Racjonalista - Strona głównaDo treści
PLAGIAT!!

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Sprawy portalu
NapisanoAutorTytuł
28-07-2004 09:47Mariusz Agnosiewicz (moderator)PLAGIAT!!
Jednym z najważniejszych problemów i wyzwań każdego redaktora, w internecie prowadzącego zwłaszcza większy serwis, jest rozpracowywanie nieuczciwych publicystów, którzy kradną czyjeś teksty lub ich fragmenty i podpisują się pod nimi lub wstawiają do swoich tekstów. Jest to naprawdę duży problem, a bezczelność plagiatorów jest ogromna. Zdarza się to nie tylko w tekstach nieznajomych nam osób, lecz także wśród dobrych znajomych. Ja sam już kilkakrotnie kończyłem w ten sposób dłuższe znajomości.
Mogę powiedzieć (i zarazem ostrzec potencjalnych "zamachowców"), że "mam nosa" do takich produktów, które wykrywam co pewien czas. Wykrywam to nie tylko poprzez dość szeroką znajomość publikacji tego o czym piszemy, ale i poprzez ślady stylistyczne, które można rozpoznać, jeśli fałszerz nie jest szczególnie wysublimowany, tak w plagiatowaniu polskich fragmentów, jak i angielskich - to jest niejednolitość stylu, jego dziwaczna chropowatość itd. Boję się jednak, że w końcu zdarzy się tak, że jakiemuś oszustowi uda się mnie obejść i coś takiego znajdzie się w Racjonaliście. Mam nadzieję, że nasi zwykli, uczciwi publicyści oraz czytelnicy będą pomocni w pilnowaniu etyki autorskiej. Zauważyłem, że nasz serwis jest czasami monitorowany przez serwis antyplagiatowy. Być może kiedyś nawiążemy z nimi stałą współpracę, aby wzmocnić weryfikację naszych tekstów.
Ja mam tutaj mocne zasady, czego zresztą często nie przestrzegają redaktorzy zwykłych gazet i publikują teksty nawet osób, które zostały złapane na bezczelnym plagiacie (co innego jakaś jednokrotna nierzetelność). Także np. Rzeczpospolita publikowała ponownie swojego publicystę, który został przyłapany na plagiacie. Ja sam prosiłem Fakty i Mity, aby wywalili jednego autora za wulgarny plagiat, który popełnił kopiując pewnego profesora. Po publikacji ten tekst on do mnie też przysłał i ja go nie przepuściłem wykrywszy plagiat. Natomiast mój apel pozostał niestety bezskuteczny!
Teraz znów miałem po raz kolejny z tym do czynienia i poległo "dzieło" ok. 30 stronicowe. Proszę się z tym zapoznać:
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Mariusz Agnosiewicz (moderator)
PLAGIATOR:
Cześć Mariusz
Zauważyłem, że w "Racjonaliście" jeszcze nie ma Kompleksowego przeglądu rywali chrześ. - tych którym się nieszczęśliwie [Opatrzność )] nie udało przetrwać. Dlatego napisałem tekst w 3. częściach ich właśnie dotyczący. Wykonałem ciężką pracę, zrobiłem odnośniki do zródeł i innych stron "Racjonalisty" - mam nadzieję, że ci się spodoba i umieścisz go na stronie. Patrz oczywiście załącznik. To zamknie lukę, która jeszcze jest.
Czekam na merytoryczną opinię (od razu zastrzegam, że jeśli w kilku miejscach tekst jest nieco chaotyczny to jest to zamierzone).
Pozdrawiam,
=============================
REDAKTOR:
Dziekuje ... za obszerne opracowania, wydaje sie to interesujace, jednak juz teraz nie zdaze sie tym zajac, na caly weekend wyjezdzam i bede znow online gdzie w poniedzialek i wtorek. Do tego czasu mozesz jeszcze ewentualnie raz posprawdzac i przemyslec teksty. Na pierwszy rzut oka niepokojaca jest ilosc przypisow i odeslan oraz bibliografii dla tak duzego tekstu, ilosc jakby tylko dekoracyjna... Musze tez podkreslic, z uwagi na niedawny przypadek przykrej wpadki i usuniecia osoby z listy za nierespektowanie czyjegos autorstwa. nasz serwis wspolpracuje i jest monitorowany przez serwis antyplagiatowy wiec jesli publikuje cos co jest gdzies w internecie polskim lub ang. to moze to oznaczac klopoty co najmniej dla publicysty. Tam sa niektore fragmenty jakby odpowiadajace konwencji nie pisania tekstow publicystycznych lecz slownikow, czy aby na pewno nie ma tam ZADNYCH zapozyczen dluzszych lub krotszych fragmentow z innych prac. To musi byc naprawde z pieczolowitoscia pilnowane. Daj mi deklaracje w tej sprawie, bo mala ilosc przypisow i bibliografii jest niepokojaca na pierwszy rzut oka. Jesli nie ma z tym zadnych problemow, to prosze Cie o kilka dni cierpliwosci, bo tekstami bede mogl zajac sie po weekendzie.
Pozdrawiam
Mariusz Agnosiewicz
=============================
PLAGIATOR:
Cześć.
Czekam oczywiście na opinię, kiedy będziesz miał więcej czasu. Mam tylko prośbę, żebyś jeśli chodzi o styl pisarski nie był zbyt wymagający - nie piszę tak płynnie jak ty, Ferus czy Krukow. Trochę chaosu z pewnością ma tam miejsce...
Teraz kwestie, które poruszyłeś:
1) Co do sprawdzenia i przemyślenia tekstów jeszcze raz, to mam nadzieję, że już nie będzie konieczne. Siedziałem na tymi opracowaniami kilka tygodni i teraz kiedy słyszę "Mitra", "misteria", "Majowie" czy coś podobnego to zaczyna mnie nerwowo trząść. Nie wiem czy też przeżywasz coś zbliżonego, kiedy zbyt długo siedzisz nad jednym tematem, chyba wiesz o co mi chodzi...
2) Jeśli chodzi o przypisy to z uwagi na obszerność tekstu postanowiłem zmniejszyć przypisy jak tylko się da. Najważniejsze są te dotyczące:
[1] Informacje teologiczne - "Religia - Encyklopedia PWN".
Informacje historyczne - książki historyczne i strony internetowe.
One pokazują główną pozycję teol. Natomiast informacje historyczne pochodzą z pozycji książkowych i głównie stron internetowych o wymienionej tematyce.
3) Wiem, że uznajesz pozycje książkowe za bardziej ważne od Sieci. Jednak ja będę twierdził, że wszystko zależy od jakości. Porównaj - "Racjonalista" (sieć) i dzieła pana Danikena (książki)... To pokazuje, że pozycje sieciowe mogą być dużo bardziej wartościowe niż książkowe.
4) I teraz kwestia KLUCZOWA. Oczywiście, że w moich tekstach znajdują się informacje (często podstawowe jak i rzadkie perełki) zapożyczone z innych tekstów i pozycji - tak jak i w Twoich tekstach. Przecież KAŻDA informacja skądś pochodzi (sam tego nie wymyślam w głowie). Natomiast ZARĘCZAM, że NIE jest to prosty plagiat. Kompozycja tekstów, twórcze podejście, ich tematyka, itp. itd. jest całkowicie moja. Tak więc "twoja Inkwizycja" [)] może sprawdzać sieć. Nic mi nie jest wiadome o istnieniu jednego czy dwóch tekstów chociaż zbliżonych do finalnego efektu mojej pracy.
Pozdrawiam
Mariusz Agnosiewicz
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
REDAKTOR:
Pisanie, ze przypisow unika sie bo tekst jest za długi jest jakims nieporozumieniem, niedopuszczalnym, ale to juz drobnostka.
Odnalazłem cały jeden fragment bedacy czystym plagiatem. Nie wiem co ci przyszlo do glowy, ze ja postepuje podobnie, probujesz mnie obrazic? Ja sam pisze teksty, ja je naprawde tworze, natomiast u ciebie odkryłem naprawde bulwersujacy plagiat. Ja siedze w tym i moge ci powiedziec, ze cos takiego to jest pospolite przestepstwo. Nie interesuje cie zadna etyka chocby? Dlaczego probujesz mnie oszukac, gdybys jeszcze dal przy takich sciaganych na zywca fragmentach przypisy i umiescil je w cydzyslowiach to moze bym po prostu tego nie zamiescil stwierdzajac, ze jest tam za malo wlasnej pracy a za duzo cytowan, lecz probujac przypisac to sobie, naruszasz prawo oraz moje reguly. Nie napietnuje tego publicznie jesli te teksty skasujesz i nie znajda sie one nigdzie w sieci. Zrob tak to zostanie to miedzy nami (moje pietnowanie obedzie sie bez nazwisk). Choc nasza wspolpraca oczywiscie na tym sie juz konczy.
Oto jeden tylko odszukany splagiatowany fragment, reszty nawet nie sprawdzam. Jakże różni się to od autorów opracowania tej strony, którzy te fragmenty rzetelnie cytowali z różnych pozycji podając bardzo szczegółowo źródła i stronę skąd to czerpali.

"Znajomość przez epikę Homera rel. Dionizosa sprawia taką samą konkluzję jak w przypadku jońskich antesterii. Dionizos musiał już być własny dla greckiej cywilizacji pod koniec 2. tysiąclecia przed naszą erą. Wszystko co odkryto ostatnio na rzecz jego migracji z Tracji lub Frygii - nie jest przekonujące. W swej starej formie ta hipoteza, była jak wiemy reprezentowana przez badacza Erwin`a Rohde. Mówi on o "tracyjskim kulcie ekstazy", który zapanował w Grecji z niesłychaną dzikością i który przyjęto jednak dopiero po poważnej wrogości.
Inna teza o miejscu narodzin kultu Dionizosa - obecnie uważa się, że badania dowiodły konkluzywnie iż Dionizos swoją drogę do Grecji odbył z zagranicy, i że został uznany dopiero po dużej opozycji. Tracja lub Frygia, które były zamieszkane przez spokrewnione ludy, są uważane za miejsce narodzin tej rel. Uważało się na początku, że kult migrował bezpośrednio z Tracji do Grecji. Jednak ostatnio, uważa się że istnieją decydujące dowody, które odkryto, że kult nadszedł, raczej przez morze, z Frygii lub Lidii. Oba te poglądy zostały połączone przez badacza Nilsson`a. Zgodnie z nim, Dionizos musiał znaleźć się w Grecji głównego lądu z Tracji, jak również z Frygii, kiedyś w jego staro-tracyjskiej formie, a za kolejnym razem w formie zmodyfikowanej przez wpływy sąsiednich rel. w Azji Mniejszej.
Sami Grecy uważali rel. dionizyjską za bardzo starą, była to główna rel. grecka. Jak bardzo mieli rację pokazuje fakt, że "stare Dionizje", nazwa nadana antesteriom przez Thucydidesa, były powszechne dla plemion jońskich i podobnie jak święto Dionizosa, muszą być starsze niż podział i migracja Jończyków, jak dobrze notuje badacz Deubner. W Delfach rel. Dionizosa była uważana za starszą niż miejscowy kult Apolla. W Smyrnie, gdzie antesteria były świętowane przez przybycie przedstawienia Dionizosa na okręcie na kołach, istnieją dowody na festiwal Dionizosa już w okresie, kiedy to miasto było ciągle eolskie.
W przeciwieństwie dla opinii, która dominuje do teraz, jest znowuż teza, że główny ląd Grecji, jest desygnowany jako 3. tron ruchu dionyzyjskiego, z powodu wielkiej radości, którą spowodowało przybycie rel. dionyzyjskiej; ma to być tylko "ponowne obudzenie" starej jak świat grecki rel. Z tego powodu trzeba przyjąć, że koncepty i rytuały związane z Dionizosem należały już do pre-greckiej populacji. Jeżeli zapytamy o datę, kiedy ten początkowo obcy bóg podobno pojawił się w Grecji i dołączył do panteonu, badacz Wilamowitz tłumaczy, że przybył on na część kontynentalną, najwcześniej w 8. wieku, i że jego zwycięstwo nad wiernymi-ortodoksami nie może być datowane na wcześniej niż rok 700. przed naszą erą.
Kult Dionizosa był w Grecji najbardziej aktywny w dokładnie tych rejonach, w których wiedza o tej rel. została przechowana przez poprzednich, trackich mieszkańców, dokładnie w Focis i w Beocji. Zgodnie z tymi wskazówkami można odnieść wrażenie, że to Trakowie przynieśli tę rel. do Grecji centralnej. Jednak można spekulować odwrotnie, że rel. ta przybyła właśnie z Grecji do Tracji i że dobrze znane orgiastyczne kulty Tracji mogły mieć znaczenie dla tego, że właśnie Trakowie z łatwością i radością przyjęli greckiego boga - Dionizosa."

Pozdrawiam
Mariusz Agnosiewicz
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
Jest to kiepskie tlumaczenie roznych fragmentow z tej oto strony: www.adherents.com/Na/Na_250.html

"The familiarity which Homeric epic has with the religion of Dionysus leads us to the same conclusion we could have drawn from the Ionic Anthesteria. Dionysus must have already been indigenous to Greek civilization toward the end of the second millennium at least... Everything which has been advanced recently to prove his migration from Thrace or Phrygia is in no way convincing. In its older form this hyposthesis was, as we know, represented by Erwin Rohde. He speaks of the 'Thracian cult of ecstasy' which invaded Greece with frightening savagery and was adopted only after serious oposition. "
"The Birthplace of the Cult of Dionysus: Nowadays it is believed that research has conclusively proven that Dionysus made his way into Greece as a foreigner, and that he was able to receive recognition only after overcoming powerful opposition. Thrace, and Phrygia, which was inhabited by a related people, are looked upon as his birthplace. It was thought at first that he migrated directly from Thrace to Greece. More recently, however, it is held that compelling reasons have been discovered for the idea that he came, rather, over the sea, out of Phrygia or Lydia. Both views were finally combined by Nilsson. According to him, Dionysus must have made his way into the Greek mainland from Thrace as well as from Phrygia, once in his old-Thracian form, and the othe time in a form modified by the influence of neighboring religions in Asia Minor. "
"The Greeks themselves considered their princ**al cults of Dionysus to be age-old. How right they were in this is shown by the fact that the 'old Dionysia,' the name given to the Anthesteria by Thucydides, were common to the Ionic tribes, and, as the festival of Dionysus, have to be older than the partition and migration of the Ionians, ad Deubner rightly notes. In Delphi the worship of Dionysus could be considered older than that of Apollo. In Smyrna, where the Anthesteria were celebrated by bringing in Dionysus on a ship set on wheels, there is evidence of a festival of Dionysus alread for the period when the city was still Aeolic. "
"Contrary to the opinion which has prevailed up to now, the mainland of Greece, itself, is designated as the third seat of the Dionysiac movement, because the great excitement which the arrival of Dionysus evoked there is supposed to have been only a re-awakening of an age-old worship. Hence, one is forced to assume that the concepts and rites attached to his name had already belonged to the pre-Greek population. If we ask for the date when the foreigner supposedly made his way into the ranks of the Greek gods, Wilamowitz explains that he arrived on the mainland, at the earliest, in the eighth century, and that his victory over the orthodox believers may not be dated prior to the yeear 700 [B.C.] "
"...the cult of Dionysus was at its most active in Greece in precisely those areas in which the knowledge of it had been preserved by previous Thracian inhabitants, namely, in Phocis and in Boeotia. Under these circumstances one might well thikn that the Thracians could have brought this cult to central Greece. But it could ust as well have found its way from Greece to Thrace; and the well-known orgiastic cults of Thrace... could... be used to prove that it was precisely the Thracians who must have been very rady to accept a Greek Dionysus. "



Pozdrawiam
Mariusz Agnosiewicz
Jan Lewandowski
Jeśli Mariusz Agnosiewicz jest taki skrupulatny w zwalczaniu plagiatów, i ogarnia go takie święte (przepraszam za słowo) oburzenie w tej sprawie, to powinien zacząć wpierw od rewizji swoich tekstów, przecież jego teksty to też w zasadzie takie plagiatyzujące parafrazy innych opracowań, znajdują się w nich nawet wyraźnie zapożyczone fragmenty z takich opracowań, choć nie wzmiankuje się już w przypisach, że autor najwyraźniej wzorował się na tych pracach. Oto kilka przykładów. Porównajmy ze sobą teraz kilka tekstów.

Mariusz Agnosiewicz:

"W Ewangelii Łukasza również zostało dopisane później, gdyż w najstarszych rękopisach nie występuje (występuje opis: "a kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi", dopisano "...i został uniesiony do nieba. Oni zaś oddali Mu pokłon..." 24, 51-52). Z tego tez powodu dodane fragmenty nie zostały dołączone do pierwotnego greckiego tekstu Nowego Testamentu Nestle'a [...]".

( www.racjonalista.pl/kk.php/s,139 )

Porównajmy to teraz z tym co pisze Uta:

"Relacja dotycząca Wniebowstąpienia w Ewangelii Łukasza nie jest autentyczna. Zdań: "...i został uniesiony do nieba...", jak też "...oni zaś oddali mu pokłon..." (Łk 24, 51 i n.) brakuje w istotnych starych rękopisach i z tego powodu nie zostały one włączone do pierwotnego greckiego tekstu Nowego Testamentu Nestle'a, [...]"

(Uta Ranke Heinemann, "Nie i Amen", Gdynia 1994, str. 151).

Czyż nie podobne? Prawie identyczne, najwyraźniej jeden fragment był inspiracją dla drugiego. Oczywiście Agnosiewicz nie zaznacza już w żadnym miejscu swego powyższego tekstu, że zapożyczył ten akapicik (prawie słowo w słowo) od Uty.

Albo weźmy tekst Mariusza Agnosiewicza pt. Prymat papieski (www.racjonalista.pl/kk.php/s,328 ). To jest już istny koncert nie wzmiankowanych zapożyczeń. Zróbmy z tym tekstem pewne zestawienie z wyżej przeze mnie cytowanej książki Uty.

Agnosiewicz:

"Tak, Piotr był pierwszym biskupem, ale nie Rzymu, lecz Antiochii. Tak przynajmniej dowiadujemy się z Historii Kościoła Euzebiusza, gdzie biskupa Ignacego nazywa się "drugim następcą Piotra na stolcu biskupim Kościoła w Antiochii" (III, 36). Pierwszym był Ewodiusz. Potwierdzają to Orygenes (Hom. VI in Lucam) i Hieronim (De vir. ill. 16)".

Ten fragment jest prawie identyczny z pewnym fragmentem u Uty, porównajmy:

"Obok niejako tej tradycji Piotrowej, która wiąże go z Rzymem, istnieje zupełnie inna, nie wiążąca go z Rzymem. Dowiadujemy się o jej istnieniu również z "Historii Kościoła" Euzebiusza, gdyż nazywa on Ignacego z Antiochii (†ok. 110) "drugim następcą Piotra na stolcu biskupim w Antiochii" (III, 36). Pierwszym był Ewodiusz. Także według Orygenesa (Hom. VI in Lucam) i Hieronima (De vir. ill. 16) był Piotr pierwszym biskupem Antiochii".

(Uta, jak wyżej, str. 189).

Czyż nie prawie identyczne? Widać, że nawet odnośniki do dzieł Orygenesa, Euzebiusza i Hieronima są podane nie tylko w ten sam sposób, ale nawet w identycznej kolejności.

W innym miejscu tego samego tekstu Agnosiewicza o prymacie zapożyczenie od Uty widać po sposobie, w jaki Agnosiewicz podał odnośnik do "Historii Kościoła" Euzebiusza. Agnosiewicz oznaczył bowiem "Historię Kościoła" Euzebiusza za pomocą symbolu KG (z niemieckiego - "Kirche Geschichte" - "Historia Kościoła"). Tak się jednak tego nie oznacza, z reguły oznacza się to HE ("Historia Ecclesia"- z łaciny), lub w polskich opracowaniach po prostu HK (skrót z polskiej nazwy tego dzieła). Zestawmy więc i te dwa fragmenty:

Agnosiewicz:

"Jeśli nawet, to nigdy nie był biskupem Rzymu. Potwierdzają to pisarze wczesnochrześcijańscy (pierwszym biskupem Rzymu był św. Linus, pisze o tym m. in. Ireneusz - Przeciw herezjom III, 3, potwierdza to pierwszy historyk Kościoła, Euzebiusz - KG III, 2; III, 21. Wiadomo również, że Linus był 'papieżem' w latach 55-67, czyli jeszcze za życia Piotra)".

Porównajmy to teraz z Utą:

"Ireneusz (†ok. 202), pisał około roku 190: [...] (Przeciw herezjom III, 3).. Według Ireneusza zatem Linus był pierwszym biskupem Rzymu. Także Euzebiusz stwierdza, że nie Piotr, a Linus był pierwszym biskupem Rzymu (KG III, 2; III, 21). Według starych spisów papieży Linus miał przystąpić do piastowania swojego urzędu jeszcze za życia Piotra i być biskupem Rzymu w latach 55-67 [...]. To, że Linus, a nie Piotr, był pierwszym biskupem Rzymu, potwierdzają także inni pisarze starokościelni [...]" (Uta, jak wyżej, str. 188).

Znów w identyczny sposób podane odnośniki, te same, w takiej samej kolejności, nie mówiąc już o tym wspomnianym KG.

Nie chcę być czepliwy, jestem w stanie zrozumieć, że Agnos pisał te teksty dawniej, może wtedy, gdy jeszcze nie uzyskał powyższej świadomości antyplagiacyjnej, jednak nie znaczy to, że nie wypadałoby czegoś z tym zrobić. Przynajmniej odnośniki do Uty wypadałoby podpiąć.
Marek Wronski (Marekwro@aol.com)
Gdzie nazwisko plagiatora?
Tylko publiczne przywolanie do porzadku moze ograniczyc ta plage!
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
Panie Marku: ta osoba już nie będzie publikować. To nie był ktoś kto zajmuje się poważnymi pracami publicystycznymi czy naukowymi, więc nie ma zagrożenia, że zechce działać dalej. A jest umowa: jeśli osoba ta postanowi znów coś gdzieś w internecie zamieszczać, to te teksty zostaną dokładnie przeanalizowane i wówczas już otwarcie napiętnowane.
W stosunku do niektórych osób, które publikują także poza internetem ja występowałem otwarcie do redakcji z żądaniami zerwania wszelkiej współpracy z danym autorem i poza tym piętnowałem go na łamach serwisu otwarcie. Jednak w tej sytuacji potrafię dopilnować, aby ta osoba nie zajmowała się więcej "tłumaczeniem" zagranicznych tekstów religioznawczych.
Pozdrawiam
Mariusz Agnosiewicz
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
>Jeśli Mariusz Agnosiewicz jest taki skrupulatny w zwalczaniu plagiatów, i ogarnia go takie święte (przepraszam za słowo) oburzenie w tej sprawie, to powinien zacząć wpierw od rewizji swoich tekstów, przecież jego teksty to też w zasadzie takie plagiatyzujące parafrazy innych opracowań, znajdują się w nich nawet wyraźnie zapożyczone fragmenty z takich opracowań

Można w jednej tysięcznej części (?) moich tekstów wskazać jakieś uchybienia, także formalne, lecz nie uda się Panu raczej dowieść tezy, że Agnosiewicz wróg plagiatów sam jest plagiatorem. Wskazując te drobne uchybienia, które nazywa pan "plagiatyzującymi parafrazami", skłoni mnie Pan niewątpliwie do ostatecznego wykorzenienia takich usterek, ale to nie są plagiaty, lecz pewne słabostki w przypisowej skrupulatności. Zabierając się za moje teksty ma Pan tę niewątpliwą łatwość, że to co ja pisałem o Bibli powstało w ogromnej części jeszcze nawet nim ja rozpocząłem studia, kiedy pewnych reguła sam się uczyłem. Szybko jednak opanowałem reguły rzetelności i dzisiejsze moje opracowania merytoryczne wyglądają tak jak np. "Przemilczana historia Jehowy": www.racjonalista.pl/kk.php/s,3156
Zwróćmy uwagę na to co Pan przytoczył: te drobne zdanka faktograficzne (nie wnioski!) trudno jest ująć inaczej i każdego można posądzić tutaj o "plagiatyzacje".
Podobnie gdy napiszę, że "dziś w Lęborku padał deszcz a później grad, co zniszczyło uprawy rolników", mogę to podawać za inną osobą lub np. jakąś agencją prasową. Pewnie, że bardziej profesjonalnie wygląda podanie przeze mnie za kim to podaję, kto zanotował ten fakt, skąd ja o nim wiem, bo większość faktów podajemy z kimś innym. Ale podając bez tego odniesienia nie jestem od razu plagiatorem, choćbym ów fakt odnotował w słowach niewiele się różniących od mojego źródła. Plagiat to przede wszystkim kradzież cudzych myśli, cudzej twórczości, cudzych ujęć problemów itd., ale jeszcze nie przytoczenie za kimś jednego bądź kilku faktów.
Proszę zważyć uczciwie skalę mojego "plagiatu" i ocenić czy faktycznie była to kradzież cudzej własności intelektualnej czy może drobna usterka albo też nic szczególnie nagannego.
Pierwszy przez Pana przytoczony fragmencik nie jest żadnym uchybieniem, to nie ma nic wspólnego z plagiatem. Mogłem podać odniesienie do Uty, ale nie musiałem.

>Prawie identyczne, najwyraźniej jeden fragment był inspiracją dla drugiego.

Inspiracja czymś nie jest równoznaczna z plagiatem. to że przy pisaniu czegoś posiłkuje się czymś innym nie znaczy, że jest to plagiat. Ani jeden z podanych fragmentów nie może być sensownie zakwalifikowany jako plagiat, czepia się Pan nawet kolejności i sposobu podawania źródeł. Pozostałe przytaczane z taką fanaberyjną "skrupulatnością" fragmenty również zachowują standardy uczciwości. Gdybyśmy przyjęli tak karykaturalne rozumienie skrupulatności nie dałoby się napisać nic popularyzatorskiego, gdyż wszystkie nasze prace musiałyby być tak utkane przypisami, że nie dałoby się ich za bardzo czytać.
Jest zresztą niewiele tekstów w których nie podaję źródeł moich inspiracji, lecz próbując ze mną polemizować na takim poziomie, poprzez takie absurdy starając się wykazać, że jestem nie tylko heretykiem, ale i plagiatorem - porusza się Pan w coraz gęstszych oparach absurdu.

To przeciw czemu ja występuję to coś zupełnie innego. Nie jakieś tam inspiracje, czy niepodanie tam czy ówdzie źródła inspiracji danego fragmenciku, ale zrzynanie całych tekstów, całych myśli, całych akapitów, całych wniosków, a nawet stylistyki! Jeśli nie dostrzega Pan różnicy i w swoim zapamiętaniu poprzez takie kpinki stara się Pan wykazać, że Agnosiewicz to plagiator, to Pański antyagnosiewiczowy fanatyzm zaczyna sięgać zenitu.
Pozdrawiam
Mariusz Agnosiewicz
Jan Lewandowski
>Można w jednej tysięcznej części (?) moich tekstów wskazać jakieś uchybienia, także formalne, lecz nie uda się Panu raczej dowieść tezy, że Agnosiewicz wróg plagiatów sam jest plagiatorem. Wskazując te drobne uchybienia, które nazywa pan "plagiatyzującymi parafrazami", skłoni mnie Pan niewątpliwie do ostatecznego wykorzenienia takich usterek, ale to nie są plagiaty, lecz pewne słabostki w przypisowej skrupulatności.

Ładnie Pan to ujął, ale taka eufemizacja nie zamaskuje to faktu, że mój powyższy zestaw wyraźnie wskazuje, że "pożyczał" Pan od Uty pewne parte tekstu. Nie są to tylko same przypisy.


>Zabierając się za moje teksty ma Pan tę niewątpliwą łatwość, że to co ja pisałem o Bibli powstało w ogromnej części jeszcze nawet nim ja rozpocząłem studia, kiedy pewnych reguła sam się uczyłem. Szybko jednak opanowałem reguły rzetelności i dzisiejsze moje opracowania merytoryczne wyglądają tak jak np. "Przemilczana historia Jehowy": www.racjonalista.pl/kk.php/s,3156

Nie neguję tego, że zmienił Pan postępowanie. Należałoby jednak poprawić te stare "drobne plagiaciki", dodając przypisy, czyż nie? Bo inaczej wytykanie komuś innemu plagiatów jawiłoby się przy takim zaniechaniu dziwnie.

>Zwróćmy uwagę na to co Pan przytoczył: te drobne zdanka faktograficzne (nie wnioski!) trudno jest ująć inaczej i każdego można posądzić tutaj o "plagiatyzacje".

Nie są to tylko "zdanka faktograficzne". Choćby pierwszy z powyższych moich przykładów jest wyraźnym zapożyczeniem nie tylko danych źródłowych, ale i wniosków Uty na ich podstawie (błędnych w sumie, ale to już temat na inną dyskusję).

>Podobnie gdy napiszę, że "dziś w Lęborku padał deszcz a później grad, co zniszczyło uprawy rolników", mogę to podawać za inną osobą lub np. jakąś agencją prasową. Pewnie, że bardziej profesjonalnie wygląda podanie przeze mnie za kim to podaję, kto zanotował ten fakt, skąd ja o nim wiem, bo większość faktów podajemy z kimś innym.

I rzetelność naukowa wymaga odnotowania w przypisie, za kim coś podajemy. Pan najwyraźniej podawał za Utą swe powyższe dane źródłowe. W takich sytuacjach należy zastosować przypis figrurujący jako "cyt. za", "za", lub przynajmniej "por.". Tego wymaga nie tylko rzetelność, ale każdy podręcznik dający wskazówki odnośnie metodyki pisania prac naukowych. Ja na przykład w polemice z Sędziakiem powołuję się na Focjusza, którego cytat znalazłem u Mędali. No więc zaznaczam w przypisie, że odwołuję się do Focjusza właśnie za Mędalą. Pan tak samo czyni w przypadku Uty, czego Pan już jednak nie zaznacza.


>Ale podając bez tego odniesienia nie jestem od razu plagiatorem, choćbym ów fakt odnotował w słowach niewiele się różniących od mojego źródła.

Tak można wybronić większość plagiatorów, którzy nie są na tyle bezczelni, że nie kopiują jeszcze obszernych partii danego tekstu. Poza tym Uta nie pisała o czymś tak oczywistym jak "deszcz pada", kopiował Pan od niej również jej dość osobiste i specyficzne wnioski, które wyciągała na bazie danych.


>Plagiat to przede wszystkim kradzież cudzych myśli, cudzej twórczości, cudzych ujęć problemów itd., ale jeszcze nie przytoczenie za kimś jednego bądź kilku faktów.

Kopiował Pan właśnie (choćby we wspomnianej ciut wyżej sprawie) ujęcie problemu w wykonaniu Uty.

>Proszę zważyć uczciwie skalę mojego "plagiatu" i ocenić czy faktycznie była to kradzież cudzej własności intelektualnej czy może drobna usterka albo też nic szczególnie nagannego.Pierwszy przez Pana przytoczony fragmencik nie jest żadnym uchybieniem, to nie ma nic wspólnego z plagiatem. Mogłem podać odniesienie do Uty, ale nie musiałem.

Pańskie wyjaśnienia przypominają trochę wyjaśnienia złodzieja, który twierdzi, że nie ukradł, bo ukradł mało. Czy może Pan podać definicję plagiatu, zgodnie z którą tylko skopiowanie od kogoś większych fragmentów jest plagiatem?

>Prawie identyczne, najwyraźniej jeden fragment był inspiracją dla drugiego.

>Inspiracja czymś nie jest równoznaczna z plagiatem. to że przy pisaniu czegoś posiłkuje się czymś innym nie znaczy, że jest to plagiat. Ani jeden z podanych fragmentów nie może być sensownie zakwalifikowany jako plagiat, czepia się Pan nawet kolejności i sposobu podawania źródeł. Pozostałe przytaczane z taką fanaberyjną "skrupulatnością" fragmenty również zachowują standardy uczciwości.

Oczywiście, że nie zachowują, skoro jest to podane za Utą bez odnotowania tego.

>Gdybyśmy przyjęli tak karykaturalne rozumienie skrupulatności nie dałoby się napisać nic popularyzatorskiego, gdyż wszystkie nasze prace musiałyby być tak utkane przypisami, że nie dałoby się ich za bardzo czytać.

Nawet w pracy popularyzatorskiej autorzy powołują się (przynajmniej ogólnikowo) na ujęcie problemów w postaci odwołania się do innych. Tym bardziej, jeśli jakieś ujęcie problemu jest produktem czyjejś twórczej oryginalności. A tak jest właśnie z tymi fragmentami, na które się Pan powołał, to były dość specyficzne wnioski Uty (nie spotkałem się z takimi wnioskami, w oparciu o taką własnie argumentację, w innej literaturze).Ogólnikowe odwołanie się do innych jest ok. U Pana nie było żadnego odwołania, choć wyraźnie kopiował pan od Uty.

>Jest zresztą niewiele tekstów w których nie podaję źródeł moich inspiracji, lecz próbując ze mną polemizować na takim poziomie, poprzez takie absurdy starając się wykazać, że jestem nie tylko heretykiem, ale i plagiatorem - porusza się Pan w coraz gęstszych oparach absurdu.

Posiada Pan "zręczną" zdolność robienia winnego z tego, który wskazuje na winnego. W końcu to nie ja przepisywałem akapity od Uty do swoich tekstów, publikując to jako swoje spostrzeżenia.


>To przeciw czemu ja występuję to coś zupełnie innego. Nie jakieś tam inspiracje, czy niepodanie tam czy ówdzie źródła inspiracji danego fragmenciku, ale zrzynanie całych tekstów, całych myśli, całych akapitów, całych wniosków, a nawet stylistyki! Jeśli nie dostrzega Pan różnicy i w swoim zapamiętaniu poprzez takie kpinki stara się Pan wykazać, że Agnosiewicz to plagiator, to Pański antyag
Jan Lewandowski
>nosiewiczowy fanatyzm zaczyna sięgać zenitu.

Różnica na pewno jest, ale tu wracamy do pytania z powyżej: Czy może Pan podać definicję plagiatu, zgodnie z którą tylko skopiowanie od kogoś większych fragmentów jest plagiatem?

>Pozdrawiam
Mariusz Agnosiewicz

Również pozdrawiam
JL

Wróć do listy wątków działu Sprawy portalu

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365