Racjonalista - Strona głównaDo treści
Ateizm a wiedza na temat chrześcijaństwa

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
22-10-2011 19:21mario1970 (191 punktów)Ateizm a wiedza na temat chrześcijaństwa
Ocena 16 na 16
Witam wszystkich
Tak mnie gnębi taka kwestia - czy macie drodzy koledzy i koleżanki (oczywiście Ci którzy wybrali wolność)tak jak ja, że zgłębiacie z pasją historię chrześcijaństwa podpartą filozofią po tym jak doszliście do przekonania że religia to ściema?
Coś mi się porobiło w głowie - inżynierowi doktorowi - że z wypiekami na twarzy i zachłannie (to dobre słowo) pochłaniam wszystko w tym temacie co mi wpadnie w łapy. Dopiero teraz jako ateista zgłębiam historię soborów - polecam wszystkim książeczkę "Wojny w imieniu Jezusa" Philipa Jenkinsa - wcześniej mając to w dalekim poważaniu.
Dziś odbierając córkę z kościoła z różańca (ciemno się robi i boję się o nią choć ma niedaleko)i widząc tych wszystkich wychodzących z kościoła ze świeczkami i krzyżem (nie wiem o co chodzi - córce odpowiedziałem że pewnie chcieli zaczerpnąć świeżego powietrza)tak mi przyszło do głowy czy ktoś z nich wie np coś o soborze chalcedońskim który z punktu widzenia każdego katolika (ba chrześcijanina)był jednym z najważniejszych...
PS. Proszę nie pytać dlaczego ateista posyła dziecko do kościoła - idzie do pierwszej komunii - to jej decyzja.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Urszula Lis (278 punktów)
Bardzo niedawno uświadomiłam sobie, że jestem ateistką, choć zawsze dręczyły mnie niejasności w biblii, nigdy nie chciało mi (a może się bałam) się zajrzeć do niej czy innych źródeł i odpowiedzieć sobie na parę pytań. Ale obecnie, rzeczywiście mam chyba większą wiedzę na temat treści i historii niż większość znajomych czy rodziny.

>PS. Proszę nie pytać dlaczego ateista posyła dziecko do kościoła - idzie do pierwszej komunii - to jej decyzja.

Trochę się Panu dziwię, dziecko nie jest w stanie podjąć samo racjonalnej decyzji, po prostu boi się być inna. Moja córka też jest w wieku komunijnym.
22-10-2011 19:49 
 Ocena 8 na 8
mario1970 (191 punktów)
>Trochę się Panu dziwię, dziecko nie jest w stanie podjąć samo racjonalnej decyzji, po prostu boi się być inna. Moja córka też jest w wieku komunijnym.
>
Nie dziw się droga Ulu (mam nadzieję że się nie obrazisz) - co innego moje szczere dyskusje z dzieckiem np. na temat ewolucji - wie na ten temat na pewno więcej niż ksiądz który ją uczy religii - a co innego presja otoczenia i grupy.
22-10-2011 20:05 
 Ocena 9 na 9
ropuszka (154 punktów)
>>Trochę się Panu dziwię, dziecko nie jest w stanie podjąć samo racjonalnej decyzji, po prostu boi się być inna. Moja córka też jest w wieku komunijnym.
>>
>Nie dziw się droga Ulu (mam nadzieję że się nie obrazisz) - co innego moje szczere dyskusje z dzieckiem np. na temat ewolucji - wie na ten temat na pewno więcej niż ksiądz który ją uczy religii - a co innego presja otoczenia i grupy.
>
Taaak, presja grupy, to okropne zjawisko, w wieku lat 8 dotyczy komunii i fajniejszego telefonu... później kto pali, nie pali, kto pije a kto się już bzykał. Która nosi stringi, a która już ma kolczyk w pępku. Ludzie z zasadami nie pijący, nie palący nie wagarujący są poza nawiasem.
Pracuję z młodzieżą, mam nastolatki na co dzień i niekiedy opowiadają o sobie....Życie młodzieży normalnieje dopiero w szkole średniej. Gimnazja to droga przez mękę dla młodych osóbek z zasadami. Chylę czoła wytrwałym!
Urszula Lis (278 punktów)
w pełni się z Panią zgadzam. A w szkole średniej jest po prostu moda na indywidualizm (niestety nie w każdej).
22-10-2011 20:06 
 Ocena 6 na 6
Urszula Lis (278 punktów)
Bardzo dobrze Pana rozumiem, ja również boję się nietolerancji wobec mojej córki, tym bardziej, że bytujemy na lubelszczyźnie, gdzie religijność jest dość dobrze zakorzeniona. Ale mam nadzieję, że jeśli coś takiego się wydarzy, a ona przy mojej pomocy sobie z tym poradzi, to będzie najlepsza nauka na całe życie, by mieć odwagę mieć własne zdanie i iść własną ścieżką.
22-10-2011 21:31 
 Ocena 5 na 5
Ania... (14138 punktów)
>Bardzo dobrze Pana rozumiem, ja również boję się nietolerancji wobec mojej córki, tym bardziej, że bytujemy na lubelszczyźnie, gdzie religijność jest dość dobrze zakorzeniona. Ale mam nadzieję, że jeśli coś takiego się wydarzy, a ona przy mojej pomocy sobie z tym poradzi, to będzie najlepsza nauka na całe życie, by mieć odwagę mieć własne zdanie i iść własną ścieżką.
Jeśli córka będzie świadoma przyczyn tych decyzji i będzie odczuwała je jako własne, zgodne z jej światopoglądem, to da sobie radę. Nie zawsze jest lekko być wyalienowaną (a wiem co mówię, bo nie dość że mieszkałam poza osiedlem, więc z zasady byłam w grupie "pozaosiedlowej", to jeszcze ośmieliłam się mieć bardzo dobre oceny, podstawówkę wspominam różnie...) ale to się przechodzi, a komfort niezależności umysłu szybko doceni.
23-10-2011 09:50 
 Ocena 6 na 6
mario1970 (191 punktów)
>Jeśli córka będzie świadoma przyczyn tych decyzji i będzie odczuwała je jako własne...
>
A jak wspominasz swój światopogląd w wieku 8 lat - bo ja nie wspominam wcale. Może jestem jakiś dziwny - w ogóle niewiele pamiętam z komunii (prezenty pamiętam). W tym wieku dziecko żyje legendami i bajkami - ja tak tłumaczę religię. Będę jej podsuwał odpowiednie książki - i jeśli sama dojdzie do oczywistych przekonań - to będą one tak silne że nic nie będzie w stanie ich zmienić. Na razie czyta "Puc Bursztyn i goście" - ale i na Hitchensa przyjdzie pora.
23-10-2011 13:08 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>>Jeśli córka będzie świadoma przyczyn tych decyzji i będzie odczuwała je jako własne...
>>
>A jak wspominasz swój światopogląd w wieku 8 lat - bo ja nie wspominam wcale. Może jestem jakiś dziwny - w ogóle niewiele pamiętam z komunii (prezenty pamiętam). W tym wieku dziecko żyje legendami i bajkami - ja tak tłumaczę religię. Będę jej podsuwał odpowiednie książki - i jeśli sama dojdzie do oczywistych przekonań - to będą one tak silne że nic nie będzie w stanie ich zmienić. Na razie czyta "Puc Bursztyn i goście" - ale i na Hitchensa przyjdzie pora.

I bardzo dobrze.
Pamiętam niektóre sprawy. Np. mama tłumaczyła mi, że pan bez nogi miał wypadek i jest mu trudno, więc nie wolno się z niego śmiać. Było to dla mnie dość oczywistą rzeczą i pokłóciłam się z pannicą, która komentowała kikut i podwiązane spodnie (teraz to chyba rzadki widok, ale taki właśnie pamiętam, może kwestia problemu z protezą).

Największym stresem komunii był mój problem z toaletą, miałam taką urodę, że jeśli poczułam wolę bożą, to musiałam natychmiast iść w stosowne miejsce (słaby pęcherz się na to mówiło), a tam ksiądz nie pozwalał na kręcenie się. Był to okropny czas dla mnie i źródło ciągłego stresu. Trywialne, prawda? Dostałam pseudo-złoty zegarek

Dzieci kształtują swój światopogląd stopniowo, tworząc coraz bardziej skomplikowane opinie. Co więcej, te opinie ewoluują.
Twoja metoda jest chyba bardzo dobra. Czytanie to ogólnie doskonała walka z ignorancją, dlatego cieszą mnie zawsze rodzice, którzy uczą dzieci przyjemności z czytania. Polecam Gąbkę - pamiętam, że odkrywałam dwuznaczności tych książek z wiekiem, wracając do nich.

Myślenie to najlepsze, co możesz ofiarować dziecku i akceptacja jej wyborów nie zaszkodzi, nawet jeśli przystąpi niepotrzebnie do sakramentu, a za dwa lata podaruje sobie dalszą edukację religijną - ważne, że sama dokonała wyboru a Wy, jej rodzice, umożliwiliście jej to. I nie szkodzi, że wybór był poczyniony w oparciu o niedojrzały, dziecięcy światopogląd, bo jakiż mogłaby mieć w wieku lat ośmiu - tylko taki! Gdybyście zabronili jej, odebrałaby to jedynie jako zmuszenie jej do narażenia się na jakieś reakcje środowiska, pewnie nie rozumiałaby powodu tej nieprzyjemności. Właśnie o tym pisałam, mając na myśli decyzje dziecka.
mario1970 (191 punktów)
>Myślenie to najlepsze, co możesz ofiarować dziecku i akceptacja jej wyborów nie zaszkodzi, nawet jeśli przystąpi niepotrzebnie do sakramentu, a za dwa lata podaruje sobie dalszą edukację religijną - ważne, że sama dokonała wyboru a Wy, jej rodzice, umożliwiliście jej to. I nie szkodzi, że wybór był poczyniony w oparciu o niedojrzały, dziecięcy światopogląd, bo jakiż mogłaby mieć w wieku lat ośmiu - tylko taki! Gdybyście zabronili jej, odebrałaby to jedynie jako zmuszenie jej do narażenia się na jakieś reakcje środowiska, pewnie nie rozumiałaby powodu tej nieprzyjemności. Właśnie o tym pisałam, mając na myśli decyzje dziecka.
>

Nic dodać nic ująć
Pozdrawiam
23-10-2011 22:57 
 Ocena 2 na 2
metsys (1088 punktów)

>Dzieci kształtują swój światopogląd stopniowo, tworząc coraz bardziej skomplikowane opinie. Co więcej, te opinie ewoluują.

W 100% się zgadzam. Jednak trzeba kierunkować. Mój syn wie, że jestem ateistą, ale kilka lat wstecz nie mieściło mu się w głowie jak to możliwe. Nie mógł zrozumieć dlaczego odrzucam to, w co wszyscy dookoła wierzą. Dzisiaj mnie zaskoczył, gdy przy obiedzie tłumaczył 6 letniemu dziecku, że diabły nie istnieją i żadnego piekła nie ma, i że to tylko wymysły ludzi. Syn ma 13 lat, mama wierząca, rodzina też, ale siła logicznych argumentów potrafi zmusić do refleksji i myślenia. Kiedyś mieliśmy z nim problemy, gdy bał się duchów i zmarłych. Wybiłem mu to z głowy, gdy przegrał zakład o to, że całą noc spędzę sam na cmentarzu siedząc na ławce i czekając na cokolwiek. Wiem, że mało konwencjonalne, ale skuteczne to było. Nie powiem, że całkiem miło spędziłem czas, ale skutek był taki, że lęki minęły.

jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
25-10-2011 20:52 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
> Kiedyś mieliśmy z nim problemy, gdy bał się duchów i zmarłych. Wybiłem mu to z głowy, gdy przegrał zakład o to, że całą noc spędzę sam na cmentarzu siedząc na ławce i czekając na cokolwiek. Wiem, że mało konwencjonalne, ale skuteczne to było. Nie powiem, że całkiem miło spędziłem czas, ale skutek był taki, że lęki minęły.

Dla mnie odświeżający w tej kwestii był spacer wieczorem po oświetlonym zniczami cmentarzu, który pamiętam jako dziecko. Śliczny widok.
18-11-2011 02:22 
 Ocena 1 na 1
wawrzus (27 punktów)
>>Dzieci kształtują swój światopogląd stopniowo, tworząc coraz bardziej skomplikowane opinie. Co więcej, te opinie ewoluują.
>W 100% się zgadzam. Jednak trzeba kierunkować.

Slusznie, trzeba kierunkowac dzieci. Dlatego nalezy im mowic prawde. a jak dotrzec do prawdy? Trzeba jej chciec szukac. To postawienie sie w poczatkowa niepewnosc, czy to co mysle, ze wiem, jest prawda, czy moze jestem w bledzie?
Tak na przyklad w kwestii, czy pieklo i diabel istnieja. Diabel jest osoba bardzo inteligentna, jest wielkim racjonalista - dlatego udalo mu sie w swiecie wytworzyc pseudonaukowa atmosfere, ze go nie ma, ze nie istnieje.

Pieklo to czas zaraz po smierci, gdzie duch swiety daje swoje olbrzymie, niewyobrazalne swiatlo, racjonalne poznanie dla kazdego, rowniez ateisty, prawdy o sobie samym --- i jesli to poznanie wypadnie negatywnie, sam siebie osadzam, bo w tym wielkim swietle i widzeniu jasnym, racjonalnym, nie moge inaczej ocenic, jak tylko poznac w jednym momencie prawde -- to dla wierzacego bedzie to wyzwolenie i ukoronowanie szczesciem wiecznym, a -- niestety--- dla odrzucajacego Boga -- bedzie to przezyciem, odczuciem i realnym doswiadczeniem piekla.

P.S. "Chronic" dzieci przed prawda - jest czyms nieracjonalnym i strasznym!!!
18-11-2011 18:18 
 Ocena 2 na 4
Chlodwig (10939 punktów)


liliac (147340 punktów)
Pisz po polsku, bardzo cię proszę.
20-11-2011 09:22 
 Ocena 1 na 1
metsys (1088 punktów)

>Tak na przyklad w kwestii, czy pieklo i diabel istnieja. Diabel jest osoba bardzo inteligentna, jest wielkim racjonalista - dlatego udalo mu sie w swiecie wytworzyc pseudonaukowa atmosfere, ze go nie ma,

Diabeł jest rzeczywiście inteligentny i szalenie racjonalny. Muszę koniecznie przekazać synowi, że czart jest, bo zajmuje się kombinowaniem jak tu zrobić, żeby go nie było. Ha! Nawet potrafi wytworzyć atmosferę - pseudonaukową! Uważam, że ten argument jest nie do podważenia. W 100% mam dowód na istnienie sił nieczystych z rogami i ogonem.


>racjonalne poznanie dla kazdego, rowniez ateisty, prawdy o sobie samym --- i jesli to poznanie wypadnie negatywnie, sam siebie osadzam, bo w tym wielkim swietle i widzeniu jasnym, racjonalnym, nie moge inaczej ocenic, jak tylko poznac w jednym momencie prawde -- to dla wierzacego bedzie to wyzwolenie i ukoronowanie szczesciem wiecznym, a -- niestety--- dla odrzucajacego Boga -- bedzie to przezyciem, odczuciem i realnym doswiadczeniem piekla.

Przepraszam, ale nie czuję się partnerem do tak wzniosłej, chyba, retoryki gdyż przerasta ona moje możliwości poznawcze. Jestem za głupi, by zrozumieć takie mądrości. Nie mam pojęcia o co chodzi.



jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
22-10-2011 21:29 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
> >PS. Proszę nie pytać dlaczego ateista posyła dziecko do kościoła - idzie do pierwszej komunii - to jej decyzja.
>Trochę się Panu dziwię, dziecko nie jest w stanie podjąć samo racjonalnej decyzji, po prostu boi się być inna. Moja córka też jest w wieku komunijnym.
A ja się nie dziwię. Lepiej niech sama dojdzie do własnego światopoglądu. Świadomy rodzic poda jej narzędzia, ale córka zapewne musi sama przejść podobne etapy do większości z nas.
23-10-2011 09:24 
 Ocena 6 na 6
abcde (127 punktów)
> >PS. Proszę nie pytać dlaczego ateista posyła dziecko do kościoła - idzie do pierwszej komunii - to jej decyzja.
>Trochę się Panu dziwię, dziecko nie jest w stanie podjąć samo racjonalnej decyzji, po prostu boi się być inna. Moja córka też jest w wieku komunijnym.

Też chciałbym żeby mnie spytano czy chce iść do pierwszej komunii, niestety moje argumenty nie trafiły do nikogo i zostałem zmuszony do pójścia. Możliwe że właśnie przez takie podejście, że dziecko nie jest w stanie podjąć racjonalnej decyzji. Dziś ponad 13 lat później nadal jestem ateistą. Dlatego proszę nie sądź, że dziecko nie jest w stanie podjąć racjonalnej decyzji.


"bóg i ojczyzna to niepokonana para, ten duet ma na koncie więcej krwi i ludzkich nieszczęść niż cokolwiek innego" Luis Bunuel
mario1970 (191 punktów)
>Dziś ponad 13 lat później nadal jestem ateistą. Dlatego proszę nie sądź, że dziecko nie jest w stanie podjąć racjonalnej decyzji.

No błagam - czy naprawdę sądzisz że 8-letnie dziecko potrafi myśleć racjonalnie??? Masz dzieci???

A w ogóle to nie mam żalu dla rodziców - nie zamknęli mi drogi - a jednocześnie nie zabraniali poszukiwań. Sam musiałem dojrzeć do pewnych rzeczy a że był to proces dość długi - no cóż o przyczynach już kiedyś pisałem.
23-10-2011 12:54 
 Ocena 7 na 7
perun (8610 punktów)

>No błagam - czy naprawdę sądzisz że 8-letnie dziecko potrafi myśleć racjonalnie??? Masz dzieci???
Potrafi, mniej lub bardziej ale potrafi choć wiadomo , że racjonalność jego myślenia w tym wieku to tylko ułamek racjonalności dorosłego ( choć nie każdego dorosłego )
Ważne czy chce myśleć racjonalnie i czy uczymy go my dorośli, myśleć racjonalnie.
mario1970 (191 punktów)
>( choć nie każdego dorosłego )

Rozumiem że miałeś mnie na myśli...

>Ważne czy chce myśleć racjonalnie i czy uczymy go my dorośli, myśleć racjonalnie.

Jasne - nauka myślenia racjonalnego jak najbardziej - ale dostosowana do wieku. Czy jak 6-cio letnie dziecko zapyta: "skąd się biorą dzieci?" mam omówić mu ze szczegółami budowę męskich i żeńskich narządów rodnych?, Opisać w jaki sposób jajeczko mamusi jest zapładniane przez tatusia? - Tak należałoby racjonalnie postąpić. Czyż nie?
23-10-2011 14:17 
 Ocena 5 na 5
perun (8610 punktów)
>>( choć nie każdego dorosłego )
>Rozumiem że miałeś mnie na myśli...

Żle rozumiesz Miałem na myśli ogólnie ludzi. Niektóre dzieciaki myślą bardziej racjonalnie od dorosłych.
Nie bierz tak wszystkiego do siebie

>>Ważne czy chce myśleć racjonalnie i czy uczymy go my dorośli, myśleć racjonalnie.
>Jasne - nauka myślenia racjonalnego jak najbardziej - ale dostosowana do wieku. Czy jak 6-cio letnie dziecko zapyta: "skąd się biorą dzieci?" mam omówić mu ze szczegółami budowę męskich i żeńskich narządów rodnych?, Opisać w jaki sposób jajeczko mamusi jest zapładniane przez tatusia? - Tak należałoby racjonalnie postąpić. Czyż nie?

Kwestia dobrania odpowiednich słów, ale dokładnie tak. Można pominąć w wieku 6 lat technike zapładniania
ale kwestie budowy narządów płciowych niekoniecznie. To już zależy od konkretnej rodziny jakie ona ma podejście do nagości itd. Dla mojej Małej to żadna tajemnica czym różni się facet od kobiety.
Odkąd zaczeła zadawać takie pytania wiedziała, że przed narodzinami była w brzuchu mamy i nie miała traumy, że była tam, a nie w dziobie bociana
23-10-2011 13:18 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>>Dziś ponad 13 lat później nadal jestem ateistą. Dlatego proszę nie sądź, że dziecko nie jest w stanie podjąć racjonalnej decyzji.
>No błagam - czy naprawdę sądzisz że 8-letnie dziecko potrafi myśleć racjonalnie??? Masz dzieci???
Oczywiście że tak, chociaż to myślenie nie odpowiada naszym, dorosłym wyobrażeniom.

Racjonalna decyzja nie musi oznaczać tylko jednego, słusznego rozwiązania dylematu. Istnieją osoby, które od dziecka nie odczuwały zapału religijnego, a istnieją takie, które przeszły taki etap. Jednak nie odbierałabym nastawienia pozytywnego do komunii własnej, jako irracjonalność "z zasady". Mam wrażenie, że nie doceniasz własnej córki.

W tej sprawie nie ma jednej dobrej zasady, no, może poza "rozmawiaj z dzieckiem i licz się z jej / jego zdaniem". Zakazywanie komunii nie jest wcale dobrym pomysłem, jeżeli dziecko o niej marzy, lub po prostu chce, bo nie ma ochoty być wyalienowane. Nakazywanie, kiedy dziecko wyraźnie nie ma ochoty na to, jest równie bez sensowne. Niech uczy się podejmowania decyzji samodzielnie...

Ja mam wypaczoną perspektywę, bo moja mama była genialną mamą i tego właśnie uczyła mnie od zawsze - to ja decyduję o swoim życiu i ja ponoszę konsekwnecje moich decyzji. Od podstawówki mogłam podjąć decyzję, czy iść do szkoły w danym dniu - miałam do tego prawo, bo efekty nauczania dowodziły, że nie robię sobie krzywdy. Nie musiałam symulować choroby i "jakoś mi niefajnie, chciałabym zostać w domu" wystarczało. Faktem jest, że lubiłam się uczyć i nie miałam z tym problemów. Brzmi dziwnie zważywszy na wiek poniżej 15 roku życia? Tak miałam.
23-10-2011 13:33 
 Ocena 3 na 3
mario1970 (191 punktów)
>Zakazywanie komunii nie jest wcale dobrym pomysłem, jeżeli dziecko o niej marzy, lub po prostu chce, bo nie ma ochoty być wyalienowane. Nakazywanie, kiedy dziecko wyraźnie nie ma ochoty na to, jest równie bez sensowne. Niech uczy się podejmowania decyzji samodzielnie...

Dokładnie tak. Napisałem to już wcześniej - chce proszę bardzo, jeśli by nie chciała - nie zmuszałbym i nikomu bym na to nie pozwolił. Na tym polega wolność przekonań - będzie chciała w przyszłości wstąpić do zakonu - jej wola. Ja mogę porozmawiać z nią o przesłankach. Ale jeśli dowiedziałbym się że ktoś na nią wpływa - to wtedy marny jego los.

>Ja mam wypaczoną perspektywę, bo moja mama była genialną mamą i tego właśnie uczyła mnie od zawsze - to ja decyduję o swoim życiu i ja ponoszę konsekwnecje moich decyzji. Od podstawówki mogłam podjąć decyzję, czy iść do szkoły w danym dniu - miałam do tego prawo, bo efekty nauczania dowodziły, że nie robię sobie krzywdy. Nie musiałam symulować choroby i "jakoś mi niefajnie, chciałabym zostać w domu" wystarczało. Faktem jest, że lubiłam się uczyć i nie miałam z tym problemów. Brzmi dziwnie zważywszy na wiek poniżej 15 roku życia? Tak miałam.

To nie wypaczona perspektywa ale normalność. Ja nie widzę innej drogi jak poprzez rozmowę z dziećmi i wyrabianie obustronnego zaufania. A tak na marginesie to rodzice najlepiej uczą dzieci świecąc własnym przykładem. Jak mógłbym "zmusić" dziecko do czytania gdyby nigdy nie widziało ksiażki w mojej ręce???
Pozdrawiam
23-10-2011 14:01 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>>Ja mam wypaczoną perspektywę, bo moja mama była genialną mamą i tego właśnie uczyła mnie od zawsze - to ja decyduję o swoim życiu i ja ponoszę konsekwnecje moich decyzji. Od podstawówki mogłam podjąć decyzję, czy iść do szkoły w danym dniu - miałam do tego prawo, bo efekty nauczania dowodziły, że nie robię sobie krzywdy. Nie musiałam symulować choroby i "jakoś mi niefajnie, chciałabym zostać w domu" wystarczało. Faktem jest, że lubiłam się uczyć i nie miałam z tym problemów. Brzmi dziwnie zważywszy na wiek poniżej 15 roku życia? Tak miałam.
>To nie wypaczona perspektywa ale normalność. Ja nie widzę innej drogi jak poprzez rozmowę z dziećmi i wyrabianie obustronnego zaufania. A tak na marginesie to rodzice najlepiej uczą dzieci świecąc własnym przykładem. Jak mógłbym "zmusić" dziecko do czytania gdyby nigdy nie widziało ksiażki w mojej ręce???
>Pozdrawiam
W moim pokoleniu to nie była normalność.

W tym, obawiam się, również nie jest. Może inaczej... Normalność to jest, ale nie "powszechność".

mario1970 (191 punktów)
To chyba raczej jakaś forma prowokacji. Każde dziecko ma wyrabianą w pierwszej klasie kartę biblioteczną. Pamiętam dumę córki jak przyniosła do domu pierwszą wypożyczoną książkę. W każdym razie - wolę myśleć że to prowokacja.
23-10-2011 14:17 
 Ocena 5 na 5
Ania... (14138 punktów)
>To chyba raczej jakaś forma prowokacji. Każde dziecko ma wyrabianą w pierwszej klasie kartę biblioteczną. Pamiętam dumę córki jak przyniosła do domu pierwszą wypożyczoną książkę. W każdym razie - wolę myśleć że to prowokacja.
Wiesz, nie sądzę, żeby cudo było w pierwszej klasie i pewnie już nie pamięta, co wtedy robił...

Biorąc pod uwagę zdarzenie z muchą (student I roku biologii na pokazaną ważkę powiedział, że to mucha) jestem w stanie uwierzyć w wiele...
31-10-2011 20:10 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>Biorąc pod uwagę zdarzenie z muchą (student I roku biologii na pokazaną ważkę powiedział, że to mucha) jestem w stanie uwierzyć w wiele...

Ty uwierzyłaś, bo zobaczyłaś. Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
23-10-2011 14:03 
 Ocena 2 na 2
abcde (127 punktów)
>>Dziś ponad 13 lat później nadal jestem ateistą. Dlatego proszę nie sądź, że dziecko nie jest w stanie podjąć racjonalnej decyzji.
>No błagam - czy naprawdę sądzisz że 8-letnie dziecko potrafi myśleć racjonalnie??? Masz dzieci???

Tak. Mam rezolutnego 4 latka, który jest zafascynowany światem, zadaje masę pytań i tak uważam że dziecko może myśleć racjonalnie.


"bóg i ojczyzna to niepokonana para, ten duet ma na koncie więcej krwi i ludzkich nieszczęść niż cokolwiek innego" Luis Bunuel
Itzhelia (26 punktów)
>Też chciałbym żeby mnie spytano czy chce iść do pierwszej komunii"

A ja bym chciała, żeby ktoś mnie spytał czy chcę być ochrzczona Teraz mam problem z wypisaniem się z tej instytucji.
24-10-2011 12:09 
 Ocena 3 na 3
abcde (127 punktów)
>>Też chciałbym żeby mnie spytano czy chce iść do pierwszej komunii"
>A ja bym chciała, żeby ktoś mnie spytał czy chcę być ochrzczona Teraz mam problem z wypisaniem się z tej instytucji.

To jesteśmy w podobnej sytuacji. Wypisać się z tej instytucji mimo tego iż mieszkam w mieście to istne mission impossible. Proboszcz powiedział że po jego trupie ktokolwiek u niego w parafii to zrobi, więc jako iż wiem gdzie i mniej więcej o której można naciąć się u mnie w mieście na biskupa postanowiłem się go spytać czemu księża tak utrudniaą odejście z kościoła. Tylu niecenzuralnych słów naraz to żem dawno nie słyszał, nic tylko dać mu pochodnie i widły. Chciałem żeby ekskomunikował za herezje formalną ale też nie chciał. Potoczył się tylko dalszy ciąg przekleństw pod moim adresem. I najgorsze w tym wszystkim jest to że im nic zrobić nie można


"bóg i ojczyzna to niepokonana para, ten duet ma na koncie więcej krwi i ludzkich nieszczęść niż cokolwiek innego" Luis Bunuel
24-10-2011 13:21 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
Gorzej niż PZPR, stamtąd można było się wypisać.
Z Kościoła też można, niech się biskup zastanowi, co robi: www.vatica(*)0060313_actus-formalis_en.html
Niemniej i tak nadal będą Cię uważali za Jezusową owieczkę :
Cytat:
7. It remains clear, in any event, that the sacramental bond of belonging to the Body of Christ that is the Church, conferred by the baptismal character, is an ontological and permanent bond which is not lost by reason of any act or fact of defection.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
abcde (127 punktów)
>Gorzej niż PZPR, stamtąd można było się wypisać.
>Z Kościoła też można, niech się biskup zastanowi, co robi: www.vatica(*)0060313_actus-formalis_en.html

Z tą różnicą że u nas czarni to święte krowy, 12 lat temu jak ksiądz zabił 4 osoby wyprzedzając pod górkę to nim zdążono mu postawić zarzuty był na misji w Burkina faso. Co prawda ściągnięto go i dostał wyrok, ale tak z rozmów z policjantami z różnych miast uważam że zamknięto go tylko dlatego że miał pecha i wypadek spowodował w najbardziej czerwonym mieście w tym kraju. Wracając do tych świętych krów w tym kraju , robią co chcą bo są bezkarni, nie wypiszą Cię z tej chorej instytucji do której nie Ty się zapisałeś i im nic nie zrobią, zrobią jakiś przekręt to samo etc.
Ale z drugiej strony jak na to spojrze, byłem w wakacje w Irlandii , miałem okazje porozmawiać z kilkoma tamtejszymi księżmi i mimo przyznania się do mojego ateistycznego światopoglądu żaden nie chciał mnie rzucić na stos tak jak się dzieje to u nas, co więcej można było z nimi normalnie porozmawiać za równo o religii jak i o tematach życia codziennego. Przyznanie się w tym kraju księdzu, że jest się ateistą to zaowocowało by spaleniem na stosie gdyby tylko mógł Cię tam rzucić.


"bóg i ojczyzna to niepokonana para, ten duet ma na koncie więcej krwi i ludzkich nieszczęść niż cokolwiek innego" Luis Bunuel
Itzhelia (26 punktów)
Koleżanka opowiadała mi, że podziałało jak jej kumpela poszła z zamiarem wypisania się z kościoła i do biskupa powiedziała "Dzień dobry panu". Podobno nie robił problemów.
"miał pecha i wypadek spowodował w najbardziej czerwonym mieście w tym kraju"
Czyżby chodziło o Uć?
abcde (127 punktów)
>Czyżby chodziło o Uć?
>
Co prawda dziwnie to czytać bo obecnie mieszkam w Łodzi, ale to miasto o którym mówię jest bardziej czerwone nazywa się Włocławek.


"bóg i ojczyzna to niepokonana para, ten duet ma na koncie więcej krwi i ludzkich nieszczęść niż cokolwiek innego" Luis Bunuel
31-10-2011 20:13 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
> Cytat:
7. It remains clear, in any event, that the sacramental bond of belonging to the Body of Christ that is the Church, conferred by the baptismal character, is an ontological and permanent bond which is not lost by reason of any act or fact of defection.


Brzmi jak reklama jakiegoś kleju cyjanoakrylowego. "Co kropelka sklei, sklei, żadna siła nie rozklei".

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
24-10-2011 15:43 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>I najgorsze w tym wszystkim jest to że im nic zrobić nie można

Powtórzyć, nagrać, puścić w świat
fidesetratio (33 punktów)
>Bardzo niedawno uświadomiłam sobie, że jestem ateistką, choć zawsze dręczyły mnie niejasności w biblii, nigdy nie chciało mi (a może się bałam) się zajrzeć do niej czy innych źródeł i odpowiedzieć sobie na parę pytań. Ale obecnie, rzeczywiście mam chyba większą wiedzę na temat treści i historii niż większość znajomych czy rodziny.
> >PS. Proszę nie pytać dlaczego ateista posyła dziecko do kościoła - idzie do pierwszej komunii - to jej decyzja.
>Trochę się Panu dziwię, dziecko nie jest w stanie podjąć samo racjonalnej decyzji, po prostu boi się być inna. Moja córka też jest w wieku komunijnym.
>
Bóg upomni się o każdego, ja w to wierzę! Tzn. prawdziwe poznanie i zrozumienie można osiągnąć łącząc wiarę z rozumem. Robienie, jednak czegoś, bo tak wypada, moim zdaniem jest zapieraniem się siebie samego. I chociaż widzę sens w wierze, odradzałbym posyłanie do komunii kogokolwiek tylko, dlatego, że tak wypada
29-10-2011 16:36 
 Ocena 4 na 4
perun (8610 punktów)

>Bóg upomni się o każdego, ja w to wierzę! Tzn. prawdziwe poznanie i zrozumienie można osiągnąć łącząc wiarę z rozumem. Robienie, jednak czegoś, bo tak wypada, moim zdaniem jest zapieraniem się siebie samego. I chociaż widzę sens w wierze, odradzałbym posyłanie do komunii kogokolwiek tylko, dlatego, że tak wypada
>
Zakładam, że piszesz o ''prawdziwym''bogu.
Życzę powodzenia w łączeniu wiary w to, że człowiek może być nieomylny z rozumem. Jak już połączysz fidesetratio to daj znać. Chętnie zobaczę efekty tego ''spawu''
fidesetratio (33 punktów)
>>Bóg upomni się o każdego, ja w to wierzę! Tzn. prawdziwe poznanie i zrozumienie można osiągnąć łącząc wiarę z rozumem. Robienie, jednak czegoś, bo tak wypada, moim zdaniem jest zapieraniem się siebie samego. I chociaż widzę sens w wierze, odradzałbym posyłanie do komunii kogokolwiek tylko, dlatego, że tak wypada
>>
>Zakładam, że piszesz o ''prawdziwym''bogu.
>Życzę powodzenia w łączeniu wiary w to, że człowiek może być nieomylny z rozumem. Jak już połączysz fidesetratio to daj znać. Chętnie zobaczę efekty tego ''spawu''
Odnoszę sukcesy - najlepsze osiągi w nauce wśród znajomych, zdarza się wygrać "competition" i widzę sens i cel nauki, pracy w życiu jako przyszłości, widzę może i swoje większe ambicje (niektórzy mówią, że chore), które jednak spełniam (wyróżniam się deka - ludzie różnie reagują - zazdroszczą, podziwiają, przymilają się bo widzą potencjalne korzyści itp.) i wszystko niby byłoby ok, tzn. pasowałoby do tytułu tej strony,

ale jestem codziennie na Eucharytii, prawie (zdarza mi się czasem nie udać, ciężko modlić się pismem św. nad ranem, po zarwanej nocy) zawsze przed snem modlę się fragmentami przypadkowymi z pisma św. rozmawiając (jak dla mnie) z osobowym Bogiem, podczas wakacji biorę udział w rekolekcjach jako uczestnik oraz jako wychowawca młodzieży. Nie boję się mówić o Bogu, dlatego piszę to wszystko może nawet w formie ewangelizacji, choć nie zależy mi na jakiś tam "owocach duchowych" (nie ja je zbieram). Chciałem pokazać, że jest możliwy wzrost duchowy (wiary) i intelektualny (racjonalny).

Aha jeszcze takie coś - "racjonalizm - dokładnie z łaciny oznacza - tak samo jak zwierzę" (nie pragnąłem nikogo obrazić, ale nie chcę tylko jak zwierzę dedukuwać, udowadniać i brać udział w zimnym biegu szczurów). Co więcej większość moich znajomych to o dziwo umysły ścisłe, które poświęcają dużo czasu nauce i wszelkiej pracy w tym kierunku, a pomimo to podzielają moje poglądy.

Co do "spawu" racjonalizmu (nazwę to ogólnie nauką) i fideizmu (wiara w to, czego nie można zbadać i zmierzyć) - pisze o tym (pisał ) Jan Paweł II w swojej encyklice "Fides et Ratio", mówił o tym jako o skrzydłach chrześcijanina, które pozwalają mu się wznieść, czyli poznać. I to właśnie próbuję w swoim życiu realizować, przyznam, że nie jest to proste i nie zawsze wychodzi, ale daję mi więcej niż chciałbym.

Nie pisałem tego, nie liczę, że ktokolwiek zmieni swoje poglądy bo najpierw trzeba widzieć w tym sens, ale jeśliby miał ktoś jakieś pytania to spróbuję odpowiedzieć bo troszeczkę w Kościół (jako wpólnotę) jestem "zaangażowany", a nie każdy od razu posiada możliwość czy odwagę porozmawiania w realu na tego typu sprawy z konkretną osobą.
30-10-2011 08:28 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>Odnoszę sukcesy - najlepsze osiągi w nauce wśród znajomych
Wiedza naukowa tym różni się od wszystkich innych, że uczony - przynajmniej w zakresie własnej specjalności - nie może niczego przyjmować na wiarę. Jego obowiązkiem jest krytyczna analiza - wraz z oceną metodyki i metodologii - dotychczasowego dorobku. Wiedza, w której zawarte są dogmaty nie poddające się naukowej (rozumowo-empirycznej) weryfikacji i falsyfikacji - nie jest nauką.

>[...} i widzę sens i cel nauki, pracy w życiu jako przyszłości, widzę może i swoje większe ambicje
Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy obiektywnej. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę.

>Co do "spawu" racjonalizmu (nazwę to ogólnie nauką) i fideizmu (wiara w to, czego nie można zbadać i zmierzyć) - pisze o tym (pisał ) Jan Paweł II w swojej encyklice "Fides et Ratio", mówił o tym jako o skrzydłach chrześcijanina, które pozwalają mu się wznieść, czyli poznać.
Jan Paweł II w "Fides et ratio", najważniejszej encyklice poświęconej relacjom między religią a nauką, napisał: Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy.

Zastanówmy się więc, czy wiara uskrzydla naukę, czy jest dla niej handicapem. Odpowiedź wcale nie jest prosta. Religia przez wieki poważnie ucierpiała w starciu z nauką. W miarę, jak coraz lepiej poznajemy wszechświat, Bogu zostaje coraz mniej do zrobienia. Jednocześnie coraz bardziej sprawni intelektualnie wierzący ludzie nauki i teologowie próbują uzgodnić religijny i naukowy punkt widzenia. Poznaniu religijnemu nadać uzupełniający względem naukowego charakter, a naukowemu religijny. Czasem w "poważnej" polskiej publicystyce można się spotkać z opinią, że nie ma przeszkód, aby człowiek wierzący zajmował się pracą naukową. Zupełnie nie potrafię zrozumieć tego stwierdzenia, bo albo mówimy o oczywistości dotyczącej ogromnej masy wierzących uczonych, albo nie rozumiemy zupełnie słowa nauka.

Warto przypomnieć, że każdy uczony, poza zakresem swej specjalności, jest tak samo laikiem jak każdy inny człowiek. Przenoszenie autorytetu naukowego z jednej dziedziny na drugą jest zwyczajną uzurpacją. Natomiast w zakresie uprawianej przez siebie dziedziny nauki żaden z uczonych nie może opierać się na jakichkolwiek dogmatach i dlatego np. teologia jest wiedzą, ale nie jest nauką.

Nauka i wiara nie mogą być ze sobą sprzeczne, gdyż z punktu widzenia nauki zdania, których przedmiotem jest termin empirycznie nieweryfikowalny są nonsensem, także nonsensem jest przeczenie takim zdaniom. Zaś nauka zajmuje się porządkiem (sensem) empirycznie weryfikowalnego świata. Nie znaczy to, że uważam religię za przeżytek lub mało ważne zjawisko społeczne. I choć wiemy, że doświadczenie religijne jest wyjątkowo odporne na empiryczne badanie i wierzący wyrażają sprzeciw, gdy ich wierzenia chcemy poddawać próbom weryfikacji doświadczalno-rozumowej i racjonalnej dyskusji, to nie zapominajmy, że w religiach musi tkwić coś, co oni uważają za bardzo ważne. Wiara zaspokaja ich potrzeby i odpowiada na ważkie pytania. Religia może być, i najczęściej jest, racjonalna, gdyż jest wynikiem przemyśleń rozumnych ludzi; dlatego wiara na drodze spekulacji intelektualnych może znaleźć potwierdzenie.
www.racjon(*)s,4867/q,Dyskurs.nauki.i.wiary

Miłego dnia.

@@@
.
30-10-2011 08:55 
 Ocena 6 na 6
perun (8610 punktów)

>Aha jeszcze takie coś - "racjonalizm - dokładnie z łaciny oznacza - tak samo jak zwierzę" (nie pragnąłem nikogo obrazić, ale nie chcę tylko jak zwierzę dedukuwać, udowadniać i brać udział w zimnym biegu szczurów).

ratio - rozum; rationalis - rozumny, rozsądny - myślałem, że takie znaczenie jest słowa ''racjonalista'', ale jeśli wg. Ciebie ''racjonalista'' znaczy ''dokładnie jak zwierze'' to oki.Ja tam nie obrażam się, bo delfiny to bardzo inteligentne i wesołe zwierzęta.
Poza tym nie biorę udziału w żadnym wyścigu szczurów (na marginesie; też bardzo inteligentne bestie z nich) lubię tylko wiedzieć, a wiara w nadprzyrodzone stwory do niczego nie jest mi potrzebna.
30-10-2011 13:24 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
>Ja tam nie obrażam się, bo delfiny to bardzo inteligentne i wesołe zwierzęta.
Ja też nie, bo koty... KOTY SĄ MIŁE

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
30-10-2011 13:34 
 Ocena 3 na 3
perun (8610 punktów)
>>Ja tam nie obrażam się, bo delfiny to bardzo inteligentne i wesołe zwierzęta.
>Ja też nie, bo koty... KOTY SĄ MIŁE
Mój jest miły tylko w dotyku i jak chce jeść
30-10-2011 09:17 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>Aha jeszcze takie coś - "racjonalizm - dokładnie z łaciny oznacza - tak samo jak zwierzę" (nie pragnąłem nikogo obrazić, ale nie chcę tylko jak zwierzę dedukuwać, udowadniać i brać udział w zimnym biegu szczurów).
Twierdzi Pan, iż lubi się uczyć, to może postara się te teksty ze zrozumieniem przeczytać:
Racjonalizm to filozofia zakładająca wyższość poznania umysłowego nad poznaniem zmysłowym.
Racjonalizm w sensie metody naukowej to ogólne podejście do zdobywania wiedzy polegające na porządkowaniu zasobów wiadomości według z góry ustalonego porządku.
Racjonalizm w potocznym znaczeniu to postawa polegająca na porządkowaniu i poddawaniu logicznej krytyce docierających do nas wiadomości i odrzucanie tych, które nie pasują do wcześniej przyjętych ogólnych założeń.

pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy
pl.wikipedia.org/wiki/Natywizm
www.google(*)fnGqmdVi--NTYF7crRUp_Q&cad=rja

Miłego dnia.


Każda wiara ogranicza intelektualnie, a im jest głębszą, to tym bardziej.

@@@
.
fidesetratio (33 punktów)
>.
>>Aha jeszcze takie coś - "racjonalizm - dokładnie z łaciny oznacza - tak samo jak zwierzę" (nie pragnąłem nikogo obrazić, ale nie chcę tylko jak zwierzę dedukuwać, udowadniać i brać udział w zimnym biegu szczurów).
>Twierdzi Pan, iż lubi się uczyć, to może postara się te teksty ze zrozumieniem przeczytać:
> Racjonalizm to filozofia zakładająca wyższość poznania umysłowego nad poznaniem zmysłowym.Racjonalizm w sensie metody naukowej to ogólne podejście do zdobywania wiedzy polegające na porządkowaniu zasobów wiadomości według z góry ustalonego porządku.
>Racjonalizm w potocznym znaczeniu to postawa polegająca na porządkowaniu i poddawaniu logicznej krytyce docierających do nas wiadomości i odrzucanie tych, które nie pasują do wcześniej przyjętych ogólnych założeń.

>pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy
>pl.wikipedia.org/wiki/Natywizm
>www.google(*)fnGqmdVi--NTYF7crRUp_Q&cad=rja
>Miłego dnia.
>
Każda wiara ogranicza intelektualnie, a im jest głębszą, to tym bardziej.

>@@@
>.
To jest naukowa definicja (można powiedzieć dopasowana, wypielęgnowana), sięgnij do źródeł i dokładnego przekładu!
Pozdrawiam
30-10-2011 16:13 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>To jest naukowa definicja (można powiedzieć dopasowana, wypielęgnowana), sięgnij do źródeł i dokładnego przekładu!
Gdyż to jest forum dla racjonalistycznej inteligencji, z naukowymi aspiracjami, a nie dla uformowanej fideistycznie młodzieży katolickiej.
Tu - proszę Szanownego Pana - naukowa definicja dopasowana i wypielęgnowana jest najważniejszą. Wydumana etymologia księdza katechety, wraz z jego kuchenną łaciną - dla Pańskiej mentalności jest wystarczające. Tu żenujące.

Pojęcie Racjonalności współwystępuje często z terminem Racjonalizm . To ostatnie etymologicznie wywodzi się od słowa Ratio - rozum . W swym znaczeniu mocno niejednoznaczne daje się ustalić np. historycznie na oznaczenie epoki w dziejach filozofii , czy pewnego kierunku filozoficznego . Ten kontekst użycia dotyczy klasyfikacji historycznych związanych z opozycjami w dziejach historii myśli Racjonalizm-Empiryzm, Racjonalizm - Fenomenalizm, Racjonalizm- Mistycyzm . Poprzestanę jedynie na jego odnotowani, ponieważ nie to będzie nas interesowało.

Jeśli natomiast rozważania etymologiczne pociągnąć nieco dalej /za L. Kołakowskim/ : słowo ratio wywodzi się od czasownika reor - rachowanie, obliczanie. Jak pisze L. Kołakowski : "Pojecie rozumu jest dosyć mgliste i niejasne, ale na przestrzeni dziejów utarła się pewna świadomość , że jest ono czymś , czego wymagają ludzkie zabiegi w dziedzinie doskonalenia techniki, bez czego są nieskuteczne /.../ Uważa się , że jest ono synonimem myślenia abstrakcyjnego , stawia ono pytania w ten sposób, aby odpowiedzi dały się sformułować jako oceny ilościowe . W każdym razie tradycje racjonalizmu europejskiego są w swoich fazach wstępnych właśnie tradycjami kultu metod matematycznych"


Najpoważniejsza encyklopedia katolicka:
www.google(*)obe-w5V0BBwWFdGLmjlyjQ&cad=rja


Religia albo rozum - wybór należy do ciebie.

@@@
.
30-10-2011 16:26 
 Ocena 1 na 1
fidesetratio (33 punktów)

>Gdyż to jest forum dla racjonalistycznej inteligencji, z naukowymi aspiracjami, a nie dla uformowanej fideistycznie młodzieży katolickiej.

Nie wiem dlaczego, ale pomimo wszystko uśmiecham się teraz?
30-10-2011 16:43 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>Nie wiem dlaczego, ale pomimo wszystko uśmiecham się teraz?
Wcale mnie to nie dziwi. Jest Pan już takim typem, a ten typ tak ma.

Polecam ważkie dzieło Jacoba Sprengera i Henryka Kraemera, a później podręcznik Bernarda Gui. Wydaje mi się, że też ten sam uśmiech nie zejdzie i podczas lektury z Pańskiej twarzy.

Osobiście wcale nie mniej boję się takich uśmiechniętych od tych z grymasem wściekłości na twarzy.

Wiele powodów do uśmiechów Panu życzę.

@@@
.
30-10-2011 16:46 
 Ocena 1 na 1
fidesetratio (33 punktów)
>Wiele powodów do uśmiechów Panu życzę.
Dziękuję i nawzajem.
30-10-2011 17:14 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
Panie Andrzeju, proszę nie dokarmiać...
Pozdrawiam

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
30-10-2011 17:26 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>Panie Andrzeju, proszę nie dokarmiać...
Wiem! Już kończę!

Z młodego - stale uśmiechniętego, dobrze wykarmionego trolla - wyrasta nam
groźny troll troglodyta.



Ten już jest w pełni uformowany i może być groźnym.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
30-10-2011 16:39 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
Kasuj niepotrzebne cytowanie poprzedników.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
29-10-2011 21:30 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Który bóg? Nie każdemu bogowi komunie się podobają. A boginie mają do tego wręcz negatywny stosunek. Wczoraj, gdy piłem herbatkę z Izydą (jak zwykle w piątki, w soboty chodzę po parku z Enterpe) wpadła w szał na widok białego płaszcza, cóż dopiero strój komunijny. Jej to się kojarzy z paleniem świątyń i uzurpowaniem jej świąt dla rzekomej "świętej Cecyli".
29-10-2011 23:50 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)

>Bóg upomni się o każdego, ja w to wierzę!
Ok, ale to tylko Twoja wiara, nic więcej.

>Tzn. prawdziwe poznanie i zrozumienie można osiągnąć łącząc wiarę z rozumem.
Jakieś przykłady?

>Bo można patrzeć na to w kategoriach pracy, płac - ale jeśli się do tego nie nadajesz, nie jestes powołany to nic z tego!
A jak to rozpoznać? Jak rozpoznać cy księża pedofile i chroniący ich chucie papież byli powołani, czy robili sobie jaja z owieczek?

>Ciekawy jestem tylko waszych wartości moralnych? Tzn. negacja Boga, a wartości?
Widziałeś dekalog?
Wyrzuć te bałwochwalcze bzdury z kilku pierwszych przykazań i zostanie coś ogólnoludzkiego.

>Co do "spawu" racjonalizmu (nazwę to ogólnie nauką) i fideizmu (wiara w to, czego nie można zbadać i zmierzyć) - pisze o tym (pisał ) Jan Paweł II w swojej encyklice "Fides et Ratio", mówił o tym jako o skrzydłach chrześcijanina, które pozwalają mu się wznieść, czyli poznać. I to właśnie próbuję w swoim życiu realizować, przyznam, że nie jest to proste i nie zawsze wychodzi, ale daję mi więcej niż chciałbym.
Wojtyła pisał wiele niedorzecznych, metaforycznych kazań, jak to ksiądz katolicki. Takim samym niedorzecznym gniotem jest owa encyklika.... ale co Ty konkretnie próbujesz w życiu realizować i co Ci to konkretnie daje?

>Mnie osobiście fascynuje czystość duszy, myślenia, postępowania katolików - nie tych, którzy się nazywają, ale którzy się czują i nimi są - przyznam, że trudno spotkać, ale mnie się przyfarciło
A jak to jest z tą segregacją katolików na nazywających, czujących i będących? Ty masz na nią patent?


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
fidesetratio (33 punktów)
>>Bóg upomni się o każdego, ja w to wierzę!
>Ok, ale to tylko Twoja wiara, nic więcej.

Wiara może być wszystkim dzisiaj, a jutro okaże się dla Ciebie niczym - dobrze napisałeś to właśnie sprawa każdego i jego ryzyko, ale coraz mniej jest takich - powołanych jest wielu, ale mało wybranych, nie rozpaczam z tego powodu bo nie ja ty kieruję.
>>Tzn. prawdziwe poznanie i zrozumienie można osiągnąć łącząc wiarę z rozumem.
>Jakieś przykłady?

Gdy chcesz coś poznać bierzesz się za to od strony nauki - ok... Przyznasz mi, że po pewnym czasie napotkasz pewien "mur", przeszkodę, której racjonalnie nie wyjaśnisz i tu potrzeba wiary, która Cię wesprze i pozwoli pokonać jeszcze nie jeden mur!
>>Bo można patrzeć na to w kategoriach pracy, płac - ale jeśli się do tego nie nadajesz, nie jestes powołany to nic z tego!
>A jak to rozpoznać? Jak rozpoznać cy księża pedofile i chroniący ich chucie papież byli powołani, czy robili sobie jaja z owieczek?
Kościół to nie jest instytucja, ale wspólnota wierzących... W mojej diecezji jest bardzo duży nacisk na duchowieństwo i nie mają "letko ", tzn. ich formacja jest głęboka, a klerycy w seminarium, nie mają lekko, niekiedy ich czas przygotowania trwa ponad 6 lat. Uważam, że to dobrze, zresztą widać, że po przyjęciu swięceń i opuszczeniu seminarium, nie czują się jak "spuszczeni z łańcucha", ale mają wizję służby.

Z drugiej strony są tylko ludźmi i mogą popełnić błąd, nikt nie mówi, że ktokolwiek będzie święty na ziemii, zatem widać to w historii kszałtowania się Kościoła! Wyjątkiem jest "ex-cathedra", kiedy to papież ogłasza dogmaty (nieomylnie, pod natchnieniem Ducha św.), jeślibyśmy tego nie traktowali poważnie to sobory itp. byłyby nieważne, czyli wrócilibyśmy się do czasów rozbicia Kościoła i tworzenia sekt - a wiara katolicka straciłaby dogmaty.
>>Ciekawy jestem tylko waszych wartości moralnych? Tzn. negacja Boga, a wartości?
>Widziałeś dekalog?
>Wyrzuć te bałwochwalcze bzdury z kilku pierwszych przykazań i zostanie coś ogólnoludzkiego.

Dekalog jest właśnie tak ułożony specjalnie, że pierwsze są sprawy związane z Bogiem, a później z ludźmi, tzn. ma to związek z pojęciami: comunia wertykalna i horyzontalna, które w wielkim skrócie znaczą, że moja osobista relacja z Bogiem przekłada się na relację z drugim człowiekiem (agape - czysta, niebiańska, bezintersowna miłość). Z tego wynika, że nigdy dokońca niezrozumiesz swojego życia - będziesz pytał - "Jak, w jaki sposób?, zamiast "po co?", nigdy prawdziwie nie poznasz (choć to jak zaznaczyłem wcześniej sprawa wiary i TWOJEJ dezyzji ) nie poznasz siebie, jeśli nie poznasz stwórcy - jeśli nie dostaniesz "instrukcji"; Chcesz odkrywać czy stwrzać życie?
>>Co do "spawu" racjonalizmu (nazwę to ogólnie nauką) i fideizmu (wiara w to, czego nie można zbadać i zmierzyć) - pisze o tym (pisał ) Jan Paweł II w swojej encyklice "Fides et Ratio", mówił o tym jako o skrzydłach chrześcijanina, które pozwalają mu się wznieść, czyli poznać. I to właśnie próbuję w swoim życiu realizować, przyznam, że nie jest to proste i nie zawsze wychodzi, ale daję mi więcej niż chciałbym.
>Wojtyła pisał wiele niedorzecznych, metaforycznych kazań, jak to ksiądz katolicki. Takim samym niedorzecznym gniotem jest owa encyklika.... ale co Ty konkretnie próbujesz w życiu realizować i co Ci to konkretnie daje?

Te "gnioty" dają mi spokój duszy, daję z siebie tyle tylko ile mogę dać, staram się na max i wierzę, że to Bóg działa - daje mi to pewność i siłę w trudnych momentach, a "owoce" tego są naprawdę wielkie, musisz uwierzyć mi na słowo wierzę, że wszystko czyni Bóg, choć dochodzi jeszcze sprawa pychy - tak często przypisujemy sobie sukces i chwalimy siebie... w momentach sukcesu czuję wdzięczność, wiesz komu (choć nie zawsze, wkrada się czasem pycha i później czas na spowiedź św.)
30-10-2011 08:41 
 Ocena 7 na 7
astrotaurus (12445 punktów)

>Wiara może być wszystkim dzisiaj, a jutro okaże się dla Ciebie niczym
Wiara jako bezrozumna pewność prawdziwości niedorzecznych twierdzeń jest dla mnie niczym od zawsze.
Wiara jest dla mnie mniej, niż niczym jeśli chodzi o poznanie świata - nie tylko nie prowadzi do jego poznania, ale fałszuje jego obraz.

>Gdy chcesz coś poznać bierzesz się za to od strony nauki - ok... Przyznasz mi, że po pewnym czasie napotkasz pewien "mur", przeszkodę, której racjonalnie nie wyjaśnisz i tu potrzeba wiary, która Cię wesprze i pozwoli pokonać jeszcze nie jeden mur!
Nie prosiłem o kolejne kazanie tylko o przykład!
Przypomnę Twoje słowa: prawdziwe poznanie i zrozumienie można osiągnąć łącząc wiarę z rozumem.
Poproszę konkretny przykład. Z ateistami i racjonalistami jest o tyle łatwo, że jeden jedyny argument może wystarczyć. Taki jedyny z gatunku wystarczających. Tyle że miliardy wierzących przez tysiąclecia dopracowały się jedynie morza bełkotu opartego na wierze, a nie na realiach.

>Kościół to nie jest instytucja, ale wspólnota wierzących...
Kościół to po trosze instytucja, po trosze wspólnota, po trosze śmietnik , po całości nieuctwo i hucpa.

>W mojej diecezji jest bardzo duży nacisk na duchowieństwo....
Może i Twoja diecezja to jakaś wewnętrzna sekta lepsza od całości, ale na razie nie świadczy to o niczym - zwłaszcza po takiej ogólnikowej reklamie.

>Z drugiej strony są tylko ludźmi i mogą popełnić błąd, nikt nie mówi, że ktokolwiek będzie święty na ziemii,
Wojtyła podobno był. A Ty, jak większość (zwłaszcza polskich) katolików, masz taką sparszywiałą moralność by ochroniarza pedofilów czcić i wychwalać.

>Wyjątkiem jest "ex-cathedra", kiedy to papież ogłasza dogmaty (nieomylnie, pod natchnieniem Ducha św.),
Wielkie mi mecyje!
Raz ogłosił coś co ludzie wiedzieli od wielu wieków... ale świętość!!
Zwłaszcza że to co nazywacie natchnieniem przez Ducha Świętego to skompromitowane pustosłowie czego dowodzi wasze czytanie i interpretacja pewnej starożytnej antologii.

>jeślibyśmy tego nie traktowali poważnie to sobory itp. byłyby nieważne, czyli wrócilibyśmy się do czasów rozbicia Kościoła i tworzenia sekt - a wiara katolicka straciłaby dogmaty.
Wiem jak działa wiara, więc rozumiem Twoje przerażenie.
Mnie utrata niedorzecznych, nieweryfikowanych twierdzeń przez kogokolwiek nie przeraża wcale. Nawet uważam, że byście byli milsi.

>Dekalog jest właśnie tak ułożony specjalnie, że pierwsze są sprawy związane z Bogiem, a później z ludźmi,
Dekalog jest właśnie tak ułożony specjalnie, że pierwsze są sprawy dające władze nad ludźmi, a później byle co dla zamaskowania. Gdyby owo "później" brzmiało: "kradnij, zabijaj, cudzołóż" to byłoby to coś! A tak to mamy zwyczajne rzeczy wpisane przez ewolucję i rozwój społeczny, a na to nałożona jest religijna czapa bez sensu.

>nie poznasz siebie, jeśli nie poznasz stwórcy
Kolejne bzdurne pojecie bez uzasadnienia. Nikt nigdy nie wykazał, że cokolwiek zostało stworzone, wiec nie masz prawa do świata odnosić pojęcia stwórcy. Oczywiście w racjonalnej rozmowie, bo w religijnych kazaniach hulaj dusza!

>Chcesz odkrywać czy stwrzać życie?
I tak i siak. Oczywiście, jeśli ludzie zdołają odtworzyć, powtórzyć proces powstawania życia nie będzie to miało wiele wspólnego z religijnym pojęciem stworzenia.

>Te "gnioty" dają mi spokój duszy,
Właśnie tak. Używacie tego nawiedzonego, metaforycznego bełkotu do onanizmu umysłowego uwieńczonego nieustającym orgazmem tępego zadowolenia z siebie.

>daję z siebie tyle tylko ile mogę dać, staram się na max i wierzę, że to Bóg działa - daje mi to pewność i siłę w trudnych momentach, a "owoce" tego są naprawdę wielkie, musisz uwierzyć mi na słowo
Wiara jest mi obca z natury, a znam wielkie owoce raczej bez udziału wiary. Tam gdzie wkrada się wiara powstaje tylko chaos i pustosłowie. Jest na to dość przykładów w dziejach ludzkości od Newtona poczynając...
Beztreściowy wytwór Wojtyły też w całości należy do gatunku wibratorów religijnych umysłów. I to wyłącznie katolickich!
Nie potrafisz wskazać rzeczywistego znaczenia wiary w procesie poznania. Gdyby Wojtyłowa pisanina miała realny sens powstałaby już dawno jakaś nowa metodologia poznania, albo choć zespoły do jej zbudowania - "uczelni" katolickich wszak nie brak na świecie. Musicie jednakże zadowalać się pustą egzaltacją.
No chyba że doczekam się przykładu o jaki proszę.... mechanizmu czy pojedynczego zdarzenia... hę?

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
30-10-2011 15:23 
 Ocena-1 na 1
fidesetratio (33 punktów)

>Nie potrafisz wskazać rzeczywistego znaczenia wiary w procesie poznania. Gdyby Wojtyłowa pisanina miała realny sens powstałaby już dawno jakaś nowa metodologia poznania, albo choć zespoły do jej zbudowania - "uczelni" katolickich wszak nie brak na świecie. Musicie jednakże zadowalać się pustą egzaltacją.
>No chyba że doczekam się przykładu o jaki proszę.... mechanizmu czy pojedynczego zdarzenia... hę?

Zobaczymy narazie coś takiego - doktknę tym razem tematu: "świętych obcowanie", którego rozumem nie można ogarnąć.

Autentyczna historia: Facet wraca na święta z zagranicy, kierowca ciężarówki. Przekroczył granicę i zatrzymał się na parkingu, żeby przespać się. Około godziny 1:00 ktoś zaczyna szarpać za drzwi samochodu. Wychodzi i nikogo nie ma. Za jakiś czas znomu to samo, tylko gdy wyszedł zobaczył w oddali światłość, podszedł i zobaczył swoich zmarłych rodziców i brata. Odjechał szybko. Gdy dojeżdżał do domu usłyszał w radiu, że wszystkie inne samochody na tamtym parkingu zostały okradzione, a kierowcy zabici.

Tak, wiem z góry, że to jak większość można interpretować różnie, łącznie z tym, że był na prochach itp.

Ale tak to już jest, że wiary nikt nie potwierdził (nie zbadał, nie zmierzył), ale i nie zaprzeczył (nie dał argumentów, że Boga nie ma). To jak pytanie o powstanie świata - Ziemii! Teoria wielkiego wybuchu - atomy itp., a kto stworzył te atomy?
30-10-2011 16:26 
 Ocena 8 na 8
Alicja Duda (25557 punktów)
>Autentyczna historia: Facet wraca na święta z zagranicy, kierowca ciężarówki. Przekroczył granicę i zatrzymał się na parkingu, żeby przespać się. Około godziny 1:00 ktoś zaczyna szarpać za drzwi samochodu. Wychodzi i nikogo nie ma. Za jakiś czas znomu to samo, tylko gdy wyszedł zobaczył w oddali światłość, podszedł i zobaczył swoich zmarłych rodziców i brata. Odjechał szybko. Gdy dojeżdżał do domu usłyszał w radiu, że wszystkie inne samochody na tamtym parkingu zostały okradzione, a kierowcy zabici.

A wiesz u mnie w domu krasnoludki stale chowają mi klucze i okulary. Kiedyś się wkurzyłam i zapowiedziałam, że napuszczę na nich psa sąsiadki i przez parę dni okulary i klucze znajdowały się na swoim miejscu. Ostatnio znowu zaczynają rozrabiać, będę musiała czymś znowu ich postraszyć.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
fidesetratio (33 punktów)
>A wiesz u mnie w domu krasnoludki stale chowają mi klucze i okulary. Kiedyś się wkurzyłam i zapowiedziałam, że napuszę na nich psa sąsiadki i przez parę dni okulary i klucze znajdowały się na swoim miejscu. Ostatnio znowu zaczynają rozrabiać, będę musiała czymś znowu ich postraszyć.

Nie ma sprawy.
30-10-2011 17:17 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Tak, wiem z góry, że to jak większość można interpretować różnie, łącznie z tym, że był na prochach itp.
Ano, z wiarą (a szczególnie w takie bzdety) nie ma co polemizować. Gdybyś potrafił umiejscowić tę głupotkę w całokształcie spraw religii (interwencje itp) byłoby jeszcze o.k. A tak masz po prostu kolejny wibrator ku swemu zadowoleniu.
Pal licho historyjkę jakich wiele plącze się po religijnych kręgach, weź pod uwagę rzecz "poważną" czyli uznanie Wojtyły za czarodzieja. Nastąpiło to po kilkuletnim procesie beatyfikacyjnym z "badaniem" wielu informacji ... czemu Kościół nie opublikuje swych badań jak to obowiązuje w nauce? Nie chce nawrócić miliardów? Ano, bo to jest tylko do onanizmu umysłu ludzi łatwowiernych jak Ty. Pod względem poznawczym, intelektualnym wypociny szanownego gremium muszą stanowić dno.

>Ale tak to już jest, że wiary nikt nie potwierdził (nie zbadał, nie zmierzył),
Może z tym mierzeniem rzeczywiście niesporo (bo jak mierzyć zjawiska zero-jedynkowe?), ale zjawisko wiary zbadane jest wystarczająco by wiedzieć co to jest i jak działa. A jest to głębokie upośledzenie zdolności poznawczych i społecznych umysłu. Upośledzenie, które czyni z człowieka kukiełkę zdolną jedynie do bezmyślnego powtarzania rojeń - w zakresie wiarą objętym, bo poza tym obszarem ludzie mogą być całkiem przytomni.
A Ty? Potrafisz odpowiedzieć na pytanie o walory poznawcze wiary na bazie Wojtyłowego pustosłowia, potrafisz wyjść poza ramy kukiełki?

>ale i nie zaprzeczył (nie dał argumentów, że Boga nie ma).
Dla ludzi myślących, na gruncie logiki jest to jasne. A że w swoim gronie epatujecie się czymś czego nie jesteście w stanie w sposób rozumny wykazać to jest wina waszego upośledzenia.

>To jak pytanie o powstanie świata - Ziemii! Teoria wielkiego wybuchu - atomy itp., a kto stworzył te atomy?
Oj, marne masz pojęcie o nauce. Akurat o powstawaniu świata, Ziemi, atomów może Ci powiedzieć ks. Heller - jedna z ikon naukowości kościelnej.
A "stwarzanie" ciągle pozostaje pojęciem od czapy, wziętym z kościelnych bajań.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
fidesetratio (33 punktów)
Ano, bo to jest tylko do onanizmu umysłu ludzi łatwowiernych jak Ty.
>Dla ludzi myślących, na gruncie logiki jest to jasne. A że w swoim gronie epatujecie się czymś czego nie jesteście w stanie w sposób rozumny wykazać to jest wina waszego upośledzenia.

Dowiaduję się nowych informacji na swój temat, ale do przyjęcia ich do swojej świadomości jeszcze mi bardzo, bardzo daleko!
Widzę i tak sens w wierze.
31-10-2011 07:57 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)

>Dowiaduję się nowych informacji na swój temat, ale do przyjęcia ich do swojej świadomości jeszcze mi bardzo, bardzo daleko!
Nie od razu Kraków zbudowano!

>Widzę i tak sens w wierze.
Ale to tylko religijne hasło, zaklęcie. Nie stoi za tym rozumna argumentacja.

>Piszę w to co wierzę i co jest częścią mnie.
Tyle że już zwracano Ci wielokroć uwagę, że nie jesteś w gronie towarzystwa wzajemnej adoracji, nie jesteś na forum religijnym w dziale "świadectwa"...
Ograniczenie poznawcze Twego umysłu chroni Cię przed przyjęciem do wiadomości nawet tak prostych faktów, bo rzeczywiste uświadomienie sobie potrzeby racjonalnych uzasadnień, racjonalnej konfrontacji swych poglądów ze światem mogłoby być początkiem końca Twej wiary. A Twój umysł jest jej podporządkowany w sposób niewolniczy.

I przecież nawet na tym forum możesz mówić o swej wierze w różnych aspektach (nie w formie jednokierunkowych kazań, oczywiście) i oczekiwać dyskusji. Tylko tu, mówiąc o świecie realnym, musisz być gotów na wykazanie, że mówisz nie o tym co się dzieje wyłącznie w Twojej głowie, ale o tymże świecie realnym.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
fidesetratio (33 punktów)
>A jak to jest z tą segregacją katolików na nazywających, czujących i będących? Ty masz na nią patent?

Tu przyznam, że nie można oceniać ludzi, ale postępowanie owszem, choć teraz coraz mniej jest takich, którzy nazywają się katolikami bo tak mówi tradycja rodzinna itp., nie ma już tak dużo osób - "wierzący niepraktykujący", albo ktoś jest , albo nie! Dalej: jestem w gronie przyjaciół wierzących, jesteśmy razem we wspólnocie chrześcijańskiej - w Kościele istanieją również mniejsze wspólnoty, które mają okreslone charyzmaty, np.: oaza, KSM, Domowy Kościół, schole, neukatechumenat itp. - są one jednością i współtworzą Kościół - w mniejszej wspólnocie jest łatwiej poczuć obecność Pana i znaleźć Go w drugiej osobie, tak było ze mną, chociaż ja miałem takie szczęście od dziecka.
ropuszka (154 punktów)
ciekawe zjawisko ...ja mam tak samo! Czytam zawzięcie wszystko z obu stron frontu. Z Biblii robię notatki. Czytam dane historyczne, wkuwam daty....
Myślę że każdy ateista wojnę na argumenty z szeregowym katolikiem by wygrał. Podejrzewam, że prawie żaden kościołoholik nawet nie wie po co te całe bierzmowania, komunie święte. Wielu Bibilię ma na półce ale nigdy do niej nie zaglądnęło, a całą wiedzę chrześcijańską mają z podstawówki, i z domowego klepania pacierza na dobranoc. A w dorosłym życiu fundamentalna wiedza o Bozi i Jezusku wzmacniana jest przez księdza w kościele.
Nie wiem, zachodzę w głowę jak dorośli faceci, dobrze wykształceni- bo studia w seminarium łatwe nie są, jak oni mogą takie kity z ambony żenić, ja bym zaczęła ryć ze śmiechu
Jestem ciekawa, czy na tych studiach w seminarium robią im sieczkę z mózgów, czy po prostu wiedzą jak jest, że bogowie jacykolwiek i kiedykolwiek to bajeczka, ale uczą się jak owieczki za nos wodzić bo to łatwe i dochodowe zajęcie na lata.
22-10-2011 20:37 
 Ocena 3 na 3
Urszula Lis (278 punktów)
>Nie wiem, zachodzę w głowę jak dorośli faceci, dobrze wykształceni- bo studia w seminarium łatwe nie są, jak oni mogą takie kity z ambony żenić, ja bym zaczęła ryć ze śmiechu

Niejednokrotnie słyszałam, że zdolny człowiek idzie do seminarium bo ma zagwarantowaną prace i płace na całe życie.
sinapis (1725 punktów)
>Niejednokrotnie słyszałam, że zdolny człowiek idzie do seminarium bo ma zagwarantowaną prace i płace na całe życie.

Coś w tym jest, bo chociaż ostatnimi laty wzrosła ilość chętnych do zakonów, to liczba alumnów w seminariach mocno spadła. Sam episkopat przyznaje się do 10% w plecy, ale mówi tylko o przyjęciach na pierwszy rok.
fidesetratio (33 punktów)
>>Niejednokrotnie słyszałam, że zdolny człowiek idzie do seminarium bo ma zagwarantowaną prace i płace na całe życie.
>Coś w tym jest, bo chociaż ostatnimi laty wzrosła ilość chętnych do zakonów, to liczba alumnów w seminariach mocno spadła. Sam episkopat przyznaje się do 10% w plecy, ale mówi tylko o przyjęciach na pierwszy rok.
Bo można patrzeć na to w kategoriach pracy, płac - ale jeśli się do tego nie nadajesz, nie jestes powołany to nic z tego!
sinapis (1725 punktów)
>Bo można patrzeć na to w kategoriach pracy, płac - ale jeśli się do tego nie nadajesz, nie jestes powołany to nic z tego!
>

Ano, ano, tylko że gdy płaca mniejsza, to i powołań jakoś mniej. Ci ktorzy by się mozę nadawali, wolą swoje talenty w inną stronę obrócić.
fidesetratio (33 punktów)
>>Bo można patrzeć na to w kategoriach pracy, płac - ale jeśli się do tego nie nadajesz, nie jestes powołany to nic z tego!
>>
>Ano, ano, tylko że gdy płaca mniejsza, to i powołań jakoś mniej. Ci ktorzy by się mozę nadawali, wolą swoje talenty w inną stronę obrócić.

Nie wszyscy.
23-10-2011 10:54 
 Ocena 4 na 4
Anna Salman (16360 punktów)
>Niejednokrotnie słyszałam, że zdolny człowiek idzie do seminarium bo ma zagwarantowaną prace i płace na całe życie.
Nie tyle zdolny, ile nie mający perspektyw. Największa liczba księży wywodzi się podobno z najuboższych regionów kraju i z raczej ubogich, wiejskich środowisk. Inna rzecz, że te regiony i środowiska są też najbardziej religijne.
Dla młodego człowieka, który większość życia spędził w niezbyt ciekawych warunkach jest to nieprawdopodobny awans życiowy - ma zapewniony wikt i opierunek (przecież ma służącą!) i prestiż niejako z automatu - nie musi na niego zapracować.
Ale ciekawą jest rzeczą obecny spadek liczby powołań. Do niedawna korelacja była odwrotna - wzrost bezrobocia oznaczał wzrost liczby chętnych do seminariów, poprawa na rynku pracy skutkowała nawet rezygnacją z kapłaństwa. Oczywiście rezygnujący podawali inne przyczyny, ale dla mnie związek był oczywisty.
22-10-2011 20:30
 Ocena 11 na 11
sinapis (1725 punktów)
>Witam wszystkich
>Tak mnie gnębi taka kwestia - czy macie drodzy koledzy i koleżanki (oczywiście Ci którzy wybrali
>wolność)tak jak ja, że zgłębiacie z pasją historię chrześcijaństwa podpartą filozofią po tym jak
>doszliście do przekonania że religia to ściema?
>Coś mi się porobiło w głowie - inżynierowi doktorowi - że z wypiekami na twarzy i zachłannie (to
>dobre słowo) pochłaniam wszystko w tym temacie co mi wpadnie w łapy. Dopiero teraz jako ateista
>zgłębiam historię soborów - polecam wszystkim książeczkę "Wojny w imieniu Jezusa" Philipa Jenkinsa -
>wcześniej mając to w dalekim poważaniu.

Podejrzewam ,ze takie studia można prowadzić tylko będąc ateistą. Idąc dalej, podejrzewam ,że większość teologów jest niewierząca, choć za cholerę żaden się nie przyzna - bo z czego by żył?
mario1970 (191 punktów)
>Podejrzewam ,ze takie studia można prowadzić tylko będąc ateistą. Idąc dalej, podejrzewam ,że większość teologów jest niewierząca, choć za cholerę żaden się nie przyzna - bo z czego by żył?

Też mam takie podejrzenia - a w takim razie to nieźli z nich aktorzy. Oskar murowany!
Madman (7811 punktów)
>Witam wszystkich
>Tak mnie gnębi taka kwestia - czy macie drodzy koledzy i koleżanki (oczywiście Ci którzy wybrali wolność)tak jak ja, że zgłębiacie z pasją historię chrześcijaństwa podpartą filozofią po tym jak doszliście do przekonania że religia to ściema?
Obawiam się, że już mi to przeszło... Kiedyś też dużo czytałem na ten temat - po części by jakoś wewnętrznie przekonać się, że ateizm to dobry wybór, ale także by zdobyć interesujące argumenty na dyskusje z wierzącymi. Gdy mój neoficki ateistyczny zapał okrzepł nieco a fundamenty niewiary sięgały już kolejnego piętra, gdy doszedłem do wniosku, że z wierzącymi dyskutować się nie da, po prostu dałem sobie z tym wszystkim spokój.
23-10-2011 08:01 
 Ocena 3 na 3
mario1970 (191 punktów)
W moim przypadku nie chodzi chyba o dyskusję z wierzącymi, bo jak ktoś trafnie wyżej zauważył, z nimi nie ma dyskusji. Chyba chodzi raczej o to wypełnienie pustki i przetłumaczenia świata na nowo i chyba o utwierdzenie się w słuszności drogi. Tak czy siak staję się bogatszy w wiedzę, której do tej pory nie dostrzegałem.
22-10-2011 22:27
 Ocena 9 na 11
zachaj (5239 punktów)
Religia to ignorancja.


farmer (22440 punktów)

>Coś mi się porobiło w głowie - inżynierowi doktorowi - że z wypiekami na twarzy i zachłannie (to
>dobre słowo) pochłaniam wszystko w tym temacie co mi wpadnie w łapy. Dopiero teraz jako ateista
>zgłębiam historię soborów - polecam wszystkim książeczkę "Wojny w imieniu Jezusa" Philipa Jenkinsa -
>wcześniej mając to w dalekim poważaniu.

Ba, dziś zapytałem o sobór nicejski znajomego którego cenię. Nawet się nie zdziwiłem że "pierwsze słyszę". Wolę czytać wszystko co ma wpływ na umysł. Rozwiązywanie problemów, biblioteka umysłu, informacje z zewnątrz czyli przetwarzanie.
Dla mnie nie ma znaczenia czy ktoś wierzy czy nie bo wiem że jego umysł korzysta z informacji a jeśli takich nie ma to je pobierze i je przetworzy.

Interesujące jest że ludzie pomijają takie kwestie i skupiają się na efekcie końcowym.
Bardzo często wchodząc w polemikę z wierzącymi. Dlaczego nikt nie zada im pytania (wierzącym) czy rozumieją istotę "funkcjonowania się"? Pobranie informacji> przetworzenie>magazynowanie>pobranie. Rozmowy często skupiają się na powierzchownych odczuciach jednych i drugich. Dlaczego nikt nie powie że to tylko "efekt". Skomplikowany proces przetwarzania informacji różnych zależności nie znanych jeszcze nam powodów dlaczego tak a nie inaczej.
Sarif (2786 punktów)
Żeby zostać ateistą nie potrzeba wielkiej analizy literatury religijnej - bierze się to po prostu na logikę - gdyby istniała tylko jedna religia to można by powiedzieć że jest prawdziwa albo nie chociaż nie do końca tak to powinno wyglądać, ale dla naszych celów narzucimy takie założenie, a jako że mamy wiele religii to prawdopodobieństwo że któraś jest prawdziwa spada coraz niżej, a nie zapominajmy że rozważamy to prawdopodobieństwo najprościej jak się da nie analizując treści danych religii, ale gdy już wkroczymy w tą analizę to zauważamy powtarzające się schematy w różnych religiach w sensie to co było kiedyś podano nam w innej formie w nowej religii więc idąc dalej tą drogą dochodzimy że wszystkie religie wywodzą się z pierwszej prymitywnej religii kiedy wiedza ludzi była można tak rzec zerowa i nie potrafili odpowiedzieć na żadne ciekawiej sformułowane pytanie więc odwoływali się do siły metafizycznych które poprzez proces przeróbki i dekoracji dały nam na koniec złego staruszka ciskającego piorunami, palącego krzaki i każącego budować duże statki, który potem jednak zmienia charakter i okazuje się być swoim synem i jednocześnie jest też bogiem oferującym pośmiertnie dziewice dla swoich wyznawców itd...

Sens religii to odpowiadanie na pytania oraz budowa kręgosłupa moralnego dla człowieka, ale jak pokazuje nam historią nie spełniła żadnej ze swoich ról i ludzie bez niej znajdują odpowiedzi na pytania oraz budują kodeksy według których żyją.

For a long time now, I thought I was just a survivor, but I'm not. I'm the winner. That's who I am.
23-10-2011 07:56 
 Ocena-1 na 3
gegebege (231 punktów)
(zablokowany)
>Żeby zostać ateistą nie potrzeba wielkiej analizy literatury religijnej - bierze się to po prostu na logikę - gdyby istniała tylko jedna religia to można by powiedzieć że jest prawdziwa albo nie chociaż nie do końca tak to powinno wyglądać, ale dla naszych celów narzucimy takie założenie, a jako że mamy wiele religii to prawdopodobieństwo że któraś jest prawdziwa spada coraz niżej, a nie zapominajmy że rozważamy to prawdopodobieństwo najprościej jak się da nie analizując treści danych religii,

Mogę wypowiedzieć całe mnóstwo "ateistycznych" tez, choćby zupełnie bezsensownych. Ponieważ będzie ich tak wiele, zminimalizuje się prawdopodobieństwo tego, że to, co czytam na tym portalu to prawda. Tak to działałoby zgodnie z rozumowaniem, które przedstawiłeś.
25-10-2011 09:36 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>Mogę wypowiedzieć całe mnóstwo "ateistycznych" tez, choćby zupełnie bezsensownych.
Niektórzy z okrzykiem: "mogę latać" wyskakują z 20 piętra. Pan chciałby intelektualnie do nich dołączyć?
Dla inteligentnych ludzi, takie zestawianie tez sensownych i bezsensownych ma wartość.
Niech Pan się wykaże znajomością podstaw ateizmu i przedstawi nam choć kilka bezsensownych tez ateistycznych.

>Ponieważ będzie ich tak wiele,
Jak wiele, proszę o kilka przykładowych.

>zminimalizuje się prawdopodobieństwo tego, że to, co czytam na tym portalu to prawda.
Na tym portalu - jak na wszystkich innych - można przeczytać i kłamstwa i bzdury. Tyle, że jest ich tu sporo mniej w zestawieniu z innymi portalami. O prawdzie, czy kłamstwie możemy rozmawiać tylko przy konkretnej wypowiedzi.

>Tak to działałoby zgodnie z rozumowaniem, które przedstawiłeś.
W moim odbiorze Pańskie rozumowanie sporo szwankuje.

Miłego dnia.

@@@
.
25-10-2011 19:34 
 Ocena 1 na 1
gegebege (231 punktów)
(zablokowany)
>>Mogę wypowiedzieć całe mnóstwo "ateistycznych" tez, choćby zupełnie bezsensownych.
>Niektórzy z okrzykiem: "mogę latać" wyskakują z 20 piętra. Pan chciałby intelektualnie do nich dołączyć?
>Dla inteligentnych ludzi, takie zestawianie tez sensownych i bezsensownych ma wartość.
>Niech Pan się wykaże znajomością podstaw ateizmu i przedstawi nam choć kilka bezsensownych tez ateistycznych.

W tym samym poście sam Pan zauważył, że owe bezsensowne zdania można znaleźć i na tym portalu:

Cytat:
Na tym portalu - jak na wszystkich innych - można przeczytać i kłamstwa i bzdury.


Czy brak sensu tych zdań powoduje, że nie warto zastanawiać się nad innymi, już rozsądniejszymi, które tu czytamy? Oczywiście nie powoduje. To, że ktoś wszedł na ten portal i napisał bzdury, nie oznacza, że tym bardziej prawdopodobnym staje się, że głupoty pisze i Pan, Panie Andrzeju. Analogicznie, mnożenie religii nie może oznaczać, że zmniejsza się prawdopodobieństwo, że któraś z nich jest prawdziwa.
25-10-2011 20:22 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>W tym samym poście sam Pan zauważył, że owe bezsensowne zdania można znaleźć i na tym portalu.
Jest to zgodne z prawdą. Pomimo, że portal przeznaczony jest dla racjonalnej inteligencji - mamy tu przeróżnych gości.

>Czy brak sensu tych zdań powoduje, że nie warto zastanawiać się nad innymi, już rozsądniejszymi, które tu czytamy? Oczywiście nie powoduje. To, że ktoś wszedł na ten portal i napisał bzdury, nie oznacza, że tym bardziej prawdopodobnym staje się, że głupoty pisze i Pan, Panie Andrzeju.
Nawet mam powiedzenie: Nie istniał tak mądry człowiek, który by czegoś głupiego nie powiedział i rzadko, któremu głupcowi nie udało się powiedzieć czegoś mądrego.
Tak ma Pan rację - na naszym forum można i moje głupie wypowiedzi znaleźć, gdyż jestem tylko człowiekiem, a nie Panem Bogiem.

Ale prawdopodobieństwo spotkania mądrej lub głupiej wypowiedzi u konkretnego forumowicza rośnie wraz z ilością jego wypowiedzi, które udało się nam poznać.
Jest tu spora grupa osób, których wypowiedzi czytam z największą przyjemnością - sporo się od nich ucząc i mała grupka trollujących głupców, których wypowiedzi czytam z zażenowaniem i naprawdę w tej ocenie wartości merytorycznej wypowiedzi wcale nie o poglądy konkretnego forumowicza mi chodzi.

>Analogicznie, mnożenie religii nie może oznaczać, że zmniejsza się prawdopodobieństwo, że któraś z nich jest prawdziwa.
Pan wybaczy, ale jakakolwiek analogiczność jest tu nieuprawniona. Głupoty ludziom mądrym zdarzają się niebywale rzadziej, niż mądrości ludziom głupim. Mądrzy ludzie ponadto poddają swoje poglądy dosyć wszechstronnej weryfikacji, błędy korygują, a poglądy zmieniają. Tylko głupcy trwają w uporze. "Mój dziadowie i rodzice wierzyli, to ja też wierzę".

Zdecydowanie zmniejsza się prawdopodobieństwo prawdziwości wszystkich religii wraz ze stwierdzeniem nieprawdziwości następnej.

Ale sedno sporu wcale nie tym miejscu się mieści.
Pytaniem jest - czy istnieje (może istnieć) jakakolwiek rzeczywistość nadnaturalna? Gdy uznamy, że istnieje, to i istnieje krasnali jest w jakimś stopniu prawdopodobne. Zaś gdy odrzucamy wszelki nadnaturalizm - co uczynił Darwin (i co jest nie mniejszym osiągnięciem intelektualnym nauki jak teoria ewolucji) - to ani żaden bóg, ani prawdziwość jakiejkolwiek religii nie może być rzeczą wiarygodną. Z punktu widzenia nauk przyrodniczych żadna religia nie posiada uzasadnienia i każda jest głupotą.

Miłego dnia.

@@@
.
PS. Różni religianci walczą z naukowym poglądem na świat wszystkimi dostępnymi jej środkami.
Za pomocą środków materialnych walczy fundacja Johna Templetona, która ostatnio przyznała Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych w Krakowie grant na lata 2011-2014 na rozwój działalności i przeprowadzenie badań teoretycznych oraz empirycznych w ramach projektu "Granice wyjaśnienia naukowego".

Łukasz Kwiatek: Wielu sceptyków negatywnie odnosi się do badań ufundowanych przez Fundację Templetona. Mawiają, że ich rzeczywistym celem jest próba odnalezienia niepodważalnych dowodów na istnienie Boga. Ukróciłoby to odwieczne spory z ateistami także na takie tematy jak ewolucja, życie w kosmosie itp.

Jednak jak tłumaczy Łukasz Kwiatek, jest to błędne podejście, gdyż idee współczesnej filozofii nauki są zupełnie inaczej formułowane:

- Trudno powiedzieć, by ktokolwiek poszukiwał stricte naukowych dowodów na istnienie Boga. Przyjmując niezbędny w nauce postulat naturalizmu metodologicznego, tj. wyjaśniania świata przyrody jedynie w kategoriach świata przyrody, naukowiec nie może odwoływać się do bytów czy związków transcendentalnych, wykraczających poza świat przyrody. Innymi słowy, musi starać się wyjaśnić przyrodę za pomocą zasad przyrody. Co istotne, odrzucenie tego postulatu sprawia, że przestajemy mieć do czynienia z samą nauką. Ks. prof. Michał Heller w swojej bogatej twórczości naukowej zawsze zajmował takie stanowisko - dodaje.
odkrywcy.p(*)ga,wid,13927948,wiadomosc.html

@@@
.
kkuj (614 punktów)
>Przyjmując niezbędny w nauce postulat naturalizmu metodologicznego, tj. wyjaśniania świata przyrody jedynie w kategoriach świata przyrody, naukowiec nie może odwoływać się do bytów czy związków transcendentalnych, wykraczających poza świat przyrody.

Wiem, że zdanie nie zostało sformułowane przez Pana, jednak odniosę się do niego, bo jest interesujące. Według mnie naturalizm metodologiczny zakłada, że jeśli X jest częścią rzeczywistości, to możliwe jest badanie X przy pomocy zjawisk/oddziaływań naturalnych. Wydaje mi się, że ta definicja jest inna od wcześniej podanej. Nie chodzi o to która lepsza, ale o to która bardziej opisowa. Definicja sformułowana przez Pana Łukasza, dotyczy ograniczeń w postępowaniu naukowca, co jest stosunkowo wąskim punktem widzenia. W moim rozumieniu, naturalizm metodologiczny definiuje to co nazywamy rzeczywistością i stwierdza, że jeśli X nie oddziałuje z rzeczywistością jest nierozróżnialne z naszego punktu widzenia od nieistnienia X, co się z tym wiąże niemożliwością formułowania żadnej wiedzy na temat X. Jako postulat praktyczny zakłada, że skoro X jest nierozróżnialne od nicości to nie ma podstaw aby używać X w nauce, o ile X nie zacznie manifestować się w jakiś sposób w rzeczywistości. Nie przeszkadza to moim zdaniem formułować tezy X, oraz wymyślania sposobów manifestacji X. Z tym, że X nie tłumaczy nic dopóki nie potwierdzone zostanie jednoznacznie oddziaływanie X na rzeczywistość.

Proszę mnie wyprostować jeśli źle to rozumiem.
26-10-2011 19:08 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>Wydaje mi się, że ta definicja jest inna od wcześniej podanej.
Trochę inna? Czy zdecydowanie inna? Wyższą napisałem "z głowy" czyli "z niczego" drugą zacytowałem. Nie wiem, która jest lepszą?

Pańskie rozumowanie jest dość trafne, ale ja mam kłopot, gdyż nie rozumiem terminu "nicość" i osobiście stawiam go zaraz obok "boga", absolutu, podziału na "byty" itd.

>Proszę mnie wyprostować jeśli źle to rozumiem.
Myślę, że z rozumieniem jest u Pana bardzo dobrze, trochę gorzej z komunikatywnością.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
Lodowy (1486 punktów)
>czy ktoś z nich wie np coś o soborze chalcedońskim który z punktu widzenia każdego katolika (ba chrześcijanina)był jednym z najważniejszych...
>PS. Proszę nie pytać dlaczego ateista posyła dziecko do kościoła - idzie do pierwszej komunii - to jej decyzja.
Jak sobie zadaję pytanie czy bardziej dziwi mnie niewiedza przeciętnego katolika o soborze chalcedońskim czy posyłanie do komunii dziecka przez ateistę, to odpowiadam sobie, że to to drugie.
23-10-2011 01:38 
 Ocena 8 na 8
Scarabaeus (2198 punktów)
>Jak sobie zadaję pytanie czy bardziej dziwi mnie niewiedza przeciętnego katolika o soborze chalcedońskim czy posyłanie do komunii dziecka przez ateistę, to odpowiadam sobie, że to to drugie.

Bo ateizm to nie religia i nie u każdego musi się to przekładać na jego postawę życiową.
Ateizm to brak wiary w Boga, który nie musi oznaczać niechęci do wierzących czy katolickiej tradycji.
Sporo osób przechodzi drogę od wiary do ateizmu w życiu dorosłym. Ciężko jest wtedy zmienić całe swoje życie z dnia na dzień. Z obserwacji mojego otoczenia wynika iż osoby wierzące tolerują ateistów nawet tych agresywnych jeżeli są to "niewierzący od zawsze". Dużo gorzej traktowani są Ci, którzy odważą się porzucić wiarę, nawet jeżeli są w swoich poglądach bardzo ugodowi.

Osobie, która kiedyś wierzyła łatwo przychodzi dostrzec głupotę religii. Znacznie trudniej dostrzec tkwiące w religii zagrożenie, a nawet jeżeli je dostrzegamy to bagatelizujemy.
Gdyby dziecko, nawet nastoletnie próbowało przyłączyć się do sekty religijnej to pewnie większość z nas starałaby się wszystkimi możliwymi środkami nie dopuścić do tego. tak samo byłoby pewnie z islamem. Jeżeli jednak chodzi o KK to jesteśmy często bardzo pobłażliwi. I chyba na tym przykładzie widać najlepiej jak mocne piętno zostawia wychowanie religijne nawet na osobach, którym udało się porzucić religie.
23-10-2011 07:58 
 Ocena-12 na 14
gegebege (231 punktów)
(zablokowany)
>Ateizm to brak wiary w Boga

Ateizm to wiara, że żaden Bóg czy bóg nie istnieje.
23-10-2011 11:15 
 Ocena 19 na 19
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>Ateizm to wiara, że żaden Bóg czy bóg nie istnieje.
WIEDZA, nie żadna wiara, wierzyć to ty sobie możesz że krasnoludki sikają do piwa

WIEM o nieistnieniu wielu rzeczy, gdyż po prostu nikt nigdy nie przedstawił dowodów na ich istnienie.

Chociaż bardzo bym się ucieszyła, gdyby smoki istniały, bo jakiś tam bóg to mnie nie obchodzi
25-10-2011 07:49 
 Ocena 1 na 3
gegebege (231 punktów)
(zablokowany)
>>Ateizm to wiara, że żaden Bóg czy bóg nie istnieje.
>WIEDZA, nie żadna wiara, wierzyć to ty sobie możesz że krasnoludki sikają do piwa
>WIEM o nieistnieniu wielu rzeczy, gdyż po prostu nikt nigdy nie przedstawił dowodów na ich istnienie.
>Chociaż bardzo bym się ucieszyła, gdyby smoki istniały, bo jakiś tam bóg to mnie nie obchodzi

Niestety wielu ludzi stara się szukać dowodów na istnienie Boga w przyrodzie. Jeżeli jakaś część jej działania nie może być wytłumaczona na podstawie osiągnięć dzisiejszej nauki, to tę lukę zapełnia się Bogiem. Kiedy nauka idzie do przodu, okazuje się, że wytłumaczenie Boskie jest niepotrzebne.

Tymczasem śladem Boga jest wszystko: my sami i nasze Jego poszukiwanie także. Kiedy lecimy samolotem wysoko ponad chmurami, to trudno stwierdzić, że się poruszamy, jeśli nie spojrzymy w dół albo na innym przelatujący nieopodal samolot. Kiedy zaś nie ma punktu odniesienia, to nie sposób stwierdzić ruch. Podobnie w naszym sporze problemem jest brak punktu odniesienia: cały świat jest dowodem na istnienie Boga, jest jednym wielkim jego śladem.

Więc ateizm to WIARA. Wiara, że świat nie jest śladem Boga.
25-10-2011 08:11 
 Ocena 6 na 8
maruda (5550 punktów)
>Więc ateizm to wiara.

Twoje działanie nie różni się od opowiadania na forum kynologicznym o rybkach. Takie wpisy są zwyczajnym trollowaniem, chcesz wbić ateistom szpile i pokazać że muszą też wierzyć, bo nie wyobrażasz sobie lepszej zabawy, żal mi ciebie.

Come to the dark side, we have cookies
25-10-2011 09:56 
 Ocena 2 na 4
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> Takie wpisy są zwyczajnym trollowaniem, chcesz wbić ateistom szpile i pokazać że muszą też wierzyć, bo nie wyobrażasz sobie lepszej zabawy, żal mi ciebie.

Zupełnie nietrafnie odczytujesz intencje gegebege - za pomocą najprostszych sformułowań przedstawia on klasyczną argumentację filozoficzną.

Oczywiście są i tacy, dla których cała historia filozofii to trollowanie...
25-10-2011 10:49 
 Ocena 7 na 9
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>Zupełnie nietrafnie odczytujesz intencje gegebege - za pomocą najprostszych sformułowań przedstawia on klasyczną argumentację filozoficzną.
>Oczywiście są i tacy, dla których cała historia filozofii to trollowanie...
Jeszcze jedna dziedzina, na której się zna katolicki troll - Wielce Szanowny Pan Mbielecki.
Przyznaję - na jaki by temat Pan się na naszym forum nie odezwał to jestem oszołomiony.
Młody Polak w XXI wieku, a w tkwi "Mrokach Średniowiecza". Czy taką jest ta nasza "Nowoczesna Polska"?
Nie - Szanowny Panie, historia filozofii, to nie jest trollowanie, ale trollować można na każdy temat - czego obaj Panowie są znakomitym przykładem.

Miłego dnia.

@@@
.
PS. Dziękuję Wielce Szanownemu Panu, że w swym chrześcijańskim miłosierdziu zechciał mi wyrazić uznanie.
Czytelnik 'mbielecki' oddał na Ciebie głos negatywny
głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Ateizm a wiedza na temat chrześcijaństwa'

Niektóre minusy sprawiają mi nie mniejszą radość jak plusy. Dlatego się nimi chwalę.

Miłego dnia i niech Bóg ma Pana w nieustającej opiece.

@@@
.
25-10-2011 11:05 
 Ocena 4 na 4
Scarabaeus (2198 punktów)
>Zupełnie nietrafnie odczytujesz intencje gegebege - za pomocą najprostszych sformułowań przedstawia on klasyczną argumentację filozoficzną.

Nie filozofię lecz zwykłą grę wykorzystującą wieloznaczność słów.

>Oczywiście są i tacy, dla których cała historia filozofii to trollowanie...

Historia filozofii nie, ale spora cześć filozofii to już dziś najzwyklejsze trolowanie.
25-10-2011 11:15 
 Ocena 6 na 8
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>>>>Oczywiście są i tacy, dla których cała historia filozofii to trollowanie...
>Historia filozofii nie, ale spora cześć filozofii to już dziś najzwyklejsze trolowanie.
Szczególnie ta nazywana filozofią chrześcijańską - nie mówiąc już o steku bzdur jakim jest teologia.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.

____________________________________________________________________________________________
Wielce Szanowny Pan:
Czytelnik 'mbielecki' oddał na Ciebie głos negatywny
głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Ateizm a wiedza na temat chrześcijaństwa'

Również tu w swej łaskawości zechciał mi Pan Mbielecki minusa postawić. Dzięki Ci Panie, niech za te minusy Pan Bóg Ci w dzieciach wynagrodzi. Niech Pańskie dzieciątka w mądrości i poziomie wiedzy tatusiowi dorównają.
Jesteście wszak przyszłością naszej kochanej ojczyzny.

@@@
.
25-10-2011 09:15 
 Ocena 12 na 14
liliac (147340 punktów)
>Więc ateizm to WIARA. Wiara, że świat nie jest śladem Boga.

Dobrze już, dobrze, biedaku. To wiara. Tak samo jak twoja wiara w brak wpływu krasnoludków na proces produkcji kwaśnego mleka, twoja wiara w nieistnienie królestwa Ereszkigal i twoja wiara w brak niewidzialnego potwora pod łóżkiem. Trochę się nudny zrobiłeś. Nie masz może ochoty potrollować na innym forum?
25-10-2011 09:49 
 Ocena 14 na 14
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Tymczasem śladem Boga jest wszystko: my sami i nasze Jego poszukiwanie także.

...a nawet nasze jego nieposzukiwanie tyż .
Jak wszystko - to wszystko, kurde .

>Kiedy zaś nie ma punktu odniesienia, to nie sposób stwierdzić ruch.

Zdradzę Ci Wielką Tajemnicę Niewiary:
jeżeli nie ma punktu odniesienia, samo pojęcie ruchu jest niedorzeczne po prostu .

>Podobnie w naszym sporze problemem jest brak punktu odniesienia: cały świat jest dowodem na istnienie Boga, jest jednym wielkim jego śladem.



>Więc ateizm to WIARA. Wiara, że świat nie jest śladem Boga.

...takoż ściupków, gyzgyzów, mucików i kukalców .


Każdy wie, co być powinno teraz lub dawniej. Trudniej odpowiedzieć na pytanie, co jest i co rzeczywiście było. (Bronisław Łagowski)
25-10-2011 10:39 
 Ocena 9 na 11
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>Niestety wielu ludzi stara się szukać dowodów na istnienie Boga w przyrodzie.
Kto? Gdzie? Kiedy? Jacy ludzie - poza fideistami - szukają śladów Boga w przyrodzie?

>Jeżeli jakaś część jej działania nie może być wytłumaczona na podstawie osiągnięć dzisiejszej nauki, to tę lukę zapełnia się Bogiem.
Teologowie, od czasów Darwina znajdujący się w defensywie, w naukowym dyskursie stawiają tezę, że nauka zajmuje się tak wieloma sprawami, iż nie można mówić o spójnym światopoglądzie naukowym i przedstawiają kolejne zagadnienia, na które dzisiejsza nauka nie zna jeszcze odpowiedzi. Nie godzą się na "Boga białych plam", (trafnego określenia Isaaca Newtona), ale powołują się na Boga wszędzie tam, gdzie jeszcze w naukowym zrozumieniu świata pozostają luki. Agresywni publicyści zajmujący się popularyzacją nauki ośmieszają ten pogląd używając określenia "Bóg-zapchajdziura". Bardziej stonowany młody filozof Piotr Bylica W 1(20) numerze "Forum Klubowego" stawia tezę, "że współczesna nauka nie pozostawia żadnych luk ani w naszej wiedzy (...), ani w porządku świata, których wyjaśnienie wymagałoby odwołania do jakiejś nadnaturalnej, transcendentnej sfery postulowanej przez religie teistyczne. I kończy wywody stwierdzeniem: Skoro to nauka decyduje dziś o tym, co istnieje, a co nie, to warto pamiętać, że to co z jej założeń wynika, iż nie istnieją luki ani w porządku przyrodniczym, ani w naszej wiedzy, w którym byłoby miejsce dla jakiegoś bóstwa działającego w materialnym świecie".www.racjon(*)hp/s,4873/q,Bog.bogowie.bostwa

>Kiedy nauka idzie do przodu, okazuje się, że wytłumaczenie Boskie jest niepotrzebne.
Nauka od czasu darwinowskiej rewolucji naukowej stosuje w metodologii naturalizm i nie odwołuje się do żadnych nadnaturalnych odniesień. Ani przed badaniami, ani w trakcie, ani po badaniach.

>Tymczasem śladem Boga jest wszystko: my sami i nasze Jego poszukiwanie także.
"Wszystko" ma dokładnie z punktu poznania naukowego ma podobne znaczenie do "niczego". W nauce potrzebnym jest najmniejszy konkret (choćby przesłanka). Nauka badając dostępną człowiekowi bezpośrednio i pośrednio rzeczywistość nigdy, nigdzie, nie natrafiła na najmniejszy ślad oddziaływania nadnaturalnego. Bóg, który choćby w najmniejszym stopniu nie oddziałuje na rzeczywistość, jest dla ludzi nieinteresującym - nawet gdyby istniał.

>Kiedy lecimy samolotem wysoko ponad chmurami, to trudno stwierdzić, że się poruszamy, jeśli nie spojrzymy w dół albo na innym przelatujący nieopodal samolot. Kiedy zaś nie ma punktu odniesienia, to nie sposób stwierdzić ruch. >Podobnie w naszym sporze problemem jest brak punktu odniesienia: cały świat jest dowodem na istnienie Boga, jest jednym wielkim jego śladem.
Jedynym dowodem na istnienie świata nadprzyrodzonego (bogów, duchów, krasnali), choć ważnym tylko dla fideistów - jest ich wiara w to, że taki świat istnieje. Żadnego innego dowodu nie ma.
Oczywiście zdecydowana większość fideistów nie ma najmniejszego nawet pojęcia co to jest dowód naukowy i bredzi o tym co im się wydaje, a co nijak ma się do nauki.

>Więc ateizm to WIARA. Wiara, że świat nie jest śladem Boga.
Czy koniecznie trzeba wierzyć? Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".

Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.


Już nie bardzo wierzę, aby przestały nasze forum nękać fideistyczne (a szczególnie katolickie) trolle, a więc moja niewiara jest głęboka. Wielce Szanowny Panie, jest tyle wspaniałych książek - niech Pan trochę poczyta i przyjdzie do nas z jakimiś przemyślanymi na ich podstawie argumentami.

Miłego dnia i pasjonujących lektur życzę.

@@@
.___________________________________________________________________

PS. Panu Mbieleckiemu w tym poście to chyba najbardziej odesłanie do mądrych książek się nie spodobało:
Czytelnik 'mbielecki' oddał na Ciebie głos negatywny
głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Ateizm a wiedza na temat chrześcijaństwa'

On czyta tylko te "za zezwoleniem władzy duchownej".

Kochany Panie Mbielecki - wiem jak wielką przykrość Panu to sprawia, że nie może Pan wolnomyślicieli wziąć na tortury, a później - dla ich dobra - z wielkiej chrześcijańskiej miłości spalił.

Miłego dnia.

@@@
.
25-10-2011 10:09 
 Ocena 5 na 5
lukaszewicz (5674 punktów)
> cały świat jest dowodem na istnienie Boga, jest jednym wielkim jego śladem.

Którego boga?
25-10-2011 12:18 
 Ocena 5 na 5
zupełna (2507 punktów)
Tymczasem śladem Boga jest wszystko: my sami i nasze Jego poszukiwanie także. Kiedy lecimy samolotem wysoko ponad chmurami, to trudno stwierdzić, że się poruszamy, jeśli nie spojrzymy w dół albo na innym przelatujący nieopodal samolot. Kiedy zaś nie ma punktu odniesienia, to nie sposób stwierdzić ruch. Podobnie w naszym sporze problemem jest brak punktu odniesienia: cały świat jest dowodem na istnienie Boga, jest jednym wielkim jego śladem.
Tego obawiałam sie najbardziej. Zatem trzęsienia ziemi na Haiti i w Japonii, tsunami w Indonezji, tysiące ludzi wycieńczonych z głodu bo susza i wojna jednocześnie a i wirus HiV własnie na najbardziej bezbronnym kontynencie to jego sprawka. Nic tak bardzo mnie nie martwi jak premedytacja z jaką ten bożek działa , gegebege.
25-10-2011 14:10 
 Ocena 7 na 7
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>Tymczasem śladem Boga jest wszystko: my sami i nasze Jego poszukiwanie także.
Wybacz, ale twoja naukowa hipoteza jest niefalsyfikowalna, co prowadzi do tego, że jest fałszywa.
Jeśli powiem, że wysłałam w kosmos Excalibura, i on lata sobie gdzieś tam w przestrzeni międzygwiezdnej, to jesteś w stanie udowodnić, że go tam nie ma? A to może udowodnić, że tam jest? Cokolwiek? A czy przy braku jakichkolwiek dowodów mogę ci kazać pić herbatę z talerza, gdyż Excalibur w przeciwnym wypadku spanie ci na głowę?

Tak więc jeśli masz jedynie wiarę na temat istnienia Posejdona, a nie rzeczywistą wiedzę, to nie możesz wysuwać (a tym bardziej wprowadzać w życie) dalszych hipotez i zakazów/nakazów w stylu "Gadajcie sami do siebie to spadnie na was szczęście i dużo kasiory". To tak jakby powiedzieć "nie ważne, czy mamy fundamenty czy nie, budujcie ten wieżowiec".

No i mylisz pojęcia: To nie jest Bóg, tylko już prędzej Tao, a Tao nie ukarze cię za imprezowanie w piątki albo stepowanie w poniedziałki.

Równie dobrze mogę wskazać stojącą obok mnie butelkę z wodą i powiedzieć "Oto bóg, zatem bóg istnieje i dlatego też ta butelka jest argumentem, byście klękali w niedzielę po 10 razy i bili mi pokłony"

No i powiedz, dlaczego akurat twierdzisz, że Tao to Posejdon, a nie Atena?
23-10-2011 11:54 
 Ocena 5 na 5
kogut59 (3090 punktów)
>Ateizm to wiara, że żaden Bóg czy bóg nie istnieje.
23-10-2011 12:35 
 Ocena 3 na 3
mario1970 (191 punktów)
>>Ateizm to brak wiary w Boga
>Ateizm to wiara, że żaden Bóg czy bóg nie istnieje.

Dobre
Ateizm to raczej brak wiedzy o tym że bóg istnieje.
23-10-2011 13:16 
 Ocena 7 na 7
Scarabaeus (2198 punktów)
>>>Ateizm to brak wiary w Boga
>>Ateizm to wiara, że żaden Bóg czy bóg nie istnieje.
>Dobre
>Ateizm to raczej brak wiedzy o tym że bóg istnieje.
>

Ateizm to odrzucenie wiary w bogów. Może wynikać z wiedzy, niewiedzy z przemyśleń filozoficznych lub doświadczeń życiowych. Przyczyny ateizmu mogą być bardzo różne, wspólny jest brak wiary.
23-10-2011 13:22 
 Ocena 20 na 20
Meretseger (61860 punktów)
>>Ateizm to brak wiary w Boga
>Ateizm to wiara, że żaden Bóg czy bóg nie istnieje.
A może spróbuj przemyśleć swoją wiarę w to, że ateizm to wiara?


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
23-10-2011 20:49 
 Ocena 12 na 12
Gosia (9452 punktów)
>>Ateizm to brak wiary w Boga
>Ateizm to wiara, że żaden Bóg czy bóg nie istnieje.

Taa...A jak już ktoś tu kiedyś nadmienił, niezbieranie grzybów to hobby.
kkuj (614 punktów)
>Ateizm to wiara, że żaden Bóg czy bóg nie istnieje.

Może to twoja definicja, zatem jak określisz osobę, którą nie przekonują argumenty teistów, nie uznającej jednak za prawdziwe stwierdzenie, że bóg nie istnieje? (to jest definicja ateizmu w najmniej potocznym znaczeniu). Można zmieniać sens słów, ale jakie to ma znaczenie? Czy zmieni się w ten sposób myślenie osoby?
23-10-2011 09:41 
 Ocena 1 na 1
mario1970 (191 punktów)
>Jak sobie zadaję pytanie czy bardziej dziwi mnie niewiedza przeciętnego katolika o soborze chalcedońskim czy posyłanie do komunii dziecka przez ateistę, to odpowiadam sobie, że to to drugie.

W zasadzie temat dotyczył czego innego - zaznaczyłem to na końcu postu ale...
Trochę "siedzę" w kwestach związanych z zarządzaniem a szczególnie leży mi na sercu problematyka wprowadzania zmian. Podstawowa zasada jest taka, że o ile nie jest to absolutnie niezbędne, należy unikać zmian rewolucyjnych i radykalnych - skupiając się na ewolucji. Wtedy osiągniemy sukces ponosząc mniejsze koszty. Zresztą pochwałę ewolucji głosimy chyba tutaj wszyscy? Nie trzeba być chyba wybitnym psychologiem - żeby wiedzieć, że u dziecka otoczonego zewsząd religią (w takim kraju żyjemy), jeśli ja jako ojciec (czytaj autorytet) zaneguję istnienie bozi - powstanie ogromny dysonans poznawczy. Ja wolę drogę małych kroków - teraz chce iść do komunii (prezenty, ładna sukienka, uroczystość - to są dla dziecka bardzo ważne rzeczy) - proszę bardzo - ma wolną wolę - ale jednocześnie prowadzimy rozmowy na temat powstania świata, ewolucji, roli religii w życiu itd.
To tak jakby malucha zmuszać do słuchania King Crimson - przyjdzie na to czas - teraz słucha Abby i Chopina.
23-10-2011 12:04 
 Ocena 10 na 10
Lodowy (1486 punktów)
>W zasadzie temat dotyczył czego innego - zaznaczyłem to na końcu postu ale...
>Trochę "siedzę" w kwestach związanych z zarządzaniem a szczególnie leży mi na sercu problematyka wprowadzania zmian. Podstawowa zasada jest taka, że o ile nie jest to absolutnie niezbędne, należy unikać zmian rewolucyjnych i radykalnych - skupiając się na ewolucji. Wtedy osiągniemy sukces ponosząc mniejsze koszty. Zresztą pochwałę ewolucji głosimy chyba tutaj wszyscy? Nie trzeba być chyba wybitnym psychologiem - żeby wiedzieć, że u dziecka otoczonego zewsząd religią (w takim kraju żyjemy), jeśli ja jako ojciec (czytaj autorytet) zaneguję istnienie bozi - powstanie ogromny dysonans poznawczy. Ja wolę drogę małych kroków - teraz chce iść do komunii (prezenty, ładna sukienka, uroczystość - to są dla dziecka bardzo ważne rzeczy) - proszę bardzo - ma wolną wolę - ale jednocześnie prowadzimy rozmowy na temat powstania świata, ewolucji, roli religii w życiu itd.
>To tak jakby malucha zmuszać do słuchania King Crimson - przyjdzie na to czas - teraz słucha Abby i Chopina.
Wg mnie dorabiasz mądrą teorię do światopoglądowego tchórzostwa. Przepraszam, że jestem zdecydowany w wypowiedzi. Bóg jest albo go nie ma, opcja jest zero-jedynkowa, wszystko co pomiędzy jest kłamstwem i hipokryzją, nie ma miejsca na kompromisy i "ewolucyjne zmiany". Jeśli teraz mówisz córce coś, w co sam nie wierzysz to zwyczajnie oszukujesz ją i otoczenie. Znam ateistów którzy nie posyłali dzieci na religię i do komunii i dali sobie z tym radę.
Nieprawdą jest że w Polsce jest 90% katolików, najliczniejszą grupą są niekatoliko-nieateiści, krytykują KRK i do niego chodzą, wskazują na katolicką indoktrynację dzieci i posyłają swoje pociechy do komunii, śmieją się z księży i biorą u nich ślub kościelny.
23-10-2011 12:29 
 Ocena 1 na 1
mario1970 (191 punktów)
>Wg mnie dorabiasz mądrą teorię do światopoglądowego tchórzostwa.

Nie gniewam się - możesz mnie nazywać jak chcesz - jestem uodporniony

>Bóg jest albo go nie ma, opcja jest zero-jedynkowa, wszystko co pomiędzy jest kłamstwem i hipokryzją

Oczywiście się zgadzam

>Jeśli teraz mówisz córce coś, w co sam nie wierzysz to zwyczajnie oszukujesz ją i otoczenie.

Nie wiem gdzie to wyczytałeś. Nigdzie nie napisałem że prowadzę katolicką indoktrynację swojego dziecka

>Znam ateistów którzy nie posyłali dzieci na religię i do komunii i dali sobie z tym radę.

A ja znam takich których dzieci były wyzywane i wyszydzane przez kolegów i koleżanki gdy siedziały pod salą same podczas gdy za drzwiami odbywała się religia - efekt zmiana szkoły i środowiska (i to nie raz). Nie powiesz mi chyba że w imię własnych przekonań mam dziecku fundować taki bajzel????

>Nieprawdą jest że w Polsce jest 90% katolików, najliczniejszą grupą są niekatoliko-nieateiści, krytykują KRK i do niego chodzą, wskazują na katolicką indoktrynację dzieci i posyłają swoje pociechy do komunii, śmieją się z księży i biorą u nich ślub kościelny.

A jasne - zjednoczmy się - pójdźmy z marszem na Częstochowę, na siłę uczmy maluchy teorii powstania wszechświata a katolików piętnujmy, niszczmy obrazy, zabraniajmy śpiewania pieśni!!!
Czy naprawdę wierzysz (to chyba dobre słowo) że ma to sens??? A poza tym czy zwalczając w taki sam sposób religię nie przysporzymy jej zwolenników? Czy nie stajemy się tacy jak oni?
Wcale nie zależy mi na życiu w Państwie w którym trwa zaciekła wojna - może Tobie. Mam koleżankę która jest typem katolickiego rewolucjonisty, i gdy zacietrzewia się w swej walce o jedyną słuszną prawdę to ja czuję się silniejszy od niej po stokroć właśnie dzięki takiemu podejściu.
23-10-2011 15:30 
 Ocena 4 na 4
Lodowy (1486 punktów)
>>Wg mnie dorabiasz mądrą teorię do światopoglądowego tchórzostwa.
>Nie gniewam się - możesz mnie nazywać jak chcesz - jestem uodporniony
Odniosłem się do zdarzenia a nie do osoby, nazwałem coś tchórzostwem, ale nie nazwałem Cię tchórzem. Dla mnie to jest duża różnica.
>>Jeśli teraz mówisz córce coś, w co sam nie wierzysz to zwyczajnie oszukujesz ją i otoczenie.
>Nie wiem gdzie to wyczytałeś. Nigdzie nie napisałem że prowadzę katolicką indoktrynację swojego dziecka
Posyłasz ją na religię. Wystarczy. A tak z ciekawości już zapytam jeśli córka pyta Cię o istnienie Boga, co jej odpowiadasz?
>A ja znam takich których dzieci były wyzywane i wyszydzane przez kolegów i koleżanki gdy siedziały pod salą same podczas gdy za drzwiami odbywała się religia - efekt zmiana szkoły i środowiska (i to nie raz). Nie powiesz mi chyba że w imię własnych przekonań mam dziecku fundować taki bajzel????
To świadczy tylko o tamtych dzieciach. Jak córka przejdzie całą edukację (przynajmniej podstawówkę i gimnazjum) to przekonasz się, że dzieci potrafią wyszydzać z najprzeróżniejszych powodów. Masz zamiar w takich sytuacjach zawsze dostosowywać się do widzimisię grupy rówieśników?
>A jasne - zjednoczmy się - pójdźmy z marszem na Częstochowę, na siłę uczmy maluchy teorii powstania wszechświata a katolików piętnujmy, niszczmy obrazy, zabraniajmy śpiewania pieśni!!!
>Czy naprawdę wierzysz (to chyba dobre słowo) że ma to sens??? A poza tym czy zwalczając w taki sam sposób religię nie przysporzymy jej zwolenników? Czy nie stajemy się tacy jak oni?
>Wcale nie zależy mi na życiu w Państwie w którym trwa zaciekła wojna - może Tobie. Mam koleżankę która jest typem katolickiego rewolucjonisty, i gdy zacietrzewia się w swej walce o jedyną słuszną prawdę to ja czuję się silniejszy od niej po stokroć właśnie dzięki takiemu podejściu.
Do żadnej walki nie zachęcam. Wręcz przeciwnie, uważam, że w Polsce mogą żyć ze sobą w całkowitej zgodzie ludzie o różnych światopoglądach. Trzeba się jednak jasno określić kim się jest, dzieci trzeba też tego uczyć.
Żeby nie było tylko górnolotnych haseł. U mnie w pracy większość wyraża się o KRK krytycznie (zakładam, że to ateiści), jest jednak osoba, który w tych niekomfortowych dla siebie warunkach potrafi powiedzieć, że jest katolikiem. Cenię taką postawę. Nikt nikogo nie ateizuje i nikt nikogo nie ewangelizuje i tak być powinno.
26-10-2011 21:08 
 Ocena 1 na 1
kkuj (614 punktów)
>Trzeba się jednak jasno określić kim się jest, dzieci trzeba też tego uczyć.
Nie sądzę, żeby tworzenie ateistycznych i teistycznych gett było sensowne z punktu widzenia społeczeństwa. Czy uznajesz za podobną obłudę fakt, że ktoś niewierzący pójdzie 1 listopada na groby z rodziną, która wie że ta osoba jest niewierząca? Z tego postu wynika, że nie. Życie nie polega na okopaniu się w zasiekach. Raczej na interakcji z osobami nam bliskimi. Ja mogę odwiedzić i odwiedzam groby w dowolny dzień, również 1 listopada mimo iż nie akceptuję idei życia pozagrobowego jako prawdziwej. Zapytany, mówię to samo swojej rodzinie, oni mają inny pogląd, a że nie chcą wymieniać się argumentami, już nie pytają. Ja natomiast nie ateizuję ich. Ale czy to oznacza, że mam nie uczestniczyć w świętach, które zawłaszczył sobie kościół?
Lodowy (1486 punktów)
>>Trzeba się jednak jasno określić kim się jest, dzieci trzeba też tego uczyć.
>Nie sądzę, żeby tworzenie ateistycznych i teistycznych gett było sensowne z punktu widzenia społeczeństwa.
Piszesz o jakichś gettach jakbyć nie przeczytał mojego posta. Napisałem przecież, że "uważam, że w Polsce mogą żyć ze sobą w całkowitej zgodzie ludzie o różnych światopoglądach".
>Czy uznajesz za podobną obłudę fakt, że ktoś niewierzący pójdzie 1 listopada na groby z rodziną, która wie że ta osoba jest niewierząca? Z tego postu wynika, że nie. Życie nie polega na okopaniu się w zasiekach. Raczej na interakcji z osobami nam bliskimi. Ja mogę odwiedzić i odwiedzam groby w dowolny dzień, również 1 listopada mimo iż nie akceptuję idei życia pozagrobowego jako prawdziwej. Zapytany, mówię to samo swojej rodzinie, oni mają inny pogląd, a że nie chcą wymieniać się argumentami, już nie pytają. Ja natomiast nie ateizuję ich. Ale czy to oznacza, że mam nie uczestniczyć w świętach, które zawłaszczył sobie kościół?
Tu już wogóle Cię nie rozumiem. Czy ja coś pisałem o 1 listopada i odwiedzaniu grobów?
27-10-2011 08:51 
 Ocena 1 na 1
kkuj (614 punktów)
>Piszesz o jakichś gettach jakbyć nie przeczytał mojego posta. Napisałem przecież, że "uważam, że w Polsce mogą żyć ze sobą w całkowitej zgodzie ludzie o różnych światopoglądach".

Wiem, że tak napisałeś. Jednocześnie napisałeś mi, żeby każdy jasno się określił (rozumiem na zasadzie założenia opaski z gwiazdą Dawida, czy potwora spaghetti) i odciął swoje dzieci od rozumienia pozostałych społeczności.

>Tu już wogóle Cię nie rozumiem. Czy ja coś pisałem o 1 listopada i odwiedzaniu grobów?

Krytykujesz posyłanie na komunię dziecka, sformułowałem pytanie czy inne zachowania ateistów związane obrzędami mitologicznymi również krytykujesz.
27-10-2011 14:12 
 Ocena 2 na 2
Lodowy (1486 punktów)
>>Piszesz o jakichś gettach jakbyć nie przeczytał mojego posta. Napisałem przecież, że "uważam, że w Polsce mogą żyć ze sobą w całkowitej zgodzie ludzie o różnych światopoglądach".
>Wiem, że tak napisałeś. Jednocześnie napisałeś mi, żeby każdy jasno się określił (rozumiem na zasadzie założenia opaski z gwiazdą Dawida, czy potwora spaghetti) i odciął swoje dzieci od rozumienia pozostałych społeczności.
Źle rozumieś żadnej opaski nie kazałem zakładać, wręcz opisałem sytuację w której osoby o różnych światopogladach potrafia się określić i nikt na tym nie cierpi.
Poza tym nie odpisywałem Tobie. Tak się zastanawiam czy ty wogóle czytasz z uwagą to co piszę?

>>Tu już wogóle Cię nie rozumiem. Czy ja coś pisałem o 1 listopada i odwiedzaniu grobów?
>Krytykujesz posyłanie na komunię dziecka, sformułowałem pytanie czy inne zachowania ateistów związane obrzędami mitologicznymi również krytykujesz.
Pójście na cmantarz nie jest dla mnie obrzędem mitologicznym. Natomiast wysłanie dziecka do komunii jest czynnym działaniem umacniającym więzi z KRK. Dla ateisty jest to działanie nieracjonalne.
Głąbiński (3538 punktów)
>Bóg jest albo go nie ma, opcja jest zero-jedynkowa, wszystko co pomiędzy jest kłamstwem i hipokryzją, ...
Tak byłoby, gdyby słowa "Bóg" i "jest" były jednoznacznie określone. W rzeczywistości nikt na świecie nie potrafi zdefiniować znaczenia zarówno tych dwu słów, jak i wielu innych pojęć takich jak "materia", "przestrzeń", "czas" itd. itd. Z tego względu wszelkie dyskusje na temat istoty ww. są spekulacjami filozoficznymi nie dającymi się zweryfikować. Po prostu dyskusje te można odprawiać jedynie poza obszarem określanym mianem "nauka", a więc poza racjonalną możliwością udowodnienia: prawda, czy kłamstwo. A czy odpowiedź na pytanie o sens takiego niedefiniowalnego słowa, jaką każdy musi sobie kiedyś przyjąć, nazwiemy wiarą, czy jakoś inaczej, to kwestia gustu, byle tylko nie nazywać tego wiedzą, gdyż w tym wypadku, użycie tego słowa to już rzeczywiście było by kłamstwo.

Stach M. G.
23-10-2011 12:40 
 Ocena 6 na 6
perun (8610 punktów)

>Trochę "siedzę" w kwestach związanych z zarządzaniem a szczególnie leży mi na sercu problematyka wprowadzania zmian. Podstawowa zasada jest taka, że o ile nie jest to absolutnie niezbędne, należy unikać zmian rewolucyjnych i radykalnych - skupiając się na ewolucji. Wtedy osiągniemy sukces ponosząc mniejsze koszty. Zresztą pochwałę ewolucji głosimy chyba tutaj wszyscy? Nie trzeba być chyba wybitnym psychologiem - żeby wiedzieć, że u dziecka otoczonego zewsząd religią (w takim kraju żyjemy), jeśli ja jako ojciec (czytaj autorytet) zaneguję istnienie bozi - powstanie ogromny dysonans poznawczy. Ja wolę drogę małych kroków - teraz chce iść do komunii (prezenty, ładna sukienka, uroczystość - to są dla dziecka bardzo ważne rzeczy) - proszę bardzo - ma wolną wolę - ale jednocześnie prowadzimy rozmowy na temat powstania świata, ewolucji, roli religii w życiu itd.
>To tak jakby malucha zmuszać do słuchania King Crimson - przyjdzie na to czas - teraz słucha Abby i Chopina.
>
Zadzam się z Lodowym w tym co napisał do Twojego postu.
Od siebie dodam, że nie musiałbyś dziecka zmieniać, gdybyś od początku mówił mu prawde. Dzieci nie mają problemów z prawdą. My dorośli jak się okazuje już tak. Dzieci potrafią odróżnić bajke od rzeczywistości przynajmniej w jakimś przedziale wiekowym. Mojej córce powiedziałem, że Mikołaj to taka tradycja, zwyczaj i że to rodzice podrzucają jej prezenty, a nie Mikołaj jak miała chyba z 5 lat i nie miała z tym problemów. Nadal cieszy się z tego zwyczaju i czeka na prezenty od ,, Mikołaja,,
Właśnie Ty jako autorytet w tej chwili tworzysz sposób widzenia świata przez dziecko. Moja córka ma teraz 7 lat chodzi też na religie w szkole i wie że jej ojciec nie wierzy w bogów i nie ma z tym problemów. Tłumacze jej, że bóg to to samo co Mikołaj lub Czerwony Kapturek tylko w wersji dla dużych dzieci
Uczę ją, że nie wszystko co mówią dorośli musi być prawdą i że jeśli ktoś w coś wierzy nie znaczy, że ona również musi wierzyć bez dowodów. Naprawde nie zauważyłem u niej przez to schizofrenii, jest w wieku gdzie już raczej bez problemów odróznia się bajki od rzeczywistości, a chrześcijańskie bajki to tylko jedne z wielu jakie ma w swojej bibliotece domowej.
A i od malutkiego razem słuchaliśmy metalu (ku utrapieniu jej matki ) a jej ulubiona piosenka dzisiaj to Metal Ripper Sabatonu.
Pozdrawiam
23-10-2011 12:58 
 Ocena 1 na 1
mario1970 (191 punktów)
>Właśnie Ty jako autorytet w tej chwili tworzysz sposób widzenia świata przez dziecko.

Czy naprawdę macie problem z czytaniem ze zrozumieniem?????
Nigdzie nie napisałem że uczę dziecko czegoś w co sam nie wierzę

>Moja córka ma teraz 7 lat chodzi też na religie w szkole

A jednak, zgodnie z teorią Lodowego - tchórzostwo

>...i wie że jej ojciec nie wierzy w bogów i nie ma z tym problemów. Tłumacze jej, że bóg to to samo co Mikołaj lub Czerwony Kapturek tylko w wersji dla dużych dzieci

Moja wie dokładnie to samo - że jej ojciec nie wierzy w bogów, że ziemia powstała 14 mld lat temu a przyczyną był wielki wybuch - o powstaniu człowieka i ewolucji, jak już pisałem, wie więcej niż ja w jej wieku

>Uczę ją, że nie wszystko co mówią dorośli musi być prawdą i że jeśli ktoś w coś wierzy nie znaczy, że ona również musi wierzyć bez dowodów.

Mało tego - ja swoją uczę - że nie może zmuszać nikogo żeby chodził z nią na różaniec - bo już samo pytanie koleżanki "czy idziesz?" może wywoływać przymus - zrozumiała

>A i od malutkiego razem słuchaliśmy metalu (ku utrapieniu jej matki ) a jej ulubiona piosenka dzisiaj to Metal Ripper Sabatonu.
>Pozdrawiam

Metal dla dzieci jest w sam raz - Iron Maiden i Sabaton to jest to co uwielbia mój 6-cio letni syn - ale spróbuj posłuchać z nimi KC - za mało melodii

Pozdrawiam

A tak poza tym to dyskusja zmierza w innym, niż wytyczony w temacie, kierunku
perun (8610 punktów)
>>Właśnie Ty jako autorytet w tej chwili tworzysz sposób widzenia świata przez dziecko.
>Czy naprawdę macie problem z czytaniem ze zrozumieniem?????
>Nigdzie nie napisałem że uczę dziecko czegoś w co sam nie wierzę

Tak to zrozumiałem, napisałeś, że nie negujesz przy niej istnienia bogów. Może żle zrozumieliśmy.

>>Moja córka ma teraz 7 lat chodzi też na religie w szkole
>A jednak, zgodnie z teorią Lodowego - tchórzostwo
Mocne słowo. Córka ma jeszcze matke i nie widze powodu robić awantury o posyłanie dzieciaka na religie. Tym bardziej, że w domu jestem raz na tydzień, a czasami raz na dwa tygodnie i to jej matka opiekuje się przez ten czas córką. Będąc na urlopie ostatnio spaliśmy o godzine dłużej dwa dni w tygodniu, bo razem z córką nie widzieliśmy powodu zrywać się o 7 rano, żeby iść na religie. Gdybym to ja opiekował się córką przez cały tydzień i ją zaprowadzał do szkoły, na religie pewnie by nie chodziła, bo tak ja jak i ona lubimy se rano troche poleżeć.

>>...i wie że jej ojciec nie wierzy w bogów i nie ma z tym problemów. Tłumacze jej, że bóg to to samo co Mikołaj lub Czerwony Kapturek tylko w wersji dla dużych dzieci
>Moja wie dokładnie to samo - że jej ojciec nie wierzy w bogów, że ziemia powstała 14 mld lat temu a przyczyną był wielki wybuch - o powstaniu człowieka i ewolucji, jak już pisałem, wie więcej niż ja w jej wieku
Nie trzeba być chyba wybitnym psychologiem - żeby wiedzieć, że u dziecka otoczonego zewsząd religią (w takim kraju żyjemy), jeśli ja jako ojciec (czytaj autorytet) zaneguję istnienie bozi - powstanie ogromny dysonans poznawczy. Ja wolę drogę małych kroków - Twój cytat. Niby jak innaczej miałem go zrozumieć?

>A tak poza tym to dyskusja zmierza w innym, niż wytyczony w temacie, kierunku
Fkatycznie.
mario1970 (191 punktów)
>Mocne słowo.

Słowo mocne ale nie moje. Nie zwykłem nikogo nazywać tchórzem

>Córka ma jeszcze matke i nie widze powodu robić awantury o posyłanie dzieciaka na religie. Tym bardziej, że w domu jestem raz na tydzień, a czasami raz na dwa tygodnie i to jej matka opiekuje się przez ten czas córką. Będąc na urlopie ostatnio spaliśmy o godzine dłużej dwa dni w tygodniu, bo razem z córką nie widzieliśmy powodu zrywać się o 7 rano, żeby iść na religie. Gdybym to ja opiekował się córką przez cały tydzień i ją zaprowadzał do szkoły, na religie pewnie by nie chodziła, bo tak ja jak i ona lubimy se rano troche poleżeć.

A ja zostawiam dzieciaki w świetlicy o 7.00 i odbieram o 16.00 - taki tryb pracy - i mam im nakazać żeby na religię nie chodziły? Czy może mam się zrywać z pracy i zabierać dziecko wcześniej żeby siedziało obok studentów i słuchało mnie na wykładzie????

Pozdrawiam
perun (8610 punktów)

>A ja zostawiam dzieciaki w świetlicy o 7.00 i odbieram o 16.00 - taki tryb pracy - i mam im nakazać żeby na religię nie chodziły? Czy może mam się zrywać z pracy i zabierać dziecko wcześniej żeby siedziało obok studentów i słuchało mnie na wykładzie????
A czy ja gdzieś pisałem o tym, że posyłasz dziecko na religie. Wiem jak z tym jest więc Cię rozumiem.
Przyczepiłem się tylko to tego zdania, które zacytowałem Ci w poprzednim poście .
Ale jak sam napisałeś, może ja żle zrozumiałem, lub Ty żle sformułowałeś to zdanie.
Myśle, że po prostu się niezrozumieliśmy; )
I sorry za pisanie na Ty do Ciebie - tak mi jakoś wyszło
mario1970 (191 punktów)
No problem - a swoją drogą to co takiego ma w sobie muzyka Sabatonu że tak trafia do dzieciaków...
Pozdrawiam
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Nie bardzo rozumiem jak można pozostawiać taką decyzję dziecku. Chrzczenie dziecka to nie tak jak decyzja - chcę się przyjaźnić z tym, czy tym, czy np. że będzie nosić koszulki Nirvany zamiast U2, ale decyzja mająca długoletnie konsekwencje prawne.

Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że zapisuję dziecko do koła wędkarskiego na całe życie, a co dopiero że wpisuję je do związku wyznaniowego, z którego jedyną ucieczką jest dobrowolne obłożenie się klątwą w dość upokarzający sposób.

Jak dziecko będzie chciało wstąpić do sekty w wieku tych szesnastu lat, to też będzie decyzja dziecka?

Nawet kościół katolicki chyba uznaje dziecko do 13 roku życia osobą za małoletnią podobnie polskie prawo o ile dobrze pamiętam odmawia do tego wieku nawet prawa do prywatnej korespondencji. To raczej Twoja decyzja, aniżeli dziecka.

I ja nie uważam, że jest to coś złego. I nie uważam, że jest to zła decyzja. Tylko dziwi mnie to zrzucanie odpowiedzialności na dziecko. To że dziecko staje się członkiem wspólnoty religijnej to przede wszystkim decyzja rodziców.

W kwestii studiowania dzieł religijnych to raczej nie jest dziwne, że przeciętny katolik nie ma wiedzy w tym temacie. Katolików można by zacząć traktować poważnie, gdyby uczyli się starogreckiego, żeby czytać Καινή Διαθήκη. Jak już wielokrotnie wspominano na forum dla katolików podstawą wiary są katechizm i kongregacja nauki i wiary. Oczywiście też lokalni biskupi. Kiedy katolicy oskarżyli Dodę o zniesławienie Biblii, parafrazując nazwała jej autorów naćpanymi, nie umieli wymienić autorów swojej (niby świętej) księgi, ani tym bardziej udowodnić, że naćpani nie byli.

Jak moja siostra usłyszała, że w Biblii nie ma ani słowa o wniebowzięci Maryi to też mi nie chciała uwierzyć. Ja pamiętam jakim rozczarowaniem było czytanie Nowego Testamentu. Gdzie były te wszystkie historie?

Jak się nauczę starogreckiego to z chęcią wrócę do Nowego Testamentu. Lektura na pewno będzie jeszcze bardziej zawodna pozbawiona poprawek polskiego i łacińskiego tłumaczenia


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
perun (8610 punktów)
> czy ktoś z nich wie np coś o soborze chalcedońskim który z punktu widzenia każdego katolika (ba
>chrześcijanina)był jednym z najważniejszych...
A po co im wiedza? Nie po to z dumą nazywają się ''wierzącymi'' żeby zaprzątać sobie głowy czymś tak skomplikowanym jak wiedza. Wierzący są dumni z tego, że wierzą nie mając wiedzy
''Błogosławinie którzy nie wiedzieli, a uwierzyli'' to motto wierzących.
mario1970 (191 punktów)

>''Błogosławinie którzy nie wiedzieli, a uwierzyli'' to motto wierzących.
>

Ja tam się nie znam ale było chyba "nie widzieli"
23-10-2011 14:00 
 Ocena 2 na 2
perun (8610 punktów)

>Ja tam się nie znam ale było chyba "nie widzieli"
>
Tak było, ale to moja nowa wersja interpretacji Ewangeli . Biskup może ją interpretowac to ja też
23-10-2011 14:17 
 Ocena 2 na 2
mario1970 (191 punktów)
Masz rację - a co sobie będziemy żałować....
A wszystko co dzisiejsza nauka wykluczyła nazwijmy alegorią.
Jak katolicy uznają że cała biblia jest jedną wielką alegorią to będzie to oznaczało koniec chrześcijaństwa.
Pozdrawiam
23-10-2011 14:26 
 Ocena 5 na 5
perun (8610 punktów)

>A wszystko co dzisiejsza nauka wykluczyła nazwijmy alegorią.

Najlepsza zabawą jest w rozmowach z chrześcijanami właśnie ta alegoria bibli.
''Historia Jonasz to alegoria, nie można tego brać dosłownie. Aha, to dokładnie tak jak historia zmartwychwstania Jezusa?'' Czasami miny rozmówcy bywają bezcenne podczas rozmowy o alegorii
24-10-2011 12:11 
 Ocena 7 na 7
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>Masz rację - a co sobie będziemy żałować....
>A wszystko co dzisiejsza nauka wykluczyła nazwijmy alegorią.
>Jak katolicy uznają że cała biblia jest jedną wielką alegorią to będzie to oznaczało koniec chrześcijaństwa.

Pierwszy krok już jest - ponieważ nie jest możliwe, żeby cała ludzkość pochodziła od jednej pary homo sapiens - naukowcy udowodnili, że pochodzimy od grupy kilku tysięcy osobników, nie było nigdy wąskiego gardła "pierwszych rodziców", więc Adam i Ewa nie istnieli.
Teologowie (ci mniej pokiereszowanie na rozumie - apologeci młodej ziemi do nich nie należą) już się wiją, jak wyjaśnić grzech pierworodny, a raczej jego przeniesienie się na wszystkie następne pokolenia i jednocześnie utrzymać się w nurcie "nauka i religia nie są sprzeczne". Ale każde użycie słowa "alegoria" to podcinanie gałęzi na której siedzi chrześcijaństwo.

Bo jeżeli nie było pierwszych rodziców, to nie było grzechu pierworodnego więc po kiego licha to całe ukrzyżowanie? Co zmazuje chrzest. Alegorię?
Cała koncepcja zbawienia opiera się na założeniu, że wszyscy pochodzimy od Adama i Ewy którzy popełnili straszną zbrodnię (nie jest do końca jasne. co było tą zbrodnią).

ps. Odwieczne pytanie - skąd Kain, a po nim reszta dzieci Adam i Ewy (Biblia wspomina z imienia Seta i potem już grupowo "synów i córki") wzięli małżonków?
Co zabawne, jeżeli się uzna, że opowieść jest o stworzeniu Izraelitów a nie całej ludzkości, bajka przestaje być przynajmniej taka niespójna. Tylko że wtedy monoteizm bierze w łeb.

"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
24-10-2011 13:25 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>Cała koncepcja zbawienia opiera się na założeniu, że wszyscy pochodzimy od Adama i Ewy którzy popełnili straszną zbrodnię (nie jest do końca jasne. co było tą zbrodnią).
No jak to co - obżarstwo. Ponoć zjedli jedno jabłko na pół.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
24-10-2011 13:44 
 Ocena 1 na 1
Artur@R (7115 punktów)
>No jak to co - obżarstwo. Ponoć zjedli jedno jabłko na pół.<

I pestkami też się podzielili ...bo podobno zdrowe


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
Itzhelia (26 punktów)

> I pestkami też się podzielili ...bo podobno zdrowe
Dobrze jednak, że to nie była brzoskwinia, bo tam w pestkach cyjanek
]
Artur@R (7115 punktów)
>Dobrze jednak, że to nie była brzoskwinia, bo tam w pestkach cyjanek
> ]
...ale słabiutki ten cyjanek....jadłem te pestki dziecięciem będąc.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
24-10-2011 23:43 
 Ocena 4 na 4
Gosia (9452 punktów)
>>Cała koncepcja zbawienia opiera się na założeniu, że wszyscy pochodzimy od Adama i Ewy którzy popełnili straszną zbrodnię (nie jest do końca jasne. co było tą zbrodnią).
>No jak to co - obżarstwo. Ponoć zjedli jedno jabłko na pół.

Taa...akurat na pół. Jak znam życie to Adam zeżarł pewnie ze trzy-czwarte.
Artur@R (7115 punktów)
>Taa...akurat na pół. Jak znam życie to Adam zeżarł pewnie ze trzy-czwarte.<

Ok, ok...ale dlaczego odrazu.... zeżarł? Może tylko mu się tak ...ugryzło?!!

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
Madame de Montsegur (1910 punktów)
>Witam wszystkich
>Tak mnie gnębi taka kwestia - czy macie drodzy koledzy i koleżanki (oczywiście Ci którzy wybrali wolność)tak jak ja, że zgłębiacie z pasją historię chrześcijaństwa podpartą filozofią po tym jak doszliście do przekonania że religia to ściema?

Ależ Mario
Jest sprawą powszechnie znaną, iż najgorliwszymi badaczami Biblii i historii Kościoła są ateiści . Praktykujący katolicy na ogół nie mają pojęcia, w co wierzą - być może dlatego jeszcze wierzą. Ja zostałam ateistką po ukończeniu studiów teologicznych( na samych ocenach celujących i z pełnym niedowierzania uznaniem ze strony moich duchownych wykładowców, wszak takie osiągi nie przystoją niewieście ) .
Moj 15 - letni syn nie przystępuje do bierzmowania i rezygnuje z lekcji religii na rzecz etyki - to też jego decyzja. On znacznie wczesniej niż ja i bez studiów teologicznych doszedł do wniosku, że to wszystko nie trzyma się przysłowiowej kupy .
Ja potrafię cytować Biblię na wyrywki, w przeciwieństwie do moich głęboko wierzących znajomych, ale nie potrafię już wierzyć. Za dużo wiem. Kto chce wierzyć, niech unika wiedzy. Ja wolę wiedzieć i nie zaciemniać umysłu iluzją, która może komuś posłużyć do manipulowania mną.
Pozdrawiam.
23-10-2011 20:58 
 Ocena 1 na 1
Głąbiński (3538 punktów)
>Jest sprawą powszechnie znaną, iż najgorliwszymi badaczami Biblii i historii Kościoła są ateiści.
To na pewno przesada, tym bardziej, że:
> Ja potrafię cytować Biblię na wyrywki, ...
cytowanie opanowanego pamięciowo tekstu nie można nazywać wiedzą, a drobiazgowe rozpatrywanie jakiejś kwestii nieraz nawet utrudnia jej poznanie całościowe, co często zdarza się np. historykom, gdy usiłują dokonać syntetycznego opisu jakiegoś epizodu dziejów.

Stach M. G.
24-10-2011 11:39 
 Ocena 1 na 1
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
> Ja potrafię cytować Biblię na wyrywki, w przeciwieństwie do moich głęboko wierzących znajomych, ale nie potrafię już wierzyć.

A potrafisz własnymi słowami opowiedzieć historie biblijne i podać je krytycznej analizie? To robi zwykle większe wrażenie.

Ewangelikalni chrześcijanie, Jehowi itp wyznawcy niekatolickich religii chrześcijańskich uczą się biblii na pamieć i jakoś ich to nie pobudza do krytycznej analizy tego dzieła.

Ja znam na pamięć tony tekstów Pietrzaka z czasów, kiedy jeszcze był smieszny. Dostanę medal?


"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
26-10-2011 16:33 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> Kto chce wierzyć, niech unika wiedzy.

Wprost przeciwnie: niech unika wiedzy, kto chce nie wierzyć, bo jak powiedział Ludwik Pasteur: Mało wiedzy oddala od Boga. Dużo wiedzy sprowadza do Niego z powrotem.
26-10-2011 21:13 
 Ocena 3 na 3
kkuj (614 punktów)
>Wprost przeciwnie: niech unika wiedzy, kto chce nie wierzyć, bo jak powiedział Ludwik Pasteur: Mało wiedzy oddala od Boga. Dużo wiedzy sprowadza do Niego z powrotem.

Jak zatem wyjaśnić wyższy odsetek ateistów wśród uczonych? Pewnie spisek jakiś żydo-masoński albo za mało krzyży na uczelniach jeszcze wisi...
26-10-2011 21:26 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Wprost przeciwnie: niech unika wiedzy, kto chce nie wierzyć, bo jak powiedział Ludwik Pasteur: Mało wiedzy oddala od Boga. Dużo wiedzy sprowadza do Niego z powrotem.
>Jak zatem wyjaśnić wyższy odsetek ateistów wśród uczonych? Pewnie spisek jakiś żydo-masoński albo za mało krzyży na uczelniach jeszcze wisi...

Wyższy odsetek? A w jakiej populacji?
Np. wśród uczonych sowieckich: można to wyjaśnić w ten sposób, że w ZSRR wierzący byli spychani na margines życia społecznego.
26-10-2011 21:57 
 Ocena 10 na 10
liliac (147340 punktów)
>Wyższy odsetek? A w jakiej populacji?
>Np. wśród uczonych sowieckich: można to wyjaśnić w ten sposób, że w ZSRR wierzący byli spychani na margines życia społecznego.

Nie wiem czy były robione jakieś większe badania na ten temat od czasu, gdy w latach dziewięćdziesiątych przebadano "populację" członków National Academy of Sciences:

Cytat:
Our chosen group of "greater" scientists were members of the National Academy of Sciences (NAS). Our survey found near universal rejection of the transcendent by NAS natural scientists. Disbelief in God and immortality among NAS biological scientists was 65.2% and 69.0%, respectively, and among NAS physical scientists it was 79.0% and 76.3%. Most of the rest were agnostics on both issues, with few believers. We found the highest percentage of belief among NAS mathematicians (14.3% in God, 15.0% in immortality). Biological scientists had the lowest rate of belief (5.5% in God, 7.1% in immortality), with physicists and astronomers slightly higher (7.5% in God, 7.5% in immortality).


Tu masz tabelkę z artykułu:
26-10-2011 22:13 
 Ocena 2 na 2
mayolina (2278 punktów)
>>>Wprost przeciwnie: niech unika wiedzy, kto chce nie wierzyć, bo jak powiedział Ludwik Pasteur: Mało wiedzy oddala od Boga. Dużo wiedzy sprowadza do Niego z powrotem.
>>Jak zatem wyjaśnić wyższy odsetek ateistów wśród uczonych? Pewnie spisek jakiś żydo-masoński albo za mało krzyży na uczelniach jeszcze wisi...
>Wyższy odsetek? A w jakiej populacji?
>Np. wśród uczonych sowieckich: można to wyjaśnić w ten sposób, że w ZSRR wierzący byli spychani na margines życia społecznego.

w USA szacuje się, że 70% naukowców jest ateistami. Natomiast ameryk. chrześcijańskie organizacje twierdzą, że jest ich 33%-37% (podają, że najwięcej ateistów jest wśród fizyków i biologów -ponad 40%), Co, biorąc pod uwagę przeciętną amerykańską (12% ateistów, ponad 50% kreacjonistów), mówi wiele.

Ponieważ użyłeś argumentu z rosyjskimi uczonymi mam do ciebie w takim pytanie: ilu z tych 30 lub 60 procent wierzących naukowców jest 'naukowcami' od teologii? I czy oni nie zawyżają statystyk wierzących?
27-10-2011 08:46 
 Ocena 3 na 3
kkuj (614 punktów)
>Np. wśród uczonych sowieckich: można to wyjaśnić w ten sposób, że w ZSRR wierzący byli spychani na margines życia społecznego.

No tak, retoryka jak się patrzy, wystarczy rzucić coś o radzieckich uczonych i pozamiatane...
liliac podała jedną ze statystyk. Subiektywnie: jako pracownik naukowy mogę jedynie potwierdzić, że więcej niewierzących jest na uczelni, niż w ogóle populacji. Jako rachmistrz NSP 2011, również mogę stwierdzić na badanej próbie, że taka zależność występuje.
28-10-2011 16:55 
 Ocena 2 na 6
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>liliac podała jedną ze statystyk. Subiektywnie: jako pracownik naukowy mogę jedynie potwierdzić, że więcej niewierzących jest na uczelni, niż w ogóle populacji.

Jeśli chodzi o tę próbkę statystyczną, to wyjaśniłbym to tak:

Praca naukowa jest zwykle skorelowana z pychą: duża część pracowników naukowych, ze względu na swoje wykształcenie, wiedzę w jakiejś dziedzinie (nawet bardzo wąskiej) i sprawność intelektualną nabiera przekonania o swojej wyższości wobec innych ludzi, zwłaszcza gorzej wykształconych. Z kolei pycha jest skorelowana z ateizmem. Stąd korelacja pomiędzy pracą naukową a ateizmem. Jak oceniasz tę hipotezę?
28-10-2011 17:08 
 Ocena 4 na 4
maruda (5550 punktów)
> Z kolei pycha jest skorelowana z ateizmem. Stąd korelacja pomiędzy pracą naukową a ateizmem. Jak oceniasz tę hipotezę?

Rozumiem że takie pomysły nie są wynikiem badań, tylko zwyczajnego chciejstwa. Jak to określił pewien forumowicz, w wypowiedzi "nie pojawiły się żadne poważne argumenty", dlatego takiego wyjaśnienia nie można uznać za poważne.

Come to the dark side, we have cookies
28-10-2011 20:18 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>> Z kolei pycha jest skorelowana z ateizmem. Stąd korelacja pomiędzy pracą naukową a ateizmem. Jak oceniasz tę hipotezę?
>Rozumiem że takie pomysły nie są wynikiem badań,

Na wynikach badań raczej się tu nie oprzemy - bo jak badać pychę? Przedstawiłem tylko swoją opinię, licząc na rzeczową rozmowę. Czy istnieje korelacja pomiędzy wysokim poziomem intelektualnym a pychą? Czy istnieje korelacja pomiędzy pychą a ateizmem?
28-10-2011 21:05 
 Ocena 3 na 5
maruda (5550 punktów)
>>> Jak oceniasz tę hipotezę?
> Przedstawiłem tylko swoją opinię, licząc na rzeczową rozmowę.

"Jestem pewien że istnieje korelacja między wiarą w katolickiego boga i możliwością popełnienia morderstwa, moim zdaniem o wiele większa niż u buddystów, liczę na rzeczową rozmowę."

Powiedz mi jak nazwiesz moje zachowanie, gdybym wygłosił powyższą tezę na dowolnym forum katolickim? Mogę nawet dopisać kilka zdawkowych zdań na jej poparcie, czy to zmieni jej znaczenie? Dokładnie to samo zrobiłeś w poście wyżej.

Come to the dark side, we have cookies
31-10-2011 16:38 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>"Jestem pewien że istnieje korelacja między wiarą w katolickiego boga i możliwością popełnienia morderstwa, moim zdaniem o wiele większa niż u buddystów, liczę na rzeczową rozmowę."
>Powiedz mi jak nazwiesz moje zachowanie, gdybym wygłosił powyższą tezę na dowolnym forum katolickim? Mogę nawet dopisać kilka zdawkowych zdań na jej poparcie, czy to zmieni jej znaczenie? Dokładnie to samo zrobiłeś w poście wyżej.

Uznałbym Twoje zachowanie za stawianie bardzo ryzykownej hipotezy, którą jednakże można by sprawdzić poprzez badania statystyczne. Wynik tych badań można łatwo przewidzieć, biorąc pod uwagę istnienie przykazania "nie zabijaj".
01-11-2011 18:35 
 Ocena 11 na 11
wojtek. (1061 punktów)
>Uznałbym Twoje zachowanie za stawianie bardzo ryzykownej hipotezy, którą jednakże można by sprawdzić poprzez badania statystyczne.

   Ta hipoteza nie jest w żadnym stopniu ryzykowna.

>Wynik tych badań można łatwo przewidzieć,

    Dziesięć państw o najwyższym wskaźniku dokonywanych morderstw (na 100.000 mieszkańców):

1) Honduras- 60,87
2) Jamajka - 59,5
3) Salwador - 51,83
4) Wenezuela - 47,21
5) Gwatemala - 45,17
6) Kolumbia - 40
7) Angola- 38,59
8) Lesotho - 36,69
9) Republika Południowej Afryki - 36,54
10) Demokratyczna Republika Konga - 34,99

   Wszystkie powyższe kraje, to państwa chrześcijańskie, w których (za wyjątkiem Jamajki, RPA, oraz Demokratycznej Republiki Konga) większość stanowią katolicy.

>biorąc pod uwagę istnienie przykazania "nie zabijaj".

   Skoro uważasz, że chrześcijanie przestrzegają piątego przykazania, to strach pomyśleć o ile wyższe byłyby powyższe statystyki, gdyby owego przykazania nie było.
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Jak sądzisz, jakie czynniki wpływają na wielkość tego wskaźnika? Czy mógłbyś wymienić kilka najważniejszych?
01-11-2011 20:55 
 Ocena 7 na 7
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Wydaje się, że katolicyzm jest tu jednym z ważniejszych punktów wspólnych. Wcale nie mamy tu bowiem do czynienia z najbiedniejszymi państwami na świecie. W wielu też nie ma innych czynników antagonistycznych, typu silne mniejszości społeczne etc. Wydaje się, że katolicki model rodziny sprzyja przemocy wobec kobiet i dzieci. Niejasna i negatywna definicja ludzkiej seksualności sprzyja z kolei gwałtom.
01-11-2011 21:12 
 Ocena 1 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Wydaje się, że katolicyzm jest tu jednym z ważniejszych punktów wspólnych.

Punkt wspólny, ale czy najważniejszy czynnik? A co z obyczajami, historią i innymi składnikami kultury? A co ze stanem państwa, bezpieczeństwem wewnętrznym, systemem politycznym? Jak wyglądał ten wskaźnik przed chrystianizacją?
Zrzucenie odpowiedzialności na religię bez analizy innych czynników jest po prostu nierzetelne.

>Wydaje się, że katolicki model rodziny sprzyja przemocy wobec kobiet i dzieci.

Panie Jacku, założę się, że moja żona i moje dzieci nie zgodziłyby się z Panem.

>Niejasna i negatywna definicja ludzkiej seksualności sprzyja z kolei gwałtom.

A tego to już zupełnie nie rozumiem - daję słowo!
01-11-2011 21:59 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Na szczęście jesteśmy przede wszystkim ludźmi. A wielu ludzi ma dobre charaktery. Ma pan rację, że wielu chrześcijan, muzułmanów, wyznawców Sziwy to dobrzy ludzie i nie wątpiłem, że i pan jest dobrym ojcem i mężem. W rozpatrywaniu tego, w jaki sposób wielkie idee działają na zwyczajnych ludzi tworzących daną społeczność liczą się statystyki. Wpływ objawia się poprzez wiele działań. Wydaje się, iż za sprawą wierzeń niektórzy dobrzy ludzie stają się okrutni, zaś niezbyt często okrutnicy leczą się z okrucieństwa (choć oczywiście same religie przedstawiają siebie w jak najlepszym świetle).

Ludzkie ciało, wedle klasycznego chrześcijaństwa, jest czymś niezbyt pozytywnym. Jeszcze do niedawna chrześcijaństwo pogardzało cielesnością. Sprawiało to, iż ludzie blokowali swoją zmysłowość, albo czuli się za nią winni. Sprzyjało to nagłym, histerycznym rozładowaniom seksualnego napięcia, czyli - niekiedy - okrutnym gwałtom. Poczucie, iż narządy płciowe są piękne i niezbyt wstydliwe (albo wcale), brak kultu dziewictwa, sprawiają z kolei, iż owo dramatyczne napięcie nie narasta i mniej jest przemocy na tym tle.
02-11-2011 21:45 
 Ocena 2 na 2
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>>Wydaje się, że katolicki model rodziny sprzyja przemocy wobec kobiet i dzieci.
>Panie Jacku, założę się, że moja żona i moje dzieci nie zgodziłyby się z Panem.
Ponieważ pochodzę z modelowej rodziny katolickiej w pełni zgadzam się z Jackiem, i daleko mi do uśmiechu.
03-11-2011 12:32 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>Wydaje się, że katolicki model rodziny sprzyja przemocy wobec kobiet i dzieci.
>>Panie Jacku, założę się, że moja żona i moje dzieci nie zgodziłyby się z Panem.
>Ponieważ pochodzę z modelowej rodziny katolickiej w pełni zgadzam się z Jackiem, i daleko mi do uśmiechu.

A co to jest "modelowa rodzina katolicka"? To rodzina, gdzie jest miłość, służenie sobie nawzajem, szacunek dla godności i wolności drugiego człowieka. Na pewno nie jest "modelową" rodzina, gdzie panuje przemoc czy zmuszanie do praktyk religijnych.
01-11-2011 21:47 
 Ocena 3 na 3
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>Wydaje się, że katolicki model rodziny sprzyja przemocy wobec kobiet i dzieci. Niejasna i negatywna definicja ludzkiej seksualności sprzyja z kolei gwałtom.
Czyżby w islamie mieli lepszą definicję seksualności i niesprzyjający przemocy model rodziny?

Najtaniej wychodzi wolność, stąd jej zawrotnie wysoka cena.
01-11-2011 21:57 
 Ocena 1 na 1
Tomek Fiedorek (5805 punktów)
>Czyżby w islamie mieli lepszą definicję seksualności i niesprzyjający przemocy model rodziny?
A pierwsze zdanie wpisu Jacka? Dotyczy postu o krajach z przykładu? Czy nie? Gdzie tam islam?
02-11-2011 00:37 
 Ocena 3 na 3
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>>Czyżby w islamie mieli lepszą definicję seksualności i niesprzyjający przemocy model rodziny?
>A pierwsze zdanie wpisu Jacka? Dotyczy postu o krajach z przykładu? Czy nie? Gdzie tam islam?
Jacek Tabisz obstawił katolicyzm jako kryminogenny, a swoją hipotezę wyjaśnił twierdzeniem, które zacytowałam. Aby tabiszową hipotezę podważyć, zapytałam ironicznie o mentalność islamistów, którzy znani są z tego, że dyskryminują kobiety a seksualność uważają za męski przywilej.

Najtaniej wychodzi wolność, stąd jej zawrotnie wysoka cena.
01-11-2011 22:09 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Z pewnością obie definicje przedstawiają wiele do życzenia. Obecnie wydaje się absurdem twierdzenie, iż islam mógłby mieć coś lepszego do powiedzenia na temat ludzkiej seksualności niż chrześcijaństwo. Ale nie zawsze tak było. Do dziś zresztą w chrześcijaństwie zupełnie "legalny" stosunek między mężem a żoną bywa pojmowany jako "mniejsze zło", zwłaszcza, gdy nie służy prokreacji. Islam (przynajmniej kiedyś) odbierał seks małżeński jako coś pozytywnego i niemal żądanego od kobiet i mężczyzn. Nie było tam mowy, iż seks ma służyć tylko prokreacji, poza tym jest zły. Dziś widzimy jak traktowane są przeważnie w islamie kobiety, ale i na Zachodzie dopiero w czasach hipisów odkryto, że kobieta też przeżywa orgazm i ośmielono się o tym mówić. W wiktoriańskiej Anglii kobiety musiały myć się w koszulach, żeby nie oglądać swoich grzesznych ciał. Wcześniej wogóle się nie myto. W islamie popularne były łaźnie. Czytałem taki zabawny, średniowieczny turecki epos, który opowiadał o tym, iż jedną z najlepszych broni chrześcijan byli śmierdzący, nigdy się nie myjący mnisi. Muzułmanom nie wydawało się normalne gardzenie własnym ciałem, choć powstał później ruch falkirów zainspirowanych indyjską ascezą. Ale długo był odbierany jako perwersyjna herezja i nigdy nie objął jakiejś znaczącej ilościowo grupy społecznej.
01-11-2011 22:21 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>Wcześniej w ogóle się nie myto.

Bardzo mocno się, Jacku, mylisz.
Łaźnie były w średniowieczu czymś zupełnie standardowym. A i wymogi przyzwoitości w nich obowiązujące nieco odbiegają od obiegowych wyobrażeń średniowiecza:

Cytat:
Na południu Europy przestrzegano, aby kąpiele mężczyzn i kobiet odbywały się oddzielnie. Na północ od Alp, stosunek do nagich męskich i damskich ciał był inny, bardziej swobodny (często kobiety i mężczyźni kąpali się wspólnie). Średniowieczne łaźnie szybko stały się też miejscami schadzek i spotkań kochanków.


Tu też ładny tekst o kąpielach średniowiecznych.

Przyjrzyj się zresztą średniowiecznym wizerunkom panien łaziebnych
Takiemu chociażby:


Trochę rycin kąpielowych pozwolę sobie wkleić:

www.library.csi.cuny.edu

www.abdn.ac.uk

www.atout-(*)17487-1001045.jpg?v=1289474009
02-11-2011 09:24 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Masz rację. Przesadziłem ze słowem "w ogóle". W średniowieczu europejskim myto się niezbyt często. W czasach nowożytnych, do XIX wieku, w wielu kręgach - kilka razy w życiu. Czy mam przytoczyć rozległą bibliografię na temat tego, iż po upadku Starożytnego Rzymu chrześcijanie nie dbali o higienę (niekiedy celowo) na tle innych ówczesnych cywilizacji (indyjskiej, chińskiej, muzułmańskiej, mezoamrykańskiej...)? Wydaje mi się, że to nie jest konieczne, każdy może sam sprawdzić. Dodałbym też kwestię tego, na ile obojętnie patrzono w czasach średniowiecza na łaźnie i czemu łączono je z domami publicznymi i czemu z nimi walczono (z sukcesem)?
05-11-2011 14:28 
 Ocena 7 na 7
wojtek. (1061 punktów)
>Jak sądzisz, jakie czynniki wpływają na wielkość tego wskaźnika? Czy mógłbyś wymienić kilka najważniejszych?

   Napisałeś tylko o jednym czynniku wpływającym na wynik ewentualnych badań statystycznych, mianowicie o istniejącym w chrześcijaństwie przykazaniu: "nie zabijaj".
   Aby jednak lepiej oddać to, o co mi chodzi, zacytuję Twoje słowa na które odpowiadałem:

Cytat:
Uznałbym Twoje zachowanie za stawianie bardzo ryzykownej hipotezy, którą jednakże można by sprawdzić poprzez badania statystyczne. Wynik tych badań można łatwo przewidzieć, biorąc pod uwagę istnienie przykazania "nie zabijaj".


   Z tego co piszesz powyżej, jasno wynika, że hipoteza mówiąca, iż katolicy popełniają więcej morderstw niż buddyści (o buddystach pisał maruda) jest bardzo ryzykowna, a wynik badań który miałby potwierdzić, bądź obalić rzeczoną hipotezę, można łatwo przewidzieć (jak rozumiem, Twoim zdaniem, rezultat badań będzie korzystny dla katolików), biorąc pod uwagę jedynie ten fakt, że katolicy stosują się do przykazania: "nie zabijaj".

    Nie napisałeś absolutnie nic, o zważaniu na czynniki inne, niż piąte przykazanie, czym dajesz do zrozumienia, że to przykazanie wystarczy, aby łatwo móc stwierdzić, że katolicy nie popełniają wielu morderstw. Skoro napisałeś, że za nie popełnianiem morderstw przez katolików, stoi sfera religijna (a nie gospodarcza, polityczna itd.), to ja również tylko do sfery religijnej się odniosłem.

   W tym miejscu pozwolę sobie zacytować Twe słowa, skierowane do Jacka Tabisza:

Cytat:
Punkt wspólny, ale czy najważniejszy czynnik? A co z obyczajami, historią i innymi składnikami kultury? A co ze stanem państwa, bezpieczeństwem wewnętrznym, systemem politycznym? Jak wyglądał ten wskaźnik przed chrystianizacją?


   Dlaczego dopiero teraz, gdy się okazało, jaka jest sytuacja w krajach chrześcijańskich, zmieniasz zdanie i nagle bierzesz pod uwagę inne niż religijne czynniki?
   Wcześniej (gdy odpisywałeś marudzie) nie uważałeś za potrzebne wziąć pod uwagę wszystkich tych elementów, o których w powyższym cytacie napisałeś Jackowi.

   Czyżbyś uważał, że jeśli katolicy nie mordują, to dzięki przykazaniu, a jeśli mordują, to dopiero wówczas trzeba analizować inne sfery życia (gospodarka, państwo itp.)?

   W innych tematach parokrotnie pisałeś o tym jak chrześcijanie byli torturowani, prześladowani i oddawali pokornie życie za swą wiarę. Czy uważasz zatem jednocześnie, że dla ludzi wyznających tę samą wiarę, ważniejsze mogą być: składniki kultury, stan państwa i bezpieczeństwa niż przykazanie "nie zabijaj"?

   Czy twierdzisz, że katolicy z Hondurasu, Wenezueli, Kolumbii czy Brazylii, ze względu na wszystkie te czynniki o których napisałeś Jackowi, są w mniejszym stopniu katolikami niż katolicy z Polski, Hiszpanii, Portugalii, Włoch, i czy w związku z tym, ich w mniejszym stopniu obowiązuje piąte przykazanie?

   A może jest tak, że jeśli katolicy nie mordują, to właśnie dzięki "innym czynnikom", a nie dzięki temu, że mają takie, a nie inne przykazanie?

   Raz jeszcze zacytuję Twoje słowa skierowane do Jacka.

Cytat:
Zrzucenie odpowiedzialności na religię bez analizy innych czynników jest po prostu nierzetelne.


   A rzetelnie jest bez uprzedniej weryfikacji twierdzić, że łatwo przewidzieć, iż statystyka wskazuje na korzyść katolików dzięki przykazaniu "nie zabijaj", a po sprawdzeniu (które to sprawdzenie pokazało część chrześcijańskich państw w bardzo negatywnym świetle) tej tezy, zmienić zdanie i postulować konieczność analizy innych czynników?

   Rzetelnie jest pierwotnie twierdzić, że niski poziom morderstw dokonywanych przez katolików zawdzięczany jest religii, bez brania pod uwagę warunków w jakich ci katolicy żyją?
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Dla równowagi i refleksji - lista krajów o najniższym wskaźników zabójstw (liczba zabójstw na 100 tys. mieszkańców na rok):

 Italy 0.98
 Malta 0.97
 Netherlands 0.93
 Qatar 0.93
 United Arab Emirates 0.92
 Spain 0.87
 Germany 0.86
 Bahrain 0.77
 Switzerland 0.71
 Slovenia 0.64
 Norway 0.60
 Singapore 0.51
 Austria 0.48
 Japan 0.46
 Iceland 0.31
 Monaco 0.00
13-11-2011 15:23 
 Ocena 4 na 4
wojtek. (1061 punktów)
   Szczerze mówiąc nie mam pojęcia jakiejże refleksji miałoby służyć to co napisałeś.

   Poprzednio wymieniłem dziesięć państw o najwyższej liczbie morderstw, aby wykazać, że wbrew temu co twierdzisz, chrześcijaństwo (bo pierwotnie odniosłeś się wyłącznie do religii, a "inne czynniki" wziąłeś pod uwagę dopiero później) nie powstrzymuje przed zabijaniem. Gdyby bowiem religia chrześcijańska była istotnie wystarczającym hamulcem przed popełnianiem morderstw (a tak właśnie według Ciebie miałoby być), to oczywiste jest, że wszystkie kraje, w których dużą przewagę liczebną mają chrześcijanie byłyby najniżej w hierarchii statystycznej, określającej ilość popełnianych morderstw. Tymczasem, jak pokazuje statystyka, wszystkie kraje z pierwszej dziesiątki o najwyższym wskaźniku popełnianych morderstw, to państwa stricte chrześcijańskie.

    Nie twierdziłem natomiast nigdzie (zatem nie wiem w jakim celu dołączyłeś swój wykaz), że we wszystkich krajach, gdzie przewagę mają wyznania chrześcijańskie, wskaźnik dokonywanych morderstw jest najwyższy, czy też wysoki.

   Jeśli przez przytoczone przez Ciebie dane chciałeś mi pokazać, że niektóre kraje chrześcijańskie są zaliczane do krajów o niskim wskaźniku zabójstw (czemu nigdy nie przeczyłem), to niepotrzebnie się trudziłeś, ponieważ jest mi to wiadome.

   A może przytoczyłeś te dane ponieważ uważasz, że jeśli państwa chrześcijańskie są na obydwu końcach listy krajów wyrażającej statystykę częstotliwości zabójstw, to wszystko jest w jak najlepszym porządku, ponieważ ten wysoki wskaźnik morderstw w takim wypadku, względem chrześcijan, zostaje zneutralizowany?
   W takim jednak przypadku, to tak, jakbyś stwierdził, iż nic to, że jedni chrześcijanie mordują bardzo dużo, ponieważ inni chrześcijanie za nich nadrabiają mordując bardzo mało. Sam też napisałeś o przykazaniu: "nie zabijaj" które przecież wszystkich chrześcijan obowiązuje tak samo, a nie jednych mniej, a innych bardziej.

   Skoro już jednak pokusiłeś się o podanie krajów o najniższym wskaźniku dokonywanych morderstw, to chciałem zauważyć, że i ta statystyka nie jest specjalnie korzystna dla chrześcijan, nie wykazuje bowiem wcale wyższości religii chrześcijańskiej nad innymi, a to dzięki obecności na liście, takich krajów jak: Japonia, Singapur, Bahrajn, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar (które chyba przez nieuwagę zamieściłeś).

   Pozwolę sobie jeszcze na zakończenie porównać sytuację istniejącą w Holandii (którą umieściłeś w swoim wykazie) i Polsce: Polska uważana jest powszechnie za jeden z najbardziej chrześcijańskich krajów Europy, Holandia natomiast, za chyba najbardziej zlaicyzowany europejski kraj. Co w związku z tym uzasadnia fakt, że holenderski współczynnik dokonywanych morderstw jest niemal 1/4 niższy niż polski (1.21 na 100.000 ludzi) - w skali Polski przekłada się na około 110 istnień ludzkich rocznie?
14-11-2011 12:00 
 Ocena-2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>    Pozwolę sobie jeszcze na zakończenie porównać sytuację istniejącą w Holandii (którą umieściłeś w swoim wykazie) i Polsce: Polska uważana jest powszechnie za jeden z najbardziej chrześcijańskich krajów Europy, Holandia natomiast, za chyba najbardziej zlaicyzowany europejski kraj. Co w związku z tym uzasadnia fakt, że holenderski współczynnik dokonywanych morderstw jest niemal 1/4 niższy niż polski (1.21 na 100.000 ludzi) - w skali Polski przekłada się na około 110 istnień ludzkich rocznie?

Przypuszczam, że głównie dwa czynniki:
1) lepszy stan bezpieczeństwa wewnętrznego w Holandii (w tym: stan policji)
2) pominięcie w tej statystyce morderstw poprzez aborcję i eutanazję.
14-11-2011 15:34 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>2) pominięcie w tej statystyce morderstw poprzez aborcję i eutanazję.
Pominięcie w tej statystyce, że w Holandii przypada mniej zidiociałych religiantów na 1000 obywateli - nie daje nam pełnej informacji o przyczynach wiekszego ucywilizowania społecznego.
Wszystkie inne wyniki do tego są wtórne. Choć rodzi się tu pytanie? Czyżby bardziej popularne tam abortowanie dotyczyło w wiekszym stopniu różnych "niedorozwojów"? Którzy potem zasilają religijne instytucje.

Aborcja i eutanazja - dopuszona prawem - nie jest traktowana jako przestępstwo, a nawet w zacofanych krajach, jak Polska, gdzie świeckie prawo zostało religijnie spenalizowane - traktowana jest inaczej niż umyślne zabójstwa i średnio rozwinięty intelektualnie człowiek, nawet nie ważyłby się zestawiać tych czynów z morderstwem. Tylko religijne ograniczenie intelektualne i moralna ślepota pozwala na takie prymitywne zestawienie.

Zabójstwo - przestępstwo polegające na umyślnym pozbawieniu człowieka życia. Może być spowodowane silną determinacją wyładowania agresji, korzyściami majątkowymi sprawcy kosztem ofiary, efektem sprzecznych interesów zabójcy i ofiary lub aktem spowodowanym zaburzeniami psychicznymi (np. w wyniku choroby lub wpływu substancji psychoaktywnej).

Zwyczajowo zabojstwem nazywa sie sytuacje okreslona w art. 148 par. 1, czyli:
Art. 148. § 1. Kto zabija człowieka,

podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 8, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności.

Natomiast morderstwem:

§ 2. Kto zabija człowieka:

1) ze szczególnym okrucieństwem,

2) w związku z wzięciem zakładnika, zgwałceniem albo rozbojem,

3) w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie,

4) z użyciem broni palnej lub materiałów wybuchowych, podlega karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności.


Miłego dnia.

@@@
.
16-11-2011 11:38 
 Ocena 5 na 5
wojtek. (1061 punktów)
>Przypuszczam, że głównie dwa czynniki:
>1) lepszy stan bezpieczeństwa wewnętrznego w Holandii (w tym: stan policji)

   Bardzo łatwo, jak widzę, zmieniasz zdanie. Aby nie być jednak gołosłowny, raz jeszcze Cię zacytuję:

Cytat:
Uznałbym Twoje zachowanie za stawianie bardzo ryzykownej hipotezy, którą jednakże można by sprawdzić poprzez badania statystyczne. Wynik tych badań można łatwo przewidzieć, biorąc pod uwagę istnienie przykazania "nie zabijaj".

(Pogrubienie ostatniego zdania, mojego autorstwa)

   Dlaczego dopiero teraz bierzesz pod uwagę coś takiego jak bezpieczeństwo wewnętrzne? Przecież, według Twoich własnych słów (zacytowanych przeze mnie), chrześcijanom wystarczy odpowiednie przykazanie, aby powstrzymywali się od mordowania.

   Rozumiem, że bezpieczeństwo wewnętrzne i policja mogą być ważne w tak "bezbożnym" kraju jak Holandia, ale żeby u nas, w Polsce?

   Przecież u nas samych katolików jest około 89%, lekcje religii w szkołach i przedszkolach, wszędzie krzyże i kościoły, świątobliwi duszpasterze (jako eksperci we wszelkich dziedzinach) zabierają głos w każdej możliwej sprawie, pouczając wszystkich dookoła. Nie bez podstaw jesteśmy określani jako najbardziej konserwatywny i chrześcijański kraj Europy.

   Dlaczego uważasz, że potrzebne w Polsce jakieś bezpieczeństwo wewnętrzne, skoro równocześnie sądzisz, że wystarczy przykazanie "nie zabijaj", aby chrześcijanie nie zabijali?

   Jeśli chrześcijaństwo istotnie jest religią miłości, to chyba można od chrześcijan wymagać przynajmniej stosowania się do przykazania "nie zbijaj" (Ty nawet sądzisz, że to przykazanie wystarczy, aby nie zabijali), a skoro Polska jest tak katolickim krajem w którym krzyż nawet na sali sejmowej wisi, to bez względu na bezpieczeństwo publiczne, powinna (Polska) choć wskaźnik morderstw mieć znacząco niższy niż Holandia.

>2) pominięcie w tej statystyce morderstw poprzez aborcję i eutanazję.

   To czy aborcja i eutanazja są morderstwami, jest kwestią sporną. Według prawa holenderskiego nie są to morderstwa, więc i w statystyce ich zapewne nie ma.
28-10-2011 21:09 
 Ocena 1 na 1
perun (8610 punktów)

> Czy istnieje korelacja pomiędzy pychą a ateizmem?
>
Coś na temat pychy monoteistów polecam
www.racjon(*)Aleksander.Krawczuk.o.poganach
Wiem powtarzam się, ale może pan tego nie widział
28-10-2011 21:48 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>Czy istnieje korelacja pomiędzy wysokim poziomem intelektualnym a pychą? Czy istnieje korelacja pomiędzy pychą a ateizmem?
Tak, jest odwrotnie proporcjonalna - im wyższy poziom intelektualny i im bardziej przemyślane przekonanie ateistyczne tym człowiek jest bardziej skromnym i otwartym na wiedzę.
Nie znam na ten temat badań, ale opieram to na sporym i wieloletnim własnym doświadczeniu.
Głupota, stanowiska i tytuły oraz pieniądze prowadzą bezpośrednio do pychy, a ponadto żeby chłop był w rękę całowany, to nie wystarczy być wybitnym intelektualistą - trzeba jeszcze sukienkę włożyć.

Miłego dnia.

@@@
.



29-10-2011 01:05 
 Ocena 1 na 1
gegebege (231 punktów)
(zablokowany)
>>Czy istnieje korelacja pomiędzy wysokim poziomem intelektualnym a pychą? Czy istnieje korelacja pomiędzy pychą a ateizmem?
>Tak, jest odwrotnie proporcjonalna - im wyższy poziom intelektualny i im bardziej przemyślane przekonanie ateistyczne tym człowiek jest bardziej skromnym i otwartym na wiedzę.

Zgadza się. Ateiści są młodzi, piękni, mądrzy i dobrzy. A katolicy są źli, samolubni i brzydcy.
29-10-2011 01:11 
 Ocena 8 na 8
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie uważasz, iż samolubne i brzydkie jest pielęgnowanie swojego poglądu jako jedyniesłusznego bez żadnej weryfikacji? Prócz tego jesteś ateistą dla ogromnej ilości religii. Tak naprawdę, wszystko, co mógłbyś zauważyć na temat aroganckiego odrzucania wiary (o ile ono jest aroganckie - ale w twoich oczach pewnie jest) dotyczy ciebie tak samo jak mnie. Kiedy ostatnio składałeś ofiarę Kali i dlaczego nigdy? Skąd ta arogancja? Co myślisz o rozrywaniu świnki morskiej nad kolorowymi zdjęciami?
29-10-2011 11:20 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>Zgadza się. Ateiści są młodzi, piękni, mądrzy i dobrzy. A katolicy są źli, samolubni i brzydcy.
Każdy ma swoje preferencje. Ja wady wymienione przez Pana jakoś bym tam zniósł. Najgorsze, że fideiści (w tym katolicy) są ogromnie zadufani w jedyno-słuszności własnych poglądów i nie potrafią zrozumieć nawet prostego tekstu.
Gdzie ja napisałem, że katolicy są źli, samolubni i brzydcy. Wspomniałem o biskupach i zacytowałem przemądrzałego głupka Pana redaktora Adamskiego. Znam katolików altruistycznych, pięknych, dobrych, czasem nawet i uczonych oraz - bardzo rzadko, ale zdarzających się - mądrych.

Wskazówka dla mniej rozgarniętych:
źdźbło w oku bliźniego widzisz, a belki w swoim nie dostrzegasz!
To Wielce Szanowny Pan Mbielecki - za wieloma katolickimi "intelektualistami" - doszukiwał się jakiś korelacji miedzy ateizmem a pychą.
Nie zgodziłem się tu tylko z jego wywodem, a Pan zaraz - zgodnie z katolicką hipokryzją - stosuje brzydkie erystyczne chwyty i wmawia mi to czego nie powiedziałem. Oj nieładnie - Szanowny Panie.

Każda wiara ogranicza intelektualnie, a im jest głębsza, to tym bardziej.

Miłego dnia.

@@@
.
29-10-2011 23:15 
 Ocena 1 na 1
fidesetratio (33 punktów)
>.
>>Zgadza się. Ateiści są młodzi, piękni, mądrzy i dobrzy. A katolicy są źli, samolubni i brzydcy.
Mnie osobiście fascynuje czystość duszy, myślenia, postępowania katolików - nie tych, którzy się nazywają, ale którzy się czują i nimi są - przyznam, że trudno spotkać, ale mnie się przyfarciło
30-10-2011 07:52 
 Ocena 4 na 4
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)

>Mnie osobiście fascynuje czystość duszy, myślenia, postępowania katolików - nie tych, którzy się nazywają, ale którzy się czują i nimi są - przyznam, że trudno spotkać, ale mnie się przyfarciło

Zgwałconym przez księży dzieciom się nie przyfarciło, ciekawe do kogo puszczasz to oko?
30-10-2011 14:50 
 0 na 2
fidesetratio (33 punktów)
>>Mnie osobiście fascynuje czystość duszy, myślenia, postępowania katolików - nie tych, którzy się nazywają, ale którzy się czują i nimi są - przyznam, że trudno spotkać, ale mnie się przyfarciło
>Zgwałconym przez księży dzieciom się nie przyfarciło, ciekawe do kogo puszczasz to oko?
>
Zapewne są takie przypadki, nikt nie jest dokonały, ale jest to chyba NADMIERNIE rozpagowane - czy uważasz, że może to spotkać Twoje dziecko, gdy wejdzie do pierwszego lepszego kościoła? Tak samo można podejść do każdej innej grupy, wspólnoty itd. - paranoja?

P.S. Oczka z pewnością nie puszczam do Ciebie kiryl - ale wyrażam swoją radość i dumę z bycia członkiem wspólnoty Kościoła.
30-10-2011 16:01 
 Ocena 5 na 5
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>>>Mnie osobiście fascynuje czystość duszy, myślenia, postępowania katolików

>Zapewne są takie przypadki, nikt nie jest dokonały, ale jest to chyba NADMIERNIE rozpagowane

en.wikipedia.org/wiki/Catholic_sex_abuse_cases
www.cathol(*)ch/abuse_in_social_context.htm
articles.n(*)rish-church-dublin-archdiocese
ipsnews.net/news.asp?idnews=50479

na początek

>czy uważasz, że może to spotkać Twoje dziecko, gdy wejdzie do pierwszego lepszego kościoła?

Tak.

>Tak samo można podejść do każdej innej grupy, wspólnoty itd. - paranoja?

Wskaż inna grupę która jest równie zdeprawowana jak kościół katolicki.

>P.S. Oczka z pewnością nie puszczam do Ciebie kiryl - ale wyrażam swoją radość i dumę z bycia członkiem wspólnoty Kościoła.

Brzydze sie takim kosciolem.
fidesetratio (33 punktów)
>>czy uważasz, że może to spotkać Twoje dziecko, gdy wejdzie do pierwszego lepszego kościoła?
>Tak.
>>Tak samo można podejść do każdej innej grupy, wspólnoty itd. - paranoja?
>Wskaż inna grupę która jest równie zdeprawowana jak kościół katolicki.
>>P.S. Oczka z pewnością nie puszczam do Ciebie kiryl - ale wyrażam swoją radość i dumę z bycia członkiem wspólnoty Kościoła.
>Brzydzę sie takim kosciolem.
>
Twoje zdanie. Co do innego środowiska - sprawa Samoobrony, niektóre zresztą sprawy nie są nagłaśniane tak jak Kościół.
30-10-2011 17:24 
 Ocena 6 na 6
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>Twoje zdanie. Co do innego środowiska - sprawa Samoobrony, niektóre zresztą sprawy nie są nagłaśniane tak jak Kościół.
Jak długo byleś zahibernowany? eot
30-10-2011 07:54 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>Mnie osobiście fascynuje czystość duszy, myślenia, postępowania katolików - nie tych, którzy się nazywają, ale którzy się czują i nimi są - przyznam, że trudno spotkać, ale mnie się przyfarciło
To tak enigmatyczne, że trudno zaprzeczyć. Szczególnie czystość duszy robi na mnie wielkie znaczenie.
Czystość myślenia, znacznie mniejsze, gdyż możemy tu poczytać pana Mbieleckiego, czy pana Konowala i parę innych osób.

Miłego dnia.

PS. Moi kochani, św. już pamięci, teściowie byli dla mnie budującym przykładem religijnej postawy. Byli katolikami i postępowali zgodnie z tym co najlepszego z doktryny katolickiej wynieść można. Znam jeszcze kilku katolików, których postawy są godne najwyższego szacunku, ale kilka osób wśród chrześcijańskiej masy, czy to nie za mało? Historia nas uczy, że przyzwoici ludzie znajdowali się nawet wśród NKWD i Gestapo.

@@@
30-10-2011 14:41 
 Ocena 1 na 1
fidesetratio (33 punktów)
>.
>>Mnie osobiście fascynuje czystość duszy, myślenia, postępowania katolików - nie tych, którzy się nazywają, ale którzy się czują i nimi są - przyznam, że trudno spotkać, ale mnie się przyfarciło
>To tak enigmatyczne, że trudno zaprzeczyć. Szczególnie czystość duszy robi na mnie wielkie znaczenie.
>Czystość myślenia, znacznie mniejsze, gdyż możemy tu poczytać pana Mbieleckiego, czy pana Konowala i parę innych osób.
>Miłego dnia.
>PS. Moi kochani, św. już pamięci, teściowie byli dla mnie budującym przykładem religijnej postawy. Byli katolikami i postępowali zgodnie z tym co najlepszego z doktryny katolickiej wynieść można. Znam jeszcze kilku katolików, których postawy są godne najwyższego szacunku, ale kilka osób wśród chrześcijańskiej masy, czy to nie za mało? Historia nas uczy, że przyzwoici ludzie znajdowali się nawet wśród NKWD i Gestapo.
>@@@
>
Całe życie człowiek się formuje, warto jednak dostrzec różnicę pomiędzy informowaniem (suchą wiedzą), a formowaniem (czymś więcej), a tych ludzi nie jest aż tak mało - młodzi, młodzi!
30-10-2011 15:11 
 Ocena 10 na 10
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)

>Całe życie człowiek się formuje, warto jednak dostrzec różnicę pomiędzy informowaniem (suchą wiedzą), a formowaniem (czymś więcej), a tych ludzi nie jest aż tak mało - młodzi, młodzi!
Po pierwsze - informuję Pana, że na tym forum należy wycinać zbyteczne teksty poprzedników. Choć przed odpowiedzią należy przeczytać i te i inne teksty interlokutora. Szkoda, że Pan ich nie przeczytał lub co jeszcze gorsze - bo świadczące o wielkiej ciasnocie uformowanej religijnie umysłowości - wcale ich nie zrozumiał.

Po drugie - informuję Pana, że głupota dotyczy tak starych, jak młodych, ale jak uczy całe ludzkie doświadczenie, to młodym znacznie częściej się zdarza. Muszą mieć czas dojrzewania i wchodzenia w dojrzałość.

Po trzecie - jako człowiek dojrzały i doświadczony jestem przerażony, gdy mówi się o "formowaniu ludzi", czy "inżynierii dusz". Ci dobrze "uformowani" są później skłonni do największych zbrodni.

Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle,
. ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii.

. Steven Weinberg

Miłego dnia.


Rozum albo wiara - wybór należy do ciebie.

@@@
.
30-10-2011 15:33 
 0 na 2
fidesetratio (33 punktów)
> Po trzecie - jako człowiek dojrzały i doświadczony jestem przerażony, gdy mówi się o "formowaniu ludzi", czy "inżynierii dusz". Ci dobrze "uformowani" są później skłonni do największych zbrodni.
>Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle,
>. ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii.

>. Steven Weinberg Miłego dnia.
>
Rozum albo wiara


Rozum i wiara. - takie jest moje zdanie.

Neguje cytat Steven'a osobiście i napewno Pan to rozumie racjonalnie.

Również miłego dnia.
30-10-2011 16:32 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>Rozum i wiara. - takie jest moje zdanie.
No cóż! Dobrze, że Pan ma zdanie, tyle tylko, że tego ani teoretycznie, ani praktycznie połączyć się nie da.
Czy koniecznie trzeba wierzyć? Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".

Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.


>Neguje cytat Steven'a osobiście i napewno Pan to rozumie racjonalnie.
Pan tylko z tym noblistą jest po imieniu - czy z wszystkimi?
Wolno Panu obrażać się na rzeczywistość, tyle tylko, że to lapidarne stwierdzenie Weinberga potwierdza cała historia ludzkości.

Miłego dnia.

@@@
.
30-10-2011 16:44 
 Ocena 1 na 1
fidesetratio (33 punktów)
>Wolno Panu obrażać się na rzeczywistość, tyle tylko, że to lapidarne stwierdzenie Weinberga potwierdza cała historia ludzkości.
Dla mnie istnieje jeszcze historia zbawienia przenikająca się z historią stworzenia, które trwa.
30-10-2011 16:49 
 Ocena 11 na 11
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Wolno Panu obrażać się na rzeczywistość, tyle tylko, że to lapidarne stwierdzenie Weinberga potwierdza cała historia ludzkości.
> Dla mnie istnieje jeszcze historia zbawienia przenikająca się z historią stworzenia, które trwa.
Jeśli istnieje zbawienie, to po co jest nauka? Przecież nie ma ona sensu, skoro wykonanie określonego algorytmu czynności gwarantuje zbawienie.
Jeśli nauka ma sens, to albo włazi w kompetencje zbawienia (podważając je samą swą ewolucją) albo zbawienie będąc rozłączne nie obejmuje "całego świata" (wtedy jest nietotalne, poniekąd marne, zostawia niezagospodarowaną przestrzeń).
Czy nie tak?

Pozdrawiam

Gdyby ludzie rozmawiali tylko o tym, co rozumieją... nad światem zapadłaby wielka cisza. A.Einstein
30-10-2011 16:54 
 Ocena 1 na 1
fidesetratio (33 punktów)
>Jeśli istnieje zbawienie, to po co jest nauka? Przecież nie ma ona sensu, skoro wykonanie określonego algorytmu czynności gwarantuje zbawienie.
>Jeśli nauka ma sens, to albo włazi w kompetencje zbawienia (podważając je samą swą ewolucją) albo zbawienie będąc rozłączne nie obejmuje "całego świata" (wtedy jest nietotalne, poniekąd marne, zostawia niezagospodarowaną przestrzeń).
>Czy nie tak?

Według mnie wiedza, nauka i wiara są wzajemnym dopełnieniem i drogą poznania. Chociaż św. Tomasz z Akwinu mówi o 5 drogach poznania, gdzie Bóg jest pierwszym poruszycielem.
30-10-2011 17:25 
 Ocena 8 na 8
astrotaurus (12445 punktów)

>Według mnie wiedza, nauka i wiara są wzajemnym dopełnieniem i drogą poznania.

Nie według Ciebie, tylko według czegoś co Ci wdrukowano do mózgu.
Potrafisz coś od siebie? Konkretnie i na temat?
Przypominam: mechanizm lub pojedyncze zagadnienie - jeden przykład tego co już po kilkakroć bezmyślnie powtórzyłeś.

I poradzę Ci coś co radzę wszystkim tobiepodobnym trollom: nie piskaj za całą orkiestrę!
Napisz do ks. Hellera, do rozlicznych "uczonych" wierzących, pomódl się do Boga i Wszystkich Świętych, i całej zmarłej rodziny czuwającej na parkingach ciężarówek, i do tego plugawca Wojtyły... i wróć z odpowiedzią. Za tydzień, za miesiąc... kiedykolwiek kiedy będziesz miał coś do powiedzenia.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
fidesetratio (33 punktów)
>>Według mnie wiedza, nauka i wiara są wzajemnym dopełnieniem i drogą poznania.
>Nie według Ciebie, tylko według czegoś co Ci wdrukowano do mózgu.
>Potrafisz coś od siebie? Konkretnie i na temat?
>Przypominam: mechanizm lub pojedyncze zagadnienie - jeden przykład tego co już po kilkakroć bezmyślnie powtórzyłeś.
>I poradzę Ci coś co radzę wszystkim tobiepodobnym trollom: nie piskaj za całą orkiestrę!
>Napisz do ks. Hellera, do rozlicznych "uczonych" wierzących, pomódl się do Boga i Wszystkich Świętych, i całej zmarłej rodziny czuwającej na parkingach ciężarówek, i do tego plugawca Wojtyły... i wróć z odpowiedzią. Za tydzień, za miesiąc... kiedykolwiek kiedy będziesz miał coś do powiedzenia.
>
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.


Piszę w to co wierzę i co jest częścią mnie.
30-10-2011 22:02 
 Ocena 5 na 5
liliac (147340 punktów)
>Piszę w to co wierzę i co jest częścią mnie.

Istnieją w internecie takie fora, które zajmują się głównie wiarą. Proponuję, byś udał się ze swymi "przemyśleniami" na któreś z nich.
fidesetratio (33 punktów)
>>Piszę w to co wierzę i co jest częścią mnie.
>Istnieją w internecie takie fora, które zajmują się głównie wiarą. Proponuję, byś udał się ze swymi "przemyśleniami" na któreś z nich.

Czułem jednak potrzebę tutaj napisania bo nie znalazłem żadnego wpisu w tym rodzaju - sami ateiści?
30-10-2011 22:20 
 Ocena 9 na 9
liliac (147340 punktów)
To forum zajmuje się "ratio", a nie "fides". Krzewienie na nim "fides" może skutkować etykietką trolla.
31-10-2011 07:05 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Zwłaszcza, że "fides" to nic zabawnego. To zaciętą, zardzewiała kataryna, upiorny kurant z dziurami wypalonymi w metalu obrotowej płyty...
30-10-2011 22:32 
 Ocena 4 na 4
Tomek Fiedorek (5805 punktów)
>sami ateiści?
O, widzę przebłysk zrozumienia
Potrzebę głoszenia dobrej nowiny w gniezdzie(portalu) szatana? Ujęło mnie to
fidesetratio (33 punktów)
>Potrzebę głoszenia dobrej nowiny w gniezdzie(portalu) szatana? Ujęło mnie to
Ale chyba ateizm to i negacja szatana - chyba, że asz tak "głupi" jestem?
30-10-2011 22:48 
 Ocena 7 na 7
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Ale chyba ateizm to i negacja szatana - chyba, że asz tak "głupi" jestem?
Nie no, coś ty! A jak jeszcze dodać twoje "o tuż" zamiast "otóż", tam poniżej, to myślę, że przecierasz nowe, niezwykłe szlaki językowe, niedostępne dla innych. To cechuje jednostki genialne.
30-10-2011 22:54 
 Ocena 4 na 4
Tomek Fiedorek (5805 punktów)
>>Potrzebę głoszenia dobrej nowiny w gniezdzie(portalu) szatana? Ujęło mnie to
>Ale chyba ateizm to i negacja szatana - chyba, że asz tak "głupi" jestem?
Nie twierdzę żeś głupi, ale zakładkę ze słownikiem ortograficznym powinieneś mieć
Użyłem zwrotu z rogatym, aby łatwiej było ci zrozumieć, że o bozi w twój pełen uwielbienia i klęczący sposób nie porozmawiasz. Nie tutaj.
30-10-2011 22:58 
 Ocena-3 na 3
fidesetratio (33 punktów)
>>>Potrzebę głoszenia dobrej nowiny w gniezdzie(portalu) szatana? Ujęło mnie to
>>Ale chyba ateizm to i negacja szatana - chyba, że asz tak "głupi" jestem?
>Nie twierdzę żeś głupi, ale zakładkę ze słownikiem ortograficznym powinieneś mieć
>Użyłem zwrotu z rogatym, aby łatwiej było ci zrozumieć, że o bozi w twój pełen uwielbienia i klęczący sposób nie porozmawiasz. Nie tutaj.

Ja już swoje tutaj zrobiłem (buźka oczywiście do wszystkich)
30-10-2011 23:38 
 Ocena 6 na 6
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Ja już swoje tutaj zrobiłem
No, poszedłeś po całości. Zasiałeś, teraz tylko czekać aż wyrośnie. Duch śnięty zrobi swoje, a ty znów o kilka kroków bliżej zbawienia. Czas nie czeka wieczność szczeka.
31-10-2011 07:07 
 Ocena 6 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
W szatana i inne oślorożce również wierzysz. Swiadczyłoby to o wyobraźni, gdyby nie fakt, iż nawet sobie szaleństw nie wymyślasz. Bierzesz pierwszą z brzegu ojcowską Księgę (bo czemu nie Sziwa? - miejsce urodzenia decyduje, dowód osobisty twym bogiem) i wierzysz w to co napisali. Dla własnych korzyści, bo fajnie naćpać się ideą życia po życiu. Bez tego pies z kulawą nogą nie wyłby do urojonej postaci Jezusa.
31-10-2011 18:29 
 Ocena 1 na 1
Artur@R (7115 punktów)
>> chyba, że asz tak "głupi" jestem?<
A czemuż to w cudzysłowiu? Upsss...


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
31-10-2011 13:35 
 Ocena 1 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> i do tego plugawca Wojtyły...

I znów skrajne chamstwo - nie robisz żadnych postępów.
31-10-2011 14:17 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>I znów skrajne chamstwo - nie robisz żadnych postępów.
Wielce Szanowny Panie Mbielecki, ja w poniższym tekście żadnego chamstwa nie dostrzegam:
Ale to tylko religijne hasło, zaklęcie. Nie stoi za tym rozumna argumentacja.

Tyle że już zwracano Ci wielokroć uwagę, że nie jesteś w gronie towarzystwa wzajemnej adoracji, nie jesteś na forum religijnym w dziale "świadectwa"...
Ograniczenie poznawcze Twego umysłu chroni Cię przed przyjęciem do wiadomości nawet tak prostych faktów, bo rzeczywiste uświadomienie sobie potrzeby racjonalnych uzasadnień, racjonalnej konfrontacji swych poglądów ze światem mogłoby być początkiem końca Twej wiary. A Twój umysł jest jej podporządkowany w sposób niewolniczy.

I przecież nawet na tym forum możesz mówić o swej wierze w różnych aspektach (nie w formie jednokierunkowych kazań, oczywiście) i oczekiwać dyskusji. Tylko tu, mówiąc o świecie realnym, musisz być gotów na wykazanie, że mówisz nie o tym co się dzieje wyłącznie w Twojej głowie, ale o tymże świecie realnym.

Dotyczy on wszystkich fideistów wchodzących na nasze forum.

Gdyby Szanowny Pan zechciał zobaczyć przykłady prymitywnego chamstwa, to polecam polemiki do artykułu profesora Hartmana:
www.google(*)2KpP3nO28uApCUXy0RQ9HA&cad=rja

To jest forum dla racjonalistycznej inteligencji. Można złapać się na fideistycznego trolla i starać się poważnie go potraktować, ale gdy napotyka się całkowicie zindoktrynowane osobowości, klepiące te same religijne hasełka na wzór modlitewnych młynków to i świętemu mogą "puścić nerwy" i może "z czymś" wyskoczyć.

Karol Wojtyła jako Jan Paweł II oceniany jest wysoko tylko w Polsce, gdzie "Naszego Papieża" uważa się nawet za półboga. Poza Polską oceniany jest dosyć krytycznie (czasem nawet bardzo).
Ja oceniam człowieka najbardziej według dziwnej miary - jego wielkości i jest mi przykro, że według tej miary "Polski Papież" nawet nie umywa się do Jana XXIII.

Miłego dnia.

@@@
.
31-10-2011 14:22 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
Jemu chodzi o "plugawca". Może poprosić astrotaurusa, żeby na drugi raz napisał "człowiek niegodzien szacunku" zamiast "plugawiec"?


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
31-10-2011 14:57 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>Jemu chodzi o "plugawca". Może poprosić astrotaurusa, żeby na drugi raz napisał "człowiek niegodzien szacunku" zamiast "plugawiec"?
Na pewno był "niegodzien". "Plugawca" zostawiłby dla kapłanów-pedofili, ale czasem człowieka ponosi i tych wszystkich świetojeb.iwych nie znosi. A szczególnie gdy usłyszy, że na wzór własnego Boga wszystkich nas kochają.
Kochający Bóg i kochający kapłani, a dzieciaki aż z radości piszczą.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
31-10-2011 15:20 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)
>Jemu chodzi o "plugawca". Może poprosić astrotaurusa, żeby na drugi raz napisał "człowiek niegodzien szacunku" zamiast "plugawiec"?
Kocham Cię jak mało kogo i dla Ciebie jestem gotów na wiele, ale nie proś, proszę...


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
31-10-2011 18:34 
 Ocena 5 na 5
Artur@R (7115 punktów)
>Jemu chodzi o "plugawca". Może poprosić astrotaurusa, żeby na drugi raz napisał "człowiek niegodzien szacunku" zamiast "plugawiec"?

Albo w takim znaczeniu
SJP:

plugawy
1. «taki, który wywołuje obrzydzenie swoim zachowaniem, jest niemoralny»



"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
31-10-2011 14:33 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>I znów skrajne chamstwo - nie robisz żadnych postępów.

Ach, jakże my się różnimy w poglądach na to co postępem co cofaniem! W moich oczach Ty tkwisz w błędzie zakłamania.

Jeśli chcesz abym uczynił postępy wedle Twego mniemania powinieneś użyć jakichś argumentów. Domyślasz się co sądzę o Twoich werdyktach - zburz moje sądy argumentami.

W moich oczach Wojtyła był przede wszystkim plugawcem chroniącym pedofilów.
W moich oczach jego wielbiciele są ślepcami o sparszywiałej moralności.

Gdyby Wojtyła występował jedynie jako zwyczajny, jeden z wielu, kacyk zwyczajnego, jednego z wielu, państewka nie zaprzątałbym sobie głowy ocenianiem go. Ot, statystyka!



Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
31-10-2011 14:49 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>W moich oczach Wojtyła był przede wszystkim plugawcem chroniącym pedofilów.
Myślę, że trochę Pan przesadza. Pedofilstwo jest obrzydliwością i kościelna ochrona kapłanów pedofili jest obłudną podłością. Ochroną zboczeńców zajmowała się cała kuria rzymska z papieżami na czele, ale nie zgadzam się, że Karol Wojtyła był przede wszystkim plugawcem chroniącym pedofilów - sądzę, iż ma także wiele innych zasług cofających doktrynę katolicką do tyłu.
Tak, że raczej Jan Paweł II był wstecznikiem jak wszetecznikiem.

Pozdrawiam.

@@@
.
31-10-2011 15:18 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)

>Myślę, że trochę Pan przesadza.
Myślę, że nie.
Tak to odbieram.
Po wojtyłowym konklawe zainteresowałem się nową maskotka narodu. Czytałem jego dzieła, słuchałem jego przemówień - może bez nachalnego zapału, ale powoli z tym i owym się zapoznałem, wyrabiając sobie także dozę szacunku dla Wojtyły - myśliciela.

Kiedy ponad 20 lat temu Shinead O'Connor zwróciła swym publicznym występem moją uwagę na kwestię zbrodni kleru i przykościelnego personelu ta sprawa zawsze już była u mnie na pierwszym miejscu. Patrzyłem z przerażeniem i niedowierzaniem na bałwochwalcze spędy z zadowolonym z siebie Wojtyłą ma czele, próbowałem rozmawiać z ludźmi z mego otoczenia - w większości po prostu jak grochem o ścianę: wypisz wymaluj jak z mbieleckim... bożek i koniec. Żadnego mentalnego kontaktu!

>Tak, że raczej Jan Paweł II był wstecznikiem jak wszetecznikiem.
Oj, tak, tak... zwłaszcza w polskiej i tak niewybrednej i niewyrafinowanej religijności dokonał spustoszenia cofając ją o jeszcze kilka wieków.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
31-10-2011 16:32 
 0 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Jeśli chcesz abym uczynił postępy wedle Twego mniemania powinieneś użyć jakichś argumentów. Domyślasz się co sądzę o Twoich werdyktach - zburz moje sądy argumentami.
>W moich oczach Wojtyła był przede wszystkim plugawcem chroniącym pedofilów.
>W moich oczach jego wielbiciele są ślepcami o sparszywiałej moralności.
>Gdyby Wojtyła występował jedynie jako zwyczajny, jeden z wielu, kacyk zwyczajnego, jednego z wielu, państewka nie zaprzątałbym sobie głowy ocenianiem go. Ot, statystyka!

Załóżmy, że ktoś powiedziałby o Tobie, że jesteś "plugawcem" o "sparszywiałej moralności" - i teraz zgodnie z Twoją zasadą: "zburz ten sąd argumentami".
31-10-2011 21:16 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Załóżmy, że ktoś powiedziałby o Tobie, że jesteś "plugawcem" o "sparszywiałej moralności" - i teraz zgodnie z Twoją zasadą: "zburz ten sąd argumentami".
Nie mam ochoty na pisanie hipotetycznych opowiastek: a kto, a czemu...?
Nazywam konkretnie plugawcem Wojtyłę na podstawie konkretów, które wyjawiam i na podstawie konkretów mówię o sparszywiałej moralności katolików, w tym Twojej.
Coś masz konkretnie do powiedzenia?

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
31-10-2011 22:02 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Załóżmy, że ktoś powiedziałby o Tobie, że jesteś "plugawcem" o "sparszywiałej moralności" - i teraz zgodnie z Twoją zasadą: "zburz ten sąd argumentami".
>Nie mam ochoty na pisanie hipotetycznych opowiastek: a kto, a czemu...?
>Nazywam konkretnie plugawcem Wojtyłę na podstawie konkretów, które wyjawiam i na podstawie konkretów mówię o sparszywiałej moralności katolików, w tym Twojej.
>Coś masz konkretnie do powiedzenia?

Tylko tyle, że jeśli nie podasz teraz tych "konkretów, które wyjawiasz" to znaczy, że jesteś "plugawcem" o "sparszywiałej moralności".
31-10-2011 23:10 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>Tylko tyle, że jeśli nie podasz teraz tych "konkretów, które wyjawiasz" to znaczy, że jesteś "plugawcem" o "sparszywiałej moralności".

Ale przecież od pierwszego posta w tym wątku wyjawiam w czym rzecz i ledwie kilka postów temu uzasadnienie swych ocen rozwinąłem. I jeszcze bogatsze rozwinięcie uczynił p. Andrzej Bogusławski.
Gdybyś miał jeszcze problemy ze zrozumieniem o co chodzi, to powiem, że chodzi o bezczynność Wojtyły w sprawie krzywdzenia podopiecznych KK, chodzi o przedkładanie statusu i dobra księży nad status i dobro ich ofiar. Czynił to konsekwentnie przez cały okres pontyfikatu chodząc przy tym w budowanej przez siebie glorii świętego czarodzieja - jest to postawa ze wszech miar plugawa.
I Twoja moralność jest podłego gatunku skoro taki ktoś jak Wojtyła jest Twoim idolem moralnym.

Sprawa nie jest nowa, ani tajemnicza... więc nie wiem czy potrzebujesz jeszcze jakichś wyjaśnień?

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
01-11-2011 02:13 
 Ocena 2 na 2
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>chodzi o bezczynność Wojtyły w sprawie krzywdzenia podopiecznych KK
O czym Ty człowieku piszesz, jakich podopiecznych? To matki dewotki posyłały swoich podopiecznych na te haniebne ministrantury, a potem często nawet nie dawały wiary ich skargom. To świeccy prokuratorzy nie potrafili stawać pedofilom w czerni skutecznych zarzutów. A Wojtyła swoich bronił, bo każdy broni swoich, od tego ma się rodzinę i przyjaciół.

Gdyby w przyszłości okazało się, że Twój syn jest pedofilem i nic nie może z tym zrobić, to tak po prostu wyrzekłbyś się go? Nie sądzisz, że to plugawe?


Najtaniej wychodzi wolność, stąd jej zawrotnie wysoka cena.
01-11-2011 09:11 
 Ocena 8 na 8
perun (8610 punktów)

>O czym Ty człowieku piszesz, jakich podopiecznych? To matki dewotki posyłały swoich podopiecznych na te haniebne ministrantury, a potem często nawet nie dawały wiary ich skargom. To świeccy prokuratorzy nie potrafili stawać pedofilom w czerni skutecznych zarzutów. A Wojtyła swoich bronił, bo każdy broni swoich, od tego ma się rodzinę i przyjaciół.

Dewotki z tych matek to tak same się zrobiły, czy może mafijna organizacja Wojtyły ma w tym swój udział?
Rozumiem, że wg. Ciebie to godne i moralne postępowanie ukrywać i chronić przestępcę jeśli należy do ''naszego stada'' Czy wg katolickiej''moralności'' komendant policji chroniący policjanta, który na przesłuchaniu zgwałcił kobietę np. zasługuje na podziw, medal i nagrodę pieniężną? Dyrektor szkoły chroniący nauczyciela pedofila to wg. Ciebie bohater?
Każdy broni swoich, nawet gdy są niemoralni? Masz racje. Każdy mafiosa broni swoich, ale uczciwy człowiek nie broni swoich, jeśli ci ';'swoi'' krzywdzą innych, a szczególnie dzieci. Trzeba być ostatnim szują, żeby w takich wypadkach bronić swoich.
Masz bardzo wypaczoną moralność
01-11-2011 09:35 
 Ocena 2 na 2
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>Dewotki z tych matek to tak same się zrobiły, czy może mafijna organizacja Wojtyły ma w tym swój udział?
Ulgowe traktowanie ludzi czyni z nich nieodpowiedzialnych, i w tym wypadku ostatecznie szkodzi dzieciom dewotek.

>Rozumiem, że wg. Ciebie to godne i moralne postępowanie ukrywać i chronić przestępcę jeśli należy do ''naszego stada''
Niegodne jest łatwe odrzucanie swojego, grupa tak czyniąca (zrzeszenie, przyjaciele, rodzina) byłaby bezwartościowa.

> Czy wg katolickiej''moralności'' komendant policji chroniący policjanta, który na przesłuchaniu zgwałcił kobietę np. zasługuje na podziw, medal i nagrodę pieniężną?
Policja to nie jest grupa nieformalna, policjant jest w pracy zobowiązał się do chronienia obywateli i z tego go rozliczamy. Ale prywatnie, jako ew. dobry kolega gwałciciela, może udzielać mu wsparcia; nieudzielenie tego rodzaju wsparcia jest fiaskiem przyjaźni, koleżeństwa czy ew. więzi rodzinnych.

>Dyrektor szkoły chroniący nauczyciela pedofila to wg. Ciebie bohater?
Jw.

>Każdy broni swoich, nawet gdy są niemoralni? Masz racje. Każdy mafiosa broni swoich, ale uczciwy człowiek nie broni swoich, jeśli ci ';'swoi'' krzywdzą innych, a szczególnie dzieci. Trzeba być ostatnim szują, żeby w takich wypadkach bronić swoich.
Pytałam jak postąpisz, jeśli Twój syn okazałby się pedofilem...

>Masz bardzo wypaczoną moralność
...bom ciekawa wypaczeń Twojej moralności.

Najtaniej wychodzi wolność, stąd jej zawrotnie wysoka cena.
01-11-2011 10:23 
 Ocena 6 na 6
perun (8610 punktów)

>Niegodne jest łatwe odrzucanie swojego, grupa tak czyniąca (zrzeszenie, przyjaciele, rodzina) byłaby bezwartościowa.

Rozumiem, że wg Ciebie należąc do aeroklubu np; jak ja, mam moralny obowiązek kryć kolegę krzywdzącego dzieci, tylko dlatego, że należy do tej samej grupy co ja?

>Policja to nie jest grupa nieformalna, policjant jest w pracy zobowiązał się do chronienia obywateli i z tego go rozliczamy. Ale prywatnie, jako ew. dobry kolega gwałciciela, może udzielać mu wsparcia; nieudzielenie tego rodzaju wsparcia jest fiaskiem przyjaźni, koleżeństwa czy ew. więzi rodzinnych.
>>Dyrektor szkoły chroniący nauczyciela pedofila to wg. Ciebie bohater?
>Jw.

Kościół też nie jest grupą nieformalną.Ksiądz zobowiązał się do pomagania dzieciom, a nie do ich krzywdzenia. Cały kościół podobno jest zobowiązany do pomocy ludziom, a nie do ich krzywdzenia. Co innego wsparcie, a co innego chronienie przestępcy.
Czy jeśli mój kolega skrzywdzi dziecko, to wg Ciebie mam go kryć, kłamać w jego sprawie, mataczyć tylko dlatego, że jest moim kolegą? Mnie uczyli, że za swoje czyny trzeba umieć ponieść odpowiedzialność. Zrobił żle ok zdarza się, ale musi ponieść kare, naprawić krzywdę wyrządzoną i przestać czynić zło. Każdy może zbłądzić raz, ale jeśli ktoś, nawet mój brat czyniłby ciągle zło, nie znaczy to, że mam razem z nim czynić zło pomagając mu w tym, tak jak robił to kościół i Wojtyła.

>Pytałam jak postąpisz, jeśli Twój syn okazałby się pedofilem...

Odpowiedziałem jakbym postąpił, gdybym miał syna. Za swoje czyny trzeba umieć ponosić odpowiedzialność, tego uczono mnie i tego uczę swoją córke.Zrobiłem żle trudno, muszę ponieść kare i przestać czynić zło. Ale jeśli nie potrafiłby przestać krzywdzić innych na pewno nie mógłby liczyć na to, że będę go chronił, tym samym uczestnicząc i ponosząc winę za te jego czyny na równi z nim.
To tak samo jak mój synek zgwałciłby np; koleżankę , ja o tym bym wiedział, a jednak ukrywałbym synka i mówił do kamery tv ; Mój synuś to takie dobre dziecko, on nie mógł tego zrobić, to pewnie wina tej ''zdziry'' która chodziła w mini i go prowokowała, a teraz go oskarża.

>...bom ciekawa wypaczeń Twojej moralności.

Moja wypaczona moralność mówi; czyń na co masz ochotę, ale musisz umieć ponieść za swoje czyny odpowiedzialność.
Moja wypaczona moralność mówi też; ukrywając syna, kolege, znajomego, który czyni zło, nie pomagasz synowi, koledze, znajomemu, ale pomagasz złu.

Jeśli ktoś umie krzywdzić człowieka czy nawet zwierzę powinien też umieć ponieść konsekwencje tego czynu i nie ważne czy to mój syn , brat , kolega, czy inny ksiądz.
Być może moja moralność jest wypaczona, ale na pewno nie ma nic wspólnego z katolicką hipokrytyczną moralnością. Jak to leciało? Komu dużo dano od tego dużo wymagać się będzie? Ale Wojtyła mógł tylko pieprzyc takie hasełka swoim owieczkom nie? Każdy wie, że katolicką moralność należy brać z przymrużeniem oka.
01-11-2011 21:13 
 Ocena 3 na 3
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>Rozumiem, że wg Ciebie należąc do aeroklubu np; jak ja, mam moralny obowiązek kryć kolegę krzywdzącego dzieci, tylko dlatego, że należy do tej samej grupy co ja?
Zakres wsparcia powinien odzwierciedlać siłę więzi w grupie. Czego innego oczekujemy od rodziny czy przyjaciół, a czego innego od kolegi z aeroklubu.

>Kościół też nie jest grupą nieformalną.
Względem wiernych w zakresie obrzędowości nie jest żadną grupą formalną. Ludzie uczęszczają do kościołów na własną odpowiedzialność i ryzyko. I choć zwykle mają większe od przeciętnych oczekiwania, to formalnie ksiądz nie jest zobowiązany wobec ministranta bardziej, niż pierwszy lepszy przechodzień.

>Ksiądz zobowiązał się do pomagania dzieciom
Bardzom ciekawa gdzie i komu się zobowiązał.

>Co innego wsparcie, a co innego chronienie przestępcy.
Chronienie przestępcy jest jedną z form wsparcia. Dodam, że nie zawsze złą, tu okupacja klasycznym przykładem.

>Czy jeśli mój kolega skrzywdzi dziecko, to wg Ciebie mam go kryć, kłamać w jego sprawie, mataczyć tylko dlatego, że jest moim kolegą?
A jakie będziesz miał oczekiwania wobec kolegi, jeśli z jakiegoś powodu to Ty skrzywdzisz dziecko?

>Każdy może zbłądzić raz, ale jeśli ktoś, nawet mój brat czyniłby ciągle zło, nie znaczy to, że mam razem z nim czynić zło pomagając mu w tym, tak jak robił to kościół i Wojtyła.
Jest wewnętrzną sprawą KK na ile i dlaczego się wspierają, natomiast od ochrony obywateli są specjalnie powołane organa ścigania i to do nich należy mieć pretensje, jeśli się ociągają z pociągnięciem kleru do odpowiedzialności. A nie do hierarchów KK, którzy stanowiąc dla księży coś w rodzaju zastępczych rodzin, starają się ich chronić.

>Być może moja moralność jest wypaczona, ale na pewno nie ma nic wspólnego z katolicką hipokrytyczną moralnością.
To właśnie sprawdzam. I na razie mi wychodzi, że w razie opresji nie zechcesz bronić nawet własnego syna, ale deklarujesz, że staniesz po stronie cudzego dziecka.

>katolicką moralność należy brać z przymrużeniem oka.
A jaką lepszą przeciwstawisz katolickiej? (Nie twierdzę, że jakaś JEST lepsza, ale Ty pewnie znasz jakąś lepszą, prawda?)


Najtaniej wychodzi wolność, stąd jej zawrotnie wysoka cena.
01-11-2011 22:01 
 Ocena 1 na 1
perun (8610 punktów)

>A jaką lepszą przeciwstawisz katolickiej? (Nie twierdzę, że jakaś JEST lepsza, ale Ty pewnie znasz jakąś lepszą, prawda?)
Buddyjska jest lepsza. Ta moralność szanuje WSZYSTKIE żywe stworzenia na Ziemi, i nie ma krwi na rekach. No chyba, ze Ty słyszałaś o ; buddyjskich inkwizycjach, paleniach na stosach nie buddystów, mordowaniu buddyjskich kobiet opętanych prze Yetii. Chętnie, poznam tez naukę Buddy namawiającą do ''nie rzucania pereł przed wieprze''
01-11-2011 23:54 
 Ocena 2 na 2
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>>A jaką lepszą przeciwstawisz katolickiej? (Nie twierdzę, że jakaś JEST lepsza, ale Ty pewnie znasz jakąś lepszą, prawda?)
>Buddyjska jest lepsza.
Czy więc moralność katolicka jest na drugim miejscu?

Najtaniej wychodzi wolność, stąd jej zawrotnie wysoka cena.
02-11-2011 06:57 
 Ocena 3 na 3
perun (8610 punktów)

>Czy więc moralność katolicka jest na drugim miejscu?
A skąd. Moralność katolicka jest daleko za moralnością Indian z plemienia Dakotów, Szawanezów, Komanczów i Arapaho, jest też daleko za moralnością shintoistycznych Japończyków. Katolicka moralność jest mniej więcej na poziomie Kalego
02-11-2011 07:17 
 Ocena 2 na 2
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>Katolicka moralność jest mniej więcej na poziomie Kalego
E, poziom Kalego to przecież standard, także dla Twoich faworytów buddystów. (Oczywiście moralność stosowana, nie deklarowana.)

Najtaniej wychodzi wolność, stąd jej zawrotnie wysoka cena.
01-11-2011 09:13 
 Ocena 2 na 2
perun (8610 punktów)

>Gdyby w przyszłości okazało się, że Twój syn jest pedofilem i nic nie może z tym zrobić, to tak po prostu wyrzekłbyś się go? Nie sądzisz, że to plugawe?

Zawsze można coś z tym zrobić. Można takiego syna leczyć, izolować od dzieci itp. Na pewno nie przyglądałbym, się jak taki syn krzywdzi innych tylko dlatego, że jest synem.
01-11-2011 09:44 
 Ocena 2 na 2
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>>Gdyby w przyszłości okazało się, że Twój syn jest pedofilem i nic nie może z tym zrobić, to tak po prostu wyrzekłbyś się go? Nie sądzisz, że to plugawe?
>Zawsze można coś z tym zrobić. Można takiego syna leczyć, izolować od dzieci itp.
Pewnie, można i należy. Ale nie wiedziałeś, a tu nagle mleko się wylało. I co?

>Na pewno nie przyglądałbym, się jak taki syn
Twój syn, człowieku, nie "taki", tylko Twój: krew z krwi i kość z kości. A dla kogo jego rodzony syn tak szybko stanie "takim synem", tego ojcostwo jest plugawe.

Najtaniej wychodzi wolność, stąd jej zawrotnie wysoka cena.
01-11-2011 10:16 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)

>Twój syn, człowieku, nie "taki", tylko Twój: krew z krwi i kość z kości. A dla kogo jego rodzony syn tak szybko stanie "takim synem", tego ojcostwo jest plugawe.
A Ty broniłabyś swojego syna, za wszelką cenę, zębami i pazurami? Twoja praworządność jest w takim razie podejrzana. Moje słowa brzmiałyby: "Kocham cię, ale za to, co zrobiłeś pójdziesz siedzieć". Mogę go odwiedzać i wysyłać paczki, ale na pewno nie będę chronić przed odpowiedzialnością karną.
Zresztą... syn-przestępca przede wszystkim źle świadczy o mnie, więc na początek postarałabym się wychować go tak, by nie zszedł na złą drogę.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
01-11-2011 22:03 
 Ocena 3 na 3
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>A Ty broniłabyś swojego syna, za wszelką cenę, zębami i pazurami?
Oczywiście.

>Twoja praworządność jest w takim razie podejrzana.
Nawet prawo daje bliskiej rodzinie ulgi w postępowaniu karnym, a ja miałabym własnemu dziecku oferować mniej???

>"Kocham cię, ale za to, co zrobiłeś pójdziesz siedzieć".
Jeśli wobec własnego dziecka przejmujesz funkcję prokuratora, bez pokrycia jest to Twoje "kocham".

>Mogę go odwiedzać i wysyłać paczki, ale na pewno nie będę chronić przed odpowiedzialnością karną.
A co, łaskę z tymi paczkami robisz? Skoro już wychowałaś gagatka, to twoim moralnym obowiązkiem jest być z nim, kiedy na siebie (i innych, ale nie o tym teraz mówimy) nieszczęście sprowadził.

>syn-przestępca przede wszystkim źle świadczy o mnie, więc na początek postarałabym się wychować go tak, by nie zszedł na złą drogę.
Więc w końcu rozpatrujesz ten przypadek, że zszedł na złą drogę, czy go nie rozpatrujesz? Bo na takie "i chciałabym, i boję się" to po urodzeniu dziecka jest trochę za późno.

Najtaniej wychodzi wolność, stąd jej zawrotnie wysoka cena.
02-11-2011 05:27 
 Ocena 2 na 2
Vytautas (4394 punktów)
>>Twój syn, człowieku, nie "taki", tylko Twój: krew z krwi i kość z kości. A dla kogo jego rodzony syn tak szybko stanie "takim synem", tego ojcostwo jest plugawe.
>A Ty broniłabyś swojego syna, za wszelką cenę, zębami i pazurami? Twoja praworządność jest w takim razie podejrzana. Moje słowa brzmiałyby: "Kocham cię, ale za to, co zrobiłeś pójdziesz siedzieć".
   Książę Czou powiedział: Uważam, że w moim państwie ludzie są sprawiedliwi. Gdyby ojciec ukradł barana, syn przyszedłby do mnie i doniósł mi o tym."
   Konfucjusz odpowiedział: W państwie mojego pana syn zawsze będzie bronił ojca, a ojciec syna.
01-11-2011 10:29 
 Ocena 6 na 6
perun (8610 punktów)

>Twój syn, człowieku, nie "taki", tylko Twój: krew z krwi i kość z kości. A dla kogo jego rodzony syn tak szybko stanie "takim synem", tego ojcostwo jest plugawe.

Mój syn, krew z krwi kość z kości wiedziałby, że jeśli zrobił żle musi naprawić zło i ponieść konsekwencje swojego czynu. Czy to tak trudno zrozumieć, że nie znaczy to tym samym, że pozbawiony byłby mojego wsparcia ?
01-11-2011 21:12 
 Ocena 2 na 2
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>Mój syn, krew z krwi kość z kości wiedziałby, że jeśli zrobił żle musi naprawić zło...
Takich rzeczy nie wie się nawet o sobie, a regułą jest, że sprawca minimalizuje swój czyn. Nawet w tym przypadku, gdy wreszcie wczułeś się w rolę ojca pedofila, targujesz się, że jako Twój syn będzie on "pedofilem odpowiedzialnym".

> Czy to tak trudno zrozumieć, że nie znaczy to tym samym, że pozbawiony byłby mojego wsparcia ?
A więc jednak wspierałbyś syna pedofila. Zupełnie jak ten plugawiec Wojtyła.

Najtaniej wychodzi wolność, stąd jej zawrotnie wysoka cena.
01-11-2011 21:45 
 Ocena 6 na 6
perun (8610 punktów)

>Takich rzeczy nie wie się nawet o sobie, a regułą jest, że sprawca minimalizuje swój czyn. Nawet w tym przypadku, gdy wreszcie wczułeś się w rolę ojca pedofila, targujesz się, że jako Twój syn będzie on "pedofilem odpowiedzialnym".
Nic nie łapiesz. Dam Ci przykład.
Mając około 10 lat, zajumałem ojcu mojego kumpla scyzoryk. To było coś ważnego dla ojca kumpla, bo kumpel dostał lanie, jego ojciec myślał, że to on gdzieś go wyniósł.
Moja matka widząc u mnie ten scyzoryk zapytała mnie skąd to mam, odpowiedziałem, że dostałem od kumpla. Wyszyło w końcu, że to ukradłem. Wg.Twojej moralności moja mamusia powinna mnie kryć, jako swego synka. Ale matka widać mnie nie kochała, bo zmusiła mnie do tego, że musiałem pójść razem z Nią z tym scyzorykiem do ojca mojego kumpla i oddać ten scyzoryk ojcu przy swoim kumplu i jego matce na dodatek.Pamiętam do dzisiaj, że wolałbym wtedy dostać takie lanie, że przez tydzień bolałby mnie tyłek, niż iść tam i przyznać się do tej kradzieży.Wtedy żałowałem, że moja matka nie ma takiej moralności jak Ty. Dzisiaj wiem, ze moja matka zrobiła dla mnie wtedy dobrze. Od tamtej pory wiem, że trzeba umieć zachować się jak facet, jeśli coś zrobi się żle.A podanie mi ręki przez ojca mojego kumpla potrafiłem docenić znacznie póżniej.
Dlatego dzisiaj wiem, że nawet jak syn popełni przestępstwo, nie znaczy to, że trzeba je ukrywać.
>> Czy to tak trudno zrozumieć, że nie znaczy to tym samym, że pozbawiony byłby
mojego wsparcia ?
>A więc jednak wspierałbyś syna pedofila. Zupełnie jak ten plugawiec Wojtyła.
Hmm chyba jednak @astrotaurus miał racje co do Ciebie
01-11-2011 22:21 
 0 na 6
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>Dzisiaj wiem, ze moja matka zrobiła dla mnie wtedy dobrze.
Z mamusią za rączkę nic Ci nie groziło, Twoja matka właśnie wtedy wybrała łagodniejszy wariant.

>Hmm chyba jednak @astrotaurus miał racje co do Ciebie
Nie sil się na insynuacje ad personam, tylko dyskutuj merytorycznie. W końcu albo Cię ta Twoja matka wychowała na mężczyznę i odważysz się pisać na temat, albo oboje przeceniamy jej umiejętności.


Najtaniej wychodzi wolność, stąd jej zawrotnie wysoka cena.
01-11-2011 22:58 
 Ocena 3 na 3
MarcinK (9189 punktów)

>Z mamusią za rączkę nic Ci nie groziło, Twoja matka właśnie wtedy wybrała łagodniejszy wariant.

A tym ostrzejszym byłyby gratulacje dla syna i propozycja żeby następnym razem zwinął mu portfel?
02-11-2011 00:11 
 Ocena 2 na 2
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>>Z mamusią za rączkę nic Ci nie groziło, Twoja matka właśnie wtedy wybrała łagodniejszy wariant.
>A tym ostrzejszym byłyby gratulacje dla syna i propozycja żeby następnym razem zwinął mu portfel?
O wariancie gorszym pisze sam bohater zajścia, perun: "Pamiętam do dzisiaj, że wolałbym wtedy dostać takie lanie, że przez tydzień bolałby mnie tyłek, niż iść tam i przyznać się do tej kradzieży."


Najtaniej wychodzi wolność, stąd jej zawrotnie wysoka cena.
02-11-2011 07:05 
 Ocena 3 na 3
perun (8610 punktów)

>O wariancie gorszym pisze sam bohater zajścia, perun: "Pamiętam do dzisiaj, że wolałbym wtedy dostać takie lanie, że przez tydzień bolałby mnie tyłek, niż iść tam i przyznać się do tej kradzieży."

Taaa, to był LEPSZY, a nie gorszy wariant dla mnie, gdyby mamusia chroniła swojego synka przed poniesieniem konsekwencji swojego czynu. Przecież wg Twojej moralności nie ukrywanie przez mamusie kradzieży synka to zło.
02-11-2011 07:19 
 Ocena 2 na 2
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>wg Twojej moralności nie ukrywanie przez mamusie kradzieży synka to zło.
Chodzi o ochronę przed karą. Twoja mama ochroniła Cię przecież.


Najtaniej wychodzi wolność, stąd jej zawrotnie wysoka cena.
02-11-2011 07:27 
 Ocena 7 na 7
Alicja Duda (25557 punktów)
>Chodzi o ochronę przed karą. Twoja mama ochroniła Cię przecież.
>
Najtaniej wychodzi wolność, stąd jej zawrotnie wysoka cena.

Naprawdę nie rozumiesz, że kara była i to adekwatna do przestępstwa?

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
02-11-2011 07:39 
 Ocena 2 na 2
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>Naprawdę nie rozumiesz, że kara była i to adekwatna do przestępstwa?
A cóż to była za kara właściwie? Pogadali sobie, matka nad wszystkim czuwała, poszkodowany prawie złożył mu gratulacje, choć nie było żadnego ku temu powodu. Pewnie kazali mu się pokajać i to wszystko. Nawet dziecko w takiej sytuacji rozumie, że jest traktowane jak dziecko, czyli ulgowo, a Ty tego nie rozumiesz?

Najtaniej wychodzi wolność, stąd jej zawrotnie wysoka cena.
02-11-2011 09:07 
 Ocena 5 na 5
MarcinK (9189 punktów)

>A cóż to była za kara właściwie?

Czy Ty nie piszesz przypadkiem o psychopatii?

Cytat:
deficyt lęku - defekt emocjonalny polegający na braku przyswajania odruchów moralnych i braku empatii;
deficyt uczenia się - dominujące w typie impulsywnym zachowania agresywne;
upośledzenie związków - relacje oparte na przydatności innych do własnych celów, płytkie związki - dominujące w typie kalkulatywnym, ignorowanie konwencji społecznych;
cierń psychopatyczny - zubożone życie psychiczne, kompensowane przez narcyzm - wyczulenie na przejawy niedoceniania.
02-11-2011 07:30 
 Ocena 4 na 4
perun (8610 punktów)
>>wg Twojej moralności nie ukrywanie przez mamusie kradzieży synka to zło.
>Chodzi o ochronę przed karą. Twoja mama ochroniła Cię przecież.

No widzisz jak Ty nic nie łapiesz. Nie ochroniła mnie. Tylko ona wiedziała, że ja ukradłem ten scyzoryk. To co Ty proponujesz, to zatajenie w takim wypadku faktu kradzieży, pedofilii, czy innego złego czynu. A Ona nie zataiła tylko wydała mnie. Zresztą, sama mi kazała się przyznać. Musiałem iść do domu tego, komu ukradłem ten nóż i przyznać się do tej kradzieży. To było dla mnie gorsze wyjście niż lanie jakie przeważnie w takich okolicznościach się dostaje.
W poważniejszym przypadku wyglądałaby ta sytuacja mniej więcej tak, że musiałbym stanąć przed sądem i poddać się sądowemu wyrokowi.
Gdzie tu Twoja propozycja chronienia synka pedofila, złodzieja, czy innego gwałciciela?
02-11-2011 09:21 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>.. nie "taki", tylko Twój: krew z krwi i kość z kości.
Jeśli rodzice mieliby być zawsze "właścicielami" dzieci, to jak młodzież ma się stawać dorosłymi, odpowiedzialnymi ludźmi?
02-11-2011 10:13 
 Ocena 3 na 3
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>>.. nie "taki", tylko Twój: krew z krwi i kość z kości.
>Jeśli rodzice mieliby być zawsze "właścicielami" dzieci, to jak młodzież ma się stawać dorosłymi, odpowiedzialnymi ludźmi?
Za pomocą zaimka "twój" określa się nie tylko stosunki własności ale i pozostawanie w relacji, np. pokrewieństwo.

Najtaniej wychodzi wolność, stąd jej zawrotnie wysoka cena.
02-11-2011 11:44 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
>>>.. nie "taki", tylko Twój: krew z krwi i kość z kości.
>>Jeśli rodzice mieliby być zawsze "właścicielami" dzieci, to jak młodzież ma się stawać dorosłymi, odpowiedzialnymi ludźmi?
>Za pomocą zaimka "twój" określa się nie tylko stosunki własności ale i pozostawanie w relacji, np. pokrewieństwo.
Wiadomo, że więzi z własnymi bliskimi "są lepsze" niż z cudzymi.
Faworyzowanie grupy lokalnej zawsze było, będzie i być musi.
Nie wynika stąd jednak, by maksymalizacja np. nepotyzmu (oczywistego wręcz organicznie) skutkowała logicznym porządkiem społecznym.
Przeciwnie - wierność zasadom a nie tylko lojalność wobec "swoich" zdaje się jedną z podstaw cywilizacji.
02-11-2011 12:54 
 Ocena 2 na 2
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
> wierność zasadom a nie tylko lojalność wobec "swoich" zdaje się jedną z podstaw cywilizacji.
W obrębie tej cywilizacji więź większej grupy jest efektem więzi w grupach mniejszych.

Najtaniej wychodzi wolność, stąd jej zawrotnie wysoka cena.
02-11-2011 14:50 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
>> wierność zasadom a nie tylko lojalność wobec "swoich" zdaje się jedną z podstaw cywilizacji.
>W obrębie tej cywilizacji więź większej grupy jest efektem więzi w grupach mniejszych.
Nie wydaje się, by taka kalka z archaicznego 'prawa' Smith'a (nie znającego wyników Nash'a), jakoby poszczególne egoizmy zapewniały dobrobyt układu, była wystarczająca dla grup.
Z wielkiego patriotyzmu nie wynikają automatycznie prawa międzykrajowe.
Dla sensowności takich praw (o ile możliwa) trzeba rozumem wyjść nieco z siebie ponad gusta czy przyrodzenie.
02-11-2011 15:11 
 Ocena 2 na 2
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>Z wielkiego patriotyzmu nie wynikają automatycznie prawa międzykrajowe.
>Dla sensowności takich praw (o ile możliwa) trzeba rozumem wyjść nieco z siebie ponad gusta czy przyrodzenie.
Ale tylko nieco, prawda? Przykładowo 90:10 dla egoizmu. Nadmiar altruizmu chyba zakłóciłby porządek świata aż po poziom chaosu.


Najtaniej wychodzi wolność, stąd jej zawrotnie wysoka cena.
01-11-2011 12:46 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)

>O czym Ty człowieku piszesz, jakich podopiecznych? To matki dewotki posyłały swoich podopiecznych na te haniebne ministrantury, a potem często nawet nie dawały wiary ich skargom.
Ministrant staje się również podopiecznym księdza. Ale nie o słówka tu chodzi: w Irlandii ośrodki opiekuńcze oddane były czarnym i ich funkcjonowanie przypominało niejednokrotnie faszystowskie ośrodki wyzysku i przemocy - również seksualnej.
A że matka może stracić z pola widzenia dobro swego dziecka dla ochrony dobra swej religii, swej organizacji religijnej to tylko kolejny dowód jakim upośledzeniem społecznym jest wiara. Przykład Tylawy pokazuje , że społeczność kościelna może poddać ostracyzmowi człowieka wskazującego zło w Kościele.

>To świeccy prokuratorzy nie potrafili stawać pedofilom w czerni skutecznych zarzutów.
A jak od katolika można wymagać uczciwości i rzetelności zawodowej kiedy zagrożona jest jego religia?!
Tu dobrym przykładem jest śledztwo w sprawie przestępstw w szczecińskim ośrodku Brata Alberta: prokurator dał cynk biskupowi i olał sprawę! Cóż, katolik...!

>A Wojtyła swoich bronił, bo każdy broni swoich, od tego ma się rodzinę i przyjaciół.

Nie każdy jednak lubi w obronie rodziny i przyjaciół stosować metody kołtuna czy przestępcy. Nie każdy wszak ma moralność katolicką. Nawet wielu katolików nie....

Już mówiłem, że nie zawracałbym sobie głowy Wojtyłą gdyby szło tylko o zwyczajne sprawy statystyczno-kryminalistyczne. Tu chodzi jednak głównie o spustoszenie w umysłach ogromnych rzesz ludzi i przemożny wpływ tego spustoszenia na życie innych.
Gdyby Wojtyła działał w innej branży byłby wystarczająco godny pogardy jako człowiek, jako obywatel. Ćwierć wieku miał parcie na szkło rasowego celebryty. Całe lata ledwo się ruszał, ledwo mamrotał, ale do kamer wyrywał się za wszelką cenę, byle budować swój medialny wizerunek oraz siłę swej organizacji i nie miał czasu ni ochoty zająć się krzywdą bezbronnych, nie miał czasu ni ochoty pomóc wymiarowi sprawiedliwości. Kiedy jednak takiego zwyczajnego zakłamanego plugawca zestawi się z treściami jakie głosił to już się włos na głowie jeży ze zgrozy. I ta zgroza rośnie kiedy widać mbieleckiego i miliony jemupodobnych niezdolnych do krytycznej refleksji, brzydzących się przyjęciem do wiadomości niewygodnych faktów.
A przecież Wojtyła to tylko fragment większej całości - sam Bóg czczony przez katolików to szemrana i pokraczna postać. I na podstawie niedorzecznych bzdur o niedorzecznym Bogu i niedorzecznych świętych katolicy czują się upoważnieni do pałania świętym oburzeniem w obronie nietykalności ich niedorzeczności i ich świętych krów.

>Gdyby w przyszłości okazało się, że Twój syn jest pedofilem i nic nie może z tym zrobić, to tak po prostu wyrzekłbyś się go? Nie sądzisz, że to plugawe?
Już inni wskazali jak mało rozumiesz, więc nie będę kopał leżącego. Chyba że nic nie dotarło...


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
01-11-2011 21:14 
 Ocena 3 na 3
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>Ministrant staje się również podopiecznym księdza. Ale nie o słówka tu chodzi
Piszę słowa, a nie słówka. A formalnie ksiądz nie jest opiekunem ministranta.

>w Irlandii ośrodki opiekuńcze oddane były czarnym i ich funkcjonowanie przypominało niejednokrotnie faszystowskie ośrodki wyzysku i przemocy - również seksualnej.
Tylko że takie nadużycia nie są właściwe dla Kościoła, kleru, religii czy wiary. Filip Zimbardo w eksperymencie więziennym wykazał, że skłonność do takich nadużyć jest powszechna.

>A że matka może stracić z pola widzenia dobro swego dziecka dla ochrony dobra swej religii, swej organizacji religijnej to tylko kolejny dowód jakim upośledzeniem społecznym jest wiara.
Wiara to przecież socjologiczne zjawisko, nie chodzi o "dobro religii", tylko o przynależność do grupy. Także wśród niereligijnych społeczności dochodzi do takich prospołecznych zachowań jak konformizm czy lizusostwo.

>jak od katolika można wymagać uczciwości i rzetelności zawodowej kiedy zagrożona jest jego religia?!
Konsekwentnie.

>prokurator dał cynk biskupowi i olał sprawę! Cóż, katolik...!
Ale nie dlatego, że "katolik", lecz dlatego, że "władza".

>Nie każdy jednak lubi w obronie rodziny i przyjaciół stosować metody kołtuna czy przestępcy.
Niby nikt nie lubi, a w praktyce mało kto postępuje inaczej. Łatwo pisać o szczytnych zasadach, trudniej własnemu dziecku, cóż, że winnemu - nie pomóc w opresji. Zwłaszcza, że przyświeca oczywista prawda, że ukaranie sprawcy da ofierze lub rodzinie tylko satysfakcję, a utraconego zdrowia czy życia i tak już nie wróci.

>nie zawracałbym sobie głowy Wojtyłą gdyby szło tylko o zwyczajne sprawy statystyczno-kryminalistyczne. Tu chodzi jednak głównie o spustoszenie w umysłach ogromnych rzesz ludzi i przemożny wpływ tego spustoszenia na życie innych.
Jak nie Karol Wojtyła to Adolf Hitler czy inny Che Guevara - ludzie jako masa poszukują wodza, który skutecznie ich zjednoczy, jako że w kupie raźniej.

>Wojtyła [...] Ćwierć wieku miał parcie na szkło rasowego celebryty. Całe lata ledwo się ruszał, ledwo mamrotał, ale do kamer wyrywał się za wszelką cenę, byle budować swój medialny wizerunek oraz siłę swej organizacji...
"Ledwo się ruszał", więc raczej był wykorzystywany i manipulowany.

>Kiedy jednak takiego zwyczajnego zakłamanego plugawca zestawi się z treściami jakie głosił to już się włos na głowie jeży ze zgrozy. I ta zgroza rośnie kiedy widać mbieleckiego i miliony jemupodobnych niezdolnych do krytycznej refleksji, brzydzących się przyjęciem do wiadomości niewygodnych faktów.
>A przecież Wojtyła to tylko fragment większej całości - sam Bóg czczony przez katolików to szemrana i pokraczna postać. I na podstawie niedorzecznych bzdur o niedorzecznym Bogu i niedorzecznych świętych katolicy czują się upoważnieni do pałania świętym oburzeniem w obronie nietykalności ich niedorzeczności i ich świętych krów.
Widzę, że i Ty się na wodza kreujesz... (Ale "jemu podobnych" pisze się rozdzielnie.)

>Już inni wskazali jak mało rozumiesz, więc nie będę kopał leżącego. Chyba że nic nie dotarło...
To jest klasyczne ad personam, mój rozmówco, co zgłaszam - niniejszym - moderatorom. Dotarło?

Najtaniej wychodzi wolność, stąd jej zawrotnie wysoka cena.
02-11-2011 01:44 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)
>A formalnie ksiądz nie jest opiekunem ministranta.
Grupa religijna rządzi się swoimi prawami i ludzie więzi grupowe są skłonni przedkładać ponad wszelkie formalizmy. Stąd plugastwo, bo nie chodzi tylko o względy formalne, prawne, do których plugastwo się formalnie nie zalicza.

>Tylko że takie nadużycia nie są właściwe dla Kościoła, kleru, religii czy wiary. Filip Zimbardo w eksperymencie więziennym wykazał, że skłonność do takich nadużyć jest powszechna.
O to właśnie chodzi, że jakakolwiek niezwykłość Wojtyły, księży, "służby Bogu" to fałsz.

>Wiara to przecież socjologiczne zjawisko, nie chodzi o "dobro religii", tylko o przynależność do grupy. Także wśród niereligijnych społeczności dochodzi do takich prospołecznych zachowań jak konformizm czy lizusostwo.
Kodeks zachowania w grupie sprzeczny z celami grupy?
A w omawianym przypadku odrażający moralnie jest rozdźwięk między deklaracjami, a czynami.

>Konsekwentnie.
I niby kto ma tego konsekwentnie wymagać? Katolicki przełożony? Katolicki prezydent? Wszyscy mają to samo upośledzenie.

>Ale nie dlatego, że "katolik", lecz dlatego, że "władza".
Bzdura! Niekatolickiemu prokuratorowi nie przyszłoby to do głowy!

>Niby nikt nie lubi, a w praktyce mało kto postępuje inaczej.
Cóż, masz wolność w doborze wzorców. Może to być kołtun, przestępca, Wojtyła.... albo coś przeciwnego.

>Jak nie Karol Wojtyła to Adolf Hitler czy inny Che Guevara - ludzie jako masa poszukują wodza, który skutecznie ich zjednoczy, jako że w kupie raźniej.
I Herkules d... kiedy ludzi kupa - jasne! Jednakże ja będę wśród tych co walczą, by ciemna masa nie narzucała bezkarnie swoich ciemnych idoli wszystkim.
A ta raźna kupa coraz bardziej przetrzebiona.

>"Ledwo się ruszał", więc raczej był wykorzystywany i manipulowany.
Biedny, stary głupek. Pomyślałby kto, że mówisz o absolutnym władcy państwa liczącego miliard dusz....?

>Widzę, że i Ty się na wodza kreujesz...
Hę....?

>(Ale "jemu podobnych" pisze się rozdzielnie.)
Jak się nie umie docenić bogactwa języka to tak się myśli.

>To jest klasyczne ad personam, mój rozmówco, co zgłaszam - niniejszym - moderatorom. Dotarło?
Znaczy do Ciebie nie dotarło... szkoda.

----------
>zapytałam ironicznie o mentalność islamistów, którzy znani są z tego, że dyskryminują kobiety a seksualność uważają za męski przywilej.
I trafiłaś ironią w siebie. Męska połowa społeczeństwa islamskiego jest wyluzowana, żeńska pogodzona z losem. Seksualność katolicka jest mroczna i zakłamana - tu łatwo o dewiacje.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
02-11-2011 06:41 
 Ocena 3 na 3
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>Grupa religijna rządzi się swoimi prawami i ludzie więzi grupowe są skłonni przedkładać ponad wszelkie formalizmy. Stąd plugastwo, bo nie chodzi tylko o względy formalne, prawne, do których plugastwo się formalnie nie zalicza.
O ile rozumiem, nieformalność utożsamiasz z plugastwem.

>A w omawianym przypadku odrażający moralnie jest rozdźwięk między deklaracjami, a czynami.
Tu znów rozdźwięk określasz jako odrażający moralnie. Ale nie ma tożsamości, sama niespójność to nic odrażającego.

>I niby kto ma tego konsekwentnie wymagać?
Zainteresowany.

>Bzdura! Niekatolickiemu prokuratorowi nie przyszłoby to do głowy!
"Bzdura" bo tak? Siła Twojej argumentacji zaiste "powalająca".

>>(Ale "jemu podobnych" pisze się rozdzielnie.)
>Jak się nie umie docenić bogactwa języka to tak się myśli.
Klasa retorycznego efektu powinna rekompensować odstępstwo od językowej reguły.

>Znaczy do Ciebie nie dotarło... szkoda.
"Dotarło" to plugawy sposób zwracania się do rozmówcy, nie oczekuj odpowiedzi.

>Seksualność katolicka jest mroczna i zakłamana - tu łatwo o dewiacje.
Gdzie dewiacje są srogo karane (islam), tam one jakby "nie występują".


Najtaniej wychodzi wolność, stąd jej zawrotnie wysoka cena.
02-11-2011 10:24 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>O ile rozumiem, nieformalność utożsamiasz z plugastwem.
Wykazujesz tu albo niezdolność rozumienia ludzkiej mowy, albo duże nasilenie złej woli każącej skupiać się na sztuczkach erystycznych, zamiast na meritum, przy czym ta druga opcja lepiej rokuje dla jakiegokolwiek porozumienia.
Z moich wypowiedzi nie wynika utożsamianie nieformalności z plugastwem.
Sama wprowadziłaś bez rozumnego celu pojecie formalności jakby miało ono istotne znaczenie dla moralnej odpowiedzialności za dobrowolnie przyjmowane zobowiązania wewnątrz grupy.

>Tu znów rozdźwięk określasz jako odrażający moralnie. Ale nie ma tożsamości, sama niespójność to nic odrażającego.
Tu znów wykazujesz brak rozumienia, albo złą wolę. Odrażającym moralnie nazywam konkretny rozdźwięk miedzy konkretnymi czynami i konkretnymi deklaracjami konkretnego Wojtyły.

>Zainteresowany.
Zainteresowany katolik ma wymagać od siebie lojalności wobec państwa i jego prawa, wobec zasad moralnych w sytuacji zagrożenia "dobra" jego religii?
Ty nie masz pojęcia jakim upośledzeniem jest wiara.

>"Bzdura" bo tak? Siła Twojej argumentacji zaiste "powalająca".
Kiedy złośliwie pomijasz uwagi merytoryczne możesz takie chore wizje sobie wykształcić, a jakże!

>Klasa retorycznego efektu powinna rekompensować odstępstwo od językowej reguły.
Hmmmm..., domyślasz się zapewne jak podłe mam mniemanie o Twoich kompetencjach jako organu sprawującego jurysdykcję w tym względzie...

>"Dotarło" to plugawy sposób zwracania się do rozmówcy, nie oczekuj odpowiedzi.
Zostaw mnie wybór moich oczekiwań.
Spróbuj odnosić się do sedna wypowiedzi oponenta, zamiast skupiać się na erystycznych sztuczkach, to może coś dotrze.

>Gdzie dewiacje są srogo karane (islam), tam one jakby "nie występują".
Jasne zasady często są zdrowsze, niż mroczny fałsz okołoseksualny katolicyzmu.
Poza tym mowa była o czym innym, ale Ty po swojemu zwekslowałaś kwestię na manowce. Motywem tego wątku wątku były dewiacyjne zachowania społeczne na tle zakłamania seksualizmu, a nie dewiacje czysto seksualne.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
01-11-2011 16:45 
 Ocena 1 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>> jeśli nie podasz teraz tych "konkretów, które wyjawiasz" to znaczy, że jesteś "plugawcem" o "sparszywiałej moralności".
>Ale przecież od pierwszego posta w tym wątku wyjawiam w czym rzecz i ledwie kilka postów temu uzasadnienie swych ocen rozwinąłem.

Postawiłeś zatem pośrednio następującą tezę: Jan Paweł II wiedział o przypadkach działalności pedofilów w Kościele i tolerował tę działalność. Poprosiłem, żebyś podał jakieś dowody. Nie podałeś ich. Nie dziwi mnie mnie to, gdyż takie dowody nie istnieją. Karmisz się kłamstwami i powielasz kłamstwa. Nienawiść do Kościoła tak zaćmiła Twoje postrzeganie rzeczywistości, że nawet Jana Pawła II nazywasz "plugawcem".
Dalsza wymiana zdań z Tobą nie ma sensu.
01-11-2011 18:25 
 Ocena 11 na 11
perun (8610 punktów)

>Postawiłeś zatem pośrednio następującą tezę: Jan Paweł II wiedział o przypadkach działalności pedofilów w Kościele i tolerował tę działalność. Poprosiłem, żebyś podał jakieś dowody. Nie podałeś ich. Nie dziwi mnie mnie to, gdyż takie dowody nie istnieją.
Biskup Bostonu Bernard Law ścigany w USA za ukrywanie pedofilów uciekł do Watykanu i tam dostał od JPII zwierzchnictwo nad jakąś bazyliką.Marcial Maciel
www.racjon(*).Ojciec.Szatan.i.chlopiece.lzy
Poczytaj.Jak będzie Ci mało chętnie dołożę więcej podobnych informacji o ''świetym naszym papieżu''
Jak donosi gazeta, najpoważniejsze zarzuty związane są z kardynałem Hansem Groerem, austriackim przyjacielem Jana Pawła II, który molestował około 2 000 chłopców przez dziesięciolecia, ale nigdy nie spotkały go żadne kary ze strony Watykanu ani świeckiego wymiaru sprawiedliwości.

Sprawa Groera stała się jawna w 1995 roku, kiedy dawni uczniowie elitarnej szkoły katolickiej oskarżyli go o molestowanie seksualne. Po skandalu jaki wybuchł, Groer został odsunięty ze stanowiska i mianowany przeorem klasztoru. Nigdy nie go nie ukarano. Sam tylko "mgliście" przeprosił swoje ofiary w 1998 roku przed udaniem się do klasztoru, gdzie spędził resztę życia do 2003 roku. Niektórym z jego ofiar zaoferowano pieniądze w zamian za milczenie.

W kontekście ew. opóźnienia procesu beatyfikacyjnego, wymienia się również sprawę ignorowania skandalu dotyczącego amerykańskiego księdza Lawrenca Murphy'ego, oskarżonego o molestowanie ponad 200 głuchych dzieci w szkole specjalnej w Wisconsin oraz inne, podobne przypadki z różnych krajów świata. Udział w tuszowaniu pedofilskich skandali miał mieć również obecny papież Benedykt XVI, a ówczesny kardynał Joseph Ratzinger, jednak jego obrońcy zaznaczają, że wykonywał jedynie zalecenia swojego zwierzchnika. Organizacje broniące praw ofiar księży-pedofilów prowadzą działania w celu pociągnięcia Benedykta XVI do odpowiedzialności sądowej.

Stanisław Obirek, cytowany przez "The Sunday Times", polski teolog i były jezuita, powiedział: Wierzę, że Jan Paweł II jest kluczową osobą odpowiedzialną za tuszowanie przypadków molestowania, ponieważ większość z nich miało miejsce podczas jego pontyfikatu. Jak można kogoś, kto ponosi za to winę, beatyfikować?
01-11-2011 20:56 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Perunie, chociaż Ty nie dołączaj do tego grona oszczerców i zdobądź się na obiektywizm. Gdzie tu masz potwierdzenie, że Jan Paweł II tolerował działalność choćby jednego pedofila?! Równie dobrze można by twierdzić, że Jan Paweł II tolerował działalność agentów komunistycznej bezpieki, którzy przeniknęli do duchowieństwa, np. Tomasza Turowskiego.
01-11-2011 21:18 
 Ocena 6 na 6
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>Perunie, chociaż Ty nie dołączaj do tego grona oszczerców i zdobądź się na obiektywizm. Gdzie tu masz potwierdzenie, że Jan Paweł II tolerował działalność choćby jednego pedofila?! Równie dobrze można by twierdzić, że Jan Paweł II tolerował działalność agentów komunistycznej bezpieki, którzy przeniknęli do duchowieństwa, np. Tomasza Turowskiego.

en.wikipedia.org/wiki/Catholic_sex_abuse_cases
01-11-2011 21:21 
 Ocena 8 na 8
perun (8610 punktów)
>Perunie, chociaż Ty nie dołączaj do tego grona oszczerców i zdobądź się na obiektywizm. Gdzie tu masz potwierdzenie, że Jan Paweł II tolerował działalność choćby jednego pedofila?! Równie dobrze można by twierdzić, że Jan Paweł II tolerował działalność agentów komunistycznej bezpieki, którzy przeniknęli do duchowieństwa, np. Tomasza Turowskiego.
>
JPII tolerował działalność biskupa A.Stepinaca, wikariusza wojskowego chorwackich ustaszów, czynią go męczennikiem, bo parę lat w więzieniu Tity przesiedział ''bidok''
Pewnie onże wikariusz też , podobnie jak JPII, nie ponosi odpowiedzialności za czyny ustaszów? W końcu on nie mordował ino błogosławił morderców.
JPII też czuł obrzydzenie do faszysty Pinocheta ściskając mu z niesmakiem rączkę, nie?
Zniszczenie ''teologii wyzwolenia'' działającej w kwestiach sprawiedliwości społecznej i praw człowieka to też nie jego wina, tak?
Jeśli sprawa Law,a nie jest tolerowaniem pedofilii przez JPII to nie wiem co trzeba zrobić, żeby być uznanym za ''tolerującego pedofilie''
JPII taki nieszczęśliwy był, że Watykan posiadający jeden z najlepszych wywiadów na świecie nic nie wiedział o pedofilii w swoich szeregach.
Pewnie raport Seana Ryana to też wstrętny atak oszczerców na święty i nieskalany kościół i ''nicniewiedzącego''JPII.

- Seksualne molestowanie i gwałty małoletnich, były ogólnie znane, ale utrzymywane w ścisłej tajemnicy, przez tzw. "władze kościelne", które zalecały stosowanie kar cielesnych, i chroniły zwyrodniałych księży pedofilów, przed odpowiedzialnością karną.

to małą część raportu Ryana. Polecam lekturę
01-11-2011 21:13 
 Ocena 8 na 8
Tomek Fiedorek (5805 punktów)
>Postawiłeś zatem pośrednio następującą tezę: Jan Paweł II wiedział o przypadkach działalności pedofilów w Kościele i tolerował tę działalność. Poprosiłem, żebyś podał jakieś dowody. Nie podałeś ich. Nie dziwi mnie mnie to, gdyż takie dowody nie istnieją. Karmisz się kłamstwami i powielasz kłamstwa. Nienawiść do Kościoła tak zaćmiła Twoje postrzeganie rzeczywistości, że nawet Jana Pawła II nazywasz "plugawcem".

Dowody?! Jest dostępny ostatni raport o diecezji w Cloyne, wcześniejszy również oba w pdf. Tylko,że to sporo czytania Kiryl rzucił garść linków wyżej, ja mogę dorzucić następne dwie i to samo może zrobić każdy uczestnik forum, który nie leni się tak jak Ty i zechce poszukać w sieci. Jeśli chcesz to przytoczę kilka wypowiedzi Irlandczyków(katolików) na temat Twojego Papilissimusa. Nie będziesz zachwycony. W niedzielę ukazał się artykuł o skazanym biskupie, w którym zacytowano jego słowa, które nagrał, o swoich zboczonych chuciach. Tutaj dla winnych nie ma litości, opublikowuje się zdjęcia i adresy. Chyba nie masz wstydu. Nasłuchałeś się proboszcza, a może i Ty sam, z ambony, karmisz łowieczki tym kłamliwym badziewiem. Wymagasz teraz, żeby ktoś w to wierzył? Wyroki to zapewne spisek? Może zrzucą mnie za ten wpis na oślą, ale uważam że negując wszelkie zło, które sukienkowi wyrządzili dzieciom stawiasz się z nimi w jednym szeregu. Z nimi i z Papcią, który wiedział i pod dywan zamiatał.

A teraz odwróć kota ogonem...
02-11-2011 13:01 
 0 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Czekam na jakikolwiek dowód na to, że Jan Paweł II wiedział o działalności jakiegokolwiek pedofila w Kościele i tolerował jego działalność.

Nie interesują mnie dowody na to, że do Kościoła przeniknął jakiś pedofil lub agent, bo jest oczywiste, że takie przypadki musiały mieć miejsce.
02-11-2011 19:54 
 Ocena 6 na 6
Tomek Fiedorek (5805 punktów)
>Czekam na jakikolwiek dowód na to, że Jan Paweł II wiedział o działalności jakiegokolwiek pedofila w Kościele i tolerował jego działalność.
>Nie interesują mnie dowody na to, że do Kościoła przeniknął jakiś pedofil lub agent, bo jest oczywiste, że takie przypadki musiały mieć miejsce.

Przeniknął jakiś pedofil? Eh, wiem że cokolwiek napiszę i za linkuję nie wystarczy, bo jak napisałem wcześniej: kot będzie odwrócony. Powiedz mi proszę, jeśli szambo wybije na Twoim podwórku i smród jak cholera, to powiesz że nic o tym nie wiesz i pachnie ci frezjami? No, ale do rzeczy. Tak na szybkiego po pracy, znalazłem małe co nie co:
Cytat:
Despite a 1984 warning memo from the Rev. Thomas Doyle, then a canon lawyer in the Vatican Embassy in Washington, and a ninety-three-page report on the problem co-written by Doyle in 1985, which was sent to every American bishop, John Paul ordered no outreach to victims, no binding policy to rid the priesthood of deviants. In 1989 the US conference of bishops sent experts in canon law to Rome, seeking a streamlined process for defrocking child molesters rather than waiting for the byzantine Vatican bureaucracy and final word from the pope.


I dalej:
Cytat:
John Paul refused. Litigation and prosecutions spread, but the pope remained passive.


Więc jednak ktoś informował Papę?
Więcej na ten temat jest tutaj

Coś na temat magazynu, z którego pochodzi artykuł

Coś na temat autora artykułu

I kilka głosów Twych braci i sióstr katolików

Wiem, że niepotrzebnie szukałem. Ciebie i tak nic nie przekona, ale przynajmniej daję przykład, że wszystko jest w sieci.
Podobna sytuacja jest z obecnym wynajmującym stolec.
Jeszcze tak na koniec:
Cytat:
In the 1990s John Paul began to make a famous series of apologies for past church sins, particularly anti-Semitism, calling for "purification of the historical memory." He apologized for church racism, the Inquisition, the Crusades, to Galileo, and to Indians-a stirring line of atonement. But he did not include children abused by priests. Finally, after extensive media coverage in the United States, Canada, Australia and Ireland, he did voice concern for victims-but he also scolded the media, accusing them of sensationalism.
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Czekam na jakikolwiek dowód na to, że Jan Paweł II wiedział o działalności jakiegokolwiek pedofila w Kościele i tolerował jego działalność.
>>Nie interesują mnie dowody na to, że do Kościoła przeniknął jakiś pedofil lub agent, bo jest oczywiste, że takie przypadki musiały mieć miejsce.
>
> Cytat:
Despite a 1984 warning memo from the Rev. Thomas Doyle, then a canon lawyer in the Vatican Embassy in Washington, and a ninety-three-page report on the problem co-written by Doyle in 1985, which was sent to every American bishop, John Paul ordered no outreach to victims, no binding policy to rid the priesthood of deviants. In 1989 the US conference of bishops sent experts in canon law to Rome, seeking a streamlined process for defrocking child molesters rather than waiting for the byzantine Vatican bureaucracy and final word from the pope.


W tym samym artukule czytamy:

Cytat:
I think John Paul II was a hero of the Christian faith in many regards. I think he was a person of personal sanctity. But he couldn't change the clericalist culture of the Catholic bureaucracy that was really behind the abuse crisis.


zatem sam autor tego cytowanego przez Ciebie materiału nie oskarża personalnie Jana Pawła II.
03-11-2011 22:07 
 Ocena 3 na 3
Tomek Fiedorek (5805 punktów)
>>>Czekam na jakikolwiek dowód na to, że Jan Paweł II wiedział o działalności jakiegokolwiek pedofila w Kościele i tolerował jego działalność.
>zatem sam autor tego cytowanego przez Ciebie materiału nie oskarża personalnie Jana Pawła II.
Co to ja pisałem o kocie...
Teraz oprócz dowodów, mam szukać.. no właśnie, czego???
Nawet jeśli przeprowadzić całą rozprawę sądową, to nie przyznasz mi racji. Z tego względu, że w ten sposób potwierdziłbyś, że cała ta otoczka JP2 to mit. Musiałbys przyznać, że "plugawy" to jednak właściwe słowo aby określić byłego Papę i jego pomocnika (jednego z wielu) Rat-zingera. Nie zgadza się to z Twoim poglądem, wolisz żyć okłamując się. Cóż, nie moja to broszka. Skończmy więc tę bitwę pod Borodino. Nie wątpię, że będzie czas na inną.

Ps. Nie sugeruj się nazwą bitwy, tę ja wygrałem
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> Skończmy więc tę bitwę pod Borodino.
>Ps. Nie sugeruj się nazwą bitwy, tę ja wygrałem

Czyli Twoim celem jest zwycięstwo w dyskusji... A ja naiwnie myślałem, że chodzi Ci o prawdę...
04-11-2011 10:13 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)

>Czyli Twoim celem jest zwycięstwo w dyskusji... A ja naiwnie myślałem, że chodzi Ci o prawdę...
Zwycięstwem w dyskusji jest ustalenie prawdy. Mogliście zwyciężyć razem, ale ... Tomek Fiedorek jest tu jedynym zwycięzcą, skoro Ty udziału w zwycięstwie uparcie odmawiasz.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
04-11-2011 10:08 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Co to ja pisałem o kocie...
Na wszelki wypadek uważaj co piszesz o kocie... Meretseger jest wszędzie...

>Teraz oprócz dowodów, mam szukać.. no właśnie, czego???
O tak, to wyższa szkoły religijnej ciuciubabki!
Tak szukać tego czego nie ma, żeby nie znaleźć tego o co się człowiek potyka!


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
01-11-2011 21:28 
 Ocena 7 na 7
lukaszewicz (5674 punktów)

>Postawiłeś zatem pośrednio następującą tezę: Jan Paweł II wiedział o przypadkach działalności pedofilów w Kościele i tolerował tę działalność.
Karol W. nie musiał wiedzieć o działalności pedofilów w kościele aby można nazwać go kanalią.
Wystarczy,że wiedział o instrukcji nakazującej takie sprawy tuszować i nic w tej sprawie nie zrobił.
01-11-2011 21:35 
 Ocena 5 na 5
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)

>Wystarczy,że wiedział o instrukcji nakazującej takie sprawy tuszować i nic w tej sprawie nie zrobił.
en.wikipedia.org/wiki/Crimen_sollicitationis
02-11-2011 12:41 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Wystarczy,że wiedział o instrukcji nakazującej takie sprawy tuszować i nic w tej sprawie nie zrobił.
>en.wikipedia.org/wiki/Crimen_sollicitationis

To ma być "instrukcja nakazująca tuszować takie sprawy"?!
Przecież to, co robisz, to jest klasyczny "czarny PR"...
02-11-2011 12:45 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Jan Paweł II tyle wiedział o działalności jakiegokolwiek pedofila w Kościele, co o działalności Tomasza Turowskiego lub innego agenta.

Nie ma żadnej "instrukcji o tuszowaniu". To, co jest cytowane poniżej, dotyczy sakramentu spowiedzi.
02-11-2011 13:05 
 Ocena 6 na 6
lukaszewicz (5674 punktów)

>Nie ma żadnej "instrukcji o tuszowaniu". To, co jest cytowane poniżej, dotyczy sakramentu spowiedzi.

Ponieważ, jak widać, masz trudności z angielskim, poczytaj po polsku:

www.racjon(*)itationis..polskie.tlumaczenie
02-11-2011 13:57 
 Ocena 1 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Czytamy tam m.in.:

"1. Przestępstwo solicytacji zachodzi, gdy ksiądz - w trakcie samej czynności sakramentu spowiedzi; przed lub natychmiast po spowiedzi; w związku z lub pod pretekstem spowiedzi lub nawet bez związku ze spowiedzią, (ale) w konfesjonale lub innym miejscu, przeznaczonym do wysłuchiwania spowiedzi i sprawiającym wrażenie, że wysłuchuje się tam spowiedzi - próbował nakłonić lub sprowokować penitenta (kimkolwiek on lub ona by byli) do niemoralnych lub nieprzyzwoitych czynów, czy to przy użyciu słów, znaków, skinięć głową, dotyku lub poprzez wiadomość na piśmie, (przeznaczoną do przeczytania od razu lub później) lub zuchwale poważył się mieć niestosowną albo nieprzyzwoitą rozmowę lub wzajemny stosunek z tą osobą (Konstytucja Sacramentum Poenitentiae, §1)

2. Postawienie tej niesłychanej zbrodni przed sądem należy w pierwszej instancji do lokalnych ordynariuszy, na których terenie obwiniony zamieszkuje (zob. poniżej p. 30. i 31), nie tylko ze stosownych racji, ale także na mocy specjalnego upoważnienia Stolicy Apostolskiej: nakazane im jest, poprzez zobowiązanie, zapisane głęboko w ich świadomości, aby upewnili się, że tego typu przypadki będą odtąd podjęte, rozpatrywane i konkludowane tak szybko, jak to możliwe przed ich własnymi sądami. "

itd.

I to ma być "instrukcja o tuszowaniu" ?????

02-11-2011 14:14 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)

> I to ma być "instrukcja o tuszowaniu" ?????
A czytałeś dalej? Polecam zwłaszcza punkty: 11, 13, 23, 38, 44, 64, 70!, 73.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
02-11-2011 14:43 
 Ocena-1 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>> I to ma być "instrukcja o tuszowaniu" ?????A czytałeś dalej? Polecam zwłaszcza punkty: 11, 13, 23, 38, 44, 64, 70!, 73.

Dobrze, czytajmy dalej:

"11. Niemniej, ponieważ podczas badania tego typu przypadków konieczne jest okazanie większej niż zazwyczaj troski, aby zostały one potraktowane z najwyższą poufnością - a także ponieważ od chwili rozstrzygnięcia i wyegzekwowania postanowień, zostają one okryte wieczystym milczeniem (Instrukcja Świętego Oficjum z 20 lutego 1867 r., nr. 14) - wszystkie osoby w jakikolwiek sposób powiązane z sądem lub z racji swych urzędów zorientowane w sprawie, zobowiązane są do bezwyjątkowego zachowania najściślejszej tajemnicy (...)"

Rozumiem, że za "tuszowanie" została uznana zasada zachowania poufności (zupełnie naturalna w takich przypadkach)...
02-11-2011 17:22 
 Ocena 10 na 10
lukaszewicz (5674 punktów)

>Rozumiem, że za "tuszowanie" została uznana zasada zachowania poufności (zupełnie naturalna w takich przypadkach)...

Dokładnie tak.Chodzi przecież o zachowanie informacji o popełnionym przestępstwie w tajemnicy przed wymiarem sprawiedliwości.

Ponieważ lubisz "chłopski rozum" wytłumaczę Ci jak chłopu na miedzy.

Jeżeli jakaś organizacja zobowiązuje swoich członków do zachowania tajemnicy przed wymiarem sprawiedliwości o "straszliwych zbrodniach" przez nich popełnianych, a zbrodnie te to gwałcenie dzieci, to nazywamy to plugastwem.

Tego typu zasady są wspólne dla krk i mafii.

Omertà - zmowa milczenia; nieformalne prawo sycylijskie zabraniające członkowi mafii informowania o przestępstwach mafii osób z tym przestępstwem niezwiązanych, w szczególności sędziów i policji.(wIKI)
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Dzięki tajemnicy spowiedzi, którą dzisiaj potępiasz, będziesz mógł się kiedyś spokojnie wyspowiadać.
03-11-2011 13:59 
 Ocena 2 na 2
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>Dzięki tajemnicy spowiedzi, którą dzisiaj potępiasz, będziesz mógł się kiedyś spokojnie wyspowiadać.

Po co?
Po drugie, facet w czarnej kiecy jest ostatnim do wysluchiwana moich zwierzen
Ale rozumiem ze dla Ciebie to "ojciec" albo "pasterz"
03-11-2011 15:55 
 Ocena 3 na 3
lukaszewicz (5674 punktów)
>Dzięki tajemnicy spowiedzi, którą dzisiaj potępiasz, będziesz mógł się kiedyś spokojnie wyspowiadać.

A co ma do tego tajemnica spowiedzi?

Przeczytaj instrukcję jeszcze raz to może zrozumiesz co tam jest napisane.
04-11-2011 09:44 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
>Dzięki tajemnicy spowiedzi, którą dzisiaj potępiasz, będziesz mógł się kiedyś spokojnie wyspowiadać.
Chyba żartujesz. W jakim niby celu mam się spowiadać? Na co mi to? Nie spowiadam się od ponad 43 lat i tak już zostanie.
Zresztą... tajemnica spowiedzi może sobie dotyczyć zdrad małżeńskich albo innych niekaralnych, choć kłopotliwych rzeczy. Przestępstwa ujęte w kodeksie karnym powinny być spod tajemnicy wyjęte. W świetle bowiem kk ksiądz, dochowujący tajemnicy spowiedzi staje się winnym zatajenia informacji o przestępstwie. A obywatel ma obowiązek fakt popełnienia przestępstwa zgłosić, jeśli powziął o nim informację!
Nie pierwszy to i nie ostatni dowód na to, że Kościół ustawił się ponad prawem.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Dzięki tajemnicy spowiedzi, którą dzisiaj potępiasz, będziesz mógł się kiedyś spokojnie wyspowiadać.
>Chyba żartujesz. W jakim niby celu mam się spowiadać?

W celu odpuszczenia grzechów.

>Zresztą... tajemnica spowiedzi może sobie dotyczyć zdrad małżeńskich albo innych niekaralnych, choć kłopotliwych rzeczy. Przestępstwa ujęte w kodeksie karnym powinny być spod tajemnicy wyjęte. W świetle bowiem kk ksiądz, dochowujący tajemnicy spowiedzi staje się winnym zatajenia informacji o przestępstwie. A obywatel ma obowiązek fakt popełnienia przestępstwa zgłosić, jeśli powziął o nim informację!

Tajemnica spowiedzi w Kościele była, jest i będzie - niezależnie od przyszłych totalitarnych rozwiązań prawnych.
04-11-2011 13:00 
 Ocena 2 na 2
lukaszewicz (5674 punktów)

>Tajemnica spowiedzi w Kościele była, jest i będzie - niezależnie od przyszłych totalitarnych rozwiązań prawnych.

Tyle, że nie o tajemnicy spowiedzi mówi instrukcja, a o ukrywaniu gwałtu na dzieciach popełnianych przez księży.
Więc nie odwracaj kota ogonem i wróć do tematu.
04-11-2011 13:47 
 Ocena 1 na 1
Kojut (2120 punktów)
>W celu odpuszczenia grzechów.

A co to jest grzech? I kto ma odpuścić? Ksiądz?

>Tajemnica spowiedzi w Kościele była, jest i będzie - niezależnie od przyszłych totalitarnych rozwiązań prawnych.

To powinno zostać zmienione, gdyż godzi w demokrację.
04-11-2011 10:07 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)
>W świetle bowiem kk ksiądz, dochowujący tajemnicy spowiedzi staje się winnym zatajenia informacji o przestępstwie. A obywatel ma obowiązek fakt popełnienia przestępstwa zgłosić, jeśli powziął o nim informację!
Art 178 kpk
Nie wolno przesłuchiwać jako świadków:
1) obrońcy lub adwokata działającego na podstawie art. 245 § 1, co do faktów, o których dowiedział się udzielając porady prawnej lub prowadząc sprawę,
2) duchownego co do faktów, o których dowiedział się przy spowiedzi.


Oczywiście wiedza społeczności kościelnej o przestępstwach w ich gronie nie pochodzi wyłącznie ze spowiedzi. Taki Wojtyła życzący sobie informacji od podległych funkcjonariuszy prawu o ochronie tajemnicy nie podlegał.

>Kościół ustawił się ponad prawem.
A wsio-taki niezgłoszenie przestępstwa nie jest zagrożone karą. Przynajmniej w Polsce.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
04-11-2011 12:15 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
>Art 178 kpk
No niestety...
>A wsio-taki niezgłoszenie przestępstwa nie jest zagrożone karą. Przynajmniej w Polsce.
W niektórych przypadkach jest.
Cytat:
Art. 240. § 1. Kto, mając wiarygodną wiadomość o karalnym przygotowaniu albo usiłowaniu lub dokonaniu czynu zabronionego określonego w art. 118, 118a, 120-124, 127, 128, 130, 134, 140, 148, 163, 166, 189, 189a § 1, art. 252 lub przestępstwa o charakterze terrorystycznym, nie zawiadamia niezwłocznie organu powołanego do ścigania przestępstw, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
§ 2. Nie popełnia przestępstwa określonego w § 1, kto zaniechał zawiadomienia, mając dostateczną podstawę do przypuszczenia, że wymieniony w § 1 organ wie o przygotowywanym, usiłowanym lub dokonanym czynie zabronionym; nie popełnia przestępstwa również ten, kto zapobiegł popełnieniu przygotowywanego lub usiłowanego czynu zabronionego określonego w § 1.
§ 3. Nie podlega karze, kto zaniechał zawiadomienia z obawy przed odpowiedzialnością karną grożącą jemu samemu lub jego najbliższym.



Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
04-11-2011 12:48 
 Ocena 5 na 5
Alicja Duda (25557 punktów)
Nie ma o co kruszyć kopii o tajemnicę spowiedzi bo przecież skargi pokrzywdzonych wpływały do biskupów inną drogą. I tu jak się okazało biskupi wymuszali przysięgę że pokrzywdzony nikomu o przestępstwie nie powie. I to właśnie jest przestępstwo.
I o tych przestępstwach wiedzieli naczelnicy kościoła i nie zgłaszali.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
02-11-2011 17:26 
 Ocena 8 na 8
lukaszewicz (5674 punktów)
>nakazane im jest, poprzez zobowiązanie, zapisane głęboko w ich świadomości, aby upewnili się, że tego typu przypadki będą odtąd podjęte, rozpatrywane i konkludowane tak szybko, jak to możliwe przed ich własnymi sądami. "
>itd.
> I to ma być "instrukcja o tuszowaniu" ?????

Tak .Bo właśnie o te "własne sądy" chodzi.

Bo to powinny być sądy powszechne, a nie własne.
02-11-2011 13:24 
 Ocena 9 na 9
maruda (5550 punktów)
>Jan Paweł II tyle wiedział o działalności jakiegokolwiek pedofila w Kościele, co o działalności Tomasza Turowskiego lub innego agenta.

   Klasycznie odwróćmy pytanie, kiedy w ciągu ostatniego tysiąclecia historii Watykańskie teokratyczne państwo przestało być siedliskiem korupcji, seksualnych nadużyć wszelkiego rodzaju, skandali finansowych i wszelkich innych. JPII obejmując tron monarchy znał chyba historię Kościoła Katolickiego, jako biskup musiał chyba o tym wiedzieć, przynajmniej zdawać sobie sprawę z historycznych naleciałości tego miejsca.

   Czemu liczne apele związane z tą sprawą wysyłane na ręce JPII nie docierały do celu? Kto zawinił personalnie? Może jednak winnym osobiście jest władca Watykanu, który przez kilka dziesięcioleci nie chciał i nie potrafił dobierać sobie współpracowników, albo zwyczajnie dobierał sobie podobnych sobie. Zaiste nie wiem która możliwość mniej szkodzi temu władcy. Zwyczajny brak reform struktury państwa i wszystkich związanych z nią instytucji będących kalką ustroju feudalnego też nie jest najlepszą rekomendacją.

Come to the dark side, we have cookies
02-11-2011 13:59 
 Ocena-1 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>   Klasycznie odwróćmy pytanie, kiedy w ciągu ostatniego tysiąclecia historii Watykańskie teokratyczne państwo przestało być siedliskiem korupcji, seksualnych nadużyć wszelkiego rodzaju, skandali finansowych i wszelkich innych. JPII obejmując tron monarchy znał chyba historię Kościoła Katolickiego, jako biskup musiał chyba o tym wiedzieć, przynajmniej zdawać sobie sprawę z historycznych naleciałości tego miejsca.

Przecież to są propagandowe sformułowania, typowy "czarny PR"...
02-11-2011 14:16 
 Ocena 9 na 9
maruda (5550 punktów)
> typowy "czarny PR"...

Piękny żart, wyjątkowo celny.
02-11-2011 01:33 
 Ocena 7 na 7
astrotaurus (12445 punktów)

>Postawiłeś zatem pośrednio następującą tezę: Jan Paweł II wiedział o przypadkach działalności pedofilów w Kościele i tolerował tę działalność. Poprosiłem, żebyś podał jakieś dowody. Nie podałeś ich. Nie dziwi mnie mnie to, gdyż takie dowody nie istnieją.

Ja zainteresowałem się problemem od "występu" Shinead O'Connor, ale w KK sprawa wykorzystywania seksualnego (wprawdzie dokumenty dotyczyły wykorzystywania via konfesjonał) nie była żadnym novum.
Nawet nie musiał Wojtyła zainteresować się sprawą po ekscesie szansonistki - może nie oglądał telewizji, a ciemnemu poddanemu wiadomo przecież, że car dobry, tylko urzędnicy świnie. Mógł też nie wiedzieć nic kiedy wraz z dzisiejszym PapaRatzim pisemnie zażądał informacji w obliczu bolesnego dla kasy i prestiżu Watykanu widma bankructwa całych diecezji w USA z racji odszkodowań- może te informacje do śmierci do niego nie dotarły. Byłobyż Słońce Watykanu aż takim przygłupem jakim chcesz go odmalować? A przecie trudno ten infantylny obrazek dopasować do wspominanych tu przez innych userów faktów. A jeszcze trudniej dopasować do obrazka jaki malowaliście gremialnie z samym Wojtyłą na czele, a o którym to obrazku mbielecki nie umie nawet pomyśleć kiedy mu to niewygodne: o obrazku religijnego guru przez samego Boga powołanego do służby, z samym Bogiem współpracującego. Mowa jest o Wojtyle co miał informacje nadprzyrodnicze jakich normalny człowiek nigdy nie miewa: choćby ta, że Marysia Fatimska tor pocisku Ali Agcy zmieniła.
Albo czy ktoś musiał Wojtyłę informować o istnieniu jakiegoś Antka Z Pcimia i o działaniu śledziony, żeby Wojtyła owemu Antkowi ową śledzionę czarodziejsko uzdrowił?
A taki nimb wokół waszego bożka był tworzony przez całe jego królowanie. Z takiego nadczłowieka wsiowego idiotę robić?! Fe, mbielecki!

>Nienawiść do Kościoła tak zaćmiła Twoje postrzeganie rzeczywistości, że nawet Jana Pawła II nazywasz "plugawcem".
Żadne "nawet", mbielecki. Przyczyny są konkretne; to rzeczywistość. Rzeczywistość, w której Wojtyła nie kiwnął palcem dla ratowania, dla wspomożenia krzywdzonych dzieci. Rzeczywistość, w której takie plugastwo stoi w jaskrawej sprzeczności z wieloma cytatami starej, niemądrej antologii fałszywie przez Wojtyłę i Ciebie adorowanej.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
30-10-2011 17:56 
 Ocena 5 na 5
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Masz konkretny wywód. Odnieś się do nieg,o albo uznam, że poza "fide" nie ma w Tobie "ratio". Jeśli go nie zrozumiałeś, to napisz, to Ci wytłumaczę dokładniej.

Pozdrawiam

Gdyby ludzie rozmawiali tylko o tym, co rozumieją... nad światem zapadłaby wielka cisza. A.Einstein
30-10-2011 21:58 
 Ocena 1 na 1
fidesetratio (33 punktów)
>Masz konkretny wywód. Odnieś się do nieg,o albo uznam, że poza "fide" nie ma w Tobie "ratio". Jeśli go nie zrozumiałeś, to napisz, to Ci wytłumaczę dokładniej.

może i "fides"
30-10-2011 17:12 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)

>Dla mnie istnieje jeszcze historia zbawienia przenikająca się z historią stworzenia, które trwa.
No nareszcie coś wspólnego. Ja też bajki lubię ogromnie. Na przykład te o trollach.



Młody - stale uśmiechnięty trollik.

Miłego dnia.

@@@
.
30-10-2011 17:22 
 Ocena 3 na 3
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
Tak, szkoda paluchów.
30-10-2011 21:31 
 Ocena 1 na 3
fidesetratio (33 punktów)
>>Dla mnie istnieje jeszcze historia zbawienia przenikająca się z historią stworzenia, które trwa.
>No nareszcie coś wspólnego. Ja też bajki lubię ogromnie. Na przykład te o trollach.
>Młody - stale uśmiechnięty trollik.Miłego dnia.
>@@@
>.
>
Widzę, że zjeżdżmy po równi pochyłej w dół.
31-10-2011 07:09 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Podsuwamy równię, po której ktoś może się wspiąć do myślenia (narkotyki lepiej zostawić na zawsze i amen w piasku piaskownicy)...
kkuj (614 punktów)
>młodzi, młodzi!

Uwielbiam takie podejście, w których nie liczą się argumenty tylko zmarszczki na twarzy.
28-10-2011 19:07 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>Praca naukowa jest zwykle skorelowana z pychą: duża część pracowników naukowych, ze względu na swoje wykształcenie, wiedzę w jakiejś dziedzinie (nawet bardzo wąskiej) i sprawność intelektualną nabiera przekonania o swojej wyższości wobec innych ludzi, zwłaszcza gorzej wykształconych. Z kolei pycha jest skorelowana z ateizmem. Stąd korelacja pomiędzy pracą naukową a ateizmem. Jak oceniasz tę hipotezę?
Gdybym nie był tak dobrze wychowanym, to bym bardzo brzydko przeklął.
O różnej pysze czytałem i różną oglądałem na filmach, ale nic nie może mieć porównania z pychą biskupią (kardynałów spotkałem niewielu).
Zaś pycha uczonych? - Miałem przyjemność słuchania wykładów, a nawet prywatnej znajomości z największymi tuzami intelektu - reprezentującymi naukę polską od lat drugiej połowy lat 60 po drugą połowę lat 90, a i teraz z wieloma utrzymuję bliskie kontakty towarzyskie. Są to w znakomitej większości niebywale skromni ludzie, a im więksi tym skromniejsi.

Gdy człowiek urodzony w 82 roku znajduje się w Wikipedii, to nie jest byle kim: www.google(*)wiki/%C5%81ukasz_Adamski
Poczytajmy więc wypowiedzi tego katolickiego redaktora w internecie:
Jak zapewne Łukasz Necio wie, katolicy nie przeczą teorii ewolucji. Kościół jest zainteresowany zagadnieniem ewolucji, które w ostatecznym wymiarze dotyka tych samych pytań, na które daje odpowiedź wiara: Skąd pochodzimy? Dokąd zmierzamy? Jaki jest nasz początek? Jaki jest nasz cel? Ewolucja nie odpowiada nam na pytania o niesamowitej symetrii w przyrodzie i tym co Einstein nazywał "umysłem wcielonym". Również sama struktura DNA pokazuje, że tworzył ją byt inteligentny. Oczywiście należy cofnąć się również do pytań o powstanie "czegoś z niczego", co jest zdarzeniem przeczącym prawom przyrody. Dobrze to oddaje jedna z przypowieści ,gdzie dwóch mężczyzn spiera się o istnienie Boga. Po całym dniu sporów wierzący tworzy więc makietę bardzo skomplikowanego układu planet. Ateista widząc na drugi dzień makietę pyta: "Kto wykonał taką piękną makietę? Na co wierzący odpowiada mu, że otworzył okno i wiatr tak zawiał ,że makieta została w idealny sposób poskładana.. "Co ty za bzdury opowiadasz?- pyta go ateista. " Jakie bzdury?- odpowiada wierzący. "Przecież ty uważasz, że tak powstał świat"- odpowiada mu.[...]

Niewiele osób jednak zaprzeczy, że gdyby ludzkość stosowała się do nauk Jezusa z Nazaretu świat byłby idealny. Dlaczego więc je odrzucamy? Dlaczego ateista nie może żyć tak jakby Bóg istniał? W Gaudium et spes czytamy, że "Ateizm współczesny tak daleko posuwa postulat autonomii człowieka, że wznieca trudność przeciwko wszelkiej zależności człowieka od Boga. Wyznawcy takiego ateizmu twierdzą, że wolność polega na tym, żeby człowiek był sam sobie celem, sam jedynym sprawcą i demiurgiem swojej własnej historii; a to - jak mniemają - nie daje się pogodzić z uznaniem Pana, sprawcy i celu wszystkich rzeczy, lub co najmniej czyni takie twierdzenie zupełnie zbytecznym. Tej doktrynie sprzyjać może poczucie potęgi, jakie daje człowiekowi dzisiejszy postęp techniki".[...]

Nauka nie odpowiada na kwestie, które dla zaklinaczy deszczu takich jak ty są naiwnością , a które wymieniłem w tekście. Ja naprawdę znam ludzi, którzy byli lepszymi ateistami niż ty. Ludzi, którzy tworzyli popularne w Polsce pismo, które promowało hasło "Baranku boży- Opierdol się!", a dziś szerzą żarliwie wiarę po doświadczeniach jakie ich spotkały. I naprawdę ich doświadczenie przeczy wielu prawom fizyki.


W drugim artykule:
Zgadzam się, że pewne środowiska pragną wojny z chrześcijaństwem. I są to środowiska groźne. Przyjdzie nam się z nimi niebawem zmierzyć. Natomiast te wszystkie żałosne antychrześcijańskie okładki, robienie z przeciwników ideologicznych chorych z nienawiści oszołomów, poprzez pokazywanie grymasów ich twarzy jest....brak mi nawet słów. Ta "antychrześcijańska krucjata" przypomina mi fascynacje tekstami Jima Morrisona. Każdy przez to przechodzi w wielu 15 -18 lat. Później to przemija. No może nie wszystkim. Jest jeszcze kierownictwo "Wprost" i "Newsweeka".[...]

Jednak nie jest Pan w stanie zaprzeczyć temu, że lekarze nie znaleźli dotąd przyczyny choroby umysłowej, która powoduje mówienie martwymi językami, lewitowanie czy plucie gwożdżmi. Mam nadzieję, że po wnikliwej lekturze niektórych książek przestanie dorośnie Pan trochę. Naprawdę Pańskie wpisy są strasznie gówniarskie.[...]

Zanim osoby są poddawane egzorcyzmom są badane przez świeckich lekarzy w celu wykluczenia choroby psychicznej. Dopiero po bardzo wnikliwej lekarskiej analizie 5 może 6% przypadków osób uważających, ze są opętane kończą się ingerencją egzorcysty. Kwestia języków to nie mówienie róznym tonem głosu tylko ale posługiwanie się martwymi językami m.in Jak już mówiłem. Nie ma Pan pojęcia o czym Pan mówi. Nie będę więc dyskutował z osobą ,która wykazuje się brakiem ELEMENTARNEJ wiedzy z dziedziny, o której rozprawia. Nieraz udowodnił Pan, że jest Pan niedouczony i infantylny. Ja Pan nie muszę przekonywać. Ja wiem. Znam ludzi, którzy tego doświadczyli.[...]

Naprawdę. Jest Pan głupcem. Przepraszam, ale nie znajduję innego słowa na Pańskie argumenty. Proszę nie zaśmiecać forum swoimi wypowiedziami. Dla dobra swojego i naszego proszę nie psuć dyskusji i po prostu zmienić forum na inne.[/color]

[color=navy][ Łukasz Adamski .-. 2011-09-21 13:56:52]


Pan redaktor Adamski jest człowiekiem niby wykształconym i bardziej znaczącym ode mnie (mojego biogramu w Wikipedii jeszcze nie ma), a ja ze względu na swoją kulturę i sprawność intelektualną zdecydowanie nie chciałbym aby znalazł się w naszym gronie.
Ot to moja ateistyczno-racjonalna pycha. Uważam, że ten młody człowiek bredzi.

Miłego dnia.

@@@
.
02-11-2011 08:05 
 Ocena 1 na 1
kkuj (614 punktów)
>Praca naukowa jest zwykle skorelowana z pychą: duża część pracowników naukowych, ze względu na swoje wykształcenie, wiedzę w jakiejś dziedzinie (nawet bardzo wąskiej) i sprawność intelektualną nabiera przekonania o swojej wyższości wobec innych ludzi, zwłaszcza gorzej wykształconych. Z kolei pycha jest skorelowana z ateizmem. Stąd korelacja pomiędzy pracą naukową a ateizmem. Jak oceniasz tę hipotezę?
Nie dość, że złodziej to pijak, bo każdy pijak to złodziej!
27-10-2011 09:34 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>Wyższy odsetek? A w jakiej populacji?
>Np. wśród uczonych sowieckich: można to wyjaśnić w ten sposób, że w ZSRR wierzący byli spychani na margines życia społecznego.
Cholera, znowu ta przytłaczająca erudycja.
W ZSRR wierzący w jedyno-słuszność dogmatów, głoszonych przez Biuro Polityczne "Mateńki Partii" byli wszechstronnie faworyzowani. Tam para-religia pseudokomunizmu walczyła z religią prawosławnego chrześcijaństwa.
Każda wiara ogranicza nas intelektualnie, a im jest głębszą, to tym bardziej.
Prawosławni w Rosji biorą teraz odwet i ograniczają wolność badań w wielu naukach humanistycznych, a szczególnie w religioznawstwie.

• Religia jest obrazą ludzkiej godności.
• Religia jest kompletnym nonsensem i okropną szkodą dla ludzkiej cywilizacji.
• Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle,
. ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii.
. Steven Weinberg


Miłego dnia.

@@@
.
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>Witam wszystkich
>Tak mnie gnębi taka kwestia - czy macie drodzy koledzy i koleżanki (oczywiście Ci którzy wybrali
>wolność)tak jak ja, że zgłębiacie z pasją historię chrześcijaństwa podpartą filozofią po tym jak
>doszliście do przekonania że religia to ściema?

A ja miałam, jak to mówią, analogicznie odwrotnie.

Ponieważ wpadłam w ogólniaku w towarzystwo oazowe, zaczęłam czytać Biblię, rożne książki podsuwane przez księdza, brałam udział w dyskusjach. I tak kawałek po kawałku wraz z nabywaną wiedzą (a mam graniczącą z natręctwem skłonność do analizowania tego co usłyszałam od innych i czasem maniacko się czepiam nieścisłości) wiara gdzieś się ulotniła.

O ile w ogóle było to kiedykolwiek coś więcej, niż efekt tresury od kołyski.
W końcu moja lektura Biblii od początku był krytyczna - nie umiałam się delektować fragmentami, nie umiałam omijać "niewygodnych" kawałków, chciałam wiedzieć na jakiej podstawie ten fragment mamy brać dosłownie, a tamten metaforycznie i wkurzało mnie kwitowanie moich pytań "mądrzejsi od Ciebie, dziecko, tak orzekli".

Mogę śmiało powiedzieć, że źródłem mojego ateizmu jest gruntowna znajomość Biblii i katechizmu
I oczywiście miły ale traktujący nas z wyższością ksiądz katecheta, który krótko przed moja maturą zrobił dziecko dyrygentce scholi dziecięcej i odszedł z zawodu. A tak umiał pięknie mówić o zachowaniu czystości...

Ale to była tylko kropka nad "i".


"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
kkuj (614 punktów)
Myślę, że każda osoba, która ma naturę sceptyka lubi konfrontować się ze swoimi myślami, przez co przechodzi różne fazy. Kiedy zostałem zetknięty z teizmem w wieku 5 lat, było to w tym okresie, kiedy babcia prowadzała mnie do kościoła a dziadek opowiadał bajki o 7 kózkach i wilku. Wtedy traktowałem boga na tym samym poziomie - wiedziałem, że ta bajka ma morał i ta bajka ma morał, dziecinne, naiwne ale jakże prawdziwe. Później przyszła faza "społeczna", czyli komunie, religia w szkole. Skutkowała ona raczej apatią i ugruntowaniem normalności religii w tradycji (święta). Dopiero w wieku prawie dorosłym przestałem uważać się za członka kościoła, w sumie z niezbyt racjonalnego powodu (argument z autorytetu), jako że ojciec mój powiedział, że bóg to myślenie życzeniowe. Po pewnym czasie, wpadłem w dosyć długo trwającą fazę zgłębiania różnych argumentów, budowania struktury myślowej dotyczących moralności, znaczenia materializmu metodologicznego, epistemologi, metody naukowej (zbiegło się to z doktoratem z informatyki). Po pewnym czasie znużyło mnie to. Teraz bardzo do mnie przemawia definicja ateizmu, która mówi że jest to "lack of belief", czyli brak wiary (brak uznania za prawdziwe tez teistycznych) niż silny ateizm, czyli uznanie za prawdziwe stwierdzenie, że bóg nie istnieje. Prywatnie jestem silnym ateistą, są ku temu pewne przekonywujące mnie przesłanki, jednak wiem, że jest to przekonanie o pewnej dozie niepewności, nieuformowane jak należy. Dlatego teraz jestem w fazie, gdzie ateistą jestem dla innych, a silnym ateistą dla siebie. Dzięki temu nie mam już takiej ochoty na zgłębianie makaronowych macek, nie przekonują mnie argumenty teistów i tyle, jestem ateistą. (nie ma trzeciej drogi, co niektórzy błędnie w moim mniemaniu nazywają agnostycyzmem). Niech teiści się wysilają jeśli im na mnie zależy. Co innego oczywiście klerykalizm i antyklerykalizm. Ale to już zbyt daleka dygresja. Pozdrawiam, dobrze słyszeć że nie tylko ja spędziłem spory czas na analizie makaronowych macek

Czasem najwyżej trafi się jakiś kąsek i człowiek sobie go może zapamiętać jako ciekawostkę jakiejś mitologii, np Sdz 1:19 Cytat:
"A Pan był z Judą; objął on w posiadanie góry, lecz nie wypędził mieszkańców dolin, gdyż ci mieli żelazne wozy."
(czyt. jeśli jakiś lud ma wozy z żelaza i jehowa nie pomoże )
26-10-2011 14:58 
 Ocena 1 na 1
mario1970 (191 punktów)
Kiedyś już pisałem o moim przejrzeniu na oczy - nigdy się bliżej nad kwestiami teologicznymi nie zastanawiałem - jak powiedziałem "z braku czasu", czym ubawiłem większość komentujących - ale tak właśnie było - nie zastanawiałem się nad tym po prostu. Brutalne zderzenie z dyktatem facetów w czerni - tym też ubawiłem kolegów i koleżanki z forum - ruszyło jakiś kamyczek. A lawina zaczęła się toczyć po lekturze "Boga urojonego" RD. No i zaczęło się - kolejne książki i niepohamowana żądza faktów i opinii. Książkę o przeinaczaniu biblii - czytałem wraz z biblią (po raz pierwszy w życiu). To jakoś otworzyło mi umysł na filozofię ale również na fizykę - teorie powstania wszechświata.
Co więcej uświadomienie sobie braku boga wywołało jakiś mój wewnętrzny spokój.
Pozdrawiam wszystkich kolegów i koleżanki z tego forum. A niektórym szczerze zazdroszczę wiedzy (Andrzej.51). Dzięki wam wiem że jeszcze tak niewiele wiem.
26-10-2011 17:59 
 Ocena 1 na 1
kkuj (614 punktów)
>Co więcej uświadomienie sobie braku boga wywołało jakiś mój wewnętrzny spokój.
To również moje odczucie, jednak nigdy nie miałem kłopotów z "rozedrganą duszą".

Nie odczuwam jednak już jakiejś większej chęci wgłębiania się w niuanse mitologii, prawda każdy niuans pokazuje, że jest to mitologia stworzona przez i dla ludzi, ale właśnie temu się przeciwstawiam, przyjmowaniu do wiadomości jakichś bajań, dogmatów pod pozorami wiedzy zdobytej od sił wyższych. Ktoś powie, że to z ignorancji jestem ateistą, że nie poznałem prawdziwego boga, przez co błądzę, ale ten argument jest tak słaby i tak łatwo odwracalny w stronę teisty, że szkoda gadać. Nie musisz zjeść wszystkich fast-foodów na świecie, żeby dogłębnie je poznać i docenić ich wartość. Wszystko z umiarem. Pozdrawiam.
29-10-2011 16:23 
 0 na 2
fidesetratio (33 punktów)
>>Co więcej uświadomienie sobie braku boga wywołało jakiś mój wewnętrzny spokój.
>To również moje odczucie, jednak nigdy nie miałem kłopotów z "rozedrganą duszą".
>Nie odczuwam jednak już jakiejś większej chęci wgłębiania się w niuanse mitologii, prawda każdy niuans pokazuje, że jest to mitologia stworzona przez i dla ludzi, ale właśnie temu się przeciwstawiam, przyjmowaniu do wiadomości jakichś bajań, dogmatów pod pozorami wiedzy zdobytej od sił wyższych. Ktoś powie, że to z ignorancji jestem ateistą, że nie poznałem prawdziwego boga, przez co błądzę, ale ten argument jest tak słaby i tak łatwo odwracalny w stronę teisty, że szkoda gadać. Nie musisz zjeść wszystkich fast-foodów na świecie, żeby dogłębnie je poznać i docenić ich wartość. Wszystko z umiarem. Pozdrawiam.
Ciekawy jestem tylko waszych wartości moralnych? Tzn. negacja Boga, a wartości?
29-10-2011 16:49 
 Ocena 6 na 6
perun (8610 punktów)

>Ciekawy jestem tylko waszych wartości moralnych? Tzn. negacja Boga, a wartości?

Nie ma boga nie ma wartości, żadnych. Dlatego jak mnie spotkasz na ulicy to uważaj bo ; zabijam, gwałcę, pale, nienawidzę, kradnę, oszukuję, kłamię, Nie znam uczucia miłości, empatii, itd. Jak wiadomo tylko strach przed bogiem powoduje to, że ludzie nie robią tego co ja. A ja boga się nie boje
29-10-2011 23:07 
 Ocena 1 na 1
fidesetratio (33 punktów)
>>Ciekawy jestem tylko waszych wartości moralnych? Tzn. negacja Boga, a wartości?
>Nie ma boga nie ma wartości, żadnych. Dlatego jak mnie spotkasz na ulicy to uważaj bo ; zabijam, gwałcę, pale, nienawidzę, kradnę, oszukuję, kłamię, Nie znam uczucia miłości, empatii, itd. Jak wiadomo tylko strach przed bogiem powoduje to, że ludzie nie robią tego co ja. A ja boga się nie boje
Boga się nie boisz... A jaki masz w życiu cel?
30-10-2011 08:37 
 Ocena 4 na 4
perun (8610 punktów)

>Boga się nie boisz... A jaki masz w życiu cel?

Jak byłem mały to bałem się wielu abstrakcyjnych pojęć; boga, upiora, ducha, wampira, wilkołaka, ciemności itd. Bo często mnie nimi straszono. Teraz jestem duży i przestałem się bać. A ty nadal boisz się upiorów? Poważnie pytam
Moim celem jest przeżyć życie jak najlepiej, bo drugiej szansy już nie będę miał , więc nie chce jej spieprzyć.
A co jest Twoim celem w życiu?
30-10-2011 09:06 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>A co jest Twoim celem w życiu?
Eeeej, on nie ma swojego życia!
Bóg mu je dał, ale w zasadzie nie dał tylko jakby wypożyczył... Tyle że kiedy zechce to mu je zabierze - całe, albo część przetrącając go swoim Palcem Bożym na swoją Chwałę Bożą...

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
30-10-2011 09:47 
 Ocena 2 na 2
perun (8610 punktów)

>Bóg mu je dał, ale w zasadzie nie dał tylko jakby wypożyczył... Tyle że kiedy zechce to mu je zabierze - całe, albo część przetrącając go swoim Palcem Bożym na swoją Chwałę Bożą...

No kto daje i odbiera ten się w piekle poniewiera - jak byłem mały to często słyszałem to powiedzenie.
No, ale jeśli to leasing, to zmienia postać rzeczy. Bozia tylko dała Mu w użytkowanie na jakiś czas życie.
30-10-2011 15:03 
 Ocena 1 na 1
fidesetratio (33 punktów)
>>Boga się nie boisz... A jaki masz w życiu cel?
>Jak byłem mały to bałem się wielu abstrakcyjnych pojęć; boga, upiora, ducha, wampira, wilkołaka, ciemności itd. Bo często mnie nimi straszono. Teraz jestem duży i przestałem się bać. A ty nadal boisz się upiorów? Poważnie pytam
>Moim celem jest przeżyć życie jak najlepiej, bo drugiej szansy już nie będę miał , więc nie chce jej spieprzyć.
>A co jest Twoim celem w życiu?

Upioru, ani śmierci się nie boję. Moim celem nie jest jakoś doskonale przeżyć życie - wypełniając jakieś prawo, ale przyjąć łaskę od Pana. No i zarezykowałem, postawiłem na zbawienie i warę w Jezusa Chrystusa, mam nadzieję na zbawienie i dar życia lepszego.
30-10-2011 15:16 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)

> Upioru, ani śmierci się nie boję. Moim celem nie jest jakoś doskonale przeżyć życie - wypełniając jakieś prawo, ale przyjąć łaskę od Pana. No i zarezykowałem, postawiłem na zbawienie i warę w Jezusa Chrystusa, mam nadzieję na zbawienie i dar życia lepszego.

Coś mi się wydaje, że będzie trudno gimnazjum skończyć.


Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda.

@@@
.
30-10-2011 15:34 
 0 na 2
fidesetratio (33 punktów)
>> Upioru, ani śmierci się nie boję. Moim celem nie jest jakoś doskonale przeżyć życie - wypełniając jakieś prawo, ale przyjąć łaskę od Pana. No i zarezykowałem, postawiłem na zbawienie i warę w Jezusa Chrystusa, mam nadzieję na zbawienie i dar życia lepszego.
>Coś mi się wydaje, że będzie trudno gimnazjum skończyć.
>
Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda.

>@@@
>.
Literówki, literówkami,

wyczywam napięcie w Pana tekstach, ciekawe dlaczego?
30-10-2011 16:19 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)

>Literówki, literówkami,
> wyczywam napięcie w Pana tekstach, ciekawe dlaczego?
Pan bez napięcia takie "literówki" sadzi? No, tak - niektórzy już tak mają.


Rozum albo wiara - wybór należy do ciebie.

@@@
.
30-10-2011 16:27 
 Ocena-1 na 1
fidesetratio (33 punktów)

>Pan bez napięcia takie "literówki" sadzi? No, tak - niektórzy już tak mają.

Życie, życie.
30-10-2011 20:17 
 Ocena 7 na 7
Artur@R (7115 punktów)
>>Pan bez napięcia takie "literówki" sadzi? No, tak - niektórzy już tak mają.
> Życie, życie.

Nieuctwo, nieuctwo...
Niechlujstwo, niechlujstwo...
Lekceważenie, lekceważenie...
Pycha, pycha...

Daleka droga do "doskonałego życia" Cię czeka - tym bardziej, że poruszasz się tyłem, na kolanach, w przeciwnym kierunku i zasłoniętymi oczami


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
30-10-2011 20:26 
 Ocena 7 na 7
perun (8610 punktów)

>Daleka droga do "doskonałego życia" Cię czeka

Jego celem nie jest doskonalenie życia. Jeśli dobrze zrozumiałem to celem kolegi jest czekanie, aż jakiś pan Go zbawi i da Mu łaskę, i ''dar lepszego życia'' Zrozumiałem to w ten sposób, że kolega nie chce się wysilać i pracować nad polepszeniem własnego życia, tylko czeka, aż ktoś mu to lepsze życia podaruje. Sprytne
30-10-2011 21:59 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
>.. tylko czeka, aż ktoś mu to lepsze życia podaruje. Sprytne <

Hmm, pewnie masz rację, a ja nie dość, że stary to jeszcze naiwny, z wiarą w człowieka

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
fidesetratio (33 punktów)
>Jego celem nie jest doskonalenie życia. Jeśli dobrze zrozumiałem to celem kolegi jest czekanie, aż jakiś pan Go zbawi i da Mu łaskę, i ''dar lepszego życia'' Zrozumiałem to w ten sposób, że kolega nie chce się wysilać i pracować nad polepszeniem własnego życia, tylko czeka, aż ktoś mu to lepsze życia podaruje. Sprytne

O tuż nie! Chodziło mi bardziej o to, że owszem ważna jest rola pracy nad sobą - osobistej formacji, ale ona mi nie da zbawienia, gdyż to nie zależy do końca ode mnie samego. Siedzenie w domu i czekanie na coś nie jest mądre i tak nie pojmuję tego!
31-10-2011 18:37 
 Ocena 3 na 3
perun (8610 punktów)

>O tuż nie! Chodziło mi bardziej o to, że owszem ważna jest rola pracy nad sobą - osobistej formacji, ale ona mi nie da zbawienia, gdyż to nie zależy do końca ode mnie samego. Siedzenie w domu i czekanie na coś nie jest mądre i tak nie pojmuję tego!

Mnie nikt nie musi zbawiać. Nie ja zajumałem to zgniłe jabłko i nie ja mieszkałem w żydowskim raju. I wcale nie chce tam mieszkać.
30-10-2011 22:14 
 Ocena 3 na 3
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)

>Coś mi się wydaje, że będzie trudno gimnazjum skończyć.
Seminarium skończone z paskiem czerwonym
30-10-2011 18:14 
 Ocena 6 na 6
perun (8610 punktów)

>Upioru, ani śmierci się nie boję. Moim celem nie jest jakoś doskonale przeżyć życie - wypełniając jakieś prawo, ale przyjąć łaskę od Pana. No i zarezykowałem, postawiłem na zbawienie i warę w Jezusa Chrystusa, mam nadzieję na zbawienie i dar życia lepszego.

Właśnie między innymi o tym pisze Stachniuk w Wspakulturze, katolików nie interesuje doskonalenie swojego życia, nie interesuje ich życie ziemskie i jego jakość doskonalenie go, polepszanie, czynienie lepszym i bardziej znośnym dla człowieka, ich interesuje tylko życie po życiu. I stąd ten niezwykle trafny tytuł jego książki.
Jak to powiedział Goryszewski ''nie ważne czy Polska będzie biedna czy bogata ( w domyśle, nowoczesna, rozwinięta, gdzie ludzie są szczęśliwi) ważne , żeby była katolicka.
Po upadku RON. jakiś szlachetka napisał mniej więcej coś w tym stylu ; Polska zginęła? to co z tego? ważne, że my katolicy mamy obiecane królestwo w niebie;
Dlatego nie cierpię tej chrześcijańskiej antyludzkiej ideologii. ( w ogóle nie cierpię cierpieć
)
Ja nie mam nadziei na dar lepszego życia. Mam wiarę, że lepsze życie zależy tylko ode mnie samego.
A co do łaski...nie cierpię łaski nawet gdy okazują mi ją Panie, a co dopiero Panowie.
fidesetratio (33 punktów)
>Ja nie mam nadziei na dar lepszego życia. Mam wiarę, że lepsze życie zależy tylko ode mnie samego.

Ja wierzę w odkrywanie, a nie w stwarzanie szczęścia.
Dlaczego wykluczasz działanie pozytywne katolików na rzecz Polski, Ojczyzny - tylko dlatego, że próbują okrywać, a nie stwarzać?
31-10-2011 18:26 
 Ocena 10 na 10
perun (8610 punktów)

>Dlaczego wykluczasz działanie pozytywne katolików na rzecz Polski, Ojczyzny - tylko dlatego, że próbują okrywać, a nie stwarzać?

Dlatego, że nie można jednocześnie dwóm panom służyć - Watykanowi i Polsce.
A chrześcijaństwa nie lubię przede wszystkim dlatego;

ent ludności Polski; w 1791 r. - zaledwie 54 procent. Ponad 200 lat temu Polska była wielokulturową republiką królewską szczycącą się długoletnią tradycją tolerancji religijnej. Jak podkreśla historyk Ray Taras, w roku 1573 Konfederacja Warszawska "oficjalnie ustanowiła tolerancję i równość religijną, co sprawiło, że Polska stała się jednym z najbardziej liberalnych społeczeństw w Europie." Polska była wtedy znana jako "kraj bez stosów", jako "miejsce schronienia dla ofiar prześladowań religijnych, jako "Paradissus Judaeorum" (raj żydowski). Według brytyjskiego historyka Normana Daviesa, Polska była "unikalna w Europie", ponieważ pozwalała na "pokojowe współistnienie katolicyzmu, prawosławia, ormianizmu, judaizmu i islamu". Jest znaczącym i mało znanym faktem, jak twierdzi polski historyk Jędrzej Giertych, że "zasada tolerancji religijnej została wprowadzona do ideologii europejskiej przez Polskę".
Ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze to fakt, że przez długie tysiąclecia Polska była słowiańska, nawet tysiąc lat po tym, jak Jezus, Szaweł i inni stworzyli nową religię żydowską, zwaną chrześcijaństwem. Ale setki lat przed i po tych wydarzeniach na Bliskim Wschodzie i w Rzymie, w świętych gajach dębowych, niezliczone pokolenia Słowian wielbiły przez długie wieki słowiańskiego boga Świętowita i stawiały mu czterotwarzowe pomniki z drzewa dębowego. Źródła wody, rzeki i jeziora były otaczane czcią religijną. Za zanieczyszczenie gajów dębowych i źródeł wody groziły ciężkie kary. Takie surowe, słowiańskie przepisy powinny być też teraz stosowane. Proszę zobaczyć, jak teraz wyglądają w Polsce lasy: zaśmiecone, zasrane, zeszpecone, zdewastowane. Nie mówiąc już o świętych gajach dębowych i innych, które zostały doszczętnie zniszczone i wycięte przez hordy niemieckich misjonarzy i polakatolików pozbawionych szacunku i podziwu dla dzikiej natury, która jest dla nas wszystkich na świecie wspólnym ludzkim dobrem i domem.
To bzdura, że historia Polski to historia Polski chrześcijańskiej. Jak argumentował Paweł Jasienica, rok 966 był jedną z najważniejszych dat w historii Polski, ale data ta nie może być uważana za początek polskiej państwowości i kultury. Na bardzo długo przed przyjęciem chrześcijaństwa (co było jedynie manewrem politycznym ze strony Mieszka I) przez tysiąclecia, nasi prawdziwi, słowiańscy pradziadowie, Polanie, byli już wysoko zorganizowani politycznie i gospodarczo. Nasza rdzenna polska kultura i religia prasłowiańska była bliska przezwyciężenia obcej ideologii chrześcijańskiej podczas powstania pogańskiego za Masława, bohaterskiego księcia, który, jak twierdzi Antoni Wacyk, "symbolizuje polską Słowiańszczyznę". Według Wacyka, katolicyzm "przez wieki całe był religią dworską, do szerokich mas ludności docierał powierzchownie... W XVI wieku zanosiło się nawet na to, że Polacy zerwą zupełnie z katolicyzmem".
Jak wykazuje Zbigniew Sługocki w "Zagubionym posłannictwie": "Wszyscy uczeni zgadzają się dziś, że ani Mieszko I osobiście, ani jego lud nie miał żadnej duchowej potrzeby zmiany wiary, głównie i przede wszystkim dlatego, że katolickiego Boga nie znali".
Zarówno Mieszko I jak i książę Lechii Mieczysław I przyjęli chrześcijaństwo ze względów czysto politycznych. Kto wtedy miał możliwość obronić się skutecznie przez morderczą nawałą germańskiej chrystianizacji Pogan? Lepiej "przyjąć" chrześcijaństwo niż zginąć od miecza niemieckiego lub duńskiego imperialisty-chrześcijanina, bez żadnej litości podbijających Słowian w imię Jezusa. Lepiej ugiąć się niż złamać. Lepiej być lisem niż lwem, po to tylko aby przetrwać i mieć nadzieję na powrót kiedyś do własnej religii i kultury, nawet po latach, nawet po setkach lat.
Poza tym, na długo, na bardzo długo, po tzw. "przyjęciu chrześcijaństwa", nie byliśmy chrześcijanami. Jak wiadomo niektórym z nas, za czasów księcia Masława, wypędzono niemieckich misjonarzy, a kościoły katolickie zniszczono. Oczywiście ani chrześcijańscy imperialiści niemieccy, ani ówczesny papież, nie mieli absolutnie zamiaru pozwolić na załamanie się krucjaty chrześcijańskiej w krajach słowiańskich. I tak to nasi odwieczni wrogowie, Watykan i Niemcy, zorganizowali w porozumieniu ze zdrajcami księciem Kazimierzem i księciem Jarosławem atak na Lechię, w wyniku której słowiański bohater narodu polskiego, książę Masław, został zamordowany, a słowiańska Polska, Lechia, legła w gruzach. Jak mówi "Kalendarz Słowiański na rok 1947" to może od tej tragedii narodu polskiego, czyli od 1049, należy liczyć "erę chrześcijańską w Polsce" i powolny upadek rodzimej naszej religii słowiańskiej. Powolny, bo oczywiście przez długie lata jeszcze słowiańska religia żyła z dala od dworskich wysp skatoliczonej szlachty. W 1294 roku zmarł ostatni słowiański książę pomorski Mściwój, a w 1434, ostatni polski król pogański, Władysław Jagiełło. Litwa, z której pochodził Jagiełło, nigdy nie straciła całkowicie swej pogańskiej tożsamości i dziś jest jedną z największych nadziei na odrodzenie się przedchrześcijańskich kultur w Europie Środkowej. W niektórych częściach kraju, np. na Śląsku, jeszcze w XV wieku Polacy używali słowiańskiej przysięgi na słońce.
31-10-2011 18:28 
 Ocena 10 na 10
perun (8610 punktów)
Co wspólnego ma kultura polska z religią jednego z wielu "synów bożych" z basenu Morza Śródziemnego? Dlaczego mimo własnej religii słowiańskiej, ciągle wyznajemy religię jednego z wielu mesjaszów żydowskich, pierwotnie przeznaczoną tylko dla niewykształconego chłopstwa i biedoty żydowskiej z prowincji galilejskiej? Jaką korzyść dla polskiej racji stanu może mieć podpisanie konkordatu i utrzymywanie jakichkolwiek stosunków dyplomatycznych z Watykanem - antydemokratycznym, antysłowianskim, absurdalnie autokratycznym państewkiem katolickim, którego średniowieczna organizacja polityczna, jak wykazał James Madison, ojciec Konstytucji Amerykańskiej, jest "najgorsza z możliwych"?
Co wreszcie może mieć wspólnego z naszą autentyczną, rodzimą, prasłowiańską religią religia obcych nam kulturowo ludów semickich, odległych w czasie i przestrzeni? Dlaczego my Polacy wyrzekliśmy się własnej religii i bałwochwalczo wierzymy w bogów wymyślonych przez inne ludy? Chciałoby się sparafrazować Mikołaja Reja: Niechaj wszystkie narody "znają", że Polacy nie głupi i swoją religię mają. Mieli, ale nie mają.
Dla słowiańskiego Polaka nie powinno być żadnego "Bożego Narodzenia", bo nikt nie wie i nie będzie wiedział, kiedy właściwie urodził się Jezus Chrystus (jeżeli się w ogóle urodził, a nie jest tylko zwykłą fikcją literacką, stworzoną przez religijnych bajarzy, którzy napisali tzw. Ewangelie). Z pewnością nie w okresie przesilenia zimowego, bo "Boże Narodzenie" to między innymi prastare święto pogańskie Mitry, perskiego boga słońca, który nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem. A poza tym, "Syn Boży" to nie fakt historyczny, a ulubiona metafora starożytnych Egipcjan, Greków i Żydów. Według Antoniego Wacyka z Zadrugi, dla wierzącego Polaka święto przesilenia zimowego to "Szczodre Gody", a nie "Boże Narodzenie". I nie "Wielkanoc", a "Gody Jaru".
Czas powrócić do słowiańskich świąt, czas przywrócić czar i urok chyba najradośniejszego święta Słowian: święta przesilenia letniego, kiedy na wzgórzach paliły się znicze, a wchodzący w życie dorosłe Słowianie i Słowianki mogli cieszyć się spontanicznym seksem, nieokiełznanym jeszcze i nie obarczonym piętnem grzechu przez chrześcijańską pogardę dla erotyki ludzkiej, i przez chrześcijańską perwersję promowania "czystości" i dziewictwa. To nasze święto Kupały, którego żaden religijny najeźdźca z Palestyny żydowskiej, Watykanu, czy Azji, nam, Słowianom, nigdy nie odbierze. To święto kąpieli w świętych jeziorach i rzekach, w świetle księżyca i płonącego ognia.
Nikt nie był w stanie wytępić i chyba nigdy nie wytępi tak słowiańskich obyczajów, jak topienie Marzanny, oblewanie się wodą, malowanie i dzielenie się jajkiem wielkanocnym. Oczywiście, skatoliczony, niedokszałcony polakatolik, chętnie uczestniczący w tych bardzo atrakcyjnych obrzędach i praktykach słowiańskich, nie zdaje sobie w ogóle sprawy z ich słowiańsko-pogańskiego znaczenia. Bo to pazerne chrześcijaństwo wszystko, co mu nie pasuje, albo niszczy, albo przywłaszcza sobie jako swoje własne. I tak zabrano wielki dzień powrotu nieśmiertelnego słońca dla bożka Jezusa i nazwano go "Bożym Narodzeniem". I tak to powstały "Matki Boskie" śnieżne, siewne i zielne, częstochowskie i inne takie dziwactwa polakatolickie. I tak zabrano pogańskie na całym świecie, czyli u nas słowiańskie, jesienne święto plonów w okresie zrównania dnia z nocą.
Cóż za podstępnym plagiatem jest chrześcijaństwo w ogóle, a katolicyzm w szczególności! Mieczem i ogniem; fałszem i plagiatem tak zdobywała świat ta antysłowiańska i antypogańska krucjata.
W słowiańskiej Polsce będzie miejsce i dla agnostyka, i ateisty polskiego, bo religia w naszym nowoczesnym pojęciu słowiańskim, to głównie tożsamość kulturowa i językowa, a nie koniecznie wiara w bogów, gusła i zabobony. Nie musisz modlić się do Świętowita i składać mu ofiary. Ale możesz, jako Słowianin, uczestniczyć w świętach, które symbolizują kulturę Twoich przodków - a nie kulturę obcych biedaków i prostaków, jakiś Galatów, jakiś Efezów, Filipensów, Kolesensów, tudzież jakiś Tesalonicensów."
Fragment Posłowia
Polecam całą książke
''Moja Słowiańska Wolność K.Dziamki
30-10-2011 09:04 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>Boga się nie boisz... A jaki masz w życiu cel?
Zupełnie się nie boję. Ewolucja zaopatrzyła mnie w neurony lustrzane, reszty dokonały dobre geny i proces socjalizacji. Moje życie ma sens i zrealizowałem w nim kilka celów, choć nie wszystkie się udały, tak jak bym chciał. Na pewno celem mojego życia nie jest śmierć (choć jest oczywistym jego zakończeniem) ani jakiekolwiek życie pozagrobowe.

Miłego dnia.

@@@
.
29-10-2011 21:31 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Którego boga? Mam nadzieję, że nie negujesz Zeusa i dbasz o cnotę arete.
ziółko (-2 punktów)
Usunięte przez moderatora
ziółko (-2 punktów)
Bardzo fajnie, że posyłasz córkę do kościoła. Przyjdie dzień, w którym sama zdecyduje co jest dla niej najlepsze w kwestii duchowej.
mario1970 (191 punktów)
>Bardzo fajnie, że posyłasz córkę do kościoła. Przyjdie dzień, w którym sama zdecyduje co jest dla niej najlepsze w kwestii duchowej.
A gdzie wyczytałeś (aś) że posyłam - ja jej tego po prostu NIE ZABRANIAM!!! To ogromna różnica.
21-11-2011 10:53 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>Bardzo fajnie, że posyłasz córkę do kościoła.
Zdecydowanie kiepsko.
Rodzicielski przymus do tego, co ich zdaniem jest dobre. Uczy posłuszeństwa i bezmyślności.

>Przyjdie dzień, w którym sama zdecyduje co jest dla niej najlepsze w kwestii duchowej.
Bzura! Człowieka należy wychowywać pokazując mu całą gamę możliwości wyboru i niech sam dochodzi do tego co dla niego jest słuszne. Im dalej od jedynie słusznej opcji tym lepiej. Wszelkich ideologów (np. katechetów) - szczególnie młody umysł - powinien omijać szerokim łukiem. Warto natomiast aby wiedział, że ideologii jest wiele i każda z nich uważa, iż tylko ona ma patent na prawdę.

Miłego dnia.

@@@
.

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365