Bo to jest tak, że jakieś 90% ludności obarczone jest takim myśleniem (tu dygresja do skrajnych racjonalistów - nie, nie mam na to dowodów, tak po prostu oceniam tą liczbę na podstawie własnych obserwacji). Tu nawet nie chodzi o to czy ktoś jest baptystą, katolikiem, buddystą, czy też wyznaje jakąś inna wiarę. Po prostu większość ludzi podchodzi do tych kwestii w ten sposób, że uważają się za lepszych od innych - a wiara jest na tyle łatwym do identyfikacji nośnikiem, wedle którego można oceniać tak swoją inność, jak i (jednocześnie) przynależność do grupy, że służy ludziom jako pretekst. Przy okazji zaznaczam, że jednakowo traktuję tzw. ateistów i wszelkiej maści racjonalistów, którzy podchodzą do tego dokładnie na tych samych zasadach (schematy - "my jesteśmy lepsi, bo my nie wierzymy w jakieś zabobony, a oni wierzą, cóż za ciemnogród" i "my jesteśmy lepsi, bo my wierzymy w prawdziwego Boga a oni to jacyś odszczepieńcy, bałwochwalcy i heretycy" - nie różnią się niczym).
A tak naprawdę wiara powinna być wewnętrzna, nie na pokaz. Ktoś faktycznie niezupełnie rozumie na czym polega zadanie ewangelizacji i bawi się w "krzyżowca".
Parafrazujc Twoje słowa - nie ma nic gorszego, od fanatycznych nie/wierzących, którzy z tego faktu wynoszą swoją wyższość.
Dajcie już sobie spokój z ocenianiem ludzi na tej podstawie, jest wiele lepszych punktów odniesienia, niż to, jaką wiarę ktoś (formalnie) wyznaje lub nie...
Co do Trumana... hmmm... też nie pałam do niego specjalną sympatią ani nie uważam go za autorytet moralny. Tyle że z tego powodu nie robię wielkiego halo a to co powiedział bądź napisał przyjmuję z przymrużeniem oka (tak jak np. programy partyjne czy kolejne rewelacje o tym, jacy ci katolicy są źli).
Co do Busha... heh, bez komentarza.
PS. "Na papierzu"?! Może na papierze na papieżu, co?