Ostatnio pisząc pracę zaliczeniową przeczytałam dziesiątki artykułów dotyczących stanu polskiej służby zdrowia, mentalności pacjentów i polityce zdrowotnej zmieniających się rządów. "Chaos", "kryzys" czy "zawał" to najczęściej spotykane zwroty charakteryzujące sektor medyczny przez cały okres ostatnich piętnastu lat reformacji. W zasadzie można zaobserwować, iż niezwykle rzadko zdarzają się Wiadomości czy Fakty bez informacji o kolejnej "głodówce" pielęgniarek, strajku związków zawodowych lekarzy czy "plajcie" któregoś z zasilanych przez budżet państwa szpitali. Z drugiej strony zaś słyszymy o "skórach" w Łodzi, "Doktorze Słoniu" w Trójmieście, wszechobecnym przekupstwie lekarzy przez firmy farmaceutyczne czy przedmiotowym, często bezdusznym traktowaniu pacjentów przez źle opłacany personel medyczny. Kilka dni temu miałam okazje na własnej osobie doświadczyć uroków bycia pacjentem publicznej służby zdrowia. Chcąc, jak co pół roku dokonać zwykłego badania ginekologicznego zadzwoniłam by się zarejestrować do mojej przychodni, do pani doktor, u której złożyłam kilka lat temu tzw. "opcję". Dowiedziałam się, że jeśli nie chcę skorzystać z prywatnej (czytaj: odpłatnej) porady, to z usług pani doktor w ramach ubezpieczenia mogę skorzystać...pod koniec maja. Paranoja? Nie...polska rzeczywistość...
|