 |
Problem natury statystycznej, wymaga mocnego stąpania po ziemi. Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Bazgroły
| Napisano | Autor | Tytuł | | 28-05-2008 22:24 | Pisarek (6 punktów) | Problem natury statystycznej, wymaga mocnego stąpania po ziemi.
-1 na 1 | Witam Szanownych Państwa,
Problemem, który męczy mnie od pewnego czasu jest kwestia statystycznego rozważenia kolei rzeczy. Nie miejmy od razu przypuszczeń jakobym zgrywał filozofa, po prostu taki dobór słów jest mi tutaj niezmiernie pomocny. Przejdźmy jednakże do rzeczy. Często słyszy się, iż ta drużyna to w porównaniu z jakąś inną, przyjmijmy drużyną F, ma szanse wygrać jak 1:5 [jeden do pięciu], czyli ma 20% szans na wygraną. W samej rzeczy zgoła tak nie jest! Przypadek rządzi losem, którego niezbadane są wyroki i na tym się skoncentrowałem. Dla mnie drużyna ma 1:1 szans na zwycięstwo nad drużyną F, czyli dokładnie i pospolicie mówiąc (tu: pisząc) - pół na pół. Natychmiast pojawi się od Państwa gro wyzwisk - każdy przeto wie - iż tych 20% uwarunkowane jest kondycją i innymi czynnikami konkretnej drużyny. Zastanówmy się jednak. Jeśli mowa w tym przykładzie o ZWYCIĘSTWIE, to istnieją tylko dwie możliwości spełnienia takowego warunku - wygrana bądź porażka. Z tego też względu powinniśmy dać połowę szans i drużynie, i drużynie F na odniesienie sukcesu w meczu. Niestety sprawa znacznie skomplikowała mi się, gdy do gry wkroczył dodatkowy element. Okazuje się, że kiedy na boisko wkracza sędzia, możemy zapytać się o statystykę w zwycięstwie! Mianowicie, jeśli stwierdzimy, że każdy tam może wygrać, to kto spośród: graczy jednej i drugiej drużyny, oraz sędziego - ma największe szanse na odniesienie zwycięstwa. Czy należy teraz wyznaczać proporcje? Jeśli mam trzymać się mojej koncepcji pół-na-pół to powinienem mieć warunek dwu- - nie trójelementowy. Na szczęście i tutaj wpadł mi do głowy sprytny pomysł. Zwycięstwo jest tutaj wynikiem przypadku. Przypadek natomiast wynika ze skłonności losu do nieprzewidywalnych zachowań (jeśli mogę się tak wyrazić). W takim też razie sędzia ma 50% szans na zwycięstwo z oboma przeciwnikami w tym przypadku i to samo inni. Drużyna i drużyna F też mają owe 50%, każda z osobna, na wygraną ze swoimi przeciwnikami. W samej więc rzeczy moja statystyka sprowadza się do nie mniej i nie więcej segregacji warunków na dwie grupy - n-elementową i 1-elementową. Fakty te pozostawiam Państwu do wnikliwej analizy i dedukcyjnej ocenie. Jeśli mogę prosić to pozwólcie sobie Państwo na pokazanie mi przykładów - w przypadku gdy istnieją - na błąd mojego rozumowania.
Z góry dziękuję za odpowiedzi, Pxi | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | dstr (1474 punktów) | Proponuję zacząć grać w totka. Przy 50% szansie na wygraną szybko staniesz się milionerem!
Niechże ktoś się zlituje i wywali ten wątek do bazgrołów. Gdzie tu statystyka? Z czym do ludzi?
|
|
J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | Odpowiedź można znaleźć w reklamie tv... "Proszę państwa! Teraz możemy już tylko wygrać, przegrać lub zremisować"
|
|
1 na 1 | Manganelli (183 punktów) | Nie wiem czy to napisane jest na poważnie, w każdym razie jest to bzdura (i jak dla mnie nieśmieszna). Gdyby była to prawda, to z łatwością mógłbyś zbic fortunę obstawiając w meczach drużyny, za których zwycięstwo bukmacherzy wypłacują w stosunku co najmniej 2:1. Byc może nie rozumiesz czegoś, co nazywa się klasyczną definicją prawdopodobieństwa Laplace'a. Mówi ona, że dla zbioru zdarzeń elementarnych o takim samym prawdopodobieństwie szansa, że dane zdarzenie A spełni się jest równe ilorazowi liczby zdarzeń sprzyjających zdarzeniu A (w naszym przykładzie jest to jedno zdarzenie oznaczające zwycięstwo drużyny) i liczby wszystkich zdarzeń (w tym przypadku mamy 2 zdarznia: zwycięstwo i porażke). Problem polega na tym, że najpierw trzeba miec zdarzenia o równym prawdopodobieństwie i wtedy można korzystac z definicji, a nie na odwrót. To, że wyróżniliśmy 2 zdarzenia nie uprawnia do bezpodstawnego uznania ich za równie prawdopodobne.
|
|
| Pisarek (6 punktów) | Odp: | I tutaj ustosunkuję się do ostatniej z wypowiedzi.
W podanym przykładzie występuje tylko jeden przypadek - kiedy mecz odbędzie się i zostanie wyłoniony zwycięzca. Przypadek remisu jest tutaj również możliwym warunkiem, ale zakładam iż będzie się on zaliczał do nie odbycia się meczu (z uwagi na fakt, iż by wyłonić zwycięzcę tenże mecz musi przynieść skutek owocujący rozwiązanie zdania logicznego).
To wszystko składa się na fakt, że niezależnie od predyspozycji zawodników - uwzględniając też zjawisko przypadkowości losu (chyba, że w świetle nieznanych mi jeszcze dowodów - los jest nieprzypadkowy) - wygrają Ci z drużyny bądź Ci z drużyny F.
Sprawa komplikuje się jeśli ograniczymy ilość przypadków wyłącznie do tego jednego - czyli wynik będzie do przewidzenia statystycznego. Ten przypadek zakończy się, wraz z momentem gdy wyłoniony zostanie zwycięzca. I tylko wtedy, więc siłą rzeczy cały czas, przy założeniu pozytywnego rozstrzygnięcia meczu, mamy do dyspozycji obstawienie wygranej lub też przegranej. Obstawiamy je w błogiej nieświadomości, ponieważ statystyka nie przewiduje zachowań losu, czyli nie sprawia że na ten konkretny czas los będzie całkowicie wiadomy. Nie da się więc z pełną świadomością obliczyć, czy założyć, że podczas tego meczu los całkowicie nie będzie ingerował w cokolwiek.
Teraz pragnę powrócić do mej teorii pół-na-pół. Nie sprawdza się ona jak sam zauważyłem w pospolitej grze hazardowej - ruletce. Mamy tam 36 pól i 0. Możemy obstawiać grupy liczb i cyfr bądź pojedyncze liczby i cyfry. Dlatego gdy zdecyduję się postawić pieniądze na grupę cyfr i liczb, ktoś może zapytać ,,Z jakiego powodu nie postawisz pieniędzy na 4-kę, przecież tak jak i na tę grupę, którą obstawiasz masz połowę szans na zwycięstwo?". Odpowiedź na to pytanie nasunęła mi się po krótkim przemyśleniu sprawy. Obstawiając grupę liczb i cyfr spotykam się z kumulacją przypadków. Kiedy stawiam wyłącznie na 4-kę to mam do czynienia z jednym przypadkiem. Stawiając więc na grupę, stawiam na każdy pojedynczy przypadek, czyli sprawa przedstawia się w taki sposób - 1 przypadek to tylko jedna możliwość; dużo przypadków to ta grupa, a co za tym idzie to nie jeden rzut kulki na tablicy ruletki tylko tyle rzutów ile przypadków trafienia liczb/cyfr z mojej puli/grupy (oczywiście rzutów na ścianie wyobraźni, nie w rzeczywistości). Z tego wszystkiego wynika, że 1 przypadek to po prostu pojedynczy rzut, a wiele przypadków to kilka rzutów.
Zawiła to kwestia i sam nadal ją analizuję, dziękuję za wszystkie odpowiedzi i czekam na większą ich ilość, za którą także, ale z góry, dziękuję Państwu, Pxi
|
|
 | | Manganelli (183 punktów) | Jak widac wątek został przeniesiony do bazgrołów, chyba słusznie.
Nie wiem po co Pan wproadza pojęcie losu, czy cokolwiek ono wnosi do analizy? Moim zdaniem jedynie zaciemnia sprawę. Czytałem troche rzeczy z dziedziny prawdopodobieństwa i statystyki i nigdzie nie spotkałem się traktowaniem losu jako podmiot. Nie wiem co Pan ma na myśli pisząc "los nie będzie ingerował".
Co do remisów, to możemy je pominąc dla prostoty rozważań, nie ma problemu.
Problemem jest uznawania przez Pana, że obie drużyny mają takie same szanse na zwycięstwo. Tak nie jest i dlatego Pana rozumowanie jest błędne.
Przyznam, że nie rozumiem Pana wypowiedzi o ruletce. Jest jakieś rozróżnienie pomiędzy liczbami i cyframi? O ile dobrze rozumiem to w ruletce jest sensowne przyjęcie, że prawdopodobieństwo wylosowania każej liczby (pola) jest takie samo. W takiej sytuacji szansa zwycięstwa jest proporcjonalna do liczby obstawionych pól. Oczywiście jest to równoważone tym, że im więcej pól obstawimy, tym kasyno mniej nam wypłaci w stosunku do tego, co postawiliśmy.
|
|
| Pisarek (6 punktów) | Niestety, ku memu ogromnemu zaskoczeniu ten portal i forum z nim zespolone nie są miejscem dla racjonalistów. Zamiast kultywować myślenie w tych stronach przeniesiono wątek niezwykle ciekawy do działu, gdzie po prostu lądują śmieci.
Nie to jednak frustruje mnie najbardziej. Widzę zaangażowanie tylko jednego uczestnika w dyskusję i rozważania na temat naprawdę skrajnego racjonalizmu (skrajnego tutaj w znaczeniu bardzo głębokiego) - to jest katorga dla mnie.
Widać teraz Państwa, których traktuję z szacunkiem w prawdziwej postaci - głupców (Taciturnitas stulto homini pro sapientia).
W moim problemie i przewidywaniu szans to los odgrywa największą rolę, ponieważ dzięki niemu Laplace w ogóle miał możliwość stworzenia swojej tablicy prawdopodobieństwa. Pamiętajmy jednak jeszcze o aksjomatach! A już w szczególności o aksjomatach Kołmogorowa! Bez tego nie ma dalej nad czym się zastanawiać.
Los jest składanką nieprzewidzianych wydarzeń wywołanych przez niezależne od człowieka zjawiska. Prawdopodobieństwo powstało by w znacznym stopniu ujednolicić wybryki losu i w możliwie najdokładniejszy sposób przedstawić wykres zależności jego na wyniki; przy znikomym jego udziale dochodzimy do powtarzalnych wniosków. Moja teoria opiera się na statystyce najczystszej postaci. Pół-na-pół działa przy nieskończonej ilości przypadków.
Dowód: Niech A oznacza punkt, który musi zostać znaleziony w zbiorze B. Dany zbiór jest skończony, ma 1000 elementów wielkości A. Próba dosięgnięcia punktu A w ciągu nieskończonej ilości przypadków przedstawia się następująco: lim(n->nieskończoności)=A/(n^1000)*1000 Czyli dopóki nie wyczerpiemy możliwości nieskończonych nie zajdzie wynik: lim=A/(n^1000)*1000=A->1 n^1000->n *1000->1000=n*1000->n=1/n c.n.d
Myślę, że to da Państwu do myślenia, Pxi
|
|
 | | Fizyk (17637 punktów) | > Niestety, ku memu ogromnemu zaskoczeniu ten portal i forum z nim zespolone nie są miejscem dla racjonalistów. Zamiast kultywować myślenie w tych stronach przeniesiono wątek niezwykle ciekawy do działu, gdzie po prostu lądują śmieci.No ale czemu się dziwisz? Rozważasz zagadnienia na poziomie szkolnym i to błędnie. Niemniej, zgadzam się, że myślenie ma przyszłość. Zapoznaj się ze subiektywnym prawdopodobieństwem, bo zgaduję, że o to Ci chodzi.
|
|
 | | darlove (2804 punktów) | Opublikuj wyniki w jakims powazanym journalu matematycznym, albo statystycznym. Mowie ci to jako matematyk z wyksztalcenia, zamilowania i zawodu. A potem, jak dostaniesz recenzje, dokladnie przeczytaj, wiedzac, ze pisali ja ludzie 1000 razy bardziej kompetentni od ciebie w temacie. Mowie ci: to dobra rada. Mozesz tez zaczac rozwijac swoja teorie samodzielnie. Abela tez nie rozumiano zawczasu i - o ile dobrze pamietam - nie dostal sie na wymarzony uniwersytet. Moze jestes geniuszem, ktorego po prostu nikt nie rozumie??? Musisz to sprawdzic.
Wiem, ze nic nie wiem. - Najmadrzejsze wypowiedziane zdanie w historii swiata.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|