Witajcie, wczorajszego dnia obejrzałem w telewizji świetny film "Jutro pójdziemy do kina", opowiadający o losach młodych ludzi, dwudziestolatków, których młodość przerwana została przez wybuch II wojny światowej. Jednak rzecz, która najbardziej mnie zainteresowała, to fakt, że według obyczajów przedwojennej Polski (film na podstawie prawdziwej historii) współżycie seksualne przed ślubem nie było czymś niedostępnym. Większość, a wśród młodych mężczyzn, wszyscy mieli to za sobą. Oczywiście, warunkiem współżycia była miłość i zaufanie, wszystko odbywało się w pełnej kulturze etc etc. Odniosłem wrażenie, że taki był trochę topos młodości, jakby nie było, w katolickiej wówczas Polsce. Stąd nasuwa mi się kilka refleksji.
1. Może faktycznie tak było. Ciekawe, czy istnieją opracowania naukowe na temat seksualności wśród pokoleń młodzieży międzywojnia. Nie chce traktować filmu jako wyroczni, ale ten temat naprawdę mnie zaciekawił.
2. Ciekawe jak wyglądała sprawa antykoncepcji w tamtych czasach

3. Refleksja na temat relacji seksualność- kościół katolicki. A może było tak, że współżycie przedślubne zostało zabronione dopiero po wojnie, w czasach soboru lub dopiero w encyklice Pawła VI, Humane Vitae? Wcześniej, jeżeli nie akceptowane, to było ono tolerowane?
4. Być może współżycie było wtedy formą afirmacji męskości. Młodzi mężczyźni, wychowani w męskich szkołach, idący do wojska, oparci o męskie przyjaźnie po prostu tego potrzebowali? Czyż to nie było piękne

To tyle. czekam na uwagi i refleksje innych