Racjonalista - Strona głównaDo treści
Racjonalizm praktyczny

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
16-04-2007 21:46AnastazyRacjonalizm praktyczny
Witam,
Jestem nowy na tym forum. Zawsze interesowały mnie sprawy światopoglądów, systemów religijnych, filozoficznych itd. Jednak mam do tego podejście raczej racjonalne, co wg mnie oznacza praktyczne. Dużo tu dyskusji typu religia a ateizm, wiara a niewiara, dzielenia włosa na czworo niczym średniowieczni scholastycy i wzajemnego nawracania, co raczej z góry jest skazane na niepowodzenie i skrajnie kończy się wzajemnym obrzucaniem błotem albo wyśmiewaniem, co już racjonalne raczej nie jest. Wolałbym raczej wiedzieć, czy uprawianie jakiegoś kultu daje Ci coś czego inaczej byś nie uzyskał? Wiara, czy niewiara nawet nie ma tu dla mnie znaczenia. Po co mi bóg, który może i istnieje, jeśli nie może on dać mi nic, co by pomogło mi lepiej żyć (nie wspominajmy tutaj o kwestiach pozagrobowych). Z tego punktu widzenia to czy nawet w niego wierzę, czy nie to sprawa w sumie drugorzędna i raczej należy do sfery pewnej duchowej estetyki. To samo dotyczy ateizmu czy innych poglądów. Liczy się skuteczność i realny wpływ na to kim jesteśmy. Nie ma sensu przekonywać się używając negacji, lepiej wskazać elementy konstruktywne i konkretne korzyści jakie może przynieść dany system żeby nam i innym się żyło lepiej. Czego każdemu z forumowiczów życzę

Ojciec Dyrektor (1704 punktów)
>Dużo tu dyskusji typu religia a ateizm,
>wiara a niewiara, dzielenia włosa na czworo niczym
>średniowieczni scholastycy i wzajemnego nawracania, co
>raczej z góry jest skazane na niepowodzenie i skrajnie
>kończy się wzajemnym obrzucaniem błotem albo wyśmiewaniem,
>co już racjonalne raczej nie jest.

Ale to nie my zaczynamy Wirtualni Krzyżacy czyhają na każdym kroku i prawie w każdym wątku, niestety

>Wolałbym raczej
>wiedzieć, czy uprawianie jakiegoś kultu daje Ci coś czego
>inaczej byś nie uzyskał?

Poważne odchudzenie portfela, na przykład.

>Wiara, czy niewiara nawet nie ma
>tu dla mnie znaczenia. Po co mi bóg, który może i istnieje,
>jeśli nie może on dać mi nic, co by pomogło mi lepiej żyć
>(nie wspominajmy tutaj o kwestiach pozagrobowych).

Teoretycznie sama wiara chrześcijańska dała nam wiele, ponieważ, chcąc czy nie chcąc, miała (i nadal ma) ogromny wpływ na dzisiejszy system moralny w większości krajów na świecie.

>Liczy się skuteczność i realny wpływ na to kim
>jesteśmy. Nie ma sensu przekonywać się używając negacji,
>lepiej wskazać elementy konstruktywne i konkretne korzyści
>jakie może przynieść dany system żeby nam i innym się żyło
>lepiej. Czego każdemu z forumowiczów życzę

Dobrze mówi, dać mu wódki, jak to lubił mawiać mój wujek.

Pozdrawiam.

Nie polemizuj nigdy z idiotą! Najpierw ściągnie Cię na swój poziom, a później zniszczy doświadczeniem.
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
To też.

Ale może warto byłoby zwrócić baczniejszą uwagę na dokonania chrześcijan (nie tylko katolików) w zakresie Sztuki (celowo przez duże S): architektura, malarstwo, muzyka, literatura ( w tym: dramat i film).

Czy dzieła te nie zasługują na percepcję (cokolwiek pod to podstawimy) tylko dlatego, że są efektem określonej doktryny ideologicznej???

fides ex necessitate esse non debet
S.Otumba (115 punktów)
(zablokowany)
TREŚĆ USUNIĘTA PRZEZ MODERATORA
APawłowski (1150 punktów)
A umiesz tak namalować? Ja nie potrafię i wielu nie potrafi, więc jest do dla mnie jednak sztuka.
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>krzescijanowie rozniszczili nasza
>>architektura, malarstwo, muzyka, literatura ( w tym: dramat i >film).
>to jest sztuka malowani trup na drewno?? malowani dwa deska, kobiet z dziecko??

Zapewne byłby to bardzo interesujący wątek zatytuowany np. tak: "Destrukcyjny wpływ kultury chrześcijańskiej na inne kultury (w tym: afrykańskie)".
Jednak ze względu na zbyt wielkie różnice istniejące pomiędzy nami w zakresie znajomości obowiązującego tu (na forum) języka - nie podejmę z Panem dyskusji. Ani na ten, ani na żaden inny temat.
Bardzo mi przykro, Panie Otumba vel coś tam, vel coś tam jeszcze, vel (jeszcze kilka nicków)...

fides ex necessitate esse non debet
S.Otumba (115 punktów)
(zablokowany)
TREŚĆ USUNIĘTA PRZEZ MODERATORA
Patty Matheson (2087 punktów)
Nie wiem czy takie od razu "destruction". Może Islam, nie wypowiadam się, jednak Chrześcijaństwo nie tyle niszczyło [przynajmniej drzewiej], co wchłaniało do swojej tworzącej się tradycji różne elementy pogańskich kultur - chwyt czysto marketingowy nakierowany na pozyskiwanie prostych wyznawców z ludu [coby się nie musieli męczyć i zbytnio przestawiać światopoglądowo]. Stąd miałby wynikać np. kult świętych.
Patty Matheson (2087 punktów)
Sztuka to pojęcie względne. Można nim nazwać coś, budzi w danym podmiocie zachwyt i szacunek dla szeroko pojętego piękna; zwykle zawęża się to do dziedzin twórczości ludzkiej, także niematerialnej [sztuka życia itp.].
Nie mi oceniać zasadność pogardliwego stosunku do obrazków na drewnie, jak i nie zdziwię się, kiedy ktoś nie uzna za sztukę np. muzyki mojej ulubionej grupy heavymetalowej, posiewów mikrobiologicznych, czy czegokolwiek.
nieobecny
Czy niesamowita katedra Sagrada Familia jest efektem chrześcijańskiej doktryny, czy oryginalnej fantazji Gaudi'ego?
Patty Matheson (2087 punktów)
Sama oryginalna fantazja nie stworzy budynku, potrzeba na to środków. W tym sensie religia [ale, afkoz, nie sama doktryna] miała na to przemożny wpływ. Ot, kieckowi chcieli mieć szumny pałacyk, a że się im powodzi... Jakby jakaś inna religia chciała taki motyw odstawić i miałaby środki k`temu, to też w porządku. Przypuszczam że nawet koncepcja architektoniczna by się nie zmieniła. Ale z kolei jakby religie się nie pchały do stawiania monumenów, to byśmy Sagrady Familii nie mieli. Może coś innego, świeckiego, ale jednak.
Teresa (2693 punktów)
>Wolałbym raczej wiedzieć, czy uprawianie jakiegoś kultu daje Ci coś czego inaczej byś nie uzyskał? Wiara, czy niewiara nawet nie ma tu dla mnie znaczenia. Po co mi bóg, który może i istnieje, jeśli nie może on dać mi nic, co by pomogło mi lepiej żyć (nie wspominajmy tutaj o kwestiach pozagrobowych)

Czy to jest pytanie retoryczne?

Oczywiście, że religia coś daje ... człowiek dzięki niej może się nawracać i dużo więcej otrzymać (o tym co można otrzymac mówi treść wiary).

Ale mam znajomego, który dokładnie tak, jak piszesz, wybierając między dwiema możliwościami: Bóg istnieje, Bóg nie istnieje przyjmuje, że Bóg istnieje. Ale co ciekawe to w jego życiu kompletnie niczego nie zmienia.

Być może skłania się on ku twierdzeniu, ze Bóg istnieje tak samo jak ja mogłabym się skłaniać ku tezie, ze świat powstał w wyniku np. wielkiego wybuchu, podczas gdy jest to dla mnie osobiście obojętne czy był wielki wybuch czy też np. continuous creation. Podobnie wiedza o tym, że w kosmosie są czarne dziury itp. nie poderwałaby człowieka do działania tak, jak mogłoby go poderwać uznanie, że Bóg za niego umarł. Ew. moglibyśmy znienawidzić jakąś konkretną czarną dziurę ale tylko o ile miałaby ona nas pochłonąć.

Z tego co wiem, żeby się nawrócić trzeba przyjąć daną wiarę jako całość a nie tylko twierdzenie, że Bóg istnieje. Nie wystarczy więc uznawanie twierdzenia, że Bóg istnieje.
Można też powiedzieć, że wierzący to ten kto się modli.

Wydaje mi się też, że wiara przynajmniej katolicka daje gratis tzw. etykę niezależną. Jest to epokowe odkrycie ze nie jest dobrym i złym to, co się danemu człowiekowi wydaje, ze takim jest tylko że czlowiek pownien odkrywac prawo moralne jak i prawo poządliwości.
nieobecny
>Oczywiście, że religia coś daje ... człowiek dzięki niej może się nawracać i dużo więcej otrzymać (o tym co można otrzymac mówi treść wiary).
Oczywiście, że narkotyki coś dają... człowiek dzięki nim może się od nich uzależnić i dużo więcej otrzymać.

>Ale mam znajomego, który dokładnie tak, jak piszesz, wybierając między dwiema możliwościami: Bóg istnieje, Bóg nie istnieje przyjmuje, że Bóg istnieje. Ale co ciekawe to w jego życiu kompletnie niczego nie zmienia.
Taka prawda - świat z Bogiem niczym się nie różni od świata bez Boga.

>Podobnie wiedza o tym, że w kosmosie są czarne dziury itp. nie poderwałaby człowieka do działania tak, jak mogłoby go poderwać uznanie, że Bóg za niego umarł.
"Wiedza" o tym, że Bóg skazał samego siebie na śmierć, żeby przebłagać samego siebie za uczynek człowieka, któremu dał wolną wolę podrywa mnie jedynie do tego, żeby wytykać skrajny idiotyzm tej "wiedzy".

>Ew. moglibyśmy znienawidzić jakąś konkretną czarną dziurę ale tylko o ile miałaby ona nas pochłonąć.
Personifikacja zjawisk natury - no tak, stąd bierze się początek każdego teizmu...

>Z tego co wiem, żeby się nawrócić trzeba przyjąć daną wiarę jako całość
Masełko maślane.

>Wydaje mi się też, że wiara przynajmniej katolicka daje gratis tzw. etykę niezależną.
Co to jest "etyka niezależna"?

>Jest to epokowe odkrycie ze nie jest dobrym i złym to, co się danemu człowiekowi wydaje
Oczywiście - "dobre" i "złe" jest to, co dany system etyczny definiuje jako "dobre" i jako "złe".

>czlowiek pownien odkrywac prawo moralne
Hola, hola! Co to za samowolka? Prawa moralne są dane od Boga i zapisane w Dekalogu, nieprawdaż?

>prawo poządliwości.
Pierwsze słyszę o takim prawie. Możesz je podać?
Patty Matheson (2087 punktów)
>"Wiedza" o tym, że Bóg skazał samego siebie na śmierć, żeby przebłagać samego siebie za uczynek człowieka, któremu dał wolną wolę

i całą gamę zdolności do wytykania takich skrajnych idiotyzmów...

>podrywa mnie jedynie do tego, żeby wytykać skrajny idiotyzm tej "wiedzy".

Idiotyzm raczej tego boga niż wiedzy. Albo raczej chorobę. Ten bóg to jakiś schizofreniczny, niekumaty, nieodpowiedzialny, nierozsądny kolo.

>Personifikacja zjawisk natury - no tak, stąd bierze się początek każdego teizmu...

Człowiek siły natury pojmuje jako "boskie" na obraz i podobieństwo swoje, a nie może jawnie siebie nazwać bogiem. A może wszędzie się doszukuje swojej lepszej natury, której mu brak?

>>prawo poządliwości.
>Pierwsze słyszę o takim prawie. Możesz je podać?

Niech zgadnę... "Będziesz pożądał..."?
Chardin (168 punktów)
>Jednak mam do tego podejście raczej racjonalne, co wg mnie
>oznacza praktyczne. Dużo tu dyskusji typu religia a ateizm,
>wiara a niewiara, dzielenia włosa na czworo niczym
>średniowieczni scholastycy i wzajemnego nawracania, co
>raczej z góry jest skazane na niepowodzenie i skrajnie
>kończy się wzajemnym obrzucaniem błotem albo wyśmiewaniem,
>co już racjonalne raczej nie jest. Wolałbym raczej
>wiedzieć, czy uprawianie jakiegoś kultu daje Ci coś czego
>inaczej byś nie uzyskał?

Pewnie jesteś świadomy, że prezentujesz poglądy przedstawicieli nurtu filozoficznego zwanego pragmatyzmem. Jeśli nie, informuję Cię .

>Wiara, czy niewiara nawet nie ma
>tu dla mnie znaczenia. Po co mi bóg, który może i istnieje,
>jeśli nie może on dać mi nic, co by pomogło mi lepiej żyć
>(nie wspominajmy tutaj o kwestiach pozagrobowych).

Dlaczego nie wspominamy? Przecież to bardzo ważne.

>Z tego
>punktu widzenia to czy nawet w niego wierzę, czy nie to
>sprawa w sumie drugorzędna i raczej należy do sfery pewnej
>duchowej estetyki. To samo dotyczy ateizmu czy innych
>poglądów. Liczy się skuteczność i realny wpływ na to kim
>jesteśmy. Nie ma sensu przekonywać się używając negacji,
>lepiej wskazać elementy konstruktywne i konkretne korzyści
>jakie może przynieść dany system żeby nam i innym się żyło
>lepiej. Czego każdemu z forumowiczów życzę

Wybacz, idee są fundamentalne. Taka istota etyczna z Ciebie, że nawet nie zauważasz, że światopogląd ma duży wpływ na postępowanie, przynajmniej dla pewnej mniejszości, do której wydajesz się mi zaliczać. Inne założenia "metafizyczne" owocują całkiem innym projektem człowieczeństwa. Wszelkie "porozumienia bez patrzenia na korzenie" okupuje się przemilczeniami, które w pewnym momencie paraliżują porozumienie, vide: UE.
Co nie zmienia faktu że fajnie by było gdyby było tak jak mówisz.
diogenes (42753 punktów)

>Zawsze interesowały mnie sprawy światopoglądów, systemów religijnych, filozoficznych itd. Jednak mam do tego podejście raczej racjonalne, co wg mnie oznacza praktyczne.

nie wiem, czy to właściwy adres. o. rydzyk jest w tym sensie też racjonalistą, bowiem robi praktyczny użytek ze swego procederu. podobnie racjonalny w tym sensie jest opus dei. co nie znaczy, ze ich intelektualne zaplecze jest w porzadku pod teoretycznym względem. najbardziej praktyczna rzeczą jest dobra teoria. dobra praktyka bez racjonalnego umocowania okazuje się prędzej czy później iluzją lub nawet mistyfikacją.

>wiara a niewiara, dzielenia włosa na czworo

na czworo to stanowczo za mało: dopiero pod mikroskopem o dużej rozdzielczości struktura włosa odkrywa swoją cudowność...

>Wolałbym raczej wiedzieć, czy uprawianie jakiegoś kultu daje Ci coś czego inaczej byś nie uzyskał? Wiara, czy niewiara nawet nie ma tu dla mnie znaczenia.

zalatuje polską kruchtą: mechanicznym rytuałem...jeśli cię dobrze zrozumiałem...

>Z tego punktu widzenia to czy nawet w niego wierzę, czy nie to sprawa w sumie drugorzędna i raczej należy do sfery pewnej duchowej estetyki.To samo dotyczy ateizmu czy innych poglądów. Liczy się skuteczność i realny wpływ na to kim jesteśmy.

nie jestem pewien, czy w sferze praktycznego zycia i praktycznej filozofii dobrym modelem jest matematyka ze zbiorem liczb urojonych. możesz np. przyjąć, że jest w świecie jakies blabla, przypisac mu cechy, które poprawią ci humor (lepiej pozwolą ci żyć)i po sprawie. z mojego punktu widzenia termin "bóg" o jakim mówią chrześcijanie czy muzułumanie, to termin pusty, co nie znaczy, że nie ma on olbrzymiego psychologicznego i społecznego znaczenia. trudno mu też odmówić skuteczności, a nawet pewnego rodzaju "diabolicznej" racjonalności. dokładnie w tym sensie, w jakim trzeba wykonać serię racjonalnych czynności, aby spalić na stosie heretyka, złamać komuś biografię lub zamienić człowieka w psychicznego kalekę.
Losec
>Wolałbym raczej
>wiedzieć, czy uprawianie jakiegoś kultu daje Ci coś czego
>inaczej byś nie uzyskał?
Już raz to cytowałem, ale, że pasuje jak ulał do Twojego pytania, to pozwolę sobie zrobić to jeszcze raz, nie tak dawno można było przeczytać w jednym z artykułów na onecie, że:
...badania Instytutu Gallupa wykazały, że wierzący częściej niż niewierzący uważają swoje życie za szczęśliwe. Dowiodły również, że wiara pomaga w osiąganiu sukcesów i radzeniu sobie z kryzysami, traumatycznymi doświadczeniami, starzeniem się ....
Dużo wcześniej również można było przeczytać na onecie, że: "Dysponujemy poważnym, reprezentatywnym badaniem, które przeprowadził Instytut Allensbach, najstarszy w Niemczech ośrodek badania opinii. Otóż ankietowani stanęli przed alternatywą: "Chciałbym korzystać z życia i nie męczyć się, gdy nie ma potrzeby. Żyje się w końcu tylko raz i najważniejszą rzeczą jest, żeby mieć coś z życia" albo "Życie postrzegam jako wyznaczone mi zadanie, któremu poświęcam wszystkie siły". To drugie stwierdzenie wybrało dwie trzecie chrześcijan. Z kolei absolutna większość niezwiązanych z żadnym wyznaniem opowiedziała się za tym, żeby brać, co tylko się da, i nie troszczyć się o resztę."
Jak widać, wiara ma decydujące znaczenie, nie jest nieistotna. Zresztą, niewiara, jest rodzajem wiary, nie ma dowodów na nieistnienie Boga. Nasuwa się pytanie, skoro większość ludzi na świecie w "coś" wierzy, skoro mamy "skłonność" do wierzenia, to czy nie lepiej, żeby przedniotem naszej wiary był spójny system etyczny, niż np. wiara w czarnego kota, scjentyzm, czy Tarot?
Na koniec, pozwolę sobie, może nieco odważnie przytoczyć słowa jeśli mnie nie myli pamięć, Adama Mickiewicza, jako komentarz, czy też odpowiedź, na pytanie, po co nam Bóg, czy nie możemy zastępić Go "naszą, ludzką" etyką, moralnością, naszymi ludzkimi zasadami:
ŹRÓDŁA
Mówisz: Niech sobie ludzie nie kochają Boga,
Byle im była cnota i Ojczyzna droga.
Głupiec mówi: Niech sobie źródło wyschnie w górach,
Byleby mi płynęła woda w miejskich rurach.

Pozdrawiam.
TyDraniu (6569 punktów)
>Otóż ankietowani stanęli przed alternatywą: "Chciałbym korzystać z życia i nie męczyć się, gdy nie ma potrzeby. Żyje się w końcu tylko raz i najważniejszą rzeczą jest, żeby mieć coś z życia" albo "Życie postrzegam jako wyznaczone mi zadanie, któremu poświęcam wszystkie siły". To drugie stwierdzenie wybrało dwie trzecie chrześcijan. Z kolei absolutna większość niezwiązanych z żadnym wyznaniem opowiedziała się za tym, żeby brać, co tylko się da, i nie troszczyć się o resztę."

Nie dostrzega Pan w tej ankiecie (i interpretacji jej wyników przez tego księdza) "drobnej" manipulacji?
Losec
>>Otóż ankietowani stanęli przed alternatywą: "Chciałbym korzystać z życia i nie męczyć się, gdy nie ma potrzeby. Żyje się w końcu tylko raz i najważniejszą rzeczą jest, żeby mieć coś z życia" albo "Życie postrzegam jako wyznaczone mi zadanie, któremu poświęcam wszystkie siły". To drugie stwierdzenie wybrało dwie trzecie chrześcijan. Z kolei absolutna większość niezwiązanych z żadnym wyznaniem opowiedziała się za tym, żeby brać, co tylko się da, i nie troszczyć się o resztę."
>Nie dostrzega Pan w tej ankiecie (i interpretacji jej wyników przez tego księdza) "drobnej" manipulacji?
Nie ośmieliłbym się odebrać Panu przyjemności wskazania nam wszystkim, jak to kler manipuluje umysłami maluczkich...
TyDraniu (6569 punktów)
>Nie ośmieliłbym się odebrać Panu przyjemności wskazania nam wszystkim, jak to kler manipuluje umysłami maluczkich...

Rozczaruję Pana. Nie interesuje mnie prowadzenie wykładów z logiki.
Losec
>Rozczaruję Pana. Nie interesuje mnie prowadzenie wykładów z logiki.
No, strasznie jestem zawiedziony... Chyba dziś nie zasnę...
Molon Labe (17 punktów)
Wiara powstała z potrzeby i dla jej zaspokojenia była kształtowana.
Zatem jej stwórcy sami uczynili ją skuteczną - inaczej pocóżby była im potrzebna? Najwidoczniej jest na świecie parę osób, które są przekonane o nieustającej skuteczności ich wiary bez względu na mijające epoki - jak już moi szanowni przedmówcy zdążyli powiedzieć - wiara daje ludziom poczucie szczęścia, bezpieczeństwa itp.
Byłbym zatem bardzo ostrożny w formułowaniu uniwersalnego osądu nad skutecznością wiary, czy też jakiejkolwiek innej sprawy lub rzeczy.
Dopóki istnieje ostatnia osoba dla której coś jest przydatne, to chyba nie możemy stwierdzić, że jest to nieprzydatne?

Możnaby próbować rozsądzić ten problem w ujęciu społeczno-dziejowym, czego niektórzy szanowni dyskutanci podjęli się w tym wątku. Wówczas należałoby sporządzić listę "za i przeciw" i ustalić, czy religie dały ludziom więcej niż odebrały.
Tylko co to nam da?
Przecież ci, którzy utrzymują, że wiara "coś" im daje nie zrezygnują z niej tylko dlatego, że komuś innemu odebrała.

Wydaje mi się, że wiara to kwestia upodobań (wybaczcie banał) i chociaż ma ona wpływ również na niewierzących, to jednak jej przydatność i skuteczność non est disputandum. Chyba że zmusimy wierzących do odejścia od wiary. Ale myślę, że racjonalizm nie potrzebuje ani kaznodziei ani inkwizytora.

Pozdrawiam
Losec
Witaj.
Załóżmy, że nie ma Boga, religia jest wytworem ludzi. A właściwie nie tyle ludzi, co "samolubnego genu" albo - inaczej mówiąc - ewolucji. Wtedy faktycznie można powiedzieć że wiara powstała dla zaspokojenia pewnych potrzeb.
Jeżeli wiara wyewoluowała i co więcej, utrzymuje się w społeczeństwie ( większość, jeśli nie wszyscy ludzie, w coś wierzą, niektórzy w Boga inni w Allaha, jeszcze inni w naukę, magiczne cyfry, astrologię, Tarota, ludzki rozum, itd) to oznacza dokładnie to, że była i jest do czegoś ludziom potrzebna, że człowiek "wierzący" ( bez definiowania istoty jego wiary czy wierzenia) ma ewolucyjną przewagę nad "niewierzącym"!

Quod erat demonstrandum
Pozdrawiam.
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)
>Jeżeli wiara wyewoluowała i co więcej, utrzymuje się w społeczeństwie ( większość, jeśli nie wszyscy ludzie, w coś wierzą, niektórzy w Boga inni w Allaha, jeszcze inni w naukę, magiczne cyfry, astrologię, Tarota, ludzki rozum, itd) to oznacza dokładnie to, że była i jest do czegoś ludziom potrzebna<

Niech i tak będzie.
Jest potrzebna Tobie, Kowalskiemu z Małkinii i Nowakowej z Suwałk.
Mnie już nie. Zatem wierz sobie, niech Nowakowa też sobie wierzy, mnie pozwólcie nie wierzyć.
Ja problem z wiarą widzę w innym miejscu - w nachalnym namawianiu innych ludzi do wiary - jakże często metodami zbrodniczymi.
W dominujących religiach złem jest nie sama wiara (a wierz sobie w co chcesz, Twoja sprawa), lecz zmuszanie innych do wiary.
Lecz wielkie religie by bez zmuszania innych do wiary nie przetrwały - zatem i chrześcijaństwo i islam są zbrodnicze.

P.S. To, że większość ludzi wierzy, nie stanowi dowodu na przewagę wiary nad niewiarą. Większośc ludzi ma wyrostek robaczkowy, który niczemu nie służy, a bywa źródłem nawet zgonów - o czym jako chirurg chyba wiesz. Bo i wyrostek robaczkowy i wiara to zbędne atawizmy.
Losec
Ależ Ty też wierzysz. Tobie wiara jest równie potrzebna jak i mnie. Tylko ja wierzę w Boga, a Ty w coś innego, choćby w to, że nie ma Boga! Albo w to, że trzeba być dobrym człowiekiem, nie ze względu na własne korzyści, tylko dlatego, że trzeba. Albo w to, że nie wolno mordować, czu okradać innych ludzi, bo to jest złe, niezależnie od tego, z czego to przekonanie wynika! Nie wierzę ( ) że może istnieć człowiek, zupełnie pozbawiony elementu wiary w swym życiu, w swoim postępowaniu, człowiek posługujący się na codzień wyłącznie rozumem.
Czy możesz sprecyzować, jakie "zbrodnicze metody namawiania innych ludzi do wiary" masz na myślii? W szczególności, chciałbym coś usłyszeć o "chrześcijańskich zbrodniczych metodach".
Pozdrawiam.
Tofik (5585 punktów)
>Tobie wiara jest równie potrzebna jak i mnie.
Zgadza się
>Tylko ja wierzę w Boga, a Ty w coś innego, choćby w to, że nie ma Boga!
Albo w naukę, jak to jest w moim przypadku
>Albo w to, że trzeba być dobrym człowiekiem, nie ze względu na własne korzyści, tylko dlatego, że trzeba.
Tu raczej dobro wypływa z własnej inicjatewy. Jestem dobra, bo chcę, żeby inni byli dobrzy do mnie (po waszemu:chcę stworzyć sobie niebo na Ziemi )
>Albo w to, że nie wolno mordować, czu okradać innych ludzi, bo to jest złe, niezależnie od tego, z czego to przekonanie wynika!
Prawo moralne i prawo państwowe trzyma każdego przy dobrym postępowaniu
>Nie wierzę ( ) że może istnieć człowiek, zupełnie pozbawiony elementu wiary w swym życiu, w swoim postępowaniu, człowiek posługujący się na codzień wyłącznie rozumem.
A ja wierzę, bo sama jestem takim człowiekim i nie muszę wierzyć w żadnego boga


"Fanatyzm: mieszanka wybuchowa tępoty i energii." Herbert von Karajan
Losec
No, właśnie, nie wierzysz w Boga, ale - jak sama napisałaś - wierzysz w naukę i ( sądzę )jeszcze w parę innych rzeczy! Czyli przyjmujesz coś "na wiarę", bez dowodów, tak jak znakomita większość przedstawicieli naszego gatunku.
W naszej części świata, i nie tylko bo jeszcze np. w obu Amerykach, to "prawo moralne" i "prawo państwowe" w znakomitej większości wynika z chrześcijańskiego dziedzictwa kulturowego! Chcesz tego, czy nie...
Pozdrowionka
Patty Matheson (2087 punktów)
Co to znaczy "wierzyć w naukę"? Przyjmować, że istnieje, chociaż nikt nie widział i nie doznał?

Człowiek "wierzący" w to, co nauka mówi, raczej nie przyjmuje wszystkiego tak zupełnie bezpodstawnie. Wierzy co najwyżej w to, że to, czego się dowodzi, co się sprawdza, jest prawdziwym obrazem Wszechświata. Chociażby to, że skoro myśli, tudzież wierzy, to naprawdę tak jest. Nie jest to zbyt wysublimowane założenie. Przyjmowanie dowodów "na wiarę"; bez dowodów. Bez tego ciężko by było w ogóle się odnaleźć. Poza tym zgadza się doskonale. A w przyjęciu istnienia jakiegoś najbardziej zagadkowego bytu, z bliżej nieokreślonych powodów, zwykle czai się jakaś ściema.

Pozdrawiam.
Losec
P.S.
>Tu raczej dobro wypływa z własnej inicjatewy. Jestem dobra, bo chcę, żeby inni byli dobrzy do mnie (po waszemu:chcę stworzyć sobie niebo na Ziemi )
Ewangelia w/g św Łukasza (14, 12-14):
12 Do tego zaś, który Go zaprosił, rzekł: «Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem zaprosili, i miałbyś odpłatę.
13 Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych.
14 A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych».

Pozdrawiam
Tofik (5585 punktów)
No więc nawet ateista może zgadzać się z Biblią, bo uśmiech takiego człowieka znaczy więcej niż odpłata.

"Fanatyzm: mieszanka wybuchowa tępoty i energii." Herbert von Karajan
Patty Matheson (2087 punktów)
Zwróć uwagę na nietożsamość sformułowań: "iść z tłumem" a "iść tam, gdzie tłum". Rozsądny człowiek [tu: jakiś indywidualista] nie będzie po prostu zawsze szedł gdzie indziej tylko dlatego, żeby nie tam, gdzie inni. Nie jest wtedy indywidualistą, bo jest zależny od kroków tłumu. Może iść gdzie mu się wydaje słuszne, byleby to była jego decyzja, a nie narzucona mu przez kogoś/coś z góry.

Pozdrawiam.
Losec
>No więc nawet ateista może zgadzać się z Biblią, bo uśmiech takiego człowieka znaczy więcej niż odpłata.
Cieszę się, że tak sądzisz.
Zapewniam Cię, jeśli jeszcze nie czytałaś Biblii, że warto. Znajdziesz tam więcej takich fragmentów, wspólnych Tobie i mnie.
Pozdrawiam serdecznie.
Tofik (5585 punktów)
Owszem, czasami czytuję, ale częściej słucham Biblii i doszłam do wniosku, że fragmenty takie jak ten, że bóg stworzył wszystko są durne, ale te mówiące o moralności są bardzo głębokie i mogą nas wiele nauczyć.

"Fanatyzm: mieszanka wybuchowa tępoty i energii." Herbert von Karajan
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)
>Ależ Ty też wierzysz. Tobie wiara jest równie potrzebna jak i mnie. Tylko ja wierzę w Boga, a Ty w coś innego, choćby w to, że nie ma Boga!<

Nie przypisuj prostemu swojego garbu. Ja nie wierzę, że nie ma Boga - lecz domagam się dowodów na jego istnienie. Dopóki go nie dostanę - traktuję Boga jako stwór baśniowy.

>Albo w to, że trzeba być dobrym człowiekiem, nie ze względu na własne korzyści, tylko dlatego, że trzeba.<

Ależ trzeba być dobrym właśnie ze względu na własne korzyści! Zobacz jak kończą ci, którzy chcieli osiągnąć wielkie korzyści działając źle - Pershing, Nikoś czy inne typki z gangów.

>Czy możesz sprecyzować, jakie "zbrodnicze metody namawiania innych ludzi do wiary" masz na myślii? W szczególności, chciałbym coś usłyszeć o "chrześcijańskich zbrodniczych metodach".<

Poczytaj, ilu ludzi stracono za to, że nie chcieli wyznawać wiary w twojego Boga.
W Polsce ciekawym przypadkiem był casus Kazimierza Łyszczyńskiego - lekturę gorąco polecam!
Patty Matheson (2087 punktów)
O co tyle krzyku? Words, words, words. Co nazwać wiarą, co przekonaniem, a co nadzieją? Nawet wierząc w boga, posługujesz się rozumem, na co dzień, wyłącznie. Chyba że wierzysz w niego innymi członkami ciała, nie wnikam jakim sposobem. Wciąż jest różnica między wiarą w boga czy leprekauny a wiarą w lepsze jutro. Dlaczego chcesz to wszystko wrzucić do jednego worka? Chcesz nam pokazać, że wcale nie jesteśmy "lepsi"? Naprawdę czujesz taką potrzebę? Na kompleksy nie ma rady... A może na odwrót - chcesz pokazać, że Ty jesteś jak my? Znów to niskie poczucie własnej wartości.
Losec
Bardzo dziękuję Ci za tę mieszankę psychoanalizy z jasnowidzeniem. Czy Ty czytasz wszystkie, lub chociaż większość z wypowiedzi z danego wątku który komentujesz, czy tylko którą komentujesz? Pytasz mnie w innym miejscu, co to znaczy "wiara w naukę", a tymczasem to Tofik napisała, że "wierzy w naukę". To jej się zapytaj. Ta dyskusja nie dotyczy pokazywania kto jest lepszy, a kto groszy. Dykutujmy ty o ewolucji, wierze, rodzajach wiary itp. Zauważyłaś? To tylko Ty i Tobie podobni dyskutanci, z uporem maniaka sprowadzacie każdą dyskusję do poziomu - lepszy, czy gorszy, ateista, czy wierzący! I kto tu ma kompleksy?
Pozdrawiam.
Patty Matheson (2087 punktów)
Pytanie co to ma znaczyć "wiara w naukę" faktycznie powinno być skierowane do autorki, jednak mnie zdziwiło to, że Ty przyjąłeś jej stwierdzenie ot tak bez pytań, aby uzasadnić, że każdy w coś wierzy, podczas gdy można śmiało przypuszczać, że autorka nie wierzy w naukę jak w niektórzy w pixie. Odniosłam wrażenie, iż manipulujesz [może nieświadomie?] niesprawdzonymi informacjami, zamiast dotrzeć do prawdy. Jeśli chodzi o te "lepszy - gorszy", to stwierdziłam, co widzę. Nie rozumiem, dlaczego część wierzących nie pozostawia dla siebie kwestii swej wiary i chce się z nami kłócić i udowadniać. Dla odmiany nie znam żadnego ateisty [co innego antyteiści, fakt], który by chciał fideistom udowadniać, że ma rację. Nie mówię, że to prawdziwe dla całości populacji, a tylko dla tego, co było mi dane obserwować. Mam nadzieję, że mnie rozumiesz; człowiek, który ma poczucie własnej wartości nie potrzebuje porównywać się z innymi. To nie jest atak na Ciebie, ponieważ mogły Tobą kierować inne pobudki. Jak już, to pretensje do tego, co piszesz.
Nie mam nic przeciwko wierze i wierzącym, sama często wierzę w różne rzeczy, zdarza mi się. Ale ani nikt nie musi o tym wiedzieć, ani tego podzielać. Nie mam właściwie też nic przeciwko wierze w Boga [ale poza religią!], tylko żeby ludzie, którzy tak nie potrafią, nie byli szykanowani.
Pozdrawiam
sceptymucha
> była i jest do czegoś ludziom potrzebna, że człowiek "wierzący" ( bez definiowania istoty jego wiary czy wierzenia) ma ewolucyjną przewagę nad "niewierzącym"!
>Quod erat demonstrandum
No coz, wpierw rozdzielmy temat na dwie kwestie:
1) wiara dawala w przeszlosci ewolucyjna przewage
Nie wydaje sie by kilka zdan wyczerpalo watek. Tak w zarysie... Wpierw trzeba by ustalic w jakim okresie byla potrzebna, dalej jaka przewage dawala. Ewolucja stwarza rzeczy losowo- to, ze cos stworzyla i to trwalo w czasie niekoniecznie znaczy, ze jest to dobre, niemniej swiadczy o tym, ze nie jest przypadloscia smiertelna dla obdarzonych ta rzecza;
2) wiara jest dzis ludziom potrzebna (daje przewage)
Wpierw trzeba wskazac ktorym ludziom. Sa spoleczenstwa ateistyczne radzace sobie calkiem dobrze. O spoleczenstwach wierzacych fanatycznie nie chce mi sie nawet pisac- w kazdym badz razie nie jest tam rozowo, za to podobno trafia sie do raju, gdzie jest mnostwo sorbetu i hurysy (ja osobiscie z sorbetu bym zrezygnowal [chociaz nie jestem pewien, czy by mi pozwolili zrezygnowac- to dopiero problem]).

Napisales qued. Jednak samo postawienie tezy nie jest jej dowodem.
Pozdrawiam
Losec
>1) wiara dawala w przeszlosci ewolucyjna przewage
>Nie wydaje sie by kilka zdan wyczerpalo watek. Tak w zarysie... Wpierw trzeba by ustalic w jakim okresie byla potrzebna, dalej jaka przewage dawala. Ewolucja stwarza rzeczy losowo- to, ze cos stworzyla i to trwalo w czasie niekoniecznie znaczy, ze jest to dobre, niemniej swiadczy o tym, ze nie jest przypadloscia smiertelna dla obdarzonych ta rzecza;
To jest bardzo charakerystyczne dla Was ateistów. Jak wam pasuje, to ewolucja tłumaczy wszystko, powstanie człowieka, życia, przeczy istnieniu Boga i tak dalej i tak dalej. A jak nie pasuje, to "niekoniecznie znaczy, że jest dobre". Otóż - mój drogi, ewolucja oczywiście działa na zasadzie przypadku, ale jeśli coś przypadkowo powstałego w procesie losowej mutacji genów,się utrwaliło, przetrwało miliony lat ( o ile wiemy wierzenia istniały już u nendertalczyków ), i rozpowszechniło , to to już jest dowodem, nie tylko tezą, na istnienie przewagi osobników obdarzonych zdolnością do przyjmowania pewnych reczy "na wiarę", nad "niedowiarkami! I działo się to od początku istnienia rodzaju ludzkiego - do chwili obecnej, a moim prywatnym zdaniem, będzie się działo nadal!
>2) wiara jest dzis ludziom potrzebna (daje przewage)
>Wpierw trzeba wskazac ktorym ludziom. Sa spoleczenstwa ateistyczne radzace sobie calkiem dobrze. O spoleczenstwach wierzacych fanatycznie nie chce mi sie nawet pisac- w kazdym badz razie nie jest tam rozowo, za to podobno trafia sie do raju, gdzie jest mnostwo sorbetu i hurysy (ja osobiscie z sorbetu bym zrezygnowal [chociaz nie jestem pewien, czy by mi pozwolili zrezygnowac- to dopiero problem]).
>Napisales qued. Jednak samo postawienie tezy nie jest jej dowodem.
Rzecz w tym, że społeczeństwa jak je nazwałeś ateistyczne - też wierzą w bardzo różne rzeczy, choć nie w Boga. W bardzo nieraz dziwne rzeczy, choć wydaje im się, że są racjonalne. Wierzą w te rzeczy które wymieniłem, a których nie będę powtarzał, ale i w wiele, bardzo wiele innych, w przesądy, we wróżby itd, itp.Ponieważ nie ma dowodów na nieitnienie Boga, również ich niewiara jest rodzajem wiary! Co więcej w społeczeństwach uznanych za ateistyczne różnego rodzaju przesądy, sekty i tym podobne, rozprzestrzeniają się ze znacznie większą łatwością, co dowodzi nie tylko tego, że zdolność do "wierzenia" jest immanentną cechą rodzju ludzkiego, ale dowodzi również tego, co jest wyjściem tej dyskusji - że wiara rozumiana jako spójny system etyczny jest dla ludzkości korzystna!
Pozdrawiam serdecznie.

sceptymucha
>>1) wiara dawala w przeszlosci ewolucyjna przewage
>>Nie wydaje sie by kilka zdan wyczerpalo watek. Tak w zarysie... Wpierw trzeba by ustalic w jakim okresie byla potrzebna, dalej jaka przewage dawala. Ewolucja stwarza rzeczy losowo- to, ze cos stworzyla i to trwalo w czasie niekoniecznie znaczy, ze jest to dobre, niemniej swiadczy o tym, ze nie jest przypadloscia smiertelna dla obdarzonych ta rzecza;
>To jest bardzo charakerystyczne dla Was ateistów. Jak wam pasuje, to ewolucja tłumaczy wszystko, powstanie człowieka, życia, przeczy istnieniu Boga i tak dalej i tak dalej.
Pierwsze trzy, czyli powstanie czlowieka, zycia i zaprzeczanie bogu osobiscie stwarzajacemu poprednio wymienione tlumaczy. Nie wiem, co sie kryje pod 'i tak dalej'.
> A jak nie pasuje, to "niekoniecznie znaczy, że jest dobre". Otóż - mój drogi, ewolucja oczywiście działa na zasadzie przypadku, ale jeśli coś przypadkowo powstałego w procesie losowej mutacji genów,się utrwaliło, przetrwało miliony lat ( o ile wiemy wierzenia istniały już u nendertalczyków ), i rozpowszechniło , to to już jest dowodem, nie tylko tezą, na istnienie przewagi osobników obdarzonych zdolnością do przyjmowania pewnych reczy "na wiarę", nad "niedowiarkami!
Za duzo na raz w jednym zdaniu. Jakby sie brac do tego po kolei, to przestaje to byc takie piekne. Wpierw o neandertalczykach- wymarli, wiec nie ma mowy o ciaglosci od nich. To i upadaja owe miliony lat. Trudno bowiem wykazac, ze wiara religijna decydowala o ich (i innych hominidow) przetrwaniu.
> I działo się to od początku istnienia rodzaju ludzkiego - do chwili obecnej, a moim prywatnym zdaniem, będzie się działo nadal!
Znaczy co sie dzialo? Nikt nie rodzi sie od razu wierzacy religijnie (buddysci w tym momencie na znak protestu dokonuja samospalenia [wiem, kiepski zart]).
>>2) wiara jest dzis ludziom potrzebna (daje przewage)
>>Wpierw trzeba wskazac ktorym ludziom. Sa spoleczenstwa ateistyczne radzace sobie calkiem dobrze. O spoleczenstwach wierzacych fanatycznie nie chce mi sie nawet pisac- w kazdym badz razie nie jest tam rozowo, za to podobno trafia sie do raju, gdzie jest mnostwo sorbetu i hurysy (ja osobiscie z sorbetu bym zrezygnowal [chociaz nie jestem pewien, czy by mi pozwolili zrezygnowac- to dopiero problem]).
>>Napisales qued. Jednak samo postawienie tezy nie jest jej dowodem.
>Rzecz w tym, że społeczeństwa jak je nazwałeś ateistyczne - też wierzą w bardzo różne rzeczy, choć nie w Boga.
Mialem nadzieje, ze ciagle mowimy o tej wierze religijnej.
> W bardzo nieraz dziwne rzeczy, choć wydaje im się, że są racjonalne. Wierzą w te rzeczy które wymieniłem, a których nie będę powtarzał, ale i w wiele, bardzo wiele innych, w przesądy, we wróżby itd, itp.
Mowisz, ze tak naprawde nie ma spoleczenstw ateistycznych? Ciekawe. Trzeba by przeprowadzic badanie.
>Ponieważ nie ma dowodów na nieitnienie Boga, również ich niewiara jest rodzajem wiary!
A zimno jest rodzajem ognia. Dziekuje za takie stwierdzenia.
> Co więcej w społeczeństwach uznanych za ateistyczne różnego rodzaju przesądy, sekty i tym podobne, rozprzestrzeniają się ze znacznie większą łatwością, co dowodzi nie tylko tego, że zdolność do "wierzenia" jest immanentną cechą rodzju ludzkiego, ale dowodzi również tego, co jest wyjściem tej dyskusji - że wiara rozumiana jako spójny system etyczny jest dla ludzkości korzystna!
Znow za dlugie jak dla mnie zdanie. Jesli to wszystko tak sie rozprzestrzenia jak piszesz, to po kilku latach spoleczenstwo przestaje byc ateistyczne. Nie wydaje mi sie, by tak to sie dzialo.
Wydaje mi sie, ze naduzywasz pojecia 'wiara', przy koncu staje sie juz ono tak pojemne, ze miesci sie w nim i zdolnosc przewidywania zdarzen (na podstawie doswiadczenia, z okreslonym prawdopodobienstwem) i zdolnosc do poslugiwania (w mysleniu) sie zalozeniami na dana chwile nieweryfikowalnymi. Ja sprzeczam sie z Toba uzywajac pojecia wiara w sensie religijnym.
Pozdrawiam
Losec
No, to skoncentruj się i spróbuj jeszcze raz.
1. Wiarą nazywamy wszystko to, co przyjmujemy do wiadomości i uznajemy za prawdziwe lub conajmniej możliwe, bez dowodów, czyli m.in. Boga, pecha, wróżby, przekonanie o potędze nauki i ludzkiego rozumu, itp, ale już nie
>zdolnosc przewidywania zdarzen (na podstawie doswiadczenia, z okreslonym prawdopodobienstwem)
bo jak słusznie zauważyłeś, ta "wiara" jest raczej wiedzą wynikającą z doświadczenia.
2. Wiara, czy też raczej zdolność człowieka do przyjmowania pewnych rzeczy, czy pojęć, bez dowodów, jest cechą wrodzoną każdego człowieka. Wie o tym każdy kto ma dzieci. Dziecko jest naiwne i wierzy dokładnie we wszystko, co mu rodzic powie.
2 i 1/2. Wszyscy, albo prawie wszyscy ( ja osobiście uważam, że raczej wszyscy ) ludzie, neandertalczycy, cromanionczycy, egipcjanie, rzymianie, inkowie, ci co żyli kiedyś i żyją teraz, w "coś" wierzą, przy czym znaczna większość ludzkości, wierzy w jakiś rodzaj boskiej, czy też religijnej wiary.
3. Wiara jest albo efektem Objawienia, świadomym działaniem Stwórcy, albo powstała dzięki ewolucji, wskutek jej - całkowicie przypadkowych procesów, które jednakże ( taki jest mechanizm ewolucji ) wzmacnieją i rozwijają cechy pożądane, a całkiem porzucają cechy niepożądane dla danego gatunku w danym środowisku. W tym sensie, jeżeli znaczna większość osobników gatunku ludzkiego "wierzy", to oznacza ni mniej ni więcej, tylko to, że zdolność do wierzenia jest to cecha dająca przewagę nad niewierzącymi osobnikami. Osobniki niewierzące wymierają. Podobnie, jak wymarły żyrafy z krótkimi szyjami i słonie z krótkimi trąbami, bo nie mogły sobie tak podjeść jak te z długimi. (Narządy dłuższe - są lepsze )

Reasumując: wiara, przekonanie o zasadności i słuszności stosowania zasad wiary, jako spójnego systemu etycznego, była, jest i najpewniej będzie korzystna dla tych, którzy się do niej stosują , zupełnie niezależnie od tego, skąd ta wiara pochodzi, czy od Boga, czy też jest skutkiem działanie ewolucji.
Quod erat demonstrandum
Pozdrawiam
P.S. Nie mówiłem, że nie ma społeczeństw ateistycznych, a jeśli mówiłem, to się myliłem. Mówiłem tylko, że społeczeńtwa uznawane za ateistyczne, a dokładniej ludzie w tych społeczeństwach, choć nie wierzą w Boga, to wierzą w całe mnóstwo innych pojęć, czasem sami nie zdając sobie a tego sprawy.
Pan Tau (1237 punktów)
Słowo "wiara" ma, o czym niestety zapominasz, dwa istotne znaczenia:

I. wiara irracjonalna (religijna), czyli przekonanie o pewności rzeczy, których obiektywna weryfikacja (przez doświadczenie lub przez rozumowanie) nie jest możliwa.
Przykład - wiara w bogów albo w jednorożce.
Racjonalni ateiści z pewnością nie są osobami wierzącymi, w powyższym sensie tego słowa, co lubią sugerować teiści ("Przecież wy też wierzycie!") udając, że nie zauważają ewidentnej ekwiwokacji.

II. wiara racjonalna, czyli przekonanie o pewności rzeczy, których obiektywna weryfikacja jest możliwa (albo przynajmniej nie można wykluczyć możliwości takiej weryfikacji).
Przykład - wiara w to, że Ziemia jest okrągła, a nie płaska, albo, że pioruny nie są karą boską zsyłana na grzeszników, a zwykłymi wyładowaniami elektrycznymi.
Dopiero kiedy słowa "wiara" używamy w tym znaczeniu, mamy prawo mówić, że racjonalni ateiści są osobami "wierzącymi".

Problem polega na tym, że choć wiara racjonalna nie ma nic wspólnego z wiarą irracjonalną, to bardzo często jest z nią utożsamiana, a ściślej mówiąc "scalana" pojęciowo w jedność (bo w końcu i jedno, i drugie to przecież "wiara" )

Wiara racjonalna jest źródłem wiedzy "z drugiej ręki" - większość z nas wie, że Ziemia jest okrągła, choć osobiście nigdy nie przeprowadzała żadnych doświadczeń, które by to potwierdziły.
Do akceptacji takiej wiedzy wystarcza nam sama możliwość przeprowadzenia tego rodzaju eksperymentów lub rozumowań, fakt, że ktoś już je kiedyś przeprowadził i, że znane są ich rezultaty.
Obok tego rodzaju wiedzy mamy też rzecz jasna wiedzę "z pierwszej ręki", której źródłem jest bezpośrednie poznanie - empiryczne lub racjonalne.

Przeciwieństwem wiedzy (niezależnie czy pochodzi z pierwszej ręki, czy od wiary racjonalnej) jest niewiedza. A między wiedzą a niewiedzą rozpościera się spory i zmienny obszar niepewności składający się z wątpliwości - pytań o słuszność przyjętych założeń i poprawność argumentacji.
Natomiast przeciwieństwem wiary irracjonalnej jest zwątpienie, a między wiarą irracjonalną a zwątpieniem nie ma żadnych stanów pośrednich - każda wątpliwość względem jej założeń jest zwątpieniem, ponieważ przedmioty wiary z założenia nie podlegają weryfikacji.


"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
Losec
W niektóre pojęcia łatwiej uwierzyć, w inne trudniej. Jedne rzeczy podlegają weryfiakcji szybko, inne później, jeszcze inne wcale. Nie ma ludzi, którzy wiedzą wszystko i wcale nie opierają swych sądów na wierze, tylko na wiedzy. To ( zdolność do wierzenia w to, co mówią inni ) jest naszą wspólną ludzką cechą.
Ale wiara to wiara.
Większość ludzi wierzy, że jutro wstanie słońce. Od 5 miliardów lat wstaje co rano, to i jutro pewnie wstanie. Ta wiara zostanie zweryfikowana już jutro. Większość z nas wierzy, że zobaczy słońce, które jutro wzejdzie. Większość zapewne zobaczy, ale nie wszyscy.
Ja wierzę, że po śmierci stanę przed obliczem Najwyższego, a Ty, wierzysz, że nie. Nasza wiara, i Twoja, i moja, zostaną zweryfikowane, oby jak najpóźniej. Ci, którzy umarli wczoraj, już wiedzą...
Moja wiara w życie po śmierci, nie jest bardziej irracjonalna od Twojej wiary w "nieżycie". Ani Ty, ani ja nie wiemy co będzie z nami po śmierci. ale prędzej, czy później się dowiemy. Nasze "wiary'" zostaną poddane "obiektywnej weryfikacji". Moja, i Twoja wiara, jest dokładnie taka sama jak wiara w jutrzejszy wschód słońca. I Ty i ja nie mamy żadnych dowodów na poparcie swych przekonań, ale święcie w nie wierzymy. I Ty i ja, się przekonamy...
Pozdrawiam.
Pan Tau (1237 punktów)
> [...] Ale wiara to wiara.

Prawdziwość tego stwierdzenia jest taka sama, jak np. takiego: "zamek to zamek".
A że jeden jest w drzwiach, a drugi stoi na wzgórzu wawelskim, to drobnostka.

Za tym, że wiara (racjonalna) jest czymś zupełnie innym od wiary (irracjonalnej), przemawia mnóstwo argumentów, które przedstawiłem w poprzednim poście. Za tym, że są tym samym jest jeden poważny argument - identyczna wymowa słówka "wiara".

> [...] Ja wierzę, że po śmierci stanę przed obliczem Najwyższego, a Ty, wierzysz, że nie.

Widzę, że należysz do tych, którzy wiedzą lepiej, w co ja wierzę, lub nie wierzę?
Cóż, mylisz się, nie mam pojęcia, co się dzieje z człowiekiem po jego śmierci. Nic nie wskazuje na to, że dzieje się cokolwiek, więc przypuszczam, że zapewne nic się nie dzieje.
Ale w gruncie rzeczy jest to dla mnie kwestia drugorzędna, czego większość wierzących (religijnie) nie jest w stanie pojąć. To, co jest istotne, dzieje się tu i teraz a nie w jakichś wyimaginowanych zaświatach.

Zastanów się nad swoją wiarą i powiedz, czy wiara w to, że "po śmierci staniesz przed obliczem Najwyższego" jest jedynym jej elementem? Czy może jest to tylko jeden z wielu połączonych ze sobą elementów? Czy możesz sobie je dowolnie wybierać, czy też musisz (o ile chcesz być wyznawcą danej religii) je zaakceptować wszystkie, jako niezmienną całość?

>Ci, którzy umarli wczoraj, już wiedzą...

Jakim cudem ktoś, kto nie żyje, może wiedzieć cokolwiek?

>Nasze "wiary'" zostaną poddane "obiektywnej weryfikacji". Moja, i Twoja wiara, jest dokładnie taka sama jak wiara w jutrzejszy wschód słońca.

Doprawdy?
Jutrzejszy wschód słońca każdy znas może osobiście zweryfikować jutro na tym świecie.
Jesteś w stanie zrobić to samo z "życiem" po śmierci?

Jednym z ulubionych chwytów erystycznych fideistów (którego Ty też nie unikasz) jest nazywanie ateistów wierzącymi "inaczej" - w "nie-boga", w "nie-życie" itp.
Pozwolę sobie zacytować to, co na ten temat napisał prof. Jan Woleński w artykule pt.
"WIARA, WIEDZA I ISTNIENIE BOGA":
"Czy [...] ateizm jest niczym innym, jak tylko swoistym fideizmem, tj. fideizmem bez Boga? Krytyka ateizmu z tego punktu widzenia jest bardzo częsta.
Powiada się tak: skoro nie potraficie uzasadnić swego stanowiska w taki sposób, aby mieć prawo do stwierdzenia "wiem, że Bóg nie istnieje", to wasze "nie wierzę, że Bóg istnieje" jest równie nieracjonalne, jak nasz fideizm.
Wszelako argument ten ignoruje pewną subtelną kwestię, jaką jest rozkład ciężaru dowodowego w dysputach między teistami a ateistami. Ciężar dowodu spoczywa zawsze na tej stronie, która głosi pozytywne stwierdzenie egzystencjalne. W naszym przypadku naturalnie teista jest tą stroną, na której spoczywa onus probandi w kwestii istnienia Boga. Ateista może ograniczyć się do wykazywania braków przedstawianych mu dowodów istnienia Boga, do czego, jak starałem się wyżej pokazać, ma bardzo ważkie podstawy. Tak więc, ateista kwestionuje poprawność uzasadniania "Bóg istnieje". Powiada zatem [...] tak: Nieprawdą jest, że przekonanie o istnieniu Boga jest należycie uzasadnione, a zatem nie wiem, że Bóg istnieje i nie wierzę w to.
"

"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
Losec
Nie rozumiem, dlaczego mnie atakujesz, pisząc, że mam się zastanowić nad moją wiarą. Nigdzie nie twierdziłem, że
>wiara w to, że "po śmierci staniesz przed obliczem Najwyższego" jest jedynym jej elementem.
Nie wiem, dlaczego tak uważasz. Podałem taki przykład. Mogę podać mnóstwo innych. I nie ma mowy, o jakimś wybieraniu. Będąc katolikiem, akceptuję naukę kościoła katolickiego. Na prawdę, nie rozumiem, czemu coś takiego napisałeś...
Ateista nie tylko twierdzi, że nie ma Boga. Ateista, jak każdy człowiek przyjmuje " na wiarę", bardzo wiele różnych pojęć i idei. Ta dykusja zaczęła się od tego, że stwierdziłem, że zdolność do wiary na słowo, bez dowodów, jest cechą człowieka. Każdego człowieka i ateisty i fideisty. Ja wierzę w Boga, a Ty wierzysz w jakieś inne idee. Nie znam człowieka, którzy w nic nie wierzy. Najlepiej ta zdolność do wierzenia innym ludziom widoczna jest u dzieci. Jest to cecha wrodzona, i jak każda cecha, musiała powstać - jeśli nie wskutek boskiej interwencji - to w drodze doboru naturalnego, dzięki ewolucji. A skoro tak, to musi być korzystna. I tyle. A Ty piszesz, jakbyś wiedział jaka jest moja wiara... Nie rozumiem...
sceptymucha
>No, to skoncentruj się i spróbuj jeszcze raz.
>1. Wiarą nazywamy wszystko to, co przyjmujemy do wiadomości i uznajemy za prawdziwe lub conajmniej możliwe, bez dowodów, czyli m.in. Boga, pecha, wróżby, przekonanie o potędze nauki i ludzkiego rozumu, itp,
Mozliwe, ze jutro bedzie padal caly dzien deszcz lub caly dzien swiecilo slonce. Jak widzisz Twoja definicja wiary padla, bo przyjmuje obie wersje za mozliwe, a sa sobie one przeciwstawne.
> ale już nie
>>zdolnosc przewidywania zdarzen (na podstawie doswiadczenia, z okreslonym prawdopodobienstwem)
>bo jak słusznie zauważyłeś, ta "wiara" jest raczej wiedzą wynikającą z doświadczenia.
Nie jest wiedza.
>2. Wiara, czy też raczej zdolność człowieka do przyjmowania pewnych rzeczy, czy pojęć, bez dowodów, jest cechą wrodzoną każdego człowieka.
No wlasnie ja nie nazywam zdolnosci do tworzenia przez czlowieka zalozen (w tym niesprawdzalnych) wiara.
>2 i 1/2. Wszyscy, albo prawie wszyscy ( ja osobiście uważam, że raczej wszyscy ) ludzie, neandertalczycy, cromanionczycy, egipcjanie, rzymianie, inkowie, ci co żyli kiedyś i żyją teraz, w "coś" wierzą, przy czym znaczna większość ludzkości, wierzy w jakiś rodzaj boskiej, czy też religijnej wiary.
Rzecz w tym, ze nie mozesz pisac o wymarlych gatunkach i mowic o ich supremacji dzieki wierze, poki tego nie uzasadnisz. Skoro wymarli to musisz radzic sobie z podejrzeniem, ze ich wiara miala wplyw na wymarcie.
>3. Wiara jest (...) albo powstała dzięki ewolucji, wskutek jej - całkowicie przypadkowych procesów, które jednakże ( taki jest mechanizm ewolucji ) wzmacnieją i rozwijają cechy pożądane, a całkiem porzucają cechy niepożądane dla danego gatunku w danym środowisku.
To calkiem porzucaja jest dyskusyjne. Na przyklad posiadanie przez pawia kolorowego ogona jest cecha niepozadana, gdyz staje sie on bardziej widoczny dla drapieznikow. Jest jednak tak, ze mimo wszystko pawie sobie radza.
> W tym sensie, jeżeli znaczna większość osobników gatunku ludzkiego "wierzy",
Trudno mi z Toba dojsc do konsensusu, co znaczy to wierzy. I pewnie tu jest zrodlo niezrozumienia.
> to oznacza ni mniej ni więcej, tylko to, że zdolność do wierzenia jest to cecha dająca przewagę nad niewierzącymi osobnikami.
Zdaje sie, ze tworzenie poprawnych zalozen jest przewaga, a nie tworzenie jakichkolwiek zalozen.
> Osobniki niewierzące wymierają. Podobnie, jak wymarły żyrafy z krótkimi szyjami i słonie z krótkimi trąbami, bo nie mogły sobie tak podjeść jak te z długimi.
Potrafisz pokazac, w czym pomaga wiara?
> (Narządy dłuższe - są lepsze )
Stad wynika, ze walenie stoja ewolucyjnie najwyzej.
>Reasumując: wiara, przekonanie o zasadności i słuszności stosowania zasad wiary, jako spójnego systemu etycznego, była, jest i najpewniej będzie korzystna dla tych, którzy się do niej stosują , zupełnie niezależnie od tego, skąd ta wiara pochodzi, czy od Boga, czy też jest skutkiem działanie ewolucji.
Tu juz walnales glowa w mur. Przeciez niewierzacy tez maja swoje systemy etyczne. To dobry system etyczny gwarantuje sukces spoleczenstwu. Nie widac, by musial on wynikac z wiary.
>Quod erat demonstrandum
No wlasnie ponawiam pytanie- quod erat demonstrandum?

>P.S. Nie mówiłem, że nie ma społeczeństw ateistycznych, a jeśli mówiłem, to się myliłem. Mówiłem tylko, że społeczeńtwa uznawane za ateistyczne, a dokładniej ludzie w tych społeczeństwach, choć nie wierzą w Boga, to wierzą w całe mnóstwo innych pojęć, czasem sami nie zdając sobie a tego sprawy.
Ja wspomnialem o spoleczenstwach ateistycznych. Mialem na mysli spoleczenstwa, w ktorych religia jest na marginesie. Co do ustalenia, jak tak naprawde wyglada spoleczenstwo ateistyczne pod wzgledem wierzen (takze parareligijnych) i przesadow trzeba by bylo przeprowadzic badania (albo sie posilkowac przeprowadzonymi). Inaczej po prostu kazdy z nas bedzie obstawal przy swoim zdaniu (i pewnie uzywal erystyki by przekonac drugiego).
Pozdrawiam
Losec
Nie gniewaj się, ale żebyśmy mogli dyskutować to musiałbyś mieć podstawowe pojęcie o ewolucji. A pisząc coś takiego:
>To calkiem porzucaja jest dyskusyjne. Na przyklad posiadanie przez pawia kolorowego ogona jest cecha niepozadana, gdyz staje sie on bardziej widoczny dla drapieznikow. Jest jednak tak, ze mimo wszystko pawie sobie radza.
albo coś takiego:
>Stad wynika, ze walenie stoja ewolucyjnie najwyzej.
dajesz dowody, że nie bardzo rozumiesz o co chodzi.
Jeśli paw ma kolorowy ogon, to znaczy że on się opłaca. Pawie bez kolorowych ogonów wymarły, podobnie jak i ludzie, którzy w nic nie wierzyli i słonie z krótkimi trąbami, i żyrafy z krótkimi szyjami, i czaple z krótkimi dziobami, i walenie z długimi szyjami, i zebry bez pasków, i gepardy bez cętek. Z tego samego powodu, z powodu "nieoplacalności", pawiom nie wyrosły rogi, a jeleniom kolorowe ogony, nie powstały jadowite króliki, ani mięsożerne wiewiórki, krety nie mają sokolich oczu, a sokoły nie kopią pod ziemią.
Żaden kolejny dowód, poza faktem przeżycia jakiegoś gtunku nie jest już konieczny!
>Rzecz w tym, ze nie mozesz pisac o wymarlych gatunkach i mowic o ich supremacji dzieki wierze, poki tego nie uzasadnisz. Skoro wymarli to musisz radzic sobie z podejrzeniem, ze ich wiara miala wplyw na wymarcie.
Blisko sto procent tych co żyją, wierzy w coś. Nic Ci to nie mówi?
>Tu juz walnales glowa w mur. Przeciez niewierzacy tez maja swoje systemy etyczne. To dobry system etyczny gwarantuje sukces spoleczenstwu. Nie widac, by musial on wynikac z wiary
No to wskaż mi jakiś skuteczny system etyczny, który nie wynikałby z żadnej wiary ( tym razem mówię o wierze w sensie jak najbardziej religijnym )!
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli paw ma kolorowy ogon, to znaczy że on się opłaca. Pawie bez kolorowych ogonów wymarły, podobnie jak i ludzie, którzy w nic nie wierzyli<

Omeprazolku najmilszy, przerażasz mnie.
Dzięki tobie przed chwilą dowiedziałem się, że nie istnieję. Gadasz z wymarłym trupem!

Losec
>Omeprazolku najmilszy, przerażasz mnie.
>Dzięki tobie przed chwilą dowiedziałem się, że nie istnieję. Gadasz z wymarłym trupem!
>
Micałku, mój Ty kochany! Chcesz mi powiedzieć, że wiesz, wszystko. Że nic, a nic, nie wziąłeś nigdy na wiarę? Że nigdy nie uwierzyłeś w nic, co nie byłoby poparte dowodami? Czy jesteś absolutnie pewny, że nigdy nie zdarzyło Ci się, odpukać w niemalowane, albo powiedzieć coś w rodzaju: "niedziękuję, żeby nie zapeszyć"? Mam uwierzyć, że jesteś człowiekiem, który nie wierzy w żaden, nawet najmniejszy przesąd, w żadne idee? Nie ma takich ludzi. Ja nie mówiłem, że nie ma ludzi niewierzących w Boga, tylko, że nie ma ludzi, którzy nie wierzą w nic.
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)
Krótko i na temat:

Różnica między nami jest taka, że ty chcesz wierzyć, a ja nie chcę.
Zatem jak nawet coś mi się zwiazanego z wiarą niechcący wypsnie, to gdy się zorientuję - szukam dowodów i weryfikuję.

Ty natomiast z uporem kłapoucha wierzysz w biblijne opowiastki, mimo, że już dowiedziono, że sporo z nich to mity - ale zamiast bajki odrzucić, przechodzisz nad nimi do porządku dziennego (na zasadzie - jak fakty mówią coś innego, to tym gorzej dla faktów). Nie jest to postawa mądra, ale jak to lubisz - nie będę cię od tego odwodził.
Mam tylko nadzieję, że twoja wiara ograniczy się do bajek staro- i nowotestamentowych, a nie zaczniesz wierzyć, że pacjenta z perforacją wrzodu leczy się przez modlitwę.
Losec
>Krótko i na temat:
>Różnica między nami jest taka, że ty chcesz wierzyć, a ja nie chcę.
To prawda.
>Zatem jak nawet coś mi się zwiazanego z wiarą niechcący wypsnie, to gdy się zorientuję - szukam dowodów i weryfikuję.
>Ty natomiast z uporem kłapoucha wierzysz w biblijne opowiastki, mimo, że już dowiedziono, że sporo z nich to mity - ale zamiast bajki odrzucić, przechodzisz nad nimi do porządku dziennego (na zasadzie - jak fakty mówią coś innego, to tym gorzej dla faktów). Nie jest to postawa mądra, ale jak to lubisz - nie będę cię od tego odwodził.
>Mam tylko nadzieję, że twoja wiara ograniczy się do bajek staro- i nowotestamentowych, a nie zaczniesz wierzyć, że pacjenta z perforacją wrzodu leczy się przez modlitwę.
Skoro mowa o faktach, to choć nie lubię tu o tym pisać, coś Ci opowiem. Moja córka od urodzenia cierpiała na ciężką pokarmową alergię. Nawet minimalna ilość białka krowiego powodowała wysypki, pękanie skóry. Moja żona przez cały okres karmienia, nie mogła jeść niczego, co zawierało mleko, nawet kromka chleba powodowała u dziecka wysypki. Mimo stosowania leków i ścisłej diety, dziecko miało popękane do krwi ręce, do krwi drapało nogi ( nie mogło nawet w największe upały chodzić z gołymi nogami) , nie mogło jeść większości pokarmów mięsnych ( tylko dziczyznę, ryby) , prawie żadnych ciast, słodyczy ( bo wszędzie dodaje się mleka). Każdy wyjazd gdziekolwiek, był problemem, bo trzeba było dla niej brać osobne jedzenie.
W trzy dni, po spotkaniu z Janem Pawłem II na lotnisku w Gliwicach, zauważyliśmy, że córka nie ma ran, że nie drapie nóg, że wszystko się wygoiło. Więc na początek odstawiliśmy leki. I nic się nie stało. Zaczęliśmy włączać nieśmiało różne pokarmy - i dalej nic się nie działo. Taraz córka ma 10 lat je wszystko, poza orzechami arachidowymi. Nie ma nawet kataru siennego.
Dlatego, trochę mnie boli, jak ktoś nazywa to "bajkami", jak ktoś mówi o faktach, nie mając na poparcie swoich przekonań żadnych prawdziwych, udowodnionych faktów. Że o kłapouchu już nie wspomnę... Wierz mi, odróżniam szycie wrzodu trawiennego, od modlitwy w intencji wyzdrowienia, choć jestem głęboko przekonany, że i jedno i drugie pomaga.
A teraz, chcesz to się śmiej...
sceptymucha
>Nie gniewaj się, ale żebyśmy mogli dyskutować to musiałbyś mieć podstawowe pojęcie o ewolucji.
Ooo, to ciekawe, slucham Cie teraz z uwaga.
> A pisząc coś takiego:
>>To calkiem porzucaja jest dyskusyjne. Na przyklad posiadanie przez pawia kolorowego ogona jest cecha niepozadana, gdyz staje sie on bardziej widoczny dla drapieznikow. Jest jednak tak, ze mimo wszystko pawie sobie radza.
>albo coś takiego:
>>Stad wynika, ze walenie stoja ewolucyjnie najwyzej.
>dajesz dowody, że nie bardzo rozumiesz o co chodzi.
Akurat w tym miejscu Ty zaczales zartowac, to i ja tez.
>Jeśli paw ma kolorowy ogon, to znaczy że on się opłaca. Pawie bez kolorowych ogonów wymarły,
Pozwolisz, ze sie odgryze. Niestety musze Ci zarzucic nieznajomosc czegos bardziej podstawowego niz ewolucja, a mianowicie umiejetnosci dodawania. Wyobraz sobie, ze mozliwe jest, ze zwierze ma cechy wzmacniajace prawdopodobienstwo jego przetrwania, jak i obnizajace je- przetrwanie gatunku zalezy od tego, czy wypadkowa jest na plus. Ale z tego, ze wypadkowa jest na plus nie wynika wcale, ze wszystko, co sie dodawalo bylo pozytywne. (najczestsze przyklady tego, to nierowny 'rozklad zmyslow' u zwierzat- na przyklad dobry wech, ale slaby wzrok- co wcale nie znaczy, ze slaby wzrok jest przystosowaniem pozytywnym; tak samo sluch- wzrok [ +jeszcze ciekawostka, ze nietoperze przy sprzecznych sygnalach ze sluchu i wzroku, kieruja sie tymi ze wzroku {mimo, ze jest slaby} i przez to zdarza sie im uderzac w szyby w swietle dnia])
> podobnie jak i ludzie, którzy w nic nie wierzyli i słonie z krótkimi trąbami, i żyrafy z krótkimi szyjami, i czaple z krótkimi dziobami, i walenie z długimi szyjami, i zebry bez pasków, i gepardy bez cętek. Z tego samego powodu, z powodu "nieoplacalności", pawiom nie wyrosły rogi, a jeleniom kolorowe ogony, nie powstały jadowite króliki, ani mięsożerne wiewiórki, krety nie mają sokolich oczu, a sokoły nie kopią pod ziemią.
Az Cie fantazja poniosla...
>Żaden kolejny dowód, poza faktem przeżycia jakiegoś gtunku nie jest już konieczny!
Mrowki zyja na Ziemi dluzej od nas, ich biomasa jest wieksza od naszej, natomiast IQ bliski zera. Idac za Twoim rozumowaniem (tylko biorac je z uwzglednieniem przystosowan mrowek) bycie idiota jest najoplacalniejszym ewolucyjnie przystosowaniem. Qued, nie?
>>Rzecz w tym, ze nie mozesz pisac o wymarlych gatunkach i mowic o ich supremacji dzieki wierze, poki tego nie uzasadnisz. Skoro wymarli to musisz radzic sobie z podejrzeniem, ze ich wiara miala wplyw na wymarcie.
>Blisko sto procent tych co żyją, wierzy w coś. Nic Ci to nie mówi?
Nie wydaje mi sie, bys zyl wystarczajaco dlugo, mial odpowiednie srodki i samozaparcie, by sprawdzic blisko sto procent populacji ludzkiej, wiec nie uzywaj tego jako argument, skoro nie podpierasz tego zadnym rozumowaniem.
>>Tu juz walnales glowa w mur. Przeciez niewierzacy tez maja swoje systemy etyczne. To dobry system etyczny gwarantuje sukces spoleczenstwu. Nie widac, by musial on wynikac z wiary
>No to wskaż mi jakiś skuteczny system etyczny, który nie wynikałby z żadnej wiary ( tym razem mówię o wierze w sensie jak najbardziej religijnym )!
Za wikipedia:
Najbardziej znani etycy i systemy etyczne:
* Anaksymenes i Epikur - hedonizm - system subiektywno-emotywistyczno-efektywistyczny
* Platon, Św. Augustyn, etyka chrześcijańska - systemy obiektywno-antynaturalistyczno-motywistyczne
* Arystoteles, Stoicyzm, Baruch Spinoza - systemy obiektywno-naturalistyczno-motywistyczne
* Kartezjusz, Georg Wilhelm Friedrich Hegel - systemy obiektywno-antynaturalistyczno-efektywistyczne
* Jean-Jacques Rousseau i następcy - system obiektywistyczno-naturalistyczno-motywistyczny
* Immanuel Kant - system subiektywno-emotywistyczno-motywistyczny
* John Stuart Mill - utylitaryzm - system obiektywno-naturalistyczno-efektywistyczny
* Karol Marks - materializm dialektyczny - system subiektywno-naturalistyczno-nominalistyczny
* Fryderyk Nietzsche - system subiektywno-naturalistyczno-efektywistyczny
* Arthur Schopenhauer - system subiektywno-emotywistyczno-nominalistyczny
* Rudolf Carnap - opracowanie kilku różnych wersji etyki nominalistycznej i początek studiów porównawczych różnych systemów etycznych.

Jeden z wymienionych jest wprost z wiary religijnej inne to kwestia przemyslen ludzkich. Niektore z nich nawiazuja do wiary religijnej ale z niej nie wynikaja (znaczy sie nie sa przedluzeniem religii).
Pozdrawiam
Losek
>Pozwolisz, ze sie odgryze. Niestety musze Ci zarzucic nieznajomosc czegos bardziej podstawowego niz ewolucja, a mianowicie umiejetnosci dodawania. Wyobraz sobie, ze mozliwe jest, ze zwierze ma cechy wzmacniajace prawdopodobienstwo jego przetrwania, jak i obnizajace je- przetrwanie gatunku zalezy od tego, czy wypadkowa jest na plus. Ale z tego, ze wypadkowa jest na plus nie wynika wcale, ze wszystko, co sie dodawalo bylo pozytywne. (najczestsze przyklady tego, to nierowny 'rozklad zmyslow' u zwierzat- na przyklad dobry wech, ale slaby wzrok- co wcale nie znaczy, ze slaby wzrok jest przystosowaniem pozytywnym; tak samo sluch- wzrok [ +jeszcze ciekawostka, ze nietoperze przy sprzecznych sygnalach ze sluchu i wzroku, kieruja sie tymi ze wzroku {mimo, ze jest slaby} i przez to zdarza sie im uderzac w szyby w swietle dnia])
Błąd. Wszystko co wyewoluowało, na jakimś etapie życia gatunku, lub konkretnego osobnika musiało być korzystne. Jeżeli jakaś cecha organizmu przestaje sie przydawać to zanika tak jak np. wzrok u kretów!
>>Żaden kolejny dowód, poza faktem przeżycia jakiegoś gtunku nie jest już konieczny!
>Mrowki zyja na Ziemi dluzej od nas, ich biomasa jest wieksza od naszej, natomiast IQ bliski zera. Idac za Twoim rozumowaniem (tylko biorac je z uwzglednieniem przystosowan mrowek) bycie idiota jest najoplacalniejszym ewolucyjnie przystosowaniem. Qued, nie?
Tak, niskie IQ jest opłacalnym ewolucyjnie przystosowaniem, dla mrówki. I to tylko, gdy za sukces ewolucyjny uznać dużą biomasę. Pewne gatunki pająków, wykształciły inteligencję porównywalną z inteligencją małych ssaków. Postaw naprzeciw siebie mrówkę i pająka! Kto przetrwa?
>Nie wydaje mi sie, bys zyl wystarczajaco dlugo, mial odpowiednie srodki i samozaparcie, by sprawdzic blisko sto procent populacji ludzkiej, wiec nie uzywaj tego jako argument, skoro nie podpierasz tego zadnym rozumowaniem.
Znasz choć jednego człowieka, który wie wszystko i nigdy nic nie przyjął na wiarę?
>Za wikipedią:...
>Najbardziej znani etycy i systemy etyczne:...
Tak, pięknie, ale czy któryś z tych systemów upowszechnił się i przetrwał? Czy znasz społeczeństwo, które swoje zasady i normy współżycia oparło na Kancie i przetrwało?
Siema.
sceptymucha
>>Pozwolisz, ze sie odgryze. Niestety musze Ci zarzucic nieznajomosc czegos bardziej podstawowego niz ewolucja, a mianowicie umiejetnosci dodawania. Wyobraz sobie, ze mozliwe jest, ze zwierze ma cechy wzmacniajace prawdopodobienstwo jego przetrwania, jak i obnizajace je- przetrwanie gatunku zalezy od tego, czy wypadkowa jest na plus. Ale z tego, ze wypadkowa jest na plus nie wynika wcale, ze wszystko, co sie dodawalo bylo pozytywne. (najczestsze przyklady tego, to nierowny 'rozklad zmyslow' u zwierzat- na przyklad dobry wech, ale slaby wzrok- co wcale nie znaczy, ze slaby wzrok jest przystosowaniem pozytywnym; tak samo sluch- wzrok [ +jeszcze ciekawostka, ze nietoperze przy sprzecznych sygnalach ze sluchu i wzroku, kieruja sie tymi ze wzroku {mimo, ze jest slaby} i przez to zdarza sie im uderzac w szyby w swietle dnia])
>Błąd. Wszystko co wyewoluowało, na jakimś etapie życia gatunku, lub konkretnego osobnika musiało być korzystne.
Tak jak blad wlosy u ludzi (tak, tak, kiedys wszyscy ludzie byli brunetami), ogon pawia (po cholere mu on?). Rzeczy przypadkowe niekoniecznie musza byc korzystne, starczy, ze sa obojetne albo mechanizm ich przenoszenia z pokolenia na pokolenie nie podlega w bezposredni sposob doborowi naturalnemu (np wady genetyczne ujawniajace sie, gdy u obu rodzicow beda odpowiednie geny).
> Jeżeli jakaś cecha organizmu przestaje sie przydawać to zanika tak jak np. wzrok u kretów!
Pluca u delfinow, rogi u nosorozcow, wyrostek robaczkowy, ped do samodestrukcji u lemingow itd itp? Coraz ciekawsze rzeczy opowiadasz.
>>>Żaden kolejny dowód, poza faktem przeżycia jakiegoś gtunku nie jest już konieczny!
>>Mrowki zyja na Ziemi dluzej od nas, ich biomasa jest wieksza od naszej, natomiast IQ bliski zera. Idac za Twoim rozumowaniem (tylko biorac je z uwzglednieniem przystosowan mrowek) bycie idiota jest najoplacalniejszym ewolucyjnie przystosowaniem. Qued, nie?
>Tak, niskie IQ jest opłacalnym ewolucyjnie przystosowaniem, dla mrówki. I to tylko, gdy za sukces ewolucyjny uznać dużą biomasę.
A czym mierzysz sukces ewolucyjny, jak nie iloscia biomasy i zasiegiem wystepowania?
> Pewne gatunki pająków, wykształciły inteligencję porównywalną z inteligencją małych ssaków. Postaw naprzeciw siebie mrówkę i pająka! Kto przetrwa?
Oj ciekawie mierzysz sukces ewolucyjny, ciekawie. Czym wieksze zwierze, tym wiekszy sukces odnioslo, tak? Czy raczej trzeba urzadzac pojedynki? Postaw naprzeciw siebie tygrysa i czlowieka- kto przetrwa- tygrys ateista (czy moze one sa jednak wierzace?).
>>Nie wydaje mi sie, bys zyl wystarczajaco dlugo, mial odpowiednie srodki i samozaparcie, by sprawdzic blisko sto procent populacji ludzkiej, wiec nie uzywaj tego jako argument, skoro nie podpierasz tego zadnym rozumowaniem.
>Znasz choć jednego człowieka, który wie wszystko i nigdy nic nie przyjął na wiarę?
Twoje pojecie wiary jest na tyle pojemne, ze moglbys zamiast niego uzywac innego slowa- na przyklad zgadywanie, przewidywanie, tworzenie konstrukcji myslowych w oparciu o doswiadczenie. Najgorsze, ze dla Ciebie to to samo, co wiara religijna.
>>Za wikipedią:...
>>Najbardziej znani etycy i systemy etyczne:...
>Tak, pięknie, ale czy któryś z tych systemów upowszechnił się i przetrwał? Czy znasz społeczeństwo, które swoje zasady i normy współżycia oparło na Kancie i przetrwało?
OMG (taki zart), to o jakim upowszechnionym systemie etycznym Ty mowisz? O zadnym. O tym, ktory jest w uzyciu w Polsce, a ktory nazywa sie 'abydoprzodu' i jest tak sprecyzowany jak sprecyzowana jest masa spoleczenstwa- czyli w zarysach, pelen sprzecznosci, niezwarty, byle jaki, dostosowywany do panujacych mod. A moze jest inaczej?
Pozdrawiam
Losec
>Tak jak blad wlosy u ludzi (tak, tak, kiedys wszyscy ludzie byli brunetami), ogon pawia (po cholere mu on?). Rzeczy przypadkowe niekoniecznie musza byc korzystne, starczy, ze sa obojetne albo mechanizm ich przenoszenia z pokolenia na pokolenie nie podlega w bezposredni sposob doborowi naturalnemu (np wady genetyczne ujawniajace sie, gdy u obu rodzicow beda odpowiednie geny).
Mylisz się co nieco. Przypadkowa genetyczna mutacja,jeśli ma się utrzymać i upowszechnić musi być korzystna. Blond włosy pojawiły się przypadkowo, ale utrzymały się dlatego, że kobieta z blond włosami była po prostu atrakcyjna. Czytałem kiedyś artykuł, z którego wynikało, że związku z tym, że obecnie kobiety farbują sobie włosy, naturalny kolor blond reczywiście zaniknie. Paw, dzięki kolorowemu ogonowi jest atrakcyjny dla samicy, i dlatego, a nie przez żadną fanaberię natury, pawie mają kolorowe ogony!
>Pluca u delfinow, rogi u nosorozcow, wyrostek robaczkowy, ped do samodestrukcji u lemingow itd itp? Coraz ciekawsze rzeczy opowiadasz.
Płuca są delfinom niezbędne, o ile się orientuję, więc czemu niby miałyby zaniknąć? Wyrostek robaczkowy, to właśnie taki zanikający fragment przewodu pokarmowego.
>A czym mierzysz sukces ewolucyjny, jak nie iloscia biomasy i zasiegiem wystepowania?
To jest jeden z parametrów sukcesu. Mrówki rzeczywiście odniosły sukces, podobnie jak ludzie. Mrówki do swego sukcesu potrzebowały innych cech niż ludzie, bo zajmują inną niszę niż ludzie. Mrówki mogą być głupie, ludzie głupi otrzymują nagrody imienia Darwina.
>Oj ciekawie mierzysz sukces ewolucyjny, ciekawie. Czym wieksze zwierze, tym wiekszy sukces odnioslo, tak? Czy raczej trzeba urzadzac pojedynki? Postaw naprzeciw siebie tygrysa i czlowieka- kto przetrwa- tygrys ateista (czy moze one sa jednak wierzace?).
No? Kto przetrwa? Ilość tygrysów rośnie, czy maleje? A ilość ludzi? Rośnie czy maleje? Kto osiąga sukces? Ludzie, czy tygrysy? Czy tygrysy zabijają rocznie więcej ludzi, czy też może więcej tygrysów ginie za przyczyną ludzi? Przemyślałeś dobrze swój przykład?
>OMG (taki zart), to o jakim upowszechnionym systemie etycznym Ty mowisz? O zadnym. O tym, ktory jest w uzyciu w Polsce, a ktory nazywa sie 'abydoprzodu' i jest tak sprecyzowany jak sprecyzowana jest masa spoleczenstwa- czyli w zarysach, pelen sprzecznosci, niezwarty, byle jaki, dostosowywany do panujacych mod. A moze jest inaczej?
Pewnie, że jest inaczej. Chrześcijański system etyczny, jest spójny, precyzyjny, zwarty i nie poddaje się żadnym modom.

Pozdrowienia
sceptymucha
>>Tak jak blad wlosy u ludzi (tak, tak, kiedys wszyscy ludzie byli brunetami), ogon pawia (po cholere mu on?). Rzeczy przypadkowe niekoniecznie musza byc korzystne, starczy, ze sa obojetne albo mechanizm ich przenoszenia z pokolenia na pokolenie nie podlega w bezposredni sposob doborowi naturalnemu (np wady genetyczne ujawniajace sie, gdy u obu rodzicow beda odpowiednie geny).
>Mylisz się co nieco. Przypadkowa genetyczna mutacja,jeśli ma się utrzymać i upowszechnić musi być korzystna. Blond włosy pojawiły się przypadkowo, ale utrzymały się dlatego, że kobieta z blond włosami była po prostu atrakcyjna.
Aha, wiec korzystna mutacja, to jaka...dowolna byleby sie tylko utrzymala. Nie musi wcale przynosic gatunkowi zadnych korzysci, aby byc korzystna.
> Czytałem kiedyś artykuł, z którego wynikało, że związku z tym, że obecnie kobiety farbują sobie włosy, naturalny kolor blond reczywiście zaniknie. Paw, dzięki kolorowemu ogonowi jest atrakcyjny dla samicy, i dlatego, a nie przez żadną fanaberię natury, pawie mają kolorowe ogony!
To rzeczywiscie korzystna mutacja. Nie wazne, ze drapieznik latwiej go wypatrzy, najwazniejsze by wczesniej zdarzyl sie spodobac samicy (ktora na szczescie jest szara i trudna do zauwazenia) i juz moze spokojnie ginac. To, ze wyjasniasz dlaczego pawie wciaz maja takie ogony nie ma nic wspolnego z tym dlaczego takie ogony mialyby pomagac w przetrwaniu pawi jako gatunku- wrecz utrudniaja te przetrwanie.
>>Pluca u delfinow, rogi u nosorozcow, wyrostek robaczkowy, ped do samodestrukcji u lemingow itd itp? Coraz ciekawsze rzeczy opowiadasz.
>Płuca są delfinom niezbędne, o ile się orientuję, więc czemu niby miałyby zaniknąć?
A skrzela, slyszales o nich kiedys- dzieki nim ryby w wodzie maja wieksze mozliwosci niz delfiny, ktore musza sie wynurzac na powierzchnie.
> Wyrostek robaczkowy, to właśnie taki zanikający fragment przewodu pokarmowego.
Lahahahaha, dlaczego maja go zwierzeta, ktore trwaja miliony lat (jako gatunki)?
>>A czym mierzysz sukces ewolucyjny, jak nie iloscia biomasy i zasiegiem wystepowania?
>To jest jeden z parametrów sukcesu. Mrówki rzeczywiście odniosły sukces, podobnie jak ludzie.
Mrowki sa ateistami i to od milionow (miliardow?) lat.
> Mrówki do swego sukcesu potrzebowały innych cech niż ludzie, bo zajmują inną niszę niż ludzie. Mrówki mogą być głupie, ludzie głupi otrzymują nagrody imienia Darwina.
Ale moze jakby mrowki byly madrzejsze...
>>Oj ciekawie mierzysz sukces ewolucyjny, ciekawie. Czym wieksze zwierze, tym wiekszy sukces odnioslo, tak? Czy raczej trzeba urzadzac pojedynki? Postaw naprzeciw siebie tygrysa i czlowieka- kto przetrwa- tygrys ateista (czy moze one sa jednak wierzace?).
>No? Kto przetrwa? Ilość tygrysów rośnie, czy maleje? A ilość ludzi? Rośnie czy maleje? Kto osiąga sukces? Ludzie, czy tygrysy? Czy tygrysy zabijają rocznie więcej ludzi, czy też może więcej tygrysów ginie za przyczyną ludzi? Przemyślałeś dobrze swój przykład?
Juz zapomniales, ze to Twoj przyklad?? Tylko Ty wpisales pajaka i mrowke, i kazales im stoczyc pojedynek, a pozniej na tej podstawie okresliles wyzszosc pajaka.
>>OMG (taki zart), to o jakim upowszechnionym systemie etycznym Ty mowisz? O zadnym. O tym, ktory jest w uzyciu w Polsce, a ktory nazywa sie 'abydoprzodu' i jest tak sprecyzowany jak sprecyzowana jest masa spoleczenstwa- czyli w zarysach, pelen sprzecznosci, niezwarty, byle jaki, dostosowywany do panujacych mod. A moze jest inaczej?
>Pewnie, że jest inaczej. Chrześcijański system etyczny, jest spójny, precyzyjny, zwarty i nie poddaje się żadnym modom.
Boze chron nas przed swoimi wyznawcami.
Pozdrawiam
Losec
Taa...
No, coż...
Dobranoc...
Molon Labe (17 punktów)
>większość, jeśli nie wszyscy ludzie, w coś wierzą, niektórzy w Boga inni w Allaha, jeszcze inni w naukę, magiczne cyfry, astrologię, Tarota, ludzki rozum, itd) ...

Nie wydaje mi się, żeby umieszczenie ludzkiego rozumu i nauki w tym samym szeregu z Bogiem czy astrologią, nawet w odniesieniu do wiary, było słusznym postawieniem sprawy.

Badania Instytutu Gallupa, na które powoływałeś się wcześniej dotyczą osób wierzących - w znaczeniu oddawania czci Bogu czy innej sile sprawczej i mają niewiele wspólnego z wiarą w powodzenie, potęgę rozumu czy własne siły.
Powiedzenie "wiara czyni cuda" może i zawiera ziarno prawdy ale nie jestem przekonany do traktowania go całkiem poważnie.
Losec
>Nie wydaje mi się, żeby umieszczenie ludzkiego rozumu i nauki w tym samym szeregu z Bogiem czy astrologią, nawet w odniesieniu do wiary, było słusznym postawieniem sprawy.
Dlaczego? Mówimy o "wierze" w potęgę ludzkiego rozumu, o "wierze" w to, że nauka potrafi znaleźć odpowiedź na wiele pytań. Myślę, że wszyscy nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wiele rzeczy bierzemy "na wiarę".
>Badania Instytutu Gallupa, na które powoływałeś się wcześniej dotyczą osób wierzących - w znaczeniu oddawania czci Bogu czy innej sile sprawczej i mają niewiele wspólnego z wiarą w powodzenie, potęgę rozumu czy własne siły.
Wręcz przeciwnie. Jedni wierzą w Boga inni w naukę. Pierwsi to np. chrześcijanie, a drudzy to np. scjentolodzy. Są tacy co wierzą w Boga, ale nie oddają mu specjalnej czci, i tacy, którzy wierzą w pecha, przynoszonego przez czarnego kota, który przebiegł im drogę, i poddają się temu przesądowi, czekając na pecha.
>Powiedzenie "wiara czyni cuda" może i zawiera ziarno prawdy ale nie jestem przekonany do traktowania go całkiem poważnie.
Gdybyś tak, jak ja, na co dzień, widział pacjentów, którzy podchodzą do leczenia z wiarą ( nie mam tu na myśli wiary w jakiegoś Boga, choć sa i tacy, ale wiarę w wyzdrowienie, jakąś chęć wyzdrowienia; oraz takich, którzy takiej chęci nie mają), zobaczyłbyś jakie "cuda" czyni taka wiara. Ludzie o mocnej konstrukcji psychicznej, zdrowieją szybciej, wychodzą z ciężkich stanów. A inni, tacy, którzy nie mają tej silnej wiary w siebie, w leki i w nas - lekarzy, zdrowieją wolniej lub wcale. Tzw. "efekt placebo", czyli fakt zdrowienia ludzi, pod wpływem zupełnie neutralnych substancji, nie mających realnego wpływu na chorobę, jest udowodniony . Opiera się on właśnie na wierze jaką człowiek leczony ma w stosunku do lekarstwa, jego leczniczego działania i do lekarza, który mu to placebo podaje.
Molon Labe (17 punktów)
Wiara w potęgę ludzkiego rozumu jest, nazwijmy to umownie, rodzajem wiary monopolistycznej. Paradoksalnie bowiem, wiara ta nie znosi wiary w nic innego.
Możnaby to samo powiedzieć także o wierze np. w Boga (nie będziesz miał bogów cudzych przede mną). Ale chwileczkę.

Wiara, jaką podpiera się na codzień człowiek, np. wiara w swój sukces wynika w gruncie rzeczy z bezsilności. Człowiek bowiem sam próbuje przekonać siebie o swoich możliwościach. A zatem nie jest ich pewien. Jeśli zawiedzie ten sposób, człowiek ma w zanadrzu jeszcze silniejsze źródło zachęty do pokonywania przeciwności: opiekuńcze bóstwo, które wesprze go w chwili słabości.

Inaczej rzecz ma się z wiarą w rozum. Tu określenie "wiara" wprowadza nieporozumienie, bowiem w istocie jest to pewność swoich możliwości umysłowych wynikająca z doświadczenia. Nie jest to zatem podejście dogmatyczne pt. "Na pewno mi się uda", tylko empiryczne: "Wiem, że mi się uda, bo już kiedyś mi się udało, a ponadto znam istotę problemu, którą potrafię uogólnić".
Arouet (49 punktów)
Dużo tu dyskusji typu religia a ateizm,
>wiara a niewiara, dzielenia włosa na czworo niczym
>średniowieczni scholastycy i wzajemnego nawracania, co
>raczej z góry jest skazane na niepowodzenie

Jeśli ludzie mają ochotę to nie zabraniajmy im zatem konfrontować swoich poglądów. Podaż jest odpowiedzią na popyt, toteż jeśli takie zapotrzebowanie ktoś odczuwa, to na pewno ten rodzaj rozrywki będzie lepszym niż oglądanie reklam w tv. To, że ktoś ma poglądy, nie istotne jakie, ważne że swoje i potrafi je argumentować. Dlatego też ja jestem tolerancyjny na wiarę czy jej brak. Tak na prawdę to nieistotne.
Jak chcą, niech "gadają".
Pozdrawiam serdecznie

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365