uważam, że skutki zdarzeń należą do zdarzeń... to chyba odosobniony pogląd. jesteśmy skłonni ujmować zdarzenia w ramy rozsądnych dat. dlaczego? no bo takim "zdarzonkiem" łatwiej manipulować. jest poręczne jak zwykły przedmioty, stół, krzesło, czy puszka po piwie. jak kawałek rzeki...bez źródła i ujścia... sierpień 89. miesiąc. dokładnie jeden. no i wszystko jasne... a dzisiaj, po kilkudziesięciu latach ludzie zadają sobie pytanie: o to walczyliśmy? o taki gnój? odpowiem: tak. bo każde zdarzenie powoduje sprzeczne pod względem wartościowania inne zdarzenia, raz dobre, potem złe, a potem znowu dobre...i tak dalej, bez końca... nie dziwię się tym, którzy przeklinają sierpień. i nie dziwię się tym, którzy go apoteozują. skoro sierpień 89 był raz - już nigdy się od niego, jak od rzepa, nie odczepimy.
będzie naszym przekleństwem i zbawieniem.
chyba...chyba że nie było żadnego sierpnia 89. że to tylko społeczne złudzenie, zbiorowe marzenie, przekręt, którego wciąż nie potrafimy dobić. |