Racjonalista - Strona głównaDo treści
Wybór religii - dochodzenie "prawdy". czy bezmyślne naśladow

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
22-08-2007 23:50Satanisław (1358 punktów)
(zablokowany)
Wybór religii - dochodzenie "prawdy". czy bezmyślne naśladow
Kwestia - czy rodzaj religii wierzący wybierają w sposób świadomy?

Odmian religii jest sporo. Żadna z nich nie ma na świecie dominującej pozycji. Przy tym poszczególne wierzenia różnią się od siebie tak bardzo, że osoba, która ma intelekt ciut wyższy od wyjca lub koczkodana musi dojść do wniosku, że większość ludzi religijnych na świecie musi wierzyć w brednie i oszukańcze opowiastki. Przecież nie mogą mówić prawdy jednocześnie np. ksiądz twierdzący o Bogu w trzech osobach i imam twierdzący, że Allach jest tylko i wyłącznie w jednej osobie.

W takiej sytuacji osoba religijna, by nie dać się nabrać na kult oszukańczy, powinna przeanalizować wszystkie aktualne i zamierzchłe oferty religijne, by wybrać dla siebie tę, która może być najbliższa prawdzie, albo nie wybrać żadnej.
Gdyby ludzie religijni tak postępowali, to rozkład religii na świecie byłby dość równy. I w Polsce i w Jemenie odsetek muzułmanów i chrześcijan byłby podobny. Lecz nie jest - w Jemenie są prawie wyłącznie muzułmanie, a w Polsce prawie wyłącznie chrześcijanie. Również rozkład w czasie - istniejące niegdyś, lecz dziś nie praktykowane kulty powinny stale zyskiwać nowych wyznawców. A nie zyskują.

Z czego to wynika?
Ano z tego, że ludzie religijni w ogromnej większości nie wybierają dla siebie religii w sposób świadomy. Tępo i bezmyślnie wyznają ten rodzaj wiary, który im narzuciło otoczenie i nie zastanawiają się nad tym, że przez to mogą wierzyć w oszukańcze brednie.
Ostrożnie szacując może jeden procent wierzących religię dla siebie wybiera, jak dawni chanowie mongolscy, którzy zapraszali na swój dwór duchownych rozmaitych wyznań, by wybrać religię według nich najbliższą prawdzie. Pozostali to bezmyślne bydło, małpujące z wyłączeniem mózgu praktyki magiczne swojego otoczenia.

P.S. Frater, a ty dla siebie religię wybrałeś, czy jak ten koczkodan zmałpowałeś innych???
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Jacek Krysztofik (1390 punktów)Odp: Wybór religii - dochodzenie "prawdy". czy bezmyślne naś
>Kwestia - czy rodzaj religii wierzący wybierają w sposób świadomy?
   Dawkins twierdzi, że indoktrynacja w dzieciństwie ma duże znaczenie. Chyba jednak można zacząć myśleć później i czasem pozostać osobą myślącą, a czasem wpaść w inną formę religii i znów przestać myśleć. Dlatego wydaje mi się, że wybór, a raczej brak wyboru jest kwestią konformizmu. Nie bez powodu herezja jest pojęciem pejoratywnym, a znaczy dosłownie tyle samo, co dokonanie wyboru.

   Mam znajomą, którą wychowywali rodzice różnych wyznań - islamu i katolicyzmu. Nigdy nie uczyli jej o bogu i usłyszała o nim dopiero w szkole. Była szczerze zdziwiona, że ktoś uważa NA SERIO, że świat został stworzony itd. Do tej pory nie uwierzyła w boga. I całe szczęście.

   Wydaje mi się, że większe przetasowania przebiegają na zasadzie rewolucji. Przynajmniej jeśli się przyjrzeć historii Europy i Bliskiego Wschodu. Pojawia się ktoś mądry, wymyśla zupełnie rozsądny, jak na ówczesne czasy, system wartości, a grupka dyletantów łasych na władzę wykorzystuje jego lub jego następców przemyślenia, wybiera, co pasuje, tworzy nowy ustrój polityczny i mamy rewolucję. Przykłady.
   1. Mojżesz - prawo żydowskie, Prorocy, jatka w Palestynie, Talmud/syjonizm.
   2. Jeszua - chrześcijaństwo, Apostołowie, Konstanty i spółka, katolicyzm.
   3. Mahomet - islam, prawie wszystko zrobił sam, kalifat.
   Oprócz tego pomniejsi: Luter, Kalwin, Smith.

   Można jeszcze rozważyć, co wyszło z wierzeń wedyjskich, nauk Lao Tsy, Buddy, Konfucjusza itd. ale ja się na tym już tak bardzo nie znam.

   Czy od socjalizmu utopijnego do marksizmu wiedzie anologiczna droga, i kto jest bogiem? Ja słyszałem że na początku nie było nic, tylko tow. Bóg przechadzał się ulicami Moskwy.
Konfucjusz powiedział: "Prawdziwym błędem jest błąd popełnić i nie naprawić go."
Zaratustra (145 punktów)
>>Kwestia - czy rodzaj religii wierzący wybierają w sposób świadomy?
Dlatego wydaje mi się, że wybór, a raczej brak wyboru jest kwestią konformizmu. Nie bez powodu herezja jest pojęciem pejoratywnym, a znaczy dosłownie tyle samo, co dokonanie wyboru.
>   Mam znajomą, którą wychowywali rodzice różnych wyznań - islamu i katolicyzmu. Nigdy nie uczyli jej o bogu i usłyszała o nim dopiero w szkole. Była szczerze zdziwiona, że ktoś uważa NA SERIO, że świat został stworzony itd. Do tej pory nie uwierzyła w boga. I całe szczęście.

>   Można jeszcze rozważyć, co wyszło z wierzeń wedyjskich, nauk Lao Tsy, Buddy, Konfucjusza itd. ale ja się na tym już tak bardzo nie znam.
>   Czy od socjalizmu utopijnego do marksizmu wiedzie anologiczna droga, i kto jest bogiem? Ja słyszałem że na początku nie było nic, tylko tow. Bóg przechadzał się ulicami Moskwy.
Konfucjusz powiedział: "Prawdziwym błędem jest błąd popełnić i nie naprawić go."

>   Dawkins twierdzi, że indoktrynacja w dzieciństwie ma duże znaczenie.

Ma potężne znaczenie.

>Bo ludzie w swej masie nie chcą dokonywać wyborów. Nienawidzą myśleć. Dotyczy to także części tzw. ludzi wykształconych! Oni chcą wygodnie żyć i mieć tanią łatwostrawną rozrywkę!

>Chyba jednak można zacząć myśleć później i czasem pozostać osobą myślącą, a czasem wpaść w inną formę religii i znów przestać myśleć.

Można. Dotyczy to jednak nielicznych.
Może więc każdy ma jakieś predyspozycje od urodzenia. Geny? Czy to wystarczy? Ja wyjaśnień zacząłem szukać też w astrologii.

>   Wydaje mi się, że większe przetasowania przebiegają na zasadzie rewolucji. Przynajmniej jeśli się przyjrzeć historii Europy i Bliskiego Wschodu. Pojawia się ktoś mądry, wymyśla zupełnie rozsądny, jak na ówczesne czasy, system wartości, a grupka dyletantów łasych na władzę wykorzystuje jego lub jego następców przemyślenia, wybiera, co pasuje, tworzy nowy ustrój polityczny i mamy rewolucję. Przykłady.
>   1. Mojżesz - prawo żydowskie, Prorocy, jatka w Palestynie, Talmud/syjonizm.
>   2. Jeszua - chrześcijaństwo, Apostołowie, Konstanty i spółka, katolicyzm.
>   3. Mahomet - islam, prawie wszystko zrobił sam, kalifat.
>   Oprócz tego pomniejsi: Luter, Kalwin, Smith.

Brawo.
Tu bywa, że wyboru wcale nie ma. Bo jaki wybór jest przy wymyślnych narzędziach w świetle płonących ognisk.

Zaratustra (145 punktów)
Hmm. Nie usunęłem zbędnych cytatów, a swój tekst puściłem jako cytat.

Bo ludzie w swej masie nie chcą dokonywać wyborów. Nienawidzą myśleć. Dotyczy to także części tzw. ludzi wykształconych! Oni chcą wygodnie żyć i mieć tanią łatwostrawną rozrywkę!

Samokrytyka.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
>... słyszałem że na początku nie było nic, tylko tow. Bóg przechadzał się ulicami Moskwy.

   Nie Bóg, tylko Puszkin. Tako rzekł jego prorok Okudżawa.
Jacek Krysztofik (1390 punktów)
W dodatku nie "nic," tylko niczego. Biernik/dopełniacz itd... samokrytyka.
Iniustitia, sed lex.
Zaratustra (145 punktów)

>Ostrożnie szacując może jeden procent wierzących religię
>dla siebie wybiera, jak dawni chanowie mongolscy, którzy
>zapraszali na swój dwór duchownych rozmaitych wyznań, by
>wybrać religię według nich najbliższą prawdzie.

Można też stworzyć system wierzeń na własny użytek lub zostać ateistą.
Swoją drogą zastanawia mnie ilu ateistów (także z tego portalu) doszło do ateizmu samemu, a ilu jest "koczkodanami".
Pozdrawiam.
Osnowa
>Można też stworzyć system wierzeń na własny użytek lub zostać ateistą.
A to dobre: coś sobie ubzdurać, a potem w to uwierzyć.

>Swoją drogą zastanawia mnie...
Zastanawianie się jest fajne...

>...ilu ateistów (także z tego portalu) doszło do ateizmu samemu, a ilu jest "koczkodanami".
Odpowiedziałabym, ale zastanów się czy mi uwierzysz.
Satanisław (1358 punktów)
(zablokowany)

>A to dobre: coś sobie ubzdurać, a potem w to uwierzyć.<

Jeszcze głupsze jest uwierzyć w coś, co ubzdurał sobie jeszcze w starożytności ktoś inny (któryś z twórców Tory, Mahomet, czy Paweł z Tarsu), kto z racji uboższych lub błędnych dostępnych mu wiadomości naukowych miał jeszcze większą szansę na plecenie bzdur.
Osnowa
>>A to dobre: coś sobie ubzdurać, a potem w to uwierzyć.<
>Jeszcze głupsze jest uwierzyć w coś, co ubzdurał sobie [...] ktoś inny...
Głupsze nie, w bzdurach generowanych osobiście znamy genezę. W innych niekoniecznie.
Ludomir Tulko
>...a ilu jest "koczkodanami".
Zgadza się, są ateiści stanowczo twierdzący, że Boga nie ma, a już nie troszczą się co przez to rozumieć. Takich nazwałbym wierzącymi ateistami.
diogenes
>Kwestia - czy rodzaj religii wierzący wybierają w sposób
>świadomy?

dziwne pytanie...rozejrzyj się...np. chrzest. jakieś niemowle zostaje wpisane do księgi żywota...zostaje statystycznym chrześijaninem....itd. o jakiej świadomości tu mowa?

>Przecież nie mogą mówić
>prawdy jednocześnie np. ksiądz twierdzący o Bogu w trzech
>osobach i imam twierdzący, że Allach jest tylko i wyłącznie
>w jednej osobie.

obawiam się, że w tym przypadku nie działa zasada tertium non datur. obaj bredzą i brednia jest równiez próba kwalifikacji ich wypowiedzi pod względem prawdziwości.

>Ano z tego, że ludzie religijni w ogromnej większości nie
>wybierają dla siebie religii w sposób świadomy.

zakładasz jakiś nieświadomy wybór...trochę to dziwne....
dla mnie wybór związany jest ze świadomością. coś, co dzieje się ze mną poza świadomością nie jest kwestią (mojego) wyboru. por.np. wszelkie deterministyczne filozofie, które wolność człowieka uważają za iluzję...

>Ostrożnie szacując może jeden procent wierzących religię
>dla siebie wybiera, jak dawni chanowie mongolscy, którzy
>zapraszali na swój dwór duchownych rozmaitych wyznań, by
>wybrać religię według nich najbliższą prawdzie.

prawdzie?

>Pozostali
>to bezmyślne bydło, małpujące z wyłączeniem mózgu....

mózg gra tu pierwsze skrzypce, tylko że to okaleczonony mózg.
co zaś do bydła: akurat bydło w sprawach religii zachowuje się niezwykle inteligentnie: nie tworzy żadnej a każdą ma pod ogonem...tak na prawdę mozna mu pozazdrościć
Satanisław (1358 punktów)
(zablokowany)

>>Przecież nie mogą mówić
>>prawdy jednocześnie np. ksiądz twierdzący o Bogu w trzech
>>osobach i imam twierdzący, że Allach jest tylko i wyłącznie
>>w jednej osobie.

>obawiam się, że w tym przypadku nie działa zasada tertium non datur. obaj bredzą i brednia jest równiez próba kwalifikacji ich wypowiedzi pod względem prawdziwości.<

Bredzą obaj z twojego, ateistycznego punktu widzenia.
Ja starałem się spojrzeć na zagadnienie z punktu widzenia teisty. Otóż ten teista, jeżeli nie jest krańcowo tępym bezmyślniaczkiem, powinien zauważyć, że skoro np. chrześcijaństwo, buddyzm, hinduizm i islam przeczą sobie, a żadnej z tych religii nie wyznaje większość ludzi na świecie, to nawet przy założeniu rzeczywistego istnienia bóstw większość ludzi wierzących MUSI wierzyć w bzdury - gdyż albo żadna, albo najwyżej tylko jedna z tych religii może być prawdziwa.

Dlatego ten teista na podstawie elementarnej znajomości statystyki powinien się zastanowić, czy przypadkiem on sam nie jest w gronie dominujacych na świecie wyznawców religii fałszywych. Nie zastanawiają się, wierzą tępo w to, co im na tacy podsunie rodzina lub lokalne "autorytety" - zatem ze smutkiem muszę stwierdzić, że prawie wszyscy moi wierzący rodacy są po prostu przygłupami, nawet nie starajacymi się weryfikować tego, w co kazano im wierzyć.
Małgorzata Leśniak (3242 punktów)
>Z czego to wynika?
>Ano z tego, że ludzie religijni w ogromnej większości nie
>wybierają dla siebie religii w sposób świadomy. Tępo i
>bezmyślnie wyznają ten rodzaj wiary, który im narzuciło
>otoczenie i nie zastanawiają się nad tym, że przez to mogą
>wierzyć w oszukańcze brednie.
>Ostrożnie szacując może jeden procent wierzących religię
>dla siebie wybiera, jak dawni chanowie mongolscy, którzy
>zapraszali na swój dwór duchownych rozmaitych wyznań, by
>wybrać religię według nich najbliższą prawdzie. Pozostali
>to bezmyślne bydło, małpujące z wyłączeniem mózgu praktyki
>magiczne swojego otoczenia.
>P.S. Frater, a ty dla siebie religię wybrałeś, czy jak ten
>koczkodan zmałpowałeś innych???

Satanisławie, wilk atakuje zębami, byk rogiem, a Ty? Ty atakujesz słowem...Rozpacz czyni z człowieka albo żołnierza, albo mnicha. Kim zatem jesteś? Jak bardzo człowiek musiał Cię skrzywdzić (bo chyba nie bóg, jeśli w niego nie wierzysz), skoro w słowach Twoich tyle żalu i agresji?

Pozwól ludziom być szczęśliwymi według ich własnego uznania. Niech wierzą w co chcą. Ludzie są religijjni z różnych powodów. Rozpaczy, zadziwienia, braku lepszych perspektyw, małej wiedzy, lęku i przede wszystkim konformizmu wobec wartości i norm grupowych. Ten konformizm po prostu im się opłaca. Lęk przed odrzuceniem, ośmieszeniem, spaleniem na stosie, torturami bywa silniejszy niż zdrowy rozsądek. A może to jest właśnie zdrowy rozsądek, bo lepiej się przystosować niż być narażonym na potępienie...Wieczne potępienie...Przecież na lęku przed nim żerowali apostołowie różnych kultów i religii. I żerują do dziś. Łatwo ludziom wmówić, że i nieulękłego przywalą ruiny, jeśli niebo się zawali...

Jestem ateistką. Prawdę odnajduję w książkach, które czytam, w ludziach, których lubię, ba, nawet w ciągu Fibonacciego...Katolik odnajduje ją w swoim kościele i bogu. Ja mam swoją prawdę, on ma swoją. Ja uspokojenia szukam podziwiając naturę, on odmawiając pacierz. I dobrze. Świat jest wystarczająco duży, żeby pomieścić nas wszystkich... Jednak nie rańmy się nawzajem. Zasługującego (może) na rzemień nie karz batogiem!

W sporach z drugą stroną często (zauważyłam) posługujesz się argumentami tej strony. Nie czyń tego... Skąd wiesz, że bydło jest bezmyślne i bezwolne? "I błogosławił im Bóg i rzekł do nich Bóg: rozradzajcie się i rozmnażajcie, i napełnijcie ziemię, i zawładnijcie nią, i panujcie nad rybami morza, i nad ptactwem nieba, i nad wszelkim zwierzem, który się porusza po ziemi" (Tora, Be-reszit, 28; wybacz, że posługuję się językiem oryginału, ale bliższy mi on, aniżeli proste, by nie powiedzieć prostackie wersje Pisma znane (chyba jednak nie) katolikom. I właśnie tak człowiek zawładnął bydlęciem, że pozbawił go duszy - bo bóg tak kazał...Widziałeś kiedyś bydło prowadzone na rzeź? Ja widziałam. I nie zapomnę tego do końca moich dni...

W sporach z drugą stroną używam rozumu. Nie emocji. Dzięki emocjom zrodził się bóg (jakkolwiek go inni pojmują), dzięki rozumowi dochodzę prawdy. Może jej nigdy nie znajdę, ale sama świadomość, że wciąż jej szukam pozwala mi trwać w życiu bez boga...

Serdecznie pozdrawiam...
Satanisław (1358 punktów)
(zablokowany)
>w słowach Twoich tyle żalu i agresji?<

Jakiego żalu?
Jakiej agresji?
Ja tylko się zdziwiłem, że wierzący, którzy przy założeniu posiadania przez nich inteligencji wyższej od wykazywanej przez koczkodana powinni wiedzieć o tym, że większość wierzących na świecie musi wierzyć bzdury - lecz mimo to podchodzą do narzuconej im w dzieciństwie lokalnej odmiany wiary tak bezkrytycznie.

>Pozwól ludziom być szczęśliwymi według ich własnego uznania. Niech wierzą w co chcą<

A niech sobie Jan Kowalski z Małkini, Ali al-Sistani z Iranu lub Józef Ratzinger z Watykanu wierzy nawet w siedmiogłowe smoki sterujące jego życiem przy pomocy infadźwięków nadawanych z kanalizacji za pośrednictwem diabelskich rybików.
Nic mi do tego.
Problem jest wtedy, gdy ten Kowalski z innymi siedmiogłowosmokowcami zaczyna palić na stosach i wyrzynać w pień tych, którzy jego wersji o faktycznym istnieniu takich smoków nie podzielają. Siedmiogłowosmokowiec Kowalski przeszkadza mi nawet wtedy, gdy z braku siły militarnej zaprzestaje mordowania ludzi nie podzielajacych jego obłędu (lub cynicznego prania cudzych mózgów dla zysku), lecz zaczyna wciskać swoje omamy jako prawdę innym ludziom, w tym moim dzieciom w szkole, czy w telewizji publicznej.

Zło wiary nie leży w samej wierze, lecz w jej "misyjności".
Niech kazdy teista wierzy sobie w co chce, byle nie wywierał nacisku na innych ludzi i nie zmuszał innych siłą lub podstępem do podzielania i uznawania za prawdę jego zwidów.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>Zło wiary nie leży w samej wierze, lecz w jej "misyjności".
>Niech kazdy teista wierzy sobie w co chce, byle nie wywierał nacisku na innych ludzi i nie zmuszał innych siłą lub podstępem do podzielania i uznawania za prawdę jego zwidów.

   Na tym polegałby rozsądek w tej kwestii, gdyby miał prawo bytu. Realnie rozsądek pozostaje wciąż jednak przywilejem wyłącznie idiotów.
23-08-2007 19:10 
 Ocena 1 na 1
Małgorzata Leśniak (3242 punktów)
>Problem jest wtedy, gdy ten Kowalski z innymi siedmiogłowosmokowcami zaczyna palić na stosach i wyrzynać w pień tych, którzy jego wersji o faktycznym istnieniu takich smoków nie podzielają. Siedmiogłowosmokowiec Kowalski przeszkadza mi nawet wtedy, gdy z braku siły militarnej zaprzestaje mordowania ludzi nie podzielajacych jego obłędu (lub cynicznego prania cudzych mózgów dla zysku), lecz zaczyna wciskać swoje omamy jako prawdę innym ludziom, w tym moim dzieciom w szkole, czy w telewizji publicznej.
>Zło wiary nie leży w samej wierze, lecz w jej "misyjności".
>Niech kazdy teista wierzy sobie w co chce, byle nie wywierał nacisku na innych ludzi i nie zmuszał innych siłą lub podstępem do podzielania i uznawania za prawdę jego zwidów.
>

Tu potrafię Cię zrozumieć. Sama przechodziłam kiedyś przez okres zadziwienia bezmiarem ludzkiego okrucieństwa w imię bogów urojonych. Ale wiesz przecież doskonale o tym, że moralność zawsze traci ( i traciła) na związku z religią...

Rozliczne wyznania stają się szkodliwe dopiero wówczas, gdy jedno z nich rości sobie prawo prześladowania i uciskania innych... Zgoda, ale może własnie pokory i cierpliwości nauczyłam się od tych, którzy moimi wrogami się mienili...

Nikt na mnie nie wywiera nacisku. Mój ateizm ma bardzo solidne fundamenty. Nie czuję się dyskryminowana. Moje dziecko nie musi chodzić na lekcje religii. Jestem panią swojego telewizora - włączam i wyłączam go kiedy chcę. Jeśli już zdarzy się w moim otoczeniu jakiś nadgorliwy "nawracacz" to powalam go jego własną bronią. Tak się bowiem składa, że moja krytyka bogów urojonych zaczęła się od poznania podstaw wiary przeciwnika. Z katolikami radzę sobie w dość prosty sposób: on mi cytat z katechizmu, ja mu cytat z Pisma. Jak chcę być złośliwa, to po hebrajsku... I na tym dyskusja się kończy...

Jeszcze raz serdecznie pozdrawiam.

PS. I bardzo Cię proszę - nie obrażaj zwierząt, bo bronić się, w przeciwieństwie do ludzi, często nie potrafią...
23-08-2007 19:27 
 Ocena 1 na 1
Małgorzata Leśniak (3242 punktów)
Zapomniałam dodać, że dzięki takiej krótkiej wymianie zdań z potencjalnymi przeciwnikami mojego ateizmu staram się z nimi zaprzyjaźnić, no bo skoro kwestia religii została już rozwiązana... to trzeba resztę wspólnego czasu poświęcić na bliższe, pozareligijne, poznanie się... Dzięki temu grono moich znajomych wciąż się powiększa. I wiesz co? - lubimy się nawzajem. Trudno uwierzyć?

Pozdrawiam...
Satanisław (1358 punktów)
(zablokowany)
>Z katolikami radzę sobie w dość prosty sposób: on mi cytat z katechizmu, ja mu cytat z Pisma. Jak chcę być złośliwa, to po hebrajsku... I na tym dyskusja się kończy...<

Po pierwsze - to chwyt poniżej pasa przechodzić w dyskusji na język nie znany rozmówcy.

Po drugie - ten hebrajski znasz z domu rodzinnego, czy też bez sensu traciłaś czas na kompletnie zbędną naukę martwego jezyka starożytnych bliskowschodnich dzikich pastuchów?
Jacek Krysztofik (1390 punktów)
>kompletnie zbędną naukę
   Non scholae, sed vitae discimus.

>martwego
   Jak to martwego?

   Poza tym język wroga warto znać.
Iniustitia, sed lex.
Satanisław (1358 punktów)
(zablokowany)
>Non scholae, sed vitae discimus.<

Znów się popisujesz?
Język służy do komunikacji, a nie do ściemniania. Poza językiem np. marcowych docentów czy doktorów teologii.

>Jak to martwego?<

Martwego. Tak samo, jak martwa jest łacina, mimo, że kupa ludzi się nią nie wiadomo po co posługuje. Hebrajski nawet w Izraelu jest językiem sztucznym.

>Poza tym język wroga warto znać.<

Jesteś Arabką?
Jacek Krysztofik (1390 punktów)
>Znów się popisujesz?
   Nie. Masz problemy ze zrozumieniem starego jak świat powiedzenia?

>Język służy do komunikacji, a nie do ściemniania.
   I kto to mówi? Masz problem ze zrozumieniem komunikatu? Gdybym podejrzewał, że może nie dotrzeć, napisałbym, jak dla przedszkolaka. Następnym razem będę już wiedział.

>>Jak to martwego?<
>Martwego. Hebrajski nawet w Izraelu jest językiem sztucznym.
   Czytaj źródła dokładniej.

>Tak samo, jak martwa jest łacina.
   Łacina też powoli odżywa.

>Jesteś Arabką?
   Jesteś nieuważny.

Iniustitia, sed lex.
Satanisław (1358 punktów)
(zablokowany)
>Masz problem ze zrozumieniem komunikatu?<

Latinum est, non legitur

>Łacina też powoli odżywa<

To w którym kraju sprzątaczki plotkują po łacinie?

>Jesteś nieuważny.<

Niech ci będzie - Arabem?
Jacek Krysztofik (1390 punktów)
>Latinum est, non legitur
   Lege.

>To w którym kraju sprzątaczki plotkują po łacinie?
   En el Stato della Citta del Vaticano.

>Arabem?
   Nie jestem rasistą. Nienawidzę wszystkich jednakowo.

Iniustitia, sed lex.
Satanisław (1358 punktów)
(zablokowany)
>Lege<

Exceptio confirmat regulam.

>>To w którym kraju sprzątaczki plotkują po łacinie?
>En el Stato della Citta del Vaticano.<

A nie po włosku?

>Nie jestem rasistą.<

Każdy jest rasistą, tylko nie każdy ma odwagę się do tego przyznać.
Jacek Krysztofik (1390 punktów)
>A nie po włosku?
   Po włosku, to się liczy: jeden włosek, drugi włosek itd... Natomiast językiem urzędowym w Watykanie jest łacina.

>Każdy jest rasistą, tylko nie każdy ma odwagę się do tego przyznać.
   Nie każdy też potrafi zrozumieć żart.

Iniustitia, sed lex.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
>>Latinum est, non legitur

>   En el Stato della Citta del Vaticano.

   Eta łatynskij ili watykanskij jazyk?
Jacek Krysztofik (1390 punktów)
>   Eta łatynskij ili watykanskij jazyk?
   Написал на итальянском. Извинитe.

Iniustitia, sed lex.
23-08-2007 23:32 
 Ocena 1 na 1
Małgorzata Leśniak (3242 punktów)
Satanisławie, w swoich ocenach ludzi różnimy się również tym, że ja o nikim nie odważyłabym się powiedzieć, że jest pastuchem...

Krótki wykład o języku hebrajskim: Aż do ostatnich lat XIX wieku żaden Żyd nie używał hebrajskiego jako swego pierwszego języka. Jako język mówiony został on w czasach późnobiblijnych zastąpiony przez język aramejski (z wyjątkiem celów religijnych). Jednak pozostał on podstawowym językiem pisanym judaizmu. Okazało się też, że pomimo odmienności wymowy aszkenazyjskiej i sefardyjskiej Żydzi mogą ze sobą rozmawiać w tym języku. Jego rozwojowi jako oficjalnego języka państwowego (państwo Izrael mam na myśli) poważnie dopomogła decyzja Brytyjczyków z 1919 roku nadania hebrajskiemu równego statusu z językiem angielskim i arabskim. Konkurencyjne roszczenia niemieckiego zniszczył Hitler, zaś jidysz - masowa imigracja Żydów sefardyjskich z krajów arabskich po 1945 roku. Tak więc, językiem urzędowym Izraela jest hebrajski w swojej sefardyjskiej odmianie.

Jeśli zaś chodzi o łacinę, to wypada powiedzieć tylko jedno: Non viribus aut celeritate corporum magnae res geruntur, sed consilio, auctoritate, sententia...
Osnowa
>ja o nikim nie odważyłabym się powiedzieć, że jest pastuchem
A o pastuchu?
placownik (17853 punktów)

>Krótki wykład o języku hebrajskim

   Warto go uzupełnić o informację, że ten, martwy według Stanisława język, dorobił się literackiego Nobla.

   Kolejny Nobel, dla Amosa Oza jest od paru lat "w drodze".

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
25-08-2007 22:22 
 Ocena 1 na 1
Małgorzata Leśniak (3242 punktów)
>>Krótki wykład o języku hebrajskim

Do tego co napisałam wcześniej dodałabym jeszcze i to, że twórcą nowohebrajskiego, opartego na bazie biblijnej był litewski Żyd Eliezer Ben Jehuda. Skatalogował stary język, wymyślił i dodał wiele nowych słów. I tak oto stary język liturgii zmartwychwstał... (to słowo chyba się Satanisławowi? Stanisławowi? nie spodoba...)

Amos Oz rzeczywiście jest chyba najbardziej znanym pisarzem izraelskim. Drugim, nieco mniej znanym (ale też z "pokolenia państwa") jest Abraham Jehoszua. W Polsce ukazują się także książki Meira Szalewa i Dawida Grosmana. Wszyscy oni piszą po hebrajsku. Język literatury nigdy nie jest językiem martwym...

Agnon (właściwie Czaczkes) literackiego Nobla otrzymał w 1966 roku. Ale jego hebrajszczyzny prawie nikt nie rozumiał (archaiczna taka...). Co ciekawe, w Izraelu Agnon jest mało znany raczej, choć dwukrotnie otrzymał Państwową Nagrodę Izraela... Cóż, rzadko kto bywa prorokiem we własnym kraju...Kraków ma szczęście do noblistów (i nie tylko) - Agnon debiutował w Krakowie właśnie, w piśmie "Ha-Micpe" (1904).

Serdecznie pozdrawiam...
23-08-2007 22:19 
 Ocena 1 na 1
Małgorzata Leśniak (3242 punktów)
>Po pierwsze - to chwyt poniżej pasa przechodzić w dyskusji na język nie znany rozmówcy.

Chwytem poniżej pasa byłoby palenie ludzi na stosie tylko za to, że ośmielają się nie podzielać mojego zdania.... (a tak się na te krucjaty i stosy skarżyłeś...)

>Po drugie - ten hebrajski znasz z domu rodzinnego, czy też bez sensu traciłaś czas na kompletnie zbędną naukę martwego jezyka starożytnych bliskowschodnich dzikich pastuchów?

A jak myślisz?

Pozdrawiam...
Satanisław (1358 punktów)
(zablokowany)

>Chwytem poniżej pasa byłoby palenie ludzi na stosie<

Palenie na stosie jest chwytem i poniżej pasa, i powyżej pasa, a nawet samego pasa dotyczącym - wszystko skwierczy

>A jak myślisz?<

Myślę, że wykułaś. Jako niewiasta masz większe predyspozycje od mężczyzny do marnowania życia na nabywanie nieprzydatnych umiejętności.
23-08-2007 23:49 
 Ocena 1 na 1
Małgorzata Leśniak (3242 punktów)
> Jako niewiasta masz większe predyspozycje od mężczyzny do marnowania życia na nabywanie nieprzydatnych umiejętności.
>
O Jasna Konstelacjo! Teraz masz na myśli mój hebrajski, umiejętność jazdy motocyklem czy też rozwiązywania skomplikowanych nawet równań całkowych (że nie wspomnę o umiejętności odróżniania "r" Pearson'a od "tau" Kendall'a...)? Oświeć mnie w tej materii, bo jako niewiasta nie chcę marnować życia na na myślenie o tym co Ty masz na myśli...

A wiesz - lubię Cię...

Pozdrawiam po raz kolejny....
Satanisław (1358 punktów)
(zablokowany)
Ja też Cię lubię.
I lubić nie przestanę - no, chyba że zamieścisz tu też swoja fotkę - wtedy mogę zacząć Cię nie tylko lubić, ale nawet pożądać

>O Jasna Konstelacjo! Teraz masz na myśli mój hebrajski, umiejętność jazdy motocyklem czy też rozwiązywania skomplikowanych nawet równań całkowych<

Hebrajski - marnowanie czasu.
Motocyped - wybitne marnowanie czasu, a nawet często życia - próby jazdy na tej dwukołowej rosyjskiej ruletce są sensowne tylko z punktu widzenia osób oczekujących na narządy do przeszczepu...

Całki - tylko to Ci się może przydać.
25-08-2007 20:22 
 Ocena 1 na 1
Małgorzata Leśniak (3242 punktów)
>I lubić nie przestanę - no, chyba że zamieścisz tu też swoja fotkę - wtedy mogę zacząć Cię nie tylko lubić, ale nawet pożądać

Nie wiedziałam, że to forum to rubryka ogłoszeń towarzyskich. Czyżbym się pomyliła? Jak chcesz wiedzieć jak wyglądam to przyjedź do Krakowa. zapraszam. Chętnie wypiję z Tobą kawę i porozmawiam na temat ateizmu...

>Hebrajski - marnowanie czasu.

Nie sądzę.

>Motocyped - wybitne marnowanie czasu, a nawet często życia - próby jazdy na tej dwukołowej rosyjskiej ruletce są sensowne tylko z punktu widzenia osób oczekujących na narządy do przeszczepu...

Ale za to jaka frajda! Dosiadałeś kiedyś Suzi?

>Całki - tylko to Ci się może przydać.

I przydaje się. Na szczęście...

Po raz kolejny serdecznie pozdrawiam...
Jacek Krysztofik (1390 punktów)
>Dosiadałeś kiedyś Suzi?
   Nie chcę być niewłaściwie zrozumiany. Dziewczyny na motorach - rany! Na taki widok rośnie mi tętno, ciśnienie...

   Pozdrawiam.

Wyzysk - wyższa forma miłości. -- Kazimierz Słomiński
25-08-2007 22:41 
 Ocena 1 na 1
Małgorzata Leśniak (3242 punktów)
>   Nie chcę być niewłaściwie zrozumiany. Dziewczyny na motorach - rany! Na taki widok rośnie mi tętno, ciśnienie...

Jak bardzo Ci rośnie tętno i ciśnienie? W granicach normy jeszcze? Swoją drogą - skąd taki stan podniecenia? Na widok dziewczyn czy motorów?

>   Pozdrawiam.

Ja też. Jak zwykle bardzo serdecznie...
Jacek Krysztofik (1390 punktów)
>Jak bardzo Ci rośnie tętno i ciśnienie? W granicach normy jeszcze?
   Wzrost nie tylko w granicach normy ale i korzystny dla zdrowia, przynajmniej umysłowego.

>Swoją drogą - skąd taki stan podniecenia? Na widok dziewczyn czy motorów?
   Powiem tak: dziewczyny są zawsze koszerne, a na motorach - cymes!

   Pozdrawiam. Nie mniej serdecznie, niż zwykle.
Wyzysk - wyższa forma miłości. -- Kazimierz Słomiński
25-08-2007 23:19 
 Ocena 1 na 1
Małgorzata Leśniak (3242 punktów)

>   Powiem tak: dziewczyny są zawsze koszerne, a na motorach - cymes!

Mode ani...Dziękuję. Jesteś prawdziwym dżentelmenem... I znasz się na kobietach...

Pozdrawiam po raz kolejny i mam nadzieję, że nie ostatni...
Satanisław (1358 punktów)
(zablokowany)
>Jak chcesz wiedzieć jak wyglądam to przyjedź do Krakowa. zapraszam. Chętnie wypiję z Tobą kawę i porozmawiam na temat ateizmu...<

Do Krakowa często jeżdżę dla rozrywki (ładne miasteczko i niezłe knajpy), ale z Krakusami nie utrzymuję kontaktów. Taki uraz rodzinny z czasów wojennych, gdy mój protoplasta po powrocie z obozu chciał się przejazdem zatrzymać u przedstawiciela krakowskiej linii (...)skich, i tam w przedpokoju usłyszał, że dla młodocianych chuliganów (tak nazwano Powstańców Warszawskich) u nich miejsca nie ma. Jak obecnie na zjazdach naukowych mijam się z potomkiem tamtej linii mojej (niestety) rodziny (przypadkowo mamy ten sam zawód i identyczną specjalizację), to odwracam głowę, udajac, że się nie znamy.
Kiedyś jechałem z Andrzejem Sikorowskim pociagiem i w czasie tej podrózy napisałem przeróbkę jego śpiewki "Nie przenoście nam stolicy do Krakowa" wzbudzając wesołość współpodróżnych i wściekłość Andrzejka. Jeśliś ciekawa - zapodam na tym forum.

>>Hebrajski - marnowanie czasu.
>Nie sądzę.<

No to ile kasy zarobiłaś na tłumaczeniach?

>Ale za to jaka frajda! Dosiadałeś kiedyś Suzi?<

Wolę żywy oryginał - czyli wierzchowca - niż wyjącą i śmierdzącą mechaniczną atrapę konia, na tyle niedoskonałą, że nawet półmetrowej stacjonaty nie przeskoczy i na pierwszej z brzegu łące nie uzupełni braków paliwa. Z tych samych przyczyn również zdecydowanie wolę żywą kobietę od lalki z sexshopu

A poza tym - co to frajda jechać wierzchem na czym, co jest w pełni przewidywalne?
Koń może w każdej chwili zrobić coś od siebie (zrzucić ofermę, skoczyć w bok, przestraszyć się i rzucić w szalony cwał itp., z koniem trzeba się dogadać), a motocykl? Biernie poddaje się woli jeźdźca - no po prostu pełna analogia wyżej wspomnianej dmuchanej lali...
27-08-2007 15:17 
 Ocena 1 na 1
Małgorzata Leśniak (3242 punktów)
>Do Krakowa często jeżdżę dla rozrywki (ładne miasteczko i niezłe knajpy), ale z Krakusami nie utrzymuję kontaktów. Taki uraz rodzinny z czasów wojennych, gdy mój protoplasta po powrocie z obozu chciał się przejazdem zatrzymać u przedstawiciela krakowskiej linii (...)skich, i tam w przedpokoju usłyszał, że dla młodocianych chuliganów (tak nazwano Powstańców Warszawskich) u nich miejsca nie ma. Jak obecnie na zjazdach naukowych mijam się z potomkiem tamtej linii mojej (niestety) rodziny (przypadkowo mamy ten sam zawód i identyczną specjalizację), to odwracam głowę, udajac, że się nie znamy.

Stosujesz zatem odpowiedzialność zbiorową? Czy to uchodzi wykształconemu człowiekowi? Tak, przyznaję:
"Charakter mam zepsuty przez dymy z Nowej Huty.
Okropny - z czyjej winy? Wiadomo, że Skawiny.
Zły, bo zżarła go siarka...Kto jest winien? Bonarka!
Więc nie pójdę do raju- wszystko z winy Solvayu." /L.Maruta/

Jak powszechnie wiadomo, Krakus zerwany w środku nocy, odmówi pacierz - i pomocy.

Rozumiem, nie chcesz mnie poznać. Trudno. Szkoda. Może bywamy na tych samych zjazdach naukowych? Nie jesteś moim krewnym z pewnością - na mój widok mężczyźni nie odwracają głowy...

>Kiedyś jechałem z Andrzejem Sikorowskim pociagiem i w czasie tej podrózy napisałem przeróbkę jego śpiewki "Nie przenoście nam stolicy do Krakowa" wzbudzając wesołość współpodróżnych i wściekłość Andrzejka. Jeśliś ciekawa - zapodam na tym forum.

A podoba Ci się taka fraszka: "Te słowa król Zygmunt wyrzekł gdzieś: miasto mi nie służy. Wolę wieś" (przenosząc stolicę z Krakowa do Warszawy). Daj spokój.... W swoim osądzie innych ludzi nie kieruję się nigdy głupawymi stereotypami. Mam wielu fantastycznych znajomych w Warszawie. Życia sobie bez nich nie wyobrażam...

>No to ile kasy zarobiłaś na tłumaczeniach?

To pytanie mnie obraża. O to Ci chodziło? Pozwolisz, że odpowiem fraszką Leszka Maruty:
"Cebulka, rodzynki, migdały - jest to przysmak doskonały!
Za dwa widelce się chwyta najgorszy antysemita..."

>Wolę żywy oryginał - czyli wierzchowca - niż wyjącą i śmierdzącą mechaniczną atrapę konia, na tyle niedoskonałą, że nawet półmetrowej stacjonaty nie przeskoczy i na pierwszej z brzegu łące nie uzupełni braków paliwa. Z tych samych przyczyn również zdecydowanie wolę żywą kobietę od lalki z sexshopu

Tu polemizować nie będę. Ja mam swoje konie, Ty masz swoje. Chociaż jako Krakowianka powinnam jeździć raczej na wawelskim...smoku...., nieprawdaż?
Serdecznie pozdrawiam...

Ps. "Dosyć już waśni, trzeba nam rozejmu. Dajcie tu urnę - z prochami Sejmu" /L. Maruta/
Satanisław (1358 punktów)
(zablokowany)

>Stosujesz zatem odpowiedzialność zbiorową?<

Klasyfikacja i wyciąganie średnich statystycznych jest jedną z podstaw nauki.

>Rozumiem, nie chcesz mnie poznać.<

Chcę.

>Może bywamy na tych samych zjazdach naukowych?<

Wątpię. Podobno posługujesz się całkami, a w moim fachu tym dziwadłem potrafi się posługiwać może tylko prof. Sieroń.

>Nie jesteś moim krewnym z pewnością - na mój widok mężczyźni nie odwracają głowy...<

Szkoda - myślałem, że odwracają głowę w Twoim kierunku nie mogąc się powstrzymać i ukryć zachwytu

>A podoba Ci się taka fraszka: "Te słowa król Zygmunt wyrzekł gdzieś: miasto mi nie służy. Wolę wieś" (przenosząc stolicę z Krakowa do Warszawy).<

Sigismund III Vasa Rex nie przenosił się z Krakowa, lecz z Wawelu. Wawel był polski, a okolicznym Krakowie aż do XIX wieku rajcowie obradowali w narzeczu germańskim.
A propos - fragment końcowy:
"Nie przenoście im stolicy do Krakowa
O czym w głębi duszy marzy Krakus jeden
Choć im jakiś Piast złośliwie obok Wawel wybudował
Ich stolicą był Magdeburg, potem Wiedeń.
A choć mego miasta od półwiecza nie ma
Niech stolica jednak będzie tam, gdzie jest.
O co prosi, podpisując tu rękami się obiema
Dziś z Katowic, lecz warszawiak - Robert S.

>To pytanie mnie obraża. O to Ci chodziło?<

O to, że rozmowa była o niepraktyczności nauki starożytnego narzecza pastuchów z Bliskiego Wschodu.

>Chociaż jako Krakowianka powinnam jeździć raczej na wawelskim...smoku...., nieprawdaż?<

Raczej jako Krakowianka powinnaś stanowić menu dla smoka. Złośliwi, znający słynną krakowską "bitność" (wpływ pobliskich Czech?) twierdzą, że szewczyk Skuba pokonał smoka nie przy pomocy barana i siarki (któryż Krakus odważył by się podejść do maszkary?), lecz swej aktywności na polu damsko - męskim - i w Krakowie wkrótce zabrakło dziewic, przez co żywiący się wyłącznie dziewicami smok po prostu zdechł z głodu

>Serdecznie pozdrawiam...<

Z wzajemnością.
27-08-2007 23:05 
 Ocena 1 na 1
Małgorzata Leśniak (3242 punktów)
> Podobno posługujesz się całkami, a w moim fachu tym dziwadłem potrafi się posługiwać może tylko prof. Sieroń.

W moim fachu od czasu do czasu muszę się tym "dziwadłem" posługiwać. Nie tylko wtedy kiedy tłumaczę zainteresowanym subtelności rozkładu normalnego. Ach...ten rozkład....

>>Nie jesteś moim krewnym z pewnością - na mój widok mężczyźni nie odwracają głowy...<
>Szkoda - myślałem, że odwracają głowę w Twoim kierunku nie mogąc się powstrzymać i ukryć zachwytu

Nie odwracają ode mnie głowy... Musisz czytać uważnie moje posty... I swoje również. Napisałeś, że odwracasz głowę na widok krewnego. W inną stronę? A zatem nie patrzysz na niego. Nie chcesz...Innej strony nie byłoby, gdybyś przypadkiem był w pobliżu mnie...

>Sigismund III Vasa Rex nie przenosił się z Krakowa, lecz z Wawelu. Wawel był polski, a okolicznym Krakowie aż do XIX wieku rajcowie obradowali w narzeczu germańskim.
>A propos - fragment końcowy:
>"Nie przenoście im stolicy do Krakowa
>O czym w głębi duszy marzy Krakus jeden
>Choć im jakiś Piast złośliwie obok Wawel wybudował
>Ich stolicą był Magdeburg, potem Wiedeń.
>A choć mego miasta od półwiecza nie ma
>Niech stolica jednak będzie tam, gdzie jest.
>O co prosi, podpisując tu rękami się obiema
>Dziś z Katowic, lecz warszawiak - Robert S.

"Ślązak cię rąbnie między oczy, warszawiak ci do oczu skoczy.
Rzeszowiak cię znieważy słowem-jakim? Wybaczysz, że nie powiem.
A krakowianin? Świadkiem byłem: odwróci się do ciebie tyłem.
I w piekło wpędzi cię udręki, jeżeli ci nie poda ręki.
I na dzień dobry nie odpowie...Toż to się wprost nie mieści w głowie!
Że, proszę pana, że proszę pani, są tacy dobrze wychowani" /L.Maruta/

Ja jestem. Dobrze wychowana.

"Piękna to bajka, jak Robert S., człowiek prawy, wykończył smoka (za zgodą Warszawy)"

Pozdrawiam po krakowsku...
Satanisław (1358 punktów)
(zablokowany)
>Nie odwracają ode mnie głowy... Musisz czytać uważnie moje posty... I swoje również. Napisałeś, że odwracasz głowę na widok krewnego. W inną stronę? A zatem nie patrzysz na niego. Nie chcesz...Innej strony nie byłoby, gdybyś przypadkiem był w pobliżu mnie...<

Nie zauważyłaś emotikonka przy mojej wypowiedzi? A poza tym zarozumiała jesteś - jak śpiewał pewien wybitny obywatel Zamościa, przypadkowo zabłąkany pod Wawel - nie dokazuj miła, nie dokazuj...

No, ale nie czepiajmy się przywłaszczania przez Krakusów wybitnych ludzi, którzy byli takimi Krakusami, jak ja Hanysem. Jak ma się małomiasteczkowe kompleksy (jeszcze sto lat temu Kraków miał tylu mieszkańców, ilu ma dzisiejszy Pruszków i nie był nawet stolicą Galicji, którą była arcypolska metropolia Lwów) to tak się sprawa ma cała.
Ale nie będę aż taki złośliwy, przecież nawet warszawiak od lat 60-tych XIX wieku musi sprawiedliwie zauważyć jedną zdecydowaną wyższość Krakowa nad innymi miastami - nigdzie indziej nie ma tylu kościołów, księży i kleryków.
Pozdrawiam zatem serdecznym "szczęść Boże!"

>Pozdrawiam po krakowsku...<

To znaczy dokładnie jak? Czyżby np. tak?

www.youtube.com/watch?v=JnrjMc0Pw_Q
Satanisław (1358 punktów)
(zablokowany)

serwer nawala
Zaratustra (145 punktów)

>>Zło wiary nie leży w samej wierze, lecz w jej "misyjności".
>Niech kazdy teista wierzy sobie w co chce, byle nie wywierał nacisku na innych ludzi i nie zmuszał innych siłą lub podstępem do podzielania i uznawania za prawdę jego zwidów.

Religie politeistyczne nie mają cechy misyjnosci.
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>>Zło wiary nie leży w samej wierze, lecz w jej "misyjności".
>>Niech kazdy teista wierzy sobie w co chce, byle nie wywierał nacisku na innych ludzi i nie zmuszał innych siłą lub podstępem do podzielania i uznawania za prawdę jego zwidów.
>Religie politeistyczne nie mają cechy misyjnosci.
>

Religie politeistyczne mają to do siebie, że istnieje w nich potencjalna możliwości "zlewania się" ze sobą - w końcu w dwóch religiach politeistycznych zawsze znajdą się tacy bogowie, których cechy będą do siebie przystawać. Wyznawcom łatwo jest uznać, że "wasz Quiltlopleple to nasz Łubuduby, bogowie maja wiele imion". I potencjalny konflikt religijny zażegnany.

Ale nie można powiedzieć, że nie są misyjne. Tyle że obiektem misji (lub religijnej agresji, czasami nie widać różnicy) będą ludzie niewierzący.
Np. w zdecydowanie politeistycznej starożytnej Grecji ateizm bywał karany wygnaniem a nawet śmiercią.
Ateista mógł wszak na współmieszkańców ściągnąć gniew boży.

Swoją drogą czasem ma wrażenie, że na poziomie rodziny (takiej polskiej, statystycznie katolickiej) tak się czasem traktuje niewierzących i dzisiaj. Np. rodzice sie boją, że rodzina znajdzie się na marginesie jak się "po wsi" rozniesie, że syn ateista. Sąsiedzi się kłaniać przestaną a pewnie i ktoś w nocy szyby powybija albo opony poprzecina w ramach kary boskiej.

"Wizards don't believe in gods in the same way that most people
don't find it necessary to believe in, say, tables."
Terry Pratchett "Reaper Man"
glab pospolity
>>>Zło wiary nie leży w samej wierze, lecz w jej "misyjności".
>>Niech kazdy teista wierzy sobie w co chce, byle nie wywierał nacisku na innych ludzi i nie zmuszał innych siłą lub podstępem do podzielania i uznawania za prawdę jego zwidów.
>Religie politeistyczne nie mają cechy misyjnosci.
************************************
>pozwole sobie zacytowac powyzsze slowa;
>>Zło wiary nie leży w samej wierze, lecz w jej "misyjności".
********************************************
(Sanctum verbis) -swiete slowa -to jest istota rzeczy-
pieknie powiedziane
********************************************
Zaratustra (145 punktów)

>dzięki rozumowi dochodzę prawdy. Może jej nigdy nie znajdę, ale sama świadomość, że wciąż jej szukam pozwala mi trwać w życiu bez boga...

Więc jednak Ci czegoś brak?
24-08-2007 00:07 
 Ocena 1 na 1
Małgorzata Leśniak (3242 punktów)

>Więc jednak Ci czegoś brak?
>
Do pełni szczęścia brakuje mi jedynie Twojej, Zaratustro, astrologicznej interpretacji daty moich urodzin... Ale poważnie - Ty wszystko masz? Ja wolę być niż mieć...
Zaratustra (145 punktów)

>Ja wolę być niż mieć...

Też wolę być. Ale żeby być trzeba mieć. "Głodny" osobnik nie wybierze racjonalnie być zamiast mieć (są wyjątki np. mnisi buddyjscy).

> Ale poważnie - Ty wszystko masz?

Zdecydowanie nie. Dlatego cały czas szukam "prawdy", starając sie nie zawężać zbytnio swoich horyzontów. Natomiast można zauważyć tu sporą grupę osób wszystkowiedzących.
Dla mnie "szkiełko i oko" to zdecydowanie za mało.

>Do pełni szczęścia brakuje mi jedynie Twojej, Zaratustro, astrologicznej interpretacji daty moich urodzin...

Podoba mi się Ferrari Enzo. Uważam, że szybko jeździ. Ale nieracjonalne byłoby zlecenie mi na tej podstawie remontu silnika tegoż samochodu.
Pozdrawiam.
25-08-2007 23:06 
 Ocena 1 na 1
Małgorzata Leśniak (3242 punktów)
>Zdecydowanie nie. Dlatego cały czas szukam "prawdy", starając sie nie zawężać zbytnio swoich horyzontów. Natomiast można zauważyć tu sporą grupę osób wszystkowiedzących.
>Dla mnie "szkiełko i oko" to zdecydowanie za mało.

Ja też jej szukam. Właśnie to pisałam. Pomimo poszukiwań nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania - w przeciwieństwie do teologów i katechetów... Nie chcę uchodzić za osobę wszystkowiedzącą. Nie znam się na wielu rzeczach, np. chemii, medycynie, biologii molekularnej, itp. Nigdy historia nie była też moją mocną stroną - swego czasu pomyliłam Kamieniec Podolski z Kamieniem Pomorskim... Tępa baba... Nie mam pojęcia o astrologii...Ale na wielu rzeczach się znam i chętnie na ich temat dyskutuję...Toż to czysta przyjemność rozmawiać z drugim człowiekiem, nawet wtedy kiedy różnimy się poglądami. Dlatego też cieszę się, że tu jestem...

>Podoba mi się Ferrari Enzo. Uważam, że szybko jeździ. Ale nieracjonalne byłoby zlecenie mi na tej podstawie remontu silnika tegoż samochodu.

Szybszy jest Bugatti Veyron...Sorry, to żart... Pięknie to zdanie napisałeś... Na "plus"

>Pozdrawiam.
Ja również.
>
Zaratustra (145 punktów)

>>Nie chcę uchodzić za osobę wszystkowiedzącą.

Moja opinia w najmniejszym stopniu nie dotyczyła Ciebie. Są jednak osoby na tym forum, do których by pasowała.

>Pomimo poszukiwań nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania - w przeciwieństwie do teologów i katechetów...

Nigdy ich pewnie nie poznamy. A poszukiwać trzeba! Myślę, że to "poszukiwanie" bardziej nas odróżnia od orangutana niż znajomość działania silnika diesla.

>Tępa baba... Nie mam pojęcia o astrologii...

Naprawdę nie chciałem Ciebie atakować Sarkazm niepotrzebny. Nie uważam Ciebie za "tępą babę".

>>Szybszy jest Bugatti Veyron...

Widziałem kiedyś test w programie "Top Gear". Sam bym go chciał tak przetestować...
Póki co nie stać mnie jednak nawet na głupie Enzo.
Pozdrawiam.
26-08-2007 13:14 
 Ocena 1 na 1
Małgorzata Leśniak (3242 punktów)
>Naprawdę nie chciałem Ciebie atakować Sarkazm niepotrzebny. Nie uważam Ciebie za "tępą babę".

Ależ, Zaratustro, nie było ani cienia sarkazmu w mojej wypowiedzi... Tępą babą byłam, bo pomyliłam kiedyś te dwa miasta (na lekcji historii w LO). Do dziś się z tego śmieję. Sama z siebie. Przyznasz, że to najzdrowszy rodzaj śmiechu...

>Widziałem kiedyś test w programie "Top Gear". Sam bym go chciał tak przetestować...
>Póki co nie stać mnie jednak nawet na głupie Enzo.

"Top Gear" też oglądam. Clarksona książki czytam. Podoba mi się "świat według niego"... Osobiście wolałabym przetestować kilka motocykli. Ot, marzenie...

>Pozdrawiam.
Ja również. Cieplutko...
Zaratustra (145 punktów)

>Do dziś się z tego śmieję. Sama z siebie. Przyznasz, że to najzdrowszy rodzaj śmiechu...

Przyznam.
Osnowa
>...na lekcji historii w LO [...] Do dziś się z tego śmieję. Sama z siebie. Przyznasz, że to najzdrowszy rodzaj śmiechu...

Wcale nie zdrowy. Raczej - nerwowy.
Ten nerwowy "śmiech z siebie" to próba ukrycia zakłopotania. "Śmiejesz się" do dziś, bo do dziś pali wstyd.
Zaratustra (145 punktów)

>>Wcale nie zdrowy. Raczej - nerwowy.
>Ten nerwowy "śmiech z siebie" to próba ukrycia zakłopotania. "Śmiejesz się" do dziś, bo do dziś pali wstyd.

Umiejętność śmiania się z samego siebie to cecha pozytywna. Przyzwoitsze (zdrowsze) jest śmianie się ze swoich pomyłek niż z cudzych.
Nie znam dziewczyny osobiście ale czytając jej wypowiedzi nie odnoszę wrażenia, by była osobą, której ta pomyłka z liceum zniszczyła życie, zmieniając je w koszmar ciągłego odczuwania palącego wstydu, połączonego z nerwowym śmiechem.
Osnowa
>Przyzwoitsze (zdrowsze) jest śmianie się ze swoich pomyłek niż z cudzych.
Co nie znaczy, że jest szczere.

>nie odnoszę wrażenia, by była osobą, której ta pomyłka z liceum zniszczyła życie...
Ja tak. Do dzisiaj sprawę przeżywa:
Cytat:
Do dziś się z tego śmieję. Sama z siebie. Przyznasz, że to najzdrowszy rodzaj śmiechu
Zaratustra (145 punktów)

>Co nie znaczy, że jest szczere.

Nie znaczy. Ale osobiście jestem zawsze nastawiony pozytywnie do ludzi i zakładam, że jest szczere.

>Ja tak. Do dzisiaj sprawę przeżywa:
> Cytat:
Do dziś się z tego śmieję. Sama z siebie. Przyznasz, że to najzdrowszy rodzaj śmiechu


To już jest nadinterpretacja. Dla mnie jest to raczej anegdota niż przeżywanie.
Pozdro.
Osnowa
>...jestem zawsze nastawiony pozytywnie do ludzi...
Warto też skupić się na realiach.

>Dla mnie jest to raczej anegdota...
A, owszem, taka ciekawostka.

Ale co i kogo miałoby w niej śmieszyć? Pomylenie podobnych nazw jest zrozumiałe i jako takie nie komiczne. Więc czego komicznego Małgorzata Leśniak dopatrzyła się w sytuacji, z której "do dziś się śmieje"? Czy śmiałby się ze swej pomyłki i wówczas, gdyby popełniła ją bez świadków? Z czego? Do kogo?

A gdyby popełnił ją kto inny?

Jakoś mnie nie przekonuje walor tego "śmiechu z siebie". A zło jego w tym, że zachęca do "śmiechu z kogoś": śmiejcie się ze mnie teraz, bo się pomyliłam. Niezbyt to zdrowy rodzaj śmiechu.

Nieszczery.
Zaratustra (145 punktów)

>>...jestem zawsze nastawiony pozytywnie do ludzi...
>Warto też skupić się na realiach.

Realia realiami, a szklanka i tak dla jednych będzie do połowy pełna, a dla innych do połowy pusta.
Osnowa
>Realia realiami, a szklanka i tak dla jednych będzie do połowy pełna, a dla innych do połowy pusta.

Co do realiów, to właśnie wyłączasz się z dyskusji, w której wykazałam, że śmiech z siebie jest zachętą do wyśmiewania innych, i że jako wynikły z opresji, podszyty jest hipokryzją. A mój wywód Ci niemiły, bo nieopatrznie przytaknąłeś fałszywej opcji.

Więc chyba ta szklanka okazała się po brzegi pełna... dziegciu.
Zaratustra (145 punktów)

>Co do realiów, to właśnie wyłączasz się z dyskusji, w której wykazałam, że śmiech z siebie jest zachętą do wyśmiewania innych, i że jako wynikły z opresji, podszyty jest hipokryzją.

Przecież Ty niczego nie wykazałaś! Brytyjczycy potrafią śmiać się z siebie, a Polacy nie. Czy to dowodzi, że ci pierwsi podszyci są hipokryzją?

>A mój wywód Ci niemiły, bo nieopatrznie przytaknąłeś fałszywej opcji.
>Więc chyba ta szklanka okazała się po brzegi pełna... dziegciu.

Z Twoim wywodem po prostu się nie zgadzam.
A czyje teksty są pelne dziegciu? Oceń sama ponownie, bez emocji.
Pozdrawiam.
Osnowa
>Przecież Ty niczego nie wykazałaś!
Wykazałam, że pomyłka nie była komiczna, więc śmiech nie wynikał z wesołości, a z opresji. I że dawał przyzwolenie na wyśmiewanie, przez co był zły.

Można mieć opory przed zaakceptowaniem tego stanu rzeczy. Ale to jest forum Racjonalisty.

>Brytyjczycy potrafią śmiać się z siebie, a Polacy nie. Czy to dowodzi, że ci pierwsi podszyci są hipokryzją?
A widzisz, zapomniałam: z siebie śmieją się także idioci. Czy to dowodzi, że Brytyjczycy są idiotami?

W ogóle skąd wziąłeś ten stereotyp o Brytyjczykach? Ich królowa strasznie dęta, słowa na nią nie wolno powiedzieć, a kibice tacy spięci, że jak zrobili zadymę na Heisel, to u nas w przysłowie przeszło.

Więc nawet nieprawda z Brytyjczykami, że takie z nich luzaki.

>Z Twoim wywodem po prostu się nie zgadzam.
Po prostu? Aha.
Tylko po kiego podjąłeś temat?
Zaratustra (145 punktów)

>A widzisz, zapomniałam: z siebie śmieją się także idioci. Czy to dowodzi, że Brytyjczycy są idiotami?
>W ogóle skąd wziąłeś ten stereotyp o Brytyjczykach? Ich królowa strasznie dęta, słowa na nią nie wolno powiedzieć, a kibice tacy spięci, że jak zrobili zadymę na Heisel, to u nas w przysłowie przeszło.

"Aha". Oceniasz naród po zachowaniu kibiców. <Ale to jest forum Racjonalisty.
Od czasów preSex Pistols'owych też podejście do królowej się zmieniło. Polecam brytyjskie kino.

>Więc nawet nieprawda z Brytyjczykami, że takie z nich luzaki.

Jeśli chodzi o tych, których osobiście poznałem to prawda. Masz inne doswiadczenia? Czy zacytujesz definicję brytyjczyka z Racjonalisty?

>>Z Twoim wywodem po prostu się nie zgadzam.
>Po prostu? Aha.
>Tylko po kiego podjąłeś temat?

Aha. Podejmuje temat wyłącznie z osobami, z których poglądami w 100 % się nie zgadzam. Na towarzystwo wzajemnej adoracji szkoda mi czasu.
Osnowa
>Aha. Podejmuje temat wyłącznie z osobami, z których poglądami w 100 % się nie zgadzam. Na towarzystwo wzajemnej adoracji szkoda mi czasu.
Dobra, wyluzuj, wiadomo, że przegrywanie nie jest miłe.
Najlepiej - pośmiej się z siebie.
28-08-2007 12:18 
 Ocena 1 na 1
Małgorzata Leśniak (3242 punktów)
>Ja tak. Do dzisiaj sprawę przeżywa:
> Cytat:
Do dziś się z tego śmieję. Sama z siebie. Przyznasz, że to najzdrowszy rodzaj śmiechu


Droga Osnowo, miła moja - drobnych życiowych pomyłek nie uważam za właściwość dyskredytującą. Gdyby pamięć tamtego zdarzenia miała ze mnie uczynić potępieńca to , tu - na forum, ani w żadnym innym miejscu nie odważyłabym się o tym nikomu powiedzieć. A, jak widzisz, całkiem swobodnie do tego się przyznaję nie ukrywając nawet swojego nazwiska. Żeby szczerze i otwarcie wygłaszać swoje poglądy nie muszę się ukrywać za nic (wiele) znaczącym pseudonimem...

Serdeczności ślę...
Osnowa
>Gdyby pamięć tamtego zdarzenia miała ze mnie uczynić potępieńca to , tu - na forum, ani w żadnym innym miejscu nie odważyłabym się o tym nikomu powiedzieć.
Błahe zdarzenia idą w zapomnienie.

>nie muszę się ukrywać za[...] pseudonimem...
Ale możesz. Więc jeśli masz z tym problem, pisz pod pseudonimem. To dozwolone.
28-08-2007 15:48 
 Ocena 1 na 1
Jacek Krysztofik (1390 punktów)
>Błahe zdarzenia idą w zapomnienie.
   Człowiek uczy się na błędach.
Osnowa
>   Człowiek uczy się na błędach.
Jeśli je pozna.
27-08-2007 23:11 
 Ocena 1 na 1
Małgorzata Leśniak (3242 punktów)
>Ten nerwowy "śmiech z siebie" to próba ukrycia zakłopotania. "Śmiejesz się" do dziś, bo do dziś pali wstyd.
>

Paliłby mnie wstyd, gdybym wtedy przy tablicy bez majtek stała...
Zaratustra (145 punktów)

>>Paliłby mnie wstyd, gdybym wtedy przy tablicy bez majtek stała...

Ten wstyd wynikałby wyłącznie z naszej chrześcijańsko-katolickiej wrażliwości. Podejrzewam, że i tak poza majtkami w czasach LO coś na sobie miałaś.
Ale i tak chętnie bym się znalazł na tej lekcji.
28-08-2007 12:36 
 Ocena 1 na 1
Małgorzata Leśniak (3242 punktów)
>Ten wstyd wynikałby wyłącznie z naszej chrześcijańsko-katolickiej wrażliwości. Podejrzewam, że i tak poza majtkami w czasach LO coś na sobie miałaś.

Miałam.

>Ale i tak chętnie bym się znalazł na tej lekcji.
>
Głodnemu chleb na myśli? Zaratustro - dla Ciebie "plus". Za całokształt.

Moc serdeczności...
Zaratustra (145 punktów)

>>Głodnemu chleb na myśli?

Przypomniałem sobie taki tekst: "(...)A chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj..."

Staram się konsumować "chleb" na tyle często, by nie dopuścić do powstania głodu.
Nowak (136 punktów)
W pewnym stopniu masz rację, ale nie do końca. Dlaczego? Narzuca nam się jakąś religię, ale wydaje mi się, że pierwotnym założeniem każdej religii było utrzymanie pewnych reguł w społeczeństwie. Następnie, ludzie zapomnieli o tym, po co tak naprawdę jest "wiara" i zostali w przekonaniu, że Bóg naprawdę istnieje. Są różne odłamy, bo różni ludzie tworzyli te religie. A wszędzie jest jeden Bóg, bo musi być ktoś najważniejszy, tak jak w królestwie król.
Takie jest moje zdanie, być może sie mylę, ale każdy sie w końcu myli, prawda?
Pozdrawiam
smietana8 (19 punktów)
(zablokowany)
Wiara polega na Wierze.
A wierzy nie ten który na ślepo przyjmuje co mu mówią, ale sam czuje obecność Boga w otaczającym go świecie.

Można powiedzieć, że jeżeli ktoś tego nie odczuwa np. zagłusza to w sobie, jest człowiekiem ułomnym.
Zaratustra (145 punktów)

Jest wielu do tego stopnia nieułomnych, którzy tak bardzo czują obecność Boga w otaczającym ich świecie, że inni zmuszeni są do zagłuszania tego w nich.
Lekarze w szpitalach psychiatrycznych.
Nie obrażaj nikogo tylko dlatego, że nie podziela twoich poglądów!
smietana8 (19 punktów)
(zablokowany)
Pokój i Dobro
Kornowski (835 punktów)
>Pokój i Dobro
Czy "Pokój i Dobro" polega na tym, że tych którzy mają inne poglądy uznaje się za ułomnych?

Jeśli tak to ja wolę zostać Zły i Wojowniczy...
Kornowski (835 punktów)
>Kwestia - czy rodzaj religii wierzący wybierają w sposób
>świadomy?

Lem pisał o dobroci tramwaju, który nie rozjedzie człowieka tylko dlatego, że nie potrafi wyskoczyć z szyn.

Gdy się rodzimy poddawani jesteśmy chrztowi gdy dorastamy jesteśmy indoktrynowani przez rodziców i otoczenie a nawet autorytety - rzeczywiście sporo miejsca na wolną wolę

Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365