 |
Instynkt, czy intuicja zwierząt? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » ABC Racjonalisty
| Napisano | Autor | Tytuł | | 02-02-2007 23:04 | $kRz@tEi$tK@ (5585 punktów) | Instynkt, czy intuicja zwierząt? | Dlaczego my nie potrafimy przeczuwać przyszłości tak jak zwierzęta? Wiele razy prze jakimś wypadkiem dostrzegamy niespokojne zachowanie się zwierząt, którego nie potrafimy poprawnie zinterpretować. Dlaczego ta intuicja (badź instynkt) nie może towarzyszyć ludziom??? I skoro nie mamy tak silnej intuicji, to dlaczego nie możemy na podstawie obserwacji reakcji zwierząt zadziałać w jakiś sposób??? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| mario | >Dlaczego my nie potrafimy przeczuwać przyszłości tak jak >zwierzęta? >Wiele razy prze jakimś wypadkiem dostrzegamy niespokojne >zachowanie się zwierząt, którego nie potrafimy poprawnie >zinterpretować. Dlaczego ta intuicja (badź instynkt) nie >może towarzyszyć ludziom??? I skoro nie mamy tak silnej >intuicji, to dlaczego nie możemy na podstawie obserwacji >reakcji zwierząt zadziałać w jakiś sposób???
Żeby przewidziec przyszłość trzeba wejsc w tzw. trans a jest to synchronizacja półkul mózgowych. U człowieka jedna półkula mózgu "działa bardziej niż druga". U zwierząt te półkule są zsynchronizowane cały czas, dlatego przeczuwają mające przyjsc niebezpieczenstwo.
|
|
 | | mario | dodam jeszcze ze w wyniku rozwoju umysłu człowieka, zatraciliśmy tą zdolnąść którą kiedyś mieliśmy
|
|
|  | | sceptymucha | >dodam jeszcze ze w wyniku rozwoju umysłu człowieka, zatraciliśmy tą zdolnąść którą kiedyś mieliśmy Nie ma jak przeczytać dobry dowcip przed snem. Wszystkie zwierzeta mają zsynchronizowane połkule mozgowe- od mrowek, przez kanarki, szczury, krowy, az do człowieka, ktory tak nie ma... Dobre, a Ty pewnie masz sie za przyklad braku synchronizacji. Wiesz wywołałeś u mnie podobne wrazenie, jak ojciec Romana Giertycha opowiadajacy kawałki przeciw ewolucji- niby opowiada kompletne bzdury, ale jak człowiek mu sie przyjrzy, to moze dojść do wniosku, ze coś w tym jest, przeciez ewolucja powinna takiego usunać z puli genow. Pozdrawiam
|
|
| sininen |
Nasze zmysły są słabiutkie w porównaniu do zmysłów zwierząt, poza tym wielu z nich po prostu nie mamy lub uległy one u nas uwstecznieniu. Nauczyliśmy się też bardziej ufać różnym aparaturom, do zwierząt niewielu ludzi tak naprawdę ma zaufanie ( jeżeli o tego typu sprawy chodzi) a szkoda.
|
|
| Beatus (2528 punktów) | >Dlaczego my nie potrafimy przeczuwać przyszłości tak jak >zwierzęta? Potrafimy, tylko że nasz rozum zaraz podpowiada - ale jakie masz dowody, co ty będziesz przywidzeń słuchał zamiast logiki, może coś z tobą nie tak, weź aspirynę to przejdzie. No a przecież rozum ma rację, więc nie słuchamy. Oczywiście nasze zmysły są słabsze niż zwierząt, ale na podstawie obserwacji ludzi żyjących za pan brat z naturą okazuje się, że jednak potrafią odpowiednio działać jeśli człowiek skupi się na świecie zewnętrznym, zamiast nad własnym ego. >Wiele razy prze jakimś wypadkiem dostrzegamy niespokojne >zachowanie się zwierząt, którego nie potrafimy poprawnie >zinterpretować. Bo w jednym uchu leci mp3, przy drugim trzymamy telefon, a głowa zaprzątnięta jest własnym jeszcze czymś innym, a nie światem na zewnątrz. Może czujemy się zbyt bezpiecznie? Wiadomo, że przesądność, znaki i takie tam są domeną społeczności żyjących w ciągłym niepokoju lub zagrożeniu. >Dlaczego ta intuicja (badź instynkt) nie >może towarzyszyć ludziom??? I skoro nie mamy tak silnej >intuicji, to dlaczego nie możemy na podstawie obserwacji >reakcji zwierząt zadziałać w jakiś sposób??? Z tego co mi wiadoma, owa intuicja działa tak - mózg człowieka gromadzi rozmaite informacje, ma umiejętność uchwytywania całego otoczenia jako jedność. Inaczej jest jeśli zaprzęgniemy do pracy tzw. rozum, on analizuje, dzieli. Znasz pewnie z życia taką sytuację - wchodzisz do domu i czujesz, że coś jest nie tak - to jest ten całościowy obraz znanego miejsca. Nie musisz zauważyć przyczyny zmiany, a już wiesz, że zmiana jest i zaczynasz poszukiwania. Biorąc pod uwagę, że zwierzęta raczej nie opuszczają swego terytorium ich możliwości wyczucia niebezpieczeństwa są większe. Jest jeszcze inny sposób działania owej intuicji. W pamięci libidalnej zapisują się nam obrazy silnie nacechowane emocjonalnie. Zarówno dobre jak i złe. Są one nieuświadomione i zapisane jako całość. Gdy znajdziemy się w sytuacji analogicznej do tej, która zapisana jest w owym libido, narzucają nam się dopasowane do tego obrazu emocje. Sytuacja nie musi być identyczna, może być podobna, siła emocji jest zależna też od tego podobieństwa. Odczuwamy więc niepokój, ale nasz rozum.... Okazuje się na dodatek, że nic złego się nie przytrafiło, no bo przecież nie musiało. Potwierdzamy więc słuszność rozumu i coraz mniej i mniej uwagi przykładamy do wszelakich przeczuć. Wiadomo, że bardzo przykre obrazy ludzie wymazują z pamięci. Nie znaczy to, że nie zostaje po nich ślad. Stosuje się czasami wstrząs aby przypomnieć sobie takie wymazane informacje. Właśnie wstrząs na zasadzie ponownego przeżycia bardzo podobnej sytuacji.
Pewnie są też inne teorie na ten temat. Te były takie psychologiczno-mechanicystyczne. Cóż, rozum to tylko jedno z narzędzi poznania, wielu błędnie sądzi, że jedyne. Pozdrawiam
|
|
 | | IQ955 (2355 punktów) | >>Dlaczego my nie potrafimy przeczuwać przyszłości tak jak >>zwierzęta? Myślę, że zwierzęta też nie potrafią "przeczuwać", albo my też "potrafimy" (jak kto woli). Jest to chyba złe sformułowanie problemu.
Rzecz w tym, co robimy świadomie, a co - nie.
Ponieważ lubię konkrety - opis pewnego eksperymentu. Polegał on na obserwacji ludzi grających w szachy. Filmowano ich podczas rozgrywki, oraz śledzono ruchy ich gałek ocznych (w celu określenia w jaki punkt szachownicy patrzą). Następnie poproszono ich o skomentowanie filmu (w sensie wyjaśnienia co i dlaczego robili). Okazały się następujące rzeczy: 1. Szachiści zupełnie nie zdawali sobie sprawy ze sposobu, w jaki obserwowali szachownicę. 2. Wielkość pola poddawanego obserwacji zależała od tego, co robił przeciwnik. Im bardziej grał zgodnie z oczekiwaniami - tym mniejsze pole. Posunięcia zaskakujące powodowały gwałtowne zwiększenie obszaru obserwacji. Pod "obszarem" należy tu raczej rozumieć ilość istotnie aktywnych figur, niż powierzchnię. 3. I wreszcie (może najważniejsze) - każdy moment określany przez szachistę jako ten, kiedy mu coś "nagle wpadło do głowy" poprzedzony był serią intensywnych (nieświadomych) ruchów o sporym zakresie. Było to nieświadome zbieranie informacji. Kiedy "wypływała na powierzchnię świadomości" - szachista doznawał subiektywnego "olśnienia".
Wniosek dla mnie taki, że całe to "przeczuwanie" jest po prostu subiektywnym opisem stanu, kiedy to pwrawdzie sporo już wiemy, ale jeszcze jest to nieświadome.
I tyle miałbym na ten temat do zakomunikowania.
Pozdrowienia,
IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
|  | | Beatus (2528 punktów) | >Ponieważ lubię konkrety - opis pewnego eksperymentu. >Polegał on na obserwacji ludzi grających w szachy. Filmowano ich podczas rozgrywki, oraz śledzono ruchy ich gałek ocznych (w celu określenia w jaki punkt szachownicy patrzą). Następnie poproszono ich o skomentowanie filmu (w sensie wyjaśnienia co i dlaczego robili). Okazały się następujące rzeczy: >1. Szachiści zupełnie nie zdawali sobie sprawy ze sposobu, w jaki obserwowali szachownicę. >2. Wielkość pola poddawanego obserwacji zależała od tego, co robił przeciwnik. Im bardziej grał zgodnie z oczekiwaniami - tym mniejsze pole. Posunięcia zaskakujące powodowały gwałtowne zwiększenie obszaru obserwacji. Pod "obszarem" należy tu raczej rozumieć ilość istotnie aktywnych figur, niż powierzchnię. >3. I wreszcie (może najważniejsze) - każdy moment określany przez szachistę jako ten, kiedy mu coś "nagle wpadło do głowy" poprzedzony był serią intensywnych (nieświadomych) ruchów o sporym zakresie. Było to nieświadome zbieranie informacji. Kiedy "wypływała na powierzchnię świadomości" - szachista doznawał subiektywnego "olśnienia". Ciekawy eksperyment. Długi czas głowiłam się nad tym dlaczego potrafię wygrać partię z naprawdę dobrym i uważanym za błyskotliwego graczem, jednocześnie potrafię przegrać z kimś kto tak naprawdę gra kiepsko. Zawsze starałam się stosować zasadę i powtarzałam ją wszystkim, których uczyłam tej gry - nigdy, nie lekceważ przeciwnika, zawsze uważaj, że jest on trochę lepszy od ciebie. Najwidoczniej, nieświadomie sama czasem tej zasady nie potrafiłam wprowadzić w życie. No i człowiek nigdy nie wie, kiedy wyjaśni mu się rozterka sprzed lat. Pozdrawiam
|
|
| |  | | IQ955 (2355 punktów) | >Długi czas głowiłam się nad tym dlaczego... Albo ja się mętnie wytłumaczyłem, albo Ty mnie w ogóle nie zrozumiałaś. To, co napisałem nie ma NIC WSPÓLNEGO! ze skutecznością szachisty, jako gracza!! Poza tym można to odnieść do dowolnej sytuacji życiowej, w której musimy podejmować decyzje (ruch drogowy, diagnoza lekarska etc.) Rzecz w tym, że my cały czas wykonujemy (z różnym natężeniem) robotę zbierania i przetwarzania informacji na poziomie nieświadomym, a dopiero, kiedy sobie to uświadamiamy, to miewamy różne "olśnienia", "przeczucia" etc.
P.S. Moderatorzy proszą o wycinanie zbędnej zieleniny. Proponuję pójść im na rękę.
Pozdrowienia,
IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | |  | | Beatus (2528 punktów) | Marku, znów mnie nie doceniasz. Ja rozumiem, że dopisałeś się do mnie z kolejnym możliwym wyjaśnieniem źródeł intuicji. Aby rozwiać twoje wątpliwości: Człowiek generalnie, a tym bardziej w obcym środowisku, lub w środowisku, które uległo nieprzewidzianej wcześniej zmianie, ma tendencję do nieświadomego rozszerzenia swojej uwagi. Dzięki temu ogarnia większą liczbę elementów i ich specyfiki niż jest to możliwe przy pomocy świadomej percepcji. Dzięki tej tendencji, w momencie gdy będzie musiał zadziałać, rośnie szansa na podjęcie przez niego trafnych decyzji i skutecznych rozwiązań, po prostu ma dużo materiału. Chociaż subiektywnie ma wrażenie olśnienia, ale to subiektywnie. Może robię za ostre przejścia i powinnam uprzedzać. To znowu było po prostu rozwinięcie. Eksperyment ma się do intuicji, ale ma się też do gry w szachy, prawda? Jak wiadomo człowiek myśli jakieś 5 ruchów naprzód. Przeanalizowanie wszystkich możliwości 5 ruchowej kombinacji dla każdej figury jest zadaniem mozolnym. Trzeba jeszcze zapamiętać co się wymyśliło. Jednak swoją strategię gry, jak większość osób, opieram na znacznie dłuższej kombinacji. Biorąc pod uwagę rodzaj otwarcia lub rozwinięcia, zasięg oddziaływania figur, tendencje myślowe przeciwnika i takie tam dodatkowe rzeczy, mniej więcej wiem, czy prowadzić atak boczny, frontalny, czy potrzebna jest zmyłka, jaka zmyłka, a może dwie na raz itd. W pewnym sensie intuicyjnie. Jednak ta intuicja wymaga ogarnięcia właśnie całej szachownicy. Więcej nawet, szachownicy wraz z graczami. Ponieważ czystą logiką i świadomym przesuwaniem figur w pamięci nie bylibyśmy w stanie tego dokonać. Stąd ogromne znaczeni koncentracji i tragiczne skutki rozpraszania się. Zainteresowanie grą, stylem przeciwnika włącza je automatycznie. Jeśli jednak przeciwnik jest kiepski owe zainteresowanie i uwaga zanim związana maleją. Myśli się w między czasie o czymś innym, a grę traktuje powierzchownie. Przeciwnika się pomija, ustawieniu się nie przygląda, no bo i po co. Ruchy robi się szybko. A więc lekceważenie przeciwnika powoduje, że ta intuicja o której pisałeś nie zostaje włączona, a tym bardziej nie może dojść do świadomości i poskutkować dobrym posunięciem. To tyle. Pozdrawiam P.S. Wniosek, z olewusa geniusza nie będzie
|
|
| | | |  | | placownik (17853 punktów) |
Proponuję włączyć w krąg rozważań ocenę pozycji. Moim zdaniem właśnie w tym elemencie gry intuicja ma olbrzymie pole do popisu.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | |  | | Beatus (2528 punktów) | > Proponuję włączyć w krąg rozważań ocenę pozycji. Moim zdaniem właśnie w tym elemencie gry intuicja ma olbrzymie pole do popisu. Właśnie w tym rzecz. Wiadomo, że przewaga pozycyjna jest w szachach najważniejsza. Warto za jej uzyskanie poświęcić jakąś lekką figurę, a czasem i więcej. Pierwsze wymiany są zazwyczaj równowartościowe, wygrywa ten, kto dzięki nim zdobędzie lepszą pozycję. W jakiejś mierze jesteśmy w stanie ocenić tę pozycję, bo składają się na nią: zasięg figur, rodzaj koncentracji sił, liczba ruchów potrzebnych do zmiany strony ataku, to czy figury są wolne czy blokowane, co i jak jest bronione, wolne pole manewru itd. Dochodzi jeszcze tempo. Strata tempa jest przecież takim rodzajem dynamicznej straty pozycji. Jednak tak naprawdę nic po tej teoretycznej wiedzy graczowi bez praktyki. Określona pozycja często okazuje się dobra dopiero po kilkudziesięciu ruchach, stąd tak duże znaczenie otwarcia dla końcowego rezultatu. Mniej więcej wiadomo, że w otwarciu należy uwolnić hetmana, ale robienie nim ruchów na tym etapie jest głupie. Wysuwanie na przód nie bronionej figury i to po wolnym polu też jest niemądre. Niby oczywiste, ale wszystko to bardzo trudno ogarnąć świadomie przeprowadzonym myśleniem logicznym. Wydaje mi się, że gracz, który widzi swoje figury i ich pozycję jako całość, współgrającą, warunkującą się i mającą określone możliwości zawsze wygra z graczem, który postrzega figury i ich możliwości indywidualnie lub tylko na niskim poziomie ubezpieczania jednych przez drugie. Jednak do tego całościowego widzenia dochodzi się jakoś tak bezrefleksyjnie. Po prostu wskakuje i staje się widoczne. Więc właściwie można to nazwać intuicją. Chyba trochę tak jak w lesie. Niedzielny spacerowicz z wielkiego miasta jest ślepy. Może naczytać się o roślinach i zwierzętach określonego rodzaju. I tak raczej nie zauważy ich obecności. Dopiero częste przebywanie w lesie powoduje, że najdrobniejsza zmiana jest rejestrowana i chociaż nie do końca wiemy co jest inaczej, wiemy, że np. za pół godziny będzie padać lub, że w pobliżu dzieje się coś niepokojącego. Pozdrawiam
|
|
| | | |  | | IQ955 (2355 punktów) | >Marku, znów mnie nie doceniasz. To nie tyle ja Cię nie doceniam, ile Ty mnie stanowczo przeceniasz. Otóż ja nie mam "kobiecej intuicji" i dlatego nie wiem, co miałaś na myśli pisząc to czy owo. Wszystko, co potrafię zrobić, to przeczytać literki z ekranu. Po dodatkowych wyjaśnieniach - chyba wiem, o co Ci szło.
>Wniosek, z olewusa geniusza nie będzie.
Ejże, właśnie z niego! Moim zdaniem koło wynalazł olewus, któremu się generalnie nic nie chciało, a czasem musiał.
Pozdrowienia,
IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | | | |  | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) | Jeśli to kogoś zaciekawi, w opinii znajomych uchodzę za faceta miewającego "widzenia". Określenie jest bez sensu, chodzi raczej właśnie o instynkt. Przykładowo: tuż przed przejazdem nagle hamuję, pytają "co robisz?", a tu przelatuje pociąg, szlaban zaś otwarty. Z tej samej działki: wyprzedzam i nagle rezygnuję, po sekundzie miejsce, gdzie miałem być, zajmuje galopem wielki TIR. Przebiega koło mnie dziecko, łapię je, trzy metry dalej spada kawał muru. Co do samochodu, jeżdżę tak, że żona przysięgła nigdy ze mną nie wsiąść do tego samego auta, choć miałem dotąd szczęście: prawo jazdy od roku 1958 i nawet stłuczki na koncie. A były lata, gdy robiłem po 100 tys kilometrów rocznie. Jasne, że nie potrafię wyjaśnić tego racjonalnie i do końca. Ale mam pewne podejrzenia, ukierunkowane. Po prostu zwykle mam pełną świadomość (albo podświadomość) otoczenia. Banalny przykład: zamiatałem przed wieczorem kuchnię, oparłem szczotkę o szafkę i siadłem tyłem do niej. W momencie odwróciłem się tylko po to, by ją złapać, gdyż padała. Pewnie zaalarmował mnie szelest kija po brzegu szafki. Rzecz w tym, że siadając zachowałem świadomość dalszego istnienia tej cholernej szczotki oraz jej położenia. Może owa podświadomość od razu uznała, że jest ono niepewne i stąd wzmożona uwaga. Przyznaję więc rację, że nasze rozproszenie, albo przeciwnie, zbytnie skupienie przeszkadza w dostrzeganiu rzeczy istotnych. Sam po pierwsze, sporo obcowałem z naturą (morze) oraz zwierzętami (zawsze miałem psa). Czułem się cząstką natury, zaś psa traktuję jak brata. Zresztą zarówno natura, jak pies ostrzegły mnie przed wieloma zagrożeniami, nawet drobnej rangi. Być może plotę głupstwa, choć znaczące dla mnie.
|
|
| | | | | |  | | IQ955 (2355 punktów) | >Jeśli to kogoś zaciekawi, w opinii znajomych uchodzę za faceta miewającego "widzenia". Wydaje mi się, że to są wszystko właśnie takie przykłady nieświadomego zbierania informacji, o którym pisałem powyżej. Nie chodzi tu o żadne cuda, tylko o sposób działania naszego organizmu. Sam zresztą mógłbym sypnąć podobnymi przykładami i sądzę, że w ogóle są to rzeczy dość typowe i... zwyczajne. No, ale jak ktoś lubi, to i sznurowadła zawiązuje "metafizycznie"... >Pewnie zaalarmował mnie szelest kija po brzegu szafki. To chyba właśnie tak działa.
Pozdrowienia,
IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | | | |  | | Beatus (2528 punktów) | >To nie tyle ja Cię nie doceniam, ile Ty mnie stanowczo przeceniasz. Otóż ja nie mam "kobiecej intuicji" i dlatego nie wiem, co miałaś na myśli pisząc to czy owo. Wszystko, co potrafię zrobić, to przeczytać literki z ekranu. Po dodatkowych wyjaśnieniach - chyba wiem, o co Ci szło. To nie jest kobieca intuicja tylko przejście: doświadczenie - teoretyczne wnioski - praktyczne zastosowanie w rozmaitych sytuacjach. Jednak masz rację, wiem, że mam dużą swobodę z przechodzenia od praktyki do teorii i odwrotnie i powinnam akcentować te przejścia, a nie zostawiać w domyśle. >>Wniosek, z olewusa geniusza nie będzie. >Ejże, właśnie z niego! Moim zdaniem koło wynalazł olewus, któremu się generalnie nic nie chciało, a czasem musiał. Nie zgadzam się. W kwestii nieświadomej spostrzegawczości, bo o tym przecież mówimy, nie jest istotne czy człowiek jest leniwy czy należy do pracusiów. Ważna jest postawa wobec zewnętrznego świata. Można zewnętrze pomijać. Typowy obrazek zamyślonego człowieka wchodzącego na słup pokaźnych rozmiarów. Można też zwracać na nie dużą uwagę i szybciej od innych przewidywać dalszy rozwój wypadków. Ponieważ procesy zachodzą nieświadomie, mniejsze znaczenie ma to czego się chce i jakimi metodami planuje się to osiągnąć, większą zaś sama postawa wobec świata. Co prawda powszechnie uważa się, że lenistwo jest przyczyną dla której ludzie zajęli się wynalazczością. Ja jednak uważam, że to nie do końca prawda. Sądzę, że wynalazki są częściej dziełem tych, którym zależało na uwolnieniu czasu i energii aby móc ją wykorzystać na coś co bardziej ich interesuje. Robili to nie po to aby więcej odpoczywać, ale aby robić coś innego. Jeśli ktoś jest leniwy i ma wszystko gdzieś to i kreatywne rozwiązania, które wymagają przecież wysiłku, nie są jego domeną. Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | | IQ955 (2355 punktów) | >Co prawda powszechnie uważa się, że lenistwo jest przyczyną dla której ludzie zajęli się wynalazczością. Ja jednak uważam, że to nie do końca prawda. Ja też sądzę, że to nie cała prawda. A tak na marginesie - gdybyśmy pod słowem olewus, lenistwo, czy wynalazczość rozumieli to samo - rzecz byłaby od razu jasna.
Pozdrowienia,
IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| Wojtek G. (8 punktów) | > Dlaczego my nie potrafimy przeczuwać przyszłości tak jak> zwierzęta?Przesadzasz.. Nie zapominaj, że ludzie to zwierzęta i też mają swoje instynkty, a rozum powinien z nimi współgrać. > I skoro nie mamy tak silnej> intuicji, to dlaczego nie możemy na podstawie obserwacji> reakcji zwierząt zadziałać w jakiś sposób???Ponieważ zwierzęta mają inaczej wyczulone zmysły i w związku z tym ich obserwacje różnią się od Twoich. Niektóre potrafią rozpoznawać pole elektryczne a może nawet i magnetyczne. (Ty tego nie potrafisz, więc nie wiesz jak wiele tracisz.  ) W związku z powyższym domniemam, że ta "silna intuicja" zwierząt zawiera się w obszarze niedostępnym (lub ograniczonym) dla Twojego poznania zmysłowego. Po prostu nie potrafisz odebrać wszystkich bodźców z otoczenia, przeanalizować ich i w konsekwencji odpowiednio zareagować.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|