"The New York Times" recenzuje "Księgi Jakubowe": dzieło potężne i imponujące
"Od dawna mówi się, że najambitniejszą powieścią Tokarczuk – którą Akademia Szwedzka nazwała jej "opus magnum" – są "Księgi Jakubowe", których premiera miała miejsce w Polsce w 2014 roku.
Licząca niemal tysiąc stron pozycja to rzeczywiście dzieło potężne i imponujące. Widać to już w podtytule (co w przypadku powieści jest zabiegiem dość rzadkim). Oto krótki początek: "Wielka podróż przez siedem granic, pięć języków i trzy duże religie, nie licząc tych małych".
Ta ogromna powieść tworzy miejsce na lawinę incydentów i komentarzy. Zdarzają się skandale z plagiatami i obcinaniem problematycznych paznokci u nóg. Są mizantropijni lekarze i po uszy zadłużeni biskupi. W powieści kwestionuje się przydatność łaciny, cierpi na podagrę, przeziębienia, fetyszyzuje duże piersi, wyciska sok z granatów. W kluczowym momencie postać może odejść i zacząć plewić zagony oregano. To właśnie taki rodzaj książki.
Osadzone w połowie XVIII wieku „Księgi Jakubowe" opowiadają o charyzmatycznym samozwańczym mesjaszu Jakubie Franku, młodym Żydzie, który podróżuje po imperiach Habsburgów i Osmanów, w równym stopniu przyciągając i odpychając zarówno tłumy, jak i władze.
Pierwowzorem Franka jest prawdziwa postać historyczna; autorka przeprowadziła bardzo skrupulatne badania. Tokarczuk wsłuchuje się w zawiłości skomplikowanych losów Franka, który przechodzi na islam, następnie na katolicyzm, a po drodze staje się protosyjonistą. Skazany za herezję, spędza wiele lat w więzieniu. Jak to mówią - jego pomysły są ważne, o ile oczywiście są prawdziwe.
W powieści jak w życiu - komedia miesza się z prawdziwą tragedią: torturą, zdradą, więzieniem, śmiercią. Ale są tu też ciemniejsze strony. Żydzi są ścigani i prześladowani, wszędzie. Wyczuwa się już powiew tego, co miało stać się Holocaustem.
Autorka wiele uwagi poświęca losom postaci kobiecych. Nierówności są zawsze wyraźnie wypunktowane. „Dlaczego to tak jest, że jedni mają w życiu nadmiar, a inni niedomiar?" – myśli jeden z bohaterów."
W 2015 roku po wydaniu "Ksiąg Jakubowych" na Olgę Tokarczuk (starletkę wg Armiego), wylała się fala hejtu z groźbami śmierci włącznie.
Ten faszystowski hejt wylewa się na autorkę, również na tym FR za sprawą polskich patriotów - Kotów Behemotów czy Arminiusów.To już 7 lat, a jej gwiazda coraz jaśniej świeci i coraz bardziej nakręca faszystów. Może kiedyś ją zaadoptują, jak inną polską pisarkę, wszak mądrych kobiet faszyści w swych szeregach nie mają.
wyborcza.p(*)yrafinowana-i-poruszajaca.html