 |
przedszkole szkoła religia Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 02-09-2003 14:46 | Kałuszyński | przedszkole szkoła religia | witam serdecznie grupowiczów piszę spowodowany zbliżającą się (powoli) datą początku edukacji moich dzieci tj. pójścia do przedszkola co stanie się w przyszłym roku. W przedszkolach i zerówkach dzieci sa "nauczane" religii katolickiej podczas gdy oboje z moją partnerką dalecy jesteśmy od Rzymu. Wzdragam się na mysl że moje dzieci będą uczone o czymś w co ja nie wierzę a moja partnerka wierzy inaczej (jest ewangeliczką). czy jest jakaś możliwość żeby zmienić ten ponury fakt indoktrynacji ciągnący się na przestrzeni nauczania dzieci aż do szkoły wyższej? Oczywiście pytanie to jest retoryczne i wiem że około 97 % naszgo Narodu to Rzymianie. Moi znajomi oczywiście katolicy (z kilkoma wyjątkami) chrzczą swoje dzieci i poddają je innym obrzędom bo tak wypada a nie wierzą w boga czy Boga czy bogAA. Oni po prostu tak są wychowani !!!. I tak to się ciągnie z dziadka na ojca z ojca na syna z syna dalej ... nie widać końca. Jak mawiał trochę a la P. K. Dick Walter Burke z filmu Rekrut " nic nie jest tym na co wygląda". Miał chyba na myśli kościół katolicki. POzdrawiam gorąco moje dzieci nie miały żadnych "obrzędów" jak chrzest np. i tak zostanie aż się same zdecydują  |
| Marfik | Witam. Myślę, że niepotrzebnie tak się tym problemem przejmujesz. Ja też zetknęłam się z takimi problemami, ale też sama przeszłam w wieku szkolnym podobną indoktrynację:*) > W przedszkolach i zerówkach dzieci sa "nauczane" > religii katolickiej podczas gdy oboje z moją partnerką> dalecy jesteśmy od Rzymu. Wzdragam się na mysl że moje> dzieci będą uczone o czymś w co ja nie wierzę a moja> partnerka wierzy inaczej (jest ewangeliczką). czy jest > jakaś możliwość żeby zmienić ten ponury fakt indoktrynacji> ciągnący się na przestrzeni nauczania dzieci aż do szkoły> wyższej? Oczywiście pytanie to jest retoryczne i wiem > że około 97 % naszgo Narodu to Rzymianie. Moi znajomi> oczywiście katolicy (z kilkoma wyjątkami) chrzczą swoje> dzieci i poddają je innym obrzędom bo tak wypada a nie> wierzą w boga czy Boga czy bogAA. Oni po prostu tak są> wychowani !!!. I tak to się ciągnie z dziadka na > ojca z ojca na syna z syna dalej ... nie widać końca. Jak> mawiał trochę a la P. K. Dick Walter Burke z filmu Rekrut "> nic nie jest tym na co wygląda". Miał chyba na myśli> kościół katolicki. POzdrawiam gorąco moje dzieci > nie miały żadnych "obrzędów" jak chrzest np. i tak zostanie> aż się same zdecydują
|
|
| marfik@op.pl | Witam! Myślę, że nie potrzebnie tak się przejmyjesz tym problemem. Ja też się zetknęłam z tą sprawą, podobnie jak tysiące innych obywateli naszego wielce tolerancyjnego kraju. Są to problemy bardzo bolesne dla rodziców, ale zapewniam, że można z tym żyć. Dzieci są bardzo wrażliwe na tym punkcie i trzeba im te problemy w prosty sposób wytłumaczyć. Przecież one też mogą czas nauki religii katolickiej w szkole potraktować jako rozwój świadomości o innych wyznaniach, jednocześnie nie narażając się na bycie odmieńcem w grupie rówieśników. Dzieci niestety są bardzo okrutne i bardziej nietolerancyjne od swoich rodziców! Po co mamy narażać własne dzieci na takie "perypetie". A wiedza zdobyta na lekcjach religii bardzo im sie przyda w kszałtowaniu przyszłego światopoglądu, nie trzeba im tego odmawiać. po drugie: poziom wiedzy przekazywany na poziomie przedszkola i szkoły podstawowej jest tak śmiesznie niski, że nie ma obawy o jakieś trwałe skutki. Pózniej dziecko samo już wie co o takiej doktrynie sądzić, a rodzicom odpadnie troska, że nasz nastolatek trafi na jakiegoś katolicko "oświeconego", zdolnego do spaczenia młodego umysłu. Potraktuj te "katechezy" jako religijną "szczepionkę", która uchroni Twoje dzieci przed jakąś grożniejszą chorobą. > religii katolickiej podczas gdy oboje z moją partnerką> dalecy jesteśmy od Rzymu.Myślę, że tak naprawdę to zdecydowana większość społeczeństwa jast daleka od Rzymu, a tylko własne lenistwo i ignorancja powodują, że nikt o tym nie wie. Ciekawe co by było, gdybyśmy tak na jeden sygnał zdjęli wszyscy swoje wyznaniowe maski....czy byliby tam jeczsze świadomi swej wiary katolicy? Podkreślam ŚWIADOMI tego czym ich wiara tak naprawdę jest!!! mielibyśmy chyba niezłu ubaw w tym temacie Wzdragam się na mysl że moje >dzieci będą uczone o czymś w co ja nie wierzę a moja >partnerka wierzy inaczej (jest ewangeliczką). czy jest >jakaś możliwość żeby zmienić ten ponury fakt indoktrynacji >ciągnący się na przestrzeni nauczania dzieci aż do szkoły >wyższej? Tak jest, nazywa się dialog ekumeniczny, ale żeby do niego doszło trzeba najpierw ustalić kto jes kto w świetle wyznań i idei religijnych, a o to trzeba będzie jeszcze długo powalczyć, bo niektórym wyznaniom szczególnie zależy, żebyśmy się o tym nie dowiedzieli. Niektóre Kościoły trzebaby chyba pozamykać, a co wtedy zrobić z bezrobotną "kadrą"?........ I tak mamy ogromne bezrobocie
Oczywiście pytanie to jest retoryczne i wiem >że około 97 % naszgo Narodu to Rzymianie. A tu byś się Bracie bardzo zdziwił uzasadnienie jest powyżej  Moi znajomi >oczywiście katolicy (z kilkoma wyjątkami) chrzczą swoje >dzieci i poddają je innym obrzędom bo tak wypada a nie >wierzą w boga czy Boga czy bogAA. Oni po prostu tak są >wychowani !!!. I tak to się ciągnie z dziadka na >ojca z ojca na syna z syna dalej ... nie widać końca. Tak to się ciągnie i mamy 'piękną" narodową tradycję , i etykietkę w świecie, ale najważniejsze jest to, co z naszych dzieci wyrośnie, a chyba jak myślę będziesz potrafił wychować swoje dzieci na istoty rozumne, na swoje podobieństwo, mam nadzieję. Jeśli nie to inwestuj w literaturę, przyjdzie czas, że same do niej sięgną i dadzą sobie radę  Jak >mawiał trochę a la P. K. Dick Walter Burke z filmu Rekrut " >nic nie jest tym na co wygląda". Miał chyba na myśli >kościół katolicki.
Tea tak myślę Bracie  POzdrawiam gorąco moje dzieci >nie miały żadnych "obrzędów" jak chrzest np. i tak zostanie Niech tak zostanie ! Ale szanuj też decyzje innych, może nie mylili się aż tak bardzo, ja w kazdym razie nie mam żalu do moich rodziców o ten chrzest, śama też się później poddałam dobrowolnie na kilka podobnych eksperymentów ( dla zdobycia wiedzy ) I jakoś nie stwaciłam możliwości dotarcia do prawdy, chociaż droga była bardzo pokręcona  Pozdrawiam serdecznie Marfik
|
|
| Michał Piotrowski | > witam serdecznie grupowiczów piszę spowodowany> zbliżającą się (powoli) datą początku edukacji moich dzieci> tj. pójścia do przedszkola co stanie się w przyszłym roku.> W przedszkolach i zerówkach dzieci sa "nauczane" > religii katolickiej podczas gdy oboje z moją partnerką> dalecy jesteśmy od Rzymu. Wzdragam się na mysl że moje> dzieci będą uczone o czymś w co ja nie wierzę a moja> partnerka wierzy inaczej (jest ewangeliczką). czy jest > jakaś możliwość żeby zmienić ten ponury fakt indoktrynacji> ciągnący się na przestrzeni nauczania dzieci aż do szkoły> wyższej? Oczywiście pytanie to jest retoryczne i wiem > że około 97 % naszgo Narodu to Rzymianie. Moi znajomi> oczywiście katolicy (z kilkoma wyjątkami) chrzczą swoje> dzieci i poddają je innym obrzędom bo tak wypada a nie> wierzą w boga czy Boga czy bogAA. Oni po prostu tak są> wychowani !!!. I tak to się ciągnie z dziadka na > ojca z ojca na syna z syna dalej ... nie widać końca. Jak> mawiał trochę a la P. K. Dick Walter Burke z filmu Rekrut "> nic nie jest tym na co wygląda". Miał chyba na myśli> kościół katolicki. POzdrawiam gorąco moje dzieci > nie miały żadnych "obrzędów" jak chrzest np. i tak zostanie> aż się same zdecydują  Witam! Naprawdę zdumiewa ta odwaga prezetacji własnego światopoglądu. Przyklasnąć. Pewnie ktoś zapyta, że to nic takiego, ale mogę powiedzieć od razu, iż nie jest to wcale łatwe. Choćby człowiek nie chodził do kościoła, nie uznawał papieża i religii w ogóle, ale mimo to posyłał dziecko na religię (w sumie to synonim słowa 'indoktrynacja') - byłby OK. Jednakże skoro ma odwagę wyraźnie powiedzieć NIE - oj wówczas zaczynają się schody. Dlatego jeszcze raz pogratuluję odwagi. > czy jest jakaś możliwość żeby zmienić ten ponury fakt indoktrynacji> ciągnący się na przestrzeni nauczania dzieci aż do szkoły wyższej? Oczywiście pytanie> to jest retoryczne i wiem, że około 97 % naszgo Narodu to Rzymianie.Możliwość jest prosta - nie posyłać i tyle. Przecież nauczanie religii (na jakimkolwiek poziomie) jest nieobligatoryjne. Do tego pytanie nie jest retoryczne - podam przykład sprzed paru tygodni. Jest niedzielne popołudnie, miasteczko 20tys., klasztor franciszkanów. Skoro jest niedziela, to zgaduję, że ci, którzy chcieli przyjść do kościoła - prawdopodobnie już to zrobili dzień wcześniej, albo na rannych mszach. Teraz zapewne pluskają się w ciepłej wodzie w jeziorze, które leży 10km od miejscowości. Zaszedłem na tę mszę, aby zobaczyć jak to z tym naszym chrześcijaństwem jest. Wynik? W kościele średnia wieku 65 lat (minimum), a w krużgankach naokoło klasztoru (gdzie można siedzieć i słuchać mszy) średnia koło 30. Matki z dziećmi, młodzież, małżeństwa pod 50. Hałas dobiegający z ulicy wyraźnie nie przeszkadza uczestniczyć im we mszy. Ja przynajmniej nie słyszałem ani słowa. Do tego nikt nie śpiewa, przyklękają ledwo bo ledwo. Do tego specjalnie nie wstawałem, nie śpiewałem, ani nic z tych rzeczy - dla prowokacji. Absolutnie NIKT nie zwrócił na to uwagi. Do komunii nie przystąpił absolutnie NIKT z mojego najbliższego otoczenia (około 30 ludzi). O czym to świadczy?? Polacy traktują kościół jak element tradycji, a głębokiej wiary to raczej nie można u nich znaleźć. Takie są fakty w kraju, gdzie 97% to Rzymianie. Co do mojej poprzedniczki - dzieciom nie jest wcale tak łatwo wytłumaczyć o co chodzi w religii. Presja na dziecko w wieku przedszkolnym, którą wywiera grupa rówieśników - to sprawa nie do przecenienia. Naprawdę bardzo trudno jest pogodzić się z faktem, że "odstaje się" od grupy. Zazwyczaj później sprowadzi się to do przerzucania się zdaniami typu: "twój tata jest głupi bo nie wierzy w bozię, a moja babcia (aktywistka znanego radia  przepowiedziała, że będzie się smażył w piekle". I co zrobić, gdy pociecha przychodzi ze przedszkola z taką historią? Również twierdzenie, iż nauka religii pomaga zrozumieć inne systemy religijne jest błędne. Kiedy jeszcze chodziłem do szkoły, ksiądz na lekcjach zadawał opracowanie danej religii różnym osobom. Dzięki temu nie musiał odpowiadać na wiele niewygodnych pytań, a tym samym ukrywać swego dyletantyzmu. Taka jest niestety prawda. Ktoś kogo uczy chrześcijanin - na 99% nie będzie miał pojęcia o innych religiach choćby z cieniem obiektywizmu. Zresztą "czym skorupka za młodu..." i bynajmniej nie jest to pusty frazes.
|
|
 | | Marfik | Witam ponownie! > Naprawdę zdumiewa ta odwaga prezetacji własnego światopoglądu. Przyklasnąć. Pewnie ktoś zapyta, że to nic takiego, ale mogę powiedzieć od razu, iż nie jest to wcale łatwe.Tak, to wcale nie jest takie łatwe! Pytam tylko, po co o swoim światopoglądzie trąbić na cały świat! Kogo to tak naprawdę obchodzi..bo przecież nie te osoby, które niedosłyszą tego, co ksiądz na kazaniu głosi.. Do nich nie dociera nawet własna świadomość tego w co wyznają  . Własne poglądy na ten temat zachowyję dla siebie oraz dle osób, które są tym zainteresowane! Proszę o wybaczenie, ale ja nie należę do ugrupowania, które usiłuje nawracać na siłę całe społeczeństwo na "właściwą drogę"  ( z całym szacunkiem dle Św.J., czy Islamu  ) Każdy ma prawo do własnych doświadczeń w tej sprawie, choćby to miałyby być jego własne błędy. Przecież nie myli się ten, kto nic nie robi. Wcale nie twierdzę, że dotarłam już do absolutnej prawdy, nikt tego nie wie.Tymbardziej nie będę swoich poglądów wciskać innym. Choćby człowiek nie chodził do kościoła, nie uznawał papieża i religii w ogóle, ale mimo to posyłał dziecko na religię (w sumie to synonim słowa 'indoktrynacja') - byłby OK. Jednakże skoro ma odwagę wyraźnie powiedzieć NIE - oj wówczas zaczynają się schody. Dlatego jeszcze raz pogratuluję odwagi. Schodów nie ma  zapewniam, ale pod warunkiem, żeby zachować zdrowy rozsądek i nie gorszyć innych. Jeśli wchodzimy do czyjegoś domu, elementarna kultura wymaga, by uszanować zwyczaje innych  Jeśli sytuacja wymaga od kogoś, by wszedł do miesca spotkań ludzi o innych przekonaniach religijnych, to chyba nie wypada zamiast "Ojcze nasz" czy "Zdrowaś.." śpiewać mantry, czy kłaniać się w kierunku Mekki  . Można przecież stanąć z boku z szacunkiem i zachować milczenie, albo w duchu odmawiać to co uważamy za stosowne w danej chwili bez zbytniej ekspresjii  . Zapewniam, że nikt tego nie zauważy, zgodnie z opowieścią mojego poprzednika  . Jeśli zaś ktoś uważa, że takie zachowanie jest okłamywaniwm siebie i innych, niech zostanie w domu  też nikt nie zauważy  > >czy jest jakaś możliwość żeby zmienić ten ponury fakt indoktrynacji> >ciągnący się na przestrzeni nauczania dzieci aż do szkoły wyższej?Wnioski z tego ponurego faktu indoktrynacji są takie, że znakomita większość indoktrynowanych przez całe swoje intelektualne życie, nie zdaje sobie sprawy z tego, co to była za doktryna  ; starczy krótka rozmowa  , by się o tym przekonać. Więc nie ma obawy, że indoktrynacja ma jakiś poważny wpływ na światopogląd, z pominięciem faktu, że przygotowuje znakomity materiał "nabywczy" dla innych  . > Możliwość jest prosta - nie posyłać i tyle. Przecież nauczanie religii (na jakimkolwiek poziomie) jest nieobligatoryjne.Oczywiście, nie posyłać i tyle, ale zostawmy swoim dzieciom jakiś elementarny wybór w tym temacie. Skoro same mają decydować o tym, czy przyjąć chrzest czy nie, to chyba w wieku szkolnym zdolne są już do podjęcia decyzji o uczęszczaniu na lekcje religii. Dzieci wbrew pozorom nie są takie nieświadome religijnie jak sądzimy. Mają naturalne wyczucie w tych sprawach, może chcą poznać również coś innego niż poglądy rodziców. Sami też chyba jesteśmy zdolni do otwartej rozmowy z katechetą. Można zapoznać go z sytuacją, i powiedzieć, że chcemy umożliwić dziecku zapoznanie się z wiarą większości społeczeństwa. W jaki sposób dziecko ma w przyszłości podjąć jakikolwiek wybór o ewentualnym chrzcie, jeśli nie będzie miało pojęcia o co chodzi? Czyż zabraniając dziecku uczęszczanie na religię nie popełniamy aby tego samego błędu polegającego na agresywnej indoktrynacji?? Moje zdanie jest takie: Niech chodzi, słucza, uczy się..i obserwuje jaki ma wpłuw na życie innych to o czym tak głośno głoszą... My róbmy to samo..Dziecko samo odróżni prawdę od fałszu. Niech nasze życie będzie naszym świadectwem. A my, dorośli i światli..jakże często krytykujemy inne wyznania sami głosząc jeszcze bardziej absurdalne poględy....  !!!!!!!!!!!!!!!!!! Może zacznijmy lepiej zastanawiać sie nad swoim postępowaniem...bo nasze dzieci są doskonałymi obserwatorami..nic nie ujdzie ich uwagi.  to raczej nie można u nich znaleźć. Takie są fakty w kraju, gdzie 97% to Rzymianie. A jaki był procent obywateli Rzymu w Rzymskim Imperium? Jakoś widzę tu analogię, ale może się mylę, historyków proszę o ewentualne sprostowanie  . > Co do mojej poprzedniczki - dzieciom nie jest wcale tak łatwo wytłumaczyć o co chodzi w religii. Presja na dziecko w wieku przedszkolnym, którą wywiera grupa rówieśników - to sprawa nie do przecenienia.W tej kwesti chyba się nie rozumiemy. Chdziło mi właśnie o to, że ta presja jest tak duża.  Właśnie dlatego nie róbmy z naszego dziecka odmieńca na siłę, uczmy go raczej i świaćmy przykładem, gdy będzie na tyle silne by samo zadecydować o swojej odmienności i udźwignąć jej ciężar z pewnością podejmie właściwą swoim zdaniem decyzję. Być może się pomyli, ale jaką mamy pewność, że sami nie popełniamy blędu?? Naprawdę bardzo trudno jest pogodzić się z faktem, że "odstaje się" od grupy. Zazwyczaj później sprowadzi się to do przerzucania się zdaniami typu: "twój tata jest głupi bo nie wierzy w bozię, a moja babcia (aktywistka znanego radia  A my dorzućmy jeszcze stwierdzenie, że babcia jest stara i zacofana, ksiądz zboczeniec, żyd złodziej, muzułmanin terrorysta, buddysta narkoman, itp, itd. (przepraszam za te epitety, nie mam niszczego złego na myśli, szanyję poglądy innych ludzi ), a wtedy dziecko będzie miało pełny obraz sytuacji %-P > Również twierdzenie, iż nauka religii pomaga zrozumieć inne systemy religijne jest błędne.Tu całkowicie się nie rozumiemy! Pisałam, że nauka religii pomoże zrozumieś katolicyzm, a nie inne systemy raligijne, chyba, że w krzywym zwierciadle%-P Kiedy jeszcze chodziłem do szkoły, ksiądz na lekcjach zadawał opracowanie danej religii różnym osobom. Dzięki temu nie musiał odpowiadać na wiele niewygodnych pytań, a tym samym ukrywać swego dyletantyzmu. Tak, bo pewnie był człowiekiem na tyle rozsądnym, żeby chociaż
|
|
 | | Marfik |
Kiedy jeszcze chodziłem do szkoły, ksiądz na lekcjach zadawał opracowanie danej religii różnym osobom. Dzięki temu nie musiał odpowiadać na wiele niewygodnych pytań, a tym samym ukrywać swego dyletantyzmu. Taka jest niestety prawda. Ktoś kogo uczy chrześcijanin - na 99% nie będzie miał pojęcia o innych religiach choćby z cieniem obiektywizmu. >Zresztą "czym skorupka za młodu..." i bynajmniej nie jest to pusty frazes.
|
|
|  | | Marfik | Przepraszam, ale nie zmieściłam się. czytelników proszę o wyrozumiałość. To miałeś szczęście spotkać człowieka w osobie tego księdza, który nie dość, że nie indoktrynował swoich słuchaczy, to zachęcił do samodzielnego szukania prawdy. Szkoda,że tego nie zrozumiałeś..:*) Brawo dla tego księdza, oby takich więcej. Ja nie miałam tyle szczęścia, chociaż na moich księży katechetów w szkole średniej też nie powiem złego słowa...jakoś mimo tej ich indoktrynacji jestem zdolna do samodzielnych decyzji.. Jeśli ktoś sam nie może albo nie chce spaczać swoimi poglądami umysłów młodych ludzi odsyłając ich do literatury, to może sami moglibyśmy postąpić tak samo za swoimi dziećmi...oczywiście z naszą delikatną asekuracją.8) > >Zresztą "czym skorupka za młodu..." i bynajmniej nie jest to pusty frazes.Tak, to nie jest pusty frazes, a prawda jest taka, że ta skorupka niczym z reguły nie nasiąka.. Dlatego jest taka krucha:*) i tak łatwo ją potem rozbić. Z posklejaniem bywa też nieciekawie. Rzadko udaje się coś poskładać tak, aby sie jakoś utrzymało w całaści.. co dopiero, aby czymś trąciło  Życzę wszystkim rozsądku w indoktrynowaniu własnych dzieci Pozdrawiam wszystkich święcie przekonanych o słuszności swojego światopoglądu  Marfik
|
|
| |  | | Kałuszyński | coż dziwny się wątek wytworzył. Poczytał Wasze posty i dochoszedł do wniosku że moje dzieci będą miały łatwiej niż ja ! Dlaczego? Więcej informacji, więcej wolności, więcej wyboru ! Ciekawe kto z Was ma dzieci w wieku żłobkowo-przedszkolno-szkolnym? Bo tylko wtedy można mówić o pełnej korelacji poglądów z rzeczywistością kiedy poglądy=życie (co dzień). Banały plotę lecz ciekaw jestem Waszych doświadczeń a nie teoretycznych indagacji  . Takich to sam mogę dużo wytworzyć!. pozdrawiam niżej podpisany ciekawy
|
|
| | |  | | marcin_s | > Ciekawe kto z Was ma dzieci w wieku żłobkowo-przedszkolno-szkolnym? Bo tylko wtedy można mówić o pełnej korelacji poglądów z rzeczywistością kiedy poglądy=życie (co dzień). Banały plotę lecz ciekaw jestem Waszych doświadczeń a nie teoretycznych indagacji . Takich to sam mogę dużo wytworzyć!. pozdrawiam niżej podpisanyJa mam dziecko w wieku szkolnym i z żalem stwierdzam, że moja córka uczestniczyła w zajęciach indoktrynacji religijnej w przedszkolu, uczestniczy również w szkole. Co do obrzędów, to odbyły się one bez mojego aktywnego udziału. Problem jest taki, że dla niektórych nie ochrzczenie dziecka jest skazaniem go na męki piekielne. Poza tym, chrześcijańskie obrzędy są jakby nie patrzeć elementem kultury narodowej. Żydzi mają bar micwa, my pierwszą komunię. Jasne, że to żadne usprawiedliwienie dla konformizmu, ale pytasz o rzeczywiste doświadczenia, to odpowiadam. A jeśli chodzi o inne rzeczy to np. księdza po kolędzie wpuszczam, ale nie stawiam żadnych krzyżyków i ołtarzyków. Facet wchodzi, jest trochę zdziwiony świeckim przywitaniem, odprawia sobie swoje modły, potem siada, chwilę pogadamy o życiu, co słychać, jak tam w pracy i zwiewa czym predzej. No cóż, skoro jest taka tradycja, że raz w roku przychodzi ksiądz, to niech sobie wpadnie, nawet może dostać herbatę. A dziecko się kiedyś wyleczy z religii, tak jak się dzieci leczą ze świętego Mikołaja. Przynajmniej mam taką nadzieję.
|
|
| | | |  | | Kałuszyński | >Ja mam dziecko w wieku szkolnym i z żalem stwierdzam, że moja córka uczestniczyła >w zajęciach indoktrynacji religijnej w przedszkolu, uczestniczy również w szkole. >Co .>do obrzędów, to odbyły się one bez mojego aktywnego udziału. Problem jest >taki, że dla niektórych nie ochrzczenie dziecka jest skazaniem go na męki piekielne. >Poza tym, chrześcijańskie obrzędy są jakby nie patrzeć elementem kultury >narodowej. Żydzi mają bar micwa, my pierwszą komunię. Jasne, że to żadne >usprawiedliwienie dla konformizmu, ale pytasz o rzeczywiste doświadczenia, to >odpowiadam. A jeśli chodzi o inne rzeczy to np. księdza po kolędzie wpuszczam, ale >n>ie stawiam żadnych krzyżyków i ołtarzyków. Facet wchodzi, jest trochę zdziwiony >świeckim przywitaniem, odprawia sobie swoje modły, potem siada, chwilę pogadamy >o życiu, co słychać, jak tam w pracy i zwiewa czym predzej. No cóż, skoro jest taka >tradycja, że raz w roku przychodzi ksiądz, to niech sobie wpadnie, nawet może >dostać herbatę. A dziecko się kiedyś wyleczy z religii, tak jak się dzieci leczą ze >świętego Mikołaja. Przynajmniej mam taką nadzieję. To po kiego diabła tego księdza wpuszczasz ? nie rozumiem w co wierzysz ? w tradycję...piszesz facet-czyli domyslam się że nie masz o nim wielkiego mniemania ani go nie szanujesz ot on sobie wchodzi ty siadasz pijecie herbatke jak nieproszony gość zupełnie. U mnie jedynie ojciec udaje że wierzy i robi szopkę z krzyżem i fotkami jezusa czy innych świętych ale tak naprawdę to on w to nie wierzy ! No ale co innego być Dulskim a co innego się do tego przyznać choćby przed samym sobą. To moze księża sobie łażą tak po tym kraju wpisują takie owieczki lekko zbłąkane jak Ty do indeksu (katolik/niepraktykujący) i statystyki się trzymają. Bez obrazy ale albo się jest katolikiem ze wszystkkimi konsekwencjami albo NIE. Mam trochę znajomych którzy podobnie podchodzą i tłumaczą że tradycja bla bla bla bla bla . Słucham i uszom nie wierzę inteligentni ludzie a nie wiedzą w co wierzą. A moje dzieci na religię nie puszczę nie będą się intelektualnie tłamsić bzdetami że "człowiek od małpy nie pochodzi bo na podobieństwo boga stworzony..." cytat oryginalny siostra zakonna religia kl. VI szk. podst Lublin 1990. Żegnam i rozsądku wzywam. Konrad ps. mała prowokacja bez obrazy tylko sceptycyzm nas ratuje ciekawy
|
|
| | |  | | Marfik | Witam ponownie. > moje dzieci będą miały łatwiej niż ja ! Dlaczego? Więcej informacji, więcej wolności, więcej wyboru !Niewątpliwie masz rację. Nasze dzieci mają teraz więcej wolności, więcej wyboru.. Starsze pokolenia nie miały takich możliwości, jakie mają dzieci dziś. To jednak tak właśnie się toczy...nasi rodzice mieli pewnie jeszcze mniej tej wolności niż my..Trudno, przecież to w sumie bardzo pozytywne zjawisko. Cieszę się, że moje dziecko ma tej wolności dużo więcej niż ja. wynika to może z tego, że sama nie znosę żadnych ograniczeń, chcę mieć ten osławiony wolny wybór! Dziecku tez nie będę tego odmawiać.Niech wybiera. Ma prawo! Będę go jeszcze zachęcać do poznawania innych kultur, wyznań, światopoglądów. Ciekawe kto z Was ma dzieci w wieku żłobkowo-przedszkolno-szkolnym? Bo tylko wtedy można mówić o pełnej korelacji poglądów z rzeczywistością kiedy poglądy=życie (co dzień). Tak, mam dziecko w wieku szkolnym i ku mojemu zadowoleniu zdecydowało się samo na udział w lekcjach religii. Dlaczego? Już wyjaśniałam, niech się uczy, obserwuje, wyciąga wnioski. Miało też Komunię...samo chciało, miało prawo do tego. Była to suwerenna decyzja, a ja jako rodzic stanęłam na wysokości zadania..łącznie z przygotowaniami do egzaminu! Chyba jako jedyna matka znałam na pamięć wszystkie modlitwy, formułki, odpowiedzi na dziesiątki pytań. Po co, jeśli w to nie wierzę? Po to by zdawać sobie sprawę w co wierzą inni, by mieć możliwość zrozumienia innych, by mieć o czym z nimi rozmawiać, by wiedzieć o co chodzi.. Niestety, niewiele było osób, które wiedziały o co chodzi :*), ale to przecież ich wybór, wolna wola. Księdza po kolendzie też przyjmuję..czemu nie? Ostatniego roku rozmawialiśmy na temat Judaizmu....nie uciekł, była herbatka, ciasto, ciekawa rozmowa, w końcu nie codziennie mozna pogadać na taki temat..wyszedł zadowolany, tez mu się podobało  Pozdrawiam wszystkich Marfik
|
|
| |  | | Michał Piotrowski | > Przepraszam, ale nie zmieściłam się. czytelników proszę o wyrozumiałość.Wybaczamy  ) > To miałeś szczęście spotkać człowieka w osobie tego księdza, który nie dość, że nie indoktrynował swoich słuchaczy, to zachęcił do samodzielnego szukania prawdy. Szkoda,że tego nie zrozumiałeś..:*)Zrozumiałem bardzo szybko - ja sam szykowałem lekcję o islamie. Tylko tutaj nie było szans na indoktrynację. Przez całą godzinę lekcyjną mój katecheta tylko kiwał głową. Co to znaczy? To znaczy, że się ze wszystkim co mówiłem zgadzał. Zastanawiam się, czy gdybym nie rozróżnił małego dzihadu od dużego, a później głosił pochwałę "świętej wojny" - zareagowałby czy nie? > Brawo dla tego księdza, oby takich więcej. Ja nie miałam tyle szczęścia, chociaż na moich księży katechetów w szkole średniej też nie powiem złego słowa...jakoś mimo tej ich indoktrynacji jestem zdolna do samodzielnych decyzji..Ja raczej też, a przecież przez 10 lat byłem ministrantem, później zastępowym (prawie jak w harcerstwie), a potem lektorem. Tyle z tego wynikło, że dziś jestem agnostykiem z przekonania, a ateistą z definicji. > Jeśli ktoś sam nie może albo nie chce spaczać swoimi poglądami umysłów młodych ludzi odsyłając ich do literatury, to może sami moglibyśmy postąpić tak samo za swoimi dziećmi...oczywiście z naszą delikatną asekuracją.8)A konkretne przykłady? "FiM" czy może "Nasz Dziennik"? > >>Zresztą "czym skorupka za młodu..." i bynajmniej nie jest to pusty frazes.> > Tak, to nie jest pusty frazes, a prawda jest taka, że ta skorupka niczym z reguły nie nasiąka.. Dlatego jest taka krucha:*) i tak łatwo ją potem rozbić. Z posklejaniem bywa też nieciekawie. Rzadko udaje się coś poskładać tak, aby sie jakoś utrzymało w całaści.. co dopiero, aby czymś trąciło  Różnie z tym bywa. Naprawdę. > Życzę wszystkim rozsądku w indoktrynowaniu własnych dzieci> Pozdrawiam wszystkich święcie przekonanych o słuszności swojego światopoglądu Święcie to może nie  Pozdrawiam również.
|
|
| | |  | | Marfik | Jeszcze raz witam > Zrozumiałem bardzo szybko - ja sam szykowałem lekcję o islamie. Tylko tutaj nie było szans na indoktrynację. Przez całą godzinę lekcyjną mój katecheta tylko kiwał głową. Co to znaczy? To znaczy, że się ze wszystkim co mówiłem zgadzał. Zastanawiam się, czy gdybym nie rozróżnił małego dzihadu od dużego, a później głosił pochwałę "świętej wojny" - zareagowałby czy nie?Myślę, że nie zareagowałby..przecież to była Twoja godzina indoktrynacji, a ksiądz przecież tylko kiwał głuwą  > Ja raczej też, a przecież przez 10 lat byłem ministrantem, później zastępowym (prawie jak w harcerstwie), a potem lektorem. Tyle z tego wynikło, że dziś jestem agnostykiem z przekonania, a ateistą z definicji.To też do jakich wniosków doszedłeś, mimo tych lat propagandy, więc wniosek jest taki, że propaganda byla nieskuteczna, albo my mimo wszystko jesteśmy naprawdę istotami myślącymi. Czy rozumnymi nikt nie wie  > >Jeśli ktoś sam nie może albo nie chce spaczać swoimi poglądami umysłów młodych ludzi odsyłając ich do literatury, to może sami moglibyśmy postąpić tak samo za swoimi dziećmi...oczywiście z naszą delikatną asekuracją.8)> > A konkretne przykłady? "FiM" czy może "Nasz Dziennik"?Myślę, że forum Racjonalisty byłoby bardziej odpowiednie, propagandy dość w szkole  , ciekawe teksty są tu zamieszczane  , szkoda, że nie wszystkie są tak racjonalnie naukowo uzasadnione  . Do wyżej wymienionych publikacji też zaglądam, ale rzadko  , ze względu na zbyt emocjonalne podejście  ( W nawiasie zaznaczam, że nie jestem też wyznania mojrzeszowego  ; to takie uzupełnienie do poprzedniego postu, nie lubie nieporozumień  ) Pozdrawiam ( tych nieświęcie przekonanych również    Marfik
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|