Kaczyński nie jest Hitlerem, Ziobro nie jest Goebbelsem, Szczygło nie jest Goeringiem, autostrad też jakby mniej. Kiedy jednak oglądam Konwencję Pis-u zaczynam rozumieć, dlaczego ówczesne niemieckie wykształciuchy (niekoniecznie żydowskiego pochodzenia) wiały masowo zagranicę, a "zwykli" Niemcy bili brawo. Jeśli plastykowy Donald nie zacznie mówić językiem zrozumiałym dla "zwykłych" Polaków, tych z Podkarpacia, Podhala, z małych miasteczek i popegeerowskich wsi, przyjdzie mi, być może, rozumieć jeszcze więcej.
Bez publicznych zeznań Ziobry, Kaczyńskiego i wspólników, nie ma żadnych szans, aby choćby zachwiać przekonaniem licznych zwolenników PiS-u, że cel uświęca środki.
Że podsłuchy, pomówienia, zastraszanie to jedyny sposób walki z wszechpotężnym układem.
Że obozy koncentracyjne nie są obowiązkowym składnikiem totalitaryzmu.
Że jeśli krytyk rządu nie ląduje automatycznie w więzieniu, to znaczy, że już żyjemy w demokracji.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|