Racjonalista - Strona głównaDo treści
Nawracanie siebie. Narzędzie: ateista.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
01-04-2007 00:36Niklas (31 punktów)Nawracanie siebie. Narzędzie: ateista.
Ostatnio, w skutek 'nawracaczy', zacząłem się zastanawiać dlaczego ludzie różnych wyznań chcą tak bardzo 'teizować'.

Pewnie każdy pomyśli: takie zalozenia wyznania, dodatkowy czlowiek to wzmocnienie wspolnoty itp. Prawda. Chodzi mi jednak o inny aspekt; uważam że właśnie takie 'nawracanie' jest jednym z najważniejszych elementów wiary.

Podam przykład z własnego życia:

Mam przyjaciółkę, która jest bardzo religijna. Chyba jej jedynym życiowym celem jest przekonanie mnie abym wrócił do Kościola. I tu pojawia się ciekawa sytuacja:

Po pewnym czasie 'nawracania' zadałem sobie pytanie, czy to czasem ona przy mnie od Kosciola nie odejdzie. Co ciekawe mimo tego ze propaguję obojętność religijną (delikatnie mowiac), wcale mnie ten fakt nie ucieszył. Mało. Głupio się z tym czuję. Jakbym wydzierał jej coś najcenniejszego (szkoda mowic jak bardzo to wazny element zycia dla tej i wielu innych, podobnych, osób).

Wyzej opisana sytuacja dala mi szanse zrozumiec sens 'gloszenia dobrej nowiny' (jak zwal tak zwal). Od teraz patrze na to w taki sposób:

Kazdy członek Kosciola wie, ze ateizm to zly wybór bo nie daje szansy na niebo, a to jest najważniejsze. Zaakceptowanie ateisty oznaczalo by uznanie, ze jego poglądy są słuszne... A 2 słusznych zapatrywań być nie może.

Czasem więc sam 'nawracacz' musi siebie przekonywać do wiary; jak obalić zupełnie logiczne rozumowanie, w którym brak jakiegokolwiek manipulowania ludxmi, tyle pozytywów płynących z kreowania samemu życia...

Chyba jedynie za pomocą wiary...

Boli tylko jedno: dlaczego ci sami ludzie nie mogą żyć razem na ziemi, skoro wszyscy nawet tyle samo wiedzą - Bóg jest albo go nie ma.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Vincen Van Gore (179 punktów)
Sam kiedyś byłem ateistą, ale po pewnym czasie stwierdziłem, ze zycie jako ateista traci poniekąd sens. Teraz wyznaje Islam i dużo lepiej się z tym czuje, ale nadal żywie niecheć do chrześciajaństwa, boli mnie to że Islam w Polsce nie jest tak rozwinięty jak (niestety) Chreściajństwo.
Jarek (418 punktów)
>Sam kiedyś byłem ateistą, ale po pewnym czasie stwierdziłem, ze zycie jako ateista traci poniekąd sens. Teraz wyznaje Islam i dużo lepiej się z tym czuje, ale nadal żywie niecheć do chrześciajaństwa, boli mnie to że Islam w Polsce nie jest tak rozwinięty jak (niestety) Chreściajństwo.

Witam
Czy mam rozumieć że stwierdziłeś że życie bez wiary nie ma sensu, i zacząłeś wierzyć. Poddałeś się bogu imieniem Allah - to ciekawe! I jeszcze się dziwisz że islam jest tak słabo rozwinięty w Polsce - tak to bardzo dziwne.
Pozdrawiam
michiko (596 punktów)
>Czasem więc sam 'nawracacz' musi siebie przekonywać do
>wiary;

Traktuje się drugiego człowieka jak lustro, w którym odnajduje własną niepewność wiary i wątpliwości, co do słuszności własnych przekonań. Sama słuchając niektórych wierzących mam wrażenie, że próbują "zagadać" brak odczuwania autentyczności przeżyć religijnych. To ludzie, którym się wydaje, że wyznawany światopogląd powinien mieć odgórny wpływ na obraz, kim się jest dla samego siebie i w stosunku do zmieniającej się rzeczywistości.
Nie mogą realizować swoich potencjalnych możliwości, bo czują się zobowiązani "dorastać" do nie swoich wyobrażeń. Swojej przyjaciółce możesz, co najwyżej odebrać jakieś iluzje, ale nie w odniesieniu do realizowania swojej wiary w ogóle, tylko w sposobie, jaki to czyni.
"Wszyscy wiedzą, że Bóg jest albo go nie ma", ale na poziomie jednostkowej świadomości to twierdzenie staje się pozbawione sensu i pozostaje tylko takie czy inne osobiste przekonanie oparte na wierze.
Przedmiot wiary staje się jedyną prawdą dla wyznawcy, którą czuje się zobowiązany urealnić dostępnymi środkami, bez względu na konsekwencje. Dobre narzędzie dla przejęcia i utrzymania władzy, manipulowania ludźmi i osiągania celów przez to, że pozostaje w sferze samorealizacji przeżyć osobistych i emocji.
Tofik (5585 punktów)
Może Twoja koleżanka naprawdę kiedyś zauważy, że w rzeczywistości nei wierzy, albo bardziej uwierzy jeśli wystawisz ją na próbę, nie martw sie jeśli przestanie wierzyć, bo to nędzie tylko jej decyzja, wywołana poniekąd Twoją ingerencją, ale nieświadomą. Może to, że wierzy jest wywołane bardzo silną wiarą rodziców, a nigdy sama siebie się nie spytała, czy wierzy.
Dobrze jest kogoś uświadomić, ale nie sprowadzić na złą drogę.

"Fanatyzm: mieszanka wybuchowa tępoty i energii." Herbert von Karajan
freva (328 punktów)
Mnie tam ciągle uważają za zbłąkaną owieczkę, choć już dawno odeszłam od instytucji kosciola.Wierzący, których znam niby akceptuja moje poglądy, choć patrzą na mnie z lekka ironią ,przymrużeniem oka...
diogenes (42753 punktów)
ja tam nawracam kijem wisłę...
machejno (761 punktów)
A czy przypadkiem w tym "nawracaniu" nie chodzi o to by skłonić kolejna osobę do takiego samego sposobu uzewnętrzniania swojej przynależności do grupy wyznawców iksa?
Gdyby o samą wiarę chodziło, to tak naprawdę nikt nigdy by nie mógł określić dokonania takiego nawrócenia. Czyli robota nawracaczy szła by na marne.
To moim zdaniem nie o wiarę, a o sposób uzewnętrzniania czegoś co nazywane jest wiarą chodzi. W człowieku tkwi dziwna tęsknotą za jakąkolwiek obrzędowością. W przypadku nawracaczy zazwyczaj tylko o te obrzędowość chodzi...
Ale nie wszystkie religie stosują te taktykę.
Pozdrawiam
Beatus (2528 punktów)
>A czy przypadkiem w tym "nawracaniu" nie chodzi o to by skłonić kolejna osobę do takiego samego sposobu uzewnętrzniania swojej przynależności do grupy wyznawców iksa?
Bardzo ciekawe spostrzeżenie i coś w tym chyba jest. Poczucie przynależności do grupy to jedno, a drugie utożsamianie się z siłą tej grupy. Im nas więcej tym bardziej mamy rację. Poza tym tak ogólnie mamy rację, więc aż żal się robi patrzeć ilu błądzi.
Wydaje mi się, że nawracanie religijne jest podobne do dowolnych preferencji stylu życia. Jeśli ktoś uważa, że ciężka praca, oszczędzanie itd. jest właściwym sposobem egzystowania, na wszystkich nie podzielających tego poglądu patrzy jak na rasę niższą, nie rozumiejącą. O ile takiemu pracusiowi na kimś zależy - rodzice, dzieci, przyjaciele - stara się przekonać ich, że błądzą. W przypadku poglądów też tak się dzieje, i tych religijnych, i politycznych, i estetycznych. Czy pierwszy lepszy muzyk, nawet bardzo otwarty i liberalny, gdzieś tak w głębi duszy nie uważa, że brak słuchu muzycznego, czy odpowiedniego gusty w tej dziedzinie jakoś zaniża wartość życia drugiego człowieka?

>W człowieku tkwi dziwna tęsknotą za jakąkolwiek obrzędowością.
Wiedzą to właściciele dużych sieci usługowo-handlowych. Dlatego ich oferta, wystrój i wyposażenie obiektów, sposób obsługi są tak zunifikowane. Nie ma lepszego klienta niż ten, który codziennie o 7.15 wpada na kawę i ciastko przed pracą. Rytuał, poranny obrządek, zawsze ta sama kawa, zawsze to samo ciastko. Mądry sprzedawca nie pozwoli sobie na znamię gatunku kawy.
>W przypadku nawracaczy zazwyczaj tylko o te obrzędowość chodzi...
Tylko, niekoniecznie, jest na pewno ważna.
Pozdrawiam
Raisa (14 punktów)

>Kazdy członek Kosciola wie, ze ateizm to zly wybór bo nie
>daje szansy na niebo, a to jest najważniejsze.
>Zaakceptowanie ateisty oznaczalo by uznanie, ze jego
>poglądy są słuszne... A 2 słusznych zapatrywań być nie
>może.

Bardzo ciekawy post.
Zauważ, że sytuacja jest symetryczna - również ateista nie może uznać potencjalnej prawdziwości teizy teistycznej. Zatem również ateista musi albo "nawrócić" wierzącego, albo uznać, że tenże żyje w błędzie/ uległ indoktrynacji/ manipulacji.

Bo przecież nie może przyjąć, że wierzący - być może - ma rację, no nie?

Zatem - czy to wierzący są nietolerancyjni? Nie. Nietolerancyjni jesteśmy my, zarówno wierzący, jak i ateiści - co wynika tylko i wyłącznie z logicznej niemożliwości akceptowania cudzych poglądów w wyznawania zarazem własnych.
Krzyszrof Hyżorek (8 punktów)
Kiedyś miałem podobne pytania i problemy, ale w końcu doszedłem do jednego wniosku: prawda jest jedną z najważniejszych rzeczy... Jeśli martwisz się, że ludzie przez ciebie tracą to co dla nich najcenniejsze to pomyśl, że przecież tak na prawdę mówisz im prawdę (przynajmniej w twoim mniemaniu)... Nie okłamując ich robisz to, co dla ciebie i dla nich najlepsze stawiając wszystko w jasnym świetle. Gdybyś ich okłamał wcale nie byłoby to dla nich dobre, tylko, dlatego że byłbyś dla nich miły.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365