 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 27-08-2007 22:01 | tichy (100 punktów) | Pewna obawa | Witam wszystkich!! Jestem nowym użytkownikiem zarówno portalu jaki i tegoż forum. Czy aby na pewno nie powstaje nowy rodzaj religii, którą będą reprezentować ludzie niewierzący (sic!)? Wątpliwość ta nasuwa się po przeczytaniu Dawkinsa "Bóg urojony". Przecież to nic innego jak poradnik "młodego papieża" nowej religii "bez religii". Dodam, że jestem agnostykiem, a formę zbiorowego kultu Istoty Wyższej, która doprowadza społeczność do histerii uważam za zbrodnię przeciwko rozumowi ludzkiemu i przeciw człowieczeństwu samemu w sobie. Kontynuując temat Dawkinsa, w moim rozumieniu, jego książka jest formą pocieszenia człowieka i "poprowadzenia" go drogą ateizmu do powszechnej szczęśliwości. Dla mnie jest to ewidentna postawa przeciw. Przeciw religi i Bogu. Czyli nic więcej jak klasyczne wyczyny mędrców chrześcijaństwa, islamu, buddyzmu. Ateizm drogą do zbawienia... Zastąpienie starego, nowym. Myślę, że nie tędy droga. Mamy przecież nauczycielkę życia- historię, która jasno pokazuję próbę zastąpienia jednej formy wyrażania kultu drugą (vide komunizm). Jak by nie było, zawsze doprowadza to do smutnego końca humanistycznego widzenia świata i katastrofy w postaci, różnego rodzaju Stalinów Pol Potów itp. Tak, więc czy aby na pewno walka o duszę człowieka ma się rozgrywać pomiędzy "nami" i "innymi", ponieważ "my" jesteśmy lepsi? Może lepiej pozostawić to wszystko w spokoju i przestać pisać bzdury o podniesionej głowie ateisty i o strachu wierzących? Może po prostu bądźmy ludźmi i dzielmy się tylko naszymi myślami?? Pozdrowienia Ilion Tichy
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Masz receptę jak Twój nick: siedzieć 'ticho' i nic nie robić. Pozdrawiam PS. Jesli dobrze zrozumiałem.
|
|
 | | tichy (100 punktów) | > Masz receptę jak Twój nick:> siedzieć 'ticho' i nic nie robić.> Pozdrawiam> PS. Jesli dobrze zrozumiałem.Hmm. Chyba źle...
|
|
| mohawk (2936 punktów) | To jedna z najbardziej osobliwych znanych mi interpretacji książki Dawkinsa.
|
|
| Osnowa | >Może lepiej pozostawić to wszystko w spokoju i przestać pisać bzdury o podniesionej głowie ateisty i o strachu wierzących? Może po prostu bądźmy ludźmi i dzielmy się tylko naszymi myślami?
Więc jako ateistka chciałam się podzielić myślą, że moja podniesiona głowa to nie żadna bzdura.
|
|
 | | tichy (100 punktów) | Zapewne tak jest! Jednak, jak sugeruje tytuł to są obawy! Niejednokrotnie zastępowaliśmy jedną religię drugą mniej lub bardziej wysublimowaną. Jeśli ateizm stanie sie taką "religią" to podniesienie głowy stanie się przyczynkiem do nietolerancji dla wierzących, a tego zadaje mi się chcemy wszyscy uniknąć. Jeżeli chodzi o "siedzenie cicho" to chyba też należy wykluczyć. Żyj i daj żyć innym bez wywyższania się- cały sens!
|
|
|  | | unknown (163 punktów) | >Jeżeli chodzi o "siedzenie cicho" to chyba też należy >wykluczyć. Żyj i daj żyć innym bez wywyższania się- cały sens!
Tak sądzisz? Uważasz, że przy mojej prawdzie, Twojej prawdzie i innych "prawdach" nie zatrze się zupełnie sens dążenia do odkrywania prawdy. W tej kwestii nie moze być kompromisów. Prawda jest tylko jedna. Oczywiście chodzi mi o kwestie, które można zbadać, abstrakcjami nauka się nie zajmuje.
|
|
| |  | | tichy (100 punktów) | >>Jeżeli chodzi o "siedzenie cicho" to chyba też należy >wykluczyć. Żyj i daj żyć innym bez wywyższania się- cały sens! >Tak sądzisz? Uważasz, że przy mojej prawdzie, Twojej prawdzie i innych "prawdach" nie zatrze się zupełnie sens dążenia do odkrywania prawdy. W tej kwestii nie moze być kompromisów. Prawda jest tylko jedna. Oczywiście chodzi mi o kwestie, które można zbadać, abstrakcjami nauka się nie zajmuje.
Otóż, jak wiadomo o każdej rzeczy można powiedzieć, że ona jest lub, że jej nie ma. Wyznaję pogląd, że nie można dojść ogólnej niepodważalnej prawdy obiektywnej, przeto należy pogodzić się z faktem, że istnieje tyle prawd ilu świadomych twórców tychże. Sensem odkrywania nie jest znalezienie teorii wszechrzeczy lecz sama droga do tego. To oddaje przyczynę zdobywania wiedzy. Pozdrawiam Tichy
|
|
| | |  | | unknown (163 punktów) | >Wyznaję pogląd, że nie można dojść ogólnej niepodważalnej >prawdy obiektywnej, przeto należy pogodzić się z faktem, że >istnieje tyle prawd ilu świadomych twórców tychże.
Tworzeniem prawd nauka się też nie zajmuje. To domena teologów, oraz co bardziej twórczych umysłów.
|
|
| | | |  | | tichy (100 punktów) | Ależ oczywiście, że się zajmuje!!! Przecież nauka tworzyła i tworzy prawdy, które po pewnym czasie są obalane przez inne itd... A teologia, jak mówi źródłosłów to nauka, tyle że o Bogu. Co, przepraszam za kolokwializm, wydaję mi się durne. Pozdrawiam! Tichy
|
|
| | | | |  | | unknown (163 punktów) | >Ależ oczywiście, że się zajmuje!!! >Przecież nauka tworzyła i tworzy prawdy, które po pewnym czasie są obalane przez inne itd... >A teologia, jak mówi źródłosłów to nauka, tyle że o Bogu. Co, przepraszam za kolokwializm, wydaję mi się durne. >Pozdrawiam! >Tichy >
Nauka tworzy hipotezy, które mają nas zbliżyć do poznania prawdy na dany temat. Żaden naukowiec nie twierdzi, że takie nieudowodnione twierdzenia muszą się sprawdzić.
Teologia w moim uznaniu jest dziedziną paranaukową.
|
|
| | | | | |  | | tichy (100 punktów) | >Teologia w moim uznaniu jest dziedziną paranaukową.
Dla mnie wręcz z pogranicza absurdu. Ale do rzeczy: naukowcy starają się od wieków dożyć do jednej ogólnej prawdy o wszystkim. Jak pokazuje historia w XVIII w. byli już prawie prawie (ach ten Einstein). Dopiero wiek XX uznał naukę za teoretyczną do tej pory wszystko można było praktycznie wykorzystać.
Pozdrawiam Tichy
|
|
| | | | | | |  | | unknown (163 punktów) |
>Ale do rzeczy: naukowcy starają się od wieków dożyć do >jednej ogólnej prawdy o wszystkim. Jak pokazuje historia w >XVIII w. byli już prawie prawie (ach ten Einstein).
Chyba nie masz na myśli Alberta Einsteina?
|
|
| | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Ale do rzeczy: naukowcy starają się od wieków dożyć do >jednej ogólnej prawdy o wszystkim. Jak pokazuje historia w >XVIII w. byli już prawie prawie (ach ten Einstein). >Chyba nie masz na myśli Alberta Einsteina? Chodzi mu o to, że pod koniec XIX wieku nauka była uważana za w zasadzie zamknietą dziedzinę, w której wszystko już wiadomo i trzeba tylko dopracowac szczególy. Tych kilka 'niedopracowanych' szczegółów okazalo sie zwrotnicą dla nowych odkryc (niekoniecznie Einstein był pierwszy, ale zdaje sie jest najbardziej sławny z tamtej nowej fali naukowcow [w sensie rozwijających nowe horyzonty nauki]). Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | |  | | unknown (163 punktów) | >Chodzi mu o to, że pod koniec XIX wieku nauka była uważana (...)
On pisał o XVIII w. Jak dla mnie nieco za wcześnie, żeby mieszać w to Einsteina.
|
|
| |  | | estetka (708 punktów) |
> W tej kwestii nie moze być kompromisów. Prawda jest tylko jedna. Oczywiście chodzi mi o kwestie, które można zbadać, abstrakcjami nauka się nie zajmuje.
to, ze w pewnym okresie historii ludzkosci Ziemia byla w centrum wszechswiata nie bylo klmastwem ale prawda i podkreslam - prawda naukowa.
istnieje bowiem taki twor jak "prawda naukowa" w odroznieniu od "prawdy dogmatycznej". prawda naukowa to zdanie probabilistyczne , natomiast prawda dogmatyczna to zdanie definitywne.
chcialam dodac, ze nauka bardzo czesto zajmuje sie abstrakcjami... wymazac algebre abstrakcyjna jest juz chyba za pozno -)
"Przestancie zdobywac wiedze a skoncza sie wasze dylematy" Lao Tseu
|
|
| | |  | | unknown (163 punktów) | Droga estetko, chodziło mi o obecną naukę. Nie przeczę, że kilka wieków temu, a nawet jescze dość niedawno, zajmowała się "prawdotwórstwem". A co do abstrakcyjnego wymiaru prawdy, miałem na myśli zjawiska, rzeczy, których nie można zbadać naukową metodą. Natomiast co do matematyki, to nie zajmuje się ona tylko dochodzeniem do prawdy, ale także praktycznym aspektem jej zastosowania. Ot choćby liczby ujemne, których próźno szukać w warunkach naturalnych.
|
|
| | | |  | | estetka (708 punktów) | > Droga estetko,
wystarczy zwyczajnie "estetko" zapewniam Cie.
chodziło mi o obecną naukę. Nie przeczę, że kilka wieków temu, a nawet jescze dość niedawno, zajmowała się "prawdotwórstwem".
nauka jest w ustawicznym ruchu i modyfikacjach. nigdy nie zajmowala sie "prawdotworstwem", albo cos uznajemy za nauke albo nie. istnieje cos takiego jak historia nauk i w zadnym wypadku nikt nie osmiesza stan nauki w zadnej rzeczywistosci. Twoje spojrzenie na historie nauk jest dosc dyskusyjne, szczegolnie gdy uzywasz okreslen "dosc niedawno" i "obecnie" , jako diametralnie rozne.
"Przestancie zdobywac wiedze a skoncza sie wasze dylematy" Lao Tseu
|
|
| Jacek Krysztofik (1390 punktów) |
Cześć, Ijonie.
Wydaje mi się, że źle zrozumiałeś Dawkinsa. Moi zdaniem on nawołuje jedynie do wyjścia ateistów z cienia i do "jednookreślenia" się agnostyków. Tu nie chodzi o ateistyczną ewangelizację, chociaż można odnieść takie wrażenie. Tu chodzi o uświadomienie sobie, jakim faktycznie złem jest religia i dlaczego (jedna z podróży Tichego też mówi coś na ten temat). U Dawkinsa przeczytaj ponownie wprowadzenie i wróć do rozdziałów o zasłużonym i niezasłużonym szacunku wobec religii.
"Bóg urojony" nie jest jedyną książką, gdzie Dawkins krytykuje religię.
Pozdrawiam.
Iudicium est iudicium, sed iustitia pro nobis pugnare debet! -- Sami swoi.
|
|
 | | jarcio (1198 punktów) | > Wydaje mi się, że źle zrozumiałeś Dawkinsa. Tu chodzi o uświadomienie sobie, jakim faktycznie złem jest religia.
O, a to ciekawe. Rozumiem w takim razie iż, siłą rzeczy, Mistrz Richard Dawkins ostatecznie obala wnioski Maxa Webera o pozytywnym wpływie protestantyzmu na kapitalizm. Możesz przytoczyć ten dowód ? Czekam z niecierpliwością na obalenie zła jakie nieświadomie promował Max Weber, no i niechybnie jego zwolennicy.
|
|
|  | | Jacek Krysztofik (1390 punktów) | >wnioski Maxa Webera o pozytywnym wpływie protestantyzmu na kapitalizm. Jeśli uważasz, że kapitalizm jest błogosławieństwem, to nie bardzo mamy o czym dyskutować.
>Możesz przytoczyć ten dowód? Możesz przeczytać te rozdziały? Wymaganie ode mnie cytowania kilkunastu stron chyba nie ma wiele wspólnego z rozsądkiem.
>Czekam z niecierpliwością na obalenie zła jakie nieświadomie promował Max Weber, no i niechybnie jego zwolennicy. Ja także.
Pozdrawiam mimowolnie.
Iudicium est iudicium, sed iustitia pro nobis pugnare debet! -- Sami swoi.
|
|
| |  | | jarcio (1198 punktów) | To doprawdy zadziwiające jak łatwo "racjonaliście" dogmatycznie wypowiedzieć się o złu religii i nieświadomości osób ją promujących, a jak trudno to poprzeć dowodami. No, ale jak rozumiem, Ty głęboko wierzysz w to, że religia jest zła i przepełniona ludźmi nieświadomymi. Po cóż więc dowody ...
|
|
| |  | | Zaratustra (145 punktów) |
> Jeśli uważasz, że kapitalizm jest błogosławieństwem, to nie bardzo mamy o czym dyskutować.
A jeśli Ty uważasz, że socjalizm (lub jakikolwiek inny ustrój) jest błogosławieństwem to też nie bardzo mamy o czym dyskutować? Czy istnieje ustrój, ktory daje większe szanse rozwoju jednostce od kapitalizmu? Tyle, że dziś z kapitalizmu pozostała tylko nazwa, a partie narodowo-socjalistyczne nazywa się prawicowymi.
>>wnioski Maxa Webera o pozytywnym wpływie protestantyzmu na kapitalizm.
Czyżbyś chciał zaryzykować tezę, że kapitalizm lepiej by się rozwijał w katolicyzmie?
|
|
| | |  | | Jacek Krysztofik (1390 punktów) | > > Jeśli uważasz, że kapitalizm jest błogosławieństwem, to nie bardzo mamy o czym dyskutować.> A jeśli Ty uważasz, że socjalizm (lub jakikolwiek inny ustrój) jest błogosławieństwem to też nie bardzo mamy o czym dyskutować? W kontekście tego wątku - rzeczywiście nie. > Czy istnieje ustrój, ktory daje większe szanse rozwoju jednostce od kapitalizmu? Gospodarka wolnorynkowa, a raczej jej mix z socjalizmem. Przykład - oprogramowanie OpenSource: każdy na tym korzysta. > Tyle, że dziś z kapitalizmu pozostała tylko nazwa, a partie narodowo-socjalistyczne nazywa się prawicowymi. Masz poniekąd rację, ale chyba mylisz ustrój gospodarczy z politycznym. Pewne aspekty kapitalizmu i socjalizmu są obecne w gospodarce - także w Chinach. Wytworami kapitalizmu są np. Microsoft, Halliburton, hipermarkety itp. Wyzysk trwa. Mt 25,29:Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. > >>wnioski Maxa Webera o pozytywnym wpływie protestantyzmu na kapitalizm.> Czyżbyś chciał zaryzykować tezę, że kapitalizm lepiej by się rozwijał w katolicyzmie? Niczego takiego nie sugerowałem. Nie znam Webera i właśnie dlatego jarcio "wjechał" z nim w kontekst wątku, bo nie chciał niczego wykazać, tylko po prostu bardzo pragnął się ze mną nie zgodzić.
Iudicium est iudicium, sed iustitia pro nobis pugnare debet! -- Sami swoi.
|
|
| | | |  | | Zaratustra (145 punktów) |
>> Gospodarka wolnorynkowa, a raczej jej mix z socjalizmem.
Nie dosyć już różnych mixów? Gospodarka wolnorynkowa działa najlepiej, gdy się ją zostawi w spokoju.
|
|
|  | 1 na 1 | Małgorzata Leśniak (3242 punktów) | >O, a to ciekawe. Rozumiem w takim razie iż, siłą rzeczy, Mistrz Richard Dawkins ostatecznie obala wnioski Maxa Webera o pozytywnym wpływie protestantyzmu na kapitalizm. Możesz przytoczyć ten dowód ? Czekam z niecierpliwością na obalenie zła jakie nieświadomie promował Max Weber, no i niechybnie jego zwolennicy.
Max Weber nigdzie i nigdy nie pisał o pozytywnym wpływie protestantyzmu na kapitalizm. Pisał o pozytywnym wpływie protestantyzmu na pewne aspekty kapitalizmu. A to wielka różnica. Wszystkie badane przez niego religie dają się umieścić na skali od tradycjonalizmu do racjonalizmu odpowiednio do tego, jakim postawom ludzkim udzielają błogosławieństwa. Dziejowa rola niektórych odłamów protestantyzmu polegała wg niego na tym, że uświęcił on w sposób niezamierzony (protestantyzm, rzecz jasna) postawy niezbędne dla kapitalistycznej działalności gospodarczej, która była niemożliwa w warunkach dominacji tradycjonalizmu, cechującego przytłaczającą większość znanych mu społeczeństw. W taki oto sposób "odczarował świat". W jego refleksji o społeczeństwie zawarta jest idea zmiany jednokierunkowej.Stąd jego koncepcja kapitalizmu i jego wizji wszechobejmującej racjonalizacji i biurokratyzacji cywilizacji zachodniej.
Weber zastrzegał, że nie chce zastąpić jednostronnie materialistycznej interpretacji kultury i historii przez równie jednostronną spirytualistyczną interpretację przyczynową. Możliwe są według niego obie interpretacje, ale i tak żadna z nich nie przybliża nas do prawdy historycznej, jeżeli służy nam nie za punkt wyjścia badań, lecz za ich konkluzję (M. Weber, Die Protestantische Ethik und der Geist des Kapitalismus, s. 205-206)
I to tyle z mojej strony.... Serdecznie dyskutantów pozdrawiam...
|
|
| |  | | jarcio (1198 punktów) | >Max Weber nigdzie i nigdy nie pisał o pozytywnym wpływie protestantyzmu na kapitalizm. Pisał o pozytywnym wpływie protestantyzmu na pewne aspekty kapitalizmu. A to wielka różnica.
Ja powołując się na Maxa Webera użyłem pewnego skrótu myślowego, który rzeczywiście dla szerszej wypowiedzi jest niedokładny.
>Weber zastrzegał, że nie chce zastąpić jednostronnie materialistycznej interpretacji kultury i historii przez równie jednostronną spirytualistyczną interpretację przyczynową. Możliwe są według niego obie interpretacje, ale i tak żadna z nich nie przybliża nas do prawdy historycznej, jeżeli służy nam nie za punkt wyjścia badań, lecz za ich konkluzję
To stwierdzenie o "dwóch jednostronnych interpretacjach jako możliwych" może być mylące - zresztą Max Weber to w przypisie wyjaśnia. Warto się zastanowić w kontekście czego Max Weber na ten aspekt metodologiczny zwrócił uwagę. Otóż w jego czasach złoty wiek przeżywał marksizm. Siłą rzeczy zatem i autorowi powyższej myśli znana była teoria Karola Marksa, że to "baza kształtuje nadbudowę" - a więc, że stosunki materialne społeczeństwa zawsze kształtują kulturę. Zwracając się do czytelnika, "epoki marksizmu", Weber chciał, najpewniej, uchronić go przed dogmatycznym pojmowaniem którejkolwiek z tych koncepcji; ani nie można wykazać iż to zawsze gospodarka nadaje kształt wszelkim innym zjawiskom społecznym, ani, że czyni to kultura. W pojęciu Maxa Webera błędem jest sądzić iż tylko protestantyzm się kapitalizmowi przysłużył - takie stanowisko bowiem byłoby dogmatycznym przyjęciem tezy o kulturze jako dominującym elemencie kształtującym społeczeństwa.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Małgorzata Leśniak (3242 punktów) | >To stwierdzenie o "dwóch jednostronnych interpretacjach jako możliwych" może być mylące - zresztą Max Weber to w przypisie wyjaśnia. Warto się zastanowić w kontekście czego Max Weber na ten aspekt metodologiczny zwrócił uwagę. >
Jarcio, rozmowa z Tobą w tej materii do przyjemnych czynności należy... A zatem oznaczałoby to, że ogólny schemat zmiany społecznej, jakim operuje Weber jest po prostu bezkierunkowy(formalizm Webera różnie wszak bywa interpretowany przez różnych autorów - ot, kwestia przyjętego paradygmatu). Skoro bowiem w każdej chwili może się pojawić charyzmartyczny przywódca posiadający nadprzyrodzone, nadludzkie, niecodzienne siły lub własności to może wyzwolić utajone siły rewolucyjne i doprowadzić do wytrącenia społeczeństwa z ustalonych kolein. Panowanie oparte na charyzmie przekształca się w panowanie tradycjonalne bądź racjonalne. Oba w każdej chwili muszą czuć się zagrożone nawzajem; oba nie mają gwarancji trwałości (idole się zmieniają - to łaska publiczności, a nie pańska na pstrym koniu jeździ). Zmiana to fala zatem...
Analizując Webera nie sposób zapomnieć o szerszym kontekście jego "socjologii rozumiejącej" - neokantowski formalizm, pozytywizm, materializm historyczny, antynatuaralizm, interakcjonizm...Ale o tym dyskutować już nie będziemy... Swoją drogą, podoba mi się określenie Marianne Weber, że kapitalizm to siła fatalna współczesnego życia. Ja bym podkreśliła słowo "fatalna"...
Sedeczności wiele....
|
|
| | | |  | | jarcio (1198 punktów) | >A zatem oznaczałoby to, że ogólny schemat zmiany społecznej, jakim operuje Weber jest po prostu bezkierunkowy.
W zasadzie tak. Peter Berger, człowiek mówiący o sobie, że jest w pewnym sensie przedstawicielem newoweberianizmu, zwrócił uwagę, iż to co w dalszym ciągu stanowi o istotnych aspektach badań Maxa Webera dotyczy jego pytań bardziej aniżeli wniosków.
>Skoro bowiem w każdej chwili może się pojawić charyzmartyczny przywódca (...) to może wyzwolić utajone siły rewolucyjne i doprowadzić do wytrącenia społeczeństwa z ustalonych kolein.
No ja nie wiem, bo może właśnie owy charyzmatyczny przywódca stanowił o tym ustalonym kierunku ? Przykładowo Keynes twierdził iż to co stało się w Rosji na początku ubiegłego wieku było konieczne ze względu na sytuację gospodarczą tego kraju. Sama zaś ideologia marksistowska głoszona przed jak i po rewolucji bolszewickiej miała bardzo niewiele wspólnego z Karolem Marksem - "duchowym patronem" rewolucji, jako takim powołanym do życia opinii publicznej przez komunistów. Karol Marks podkreślał w swoich pracach historyczną rolę jaką kapitalizm musi odegrać w każdym kraju, którego przyszłość "nieuchronnie" poprowadzi do wykształcenia się społeczności komunistycznej. Dlatego uważał iż socjalizm musi być poprzedzony ustrojem kapitalistycznym, który pierw stworzy wielki kapitał i wielkie bogactwa. Tak więc to co stało się w Rosji (a był do kraj gospodarczo ubogi) nie może być tłumaczone charyzmatyczną rolą Lenina w sposób sugerujący jakiś stopień oderwania tej postaci z kultury narodu, którym "dowodził". Ideologia, którą głosił była skierowana do mas, a siły, które uczyniły go wodzem w dużym stopniu były uwarunkowane sytuacją gospodarczą kraju.
Rewolucje mają w sobie więcej z zaplanowanych działań aniżeli się to powszechnie sądzi. W XIX wieku Tocqueville analizując wydarzenia rewolucji francuskiej zwracał uwagę na tajny list do króla napisany przez jednego z ludzi odpowiedzialnych za kierowanie rewolucją:
proszę porównać nowy stan rzeczy z dawnymi rządami; porównanie takie jest źródłem pociechy i nadziei. Część aktów zgromadzenia narodowego niewątpliwie sprzyja rządowi monarchicznemu. Czyż to mała rzecz pozbyć się parlamentu, pozbyć się prowincji ze zgromadzeniami stanowymi, korporacji duchowieństwa, uprzywilejowanych, szlachty ? Myśl uformowania tylko jednej klasy obywateli spodobałaby się Richelieu: taka jednolita powierzchnia ułatwia sprawowanie władzy. Kilku monarchów absolutnych nie zdziałałoby dla władzy królewskiej tyle, co jeden rok rewolucji" (Tocqueville. Dawny ustrój i rewolucja. Warszawa, 1970, 54.)
W moim przekonaniu poszukując odpowiedzi na przyczyny kształtujące rzeczywistości nie można rozpatrywać roli charyzmatycznych przywódców niejako w oderwaniu od kultury z jakiej pochodzą. Bardzo często bowiem to co głosili nie było tym co faktycznie wyznawali. Natomiast rewolucje, powszechnie kojarzone z anarchią, miały więcej wspólnego z planowanym działaniem aniżeli ma się to w zwyczaju sądzić. Po prostu uważam iż bardzo ciężko, jeśli w ogóle można, ustalić czym "ustalone koleiny" w istocie są.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Małgorzata Leśniak (3242 punktów) | >Natomiast rewolucje, powszechnie kojarzone z anarchią, miały więcej wspólnego z planowanym działaniem aniżeli ma się to w zwyczaju sądzić. Po prostu uważam iż bardzo ciężko, jeśli w ogóle można, ustalić czym "ustalone koleiny" w istocie są.
Jednakże, nie należy zapomnieć o tym, co Weber pisał na temat przemocy. Skoro podnosił ją do rangi nieuchronnego i ponadczasowego warunku i narzędzia wszelkiego rozwoju społecznego - postępu, kultury, etyki, prawa to akcentował jej legalny charakter - przemoc była dla niego wytworem naturalnego rozwoju i odwiecznych naturalnych konfliktów. Legalny charakter przemocy musiał się zatem różnić od przemocy rewolucyjnej (przemoc w obrębie charyzmatycznego typu panowania w epokach przełomowych vs przemoc jako pozaekonomiczna forma przejawiania się i działania sprzeczności klasowych). Stąd, tak czy inaczej, tzw. "charyzma" Lenina nijak się ma do panowania charyzmatycznego....
Swoją drogą, aż chce się napisać o fenomenie Dyrektora pewnego Radyja w kontekście weberowskiej koncepcji polityki, władzy i panowania...
|
|
| | | |  | Satanisław (1358 punktów) (zablokowany) | >Swoją drogą, podoba mi się określenie Marianne Weber, że kapitalizm to siła fatalna współczesnego życia. Ja bym podkreśliła słowo "fatalna"...<
A co jest "fatalnego" w najsprawniejszym, najefektywniejszym i najbardziej uczciwym systemie gospodarczym, jaki ludzkość wymyśliła? Fatalny to jest ustrój niewolniczy, komunizm (te dwa na jedno wychodzą), feudalizm, struktura plemienna czy socjalizm.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Małgorzata Leśniak (3242 punktów) | >A co jest "fatalnego" w najsprawniejszym, najefektywniejszym i najbardziej uczciwym systemie gospodarczym, jaki ludzkość wymyśliła? >Fatalny to jest ustrój niewolniczy, komunizm (te dwa na jedno wychodzą), feudalizm, struktura plemienna czy socjalizm. >
Satanisławie, widzę, że walka ze mną stała się już sensem Twojego życia... Gdybyś znał socjologię Webera, a jeszcze lepiej wiedział, co na temat jego oglądu społeczeństwa napisała Marianne Weber nie podjąłbyś tego wątku...Zacytuję fragment Marianne: "Dlaczego stwarzająca sprawdzalne prawdy racjonalna nauka istnieje tylko na Zachodzie? Dlaczego jedynie tutaj istnieje zracjonalizowane państwo, wyszkolona biurokracja ekspertów, parlamenty, partie polityczne - słowem, państwo jako polityczna instytucja posiadająca racjonalistyczną konstytucję i zracjonalizowane prawo? Dlaczego tylko tutaj pojawiła się siła fatalna współczesnego życia, a mianowicie nowoczesny kapitalizm?"... W kontekście wspomnianej przeze mnie (w wypowiedzi dla jarcia) idei zmiany jednokierunkowej kapitalizm jawił się jako fatalność - los nieuchronny, nieubłagana konieczność. Oczywiście, na takie pojmowanie weberowskiej koncepcji procesu historycznego pozwalało sobie wielu autorów (tyle samo mówiło o weberowskiej bezkierunkowości). Podkreślając słowo "fatalna" miałam na uwadze to pierwsze ujęcie...
Serdeczności wiele....
|
|
| | | | | |  | Satanisław (1358 punktów) (zablokowany) | >Satanisławie, widzę, że walka ze mną stała się już sensem Twojego życia... <
Nie przesadzaj, walczy się z facetami...
>Zacytuję fragment Marianne: "Dlaczego stwarzająca sprawdzalne prawdy racjonalna nauka istnieje tylko na Zachodzie? Dlaczego jedynie tutaj istnieje zracjonalizowane państwo, wyszkolona biurokracja ekspertów, parlamenty, partie polityczne - słowem, państwo jako polityczna instytucja posiadająca racjonalistyczną konstytucję i zracjonalizowane prawo? Dlaczego tylko tutaj pojawiła się siła fatalna współczesnego życia, a mianowicie nowoczesny kapitalizm?"<
No i po co cytujesz jakąś mało rozgarnietą babę o aszkenazyjskiej facjacie, która pieprzyła trzy po trzy zamiast mężowi cerować skarpetki? Nauka istniała w krajach arabskich, dopóki nie zniszczyli jej barbarzyńscy najeźdźcy - Hiszpanie, Mongołowie i inna dzicz. Wyszkolona biurokracja ekspertów istniała w Chinach czy w Egipcie wtedy, gdy dziki Zachód hasał z dzidami za turami w puszczy. Zniszczyły ją najazdy dzikusów. Parlamenty w postaci wieców to jedna z najbardziej prymitywnych metod sprawowania władzy. I kapitalizm to nie wynalazek Zachodu, lecz Fenicjan, przez dziki Zachód przejęty - po barbarzyńskim zniszczeniu kultury Fenicjan, głównie Nowego Miasta w Afryce..
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Krysztofik (1390 punktów) | > mało rozgarniętą babę Wypadałoby napisać to bezbłędnie, prawda? > babę o aszkenazyjskiej facjacie Nie podobają Ci się Żydówki aszkenazyjskie? Trudno mi w to uwierzyć. Pa-pa.
Oto został stworzony dla człowieka jeden język i dwoje oczu i dwoje uszu, aby słuchał i widział więcej, aniżeli mówi. -- Sufi
|
|
| | | | | | | |  | Satanisław (1358 punktów) (zablokowany) | > >mało rozgarniętą babę> Wypadałoby napisać to bezbłędnie, prawda?<Hehe, cenzor od ogonkow sie znalazl  > Nie podobają Ci się Żydówki aszkenazyjskie?<A gdzie to wyczytałes?
|
|
| | | | | | | | |  | | default | > Hehe, cenzor od ogonkow sie znalazl  Korekta nie jest cenzurą. > A gdzie to wyczytałes? Pytanie nie jest odpowiedzią.
Błoto stwarza czasem pozory głębi. — Stanisław Jerzy Lec
|
|
| | | | |  | | Jacek Krysztofik (1390 punktów) | >ustrój niewolniczy, komunizm (te dwa na jedno wychodzą) Po co udajesz papugę?
>Fatalny to jest [...] socjalizm. Możesz mi krok po kroku wyjaśnić co takiego fatalnego w socjalizmie?
>A co jest "fatalnego" w najsprawniejszym, najefektywniejszym i najbardziej uczciwym systemie gospodarczym, jaki ludzkość wymyśliła? Niewolnictwo wobec banków i uprzedmiotowienie człowieka.
>Fatalny to jest ustrój niewolniczy A wiesz, że Amerykanie są niewolnikami w swoim kraju? Rodzą się w długu, pracują na rzecz banków i umierają w długu. A tam jest kapitalizm. Tak samo w Chinach.
Śpij spokojnie, już niedługo będziesz czyjąś własnością.
Iudicium est iudicium, sed iustitia pro nobis pugnare debet! -- Sami swoi.
|
|
| | | | | |  | Satanisław (1358 punktów) (zablokowany) |
>Możesz mi krok po kroku wyjaśnić co takiego fatalnego w socjalizmie?<
Jest zbrodniczy. Dość przypomnieć socjalistów z Narodowo - SOCJALISTYCZNEJ Niemieckiej Partii Pracy, czy socjalistów takich jak Pol Pot, Mao Dzedong, Lenin czy Stalin. Nikt nie wymordował tylu ludzi, co bandyckie socjaluchy, zwłasza w narodowej i komunistycznej odmianie socjalizmu.
>Niewolnictwo wobec banków<
Który bank cię kupił, na którym targu niewolników i od kogo?
>A wiesz, że Amerykanie są niewolnikami w swoim kraju?<
Nie wiem - bo nie są.
>Rodzą się w długu<
Ależ bzdury pleciesz... Urodzić się w długu można by tylko wtedy, gdyby nie można było odrzucić spadku, w którym jest więcej wierzytelności niż mienia. Informuje cie - spadku można nie przyjąć
>pracują na rzecz banków<
Pracują dla siebie, z bankiem co najwyżej współpracują - gdy tego chcą. Gdy nie chcą - nie współpracują. To jest właśnie wolność, wolnośc wyboru, socjałku...
>i umierają w długu.<
Gdy taka drogę życiową sobie obiorą. Jak obiorą inną - umierają bardzo bogaci. Wolnośc wyboru - gdy w parszywym socjalizmie za człowieka decyduje urzędnik.
>Śpij spokojnie, już niedługo będziesz czyjąś własnością.<
Gdy związek wasz "bratni" ogarnie ludzki lud?
|
|
|  | | krutki (1550 punktów) | > wnioski Maxa Webera o pozytywnym wpływie protestantyzmu na kapitalizm. Ciekawe. Kiedy przeczytałem to zdanie, od razu nasunęła mi się na myśl sentencja z stopki jednego z użytkowników forum (bodaj Jacka Krysztofika - "Wyzysk - wyższa forma miłości" (cytuję z pamięci). Chciałbym zaznaczyć, że kompletnie nie znam twórczości Webera i proszę to zrozumieć. To tylko takie pierwsze skojarzenie - nie wiem czy trafne czy mylne. Pozdrawiam 
"Forever we will be what we want to be" | ośrodek trójmiejski
|
|
| unknown (163 punktów) |
>Czy aby na pewno nie powstaje nowy rodzaj religii, którą >będą reprezentować ludzie niewierzący (sic!)?
Zastanówmy się, religie zazwyczaj tworzą pewne struktury hierarchiczne i zabudowania do przyjmowania swoich zwolenników. Widziałeś jakiś dom ateistów? Prowadzony przez duchownych - oczywiście ateistów. Dalej, skoro są to organizacje zorganizowane, muszą posiadać kodeks, ściśle określający rytuały, zachowania, światopogląd. Słyszałeś o czymś takim u ateistów? Po tym dochodzimy do źródła wiary. Co bardziej "ambitni" teiści mogą pod to, próbować podciągnąć "Boga urojonego". Tyle, że po lekturze tej pozycji, mogę oznajmić, że nie mam tam zbytnio w co wierzyć. Chyba, że uznamy teorię ewolucji za niezgodną z... przekonaniami religijnymi.
Żeby pojąć, po co Dawkins napisał tę książkę, trzeba przyjrzeć się bliżej religiom. Jak dla mnie, autor wyraził swój niepokój wobec skutków niesienia "uświęconej prawdy", a przy okazji udowodnił irracjonalność takowych przekonań.
|
|
 | | tichy (100 punktów) | Drogi Nieznany!! Jak zapewne wnikliwie czytałeś to co napisałem mam obawy, a nie twierdzę, że tak jest. Dalej, religia sama w sobie, nie potrzebuje hierarchii, ani zaplecza w postaci budynków itp. Jest to czyste przeświadczenie o tym, że jest się wyjątkowym i ma się do zaoferowania światu misję tworzenia "nowego" na gruzach starego. W ten sposób owa religia powstaje, jak zresztą możemy zauważyć na podstawie historii wszystkich ruchów około Boga. Dalej dopiero widzimy powstawanie różnego rodzaju struktur hierarchicznych etc.. Obawa polega na tym, iż Dawkins ugruntowuje przekonanie o wyjątkowości ateizmu, czy też deizmu i tworzy mit o "podniesionej głowie" wobec "złych" wyznawców religii. "Ateizm prawie zawsze świadczy o zdrowej niezależności umysłu". Otóż sama książka przeczy tej tezie bo każe nam "wyznawać" ateizm. Tak przynajmniej ją rozumiem i to w niej mi się nie podoba. Dlatego również nie podobają mi się różnego rodzaju "prorocy" nowych czasów. Z poważaniem Tichy
|
|
|  | | unknown (163 punktów) | Odbierasz mi ochotę na dalszą dyskusję. Najpierw masz obawy co do tego, że ateizm posiada znamiona religii. Mam nadzieję, że je rozwiałem. Teraz twierdzisz, że to dopiero przed nami. Prosiłbym, abyś był koneskwentnym i uczciwym dyskutantem. Od razu przedstawiaj całokształt swojego stanowiska, a nie połowiczne przemyślenia. Wyciąganie "asów" z rękawa nie jest konstruktywnym sposobem prowadzenia dyskusji. Ps. Wydaje mi się, że nie znasz definicji ateizmu. Ateizm - niewiara w byt ponadnaturalny. Naprawdę czytałeś "Boga urojonego"? Coś chyba niewyraźnie
|
|
| |  | | tichy (100 punktów) | Znam definicję ateizmu. A dobra dyskusja jest jak szachy... Trzeba ją odpowiednio smakować. Cóż jeszcze raz: -Ateizm- niewiara w istotę duchowo wyższą i całą filozofię z tym związaną (najogólniej) -niewiara czyli brak wiary, który staję się religią, ergo ludzie zaczynają niejako "wierzyć" w ateizm. Wg. mnie to jest groźne, nie sama bezwiara. Pozdrawiam Tichy Ps. Starajmy się nie obrażać nawzajem, bo powinno atakować się argumenty, nie człowieka...
|
|
| | |  | | unknown (163 punktów) | >-niewiara czyli brak wiary, który staję się religią, ergo >ludzie zaczynają niejako "wierzyć" w ateizm. Wg. mnie to >jest groźne, nie sama bezwiara.
Na podstawie Twoich wypowiedzi twierdzę, że jednak nie do końca sumiennie przeczytałeś "Boga urojonego. Dlaczego? Ano, Dawkins dość mocno uczulił na tym punkcie czytelników.
>Ps. Starajmy się nie obrażać nawzajem, bo powinno atakować się argumenty, nie człowieka..
Ahh, nie dobrałem słów zbyt grzecznie. Jak dla mnie, od nadmiaru grzeczności głowa boli. Ale jak chcesz, krytykuję Twój styl prowadzenia wypowiedzi w tym temacie, a nie Twoją nieuczciwość w dyskusji. Chociaż dla mnie, drugie z dużą dozą prawdopobieństwa wynika z pierwszego.
"A dobra dyskusja jest jak szachy.."
Szachami rządzą uczciwe reguły. Twoimi wypowiedziami niekoniecznie. Dlaczego? Ponieważ ustosunkowałem się do Twoich przemyśleń na dany temat. A Ty nagle zmieniasz założenia i dyskusję można zacząć od nowa. Ja już niestety dziękuję. Bezproduktywna dyskusja jest tylko pożywką dla próżności.
|
|
| | | |  | | tichy (100 punktów) |
>Szachami rządzą uczciwe reguły. Twoimi wypowiedziami niekoniecznie. Dlaczego? Ponieważ ustosunkowałem się do Twoich przemyśleń na dany temat. A Ty nagle zmieniasz założenia i dyskusję można zacząć od nowa. Ja już niestety dziękuję. Bezproduktywna dyskusja jest tylko pożywką dla próżności.
Nie zmieniam założeń. Zasady zawsze pozostają te same, czy to w dyskusji, czy w grze... Jedynie ukrywamy przed sobą kolejne ruchy , tak aby wysilić sie intelektualnie, a nie pokazujemy przeciwnikowi co zamierzamy zrobić, ponieważ stało by się to nudnym przedsięwzięciem. Do tego każda dyskusja na tematy związane z poznaniem jest tylko pożywką dla próżności Mam nadzieje, że nie żywisz urazy Tichy
|
|
| | |  | | keymak (3379 punktów) | >-niewiara czyli brak wiary, który staję się religią, ergo ludzie zaczynają niejako "wierzyć" w ateizm.
Czyli tacy ateiści wierzyliby że nie wierzą ? Toż to bzdura kompletna. Sprawdź może lepiej definicję ateisty. Jedyne co łączy ateistów to fakt że negują istnienie bytów w które wierzą ludzie religijni i nic więcej.
Inaczej jest z teistami. Oni wierzą w istnienie jakiś niesamowitych bytów, ale trudno tak naprawdę określić ścisłe ramy ich wiary. Na ten przykład jeden katolik wierzy w matkę boską częstochowską, a drugi nawet o niej nie słyszał. De-facto w każdej religii same "prawdy wiary" są rzeczą drugoplanową, najważniejsze są obrzędy, które są z konieczności akceptowane, bo w przeciwnym razie mielibyśmy obecnie miliony zupełnie różnych religii. Ludzie z natury lubią wierzyć w różne dziwne rzeczy, a niektórzy potrafią to sprytnie wykorzystać.
Pozdrawiam.
|
|
| | | |  | | Zaratustra (145 punktów) |
>Sprawdź może lepiej definicję ateisty.
I wpadamy w pułapkę definicji. Ty ją znasz. Ale miliony rodzących się ludzi nie bedą nawet zainteresowane poznaniem jej. Powiedzą im, że są ateistami bo boga nie ma, tak samo jak teraz mówią, że Bóg jest. Będą bezkrytycznie wierzyć, że boga nie ma.
>>Czyli tacy ateiści wierzyliby że nie wierzą ?
Tak.
>Toż to bzdura kompletna.
Nie.
|
|
| | | | |  | | keymak (3379 punktów) | >>Sprawdź może lepiej definicję ateisty. >I wpadamy w pułapkę definicji. >Ty ją znasz. Ale miliony rodzących się ludzi nie bedą nawet zainteresowane poznaniem jej.
To nie znaczy że trzeba się godzić z faktem że tacy niedoinformowani ludzie mają wygłaszać stereotypowe opinie.
|
|
|  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) |
> Dalej, religia sama w sobie, nie potrzebuje hierarchii, ani zaplecza w postaci budynków itp. Religia tego potrzebuje. Wiara tego nie potrzebuje. Pozdrawiam
|
|
| |  | | unknown (163 punktów) | >> Dalej, religia sama w sobie, nie potrzebuje hierarchii, ani zaplecza w postaci budynków itp. >Religia tego potrzebuje. Wiara tego nie potrzebuje. >Pozdrawiam
Przepraszam bardzo, ale autor wątku pisał wyraźnie na temat religii! Ustosunkowałem się do jego wypowiedzi, a nie tego co ktoś mógł później napisać.
|
|
| | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>> Dalej, religia sama w sobie, nie potrzebuje hierarchii, ani zaplecza w postaci budynków itp. >>Religia tego potrzebuje. Wiara tego nie potrzebuje.
>Przepraszam bardzo, ale autor wątku pisał wyraźnie na temat religii! Ustosunkowałem się do jego wypowiedzi, a nie tego co ktoś mógł później napisać. Mój post był skierowany do Tichego. Wydało mi sie, ze myli wiare z religią. Pozdrawiam
|
|
| | | |  | | tichy (100 punktów) | Otóż nie!! Wiara jest podwaliną ruchu religijnego. A sama religia nie potrzebuje, w swej pierwotnej postaci, ani budynków, ani hierarchii. W następnej fazie swojego rozwoju tworzy prawo i instytucje. Można powiedzieć, że czym dalej od źródła tym bardziej staje się sformalizowana. Możemy obserwować to zjawisko u chrześcijan, muzułmanów, buddystów i innych. Początki religii to wiara, ludzie i kryteria oceniania świata przez pryzmat zamkniętej społeczności ("my kontra oni"), dopiero później widzimy klasyczną religię. Pozdrawiam Tichy
|
|
| | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >Otóż nie!! >Wiara jest podwaliną ruchu religijnego. Niewątpliwie. > A sama religia nie potrzebuje, w swej pierwotnej postaci, ani budynków, ani hierarchii. Co to jest ta pierwotna postac? I czy przypadkiem nie jest wtedy za wczesnie, by zwac ją religią? > W następnej fazie swojego rozwoju tworzy prawo i instytucje. Dlaczego nie przyjąc, że tu dopiero zaczyna sie religia? > Można powiedzieć, że czym dalej od źródła tym bardziej staje się sformalizowana. Możemy obserwować to zjawisko u chrześcijan, muzułmanów, buddystów i innych. Wydaje sie, ze religie mają swoje fazy rozrastania sie, jak i obumierania. W Sredniowieczu formalizm KK byl znacznie wiekszy niż jest teraz. > Początki religii to wiara, ludzie i kryteria oceniania świata przez pryzmat zamkniętej społeczności ("my kontra oni"), dopiero później widzimy klasyczną religię. Hmm, ja jednak nie znam religii bez instytucji. Nawet sekty mają guru i wyznawcow, co już jest instytucjonalne. Pozdrawiam
|
|
 | | Zaratustra (145 punktów) |
> Zastanówmy się, religie zazwyczaj tworzą pewne struktury hierarchiczne i zabudowania do przyjmowania swoich zwolenników. Widziałeś jakiś dom ateistów? Prowadzony przez duchownych - oczywiście ateistów. Dalej, skoro są to organizacje zorganizowane, muszą posiadać kodeks, ściśle określający rytuały, zachowania, światopogląd. Słyszałeś o czymś takim u ateistów?A słyszałeś o masonach?
|
|
| Nowak (136 punktów) | Faktycznie sposób zilustrowania problemu ateizmu autora książki pt.: "Bóg urojony" jest, być może, dosyć dziwny, skoro niektórzy odbierają jego słowa jako namawiające. A co do religii jako ateizmu, tu trzeba by się trochę zastanowić. Ponieważ: z jednej strony, masz rację, powstaje niejako nowa religia (po głębszym zastanowieniu, oczywiście)  . Przecież każda religia ma jakieś reguły, ateizm też - niewiara. Ale z drugiej strony przecież ateiści w ogóle nie wierzą w Boga, a więc nie należą do żadnej religii. Oj, im dłużej nad tym myślę, tym bardziej się w tym gubię  Pozdrawiam
|
|
 | | unknown (163 punktów) |
> Ponieważ: z jednej strony, masz rację, powstaje niejako nowa religia (po głębszym zastanowieniu, oczywiście) . Przecież każda religia ma jakieś reguły, ateizm też - niewiara.Popełniasz dość wyraźne nadużycie, ateizm posiada regułę, nie reguły. Dalej masz wątpliwości co do religijnego aspektu ateizmu? Oto definicja religii: Religia to system wierzeń i praktyk, określający relację jednostki do różnie pojmowanej sfery sacrum, czyli świętości i sfery boskiej. Manifestuje się ona w wymiarze doktrynalnym (doktryna, wiara), w czynnościach religijnych (np. kult), w sferze społeczno-organizacyjnej (wspólnota religijna, np. Kościół) i w sferze duchowości indywidualnej (m.in. mistyka). (źródło: Wikipedia.pl)
|
|
|  | | głos z szafy | Ateizm nie jest religią, ale wszyscy wiemy o tym, że autorowi wątku chodzi o coś nieco innego. Ateiści nie tylko walczą z dyskryminującymi ich przejawami religii i religijności w mediach, na ulicach, wśród władzy, itd., itp. Ateiści się jednoczą, coraz głośniej dopominają się o swoje, tworzą własne symbole, zakładają stowarzyszenia, upubliczniają się ze swoja niewiarą (ale jednak wiarą), atakują teistów, chcą wyjść na zewnątrz, formalnie stanąć ramię w ramię z katolikami, a nawet stanąć nad katolikami, niestety, nie tędy droga.
Zamiast walczyć z Kościołem o pozycję społecznego lidera, ateiści powinni dążyć do przyznania państwu oficjalnego zabarwienia neutralnego, nie zaś jak to ma miejsce - katolickiego. W Państwie neutralnym światopoglądowo każdy może wyznawać dowolną religię (niby tak jest, ale to i tak lepiej niż w Polsce), każdy może być ateistą i nie trzeba walczyć z innymi poglądami. Zamiast wychodzić z szafy, ateiści powinni pozamykać resztę społeczeństwa w szafach.
W Polsce, co widać na forum serwisu racjonalista.pl, osoby głoszące się ateistami to anty-teiści, antyklerykałowie. Ich postawa wobec wierzących zakrawa na bezpodstawne odrzucenie wszelkich argumentów i opiera się jedynie na 'wierze w słuszność swojej niewiary' podobnie jak w przypadku wierzących, gdzie religijność opiera się na 'wierze w słuszność swojej wiary'. Coraz łatwiej podciągać ateizm pod religię i to nie jest takie śmieszne i błahe, jakie pozornie się wydaje.
Zaczęło dziać się coś niedobrego. Sfera sacrum dla ateistów to zwykle nauka, bądź po prostu przekonanie o braku bytu nadprzyrodzonego, czy dążenie do prawdy, doktryna ateizmu jakby nie było istnieje i jest bardzo prosta, czynności religijne przybierają postać walki z teistami, dzięki różnym akcjom wśród ateistów tworzą się struktury organizacyjne, wspólnoty (wręcz) wyznaniowe, a dążenie do prawdy (której przecież za życia nikt nie zważy, ani nie zmierzy) staje się mistyką. To zakrawa na religię, sekciarstwo.
Autor wątku ma zupełna rację, a broniący się zaciekle ateiści nie trafiają argumentami w sedno sprawy, zmieniają wątek, bądź nie chcą zrozumieć intencji Tichy'ego. Mało w tym wątku było dyskusji, więcej było walki. A cały czas ateiści mówią, że to z nimi Kościół walczy bez argumentów. Będąc ateistą czasem nie mogę zdzierżyć niektórych komentarzy czytanych na forum. Niestety nieraz są to opinie samych ateistów, które po prostu kompromitują taką postawę życiową. To, co obecnie dzieje się wśród niewierzących to rzeczywiście tworzenie się nowej religii, a jednocześnie to popełnianie - wytykanych wcześniej religiom i wierzącym - błędów. To nie jest dobra droga. Pozdrawiam.
|
|
| |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >Ateizm nie jest religią, ale wszyscy wiemy o tym, że autorowi wątku chodzi o coś nieco innego. Ateiści nie tylko walczą z dyskryminującymi ich przejawami religii i religijności w mediach, na ulicach, wśród władzy, itd., itp. Ateiści się jednoczą, coraz głośniej dopominają się o swoje, tworzą własne symbole, zakładają stowarzyszenia, upubliczniają się ze swoja niewiarą (ale jednak wiarą), atakują teistów, chcą wyjść na zewnątrz, formalnie stanąć ramię w ramię z katolikami, a nawet stanąć nad katolikami, niestety, nie tędy droga. Zgodzilbym się z całym akapitem prócz wtrętu, że nie tedy droga. Poniżej postaram się napisac dlaczego. >Zamiast walczyć z Kościołem o pozycję społecznego lidera, ateiści powinni dążyć do przyznania państwu oficjalnego zabarwienia neutralnego, nie zaś jak to ma miejsce - katolickiego. W Państwie neutralnym światopoglądowo każdy może wyznawać dowolną religię (niby tak jest, ale to i tak lepiej niż w Polsce), każdy może być ateistą i nie trzeba walczyć z innymi poglądami. Zamiast wychodzić z szafy, ateiści powinni pozamykać resztę społeczeństwa w szafach. Przedstawiles alternatywę, ale czy na pewno? Doprowadzenie do Państwa neutralnego światopoglądowo wymaga w ramach porządku demokratycznego tego wszystkiego, o czym piszesz w pierwszym (krytykujac to) akapicie. Co prawda tu walczyłbys o neutralnosc instytucji, ale w zasadzie tymi samymi srodkami. Doprawdy nie wiem też, czy przedstawienie ateistów jako zwartej grupy nie doprowadzi szybciej do tego celu (można też to robic rownolegle). >W Polsce, co widać na forum serwisu racjonalista.pl, osoby głoszące się ateistami to anty-teiści, antyklerykałowie. Ich postawa wobec wierzących zakrawa na bezpodstawne odrzucenie wszelkich argumentów i opiera się jedynie na 'wierze w słuszność swojej niewiary' podobnie jak w przypadku wierzących, gdzie religijność opiera się na 'wierze w słuszność swojej wiary'. Coraz łatwiej podciągać ateizm pod religię i to nie jest takie śmieszne i błahe, jakie pozornie się wydaje. Co do anty-teistów, to nie byłbym pewien, czy ta generalizacja jest uprawniona. Natomiast w moim przekonaniu antyklerykalnosc jest naturalną konsekwencją klerykalizacji życia publicznego. Obrazowo piszac, Koscioł wchodzi z butami (bywa, że brudnymi) na dywany ateistów. Co do reszty akapitu dopowiem nizej. >Zaczęło dziać się coś niedobrego. Sfera sacrum dla ateistów to zwykle nauka, bądź po prostu przekonanie o braku bytu nadprzyrodzonego, czy dążenie do prawdy, doktryna ateizmu jakby nie było istnieje i jest bardzo prosta, czynności religijne przybierają postać walki z teistami, dzięki różnym akcjom wśród ateistów tworzą się struktury organizacyjne, wspólnoty (wręcz) wyznaniowe, a dążenie do prawdy (której przecież za życia nikt nie zważy, ani nie zmierzy) staje się mistyką. To zakrawa na religię, sekciarstwo. I znow mamy do czynienia z logiczna kontynuacją pewnego ciagu zdarzen. Skoro ateisci zrzeszają się, walczą o lepsze miejsce dla siebie w Polsce, wychodzą z cienia, to nieuchronnym jest, że powstaną struktury organizacyjne, wyróżnione zostaną idee, wokół ktorych ateisci bedą się skupiac i z którymi identyfikowac. Sekciarstwo? Czy zwiazek zawodowy jest sekta? Czy walczący o swoje prawa ludzie muszą byc sekciarzami? Niemniej statystyka mówi, że nie można wykluczyc istnienia ludzi, dla których ateizm bedzie tylko krzywym odbiciem religianctwa. >Autor wątku ma zupełna rację, a broniący się zaciekle ateiści nie trafiają argumentami w sedno sprawy, zmieniają wątek, bądź nie chcą zrozumieć intencji Tichy'ego. Czy mógłbys napisac, jaka jest jego intencja? > Mało w tym wątku było dyskusji, więcej było walki. A cały czas ateiści mówią, że to z nimi Kościół walczy bez argumentów. Hihihi, jak Kościół nie ma siły argumentów, to używa argumentu siły (politycznej, ekonomicznej itp). >Będąc ateistą czasem nie mogę zdzierżyć niektórych komentarzy czytanych na forum. Niestety nieraz są to opinie samych ateistów, które po prostu kompromitują taką postawę życiową. Bywa. > To, co obecnie dzieje się wśród niewierzących to rzeczywiście tworzenie się nowej religii, a jednocześnie to popełnianie - wytykanych wcześniej religiom i wierzącym - błędów. To nie jest dobra droga. Jak dla mnie jest to pewien zryw. Cos na kształt niegdysiejszej walki z komunizmem w Polsce. Wtedy to zajeło parę dziesiatkow lat, teraz będzie szybciej. Jesli widzisz błędy, to je wytykaj. Poprawianie błędow wzmacnia. Pozdrawiam
|
|
| |  | | tichy (100 punktów) | Witam! Dziękuję za zrozumienie. Wreszcie poprowadziłeś/aś dyskusję na właściwe tory. Dodam parę innych argumentów: Jak pokazuje historia ruchów religijnych i ruchów wiary (jak można je nazwać), nowe wyznanie opiera sie na kontestacji starego porządku zarówno religijnego, jak i społecznego. Tak, więc chrześcijaństwo powstało na gruzach religii Cesarstwa Rzymskiego i przy okazji kryzysu wartości w judaistycznych w ten sposób zdobyło poparcie i rozgłos wśród ludności (głównie zresztą ubogiej i pozbawionej nadziei na zmianę swojego losu). Z małej sekty rozrosło się do głównej religii Europy. Przy czym miało swoich mistrzów i proroków. Po przeczytaniu Dawkinsa można dojść do przekonania, że autor "Boga urojonego" staje się prorokiem nowej wiary- ateizmu. Możemy połączyć oba te fakty i już powstają obawy co do dalszego losu nowych "wyznawców". Patrząc na przeszłość do powstania religii potrzebne są takie czynniki jak: -zagrożenie ze strony innowierców -chęć ludzi do przynależności do danej grupy społecznej, co w połączeniu z punktem pierwszym wytwarza w nich poczucie wyjątkowości tejże grupy i pewnego rodzaju wtajemniczenia w nią, ergo ludzie zaczynają mieć poczucie wyższości nad innymi. Stanowi to zarówno spoiwo grupy, jak i staje się niebezpieczne dla innych. Nie chodzi mi o to, żeby ateiści, deiści i inni nie wychodzili z cienia, lecz o to, żeby nie popełniali błędów twórców religi i żeby nie stawali się "krzyżowcami" nowych poglądów. Sięgnąwszy do podstawowych zasad liberalizmu zakładających skrajny indywidualizm jednostki, możemy jasno uzmysłowić sobie, że najwyższym dobrem człowieka jest on sam i nie potrzebuje zbędnych, w moim rozumieniu, "proroków" Pozdrawiam Tichy
|
|
| | |  | | Zaratustra (145 punktów) |
> Nie chodzi mi o to, żeby ateiści, deiści i inni nie wychodzili z cienia, lecz o to, żeby nie popełniali błędów twórców religi i żeby nie stawali się "krzyżowcami" nowych poglądów. Sięgnąwszy do podstawowych zasad liberalizmu zakładających skrajny indywidualizm jednostki, możemy jasno uzmysłowić sobie, że najwyższym dobrem człowieka jest on sam i nie potrzebuje zbędnych, w moim rozumieniu, "proroków"Masz rację. Tylko, że ta racja dotyczy jednostek. A ludzie zawsze w swej masie bedą wybierali religię (jak nie tę to inną). Pamiętaj, że to ci sami ludzie, którzy nie rozumieją treści wiadomości telewizyjnych, a ich rozrywką są seriale i teleturnieje. Droga do nadczłowieka nie jest drogą dla wszystkich.
|
|
| | | |  | | tichy (100 punktów) | > Masz rację. Tylko, że ta racja dotyczy jednostek. A ludzie zawsze w swej masie bedą wybierali religię (jak nie tę to inną).> Pamiętaj, że to ci sami ludzie, którzy nie rozumieją treści wiadomości telewizyjnych, a ich rozrywką są seriale i teleturnieje.> Droga do nadczłowieka nie jest drogą dla wszystkich.  > Zgadzam się! To nie droga dla wszystkich. A pies pogrzebany jest w zachowaniach społecznych ludzi. Wyłączają one myślenie jednostki i uniemożliwiają prawidłowy jej rozwój. WYGODNICTWO!!  Pozdrawiam Tichy
|
|
| | |  | | krutki (1550 punktów) | Witaj. W tym co napisałeś brakuje mi jeszcze jednego czynnika, który wydaje mi się dość ważny. Mianowicie pominąłeś, że często takie "ruchy religijne" były wspierane przez autorytety - osoby, które niejako były zakotwiczeniem dla owych innowierców. Jak na razie wśród ateistów takiego autorytetu nie widzę. A nawet jeśli uznać, że jest nim Dawkins, to wydaje mi się, że mógłby on być jedynie autorytetem w swojej dziedzinie nauki. Niestety nie zdążyłem zapoznać się z językiem "Boga urojonego", ale choćby po filmie "Root of all evil?", mimo że po pierwszym seansie wydał mi się dość agresywny, coraz bardziej zauważam co miał na myśli, i tylko tak interpretuję jego podejście. W żadnym wypadku nie chciałbym, aby Coming out przerodził się w zinstytucjonalizowany ruch ateistyczny. Stąd rozumiem Twoje obawy. Pozdrawiam 
"Forever we will be what we want to be" | ośrodek trójmiejski
|
|
| |  | | less | >Zamiast walczyć z Kościołem o pozycję społecznego lidera, ateiści powinni dążyć do przyznania państwu oficjalnego zabarwienia neutralnego, nie zaś jak to ma miejsce - katolickiego. W Państwie neutralnym światopoglądowo każdy może wyznawać dowolną religię (niby tak jest, ale to i tak lepiej niż w Polsce), każdy może być ateistą i nie trzeba walczyć z innymi poglądami. No niby poprawnie, liberalnie, demokratycznie, tylko... > Zamiast wychodzić z szafy, ateiści powinni pozamykać resztę społeczeństwa w szafach. Jak, siedząc w szafie, pozamykać resztę społeczeństwa w szafach? Czy nie trzeba aby jednak wyleźć z tej swojej, żeby uświadomić innym, że jak każdy siedzi w swojej szafie to jest to z pożytkiem dla wszystkich? Bo jak to mają zrozumieć ci, którzy uważają, że wszyscy powinni siedzieć w jednej słusznej szafie, bez względu na to, czy tego chcą czy nie? Zgadzam się, że książka Dawkinsa takiemu zrozumieniu nie służy, ale na pewno może być jakąś tam inspiracją do poszukiwań i szerszego, głębszego rozumienia rzeczywistości niż jej wersja polokatolicka na przykład. Zwłaszcza dla młodych ludzi. Książka ma rozgłos, więc na początek, jako jedna z cegielek w murze, myślę że jest dobra. A obaw odnośnie podobnych skutków na życie społeczne, jakie miały religie, nie mam w ogóle. W Europie, tej zjednoczonej, mamy dobrze ugruntowaną demokrację liberalną (poza Polską oczywiście, gdzie mamy na dziś mutanta, czyli demokrację wyznaniową) i nie bardzo widzę, jakim cudzem treści głoszone przez Dawkinsa mogłyby tą demokracją liberalną zachwiać, do tego stopnia, by ateizm mógł dyskryminować religie wszelkiej maści. Dawkins porusza kwestie dość istotne, ale nie posiadające żadnego zabarwienia politycznego, a bez tego, niebezpieczeństwa żadnego nie ma. Dyskusja na takie tematy toczy się w ramach współczesnej filozofii polityki i tu się się kreują nowe ruchy polityczno-społeczne, a to jest zupełnie inna bajka niż książka Dawkinsa.
|
|
| |  | | estetka (708 punktów) |
>Zamiast walczyć z Kościołem o pozycję społecznego lidera, ateiści powinni dążyć do (...) Zamiast wychodzić z szafy, ateiści powinni (...)
jak dla mnie postawa w dyskusji osoby, ktora najlepiej wie co interlokutor powinien zrobic lub powiedziec. dosc interesujaca postawa... do niczego nie prowadzaca, ale to chyba najmniej tu wazne...
>W Polsce, (...) osoby głoszące się ateistami to anty-teiści, antyklerykałowie.
jezeli rozmawiamy slizgajac sie po powierzchni, nie jest mozliwym zauwazenie calosci zagadnienia. oczywistym jest, ze ateista moze byc rownoczesnie antyteista, moze abyc rownoczesnie antyklerykalem ale moze byc takze ateista pokojowym, ateista teoretycznym i moze byc wieloma jeszcze innymi przymiotnikami okreslony. nikt bowiem nie twierdzi -analogicznie- ze w Polsce wszyscy katolicy to antyateisci ( pomimo, ze z takim przypadkiem - jak sie domyslam mamy tu do czynienia)
>Autor wątku ma zupełna rację, a broniący się zaciekle ateiści nie trafiają argumentami w sedno sprawy, zmieniają wątek, bądź nie chcą zrozumieć intencji Tichy'ego. Mało w tym wątku było dyskusji, więcej było walki.
konkluzja bardzo ciekawa, niczym nie poparta, ale ... szczegolnie nazwanie ateistow "wsciekle broniacymi sie" jest zabawne...
"To nie jest dobra droga." to chyba jest najpopularniejsze stwierdzenie ateistow... dogmatyczne, nic nie mowiace, ale szczere i mocne -)
"Przestancie zdobywac wiedze a skoncza sie wasze dylematy" Lao Tseu
|
|
| |  | | wierzba | Polska jest chyba jedynym krajem na swiecie,ktora pozwolila sobie na luxus zabicia pierwszego swego prezydenta, tuz po odzyskaniu niepodleglosci po 120 latach niewoli. Czy to nie ciazy nad nami "ten grzech pierworodny"???????  ************************************************************
|
|
| Kelly (2051 punktów) | Być może masz rację. Ale o ile są ludzie, którym religia pomaga się odnaleźć i daje nadzieję, mnie dobija. Dlatego samo istnienie takiego forum jak to bardzo podnosi mnie na duchu i przeczytanie kilku komentarzy inteligentnych ludzi działa na mnie jak na gorliwych katolików działa modlitwa (czy też godzinka leżenia krzyżem, jak kto woli).
|
|
| JATO (2644 punktów) | Natura nie znosi asymetrii. Natura zawsze dąży do równowagi. Tym samym powstanie jednej skrajności skutkuje powstaniem drugiej. Teizm - ateizm; fideizm - racjonalizm; monoteizm - politeizm etc... Im bardziej jedna skrajność jest ortodoksyjna tym bardziej staje się nią druga. Upodobanie do skrajności jest właściwe niedojrzałości emocjonalnej i intelektualnej. O ile młody wiek upoważnia do pojmowania świata na zasadach binarnych (bang-bang, wszystko albo nic) o tyle z wiekiem istota ludzka zaczyna dostrzegać z czarno-białym świecie również wiele odcieni szarości. Ba! Nawet kolory. Jeżeli to nie następuje to mamy "wojujący marksizm" (proszę nie mówić o komunizmie - taki nigdy nie zaistniał, podobnie jak socjalizm.)lub wojujący katolicyzm czy wojujący Islam. Jak wiadomo z historii prowadzi to w ślepy zaułek wynaturzeń (inkwizycja, szariat, hitleryzm, stalinizm, polpotyzm etc.... ) Pozdrawiam. JATO
Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
|
|
 | | tichy (100 punktów) | I na tym można by dyskusję zamknąć. Celniej bym tego nie ujął. O to właśnie chodziło; ateizm, deizm i inne skierowane na człowieka prądy umysłowe wpadają, podobnie jak wielu z Was w pułapkę negacji istniejących prawd. Z ateizmu powstaje choćby jego wypaczenie w postaci antyklerykalizmu. Dlaczego wypaczenie? Otóż, w moim rozumieniu wolności, każdy człowiek powinien zachowywać się zgodnie z własnym sumieniem i głęboko spoglądać w siebie, co oczywiście, wyklucza negacje wartości innego człowieka. Wg mnie istnieje prosta zasada: pilnowanie własnej drogi. Natomiast mówienie o "mistrzach" ateizmu w postaci Dawkinsa, tworzenie wokół niego aureoli, dzieli ludzi na naszych i innych. Rodzi się ruch, który neguje wartości innych jednostek. Pod pozorem upominania się o swoje prawa, depcze wolności innych, stając się swoją karykaturą. Niestety. W tym miejscu proszę szczególnie zwrócić uwagę na rozwój socjalizmu i "komunizmu" (od zarania przełom XVIII/XIX w do końca XX w, i dalej w ChRL). Ta prosta historia pokazuje jak tragiczne w skutkach dla ludzkości mogą być zapędy moralizatorskie i walka (zawarta już w ideologii) dogmatów. Oczywiście daleki jestem od porównywania ruchu racjonalistycznego z karykaturalnym obrazem pseudosocjalizmu Stalina, Pol Pota czy innych wariatów. Jednak nie da się zaprzeczyć, że podążamy tą samą drogą, wojując z "innowiercami". Przywoływany tu Marks, czy Weber stanowili dla ludzi mistrzostwo, stali się guru swoich dozgonnych wyznawców, podobnie jak Jezus czy Mahomet dla swoich. Istnieje cienka granica pomiędzy religią a ruchami społecznymi. Stąd można śmiało wysnuć wniosek o świętości Lenina, ponieważ bieg zdarzeń zaciera prawdę o czynach i tworzy i mity legendy, w które łatwiej wierzy się ludziom. Proszę zauważyć, że prawda o faktach jest najmniej wygodna w społeczeństwach. Przykład: Jan Paweł II i sztandarowe hasło: "Ile On zrobił dla Polski", dla człowieka operującego faktografią odpowiedź brzmi: niewiele. Natomiast dla ogółu papież pozostaje zbawcą. (Proszę traktować to jako przykład, bez wdawania się w dalszą dyskusję nt. Karola Wojtyły). Stąd smutne wnioski o dalszym rozwoju działalności racjonalistów. Jednak mam nadzieję, że poczucie odrębności nie zahamuje rozwoju bardzo potrzebnych, szczególnie w Polsce, ruchów humanistycznych. Szczególnie w dobie kryzysu tradycyjnego kościoła i tradycyjnych religii. Pamiętajmy, jednak, że po pierwsze jesteśmy ludźmi kierującymi się rozumem, a on wyklucza ciemnotę walki o wszystko, ze wszystkimi! Pozdrawiam: Ijon Tichy
|
|
 | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) | >...powstanie jednej skrajności skutkuje powstaniem drugiej. >...Im bardziej jedna skrajność jest ortodoksyjna tym bardziej staje się nią druga.
I teraz biedna stewardessa, opieprzona przez Dawkinsa za złoty krzyżyk na szyi, będzie się musiała pogodzić z naszym wielkim "A" namalowanym na koszulkach. Może i jej inteligencja poczuje się obrażona.
|
|
| Fizyk (17637 punktów) | > Czy aby na pewno nie powstaje nowy rodzaj religii, którą będą reprezentować ludzie niewierzący (sic!)?
Nie. Ateizm to nie religia. Niestety, znakomitej większości ludzi wierzących w takie czy inne bóstwo nie może pomieścić się w głowie, że można obyć się bez wiary. "Bo w coś trzeba wierzyć" przyjmują jako oczywistość. A tak nie jest. Większość ateistów nie wierzy w nic. Ateizm nie jest wiarą w nieistnienie Boga - jak to chytrze głoszą przywódcy religijni - ale "tylko" głębokim niedowierzaniem. Na tyle głębokim, że choć racjonalnie myśląc nie można wykluczyć istnienia jakiegoś boga, to taka możliwość jest na tyle mało prawdopodobna aby na co dzień nie zawracać sobie tym głowy. A tym bardziej modlić się, budować świątynie, czy fundować dostatnie życie głoszącym co innego.
> Wątpliwość ta nasuwa się po przeczytaniu Dawkinsa "Bóg urojony".
A to dziwne! Bo Dawkins w swej książce powstrzymuje się od dogmatycznych stwierdzeń, bez których religie nie mogą się obejść i wciąż podreśla różnicę między swoim sceptycyzmem a wiarą. Opisuje on poprostu zło niesione przez religijne przekonania - jakiegokolwiek rodzaju.
|
|
| wierzba | > Mamy przecież nauczycielkę życia- historię, która jasno >pokazuję próbę zastąpienia jednej formy wyrażania kultu >drugą (vide komunizm). Jak by nie było, zawsze doprowadza >to do smutnego końca humanistycznego widzenia świata i >katastrofy w postaci, różnego rodzaju Stalinów Pol Potów *****************************************Re: Absolutnie zgadzam sie z tym sposobem myslenia. Tak uwazam,ze zbiorowa histeria religijna jest zbrodnia przeciwko rozsadkowi i dodam godnosci czlowieka rozumnego.Garaco pozdrawiam. wierzba ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|