Racjonalista - Strona głównaDo treści
Samotny ateista

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Zaproszenia, imprezy, ogłoszenia
NapisanoAutorTytuł
01-08-2011 14:59kukielak (97 punktów)Samotny ateista
Ocena 5 na 5
W Polsce ateista nie ma fajnie pod wieloma względami (szczególnie gdy jest się podwójnym "odmieńcem", jestem ateistą z "religijnego pochodzenia" luteraninem), ale znalezienie drugiej połówki która wyznaje (a w sumie to nie wyznaje) to samo lub ma w głowie w miarę podobnie, graniczy z cudem
Czy macie jakieś pomysły na stworzenie jakiegoś miejsca w sieci, "ateistycznej randki", coś w tym stylu?
A może właśnie tutaj?
Tak tylko rzucam, bo samotność trochę gryzie.
Pozdrawiam
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Mariusz Agnosiewicz (moderator)
Jest taki serwis: www.niepokorni.pl ale mówiąc prawdę nie wiem jak funkcjonuje. Ciekawi mnie w szczególności czy dzięki niemu powstały jakieś pary?
kukielak (97 punktów)
>Jest taki serwis: www.niepokorni.pl ale mówiąc prawdę nie wiem jak funkcjonuje. Ciekawi mnie w szczególności czy dzięki niemu powstały jakieś pary?
Dziękuje, zajrzę.
Też jestem ciekaw czy ktoś się już "skumał" przez tą stronę.
01-08-2011 22:16 
 Ocena 1 na 1
Sylwia Gałązka (34 punktów)
Miałam konto na tym serwisie tak z 3 lata temu. Z tego co pamiętam, wówczas nie zaglądał tam pies z kulawą nogą, chyba nigdy nie zauważyłam żeby odświeżono treść strony głównej, a o poznaniu kogokolwiek przez ten portal trudno rozmawiać, skoro mała ilość wejść czyni to mało prawdopodobnym.

Właśnie rzuciłam okiem na serwis i widzę że ostatni "news" dodano doń w 2007...komentarza nie trzeba.

Od siebie mogę polecić portal sympatia.pl, możecie sobie tam odfiltrować kandydatów według poglądów, wyznania tudzież ateizmu, koloru oczu, wzrostu i w zasadzie czegokolwiek na czym wam zależy.

Jedno małe ostrzeżenie ode mnie, w zasadzie powinno być oczywiste, ale dodam je dla spokoju sumienia:

Użytkownicy KŁAMIĄ.
jarekland (142470 punktów)

> Użytkownicy KŁAMIĄ.
nie wszyscy ale częśc tak (niestety)
Południca (110 punktów)
Szukanie drugiej połówki przez internet, to moim zdaniem, zły pomysł. Może jakieś kluby w mieście, miejsca, w których lubisz przebywać? Szukania partnera/partnerki na siłę, też nie popieram. Znajdzie się sama
fiedorek.t (5805 punktów)
>Tak tylko rzucam, bo samotność trochę gryzie.
>Pozdrawiam
Nie bardzo rozumiem dlaczego koniecznie chcesz ateistkę. Można spotkać wspaniałą osobę nawet wśród wierzących.W tego czy innego Boga. Możesz wymieniać z nią poglądy, rozmowy na tematy wszelakie, wg. mnie, nawet zacieśniają więzi. Unikaj jedynie osób "nawiedzonych duchem świętym", ale takie łatwo rozpoznać. Więcej wiary... w siebie!
Nawet na niepokorni.pl, kliknąłem na pierwszy z brzegu profil i wyświetliła się "wierząca nie praktykująca"
01-08-2011 19:50 
 Ocena 2 na 2
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>Nie bardzo rozumiem dlaczego koniecznie chcesz ateistkę. Można spotkać wspaniałą osobę nawet wśród wierzących.
Pamiętam bardzo dobre chwile z buddystkami, mam nadzieje ze tez mnie równie dobrze wspominają.
Otwartość i brak przesądów.
01-08-2011 20:03 
 Ocena 3 na 3
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
>Pamiętam bardzo dobre chwile z buddystkami, mam nadzieje ze tez mnie równie dobrze wspominają.

Ale ty mówisz o innych, że tak powiem, rzeczach Co innego chwile, a co innego związek partnerski. Pewnie że istnieją wspaniałe związki międzyświatopoglądowe, ale jednak dużo więcej mamy sygnałów o problemach w związkach na tle światopoglądowym, aniżeli przykładów pozytywnych. Stąd całkowicie kolegę rozumiem.
01-08-2011 20:29 
 Ocena 2 na 2
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>Ale ty mówisz o innych, że tak powiem, rzeczach Co innego chwile, a co innego związek partnerski.
Masz racje, nie wyobrażam sobie życia z osoba która różniła by się diametralnie w najważniejszych poglądach. Pod tym względem jestem szczęściarzem. Szukajcie, a znajdziecie. Być może.
Szczepanik (821 punktów)
>Co innego chwile, a co innego związek partnerski.
Mariusz ma rację. Podobny światopogląd jest bardzo ważny na długą metę - wiem to z doświadczenia, a gdy idzie o wychowanie dzieci jeszcze ważniejszy.

Nie jestem zwolennikiem umawiania się przez internet. Moim zdaniem najważniejszych elementów dla związku nie da się zwerbalizować, ani sformalizować - to szereg czynników, ale po 5 minutach rozmowy przy stole każdy już wie czy ta druga osoba rokuje czy nie.

Jak już wyżej pisałem próbuję uruchomić coś co będzie pomieszaniem spotkań filozoficznych i spotkań randkowych (2 w jednym ).

Nie jestem pewien czy będą chętni. Podobny projekt ateistycznych spotkań typu speed-dating spalił na panewce i uwaga ze względu na niewystarczającą ilość chętnych panów (życie potrafi zaskakiwać).

Tak czy inaczej jeśli znajdę poważnego partnera spróbuję projekt uruchomić.

Pozdrawiam
Jarek
02-08-2011 12:19 
 Ocena 3 na 3
Południca (110 punktów)
>Nie bardzo rozumiem dlaczego koniecznie chcesz ateistkę. Można spotkać wspaniałą osobę nawet wśród wierzących.

Jasne, że można. Ale prędzej, czy później związek upada przez tak dużą różnicę poglądów. Z resztą, jeżeli szukamy kogoś na poważnie to musimy się liczyć również z jego otoczeniem (znajomi, rodzina). Sama próbowałam z mężczyzną, który był wierzący i nie przeszkadzał mu mój ateizm, ale jego rodzina i znajomi cały czas mu to wypominali. Mimo tego, że się świetnie dogadywaliśmy, byłam najgorszą, jaką mógł wybrać bo nie chodziłam do kościoła.

Podobne poglądy są niesamowicie ważne. Zwłaszcza na tak istotnej płaszczyźnie, jak wiara.
02-08-2011 20:21 
 Ocena 1 na 1
fiedorek.t (5805 punktów)
>Podobne poglądy są niesamowicie ważne. Zwłaszcza na tak istotnej płaszczyźnie, jak wiara.
To oczywiste, że są ważne. Ja również mam doświadczenia tego typu. Związałem się z młodą dziewczyną, jedną z tych co to duch święty spływa na nie bez przerwy. Dopamina zrobiła swoje Znała moje poglądy, gdyż nie mam w zwyczaju "ściemniać". Obawiała się o reakcję bogobojnych rodziców, z którymi, jak się okazało nawiązałem dobry kontakt. Mogliśmy rozmawiać na różne tematy, jednak temat wiary powodował konflikty. Wielokrotnie prosiła mnie, żebym unikał tego typu dyskusji z zaprzyjaznionymi z rodziną księżmi. Rozstaliśmy się przez coś zupełnie innego niż różnica światopoglądów. Jestem bogatszy w doświadczenie życia z "nawiedzoną". Obecna partnerka też jest wierząca, choć powiedziałbym, bardzo nie praktykująca. Okazało się, że pomimo wiary jest równie antyklerykalna jak ja i mamy tyle wspólnych tematów, że życia nam braknie, żeby przedyskutować wszystkie. Oczywiście zdarzają się konflikty, ale zawsze znajdujemy kompromis. Poza tym sądzę, że gdyby w życiu wszystko było: piękne i łatwe to życie byłoby nudne.
Cóż mogę doradzić w kwestii portali randkowych. Może Kukielak powinien załozyć konta na kilku portalach i nie owijając w bawełnę na początku znajomości zaznaczać swój ateizm. Nie których to na pewno zniechęci, ale nie wątpię, że w końcu trafi kosa na kamień Swego czasu nawiązałem kontakt z sympatycznymi ludzmi przez BearShare.
Trzeba próbować, głowa do góry.
Despite (432 punktów)
Osobiscie bylem w znakomitym Związku z katoliczka (trzy i pol roku). Pamiętam jak czekałem na swoja wybrankę pod Kościołem, kiedy ona uczestniczyła w nabożeństwie.... Szkoda ze z powodów od nas obojga niezależnych trzeba było się rozstać.....
07-08-2011 03:18 
 Ocena 2 na 2
fiedorek.t (5805 punktów)
>Osobiscie bylem w znakomitym Związku z katoliczka (trzy i pol roku). Pamiętam jak czekałem na swoja wybrankę pod Kościołem, kiedy ona uczestniczyła w nabożeństwie.... Szkoda ze z powodów od nas obojga niezależnych trzeba było się rozstać.....
>
Ja ze swoją byłem 7 lat. Ba, przyszedł taki czas, że chodziłem z nią do kościoła. Uznałem, że będzie to ciekawe doświadczenie po wielu latach nieobecności tam. Nie myliłem się, stojąc w kąciku mogłem poobserwować ten polski katolicyzm. Smierdzący wódką i tępym klepaniem formułek wyświetlanych na ścianie. Kazania bez sensu i potakujący wierni, z których osoby rozumiejące co ten pan gada, to przerażająca mniejszość. Wciąż jednak uważam, że można spotkać wspaniałe osoby zza drugiej strony barykady. Mam przykład w obecnej partnerce. Chociaż coraz częściej myślę, że jest taka jak ja, tylko nie chce się do tego przyznać. Jeszcze nie.
04-08-2011 02:05 
 Ocena 6 na 6
Miły (925 punktów)
> Można spotkać wspaniałą osobę nawet wśród wierzących.W tego czy innego Boga. Możesz wymieniać z nią poglądy, rozmowy na tematy wszelakie, wg. mnie, nawet zacieśniają więzi.

Po części masz rację ,ale nie oszukujmy się osoba wierząca nigdy w pełni nie zrozumie ateisty bądź agnostyka.Jeśli chodzi o sprawy religijne , osoba wyznająca chrześcijaństwo zawsze będzie starła, się jakoś nakłonić do powrotu na łono religii katolickiej niewierzącego partnera .Będzie wierzyć ,że robi to dla dobra jego osoby, i to dobra najwyższego w końcu przecież będzie ,to robić w celu uratowania jego nieśmiertelnej duszy przed potępieniem.

Kiedy będzie dochodzić do sporów , na temat religii , będzie patrzeć na partnera ateistę\ agnostyka najwyżej z litością jako na błądzącego idiotę , który nie poznał " miłości bożej" i trzeba mu przypomnieć o tym jak pan bóg go kocha.Czy taka osoba będzie w stanie pokochać naprawdę człowieka, którego postawy światopoglądowej nie rozumie?

Do tego jeszcze sprawa chrztu,komunii, bierzmowania ewentualnych dziecka/ dzieci.Myślicie ,że co katoliczka nie pozwoli ochrzcić dziecka?Pomyślmy o rodzinie.Co jeśli rodzice panny są bardzo religijni?Będą wywierać nacisk i jeszcze będę demonizować partnera w jej oczach ,co przyczyni się do pogorszenia ich związku.
Poza tym partnerka i tak sama z pewnością jest przesiąknięta tradycją chrześcijańską więc nie wyobraża sobie nie ochrzcić dziecka.Ateista w takiej rodzinie jest totalnie sam.

Katolikom księża już wiele naopowiadali i jeszcze naopowiadają o ludziach takich jak my.Przedstawiają nas w najgorszym przypadku , jako zwolenników komunizmu,ludzi zagubionych , złych z natury , zaślepionych wiarą w tą straszną i kłamliwą naukę.
W najlepszym jak idiotów, których trzeba leczyć , bo są tak głupi ,że nie dostrzegają boga nie to co szlachetni katolicy.
Bądźmy realistami niewierzący sceptyk, podchodzący do religii z dystansem nie znajdzie nigdy w takim, związku pełni miłości i zrozumienia.
04-08-2011 12:50 
 Ocena 4 na 4
kukielak (97 punktów)
Do "Miły"
Właśnie dlatego dałem to skromne zapytanie, dlatego że przeszedłem już dwa razy to samo z kobietami które są w rodzinach "mocno wierzących".
Wszystko co opisałeś, to po prostu BINGO
A mogę dodać jeszcze do kociołka, że ateista który przedtem nie był katolikiem tylko jakiś luteranin, no to już diobeł z podwójnymi rogami i dwoma ogonami.

No i cóż z tego że córka się czuję przy tobie dobrze, że mieszkacie razem i jest jej z panem dobrze, jak pan boga w sercu nie ma i to nawet tego protestanckiego.

Także mam już trochę dość katoliczek, i w ogóle natchnionych duchem św. Chyba wyjadę do Czech, Czeszki piękne i ateistkę łatwiej spotkać
Pozdrawiam
P.S. Małą lawinę wywołałem tym tematem, aż mnie to bardzo dziwi, ale to znaczy że problem istnieje, i wielu go rozumie.
Dziękuje
09-08-2011 12:50 
 Ocena 9 na 9
jasenka (1863 punktów)
>Kiedy będzie dochodzić do sporów , na temat religii , będzie patrzeć na partnera ateistę\ agnostyka najwyżej z litością jako na błądzącego idiotę , który nie poznał " miłości bożej" i trzeba mu przypomnieć o tym jak pan bóg go kocha.Czy taka osoba będzie w stanie pokochać naprawdę człowieka, którego postawy światopoglądowej nie rozumie?

Ja mam raczej odwrotny problem - nie jestem w stanie poważnie traktować człowieka, który wierzy w zabobony. Wiara - niestety, przyznaję się bez bicia - jest dla mnie dowodem na ograniczoną inteligencję i tchórzostwo moralne. Byłam dawno temu w związku z katolikiem do czasu, gdy się wygadał, że się SPOWIADA z naszych chwil, hmm... intymnych. To było dla mnie takie straszne, że do dzisiaj mam traumę
Ania... (14138 punktów)
Szkoda, że nie mogę dać dwóch, albo i trzech plusów.
Nie mogłam się opanować, ale jakbym własny tekst czytała po prostu.
09-08-2011 23:01 
 Ocena 2 na 2
Amai (3012 punktów)
>Ja mam raczej odwrotny problem - nie jestem w stanie poważnie traktować człowieka, który wierzy w zabobony.
Chyba mamy ten sam problem.

>Byłam dawno temu w związku z katolikiem do czasu, gdy się wygadał, że się SPOWIADA z naszych chwil, hmm... intymnych. To było dla mnie takie straszne, że do dzisiaj mam traumę

Ja kiedyś pewnego katolika skreśliłam na starcie z podobnego powodu. I nawet nie była to kwestia wiary, bo o religii na początku w ogóle nie było mowy.
Dałam się namówić na kawę komuś, z kim mi się parę razy całkiem dobrze rozmawiało. Nie pamiętam, od czego dokładnie zaczęła się dyskusja, ale z zakazu organizowania Parady Równości zeszła na homoseksualizm (podejście typowo katolickie, a tego bym nie strawiła nawet gdyby mi się bardziej podobał), a potem na seks w ogóle - oczywiście tak "hipotetycznie" i trochę obok tematu, ale tyle wystarczyło, żeby ocenić podejście do paru spraw.
Teoretycznie facet nie uważał seksu za grzech, z którego by się musiał spowiadać (teoretycznie, bo z paru wypowiedzi wynikało coś innego), ale kiedy sobie wyobraziłam, że ktoś, kto myśli o intymności w kategoriach fizjologii miałby mnie choćby dotknąć... Brrr!
fiedorek.t (5805 punktów)
>Byłam dawno temu w związku z katolikiem do czasu, gdy się wygadał, że się SPOWIADA z naszych chwil, hmm... intymnych. To było dla mnie takie straszne, że do dzisiaj mam traumę
>
Ale dałyście mi zagwozdkę. Nie przyszło mi do głowy, że moja "wielebna" narzeczona może się spowiadać z naszych wspólnych chwil. Czuję niesmak , ale najbardziej wkurza mnie myśl, że jakiś onanista w kiosku mógł sobie poużywać wspominając spowiedz Z drugiej strony wiem, że z jednym łączyła ją głębsza znajomość to może czegoś go nauczyła?
10-08-2011 21:55 
 Ocena 1 na 1
Amai (3012 punktów)
>Ale dałyście mi zagwozdkę. Nie przyszło mi do głowy, że moja "wielebna" narzeczona może się spowiadać z naszych wspólnych chwil.

Gdzieś wcześniej wspominałeś, że jest już prawie niewierząca, więc może nie jest tak źle.
Swoją drogą nie wiem, jaki trzeba mieć pokręcony umysł, żeby opowiadać o swoim życiu erotycznym obcemu facetowi (a podobno potrafią też wypytywać o szczegóły - dla dobra wiernych oczywiście, żeby dokładnie wiedzieć, z jak poważnym grzechem mają do czynienia). Łatwiej bym chyba przełknęła jakąś przygodę na boku, niż coś takiego.
fiedorek.t (5805 punktów)
>Gdzieś wcześniej wspominałeś, że jest już prawie niewierząca, więc może nie jest tak źle.

Pisałem o ex, wyraziłem się nie dość jasno. Colpa mia

>Swoją drogą nie wiem, jaki trzeba mieć pokręcony umysł, żeby opowiadać o swoim życiu erotycznym obcemu facetowi (a podobno potrafią też wypytywać o szczegóły - dla dobra wiernych oczywiście, żeby dokładnie wiedzieć, z jak poważnym grzechem mają do czynienia). Łatwiej bym chyba przełknęła jakąś przygodę na boku, niż coś takiego.
>

Zauważyłem, że w pewnym wieku skoki w bok łatwiej się wybacza Dobrze, że tą "głębszą" znajomość zawarła po rozstaniu ze mna. Chyba, że o czymś nie wiem
Wiesz, obcemu facetowi, czy tez w moim przypadku facetce, to jeszcze pół biedy. Tymbardziej, że opowiadają od najmłodszych lat. Ale jak facet chodzi w czarnej sukni i uważa się za ichni autorytet moralny to jednak coś nie tak.

Ciężki jest los bezbożnika, ale czasem się udaje Jak ślepej kurze w ziarno trafić
Amai (3012 punktów)
> Zauważyłem, że w pewnym wieku skoki w bok łatwiej się wybacza
Tiaaa... Ja akurat miałam takie podejście odkąd pamiętam, ale ciekawa jestem, jaki wiek mi przypisujesz.

> Wiesz, obcemu facetowi, czy tez w moim przypadku facetce, to jeszcze pół biedy. Tymbardziej, że opowiadają od najmłodszych lat.

Powiedzmy, że najlepszej kumpeli czy kumplowi można pewne rzeczy powiedzieć, ale to też nie dotyczy szczegółów. W końcu pewne rzeczy dzielisz z wybraną osobą, a nie z jej znajomymi.

>Ale jak facet chodzi w czarnej sukni i uważa się za ichni autorytet moralny to jednak coś nie tak.

Suknia czy nie, to już rodzaj ekshibicjonizmu. Ale cóż, są i tacy, co lubią publiczność.
Poza tym sama myśl, że ktoś uważa seks za grzech raczej by do seksu z nim nie zachęcała. Delikatnie mówiąc.
jasenka (1863 punktów)
>Ale dałyście mi zagwozdkę. Nie przyszło mi do głowy, że moja "wielebna" narzeczona może się spowiadać z naszych wspólnych chwil.

Mam poważne obawy, że osoby wierzące zawsze tak robią. Mnie nawet nie wkurzało, że ksiądz sobie posłuchał (niech ma coś z życia, tylko to, że ten czlowiek uważał naszą fizyczną bliskość za coś złego, co trzeba odpokutować. Mało tego - najbardziej nie mogłam znieść tej słabości moralnej - bo skoro uważał to za coś złego, to po co to robił. I hipokryzja - przecież za każdym razem "obecywał poprawę" (śmiać mi się z tego chce), wiedząc że nijakiej poprawy nie będzie, nawet mu przez myśl nie przeszła wstrzemięźliwość. To jest ten sam rodzaj słabości i lenistwa co - "wierzący niepraktykujący" - najgorsze moralne badziewie świata. To już wolę od takiej postawy zaangażowanie dewotki, bo przynajmniej robi to, co mówi i poświęca na to bieganie do kościoła jakąś energię.
11-08-2011 12:34 
 Ocena 1 na 1
Amai (3012 punktów)
>Mam poważne obawy, że osoby wierzące zawsze tak robią.
Może nie zawsze, ale większość pewnie tak. Chociaż... kiedyś trafiłam na artykuł na ten temat. Z samego tekstu i komentarzy wynikałoby, że większość młodych (niekoniecznie nastolatków, w ogóle tych w nieformalnych związkach) raczej wyznaje zasadę: moja prywatna sprawa, nie uważam tego za złe, i nic księżom do mojego życia. Szkoda tylko, że zamiast wybierać sobie z nauki KK to, co im pasuje (i zamykać oczy na to, co żadnemu normalnemu człowiekowi pasować nie może), nie pójdą o krok dalej i nie odrzucą całości. Ale to już by wymagało przemyślenia sprawy, a komu by się chciało wysilać?

>Mnie nawet nie wkurzało, że ksiądz sobie posłuchał (niech ma coś z życia, tylko to, że ten czlowiek uważał naszą fizyczną bliskość za coś złego, co trzeba odpokutować.
Dokładnie. Dla Ciebie coś jest wyjątkowe, a tu nagle okazuje się, że ktoś musi się z tego "oczyścić".
Poza tym mnie by jednak wkurzał fakt, że ktoś, komu zaufałam, opowiada o moich intymnych sprawach obcemu facetowi. Niektórzy księża podczas spowiedzi naprawdę wypytują o szczegóły. Wierzący może sobie uważać, że ksiądz to wyjątkowy przypadek, ale dla mnie to obrzydliwe (chociaż w tym przypadku byłaby to rzeczywiście mniej istotna kwestia).

>Mało tego - najbardziej nie mogłam znieść tej słabości moralnej - bo skoro uważał to za coś złego, to po co to robił. I hipokryzja - przecież za każdym razem "obecywał poprawę" (śmiać mi się z tego chce), wiedząc że nijakiej poprawy nie będzie, nawet mu przez myśl nie przeszła wstrzemięźliwość.
Bo przecież słabego człowiek ciągnie do zła i grzechu (przynajmniej to kiedyś usłyszałam od mojej własnej rodzicielki, kiedy stwierdziłam, że takie przypadki są żałosne). Takie wygodne usprawiedliwienie. To nie moja wina, to diabeł mnie skusił.

>To jest ten sam rodzaj słabości i lenistwa co - "wierzący niepraktykujący" - najgorsze moralne badziewie świata.
Oni też mają zasady. Na przykład "wiem swoje, ale nie powiem głośno, bo bozia słucha".
A poważnie, "niepraktykujący" to często ludzie, którzy po prostu wierzą w swojego boga, ale mają dosyć kościoła. To chyba jednak nie jest gorsze, niż bezmyślna wiara, która nie pozwala na krytykę. Oczywiście nie mówię o tych, którzy po prostu mają gdzieś zasady, a mimo to nadal twardo deklarują się jako katolicy - to jest badziewie.

>To już wolę od takiej postawy zaangażowanie dewotki, bo przynajmniej robi to, co mówi i poświęca na to bieganie do kościoła jakąś energię.
Znam pewnego katolika (taki przypadkiem spotkany znajomy znajomego, nie mój osobiście), który z wierzącą narzeczoną faktycznie czekał do ślubu. Mogę go z innych powodów uważać za idiotę (świetnie zna Biblię i historię chrzescijaństwa, a żadne nieścisłości i bzdury absolutnie mu nie przeszkadzają traktować biblijnych tekstów jak objawionej prawdy), a przestrzeganie głupich zasad za zwykłą głupotę, ale facet przynajmniej nie jest hipokrytą.
ARGutowski (797 punktów)
>Czy macie jakieś pomysły na stworzenie jakiegoś miejsca w sieci, "ateistycznej
> randki", coś w tym stylu?

Szczerze przyznam, że nie mam dobrych doświadczeń z tego typu serwisami. Każdy może kłamać, lansować się na portalu na wielkiego macho/intelektualistę, prowadzić uczoną dyskusję w nieskończoność, ale gdy przychodzi do spotkań w "realu", do jakichś konkretniejszych gestów - to wtedy już jest niewielu chętnych. Ot, mentalność "wiecznego forumowicza".

Na Twoim miejscu po prostu zakręciłbym się wokół jakiejś inicjatywy w Twoim mieście/regionie, o której powszechnie wiadomo, że licznie uczestniczą w niej ateiści. Poznasz nowych ludzi, w tym także te... bardziej dla Ciebie interesujące osoby. A przy okazji zrobisz coś pożytecznego. Nikt Ci nic zagwarantować nie może, ale spróbować zawsze warto.

Oczywiście, nie muszę chyba przypominać, że nie należy się publicznie obnosić w takich gronach ze swoimi pragnieniami i rzeczywistymi motywami członkostwa...

A niepokorni.pl leży i kwiczy - w porównaniu do swoich katolickich odpowiedników typu przeznaczeni.pl. Jakość serwisu jest mizerna, profile są ogólnodostępne bez zalogowania, strona kompletnie nieczytelna, miesiącami niekasowane konta "martwych dusz", szczątkowi użytkownicy rekrutują się w większości spośród zbuntowanych małolatów. Inicjatywa szczytna, ale wykonanie straszne.


Wyjdź z domu - może przed Twoim blokiem dyskutują racjonaliści!
stefa (79 punktów)
a ja poznałam swojego "Miśka" na znajomi.interia.pl i skorzystałam z filtra "ateista"
... ale niestety po zastosowaniu tego filtra pozostaje tam niewiele osób
znam też kilka osób, które poznały się przez internet - więc jak widać - się da POWODZENIA
03-08-2011 15:00 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>a ja poznałam swojego "Miśka" na znajomi.interia.pl i skorzystałam z filtra "ateista"
>... ale niestety po zastosowaniu tego filtra pozostaje tam niewiele osób
>znam też kilka osób, które poznały się przez internet - więc jak widać - się da POWODZENIA
Wszystko się da. Ja i mój Mąż to para wakacyjna, poznaliśmy się jako bardzo młodzi na obozie. Mówiono mi, że takie pary nie przetrwają próby czasu i odległości, chociaż dzieliło nas zaledwie 30 km (i prawie 2h jazdy autobusami). Mówiono mi, że szybki seks nie łączy, a dzieli, ale jakoś nie myśleliśmy o tym. W zasadzie nie myśleliśmy, tylko jak głupki chcieliśmy być razem. I jesteśmy - w zeszłym roku strzeliła nam swego rodzaju połowinka, czyli jesteśmy razem dłużej, niż wcześniej byliśmy osobno, nie znając się.
Dlatego nie lubię określać czy można, czy nie można poznać faktycznego partnera w określony sposób. Można zawsze, tylko trzeba po prostu trafić jakoś na siebie.
Powodzenia dla Was i wszystkich par
laurelin (3 punktów)
>Wszystko się da.

...ale nie zawsze wychodzi. Mimo podobnego światopoglądu, na dłuższą metę można sobie działać na nerwy - tak też się zdarza. A może to ja jestem niemożliwa?

Jest takie powiedzenie, zawiera kluczową informację o działaniu związków wszelakich.
"Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz."
Ania... (14138 punktów)
>>Wszystko się da.
>...ale nie zawsze wychodzi.
To oczywiste, po prostu nie ma reguły na udany związek, ale nie ma i "metody" na poznanie, która nigdy nie skutkuje.
Orvudo (214 punktów)
Odnośnie 'związków międzyświatopoglądowych', których kwestię poruszono w temacie - nie ma żadnej reguły. Mam znajomą, której rodzicom udało się stworzyć szczęsliwą rodzinę, gdy jej ojciec to ateista, a matka jest buddystką. Z drugiej strony podam przykład mnie samego - moja mama prezentuje postawę coraz bardziej zachaczającą o radyjko i berety, a tato był, zdaje się, ateistą - byłem mały i nie myślałem takimi kategoriami, mogę jedynie powiedzieć, że ostatnich kilka lat życia nie chodził do kościoła. Chyba nie muszę tłumaczyć, czemu użyłem zwrotu "z drugiej strony"? Myślę, że ateizm nie powinien być kluczowym kryterium w wyborze drugiej połówki, bo to tylko nic nie znaczące przekonanie. O wiele ważniejsze jest wszystko opróćz tego przekonania, niektózy chyba się boją przyznać przed innymi, czy też przed sobą samymi, że nie mają wiele wspólnego z katolicyzmem.

Ale skoro już koniecznie chcesz poznać ateistkę, czy ogólniej - osobę o podobnym światopoglądzie, to może po prostu poznawaj ludzi, a odpowiedni sami się znajdą. Nigdy nie chodziłem po mieście i nie pytałem ludzi o światopogląd, a grupka znajomych, z którymi czuję się dobrze, jest całkiem spora.
Ania... (14138 punktów)
Ja rozumiem, dlaczego chciałbyś spotkać kogoś o podobnych poglądach. Po prostu trudno wyobrazić sobie spędzanie 50 lat z kimś, kto jest totalnie inny i nie zgadzamy się z nim w kluczowych sprawach.

Może zorganizujcie stronkę typu "Wolni Racjonaliści" lub podobnie?

No a przede wszystkim - poznawaj ludzi, jak napisano mądrze przede mną. Nie tylko w sieci, chociaż nie ma w tym nic zdrożnego, co najwyżej możesz się rozczarować np. kłamstwem (np, jak Zofia lat 23 okaże się Romanem lat 48), ale to samo grozi w każdej relacji z człowiekiem (bo ludzie kłamią - dr House).

Warto spróbować spotkań, jak nasze śląskie. Co prawa kobiety były w sumie 3 i każda zajęta, ale z czasem...
legwan (1 punktów)
No wlasnie... ja rozwiazalam ten problem poprzez wyjazd z Polski... Mieszkam w Londynie i tu obywatele sa bardziej otwarci (pomijajac fakt, ze UK zalewane jest przez Islam, ale jakos nikt nie usiluje mnie nan nawracac)...w zasadzie w relacjach interpersonalnych tutaj kwestie religii NIGDY nie stanowia problemu, w zwiazkach partnerskich rowniez, choc w moim przypadku doskwiera problem roznicy kulturowej i planowania rodziny (moj chlopak jest z Panamy, gdzie dominuje wielodzietnosc). Zawsze sa jakies problemy na tle swiatopogladowym, jesli nie w sprawach religii, to w innych kwestiach. Pojawia sie pytanie, do jakiego stopnia mozna isc na kompromis, by nie zatracic siebie??? By zachowac tozsamosc... to zawsze jest trudne.
Szczepanik (821 punktów)
Próbuję właśnie uruchomić coś co mogłoby być miejscem, gdzie mogliby się spotkać młodzi ludzie będących ateistami - pl-pl.face(*)ateistów/104186209662148.
Na razie jestem na etapie szukania poważnego partnera do projektu.

Swoją drogą może racjonalista.pl byłby zainteresowany?
Potrzebna jest ciągła reklama - warunek konieczny do powodzenia projektu.

Pozdrawiam
Jarek
damian0504 (30 punktów)
>Próbuję właśnie uruchomić coś co mogłoby być miejscem, gdzie mogliby się spotkać młodzi ludzie będących ateistami - pl-pl.face(*)ateistów/104186209662148.
Jestem za, tylko jeszcze było by dobrze gdyby linka działał

Wróć do listy wątków działu Zaproszenia, imprezy, ogłoszenia
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365