 |
Wierzący, ateista, agnostyk...? Czy jest inna opcja? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 28-11-2007 17:12 | Smoliński (57 punktów) | Wierzący, ateista, agnostyk...? Czy jest inna opcja?
2 na 2 | Zapewne wielu z nas głosi swoje poglądy mając nadzieję, że gdyby inni zrozumieli je i zaczęli choć częściowo według nich postępować, świat stałby się lepszy - wszystkim nam żyło by się lepiej. Na tym akurat forum większość stanowią zapewne Ci, którzy buntują się przeciw aktualnemu "monopolowi duchowemu", czyli chrześcijaństwu czy wierze w ogóle. Buntować się jest rzeczą ludzką, jednak trzeba uważać, by wadliwego systemu nie zamienić... na inny system - często równie wadliwy. Chcąc stworzyć alternatywę dla wiary wielu tworzy coś, co można by chyba nazwać "anty-wiarą", czyli "wiarą w przeciwieństwo...".
Czym różni się człowiek kategorycznie twierdzący, że bóg nie istnieje od człowieka kategorycznie twierdzącego, że bóg istnieje?
Gdy człowiek zbuduje sobie światopogląd, zaczyna się z nim utożsamiać, zaczyna traktować go jak część siebie. Im dłużej żyje w takim stanie, tym więcej decyzji podjął na podstawie swoich poglądów, tym bardziej więc bolesne było by dla niego częściowe chociażby podważenie jego zasad, jego systemu. Zapewne więc taki człowiek z czasem coraz bardziej ogranicza swoją chęć poznania tak, by chronić "siebie" - po prostu ogranicza sam siebie.
Wielu tutaj określa się mianem ateisty, inni są agnostykami, inni wreszcie uznają się za wierzących... Czy to nie są swoiste "szufladki światopoglądowe" ograniczające poznanie, a w zamian dające ułudę zrozumienia i przynależności do tych "mądrzejszych"? Może więc nie należy udzielać na pytanie "czy bóg istnieje" kategorycznej odpowiedzi? Może w ogóle należy unikać nie tylko takiego formułowania swoich opinii, ale - co ważniejsze - takiego myślenia o czymkolwiek? Ktoś powie, że to przecież agnostycyzm. Jednak agnostycy wierzą, że nigdy nie poznają absolutu, a więc wierzą... Tak jak wierzący wierzy, że bóg istnieje, tak jak ateista wierzy, że bóg nie istnieje - przyjmują coś za prawdzie po mimo braku jednoznacznych dowodów.
Jak wyglądał by świat, w którym ludzie unikali by kategorycznych sądów i jednoznacznych ocen? Świat, w którym ludzie ciągle szukali by nowych możliwości, zamiast cementować raz wyrobione poglądy? Świat, w którym częściej stosowano by słowa takie jak "przypuszczam" niż "wiem", czy "na pewno"? Może taki świat był by lepszy?
Jeśli zdecydujesz się skomentować ten tekst, wiedz, że pisząc go nie miałem zamiaru nikogo urazić czy wykazać mojej wyższości nad kimkolwiek; chciałem zaś by był zrozumiały i czytelnie przedstawiał moje myśli. Ciebie proszę o to samo. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| nieobecny | Część mówiącą o Bogu pomijam, bo nie bardzo interesują mnie rozważania dotyczące (nie)istnienia Boga, zupełnie tak samo jak nie interesują mnie rozważania o (nie)istnieniu Wztskfa czy inszej Baby Jagi. > Jak wyglądał by świat, w którym ludzie unikali by kategorycznych sądów i jednoznacznych ocen? Świat, w którym ludzie ciągle szukali by nowych możliwości, zamiast cementować raz wyrobione poglądy? Świat, w którym częściej stosowano by słowa takie jak "przypuszczam" niż "wiem", czy "na pewno"? Może taki świat był by lepszy?To musiałby być świat zaludniony wyłącznie przez naukowców  Człowiek nie może zrezygnować z posiadania swojego zestawu przekonań, które uważa za słuszne, bo podważając cały czas wszystko popadłby w szaleństwo. Co do światopoglądu - nie jest to rzecz raz na zawsze wbudowana. Niektórzy wyznawcy religii przechodzą na ateizm, są ateiści zaczynający wyznawać jakąś wiarę, agnostycy skręcający w tę lub inną stronę. To świadczy o tym, że ludzie nie są takimi jak ich przedstawiasz - raz na zawsze zafiksowani na jednym sposobie postrzegania świata.
|
|
 | | specto (57 punktów) | > Część mówiącą o Bogu pomijamHmm... Nawet nie wiedziałem, że taką umieściłem  . Mowa była jedynie o tym, że postawa "wierzę, że istnieje" oraz "wierzę, że nie istnieje" nie różnią się aż tak bardzo od siebie, jak by się to mogło na pierwszy rzut oka wydawać. > Człowiek nie może zrezygnować z posiadania swojego zestawu przekonań, które uważa za słuszne, bo podważając cały czas wszystko popadłby w szaleństwo.To z kolei jest bardzo typowe przekonanie, równie powszechne jak: "człowiek nigdy nie zrozumie Boga". Czy potrafiłbyś je obronić? > (...) ludzie nie są takimi jak ich przedstawiasz - raz na zawsze zafiksowani na jednym sposobie postrzegania świata.Fakt, ale zauważ, że mówisz o zmianach światopoglądu, ja zaś mówię o jego "nie posiadaniu" (czyli o tym, co Ty nazywasz szaleństwem  , a to zupełnie co innego. Widzę to tak: wjeżdżasz samochodem (to Twój światopogląd) na oblodzoną drogę (to życie) i wpadasz w poślizg: wolisz jechać dalej kręcąc kierownicą do oporu raz to w jedną stronę, raz to w drugą "zygzakując" pomiędzy jednym rowem a drugim (poglądy ekstremalne) czy raczej... wysiąść z samochodu i pójść na piechotę?
Usunięte na podst. par 16 Regulaminu Forum - placownik
|
|
|  | 4 na 4 | Niedowóz (265 punktów) | "wierzę, że nie istnieje" A skąd ty to wziąłeś? Ta cała "wiarę" w nieistnienie boga? Nie "wierzę, że nie istnieje" tylko "nie wierzę, że istnieje"... Nie ma dowodów ani przekonujących nawet teorii na temat istnienia boga wiec nie wierze w boga i tyle. Czy do kogoś kto nie wierzy w krasnoludki tez będziesz się przyczepiał ze "wierzy w nie istnienie krasnoludków" ? Nie! (chyba ze ktoś tu ma coś nie po kolei w głowię i widzi krasnoludki  ). Po prostu nie ma dowodów ze istnieją krasnoludki (tu można wstawić każda inna fantastyczna istotę, w tym również boga) wiec ich nie ma bądź nie jesteśmy wstanie ich zobaczyć czy spotkać. Nie ma tu żadnej wiary ani religii. W przypadku gdy ktoś uważa ze coś istnieje mimo braku jakichkolwiek poważnych dowodów możemy mówić o wiarze w coś tam. Czemu wierzący tak często definiują ateizm wedle swojej teistycznej miarki? Czy tak są zaślepieni swoja wiara ze nie potrafią wyobrazić sobie ze można tak po prostu nie wierzyć wiec muszą sobie wymyślać jakąś wiarę w nie wiarę?
|
|
| |  | 3 na 3 | specto (57 punktów) | > "wierzę, że nie istnieje"> A skąd ty to wziąłeś? Ta cała "wiarę" w nieistnienie boga?Niestety regulamin zabrania mi zamieszczania linków, stąd będę musiał Cię prosić, abyś sam sprawdził definicje ateizmu np. na Wikipedii i encyklopedii PWN. Obie mówią o przekonaniu, że bóg/bogowie nie istnieją, lub o zaprzeczaniu istnieniu boga/bogów. Czym różni się przekonanie o nie istnieniu boga od przekonania o jego istnieniu? Czy różni się zaprzeczenie istnieniu boga od zaprzeczenia jego nie istnieniu? > Nie "wierzę, że nie istnieje" tylko "nie wierzę, że istnieje"...> Nie ma dowodów ani przekonujących nawet teorii na temat istnienia boga wiec nie wierze w boga i tyle.W takim razie ateistą raczej nie jesteś; zdecydowanie bliżej Ci do agnostycyzmu. Najłatwiej będzie, jeśli odpowiesz sobie na pytanie: "czy bóg może istnieć?" Jeśli odpowiesz nie - to jednak wierzysz, że nie może (no chyba, ze przedstawisz niepodważalne dowody), jeśli zaś tak, to będzie Ci zdecydowanie bliżej do agnostycyzmu. > Czy do kogoś kto nie wierzy w krasnoludki tez będziesz się przyczepiał ze "wierzy w nie istnienie krasnoludków" ?Bardzo dobre pytanie: wiara w boga to tylko jeden z wielu przykładów generalnej tendencji - są jeszcze takie kwestie jak UFO, duchy czy słusznie zaproponowane przez Ciebie krasnoludki  , oraz wiele innych. Otóż wszystko zależy od tego, co mówiący tego typu zdanie ma na myśli: jeśli mówi, że nie wierzy w coś, ale nie odrzuca możliwości "prawdziwości" tego czegoś, to się nie przyczepię  . Natomiast jeśli ten ktoś będzie miał na myśli kategorycznie stwierdzenie, że oto krasnoludki nie istnieją i basta, bo on tak mówi, to niestety zacznę się czepiać  . > Po prostu nie ma dowodów ze istnieją krasnoludki (tu można wstawić każda inna fantastyczna istotę, w tym również boga) wiec ich nie ma bądź nie jesteśmy wstanie ich zobaczyć czy spotkać.Słusznie. Nie ma dowodów, że są, ale nie ma tez dowodów, że nie ma, a więc mogą być, ale nie muszą. Wiem, że brzmi to dziwnie w świecie, gdzie od tysiącleci albo coś jest, albo tego nie ma, ale taka postawa wcale nie przeszkadza w życiu, za to pozwala - mam wrażenie - "szerzej" patrzeć na świat. > W przypadku gdy ktoś uważa ze coś istnieje mimo braku jakichkolwiek poważnych dowodów możemy mówić o wiarze w coś tam.A w "przypadku, gdy ktoś uważa, że coś" nie "istnieje mimo braku jakichkolwiek poważnych dowodów"? > Czemu wierzący tak często definiują ateizm wedle swojej teistycznej miarki? Czy tak są zaślepieni swoja wiara ze nie potrafią wyobrazić sobie ze można tak po prostu nie wierzyć wiec muszą sobie wymyślać jakąś wiarę w nie wiarę?Jeśli powyższe odnosi się do mnie to drugi już raz coś mi imputujesz  . Powiedz mi proszę, gdzie ja napisałem, że jestem wierzący, lub na jakiej podstawie wyciągnąłeś takie wnioski?
Wiedząc, że nie wiesz wiesz więcej niż ten, który wierzy, że wie.
|
|
| | |  | 2 na 2 siarkofrut (2125 punktów) (zablokowany) | Co to znaczy 'bóg'? Wypadałoby zdefiniować, skoro masz zamiar o tym rozmawiać. Cytat:A w "przypadku, gdy ktoś uważa, że coś" nie "istnieje mimo braku jakichkolwiek poważnych dowodów"? Rozumiem, że zakładasz możliwość istnienia zlfhzxczx, który zje Twój mózg jeśli nie będziesz codziennie wypijał szklanki mleka. Nie ma poważnych dowodów na jego nieistnienie, więc trzeba być głupcem, by odrzucać taką ewentualność.
'Pamiętam, że kiedy mijaliśmy kościół katolicki, powiedział: - Czy sądzisz, że twój tata jest dobrym chemikiem? Tutaj przerabiają krakersy sodowe na mięso. Czy twój tata potrafi to robić?' - Kurt Vonnegut, 'Hokus Pokus'
|
|
| | | |  | | specto (57 punktów) | Widze, że pisałeś swój komentarz pod wpływem raczej negatywnych emocji...
>Co to znaczy 'bóg'? Wypadałoby zdefiniować, skoro masz zamiar o tym rozmawiać. Gdybyś poczytał uważniej wątek, zobaczyłbyś, że o bogu nikt tu nie rozmawia...
>Rozumiem, że zakładasz możliwość istnienia zlfhzxczx, który zje Twój mózg jeśli nie będziesz codziennie wypijał szklanki mleka. Nie ma poważnych dowodów na jego nieistnienie, więc trzeba być głupcem, by odrzucać taką ewentualność.
Ech... Przemyśl jeszcze raz to co tu napisałeś i zastanów się, czy faktycznie reprezentuje to moje zdanie...
Wiedząc, że nie wiesz wiesz więcej niż ten, który wierzy, że wie.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 siarkofrut (2125 punktów) (zablokowany) | > Widze, że pisałeś swój komentarz pod wpływem raczej negatywnych emocji...Nie, ja zawsze jestem niemiły  > >Co to znaczy 'bóg'? Wypadałoby zdefiniować, skoro masz zamiar o tym rozmawiać.> Gdybyś poczytał uważniej wątek, zobaczyłbyś, że o bogu nikt tu nie rozmawia...Serio? Cytat:Najłatwiej będzie, jeśli odpowiesz sobie na pytanie: "czy bóg może istnieć?" i tak dalej > >Rozumiem, że zakładasz możliwość istnienia zlfhzxczx, który zje Twój mózg jeśli nie będziesz codziennie wypijał szklanki mleka. Nie ma poważnych dowodów na jego nieistnienie, więc trzeba być głupcem, by odrzucać taką ewentualność.> Ech... Przemyśl jeszcze raz to co tu napisałeś i zastanów się, czy faktycznie reprezentuje to moje zdanie... Cytat:Słusznie. Nie ma dowodów, że są, ale nie ma tez dowodów, że nie ma, a więc mogą być, ale nie muszą. Odrzucanie możliwości istnienia zlfhzxczx to ograniczanie się, nie uważasz? Wszak może istnieć, nie ma dowodów na jego nieistnienie  Chodzi mi tylko i wyłącznie o definicję. Jakiś tam bóg może sobie gdzieś istnieć - ale jeśli ten bóg ma być, dajmy na to, wszechwiedzący i dający nam wolną wolę - nie może istnieć, bo wolna wola i wszechwiedza się wykluczają. Kiedy zdefiniujemy, o jakiego boga chodzi, łatwo wykazać wewnętrzną sprzeczność, która uniemożliwia jego zaistnienie.
'Pamiętam, że kiedy mijaliśmy kościół katolicki, powiedział: - Czy sądzisz, że twój tata jest dobrym chemikiem? Tutaj przerabiają krakersy sodowe na mięso. Czy twój tata potrafi to robić?' - Kurt Vonnegut, 'Hokus Pokus'
|
|
| |  | | Osobowość | >Czy do kogoś kto nie wierzy w krasnoludki tez będziesz się przyczepiał ze "wierzy w nie istnienie krasnoludków" ? I znowu zamiast o światopoglądzie, o Bogu. Jeżeli ktoś deklaruje, że nie wierzy w bajki, warto byłoby zapytać czy nigdy żadnej nie widział i nie czytał. Co to znaczy "wiara w nie istnienie krasnoludków"? W nie istnienie ich w której konkretnie książce lub głowie? Moim zdaniem deklarowanie ateizmu (dokładnie jak akrasnolutyzmu) to deklarowanie własnej kompletnej ciasnoty umysłowej. Warto ateistów przekonać, że nie są tak ograniczeni jak deklarują.
|
|
|  | | nieobecny | > >Część mówiącą o Bogu pomijam> Hmm... Nawet nie wiedziałem, że taką umieściłem . Mowa była jedynie o tym, że postawa "wierzę, że istnieje" oraz "wierzę, że nie istnieje" nie różnią się aż tak bardzo od siebie, jak by się to mogło na pierwszy rzut oka wydawać.Nie widzisz w poście, na który odpowiedziałem słowa "bóg", tak jak nie zauważyłeś, że zmieniłeś nick ze Smoliński na specto. Wizyta u dwóch lekarzy specjalistów wydaje się pożądana. > >Człowiek nie może zrezygnować z posiadania swojego zestawu przekonań, które uważa za słuszne, bo podważając cały czas wszystko popadłby w szaleństwo.> To z kolei jest bardzo typowe przekonanie, równie powszechne jak: "człowiek nigdy nie zrozumie Boga". Czy potrafiłbyś je obronić?Nie podejmuję się bronić słuszności powiedzonka "człowiek nigdy nie zrozumie Boga". Co do obrony stanowiska, iż [człowiek] podważając cały czas wszystko popadłby w szaleństwo, to mnóstwo dowodów znajdziesz w każdym szpitalu dla psychicznie chorych. Oczywiście, jako zwolennika wątpienia we wszystko, żaden dowód cię nie przekona, zatem tylko żartowałeś. > >(...) ludzie nie są takimi jak ich przedstawiasz - raz na zawsze zafiksowani na jednym sposobie postrzegania świata.> Fakt, ale zauważ, że mówisz o zmianach światopoglądu, ja zaś mówię o jego "nie posiadaniu" (czyli o tym, co Ty nazywasz szaleństwem , a to zupełnie co innego. Widzę to tak: wjeżdżasz samochodem (to Twój światopogląd) na oblodzoną drogę (to życie) i wpadasz w poślizg: wolisz jechać dalej kręcąc kierownicą do oporu raz to w jedną stronę, raz to w drugą "zygzakując" pomiędzy jednym rowem a drugim (poglądy ekstremalne) czy raczej... wysiąść z samochodu i pójść na piechotę?Światopogląd to nie samochód na drodze życia lecz styl jazdy samochodem wynikający z wiedzy wyniesionej z kursu na prawo jazdy oraz z doświadczenia kierowcy.
|
|
| |  | | Osobowość | >Światopogląd to nie samochód na drodze życia lecz styl jazdy samochodem wynikający z wiedzy wyniesionej z kursu na prawo jazdy oraz z doświadczenia kierowcy. Akurat! Światopogląd to umiejętność posługiwania się i samochodem i mapą. Dla niektórych to przekonanie, że umieją.
|
|
| | |  | | nieobecny | > >Światopogląd to nie samochód na drodze życia lecz styl jazdy samochodem wynikający z wiedzy wyniesionej z kursu na prawo jazdy oraz z doświadczenia kierowcy.> Akurat! Światopogląd to umiejętność posługiwania się i samochodem i mapą. Dla niektórych to przekonanie, że umieją.Do do każdej jazdy samochodem potrzebujesz mapy?  Nie odróżniasz urządzenia od instrukcji jego użytkowania? 
|
|
| | | |  | | Osobowość | > >>Światopogląd to nie samochód na drodze życia lecz styl jazdy samochodem wynikający z wiedzy wyniesionej z kursu na prawo jazdy oraz z doświadczenia kierowcy.> >Akurat! Światopogląd to umiejętność posługiwania się i samochodem i mapą. Dla niektórych to przekonanie, że umieją.> Do do każdej jazdy samochodem potrzebujesz mapy? Tak. Obojętne kto mnie wiezie, wolę wiedzieć dokąd. Zawsze też wolę żebyś to Ty mnie woził niż ja Ciebie. > Nie odróżniasz urządzenia od instrukcji jego użytkowania?  A po co nam instrukcja użytkowania Ciebie? Bez niej znakomicie sobie radzimy i nie najgorzej nas wieziesz.
|
|
| |  | | specto (57 punktów) | Nieobecny - czy walka daje Ci sens? Dlatego szukasz wrogów? Ja nie jestem Twoim wrogiem, a w każdym razie na pewno nie świadomie... Zauważ, że uraziłeś mnie w swojej wypowiedzi. Masz z tego satysfakcję? Pisząc tą odpowiedź dostałem informację o kolejnej Twojej wypowiedzi w innym wątku. Co ciekawe jest ona także skierowana do mnie i także mnie obraża... To chyba Cię dyskredytuje jako poważnego rozmówcę (nie świadcząc zarazem o tym, co masz tak naprawdę do przekazania, bo to może być wartościowe, choć głęboko to ukrywasz). Powiem więcej: mam wrażenie, że moja osoba jakoś na Ciebie oddziałuje - chociażby negatywnie. Cóż - miło mi, że nadałem choć przez chwile trochę sensu Twojemu życiu  . > Nie widzisz w poście, na który odpowiedziałem słowa "bóg", tak jak nie zauważyłeś, że zmieniłeś nick ze Smoliński na spectoWidzę i zauważyłem. Czy umieszczając na forum wątek pt.: "czy nieobecny jest dzisiaj obecny" będę mówił o nieobecnym w jego własnej osobie, o tym, kim jest czy jedynie o możliwości jego obecności, lub nieobecności w dniu dzisiejszym? Otóż bóg jest tu tylko przykładem mechanizmu skrajnego, kategorycznego i jednoznacznego pojmowania otaczającego nas świata. Stąd trafnie (choć zapewne celem było ośmieszenie wątku) paru ludzi wspomniało tu także o UFO czy krasnoludkach  . > Co do obrony stanowiska, iż [człowiek] podważając cały czas wszystko popadłby w szaleństwo, to mnóstwo dowodów znajdziesz w każdym szpitalu dla psychicznie chorych.Ogólnie zapewne chodziło Ci o to, czy da się żyć bez przekonania o pewności choć części występujących na tym świecie rzeczy? Otóż da się . To jest trochę tak jak z naukowcem zajmującym się badaniem teorii względności: gdy żona wysyła go po śmietanę - wsiada na rower i jedzie do sklepu niezależnie do tego, czy przestrzeń jest czterowymiarowa, czy nie .
Wiedząc, że nie wiesz wiesz więcej niż ten, który wierzy, że wie.
|
|
| | |  | | Osobowość | >Nieobecny - czy walka daje Ci sens? Dlatego szukasz wrogów? Nie walka daje mu sens (nie ma w niej szans), tylko woli poszukać wrogów niż przyjaciół. Bez wrogów jego życie traci sens.
|
|
| | | |  | | nieobecny | >>Nieobecny - czy walka daje Ci sens? Dlatego szukasz wrogów? >Nie walka daje mu sens (nie ma w niej szans), tylko woli poszukać wrogów niż przyjaciół. Bez wrogów jego życie traci sens. Ani to odkrywcze, ani we właściwym dziale forum. Banalna krytyka Jarosława Kaczyńskiego.
|
|
| | | | |  | | Osobowość | >Ani to odkrywcze, ani we właściwym dziale forum. Banalna krytyka Jarosława Kaczyńskiego. Chcesz go sobie krytykować, przejdź do tamtego działu. Tu krytykujesz nie jego, ale wszystkich.
|
|
| | |  | | nieobecny | > Nieobecny - czy walka daje Ci sens? Dlatego szukasz wrogów?Polemika jest rodzajem walki. Jeśli ci to nie odpowiada, to po co udzielasz się na forum, na dodatek zachęcając do polemiki? > Ja nie jestem Twoim wrogiem, a w każdym razie na pewno nie świadomie...Nie uważam cię za mojego wroga, skąd takie przypuszczenie? > Zauważ, że uraziłeś mnie w swojej wypowiedzi. Masz z tego satysfakcję?Nie jestem w stanie przewidzieć co kto w moich wypowiedziach może uznać za urażające. Co więcej - nic mnie to nie obchodzi, bo to nie moja decyzja kto, kiedy i dlaczego uzna, że czuje się urażony. > Pisząc tą odpowiedź dostałem informację o kolejnej Twojej wypowiedzi w innym wątku. Co ciekawe jest ona także skierowana do mnie i także mnie obraża...Nie jestem w stanie przewidzieć co kto w moich wypowiedziach może uznać za urażające. Co więcej - nic mnie to nie obchodzi, bo to nie moja decyzja kto, kiedy i dlaczego uzna, że czuje się urażony. > To chyba Cię dyskredytuje jako poważnego rozmówcę (nie świadcząc zarazem o tym, co masz tak na prawdę do przekazania, bo to może być wartościowe, choć głęboko to ukrywasz).Bezsprzecznie masz problem polegający na tym, że obrażasz się (czujesz się urażony) czyjąś wypowiedzią choć jednocześnie wyczuwasz, że ta wypowiedź ma dla ciebie wartość merytoryczną. > Powiem więcej: mam wrażenie, że moja osoba jakoś na Ciebie oddziałuje - chociażby negatywnie. Cóż - miło mi, że nadałem choć przez chwile trochę sensu Twojemu życiu .Nie jestem specjalistą, ale wychodzi na to, że twoim problemem jest masochizm. Najpierw jojczysz, że cię krzywdzą, a zaraz potem cieszysz się z tego. > >Nie widzisz w poście, na który odpowiedziałem słowa "bóg", tak jak nie zauważyłeś, że zmieniłeś nick ze Smoliński na specto> Widzę i zauważyłem.Trudno w to uwierzyć, gdyż wcześniej opublikowałeś jednak post mający wręcz przeciwną wymowę. > Czy umieszczając na forum wątek pt.: "czy nieobecny jest dzisiaj obecny" będę mówił o nieobecnym w jego własnej osobie, o tym, kim jest czy jedynie o możliwości jego obecności, lub nieobecności w dniu dzisiejszym?Moim zdaniem tytuł wątku/postu nie może odkryć jego zawartości dla nikogo prócz jasnowidza, którym nie jestem. Mam nadzieję, że nie czujesz się przez to urażony? > Otóż bóg jest tu tylko przykładem mechanizmu skrajnego, kategorycznego i jednoznacznego pojmowania otaczającego nas świata. Stąd trafnie (choć zapewne celem było ośmieszenie wątku) paru ludzi wspomniało tu także o UFO czy krasnoludkach .Na hasło "bóg" pojawia się odzew "UFO" lub "krasnoludki" nie dlatego, że bóg jest tu tylko przykładem mechanizmu skrajnego, kategorycznego i jednoznacznego pojmowania otaczającego nas świata, ale dlatego, że postulowanie istnienia boga, UFO czy krasnoludków nie znajduje żadnych przesłanek i nie odpowiada na żadne pytania, za to mnoży kolejne pytania bez odpowiedzi. > >Co do obrony stanowiska, iż [człowiek] podważając cały czas wszystko popadłby w szaleństwo, to mnóstwo dowodów znajdziesz w każdym szpitalu dla psychicznie chorych.> Ogólnie zapewne chodziło Ci o to, czy da się żyć bez przekonania o pewności choć części występujących na tym świecie rzeczy? Otóż da się . To jest trochę tak jak z naukowcem zajmującym się badaniem teorii względności: gdy żona wysyła go po śmietanę - wsiada na rower i jedzie do sklepu niezależnie do tego, czy przestrzeń jest czterowymiarowa, czy nie .Wydaje mi się, że dla człowieka wątpiącego w istnienie żony, roweru i śmietany niepewność liczby wymiarów przestrzeni nie decyduje o podjęciu decyzji wyprawy do sklepu. _________________________________________________________ Hej, zacznij bronić swoich poglądów poprzez ich precyzowanie zamiast płakać, że czyjaś wypowiedź cię uraża. Spróbuj zjednać sobie adwersarzy (szczególnie tak inteligentnych jak ja  ) zamiast pozwalać się deprecjonować pseudoprzyjaciołom i cieniasom intelektualnym typu "Osobowość" czy jak mu aktualnie.
|
|
| | | |  | | Osobowość | >>Nieobecny - czy walka daje Ci sens? Dlatego szukasz wrogów? >Polemika jest rodzajem walki. Jeśli ci to nie odpowiada, to po co udzielasz się na forum, na dodatek zachęcając do polemiki? Na pewno nie wszyscy po to, żeby dyskutować ze samym sobą wyznaczając jedną z ról swobodnie wybranej osobie. Może powalcz sobie w skrytości ducha?
|
|
| | | |  | 1 na 1 | specto (57 punktów) | hmm...  Mógłbym teraz zmieszać Cię tu z błotem, a potem - na uwagę od moderatora - odpowiedzieć cytatem: Nie jestem w stanie przewidzieć co kto w moich wypowiedziach może uznać za urażające. Co więcej - nic mnie to nie obchodzi, bo to nie moja decyzja kto, kiedy i dlaczego uzna, że czuje się urażony."  Swoją drogą to bardzo wygodna postawa... Jednak tak wysoka inteligencja i wiedza, które to bezsprzecznie są Twoimi przymiotami muszą powodować, że oto na Ziemi nie masz za bardzo z kim wymieniać poglądów... Może to ta samotność intelektualna wielkiego geniuszu spowodowała, że jesteś taki antypatyczny? 
Wiedząc, że nie wiesz wiesz więcej niż ten, który wierzy, że wie.
|
|
7 na 7 | Marian (5438 punktów) |
Na początek powiem, że uważam się za ateistę dlatego, że nie przekonuje mnie teizm. To powód dla mnie wystarczający. Oczywiście chciałbym, żebyśmy nie potrzebowali w ogóle tego słowa, tak jak nie potrzebujemy słowa na określenie siebie jako nie wierzących w krasnoludki, UFO, czy astrologię. Dziś już nie potrzebujemy słowa „abolicjonista” dla ludzi, którym nie odpowiada niewolnictwo i mam nadzieję, że kiedyś nie będziemy potrzebować słowa „ateista” dla ludzi, którym nie odpowiada wiara w boga/bogów. Jednakże w czasach, gdy religijny fundamentalizm zdaje się rosnąć w siłę, zagrażać edukacji i wprost – naszej cywilizacji; gdy dorośli ludzie wierzący w bajkowy, mityczny, wręcz dziecinny obraz świata, dla których bezpodstawna wiara w nieobecności dowodów jest cnotą, głosują i są wybierani na odpowiedzialne stanowiska w państwie jest chyba koniecznym stanąć w opozycji. Dlatego, nawet wobec groźby zaszufladkowania, śmiem nazywać się ateistą. Muszę powiedzieć, że Twoja wizja świata bardzo mi odpowiada i odnoszę wrażenie, że w takim właśnie świecie słowo „ateizm” byłoby tak samo bezużyteczne jak „abolicjonizm” i inne -izmy. Można by się wreszcie pozbyć tych etykietek. Jednak – bądźmy realistami (sic!) – nie żyjemy w takim świecie i być może, niestety, nigdy żyć nie będziemy.
Pozdrawiam.
A rationalist is simply someone for whom it is more important to learn than to be proved right — Karl Popper
|
|
 | | specto (57 punktów) | > Na początek powiem, że uważam się za ateistę dlatego, że nie przekonuje mnie teizm.Ale w ten sposób ograniczasz sobie wybór do dwóch, ekstremalnych opcji: "tak-nie", "jest-nie ma", "1-0"... Czy ateizm Cię przekonał, tzn.: czy uwierzyłeś, że boga/bogów nie ma? > Dziś już nie potrzebujemy słowa "abolicjonista" dla ludzi, którym nie odpowiada niewolnictwo i mam nadzieję, że kiedyś nie będziemy potrzebować słowa "ateista" dla ludzi, którym nie odpowiada wiara w boga/bogów.Niestety to pytanie może być stawiane tak długo, jak długo będzie istnieć śmierć. > (...) gdy dorośli ludzie wierzący w bajkowy, mityczny, wręcz dziecinny obraz świata, dla których bezpodstawna wiara w nieobecności dowodów jest cnotą, (...)Zgadzam się, ale... Czy Ty przypadkiem nie wierzysz, że boga/bogów nie ma? > jest chyba koniecznym stanąć w opozycji.Miałem w swoim krótkim życiu okazję mieszkać w kraju, w którym mniej-więcej połowę ludności stanowili biali, drugą zaś czarni. Wielu czarnych niestety zamiast walczyć z rasizmem budowało "anty-rasizm", czyli zachęcało (prawdopodobnie nieświadomie) do rasizmu wobec białych... Wydaje mi się, że "stawanie w opozycji" może prowadzić do tego samego. > Jednak - bądźmy realistami (sic!) - nie żyjemy w takim świecie i być może, niestety, nigdy żyć nie będziemy.Bądźmy realistami, czy pesymistami?  Mam wrażenie (a może nadzieję), że można zmienić ludzi, jednak nie poprzez "atak", ale poprzez zachęcanie ich do "samoobserwacji" własnych poglądów, samoobserwacji samego siebie, poprzez pokazanie im, że świat nie jest czarno-biały, zaś ich misją nie jest kolorowanie wszystkich na czarno lub na biało...
Usunięte na podst. par 16 Regulaminu Forum - placownik
|
|
|  | 3 na 3 | Marian (5438 punktów) |
>Ale w ten sposób ograniczasz sobie wybór do dwóch, ekstremalnych opcji: "tak-nie", "jest-nie ma", "1-0"... >Czy ateizm Cię przekonał, tzn.: czy uwierzyłeś, że boga/bogów nie ma? Nie, nie uważam, że jest to kwestia zerojedynkowa – A albo nie-A. Raczej „nie jestem przekonany, że A” niż: „jestem przekonany, że nie-A”. Teizm sam w sobie nie ma mocy przekonywania, zwłaszcza że teiści nie rzadko nie zgadzają się między sobą jakie atrybuty powinno posiadać ich bóstwo. Sami też często szczycą się tym, że nie mają żadnych dowodów na istnienie owego boga; jak zatem wierzyć któremukolwiek? Nie mam w zwyczaju wierzyć „na słowo”.
>>(...) gdy dorośli ludzie wierzący w bajkowy, mityczny, wręcz dziecinny obraz świata, dla których bezpodstawna wiara w nieobecności dowodów jest cnotą, (...) >Zgadzam się, ale... Czy Ty przypadkiem nie wierzysz, że boga/bogów nie ma? Nie chodzi tu o samą kwestię wierzenia, bądź nie, w bogów, a raczej o skłonność ludzi do wierzenia w ogólnie (nie bójmy się tego słowa) głupie rzeczy. Może nie ma dowodów na nieistnienie bogów, ale są dość solidne dowody, że Ziemia nie ma 6000 lat.
>(...) Wydaje mi się, że "stawanie w opozycji" może prowadzić do tego samego. Zawsze jest takie zagrożenie. To zjawisko, którego można uniknąć jedynie przez nietworzenie żadnych grup. Ale jednostka niewiele może zdziałać.
>Mam wrażenie (a może nadzieję), że można zmienić ludzi, jednak nie poprzez "atak", ale poprzez zachęcanie ich do "samoobserwacji" własnych poglądów, samoobserwacji samego siebie, poprzez pokazanie im, że świat nie jest czarno-biały, zaś ich misją nie jest kolorowanie wszystkich na czarno lub na biało... Oczywiście, masz rację. Dlaczego jednak ateizm miałby być atakiem na kogokolwiek? Niestety niektórzy ludzie są przewrażliwieni i traktują jako atak jakąkolwiek krytykę, ale to chyba nie oznacza, że powinniśmy szanować ich uprzedzenia.
Pozdrawiam.
A rationalist is simply someone for whom it is more important to learn than to be proved right — Karl Popper
|
|
| |  | | specto (57 punktów) | > Nie mam w zwyczaju wierzyć "na słowo".I słusznie, ale w takim razie nie jesteś raczej ateistą (przynajmniej wg. mojej aktualnej definicji opartej min. na definicji ateizmu w Wikipedii i Encyklopedii PWN). > są dość solidne dowody, że Ziemia nie ma 6000 lat.Tu także się zgadzam Wychodzi więc na to, że nasze poglądy różnią się przede-wszystkim nazewnictwem, a nie treścią. Może więc warto by było stworzyć nowy termin określający brak wiary (nie tylko w boga/bogów, ale ogólnie), no chyba, że już taki istnieje (agnostycyzm niestety zakłada niemożność poznania absolutu, a więc coś zakłada...)? Również pozdrawiam 
Wiedząc, że nie wiesz wiesz więcej niż ten, który wierzy, że wie.
|
|
7 na 7 | Sir Valeq (379 punktów) | > Jak wyglądał by świat, w którym ludzie unikali by> kategorycznych sądów i jednoznacznych ocen? Świat, w którym> ludzie ciągle szukali by nowych możliwości, zamiast> cementować raz wyrobione poglądy? Świat, w którym częściej> stosowano by słowa takie jak "przypuszczam" niż "wiem", czy> "na pewno"?To jest mniej więcej odpowiednik języka nauki. Tam nic nie jest ustalone na pewno, bo każdą teorię można zmienić, jeśli pojawi się lepsza. Sam, jako racjonalista i sceptyk, uważam, że... > Może taki świat był by lepszy?...na pewno. Problem jest jeden. Ateiści, uwierz mi, chętnie usunęliby wszelkie dywagacje o bogach i niebiańskich czajniczkach z ogólnej dyskusji. Jest wiele palących spraw na tym świecie ważniejszych o tego. Niestety to właśnie wielu wierzących nie potrafi sobie wyobrazić świeckiego państwa, religii będącej tylko i wyłącznie sprawą prywatną, wyraźnie brak u nich pokory (choćby monopol na moralność, totalna odporność na konstruktywną krytykę etc.). Dlatego nie uważam, że obie strony są tak samo winne zaognianiu konfliktów. Niestety, większość dyskusji przebiega według schematu: Ateista: fakt, fakt, żart, fakt, świat jest piękny, prawda? Wierzący: głupi! głupi! głupi! Stalin! Hitler! A: fakt, fakt, żart, lekcja historii, przeczytaj proszę to i to W: głupi! głupi! w Biblii piszą, żeś głupi! Hitler! Stalin! A: uwierz, ja tylko chcę, by moje dziecko dorastało w świeckim i otwartym społeczeństwie W: głupi! głupi! Piekło!... A: ale ja wcale nie jestem zwolennikiem aborcji! nie można być kimś takim! W: głupi! głupi! Bóg by cię nie wyskrobał! głupi! Piekło! A: a może... W: nie! nie! głupi! Hitler! A: no to może... W: nie! Stalin! głupi! I tak dalej, i tak dalej... Takie są moje obserwacje.
|
|
 | 1 na 1 | specto (57 punktów) | >Ateiści, uwierz mi, chętnie usunęliby wszelkie dywagacje o bogach i niebiańskich czajniczkach z ogólnej dyskusji.
Czytając ten fragment odniosłem wrażenie (później zatarte), że krytykujesz tu ateistów: to co napisałeś kojarzy mi się jeśli nie z zabronieniem to z odrzuceniem dyskusji traktujących o tego typu rzeczach, a więc z czymś w rodzaju "indeksu".
Przytoczony przez ciebie "schemat" dyskusji ateisty z wierzącym jest faktycznie możliwy, ale wydaje mi się on dość ekstremalny (choć pewnie dużo zależy tu od wieku wierzącego rozmówcy - ci starsi - jak to z ludźmi bywa - mają tendencję do "zaostrzania" poglądów, częściowo pewnie ze względu na bliskość śmierci).
Wydaje mi się jednak, że ze sporą częścią wierzących można się porozumieć,Oczywiście do momentu, w którym rozmowa zaczyna podważać same podstawy ich światopoglądu - czy to będzie wiara w istnienie boga, czy też jej odwrotność. Stąd najlepszym rozwiązaniem wydaje mi się zadawanie pytań zmuszających do samodzielnego myślenia.
Wiedząc, że nie wiesz wiesz więcej niż ten, który wierzy, że wie.
|
|
|  | | radek (767 punktów) | Ja uwazam sie za ateiste, ale nie znalazlem w poscie Sir Valeq nic krytycznego co by moglo odnosic sie to mojego swiatopogladu. Moje spostrzezenia i odczucia sa podobne.
|
|
| |  | | specto (57 punktów) | >Ja uwazam sie za ateiste, ale nie znalazlem w poscie Sir Valeq nic krytycznego co by moglo odnosic sie to mojego swiatopogladu. >Moje spostrzezenia i odczucia sa podobne.
>>usunęliby wszelkie dywagacje o bogach i niebiańskich czajniczkach z ogólnej dyskusji. =? usunęliby wszelkie dywagacje o konstrukcji Układu Słonecznego i położeniu w nim Ziemi z ogólnej dyskusji.
Wiem, że zapewne było to nie zamierzone, tzn. Sir Valeq chciał przez to powiedzieć, że gdyby na ziemi żyli sami ateiści, to nikt by o tym po prostu nie rozmawiał, ale jednak zostało to napisane.
Wiedząc, że nie wiesz wiesz więcej niż ten, który wierzy, że wie.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Sir Valeq (379 punktów) | Chodziło mi o to, że (ateistyczni, czyli większość) naukowcy nie bawią się w laboratoriach w znajdowanie bogów. Najchętniej by o tym w ogóle nie rozmawiali, dopóki ktoś się nie zjawi z jakimś naukowym dowodem potwierdzającym istnienie czegoś tam. Ateista poznaje świat, dowiaduje się tego, co już dzięki nauce jest znane, a na resztę cierpliwie czeka. Nie potrzebuje on umieszczać w każdej luce jakiegoś absolutu. Przyznasz, że niebiański czajniczek Russella to nie to samo co Ziemia. Co do drugiego jesteśmy prawie pewni, że istnieje, co do pierwszego - że nie istnieje. Chyba więc jasne jest, czym warto się zajmować, a czym nie. O to mniej więcej chodziło.
|
|
| | | |  | | specto (57 punktów) | > Chodziło mi o to, że (ateistyczni, czyli większość) naukowcy (...)Wydaje mi się, że naukowiec nie powinien z góry odrzucać żadnej teorii... > Najchętniej by o tym w ogóle nie rozmawiali (...)Gdybym zajmował się np. fizyką relatywistyczną czy medycyną zapewne co chwila zadawał bym sobie pytanie o możliwość istnienia boga... > (...) dopóki ktoś się nie zjawi z jakimś naukowym dowodem potwierdzającym istnienie czegoś tam.Gdyby naukowcy zaczynali rozmawiać o czymś dopiero po ukazaniu się dowodów potwierdzających daną tezę - ten świat był by o wiele mniej rozwinięty... > Ateista poznaje świat, dowiaduje się tego, co już dzięki nauce jest znane, a na resztę cierpliwie czeka.Problem w tym, że wiara w naukę to także... wiara. Zauważ, że ogromna większości tego co tworzy nauka ma w nazwie słowo "teoria", "teza" lub "model". Nie oznacza to, że nie można stosować tych teorii, ale nie oznacza także, by należało im zawierzać. Z resztą parę wielkich teorii naukowych zostało już obalonych. Podsumowując: znowu problem sprowadza się do wiary w jedną lub inną rzecz, tymczasem jest inne wyjście: unikać stwierdzeń kategorycznych, powiedzieć "przypuszczam, że jest tak, ale jestem otwarty na wszelkie inne możliwości". > Przyznasz, że niebiański czajniczek Russella to nie to samo co Ziemia. Co do drugiego jesteśmy prawie pewni, że istnieje, co do pierwszego - że nie istnieje. Chyba więc jasne jest, czym warto się zajmować, a czym nie.Powiem tak: gdyby dawno temu ludzie zgodnie stwierdzili, że nie warto zajmować się tym, co nie widoczne, to czy dzisiaj mielibyśmy prąd, radio, itp? Znowu piszesz o odgórnym odrzucaniu pewnych możliwości, bo wydają się one - na pierwszy rzut oka - nierealne, tak jak kiedyś nierealnym wydawało się np. latanie. Tylko nie odpisuj imputując mi wiarę w istnienie takiego czajniczka  , bo fakt, że nie wykluczam takiej możliwości nie oznacza przecież, że w nią wierzę. A może warto by było zastanowić się, dlaczego człowiek wierzący jest wierzący, a ateista jest ateistą?
Wiedząc, że nie wiesz wiesz więcej niż ten, który wierzy, że wie.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Sir Valeq (379 punktów) | > Gdybym zajmował się np. fizyką relatywistyczną czy medycyną zapewne co chwila zadawał bym sobie pytanie o możliwość istnienia boga...Myślisz, że naukowcy nie zadają sobie takich pytań? Zadają, a owszem, przecież nikt im tego nie zabrania. Tyle że z samego pytania nic nie wynika. Jeśli nie dostaną jakiegoś dowodu, poszlaki, na istnienie tego Boga, to nie będą w to wnikać. Nie wybiorą się w naukową odyseję w poszukiwaniu tego Boga. To zwyczajnie nie ma sensu. > Gdyby naukowcy zaczynali rozmawiać o czymś dopiero po ukazaniu się dowodów potwierdzających daną tezę - ten świat był by o wiele mniej rozwinięty...Nauka nauką, a filozofia filozofią. Pofilozofować możemy sobie o czymkolwiek, ale żaden rozsądny naukowiec nie zacznie się zajmować poszukiwaniem niebiańskiego czajniczka, tylko dlatego, że ktoś z nim na ten temat rozmawiał. > Problem w tym, że wiara w naukę to także... wiara.Jaka wiara? Proszę, trzymajmy się jak najdalej od tego słowa, bo już nie jedna dyskusja na tym forum o nie trwała w nieskończoność. Osiągnięciom nauki się ufa - wierzy. W bogów się wierzy. To zupełnie dwa różne rodzaje "wiary", tylko, niestety, słowo to samo. > Zauważ, że ogromna większości tego co tworzy nauka ma w nazwie słowo "teoria", "teza" lub "model". Nie oznacza to, że nie można stosować tych teorii, ale nie oznacza także, by należało im zawierzać.Właśnie dlatego warto być sceptykiem. > Z resztą parę wielkich teorii naukowych zostało już obalonych.Jak wyżej. Sceptycyzm i otwartość, nic więcej. > Podsumowując: znowu problem sprowadza się do wiary w jedną lub inną rzecz, tymczasem jest inne wyjście: unikać stwierdzeń kategorycznych, powiedzieć "przypuszczam, że jest tak, ale jestem otwarty na wszelkie inne możliwości".W kilku miejscach już chyba dzisiaj to napisałem: tak właśnie jest w świecie naukowym. Po prostu jedne teorie są bardziej osadzone na faktach niż inne: Ziemia raczej nie jest płaska, dzieci prawie na pewno nie są przynoszone przez bociany, mało prawdopodobne, aby dinozaury i ludzie żyli razem. Nigdzie nie ma stu procent. Ale z istniejących stosunków prawdopodobieństw można twierdzić na przykład, że "najprawdopodobniej bogów nie ma" etc. > >Przyznasz, że niebiański czajniczek Russella to nie to samo co Ziemia. Co do drugiego jesteśmy prawie pewni, że istnieje, co do pierwszego - że nie istnieje. Chyba więc jasne jest, czym warto się zajmować, a czym nie.> Powiem tak: gdyby dawno temu ludzie zgodnie stwierdzili, że nie warto zajmować się tym, co nie widoczne, to czy dzisiaj mielibyśmy prąd, radio, itp?Ehm, trochę się nie popisałeś, naprawdę. W metaforze, jaką jest czajniczek, nie chodzi o to, że jest niewidoczny, niczym eter z zupełnie innej teorii. Gdyby istniał, byłby w pełni mierzalnym tworem fizycznym. Chodzi o prawdopodobieństwo jego występowania na orbicie Jowisza i ocena, czy warto się tym zajmować. No i druga sprawa: traktowanie elektryczności czy fal radiowych jako jakichś niewidocznych cudów to już nie podejście z naszego, czy nawet ubiegłego wieku. Są to zjawiska, które mają obserwowalne, mierzalne i badalne skutki i przyczyny. Dlateo ówcześni naukowcy się nimi zajęli. Po prostu było co badać, a nie zastanawiać się, czy to czasem nie kaprys Zeusa. > Znowu piszesz o odgórnym odrzucaniu pewnych możliwości, bo wydają się one - na pierwszy rzut oka - nierealne, tak jak kiedyś nierealnym wydawało się np. latanie.Nauka niczego z góry nie odrzuca. To zupełnie nie po "wolnomyślicielsku". I właśnie dlatego teraz latamy. Jakiś człowiek miał wizję, że się da, inny opracował teorię, kolejny skonstruował maszynę i sru! Na drugą stronę globu w kilka godzin.  Ale znów dochodzimy do oceny prawdopodobieństwa oraz ewentualnych zysków: przyznasz, że lepiej, że ludzie zajęli się konstruowaniem maszyn latających, zamiast przez ponad 100 lat obserwować niebo w okolicach Jowisza w poszukiwaniu czajniczka, prawda?  > Tylko nie odpisuj imputując mi wiarę w istnienie takiego czajniczka , bo fakt, że nie wykluczam takiej możliwości nie oznacza przecież, że w nią wierzę.Oczywiście, że nie. Nie możemy jej wykluczyć. I ta właśnie sytuacja jest identyczna z sytuacją bóstw. Mamy podstawy twierdzić, że najprawdopodobniej ich nie ma, bo nie widać ich wpływu, dowodów istnienia itp. > A może warto by było zastanowić się, dlaczego człowiek wierzący jest wierzący, a ateista jest ateistą?Psychologowie, psychologowie ewolucyjni i antropologowie zajmują się tym od dawna. Memetyka chyba całkiem skrzętnie wyjaśnia powstanie i rozwój religii i wszystko zgodnie z ewolucjonizmem. Jednak w naszych czasach (tak, powiedzmy, ostatnie 5 wieków), religie przestają być potrzebne, role, które wypełniały, stają się nieznaczące. Jest całe mnóstwo innych czynników, które oddzielają społeczności i łączą ludzi w te właśnie. Do tego dochodzi pogłebiająca się wiedza o świecie i pojawianie się coraz większej ilości wątpliwości, co do prawdziwości religii. Bo ludzie wątpią. Tak, nawet muzułmanie wątpią, kiedy jakimś cudem uda im się pooglądać Discover Channel. Tyle że tam ujawnienie się z wątpliwością wiary w Allaha niestety karane jest surowo (apostazja i wygnianie albo śmierć), bo religia stała się już bardziej ideologią państwowo-polityczną. Uważam też, że gdyby pozwoliść wszystkim dzieciom rozwijać się w pełnej wolności światopoglądowej i dopiero po trzydziestce pytać, czy podoba im się jakaś religia i czy chcą wierzyć w konkretne bóstwa, odpowiedzi pozytywnych było by naprawdę bardzo bardzo niewiele.
|
|
 | | prokaczystowska_racjonalistka | Ja mam proszę Pana własne doświadczenia dotyczące dialogu między ateistą i wierzącym>
Ateista :Boga nie ma. Wierzący :Bóg jest. Ateista(zdegustowany dyskusją o "oczywistej oczywistości"):Tak jak Potwór Spagetti i Baba Jaga,dodaje: wierzący to ciemna hołota,większość naukowców w USA deklaruje się jako niewierzący Wierzący:
|
|
 | | prokaczystowska_racjonalistka | schemat rozmowy dla mnie di dla wielu zapewne użytkowników wygląda tak:
Chrześcijanin :Bóg jest,i tak się nawrócicie ateiści Ateista Boga nie ma,tak jak krasnoludków i Baby Jagi,dlatego ludzie wierzący to hołota,ponad połowa naukowców w USA deklaruje się jako niewierzący Ta "hołota" zbudowała system edukacyjny w Europie,wiara spowodowała wybudowanie pięknych świątyń,rozwinęła niebywale architekturę,sztukę,kulturę,cywilizację. Czy ateiści rozwinęli cokolwiek z tych dziedzin?
Ateista :.............................................. po chwili: jesteś "trollem",ignoruję Cię
po czym następuje masowe "wyminusowywanie" użytkownika,przez co jest on zablokowany i nie może dalej dyskutować.....
|
|
|  | | google | Pięknie się ośmieszasz, czekamy na więcej  > Chrześcijanin :Bóg jest,i tak się nawrócicie ateiściAteista: Podaj więc dowód, czekamy. Dalsza dyskusja jest bezcelowa. > Ta "hołota" zbudowała system edukacyjny w Europie,wiara spowodowała wybudowanie pięknych świątyń,rozwinęła niebywale architekturę,sztukę,kulturę,cywilizację.Egipcjanie zbudowali potężną cywilizację i budowle wierząc w kompletne bzdury. Chcesz coś dodać? Jeżeli wg ciebie o prawdziwości religii świadczy ilość kościołów, to ty lepiej idź do lekarza.
|
|
2 na 2 | SzamanGniewko (353 punktów) | >Czym różni się człowiek kategorycznie twierdzący, że bóg nie istnieje od człowieka kategorycznie twierdzącego, że bóg istnieje? Otóż to. Żaden nie ma dowodów, a swoje poglądy w tej kwestii opiera na przeczuciach, autorytetach, światopoglądzie i innych. Żaden z nich nie pragnie poznać prawdy tylko z góry zakłada, że ma rację. Każdy z nich zarzuca wiarę drugiemu choć sam się na niej opiera. Różni ich tylko stosunek do Boga. Tylko tyle.
Be yourself, no matter what they say!
|
|
 | | czarownik (16 punktów) | Z agnostycyzmem jest chyba jeden dość istotny problem. Mianowicie jeśli zakładamy że agnostyk nie zgadza się zarówno z teistami jak i z ateistami to jaki jest w końcu stosunek gnostyków do boga i życia pozagrobowego etc... bo powiedzenie że niczego nie da się udowodnić jest nieco nieprecyzyjne... brak konstruktywnego wniosku
|
|
|  | | SzamanGniewko (353 punktów) | >Z agnostycyzmem jest chyba jeden dość istotny problem. Mianowicie jeśli zakładamy że agnostyk nie zgadza się zarówno z teistami jak i z ateistami to jaki jest w końcu stosunek gnostyków do boga i życia pozagrobowego etc... bo powiedzenie że niczego nie da się udowodnić jest nieco nieprecyzyjne... brak konstruktywnego wniosku
Racja, ale agnostycy twierdzą tylko, że człowiek nie ma ani metod, ani narzędzi ani nawet zmysłów by udowodnić bądź obalić Boga a nie, że niczego nie da się udowodnić dlatego zwyczajnie rezygnują z rozważań na jego temat. Oczywiście ta wypowiedź jest niepełna może jakiś agnostyk lepiej naświetli problem.
Be yourself, no matter what they say!
|
|
|  | 2 na 2 | specto (57 punktów) | > (...) gnostyków (...)Gnostyków, czy agnostyków? Jest między nimi mała różnica  > powiedzenie że niczego nie da się udowodnić jest nieco nieprecyzyjneNie dość, że jest nieprecyzyjne, to jeszcze przeczy samo sobie: Jeśli możesz mieć pewność, że niczego nie da się udowodnić, to musisz zarazem mieć możliwość udowodnienia tego twierdzenia...  Ogólnie zapewne chodziło Ci o to, czy da się żyć bez przekonania o pewności choć części występujących na tym świecie rzeczy? Otóż da się  . To jest trochę tak jak z naukowcem zajmującym się badaniem teorii względności: gdy żona wysyła go po śmietanę - wsiada na rower i jedzie do sklepu niezależnie do tego, czy przestrzeń jest czterowymiarowa, czy nie  .
Wiedząc, że nie wiesz wiesz więcej niż ten, który wierzy, że wie.
|
|
2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | > Jak wyglądał by świat, w którym ludzie unikali by> kategorycznych sądów i jednoznacznych ocen? Świat, w którym> ludzie ciągle szukali by nowych możliwości, zamiast> cementować raz wyrobione poglądy?świat jest różnorodny. przypomnę chociażby tezę leibniza, że nie ma dwóch identycznych liści...  , którą każdy może zweryfikować nawet bez lupy. to samo odnosi się do poglądów, choć to już trzeba udowadniać (każdy mózg jest inny). kulą u nogi jest przeszłość, tym bardziej przykrą, im bardziej wydaje nam się być droga... ale czy warto "betonować" właśnie i taki pogląd? wolność człowieka powinna moim zdaniem dotyczyć również wolności od poglądów: cudzych i własnych, zwłaszcza tych własnych. jako ćwiczenie polecałbym namiętną obronę sprzecznych tez, by przekonać się, że życie toczy się obok każdej z nich...taki chyba jest sens krytycznego racjonalizmu...
|
|
 | | specto (57 punktów) | > ale czy warto "betonować" właśnie i taki pogląd?Czy brak kategorycznych opinii - odejście od kategorycznych twierdzeń typu jest/nie ma, istnieje/nie istnieje itp. to betonowanie jakiegoś światopoglądu? Jeśli tak, to jestem za. > wolność człowieka powinna moim zdaniem dotyczyć również wolności od poglądów: cudzych i własnychZgadzam się ale nie widzę związku  Jeszcze raz: nie chodzi mi o to, żeby ateiści zaczęli wierzyć w boga a wierzący zaczęli wierzyć, że bóg nie istnieje... Chodzi mi o to, aby ludzie zobaczyli, że nie muszą stwierdzać czegokolwiek ze stuprocentową pewnością - mogą po prostu powiedzieć "nie wiem". Kiedyś gdzieś w sieci natknąłem się na takie zdanie: "Rozsądny człowiek nie podejmuje decyzji, dopóki nie jest do tego zmuszony".Wydaje mi się, że tyczy się to także decyzji o "istnieniu", bądź nie boga, UFO, krasnoludków  , itp. > (...) jako ćwiczenie polecałbym namiętną obronę sprzecznych tez, by przekonać się, że życie toczy się obok każdej z nich...Gdy kwestią jest zmiana światopoglądu nawet dużej liczby ludzi, to faktycznie tak na prawdę nic to nie zmienia, gdyż na świecie żyło już tylu ludzi o tak różnych poglądach, że ciężko jest wymyślić coś nowego, nową jakość, która odmieniła by oblicze świata. Jednak - zauważ - ogromna większość tych światopoglądów miała i ma następującą cechę: przekonanie o swojej słuszności (a co za tym idzie - o błędności innych światopoglądów). Skutki tego znamy wszyscy - składają się one na historię ludzkości. Tymczasem tutaj chodzi o coś innego: nie o kolejny zbiór zasad i poglądów zabraniających i nakazujących, stwierdzających, co się powinno, a czego nie, co jest, a czego nie ma, itd... Tutaj chodzi o brak niepodważalnych zasad, dogmatów, przekonań, chodzi o ciągłe szukanie, weryfikowanie starych i nowych idei. Chodzi o to, by ludzie byli niezależni, świadomi ogromu możliwości, by sami wybierali swoją drogę oraz potrafili ją zmienić, gdy stwierdzą, że powinni. Jakie były by tego efekty... Cóż - mogły by zupełnie zmienić otaczającą nas rzeczywistość.
Wiedząc, że nie wiesz wiesz więcej niż ten, który wierzy, że wie.
|
|
|  | | czarownik (16 punktów) | "Jakie były by tego efekty... Cóż - mogły by zupełnie zmienić otaczającą nas rzeczywistość." codo zmiany rzeczywistości... obawiam się że świata nie da się ani zmienić ani "zbawić"  każda idea nawet ta która daje ludziom wolność myślenia nie zdaje egzaminu... z prostej przyczyny, ludzie nie lubią mysleć,o wiele prościej jest przyjąć coś gotowego, ba uznać to nawet za święte i niepodważalne, za Prawdę... wolność nie jest łatwa...
|
|
| |  | | czarownik (16 punktów) | "gnostyk" chodziło mi o agnostyka...zgubione "a"
|
|
| | |  | | czarownik (16 punktów) | Gdy kwestią jest zmiana światopoglądu nawet dużej liczby ludzi, to faktycznie tak na prawdę nic to nie zmienia,
ale czy jest jakiś sens sens w nawracaniu świata... to chyba działa w obydwie strony ani ateiści nie chcą być nawracani przez teistów i vice versa... świat byłby o wiele szczęśliwszy gdyby wierzący przestali się wreszcie litować nad biednymi niewierzącymi, a ateiści przestali walczyć o "racjonalizacje" świata...
|
|
| | | |  | 1 na 1 | specto (57 punktów) | > codo zmiany rzeczywistości... obawiam się że świata nie da się ani zmienić ani "zbawić"Ale to tylko przypuszczenie, prawda?  > każda idea nawet ta która daje ludziom wolność myślenia nie zdaje egzaminu... z prostej przyczyny, ludzie nie lubią mysleć,o wiele prościej jest przyjąć coś gotowego, ba uznać to nawet za święte i niepodważalne, za Prawdę... wolność nie jest łatwa...Zgadzam się - nawet ostatnio coś nie coś o tym pisałem, choć nie tutaj. Sęk w tym, że wolność uzależnia (przynajmniej mi się tak wydaje), więc gdyby "fortelem" spowodować, że inni także zaczęliby używać swojego potencjału intelektualnego do uważnej obserwacji siebie i świata... Maszyna raz puszczona w ruch mogłaby się już nie zatrzymać. Oczywiście to tylko teoria. > ale czy jest jakiś sens sens w nawracaniu świata...Myślę, że zależy to od bardzo prostej rzeczy: czy Tobie sprawiłoby to radość? Mnie tak, więc dlaczego nie. Po za tym to daje cel w świecie bez celów, sens w świecie bez sensu, a także - nie wiem jak inni - ale ja wolę ludzi spokojnych i myślących, niż zabieganych, zestresowanych i raczej... pustych? (bo nie mających czasu ani ochoty się wypełnić). Słowem: gdyby zmieniał świat, robiłbym to dla siebie. > świat byłby o wiele szczęśliwszy gdyby wierzący przestali się wreszcie litować nad biednymi niewierzącymi, a ateiści przestali walczyć o "racjonalizacje" świata...Ale nie przestaną, bo to jest ich walka, ich cel. Walka o jakąś sprawę daje ludziom poczucie sensu i celu życia. Niestety ludzie tacy bardzo często (a może - prawie zawsze?) reprezentują poglądy odrzucające inne możliwości. Oczywiście przedstawiona tu próba "zmiany rzeczywistości" także po części ma na celu sens, ale tym razem nie chodzi o to, aby wszyscy zaczęli wyznawać te czy inne poglądy, ale o to, by coraz więcej ludzi - bez przymusu - zaczęło być bardziej świadomych: zaczęło widzieć siebie na tle świata, nie zaś świat poprzez swoje oczy.
Wiedząc, że nie wiesz wiesz więcej niż ten, który wierzy, że wie.
|
|
4 na 4 | Duda (25557 punktów) | Bóg nie jest mi do niczego potrzebny. Nie pomaga mi ani nie przeszkadza. Jeżeli komuś jest potrzebny to sobie go wymyśla albo przyjmuje wymyślonego przez innych. Jeżeli wierzy w jakiegoś boga to widocznie jest mu z tym łatwiej żyć. Ważne jest tylko by nikt nie zmuszał mnie do życia według "życzeń" swojego boga.
|
|
 | | dorota jurczyk , dorota |
>Ważne jest tylko by nikt nie zmuszał mnie do życia według "życzeń" swojego boga.>
Witam, życzenie ,które cytuję wyżej , a które jest kwintesencją Twojej wypowiedzi , jest również moim życzeniem. Musze przyznać , iz nie spotkałam się ze zmuszaniem ( przyp. do zycia wg "życzeń" swojego boga ) w sensie dosłownym . Jednym słowem , nie szantazowano mnie , nie kaleczono ani nie bito , nie doznałam jakiegokolwiek nacisku czy psychicznej perswazji . Natomiast poznałam smak czegoś , co krótko nazwać można : litość z napominaniem ( biedactwo zbładzilo , wydaje Ci sie tylko ! jeszcze jest czas , by zawrócić z tej drogi , wspólczuje Ci ,ze tak się miotasz , etcetc ) . Teraz juz akceptuje takie reakcje ze spokojem ..choć początkowo powodowały u mnie odruch buntu a co za tym idzie , chęć podejmowania jalowej dyskusji . Pozdrawiam.
|
|
|  | | sztejkat (4743 punktów) | >(...) >Natomiast poznałam smak czegoś , co krótko nazwać można : litość z napominaniem ( biedactwo zbładzilo , wydaje Ci sie tylko ! jeszcze jest czas , by zawrócić z tej drogi , wspólczuje Ci ,ze tak się miotasz , etcetc ) .
Tak z ciekawości - jakie są Twoje pierwsze odczucia przy kontakcie z osobą skrajnie religijną?
Pozdrawiam.
Tomasz Sztejka
|
|
1 na 1 | piątek (1035 punktów) |
>Czym różni się człowiek kategorycznie twierdzący, że bóg >nie istnieje od człowieka kategorycznie twierdzącego, że >bóg istnieje?
Nie wiem, bo gdyby mi przedstawiono dowody na istnienie Boga i byłyby one wiarygodne, to bym uwierzył, wiedział, Katolikowi pokazałbyś niepodważalny dowód na nieistnienie Boga to i tak by wierzył dalej.
"Bóg uczynił mnie ateistą. Kim Ty jesteś by kwestionować jego mądrość"
|
|
| radek (767 punktów) | Tylko dwa komentarze bo szkoda mi czasu na gdybanie  > jak wierzący wierzy, że bóg istnieje, tak jak ateista> wierzy, że bóg nie istnieje - przyjmują coś za prawdzie po> mimo braku jednoznacznych dowodów.Wiekszosc ludzi wierzy, ze czajniczek nie obiega Jowisza z prekoscia zblizona do predkosci swiatla po orbicie eliptycznej. Na takiej samej zasadzie ateisci nie wierza w boga. Nie jestesmy w stanie udowodnic, ze tak nie jest. Ateisci opieraja swoja wiare na wiedzy empirycznej. Mamy wiedze wystarczajaca, zeby twierdzic nie ma tam czajnika i mamy wiedze zeby twierdzic ze nie ma boga w sensie "inteligentnego projektanta" "Filozofowanie" na ten temat to wprowadzanie ludzi w blad czyli zwykle oszustwo czy zamierzone czy nie to juz inna sprawa. > Jak wyglądał by świat, w którym ludzie unikali by> kategorycznych sądów i jednoznacznych ocen? Świat, w którym> ludzie ciągle szukali by nowych możliwości, zamiast> cementować raz wyrobione poglądy?Szkoda czasu na gdybanie. Co by bylo jakby Bush okazal sie krasnoludkiem?
|
|
 | 1 na 1 | specto (57 punktów) | >Wiekszosc ludzi wierzy, ze czajniczek nie obiega Jowisza z prekoscia zblizona do predkosci swiatla po orbicie eliptycznej. Na takiej samej zasadzie ateisci nie wierza w boga. Kiedyś w liceum na lekcji filozofii zadałem takie pytanie: "czy jest możliwe, abyśmy w ciągu pięciu następnych minut znaleźli się na Marsie?". Oczywiście jedyną odpowiedzią wśród śmiechów i chichów było, że nie.
Dlaczego ludzie - gdy coś wydaje im się niemożliwe - z góry i bezdowodowo przyjmują że przeciwieństwo tego czegoś jest faktem?
Czy to znaczy, że skoki podprzestrzenne są niemożliwe tylko dla tego, że jak na razie nie udowodniono możliwości ich istnienia a w dodatku wydają się dość nieprawdopodobne? Wszystko oczywiście do czasu ich udowodnienia - wtedy nagle z niemożliwych staną się możliwe... Podobnie było chyba z lataniem w maszynie cięższej od powietrza.
>Ateisci opieraja swoja wiare na wiedzy empirycznej. Mamy wiedze wystarczajaca, zeby twierdzic nie ma tam czajnika i mamy wiedze zeby twierdzic ze nie ma boga w sensie "inteligentnego projektanta" Odpowiem tak: wielu już takich było, którzy twierdzili, że wiedzą, wielu też z pośród nich raczej się myliło. Widzisz - problem z "prawdą" polega na tym, że raczej trudno ją jednoznacznie i obiektywnie ustalić, czego najlepszym dowodem jest to, że na tym świecie znajdziesz wielu ludzi przekonanych równie mocno jak Ty, że mają rację, ale mających inne poglądy. Stąd lepszym wydaje mi się podejście w którym nie stajesz po jednej stronie barykady, lecz ponad nią.
>"Filozofowanie" na ten temat to wprowadzanie ludzi w blad czyli zwykle oszustwo czy zamierzone czy nie to juz inna sprawa. A więc zabronił byś zastanawiania się nad możliwością istnienia boga, czy nawet tego czajniczka? Czego jeszcze byś zabronił?
Wiedząc, że nie wiesz wiesz więcej niż ten, który wierzy, że wie.
|
|
|  | | radek (767 punktów) | >>Wiekszosc ludzi wierzy, ze czajniczek nie obiega Jowisza z prekoscia zblizona do predkosci swiatla po orbicie eliptycznej. Na takiej samej zasadzie ateisci nie wierza w boga. >Kiedyś w liceum na lekcji filozofii zadałem takie pytanie: "czy jest możliwe, abyśmy w ciągu pięciu następnych minut znaleźli się na Marsie?". Oczywiście jedyną odpowiedzią wśród śmiechów i chichów było, że nie. >Dlaczego ludzie - gdy coś wydaje im się niemożliwe - z góry i bezdowodowo przyjmują że przeciwieństwo tego czegoś jest faktem? >Czy to znaczy, że skoki podprzestrzenne są niemożliwe tylko dla tego, że jak na razie nie udowodniono możliwości ich istnienia a w dodatku wydają się dość nieprawdopodobne? Wszystko oczywiście do czasu ich udowodnienia - wtedy nagle z niemożliwych staną się możliwe... Podobnie było chyba z lataniem w maszynie cięższej od powietrza.
To kolejna dawka filozofii. Zjawiska oceniasz na podstawie wiedzy uzyskanej w wyniku badan empirycznych. Jezeli wiedza stanowi, ze zjawisko to nie jest prawdopodobe i kloci sie z innymi zjawiskami, ktore doswiadczyles z sposob empiryczny i powtarzalny to odrzucasz mozliwosc jego istnienia i tyle.
>>Ateisci opieraja swoja wiare na wiedzy empirycznej. Mamy wiedze wystarczajaca, zeby twierdzic nie ma tam czajnika i mamy wiedze zeby twierdzic ze nie ma boga w sensie "inteligentnego projektanta" >Odpowiem tak: wielu już takich było, którzy twierdzili, że wiedzą, wielu też z pośród nich raczej się myliło. >Widzisz - problem z "prawdą" polega na tym, że raczej trudno ją jednoznacznie i obiektywnie ustalić, czego najlepszym dowodem jest to, że na tym świecie znajdziesz wielu ludzi przekonanych równie mocno jak Ty, że mają rację, ale mających inne poglądy. >Stąd lepszym wydaje mi się podejście w którym nie stajesz po jednej stronie barykady, lecz ponad nią.
Problem z prawda maja najczesciej filozofowie i nie jest prawda ze "Prawde" zawsze jest trudno ustalic. To ze jeden naukowiec sie pomylil nie znaczy ze inny sie myli. Ja nie staje po zadnej stronie barykady tylko twierdze, ze na podstawie wiedzy jak posiada ludzkosc w XXI wieku istnienie boga zdefiniowanego jako inteligentego projektanta mozna odrzucic tak jak kazda inna bajke np: o krasnoludkach. Nie ma czegos takiego jak lepsze, czy gorsze podejscie. Studiuje nauki empiryczne i obraz swiata jaki mi sie wylania jest jasny: nie jest mozliwe, aby jakas inteligenta sila to stworzyla.
>>"Filozofowanie" na ten temat to wprowadzanie ludzi w blad czyli zwykle oszustwo czy zamierzone czy nie to juz inna sprawa. >A więc zabronił byś zastanawiania się nad możliwością istnienia boga, czy nawet tego czajniczka? Czego jeszcze byś zabronił?
Czy ja gdziekolwiek napisalem, ze zabronil bym czegokolwiek. Stosujesz skroty myslowe, ktore moga wprowadzac cie w blad.
|
|
| |  | | specto (57 punktów) | Krótko, bo te posty robią się zdecydowanie za długie i traktują o szczegółach: Empiryzm nic nie mówi o przyszłości, więc wnioskowanie na jego podstawie to wiara (z palca tego nie wyssałem - czytałem kiedyś na filozofii tekst jednego z twórców tego nurtu). Przykład (z tego właśnie tekstu, ale w mojej wersji - oryginału dokładnie nie pamiętam): wczoraj rano wzeszło słońce. Dzisiaj rano wzeszło słońce. Czy jutro wzejdzie słońce? Nie wiem, będę wiedział jutro. > Jezeli wiedza stanowi, ze zjawisko to nie jest prawdopodobe i kloci sie z innymi zjawiskami, ktore doswiadczyles z sposob empiryczny i powtarzalny to odrzucasz mozliwosc jego istnienia i tyle.Takie rozumowanie miało by sens, gdyby Twój mózg był w stanie objąć świadomym i jednoczesnym zrozumieniem wszystko co już wiesz, do czego może się odnosić rozważana kwestia. Po za tym Twój mózg musiałby być bezbłędny. > (...) i nie jest prawda ze "Prawde" zawsze jest trudno ustalic.> >(...) że raczej trudno ją jednoznacznie i obiektywnie ustalić (...)> To ze jeden naukowiec sie pomylil nie znaczy ze inny sie myli.Ale znaczy, że może? > Ja nie staje po zadnej stronie barykady tylko twierdze, ze na podstawie wiedzy jak posiada ludzkosc w XXI wieku istnienie boga zdefiniowanego jako inteligentego projektanta mozna odrzucic tak jak kazda inna bajke np: o krasnoludkach.Ok. to obroń nam tutaj to twierdzenie (napisałeś, że Ty tak twierdzisz, a skoro coś twierdzisz, to potrafisz to skrupulatnie "uargumentować"?). > Nie ma czegos takiego jak lepsze, czy gorsze podejscie. Studiuje nauki empiryczne i obraz swiata jaki mi sie wylania jest jasny: nie jest mozliwe, aby jakas inteligenta sila to stworzyla.Pogadaj z kimś po szkole koranicznej czy teologii  . Gdy w końcu dyskusja zejdzie do podstaw twierdzeń - "aksjomatów" (o ile nie ugrzęźnie w szczegółach...), to może się okazać, że Twoje nauki też takie mają  . > Czy ja gdziekolwiek napisalem, ze zabronil bym czegokolwiek. Stosujesz skroty myslowe, ktore moga wprowadzac cie w blad.> >"Filozofowanie" na ten temat to wprowadzanie ludzi w blad czyli zwykle oszustwoNie zabroniłbyś oszukiwania? Miało być krótko, a wyszło jak zwykle 
Wiedząc, że nie wiesz wiesz więcej niż ten, który wierzy, że wie.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Pan Tau (1237 punktów) | specto napisał:Empiryzm nic nie mówi o przyszłości, więc wnioskowanie na jego podstawie to wiara (z palca tego nie wyssałem - czytałem kiedyś na filozofii tekst jednego z twórców tego nurtu). Przykład (z tego właśnie tekstu, ale w mojej wersji - oryginału dokładnie nie pamiętam): wczoraj rano wzeszło słońce. Dzisiaj rano wzeszło słońce. Czy jutro wzejdzie słońce? Nie wiem, będę wiedział jutro. Popełniasz błąd (albo nadużywasz) ekwiwokacji stawiając znak równości między wiarą [racjonalną] a wiarą [irracjonalną]. Jedna z drugą ma tyle wspólnego, co zamek [w drzwiach] z zamkiem [królewskim]. Wiara w to, że jutro ponownie wzejdzie Słońce opiera się na doświadczeniu i jest wiarą racjonalną. Wiara w to, że Słońce jest rydwanem Heliosa nie ma żadnego oparcia empirycznego i jest wiarą irracjonalną. Jasne jest, że to doświadczenie jest dla człowieka jedynym praktycznym i mającym sens źródłem informacji, które umożliwiają prowadzenie jakichkolwiek ekstrapolacji. specto napisał:>Ja nie staje po zadnej stronie barykady tylko twierdze, ze na podstawie wiedzy jak posiada ludzkosc w XXI wieku istnienie boga zdefiniowanego jako inteligentego projektanta mozna odrzucic tak jak kazda inna bajke np: o krasnoludkach.
Ok. to obroń nam tutaj to twierdzenie (napisałeś, że Ty tak twierdzisz, a skoro coś twierdzisz, to potrafisz to skrupulatnie "uargumentować"?). O jakim argumentowaniu mówisz? Teorie IP nie są falsyfikowalne, nie są więc teoriami naukowymi, czyli mogą być co najwyżej przedmiotem wiary irracjonalnej i nie ma dla nich miejsca w opisie rzeczywistości opartym na nauce. Ich miejsce jest w świecie irracjonalnych legend, obok sierotki Marysi i jej krasnoludków. Oczywiście można wierzyć w IP, podobnie jak mozna wierzyć w krasnoludki. Ale nie da się na te tematy prowadzić racjonalnej dyskusji. specto napisał:Pogadaj z kimś po szkole koranicznej czy teologii  . Gdy w końcu dyskusja zejdzie do podstaw twierdzeń - "aksjomatów" (o ile nie ugrzęźnie w szczegółach...), to może się okazać, że Twoje nauki też takie mają Nie aksjomaty a dogmaty. Te pierwsze wynikają z doświadczenia i sprawdzają się w naszej rzeczywistości. Te drugie z objawienia i nie ma żadnej możliwości sprawdzenia ich sensu. Co więcej istnienie nieprzebranej liczby tych, często wzajemnie sprzecznych i pozbawionych logiki, irracjonalnych dogmatów, jest wystarczającym powodem by przypuszczać, że wszystkie po prostu są bezsensowne.
"Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle, ale złe postepowanie dobrych ludzi, to zasługa religii." S.Weinberg
|
|
| | | |  | | specto (57 punktów) | Wiara pozostaje wiarą. Ja wolę ująć to inaczej (i mniejsza o to, czy jest to sankcjonowane przez aktualnie obowiązujące nazewnictwo naukowe, czy nie, choć akurat w encyklopedii nic o podanych przez Ciebie "odmianach" wiary nie znalazłem...): prawdopodobieństwo, że jutro wzejdzie słońce wydaje mi się być (na podstawie doświadczenia i jego ekstrapolacji) bardzo wysokie, zaś prawdopodobieństwo, że w naszym układzie słonecznym orbituje sobie wokół Słońca mały czajniczek wydaje mi się być bardzo niskie. Podkreślam jednak, że napisałem "wydaje mi się", nie zaś "stwierdzam" - to nie jest wiara, racjonalna, czy też nie (dla mnie słowo wiara oznacza uznanie czegoś za fakt pomimo braku dowodów).
Rozumiem natomiast co masz na myśli mówiąc o wierze takiej czy innej, ale moim zdaniem nie powinno się tworzyć nowych terminów zawierających słowo wiara i komplikujących sprawy.
>O jakim argumentowaniu mówisz? >>(...) podstawie wiedzy jak posiada ludzkosc w XXI wieku istnienie boga zdefiniowanego jako inteligentego projektanta mozna odrzucic (...)
>Ale nie da się na te tematy prowadzić racjonalnej dyskusji. Czyżby więc racjonalna dyskusja była ograniczona jedynie do tych tematów, które z góry uznawane są za racjonalne?
Wikipedia: racjonalizm (...) racjonaliści najbardziej sobie cenią dobrze sprawdzone informacje i teorie naukowe (na przykład potwierdzone przez wielu niezależnych badaczy), a odrzucają te niesprawdzone lub negatywnie zweryfikowane. Odrzucenie polega tu - w przypadku niesprawdzonych lub słabo sprawdzonych hipotez - nie na negacji, lecz na braku zaufania do takiego poglądu, nie przyjmowaniu go.(...) Czy nie uważasz, że stwierdzanie: bóg nie istnieje, UFO nie istnieje, krasnoludki nie istnieją, itp. to negacja?
>Nie aksjomaty a dogmaty. >Te pierwsze wynikają z doświadczenia i sprawdzają się w naszej rzeczywistości. Pozostają jednak tylko założeniami, więc czy należy wierzyć w teorie na nich bazujące? Tylko dlatego je tu przywołałem: ludzie mają tendencję do wierzenia, mogą wierzyć w dogmaty ale mogą też wierzyć w aksjomaty...
Wiedząc, że nie wiesz wiesz więcej niż ten, który wierzy, że wie.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Pan Tau (1237 punktów) | specto napisał:Wiara pozostaje wiarą. Ja wolę ująć to inaczej [...] dla mnie słowo wiara oznacza uznanie czegoś za fakt pomimo braku dowodów). Owszem, możesz na własne potrzeby tak to ujmować. Problem polega na tym, że dla innych osób Twoja definicja wcale nie musi byc taka oczywista, bo w słownikach i encyklopediach znajdziesz więcej niż jedno znaczenie słowa "wiara". Sam fakt słownikowej wieloznaczności tego słowa powinien być wystarczającą wskazówką, aby poważnie zastanowić się nad tym, czy rzeczywiście wiara w krasnoludki i wiara w to, że jutro znów wzejdzie Słońce, są dokładnie tym samym. Rozróżnienie między wiarą irracjonalną [zwykle nazywaną po prostu "wiarą"] a wiarą racjonalną [określaną często słowami "zaufanie" lub "przekonanie"] jest ewidentne: A. wiara irracjonalna - przekonanie o pewności rzeczy, których obiektywna weryfikacja nie jest możliwa. Przykład - wiara w bogów albo w jednorożce. B. wiara racjonalna - przekonanie o pewności rzeczy, których obiektywna weryfikacja jest możliwa. Przykład - wiara w to, że Ziemia jest okrągła, a nie płaska, albo, że pioruny są wyładowaniami elektrycznymi a nie karą boską zsyłaną na grzeszników. Zwróć uwagę, że w tym rozróżnieniu nie chodzi o istnienie dowodu, a o możliwość jego istnienia. Problem polega na tym, że choć wiara racjonalna nie ma nic wspólnego z wiarą irracjonalną, to, jak widać na Twoim przykładzie, bardzo często jest z nią utożsamiana, a mówiąc ściślej "scalana" pojęciowo w jedność (z podkreśleniem, że w końcu i jedno, i drugie to przecież "wiara") specto napisał:[...] Rozumiem natomiast co masz na myśli mówiąc o wierze takiej czy innej, ale moim zdaniem nie powinno się tworzyć nowych terminów zawierających słowo wiara i komplikujących sprawy. W jaki sposób komplikuje? Przecież to właśnie błędne nierozróżnianie tych dwóch całkowicie odmiennych "wiar" jest źródłem komplikacji i nieporozumień. specto napisał:prawdopodobieństwo, że jutro wzejdzie słońce wydaje mi się być (na podstawie doświadczenia i jego ekstrapolacji) bardzo wysokie, zaś prawdopodobieństwo, że [...] orbituje sobie wokół Słońca mały czajniczek wydaje mi się być bardzo niskie. Podkreślam jednak, że napisałem "wydaje mi się", nie zaś "stwierdzam" - to nie jest wiara [...] Poniższy rysunek przedstawia różnicę między Twoim (A.) "filozoficznym" podejściem do pojęcia pewności/niepewności, a moim (B.) podejściem - nazwijmy je "empiryczno-racjonalnym":  Ty uważasz, że zdarzeniem pewnym "TAK" możesz nazwać tylko takie zdarzenie, którego prawdopodobieństwo wynosi 1, a zdarzeniem pewnym "NIE" tylko takie zdarzenie, którego prawdopodobieństwo wynosi 0. Zauważ, że cały obszar możliwego prawdopodobieństwa za wyjątkiem dwóch skrajnych wartości 1 i 0 nazywasz jednym słowem "możliwe". Coś, co ma prawdopodobieństwo 0.99999999 i coś, czego prawdopodobieństwo wynosi 0,00000001 jest po prostu "możliwe". Czy takie podejście jest racjonalne? Czy ma oparcie w doświadczeniu? Dlatego ja, za zdarzenie pewne "TAK" wolę uznać każde zdarzenie, którego prawdopodobieństwo mieści się w przedziale [pu,1], a za zdarzenie pewne "NIE" uznam każde zdarzenie, którego prawdopodobieństwo mieści się w przedziale [0,pn], gdzie pu i pn są współczynnikami ufności (czyli granicznymi wartościami pradopodobieństwa, które zgodnie z naszym doświadczeniem pozwalają traktować dane zdarzenie jako pewne). Co ciekawe, choć to drugie podejście nazwałem "moim", to w rzeczywistości nie jest tylko moje - co chwilę jest stosowane przez wszystkich ludzi na całym świecie, przez Ciebie również. Wsiadając do windy nie mamy Twojej filozoficznej pewności, że ta winda nas dowiezie cało do celu. Nie mamy i nigdy jej nie będziemy mieli. Nie przeszkadza nam to jednak z niej korzystać, bo większość z nas tę sytuację automatycznie i podświadomie ocenia jako pewną - na "TAK". Robimy to na podstawie doświadczenia naszego i innych użytkowników wind i w niczym nam nie przeszkadza, że zwykle nie mamy bladego pojęcia, jak ta nasza winda działa. specto napisał:Czyżby więc racjonalna dyskusja była ograniczona jedynie do tych tematów, które z góry uznawane są za racjonalne? Wikipedia: racjonalizm (...) racjonaliści najbardziej sobie cenią dobrze sprawdzone informacje i teorie naukowe [...] a odrzucają te niesprawdzone lub negatywnie zweryfikowane. Odrzucenie polega [...] nie na negacji, lecz na braku zaufania do takiego poglądu, nie przyjmowaniu go.(...) Czy nie uważasz, że stwierdzanie: bóg nie istnieje, UFO nie istnieje, krasnoludki nie istnieją, itp. to negacja? Osobiście nie widzę różnicy między odrzuceniem jakiegoś poglądu a jego negacją - dla mnie odrzucenie jest równoznaczne z zanegowaniem. Trzeba pamiętać, że negacja jest zawsze wtórna wobec negowanego stwierdzenia. Dopóki ktoś nie stwierdzi po raz pierwszy "krasnoludki istnieją", dopóty nikt nie będzie mógł powiedzieć "krasnoludki nie istnieją". A skoro negowane stwierdzenie jest zawsze pierwsze, to właśnie na jego twórcy spoczywa ciężar dowodu. Negujący niczego nie musi udowadniać - jego negacja jest więc prawdziwa dopóty twierdzący nie udowodni swojego stwierdzenia. specto napisał:Pozostają jednak tylko założeniami, więc czy należy wierzyć w teorie na nich bazujące? Tylko dlatego je tu przywołałem: ludzie mają tendencję do wierzenia, mogą wierzyć w dogmaty ale mogą też wierzyć w aksjomaty... Tyle, że ta pierwsza wiara nie ma niczego, co byłoby wspólne z tą drugą. "Wiara" w aksjomaty opiera się na doświadczeniu i sprawdza się w rzeczywistości - wszystko, co nas otacza bezustannie te aksjomaty weryfikuje: latające samoloty, jeżdżące samochody i komputer, z którego korzystasz. Na czym opiera się wiara w dogmaty i w jaki sposób można je zweryfikować?
|
|
| | | | | |  | | Osobowość | Jedyne co do czego mam pewność to to, że wszyscy wierzymy i wszyscy nic nie wiemy. Cała reszta (wiara) to: 1)pewność wiem (z doświadczenia) 2)pewność wierzę (ze słyszenia) 3)pewność nie wierzę (ze słyszenia) Człowiek wierzący fałszywie, że jego wiara to wiedza, potrafi wmawiać niestworzone historie tym co wiedzą i nie najgorzej namieszać w głowach tym, co mu uwierzą. Tak powstają wszelkie grupowe ideologie (nie tylko religie).
|
|
| | | | | |  | | specto (57 punktów) | > A. wiara irracjonalna - przekonanie o pewności rzeczy,> których obiektywna weryfikacja nie jest możliwa.Aha - np. twierdzenie, że po śmierci następuje koniec istnienia świadomości? > B. wiara racjonalna - przekonanie o pewności rzeczy,> których obiektywna weryfikacja jest możliwa.Aha - np. fizyka klasyczna? > Zwróć uwagę, że w tym rozróżnieniu nie chodzi o istnienie dowodu, a o możliwość jego istnienia.Jaka instytucja zajmuje się stwierdzaniem, czego dowód może istnieć, a czego nie? Pobierają jakieś opłaty za takie analizy? > Poniższy rysunek przedstawia różnicę między Twoim (A.) "filozoficznym" podejściem do pojęcia pewności/niepewności, a moim (B.) podejściem - nazwijmy je "empiryczno-racjonalnym":Mój wykładowca od matematyki złapałby się za głowę gdyby to to zobaczył  > Coś, co ma prawdopodobieństwo 0.99999999 i coś, czego prawdopodobieństwo wynosi 0,00000001 jest po prostu "możliwe".> Czy takie podejście jest racjonalne? Czy ma oparcie w doświadczeniu?Cóż - nikt nie powiedział, że nie można czegoś określić jako "bardziej prawdopodobne" a czegoś innego jako "mniej prawdopodobne" (oczywiście za każdym razem dodając "wydaje mi się"). > Dlatego ja, za zdarzenie pewne "TAK" wolę uznać każde zdarzenie, którego prawdopodobieństwo mieści się w przedziale [pu,1], a za zdarzenie pewne "NIE" uznam każde zdarzenie, którego prawdopodobieństwo mieści się w przedziale [0,pn], gdzie pu i pn są współczynnikami ufności (czyli granicznymi wartościami prawdopodobieństwa, które zgodnie z naszym doświadczeniem pozwalają traktować dane zdarzenie jako pewne).Zgoda - Twój wybór. Powiedz mi tylko co byś powiedział, gdyby coś co zgodnie z powyższym uznałeś na przykład za pewne okazało się nieprawdziwe? > Co ciekawe, choć to drugie podejście nazwałem "moim", to w rzeczywistości nie jest tylko moje - co chwilę jest stosowane przez wszystkich ludzi na całym świecie, przez Ciebie również.Nieświadomie prawdopodobnie tak, ale staram się to kontrolować. I powiem Ci dlaczego  Otóż to podejście stosują także ludzie naiwni, z tym, że u nich te Pu i Pn są daleko od jedynki i zera... No i teraz powiedź mi, jaka wartość Pu i Pn powinna być zastosowana, by nie kupić "termiczno-jonizująco-magnetycznego" paska odchudzającego? > Wsiadając do windy nie mamy Twojej filozoficznej pewności.To ja jestem filozofem? No proszę  . I w dodatku wg. Ciebie mam "filozoficzną pewność", a przecież mi chodzi właśnie o brak pewności...  > że ta winda nas dowiezie cało do celu. Nie mamy i nigdy jej nie będziemy mieli.> Nie przeszkadza nam to jednak z niej korzystać, bo większość z nas tę sytuację automatycznie i podświadomie ocenia jako pewną - na "TAK". Robimy to na podstawie doświadczenia naszego i innych użytkowników wind i w niczym nam nie przeszkadza, że zwykle nie mamy bladego pojęcia, jak ta nasza winda działa.A gdy winda stanie między piętrami, to mamy nagle "filozoficzne oświecenie"?  > Osobiście nie widzę różnicy między odrzuceniem jakiegoś poglądu a jego negacją - dla mnie odrzucenie jest równoznaczne z zanegowaniem.Słowem jeśli A jest przeciwieństwem B, a ktoś chce, byś uznał za prawdziwe B, to mówi Ci, że A jest prawdziwe, ale specjalnie podaje błędne, głupie i dziecinne argumenty, byś odrzucił A, a przez to za prawdziwe uznał B?  > Dopóki ktoś nie stwierdzi po raz pierwszy "krasnoludki istnieją", dopóty nikt nie będzie mógł powiedzieć "krasnoludki nie istnieją".Nawet jeśli ktoś stwierdzi to pierwsze, to ktoś inny stwierdzający to drugie popełnia ten sam błąd  . Idąc dalej: jeśli ktoś pierwszy stwierdzi, że krasnoludki z różową czapeczką w zielone groszki nie istnieją nie podając przy tym żadnych racjonalnych dowodów, to ktoś inny ma prawo stwierdzić, że istnieją?  > "Wiara" w aksjomaty opiera się na doświadczeniu i sprawdza się w rzeczywistościAle aksjomaty to tylko założenia, które sprawdzają się akurat tu i akurat teraz, a w innych warunkach mogłyby być błędne. Poza tym istnieje jeszcze coś takiego jak uproszczony opis zjawisk, bo albo ten dokładny jest zbyt skomplikowany, a w naszej rzeczywistości jego wykorzystanie niewiele zmienia, albo po prostu jest poznany tylko do pewnego stopnia, i więcej praktycznie nie potrzeba (np. liczba pi). > wszystko, co nas otacza bezustannie te aksjomaty weryfikuje: latające samoloty, jeżdżące samochody i komputer, z którego korzystasz.Niekoniecznie - bardzo duże pole w technice stanowią założenia i uproszczenia, które sprawdzają się w naszych warunkach do takiego stopnia, że są wystarczające. > Na czym opiera się wiara w dogmaty i w jaki sposób można je zweryfikować?Gdyby można było je zweryfikować, to nie byłyby one przedmiotem wiary 
Wiedząc, że nie wiesz wiesz więcej niż ten, który wierzy, że wie.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Pan Tau (1237 punktów) | specto napisał:Jaka instytucja zajmuje się stwierdzaniem, czego dowód może istnieć, a czego nie? Pobierają jakieś opłaty za takie analizy? A jaka instytucja zajmuje się udowadnianiem? Pobiera za to jakieś opłaty? specto napisał:Mój wykładowca od matematyki złapałby się za głowę gdyby to to zobaczył  I to wszystko, co jestes w stanie na ten temat napisać? Wygląda na to, że Twój wykładowca matematyki nie przekazał Tobie informacji, że istnieje pewien dział matematyki, noszący nazwę statystyka. Trudno by było inaczej, skoro nie znasz pojęć przedział ufności, współczynnik ufności, wartość oczekiwana. Czy ma więc jakikolwiek sens wspominanie Tobie o tym, że istnieją inne logiki, niż klasyczne dwu- i trójwartościowe? Na przykład logika rozmyta albo logika intuicjonistyczna? Słyszałeś kiedykolwiek o prawdopodobieństwie obiektywnym? A o prawdopodobieństwie subiektywnym? Wiesz, czym są zbiory rozmyte i wnioskowanie rozmyte? Masz jakiekolwiek pojęcie o działaniu regulatora FLC? Zapoznaj się z powyższymi pojęciami, jeśli chcesz na ten temat dyskutować. Potem przedstaw swoje argumenty. specto napisał:Cóż - nikt nie powiedział, że nie można czegoś określić jako "bardziej prawdopodobne" a czegoś innego jako "mniej prawdopodobne" (oczywiście za każdym razem dodając "wydaje mi się"). "Bardziej prawdopodobne"/"mniej prawdopodobne" od czego? I jaki jest cel takiego względnego porządkowania prawdopodobieństw? W jaki sposób jesteś w stanie podjąc jakąkolwiek decyzję, skoro w praktyce nigdy nie możesz być niczego pewien? Wróćmy do przykładu z windą - nie możesz być pewien, że winda zawiezie Cię w żądane miejsce, więc powinieneś z niej nie skorzystać? Ale z drugiej strony nie możesz też być pewien, że Ciebie nie zawiezie - więc powinieneś z niej skorzystać? W rezultacie tej sprzeczności, aby być zgodnym ze swoim podejściem, w którym praktycznie wszystko jest niepewne, powinieneś po prostu stać przed windą i czekać, aż w końcu uda Ci się uzyskać pewność, któregokolwiek z tych wariantów. Na szczęście dla Ciebie, stosując to podejście, nigdy nie dotrzesz przed drzwi windy, ponieważ po drodze czeka Cię podjęcie tysięcy innych decyzji, o których wariantach też nie da się powiedzieć niczego pewnego. W jaki więc sposób podejmujesz decyzje, kiedy do wyboru masz same niepewne warianty?specto napisał:Powiedz mi tylko co byś powiedział, gdyby coś co zgodnie z powyższym uznałeś na przykład za pewne okazało się nieprawdziwe? Zmieniłbym zdanie. Czyżby dla Ciebie zmiana zdania była czymś uwłaczającym? Doświadczenie nie jest niezmienne i jeśli nastąpi w nim zmiana istotnie wpływająca na ocenę pewności przyszłych zdarzeń, to po prostu zmodyfikuję tę ocenę. specto napisał:Nieświadomie prawdopodobnie tak, ale staram się to kontrolować. I powiem Ci dlaczego  Otóż to podejście stosują także ludzie naiwni, z tym, że u nich te Pu i Pn są daleko od jedynki i zera... To "kontrolowanie się" niezbyt Tobie wychodzi. Choćby w cytowanym powyżej zdaniu powinieneś był użyć zwrotu " wydaje mi się, że stosują" zamiast kategorycznego " stosują". A problem właściwego szacowania współczynników ufności jest problemem indywidualnym. Nikt tego za Ciebie nie zrobi, więc jeśli masz z tym kłopoty, to wyłącznie Twój problem. specto napisał:No i teraz powiedź mi, jaka wartość Pu i Pn powinna być zastosowana, by nie kupić "termiczno-jonizująco-magnetycznego" paska odchudzającego? Spróbuj skorzystać ze swojego doświadczenia i na jego podstawie ustal je dla siebie. Kupiłbyś taki pasek odchudzający?
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Pan Tau (1237 punktów) | specto napisał:To ja jestem filozofem? No proszę  . W którym miejscu napisałem, że jesteś filozofem? specto napisał:I w dodatku wg. Ciebie mam "filozoficzną pewność", a przecież mi chodzi właśnie o brak pewności...  OK, w świetle Twoich wcześniejszych wypowiedzi wcale mnie nie dziwi fakt, że nie masz pojęcia, o tym, że "brak pewności" jest dopełnieniem "pewności". specto napisał:A gdy winda stanie między piętrami, to mamy nagle "filozoficzne oświecenie"?  Jeśli koniecznie potrzebujesz oświecenia, to poczytaj o różnicy między prawdopodobieństwem a priori a prawdopodobieństwem a posteriori. specto napisał:Słowem jeśli A jest przeciwieństwem B, a ktoś chce, byś uznał za prawdziwe B, to mówi Ci, że A jest prawdziwe, ale specjalnie podaje błędne, głupie i dziecinne argumenty, byś odrzucił A, a przez to za prawdziwe uznał B? Nie. Przyjmujesz ukryte (i w rzeczywistości nonsensowne) założenie, że jedynym źródłem doświadczenia umożliwiającego ocenę prawdziwości stwierdzeń A i B są Twoje fałszywe argumenty za stwierdzeniem A. Aby to, co napisałeś miało jakikolwiek sens, musiałbyś tak zmodyfikować ten tekst, aby jawnie uwzględniał powyższe założenie oraz powinieneś wprowadzić jeszcze jedno założenie - spróbuj się domyślić jakie (podpowiem, że dotyczy formułowania zdań A i B). specto napisał:> >Dopóki ktoś nie stwierdzi po raz pierwszy "krasnoludki istnieją", dopóty nikt nie będzie mógł powiedzieć "krasnoludki nie istnieją".Nawet jeśli ktoś stwierdzi to pierwsze, to ktoś inny stwierdzający to drugie popełnia ten sam błąd  . Nieprawda. specto napisał:Idąc dalej: jeśli ktoś pierwszy stwierdzi, że krasnoludki z różową czapeczką w zielone groszki nie istnieją nie podając przy tym żadnych racjonalnych dowodów, to ktoś inny ma prawo stwierdzić, że istnieją?  Nie. Pierwsze zdanie jest fałszywe więc cała implikacja jest również fałszywa. specto napisał:Ale aksjomaty to tylko założenia, które sprawdzają się akurat tu i akurat teraz, a w innych warunkach mogłyby być błędne. Sprawdzają się tylko tu i teraz? A gdzieś "nie tu" (na przykład w Australii) i kiedyś "nie teraz" (na przykład wczoraj) się nie sprawdziły? W innych warunkach sprawdzać się będzie inny zestaw aksjomatów. Stąd zwrot "błędne aksjomaty" jest pozbawiony sensu, bo błędne może być co najwyżej ich stosowanie. specto napisał:>>wszystko, co nas otacza bezustannie te aksjomaty weryfikuje: latające samoloty, jeżdżące samochody i komputer, z którego korzystasz. Niekoniecznie - bardzo duże pole w technice stanowią założenia i uproszczenia, które sprawdzają się w naszych warunkach do takiego stopnia, że są wystarczające. W jaki sposób te uproszczenia zaprzeczają codziennej weryfikacji aksjomatów? specto napisał:> >Na czym opiera się wiara w dogmaty i w jaki sposób można je zweryfikować?Gdyby można było je zweryfikować, to nie byłyby one przedmiotem wiary  No proszę, to jednak jest między nimi jakaś różnica. Bo aksjomaty weryfikuje doświadczenie. I na koniec mam prośbę. Na drugi raz daruj sobie to dziecinne rozemotikonowanie. To co, być może, jest dobrze widziane na forach dla mających emocjonalne problemy nastolatków, na tym forum, przeznaczonym dla ludzi dorosłych, już nie uchodzi.
"Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle, ale złe postepowanie dobrych ludzi, to zasługa religii." S.Weinberg
|
|
1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Jak wyglądał by świat, w którym ludzie unikali by >kategorycznych sądów i jednoznacznych ocen?
Świat obłudy, krętactwa, nieporozumień, głupoty.
Świat ludzi, którzy nie odróżniają dobra od zła, byłby gorszy niż Piekło
> Świat, w którym ludzie ciągle szukali by nowych możliwości, zamiast >cementować raz wyrobione poglądy?
Taki świat byłby piękny. Zauważ, że ludzie unikający kategorycznych sądów w ogóle nie muszą zmieniać poglądów. Zmiana poglądów, szukanie nowych możliwości - to cechy ludzi uczciwych i szczerych, którzy nie unikają kategorycznych sądów
doku
|
|
dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Czym różni się człowiek kategorycznie twierdzący, że bóg
Różnica jest zasadnicza. Wczuj się i spróbuj zrozumieć.
a: Bóg istnieje b: Bóg nie istnieje
a: krasnoludki żyją wśród nas b: krasnoludki nie istnieją
a: jesteś opętany przez diabła b: nie jesteś opętany
a: jestem fanatykiem b: nie jestem fanatykiem
Bezpodstawne twierdzenie rodzaju a: jest niczym nieuzasadnioną arogancją - twierdzenie b: jest zwyczajnym zaprzeczeniem, nie ma w tym niczego kategorycznego. Obowiązek udowodnienia tezy zawsze spoczywa na kimś, kto głosi a:
doku
|
|
 | | Osobowość | >a: Bóg istnieje >b: Bóg nie istnieje >a: krasnoludki żyją wśród nas >b: krasnoludki nie istnieją >a: jesteś opętany przez diabła >b: nie jesteś opętany >a: jestem fanatykiem >b: nie jestem fanatykiem >Bezpodstawne twierdzenie rodzaju a: jest niczym nieuzasadnioną arogancją - twierdzenie b: jest zwyczajnym zaprzeczeniem, nie ma w tym niczego kategorycznego. Obowiązek udowodnienia tezy zawsze spoczywa na kimś, kto głosi a: Bo głoszący b: sam nie wie co głosi. Głoszący a: wie w co wierzy i na jakiej podstawie.
|
|
 | | specto (57 punktów) | > b: Bóg nie istnieje> b: krasnoludki nie istnieją> Obowiązek udowodnienia tezy zawsze spoczywa na kimś, kto [ją] głosiprzeczytaj to jeszcze raz 
Wiedząc, że nie wiesz wiesz więcej niż ten, który wierzy, że wie.
|
|
|  | | Osobowość | > >b: Bóg nie istnieje> >b: krasnoludki nie istnieją> >Obowiązek udowodnienia tezy zawsze spoczywa na kimś, kto [ją] głosi> przeczytaj to jeszcze raz  A ja mogę przeczytać? Co Ci się tu nie zgadza? To, że nie są to tezy tylko bezsensowne zaprzeczenia nie wiadomo czemu? Jeśli krasnoludki mają nie istnieć to trzeba powiedzieć gdzie. Jeśli Bóg ma nie istnieć, to trzeba zdefiniować Boga. Ja np. twierdzę, że nie istnieje nic poza Bogiem (wszystko jest jego częścią i jego dziełem). Taka jest moja definicja Boga. Potrafisz udowodnić, że tak zdefiniowany Bóg nie istnieje?
|
|
| |  | | specto (57 punktów) | > >>b: Bóg nie istnieje> >>b: krasnoludki nie istnieją> >>Obowiązek udowodnienia tezy zawsze spoczywa na kimś, kto [ją] głosi> >przeczytaj to jeszcze raz  Chodzi o to, że dokowski najpierw głosi powyższe dwie tezy na równi z faktem (bez ich udowadniania), a potem mówi o obowiązku udowadniania tez...  > Jeśli krasnoludki mają nie istnieć to trzeba powiedzieć gdzie.Słusznie, bo nawet jeśli nie ma ich na Ziemi, to nie oznacza to, że nie ma ich gdzieś we wszechświecie...  > Jeśli Bóg ma nie istnieć, to trzeba zdefiniować Boga.Myślę, że większość na tym forum definiuje Boga albo jako Boga chrześcijańskiego, albo jako boga deistycznego (choć to tylko domysły  ). > Ja np. twierdzę, że nie istnieje nic poza Bogiem (wszystko jest jego częścią i jego dziełem).Także biorę taką możliwość pod uwagę, ostatnio... Z tym, że ta definicja jest tak odległa od staruszka z siwą brodą, że może trzeba by unikać słowa Bóg (które niektórzy potrafią zrozumieć tylko tak, jak przedstawia je Kościół Chrześcijański - pomimo, że są chyba ateistami?  ). Może "System", lub "System główny"? (przy założeniu, że istnieje jeden system główny składający się z podsystemów typu atomy, ludzie, układy planetarne, galaktyki, itp.). > Taka jest moja definicja Boga. Potrafisz udowodnić, że tak zdefiniowany Bóg nie istnieje?Nie  , ale ja przecież tego nie twierdzę, więc pytanie jest chyba nie do mnie? 
Wiedząc, że nie wiesz wiesz więcej niż ten, który wierzy, że wie.
|
|
| | |  | | Osobowość | > Słusznie, bo nawet jeśli nie ma ich na Ziemi, to nie oznacza to, że nie ma ich gdzieś we wszechświecie...  A głównie w raczej istniejących ludzkich światopoglądach. Nie wątpię, że zarówno w Twoim, jak moim istnieją (gdyby nie istniały, nie znałbyś tej nazwy). > Myślę, że większość na tym forum definiuje Boga albo jako Boga chrześcijańskiego, albo jako boga deistycznego (choć to tylko domysły ).Bo jak człowiek nie przedstawi Ci swojego światopoglądu, skazany jesteś na podejrzewanie go o Twój. > Także biorę taką możliwość pod uwagę, ostatnio... Z tym, że ta definicja jest tak odległa od staruszka z siwą brodą, że może trzeba by unikać słowa Bóg (które niektórzy potrafią zrozumieć tylko tak, jak przedstawia je Kościół Chrześcijański - pomimo, że są chyba ateistami? ). Może "System", lub "System główny"?Może, ale problem nie w tym w co wierzymy, tylko w co. Nie możemy twierdzić, że w nic, bo to NIEPRAWDA. Można powiedzieć, że wśród ludzi nie ma ateistów (są ludzie a-religijni, a to całkiem co innego). > (przy założeniu, że istnieje jeden system główny składający się z podsystemów typu atomy, ludzie, układy planetarne, galaktyki, itp.).Ale to przecież założenie sprawdzone, czyli FAKT. > Nie , ale ja przecież tego nie twierdzę, więc pytanie jest chyba nie do mnie?Było do Ciebie. Wiem teraz, że nie zaprzeczasz istnieniu mojego Boga, a nawet podzielasz moją w niego wiarę. > Wiedząc, że nie wiesz wiesz więcej niż ten, który wierzy, że wie.Pytanie było trochę zbędne, bo jeśli ktoś wie to co powyżej, to wiadomo co na takie pytanie odpowie.
|
|
| |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >twierdzę, że nie istnieje nic poza Bogiem (wszystko jest jego częścią i jego dziełem). Taka >jest moja definicja Boga. Potrafisz udowodnić, że tak zdefiniowany Bóg nie istnieje?
Taki bóg istnieje z całą pewnością
doku
|
|
|  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >>b: Bóg nie istnieje >>b: krasnoludki nie istnieją >>Obowiązek udowodnienia tezy zawsze spoczywa na kimś, kto [ją] głosi
Nie głoszę tezy, zaprzeczam tezie
doku
|
|
| laszka (296 punktów) | >Wielu tutaj określa się mianem ateisty, inni są >agnostykami, inni wreszcie uznają się za wierzących... Czy >to nie są swoiste "szufladki światopoglądowe" ograniczające
Zgadzam się w 100% z tym, że szufladkujemy się za pomocą określeń. Nie ma znaczenia jakich. Jednak faktem jest, że szufladkujemy się z jakiegoś powodu. Większość ludzi potrzebuje świadomości, że gdzieś należy. Większość ma potrzebę znalezienia swojego miejsca na ziemi, a nie jest to takie proste w pojedynkę. Działa to we wszystkich dziedzinach życia, nie tylko w religii. Podobnie jest z poglądami politycznymi. Ludzie tworzą skupiska, aby mieć pewność, że nie są sami, że ktoś myśli podobnie. Tak jest prościej. Często jest też tak, że modyfikujemy swoje przekonania, aby dostosować się do naszych współtowarzyszy.
Świat bez "szuflad" byłby piękny. Mało tego, byłby pełen szacunku i zrozumienia. Jednak mentalność ludzka jest wg mnie zbyt ograniczona, ażeby wyzwolić się z pewnego stylu myślowego. Nie sądzę, żeby to nastąpiło kiedykolwiek. Prędzej będziemy świadkami nowej wojny, czy to na tle religijnym, czy jakimkolwiek innym.
|
|
| Głąbiński (3538 punktów) | >Jeśli zdecydujesz się skomentować ten tekst, wiedz, że >pisząc go nie miałem zamiaru nikogo urazić czy wykazać >mojej wyższości nad kimkolwiek; chciałem zaś by był >zrozumiały i czytelnie przedstawiał moje myśli. Ciebie >proszę o to samo. To, że zamieszczenie tego wyjaśnienia nikogo nie dziwi, dowodzi, że żyjemy w kraju mało różniącym się od domu wariatów.
Stach M. G.
|
|
 | | Osobowość | >To, że zamieszczenie tego wyjaśnienia nikogo nie dziwi, dowodzi, że żyjemy w kraju mało różniącym się od domu wariatów. Żeby się zdziwić, trzeba w to wątpić.
|
|
| król (1 punktów) | Wyobrażenia na temat Boga też są różne.Od Absolutu,Logosu,Jezusa,Trójcę do panteizmu itd. Inny jest Bóg filozofów a inny teologów i jeszcze inny prostych ludzi. Nigdy do końca nie będziemy wiedzieli czy Bóg istnieje i jaki jest. Pewnie,że racjonalnie można wykluczyć jego istnienie,ale sam wiesz jak wiele rzeczy w życiu jest irracjonalnych, i nie potrafimy na nie odpowiedzieć. Choćby taki przykład:"Dlaczego,człowiek potrafi stracić życie ratując drugiego?"."Dlaczego potrafimy tak kochać,że po utracie osoby kochanej możemy ciężko zachorować a nawet umrzeć?"."Dlaczego uczucia biorą górę nad rozumem?"."Skąd jest w nas litość i poświęcenie?".Itd. itp.
|
|
 | | Osobowość | >Choćby taki przykład:"Dlaczego,człowiek potrafi stracić życie ratując drugiego?"."Dlaczego potrafimy tak kochać,że po utracie osoby kochanej możemy ciężko zachorować a nawet umrzeć?". Może dlatego, że bycie człowiekiem to kochanie ludzi? >"Dlaczego uczucia biorą górę nad rozumem?". Może dlatego, że rozum to też uczucie, tylko, że "współpracujące" z innych ludzi uczuciami? Może to wszystko dlatego, że nie wszyscy do dziś pozostali zwierzętami?
|
|
1 na 1 | Konstańczak (63 punktów) | Na pytanie czy bóg istnieje,odpowiem zdecydowanie tak. Dla mnie jest to sprawa słyszalności,pewnych zdań,które odnalazłam w biblii. Opieka,opatrzność itd,która niemal nakazała odsunąć się od kościoła. W moim przekonaniu kościół zawłaszcza pewne naturalne prawa.
>Jeśli zdecydujesz się skomentować ten tekst, wiedz, że >pisząc go nie miałem zamiaru nikogo urazić czy wykazać >mojej wyższości nad kimkolwiek; chciałem zaś by był >zrozumiały i czytelnie przedstawiał moje myśli. Ciebie >proszę o to samo.
|
|
 | | JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów) | >Na pytanie czy bóg istnieje,odpowiem zdecydowanie tak. Dałem "+". Przede wszystkim za rozdział kościoła od wiary. JATO
Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|