Racjonalista - Strona głównaDo treści
Wiosenne dywagacje mlodzienczego serca

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Bazgroły
NapisanoAutorTytuł
18-04-2005 11:02Reyamtet (17 punktów)Wiosenne dywagacje mlodzienczego serca
Swiadomosc jest najwiekszym darem i przeklenstwem czlowieczenstwa. Zastanawia mnie czemu nie wszyscy ja posiadaja?
Czasami chcialabym byc tandetna... Z zapartym tchem oczekiwac kolejnej bigbrother'owskiej sagi, ubierac sie jak Mandaryna i co sobote z przypakowanym lysawym mezem jezdzic na zakupy do lokalnego hiper-mega-supermarketu. Smiac sie do rozpuku z wygibasow Pazury czy bezmozgich tekstow Waldusia-czemu tak nie potrafie?
Zdradze Wam sekret... Zakochalam sie On otwiera przede mna bramy innych wymiarow istnienia, uczy smakow zycia. "Roads are for journeys-not for destinations". W koncu doswiadczylam, a nie tylko zrozumialam cytat ze starego filmu...
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

leo_z (935 punktów)Wiosenne dywagacje mlodzienczego serca

>Zdradze Wam sekret... Zakochalam sie
Ach ta wiosna...
Szczere gratulacje , tylko jeżeli można coś doradzić, niech to nie będzie miłość ślepa. Nawet największa miłość bez obopólnego partnerstwa może zamienić się w dyktat.

Pozdrawiam i życzę najlepszego

Mariusz Agnosiewicz
To co piszesz jest z jednej strony urzekające, z drugiej zaś...

Świadczy to z pewnością dobrze o stanie zakochania, jednak czy chcesz przez to powiedzieć, że kiedy nie jesteś zakochana, to jesteś "tandetna"? Jeśli bez zakochania lubisz idiotyzmu popkultury, tej sieczki dla mas, jeśli bez niej Twoje potrzeby i pragnienia oraz przyjemności są zupełnie niewysublimowane, to.... no cóż. Zakochanie to stan przejściowy, niestety. Jeśli ci minie i Twój ukochany stanie się "zwykłym" partnerem, to czy nie zasilisz rzeszy fanów Big Brothera?

Powinnaś więc albo w tym okresie aplikować sobie bardziej ambitne i wysublimowane twory kultury (może na stałe wyleczą Cię z tandety), albo... zakochiwać się systematycznie
Reyamtet (17 punktów)Odp: Wiosenne dywagacje mlodzienczego serca
>To co piszesz jest z jednej strony urzekające, z drugiej zaś...
>Świadczy to z pewnością dobrze o stanie zakochania, jednak czy chcesz przez to powiedzieć, że kiedy nie jesteś zakochana, to jesteś "tandetna"? Jeśli bez zakochania lubisz idiotyzmu popkultury, tej sieczki dla mas, jeśli bez niej Twoje potrzeby i pragnienia oraz przyjemności są zupełnie niewysublimowane, to.... no cóż. Zakochanie to stan przejściowy, niestety. Jeśli ci minie i Twój ukochany stanie się "zwykłym" partnerem, to czy nie zasilisz rzeszy fanów Big Brothera?
>Powinnaś więc albo w tym okresie aplikować sobie bardziej ambitne i wysublimowane twory kultury (może na stałe wyleczą Cię z tandety), albo... zakochiwać się systematycznie

Hmmmm...Drogi Czytelniku, chyba nie do konca zrozumiales...Watek o tandecie jest zupelnie niepowiazany z obecnym stanem mojego serca, a wynikl jedynie z obserwacji lokalnej gawiedzi. Serdecznie pozdrawiam i dziekuje za wszelkie uwagi-w mniejszym czy wiekszym stopniu trafne
Mariusz Agnosiewicz
>Hmmmm...Drogi Czytelniku, chyba nie do konca zrozumiales...

Przyjmuję do wiadomości. No ale po co pisać o tym, że na tandetę nie masz ochoty bo jesteś zakochana, jeśli w ogóle na nią nie masz ochoty, także jak nie jesteś zakochana? To tak jakbym napisał: Nie mam ochoty mordować ludzi, bo jestem zakochany.

Rozumiem, że po prostu chciałaś powiedzieć, że "miłość dodaje skrzydeł"
Reyamtet (17 punktów)
>>Hmmmm...Drogi Czytelniku, chyba nie do konca zrozumiales...
>Przyjmuję do wiadomości. No ale po co pisać o tym, że na tandetę nie masz ochoty bo jesteś zakochana, jeśli w ogóle na nią nie masz ochoty, także jak nie jesteś zakochana? To tak jakbym napisał: Nie mam ochoty mordować ludzi, bo jestem zakochany.

Potraktuj to jako dwa odrebne watki... To co mialam na mysli piszac, ze czasami chcialabym byc tandetna dotyczylo swiadomosci zycia w spolecznestwie i dla spoleczenstwa, czego wiekszosc-tutaj moje zupelnie subiektywne zdanie-nie rozumie. Wydaje mi sie, ze o wiele latwiej zyje sie nie myslac o rzeczach, sprawach, ktore wykraczaja poza tematyke czysto konsumpcyjna. Nie wyrazam pogardy dla takiego stylu egzystencji, a jedynie zastanawiam sie glosno czy tacy ludzie sa szczesliwsi...i czy ja bym byla szczesliwsza bedac jedna z nich.


>Rozumiem, że po prostu chciałaś powiedzieć, że "miłość dodaje skrzydeł"

To, ze w obecnej chwili jestem pod czyims urokiem nie oznacza, ze nie potrafie chlodno oceniac rzeczywistosci, w ktorej sie znajduje. ON po prostu otwiera przede mna nowe drzwi; zawartosc interpretuje wedle wlasnego uznania.
A tak na marginesie-ja mam zawsze roztanczona dusze; widok kwitnacej na bialo tarniny pod moim oknem, wzburzone wody Zatoki Gdanskiej czy odwzajemniony usmiech zupelnie obcej osoby "uskrzydlaja" mnie w rownym stopniu co milosc

Serdecznie pozdrawiam :p
renix (81 punktów)Wiosenne dywagacje mlodzienczego serca

>Zdradze Wam sekret... Zakochalam sie On otwiera przede
>mna bramy innych wymiarow istnienia, uczy smakow zycia.
>"Roads are for journeys-not for destinations". W koncu
>doswiadczylam, a nie tylko zrozumialam cytat ze starego
>filmu...
zdrace Ci sekret, wiara to szczegolny rodzaj zakochania


--
"God isn't dead, but no one is on his side"
Krzysko (24 punktów)
>Czasami chcialabym byc tandetna... Z zapartym tchem
>oczekiwac kolejnej bigbrother'owskiej sagi, ubierac sie jak
>Mandaryna i co sobote z przypakowanym lysawym mezem jezdzic
>na zakupy do lokalnego hiper-mega-supermarketu. Smiac sie
>do rozpuku z wygibasow Pazury czy bezmozgich tekstow
>Waldusia-czemu tak nie potrafie?
>Zdradze Wam sekret... Zakochalam sie On otwiera przede
>mna bramy innych wymiarow istnienia, uczy smakow zycia.
>"Roads are for journeys-not for destinations". W koncu
>doswiadczylam, a nie tylko zrozumialam cytat ze starego
>filmu...

Ten post jest przykladem na to jak stan zakochania maci umysl. Zaczelas od popkultury a potem ni z gruchy, ni z pietruchy wyskoczylas ze swoim szczesciem. Przyznam, ze gardze tym uczuciem, poniewaz ma ono rownie hormonalne podloze co pozadanie. Ile to juz razy golabki gruchaly a potem, gdy przeszlo pokazywaly na co je stac? Tak czy siak, zycze Wam jak najlepiej. Imo -- nie ma to jak wieloletni, sprawdzony zwiazek, ale to juz kwestia gustu.

"Roads are for journeys-not for destinations" -- czasem tak, czasem nie. Uwazasz, ze to taka madra sentencja?

PS1. Zeby nie bylo, ze zazdroszcze albo nie wiem o czym pisze: troche juz przezylem.
PS2. Zakochani: obserwujcie (o ile to jest mozliwe) jak wasz "ideal" odnosi sie do bliskich w ktorych nie jest zakochany. Szanuje mame, jest wyrozumialy dla przyjaciol?
Reyamtet (17 punktów)Odp: Wiosenne dywagacje mlodzienczego serca

>Ten post jest przykladem na to jak stan zakochania maci umysl. Zaczelas od popkultury a potem ni z gruchy, ni z pietruchy wyskoczylas ze swoim szczesciem. Przyznam, ze gardze tym uczuciem, poniewaz ma ono rownie hormonalne podloze co pozadanie. Ile to juz razy golabki gruchaly a potem, gdy przeszlo pokazywaly na co je stac? Tak czy siak, zycze Wam jak najlepiej. Imo -- nie ma to jak wieloletni, sprawdzony zwiazek, ale to juz kwestia gustu.

Hmmm... To chyba zalezy od osoby z ktora sie wiazesz. Czasami dopiero po kilku latach dojrzewasz do konkretnych decyzji byc/nie-byc. Ale zasadniczo masz racje-nie ma to jak rozlazone, ukochane kapciuchy

>"Roads are for journeys-not for destinations" -- czasem tak, czasem nie. Uwazasz, ze to taka madra sentencja?

Tak, gdyz uwazam, iz moze zbyt czesto koncentrujemy sie na celach, a zbyt malo uwagi poswiecamy ludziom, rzeczom, ktore mijamy. Zawsze warto jest zwracac uwage na drugiego czlowieka.

>PS1. Zeby nie bylo, ze zazdroszcze albo nie wiem o czym pisze: troche juz przezylem.

Wszyscy tak mowia Ja tez...

>PS2. Zakochani: obserwujcie (o ile to jest mozliwe) jak wasz "ideal" odnosi sie do bliskich w ktorych nie jest zakochany. Szanuje mame, jest wyrozumialy dla przyjaciol?

Sluchajcie kolegi, bo madrze prawi. Lol

Krzysko (24 punktów)

>>"Roads are for journeys-not for destinations" -- czasem tak, czasem nie. Uwazasz, ze to taka madra sentencja?
>Tak, gdyz uwazam, iz moze zbyt czesto koncentrujemy sie na celach, a zbyt malo uwagi poswiecamy ludziom, rzeczom, ktore mijamy. Zawsze warto jest zwracac uwage na drugiego czlowieka.

Z tej "madrosci" rownie latwo odczytac pochwale hedonizmu na przyklad. A "celem" moze byc budowanie czegos pieknego, niekoniecznie posady prezesa banku. Poza tym, z doswiadczenia wiem, ze ci co tak gadaja o przyjazni, gwiazdach i drugim czlowieku nie chca (statystycznie) wynosic smieci i kloca sie o to kto pozmywa ;>. Nie pije do Ciebie ale chce uzmyslowic, ze zycie to jednak banal i nie ma co dorabiac mu tandetnej ideologii.

Przepraszam, ze sciagam na ziemie.

Jako, ze jest to portal propagujacy racjonalizm postanowilem byc konsekwentny i tak samo traktowac nastoletnia egzalatacje co egzaltacje religijna. Zaslepienie religijne sprowadza problemy tak samo latwo jak zaslepienie w milosci. W sumie to banal -- nikt przeciez nie chce byc slepy ale...Znam na przyklad przypadki prob samobojczych zwiazanych z nieudana miloscia (tu juz abstrachuje od autorki watku, jej milosc jest szczesliwa i zakonczy sie pewnie rownirz szczesliwie).

A co do Lola...Nie ma sprawy. Czasem wchodza takie 15 letnie Lole do autobusu i szczebioca tak by caly swiat wiedzial. Przyzwyczajony jestem. Pewnie masz mnie za zgreda. To niesprawiedliwe: nie znasz mojego popisowego numeru z rozsmieszaniem ludzi, ktorzy cos wlasnie pija..

dobranoc

Reyamtet (17 punktów)

Nie uwazam, zebys byl zgredem. A ja nie jestem nastolatka od kilku dobrych sezonow; moze nawet ucieszylabym sie i potraktowala to jako komplement, ale w parze z "egzaltacja" chyba nie brzmi zbyt zachecajaco.

Lol-abstrachujac od faktu, ze rzeczywiscie moi przyjaciele nazywaja mnie Lola-uzylam jako znanego internetowego skrotu od "laughing out loud" jesli sie nie myle

Pozdrawiam

PS: Racjonalisci sie nie zakochuja?

Ania
alsheri (337 punktów)
>PS: Racjonalisci sie nie zakochuja?

Witam! Odpowiem za siebie, ja jestem już zakochany od prawie 2ch lat, ale musze przyznać że miłość to cudowne zagadnienie pod względem "umysłu" jak i wspomnianych wyżej hormonów. Polecam szczególnie jakikolwiek art. Pana Wiśniewskiego (ale nie tego z Ich Dwoje...)
To jest ciekawe, że miłość można tłumaczyć na dwa sposoby (p.w.) i obydwa są tak samo słuszne i nam bliskie

Pozdrawiam, również zakochany ;P

Krzysko

>PS: Racjonalisci sie nie zakochuja?

Nikt nie jest na to odporny . To wspaniale uczucie ale trzeba wiedziec co sie wtedy z czlowiekiem dzieje. Racjonalizm pomaga w sytuacjach typu "brak wzajemnosci", "toksyczny partner". Szlag mnie po prostu trafia jak czytam teksty typu "sluchaj serca". Dla faceta jest to najgorszy doradca, zaraz po ptaszku.
inhet (1073 punktów)
Ciekawe, skąd w ogóle pomysł "słuchania serca"? Pewnie jakiś romantyk-zawałowiec źle zrozumiał poradę kardiologa.
alsheri (337 punktów)
>Ciekawe, skąd w ogóle pomysł "słuchania serca"? Pewnie jakiś romantyk-zawałowiec źle zrozumiał poradę kardiologa.

To "najlepsza" porada! -Słuchaj serca, czyli rób co chcesz, jakby co to nie moja wina


Wróć do listy wątków działu Bazgroły

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365