Żadna ze spraw, nazwijmy je socjalnymi, nie została od '89 roku przez żaden rząd rozwiązana na tyle, żeby kolejny rząd... nie mógł głosić, że właśnie ją rozwiązuje. Służba zdrowia, system ubezpieczeń rentowo-emerytalnych, szkolnictwo, budownictwo mieszkaniowe, to tematy, które każda partia w każdych wyborach może śmiało prezentować jako te, które wreszcie poprawi po poprzedniej ekipie.
Nurtuje mnie pytanie o przyczyny tej niemocy mimo deklarowania posiadania złotych środków. Kto/co uniemożliwia tym, którzy mają pełnię władzy dokonanie zasadniczych zmian?
Jedna z możliwych odpowiedzi brzmi UKŁAD: masoni, żydokomuna, postkomuna, neokomuna, ponadnarodowy spisek międzynarodowego kapitału no i oczywiście cykliści. Jeśli to prawda, to OK, z wszechmocą nie można wygrać.
Inną możliwością jest, że sami zapowiadający reformy nie podejmują ich z powodu, którego nie chcą ujawnić społeczeństwu w obawie o jego powszechne niezadowolenie i sprzeciw. Innymi słowy - w trosce o niepogorszenie samopoczucia obywateli podtrzymujemy ich... złe samopoczucie. To wytłumaczenie motywów władzy często spotykana w mediach. Rzekomo żaden rząd nie odważy się na radykalne zmiany w najbardziej bolących społeczeństwo obszarach z powodu obawy przed tzw. niepokojami społecznymi. No dobrze, powiedzmy, że przez blisko 20 lat nie było w Polsce u władzy Margaret Thatcher. Można w to wierzyć, bo i w UK była taka tylko jedna.
Jest też i taka możliwość, że choć od '89 roku mamy w Polsce do czynienia z regularnym cyklem naprzemiennych rządów lewica - prawica, to fotografia robiona w sejmie co 4 lata pokazywałaby większość tych samych twarzy.
Blisko dwudziestoletnia praktyka pokazała, że zwycięstwo wyborcze zapewniają wyłącznie dwie rzeczy: A) podkreślenie, że poprzednia ekipa nie rozwiązała najważniejszych dla wyborców problemów, B) obietnice, że jesteśmy zupełnym przeciwieństwem poprzedników i rozwiążemy owe problemy.
I wyborcom zupełnie nie przeszkadza, że koniunkcja A^B jest prawdziwa wyłącznie wtedy, gdy i A, i B są prawdą.
Wersja pesymistyczna aczkolwiek zakładająca prawdziwość dobrych chęci rządzących: Brzmi ona - z pustego i Salomon nie naleje, czyli systemowe zmiany są możliwe, ale wyłącznie przy założeniu wykorzystania kapitału zewnętrznego. Czyli albo pożyczamy kasę, albo znajdujemy chętnego zainwestować kasę w zmiany naszych nieudolnych systemów.
Inne propozycje?
|