W ostatnich dniach forum Racjonalisty zaszczycił swoją obecnością niejaki Marek Lipski.
Zaszczycił i
przeraził (rozśmieszył?). Bo to zaiste przerażające, że w XXI wieku, w środku Europy, żyją inteligentni i wykształceni ludzie, którzy na serio biorą takie historie (nie wiem czy z tą inteligencją trochę nie przesadziłem).
W ramach terapii (po traumie jakiej doznałem po przeczytaniu tego scenariusza) napisałem wierszyk.
Boże miłosierdzie
Podobno gdzieś, pod koniec świata
U kresu czasu i przestrzeni
Zstąpi tu z chmur Niebieski Tata
By sądzić nas - mieszkańców Ziemi
Rozbłysną w słońcu bramy nieba
Otworzy swe otchłanie piekło
I wszystko będzie tak jak trzeba
Jak napisano, jak się rzekło
Postawi Pan przed nami wagę
I będzie ważył nasze czyny
Zasługi, cnoty i odwagę
Grzechy i grzeszki, czyli winy
Lecz choćbyś nawet był bez skazy
To nie przestąpisz progu raju
Jeżeli wcześniej, bez urazy
Nie żyłeś na duchowym haju
Wejdą tam ci, którzy się bali
Rozumem mierzyć ogrom świata
Ci, którzy prawdy nie szukali
Lecz uwierzyli w sen wariata
Ci, którzy pod naciskiem buta
Ukształtowali swe sumienie
A duszę, która tak zatruta
Przehandlowali za zbawienie
Dla reszty nie ma przebaczenia
Nie dla nich raj, anielskie chóry
Pan się na drobne nie rozmienia
Od razu wali z grubej rury
Więc spadam w otchłań, ja niewierny
Tego czym gardzę, się nie chwycę
Bóg nieskończenie miłosierny
Więc nieskończoność ma granice