Spotkałam ją w miasteczku, którego nazwy nie pamiętam. Właściwie to ona spotkała mnie. Zrozpaczona, bezradna, bezwolna kobieta w ciele mężczyzny. Skóra pociągnięta tanim pudrem, nierówno pomalowane usta. Sukienka opinająca kształt męskiego ciała z jakby osobnymi wzgórkami piersi. Nieładna torebka. Duże stopy w czarnych, zniszczonych adidasach. Kobiecość odręczna. Kobiecość nieporadna. Spojrzenie przestraszonego dziecka. Znam to spojrzenie. Rodzi się z niedopasowania, z odsłonięcia, z wiedzy minionych zranień, z niezaspokojonego głodu akceptacji. Takiej akceptacji Mario nie znajdziesz u ludzi. Możesz ją znaleźć tylko w samej sobie. Ale to prawie niewykonalne, jeśli dałaś już sobie wmówić tą nieprawidłowość odmienności. Niewłaściwość. Zastygłaś w bezruchu. Albo sięgając dna odbijesz się od niego i zaczniesz walczyć albo znieruchomiejesz z przetrąconym kręgosłupem. Pisz Mario. Poetko, gadająca nieskładnym wierszem, z bezwładną dłonią uściśniętą na pożegnanie. Mario kobieto. Mario mężczyzno. Mario człowieku.
|