszukać się "tej kulisy", niżeli "tych kulisów". O kulisach, zamiast o kulisie, mówi się dla zmylenia przeciwnika.
|
|
|  | | Ocykan (3528 punktów) | >A co, jeżeli weźmie się pod uwagę "lobbing" ? >W tej sytuacji występują właśnie "kulisi sprawy".
To jakiś neologizm lobbysta = kulis sprawy (bo ją forsuje, niejako "niesie", węc jest jakby tragarzem - kulisem). Zatem lobbyści = kulisi sprawy. Dotychczas nikt określenia kulis w tym znaczeniu nie użył, czy to Twój "patent"? Nie sądzę, żeby wielu go "kupiło". Lobbystom z pewnością się nie spodoba.
Ofiary na Kościół najbardziej przeszkadzają tym, którzy ich nie dają. (Paradoks Ocykana)
|
|
| |  | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) | >lobbysta = kulis sprawy
To nie jest neologizm, Ocykanie. Neologizm to nowe słowo, nie nowe znaczenie słowa istniejącego.
|
|
| | |  | | O'Connor (233 punktów) | >>lobbysta = kulis sprawy > To nie jest neologizm, Ocykanie. Neologizm to nowe słowo, nie nowe znaczenie słowa istniejącego.
To jest neologizm (znaczeniowy). Nie takie się po dwóch piwach tworzy !
Pozdrowienia, Piotr
|
|
 | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) | Rozpisałem się dziś "językowo"... Sądzę, że błyskotliwa uwaga językoznawcy o fotelu jest tyleż warta, co owa gospodyni. Sformułowanie "w oparciu o..." niczym się nie różni od "opierając się na..." Metafora dotycząca oparcia jest zasadna w obu wypadkach, sens identyczny. Doszukiwanie się "dosłowności" po prostu głupie. Podobny purysta doczepił się kiedyś do pewnego fragmentu mojej książki, opisującego rozterki człowieka w sytuacji bez wyjścia: "Co robić, dokąd pójść, kiedy każda droga wiedzie w tę samą stronę? Każda wiedzie do - nikąd".    Mam nadzieję,że moderator nie będzie purystą).
|
|
|  | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) | Tej ikonki to ja nie wstawiałem!
|
|
| |  | | placownik (17853 punktów) | > Tej ikonki to ja nie wstawiałem!
Nie wzięła się znikąd. Taki efekt dają znaki ">" i "(" wpisane bezpośrednio po sobie.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | |  | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) | W takim razie jestem matadorem! Przepraszam za insynuację.
|
|
|  | | APawłowski (1150 punktów) | Na wszelki wypadek zacząłem stosować "na podstawie", autorytety jednak potrafią działać na mnie. Główną funkcją języka jest komunikatywność. Jednak nie samą komunikatywnością język żyje. Język jest w jakimś stopniu obrazem wypowiadającego słowa, wizytówką obrazującą znacznie dobitniej osobowość, niż wszystkie inne zmysły razem wzięte są w stanie osobę nam ujawnić.
|
|
| |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | Masz rację. Sądzę ponadto, że powinniśmy rożróżnić i nie łączyć ze sobą dwóch, a nawet trzech charakterów tego samego z podstawy języka [np. "polskiego"]. Przede wszystkim, nie oszukujmy się, jest to narzędzie komunikacji, więc można pozwolić ludziom stawiającym na płytką komunikatywność używać języka i modyfikować go jak chcą. Bez względu na to bowiem istnieją ludzie, którzy pragną mówić i pisać bogatym, "prawdidłowym" językiem, i oni mogą pielęgnować między sobą formy poprawne, a także z rozsądkiem i sensem używać zapożyczeń i neologizmów. Z kolei w innej sferze życia można traktować język jako sztukę samą w sobie i dla siebie  Nie do komunikacji jako takiej, ale dla podziwiania samego piękna i bogatej historii tego tworu. W ten sposób jeden język ulega tak wzbogaceniu, jak pomieszaniu, ale mam nadzieję, że ludzie zapamiętają, że ten pozorny misz-masz to wynik różnego traktowania języka i nie będą próbowali na siłę wprowadzić i stosować jednych reguł. Istnieje język polski: kolokwialny, urzędowy, literacki... Myślę, że nie ma sensu nad tym biadolić. Pozdrawiam.
|
|
| | |  | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) | Wrzucę jeszcze jeden kamyczek do "poprawnego" ogródka. Ten kamyczek uwiera mnie gorzej pod językiem, niżeli inny uwierałby w bucie.
Poprawnie nazwę powiatu, ongiś województwa, pisze się "leszczyński". Uważam to za wołające o pomstę do nieba. Co ma Leszno do leszczyny albo zgoła do leszcza?!
Nie łaska pisać po polsku "lesznieński"?!
Nie mogę dojść do źródła tego idiotyzmu.
|
|
| | | |  | | placownik (17853 punktów) | |
|
| | | | |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | W takim razie domagam się konsekwencji - nie pisać "powiat chorzowski", tylko kajzerhutteński, nie zabrzański, tylko hindenburski i nie ząbkowicki, tylko frankensztajński
|
|
| | | | |  | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) | Coraz bardziej głupieję. Ale to nic, to przysparza radochy, jak to głupiemu. Język polski jest strasznie wredny. Do konkretnej formy pozwala przypisać jedynie i tylko jeden konkretny przymiotnik, utworzony na podstawie konkretnego rdzenia. Od Leszczna może być leszczyński, ale od Leszna - lesznieński. I żaden wywód jak najbardziej historycznie prawdziwy nie ma tu nic do rzeczy. Nic absolutnie. Nie można być pół tradycjonalistą i zarazem pół modernistą. Nie można być mieszaczem pojęć. Nie można używać rzeczownika i zarazem przymiotnika, z którym ten rzeczownik nie ma nic wspólnego, prócz historii. Ale przynajmniej wiem, co mieszacze "mieli na myśli", tworząc ten dziwoląg. Serdeczne podziękowanie, placowniku!
|
|
| | | | | |  | | IQ955 (2355 punktów) | Trochę nie na temat, ale zapraszam do wątku Qumpel-looker.
Pozdrowienia,
IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
|  | | Ocykan (3528 punktów) | >Sformułowanie "w oparciu o..." niczym się nie różni od "opierając się na..." Oba sformułowania brzmią sztucznie i "referatowo" (W oparciu o uchwałę X Plenum KPZR..., Opierając się na wytycznych władz wojewódzkich...). Czy nie lepiej użyć sformułowań: "biorąc pd uwagę", "ze względu na..." lub choćby "w związku z ..."? Możliwości jest wiele.
>Podobny purysta doczepił się kiedyś do pewnego fragmentu mojej książki, opisującego rozterki człowieka w sytuacji bez wyjścia: > "Co robić, dokąd pójść, kiedy każda droga wiedzie w tę samą stronę? Każda wiedzie do - nikąd". Kiedy pewnemu politykowi doradcy oznajmili, że sytuacja jest bez wyjścia, odpowiedział: "W takim razie nie będziemy wychodzić".
Alkohol pity z umiarem nie jest szkodlilwy nawet w dużych ilościach.
|
|
| sukulent (2309 punktów) | Myślałam, ze kulisi pochodzili z Chin ... ??? Pozdrawiam
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"
|
|
 | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) | Kulisi zawsze pochodzili z Chin. Ale pracowali też w Indiach i nawet w Ameryce.
|
|
 | | Ocykan (3528 punktów) | Kulis - tragarz w południowej i wschodniej Azji, noszący zarówno ładunki, jak i ludzi w lektykach. pl.wikipedia.org/wiki/Kulis
Alkohol pity z umiarem nie jest szkodlilwy nawet w dużych ilościach.
|
|
| mefta (480 punktów) | Polecam tygodnik "Angora", w którym jest stała rubryka: Ojczyzna Polszczyzna. Maciej Malinowski przybliża nam w przystępny i bardzo ciekawy sposób "Obcy język polski", Henryk Martenka zaś ("Poczet nazwisk polskich") opisuje w równie ciekawy sposób skąd wzięły się nazwiska Polaków. pozdrawiam
Niezgłębione są pokłady ludzkiej niekumacji...
|
|
| Myflowers (2721 punktów) | Szkoła imieniem Adama Asnyka,- jednak. Ta poprawna forma została zmieniona nie wiadomo dlaczego.Zresztą, przyjęło sie to w uzusie, bo tak jest wygodniej - może. ale uzus kłóci się z normą, chociaż jest ciekawszy.
Nie ma nic bardziej przerażającego, niż głupota w akcji
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|