Przeróbka fragmentu "Królewny P..." Olka Fredry:
Za górami, za lasami, Gdzieś nad Wisły zakolami Mieszkał ojciec. Nie miał żony, Mimo, że był zaślubiony, Ani dzieci. Za to z gracją Dyrygował radiostacją.
Godnie ojcu żywot leci, Ale smutno mu bez dzieci, Więc - że tęga był on głowa Czterech synów adoptował.
Pierwszy syn był baaaardzo długi. Pięści miał na kształt maczugi, A po bokach jego stały, W zwartym szyku, dzierżąc pały, Młodzieniaszków cne szeregi. Dziarscy chłopcy, nie lebiegi, Jak tebański zastęp święty. Każdy młodzian uśmiechnięty Nie zajmował się niewiastą, Biegał wciąż za pederastą. A że syn miał zawsze rację Dał mu resort - edukację.
Drugi syn był mniej wspaniały. Stare trepy, kose gały, Wzrost i fizys miał nicpotem. Nie z niewiastą żył, lecz z kotem, Każdy wróbel również ćwierkał, Że lubieżnie w lustro zerkał. Znając jego chuci chore, Lud go nazwał "lustratorem". Niby marna to persona, Lecz posiadał swego klona, Więc meldować mógł brat bratu. We dwóch dadzą radę światu, Nawet, mając humor lepszy Mogą Księżyc też podpieprzyć.
Cieszą ojca takie dzieci, Cieszy pierwszy, drugi, trzeci, Lecz ten czwarty martwi ojca. Choć posturę ma mołojca Opalony, dzielnie szczeka, To przed sądem wciąż ucieka, I go szczuje władza czwarta. Imputują mu bękarta, Każdy gawron głośno kracze, Że pobierać chciał haracze, I swoimi KRUS obsadza. We łbie jemu tylko władza, I złośliwe chodzą słuchy, Że mu płacą postkomuchy, I sam był w pezetpeerze. Choć ma mordę niczym zwierzę, W dobre wbił się garnitury. Ale ojciec jest ponury, Gdyż na świecie, proszę taty Zwą ci syna "trędowatym".
|