Racjonalista - Strona głównaDo treści
Nawróciłem się 2+2=7

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
28-01-2008 20:03zlomierz (124 punktów)Nawróciłem się 2+2=7
Ocena 3 na 3
postanowilem się hipotetycznie postawić pod drugiej stronie
chodzi o kwestię wiary-religii a nie samego rozważania treści religii, prawdziwy wierny poprostu wierzy i nie potrzebuje dowodów, dowody przeciw odrzuca
samo domniemanie istoty wyższej nie szkodzi niczemu i nie ma najmniejszego powodu takiego podejscia zwalczac, jednak religie mają pelno absurdalnych nakazów i zakazów dających się logicznie podważyc - jednak te niespojnosci nie są wstanie przekonać wiernych o blednosci danych twierdzen

więc w tym wątku przechodzę nawrócenie
NA JEDYNĄ PRAWDZIWĄ WIARĘ
zostaję wyznawcą Siódemki

teraz wierzę że 2 + 2 = 7

nieważne jak jest rzeczywiście,
nieważne że jest to twierdzenie niezgodne z prawdą
naukowe nieudowodnione twierdzenie można obalić
a dogmaty?
a jak przekonać że jest inaczej
czy w ogóle jest możliwe przekonać że jest inaczej?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

webmaster (moderator)Odp: nawróciłem się 2+2=7
Zupełnie przy okazji, niedawno pojawił się taki oto komentarz, cytuję: "Skąd autorzy i osoby prowadzące ten serwis, mogą wiedzieć, że myślenie jest jedyną słuszną drogą, a ludzie, którzy odnoszą się do świata, na swój sposób przy pomocy uczuć, wrażeń i innych tego typu abstrakcyjnych pojęć są po prostu...gorsi? Nie wydaje się wam, szanowne panie i panowie, że to właśnie myślenie jest przejawem ograniczenia? Że posługiwanie się logik± i zdrowym rozsądkiem, które opierają się na tym co poznane, sprawdzone i udowodnione- że to właśnie to jest zamknięcie się w klatce pozorów widzialnego świata. Że właśnie to blokuje dostęp do "głębszej Prawdy" i "wyższej rzeczywistości", które o ile dobrze mi się wydaje- są poza granicami ludzkiej percepcji? Jeżeliby tak nie było... to pewnie ktoś już by do nich doszedł- przykładowo któryś z cytowanych racjonalistów lub autorów tego serwisu. Przecież wystarczy pomyśleć. Nie odczuwać i nie marzyć, ale myśleć. Jak robot... bez pierwiastka duszy, bez szczypty fantazji i wyobraźni, które podsuwały ludziom najsłuszniejsze rozwiązania. Myśleć. Tylko myśleć."
Oddajmy się teraz refleksji..
zlomierz (124 punktów)
zacytowany tekst- dośc trafnie się odnosi do poruszonego przeze mnie problemu

porblemem jest to że w sytuacji starcia uczuc z logiką loggika przegrywa na rzecz bezrozumnej wiary
chocby to były twierdzenia najprostsze do udowdonienia
29-01-2008 16:57 
 Ocena 1 na 1
Patty Matheson (2087 punktów)
   Przypomniał mi się mój ulubiony Tertulian, który był stwierdził, mniej-więcej: po co rozumować, skoro wszystko zostało objawione? A na dowód prawdziwości dogmatów sprzecznych ze zdrowym rozsądkiem stwierdzenie, że to po prostu przewyższa ludzki umysł. Na coś takiego nie ma mocnych; takie podejście neguje możliwość dyskusji na temat swojej słuszności. Podobnie jak przeciwne, czyli racjonalistyczne. Uznajemy rozum jako drogowskaz na zasadzie dogmatu.
   Każda strona ma prawo do swojego podejścia i żadna nie powinna być krytykowana, dopóki nie szkodzi innym. Jednak wiara uznająca rozumowe dochodzenie do swoich prawd może być łatwo pokonana własną bronią. Dlatego też mam niskie mniemanie o takich racjonalnych wierzących, a odnoszę się z szacunkiem i zainteresowaniem do np. egzystencjalistów.

   Pozdrawiam.

I na koniec dnia szóstego Bóg usłyszał: "Za mało many"
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>myślenie jest jedyną słuszną drogą, a ludzie, którzy odnoszą się do świata, na swój
>sposób przy pomocy uczuć, wrażeń i innych

Ciekawy jest np. model psychologii ewolucyjnej. Otóż, biologowie ewolucyjni sugerują, że myślenie jest wykształconą przez ewolucję funkcją, której celem jest zwiększyć szansę sukcesu reproducyjnego w warunkach, gdy nie wykształciły się inne przesłanki skutecznego działania. Dobór naturalny bezwzględnie selekcjonuje zwierzęta ze względu na ich skuteczność w zapewnianiu nieśmiertelności swoim genom, dlatego można zakładać, że wszędzie tam, gdzie w procesie selekcji wykształciły się jakieś mechanizmy popychające nas do działania, w rodzaju uczuć czy reakcji instynktownych, tam należy z założenia im ufać bardziej niż myśleniu. Kiedy odczuwamy strach, lepiej najpierw uciec, a potem zastanawiać się, czy instynkt ucieczki się nie pomylił - taki jest racjonalny wniosek biologii ewolucyjnej.

Ten sam racjonalizm ewolucyjny każe nam przypuszczać, że jeśli nasze myślenie prowadzi nas do wniosklów sprzecznych z naszymi uczuciami, przeczuciami czy pragnieniami, to należy domniemywać, że wniosek ten prowadzić do działań szkodliwych dla naszych dzieci lub wnuków.

Często dzielimy się miedzy sobą spostrzeżeniem, że w sytuacjach nieobojętnych, a szczególnie wtedy, gdy targają nami silne emocje, trudno jest myśleć racjonalnie, a przez to łatwiej jest popełniać błędy. Psychologia ewolucyjna mówi nam jednak coś przeciwnego. Jeżeli targają nami silne emocje, to znaczy że włączyły się inne funkcje organizmu o skuteczności gwarantowanej przez nasze nieśmiertelne jak dotychczas geny. Silnym uczuciom możemy więc ufać bardziej niż myśleniu. Racjonalnym wtedy podejściem jest poddać się tym uczuciom i nie przeszkadzać im próbami myślenia - w ten sposób postąpimy mądrze z o wiele większym prawdopodobieństwem niż gdybyśmy próbowali myśleć w takich warunkach i robić coś pod wpływem tego myslenia (które w takich warunkach z pewnością będzie zawierało mnóstwo błędów).

Prawdziwość tej tezy znana jest z różnych dziedzin wielu ludziom. Np. programiści czy ogólniej informatycy (ciekawe, że zawsze, gdy mowa o ewolucji, zaraz idą skojarzenia z informatyką, pewnie dlatego, że ewolucja trwa wolno i trudno ją obserwować w naturze, dlatego tak dużo się jej modeluje w komputerach) doskonale rozumieją, że nie opłaca się poprawianie błędów w oprogramowaniu, które ma mało błędów i rzadko się sypie, bo zawsze istnieje jakieś niezerowe prawdopodobieństwa, że podczas naprawiania błędów zrobi się błąd, który będzie dokuczliwszy, niż błąd naprawiony.

Zresztą każdy fachowiec wie, że nie naprawia się tego, co działa prawie dobrze, bo podczas naprawy zawsze można coś zepsuć. To wie też każdy chirurg.

Każdy racjonalista powinien rozumieć, że myślenie może zawierać błędy, nawet myślenie racjonalne. Nawet dowody matematyczne zawierają błędy, nie raz publikowano dowód i cieszono się, że jakieś twierdzenie zostało udowodnione, a po kilku latach ktoś znajdował błąd w dowodzie. Nawet odkrycia w fizyce bywają czasem skutkiem błędów, pamiętam jak fizycy opublikowali, że Weber zarejestrował fale grawitacyjne, a później wycofali sie z tego odkrycia.

Tak więc my - racjonaliści - wiemy i rozumiemy, że myślenie może być błędne i prowadzić do błędnych wniosków. Dlatego nie przeszkadzamy naszym instynktom, emocjom czy przeczuciom działać, gdyż wierzymy, że są to mechanizmy stworzone prze ewolucję, a więc działają one prawie dobrze. Cechą racjonalistów jest umiejętność myślenia, a nie przekonanie, że ta umiejętność jest cenniejsza niż emocje czy instynkty. Tylko ten, kto nie umie dobrze myśleć, może przeceniać tę umiejętność. Rada: "kieruj się bardziej rozumem niż sercem" jest w ogólności irracjonalna.

doku
zlomierz (124 punktów)
.
>Prawdziwość tej tezy znana jest z różnych dziedzin wielu ludziom. Np. programiści czy ogólniej informatycy (ciekawe, że zawsze, gdy mowa o ewolucji, zaraz idą skojarzenia z informatyką, pewnie dlatego, że ewolucja trwa wolno i trudno ją obserwować w naturze, dlatego tak dużo się jej modeluje w komputerach) doskonale rozumieją, że nie opłaca się poprawianie błędów w oprogramowaniu, które ma mało błędów i rzadko się sypie, bo zawsze istnieje jakieś niezerowe prawdopodobieństwa, że podczas naprawiania błędów zrobi się błąd, który będzie dokuczliwszy, niż błąd naprawiony.
>Zresztą każdy fachowiec wie, że nie naprawia się tego, co działa prawie dobrze, bo podczas naprawy zawsze można coś zepsuć. To wie też każdy chirurg.

>> otóż naprawie się... w przypadku oprogramowania open source
które jest robione przez miliony ochotników - pręzej czy poźniej zjawa się kotś kto pragnie poprawić najdrobniejsze błędy - i oczywiscie cała społeczność sprawdza czy nie stworzyl przy okazji innych błędów
W odórżnieniu od zmian przypadkowych dochodzi tu wola zrobienia czegoś jak najlepiej - a w odroznieniu od pracy chirurga - można eksperymentować i wypuszczac wersje zmienione obok dotychczasowych (tu jak w ewolucji dla odmiany) i zostaje wersja lepiej dzialajaca.
Jesli ktoś chce się uprzeć przy oddzialywaniu swiadomej istoty wyższej - tu ma wytrych niesprzeczny z nauką, jednak założenie że mechanizmy ewolucyjne służą jakiejs istocie wyższej do prób czynienia czegoś lepszym podważają założenie doskonałości.
ale dogmaty nie dopuszczają korekty do niesptrzecznosci z nauką
a dla prawdziwie wiernych podporządkowanych instytucji - każde stanowisko tejże jest dogmatem.

Za to ciekawe czy religia jest korzystną zmiana ewolucyjną czy jedynie skutkiem korzystnego ewolucjyjnie pragnienia wiedzy i wyjasniania (równierz tego czego wyjaśnic nie umiemy)

Co do kwestii uczuć - no cóż racjonalne podejscie uwzględnia wszystkie znane wpływy na daną sytuację, a więc równierz emocje - pseudoracjonalne - odrzuca je, często zapomina się o korzyścich emocjonalnych i o tym że dla dfobrego funkcjonowania danej jednostki bywają ważniejsze niż np uwazana za logiczniejsza (nie wiedziec czemu) korzyść ekonomiczną czy społeczną, ale też nie odczucia za wszelką cenę
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Za to ciekawe czy religia jest korzystną zmiana ewolucyjną czy jedynie skutkiem korzystnego ewolucjyjnie pragnienia wiedzy i wyjasniania (równierz tego czego wyjaśnic nie
>umiemy)

Już kiedyś gdzieś tu napisałem o swoim olśnieniu, jakie przeżyłem, usłyszawszy kogoś (na filmie?) mówiącego: "Bóg nas nie opuści".

Wtedy nagle zrozumiałem, dlaczego ludzie potrzebują Boga, nawet jeśli wierzą, że jest on złą i okrutną bestią, w rodzaju Jehowy, Kali czy Tezcatlipocli (główny Bóg Azteków). Kluczem jest wiara w istotę potężną, która troszczy się świat, zazdrośnie strzeże swojej władzy nad światem i jest zdolna pokonać wszystkie żądne krwi i władzy monstra, demony, żywioły, bestie Chaosu i inne twory wyobraźni prymitywnego człowieka, który dostał od ewolucji świadomość i wyobraźnię, która produkuje masowo różnego rodzaju zagrożenia. Taki zwierzak z prymitywną świadomością truchleje ze zgrozy, kiedy pomyśli o tym, jakie bestie mogą nagle wyłonić się spod ziemi, wynurzyć się z głębin morskich lub przylecieć z gwiazd. Świadomość, że wszystko jest możliwe, że cały ten świat stoi otworem dla różnych zaświatowych potęg, mogła być dla prymitewnego człowieka przytłaczająca.

Sądzę, że z chwilą, kiedy człowiek uzyskał zdolność do świadomego przewidywania niebezpieczeństw i wyobrażania sobie zagrożeń (zauważmy że to skądinąd pożyteczna zdolność, dająca nosicielom takich genów przewagę nad nieświadomymi przodkami), uzyskał też ubocznie zdolność do wymyślania zagrożeń, które wcale nie nadciągają. Taki człowiek zaczął się bać przyszłości. Bóg został wymyślony po to, żeby dać złudzenie bezpieczeństwa - człowiek potrzebował uwierzyć, że świat nasz jest chroniony.

Kiedy o tym piszę, przypomina mi się film "Godzilla kontra Hedora", który pokazuje, że taka potrzeba wiary w Boga-Opiekuna, wciąż jest aktualna.

Nagle zrozumiałem, jak straszne musiało być dla ludzi to najsłynniejsze chyba zdanie Nietzschego: "Jak to!? Jeszcze nie wiecie?! Bóg już umarł."

Teraz na obrzeżach świata gromadzą się moce Chaosu, muszę się jeszcze upewnić, czy nasz świat jest naprawdę niebroniony, tak jak Polska po 1700 r. kiedy to obce wojska łaziły po Polsce we wszystkie strony, rabowały sobie co chciały i tylko wytrzeszczały oczy ze zdumienia, że istnieje naród, który nie ma armii, który żyje tylko po to, żeby go grabić, gwałcić i zabijać. Potem muszą jeszcze przez jakiś czas testować, czy mogą sobie na wszystko pozwolić, czy przypadkiem Bóg nie ożyje lub nie wróci zbulwersowany ich zuchwalstwem... ale potem zacznie się prawdziwy horror.

A wyobraźcie sobie, czego religijni muszą bać się najbardziej...

wiecie już?

Oczywiście, najbardziej boją się tego, że Bóg się obrazi. Odwróci się w strone władców Chaosu i powie: "Oddaję wam ten świat i tych ludzi, róbcie z nimi, co chcecie, są wasi, ja sobie stworzę lepszy świat z lepszymi wyznawcami".

doku
radek (767 punktów)
>Kiedy odczuwamy strach, lepiej najpierw uciec, a potem zastanawiać się, czy instynkt >ucieczki się nie pomylił
Musisz uwazac jak policjant cie wystraszy, bo jak zaczniesz uciekac to mozesz kulke dostac zwlaszcza w USA.

> taki jest racjonalny wniosek biologii ewolucyjnej.

Biologia ewolucyjna nie wnioskuje. To ludzie wnioskuja i przez uogolnienia czesto sie myla.

>Tak więc my - racjonaliści - wiemy i rozumiemy, że myślenie może być błędne i >prowadzić do błędnych wniosków. Dlatego nie przeszkadzamy naszym instynktom, >emocjom czy przeczuciom działać, gdyż wierzymy, że są to mechanizmy stworzone prze >ewolucję, a więc działają one prawie dobrze.

Co ma oznaczac okreslenie "prawie dobrze". Czy wiesz co to adaptacja? Myslisz, ze wszystkie wzory zachowan osobnika to adaptacje?

>Cechą racjonalistów jest umiejętność myślenia, a nie przekonanie, że ta umiejętność jest >cenniejsza niż emocje czy instynkty. Tylko ten, kto nie umie dobrze myśleć, może >przeceniać tę umiejętność. Rada: "kieruj się bardziej rozumem niż sercem" jest w >ogólności irracjonalna.

Co ma oznaczac okreslenie "dobrze myslec"? Czy ty dobrze myslisz? Jezeli chcesz studiowac biologie daj sobie spokoj z filozofia. Z nauka nie ma ona juz za wiele wspolnego.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Biologia ewolucyjna nie wnioskuje

Gra słów. Biologia ewolucyjna to ludzie, którzy skutecznie badają przyrodę.

>Co ma oznaczac okreslenie "prawie dobrze"

Ponad 90% bezbłędnych reakcji

> Czy wiesz co to adaptacja?

Wiem. Chętnie Ci wyjaśnię. Adaptacją jest rozwijanie danej cechy fenotypu na rzecz funkcji już rozwiniętej, której sprawność jest istotnym czynnikiem zwiększającym sukces reprodukcyjny genów kodujących tę cechę. O adaptacji mówimy więc zwykle wtedy, gdy wysoko oceniamy przystosowanie danego osobnika, chociaż w ogólności termin ten odnosi się także do cech i funkcji słabo rozwiniętych.

>Myslisz, ze wszystkie wzory zachowan osobnika to adaptacje?

Istnieją jeszcze np. egzaptacje, czyli rozwijanie cech fenotypu, które pełnią nową funkcję, zwiększającą dodatkowo sukces reprodukcyjny. O egzaptacji mówimy więc zwykle wtedy, gdy widzimy korzyść uboczną cechy dobrze rozwiniętej, która, gdy była słabiej rozwinięta, nie miała jeszcze tej dodatkowej funkcji. Jednak w ogólności egzaptacja może okazać się ważniejszym przystosowaniem niż adaptacja.

Przykład: wysokie czoło jest adaptacją do dziennej aktywności w upale, powiększony mózg w części czołowej jest egzaptacją do rozwijania inteligencji.

>Co ma oznaczac okreslenie "dobrze myslec"?

Nie popełniać błędów i działać skutecznie, kierując się myśleniem.

doku
05-02-2008 23:08 
 Ocena 1 na 1
radek (767 punktów)
>>Biologia ewolucyjna nie wnioskuje
>Gra słów. Biologia ewolucyjna to ludzie, którzy skutecznie badają przyrodę.

Nie, biologia ewolucyjna to nauka. Jedni ja analizuja i rozumieja lepiej inni nie rozumieja jej wcale. W swoich postach generalizujesz, ze wszyscy biolodzy wnioskuja jednakowo, co jest bzdura. Zasada jest prosta po teorii dowod.

>>Co ma oznaczac okreslenie "prawie dobrze"
>Ponad 90% bezbłędnych reakcji

Rozumiem, ze wprowadzasz nowe terminy do etologii.

>> Czy wiesz co to adaptacja?
>Wiem. Chętnie Ci wyjaśnię. Adaptacją jest rozwijanie danej cechy fenotypu na rzecz funkcji już rozwiniętej, której sprawność jest istotnym czynnikiem zwiększającym sukces reprodukcyjny genów kodujących tę cechę. O adaptacji mówimy więc zwykle wtedy, gdy wysoko oceniamy przystosowanie danego osobnika, chociaż w ogólności termin ten odnosi się także do cech i funkcji słabo
>rozwiniętych.

Ok, a czy rozumiesz to pojecie? Bo jesli tak to skad wydumales, ze myslenie (kierowanie sie rozumem), ktore jest konieczne, by przewidywac jest irracjonalne?

>>Myslisz, ze wszystkie wzory zachowan osobnika to adaptacje?
>Istnieją jeszcze np. egzaptacje, czyli rozwijanie cech fenotypu, które pełnią nową funkcję, zwiększającą dodatkowo sukces reprodukcyjny. O egzaptacji mówimy więc zwykle wtedy, gdy widzimy korzyść uboczną cechy dobrze rozwiniętej, która, gdy była słabiej rozwinięta, nie miała jeszcze tej dodatkowej funkcji. Jednak w ogólności >egzaptacja może okazać się >ważniejszym przystosowaniem niż adaptacja.

Dam ci wskazowke. Geny to nie wszystko. Sa jeszcze czynniki srodowiskowe. To kombinacja genu i srodowiska tworzy (uaktywnia) fenotyp. Determinizm genetyczny jest bledna droga.
Twierdzisz, ze rozumiesz, co to adaptacja. To teraz prosty przyklad i pytanie do ciebie:
Scenariusz 1: Tygrys goni antylope. Czy zachowanie tego typu to adaptacja?
Scenariusz 2: Tygrys goni ranna antylope. Czy zachowanie tego typu to adaptacja?

A teraz wyobraz sobie, ze nie wiesz, czy antylopa jest ranna. Adaptacja, czy nie?

Wyobraz sobie teraz ,ze nie wiesz jaki bedzie skutek myslenia (przewidywania) danego osobnika Homo sapiens. Na jakiej podstawie twierdzisz, ze jest ono irracjonale i na dodatek odwolujesz sie do biologii jako dziedziny skad zaczerpnales ta idiotyczna hipoteze?

>Przykład: wysokie czoło jest adaptacją do dziennej aktywności w upale,
Slyszalem, ze to wlosy chronia przed nadmiernym promieniowaniem.

>powiększony mózg w części czołowej jest egzaptacją do rozwijania inteligencji.

A moze jest to adaptacja do gry w pilke nozna. Taki pilkarz moze liczyc na znacznie wieksze szanse reprodukcyjne niz przecietny zjadacz chleba?

>>Co ma oznaczac okreslenie "dobrze myslec"?
>Nie popełniać błędów i działać skutecznie, kierując się myśleniem.

Popelnianie bledow jest nieodlaczna rezultatem proby przewidywania (tu czytaj myslenia). Ilosc bledow zalezy od posiadanych doswiadczen.
Pojecie "dzialanie skuteczne" moze byc rozumiane na setki sposobow.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>>>Biologia ewolucyjna nie wnioskuje
>>Gra słów. Biologia ewolucyjna to ludzie, którzy skutecznie badają przyrodę.
>Nie, biologia ewolucyjna to nauka.

Znów gra słów. Nauka to ludzie, którzy ją uprawiają.

>Jedni ja analizuja i rozumieja lepiej inni nie rozumieja jej wcale. W swoich postach
>generalizujesz, ze wszyscy biolodzy wnioskuja jednakowo, co jest bzdura.

Nauki tym się róznią od nienaukowych dyscyplin wiedzy, że obowiązują w nich jednolite naukowe metody analizowania i rozumownia. Nauki przyrodnicze tym się różnią od pozostałych nauk (humanistycznych), że nawet jeśli nauka uprawina jest w ramach różnych szkół, to wnioski są niesprzeczne. W naukach humanistycznych zdarza się, że przedstawciele różnych szkół dochodzą do stwierdzeń sprzecznych. Biologia nie jest nauką przypominającą "jarmark" socjologów, teologów czy politologów.

Chyba że piszesz o jakichś jednostkach, karierowiczach czy hochsztaplerach, którzy trafiają się w każdej dyscyplinie.

> skad wydumales, ze myslenie (kierowanie sie rozumem), ktore jest konieczne, by
>przewidywac jest irracjonalne?

Przecież ty to wydumałeś, wcześniej niczego takiego nie było w tej dyskusji. Kompletnie ci się miesza w główce.

>kombinacja genu i srodowiska tworzy (uaktywnia) fenotyp

Fakt, ale takie oderwane sensowne zdanie nie ratuje całości bałaganiarskiego postu

> Determinizm genetyczny jest bledna droga

Pisanie banałów bez związku to błędna droga.

>A teraz wyobraz sobie, ze nie wiesz, czy antylopa jest ranna. Adaptacja, czy nie?

Sugerujesz, że wiedza lwa o tym oznacza myślenie? To urojenie. Lew inaczej reaguje, gdy postrzega, że antylopa jest ranna. Nie kieruje się wiedzą (inny lew mu nie powiedział) ani tym bardziej rozumowaniem.

>>Przykład: wysokie czoło jest adaptacją do dziennej aktywności w upale,
>Slyszalem, ze to wlosy chronia przed nadmiernym promieniowaniem.

Dobrze słyszałeś, dobrze jest jeszcze rozumieć i nie pisać tak chaotycznie. Wysokie czoło nie chroni przed promieniowaniem, pomyśl troszkę. Jeśli nie uda ci się, wyjaśnię w następnym poście, jak działa wysokie czoło.

>>powiększony mózg w części czołowej jest egzaptacją do rozwijania inteligencji.
>A moze jest to adaptacja do gry w pilke nozna.

Nie. Mózg rozwinął się wcześniej niż piłka.

>pilkarz moze liczyc na znacznie wieksze szanse reprodukcyjne niz przecietny zjadacz
> chleba?

Tak, dlatego dzisiaj biologowie sądzą, że inteligencja rozwinęła się wskutek klasycznego darwinowskiego doboru płciowego, o czym już wcześniej nie raz pisałem.

>>>Co ma oznaczac okreslenie "dobrze myslec"?
>>Nie popełniać błędów i działać skutecznie, kierując się myśleniem.
>Popelnianie bledow jest nieodlaczna rezultatem proby przewidywania (tu czytaj myslenia).

Kto popełnił błąd, nie myślał dobrze.

>Pojecie "dzialanie skuteczne" moze byc rozumiane na setki sposobow.

Bzdura. Działanie skuteczne to zgodność skutku z intencją, np. osiągnięcie celu.

doku
radek (767 punktów)
Koncze bo widze, ze idziesz w zaparte i nic do ciebie nie trafia.
Smiec mi sie jedynie chce. kiedy czytam twoje hipotezy z tej dziedziny.
moralny "antychryst"
>Koncze bo widze, ze idziesz w zaparte i nic do ciebie nie trafia.
>Smiec mi sie jedynie chce. kiedy czytam twoje hipotezy z tej dziedziny.
A śmiesznego w tym co pisze nic nie ma. I nie ma tam żadnych hipotez. Po prostu, to co Ty nazywasz myśleniem, to zwyczajna wiedza i zwyczajne czucie (tak myślą i zwierzęta, wiec nic w tym "myśleniu" nie ma ludzkiego). Razem z nim idę w zaparte. Ludzkie jest dopiero to, że ludzie rozumieją, więc wykorzystują zdefiniowane przez Ciebie "myślenie" (pamiętanie).
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Koncze bo widze, ze idziesz w zaparte i nic do ciebie nie trafia.

Rozumiem, że zawstydziłeś się z powodu tego wysokiego czoła. A przecież każdy z nas może czegoś nie rozumieć, nie rozwiązać jakiejś zagadki, to żaden wstyd.

Dla uzupełnienia wywodu podam rozwiązanie (zresztą już gdzieś je podałem):

Wysokie czoło zwiększa powierzchnię parowania. Pot parując ochładza przepływającą krew. Krew ochłodzona w ten sposób chłodzi ciało. Twarz człowieka ma tak dużą powierzchnię po to, żeby dobrze chłodzić całe ciało, to jest ta kluczowa adaptacja, która pozwoliła praludziom przystosować się do dziennej aktywności w największe upały na otwartej sawnnie.

Zauważ, że nie jest to żadna hipteza, ale twarde fakty. Twarz człowieka naprawdę obficie się poci w porównaniu z twarzami innych małp, nawet tych żyjących na sawannie. Chłodzącego działania parowania też nikt nie podważa - to czysta fizyka. Krążenie krwi też jest faktem, krew ochłodzona przez twarz chłodzi ciało.

Twardym faktem jest więc, że wysokie czoło jest adaptacją do życia w gorącym klimacie - to jest napisane to samo, co w poprzednim akapicie, tylko zwięźlej - w naukowym żargonie bologii. Nie ma w tym nadal żadnego śladu hipotezy - to czysta, niepodwżalna wiedza naukowa.

Hipotezą zaś byłoby stwierdzenie, niezgodne z Brzytwą Ockhma, że wysokie czoło to egzaptacja do upału, że najpierw urosło nam wysokie czoło z jakiegoś innego powodu, np. na potrzeby powiększającego się mózgu, a potem dopiero człowiek zaczął w słoneczny dzień biegać po sawannach, bo okazało się, że zupenie przypadkowo takie wysokie czoło dobrze chłodzi krew. Ta hipoteza jest jednak fałszywa, przynajmniej tak sugerują wykopaliska, gdyż życie praludzi na sawannie jest pierwotniejsze niż wysokie czoło. A to oznacza, że funkcja chłodzenia była od razu czynnikiem wzmacnianym przez selekcję naturalną - rozrost mózgu (jako czynnik selekcji) musiał być więc wtórny wobec powiększania się powierzchni parowania.

Wniosek jest więc udowodniony: rozrost części czołowej mózgu jest tylko egzaptacją wobec pierwotnej adaptacji, jaką był wzrost powierzchni parowania (twarzy). Mówiąc po ludzku, nasza przednia część głowy jest narządem pierwotnie służącym do chłodzenia ciała, a nie do myślenia.

doku
moralny "antychryst"
>Wysokie czoło ....... Mówiąc po ludzku, nasza przednia część głowy jest narządem pierwotnie służącym do chłodzenia ciała, a nie do myślenia.
Dużo by jeszcze po ludzku można było pogadać, że przyczyny zawsze rodzą skutki, a nigdy odwrotnie, wiec to Wszechświat stworzył osoby, a nie odwrotnie. Osoby tworzące wszechświaty jakie im się podoba, to nie bogowie lub ludzie, ale głupy.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>przyczyny zawsze rodzą skutki, a nigdy odwrotnie, wiec to Wszechświat stworzył osoby, a nie odwrotnie. Osoby tworzące wszechświaty jakie im się podoba, to nie bogowie lub ludzie,
>ale głupy.

Nie bda się temu zaprzeczyć. Pragnę jedynie zwrócić uwagę na to, że człowiek w ogólności wcale nie jest takim geniuszem intelektu, żeby od razu nazywać "głupami" wiekszość z ludzi. Można ludzi nazywać ciemniakami, prostakami czy innymi epitetami wskzującymi na ich przeciętność i przynależność do ciemngrodu, ale określenie "nie człowiek ale głup" jest irracjonalnie nieadekwatne.

doku
moralny "antychryst"
>>przyczyny zawsze rodzą skutki, a nigdy odwrotnie, wiec to Wszechświat stworzył osoby, a nie odwrotnie. Osoby tworzące wszechświaty jakie im się podoba, to nie bogowie lub ludzie,
>>ale głupy.
>Nie da się temu zaprzeczyć. Pragnę jedynie zwrócić uwagę na to, że człowiek w ogólności wcale nie jest takim geniuszem intelektu, żeby od razu nazywać "głupami" wiekszość z ludzi. Można ludzi nazywać ciemniakami, prostakami czy innymi epitetami wskzującymi na ich przeciętność i przynależność do ciemngrodu, ale określenie "nie człowiek ale głup" jest irracjonalnie nieadekwatne.
Kompletnie tu się z Tobą nie zgadzam, bo to właśnie wyłącznie głupy mają samych siebie za geniuszy. Największy geniusz jest na to zbyt skromny. Zna niedostatki własne i innych ludzi (nie tworzy sobie idealnego wszechświata, w którym on jeden jest boski).
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Kompletnie tu się z Tobą nie zgadzam, bo to właśnie wyłącznie głupy mają samych siebie
>za geniuszy.

To nie ma nic do rzeczy. Geniusz to IQ
>150. Każdy kto się zbadł i ma taki IQ, jest na tyle świadomy, że rozumie, iż jest geniuszem i nie ma sensu temu zaprzeczać. Owszem, niektóre głupy uważają siebie za geniuszy, niemniej większość geniuszy wie, że są geniuszami, nawet jeśli nie zbadali swojego IQ

doku
moralny "antychryst"
>To nie ma nic do rzeczy. Geniusz to IQ
>150. Każdy kto się zbadł i ma taki IQ, jest na tyle świadomy, że rozumie, iż jest geniuszem i nie ma sensu temu zaprzeczać.
Gwarantuje Ci, że to Ty ich masz za geniuszy, a nie oni siebie. Co więcej, mało który z nich IQ sobie bada. Już prędzej Tobie (robię założenie, że nie jesteś geniuszem, chociaż tego nie wiem), ale nawet gdy stwierdzą, że IQ masz poniżej normy, nie uważają Cię za głupa.
> Owszem, niektóre głupy uważają siebie za geniuszy, niemniej większość geniuszy wie, że są geniuszami, nawet jeśli nie zbadali swojego IQ
Ale mają pewność, że inni przez ich geniusz nie stają się głupami.
moralny "antychryst"
>To nie ma nic do rzeczy.
A w ogóle, to nie wiem skąd wzięło Ci się wrażenie, że większość ludzi myli przyczyny ze skutkami. Od tego zaczęła się rozmowa o głupach.
MichaQ (1056 punktów)
>Zupełnie przy okazji, niedawno pojawił się taki oto komentarz, cytuję: "Skąd autorzy i osoby prowadzące ten serwis, mogą wiedzieć, że myślenie jest jedyną słuszną drogą, a ludzie, którzy odnoszą się do świata, na swój sposób przy pomocy uczuć, wrażeń i innych tego typu abstrakcyjnych pojęć są po prostu...gorsi? Nie wydaje się wam, szanowne panie i panowie, że to właśnie myślenie jest przejawem ograniczenia? Że posługiwanie się logik± i zdrowym rozsądkiem, które opierają się na tym co poznane, sprawdzone i udowodnione- że to właśnie to jest zamknięcie się w klatce pozorów widzialnego świata. Że właśnie to blokuje dostęp do "głębszej Prawdy" i "wyższej rzeczywistości", które o ile dobrze mi się wydaje- są poza granicami ludzkiej percepcji? Jeżeliby tak nie było... to pewnie ktoś już by do nich doszedł- przykładowo któryś z cytowanych racjonalistów lub autorów tego serwisu. Przecież wystarczy pomyśleć. Nie odczuwać i nie marzyć, ale myśleć. Jak robot... bez pierwiastka duszy, bez szczypty fantazji i wyobraźni, które podsuwały ludziom najsłuszniejsze rozwiązania. Myśleć. Tylko myśleć."
>Oddajmy się teraz refleksji..

Fideista Naczytał się Pascala: "Serce ma swój rozum". Romantycy głosili działanie pod wpływem emocji, impulsu. Chcieli pięknych wzniosłych powstań narodowych. No i mieli te powstania - dwie piękne, niepotrzebne rzezie Polaków. To tyle na temat ewentualnego prymatu serca nad rozumem.
moralny "antychryst"
>Romantycy głosili działanie pod wpływem emocji, impulsu. Chcieli pięknych wzniosłych powstań narodowych. No i mieli te powstania - dwie piękne, niepotrzebne rzezie Polaków. To tyle na temat ewentualnego prymatu serca nad rozumem.
Albo rozum rozumie serce i się nim kieruje, albo serce depcze rozum i mamy bezduszne rzezie. Nie ma tu prymatu. Co najwyżej brak rozumu.
diogenes (42753 punktów)
>teraz wierzę że 2 + 2 = 7

chętnie pożyczę ci dwa razy po 2 tysiące.
oddasz mi siedem?
zlomierz (124 punktów)
>>teraz wierzę że 2 + 2 = 7
>chętnie pożyczę ci dwa razy po 2 tysiące.
>oddasz mi siedem?
>
dobra koncepcja ale nic z tego
na potrzeby tego rozważania
jestem wierzący a nie udający wiarę

śmiesz wątpić w moją wiarę - uważasz że tylko udaję że jestem fałszywy ...to obraża moje uczucia religijne

więc załóżmy pożyczam 2 x po 2 tysiące
i oddaję siedem

no i co nic nie stracilem to przecież jest równe

ale w rzeczywistosci sie powstrzymam, mam pewne obawy czy by nie została użyta magia żeby mnie oszukać
ofensywa_racjonalistyczna_XXI_wieku (29 punktów)
(zablokowany)
>2 + 2 = 7

matematyka to kwestia umowna,jakby była jakaś nagła rewolucyjna wola można by Twoją wiarę zamienic w jedynie sluszna rzeczywistosc
28-01-2008 22:20 
 Ocena 2 na 2
zlomierz (124 punktów)
>>2 + 2 = 7
>matematyka to kwestia umowna,jakby była jakaś nagła rewolucyjna wola możnaby Twoją wiarę zamienic w jedynie sluszna rzeczywistosc

owszem i bardzo naciągana
są niescislosci, nieudowodnione twierdzenia

a co do mojej wiary proszę mnie tu nie napadać i nie obrażać "można by zamienić", nic nie trzeba zamieniać TO JEST RZECZYWISTOŚĆ
jedynie słuszna czy nie jedynie słuszna - rzeczywistość jest jedna nie możemy dzielić na takie czy inne rzeczywistości.

Weźmiemy dwa i jeszcze raz dwa to będziemy mieli Siedem.
28-01-2008 23:10 
 Ocena 3 na 3
jaroslaw (104 punktów)
To teraz proponuję zwołać sobór powszechny i ogłosić dogmat o 2+2=7. W ramach imprezy towarzyszącej można by spalić na stosie kilku heretyków i bezbożników, bezczelnie podających się za profesorów jakiejś tam matematyki czy czegoś w tym rodzaju, którzy ośmielili się podważyć najświętszy dogmat przenajświętszej siódemki, cudownie sumującej się z dwóch dwójek - bez in vitro i tym podobnych szatańskich wynalazków - tak samo jak Zbawiciel cudownie zsumował się z dziewicy i swojego podniebnego papy.

Nie mający boga w sercu studenci z La Sapienzy będą, co prawda, protestować, ale i na nich przyjdzie pora. Chrustu ci mamy pod dostatkiem.
zlomierz (124 punktów)
>To teraz proponuję zwołać sobór powszechny i ogłosić dogmat o 2+2=7. W ramach imprezy towarzyszącej można by spalić na stosie kilku heretyków i bezbożników, bezczelnie podających się za profesorów jakiejś tam matematyki czy czegoś w tym rodzaju, którzy ośmielili się podważyć najświętszy dogmat przenajświętszej siódemki, cudownie sumującej się z dwóch dwójek - bez in vitro i tym podobnych szatańskich wynalazków - tak samo jak Zbawiciel cudownie zsumował się z dziewicy i swojego podniebnego papy.
>Nie mający boga w sercu studenci z La Sapienzy będą, co prawda, protestować, ale i na nich przyjdzie pora. Chrustu ci mamy pod dostatkiem.

Jak wspaniale nie być osamotnionym w wierze.
A boli mnie że tylu ludzi się tak bardzo myli
naszym moralnym obowiązkiem jest uratować ich przed tym błędem,
jeśli to będzie konieczne nawet przez spalenie na stosie.


(nie planowalem rozwijać w kierunku rozwoju systemu na podstawie dogmatu, jednego jedynego stworzonego bez najmniejszego poszukiwania podstaw - mialem tylko wykazać brak możliwosci prowadzenia logicznej dyskusji - mechanizm odrzucenia wszelkich argumentów, odrzucenia logiki jesli jest niezgodna z przyjetym zalożeniem)
MichaQ (1056 punktów)
>>2 + 2 = 7
>matematyka to kwestia umowna,jakby była jakaś nagła rewolucyjna wola można by Twoją wiarę zamienic w jedynie sluszna rzeczywistosc
>

Przedmiotem matematyki są czyste formy i zależności między nimi. Co więcej, są to zależności o charakterze koniecznym! Umowna to jest moralność, prawo karne, przepisy drogowe, przepisy BHP itd. W matematyce nie ma mowy o żadnej umowności.
ogryzek
Czy jeśli zbudujesz samolot twierdząc że 2+2=7 to czy on poleci ? Albo statek czy pociąg ? Założę się że nie zadziałają, spróbuj wykonać jakieś doświadczenie z wykorzystaniem twojego twierdzenia (może jakieś odważniki na wadze itp.). Kiedy okaże się że nic nie działa tak jak byś chciał to znaczy że twierdzenie jest błędne. I tylko nie zwalaj winny na ludzi! To winna logiki !
Proste nie ?
Ehh widzę że dyskusje typu "A ja wierzę że nie wierzę że istnieje że istnieje w tym świecie co nie istnieje co w niego nie wierze bo tak sobie wierzę."
Wierzyć można we wszystko tyle że taka wiara zapewne doprowadzi nie tyle do wylania z pracy/szkoły ale (jeśli szczęście nie dopisze) też utraty życia i to nie tylko twojego...
zlomierz (124 punktów)
>Czy jeśli zbudujesz samolot twierdząc że 2+2=7 to czy on poleci ? Albo statek czy pociąg ? Założę się że nie zadziałają, spróbuj wykonać jakieś doświadczenie z wykorzystaniem twojego twierdzenia (może jakieś odważniki na wadze itp.). Kiedy okaże się że nic nie działa tak jak byś chciał to znaczy że twierdzenie jest błędne. I tylko nie zwalaj winny na ludzi! To winna logiki !
>Proste nie ?
>Ehh widzę że dyskusje typu "A ja wierzę że nie wierzę że istnieje że istnieje w tym świecie co nie istnieje co w niego nie wierze bo tak sobie wierzę."
>Wierzyć można we wszystko tyle że taka wiara zapewne doprowadzi nie tyle do wylania z pracy/szkoły ale (jeśli szczęście nie dopisze) też utraty życia i to nie tylko twojego...
>

a dlaczego nie miałby polecieć jeśli latają wadliwie policzone?
a doświadczenie, po co doświadczenia ja WIERZĘ WIĘC WIEM że
2 + 2 = 7

Kornowski (835 punktów)
Sugeruję skończyć tę idiotyczną rozmowę typu "łysy to kolor włosów". Wiara i nauka to dość odrębne pojęcia.

2 CZY 7 TO NIE SĄ ŻADNE REGUŁY MATEMATYCZNE! TO SĄ UMOWNE NAZWY czegoś co istnieje w rzeczywistości! Równie dobrze moglibyśmy się upierać, że np sosna potrafi latać, bo to wróbel, bo przecież można kazać zmienić nazwy i spalić na stosie wszystkich opornych.

Dwa dwukilowe odważniki nie będą mieć masy (nie mylić z ciężarem) siedmiokilowego bez względu na to w jakim systemie miar by one nie były i jakiego języka byśmy nie użyli do ich nazwania. Nie wykluczam że istnieje jakiś język w którym nasze dwa to dwa a nasze cztery to siedem i co z tego? Czy z tej okazji siedmiokilówce ubyło atomów???
redkolor
>Czy jeśli zbudujesz samolot twierdząc że 2+2=7 to czy on poleci ? Albo statek czy pociąg ? Założę się że nie zadziałają, spróbuj wykonać jakieś doświadczenie z wykorzystaniem twojego twierdzenia (może jakieś odważniki na wadze itp.). Kiedy okaże się że nic nie działa tak jak byś chciał to znaczy że twierdzenie jest błędne. I tylko nie zwalaj winny na ludzi! To winna logiki !
>Proste nie ?
>Ehh widzę że dyskusje typu "A ja wierzę że nie wierzę że istnieje że istnieje w tym świecie co nie istnieje co w niego nie wierze bo tak sobie wierzę."
>Wierzyć można we wszystko tyle że taka wiara zapewne doprowadzi nie tyle do wylania z pracy/szkoły ale (jeśli szczęście nie dopisze) też utraty życia i to nie tylko twojego...
>
ej chyba kolego nic nie zrozumiałeś... ty też możesz przeprowadzić doświadczenie i np. zapić się na śmierć - czy zadziała twoja logika ? pójdziesz pewnie do nieba ... Ja też uwierzę w siódemkę, a dogmaty tak łatwo podwarzyć.
Michał C. (323 punktów)
>NA JEDYNĄ PRAWDZIWĄ WIARĘ
>zostaję wyznawcą Siódemki
>teraz wierzę że 2 + 2 = 7
>nieważne jak jest rzeczywiście,
>nieważne że jest to twierdzenie niezgodne z prawdą
>naukowe nieudowodnione twierdzenie można obalić
>a dogmaty?
> a jak przekonać że jest inaczej
>czy w ogóle jest możliwe przekonać że jest inaczej?
>

Nie jest możliwe przekonanie człowieka, że wierzy fałszywie.. jeżeli wiary swej potrzebuje..

Może jest szansa przekonać człowieka o fałszywości jego wiary ale tylko wtedy gdy jest on wystarczająco silny żeby:
1. uwierzyć we własne zdolności rozumowe i własne siły,
2. zrzucić tradycję, nakazy i zakazy wpajane od dziecka,
3. zerwać z obyczajowością otoczenia i rodziny,
4. wyobrazić sobie śmierć własnej osobowości po śmierci..
i pewnie parę innych..

Ale ja jako wyznawca "Wielkiego Różowego Słonia" stworzyciela wszechrzeczy.. zawsze będę w niego wierzył mimo kompletnego braku jakichkolwiek dowodów.. bo chcę..

hehe..

"Uśmiechnij się do świata.. a świat uśmiechnie się do ciebie.. "
zlomierz (124 punktów)

>Ale ja jako wyznawca "Wielkiego Różowego Słonia" stworzyciela wszechrzeczy.. zawsze będę w niego wierzył mimo kompletnego braku jakichkolwiek dowodów.. bo chcę..
>hehe..
>"Uśmiechnij się do świata.. a świat uśmiechnie się do ciebie.. "

a może warto poszukać dowodów?
można spróbować obliczyć prawdopodobienstwo istnienia Wielkiego Różowego Słonia, być może prawda którą tu przedstawiłem pozwoli udowodnić, choć może obalić teorie na temat Wielkiego Różowego Słonia, nie wiem czy Wielki Różowy Słoń istnieje czy nie, ale wiem że 2 + 2 = 7

uśmiecham się nawet chyba częsciej niż by mogło się to wydawać logiczne ale mimo wszystko zauważam problemy takie jak nieswiadomość spoleczenstwa i pragnę pomóc dlatego głosno mówię zgodnie z prawdą że 2 + 2 = 7

salek (4701 punktów)
>>Ale ja jako wyznawca "Wielkiego Różowego Słonia" stworzyciela wszechrzeczy.. zawsze będę w niego wierzył mimo kompletnego braku jakichkolwiek dowodów.. bo chcę..
>>hehe..
>można spróbować obliczyć prawdopodobienstwo istnienia Wielkiego Różowego Słonia, być może prawda którą tu przedstawiłem pozwoli udowodnić, choć może obalić teorie na temat Wielkiego Różowego Słonia, nie wiem czy Wielki Różowy Słoń istnieje czy nie, ale wiem że 2 + 2 = 7
Ależ oczywiście że Wielki Różowy Słoń istnieje, a słowem jego '2+2=7'

avenger (463 punktów)

>teraz wierzę że 2 + 2 = 7
>nieważne jak jest rzeczywiście,
>nieważne że jest to twierdzenie niezgodne z prawdą
>naukowe nieudowodnione twierdzenie można obalić
>a dogmaty?
> a jak przekonać że jest inaczej
>czy w ogóle jest możliwe przekonać że jest inaczej?
2+2=7
To twierdzenie jest bardzo łatwo obalić,po prostu przez zasady matematyki,natomiast to czy Siła Wyższa istnieje jest nie do obalenia ani do udowodnienia.Dlatego Wiara wierze nie jest równa.
Wiadomo że każdy człowiek w coś wierzy bo gdyby nie wierzył w nic nie mógł by istnieć.Kładąc się spać wierzysz że jutro wstaniesz i planujesz następny dzień.Snujesz pewne plany bo wierzysz w powodzenie twoich zamierzeń itd.takich przypadków wiary można mnożyć w nieskończoność więc określenie nie wierzący jest bzdurą,bo nie ma takich ludzi którzy w nic nie wierzą.
29-01-2008 04:57 
 Ocena 1 na 1
zlomierz (124 punktów)
>>teraz wierzę że 2 + 2 = 7
>>nieważne jak jest rzeczywiście,
>>nieważne że jest to twierdzenie niezgodne z prawdą
>>naukowe nieudowodnione twierdzenie można obalić
>>a dogmaty?
>> a jak przekonać że jest inaczej
>>czy w ogóle jest możliwe przekonać że jest inaczej?
>2+2=7
>To twierdzenie jest bardzo łatwo obalić,po prostu przez zasady matematyki,natomiast to czy Siła Wyższa istnieje jest nie do obalenia ani do udowodnienia.Dlatego Wiara wierze nie jest równa.
>Wiadomo że każdy człowiek w coś wierzy bo gdyby nie wierzył w nic nie mógł by istnieć.Kładąc się spać wierzysz że jutro wstaniesz i planujesz następny dzień.Snujesz pewne plany bo wierzysz w powodzenie twoich zamierzeń itd.takich przypadków wiary można mnożyć w nieskończoność więc określenie nie wierzący jest bzdurą,bo nie ma takich ludzi którzy w nic nie wierzą.
>

ale nie rzecz w hipotetycznym istnieniu sily wyższej tylko w dogmatach zwiazancyh z roznymi systemami wierzen dajacymi sie obalić ptrzy ktoryuch jest zauwazalny upór
religia elastyczna ktora bedzie zdolna bez oporow odsuwac ingerencje sily wyzszej jak daleko poznamy naturalne schematy dzialania - jest do stolerowania - jednak religie upieraja sie rownierz przy twierdzeniach jednoznacznie obalonych

i na tej samej zasadzie mozna również zapierać się i odrzucać wszelkie argumenty probujace obalic twierdzenie ze 2+2=7
i celowo dałem coś czego wydaje się nie trzeba udowadniac

Przecież oczywistym jest że 2 + 2 = 7
29-01-2008 08:32 
 Ocena 1 na 1
G.K. (1679 punktów)
>To twierdzenie jest bardzo łatwo obalić,po prostu przez zasady matematyki,natomiast to czy Siła Wyższa istnieje jest nie do obalenia ani do udowodnienia.Dlatego Wiara wierze nie jest równa.

Jak jest nie do obalenia ? Przecież zasady fizyki ani trochę nie potrzebują żadnej wyższej siły żeby funkcjonować.
Skoro każda wiara (w sensie religia) jest sprzeczna z nauką i logiką, a mimo to którąś z nich (swoją drogą na Ziemi jest jakieś 10 tys. religii - widok człowieka święcie przekonanego, że jego jest "wyjątkową i jedyną prawdziwą" - bezcenne) wyznajesz to dlaczego by nie przyjąć, że 2+2=7 ? Jeśli Twój bóg może być wewnętrznie sprzeczny, irracjonalny, zbędny to dlaczego nie można tej zasady stosować do sumy dwóch dwójek ?

>Wiadomo że każdy człowiek w coś wierzy bo gdyby nie wierzył w nic nie mógł by istnieć.Kładąc się spać wierzysz że jutro wstaniesz i planujesz następny dzień.Snujesz pewne plany bo wierzysz w powodzenie twoich zamierzeń itd.takich przypadków wiary można mnożyć w nieskończoność więc określenie nie wierzący jest bzdurą,bo nie ma takich ludzi którzy w nic nie wierzą.

To nie jest wiara. Polecam słownik języka polskiego. Równie dobrze mógłbyś pomylić zamek (błyskawiczny) i zamek (np. krzyżacki). To o czym piszesz to przewidywanie, logicznie wytłumaczalne, jest tu pewne prawdopodobieństwo (na 99,99997% jutro wstanę, ale zawsze jest szansa 0,00003, że w nocy spadnie na mój dom samolot).
avenger (463 punktów)

>Jak jest nie do obalenia ? Przecież zasady fizyki ani trochę nie potrzebują żadnej wyższej siły żeby funkcjonować.

Może i nie ale niestety życie stworzone samo z takim porządkiem
jakie jest po przez teorie wybuchu jest tak mało wiarygodnym twierdzeniem jak że w wyniku wybuchu w drukarni nagle powstał słownik.Wiele w teorii ewolucji jest brakujących ogniw nie domówień więc jest to tylko kolejna próba, stworzenia wyjaśnienia przez człowieka czegoś ,na co nie ma odpowiedzi więc,mimo wszytko trzeba przyjąć naukowe podejście do stworzenia świata jak i człowieka na wiarę.Więc czym że jest ateizm,ano jest kolejną religią nie wiary w Boga.

>Skoro każda wiara (w sensie religia) jest sprzeczna z nauką i logiką, a mimo to którąś z nich (swoją drogą na Ziemi jest jakieś 10 tys. religii - widok człowieka święcie przekonanego, że jego jest "wyjątkową i jedyną prawdziwą" - bezcenne) wyznajesz to dlaczego by nie przyjąć, że 2+2=7 ? Jeśli Twój bóg może być wewnętrznie sprzeczny, irracjonalny, zbędny to dlaczego nie można tej zasady stosować do sumy dwóch dwójek ?
Pojęcie wiara w sensie religia dla mnie nie istnieje dlatego że religie wymyślił człowiek i człowiek może ją obalić łatwo.
Ale to czy jest Bóg czy go nie ma na to pytanie nie można dać żadnych dowodów naukowych.Wiele rzeczy dzieje się w świecie i w życiu na które nauka nie ma żadnych odpowiedzi.

>To nie jest wiara. Polecam słownik języka polskiego. Równie dobrze mógłbyś pomylić zamek (błyskawiczny) i zamek (np. krzyżacki). To o czym piszesz to przewidywanie, logicznie wytłumaczalne, jest tu pewne prawdopodobieństwo (na 99,99997% jutro wstanę, ale zawsze jest szansa 0,00003, że w nocy spadnie na mój dom samolot).

No skoro dla Ciebie wiara równa się religia to jest to błędne podejście do zagadnienia.Większość ateistów to ludzie po prostu zrażeni do religii,natomiast nie trzeba łączyć tych dwóch rzeczy.Podstawowym błędem systemów religijnych jest wmawianie ludziom że tylko oni mają monopol na drogę do Boga jest to błędne podejście.Bo każdy ma prawo myśleć i iść własną drogą.
El Basaje
>teraz wierzę że 2 + 2 = 7

A ile to jest 2(2+2) + 2(2+2) ?
29-01-2008 04:58 
 Ocena 2 na 2
zlomierz (124 punktów)
>>teraz wierzę że 2 + 2 = 7
>A ile to jest 2(2+2) + 2(2+2) ?
>

2(2+2) + 2(2+2) = (2+2)(2+2) = 7x7 = 49 proste i oczywiste

nie dam się nabrać na wasze pułapki wymierzone przeciw mojej wierze
Patty Matheson (2087 punktów)
2(2+2) + 2(2+2) = 2* 7 + 2*7 = 28

Ta wiara to potężne narzędzie, gdyż właśnie dowiedliśmy, że 28=49

I na koniec dnia szóstego Bóg usłyszał: "Za mało many"
Kosicki (12 punktów)
>2(2+2) + 2(2+2) = 2* 7 + 2*7 = 28
>Ta wiara to potężne narzędzie, gdyż właśnie dowiedliśmy, że 28=49

Chwila chwila! Przecież, KK7 (katechizm kościoła 7 - swobodna interpretacja słów 2+2=7, wymyślona przez rządnych pieniędzy kapłanów 7) mówi, że
2(2+2) + 2(2+2)
jest po prostu...

7?

Raczej...
zlomierz (124 punktów)
>2(2+2) + 2(2+2) = 2* 7 + 2*7 = 28
>Ta wiara to potężne narzędzie, gdyż właśnie dowiedliśmy, że 28=49

najwyraźniej właśnie tak jest
waligóra (961 punktów)Odp: Nawróciłem się 2+2=7
> a jak przekonać że jest inaczej
>czy w ogóle jest możliwe przekonać że jest inaczej?
Samo w sobie pojęcie dogmatu jest puste, jałowe i zupełnie bezcelowe. Jak sam się zorientowałeś możliwe jest przyjęcie od tak sobie każdego choćby nie wiem jak fantastycznego dogmatu. Co jednak z tego wynika ?
Czy można przyjać rzeczywiście wszystko ?
Po pierwsze nie wszystko co mozna powiedzieć ma logiczny obiektywny sens językowy semantyczny stylistyczny, znaczeniowy - te sprawy rozstrzyga min semiotyka.
Bo czy można przyjąć taki dogmat : blkjkbjgbjo jest giovhjdfv.
albo koło jest kwadratem lub twój 2+2=7 Nie!!!
ponieważ naruszyłeś kompetencje koherencji systemu jeśli zinterpretowaleś znak "2" matematyczny symbol liczby to musisz przyjąć jego konsekwencje. Nie można mieszać logicznie różnych rzeczy , Czy miało by sens powiedzenie że 2 + jabłko = "miś"
Jeśli się jednak upierasz przy takiej interpretacji to nieuchronnie stajesz się anarchistą
znaczeniowym i wszelki dyskurs traci sens, na każdą twoją odpowiedź stosując twoją metodę mógłbym odpowiedzieć ngtbmlm. mb.b;m;b,464 - czyli niewyartykułowanym i nie zinterpretowanym ciągiem znaków któremu oprócz tego mógłbym nadać dowolne losowe znaczenie typu : niech (08ki#\ - oznacza w języku naturalnym : "ser jest bezduszny, do 3-8 jest głupie"
To są już Tworki na oddziale przypadków beznadziejnych
Słowo ma zawsze swój kontekst, nie wszystko jest dozwolone, i nawet język religii musi się trzymać konsekwentnie swojego kontekstu.
Po drugie jeśli nawet sensownie określisz dogmatykę i ich kontekst natrafisz na takie problemy jak : aksjologia systemu - czyli jego wartość poznawcza pragmatyczna, moralna itp, spójnosć systemu, zgodność z innymi systemami, obiektywność, wyrazistość i możliwości jego przekazu innym....
To wszystko są poważne zagadnienia których nie da się zbyć byle wyrażeniem.
zlomierz (124 punktów)
>na każdą twoją odpowiedź stosując twoją metodę mógłbym odpowiedzieć ngtbmlm. mb.b;m;b,464

i mniej wiecej mozna porownac rozmowe 2 fanatykow bedacych wyznawcami roznych religii na tematy wiary

rzecz w tym ze nawet jesli jedna strona odwoluje sie do logiki
drugiej logika w ogole ni obchodzi

im obalenie logika czegos jest prostsze tym bardziej obrazuje sytuacje - dyskusji w ktorej pojawia sie jakakolwiek proba podwazenia jakiegokolwiek stanowiska wyznaczonego przez systemy religijne - wszystkie jednoznaczne twierdzenia maja charakter dogmatu dla prawdziwie wiernych, dla ograniczenia sie do tego jednego problemu przyjalem wlasnie zalozenie ze 2 + 2 = 7


tak wiec ja tak czy inaczej twierdze ze 2 + 2 = 7
i oczywiscie w zgodzie z przyjeta wartoscia dla tego symbolu

niezaleznie czy gadam z absolutnie niewiernym czy z innowierca
i bede tu twiedzil ze 2 + 2 = 7
a ktokolwiek sie sprzeciwia jesy heretykiem
nie... nie jestem wrogo nastawiony - pragne pomoc nieswiadomym - dlatego to pisze

Wojtek (3465 punktów)
Możesz mi podać definicję użytej przez Ciebie metryki?

Pozdrawiam
ofensywa_racjonalistyczna_XXI_wieku (29 punktów)
(zablokowany)
>Możesz mi podać definicję użytej przez Ciebie metryki?
>Pozdrawiam

kolega użył metryki Wielkiego Różowego Słonia,przecież to widac jak na dłoni..
29-01-2008 18:32 
 Ocena 1 na 1
Wojtek (3465 punktów)
>kolega użył metryki Wielkiego Różowego Słonia,przecież to widac jak na dłoni..
Faktycznie, jak mogłem nie zauważyć. Najlepiej widać na czterowymiarowej hiperdłoni .

Pozdrawiam
zlomierz (124 punktów)
>>kolega użył metryki Wielkiego Różowego Słonia,przecież to widac jak na dłoni..
>Faktycznie, jak mogłem nie zauważyć. Najlepiej widać na czterowymiarowej hiperdłoni .
>Pozdrawiam

Nie wiem jak sie ma moja wiara do Wielkiego Rozowego Slonia
ale jesli zaklada ze 2 + 2 = 7 mozecie nawet czcic zimny kaloryfer
moralny "antychryst"
>teraz wierzę że 2 + 2 = 7
>nieważne jak jest rzeczywiście,
W systemie dwójkowym zapisujemy tę liczbę jako 100 i jest to zapis prawidłowy zawsze , gdy fałsz=0, a prawda=1. W systemie dziesiętnym UMÓWILIŚMY się, że 100 reprezentowane będzie symbolem 4. Równie dobrze możemy umówić się, że będzie to 7 i liczyć nie jak dotychczas, ale np tak: 0, 1, 2, 9, 7, 8, 4... Przy takich umowach (założeniach) co do nazewnictwa i oznaczeń 2+2=7 i nie ośmieszaj się twierdząc, że 4. Chyba na poziomie podstawowym umiesz liczyć?
30-01-2008 13:52 
 Ocena 1 na 1
zlomierz (124 punktów)
>>teraz wierzę że 2 + 2 = 7
>>nieważne jak jest rzeczywiście,
>W systemie dwójkowym zapisujemy tę liczbę jako 100 i jest to zapis prawidłowy zawsze , gdy fałsz=0, a prawda=1. W systemie dziesiętnym UMÓWILIŚMY się, że 100 reprezentowane będzie symbolem 4. Równie dobrze możemy umówić się, że będzie to 7 i liczyć nie jak dotychczas, ale np tak: 0, 1, 2, 9, 7, 8, 4... Przy takich umowach (założeniach) co do nazewnictwa i oznaczeń 2+2=7 i nie ośmieszaj się twierdząc, że 4. Chyba na poziomie podstawowym umiesz liczyć?
>

bez zmian znaczeniowych, nie przestawiam znaczenia slowa ani znaczenia symbolu

2 + 2 = 7
30-01-2008 16:45 
 0 na 2
ofensywa_racjonalistyczna_XXI_wieku (29 punktów)
(zablokowany)
to zmieńmy znaczeniee:"boga nie ma" na uklad trzech liter-symboli:Bóg

ateiści są teraz teistami w nomenklaurze własnejE
moralny "antychryst"
>to zmieńmy znaczeniee:"boga nie ma" na uklad trzech liter-symboli:Bóg
>ateiści są teraz teistami w nomenklaurze własnejE
I jest to równie pewne, jak to, że 2=2=7. Ateiści muszą się tylko zdecydować w co wierzą, a w co nie (co to dla nich jest Bóg). Co do agnostyków, to zdaje się, że istnienia (1) od nieistnienia (0) po prostu nie odróżniają, wiec nie mają na temat wiary nic do powiedzenia (to na jaki temat mają?).
ofensywa_racjonalistyczna_XXI_wieku (29 punktów)
(zablokowany)
>wiec nie mają na temat wiary nic do powiedzenia (to na jaki >temat mają?).

Jak wierzący z ateistami będą się okładac swoimi pałami z napisami:"Logika" zaś ateiści "Bóg Wszechmogący" do śmierci,agnostycy zagospodarują zniesmaczoną tym faktem społecznośc ludzką.O ile bedą mieli takie aspiracje.
Ale jeszcze dużo czasu potrzeba by ateiści zatriumfowali publicznie,o ile zatriumfują bo póki co działają w cichym sojuszu z właścicielami młota o nazwie:"Allah Akbar".
MichaQ (1056 punktów)
>Ale jeszcze dużo czasu potrzeba by ateiści zatriumfowali publicznie,o ile zatriumfują bo póki co działają w cichym sojuszu z właścicielami młota o nazwie:"Allah Akbar".

Ateizm jest zaprzeczeniem wszystkich religii, od chrześcijaństwa po islam, od buddyzmu po hinduizm, od totemizmu po szamanizm. Co więcej, ateizm twierdzi, że podstawa świata jest materialna, a sam świat wyjaśnia się sam przez siebie.
Byłby Pan łaskaw nie opierać się na stereotypach.
moralny "antychryst"
>Byłby Pan łaskaw nie opierać się na stereotypach.
I wzajemnie. Ateista sam nie wie czemu zaprzecza. On nie zaprzecza istnieniu bogów, ale istnieniu wiary. Nie wierzy, że własnym oczom i uszom wierzy. Zaprzeczenie istnieniu wiary to zaprzeczenie istnieniu Wszechświata. Zgodnie z wiarą ateisty, w całym Wszechświecie tylko on istnieje. Nie wierzy nawet, że inni ateiści istnieją. Ciekawe zjawisko ci ateiści. Nie mniej ciekawe od agnostyków. Bogowie tworzeni przez niektórych teistów bywają także interesujący. W ogóle ciekawe problemy mają ludziska z tym istnieniem i nieistnieniem. Szczególnie wiary. Zarówno własnej, jak innych ludzi.
MichaQ (1056 punktów)
>I wzajemnie. Ateista sam nie wie czemu zaprzecza. On nie zaprzecza istnieniu bogów, ale istnieniu wiary. Nie wierzy, że własnym oczom i uszom wierzy. Zaprzeczenie istnieniu wiary to zaprzeczenie istnieniu Wszechświata. Zgodnie z wiarą ateisty, w całym Wszechświecie tylko on istnieje. Nie wierzy nawet, że inni ateiści istnieją. Ciekawe zjawisko ci ateiści. Nie mniej ciekawe od agnostyków. Bogowie tworzeni przez niektórych teistów bywają także interesujący. W ogóle ciekawe problemy mają ludziska z tym istnieniem i nieistnieniem. Szczególnie wiary. Zarówno własnej, jak innych ludzi.

Ateizm (gr. a - przedrostek oznaczający zaprzeczenie lub brak, theos - bóg) - doktryna wyrażająca zaprzeczenie istnienia Boga; także postawa egzystencjalna człowieka odrzucającego wiarę religijną. Na gruncie metafizyki ateizm głosi, że byt świata wyraża się sam poprzez swoją treść i nie wymaga żadnej racji swego istnienia zewnętrznej względem siebie. Na płaszczyźnie epistemologicznej ateizm głosi często jedynie niemożność rozstrzygnięcia problemu istnienia Boga. Metodologiczną konsekwencją obu tych tez jest uznanie bezużyteczności hipotezy Boga w naukowym wyjaśnianiu przyrody. Na poziomie języka ateizm głosi, że wszelkie metafizyczne tezy o Bogu są bezsensowne, a samo pojęcie Boga jest wewnętrznie sprzeczne. Na gruncie etyki ateizm często uznaje, że faktyczna obecność zła w świecie wyklucza możliwość istnienia Boga; tym samym ateizm uznaje bezzasadność uprawiania teodycei.

Bibliografia
Słownik filozofii, red. Jan Hartman, 2006, Wydawnictwo Zielona Sowa, Kraków.


Poza tym popełnia Pan błąd ekwiwokacji. Jest to zamienne używanie wieloznacznych pojęć. Pan nie rozgranicza pojęć wiary na wiarę w sensie potocznym i wiarę w sensie religijnym.
moralny "antychryst"
>Ateizm (gr. a - przedrostek oznaczający zaprzeczenie lub brak, theos - bóg) - doktryna wyrażająca zaprzeczenie istnienia Boga; także postawa egzystencjalna człowieka odrzucającego wiarę religijną.
A gdzie tu mowa o religii? Mowa przecież o Bogu. Gdzie jest napisane, że PRAWDA nie może być czyimś Bogiem? Nie tylko może, ale nawet JEST. Naukowców i Logików. Oni wszyscy wierzą i zawsze wierzyli, że istnieje wszystko co istnieje. Ze szczególnym uwzględnieniem ewolucji, czyli zmian w czasie. Zmian wszystkiego co istnieje. Nawet tego, co jeszcze nieznane. To nie jest wiara religijna. Normalna wiara we wszystko co normalne i istnieje. Od zawsze istnieje, od zawsze się zmienia i zawsze będzie się zmieniać zgodnie z istniejącymi regułami (znanymi i jeszcze nie znanymi prawami fizyki i biologii, niezależnie od tego, skąd się te wszystkie prawa wzięły).
>Na gruncie metafizyki ateizm głosi, że byt świata wyraża się sam poprzez swoją treść i nie wymaga żadnej racji swego istnienia zewnętrznej względem siebie.
W logice i nauce, nie o racje istnienia zjawisk chodzi, ale raczej o samo ich istnienie i zaistnienie określonych ich skutków. Wątpię, czy wiarę w ewolucję można nazwać wiarą religijną. Chyba wszelka metafizyka oparta o racje, powinności i prawdopodobne przyczyny, a nie pewne skutki, to już religia.
> Na płaszczyźnie epistemologicznej ateizm głosi często jedynie niemożność rozstrzygnięcia oblemu istnienia Boga.
Ale co dla ateisty oznacza słowo "Bóg"? Na jakie konkretnie pytanie ateista nie potrafi odpowiedzieć, czyli czego takiego rozstrzygnąć?
> Metodologiczną konsekwencją obu tych tez jest uznanie bezużyteczności hipotezy Boga w naukowym wyjaśnianiu przyrody.
Ale pojęcie takie może się przydać dla "wyjaśnienia" skąd się właściwie wzięła ewolucja, od czego się zaczęła i co takiego "rządzi" poznawanymi przez nas prawami natury. Bo przecież nie my. My z nich tylko korzystamy i dzięki nim pojawiliśmy się na Ziemii.
> Na poziomie języka ateizm głosi, że wszelkie metafizyczne tezy o Bogu są bezsensowne, a samo pojęcie Boga jest wewnętrznie sprzeczne.
Ciągle to samo pytanie: Co to jest dla ateisty Bóg, że jest on wewnętrznie sprzeczny? Warto wierzyć tylko w to co spójne i niczemu nie zaprzecza. I sumę tego wszystkiego nazwać Bogiem.
> Na gruncie etyki ateizm często uznaje, że faktyczna obecność zła w świecie wyklucza możliwość istnienia Boga; tym samym ateizm uznaje bezzasadność uprawiania teodycei.
Logik jest zdania, że to dobrze, że przyczyny rodzą skutki i istnieje ewolucja, a wiec wierzy, że dzieło Boga jest doskonale dobre właśnie dlatego, że zło skutkuje złem, a dobro dobrem. Z tej wiary bierze się etyka logika.
>Poza tym popełnia Pan błąd ekwiwokacji. Jest to zamienne używanie wieloznacznych pojęć. Pan nie rozgranicza pojęć wiary na wiarę w sensie potocznym i wiarę w sensie religijnym.
To właśnie ateiści ten błąd popełniają, bo to pojecie Boga jest wieloznaczne, a nie wiary. Wiara jest jedna. Jej "drugie znaczenie" to brak wiary (także w sensie potocznym).
MichaQ (1056 punktów)
>A gdzie tu mowa o religii? Mowa przecież o Bogu. Gdzie jest napisane, że PRAWDA nie może być czyimś Bogiem? Nie tylko może, ale nawet JEST. Naukowców i Logików. Oni wszyscy wierzą i zawsze wierzyli, że istnieje wszystko co istnieje. Ze szczególnym uwzględnieniem ewolucji, czyli zmian w czasie. Zmian wszystkiego co istnieje. Nawet tego, co jeszcze nieznane.
To nie jest wiara religijna.

Bóg - doskonała istota, która stworzyła (stwarza) świat i opiekuje się nim. Pojęcie Boga jest pojęciem religijnym, jednak wielu filozofów mówiło o Bogu religii monoteistycznych, posługując się kategoriami filozoficznymi. Np. św. Tomasz z Akwinu, argumentując za istnieniem Boga, utożsamiał Go z pierwszą przyczyną, bytem koniecznym, bytem najdoskonalszym
oraz inteligencją kierującą rzeczami do celu (ostatecznie: do celu najwyższego - do Boga samego); natomiast św. Anzelm z Cantenbury określał Boga jako coś, ponad co nic większego nie można pomyśleć. Do najważniejszych cech Boga rozpatrywanych przez filozofów, należą jedyność, prostota (niezłożoność), wieczność, nieuwarunkowanie (absolutna wolność), nieskończoność (brak ograniczeń i determinat), transcendencja (pozaświatowość - kwestionowana przez panteizm), wszechwiedza, pełnia dobroci. Omawiając te cechy, należy pamiętać, że jeśli istnieje pozytywna wiedza o Bogu, to uzyskujemy ja najwyżej przez doskonałe porównanie Boga do znanych nam przedmiotów.

>W logice i nauce, nie o racje istnienia zjawisk chodzi, ale raczej o samo ich istnienie i zaistnienie określonych ich skutków. Wątpię, czy wiarę w ewolucję można nazwać wiarą religijną. Chyba wszelka metafizyka oparta o racje, powinności i prawdopodobne przyczyny, a nie pewne skutki, to już religia.

Nie wiem po co ten tekst o logice i nauce. Po pierwsze logika nie bada żadnych zjawisk, ale czyste formy i relacje między tymi formami. (patrz: Wprowadzenie do filozofii, Arno Anzenbacher).
Fragment definicji, który Pan komentował, twierdzi, że nie jest potrzebny Bóg, aby wyjaśnić zasadę bytu. Mówiąc inaczej, prawa fizyki nie potrzebują żadnej zewnętrznej racji istnienia wobec siebie.

>> Na płaszczyźnie epistemologicznej ateizm głosi często jedynie niemożność rozstrzygnięcia problemu istnienia Boga.

>Ale co dla ateisty oznacza słowo "Bóg"? Na jakie konkretnie pytanie ateista nie potrafi odpowiedzieć, czyli czego takiego rozstrzygnąć?

Na takie konkretne pytanie nie potrafi odpowiedzieć nikt. Słowo "Bóg" nie spełnia wymogu Hume'a: "Słowo ma znaczenie poznawcze wtedy i tylko wtedy, gdy odnosi się, bezpośrednio lub pośrednio, do doświadczenia. Rozumiemy je, gdy potrafimy go użyć w zdaniu rozstrzygalnym przez doświadczenie." Słowa Bóg nie można odnieść do doświadczenia. Z tego powodu jest ono bezużyteczne. Z tego samego powodu nie możemy powiedzieć o pojęciu Boga nic pewnego.

>Ale pojęcie takie może się przydać dla "wyjaśnienia" skąd się właściwie wzięła ewolucja, od czego się zaczęła i co takiego "rządzi" poznawanymi przez nas prawami natury. Bo przecież nie my. My z nich tylko korzystamy i dzięki nim pojawiliśmy się na Ziemii.

Kłania sie tutaj metodologia nauk. Chodzi przede wszystkim o główną zasadę falsyfikacji. Falsyfikacja jest procedura obalania hipotezy naukowej (a wraz z nią całej teorii, która hipotezę wysuwa) przez wykazanie (zwłaszcza drogą eksperymentalną), że konsekwentnie sformułowane na tej podstawie przewidywanie jest fałszywe (rozmija się z wynikami eksperymentu). Falsyfikacjonizm jest koncepcją na gruncie filozofii nauki głoszącą, że procedury falsyfikacji mają (lub powinny mieć) zasadnicze znaczenie w postępowaniu naukowym.
W praktyce to wygląda tak: swojego czasu zapytano jednego z brytyjskich ewolucjonistów, czy teoria ewolucji jest falsyfikowalna. Odpowiedział, że tak. Wystarczy, że ktoś znajdzie szczątki królika w prekambrze.
Aby teoria była zaliczona jako naukowa musi dać się obalić. Psychoanaliza miała odpowiedź w każdej sytuacji, dlatego nie została zaklasyfikowana jako nauka. Przebiegało to tak: X pali papierosa. Psychoanaliza mówi, że zaspokaja swoje popędy. Jeśli X paląc papierosa zaprzeczy, że to robi. Psychoanaliza mówi, że nastąpiło wyparcie. Wniosek jest prosty: psychoanaliza jest niefalsyfikowalna i nie może być zaliczona jako dyscyplina naukowa. Z tych samych powodów żadna teoria uwzględniająca boską interwencję nie może być zaliczona jako naukowa.

>Ciągle to samo pytanie: Co to jest dla ateisty Bóg, że jest on wewnętrznie sprzeczny? Warto wierzyć tylko w to co spójne i niczemu nie zaprzecza. I sumę tego wszystkiego nazwać Bogiem.

Na pierwszą część pierwszego pytania już Panu odpowiedziałem. Bóg jest wewnętrznie sprzeczny tak jak Go przedstawiają religie. Warto wierzyć tylko w to, co jest spójne, jeśli chce się być racjonalistą.

>Logik jest zdania, że to dobrze, że przyczyny rodzą skutki i istnieje ewolucja, a wiec wierzy, że dzieło Boga jest doskonale dobre właśnie dlatego, że zło skutkuje złem, a dobro dobrem. Z tej wiary bierze się etyka logika.

Fajnie. Problem polega na tym, że Bóg jako dobry i miłosierny, nie powinien dopuścić istnienia zła na świecie. Na tym polega teodycea.

>To właśnie ateiści ten błąd popełnią, bo to pojecie Boga jest wieloznaczne, a nie wiary. Wiara jest jedna. Jej "drugie znaczenie" to brak wiary (także w sensie potocznym).

Wiara - przekonanie, zwłaszcza przekonanie nie w pełni uzasadnione czynnikami poznawczymi. Szczególną odmianą wiary jest wiara religijna: stanowi ona system przekonań (tzw. credo) którego istotnym składnikiem jest przeświadczenie o istnieniu Boga; system ten nabywa sie przez zaufanie Bogu i jego świadkom.
Wiara w Nauce [edytuj]
Czymś znacznie odmiennym jest "wiara" w nauce. Z punktu widzenia kognitywistyki, wiara to akceptowanie informacji, wiedzy, preferencji. Naukowiec wierzy, bo ma dowody. Człowiek religijny wierzy, ale nie potrzebuje dowodów.

Bibliografia
Słownik filozofii, red. Jan Hartman, 2006, Wydawnictwo Zielona Sowa, Kraków.
ofensywa_racjonalistyczna_XXI_wieku (29 punktów)
(zablokowany)
>Byłby Pan łaskaw nie opierać się na stereotypach.

obserwuję Europę Zachodnia gdzie wyrugowano wiarę chrześcijańską świeckimi "izmami" i tolerancją.

Dla ateistów europejskich nie ma zwłaszcza boga katolickiego,wyznawcy Allaha czekaja na kolejne ruchy antykatolickie,nie spodziewajcie sie ze muzulmanie beda dobrotliwie studiowac Koran za wasze dzialania.
MichaQ (1056 punktów)
>>Byłby Pan łaskaw nie opierać się na stereotypach.
>obserwuję Europę Zachodnia gdzie wyrugowano wiarę chrześcijańską świeckimi "izmami" i tolerancją.
>Dla ateistów europejskich nie ma zwłaszcza boga katolickiego,wyznawcy Allaha czekaja na kolejne ruchy antykatolickie,nie spodziewajcie sie ze muzulmanie beda dobrotliwie studiowac Koran za wasze dzialania.

Nie pisałem słownikowej definicji ateizmu na daremno. Oczywiście istnieje związek między kulturą, w której dana osoba się wychowała a niewiarą tejże osoby. Jednak tak samo, jak ateiści nie zgadzają się na chrześcijańską koncepcję Boga, podobnie nie wyrazimy zgody na Allaha, Wisznu, Krisznę, Jahwe i inne mity.
moralny "antychryst"
> Jednak tak samo, jak ateiści nie zgadzają się na chrześcijańską koncepcję Boga, podobnie nie wyrazimy zgody na Allaha, Wisznu, Krisznę, Jahwe i inne mity.
A jaka jest zdaniem ateistów chrześcijańska koncepcja Boga? Czy chodzi o koncepcję zgodną z Dekalogiem, czyli taką, że Bóg to Bóg, wiec imienia jego się nie wymienia? Czyżby ateiści byli po prostu chrześcijanami? To po co kryć za innymi wyznaniami?
MichaQ (1056 punktów)
>A jaka jest zdaniem ateistów chrześcijańska koncepcja Boga? Czy chodzi o koncepcję zgodną z Dekalogiem, czyli taką, że Bóg to Bóg, wiec imienia jego się nie wymienia? Czyżby ateiści byli po prostu chrześcijanami? To po co kryć za innymi wyznaniami?

Jest ona taka, jak ją przedstawia chrześcijaństwo. Co Pan za dziwne pytania zadaje? Nie zna Pan nauczania Kościoła i Pisma Świętego?
moralny "antychryst"
>>A jaka jest zdaniem ateistów chrześcijańska koncepcja Boga?
>Jest ona taka, jak ją przedstawia chrześcijaństwo. Co Pan za dziwne pytania zadaje? Nie zna Pan nauczania Kościoła i Pisma Świętego?
To wreszcie taka jak przedstawia chrześcijaństwo, czy któryś konkretny chrześcijański kościół? Bo jednak co innego chrześcijanin, a co innego człowiek modlący się do Chrystusa, żeby go z chrześcijańskich obowiązków i chrześcijańskiej miłości bliźniego wyręczyli bliźni, kościół, albo sam Chrystus. Zdaje mi się, że KrK głównie tego własnych wyznawców naucza? Czy może zna Pan inne KrK nauki? Ja nie znam.
31-01-2008 11:02 
 Ocena-1 na 1
Skorupka (64 punktów)
Miałem sen! Widziałem roje planet eksplodujące jedna po drugiej! i eksplodowały wszystkie oprócz siedmiu i siedem ich tylko pozostało. Nie sześć, nie osiem a siedem! siedem jak stoi w Piśmie. I rzekł mi Pan, który z obłoku sie wynurzył:

"idź droga tą i nie słuchaj podszeptów fałszywych matematyków, którzy nie raz, nie dwa i nie dziewięć, ale siedem razy wodzić cię będą na pokuszenie inne cyfry stawiając przed tobą. Ale ty niezłomny bądź, ale ty bądź jako ta opoka a życie wieczne w siódmym niebie dane ci będzie. I nie w szóstym, nie w ósmym, ale w siódmym właśnie jako ci teraz rzekę. Bo jam jest Wielką Siódemką i Siódemka mną jest. I rozmiar stopy twej winien być siedem i siedem powinno być dwa plus dwa. Amen."
moralny "antychryst"
> Bo jam jest Wielką Siódemką i Siódemka mną jest. I rozmiar stopy twej winien być siedem i siedem powinno być dwa plus dwa. Amen."
E, tak dalece ze zmianami definicji to nie chodźmy może. Jak się umówiliśmy, że prawda=istnieje=1(jeden), to po co teraz tę elementarną umowę nagle zmieniać na siedem (7)? A fałsz i nie istnienie zmienimy z 0 na 5? I co, samochody teraz będą mieć 755 kół? Trochę takie zmiany zapisów logicznych są bezsensowne, chociaż oczywiście dopuszczalne. Trudno jednak się dogadać, zanim nie ustali się podstawowych logicznych symboli i słów.
To wreszcie na co autor wątku się nawrócił? Na wiarę w prawdę, czy fałsz?
Skorupka (64 punktów)

>To wreszcie na co autor wątku się nawrócił? Na wiarę w prawdę, czy fałsz?
>

"I rzekł Pan - i przyjdzie czas gdy Szatan zapyta w która prawdę wierzysz, a fałszywi prorocy będą mu wtórować. Lecz nie zachwieje się wiara twoja. Bo jedna jest tylko prawda. I po siedmiokroć niech wiadomym będzie, że jedna tylko jest. "

Tym, którzy próbują wszystko obrócić w śmiech powiem tylko tyle, że wszystkie cytowane wersety pochodzą z Pisma, które znalazłem 10 lat temu samotnie wspinając się na Mt. Kongur (7700 m.n.p.m.), u samego szczytu prawie. I trzeba wam wiedzieć, że ten łańcuch górski jest wciąż w fazie wypiętrzania! Rośnie o centymetr rocznie!!! brakujące 77 metry osiągnie więc za lat 7700! i wtedy nastąpi Armagedon i kres życia będzie!

i zobaczymy komu wtedy będzie do śmiechu....
moralny "antychryst"
> brakujące 77 metry osiągnie więc za lat 7700! i wtedy nastąpi Armage I don i kres życia będzie!
>i zobaczymy komu wtedy będzie do śmiechu....
Mnie chyba raczej nie, bo na 77% mnie przy tym nie będzie. Tyle tylko, że i dziś mi nie do Śmiechu, gdy rozmawiam o wierze w prawdę i w fałsz. To taka ani smutna, ani śmieszna, zwyczajna rozmowa. No wiec wreszcie, Twoim zdaniem prawdę (to co istnieje lub zaistnieje) oznaczamy symbolem 1 czy 7? I iloma takimi bitami da się opisać pojęcie "Bóg", czyli wszystko, w czego istnienie lub zaistnienie wierzysz? Bo dla mnie nie jednym i nie siedmioma, ale nieskończoną ich ilością. Tym bardziej, że do wszystkiego w co wierzę, trzeba jeszcze dopisać wszystko to, w co NIE wierzę. No i to co wiem, ale to możemy pominąć, bo tego raczej nie jest nieskończoność.
moralny "antychryst"
> brakujące 77 metry osiągnie więc za lat 7700! i wtedy nastąpi Armagedon i kres życia będzie!
A!! I jeszcze dwa pytania:
1) Wierzysz, że będzie kres życia, czy wszelkiego ruchu, czyli Wszechświata, a z nim i jego Boga?
2) Wierzysz, że kiedy to będzie dokładnie, bo jeśli przyjmiemy proponowaną tu umowę, że prawdę oznaczamy symbolem 7 i stosujemy system binarnego kodowania liczb, to będzie to już niedługo: za tuzin lat.
ofensywa_racjonalistyczna_XXI_wieku (29 punktów)
(zablokowany)
"i spojrzałem na dorobek ludzkości,cywilizację kulturę i wierzenia które rozwinęły w czlowieku kreatywnośc i wyobraźnię, i dzięki temu ciekawośc świata i Naukę .
I przemówił do mnie Rozum ,w odmętach mego mózgu:
"bogów nie ma!"
"dlaczego nie ma bogów"-zapytałem.
"bo bogów nie ma bo nie ma".
i powiedział Rozum :
"idź i poznaj tych do których tak dogłębnie przemówiłem.
i udałem się do Europy i do USA,i dowiedziałem się że nazywamy się,ateistami,czyli "tymi którzy nie wierzą w bogów",
udałem się do Afryki,a spotkani tam ateiści,wynieśli swoje przekonania od macochy Europy i jej córek Ameryki Północnej i Południowej.I zdziwiłem się niezmiernie.
Zrozumiałem wszystko gdy przemówił znów Rozum:"pamiętaj racjonalne dziecię,tak naprawdę nie ma boga judeo-chrześcijańskiego,nieistnienie innych jest marginalne,skup się tylko na nieistnieniu tylko jednego boga,na łonie chrześcijaństwa ateizm rozwinął wątłe,nieopierzone skrzydła,pozwalają wam one ślizgac się po powierzchni rzeczywistości,to co nierzeczywiste zabrała wam ewolucja.
"czyli chrześcijanie się mylą względem powstania świata"-zapytałem z pyszną pewnością siebie?"
"tak dziecię-odpowiedział spokojnie Rozum,nie ma religii nieomylnych bo natura ludzka jest omylna.a religia to domena ludzi.
Udałem się do Chin Indii i Japonii.
I powiedziano mi w Chinach:"bez religii mogliśmy trzymac za pysk miliardy naszych obywateli,jednomyślnośc-to jest to!ateizm i materializm to słuszna droga postępu ludzkości,a kto się nie zgadza to wichrzyciel i sabotażysta modernizacji i rozwoju cywilizacyjnego"
W Japonii usłyszałem:"bóg to praca,praca i jeszcze raz praca"
"kolejna święta trójca"-stwierdziłem z niesmakiem(jedna osoba w trzech).

udałem się do Indii i tam derwisz popatrzył mi głęboko w oczy i powiedział:
"każda postawa jest dobra,o ile w założeniu wystrzega się przemocy, chocby każdy pojedynczy człowiek z miliardów ludzi mial lub nie mial swego boga, to są drogi,które prowadzą na tą samą górę".


JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>teraz wierzę że 2 + 2 = 7
Wiara nie jest konieczna. W rzeczy samej 2+2=7. jest to prawda "absolutna" i nie ma powodów wierzyć. Tak jest. Wystarczy odpowiednio zdefiniować operację (działanie) "+". każdy kto otarł się o algebrę doskonale to rozumie. Resztę pozostawiam algebraikom.
Pozdrawiam serdecznie.
JATO



Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
IQ955 (2355 punktów)
>Wiara nie jest konieczna.
"Wiara - to odporność na wiedzę" - mawiają w Bawarii.
Zaś ta, zwięzła lekturka (zwłaszcza "Zasada niepewności") może być zabawnym uzupełnieniem... Zapraszam.

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>"Wiara - to odporność na wiedzę" - mawiają w Bawarii.
Przeczytałem z przyjemnością. Warto czasami uporządkować śmietnik jaki z czasem pojawia się w pamięci trwałej, mojej oczywista. Swoją drogą jest Pan erudytą o szerokim spektrum zainteresowań. Pana "Ad Rem" mam w zakładkach. Czekam na dalszy rozwój wypadków.

JATO


Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
zlomierz (124 punktów)

>"Wiara - to odporność na wiedzę" - mawiają w Bawarii.
właśnie tym wątkiem pokazuję tą odporność
największą bzdurę można przyjąć za dogmat i nic nie może tego naruszyć - można coś widzieć, odczuć doswiadczyć a i tak zaprzeczyć

>Zaś ta, zwięzła lekturka (zwłaszcza "Zasada niepewności") może być zabawnym uzupełnieniem... Zapraszam.

tak więc nauka jest niepewna
a wiara w religii to pewność całkowita

tak więc tym bardziej to potwierdza że 2+2=7
gdyż to jest całkowicie pewne
a dowody że jest inaczej to tylko nauka która pewna nie jest i można jedynie twierdzić że coś jest wysoce prawdopodobne
wysokie prawdopodobieństwo nie oznacza że tak jest
dowodzi to tylko słuszności twierdzenia że 2 + 2 = 7

(analogicznie do wytrychu kreacjonistów "ewolucja to tylko teoria" )
garus (1 punktów)

>tak więc nauka jest niepewna
>a wiara w religii to pewność całkowita
Popros przyjaciela ktory jest szczery ,i lubi rozmawiac na tematy dotyczace wiary i Stworcy .Wybierz jakies popoludnie, najlepiej w parku w cichej okolicy.Rozmawiajcie o Stworcy i o tym w co wierzycie -jezeli to bedzie szczere i plynace z serca-ZOBACZYSZ RZECZY KTORE WYKRACZAJA PO ZA TO CO NORMALNE. Czy w tedy nadal 2+2 bedzie7? POZDRAWIAM
moralny "antychryst"
>tak więc nauka jest niepewna
To pewne, że jeśli w coś nie wierzysz, to nikt nie nauczy cię wierzyć. Jeśli nie wierzysz w istnienie matematyki lub czegokolwiek co chcesz obliczyć, to tak już zostanie. Nie jest to niepewne. To pewne w 100%.
>a wiara w religii to pewność całkowita
Jeśli nie wierzysz, że każdy wierzy w co innego, to tak pozostanie.
>tak więc tym bardziej to potwierdza że 2+2=7
>gdyż to jest całkowicie pewne
2 pełne naczynia + 2 pełne naczynia = 7 litrów wody.
Dziwię się, że tak Cię to olśniło. Przecież raczej wszyscy wierzą w obliczenia. Jaki widzisz związek tej wiary z wiarą w cokolwiek innego? Albo ze zwątpieniem?
>a dowody że jest inaczej to tylko nauka która pewna nie jest i można jedynie twierdzić że coś jest wysoce prawdopodobne
Coś bredzisz. Jaka nauka dowodzi, ze nie należy wierzyć w obliczenia, bo wynik obliczeń prawdopodobnie jest niepewny? Chyba tylko wtedy, gdy liczący jest nieukiem.
>wysokie prawdopodobieństwo nie oznacza że tak jest
>dowodzi to tylko słuszności twierdzenia że 2 + 2 = 7
Obawiam się, że jeśli nie uświadomisz nas co liczyłeś i w czego 7 uwierzyłeś, to raczej nikt Twojej słusznej wierze nie będzie mógł zaprzeczyć. Jest ona jak najbardziej naukowa i zgodna z ogólnie przyjętą.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>zostaję wyznawcą Siódemki
>teraz wierzę że 2 + 2 = 7

Czy to jest ta sama religia, którą wyznawała maszyna Trurla?

doku
lipschitz (1674 punktów)
Oczywiście, że 2+2=7, każdy to wie, ale sobie nie uświadamia jeszcze. A że 2+2=7 funkcjonuje, można się łatwo przekonać. Iks pożyczył mi 2 zł, potem znowu 2zł, oddałem mu oczywiście 7, czyli najpierw 2 zł i potem znowu 2zł. Iks nie miał żadnych zastrzeżeń! A na głupie zaczepki, że w takim razie nigdy nie można oddać długu w jednym "kawałku" odpowiadam - a komu się opłaca oddawać od razu całość? Mamy za dużo pieniędzy, czy jak? Większość ludzi jest biedna i zmiana mogłaby doprowadzić ich do bankructwa!

Czasem rzecz jasna zdarzają się problemy, wtedy wprowadzamy dla działania sumującego dwójki stałą -3. Nie jest to jednak konieczne w większości przypadków, jedynie w zaawansowanych obliczeniach, ale to chyba normalne, poza tym widać, że to -3 jest tu nienaturalne, warunkowe, a nie 2+2=7.

I rzecz być może najważniejsza, za działaniem stoi kilka tysięcy lat tradycji, praktycznie nie było plemienia, które nie znałoby go, komu tak naprawdę zależy by tę tradycję zniszczyć? Coś musi w tym być, jeśli wszyscy to wiedzieli od zawsze, a dodatkowo potwierdzają to różne starodawne przekazy!

Uwierzcie, 2+2=7, reszta to jedynie nasza dobra wola, aby wszystkie wyniki były poprawne
31-01-2008 18:23 
 Ocena 1 na 3
ofensywa_racjonalistyczna_XXI_wieku (29 punktów)
(zablokowany)
>I rzecz być może najważniejsza, za działaniem stoi kilka tysięcy >lat tradycji, praktycznie nie było plemienia, które nie znałoby >go, komu tak naprawdę zależy by tę tradycję zniszczyć? Coś musi >w tym być, jeśli wszyscy to wiedzieli od zawsze, a dodatkowo >potwierdzają to różne starodawne przekazy!

wypisz wymaluj chrześcijaństwo.
umysłowo leniwi zawistnicy go nie cierpią.
01-02-2008 01:48 
 Ocena 1 na 1
lipschitz (1674 punktów)
No nie wiem, raczej pogaństwo, ale nie będę protestował
zlomierz (124 punktów)

>Czasem rzecz jasna zdarzają się problemy, wtedy wprowadzamy dla działania sumującego dwójki stałą -3. Nie jest to jednak konieczne w większości przypadków, jedynie w zaawansowanych obliczeniach, ale to chyba normalne, poza tym widać, że to -3 jest tu nienaturalne, warunkowe, a nie 2+2=7.

ale nie zapominajmy że t zmienna ułatwiająca obliczenia doprowadzqado obniżenia dfokładności wyniku
Tylko że własność 2 + 2 = 7 prowadzi do sytuacji kiedy obliczenia przerastają nasze pojęcie
zmienna -3 służy uproszczeniu - ale znacząco odbija się na dokładności obliczeń,
ale cóż doksonałość często bywa niepojęta
dlatego aby umożliwić pewne obliczenia nieraz się doskonałośc zaburza a ustalona zmienna -3 jest tylko przypuszczalną korektą do pozostałych nieznanych nam wlasnosci i stosowanych zamiast wlasciwych, niedokładnych przypuszczeń
moralny "autorytet"
>dlatego aby umożliwić pewne obliczenia nieraz się doskonałośc zaburza a ustalona zmienna -3 jest tylko przypuszczalną korektą do pozostałych nieznanych nam wlasnosci i stosowanych zamiast wlasciwych, niedokładnych przypuszczeń
Chyba nie masz pojęcia o matematyce i fizyce? Jeżeli nawet dla ułatwienia obliczeń coś się upraszcza, to nauki ścisłe pozostają zawsze ścisłe (doskonale). Błąd powstały na skutek uproszczeń obliczeń, koryguje się zawsze w ostatecznym wyniku. Przy jednakowych założeniach dotyczących zapisu, wynik zawsze jest jednakowy (stały).
zlomierz (124 punktów)
>>dlatego aby umożliwić pewne obliczenia nieraz się doskonałośc zaburza a ustalona zmienna -3 jest tylko przypuszczalną korektą do pozostałych nieznanych nam wlasnosci i stosowanych zamiast wlasciwych, niedokładnych przypuszczeń
>Chyba nie masz pojęcia o matematyce i fizyce? Jeżeli nawet dla ułatwienia obliczeń coś się upraszcza, to nauki ścisłe pozostają zawsze ścisłe (doskonale). Błąd powstały na skutek uproszczeń obliczeń, koryguje się zawsze w ostatecznym wyniku. Przy jednakowych założeniach dotyczących zapisu, wynik zawsze jest jednakowy (stały).
>

trzeba wziac pod uwagę ilość uproszczen
a wtedy znowu nieraz może pojawić sie utrusdnienie i znowu uproszczenia i wielu przypadkach oblicznie korekty staje sie nie latwiejsze od uwzglednienia na poczatku
moralny "antychryst"
>trzeba wziac pod uwagę ilość uproszczen
>a wtedy znowu nieraz może pojawić sie utrusdnienie i znowu uproszczenia i wielu przypadkach oblicznie korekty staje sie nie latwiejsze od uwzglednienia na poczatku
A jak nie potrzeba, to lepiej niczego nie upraszczać. W sprawie wiary w prawdę(1) i braku wiary w fałsz(0) upraszczać nie ma już czego, a komplikować zapisu nie ma po co.
Nie jest prawdą, że ateiści w nic nie wierzą. Oni tylko nie wiedzą w co wierzą inni.
abcfdh
udowodnij, że nie ma Boga...
02-02-2008 19:45 
 0 na 2
Kosicki (12 punktów)
>udowodnij, że nie ma Boga...

Nie da się, ale problem w tym, że nikt nie musi udowadniać, to jeden z siedmiu dogmatów religii siódemki.

Raczej...
MichaQ (1056 punktów)
>udowodnij, że nie ma Boga...

Jak by to powiedział Bertrand Russell: "Czajniczek". To teista twierdzi, że TAM coś jest i ma przekonać do tego ateistę. Dokładnie tak samo jest w przypadku, gdy fizyk ogłasza nową teorię i ma przekonać do niej resztę społeczności naukowej. To wyznawca jakiegoś stanowiska ma wysuwać argumenty na jego podparcie, bo bez nich dane twierdzenie jest fałszywe.

Poza tym nie można udowodnić nieistnienia Boga, tak samo, jak nie sposób udowodnić Jego istnienia. Można za to, dzięki argumentom, określić prawdopodobieństwo prawdziwości, którejś z powyższych tez.
kasiasz (6 punktów)
>a dogmaty?
> a jak przekonać że jest inaczej
>czy w ogóle jest możliwe przekonać że jest inaczej?
Dogmaty nie są po to, aby je obalać, wystarczy mieć alternatywę.
Stworzyłeś "coś" w postaci 2+2=7 to w to wierz, twoja sprawa.
Natomiast jestem ciekawy w jakich kategoriach w to wierzysz?
Wiarą religijną? 2+2=7 nie ma religii.
Może wiarą naukową? To nie jest paradygmat. 2+2=7 nie prowadzi do
rewolucji naukowej.
Czy intelektualną???
Wolę alternarywy typu 3+4=7 lub 1+6=7 itd.
Kombinuj dalej.
zlomierz (124 punktów)

>Dogmaty nie są po to, aby je obalać, wystarczy mieć alternatywę.
>Stworzyłeś "coś" w postaci 2+2=7 to w to wierz, twoja sprawa.

więc mam rację 2+2=7
więc wprowadźmy do szkół

to teraz proszę sobie wyobrazić wprowadzenie tego do szkół...
i co? nie ma dyskusji - i co? osoby odpowiedzialne za wprowadzenie są przekonane, nie potrzebują dowodów i nie akceptują żadnych argumentów przeciw

dopuszczanie nie wiary dopuszczającej dowody przeciw a właśnie dopuszczanie dogmatów jest niebezpieczne
dla wyznawcy każde stanowisko jego kościoła jest niepodważalne i słuszne a żadnych argumentów nie weźmie pod uwagę

jesli jakieś twierdzenie staje się dogmatem
niezależnie jakby było absurdalne, jak by było łątwe do anukowego podwarzenia i niezależnie jakby było szkodliwe jest nienaruszalne, a miejsca na dyskusję poprostu nie ma - tak jest i koniec
moralny "antychryst"
>>Stworzyłeś "coś" w postaci 2+2=7 to w to wierz, twoja sprawa.
>więc mam rację 2+2=7
>więc wprowadźmy do szkół
>to teraz proszę sobie wyobrazić wprowadzenie tego do szkół...
>i co? nie ma dyskusji - i co? osoby odpowiedzialne za wprowadzenie są przekonane, nie potrzebują dowodów i nie akceptują żadnych argumentów przeciw
Jedyny argument przeciw, to brak zgody na rewolucje w matematycznych symbolach (dogmatach). Także w tej sprawie ewolucja jest znacznie lepsza.
Rewolucyjnie wprowadzono do publicznych szkół religię. Ta rewolucja nam wystarczy. Sporo lat zajmie ewolucyjne wyprowadzanie jej stamtąd.
kasiasz (6 punktów)
>więc mam rację 2+2=7
Jak na razie to nie jest dogmatem.
Czy masz rację 2+2=7?
A to jest prawda, czy fałsz?
>więc wprowadźmy do szkół
Decyzja o wprowadzeniu 2+2=7 do szkół jest na pziomie socjologicznym.
Jeżeli stworzysz do tego religię lub teorię a większość społeczeństwa to zaakceptuje
jest dopiero szansa.
>dla wyznawcy każde stanowisko jego kościoła jest niepodważalne i słuszne a żadnych argumentów nie weźmie pod uwagę
To regułą nie jest. Ale masz rację, że duża większość wyznawców tak myśli.
Nie staram się myśleć za kogoś, natomiast być tolerancyjnym do jego przekonań.
>a miejsca na dyskusję poprostu nie ma - tak jest i koniec
Tak jest, ale nie koniec. Dla religii uczonej w szkołach altyrnatywą jest etyka.
Tak samo jak dla Twojego 2+2=7 jest 3+4=7.
Sławek

>teraz wierzę że 2 + 2 = 7
>nieważne jak jest rzeczywiście,
>nieważne że jest to twierdzenie niezgodne z prawdą
>naukowe nieudowodnione twierdzenie można obalić
>a dogmaty?
> a jak przekonać że jest inaczej
>czy w ogóle jest możliwe przekonać że jest inaczej?

Zależ CO lub KOGO liczysz.
Jeśli masz do rozwiązania równanie:
x+x+x = x

to takie równanie ma kilka rozwiązań:
1. x = 0
2. x = -nieskończoność
3. x = nieskończoność

Rozwiązanie pierwsze oczywiście nikogo specjalnie nie zaskoczy, ale już rozwiązanie 2. i 3. każą się zastanowić nad sobą i własnym życiem.
moralny "antychryst"
Zależ CO lub KOGO liczysz.
>...
>...
>Rozwiązanie pierwsze oczywiście nikogo specjalnie nie zaskoczy, ale już rozwiązanie 2. i 3. każą się zastanowić nad sobą i własnym życiem.
A przede wszystkim właśnie nad istnieniem tego "CO" i tego "KOGO".

Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365