Racjonalista - Strona głównaDo treści
Zawody, które rozczarowują.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
06-05-2007 23:52Zbysław Śmigielski (8639 punktów)Zawody, które rozczarowują.
Bywają zawody sportowe. Bywają humanistyczne, także techniczne. Bywają też miłosne. Sporo bywa zawodów.

Podobno najważniejsze są zawody wytwórcze. Znaczy te, z których coś mamy. Jeśli nie mamy z nich nic, to są zawody niewytwórcze, inaczej mówiąc pasożytujące. Bez niektórych pasożytów po prostu nie można się obejść. Niektóre nawet bardzo szanujemy.

Ale niektóre, mówiąc delikatnie, rozczarowują nas. Przykład polityka narzuca się sam, ale ja bym politykowi darował.

Bardziej mnie przeraża ten słynny wyścig szczurów. W tym przypadku ucieczka od zawodów wytwórczych do pasożytujących. Ta ucieczka robi się coraz bardziej masowa. Spostrzegacie to?

Powstają co rusz jakieś nowe zawody, ale mało takich, które coś produkują. Referenci od spraw nie wymagających żadnego załatwiania, objaśniacze rzeczy jasnych dla każdego. Naukowcy z dziedzin nie do zbadania. Każdy szczur kombinuje, jakby tu zarobić, ale nic nie robić. Coraz więcej funkcji zwanych społecznymi, coraz więcej tytułów zwanych naukowymi, a nawet honorowymi. Coraz więcej krawatów i garniturów, coraz mniej rąk splamionych robotą, coraz więcej splamionych czymś innym. Powoli świat zmienia się w potiomkinowską wieś, która z braku carycy podziwia samą siebie.

Skutek jest oczywisty: rosnąca wartość dóbr wszelakich, liczona per capita, łańcuch spekulacji kosztem tych, którzy wytwarzają. Rosnąca wydajność i wzrost tandetności chwilowo trzymają to w równowadze, zresztą chwiejnej.

Groza polega na tym, że szczurów zawsze rodzi się więcej.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

mefta (480 punktów)
Zawodów posiadam jak na razie dwa. jako pracownik socjalny uznałam, że wzbudzanie atywności w potencjalnym lub stałym biorcy zasiłku jest marne. Zatem jako pedagog pomyślałam zaktywizuję dzieci tychże państwa. No i tu już mniejszy mnie zawód na szczęście spotkał. Myślę, że nigdy człowiek nie będzie zawiedziny jeśli nastawi się, że wykształcenie to pół sukcesu a reszta to ciężka praca. Zawieśc się faktycznie może ten, kto ukończył jakąś szkołę dla samego jej ukończenia. Co do zawodów z sufitu to juz chyba tylko chęć zarobku dla tych, którzy szkoły takie tworzą i tych, którzy je kończą. poza tym ktos chyba "wpuszcza do obiegu" te szkoły udzielając im akredytacji. Może warto by się zastanowić po co zezwala sie na kolejne szkoły wyższe, średnie, które i tak nic nie dają poza papierkiem. Myślę, że obecnie nastawienie jest teraz takie" skończę prywatę wykształcenie zdobędę i jakoś to bęzie". Niestety pomija sie fakt, że aby cos osiągnąc nie wystarczy płacic czesnego a naprawdę trzeba pracować.Tym sposobem jak grzyby po deszczu spod ziemi magister wyratsta.
szkoda
pozdrawiam

Niezgłębione są pokłady ludzkiej niekumacji...
J.Szulc (5723 punktów)
. Niestety pomija sie fakt, że aby cos osiągnąc nie wystarczy płacic czesnego a naprawdę trzeba pracować.Tym sposobem jak grzyby po deszczu spod ziemi magister wyratsta.
>szkoda

Nie do końca rozumiem, w jakim kontekście zostało to zdanie napisane.
Czy to krytyka uczenia się w zamian za płacenie czesnego? Krytyka studiów niestacjonarnych?
Przyznam się, że jeśli o to chodzi, to mnie to "zabolało".
Nikt nie ma prawa oceniać mnie tylko dlatego, że za swoją naukę płacę. Płacę za możliwość "wypruwania żył", zdobycia wykształcenia, za satysfakcję.
Czy to źle?
Nie wszyscy i nie zawsze mieli możliwość spełnienia swoich marzeń w określonym czasie.
Nie krytykuj mojej chęci zostania magistrem. Uczciwie na to pracuję.
Pozdrawiam.

---
mefta (480 punktów)
Zatem spieszę z odpowiedzią wyjaśniającą. Sama ukończyłam "część" studiów (mgr) w trybie zaocznym i do tego za nie płaciłam, więc absolutnie nie tego się czepiam
Chodzi mi o fakt, że jak grzyby po deszczu powstają coraz to nowsze uczelnie typu "wyższa szkoła tumoków" na których tylko świstek zaśwaidczający o kontunuacji czesnego jest bramą do osiągnięcia zaszczytnego tytułu licencjata czy tez magistra.Wiem cos o tym bo dorabiałam na swoje czesne pisząc pracę ludziom, którzy nawet nie bardzo wiedzieli co studiują i tylko "studiowali" by mieć papier. nieważne, że potem będzie problem z pracą papier jest:D
Jasnym jest, że nawet w prywatnej szkole można zdobyć dobre wykształcenie mimo, że tryb uczęszczania jest "niestacjonarny" (zabawne określenie).
Tak więc uczepiłam się tego, że dziś można lekką reką można osiągnąć wykształcenie i wystarczą już tylko koneksje by prace dostać.
Generalnie chodzi mi o fakt, że dziś wykształcenie jest na niższym poziomie, w konsekwencji magistrów mamy coraz więcej ale nie zwraca się uwagi na fakt, że jeden magister drugiemu do pięt nie dorasta.
btw. ostatnio dowiedziałam się, że mam prawie równą pensyję jak pani dbająca o porządek w szkole
pozdrawiam

Niezgłębione są pokłady ludzkiej niekumacji...
J.Szulc (5723 punktów)
Jeśli chodzi o pensje, to wykształcenie ani umiejętności nie mają w tym kraju żadnego znaczenia... ani wkład samego siebie w to, co robisz.
W tym układzie bardziej sprawiedliwa jest praca na tak zwany "akord". Tam wiesz, że jeśli zrobisz TYLE, to dostaniesz dokładnie TYLE.
W mojej pracy nikt nie patrzy, jak pracujesz.
Kocham to, co robię, więc pracuję uczciwie. Dostaje za to mniej, niż ta osoba, która w zasadzie często najlepiej podpisuje tylko listę.

Mam jednak satysfakcję, że w swoich (i tych, przy których pracuję) oczach jestem dobra.
Będzie mi lżej przez to umierać...

---
mefta (480 punktów)
Wiesz gdybym nie ograniczała sie tylko do porownywania pensyji i skupiała sie na biadoleniu nie wykonywałabym zawodu, który daje mi tyle satysfakcji. Równiez lubie to co robię i na szczęście wspiera mnie pasek wypłatowy lubego i jego zadowolenie z mej satysfakcji więc szczęśliwie robie to co lubię i dobrz mi z tym. Co do odpowiedzialności za wykonywaną pracę to ta mobilizuje mnie do granic możliwości więc jakoś sie to kręci a ja zadowolona podążm do pracy
pozdrawiam

Niezgłębione są pokłady ludzkiej niekumacji...
J.Szulc (5723 punktów)
Tak zupełnie prywatnie, może Moderator nie zauważy...( )...
Pewnych sytuacji zazdroszczę, ale najbardziej cieszę się, że jest jeszcze jeden KTOŚ zadowolony.

Tak trzymaj!
Fajnie, że są jeszcze pasjonaci!

Pozdrawiam.

---
mefta (480 punktów)
>...może Moderator nie zauważy...
moderatorowi kochanemu życzymy szczęścia i prosimy o chwilę nieuwagi
>Pewnych sytuacji zazdroszczę, ale najbardziej cieszę się, że jest jeszcze jeden KTOŚ zadowolony.

Brak satysfakcji finansowej może i jest czymś nieprzyjemnym aczkolwiek profity "inne" są na tyle satysfakcjonujące, że nie podążam za praca na wyspy wiecznego szczęścia

A tak jeszcze do tematu uważam, że błędem jest zamykanie i pomijanie w kształceniu Zasadniczych Szkół Zawodowych...ale to już może jutro się "wyłuszcze" bo opadają powieki.
pozdrawiam


Niezgłębione są pokłady ludzkiej niekumacji...
nieobecny
W mojej firmie tzw. pracownicy fizyczni ujmują to krócej, przy czym sens jest podobny:
Zwolnić tych z biura, bo oni nic nie robią!
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
W mieście, przy uważnym liczeniu, nawet w tzw "godzinach pracy", wygląda to tak: 400 kobiet i pochodnych, 300 młodzieży i pochodnych, 250 krawatów i pochodnych, 20 meneli i pochodnych, 24 proweniencji niejasnej, natomiast cała reszta to klasa robotnicza.
placownik (17853 punktów)

>W mojej firmie tzw. pracownicy fizyczni ujmują to krócej, przy czym sens jest podobny:
>Zwolnić tych z biura, bo oni nic nie robią!

   Tym z biura nigdy nie przyszedłby do głowy pomysł, aby zwolnić choćby połowę fizycznych. Stanowiska fizycznych likwiduje się dopiero w ostateczności. Czy to nie daje do myślenia?

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
nieobecny
Daje do myślenia i... można wymyślić nawet całkiem przeciwne tezy
Z autorem wątku zgadzam się w takiej kwestii, że jest całkiem sporo "zawodów", których nie było 20 czy 10 lat temu, przy czym użyłem cudzysłowu, bo to są raczej funkcje usługowe niż zawody wyuczone w normalnym toku nauki. Wystarczy poszperać w ofertach wszelakich firm doradczych. Doradzić mogą wszystko i każdemu, proponując co chwila nowe rodzaje "wsparcia" w... wymyślonych przez siebie obszarach.
Kiedyś natknąłem się na dowcip mówiący o tym, że w USA specjalizacja firm usługowych zaszła tak daleko, że do zdjęcia kota z drzewa rosnącego po północnej stronie domu dzwoni się do innej firmy niż w przypadku kota siedzącego na drzewie od południa.
Dziś działają firmy doradzające, do której firmy zdejmującej kota lepiej zadzwonić w zależności od rasy kota.
placownik (17853 punktów)

   Światowa produkcja stali w 2005 to 245% produkcji z 1980 roku. Dane za www.worldsteel.org/?action=archivedsteellist2

   Stali za biurkiem wyprodukować nie sposób. Nawet biurko bez stali wyprodukować trudno. Ktoś tę stal produkować musi i to produkować coraz więcej.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
J.Szulc (5723 punktów)
Przez wiele lat wysłuchiwałam, że mój zawód, a właściwie pensja, którą za jego wykonywanie biorę, jest organizowana z podatków uczciwych "wytwórców".
Co prawda, nikt nie "wymyślił" mojego zawodu ot, tak sobie, z braku innego zajęcia. Istnieje tak długo, jak człowiek zaczął potrzebować pomocy. Nie buduję, nie skręcam, nie szyje - jednak jestem wszystkim potrzebna. I też zaliczam się do klasy robotniczej, bo tyram czasem jak wół.
Podejrzewam, że niewielu chciałoby robić to, co robię.
Czy w takim razie jestem "gorsza" od szewca, piekarza, krawca?

---
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
Kobieto z mojej wsi!
Nie zrozumieliśmy się, wybacz. Sam należę do tych, którzy noszą krawaty (ja akurat nie, ale to bez znaczenia). Napisałem wprawdzie o pasożytach koniecznych i nie chciałem się nad tym rozwodzić, traktując jako oczywistość. Z doświadczenia zapewne wiesz o takich pasożytach, bez których samo życie w ogóle nie jest możliwe.

Sens mojej tezy nie polegał więc na wytknięciu samego pasożytnictwa (nie jest to dobre określenie, ale uniwersalnego nie ma), polegał na wytknięciu zanikającej rozsądnej proporcji między pasożytnictwem a wytwórczością. Polegał na tym, iż coraz częściej szuka się pretekstu do tego, by nie wytwarzać, ale być potrzebnym.
J.Szulc (5723 punktów)
Słowo skauta, że zrozumiałam dokładnie tak!
Napisałam to po trosze przez przekorę.

Jeśli chodzi o prawdziwy sens wypowiedzi, to owszem, również się zgadzam z tezą, że tych nie wytwarzających jest stanowczo za dużo. W ten, między innymi, sposób pogrzebano tę prawdziwą klasę robotniczą. Także przez to, że nie chce się nam, Polakom, uczyć młodzież zawodu, jako takiego. Zauważyłeś, że nie ma już opisanych przeze mnie szewców, są technolodzy - obuwnicy. Czy taki potrafi zrobić buty? Skąd!
Zachciało się mieć naród wykształcony, z tytułem technika co najmniej. Zapomniano, że ktoś może być mistrzem w swoim fachu, ale matematyka nie musi być jego pasją.
Tak samo jest z większością zawodów, tych tak zwanych "wytwórczych".
Możliwe, że dlatego mają miejsce takie dysproporcje miedzy tym "pasożytnictwem" a wytwórczością?

Pozdrawiam.

---
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
Obuwnicy.
J.Szulc (5723 punktów)
Biję się w swoją robotniczą pierś.

Przepraszam.


---
nieobecny
No sorry, ale szewc, krawiec czy modystka nigdy nie byli klasą robotniczą! To wymysł socjalizmu, że mistrza w zawodzie zastąpiono majstrem w fabryce, czeladników robotnikami, a cechy rzemieślnicze spółdzielniami pracy.
J.Szulc (5723 punktów)
Ale zasadniczy...
Czyli, że mam mieć obraz robotnika taki, jaki mi "wklepano" do głowy już w przedszkolu? Kombinezon, smar na rękach a w rękach jakiś klucz francuski (dlaczego francuski?), w czapce z daszkiem?

Nie ma sprawy!

Dla mnie robotnik, to taki człowiek, który coś robi i to własnymi rękoma. Wytwórca. Co? Źle?

---
nieobecny
Słowo robotnik także kojarzy mi się z facetem w roboczym kombinezonie umazanym smarami, dzierżącym w dłoni klucz francuski (gdzieniegdzie zwanym "szwedem" )
Z takich robotników składa się "klasa robotnicza".
Rzemieślnik: szewc, krawiec czy np. lutnik nie pasują mi do takiego wizerunku. Co? Źle?
J.Szulc (5723 punktów)
No dobra.....
- nie będziemy się przecież sprzeczać o coś, co nie jest meritum tej dyskusji.

Teraz dobrze?

Pozdrawiam.

---
nieobecny
Nie sprzeczam się co do meritum, bo uważam, że meritum - przedstawione w otwierającym poście - jest nie do zaakceptowania przez nikogo, kto nie jest wyznawcą doktryny głoszącej wyższość "klasy robotniczej" nad "klasą próżniaczą"
Mimo iż w swoim życiu byłem i robotnikiem z francuzem w ręku, jak i "wykształciuchem" z biura, to za nic nie zgodzę się z twierdzeniem, że jako pracownik fizyczny byłem bardziej wartościowy niż jako "bezproduktywny" "yntelygent".
J.Szulc (5723 punktów)
Moim zdaniem nie o to chodziło autorowi.
Może zupełnie niepotrzebnie też odpowiadam.
Nie strosz od razu skrzydełek, poczytaj jeszcze raz...

Myślę, że spojrzysz inaczej.

Pozdrawiam.

---
nieobecny
OK, zgadzam się na zaprzestanie rozmowy między nami. Nie widzę bowiem, abyśmy w miarę upływu czasu (mierzonego zamieszczanymi postami) dochodzili do jakiegokolwiek porozumienia, wręcz przeciwnie.
J.Szulc (5723 punktów)
Nic na siłę, Miły Panie, nic na siłę.

Do miłego...

---
IQ955 (2355 punktów)
>Groza polega na tym, że szczurów zawsze rodzi się więcej.

Szanowny Panie Zbysławie,

Bez wątpienia trafnie, moim zdaniem, zaobserwował Pan niekorzystne zjawiska, kóre rzeczywiście mają miejsce, jednakże Pańska irytacja na ten temat ma trochę chrakter reakcji na "teorię spiskową". Otóż mnie się wydaje, że tu nie tyle działa spisek, ile po prostu obiektywna prawidłowość (a jak my ją postrzegamy - nasza rzecz). Sądzę, że główną przyczyną tego, o czym Pan pisze, jest po prostu - postęp techniczny. Browar, który kiedyś zatrudniał setkę robotników - dziś jest skomputeryzowanym zakładem chemicznym obsługiwanym przez garstkę fachowców. Samochody robią roboty, rolnictwo cierpi na nadprodukcję... Dalsze przykłady chyba zbędne.

Po prostu - siłą faktu (automatyzacji) powstaje coraz większa armia bezrobotnych, którym trzeba dać jakieś zajęcie! I chyba nawet lepiej tak - bo inaczej zaczną wariować. Przechodzenie z produkcji do usług to po prostu dynamika stechnologizowanego społeczeństwa - i na to nie ma rady, tak, jak na śnieg zimą. Zgadzam się z Panem, że "herbata jest słodka od cukru, a nie od mieszania"; pisał o tym "mieszaniu pieniędzmi" także J. Stiglitz (były dyrektor Banku Światowego) w swojej książce "Globalizacja". Jest to jeden z problemów dojrzełgo kapitalizmu (można go też nazwać niewolnictwem). Chcieliśmy wolności i demokracji - to i mamy. Z całym dobrodziejstwem inwentarza. Mało tego - myślę, że zjawisko będzie się nasilać i owocować różnymi nowymi degeneracjami. Proszę zobaczyć - w komunie nie potrzebna była reklama; sam towar był atrakcyjny. Kiedy jest nadmiar towaru, trzeba ludziom wmawiać potrzeby. Powie Pan - możnaby zmniejszyć ceny, sprawiedliwiej podzielić etc. To prawda, ale i utopia. I to znów nie żaden spisek! To po prostu dynamika systemu. Kapitalizm sprawił, że ludzie interesują się zyskiem - i to (a nie żaden spisek!) powoduje ten stan. Jeśli rozsypie Pan ziarno - przylecą wróble. Rozsypie Pan gdzie indziej - polecą tam. I to nie jest "spisek wróbli" - one maja ptasie móżdżki. To ich apetyt (zysk!). My też mamy trochę ptasie móżdżki i to wystarcza, abyśmy tak działali.

A, że pewnie te społeczne problemy możnaby i rozwiązać lepiej - to inna rzecz... Kłopot w tym, że ci, którzy by mogli - bynajmniej nie są zainteresowani, ci, którzy by zainteresowani byli - nie widzą dalej niż do własnego nosa we czwartek.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
Problemy dzielą się tak:
- oczywiste
- jasne dla każdego
- nie dla każdego jasne
- jasne dla wybranych
- niejasne
- nie do wyjaśnienia
- nie do pojęcia.

Dla mnie osobiście największym problemem jest klasyfikacja. Problem zaklasyfikowany rozwiązuje się właściwie sam.

"A życie, jak to życie, trudne jest i - niedokończone". L. Staff.
placownik (17853 punktów)

   Pierwotnym celem wszelkich usług było:
a) sprawienie, by wytwórcy mieli siły, możliwości i ochotę, aby wytwarzać cokolwiek, lub
b) określenie co należy wytwarzać, lub
c) określenie najtańszego sposobu wytwarzania, lub
d) sprawienie, aby wytworzony produkt dotarł do odbiorcy.

   Z czasem ten pierwotny cel uległ zatarciu i coraz większy strumień usług, i to usług coraz bardziej wyrafinowanych, kierowany jest nie do wytwórców, lecz do usługodawców. Przypomina to jako żywo proces żywiołowego rozrostu biurokracji. Jeszcze trochę i zaczniemy wierzyć, że wytwórcy są właściwie zupełnie niepotrzebni. Już dzisiaj dla wielu młodocianych konsumentów prawdziwym szokiem okazuje się informacja, że mleko nie jest produkowane w zautomatyzowanych fabrykach.

   Ubocznym efektem tego procesu jest stwierdzenie, że produkcja żywności się nie opłaca, w sytuacji kiedy miliony ludzi umierają z głodu. Posługując się Twoją klasyfikacją, określiłbym ten problem jako należący do klasy problemów nie do pojęcia.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
wolnamaska
właśnie tak masz racje tak sie dzieje dlaczego wiemy ale jak temu zaradzi co powinniśmy zrobi żeby przezyc życie jak ludzie oczywiście pod warunkiem że jeszcze nimi jesteśmy
lafcadio
Wreszcie ktoś poruszył ten problem. Kiedyś pracowałem jako przedstawiciel handlowy. Zrezygnowałem z tej roboty bo męczyło mnie ciągłe przeświadczenie, że poza robieniem kilometrów i produkcją spalin (których i tak jest w nadmiarze) ta praca żadnego pożytku nikomu nie daje. A takich przedstawicieli w kraju są tysiące. Gdyby jednego dnia nie wyjechali do pracy to na ulicach nie byłoby żadnych korków. A takich zawodów pasożytniczych też są tysiące. To naprawdę przerażające ile ciepłych posadek stwarza demokratyczne społeczeństwo i ilu Chińczyków (w tym dzieci) musi ciężko pracować, żeby te pasożyty mogły nie pracować.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365