Mialam nadzieje, ze sie troche wypogodzi. Nie wypogodzilo sie. Perseidow w tym roku nie zobacze. Ciagle najpiekniejszym wspomnieniem spotkania tego roju z Ziemia pozostaje obserwacja z roku 2004. W ciagu mniej wiecej godziny (zanim nie nadciagneley chmury i to doslownie polgodziny przed spodziewanym maximum!) zobaczylam calkiem ladny deszcz meteorow.
Polazlam za miasto i znalazlam w polach zupelnie przyzwoita dziure w ziemi. Polozylam sie na jej dnie , dzieki czemu widowisko znacznie zyskalo na charakterze i napieciu dramatycznym.
Prawde mowiac, to nie ten deszc mnie zachwycil. Jeno jeden z meteorow.
Wierzcie, lub nie : jeden lecial prawie dokladnie na mnie i widzialam pioropusz ognia we wszystkich kolorach teczy ! I zupelnie przyzwoity huk po paru minutach.
To musialo byc cos wiekszego, co uswiadomilam sobie od razu, gdy ten ogien wielobarwny zobaczylam. Prawde mowiac - mialam niezlego pietra

Jak to Lem w Cyberiadzie pisal przy okazji tunelu w Gaurozauronie - klamry magnetyczne w tym czerwonym olbrzymie tylko teoretycznie moga nie wytrzymac. Ale podroznik, ktory w takim momencie znalzby sie wlasnie w tunelu, powinien zamkanc o czy i polecic dusze Bogu, bo na modlitwe czasu juz nie starczy, hehehe...
Ale... jakos obeszlo sie bez katastrofy.
Za to w tym roku... W tym roku , jak zawsze w sierpniu, czekalam na Perseidy.
Calkiem udana koniunkcje Ksiezyca i Jowisza mialam jak na obstalunek. A Pereidy - nie !
Wychodze, zeby choc ocenic, czy jest szansa na przejasnienie. Nie ma...