Gazeta Wyborcza (chwała niech będzie Michnikowi), zamieściła (w dwóch częściach 6 i 13 czerwca) tekst Ernsta Wolfganga Bockenforde pod powyższym tytułem. Nie jest moim celem go streszczać, odsyłam zainteresowanych do lektury artykułu. Warto. A zatem kilka uwag. Po pierwsze przybliżając dwie koncepcje świeckiego (neutralnego światopoglądowego) państwa, tzn. francuską i niemiecką, autor skupia się na sobie bliższej. Tyle, że państwo niemieckie, jak sugeruje autor realizujące otwartą neutralność, tak naprawdę neutralne nie jest. Z drugiej strony niemieckie rozwiązania zastosowane na polskim gruncie byłyby olbrzymią laicyzacją, nie tylko formalno-prawną ale i funkcjonalną. Jednak ta otwarta neutralność niemieckiej demokracji ukształtowana w dialogu z dominującymi chrześcijańskimi religiami, mniej życzliwym z katolicyzmem i bardziej z protestantyzmem, przestaje zdawać egzamin obliczu poszerzających się wpływów islamu. Islam objawił funkcjonalną i instytucjonalną symbiozę struktur państwa niemieckiego z tradycyjnymi religiami, aspirując do podobnego traktowania. Okazało się, że państwo niemieckie nie jest gotowe to takiego traktowania wyznawców islamu. Mimo pozornej neutralności światopoglądowej, okazuje się, że neutralność wobec islamu jest jakby większa. Laickość w modelu francuskim jest bardziej logiczna, bo ukształtowała się przeciw a nie we współpracy z tradycyjnymi religiami. Skoro narzuca ona twarde ograniczenia wyznawcom religii chrześcijańskich to tym łatwiej stosować je wobec wyznawców nowych religii. Logiczny jest więc podnoszony przez autora tekstu zarzut, że państwo stricte laickie, oparte na wartościach, nazywanych przez niego religią obywatelską, samo w sobie jest, a raczej może być nietolerancyjne. Tyle że jest to nietolerancja oparta na zasadach formalnych, skierowana przeciwko określonym zachowaniom, zmierzającym do naruszenia swoistej umowy społecznej gwarantującej, min. pokój religijny. Niemiecki model światopoglądowej neutralności państwa jest przecież również sposobem na zakończenie, bądź zawieszenie, konfliktów religijnych wewnątrz państwa. Nie inaczej było z modelem francuskim. Oba kraje przeszły okresy krwawych konfliktów na tle religijnym, które pozostały w pamięci społecznej. Jakie wnioski mogą wypływać z tego dla naszej młodej demokracji, która na nie wspięła się nawet na wyżyny ułomnego, jak twierdzę, modelu niemieckiej neutralności. Po pierwsze można zwalić winę na islam, jako religię która nie przeszła etapu modernizacji i reformacji, tkwiąc dalej w średniowiecznym modelu społeczeństwa i państwa. To prawda ale niczego nie rozwiązuje, bo na razie nie ma widoków na islamską reformację. Po drugie można się zastanowić, na ile nasz krajowy katolicyzm, wykazuje podobieństwa do kościoła katolickiego w Niemczech. Tu wielu podobieństw nie ma. U nas nie tyle państwo wykazuje tolerancję dla wierzących, ile dominujący katolicyzm łaskawie toleruje innych wyznawców. O ile oni oczywiście zgadzają się akceptować jego dominującą pozycje. Debata nad niemieckimi doświadczeniami mogłaby być ciekawa, jeśliby się odbyła. Było by ciekawe porównać postulaty wyznawców islamu w Niemczech z postulatami polskiego kościoła instytucjonalnego. Oczywiście stosowanie francuskiego modelu neutralności światopoglądowej nie przechodzi bez konfliktów. Ale skoro jest on bardziej bezstronny, to łatwiej uzyskać dla niego akceptację w sytuacjach konfliktowych, bo stara się być jednakowo represyjny dla określonych żądań i zachowań bez względu na rodzaj ich religijnej motywacji. Oczywiście, o ile jest wspierany przez społeczny konsensus, co w dzisiejszej Francji nie jest już takie pewne. Bo neutralność światopoglądowa nie oznacza, oczywiście braku poglądów. Po odrzuceniu religijnych inspiracji pozostają wartości obywatelskie, które, jeśli ktoś chce, może nazywać religią obywatelską. Tyle że, to religia bez bóstwa. Aristoskr |