1) Przy założeniu, że oni są teraz szczęśliwi: Co mieliby robić po sprzedaniu tych wszystkich hektarów? Wybudować willę, jeździć na zagraniczne wycieczki, robić huczne imprezy, kupić sobie śmigłowiec? Lepsze jest wrogiem dobrego i myślę, że jeśli są szczęśliwi w tej swojej chatce, to mądrze robią właśnie tam pozostając. A to, że dokonali takiego wyboru, absolutnie nie znaczy, że głosują na Samoobronę.
2) Przy założeniu, że aspirują do czegoś innego: Ile pieniędzy mogliby dostać z tych swoich hektarów? Czy wystarczyłoby im do końca życia? Czy nie przepuściliby wszystkiego w ciągu kilku lat? Znam rolnika, który sprzedał część swojej ziemi, miał ambitne plany, ale szybko przepuścił całą kasę na głupoty. Jeśli ktoś nie jest gospodarny (a to cecha w wielu rodzinach dziedziczona z pokolenia na pokolenie), sprzedaż ziemi może mieć dla niego bardzo poważne konsekwencje - jest wysoce prawdopodobne, że po krótkim czasie pozostanie z niczym. Nie patrz na to z punktu widzenia osoby, która jako tako orientuje się w świecie i pewnie potrafiłaby nieźle zainwestować te pieniądze. Ci ludzie prawdopodobnie tacy nie są - nikt ich nigdy tego nie nauczył. Poprawa ich bytu powinna zacząć się od gruntownej edukacji, nie od sprzedaży ziemi.
Ciekawa jestem, czy gdyby byli dokładnie tacy sami jacy są, ale nie wiedziałabyś, że są katolikami, to Twoje podejście do nich byłoby podobne?
|