 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 21-10-2004 22:43 | Anna Słota | Rozrodczość wspomagana | Jakiś czas temu zakończyliśmy zbieranie głosów w naszej sondzie dotyczącej wspomagania rozrodczości. Głosy rozłożyły się następująco: 331 -> grzech 2696 -> szansa 267 -> zagrożenie 339 -> fanaberia (zachcianka, zbytek) 365 -> co to takiego? W związku z tym, że część wypowiadających się zaznaczyła odpowiedź "co to takiego?" - wytłumaczę, że chodziło w sondzie o metodę zapłodnienia in vitro. Można się było spodziewać, że większość uzna, że jest to szansa na własne dzieci dla tych par, które nie mogą doczekać się ich w sposób całkowicie naturalny. Mnie jednak interesuje jakie widzicie zagrożenia. Czy, na przykład, takim zagrożeniem jest możliwość wybierania płci dziecka, albo w przyszłości ingerencja w jego geny, czy zaburzanie selekcji naturalnej - a może ludzkość docelowo zrezygnuje (może z konieczności) z tradycyjnego sposobu rozmnażania się - czy to także jest zagrożeniem? Jakie jeszcze widzicie konsekwencje rozwoju technik wspomagania rozrodczości - może ktoś zechce poruszyć kwestie etyczne? A może zagrożenia nie ma, bo cały problem jest marginalny? Co o tym myślicie?
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Żniwiarz (103 punktów) | Po tym jak odpowiem sobie co to takiego, pomyślę sobie czy to nie grzech. Jeśli ewoluuję by myśleć dalej zapytam się czy dziecko jest mi potrzebne do szczęścia czy też temat wspomagania mojej nie potrzebnej mi do niczego rozrodczości nie jest aby fanaberią, lecz jeśli dojdziemy z żoną do wniosku, że chcemy mieć dziecko a ona nie będzie mogła zajść w ciążę to zaczniemy popierać starania o technologię wspomożenia przezwyciężenia naszej nieudolności. Jeśli zaś okazało by się, że nasz egocentryczny ciąg ku samozadowoleniu może być głosem poparcia dla technologii, która równolegle da możliwość kreowania nowej klasy terrorystów z genetycznie zmodyfikowanym ośrodkiem religijności w mózgu, możemy dojść do wniosku, że zagrożenia nastawią nas anty i będziemy skłonni na kompromisową adopcję.
Ponadto: Kto wie, może odnajdziemy szczęście w świadomości iż zwolnieni jesteśmy z rozważań nad aborcją i nie ponosimy kosztów antykoncepcji? Mało tego uprawiamy seks do woli dzięki czemu stymulujemy się nawzajem i odnosimy sukcesy na wielu płaszczyznach życia, głównie zawodowego. W pełni świadomie przystępujemy za obopólną zgodą i świadomi praw i obowiązków do rozpoczęcia wychowania potomstwa na zamówienie i kto wie może i własnego, które stworzy się niestandardową drogą poczęcia. Nie ma krzywd, niedomówień, przymusu, złości i żalu, kłótni, niechęci, milionów wpadek, bękartów plątających się po ulicach, spada przestępczość itd, itp. Jesteśmy szczęśliwi z tej opcji. Nasze szczęście zaczyna się upowszechniać na inne pary. Ułożeni i zadowoleni z życia stanowimy obiekt zainteresowania a czasem i zazdrości. Płodni pytają: No chwileczkę niby bezpłodni, ale mają dziecko? I TO WŁASNE! To niesprawiedliwe bo:
Cytat (!): "Moja żona, którą zapłodniłem w wieku 21 lat po czym musiałem przemilczeć żal za utraconą młodością, ma dziecko na które nie wystarcza nam środków by mogło dorastać tak jak chcemy i mało tego sami nie mamy środków na siebie, ale o NAS jakoś udało nam się zapomnieć i naszym szczęściem jednym z niewielu ale jakże ważnym jest teraz bobas, jakże my w takim układzie mamy się czuć? Mało tego nie współżyjemy bo boimy się następnego potomka po tym jak koleżanki uznając tylko kalendarzyk są dwie w ciąży a trzecia po zabiegu za który zapłaciła niemało, na co również nas nie stać. Skoro istnieje więc metoda na planowanie potomstwa to czyż sprawiedliwym jest bycie płodnym? Czy wiecie, że przez to, że nie współżyję z żoną jestem nerwowy i mam złe samopoczucie? Czy wiecie jak czasem zbijam agresję? Z kim od czasu do czasu się bzyknę by się naprostować a już o tym, że na to prostytuowanie się (Boże daj żeby nie weszło mi to w krew!) tracę sporo kasy, którą nazwijmy rzeczy po imieniu, no powiem, podkradam szefowi, czy to jest FAIR? A tacy bezpłodni? Nie dość, że nie mają takich problemów to teraz w obliczu nowej techniki medycznej mogą mieć własne dzieci. Normalnie, kolokwialnie, mówię jak jest - mózg się lasuje. To nie jest fair."
Jakkolwiek potępiłby ktoś takie myślenie zapytam w imieniu tego fikcyjnego człowieka:
Czy istnieje jakaś metoda na bezpłodność, w obliczu hipotetycznej technologii "IN VITRO PLUS", ale taka by po przeprowadzeniu jej nie naruszyć pełnej sprawności narządów seksualnych i nie wywołać zjawisk ubocznych dla organizmu?
Dodam tylko, że to będzie kolejne wyzwanie i może żeby uniknąć zagrożeń i konfliktów warto by doskonalić je równolegle do tego w tytułowym wątku.
|
|
 | | inhet (1073 punktów) | >Jakkolwiek potępiłby ktoś takie myślenie zapytam w imieniu tego fikcyjnego człowieka: >Czy istnieje jakaś metoda na bezpłodność, w obliczu hipotetycznej technologii "IN VITRO PLUS", ale taka by po przeprowadzeniu jej nie naruszyć pełnej sprawności narządów seksualnych i nie wywołać zjawisk ubocznych dla organizmu? >Dodam tylko, że to będzie kolejne wyzwanie i może żeby uniknąć zagrożeń i konfliktów warto by doskonalić je równolegle do tego w tytułowym wątku. >
Owszem ,jest trochę takich metod, równie bezpiecznych i skutecznych jak metoda wspomagania rozrodczości.
|
|
jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | Nie rozumiem zupełnie celu jaki miałby przyświecać gromadzeniu przeróżnych "zagrożeń" związanych z zapłodnieniem in vitro. Znam małżeństwo, które wydało mnóstwo pieniędzy na skorzystanie z tej szansy na posiadanie dziecka, ona poświęciła się w moim mniemaniu niezwykle, aby donosić ciążę (kilka miesięcy!!! praktycznie przeleżanych!!!, aby tylko nie doszło do samoistnej aborcji) - oszołomy zawsze znajdą "argumenty" przeciwko tego rodzaju sposobom np. fakt, że zapładnia się nie jedno jajo, a tylko jedno staje się urodzonym dzieckiem - czyli co - aborcja księżę proboszczu! Nie, naprawdę - nie szukajmy "dziury w całym". Prorokowanie rezygnacji z "normalnych" sposobów poczęcia jest bzdurą - nikt "normalny" nie zrezygnuje z przyjemności poczęcia dziecka w sposób dany przez naturę
|
|
| inhet (1073 punktów) | >Mnie jednak >interesuje jakie widzicie zagrożenia. >Czy, na przykład, takim zagrożeniem jest możliwość >wybierania płci dziecka, albo w przyszłości ingerencja w >jego geny, czy zaburzanie selekcji naturalnej - a może >ludzkość docelowo zrezygnuje (może z konieczności) z >tradycyjnego sposobu rozmnażania się - czy to także jest >zagrożeniem? Jakie jeszcze widzicie konsekwencje rozwoju >technik wspomagania rozrodczości - może ktoś zechce >poruszyć kwestie etyczne? >A może zagrożenia nie ma, bo cały problem jest marginalny? >Co o tym myślicie? > Po kolei się odniosę. Możliwosć wyboru płci dziecka stwarza niebezpieczeństwo naruszenia proporcji płci w populacji. Ostatnio mamy nawet spory eksperyment prowadzony na całej ludności Chin. Trudno przewidzieć, co z tego będzie, ale niedługo pewnie zobaczymy. rezygnacja z klasycznej techniki rozmnażania raczej w grę nie wchodzi - ludzie zbyt tę metodę lubią. Prędzej już cała ciąża, az do końca może zostać przeniesiona in vitro, co miałoby konsekwencje w zubożeniu życia duchowego rodziców - a być może i dziecka też. Czyli jakieś, nieznane nam jeszcze z obrazu, psychopatie... A to jest dość realne zagrożenie w dobie postepujacej instrumetalizacji ludzi. Gdby natomiast zdarzyło się, że ludzie dlaczegoś nie byliby juz zdolni do naturalnego rozmnażania, to wtedy wspomaganie nie byłoby zagrożeniem, a ratunkiem. Co do kwestii etycznych, to nie bardzo jest o czym gadać. Nie potrafiłbym przytoczyć przykładu zaniechania wdrożenia jakiegoś wynalazku czy odkrycia z powodów etycznych. Pragmatyzm zawsze jest górą.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|