Siedząc tak sobie w pracy i rozmyślając o doniesieniach na temat tego co się dzieje na świecie po śmierci papieża, zmęczony mesjanistycznym tonem wybijającym się z mediów, powtarzanym powoli przez ludzi z mojego otoczenia lekko się zafrapowałem. Miejsce rozumu zajął mistycyzm. Już nawet, o zgrozo, o końcu świata usłyszałem. Tedy to siedząc na twardym siedzisku, tekst krótkim stworzył co by się lękiem nikt mi nie trwożył Słów kilka na zakończenie! I cóż to ma być? Ten koniec świata? Bóg litościwy Wężową Bestię w otchłań nicości zrzuci, butem swym świętym przydepcze do ziemi człowieczka marnego. Ogień i męki dla swoich dziatków On stworzył, co do kościółka co rano nie drepcą i rączek w błagalnym przepraszam nie klecą. Gdzież Jego jest miłosierdzie? Zabijać, mordować stworzonka swoje, jak lalki, kukiełki, niedorozwoje? Czy nie lepiej by było zostawić nas samych, tym samym w zgodzie ze sobą pozostać... W swym miłosierdziu, nieskończoności zapomniałby Bóg o swojej moralności? Takiego Boga ja nie chcę dla siebie. Jeśli nas stworzył, dał rozum, wybór, pióro i język niech on i dla nas świat pozostawi, byśmy go mogli w swojej marności rozumem tworzyć... Błędów się przy tym nie ustrzeżemy. Lecz naszym prawem i nasza wolnością, Rozum nasz stawiać ponad nicością.
|