Racjonalista - Strona głównaDo treści
Seksmisja - możliwy scenariusz?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
19-04-2007 14:55Molon Labe (17 punktów)Seksmisja - możliwy scenariusz?
Witam wszystkich.
Trapi mnie pewien problem, który dla wielu osób zdaje się być tyleż banalny co ograny.
Ja jednak chciałbym postawić parę pytań.
Mianowicie, czy zdrada małżeńska i samotne wychowywanie dzieci, jako odstępstwo od dotychczasowej, przyjętej za jedynie słuszną, monogamii nie jest właściwie wycofaniem się człowieka z drogi, którą uznał za ślepą uliczkę?
Może liczne przypadki sprzecznych metod wychowawczych matki i ojca, zamiast wszechstronnego ukształtowania dziecka, powodowały jedynie komplikacje jego oceny sytuacji, a w skrajnych okolicznościach - uraz na całe życie?
Być może homo sapiens zamieszkujący cywilizowane strony świata doszedł do wniosku, że we współczesnym ustroju społecznym, zwłaszcza demokratycznym (lub za taki uważanym), w którym kobiety często osiągają niezależność, zaistniały warunki, w których pomoc partnera w wychowaniu potomstwa nie jest niezbędna.
A ponieważ to akurat przedstawicielki płci dotychczas uważanej za słabą przeważnie najtroskliwiej opiekują się dziećmi, to w obliczu możliwości zastosowania dzieworództwa rola mężczyzny może zostać zmarginalizowana.
Jak dotąd, zmiany zachodzące w przyrodzie zdają się wynikać z pragmatyzmu a nie sentymentów. Jaką zatem natura wyznaczyła funkcję mężczyznom za lat kilka?
Proszę nie traktować tego jak wynurzenia paranoika.
Zachęcam do szczerej i srogiej krytyki.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

guszec (2 punktów)
Witam wszystkich myślicieli, poszukiwaczy i wszelkie inne wynalazki.Cokolwiek by to było.
Natura niczego nie wyznacza.Wszystko odbywa się wciąż determinowane niezliczoną ilością zmiennych,tylko w części przewidywalnych, można powiedzieć cały czas dzieje się życie i zawsze może coś "wyskoczyć z za rogu" i zaburzyć każdą próbę proroczego przewidywania przyszłości. Wpływ zmiany obyczajów na przestrzeni kilkudziesięciu, kilkuset lat nie jest raczej mierzalny w olbrzymiej ewolucyjnej skali czasu.Poza tym zjawisko można by uznać za istotne po zbadaniu statystycznym jego skali, czy aby nie jest jednak marginesem tzw. "normalnosci".
To jest moje uproszczone zdanie, taka prywatna teoria.
Molon Labe (17 punktów)
Całkowita zgoda. Trafna prognoza wszystkich nadchodzących wydarzeń jest praktycznie niemożliwa. Za celowe jednak można uznać próby szkicowania możliwych wariantów - czy to aby się na nie przygotowac, czy to ze zwyklej ciekawości.
machejno (761 punktów)
Dobrze, że ten problem może na razie tylko trapić, gorzej, gdyby bezpośrednio pojawił się w naszym życiu.
Nadprodukcja osobników sprzyja ewolucji, bo jako warunek sine qua non doboru naturalnego umożliwia dokonywanie selekcji. Znane są w przyrodzie gatunki, u których produkcja różnych płci jest nierównomierna, ale bywa i tak, że z przynajmniej początkowo równej ilości osobników płci obojga, do wieku reprodukcyjnego dożywają tylko nieliczne (zazwyczaj dotyczy to samców). Tak więc biologicznie na to patrząc, to czarno widzę przyszłość naszej płci. (Na szczęście z racji zaawansowania w wieku, mnie to na pewno nie będzie dotyczyć).
Tak wiec rodzina z ojcem i matką ma raczej podłoże kulturowo behawioralne. Sam nie wiem, czy dla trwania naszego gatunku (ale nie na poziomie biologicznym tylko cywilizacyjnym), taki układ jest niezbędny, lepszy, czy tylko "zasiedziały"? Znam dzieci wywodzące się z rodziny z jednym rodzicem i nie raz funkcjonujące lepiej od tych z rodzin tradycyjnych, ale znam też takie, które pochodząc z rodzin np. tylko z matką, dają świadectwo ewidentnego braku ojca w domu. Najgorsze jest to, że nie ma możliwości zaplanowania eksperymentu, który pomógłby w udzieleniu odpowiedzi na podobne pytania. Zostaje obserwacja stanów statystycznych i wyciąganie takowych wniosków. Tyle, że to będzie statystyka.
A na razie trzeba się cieszyć, ze kobiet starcza dla wszystkich. (Choć nie wszędzie - nie chciałbym być młodym Chińczykiem, tam ponoć grozi deficyt kobiet, pewnie kartki wprowadzą).
Pozdrawiam
Molon Labe (17 punktów)
>rodzina z ojcem i matką ma raczej podłoże kulturowo behawioralne. Sam nie wiem, czy [...] taki układ jest niezbędny, lepszy, czy tylko "zasiedziały"?

Rzeczywiście, wystarczy wziąć brutalny przykład z życia: żona niepracującego alkoholika nawet czując się na siłach aby utrzymywać rodzinę i wychowywać dzieci może nie rozstać się z mężem gdyż ulega presji społecznej - "Co powiedzą sąsiedzi i Goździkowa?".

Ale widzę nadzieję dla "zagrożonego gatunku":
>...dokonywanie selekcji...
Przecież mężczyźni uczestniczą w wymianie genów. Brak różnorodności, napływu "świeżej krwi" już wielokrotnie doprowadził do degeneracji całych zacnych rodów (weźmy choćby niektórych faraonów). Chociaż nadzieja ta spłonie wraz z dalszym rozwojem inżynierii genetycznej - mutacje będą wprowadzane sztucznie.

Na chiński kłopot z dysproporcją płciową niezłym sposobem mogłaby się okazać globalizacja społeczeństw Ziemi. Ale to stworzyłoby kolejne problemy - tematy na nowe wątki - np. problem poprawnosci politycznej.
APawłowski (1150 punktów)
>Mianowicie, czy zdrada małżeńska i samotne wychowywanie
>dzieci, jako odstępstwo od dotychczasowej, przyjętej za
>jedynie słuszną, monogamii nie jest właściwie wycofaniem
>się człowieka z drogi, którą uznał za ślepą uliczkę?
Nie, to jedynie inna droga, jedna z możliwych.
>Może liczne przypadki sprzecznych metod wychowawczych matki
>i ojca, zamiast wszechstronnego ukształtowania dziecka,
>powodowały jedynie komplikacje jego oceny sytuacji, a w
>skrajnych okolicznościach - uraz na całe życie?
No jeśli wystąpiła okoliczność z pierwszego zdania, czyli zdrada, to uraz pozostał, tyle że u ojca, może lepiej męża. Co nieco trudno w takich okolicznościach mówić o roli ojca, bo ta skończyła się jakiś czas przed urodzeniem dziecka i nie ma zastosowania w późniejszym wychowaniu. Ale faktem jest że mężczyźni inne wzorce przekazują dzieciom. Nie mówmy w takim razie o ojcu. Przyjęto uważać że matka w procesie wychowania przyczynia się do rozwinięcia w dziecku umiejętności związanych z duchowością a z kolei od mężczyzny, dzieci uczą się zachowań społecznych. I faktycznie, nie ma tu miejsca dla ojca, wzorcem może być dowolny mężczyzna, w przeciwieństwu dla roli matki, która musi kochać aby miłości nauczyć.
>Być może homo sapiens zamieszkujący cywilizowane strony
>świata doszedł do wniosku, że we współczesnym ustroju
>społecznym, zwłaszcza demokratycznym (lub za taki
>uważanym), w którym kobiety często osiągają niezależność,
>zaistniały warunki, w których pomoc partnera w wychowaniu
>potomstwa nie jest niezbędna.
Dziecko jakoś tam zawsze zostanie wychowane, istotne jedynie jak to wychowanie będzie społecznie akceptowalne. Mężczyzna nie będzie potrzebny, jeśli dziecko ma funkcjonować wśród samych kobiet, nic się nie stanie, właśnie do takiego życia zostało przygotowane jak najlepiej, jeśli jednak ma to być społeczeństwo takie bardziej tradycyjne, no to chyba będzie miało ciężko w życiu. Najgorzej będą mieli chłopcy, którym niechcący przyjdzie się urodzić w matriarchalnym środowisku, aż się boję pomyśleć. Błędy wychowawcze popełniają wszyscy rodzice, a ludzkość jakoś się trzyma.
>A ponieważ to akurat przedstawicielki płci dotychczas
>uważanej za słabą przeważnie najtroskliwiej opiekują się
>dziećmi, to w obliczu możliwości zastosowania dzieworództwa
>rola mężczyzny może zostać zmarginalizowana.
Jeśli to dzieworództwo się upowszechni, to faktycznie rola mężczyzny ulegnie znaczącej marginalizacji. Trochę szkoda, było fajnie.
>Jak dotąd, zmiany zachodzące w przyrodzie zdają się wynikać
>z pragmatyzmu a nie sentymentów. Jaką zatem natura
>wyznaczyła funkcję mężczyznom za lat kilka?
Mam nadzieję że nie doczekam się zmarginalizowania. Paniom również nie życzę.
Molon Labe (17 punktów)
>Nie, to jedynie inna droga, jedna z możliwych.

1) Zgoda, ale przecież droga bywa kręta i myląca jak labirynt. Czasem trzeba zawrócić ze ślepego zaułka i wrócić na starą ściezkę.

>Mężczyzna nie będzie potrzebny, jeśli dziecko ma funkcjonować wśród samych kobiet...

2) Natura potrafi być okrutnie praktyczna.

>Błędy wychowawcze popełniają wszyscy rodzice, a ludzkość jakoś się trzyma.

3) Jasne, że się trzyma. Pytanie brzmi tylko: jak trzymałaby się bez tych błędów. Jeśli lepiej - to patrz pkt 2).
Gosia (9452 punktów)
>
>Jak dotąd, zmiany zachodzące w przyrodzie zdają się wynikać
>z pragmatyzmu a nie sentymentów. Jaką zatem natura
>wyznaczyła funkcję mężczyznom za lat kilka?

Natura wyznaczyła mężczyznom (czy też ogólniej: samcom) określone funkcje już baaaardzo dawno temu i zapewne nic się w tej materii nie zmieni przez kilka lat.
To, co Ciebie trapi, nie leży w gestii natury, a socjologii.
To ona bada funkcjonowanie i zmianę społeczeństwa.
A wracając do sprawy: nie sądzę, by czekała nas przyszłość rodem z "Seksmisji" (tak na marginesie, była to satyra na ówczesny ustrój polityczny a nie walkę płci).Może i nie potrzebujemy już rycerzy na białych koniach, nie zginiemy marnie pozostawione przez mężczyznę na pastwę losu, ale dobrze wiedzieć, że jest ten rękaw w który możemy się wypłakać.Wątpię, by przez całe życie był to ten sam rękaw,bo z monogamią jest jak z duchami - wszyscy o tym gadają,ale nikt ich nie widział.Osobiście wierzę bardziej w seryjną monogamię, dość często występującą w przyrodzie (np. u kaczek).I zdrowsze to dla psychiki i uczciwsze wobec partnera.
Role społeczne kobiety i mężczyzny nie zmienią się zbyt radykalnie.Byłoby to nieopłacalne dla obu stron,nie jesteśmy odrębnymi gatunkami.
A poza tym, świat bez facetów byłby cholernie nudnym miejscem.
Pozdrawiam.
Molon Labe (17 punktów)
>świat bez facetów byłby cholernie nudnym miejscem.

To pocieszajace i miło to słyszeć.
Oczywiście nie obawiam się, że ewentualne zmiany miałyby nastapić niebawem. Taki proces musiałby potrwać. W każdym razie osobiście nie czuję się zagrożony.

Nie moge się zgodzić na rozdzielenie procesów socjo- i biologicznych. Wydaje mi się, że te dwie kwestie zazębiają się - przecież istoty dostosowują się (zarówno budową jak i trybem życia) do zmieniającego się otoczenia. Zatem warunki do życia jakie stworzył i stworzy sobie człowiek mogą kształtować jego organizm. Przykład: żyjemy dłużej niż nasi przodkowie sprzed tysiąca lat ale stanęliśmy przed problemem chorób cywilizacyjnych - od alergii począwszy a na chorobach układu krążenia i kręgosłupa skończywszy. Powód? Zmiana trybu życia - na bardziej higieniczny ale i stresujący a w dodatku często niewymagający ruchu.

Czy zmiana ról kobiet i mężczyzn byłaby nieopłacalna? Przypuszczam, że jest sporo kobiet, które podjęłyby tu z Tobą polemikę (sam znam dwie takie panie). Jeśli chodzi o moje zdanie - obyś miała rację.

Wspomniana przez Ciebie seryjna monogamia przypomina mi, że ludzie żyli już kiedyś w pewnej rozwiązłości. Do dziś niektóre południowoamerykańskie plemiona prowadzą życie poligamiczne przy całkowitym zrównaniu płci (wszyscy wszystkim wspólni) i tworzą rodziny o charakterze multilateralnym. Jeśli Twoja wizja przyszłości uwzglednia któryś ze sposobów, w jaki człowiek organizował kiedyś sobie zycie rodzinne to być może byłby to wspomniany przeze mnie krok wstecz. A dalej - czy nasza "bogatsza w doświadczenie natura" spróbuje z nami czegoś nowego? Uważam moje pytanie o przyszłość mężczyzn za nadal otwarte.

Dziękuję za podjęcie dyskusji i proszę o kontrę.
Pozdrawiam
Kruszewski (5 punktów)
Ja nie bał bym się seksmisji. Raczej nie wierzę by wszystkei kobiety w jednej chwili przestały być zainteresowane macierzyństwem. Ale oczywiście możliwości takie istnieją.
Ja raczej sie boję się tworzenia feministycznego piekłą, jakie powoli staje się udziałem wielu krajów. Przykładem jest choćby USA; gdzie działania feministek spowodowały już ogramne straty gospodarcze; a przeszłośc jeszcze przed nami.
Wydaje mi się nieracjonalna wiara, że możemy stworzyć jakieś nowe oryginalne relacje. W całym znanym nam świecie wytworzyły się tylko dwa wzorce zachowań damsko-męskich. Matriarchat i patriarchat. Czym one się charakteryzują? Po pierwsze matriarchat. Wbrew oczekiwaniom matriarchat nie jest systemem, w którym rządza kobiety. Prawda, w wielu przypadkach pełnią one funkcje rytualne; ale nie zawsze oznacza to władze. Modele matriarchatu są różne; ale mają dwie wspólne cechy. Dziecko jest własnością matki i nie ma funkcji rodziny. To kobieta wybiera partnera - zwykle za jego zgodą ( właściwie znany przykład kultury matriarchalnej- gdzie relacje mężczyzna kobieta mają charakter odwóconego patriarchatu - jest to mała wymierajaca społecznośc na madagaskarze). Cechą wspólną kultur matriarchalnych jest albo wiara nie uznająca udziąłu mężczyzny w prolkreacji dziecka - co jest typowe dla społeczeństw pierwotnych ; albo wysoko pozycja i dostatek kobiety - typowe dla zaawansowanych kultur miejskich ( pomoc mężczyzny kobiecie nie jest niezbędna).
Modele kultur patriarchalnych sa różne. Niekoniecznie musimy postrzegac patriarchalizm jako władzę głowy rodu nie uznającej sprzeciwu. Podstawą patriarchalizmu jest uznanie przez mężczyznę odpowiedzialności za dziecko i kobietę czyli mniej lub bardziej sformalizowane małżeństwo.
Obecny świat ewoluuje z systemu patriarchalnego w kierunku matriarchalizmu. Nie można oczekiwać od mężczyzny odpowiedzialności za dziecko pozbawiając go prawnie wpływu na jego wychowanie. Sprowadzenie mężczyzny do roli jedynie do roli płatnika alimentów, a nie do podmiotu opieki nad dzieckim degraduje jego męskość i ojcostwo.

Tak więc ja nie boję się ani metriarchalizmy, ani patriarchalizmu, ani peikła seksmisji. Ja boję się piekła okresu przejściowego; w którym feministki wywalczą sobie rpawa matriarchalne; a nie będą chcialy zrezygnowac z patriarchalnych przywilejów.
Molon Labe (17 punktów)
Zgadzam się, że nie należy spodziewać się tu rewolucji obyczajowo - społecznej. Ten proces musiałby potrwać.
Ale czy nie mamy widomych znaków takiego kierunku biegu rzeczy? Jak w takim razie wytłumaczyć zniewieścienie mężczyzn? Chodzi o metroseksualizm. Czyżby w otoczeniu silnych i zaradnych kobiet wyłoniła się jakaś współczesna forma mężczyzny? Czy to wciąż mężczyzna czy już tylko reproduktor?
Być może moje wnioski są zbyt pospieszne ale rozpatrując skrajne przypadki chcę ułatwić weryfikację, czy wręcz - mam nadzieję - obalenie tej teorii.
Gdyby jednak okazała się ona realnym scenariuszem, to ja pozostanę w stylu retro.

Na koniec dodałbym (na pocieszenie), że ów hipotetyczny model współczesnego matriarchatu mógłby okazać się nietrwały (co nie oznacza, że nie zaistniałby) w chwili, gdy rozstrzygnięcie jakiegoś konfliktu sprowadziłoby się do użycia przemocy (tej starej, dobrej, brutalnej siły fizycznej, która dotychczas pozwalała mężczyznom uważać się za władców świata). Przypuszczam, że wówczas mężczyźni mogliby odzyskać utraconą pozycję a nawet umocnić ją (czyli powrót do patriarchatu z całym "dobrodziejstwem inwentarza" - kobiety z dala od decyzji, oświaty). A zatem dążenie kobiet do podniesienia swojej pozycji ponad mężczyzn mogłoby okazać się dla nich ryzykowne. Wiem jak może to brzmieć na forum racjonalistów dlatego pragnę zaznaczyć, że nie jest to mój manifest programowy, a jedynie próba naszkicowania przypuszczalnych przemian, nienacechowana moimi upodobaniami.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365