Nasi mieli wygrać 2:0 z Niemcami. Wynik się zgadzał, ale w drugą stronę. Miało być również 2:0 z Austrią... Kiedy polski Brazylijczyk Roger strzelił na 1:0 bardzo się ucieszyłem, choć z przebiegu pierwszej połowy wynikało, że Austriacy są o niebo lepsi. Trochę niesmaku pozostało we mnie jednak, kiedy komentatorzy obiektywnie przyznali, że "nasz" Brazylijczyk był jednak na spalonym. No cóż błąd sędziego. Zdarza się. W przerwie usłyszałem od Zbigniewa Bońka, że teraz, po tylu doskonałych interwencjach, nasz bramkarz obroni już nawet rzut karny. Po prostu nie ma na niego mocnych... Podbudował mnie również komentator stwierdzając autorytatywnie, że "w pierwszej połowie Bóg był z nami". To tłumaczyło wszystko i dawało nadzieję na kontynuację boskiego planu. Tym bardziej, że komentator dodał od razu, jakby sugerując Bogu, co ma zrobić: "niech tak też będzie w drugiej części spotkania". Pozostawało tylko spokojnie czekać. Niestety, dosłownie na dwie minuty przed zakończeniem spotkania plan się zawalił. I właściwie nie wiadomo, kogo obwiniać. Sędzia "złodziej", jak go nazwała Wirtualna Polska, odebrał nam zwycięstwo, dyktując kontrowersyjny rzut karny. Co prawda widziałem, że jeden z naszych zawodników ciągnął za koszulkę Austriaka, uniemożliwiając mu wyskok do piłki, lecz nie miało to podobno znaczenia. Wyglądało na to, że sędzia był po prostu stronniczy. A może słyszał Głos? Trudno przesądzać.
Co o tym sądzicie? Czy możliwe, że Bóg zmienił jednak plan? A może ludzie nie modlili się.. |