 |
Kolejny pomysł pani Sowińskiej Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 29-09-2007 12:13 | Atlantis (1733 punktów) (zablokowany) | Kolejny pomysł pani Sowińskiej | wiadomosci.onet.pl/1614848,11,item.htmlNa pierwszy rzut oka ktoś powie: "no i dobrze - takie treści mogą szkodzić dzieciom". Ja jednak dostrzegam tutaj głównie paranoję - pani, która kiedyś stwierdziła w wywiadzie, że seks jest czymś szkodliwym, dopatrywała się elementów "propagandy homoseksualnej" w Teletubisiach, chciała zmusić wszystkich ludzi żyjących w "wolnych związkach" do ich rejestracji teraz wpadła na kolejny genialny pomysł i jeśli się nad tym zastanowić - co najmniej równie śmieszny jak poprzednie... Czy dzieci powinny pisać w zeszytach z półnagimi modelkami? Oczywiście, że nie - tylko, czy naprawdę są one dla nich przeznaczone? Tylko dzieci piszą w zeszytach? A może jakiś student czy licealista będzie chciał mieć zeszyć z Evą Longorią w bikini - nie może go kupić, bo "takie treści mogą szkodzić dzieciom"? No przepraszam, ale to paranoja w stylu całkowitego zakazu sprzedaży alkoholu czy papierosów bo "przecież dzieci mogą to kupić"... W sklepach jest sporo zeszytów z pluszowymi misiami czy kucykami pony - a jeśli rodzic kupi zamiast tego Pamelę Anderson - jego problem, tak samo jak problem nauczyciela, jeśli tego nie wychwyci. Poza tym - paranoja jeśli chodzi o antykoncepcję - zamknąć młodzieży jakikolwiek dostęp do informacji na ten temat. Bo czy jest coś bardziej przerażającego niż to, że to okropieństwo pcha się do niej nawet na okładkach zeszytów?  Już lepiej mieć wyż demograficzny kosztem szesnastoletnich mam niż pozwolić, by młodzież grzeszyła stosując prezerwatywę. Typowo LPRowskie podejście.  Tak samo jak traktowanie pocałunku jako tematu tabu - do dzisiaj w wielu szkołach na katechezie wciska się dzieciakom brednie, że jest to straszliwy grzech, z którego należy się bezwzględnie wyspowiadać - a przecież to naturalny etap w uczuciowym dorastaniu i tak samo jak przyspieszanie decyzji o współżyciu z powodu presji społecznej, odkładanie pierwszego pocałunku z powodu presji katechety może być szkodliwe - bo potem czasu się nie cofnie, a wspomnień młodzieńczych uczuć nic nie zastąpi... Oczywiście - traktowanie tego w taki sposób jak bzdurne gazetki w stylu BRAVO może być szkodliwe, ale w końcu one również nie są przeznacozne dla siedmiolatków i tutaj powinno się pilnować sprzedawców, a nie wycofywać coś z rynku - poza tym czy młodzież (zwłaszcza "przedinternetowa") miała dostęp do jakiegoś alternatywnego źródła wiedzy o antykoncepcji??? Poza tym - śmieszne wydaje mi się samo podejście tej pani wedle którego dzieci w podstawówce są czyste, niewinne i nieskalane. Myślę, że moherowy berecik spadłby jej z głowy, gdyby trafiła pomiędzy niektórych ludzi opowiadających sprośne dowcipy na przerwach w podstawówce, którą pamiętam.  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Kregus (11 punktów) | Odp: kolejny pomysł pani Sowińskiej | No ja nie widze problemu ze na zeszytach sa półnadzy ludzie, to rodzicow i dzieci prywatna sprawa. Niech nauczyciele wiecej zwracaja uwagi na nauke, jaka roznica co na zeszycie?
Ja chce wiedziec prawde panowie!
|
|
| Balkowski | Odp: Kolejny pomysł pani Sowińskiej | Coś w stylu niedawnego projektu aby nie sprzedawać alkoholu kobietom w ciąży. Państwo zaczyna coraz bardziej myśleć i co gorsza podejmować decyzje za nas. Ciekawe jaką (i czy) podstawę prawną wymyśliła Sowińska dla swoich pomysłów - czy też w IV RP takimi drobiazgami nikt się nie przejmuje.
OK, mogę zrozumieć że p. Sowińska uważa propagowanie pornografii wśród nieletnich za niewłaściwe. Tyle że (aż głupio tłumaczyć) antykoncepcja to coś całkiem innego niż pornografia - a same "techniki pocałunku" też trudno mi zaliczyć jako coś co powinno być odgórnie zakazane.
|
|
 | Atlantis (1733 punktów) (zablokowany) | > Coś w stylu niedawnego projektu aby nie sprzedawać alkoholu kobietom w ciąży. Państwo zaczyna coraz bardziej myśleć i co gorsza podejmować decyzje za nas.Niestety - w ten sposób powoli żegnamy się z demokracją liberalną i społeczeństwem obywatelskim. Problem w tym, że sporej części społeczeństwa to najwyraźniej nie przeszkadza, bo grupa ludzi, którzy wolą by ktoś myślał za nich jest bądź co bądź liczna. A pomysł o wspomnianym wyżej pomyśle prawdę mówiąc nie słyszałem - ale winien temu zapewne jest fakt, że ostatnio byłem dosyć mocno zabiegany i mniej czasu miałem na sprawdzanie serwisów informacyjnych.  Tak czy inaczej przeraża fakt, jak daleko potrafi posunąć się z ubezwłasnowolnieniem kobiety katoprawica - bezczelnie wyzywa i obraża się ruchy feministyczne, próbuje się ograniczyć dostęp do antykoncepcji (dostęp do rzetelnej informacji na jej temat ograniczono już dawno temu - gdyby tylko nie ten "szatański wynalazek" - Internet...), a gdy kobieta już zajdzie w ciążę traktuje się ją jako żywy inkubator - najpierw projekt zmian w konstytucji, który mógłby być wstępem do ograniczenia prawa ratowania życia ciężarnej kobiety, o ile mógłby wtedy ucierpieć płód, teraz nawet zakaz sprzedaży alkoholu - jak gdyby dorosła kobieta po zajściu w ciążę cofała w swojej sytuacji do poziomu przedszkolaka... > Ciekawe jaką (i czy) podstawę prawną wymyśliła Sowińska dla swoich pomysłów - czy też w IV RP takimi drobiazgami nikt się nie przejmuje.Podstawy prawne? To "zamordyzm" potrzebuje jakichś podstaw prawnych? Nie wolno i tyle, bo tak mówi władza i święte księgi do tego to potwierdzają - jak się komuś nie podoba, niech wyjedzie.  > OK, mogę zrozumieć że p. Sowińska uważa propagowanie pornografii wśród nieletnich za niewłaściwe. Tyle że (aż głupio tłumaczyć) antykoncepcja to coś całkiem innego niż pornografia - a same "techniki pocałunku" też trudno mi zaliczyć jako coś co powinno być odgórnie zakazane.Widzisz, głupio tłumaczyć - ale ludziom pokroju tej pani tego nie wytłumaczysz. Spotkałem się już wielokrotnie z osobami o takiej mentalności, a o tym, że ją również można w ten sposób "zaszuflladkować" przekonałem się po jej niefortunnej wypowiedzi o tym jak seks i wszystko co jest z nim związane szkodzi człowiekowi. Dla nich każdy przejaw braku "czystości" (już samo to sformułowanie moim zdaniem jest chore) przed ślubem jest czymś złym i nie jest ważne czy chodzi o "pornografię" (zdaniem niektórych bardziej radykalnych przedstawicieli kobieta w bikini się pod tę definicję kwalifikuje), pocałunki, czy cokolwiek innego - pamiętacie nieudolne próby zdefiniowania "pornografii" podjęte przez LPR? Nie pamiętam dokładnie, więc jeśli się mylę niech mnie ktoś poprawi, ale nie brzmiało to jakoś w stylu "pornografią jest wszystko, co wywołuje u człowieka podniecenie seksualne". No cóż - a co do antykoncepcji, to jest ona dosyć ściśle związana z życiem seksualnym, tym bardziej nie dziwmy się, że ten związek zauważą ludzie, którym pocałunek jednoznacznie kojarzy się z seksem.  A ponieważ seks jest zły, wszystko co z nim związane jest złe, a więc należy to zwalczać - no z wyjątkiem uświęconego przez kapłana związku między kobietą a mężczyzną, którzy stosują tylko naturalne metody planowania rodziny.
|
|
| nieobecny | Przede wszystkim taka osoba jak Sowińska nigdy nie powinna piastować stanowiska Rzecznika Praw Dziecka, bo ona nie działa na rzecz dzieci, ale na rzecz fanatyzmu moherowego. No ale wiadomo, że w Polsce rządzi Rydzyk.
Co do sprawy z tymi zeszytami - nie zgadzam się z opinią, że ponieważ nie tylko dzieci korzystają z zeszytów, więc reklamowanie w nich zakupu erotycznych tapet na komórkę czy poradników o sposobach całowania się jest OK, a zakaz umieszczania takich reklam jest zamachem na wolność wypowiedzi, wolny rynek, liberalizm światopoglądowy czy coś w tym stylu.
Po co kilkulatkom tego rodzaju informacje? Nie popadajmy w paranoję z tą "wolnością", nie róbmy z siebie moherów w beretach wywróconych na drugą stronę, nie propagujmy swojego, choćby antymoherowego światopoglądu nie myśląc o dzieciach, jak Sowińska o nich nie myśli.
|
|
 | Atlantis (1733 punktów) (zablokowany) | > Co do sprawy z tymi zeszytami - nie zgadzam się z opinią, że ponieważ nie tylko dzieci korzystają z zeszytów, więc reklamowanie w nich zakupu erotycznych tapet na komórkę czy poradników o sposobach całowania się jest OK,Wiesz, tylko mi wydaje się, że wiem o co chodzi z tymi "erotycznymi" tapetami na komórkę - bo już wielokrotnie spotkałem się ze zjawiskiem rozszerzania granic tych pojęć przez "moherowe" środowisko - niekiedy mi to przypomina relacje w krajach islamskich.  Mój operator komórkowy kiedyś przysyłał mi swoje pisemko wraz z prawie każdym rachunkiem - jakiś rok temu nagle przestał, ale jeśli te reklamy były właśnie czymś takim jak na ostatniej stronie tego magazynu to tylko śmiać mi się chcę - ta cała "erotyka" to kilka zdjęć wielkości znaczka pocztowego przedstawiających znaną aktorkę lub modelkę w kostiumie kąpielowym - i tyle. Do pornografii moim zdaniem jeszcze daleko.  Poza tym nie sądzę, żeby tego typu treści zeszyty były przeznaczone dla dzieci - raczej targetem byli nastoletni czytelnicy gazetek w stylu BRAVO, bo nie wydaje mi się, żeby tego typu treści zamieszczano na zeszytach z pluszakami. A co rodzic kupi to już jego sprawa.  Co do "poradników całowania" to też nie przesadzajmy z infantylizacją dzieci czy raczej młodszych nastolatków. Im człowiek starszy tym mniej pamięta z własnej podstawówki, ale ja jeszcze trochę pamiętam i chociaż to były czasy przed MTV, BRAVO dopiero pojawiało się w kioskach, a o Internecie nikomu się nie śniło - to już wtedy w dosyć młodym wieku niektórzy angażowali się w pierwsze (z dzisiejszej perspektywy kompletnie niepoważne  ) związki uczuciowe. Nie przesadzajmy więc z tą nadmierną infantylizacją. Niektóre dzieciaki będą się całować - nie dlatego, że przeczytają poradnik, ale dlatego, że w niektórych przypadkach cała kolej rzeczy zaczyna się wcześniej. Wydawcy takich pisemek zwyczajnie zauważają pewną niszę - bo temat tabu, bo dorośli nie chcą o tym rozmawiać, a jeśli już rozmawiają to w kategoriach zakazów (boją się, że od całowania zaraz przejdą do seksu a przecież to ogromny dystans...) albo grzechu - ba... Podobna gra w kotka i myszkę (rodzice wolą nic nie widzieć i nie myśleć o tym, dzieciaki starają się ukrywać) nieraz trwa do czasów liceum.  > Po co kilkulatkom tego rodzaju informacje?Jakim kilkulatkom? Dla kilkulatków są zeszyty z misiami, bohaterami kreskówek itp. Z kontekstu mogę odczytać, że chodziło raczej o zeszyty z gwiazdami filmu czy muzyki dla przykładu, sygnowane logo jakiejś młodzieżowej gazetki - i takie są raczej przeznaczone dla młodszych nastolatków - im takie informacje już się mogą przydać. A jeśli rodzic chwyta pierwszy lepszy zeszyt w supermarkecie to tylko i wyłącznie jego problem - nie producenta. > Nie popadajmy w paranoję z tą "wolnością", nie róbmy z siebie moherów w beretach wywróconych na drugą stronę, nie propagujmy swojego, choćby antymoherowego światopoglądu nie myśląc o dzieciach, jak Sowińska o nich nie myśli.O dzieciach, to niech myślą rodzice, nauczyciele, władze szkoły, sprzedawcy w sklepach i ogólnie wszyscy ludzie, którzy mają z nimi do czynienia. Całe społeczeństwo nie ma takiego obowiązku.
|
|
|  | | nieobecny | > Mój operator komórkowy kiedyś przysyłał mi swoje pisemko wraz z prawie każdym rachunkiem - jakiś rok temu nagle przestał, ale jeśli te reklamy były właśnie czymś takim jak na ostatniej stronie tego magazynu to tylko śmiać mi się chcę - ta cała "erotyka" to kilka zdjęć wielkości znaczka pocztowego przedstawiających znaną aktorkę lub modelkę w kostiumie kąpielowym - i tyle. Do pornografii moim zdaniem jeszcze daleko.  W sumie rozmawiamy nie wiedząc o czym, bo żaden z nas nie widział tych zeszytów  Wyróżniłem w twej wypowiedzi słówko "jeśli". A co jeśli reklamowano erotyczne gry i tapety z modelkami bez bikini, za to z rozłożonymi nóżkami? Zajrzyj do jakiegoś czasopisma dla młodzieży np. poświęconego grom komputerowym, to przekonasz się jak to wygląda. > Poza tym nie sądzę, żeby tego typu treści zeszyty były przeznaczone dla dzieci[...] Dla kilkulatków są zeszyty z misiami, bohaterami kreskówek itp.Czyli zgadzasz się ze mną. > Z kontekstu mogę odczytać, że chodziło raczej o zeszyty z gwiazdami filmu czy muzyki dla przykładu, sygnowane logo jakiejś młodzieżowej gazetki - i takie są raczej przeznaczone dla młodszych nastolatków - im takie informacje już się mogą przydać. A jeśli rodzic chwyta pierwszy lepszy zeszyt w supermarkecie to tylko i wyłącznie jego problem - nie producenta.Zamiast czytać z kontekstu skupmy się na faktach, a te są takie, że nigdzie nie sprzedaje się szkolnych zeszytów z podziałem wiekowym, więc nie kombinuj. Poza tym robiąc zakupy szkolne z moją córką widzę, że aczkolwiek podczas zakupu podręczników bywają obecni rodzice, to zakupu zeszytów dokonują same dzieci, co najwyżej w grupkach rówieśników. > O dzieciach, to niech myślą rodzice, nauczyciele, władze szkoły, sprzedawcy w sklepach i ogólnie wszyscy ludzie, którzy mają z nimi do czynienia. Całe społeczeństwo nie ma takiego obowiązku.Ogólnie to wszyscy mamy do czynienia z dziećmi i wszyscy stanowimy społeczeństwo, więc twoja propozycja zwolnienia społeczeństwa z myślenia o dzieciach jest równie sensowna i mądra jaką byłaby propozycja zwolnienia społeczeństwa z myślenia o czymkolwiek
|
|
| |  | Atlantis (1733 punktów) (zablokowany) | > W sumie rozmawiamy nie wiedząc o czym, bo żaden z nas nie widział tych zeszytów Wyróżniłem w twej wypowiedzi słówko "jeśli". A co jeśli reklamowano erotyczne gry i tapety z modelkami bez bikini, za to z rozłożonymi nóżkami? Zajrzyj do jakiegoś czasopisma dla młodzieży np. poświęconego grom komputerowym, to przekonasz się jak to wygląda.Wiem jak to wygląda - zamiast bikini jest prostokąt z napisem "cenzura" w odpowiednim miejscu - na jedno wychodzi - więcej dzieciak zobaczy wracając ze szkoły i oglądając billboardy reklamowe na ulicy.  > Zamiast czytać z kontekstu skupmy się na faktach, a te są takie, że nigdzie nie sprzedaje się szkolnych zeszytów z podziałem wiekowym, więc nie kombinuj.A no nie sprzedaje się, jednak sporym nadużyciem jest określanie tego mianem "pornografii" czy nawet "erotyki". W co drugiej telenoweli leci scena co najmniej namiętnych pocałunków - co prawda obecnie TV ma obowiązek "przyklejać znaczki" z przedziałem wiekowym, jednak jest to dla mnie nieco śmiesznym pomysłem - bo decyzja i tak należy do rodziców - jedni pozwolą oglądać, inni nie. A dochodzimy przy tym do tak kuriozalnych sytuacji, że dzieciakowi nie wolno oglądać dokumentów BBC z cyklu o życiu dzikich zwierząt, które ja oglądałem masowo będąc w podstawówce.  > Poza tym robiąc zakupy szkolne z moją córką widzę, że aczkolwiek podczas zakupu podręczników bywają obecni rodzice, to zakupu zeszytów dokonują same dzieci, co najwyżej w grupkach rówieśników.Teraz zapewne powiesz mi, że tylko dzieci kupują zeszyty, tak?  Artykułów piśmienniczych używa się w podstawówce, a potem już dostaje się pierwszego laptopa.  Nie przesadzajmy - jak powtarzam, nie wierzę w taką sytuację, żeby na okładce był pluszowy miś, a w środku reklamy prezerwatyw. Prędzej na okładce będzie roznegliżowana Doda, znaczek BRAVO, a w środku wspomniane treści. Szukanie winnych w producencie wydaje mi się śmieszne, jeśli to rodzic: a) Nie wie co czyta jego dziecko b) Nie wie, że za wzór w życiu wybrało sobie gwiazdkę skaczącą półnago po scenie. c) Nie zwraca uwagi, co dzieciak kupuje.  > Ogólnie to wszyscy mamy do czynienia z dziećmi i wszyscy stanowimy społeczeństwo, więc twoja propozycja zwolnienia społeczeństwa z myślenia o dzieciach jest równie sensowna i mądra jaką byłaby propozycja zwolnienia społeczeństwa z myślenia o czymkolwiek  Ok, ale dlaczego społeczeństwo ma ponosić konsekwencje tego, że ktoś nie potrafi się zająć własnymi dziećmi?  Może lepiej zorganizować apel w mediach - niech zobaczą co ich dzieci czytają, czego słuchają i co mają na zeszytach, zamiast zacząć zwalczać dla ich dobra coś, co prawdopodobnie do nich nie było przeznaczone.  W sklepach widuje się tak samo zeszyty z roznegliżowanymi piosenkarkami, jak i z bohaterami kreskówek. Wiadomo które są dla przedszkolaków, które dla nastolatków.  Jeśli faktycznie zdarzył się pojedynczy przypadek reklamowania antykoncepcji pod okładką z Kubusiem Puchatkiem - pewnie zaszło nieporozumienie i sprawa już została naprostowana (jak napisano w artykule producent nie chce afery), jeśli nie - nie widzę powodu do rozkręcania bezsensownej kampanii i wyrzucania ze sklepów zeszytów z modelkami.  Najwyżej jeśli już ktoś się będzie przyczepiał wydrukować "12+" na okładce i tyle.  Równie dobrze po przypadku upicia się kilku dzieciaków zorganizować akcję pod szyldem wyrzucenia alkoholu ze sklepów.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|