>na ogół przyjmuje się, że poznanie zakłada podmiot i >przedmiot poznania. >jak przy takim założeniu wygląda podział świata na tzw. >świat wewnętrzny i zewnętrzny? >przecież wszystko, co jawi się podmiotowi jest z definicji >"na zewnątrz" podmiotu, nie tylko rzeczy zewnętrzne, ale i >wyobrażenia, czy doznania cielesne (np. ból), a więc to >wszystko, co dostępne jest introspekcji.
Niesłychanie ciekawe pytanie. Kilka dni już do mnie wraca i mam pewną propozycję odpowiedzi. Wydaje mi sie że problemem jest tu samoświadomość i poczucie odrębności jednostki, która dokonuje obserwacji. Zarówno ową samoświadomość jak i odrębność należy potraktować jak złudzenia. Tak na prawdę tylko nasz umysł dokonuje rozróżnień nawet tam gdzie ich nie ma.
Zaryzykujmy taką tezę - nie ma realnie żadnej różnicy między badaczem i obiektem, a wszechświat (a może nawet nieskończona ilość wszechświatów) przejawia absolutną ciągłość od zjawisk makro do mikro czyli rządzi się jednolitym zestawem praw na każdym poziomie i w każdej skali - jednolitą zasadą wszystkiego. Mając niepełną wiedzę i dysponując ograniczoną percepcję nie dostrzegamy zjawisk we wszystkich skalach, nie mamy świadomości związków nielokalnych, zapewne nawet nie wiemy czego jeszcze nie wiemy. Te czynniki powodują że patrzymy na świat wyrwany z kontekstu, a przenosząc swoje ściśle empiryczne doświadczenia na różne poziomy poznania błądzimy w pozornych paradoksach - pozornych bo wynikających z niewiedzy. Jeśli przyjąć ową absolutną ciągłość rzeczywistości - wszystko jest połączone i wszystko stanowi jedno, a skoro tak, nic nie jest na zewnątrz lub też nic nie ma wewnątrz a przede wszystkim nie ma żadnego zewnątrz i żadnego wewnątrz tylko złudzenie. Takie to trochę taoistyczno-buddyjskie ale jakoś nie potrafię tego lepiej ująć.
Pozdrawiam
|