Racjonalista - Strona głównaDo treści
Dzień dobry

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
30-11-2011 21:21Marek1952 (330 punktów)Dzień dobry
Ocena 10 na 10
Przed laty w najlepszym polskim kabarecie literackim w scenie o hydrauliku padają znamienne słowa " A gdzie dzień doby ? Młodzież słucha , ona się uczy ! "

Życie to nie kabaret ( pomijam Sejm ) zasady kultury obowiązują od chwili kiedy człowiek zeszedł z drzewa.
Czy jednak na pewno ?
Na co dzień prowadzę sklep do , którego wchodzą liczni klienci . Każdemu z nich mówię dzień dobry , jednak rzadko w słyszę odpowiedź . Najbardziej dziwne w tym wszystkim jest fakt , że brakiem podstawowej zasady kultury grzeszą nie tylko ludzie młodzi ale również moje pokolenie.

Dlaczego mnie to dziwi ? Ponieważ co by nie mówić o edukacji w szkole epoki socjalizmu był tam kładziony duży nacisk na wychowanie. Do dzisiaj w tramwaju nie usiądę jeżeli obok stoi starsza pani. Nie usiądę chociaż często owa starsza dama jest już młodsza niż ja.

Zapewne wiele osób po przeczytaniu pomyśli to stary pierdoła , epoki mu się pomyliły . Teraz mamy wolność i swobodę
Mam jednak wątpliwość czy wolność musi oznaczać brak podstawowych zasad kindersztuby .

Moim zdaniem nie . Dlatego będę uparcie mówił ludziom dzień dobry , ustępował miejsca kobiecie chociaż to pewnie seksizm . Będę postępował zgodnie z zasadą jak ma być dwóch niekulturalnych to lepiej niech będzie jeden.

Zapewne to i tak z mojej strony zbyt duży optymizm. Wystarczy przecież poczytać komentarze w internecie by łatwo zauważyć , że tych niekulturalnych jest jednak znacznie więcej.

A może po postu obecnie kultury ludzie uczą się z obrad Sejmu.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

RX500 (1813 punktów)
(zablokowany)
>Dlaczego mnie to dziwi ? Ponieważ co by nie mówić o edukacji w szkole epoki socjalizmu był tam
>kładziony duży nacisk na wychowanie.
-Tu naprawdę Ci się pomyliło. Nie pamiętam żadnych lekcji dobrego wychowania. Wprost przeciwnie, to że w tym kraju mamy taką masę chamstwa i złodziejstwa zawdzięczamy socjalistycznemu wychowaniu właśnie. Im dalej na Wschód, tym bardziej chamstwo popularne. Brak poszanowania dla cudzej pracy i własności prywatnej jak i wspólnej. Jeżdżący na Zachód dziwią się skąd u tamtejszych ludzi spontaniczna życzliwość i pogoda ducha, czego u nas doświadczyć o wiele trudniej, choćby u kierowców.


Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia - Albert Camus
30-11-2011 23:14 
 Ocena 7 na 7
Ania... (14138 punktów)
To nie musiałyby być niezależne zajęcia, chociaż byłoby doskonale. Dobre wychowanie jest elementem naszej kultury i uważam to za sporą stratę.

Wiecie, że są dwuletnie studia zachowania w kontaktach biznesowych z Japończykami? I mają co robić!
Nie mówię o takich przesadach, ale mnie również dziwi, kiedy ktoś żałuje głupiego dzień dobry, uśmiechu na twarzy wobec napotykanych na swej drodze osób (nie mówię o mijanych, ale o tych, z którymi wchodzimy w przypadkowe interakcje społeczne).

Zresztą szkodę odczuwają chyba sami zainteresowani, a nie są tego świadomi. Moja durna teściowa jest niemiła i niegrzeczna. Zawsze musi wywalczyć to o co prosi gębą. Jakoś nie mam tego problemu, bo zwykle kiedy uśmiechnę się, poproszę ładnie, to jakoś dostaję pomoc. Nawet - o dziwo - w US pani była miła i pomogła załatwić sprawę. Kiedy podchodzimy do człowieka z szacunkiem i przyjaźnią, zwykle odpowiada nam tym samym, a jeśli na dzień dobry strzelimy focha, to czego się spodziewamy niż kontr-reakcji?

A co do Wschodu, to chyba w obrębie naszego kontynentu. W Azji jest chyba odwrotnie. Chińczycy mają niezwykłe uprzejmy stosunek wobec gości. Nie chcieli mnie nawet poinstruować, jaki talerzyk do czego służy, tłumacząc, że różnie jedzą i że mogę jeść jak chcę, bo jestem gościem i nikt nie będzie się dziwił ani gorszył. O Japonii, fanatykach savoir vivre nie wspomnę.

Co ciekawe - im bardziej "zachodnieje" kultura, tym większa swoboda zachowania. Poznałam kiedyś w Polsce dwóch Chińczyków, jeden był z Chin kontynentalnych, drugi urodził się na Taiwanie i wychował w USA - widać było od razu, który jest który.

A wracając do szkoły - może warto aby nauczyciele sami zwracali uwagę na własne zachowanie, a następnie oczekiwali tego samego od uczniów, zwracając im uwagę. Bo czasem z tym przykładem jest kiepsko.

I znowu wspomnienie - odwiedziłam akademię szkolną mojego siostrzeńca, kończył gimnazjum. Idziemy, patrzę, a tu stoi tyłem do mnie dżaga. Spódnica z jednej strony pokazuje całe udo, szpilki wiązane na łydce, koszulka kolorowa. Mówię, że ta to chyba przesadziła, a on na to - Ania! To nauczycielka!
No i czego oczekiwać od uczniów?

W mojej szkole było o niebo lepiej, oczekiwano od nas pewnych zachowań i większość nauczycieli prezentowała sobą wzorzec.
Za pokolenia mojej mamy, nauczyciele byli w większości nieskazitelni, grzeczni, starannie ubrani, przygotowani do zajęć. Wymagający.
01-12-2011 07:11 
 Ocena 5 na 5
Marek1952 (330 punktów)
>Za pokolenia mojej mamy, nauczyciele byli w większości nieskazitelni, grzeczni, starannie ubrani, przygotowani do zajęć. Wymagający.
>

I to też był element wychowania młodzieży
Ania... (14138 punktów)
>>Za pokolenia mojej mamy, nauczyciele byli w większości nieskazitelni, grzeczni, starannie ubrani, przygotowani do zajęć. Wymagający.
>>
>I to też był element wychowania młodzieży
Dokładnie.
facet (344 punktów)
"...Idziemy, patrzę, a tu stoi tyłem do mnie dżaga. Spódnica z jednej strony pokazuje całe udo, szpilki wiązane na łydce, koszulka kolorowa. Mówię, że ta to chyba przesadziła, a on na to - Ania! To nauczycielka!"
_
Aniu a co sądzisz o nauczycielu biorącym czynny udział w paradzie równości, w paradnym stroju oczywiście? Były już na tym forum dyskusje na taki temat- możesz je przejrzeć.
01-12-2011 16:03 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>"...Idziemy, patrzę, a tu stoi tyłem do mnie dżaga. Spódnica z jednej strony pokazuje całe udo, szpilki wiązane na łydce, koszulka kolorowa. Mówię, że ta to chyba przesadziła, a on na to - Ania! To nauczycielka!"
>_
>Aniu a co sądzisz o nauczycielu biorącym czynny udział w paradzie równości, w paradnym stroju oczywiście? Były już na tym forum dyskusje na taki temat- możesz je przejrzeć.
Prywatnie nauczyciel jest człowiekiem i ma prawo do takiego stroju, jaki mu przyjdzie do głowy. Ale w pracy powinien okazać szacunek zarówno współpracownikom, jak i uczniom. Szacunek wyraża się m.in. przez strój stosowny do okoliczności.
01-12-2011 21:36 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)

Nie rozumiem. Co jest niestosownego w takim stroju?


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
Ania... (14138 punktów)
>Nie rozumiem. Co jest niestosownego w takim stroju?
Serio pytasz?
Mini do pupy nie jest stosownym strojem do pracy. A już na pewno nie jest stosowna w dzień, w którym planowane są jakieś uroczystości.
Jest stosownym strojem na imprezkę ze znajomymi.

Podobnie zresztą jak bluzka w kwiatki, prezentująca biust.
02-12-2011 19:31 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
>Serio pytasz?

Zupełnie.

>Mini do pupy nie jest stosownym strojem do pracy. A już na pewno nie jest stosowna w dzień, w którym planowane są jakieś uroczystości.
>Jest stosownym strojem na imprezkę ze znajomymi.
>Podobnie zresztą jak bluzka w kwiatki, prezentująca biust.

Tego już się domyśliłem ale wciąż nie wiem, dlaczego. Zazdrościsz nauczycielce zgrabniejszej pupy i pełniejszego biustu czy są tego jakieś poważniejsze powody?

Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
02-12-2011 19:52 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>>Serio pytasz?
>Zupełnie.
>>Mini do pupy nie jest stosownym strojem do pracy. A już na pewno nie jest stosowna w dzień, w którym planowane są jakieś uroczystości.
>>Jest stosownym strojem na imprezkę ze znajomymi.
>>Podobnie zresztą jak bluzka w kwiatki, prezentująca biust.
>Tego już się domyśliłem ale wciąż nie wiem, dlaczego. Zazdrościsz nauczycielce zgrabniejszej pupy i pełniejszego biustu czy są tego jakieś poważniejsze powody?

Nie chodzi o zazdrość, bo chyba nie mam czego zazdrościć, ale o pewne normy.
Wiesz, od uczniów wymaga się, aby na akademię przyszli w czarnych spodniach / spódnicy i białek bluzce. No - z tą białą bluzką bywało różnie, ale jednak większość tak przychodziła. Aby wymagać czegokolwiek od uczniów, nauczyciel musi być wzorem. Bez tego nie ma prawa się odezwać. To jeden z powodów.

Sama jestem wykładowcą i nie wyobrażam sobie takiego stroju do pracy.
Czy na rozmowę kwalifikacyjną również przyjdziesz w szortach?
Albo na wesele?
Albo na pogrzeb w hawajkach?
Są pewne normy zachowania, które po prostu istnieją. Możesz ich nie akceptować, ale to nie zmieni faktu, że inni patrzą na Ciebie przez ich pryzmat. I pewne okoliczności wymagają odpowiedniego stroju. Jeśli chcę pracować w biurze, muszę dostosować strój. Jeśli w salonie tatuażu, normy są inne. Jeśli w szkole - też pewne są.
02-12-2011 20:01 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
>Są pewne normy zachowania, które po prostu istnieją.

Wszystkie normy odzieżowe są względne. One istnieją tylko jako produkt tego konkretnego społeczeństwa i nie zasługują na poważniejsze traktowanie niż dowolne inne normy społeczne.

>Możesz ich nie akceptować, ale to nie zmieni faktu, że inni patrzą na Ciebie przez ich pryzmat.

Szczęśliwie rzadko jest to dla mnie istotne. Zazwyczaj jakoś się dotąd wszyscy przyzwyczajali pomimo pewnego początkowego zaskoczenia Nawet nasi pracowi emeryci.
Kolega mój np. jest - jak widać - wystarczająco cennym pracownikiem na przykład, by na uniwersytecie patrzono przez palce także na to, że niejednokrotnie chodzi odziany w spodenki rowerowe.
Ania... (14138 punktów)
>>Są pewne normy zachowania, które po prostu istnieją.
>Wszystkie normy odzieżowe są względne. One istnieją tylko jako produkt tego konkretnego społeczeństwa i nie zasługują na poważniejsze traktowanie niż dowolne inne normy społeczne.
Oczywiście, jednak ja nie jestem zwolennikiem odrzucania każdej normy społecznej tylko dlatego, że jest normą.
Przeciwnie, lubię osoby, które wiedzą jak zachować się w różnych sytuacjach.

>>Możesz ich nie akceptować, ale to nie zmieni faktu, że inni patrzą na Ciebie przez ich pryzmat.
>Szczęśliwie rzadko jest to dla mnie istotne. Zazwyczaj jakoś się dotąd wszyscy przyzwyczajali pomimo pewnego początkowego zaskoczenia Nawet nasi pracowi emeryci.
>Kolega mój np. jest - jak widać - wystarczająco cennym pracownikiem na przykład, by na uniwersytecie patrzono przez palce także na to, że niejednokrotnie chodzi odziany w spodenki rowerowe.
Tak, takie osoby istnieją. Ale ja za bardzo cenię sobie tą pracę i za świeża jestem, abym tak ryzykowała.
02-12-2011 20:27 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
>>Wszystkie normy odzieżowe są względne. One istnieją tylko jako produkt tego konkretnego społeczeństwa i nie zasługują na poważniejsze traktowanie niż dowolne inne normy społeczne.
>Oczywiście, jednak ja nie jestem zwolennikiem odrzucania każdej normy społecznej tylko dlatego, że jest normą.

Nic takiego nie sugerowałam. Odrzucam tylko te, które mi nie odpowiadają

>Przeciwnie, lubię osoby, które wiedzą jak zachować się w różnych sytuacjach.

Kolega od spodenek rzeczywiście - jak pamiętam - specjalnie na obronę doktoratu kupił sobie garnitur W przypadku kobiet oczekiwania społeczne zdają się być nieco mniej sztywne.

>Tak, takie osoby istnieją. Ale ja za bardzo cenię sobie tą pracę i za świeża jestem, abym tak ryzykowała.

To jest argument. Skala hierarchii potrzeb.
02-12-2011 21:22 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>>Przeciwnie, lubię osoby, które wiedzą jak zachować się w różnych sytuacjach.
>Kolega od spodenek rzeczywiście - jak pamiętam - specjalnie na obronę doktoratu kupił sobie garnitur W przypadku kobiet oczekiwania społeczne zdają się być nieco mniej sztywne.
Tak, mamy szersze możliwości, chociaż każdy w tej sytuacji będzie starał się każdy szczegół dopracować.
To koszmarny stres, ale później spora duma, szczególnie jeśli chwalą obronę jeszcze po długim czasie

No i muszę to powiedzieć, nie wierzę w zapeszanie, a ta wiadomość wprawiła mnie w duży szok, sporą euforię i małą panikę
:
I NIE DYSKUTOWAĆ Z CIĘŻARÓWKĄ!
02-12-2011 22:24 
 Ocena 3 na 3
-jad- (18783 punktów)
>Nie chodzi o zazdrość, bo chyba nie mam czego zazdrościć, ale o pewne normy.
>Wiesz, od uczniów wymaga się, aby na akademię przyszli w czarnych spodniach / spódnicy i białek bluzce.

Jezu, wciąż naiwnie się zastanawiam, w jakim ja świecie żyję. Ludzie kończą szkoły nie umiejąc płynnie czytać, liczyć (o całej reszcie nie wspominając) ale akurat czarne spodnie i białe bluzki są tam bardzo ważne.

>Aby wymagać czegokolwiek od uczniów, nauczyciel musi być wzorem. Bez tego nie ma prawa się odezwać.

Tu zgoda tylko skąd wiadomo, że wspomniana nauczycielka wymaga od uczniów tegu czy innego stroju. Czy w porządku byłoby gdyby wymagała miniówek odsłaniających tyłki i wydekoldowanych bluzek?

>Czy na rozmowę kwalifikacyjną również przyjdziesz w szortach?
>Albo na wesele?

W szortach akurat nie, bo za nimi nie przepadam ale w jeansach już tak. Przyjdę w tym, w czym dobrze się czuję. Garnitur nakładam tylko pod presją żony a do krawatu nawet ona nie jest w stanie mnie zmusić.

>Są pewne normy zachowania, które po prostu istnieją. Możesz ich nie akceptować, ale to nie zmieni faktu, że inpatrzą na Ciebie przez ich pryzmat. I pewne okoliczności wymagają odpowiedniego stroju.

Fakt, że nie akceptuję jakichś zasad jest chyba jednoznaczny z tym, że nie interesuje mnie czy inni patrzą na mnie przez ich pryzmat. A okoliczności nie wymagają żadnych strojów tylko następują. Strojów wymagają natomiast różni ludzie w te okoliczności zamieszani.

>Albo na pogrzeb w hawajkach?

Ostatnio po kilkutygodniowej męce zmarł pewien bliski mi starszy człowiek. Wszystkim paniom z rodziny było go bardzo żal a wybieraniu strojów na pogrzeb nie było końca. Bo czarny raczej nie jest już taki modny i trudno ubrać się całej na czarno tak żeby wszystko ładnie się komponowało z tego, co jest w szafie. Trzeba kupić bluzkę, bolerko itd. Sama rozumiesz...
Ja uważam, że najbardziej szczery był ten, kto nie miał czasu ni siły o tym myśleć.


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
Ania... (14138 punktów)
>>Nie chodzi o zazdrość, bo chyba nie mam czego zazdrościć, ale o pewne normy.
>>Wiesz, od uczniów wymaga się, aby na akademię przyszli w czarnych spodniach / spódnicy i białek bluzce.
>Jezu, wciąż naiwnie się zastanawiam, w jakim ja świecie żyję. Ludzie kończą szkoły nie umiejąc płynnie czytać, liczyć (o całej reszcie nie wspominając) ale akurat czarne spodnie i białe bluzki są tam bardzo ważne.
>>Aby wymagać czegokolwiek od uczniów, nauczyciel musi być wzorem. Bez tego nie ma prawa się odezwać.
>Tu zgoda tylko skąd wiadomo, że wspomniana nauczycielka wymaga od uczniów tegu czy innego stroju. Czy w porządku byłoby gdyby wymagała miniówek odsłaniających tyłki i wydekoldowanych bluzek?
Reprezentuje pewną instytucję, która wymaga. To wystarczy. Lekceważąc zasady, które wprowadziła szkoła, przekazuje uczniom informację, że oni również mogą je lekceważyć.

Nie jest to najważniejsze, ale jest. Tak samo jak mówienie dzień dobry, proszę i przepraszam. Tak samo jak umiejętność podania ręki. Jeśli uważasz, że zasady zachowania są nieistotne, to nie wytłumaczę Ci tego. Po prostu ja uważam, że są istotne. Istotne o tyle, że wprowadzają pewien ład, pewne informacje, pewien kontekst społeczny wydarzeń.
03-12-2011 20:41 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
>Jeśli uważasz, że zasady zachowania są nieistotne, to nie wytłumaczę Ci tego.

Niezupełnie. Uważam, że niektóre są istotne (jak na przykład wspomniane proszę i przepraszam) ale przymusowe uniformy od zawsze budziły mój wstręt. Sensu w nich, najwidoczniej, żadnego nie ma skoro sama nie potrafisz ich wytłumaczyć.

>Istotne o tyle, że wprowadzają pewien ład, pewne informacje, pewien kontekst społeczny wydarzeń

Czy pewnym ładem jest przykładowo to, że na weselu można odróżnić weselników od kelnerów? Nie wiem o jaki inny rodzaj ładu może chodzić.
Kontekst społeczny jakich wydarzeń?


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
03-12-2011 20:59 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>>Jeśli uważasz, że zasady zachowania są nieistotne, to nie wytłumaczę Ci tego.
>Niezupełnie. Uważam, że niektóre są istotne (jak na przykład wspomniane proszę i przepraszam) ale przymusowe uniformy od zawsze budziły mój wstręt. Sensu w nich, najwidoczniej, żadnego nie ma skoro sama nie potrafisz ich wytłumaczyć.
A jaki jest sens w słowach proszę?
Taki sam, jak w odpowiednim stroju do okazji. To po prostu wyrażenie szacunku wobec drugiej strony, okazji, gospodarza itd.
I nie mówię o uniformach, ale o dostosowaniu stylu.
>>Istotne o tyle, że wprowadzają pewien ład, pewne informacje, pewien kontekst społeczny wydarzeń
>Czy pewnym ładem jest przykładowo to, że na weselu można odróżnić weselników od kelnerów? Nie wiem o jaki inny rodzaj ładu może chodzić.
Ład społeczny, który utrzymywany jest normami społecznymi. Dokładnie tak samo jak formuły grzecznościowe, takt i inne formy utrzymywania kontaktów społecznych. Oczywiście normy są różne w różnych kręgach, niemniej jednak są.
>Kontekst społeczny jakich wydarzeń?
Różnych.
Wszystkich.
Tych, w których bierzemy udział. Tych, które przekazujemy naszym dzieciom. Tradycji i celebracji.
04-12-2011 11:07 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
>A jaki jest sens w słowach proszę?

Dla mnie jest taki, że jeśli mówię "proszę", to myślę- proszę. Podobnie z dziękuję, przepraszam itd. Dla mnie nigdy nie były to puste słowa. Gdybym nie widział w nich sensu, to bym nie używał choćbym miał być powszechnie uważany za buca.

>Taki sam, jak w odpowiednim stroju do okazji. To po prostu wyrażenie szacunku wobec drugiej strony, okazji, gospodarza

Dokładnie w tym punkcie się różnimy. Według mnie, mój strój to przestrzeń moja prywatna a nie publiczna. Moja osobowość nie zmienia się zależnie od okazji ani od stroju. Nakładając garnitur nie staję się w żaden sposób lepszy- ani mądrzejszy ani bardziej kulturalny niż w stroju, jaki lubię na codzień. Szacunek wolę okazywać właśnie słowami.


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
04-12-2011 11:27 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>Dokładnie w tym punkcie się różnimy. Według mnie, mój strój to przestrzeń moja prywatna a nie publiczna. Moja osobowość nie zmienia się zależnie od okazji ani od stroju. Nakładając garnitur nie staję się w żaden sposób lepszy- ani mądrzejszy ani bardziej kulturalny niż w stroju, jaki lubię na codzień. Szacunek wolę okazywać właśnie słowami.
Może nie popróbowałeś takich zmian.
Moja osobowość, samopoczucie, sposób chodzenia - zmieniają się zależnie od stroju. To nawet dość przyjemne. Było to nawet pod lupą kiedyś, np. wiemy, że pewien sposób ubierania jest typowy dla osób z depresją, ale też, że pogarsza to ich samopoczucie i pojawia się spirala depresji, że tak to określę.
Jeśli kobieta jest zmęczona i zdławiona życiem, to często wystarczy wizyta u fryzjera i nowe buty, aby poprawił jej się nastrój.
Oczywiście masz prawo do wyboru sposobu, w jaki okazujesz szacunek, ale pamiętaj, że tu nie tylko "nadajnik" jest istotny. "Odbiornik" ma swoje preferencje i Twoje wybory mogą nie odpowiadać jego. Oczywiście możemy zastanawiać się, czy zależy nam na tym, aby dostosować przekaz do wymogów odbiorcy komunikatu. Możesz nie uważać tego za ważne. Jednak z drugiej strony - po co w ogóle okazywać szacunek dla kogoś, skoro nie szanujesz go na tyle, żeby zwracać uwagę na jego oczekiwania?

No i coś, co Liliac określiła "hierarchia potrzeb". Jadę na międzynarodową konferencję. I ubieram się byle jak. Jaki to będzie miało efekt? Czy inne osoby, które traktują to wydarzenie bardzo serio, nie poczują się lekceważone? Czy moje wystąpienie będzie w ogóle wysłuchane?
04-12-2011 12:08 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
>Może nie popróbowałeś takich zmian.

Mimowolnie próbowałem. Najbardziej na moje samopoczucie wpływa koszula uwierająca mnie w spodniach i nie jest to, bynajmniej, zmiana na lepsze. Podobnie brak kieszeni, dwa guziki w marynarce i żałosne obuwie. Co gorsza, mam wrażenie, że każdy widzi, że czuję się jak pajac. Dziękuję za takie zmiany.

>Jeśli kobieta jest zmęczona i zdławiona życiem, to często wystarczy wizyta u fryzjera i nowe buty, aby poprawił jej się nastrój.

Ależ w moim przypadku jest podobnie. Gdy ubiorę się tak, jak lubię, odświeżę łysinkę, ogolę się, to od razu czuję się lepiej.

>Oczywiście masz prawo do wyboru sposobu, w jaki okazujesz szacunek, ale pamiętaj, że tu nie tylko "nadajnik" jest istotny. "Odbiornik" ma swoje preferencje i Twoje wybory mogą nie odpowiadać jego. Oczywiście możemy zastanawiać się, czy zależy nam na tym, aby dostosować przekaz do wymogów odbiorcy komunikatu. Możesz nie uważać tego za ważne. Jednak z drugiej strony - po co w ogóle okazywać szacunek dla kogoś, skoro nie szanujesz go na tyle, żeby zwracać uwagę na jego oczekiwania?

Tutaj sprawa jest prosta- jeśli ktoś oczekuje, że będę mu coś okazywał akurat w taki sposób, to nie doczeka się ani "odpowiedniego" ubioru ani mojego szacunku. W moim mniemaniu, okazywanie szacunku powinno byc zawsze dobrowolne a wybór formy tegoż, tym bardziej.

>No i coś, co Liliac określiła "hierarchia potrzeb". Jadę na międzynarodową konferencję. I ubieram się byle jak. Jaki to będzie miało efekt? Czy inne osoby, które traktują to wydarzenie bardzo serio, nie poczują się lekceważone?

Nie wiem, może niektóre się poczują. Nie zmienia to faktu, że ich ewentualne odczucia wydają mi się irracjonalne i nie widzę powodu, dla którego miałbym im ulegać.

Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
04-12-2011 06:38 
 Ocena 4 na 4
Elka I Ponura (7473 punktów)
Mnie się zdaje, że obojgu wam chodzi o minimum przyzwoitości - jeśli idę między ludzi, to idę w ubraniach czystych, niewymiętych etc. Jad najwyraźniej nie nosi krawatów, ale nie sądzę, że na uroczysty bankiet założyłby dżinsy noszone tydzień, poplamioną podkoszulkę i starą bluzę do biegania. Ania lubi więcej celebry i ja ją rozumiem, sama lubię założyć garnitur i mam kilka krawatów, bo je lubię i dobrze w nich wyglądam.

Sukienek nie znoszę za to fizjologicznie... W przyszłym roku ma być wesele kuzyna, który mnie szczególnie uwielbia - jego wybranka chce mieć pięć druhen i każda w sukience innego koloru. Delikatnie zasugerowałam, że mogę przyjść w czerwonym kostiumie ze spodniami albo klasycznym, wąsko ciętym garniturze. Mniej delikatnie - że sukienkę mogą sobie wybić z głowy. Awantury chyba nie będzie, braku elegancji nikt mi nie zarzuci, mamy spokój.

I tu się chyba kryje cała kwestia - oboje nie macie immunitetu na okazję, tylko inaczej ją odczuwacie. Jak dla mnie - ok. Ponadto, jakiej by Jad nie miał olewki na czyjeś zdanie, poczułby się niekomfortowo, gdyby przyszedł gdzieś ubrany kompletnie nieodpowiednio. Czyli wygląda na to, że nie chodzi odstrzelony jak gimbus do opery. Czyli nie ma problemu


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
04-12-2011 11:35 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
>Mnie się zdaje, że obojgu wam chodzi o minimum przyzwoitości - jeśli idę między ludzi, to idę w ubraniach czystych, niewymiętych etc. Jad najwyraźniej nie nosi krawatów, ale nie sądzę, że na uroczysty bankiet założyłby dżinsy noszone tydzień, poplamioną podkoszulkę i starą bluzę do biegania.

Zgadza się.

>sama lubię założyć garnitur i mam kilka krawatów, bo je lubię i dobrze w nich wyglądam.

Tu też się zgadza. Jeśli lubisz, to jest ok. Niektórzy zakładają garnitur nawet na zakupy w warzywniaku i ja nie czuję do takich osób antypatii. Niech każdy nosi się tak, jak lubi.

>Ponadto, jakiej by Jad nie miał olewki na czyjeś zdanie, poczułby się niekomfortowo, gdyby przyszedł gdzieś ubrany kompletnie nieodpowiednio.

Zdziwiłabyś się


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
04-12-2011 13:44 
 Ocena 2 na 2
Elka I Ponura (7473 punktów)
>>Ponadto, jakiej by Jad nie miał olewki na czyjeś zdanie, poczułby się niekomfortowo, gdyby przyszedł gdzieś ubrany kompletnie nieodpowiednio.
>Zdziwiłabyś się

Chodzi mi o to, że gdybyś kompletnie przegiął (patrz ta bluza i sterany podkoszulek czy coś podobnego), to otoczenie - nawet nie bezpośrednio - dałoby Ci odczuć, że jesteś nie na miejscu i pewnie stanowiłoby to dla Ciebie jakiś dyskomfort. Bo przecież nie jesteś totalnie bezrefleksyjnym bydlakiem, a tylko tacy nie czują, że coś jest nie tak. Chociaż, w sumie, jedyna sytuacja jaka mi przychodzi do głowy w tym kontekście to dżinsy i sztruksowa marynarka na raucie dyplomatycznym albo zagraniczna premiera w operze i sweter. O ile nie chodzisz na takie imprezy co tydzień, to chyba nic Ci nie grozi


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
04-12-2011 14:19 
 Ocena 3 na 3
-jad- (18783 punktów)
>Chodzi mi o to, że gdybyś kompletnie przegiął (patrz ta bluza i sterany podkoszulek czy coś podobnego), to otoczenie - nawet nie bezpośrednio - dałoby Ci odczuć, że jesteś nie na miejscu i pewnie stanowiłoby to dla Ciebie jakiś dyskomfort.

Ale tak ubrany nie chodzę nigdzie, bo w tym czułbym się źle wszędzie. Czy to na bankiecie czy na placu zabaw. To nie jest tak, że jestem kompletnie pozbawiony jakichś odczuć estetycznych. Po prostu moja estetyka innymi ścieżkami chadza. Dla mnie garnitur to jest przede wszystkim nuda, brak charakteru i polotu. Mundurek. Podobnie jak większość damskich garsonek. Podobają mi się różne style, byle było to coś ciekawego.
Ale jeśli ktoś tego nie czuje, to nie mam zamiaru mu tego narzucać, bo, jak już mówiłem, powinna to być osobista sprawa każdego człowieka. Byle nie śmierdział; więcej mnie nie obchodzi.


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
04-12-2011 15:34 
 Ocena 4 na 4
zupełna (2507 punktów)
Po prostu moja estetyka innymi ścieżkami chadza. Dla mnie garnitur to jest przede wszystkim nuda, brak charakteru i polotu. Mundurek. Podobnie jak większość damskich garsonek. Podobają mi się różne style, byle było to coś ciekawego.
Serdeczny Przyjaciel przyszedł na mój ślub w skórzanych spodiach i pięknej białej koszuli z żabotem, w glanach do tego. Według mnie był najlepiej ubraną osobą tego dnia
Elegancja i stosowność stroju nie musi się rozmijać z indywidualizmem i wolnością.
Pewnie się zgadzamy
05-12-2011 09:52 
 Ocena 1 na 1
Elka I Ponura (7473 punktów)
O to mi właśnie chodziło

A tak z ciekawości - gdybyś dostał zaproszenie na wielkie (i bardzo ciekawe) przyjęcie, dajmy na to w ambasadzie, z dress-code. Poszedłbyś w tym wypożyczonym smokingu, czy olał kwestię?


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
05-12-2011 20:19 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
Trudno mi powiedzieć. Jeśli gdzieś obowiązuje dress-code, to mnie to mierzi więc sądzę, że raczej olałbym. Ale głowy nie dam. Daj zaproszenie, to się zastanowię


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
05-12-2011 22:45 
 Ocena 4 na 4
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Trudno mi powiedzieć. Jeśli gdzieś obowiązuje dress-code, to mnie to mierzi więc sądzę, że raczej olałbym. Ale głowy nie dam. Daj zaproszenie, to się zastanowię

Przysięgam, że jeśli zostanę ambasadorem albo ministrą SZ będziesz dostawał zaproszenie na każdy, każdziusieńki raut, bankiet, kolację i coctail-party. Jeśli po prostu dostanę zaproszenie, to Cię zabiorę jako moje +1. Deal?


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
07-12-2011 20:11 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
Skoro już tak prosisz, to łaskawie się zgodzę


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
07-12-2011 20:18 
 Ocena 3 na 3
Alicja Duda (25557 punktów)
>Przysięgam, że jeśli zostanę ambasadorem albo ministrą SZ będziesz dostawał zaproszenie...
Jak już to nie ambasadorem ale ambasadorką i ministerką.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
07-12-2011 22:28 
 Ocena 4 na 4
Elka I Ponura (7473 punktów)
Racja, gdzieś mi się auto-co-wreck włączył.

Ministerka mi się nie podoba, znacznie bardziej wolę ministrę. Kojarzy mi się z jakichś przyczyn z Walkirią.. ^_^


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
08-12-2011 22:03 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
>Ministerka mi się nie podoba, znacznie bardziej wolę ministrę. Kojarzy mi się z jakichś przyczyn z Walkirią.. ^_^

Chętniej pójdę z ministrą niż z ministerką


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
04-12-2011 13:35 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
O, to, to! Na ślub córki wybieram się właśnie w takim kostiumie ze spodniami (dżinsy trochę chyba nie uchodzą, ona by wprawdzie nie miała nic przeciwko, ale jednak...) i sugestie "teściowej", że "może suknia wieczorowa albo chociaż garsonka" pominęłam wzgardliwym milczeniem.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
02-12-2011 18:56 
 Ocena 6 na 6
liliac (147340 punktów)
>Ale w pracy powinien okazać szacunek zarówno współpracownikom, jak i uczniom. Szacunek wyraża się m.in. przez strój stosowny do okoliczności.

Nigdy w sumie nie uznawałam stroju za element wyrażający cokolwiek poza moimi prywatnymi upodobaniami estetycznymi. Nigdy też nie doszukiwałam się w odzieży wyrazu szacunku bądź jego braku. Ale może ja już taka nietypowa jestem
02-12-2011 19:31 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>>Ale w pracy powinien okazać szacunek zarówno współpracownikom, jak i uczniom. Szacunek wyraża się m.in. przez strój stosowny do okoliczności.
>Nigdy w sumie nie uznawałam stroju za element wyrażający cokolwiek poza moimi prywatnymi upodobaniami estetycznymi. Nigdy też nie doszukiwałam się w odzieży wyrazu szacunku bądź jego braku. Ale może ja już taka nietypowa jestem
Możliwe. Ja uważam, że to jest element kultury, który respektuję. Do pracy zawsze ubieram się starannie, szczególnie, jeśli mam zajęcia. Nie idę w dżinsach na rozmowę kwalifikacyjną, ani w adidasach na wesele.
02-12-2011 19:55 
 Ocena 6 na 6
liliac (147340 punktów)
>>Nigdy w sumie nie uznawałam stroju za element wyrażający cokolwiek poza moimi prywatnymi upodobaniami estetycznymi. Nigdy też nie doszukiwałam się w odzieży wyrazu szacunku bądź jego braku. Ale może ja już taka nietypowa jestem
>Możliwe. Ja uważam, że to jest element kultury, który respektuję.

Owszem, można to nazwać elementem kultury, jak wszystkie tzw. "normy społeczne". Dalece nie wszystkie z nich sobie cenię, tych, których sobie nie cenię, nie respektuję bez wyraźnego przymusu (ale też niekoniecznie łatwo jest mnie zmusić).

>Do pracy zawsze ubieram się starannie

Ot, kwestia definicji tego, co "staranne". Strój powinien być czysty. Ten element "staranności" pochwalam i stosuję. Reszta to kwestie w znacznej mierze indywidualne. Nigdy nie zatrudniłabym się w miejscu, w którym obowiązuje jakiś konkretny "dress code" (nie mówię o odzieży ochronnej).

>Nie idę w dżinsach na rozmowę kwalifikacyjną

...bo istnieje spore prawdopodobieństwo, że potencjalny pracodawca jest przywiązany do tzw. "norm społecznych". Skala dostosowania się zależna jest od skali istotności danej sytuacji formalnej. Inna rzecz, że w kostium/garsonkę nie ubiorę się niezależnie od poziomu desperacji - nie lubię takich strojów i nie zamierzam w nie inwestować.

>ani w adidasach na wesele.

Organizator imprezy zazwyczaj daje do zrozumienia, jaki strój chciałby na danym spotkaniu widzieć i - rzeczywiście - w przypadku "proszonej" imprezy może oczekiwać od gości pewnego do swych oczekiwań dopasowania. Jeśli oczekiwania mi się nie podobają, mogę z imprezy zrezygnować.
02-12-2011 20:08 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>>Do pracy zawsze ubieram się starannie
>Ot, kwestia definicji tego, co "staranne". Strój powinien być czysty. Ten element "staranności" pochwalam i stosuję. Reszta to kwestie w znacznej mierze indywidualne. Nigdy nie zatrudniłabym się w miejscu, w którym obowiązuje jakiś konkretny "dress code" (nie mówię o odzieży ochronnej).
Dla mnie staranność to coś więcej. Staram się wyglądać profesjonalnie, co nie znaczy, że nigdy nie ubieram jeansów. Ale zwykle wtedy mam marynarkę np.
Na uni nie ma konkretnego dress code'u, ale jednak oceniają nas (studenci i współpracownicy) również po wyglądzie.

>>Nie idę w dżinsach na rozmowę kwalifikacyjną
>...bo istnieje spore prawdopodobieństwo, że potencjalny pracodawca jest przywiązany do tzw. "norm społecznych". Skala dostosowania się zależna jest od skali istotności danej sytuacji formalnej. Inna rzecz, że w kostium/garsonkę nie ubiorę się niezależnie od poziomu desperacji - nie lubię takich strojów i nie zamierzam w nie inwestować.
Owszem. Ja też nie noszę garsonek, ale na obronę i na rozdanie dyplomów, na konferencję - trudno jest ubrać się inaczej.
Szczególnie, że będą osoby tzw. starej daty.

>>ani w adidasach na wesele.
>Organizator imprezy zazwyczaj daje do zrozumienia, jaki strój chciałby na danym spotkaniu widzieć i - rzeczywiście - w przypadku "proszonej" imprezy może oczekiwać od gości pewnego do swych oczekiwań dopasowania. Jeśli oczekiwania mi się nie podobają, mogę z imprezy zrezygnować.
A zrezygnowałabyś w przypadku typowego stylu, czyli stroje wieczorowe?
02-12-2011 20:24 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>Staram się wyglądać profesjonalnie

To dla mnie enigmatyczne dość stwierdzenie

>Ale zwykle wtedy mam marynarkę

Chyba gdzieś powinnam mieć jakąś marynarkę, ale nie jestem pewna

>oceniają nas (studenci i współpracownicy) również po wyglądzie.

A niech sobie oceniają. Jak już mówiłam - na szczęście prędzej czy później się przyzwyczajają (ostatnio od naszej pracowej emerytki doczekałam się określenia "malownicza" na temat swojej odzieży w miejsce wcześniejszych niezadowolonych spojrzeń).
Od studentów (kontakty szczęśliwie nieregularne) - oczywiście - też nie oczekuję jakiegoś szczególnego wyglądu. Sama przez studia przebiegłam w ramach obuwia zmiennego stosując klapki-japonki tudzież tenisówki. Bawiło mnie to wtedy szalenie.

>Owszem. Ja też nie noszę garsonek, ale na obronę i na rozdanie dyplomów, na konferencję - trudno jest ubrać się inaczej.

Jak już mówiłam - nie mam i nigdy nie miałam. Prawdopodobieństwo, że w przewidywalnej przyszłości będę mieć jest nikłe. Zresztą i tak zwykle się odziewam w sukienki i spódniczki - to będzie musiało wystarczyć.

>A zrezygnowałabyś w przypadku typowego stylu, czyli stroje wieczorowe?

Definicja stroju wieczorowego płynną jest. Sukienki mam. Różne. Zapewne uznałabym, że któraś pasuje (jakkolwiek nie wiem czy którakolwiek podpada pod klasyczną definicję). Zresztą i tak utrzymuję bliższe stosunki raczej z ludźmi, którzy tolerują moje zwyczaje odzieżowe, a do nieznajomych/nielubianych na wesele przecież nie pójdę
04-12-2011 11:27 
 Ocena 1 na 1
marcin1902 (3438 punktów)
>co nie znaczy, że nigdy nie ubieram jeansów.

poradnia.pwn.pl/lista.php?id=10676


"W Anglii ludzie starają się być błyskotliwi przy śniadaniu. To straszne. Tylko głupcy są bowiem błyskotliwi o tej porze." Oscar Wilde
02-12-2011 20:55 
 Ocena 2 na 2
Artur@R (7115 punktów)
>Nigdy w sumie nie uznawałam stroju za element wyrażający cokolwiek ...<

A brak stroju uznałabyś za...?

Jeśli strój uznajemy za element kultury (szeroko rozumianej) - a jest nim na pewno - to z zasady jest on (strój) wyrazem, ekspresją, znakiem, komunikatem, itd.
Może on wyrażać, "mówić o" upodobaniu estetycznym lub/i być wyrazem szacunku - jest to relatywne i zależy od osoby, relacji, miejsca, okoliczności, czasu, wrażliwości, itp.
Z ubiorem jest podobnie jak z komunikowaniem się poprzez używanie "kulturalnego" i poprawnego języka - można na to zwracać uwagę lub nie, ale zawsze jego forma (poprawność lub jej brak) niesie ze sobą przekaz, informację, stosunek, mówi o osobie.
Nota bene, poprawnośc językowa jest wymogiem regulaminowym na tym portalu, właśnie ze względu na
"trzymanie poziomu" czyli kultury... i(!) wzajemnego szacunku


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
02-12-2011 21:09 
 Ocena 7 na 7
liliac (147340 punktów)
>A brak stroju uznałabyś za...?

...kiepski wybór na taką pogodę

>Jeśli strój uznajemy za element kultury (szeroko rozumianej) - a jest nim na pewno - to z zasady jest on (strój) wyrazem, ekspresją, znakiem, komunikatem, itd.
>Może on wyrażać, "mówić o" upodobaniu estetycznym lub/i być wyrazem szacunku - jest to relatywne i zależy od osoby, relacji, miejsca, okoliczności, czasu, wrażliwości, itp.

Dlatego piszę o swojej opinii na ten temat. Nie zniechęcam ludzi do garniturów/garsonek, etc, ale też w miarę możności trzymam się z daleka od tych, którzy by ich próbowali ode mnie wymagać.

>Z ubiorem jest podobnie jak z komunikowaniem się poprzez używanie "kulturalnego" i poprawnego języka

Znów - kwestia indywidualna. Osobiście uważam komunikat "odzieżowy" za mniej istotny niż komunikat językowy.

>Nota bene, poprawnośc językowa jest wymogiem regulaminowym na tym portalu, właśnie ze względu na "trzymanie poziomu" czyli kultury... i(!) wzajemnego szacunku

I za wymóg poprawności językowej go sobie cenię. Wymóg "zgodnej z oczekiwaniami społecznymi poprawności odzieżowej" mnie nie interesuje i towarzystwo na takim wymogu się skupiające również by mnie nie interesowało. Kwestia hierarchii ważności. Po prostu nie wszystkie normy cenię sobie jednakowo.
03-12-2011 00:21 
 Ocena 2 na 2
Artur@R (7115 punktów)
>Po prostu nie wszystkie normy cenię sobie jednakowo.<
Jest to jedno z podstawowych naszych praw, uznaję i uważam to za wyraz indywidualność.
Nie miałem zamiaru w żadnym momencie tego negować.
Odniosłem się jedynie do kwestii "wyrażania szacunku".
Szacunek można "wyrażać" jedynie w relacjach czyli szeroko rozumianej komunikacji między osobami(grupami).
Komunikujemy się na różnym płaszczyznach : werbalnie i pozawerbalnie.
W każdej z nich wyrażamy (komunikujemy) nasze emocje, odczucia, stany umysłu, stosunki, nastawienia, a w wśród nich również szacunek.
A ponieważ pozawerbalnym sposobem komunikowania się jest także strój - jego "formą" czyli doborem, "kompozycją", czystością itp - szacunek wyrazić można.
A czy to czynić trzeba, należy, czy to ważne czy też nie, to - jak mam nadzieję uzgodniliśmy - kwestia indywidualnego podejścia, hierarchii, wrażliwości i rozmaitych uwarunkowań.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
05-12-2011 05:25 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>A ponieważ pozawerbalnym sposobem komunikowania się jest także strój - jego "formą" czyli doborem, "kompozycją", czystością itp - szacunek wyrazić można.

Tak, ale zwróć uwagę, że tylko w określony sposób to działa. Według tabelki.

To tak jak z tymi sandałami i skarpetkami, ktoś sobie ustalił i tak jest. Nieładnie jest się na pogrzebie pojawić w hawajskiej koszuli (nawet jak się będzie wyło razem z resztą), ale nie ma zasad dotyczących tego jakim samochodem trzeba na ten pogrzeb podjechać, żeby szacunek pokazać.

Są oczywiste absurdy, jak to, że do kościoła nie można w krótkich spodenkach wejść. Bóg nas nagimi stworzył, ale jak się pokaże w kościele kolano, to jest brak szacunku.

Kolejny idiotyzm - żucie gumy prowadząc rozmowę. Pamiętam jak się nauczyciele pieklili kiedy człowiek sobie gumę ciumkał na lekcji. Że brak szacunku wyrażają. Ale nie jest brakiem szacunku śmierdzieć komuś w twarz jak się z nim rozmawia
Artur@R (7115 punktów)
>Tak, ale zwróć uwagę, że tylko w określony sposób to działa. Według tabelki.<

Zwróciłem - dlatego użyłem wyrażenia "można"

>... ktoś sobie ustalił i tak jest.<
>Są oczywiste absurdy..<
>Kolejny idiotyzm ...<

Również to wziąłem pod uwagę podsumowując swoją wypowiedź zdaniem:
" to (..) kwestia indywidualnego podejścia, hierarchii, wrażliwości i rozmaitych uwarunkowań"


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
05-12-2011 05:18 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>Jeśli strój uznajemy za element kultury (szeroko rozumianej) - a jest nim na pewno - to z zasady jest on (strój) wyrazem, ekspresją, znakiem, komunikatem, itd.

Ubiór ubiorem, pozwala identyfikować osoby z tego samego otoczenia, o podobnych poglądach, zainteresowaniach. Może świadczyć o wielu rzeczach, przy czym ciężko jest powiedzieć o czym konkretnie bez zapoznania się z danym człowiekiem.

Albo jakie kto ma włosy... cholera, ja mam włosy długie nie dlatego, że słucham metalu, czy dlatego, że czczę szatana, tylko dlatego, że mi w takich cholernie wygodnie. Zimą ciepło, latem w czachę nie praży - same pozytywy.

Komunikat związany z ubraniem trafia do pewnej grupy ludzi, z pewną grupą może się człowiek identyfikuje - kogo to obchodzi? Czy też raczej kogo to powinno obchodzić?

>Z ubiorem jest podobnie jak z komunikowaniem się poprzez używanie "kulturalnego" i poprawnego języka - można na to zwracać uwagę lub nie, ale zawsze jego forma (poprawność lub jej brak) niesie ze sobą przekaz, informację, stosunek, mówi o osobie.

Ale czy zawsze ten stereotypowy komunikat jest zbieżny z rzeczywistością? Czy człowieka powinno się oceniać po tym co się nam wydaje na podstawie niepisanych tabelek, jakimi się społeczeństwo posługuje?
Artur@R (7115 punktów)
>Może świadczyć o wielu rzeczach, przy czym ciężko jest powiedzieć o czym konkretnie bez zapoznania się z danym człowiekiem.<

I o tym właśnie mówi zadnie :
"z zasady jest on (strój) wyrazem, ekspresją, znakiem, komunikatem, itd."

>Komunikat związany z ubraniem trafia do pewnej grupy ludzi, z pewną grupą może się człowiek identyfikuje - kogo to obchodzi? Czy też raczej kogo to powinno obchodzić?<

"Komunikat" jest "wysyłany" - i tylko o tym pisałem.
Jak zostanie odebrany: poprawnie czy też nie, zgodnie z rzeczywistościa czy nie czyli stricte ocenianie i wartościowanie - nie było i nie jest treścią mojej wypowiedzi - napisałem:
"...jest to relatywne i zależy od osoby, relacji, miejsca, okoliczności, czasu, wrażliwości, itp."

>Ale czy zawsze ten stereotypowy komunikat jest zbieżny z rzeczywistością? Czy człowieka powinno się oceniać po tym co się nam wydaje na podstawie niepisanych tabelek, jakimi się społeczeństwo posługuje?

To jeszcze raz dla jasności napiszę:
W swojej wypowiedzi nie sugerowalem żadnych "powinności".
Stwierdziłem jedynie, iż "forma" stroju jak i mowy również "niesie ze sobą przekaz, informację, stosunek, mówi o osobie.".
Nic nie wspomniałem o tym jaki to przekaz, jaka informacja, jaki stosunek i co mówi o osobie - to wysztko zależy: od wrażliwosci, empatii, wyczucia, inteligencji, charakteru "odbierajacego komunikat" i "nadawcy" czyli indywidualnych cech oraz dodatkowo, od miejsca, czasu, okoliczności, realcji itp.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
spellbinder (8577 punktów)
>I o tym właśnie mówi zadnie :
> "z zasady jest on (strój) wyrazem, ekspresją, znakiem, komunikatem, itd."

To zdanie mówi, tak to odbieram, że ubiór jest znakiem. A znaki są możliwe do odczytania przez praktycznie każdego.

Przy czym ja wcale nie twierdzę, że ubranie jest jedynie znakiem. Może wcale znakiem nie być. Może być nastawione na wywołanie pewnej reakcji u określonej grupy ludzi, bez możliwości głębszego wnioskowania na temat danego człowieka.

>Jak zostanie odebrany: poprawnie czy też nie, zgodnie z rzeczywistościa czy nie czyli stricte ocenianie i wartościowanie - nie było i nie jest treścią mojej wypowiedzi - napisałem:
> "...jest to relatywne i zależy od osoby, relacji, miejsca, okoliczności, czasu, wrażliwości, itp."

Jeśli ubiór zależy od miejsca i czasu to nie to znaczy, że nie zawsze zależy od człowieka. Wtedy jest to nawet zaprzeczenie szacunkowi do danego człowieka.

Druga sprawa, że już w tym zdaniu zawierasz wskazówkę, że można oceniać i wartościować i wrażliwość człowieka, a także stopień zażyłości jego z otoczeniem na podstawie jego ubioru.

>Stwierdziłem jedynie, iż "forma" stroju jak i mowy również "niesie ze sobą przekaz, informację, stosunek, mówi o osobie.".

Mówi o sobie, ale w języku niestety nieznanym To tak, jakby nie mówiła.
05-12-2011 04:54 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>Nigdy w sumie nie uznawałam stroju za element wyrażający cokolwiek poza moimi prywatnymi upodobaniami estetycznymi. Nigdy też nie doszukiwałam się w odzieży wyrazu szacunku bądź jego braku. Ale może ja już taka nietypowa jestem

Zdecydowanie. Pamiętam, była taka akcja w którymś liceum, że kolesia z dreadami nie dopuścił dyrektor do matury. Koleś należał raczej do tych pilnych uczniów, ale za te włosy wyrażające "brak szacunku" nie został wpuszczony. Zresztą wystarczy wpisać w wujcia odpowiednią frazę i wychodzi, że całkiem sporo osób zostało w ten sposób z buta potraktowanych - właśnie za dready, albo za inne fryzury.

Ja osobiście zostałem zwyzywany przez nauczyciela od "idiotów" za to, że przyszedłem po wyniki matury w krótkich spodenkach - na maturę ubrałem się przepisowo, ale jako że to było skoro świt, to zdążyłem wrócić do domu, zjeść obiad, przebrać się i wrócić. Ale wtedy już nie mogli niczego zrobić.

Tak właśnie działa ten "szacunek", jednostronnie (bo oczywiście dyrektor wyraża tak swój szacunek do ucznia chcąc go sprowadzić na jedyną słuszną drogę) i w odmóżdżony sposób.
30-11-2011 23:25 
 Ocena 4 na 4
Marek1952 (330 punktów)
>-Tu naprawdę Ci się pomyliło. Nie pamiętam żadnych lekcji dobrego wychowania. Wprost przeciwnie, to że w tym kraju mamy taką masę chamstwa i złodziejstwa zawdzięczamy socjalistycznemu wychowaniu właśnie. Im dalej na Wschód, tym bardziej chamstwo popularne. Brak poszanowania dla cudzej pracy i własności prywatnej jak i wspólnej. Jeżdżący na Zachód dziwią się skąd u tamtejszych ludzi spontaniczna życzliwość i pogoda ducha, czego u nas doświadczyć o wiele trudniej, choćby u kierowców.

- Zapewne chodziłeś do kiepskiej szkoły. W mojej uczono uprzejmości dla ludzi starszych , szacunku dla rodziców . Tempiono wszelkie przejawy agresji . Było nie do pomyślenia by uczeń mogł bezkarnie używać wulgaryzmów na terenie szkoły .
Oczywiście były również minusy w tym brak szacunku dla mienia wspólnego ale i tak aktów bezsensownego wandalizmu było mniej .
A szacunek do pracy to częściej widzę u osób mojego pokolenia . Co do zagranicy to często tam bywam i widzę , że ludzie sa bardzej uśmiechnięci zapewne dlatego , że o godzinie 17 kończą pracę i starcza im nie tylko na rachunki. Polski pracownik pracuje po 10,12,14 godzin a 10 każdego miesiąca losuje rachunki , które ma zapłacić.

A tak na marginesie to mam nie odparte wrażenie , że " Im dalej na Wschód, tym bardziej chamstwo popularne " Jest dla ciebie pojęciem nieznanym . Proponuję wycieczkę na dawne kresy by się przekonać jak krzywdzące są twoje opinie oparte na stereotypie pijanego czerwonoarmisty .
30-11-2011 23:44 
 Ocena 2 na 2
RX500 (1813 punktów)
(zablokowany)
> - Zapewne chodziłeś do kiepskiej szkoły. W mojej uczono uprzejmości dla ludzi starszych , szacunku dla rodziców . Tempiono wszelkie przejawy agresji . Było nie do pomyślenia by uczeń mogł bezkarnie używać wulgaryzmów na terenie szkoły .
>Oczywiście były również minusy w tym brak szacunku dla mienia wspólnego ale i tak aktów bezsensownego wandalizmu było mniej .
Tępiono, to odnośnie kiepskiej szkoły. WF-ista cham, ale przewodniczący POP, PO-wiec cham i wulgarny prostak, rusycystka kompletna kretynka mdlejąca na samo imię Lenina, ale oczywiście nie wszyscy tak trafili, czyli nie o lata edukacji chodzi tylko o ludzi, różnych jak zawsze. Szacunek dla starszych to z domu się wynosi, ale nie jest on wartością sama w sobie. Czy każdy bandyta, gdy się zestarzeje staje się od razu godny szacunku? Szacunek przynależy się pewnym wartościom, zasadom, ,zachowaniom, czynom, nie przysługuje z racji samego wieku. Aktów wandalizmu było mniej, bo nie było co niszczyć i mediów które by to nagłaśniały.

>A tak na marginesie to mam nie odparte wrażenie , że " Im dalej na Wschód, tym bardziej chamstwo popularne " Jest dla ciebie pojęciem nieznanym . Proponuję wycieczkę na dawne kresy by się przekonać jak krzywdzące są twoje opinie oparte na stereotypie pijanego czerwonoarmisty.
-Nie dziękuję, słyszałem jak kolega musiał wciąż komuś płacić jakieś haracze aby w ogóle stamtąd wrócić w całości.


Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia - Albert Camus
01-12-2011 00:07 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)

>Tępiono, to odnośnie kiepskiej szkoły. WF-ista cham, ale przewodniczący POP, PO-wiec cham i wulgarny prostak, rusycystka kompletna kretynka mdlejąca na samo imię Lenina, ale oczywiście nie wszyscy tak trafili, czyli nie o lata edukacji chodzi tylko o ludzi, różnych jak zawsze.
Ano właśnie. Sporo wartościowych, obiecujących ludzi w czasie wojny zniknęło (Powstanie, emigracja itp), ale nie było tak, że zostało samo ścierwo. Tak w szkołach jak i w domach było wiele dobrego, ale generalnie polskiego dziadostwa pędzelkiem nie zamaluje. Barachło, które pozwalało we własnych sporach i własnej głupocie rozbierać swój kraj nie odmieni się za sprawa magii i dzisiaj też wyłazi wszystkimi porami życia społecznego.

>Szacunek dla starszych to z domu się wynosi, ale nie jest on wartością sama w sobie.
Jasne! Starych głupców jest po kokardkę!

>Aktów wandalizmu było mniej, bo nie było co niszczyć i mediów które by to nagłaśniały.
Ale satysfakcja jaka! Dziś nieosiągalna: urwanie jednej słuchawki w automacie telefonicznym na warszawskim Ursynowie odcinało od świata ćwierć miliona ludzi!

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Marek1952 (330 punktów)
>
Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia - Albert Camus


- Jak widzę lubisz generalizować . Mylisz społeczeństwo z garstką hołoty wykorzystującej zajmowane stanowisko lub działajacych w strukturach podziemia. Ja byłem służbowo dwa lata na terenie Białorusi wróciłem żywy z dużym bagażem przyjemnych wspomnień jak również negatywnych. Jednak nie każdy Polak to złodziej , nie każdy Rosjanin to alkoholik i nie każdy Amerykanin bije murzynów.
RX500 (1813 punktów)
(zablokowany)
> - Jak widzę lubisz generalizować . Mylisz społeczeństwo z garstką hołoty wykorzystującej zajmowane stanowisko lub działajacych w strukturach podziemia. Ja byłem służbowo dwa lata na terenie Białorusi wróciłem żywy z dużym bagażem przyjemnych wspomnień jak również negatywnych. Jednak nie każdy Polak to złodziej , nie każdy Rosjanin to alkoholik i nie każdy Amerykanin bije murzynów.
-Akurat ja nie generalizuję, nigdzie tego nie widać. Pisałem o ogólnych tendencjach, że im bardziej na wschód tym gorzej z kulturą, nie że same chamy tutaj żyją.

Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia - Albert Camus
03-12-2011 08:40 
 Ocena 1 na 1
perun (8610 punktów)

>-Nie dziękuję, słyszałem jak kolega musiał wciąż komuś płacić jakieś haracze aby w ogóle stamtąd wrócić w całości.
To nie haracze płacił. Tradycje płącił. Tak to się nazwa. A gdie tradycja aaa?
01-12-2011 01:04 
 Ocena 3 na 3
spellbinder (8577 punktów)
> - Zapewne chodziłeś do kiepskiej szkoły. W mojej uczono uprzejmości dla ludzi starszych , szacunku dla rodziców .

Szkoda, że nie uczono iż na szacunek trzeba sobie zapracować

>Tempiono wszelkie przejawy agresji .

Czym? Agresją?

>Było nie do pomyślenia by uczeń mogł bezkarnie używać wulgaryzmów na terenie szkoły .

Tego to już absoulutnie nie rozumiem - jaki w tym był cel? Osobę, która nie reaguje na reprymendy powinno się przenieść do innej placówki, a nie wprowadzać więzienny terror. Teraz się tego też, niestety nie robi.
30-11-2011 23:32 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)
>Nie pamiętam żadnych lekcji dobrego wychowania.
A ja pamiętam!
Magiczne słowa to były "proszę, przepraszam, dziękuję", a nie "abra kadabra" jak teraz....
Nauczyciele w szkole sprawdzali czy mamy chusteczki do nosa - takie szmaciane, wielokrotnego użytku...
Jadło się z zamkniętymi ustami i gumę żuło takoż (choć tylko w ostateczności)...
W autobusie czy na ulicy ktoś zawsze mógł zwrócić uwagę nieokrzesanemu gamoniowi i to było respektowane...
W skrajnych wypadkach ktoś z totalnego dna społecznego miał szansę być wychowany "na ulicy" - dzisiaj nie do pomyślenia!

>Wprost przeciwnie, to że w tym kraju mamy taką masę chamstwa i złodziejstwa zawdzięczamy socjalistycznemu wychowaniu właśnie.
Ach popatrz, popatrz! Tysiąc lat chrześcijaństwa w pół wieku obrócone w perzynę!
Całe szczęście, że teraz nastąpiło Odrodzenie! Po prostu miodzio!

>Im dalej na Wschód, tym bardziej chamstwo popularne. Brak poszanowania dla cudzej pracy i własności prywatnej jak i wspólnej. Jeżdżący na Zachód dziwią się skąd u tamtejszych ludzi spontaniczna życzliwość i pogoda ducha, czego u nas doświadczyć o wiele trudniej, choćby u kierowców.
Ano, polskie dziadostwo wyłazi wszystkimi szczelinami kiedy tylko wymknie się spod kontroli cywilizacji...


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
01-12-2011 00:08 
 Ocena 1 na 1
RX500 (1813 punktów)
(zablokowany)
>Ach popatrz, popatrz! Tysiąc lat chrześcijaństwa w pół wieku obrócone w perzynę!
>Całe szczęście, że teraz nastąpiło Odrodzenie! Po prostu miodzio!
-Nic nie nastąpiło. Socjalizm nahodował hołoty, która przynosi wstyd za granicą. To imigranci ze wschodu są tam sprawcami największej liczby przestępstw, powiedzenie "Polak to złodziej" nie wzięło się znikąd. To nie wina natury ludzi ze wschodniej Europy, tylko panującego tu ustroju przez kilkadziesiąt lat. Przyjedzie taki zza granicy i się jeszcze chwali, że rower sobie przywiózł, stał przy ulicy wziął sobie. I to nie jednostkowy przypadek. Z zakładów pracy PRLu wynosiło się coś czasami, wtedy to była zaradność, teraz nazywamy to złodziejstwem.

Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia - Albert Camus
01-12-2011 00:13 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)
> Z zakładów pracy PRLu wynosiło się coś czasami, wtedy to była zaradność, teraz nazywamy to złodziejstwem.
W zasadzie mój poprzedni post, którego nie zdążyłeś przeczytać wyjaśnia sprawę przypominając sens wypowiedzi Wielopolskiego czy Norwida. Dzisiaj, po mojemu, mamy dalszy ciąg wielowiekowej tradycji polskiej: Tusk - sprzedawczyk (choć jakby przychodzi na niego refleksja), Kaczyński - warchoł. Jeno nikt nie chce nas już rozbierać, bo otumaniony Balcerowicz i jego epigoni wszystko co mogli już oddali.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
RX500 (1813 punktów)
(zablokowany)
>W zasadzie mój poprzedni post, którego nie zdążyłeś przeczytać wyjaśnia sprawę przypominając sens wypowiedzi Wielopolskiego czy Norwida. Dzisiaj, po mojemu, mamy dalszy ciąg wielowiekowej tradycji polskiej: Tusk - sprzedawczyk (choć jakby przychodzi na niego refleksja), Kaczyński - warchoł. Jeno nikt nie chce nas już rozbierać, bo otumaniony Balcerowicz i jego epigoni wszystko co mogli już oddali.

-To coś wyjaśnia? To mieszanka populizmu z demagogią w stylu elektoratu samoobrony.


Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia - Albert Camus
01-12-2011 11:25 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>-To coś wyjaśnia? To mieszanka populizmu z demagogią w stylu elektoratu samoobrony.
Wyjaśnia, że opluskwianie krótkiego okresu w dziejach Polski (pod względem kultury niesłychanie owocnego!) to mieszanka populizmu z demagogią w stylu ... Sam-Wiesz-Kogo.

I przychylam się do opinii Autora wątku, że jakieś emocjonalne wycinki przysłaniają Ci całą rzeczywistość. Ja też nieraz latałem do sklepu po kawałek zwyczajnej i 10 dkg szynki - byłem obsługiwany często bez kolejki: "Choć tu, dziecko, pierwsze, bo ty mamie pomagasz" - inne klientki (głównie klientki) miały czas, miały życzliwość.
Był też czas rozbuchanych ambicji (nie mówię, że niesłusznie) i kolejek po prawie wszystko z kieszeniami pełnymi pieniędzy. Ja, w przeciwieństwie do większości, nie tęskniłem na zabój do hamerykanskich pełnych sklepów i pustych portfeli. I dzisiaj jeszcze wielu pamiętających targa ambiwalencja.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
RX500 (1813 punktów)
(zablokowany)
>I przychylam się do opinii Autora wątku, że jakieś emocjonalne wycinki przysłaniają Ci całą rzeczywistość.
-Emocjonalne wycinki?! Połowa życia w tym gównie. Nieraz usłyszało się, czego?, drzwi! Nie ma! Nie wiem kiedy będzie! A kierowca PKSu czuł się jak bóg, piękne czasy.

> Ja, w przeciwieństwie do większości, nie tęskniłem na zabój do hamerykanskich pełnych sklepów i pustych portfeli. I dzisiaj jeszcze wielu pamiętających targa ambiwalencja.
-To jeszcze jest Białoruś. Tak właśnie wychowuje socjalizm, wypacza nie wychowuje, żal prostych słów.


Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia - Albert Camus
01-12-2011 07:40 
 Ocena 1 na 1
Marek1952 (330 punktów)
>-Nic nie nastąpiło. Socjalizm nahodował hołoty, która przynosi wstyd za granicą. To imigranci ze wschodu są tam sprawcami największej liczby przestępstw, powiedzenie "Polak to złodziej" nie wzięło się znikąd. To nie wina natury ludzi ze wschodniej Europy, tylko panującego tu ustroju przez kilkadziesiąt lat. Przyjedzie taki zza granicy i się jeszcze chwali, że rower sobie przywiózł, stał przy ulicy wziął sobie. I to nie jednostkowy przypadek. Z zakładów pracy PRLu wynosiło się coś czasami, wtedy to była zaradność, teraz nazywamy to złodziejstwem.

- Socjalizm odszedł w niebyt ponad 25 lat temu . obecnie na zachód do pracy wyjeżdżają osoby urodzone u jego sychłku lub po jego upadku. W większości są tam cenieni . Oczywiście pojechał tam również margines społeczny szukający łatwego zarobku.
01-12-2011 10:40 
 0 na 2
RX500 (1813 punktów)
(zablokowany)
> - Socjalizm odszedł w niebyt ponad 25 lat temu . obecnie na zachód do pracy wyjeżdżają osoby urodzone u jego sychłku lub po jego upadku. W większości są tam cenieni . Oczywiście pojechał tam również margines społeczny szukający łatwego zarobku.

-Ano właśnie. Ci co już nie są skażeni systemem są cenieni.

Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia - Albert Camus
01-12-2011 12:17 
 Ocena 4 na 4
Elka I Ponura (7473 punktów)
>-Ano właśnie. Ci co już nie są skażeni systemem są cenieni.

Acha. Czyli dwudziestopięciolatek z magistrem ekonomii, na stażu i robiący MBA nie jest skażony systemem, a dwudziestopięciolatek bez magistra - ba, bez studiów w ogóle - robiący fury jest skażony. Acha. Ok.


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
RX500 (1813 punktów)
(zablokowany)
>Acha. Czyli dwudziestopięciolatek z magistrem ekonomii, na stażu i robiący MBA nie jest skażony systemem, a dwudziestopięciolatek bez magistra - ba, bez studiów w ogóle - robiący fury jest skażony. Acha. Ok.
-Nie ma co chrzanić, nie tędy miał iść temat. Nie chodzi o ludzi, tylko system, który niczego dobrego nie uczył, nie wychowywał tylko wypaczał, na szczęście nie wszystkich.


Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia - Albert Camus
02-12-2011 06:39 
 Ocena 2 na 2
Elka I Ponura (7473 punktów)
Co wy mi tu, dobry człowieku, opowiadacie? Pewne skażenie "ogólną" mentalnością komunizmu - jasne, jak najbardziej, ale to nie jest totalne sprowadzenie każdego do poziomu wiejskiego przygłupa przecież! Większość mojego środowiska albo przeżyła całe swoje życie albo urodziła się w okolicach '50 - '80. Chamów, hołoty i kombinatorów wśród nich mikroskopijnie mało. Kilka "mamutów", które nie zmienią przyzwyczajeń jest, ale to są rzeczy odrobinę bardziej subtelne niż alergia na podstawową kulturę.

Rozumiem, że nie znosisz komuny szczerze i z pasją, ale nie zwalaj na nią wszystkiego, co się da, ani nie próbuj zaprzeczać, że miała - mało, bo mało - ale kilka dobrych punktów. Realnie, nie emocjonalnie. Bo mi zaczyna tu jechać "a na drzewach, zamiast liści...".


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
02-12-2011 10:13 
 Ocena 1 na 1
RX500 (1813 punktów)
(zablokowany)
>Co wy mi tu, dobry człowieku, opowiadacie? Pewne skażenie "ogólną" mentalnością komunizmu - jasne, jak najbardziej, ale to nie jest totalne sprowadzenie każdego do poziomu wiejskiego przygłupa przecież! Większość mojego środowiska albo przeżyła całe swoje życie albo urodziła się w okolicach '50 - '80. Chamów, hołoty i kombinatorów wśród nich mikroskopijnie mało. Kilka "mamutów", które nie zmienią przyzwyczajeń jest, ale to są rzeczy odrobinę bardziej subtelne niż alergia na podstawową kulturę.

-Pewnie nie chcesz zrozumieć o co chodzi, albo nie potrafisz. Właśnie o to chodzi, że ustrój promował te "mamuty" i przygłupów. Wystarczy zebrań partyjnych z tamtych lat posłuchać. Władze, służby bezpieczeństwa, ogólnie stanowiska z przydziału były dla przygłupów służących wiernie ustrojowi. Sklepy zasrańce nawet swoje miały. To nie było wychowawcze, uczciwość i prawda nie popłacały. Nawet siedziało się za to.

>Rozumiem, że nie znosisz komuny szczerze i z pasją, ale nie zwalaj na nią wszystkiego, co się da, ani nie próbuj zaprzeczać, że miała - mało, bo mało - ale kilka dobrych punktów. Realnie, nie emocjonalnie. Bo mi zaczyna tu jechać "a na drzewach, zamiast liści...".
Oczywiście. I jest za co nie znosić bo gorszego gówna ludzie na ziemi nie wymyślili. I nie miała żadnych dobrych punktów, które nie mogłyby być realizowane gdyby jej nie było.


Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia - Albert Camus
02-12-2011 11:08 
 Ocena 4 na 4
Marek1952 (330 punktów)
>Oczywiście. I jest za co nie znosić bo gorszego gówna ludzie na ziemi nie wymyślili. I nie miała żadnych dobrych punktów, które nie mogłyby być realizowane gdyby jej nie było.

- Zaczynając ten wątek nie miałem w zamiarze brania socjalizmu w obronę a tylko przedstawić swoje spojrzenie na pewne wartości ponad czasowe i ustrojowe.
Nie mogę jednak pozostać obojętny na tego typu komentarze. Każdy ma prawo do swojej oceny tych czy inny wydarzeń jednak każdy fanatyzm budzi moje oburzenie.
To nie socjalizm był gówniany a cześć elit władzy. Tak zresztą jak obecnie .
Mówisz , że nic tam nie było takiego co dzisiaj nie można stworzyć.

Ja wymienię parę takich rzeczy.

1. Ośmiogodzinny dzień pracy
2. Szkolnictwo , które nie puszczało rodziców z torbami.
3. Kolonie i obozy dla młodzieży z zakładów pracy opłacane z funduszu socjalnego. Uprzedzam twoją ripostę na temat niskich zarobków . Były one adekwatne do podstawowych kosztów utrzymania rodziny. Nikt wówczas nie zarabiał tylko na czynsz mieszkaniowy.
4. opieka lekarska - do chirurga zapisywałem się rano a po południu byłem przyjęty.

Chcę być dobrze zrozumiany nie pragnę powrotu komuny ale też protestuję przed określaniem ludzi wówczas urodzonych mianem chamów , matołów i.t.p
Większa część tego społeczeństwa w latach po wojennych brała udział w odbudowie tego kraju często nawet nie licząc na wynagrodzenie . Oszołomy , kanalie i zwykłe świnie nie są domeną konkretnego ustroju a występują w każdej formacji ustrojowej.

Dla mnie człowiek na poziomie to taka osoba , która potrafi w miarę obiektywnie oceniać fakty i pokazywać co jest lub było w porządku a co nie.
Trwając w postawie , że wszystko co nie po mojej myśli to wielkie G................... , możesz szybko trafić do klubu Maciarewicza i zamiast szturmówki nosić krzyż z napisem Smoleńsk pomścimy.
02-12-2011 20:33 
 Ocena 2 na 2
RX500 (1813 punktów)
(zablokowany)
>- Zaczynając ten wątek nie miałem w zamiarze brania socjalizmu w obronę a tylko przedstawić swoje spojrzenie na pewne wartości ponad czasowe i ustrojowe.
>Nie mogę jednak pozostać obojętny na tego typu komentarze. Każdy ma prawo do swojej oceny tych czy inny wydarzeń jednak każdy fanatyzm budzi moje oburzenie.
>To nie socjalizm był gówniany a cześć elit władzy. Tak zresztą jak obecnie .
-Nie było elit z wyboru tylko z nadania i mądrość ani kwalifikacje nie były na pewno kryterium ich przydziału, tylko służalczość.
>Mówisz , że nic tam nie było takiego co dzisiaj nie można stworzyć.
>Ja wymienię parę takich rzeczy.
>1. Ośmiogodzinny dzień pracy
>2. Szkolnictwo , które nie puszczało rodziców z torbami.
>3. Kolonie i obozy dla młodzieży z zakładów pracy opłacane z funduszu socjalnego.
-Właśnie dlatego musiało to upaść jak teraz Grecja.

>Chcę być dobrze zrozumiany nie pragnę powrotu komuny ale też protestuję przed określaniem ludzi wówczas urodzonych mianem chamów, matołów i.t.p

Już mi się znudziło tłumaczyć, patrz odp. do Elki Ponurej ciut wyżej. Ogólnie dobrzy, mądrzy i uczciwi nie byli cenni dla tego ustroju.

>Dla mnie człowiek na poziomie to taka osoba , która potrafi w miarę obiektywnie oceniać fakty i pokazywać co jest lub było w porządku a co nie.
>Trwając w postawie , że wszystko co nie po mojej myśli to wielkie G................... , możesz szybko trafić do klubu Maciarewicza i zamiast szturmówki nosić krzyż z napisem Smoleńsk pomścimy.
-A po czyjej to było myśli, Moskwy chyba. Znasz jakichś sławnych mądrych ludzi, artystów, poetów, pisarzy, aktorów, którzy pochwalą tamten ustrój?
Może coś z Kuronia, z piosenek Kaczmarskiego? Może z Barei, który wykpił to wszystko jak tylko mógł, na ile wolno było.
-Macierewicza sobie możesz...zauważ że dla niego nadal wszystko jest źle i trwa komuna. Czy między religiantami, a lewactwem nie ma już miejsca na normalnych ludzi?


Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia - Albert Camus
perun (8610 punktów)
To nie socjalizm był gówniany a cześć elit władzy. Tak zresztą jak obecnie .
Socjalizm tak, wypaczenia nie Już to kiedyś chyba słyszałem

>Mówisz , że nic tam nie było takiego co dzisiaj nie można stworzyć.
>Ja wymienię parę takich rzeczy.
>1. Ośmiogodzinny dzień pracy
Za 8 godz to zarobiłbym pewnie z 1500 zeta na miesiąc. Ja pracuje od 10 do 15 godzin choć nikt mnie nie zmusza. Jak ja pracuje więcej mam więcej kasy, wtedy więcej ma też mój szef. Posty i sprawiedliwy układ.

>2. Szkolnictwo , które nie puszczało rodziców z torbami.
Byle jakie rzeczywiście nie puszcza z torbami. Dobre potrafi.

>3. Kolonie i obozy dla młodzieży z zakładów pracy opłacane z funduszu socjalnego. Uprzedzam twoją ripostę na temat niskich zarobków . Były one adekwatne do podstawowych kosztów utrzymania rodziny. Nikt wówczas nie zarabiał tylko na czynsz mieszkaniowy.
Każdy płacił na te wczasy. Wszyscy mieli po równo Teraz wystarczy przez rok odkładać co miesiąc parę groszy i wysłąć dzieciaka też na wczasy, często ciekawsze.

>4. opieka lekarska - do chirurga zapisywałem się rano a po południu byłem przyjęty.
Ja nie zapisuję się. Idę płacę i mnie przyjmuje. Nie mam czasu czekać do popołudnia.

>Chcę być dobrze zrozumiany nie pragnę powrotu komuny ale też protestuję przed określaniem ludzi wówczas urodzonych mianem chamów , matołów i.t.p
Też protestuję. Nie mieli wtedy wyboru zbytniego w jakim systemie chcą żyć.

>Większa część tego społeczeństwa w latach po wojennych brała udział w odbudowie tego kraju często nawet nie licząc na wynagrodzenie . Oszołomy , kanalie i zwykłe świnie nie są domeną konkretnego ustroju a występują w każdej formacji ustrojowej.
A kto miał odbudowywac kraj? W Niemczech robili to Turcy?

>Dla mnie człowiek na poziomie to taka osoba , która potrafi w miarę obiektywnie oceniać fakty i pokazywać co jest lub było w porządku a co nie.
A co w poprzednim systemie było w porządku? Czy się stało, czy leżało 2000 się zarabiało?

>Trwając w postawie , że wszystko co nie po mojej myśli to wielkie G................... , możesz szybko trafić do klubu Maciarewicza i zamiast szturmówki nosić krzyż z napisem Smoleńsk pomścimy.

Co mi winien Smoleńsk, że go Zygmunt Waza zdobył ponownie dla WKL w 1611 r?
Marek1952 (330 punktów)
>Socjalizm tak, wypaczenia nie Już to kiedyś chyba słyszałem

- Każdy system można wypaczyć historia zna takie przykłady

>>1. Ośmiogodzinny dzień pracy
>Za 8 godz to zarobiłbym pewnie z 1500 zeta na miesiąc. Ja pracuje od 10 do 15 godzin choć nikt mnie nie zmusza. Jak ja pracuje więcej mam więcej kasy, wtedy więcej ma też mój szef. Posty i sprawiedliwy układ.

- Sprawiedliwy układ jest wtedy , kiedy człowiek pracuje po to żeby żyć a nie żyje po to by pracować .
Pewnie niewież ale przeważajaca część społeczeństwa pracuje wiecej niż 8 godzin a dostaje 1500 zł brutt. Spróbuj policzyć ile to jest netto.

>Byle jakie rzeczywiście nie puszcza z torbami. Dobre potrafi.

Byle jakie , nie obrażaj swoich rodziców zapewne są wykształeceni . Tak się głupi składa , że większość szefów dużych firm to ludzie wykształeceni w komiunie. Posiadają tytuły , inż. , mgr. a nie licencjata . I nie mów mi , że to układ. Sam układ nie zastąpi szarych komurek. Ja wykształciłem sie w socjaliźmie i nie byłem jeszcze ani jednego dnia na bezrobociu mimo , że mam juz 6 krzyżyk . Zapewniam cię niekorzystam z programu 50 +

>Każdy płacił na te wczasy. Wszyscy mieli po równo Teraz wystarczy przez rok odkładać co miesiąc parę groszy i wysłąć dzieciaka też na wczasy, często ciekawsze.

- Czy ty jesteś pewny , że mieszkasz w Polsce ?
Bardzo wiele rodzin nie ma czasami na obiad dla dzieci a ty mówisz o oszczędzaniu .

>>4. opieka lekarska - do chirurga zapisywałem się rano a po południu byłem przyjęty.
>Ja nie zapisuję się. Idę płacę i mnie przyjmuje. Nie mam czasu czekać do popołudnia.

Ja też płacę ale ja to nie wszycy , ty też nie jesteś całościa społeczeństwa .

>>Większa część tego społeczeństwa w latach po wojennych brała udział w odbudowie tego kraju często nawet nie licząc na wynagrodzenie . Oszołomy , kanalie i zwykłe świnie nie są domeną konkretnego ustroju a występują w każdej formacji ustrojowej.
>A kto miał odbudowywac kraj? W Niemczech robili to Turcy?

- Nie bardzo rozumiesz . Ludzie ci wykonali z pobudek ideowych pracę dla Herkulesa . Wówczs nie pytali co ja z tego będę miał ?

Nie daj się zwodzić pozorom . W socjaliźmie nie było misek przykręconych do stołu . Ludzie w większości pracowali uczciwie . Powiedzenie czy się stoi czy sie leży odnosiło się do bezsensy gospodarki a nie do nieróbstwa .
03-12-2011 20:49 
 Ocena 2 na 2
liliac (147340 punktów)
Bardzo cię proszę - używaj funkcji "podgląd".
perun (8610 punktów)

>- Każdy system można wypaczyć historia zna takie przykłady
Każdy, ale nie każdy aż tak się wypacza jak socjalizm. Jakoś żaden inni tylu zbrodni nie popełnił co socjalizm. Chyba, ze komunizm i narodowysocjalizm to nie socjalizm?

>>>1. Ośmiogodzinny dzień pracy

> - Sprawiedliwy układ jest wtedy , kiedy człowiek pracuje po to żeby żyć a nie żyje po to by pracować .
Widzisz, ja pracuje na procent. Mam 11% z obrotu jakie zrobi mój szef w ciągu miesiąca plus 1000 zeta, taka pensja czy sie stoi czy lezy. Niby z czego ma mój szef zapłacić mi więcej, jeśli on z reszty płaci zusy, podatki, paliwo, energie, amortyzacje sam. Po zapłacie on ma trochę mniej niż ja z wypłaty. Z czego niby ma mi zapłacić za 8 godzin pracy 6000zł? Chałupe sprzedać i w namiocie żyć coby mi socjal zapłacić? Masz jakiegoś pomysła?
Jak będą mniejsze podatki to i ja zarobie więcej, szef też i państwo też.

>Pewnie niewież ale przeważajaca część społeczeństwa pracuje wiecej niż 8 godzin a dostaje 1500 zł brutt. Spróbuj policzyć ile to jest netto.
Nie moja wina. Niech zmienią pracę, poszukają innej. Ja mógłbym zarabiać więcej w innym zawodzię, ale nie chce mi się na linkach myć szyb w wieżowacach. Za stary jestem. Jeśli pracują to chyba im sie opłaca. Moja kobieta pracowała też za 1500 zeta pół roku. Po tym jak powiedziła, że się zwalnia dostała 1500 zeta netto, nie brutto. Niby nie wiele, ale na waciki jej styka. Choć ..wolałaby nie pracować. Miałby kto się dzieciakiem zająć.Dobrze że babcia na miejscu.

>>Byle jakie rzeczywiście nie puszcza z torbami. Dobre potrafi.
>Byle jakie , nie obrażaj swoich rodziców zapewne są wykształeceni . Tak się głupi składa , że większość szefów dużych firm to ludzie wykształeceni w komiunie. Posiadają tytuły , inż. , mgr. a nie licencjata . I nie mów mi , że to układ. Sam układ nie zastąpi szarych komurek. Ja wykształciłem sie w socjaliźmie i nie byłem jeszcze ani jednego dnia na bezrobociu mimo , że mam juz 6 krzyżyk . Zapewniam cię niekorzystam z programu 50 +
Moja kobieta posiada tytuł magistra i licencjat z psychologii jakiejś i resocjalizacji. Tyle, że ten papierek nikomu do niczego nie jest potrzebny.Co innego jakby miałą inżyniera.
Mówiłem, że szkoda kasy na studia, które nikomu do niczego nie są potzrebne oprócz dumy jej rodzinki
Ja też wykształciłem sie za PRL i nie narzekam, ani na kasę, ani na bezrobocie. Mój szef od pól roku szuka pracowanika, ale jakoś trudno mu znależc w tym kraju berozbocia.

>>Każdy płacił na te wczasy. Wszyscy mieli po równo Teraz wystarczy przez rok odkładać co miesiąc parę groszy i wysłąć dzieciaka też na wczasy, często ciekawsze.
> - Czy ty jesteś pewny , że mieszkasz w Polsce ?
W samym centrum i jestem zadowolony. Byłbym bardziej gdyby państwo kradło mi mniej kasy z podatków. Wtedy moje dwie kobiety wysłałbym na lepsze wczasy. Ja nie jeżdzę bo nie mam czasu. Ale, może w tym roku se ze dwa tygodnie zafunduje 1wszy raz od 4 lat wczasy. A co. A i szef mi nie płaci za wczasy tzn oprócz tego 1000 zeta.

>Bardzo wiele rodzin nie ma czasami na obiad dla dzieci a ty mówisz o oszczędzaniu .
Wiesz za PRL też głodny do szkoły chodziłem bo było nas i jest 9 cioro rodzeństwa. I matka czasami nie miała na obiad. A w opiece była raz. Więcej tam nie zajrzała jak zaproponowali jej chyba 100 złoty zapomogi hhee . Ale to już w RP. Takie życie, czasami nie jest łatwo, ale to nie znaczy, że ktoś cos musi Ci dać. Ja odkąd skończyłem 15 lat sam na siebie w miarę zarabiałem i uczyłem się. Od tamtej pory wszystko co mam, mam dzieki sobie, choć mam niewiele to akurat tyle ile mi trezba.

>Ja też płacę ale ja to nie wszycy , ty też nie jesteś całościa społeczeństwa .
Wszyscy to nawet w niebie nie będą Ja też tam nie bedę.

>- Nie bardzo rozumiesz . Ludzie ci wykonali z pobudek ideowych pracę dla Herkulesa . Wówczs nie pytali co ja z tego będę miał
Budowali swoje domy, swój kraj dla swoich dzieci. Wtedy socjalu nie było to nikt nie pytał ''co ja z tego będe miał.Tak jak dawno temu ludzie nie pytali się ''co ja będe z tego miał jak umrrę za swój kraj''Jakiej tu niby idei więcej potrzeba?
Dlatego ja nie piszę o tych ludziach, tylko o systemie.

>Nie daj się zwodzić pozorom . W socjaliźmie nie było misek przykręconych do stołu . Ludzie w większości pracowali uczciwie . Powiedzenie czy się stoi czy sie leży odnosiło się do bezsensy gospodarki a nie do nieróbstwa .
Noo tyle, że bezensowna gospodarka to wynik socjalizmu. Tak jak dzsiejsze kłopoty RP gospodarcze to też wynik socjalizmu. I komu przeszkadzała Ustawa Wilczka?
01-12-2011 00:59 
 Ocena 2 na 2
spellbinder (8577 punktów)
>Magiczne słowa to były "proszę, przepraszam, dziękuję", a nie "abra kadabra" jak teraz....

Słowa i zwyczaje się zmieniają. Kiedyś się kobiety całowało w rączkę... dziś już nie ma takiej konieczności. Dziś dla niektórych nastolatek komentarz typu "ale suczka" jest pełnoprawnym komplementem i tu się nie ma co kłócić która wersja jest lepsza, tylko trzeba zaakceptować zdanie ludzi na ten temat. Po prostu.

Dla mnie (i po dziś dzień nawet) dość enigmatyczne było jak się z kobietą witać... nie widuję ich często, ale przychodzi dajmy na to taka koleżanka na "imprezę"... i jednej to rękę podać, innej to buzi na policzek... inna to buzi na policzek nie na przywitanie, ale na pożegnanie już tak. Kolejna czeka jak kołek, aż ja tą rękę podam. Absurd jakiś.

>Jadło się z zamkniętymi ustami i gumę żuło takoż (choć tylko w ostateczności)...

Od tego jest właśnie język, żeby ludzi upominać. Jeśli ktoś zaczyna jeść nie tyle nieobyczajnie, co po prostu w sposób denerwujący czy obrzydliwy, to trzeba takiemu zwrócić uwagę.

To, że jest jakiś starodawny zwyczaj regulujący w którą nogawkę należy wytrzeć ręce po jedzeniu chipsów ziemniaczanych, czy jakim widelczykiem należy nakładać twarożek na bułkę, nie oznacza jeszcze, że powinniśmy tych zasad ślepo przestrzegać. Naprawdę nie ma żadnego znaczenia, czy ktoś je z otwartymi, czy zamkniętymi ustami (tudzież jak łyżkę trzyma).

>W autobusie czy na ulicy ktoś zawsze mógł zwrócić uwagę nieokrzesanemu gamoniowi i to było respektowane...

Jaki to jest problem - zapytać, bo nie zawsze jest tak, że człowiek "z premedytacją" nie ustępuje? Co to znaczy "zwrócić uwagę"? Nie zwrócić uwagę, tylko zapytać trzeba. Bo każdy ma takie samo prawo do użytkowania miejsca w autobusie/tramwaju.
Marek1952 (330 punktów)
>Jaki to jest problem - zapytać, bo nie zawsze jest tak, że człowiek "z premedytacją" nie ustępuje? Co to znaczy "zwrócić uwagę"? Nie zwrócić uwagę, tylko zapytać trzeba. Bo każdy ma takie samo prawo do użytkowania miejsca w autobusie/tramwaju.

- Zapewne mamy już taką słabowitą młodzież.
01-12-2011 12:32 
 Ocena 5 na 5
Elka I Ponura (7473 punktów)
> - Zapewne mamy już taką słabowitą młodzież.

Ano, młodzież bywa słabowita. I młodzież sobie nie życzy np być "przypadkiem" kopaną po nodze w stabilizatorze, bo nie ustępuje miejsca w tramwaju. Taka młodzież może również miewać pogorszenia jakiejś niekoniecznie objawiającej się donośnie i spektakularnie choroby która rozwala mięśnie i nie czuje się zobowiązana, w związku z tym, naklejać sobie na czole kartki ze stosownym oświadczeniem. Stąd też osoba potrzebująca usiąść może zapytać, bo to jej nie zabije, czy nie ustąpiono by jej miejsca. Kultura w obu kierunkach. To nie boli. A jaka przy tym wartość edukacyjna! Młody byk poproszony o ustąpienie miejsca, może pierwszy raz w życiu, będzie miał okazję doznać ćwiczeń w kulturalnej konwersacji. Polecam, bo i tak czynię w nielicznych przypadkach korzystania z komunikacji zbiorowej. Jeśli nie dla wartości edukacyjnej - to dla ładunku komicznego oblicza rzeczonego byka.


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
01-12-2011 12:35 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
> - Zapewne mamy już taką słabowitą młodzież.

Co roku tysiące ludzi łamie nogi. Spora część to ludzie młodzi. Nie widzę powodu, dla którego młody człowiek, który ledwo co się zdążył "zrosnąć" ma nosić ze sobą kartkę, na której spisał błagalne wołania o pozwolenie na siedzenie w tramwaju, bo go dajmy na to boli.
30-11-2011 23:47 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
A tak co do Wschodu.
Mój tato pracuje w Moskwie. Swego czasu mieszkał tam w hotelu robotniczym, żalił się, że panowie to często brudni chodzą, brzydko pachną. Raz jeden tak waniał na całą okolicę, że nie wytrzymali i wsadzili go siłą w ciuchach do wanny.

Mówię, że może przyjechał z jakiś stepów, mieszkał w jurcie, nie wie co to wanna... a tato na to - Ania! To był Polak! U nas pracują tylko Polacy!
01-12-2011 07:53 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
>Nie pamiętam żadnych lekcji dobrego wychowania.
Ja pamiętam. Ale może to tylko była taka fanaberia mojej wychowawczymi z podstawówki. Ona była przedwojenna (nawet chyba "przedpierwszowojenna"), więc na każdej lekcji wychowawczej były jakieś nauki savoir-vivre'u.
>to że w tym kraju mamy taką masę chamstwa i złodziejstwa zawdzięczamy socjalistycznemu wychowaniu właśnie.
Nie. Zawdzięczamy to brakowi wychowania. Nie wiem, dlaczego, ale niektórym rodzicom wcale nie zależało. Socjalizm nie jest żadną przeszkodą w nauczeniu dziecka mówienia "dzień dobry", "proszę" i "dziękuję".
Akurat te trzy zwroty bardzo się w sklepie przydają. I jeszcze czwarty, "do widzenia".

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
01-12-2011 10:48 
 Ocena 2 na 2
RX500 (1813 punktów)
(zablokowany)
>>Nie pamiętam żadnych lekcji dobrego wychowania.
>Ja pamiętam. Ale może to tylko była taka fanaberia mojej wychowawczymi z podstawówki. Ona była przedwojenna (nawet chyba "przedpierwszowojenna"), więc na każdej lekcji wychowawczej były jakieś nauki savoir-vivre'u.

-No właśnie przedwojenna. Zależy na jakich ludzi się trafiło. Sam system oświaty socjalistycznej zaś nie miał priorytetów odnośnie dobrego wychowania.

>>to że w tym kraju mamy taką masę chamstwa i złodziejstwa zawdzięczamy socjalistycznemu wychowaniu właśnie.
>Nie. Zawdzięczamy to brakowi wychowania. Nie wiem, dlaczego, ale niektórym rodzicom wcale nie zależało. Socjalizm nie jest żadną przeszkodą w nauczeniu dziecka mówienia "dzień dobry", "proszę" i "dziękuję".

-A skąd brak wychowania? Gdy pod sklepem toczyła się walka o chleb i cukierki trudno było o dzień dobry, dziękuję, do widzenia. Socjalizm ma tu swój udział.


Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia - Albert Camus
01-12-2011 11:20 
 Ocena 1 na 1
Marek1952 (330 punktów)
>-A skąd brak wychowania? Gdy pod sklepem toczyła się walka o chleb i cukierki trudno było o dzień dobry, dziękuję, do widzenia. Socjalizm ma tu swój udział.

Mam dziwne przekonanie , że tamte czasy znasz tylko z przekazów prasowych . Kolejki w sklepach i totalny brak towarów spożywczych to lata 80 -te. W latach sześcdziesiatych mama posyłała mnie do sklepu bym kupił kotlety schabowe i nie było z tymm żadego problemu . Zawsze problem był z art. technicznymi ale też nie widziałem bójek pod sklepem .
Socjalizm oderwany był od realizmu gospodarczego i musiał upaść ale to wcale nie oznacza , że ludzie tamtego okresu to hołota .
01-12-2011 12:09 
 Ocena 1 na 1
RX500 (1813 punktów)
(zablokowany)

>Mam dziwne przekonanie , że tamte czasy znasz tylko z przekazów prasowych . Kolejki w sklepach i totalny brak towarów spożywczych to lata 80 -te. W latach sześcdziesiatych mama posyłała mnie do sklepu bym kupił kotlety schabowe i nie było z tymm żadego problemu . Zawsze problem był z art. technicznymi ale też nie widziałem bójek pod sklepem .
-Masz błędne przekonanie. Co dwa dni przywożono chleb. Pojawiał się pomiędzy 7, a 12, cały czas trzeba było pilnować kolej i wyglądać kiedy wreszcie przywiozą z GS. Dawali po 2, chyba że stał osie drugi raz w kolejce i nie zabrakło. Ludzie byli oddzieleni sznurkiem od półek i łatwo dochodziło do pyskówek. Od lat 80 tych problem był z każdym rodzajem towarów i w takich czasach żyłem.

>Socjalizm oderwany był od realizmu gospodarczego i musiał upaść ale to wcale nie oznacza , że ludzie tamtego okresu to hołota .
-Ale ustrój promował hołotę, na szczęście nie wszyscy "shołocieli"

Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia - Albert Camus
01-12-2011 12:39 
 Ocena 4 na 4
Elka I Ponura (7473 punktów)
> Od lat 80 tych problem był z każdym rodzajem towarów i w takich czasach żyłem.

A kolega Ci tłumaczy, jak komu dobremu, że system słusznie miniony nie składał się, li i jedynie, z lat osiemdziesiątych.

Chciałam również nadmienić, że moi rodzice owe lata osiemdziesiąte przeżyli już jako dorośli ludzie i jakoś przez ten cały czas nie "zhołocieli". Magia jakaś...


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
01-12-2011 15:57 
 Ocena 1 na 1
RX500 (1813 punktów)
(zablokowany)
>> Od lat 80 tych problem był z każdym rodzajem towarów i w takich czasach żyłem.
>A kolega Ci tłumaczy, jak komu dobremu, że system słusznie miniony nie składał się, li i jedynie, z lat osiemdziesiątych.
-Co z tego, lata 80te nie wzięły się znikąd, były konsekwencją lat poprzednich, brnięcie w durny system musiało do tego doprowadzić. Okres "stalinowski" tez nie był zbyt przyjemny i wychowawczy.

>Chciałam również nadmienić, że moi rodzice owe lata osiemdziesiąte przeżyli już jako dorośli ludzie i jakoś przez ten cały czas nie "zhołocieli". Magia jakaś...

-Gratulacje, ale na pewno z hołotą się nieraz zetknęli, kombinatorami, złodziejami, donosicielami, łapówkarzami, "załatwiaczami". Sami musieli pewnie nieraz coś załatwiać, zamiast kupić, dać w łapę lekarzowi lub jakiemuś magazynierowi. To właśnie robił ten system. Dla kogo to było złe nie tęskni za tym (nie "zhołociał"), innym się podobało (oni właśnie dali się "zhołocić").


Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia - Albert Camus
01-12-2011 16:15 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>>> Od lat 80 tych problem był z każdym rodzajem towarów i w takich czasach żyłem.
>>A kolega Ci tłumaczy, jak komu dobremu, że system słusznie miniony nie składał się, li i jedynie, z lat osiemdziesiątych.
>-Co z tego, lata 80te nie wzięły się znikąd, były konsekwencją lat poprzednich, brnięcie w durny system musiało do tego doprowadzić. Okres "stalinowski" tez nie był zbyt przyjemny i wychowawczy.
>>Chciałam również nadmienić, że moi rodzice owe lata osiemdziesiąte przeżyli już jako dorośli ludzie i jakoś przez ten cały czas nie "zhołocieli". Magia jakaś...
>-Gratulacje, ale na pewno z hołotą się nieraz zetknęli, kombinatorami, złodziejami, donosicielami, łapówkarzami, "załatwiaczami". Sami musieli pewnie nieraz coś załatwiać, zamiast kupić, dać w łapę lekarzowi lub jakiemuś magazynierowi. To właśnie robił ten system. Dla kogo to było złe nie tęskni za tym (nie "zhołociał"), innym się podobało (oni właśnie dali się "zhołocić").
A to było coś inaczej niż wcześniej czy później?
Hołotę to ja widzę teraz na każdym kroku. Nie mówiąc o tym, że nasze młode pokolenie, dzięki wspaniałej reformie oświaty, wkrótce dołączy w stopniu zidiocenia, do młodzieży USA
RX500 (1813 punktów)
(zablokowany)
>Hołotę to ja widzę teraz na każdym kroku. Nie mówiąc o tym, że nasze młode pokolenie, dzięki wspaniałej reformie oświaty, wkrótce dołączy w stopniu zidiocenia, do młodzieży USA
-Zidiocenie wcale nie jest większe i zależy co kto ma na myśli, dla jednego mędrzec to idiota i odwrotnie.

Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia - Albert Camus
01-12-2011 13:06 
 Ocena 2 na 2
Marek1952 (330 punktów)
>-Masz błędne przekonanie. Co dwa dni przywożono chleb. Pojawiał się pomiędzy 7, a 12, cały czas trzeba było pilnować kolej i wyglądać kiedy wreszcie przywiozą z GS. Dawali po 2, chyba że stał osie drugi raz w kolejce i nie zabrakło. Ludzie byli oddzieleni sznurkiem od półek i łatwo dochodziło do pyskówek. Od lat 80 tych problem był z każdym rodzajem towarów i w takich czasach żyłem.

Czy ty napewno mieszkałeś w Polsce a nie w sojuzie .

Krakowie do sklepu społem chleb w był przywożony na dwie zmiany.
RX500 (1813 punktów)
(zablokowany)
>Czy ty napewno mieszkałeś w Polsce a nie w sojuzie .
>Krakowie do sklepu społem chleb w był przywożony na dwie zmiany.
-Na wsi, tak wyglądała wtedy wieś, która tak tęskni teraz za tym, mimo iż to pamiętają i mogą potwierdzić co napisałem.

Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia - Albert Camus
Ania... (14138 punktów)
>>Czy ty napewno mieszkałeś w Polsce a nie w sojuzie .
>>Krakowie do sklepu społem chleb w był przywożony na dwie zmiany.
>-Na wsi, tak wyglądała wtedy wieś, która tak tęskni teraz za tym, mimo iż to pamiętają i mogą potwierdzić co napisałem.
To też na dziwnej wsi. Mam rodzinę na wsi. Nie brakowało im niczego. Mieli krówki, świnki, kury, chleb ciocia piekła sama, nie pamiętam, aby go w czasach komuny kupowała. Dzieci nigdy nie były głodne. Ale to zależało od rodziny, moja była bardzo pracowita. Po sąsiedzku bywało różnie - jedna rodzina nie potrafiła zadbać nawet o zebranie drewna na opał, jak brakło w nocy, to w nocy lecieli i szukali.
01-12-2011 16:40 
 Ocena 1 na 1
RX500 (1813 punktów)
(zablokowany)
>>-Na wsi, tak wyglądała wtedy wieś, która tak tęskni teraz za tym, mimo iż to pamiętają i mogą potwierdzić co napisałem.
>To też na dziwnej wsi. Mam rodzinę na wsi. Nie brakowało im niczego. Mieli krówki, świnki, kury, chleb ciocia piekła sama, nie pamiętam, aby go w czasach komuny kupowała.
-Potwierdzasz co napisałem, wszystko mieli swoje, kupić się nie dało, więc nieraz chleb piekli. Teraz wszystko kupują, mleko nawet i narzekają, że pieniędzy mało. Teraz mają abonamenty, rachunki za te wszystkie zdobycze cywilizacji, o których kiedyś nie marzyli nawet i się dziwią że kosztuje.

>Dzieci nigdy nie były głodne. Ale to zależało od rodziny, moja była bardzo pracowita. Po sąsiedzku bywało różnie - jedna rodzina nie potrafiła zadbać nawet o zebranie drewna na opał, jak brakło w nocy, to w nocy lecieli i szukali.
-Ja też nie byłem głodny, chleb ze smalcem się żarło (zdrowa dieta?) czy samym masłem, kartofle i co tam upiekli w domu, o tych wszystkich serkach bajerkach nawet człowiek nie wiedział, że to gdzieś istnieje na świecie, a banany to dopiero 1989r, tu zobaczyłem. Jak ktoś chce może do tego wrócić, pozbyć się telefonów, tunerów TV satelitarnych, samochodów, odłączyć się od wodociągu (ze studni wiadrami nosiłem), komputerów i internetu, piec sobie podpłomyki i zagryzać marchwią, nie biegać do sklepów po byle jogurty i inne zbytki. Zobaczysz ile pieniędzy w kieszeni zostanie.

Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia - Albert Camus
06-12-2011 07:43 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>To też na dziwnej wsi. Mam rodzinę na wsi. Nie brakowało im niczego. Mieli krówki, świnki, kury, chleb ciocia piekła sama, nie pamiętam, aby go w czasach komuny kupowała. Dzieci nigdy nie były głodne. Ale to zależało od rodziny, moja była bardzo pracowita. Po sąsiedzku bywało różnie - jedna rodzina nie potrafiła zadbać nawet o zebranie drewna na opał, jak brakło w nocy, to w nocy lecieli i szukali.

I od "polotu", że tak powiem. Jako dzieciak jeździliśmy z rodzicami na wakacje, na wieś do "bardzo dalekiej" rodziny.

Ludzie przezabawni. Chleb robili sami, ale taki, że się nim szło zatkać. Taki kleisty i gęsty, że tak powiem. Ich dieta składała się głównie z ziemniaków (i żeby było zabawnie, te ziemniaki trzymali w wilgotnej piwnicy, jak się tam wchodziło, to waliło po nozdrzach stęchlizną, pleśnią, grzybem i myszami, a z ziemniaków wyrastał dosłownie las odrostów) w , tego chleba i śmietany. Pamiętam szok, jak zobaczyłem co zjadają ci cali "kuzyni", jak to się mówiło. Na talerz śmietany tyle co zupy się normalnie nalewa, chleb w garść i dalejże opróżniać ten talerz.

Matka przywiozła im pomidorów, normalnych pomidorów. Byliśmy gdzieś w mieście, kupiła na targu. Z owoców to oni mieli tylko to, co się dobrze ze spirytusem komponuje. Dzieciaki nie wiedziały co to jest ten pomidor, nigdy nie jedli.

Po tym jednak, jak im posmakowały, "ciotka" zasadziła w przydomowym ogródku kilka krzaków. Sami by jednak na to nie wpadli. "Wujcio" lat koło 45 nie miał połowy zębów, podejrzewam, że witaminę C przyjmował tylko w postaci porzeczkówki.
Marek1952 (330 punktów)
>I od "polotu", że tak powiem. Jako dzieciak jeździliśmy z rodzicami na wakacje, na wieś do "bardzo dalekiej" rodziny.
>Ludzie przezabawni. Chleb robili sami, ale taki, że się nim szło zatkać. Taki kleisty i gęsty, że tak powiem. Ich dieta składała się głównie z ziemniaków (i żeby było zabawnie, te ziemniaki trzymali w wilgotnej piwnicy, jak się tam wchodziło, to waliło po nozdrzach stęchlizną, pleśnią, grzybem i myszami, a z ziemniaków wyrastał dosłownie las odrostów) w , tego chleba i śmietany. Pamiętam szok, jak zobaczyłem co zjadają ci cali "kuzyni", jak to się mówiło. Na talerz śmietany tyle co zupy się normalnie nalewa, chleb w garść i dalejże opróżniać ten talerz.
>Matka przywiozła im pomidorów, normalnych pomidorów. Byliśmy gdzieś w mieście, kupiła na targu. Z owoców to oni mieli tylko to, co się dobrze ze spirytusem komponuje. Dzieciaki nie wiedziały co to jest ten pomidor, nigdy nie jedli.
>Po tym jednak, jak im posmakowały, "ciotka" zasadziła w przydomowym ogródku kilka krzaków. Sami by jednak na to nie wpadli. "Wujcio" lat koło 45 nie miał połowy zębów, podejrzewam, że witaminę C przyjmował tylko w postaci porzeczkówki.

Wiadomość z radia Erewań
Jak podaje nasz reporter w Moskie na Placu Czerwonym rozdają zadarmo samochody .

Dzwoni słuchacz
Przepraszam byłem i nikt nie rozdaje .

Radio Erewań
Przepraszamy ale zaszło małe nieporozumienie. Bo to nie w Moskie ale w Petersburgu i nie na Placu Czerwonym ale na Placu Gorkiego i nie samochody ale rowery. Waże jest również , że nie rozdają a kradną.

Twoja odpowieść to taka własnie wiadomość . Czy to ,że mój sąsiad gromadzi w domu śmieci i myje się tylko jak go na mieście złapie ulewa świadczy o tym , że Poznaniacy to brudasy.

Ja też jeździłem na tzw. letnisko . Jadłem tam znakomite pierogi z borówkami , chleb bezkonserwantów , wyroby wędliniarskie własnej roboty przy , który obecne wędliny to pomyje. W ogródku przy domowym gospodyni miała wszystkie możliwe warzywa od pietruszki do ogórków.
Oczywiście były również minusy .
Wygódka za domem , łazienka w drewnianej bali .
spellbinder (8577 punktów)
>Twoja odpowieść to taka własnie wiadomość . Czy to ,że mój sąsiad gromadzi w domu śmieci i myje się tylko jak go na mieście złapie ulewa świadczy o tym , że Poznaniacy to brudasy.

Nigdzie nie napisałem, że wszyscy tak mieli, mają, czy mieć będą. Napisałem o jednym, konkretnym przypadku, który uważam za interesujący.
Ania... (14138 punktów)
Też racja, moja ciocia miała ciekawą kuchnię, zresztą moja babcia też sporo potraw robiła tak, jak u dziadziusia w domu się robiło - bo to z jego strony rodzina.
Pamiętam szok, jak zrobili pierogi z jagodami. To były pieczone bułki, nawet smaczne, ale przygotowałam się na pierogi! Zresztą pierogi te prawdziwe też były i to z wszystkim, polecam też jeżyny, bardzo smaczne w postaci pierogów.
A pierogi te pieczone były też z kaszą. Ja lubiłam, jako jedyna z rodziny

Ale niestety - rodziny o jakich piszesz to nie była kwestia tylko wsi, w mieście też tak bywa. Jeśli dla kogoś najważniejszy staje się alkohol, to tak właśnie jest.
01-12-2011 22:03 
 Ocena 4 na 4
-jad- (18783 punktów)
>-Ale ustrój promował hołotę, na szczęście nie wszyscy "shołocieli"

Ustrój nie ma nic do rzeczy. Różni ludzie byli wtedy i różni są teraz.
Powiesz może, że kapitalizm bardziej niż komuna skłania do życzliwości? Np. w pracy, w dużej korporacji, w przerwie w wyścigu szczurów. Albo może w szkole, gdzie niektóre dzieciaki pachną forsą a inne nędzą? Ciekawe czy uczą tam teraz tych słów magicznych


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
06-12-2011 11:10 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Dlaczego mnie to dziwi ? Ponieważ co by nie mówić o edukacji w szkole epoki socjalizmu był tam
>>kładziony duży nacisk na wychowanie.
>-Tu naprawdę Ci się pomyliło. Nie pamiętam żadnych lekcji dobrego wychowania. Wprost przeciwnie, to że w tym kraju mamy taką masę chamstwa i złodziejstwa zawdzięczamy socjalistycznemu wychowaniu właśnie. Im dalej na Wschód, tym bardziej chamstwo popularne. Brak poszanowania dla cudzej pracy i własności prywatnej jak i wspólnej.

Tak, to prawda - dobre elementy wychowania w PRL-owskiej szkole nie wynikały z panującej ideologii i ustroju, lecz z obyczajów, które są trwalsze niż ustrój polityczny. Dobre obyczaje, zakorzenione jeszcze w czasach II RP, wpłynęły pośrednio lub bezpośrednio na ludzi żyjących w PRL, a oni przetransponowali je dalej do następnego pokolenia, ponad chamstwem obcej, wschodniej cywilizacji związanej z komunizmem.
marcin1902 (3438 punktów)

>A może po postu obecnie kultury ludzie uczą się z obrad Sejmu.

Pewnie tak, albo w tej miłej społeczności zaczął dominować gen "chamstwa". Życie zmusiło nas do bycia chamami i tak się to rozpleniło...

Ps. Nie Stawiaj spacji przed przecinkami i kropkami.


"W Anglii ludzie starają się być błyskotliwi przy śniadaniu. To straszne. Tylko głupcy są bowiem błyskotliwi o tej porze." Oscar Wilde
spellbinder (8577 punktów)
Świat się zmienia i zasady zachowania się zmieniają wraz z nim.

To "dzień dobry", czy zły to tylko wierzchołek góry lodowej, ale w tym momencie można skupić się na interakcji w sklepie.

Z jednej strony przyzwyczailiśmy się (jako społeczeństwo) do widoku uprzedmiotowionych sklepikarzy... taki facet na kasie w supersamie jest niczym więcej, niż tylko białkowym robotem, który musi pokasować nasze "konsumpcjonalia". Sam mówi "dzień dobry" (albo i nie mówi), tonem sugerującym, że dzień dobry na pewno nie jest. Równie dobrze może zacząć od "a karta na punkty jest?".

Dochodzi do tego stres z jednej i z drugiej strony i gotowe. Komuś, kto czekał w kolejce nie chce się w ogóle gęby rozdziawiać.

Z drugiej strony ludzie przestają robić rzeczy, na które nie mają ochoty. Ograniczają ilość kontaktów, wymiksowują się ze świąt rodzinnych, których nienawidzą. Olewają też ludzi, z którymi nie chcą utrzymywać kontaktów. Kasjer/sklepikarz jest robotem, ma zrobić swoje i się odpierniczyć. Skoro nie będą gadać, to po cholerę zaczynać?

Ja bym jednak poruszył jeszcze jedną sprawę, a mianowicie - jakie znaczenie ma jakaś powitalna formułka?

Dobry dzień, czy zły - co za różnica? Po co te sztuczne rytuały i powiedzonka? Powiem szczerze, że czasami ten debilizm potrafi mnie zdenerwować. Choćby to podawanie łapy - jakiś absurd. Pamiętam taką jedną sytuację, stoję przed uczelnią, idzie sobie znajomy w moją stronę. Środek zimy jest. Facet kicha po rękach, no i parę sekund później, po wytarciu ręki o spodnie wyciąga do mnie łapę. Zamiast wypalić, że ma obsmarkaną rękę, powiedziałem, że jestem chory i nie podaję ręki żeby nie zarażać... on na to z rozbrajającą szczerością - "nie szkodzi, ja też jestem chory".

Absurd. Te wszystkie rytuały same z siebie nie mają żadnego znaczenia. Jeśli spotykam dobrego kumpla, wcale nie muszę zwracać się do przez to "dzień dobry", mogę od razu wypalić - "ty stary pe...geju, co ty na siebie włożyłeś?".

Jeśli uważam sąsiada za męski narząd rozrodczy pozbawiony ciągłości tkanek, to mogę go śmiało olać. Jeśli ktoś nie ma dla mnie żadnego znaczenia - po co? Czy powiedzenie "dzień dobry" coś zmieni?

Problemem jest tutaj samo podejście do ludzi, a nie to jak się do siebie zwracają.

Co do staruszek w tramwajach, to mnie osobiście najbardziej denerwowało to, że w większości nie potrafiły one zaznaczyć swoich potrzeb. Człowiek niemy się zrobił w tych środkach komunikacji miejskiej. Albo wyścig o fotel, albo inwektywy, albo nawet przemoc - raz widziałem jak staruszka ściągnęła na siłę jakiegoś chłopaka z siedzenia. Wystarczyłoby jednak powiedzieć - przepraszam, może pan/pani ustąpi?

Nie można zakładać z góry, że każdy młody człowiek siedzi i nie ustępuje, bo jest bucem. Może ma chorą nogę? Zdarza się, nawet nie tak rzadko jak może się wydawać.

W tym wypadku też można bez żadnych ozdobników po prostu zapytać, a nie traktować człowieka z miejsca jak chama. Zamiast grzeczność wymuszać - pozwolić jej rozkwitnąć tam, gdzie faktycznie ma ona uzasadnienie.
01-12-2011 08:10 
 Ocena 1 na 1
Marek1952 (330 punktów)
>Świat się zmienia i zasady zachowania się zmieniają wraz z nim.
>To "dzień dobry", czy zły to tylko wierzchołek góry lodowej, ale w tym momencie można skupić się na interakcji w sklepie.

Oczywiście, że świat się zmienia. Jednak pewne wartości są ponad czasowe. Do mojego dobrego kumpla krzyknę na powitanie cześc stary baranie. Jednak mijanemu sąsiadowi powiem dzień dobry panu.
Chamstwo jest chamstwem niezależnie od wieku . Dlatego ściąganie kogoś na siłę jest objawem braku kultury.
Oczywiście każda starszuksza może poprosić tylko po co wówczas zasady kultury.
A generalnie owe zasady jak napisła któryś z porzedników poprostu ułatwiają życie.
01-12-2011 12:24 
 Ocena 4 na 4
spellbinder (8577 punktów)
>sąsiadowi powiem dzień dobry panu.

Jeśli oczywiście sąsiad nie jest akurat baranem w naszym mniemaniu. Albo mamy go po prostu w czterech literach.

>Chamstwo jest chamstwem niezależnie od wieku . Dlatego ściąganie kogoś na siłę jest objawem braku kultury.
>Oczywiście każda starszuksza może poprosić tylko po co wówczas zasady kultury.

Po to, żeby nie było niedopowiedzeń i robienia "bo tak". Kolejna sprawa, że wtedy więcej byłoby interakcji między ludźmi,

>A generalnie owe zasady jak napisła któryś z porzedników poprostu ułatwiają życie.

Tylko częściowo. Poprzez ograniczenie kontaktów międzyludzkich wynikających z tych zwyczajowych zachowań, ludzie dziczeją (np. te staruszki, którym do łba nie przyjdzie, żeby kogoś poprosić o zwolnienie miejsca), nabierają fałszywych przekonań na temat innych grup "społecznych".
01-12-2011 12:38 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)
>Poprzez ograniczenie kontaktów międzyludzkich wynikających z tych zwyczajowych zachowań, ludzie dziczeją (np. te staruszki, którym do łba nie przyjdzie, żeby kogoś poprosić o zwolnienie miejsca), nabierają fałszywych przekonań na temat innych grup "społecznych".
Chyba nie rozumiem:
1. Staruszka wchodzi do tramwaju, młodzieniec wstaje, "Proszę, pani spocznie" , "Och, jaki z Pana gentleman", "Ależ bynajmniej".... - to jest be?
2. Staruszka wchodzi, młodzieniec siedzi, czeka, "Czy mógłby Pan być łaskaw?", "Ależ proszę" itp - to jest cacy?

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
01-12-2011 12:46 
 Ocena 5 na 5
Elka I Ponura (7473 punktów)
Obydwa są cacy. Nie cacy jest młodzieniec każący staruszce wyp... wyjść z pola jego wzroku. Albo staruszka wrzeszcząca i waląca siatą po nogach zamiast prosząca o ustąpienie miejsca.


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
01-12-2011 11:54 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>Problemem jest tutaj samo podejście do ludzi, a nie to jak się do siebie zwracają.

No oczywiście! Nie chodzi o sztywne, fałszywe formy, ale o życzliwe nawiązanie kontaktu zamiast idiotycznego udawania, że się tego drugiego człowiek nie zauważa.

A Ty nieco miotasz się w sprzecznościach. Tu i teraz jednako nieeleganckie jest podawanie wytartej po osmarkaniu ręki jak i jedzenie z rozdziawioną po krowiemu gębą.
Jeśli nie ma problemu z jedzeniem z otwartymi ustami czemu siłą rzeczy muszą towarzyszyć nieciekawe (dla niektórych) odgłosy, to kiedy można stosować Twoja radę:
>Jeśli ktoś zaczyna jeść nie tyle nieobyczajnie, co po prostu w sposób denerwujący czy obrzydliwy, to trzeba takiemu zwrócić uwagę.

Ja np. mam zawsze w kieszeniach chusteczki (za głębokiej komuny nosiłem zwitki papieru toaletowego) i dość często zdarza mi się obdarowywać nimi współobywateli. Kiedyś w dość eleganckiej restauracji dałem dwie paczki chusteczek dwóm odpieprzonym po europejsku gogusiom z laptopami co w czasie biznesowego obia.... tfu!.... lanczu pociągali nosami jak prostaki z feudalnych czworaków.

Ja tam jestem za jak najpełniejszym luzem, bez sztywnych form, ale - tu się przecież zgadzamy - kultura to nie tylko formy, rytuały. Jednakże kiedy ktoś sam nie czuje bluesa rytuały mogą być jedynym ratunkiem dla niego samego i jego otoczenia


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
spellbinder (8577 punktów)
>A Ty nieco miotasz się w sprzecznościach. Tu i teraz jednako nieeleganckie jest podawanie wytartej po osmarkaniu ręki jak i jedzenie z rozdziawioną po krowiemu gębą.

Wytarta ręka nie jest nieelegancka. Wytarta ręka jest wytarta niedokładnie, a ja naprawdę nie mam potrzeby dzielenia się z ludźmi (ani tym bardziej przyjmowania) bakteriami.

>Ja np. mam zawsze w kieszeniach chusteczki (za głębokiej komuny nosiłem zwitki papieru toaletowego) i dość często zdarza mi się obdarowywać nimi współobywateli.

Nie noszę z prozaicznej przyczyny - nie smarkam. I dlatego też, aby zachować podobny stan rzeczy, wolę nie zbliżać się do chorych ludzi, do których zbliżać się nie muszę

>Kiedyś w dość eleganckiej restauracji dałem dwie paczki chusteczek dwóm odpieprzonym po europejsku gogusiom z laptopami co w czasie biznesowego obia.... tfu!.... lanczu pociągali nosami jak prostaki z feudalnych czworaków.

Chamstwem według mnie jest w tym wypadku nie to, że biedulki smarkają, ale że pakują się w miejsce publiczne, w którym być wcale nie muszą, ze swoimi zarazkami.

>Ja tam jestem za jak najpełniejszym luzem, bez sztywnych form, ale - tu się przecież zgadzamy - kultura to nie tylko formy, rytuały. Jednakże kiedy ktoś sam nie czuje bluesa rytuały mogą być jedynym ratunkiem dla niego samego i jego otoczenia

Rytuały tylko pogłębiają problem. Ciemniak pozostanie ciemny, bo dalej nie będzie miał możliwości zrozumienia dlaczego powinno się wykonywać pewne czynności (a pewnych nie powinno).
01-12-2011 21:29 
 Ocena 4 na 4
sukulent (2309 punktów)
>Dochodzi do tego stres z jednej i z drugiej strony i gotowe. Komuś, kto czekał w kolejce nie chce się w ogóle gęby rozdziawiać.
>Z drugiej strony ludzie przestają robić rzeczy, na które nie mają ochoty. Ograniczają ilość kontaktów, wymiksowują się ze świąt rodzinnych, których nienawidzą. Olewają też ludzi, z którymi nie chcą utrzymywać kontaktów.

Jołki-połki, ze zacytuję klasyka.
Staram się traktować ludzi tak, jak sama chciałabym być traktowana. Uśmiecham się, mówię dzień dobry. Zwykle działa to zaraźliwie. Ci, co czakają do mnie w kolejce są w tej szczególnej sytuacji, że nie mogą w ogóle gęby nie rozdziawiać. Mają chore dzieci. Zapewne nie chcieliby ze mna utrzymywać kontaktu, ale muszą. Sytuacja przymusowa. Dla mnie też, bo bywa, że jeden z drugim rodzic brzydko pachnący i tłumaczyć mu trzeba trzy razy drukowanymi literami - ale to nie zwalnia z szacunku dla drugiej osoby. Ta przymusowa sytuacja staje się dla obu stron mniej dolegliwa, gdy zachowane są zasady kindersztuby.

Pozdrawiam

"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka" )
01-12-2011 22:19 
 Ocena 1 na 1
Marek1952 (330 punktów)
>Jołki-połki, ze zacytuję klasyka.
>Staram się traktować ludzi tak, jak sama chciałabym być traktowana. Uśmiecham się, mówię dzień dobry. Zwykle działa to zaraźliwie. Ci, co czakają do mnie w kolejce są w tej szczególnej sytuacji, że nie mogą w ogóle gęby nie rozdziawiać. Mają chore dzieci. Zapewne nie chcieliby ze mna utrzymywać kontaktu, ale muszą. Sytuacja przymusowa. Dla mnie też, bo bywa, że jeden z drugim rodzic brzydko pachnący i tłumaczyć mu trzeba trzy razy drukowanymi literami - ale to nie zwalnia z szacunku dla drugiej osoby. Ta przymusowa sytuacja staje się dla obu stron mniej dolegliwa, gdy zachowane są zasady kindersztuby.

Podoba mi się twoja wypowiedź . Uśmiech i kultura jest lekarstwem na otaczająca nas rzeczywistość.
02-12-2011 14:35 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>Ta przymusowa sytuacja staje się dla obu stron mniej dolegliwa, gdy zachowane są zasady kindersztuby.

W jakim sensie "mniej dolegliwa"? Wymuszony kontakt z kimś, kogo się nie lubi nie jest wcale rzeczą pozytywną.

Dla jednego człowieka to "dzień dobry" będzie rzeczą nauralną, a dla innego narzuconym przez społeczeństwo "kaprysem" - będą działać dokładnie jak te dzieci, którym mamusie każą mówić "dzień dobry" znienawidzonemu sąsiadowi.

Natomiast wszelkiej maści słowa dziękuję, przepraszam, dobry dzień nijak sytuacji nie pomagają. To tylko pusta forma, która co najwyżej sytuację może pogorszyć. Jeśli ma być interakcja, to niech ona będzie prawdziwa, a nie ubrana w fałszywe piórka zachowań zwyczajowych.
03-12-2011 13:29 
 Ocena 6 na 6
sukulent (2309 punktów)
>W jakim sensie "mniej dolegliwa"? Wymuszony kontakt z kimś, kogo się nie lubi nie jest wcale rzeczą pozytywną.

Nie "nie lubi". Rodzice moich pacjentów nie mają do mnie żadnego stosunku. Przychodzą, bo zmusza ich choroba dziecka. Gdyby tylko mogli, woleliby być gdzie indziej; gdziekolwiek indziej. Jeżeli się do nich uśmiecham i pozdrawiam - czują się lepiej - i to widać, słychać i czuć.

>Dla jednego człowieka to "dzień dobry" będzie rzeczą naturalną, a dla innego narzuconym przez społeczeństwo "kaprysem" - będą działać dokładnie jak te dzieci, którym mamusie każą mówić "dzień dobry" znienawidzonemu sąsiadowi.

Może i tak, ale muszą się liczyć z reakcją drugiej strony. Jak mi rodzic dziecka "odburka" lub nie odpowiada na dzień dobry, to robi mi przykrość.

>Natomiast wszelkiej maści słowa dziękuję, przepraszam, dobry dzień nijak sytuacji nie pomagają. To tylko pusta forma, która co najwyżej sytuację może pogorszyć. Jeśli ma być interakcja, to niech ona będzie prawdziwa, a nie ubrana w fałszywe piórka zachowań zwyczajowych.

No pewnie. Niech mi rodzic pacjenta powie: ty stara potargana babo w uszarganych dżinsach, wcale nie chcę słuchać, co masz mi do powiedzenia.
Teraz ćwiczenie dla Ciebie: co sobie pomyślę i jak to wpłynie na mój stosunek do nic niewinnego pacjenta?

pozdrawiam

"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka") )
Marek1952 (330 punktów)
>No pewnie. Niech mi rodzic pacjenta powie: ty stara potargana babo w uszarganych dżinsach, wcale nie chcę słuchać, co masz mi do powiedzenia.
>Teraz ćwiczenie dla Ciebie: co sobie pomyślę i jak to wpłynie na mój stosunek do nic niewinnego pacjenta?
>pozdrawiam
>
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka") )

>

Brawo , znakomita odpowiedź
03-12-2011 23:56 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>Nie "nie lubi". Rodzice moich pacjentów nie mają do mnie żadnego stosunku. Przychodzą, bo zmusza ich choroba dziecka. Gdyby tylko mogli, woleliby być gdzie indziej; gdziekolwiek indziej. Jeżeli się do nich uśmiecham i pozdrawiam - czują się lepiej - i to widać, słychać i czuć.

Teraz pytanie, czy to faktycznie formułka, która jest klepana do bólu zadziałała, czy ogólne podejście do człowieka z Twojej strony?

>Może i tak, ale muszą się liczyć z reakcją drugiej strony. Jak mi rodzic dziecka "odburka" lub nie odpowiada na dzień dobry, to robi mi przykrość.

Innymi słowy owa "grzeczność" przestaje być "grzecznością", a staje się marketingowym chwytem. Sklepikarz, który jest wesoły i odpowiednio rozmowny, czy też lekarz, który doskonale wstrzeliwuje się w nastrój pacjenta działa dla dobra własnego. Podobnie jak klient, który da napiwek kelnerowi, żeby kolejnym razem nie dostać zaplutej zupy, czy chory, który obawia się, że jeśli nie wyrazi swojej wdzięczności, to będzie gorzej potraktowany.

Innymi słowy zawód jaki człowiek wykonuje staje się rzeczą drugorzędną - rzeczą najważniejszą za to staje się podlizanie komuś, kto ma nad nami chwilową władzę.

To już nie grzeczność, jak wspomniałem wyżej, ale strategia "jak nie zostać orżniętym".

Rodzic może Ci nie odpowiedzieć, ale rodzic nie jest u Ciebie w celach towarzyskich - swoją drogą Ty też nie. Nie rozumiem jak obca osoba może w taki sposób sprawić swoim zachowaniem przykrość?

>No pewnie. Niech mi rodzic pacjenta powie: ty stara potargana babo w uszarganych dżinsach, wcale nie chcę słuchać, co masz mi do powiedzenia.

A dlaczego tak? Jeśli ktoś nie chce wchodzić w kontakty towarzyskie, nie ma co zaczynać od wstępu do pogawędki o pogodzie. Jeśli ktoś przychodzi do lekarza, dzień na pewno dobry nie jest. Równie dobrze można od razu przejść do rzeczy, a nie udawać, że wszystko jest fajnie i cacy.

Nie oznacza to oczywiście, że trzeba kogoś wyzywać - bo niby z jakiego powodu?
04-12-2011 08:41 
 Ocena 3 na 3
sukulent (2309 punktów)
>Teraz pytanie, czy to faktycznie formułka, która jest klepana do bólu zadziałała, czy ogólne podejście do człowieka z Twojej strony?

Ogólne podejście do człowieka z mojej strony.

>Innymi słowy owa "grzeczność" przestaje być "grzecznością", a staje się marketingowym chwytem. Sklepikarz, który jest wesoły i odpowiednio rozmowny, czy też lekarz, który doskonale wstrzeliwuje się w nastrój pacjenta działa dla dobra własnego. Podobnie jak klient, który da napiwek kelnerowi, żeby kolejnym razem nie dostać zaplutej zupy, czy chory, który obawia się, że jeśli nie wyrazi swojej wdzięczności, to będzie gorzej potraktowany.

Widzisz, oczywiście, że tak. Działamy dla dobra własnego. Czasami też cudzego, bo w moich kontaktach z rodzicami pacjentów chodzi najbardziej o dobro tegoż pacjenta - i w tym celu muszę się jak najszybciej i jak najbardziej precyzyjnie dogadać z jego rodzicami. Dlaczego więc masz coś przeciwko działaniu narzecz tych dóbr? Zwłaszcza, że to dobro własne lub cudze nie oznacza dla nikogo krzywdy?

>Innymi słowy zawód jaki człowiek wykonuje staje się rzeczą drugorzędną - rzeczą najważniejszą za to staje się podlizanie komuś, kto ma nad nami chwilową władzę.

Nie, nie podlizywanie, tylko wchodzenie w życzliwą reakcję od pierwszego słowa i spojrzenia. W moim zawodzie nie ma czasu na powolne budowanie interakcji i zastanawianie się, czy chcemy być ze sobą, czy nie. Chłoniak ma czas podwojenia 17 godzin.

>To już nie grzeczność, jak wspomniałem wyżej, ale strategia "jak nie zostać orżniętym".

Ty zawsze tak od pierwszego spojrzenia orżnięcia się obawiasz? To smutne.

>Nie rozumiem jak obca osoba może w taki sposób sprawić swoim zachowaniem przykrość?

Po prostu sprawia. Nie rozumiem tego, tylko czuję. Empatycznie domniemam (a liczne fora narzekania na nieuprzejmych burczących lekarzy to potwierdzają), że druga strona czuje podobnie.

>A dlaczego tak? Jeśli ktoś nie chce wchodzić w kontakty towarzyskie, nie ma co zaczynać od wstępu do pogawędki o pogodzie. Jeśli ktoś przychodzi do lekarza, dzień na pewno dobry nie jest. Równie dobrze można od razu przejść do rzeczy, a nie udawać, że wszystko jest fajnie i cacy.

No to zaproponuj początek rozmowy z rodzicem, którego dziecko ma nowotwór złośliwy, któremu mam powiedzieć, że rokowanie w tej grupie nowotworów wynosi, dajmy na to 50% , leczenie będzie trwało póltora roku, będzie codzienną ciężką walką o każdy przyczułek od puk-puk bez używania form grzecznościowych jak dzieńdobry.

>Nie oznacza to oczywiście, że trzeba kogoś wyzywać - bo niby z jakiego powodu?

Jak wyzywać: że stara, ze baba, że potargana, że uszargane? To fakty, a nie wyzwiska. Ale gdyby ktoś rozpoczął rozmowę ze mną te fakty wyliczając, to chyba nie było by dobrze? To może jednak - dzieńdobry?

pozdrawiam


"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka" )
04-12-2011 10:33 
 Ocena 2 na 2
spellbinder (8577 punktów)
>Ogólne podejście do człowieka z mojej strony.

No więc właśnie. A ono nie ma nic wspólnego z klepanymi standardowo powiedzonkami

>Widzisz, oczywiście, że tak. Działamy dla dobra własnego. Czasami też cudzego, bo w moich kontaktach z rodzicami pacjentów chodzi najbardziej o dobro tegoż pacjenta - i w tym celu muszę się jak najszybciej i jak najbardziej precyzyjnie dogadać z jego rodzicami. Dlaczego więc masz coś przeciwko działaniu narzecz tych dóbr?

Bo to taki rodzaj niematerialnej łapówki. Lepiej jest chyba jednak uświadomić ludziom, że w danej sytuacji nie liczy się to co oni sobie myślą prywatnie na jakiś temat, a rozwiązanie pewnego problemu.

Widać już po samym tym wątku, że parę nic nie znaczących słów ma wielki wpływ na to jak się człowieka odbiera - jakieś zafajdane "dzień dobry"... to nie jest żadna podstawa do oceny.

Jeśli idę do lekarza, tak jak to było parę miesięcy temu, jak miałem zapalenie ucha, to nie zaczynam od dzień dobry po nieprzespanej nocy, tylko mówię - "ucho mnie boli, o to tutaj". I lekarz nie powinien mnie oceniać w tej sytuacji, a powinien mnie zbadać i wyleczyć. Szczęśliwie tak się właśnie stało

Formułka "dzień dobry" jest zupełnie niepotrzebna, niczego nie wnosi, w niczym nie pomaga. To się jak widać zmienia, więc nie ma co narzekać, że się zmienia, a zaakceptować ten fakt.

>Nie, nie podlizywanie, tylko wchodzenie w życzliwą reakcję od pierwszego słowa i spojrzenia.

To można zrobić i bez oklepanych formułek. Polacy wprost takie formułki uwielbiają, jak im anglik odpowie "Hi" zamiast "Fine, how about you?" to nie wiedzą co odpowiedzieć

Druga sprawa, że życzliwość czy jej brak nijak nie powinna wpływać na jakość wykonywanej pracy. A wpływa. Tym samym jest rodzajem "łapówki". "Będę miły, bo jak nie, to mnie źle potraktują".

>W moim zawodzie nie ma czasu na powolne budowanie interakcji i zastanawianie się, czy chcemy być ze sobą, czy nie. Chłoniak ma czas podwojenia 17 godzin.

No więc tym bardziej warto oszczędzić sobie niepotrzebnego gadania o niczym.

>Ty zawsze tak od pierwszego spojrzenia orżnięcia się obawiasz? To smutne.

Pracowałem w restauracji kiedyś. Tak, jak się jest niegrzecznym, trzeba niestety pogodzić się z gorszą jakością usług Sam wprawdzie nigdy się na nikim nie "mściłem", ale widziałem jak koledzy redukują swoje napięcie w mało etyczny sposób.

>Po prostu sprawia. Nie rozumiem tego, tylko czuję. Empatycznie domniemam (a liczne fora narzekania na nieuprzejmych burczących lekarzy to potwierdzają), że druga strona czuje podobnie.

Bo i złych ludzi do zawodu widać biorą. Tam, gdzie ma być kontakt z drugim człowiekiem, tam powinni iść ludzie obdarzeni odpowiednimi cechami osobowościowymi. Którym nie zrobi się dyskomfortowo, kiedy po raz kolejny pan pacjent zesika się w łóżko. I wydukiwane pozdrowionka nie mają z tym nic wspólnego - samo "dzień dobry" wypowiedziane właściwym tonem potrafi zmrozić krew w żyłach pajcentowi.

>No to zaproponuj początek rozmowy z rodzicem, którego dziecko ma nowotwór złośliwy, któremu mam powiedzieć, że rokowanie w tej grupie nowotworów wynosi, dajmy na to 50% , leczenie będzie trwało póltora roku, będzie codzienną ciężką walką o każdy przyczułek od puk-puk bez używania form grzecznościowych jak dzieńdobry.

"Dzień dobry, państwa dziecko ma nowotwór złośliwy?" brzmi dobrze? To wygląda jak wstęp do opowiadania Topora!

>Jak wyzywać: że stara, ze baba, że potargana, że uszargane? To fakty, a nie wyzwiska. Ale gdyby ktoś rozpoczął rozmowę ze mną te fakty wyliczając, to chyba nie było by dobrze? To może jednak - dzieńdobry?

Zamiast "dzień dobry" można równie dobrze wstawić "fidubudu" albo "czipamipa". To jest bezsensowny zwrot, który poprzez wpływ naszej nie zawsze mądrej kultury może przyczynić się do formułowania fałszywych uprzedzeń w stosunku do osoby, która go nie użyje.
04-12-2011 14:31 
 Ocena 2 na 2
sukulent (2309 punktów)
>No więc właśnie. A ono nie ma nic wspólnego z klepanymi standardowo powiedzonkami

Są na podorędziu klepane stadardowo powiedzonka i mogę nimi wyrażać moje życzliwe podejście do ludzi.

>Bo to taki rodzaj niematerialnej łapówki. Lepiej jest chyba jednak uświadomić ludziom, że w danej sytuacji nie liczy się to co oni sobie myślą prywatnie na jakiś temat, a rozwiązanie pewnego problemu.

Do tego musiałabym po drugiej stronie "stołu" mieć człowieka nie tylko inteligentnego, ale też mądrego, a takich ludzi jest boleśnie mało. Zastosowanie zwykłej uprzejmości pozwala na nawiązanie kontaktu ze wszystkimi. Jest uniwersalne, przez co bezcenne.

>Widać już po samym tym wątku, że parę nic nie znaczących słów ma wielki wpływ na to jak się człowieka odbiera - jakieś zafajdane "dzień dobry"... to nie jest żadna podstawa do oceny.

To jest podstawa do oceny czyjegoś stosunku do drugiego człowieka.

>Jeśli idę do lekarza, tak jak to było parę miesięcy temu, jak miałem zapalenie ucha, to nie zaczynam od dzień dobry po nieprzespanej nocy, tylko mówię - "ucho mnie boli, o to tutaj". I lekarz nie powinien mnie oceniać w tej sytuacji, a powinien mnie zbadać i wyleczyć. Szczęśliwie tak się właśnie stało

Ale czy Cię ocenił w istocie nie wiesz, prawda?

>Formułka "dzień dobry" jest zupełnie niepotrzebna, niczego nie wnosi, w niczym nie pomaga. To się jak widać zmienia, więc nie ma co narzekać, że się zmienia, a zaakceptować ten fakt.

To Twoje zdanie, do którego masz prawo. Zapewne postępujesz zgodnie z jego duchem. Ty go zaakceptowałeś i sobie dzieńdobry głowy nie zawracasz. Ja sobie zawracam i zawracać będę.

>To można zrobić i bez oklepanych formułek.

Proszę o przepis.

>Druga sprawa, że życzliwość czy jej brak nijak nie powinna wpływać na jakość wykonywanej pracy. A wpływa. Tym samym jest rodzajem "łapówki". "Będę miły, bo jak nie, to mnie źle potraktują".

No. I to, patrz panie - wszędzie. W Bombaju, w Hamburgu, w Londynie, a w Japonii - nie do uwierzenia- nawet jakby bardziej.

>No więc tym bardziej warto oszczędzić sobie niepotrzebnego gadania o niczym.

Na dzień dobry wystarcza.

>Bo i złych ludzi do zawodu widać biorą. Tam, gdzie ma być kontakt z drugim człowiekiem, tam powinni iść ludzie obdarzeni odpowiednimi cechami osobowościowymi. Którym nie zrobi się dyskomfortowo, kiedy po raz kolejny pan pacjent zesika się w łóżko. I wydukiwane pozdrowionka nie mają z tym nic wspólnego - samo "dzień dobry" wypowiedziane właściwym tonem potrafi zmrozić krew w żyłach pajcentowi.

No. Mnie wzięli. Nie myl jednak, proszę sikania z używaniem form grzecznościowych. Moi pacjenci zdążyli już na mnie wylać hektolityry swoich ekskrementów, krwi i wymiocin. Nigdy mi to nie przeszkadzało i nadal nie przeszkadza.

>"Dzień dobry, państwa dziecko ma nowotwór złośliwy?" brzmi dobrze? To wygląda jak wstęp do opowiadania Topora!

I tak to właśnie brzmi. Po drodze jeszcze proszę siadać, upeniam się, czy wygodnie i uśmiecham przepraszająco, mówiąc, że mam im do zakomunikowania bardzo niedobrą wiadomość.

>Zamiast "dzień dobry" można równie dobrze wstawić "fidubudu" albo "czipamipa". To jest bezsensowny zwrot, który poprzez wpływ naszej nie zawsze mądrej kultury może przyczynić się do formułowania fałszywych uprzedzeń w stosunku do osoby, która go nie użyje.

Boję się jednak, że gdyby któryś rodzic zaczął rozmowę ze mną od "fidubudu" wezwałabym ochronę. Nie miałabym czasu na subtelne rozważania, że być może oto stoi przede mną nonkonformistyczny przeciwnik form grzecznościowych, jako przebrzmiałych i nic nieznaczących, przeciwnik łapówek emocjonalnych, który pragnie temu protesowi dać wyraz, ale jest jak najbardzej zdrowy psychicznie

Pozdrawiam

"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka" )
spellbinder (8577 punktów)
>Są na podorędziu klepane stadardowo powiedzonka i mogę nimi wyrażać moje życzliwe podejście do ludzi.

Owszem. Ale jeślo ktoś rezygnuje z tej formy komunikacji, nie powinno to odbić się na podejściu do tego człowieka w sferze zawodowej. Koleżeńskość jest fajną rzeczą, jeśli chodzi o życie prywatne, a w pracy człowiek powinien kierować się głównie interesem zawodowym.

>Do tego musiałabym po drugiej stronie "stołu" mieć człowieka nie tylko inteligentnego, ale też mądrego, a takich ludzi jest boleśnie mało. Zastosowanie zwykłej uprzejmości pozwala na nawiązanie kontaktu ze wszystkimi. Jest uniwersalne, przez co bezcenne.

"Dzień dobry" nie ma nic wspólnego z uprzejmością. Znaczenie ma to w jaki sposób człowiek wejdzie z drugim człowiekiem w interakcję. Tego można ludzi uczyć, a nie tego jakie słowo kiedy wypada powiedzieć.

>To jest podstawa do oceny czyjegoś stosunku do drugiego człowieka.

Nie jest. Ton głosu może być podstawą. A to, że ktoś nie powie sklepikarzowi, czy lekarzowi "dzień dobry"... tu nawet nie ma miejsca niekiedy na normalną interakcję, w momencie w którym jedna ze stron jest zajęta czymś zupełnie innym, niż "zawieranie znajomości". Człowiek nie myśli o tysiącu rzeczy w jednym momencie. Jak ma złamaną nogę, to guzik go obchodzi lekarz i jego uczucia. Ale lekarz może się wkurzyć (a nie powinien).

>Ale czy Cię ocenił w istocie nie wiesz, prawda?

Nie obchodzi mnie czy mnie ocenił. Nie widziałem tego lekarza nigdy więcej w swoim życiu i pewnie nie zobaczę. Co się dla mnie liczy, to fakt, że zajął się problemem który miałem - o to chodzi u lekarza w końcu, prawda?

>To Twoje zdanie, do którego masz prawo. Zapewne postępujesz zgodnie z jego duchem. Ty go zaakceptowałeś i sobie dzieńdobry głowy nie zawracasz. Ja sobie zawracam i zawracać będę.

A proszę bardzo. Zrozum tylko, że w pewnych sytuacjach istota ludzka ma inne rzeczy na głowie, niż nawiązywanie znajomości i odgrywanie scenek z podstawówki.

Nie oczekujemy, że facet, któremu tramwaj odciął obie nogi powie lekarzowi radosne "dzień dobry". To sytuacja oczywista. Czy jeśli komuś żona zginęła dwa dni wcześniej w wypadku samochodowym, to może mieć na tyle obniżony nastrój, że guzik go obchodzi wchodzenie w radosne interakcje ze sklepikarzem? A może tylko krocze sobie odparzył i nie ma ochoty na radosne powitania z kimś, z kim nawet rozmawiać nie będzie.

Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że ludzie miewają różne nastroje, różne rzeczy na nich wpływają, a w większości naszych kontaktów nie chodzi o bycie towarzyskim.

>No. I to, patrz panie - wszędzie. W Bombaju, w Hamburgu, w Londynie, a w Japonii - nie do uwierzenia- nawet jakby bardziej.

Ludzie wymyślają sobie rózne głupoty. Choćby takie, że jak ktoś nie pacnie w kościele na kolana i nie zrobi w powietrzu wyimaginowanego krzyża, to jest bucem.

>Na dzień dobry wystarcza.

Który wcale dobry nie jest.

>No. Mnie wzięli. Nie myl jednak, proszę sikania z używaniem form grzecznościowych. Moi pacjenci zdążyli już na mnie wylać hektolityry swoich ekskrementów, krwi i wymiocin. Nigdy mi to nie przeszkadzało i nadal nie przeszkadza.

No widzisz. A niektórym przeszkadza. Bardzo ładnym przykładem jest choćby to: zapytaj.on(*)jace_meza_lub_zareczone__.html

Kiedy pielęgniara oznajmia rodzącej proszącej o znieczulenie, że "trzeba było dupy nie dawać jak się nie chce rodzić". I to nie jest odosobniony przypadek.

>I tak to właśnie brzmi. Po drodze jeszcze proszę siadać, upeniam się, czy wygodnie i uśmiecham przepraszająco, mówiąc, że mam im do zakomunikowania bardzo niedobrą wiadomość.

A im jest wtedy od razu lepiej, że się ich traktuje jak głupków, którzy nie potrafią sami sobie wygodnie usiąść.

Swoją drogą i tu jest absurd swego rodzaju, że lakarza traktuje się z jakimś nabożnym namaszczeniem. Człowiek zachowuje się jak w szkolnej ławce, czeka aż go "nauczyciel" upoważni do zajęcia miejsca. Wiadomo po co tam człowiek jest. Płaci za usługę. Wiadomo, że będzie rozmawiał. To trochę tak, jakby się pytać motorniczego w tramwaju, czy można miejsce zająć. Albo sklepikarza w supersamie, czy można sobie włożyć do koszyka tego batonika.

W takich sytuacjach człowiek czując się jak petent jest dodatkowo onieśmielony, nie zada pytań, które by chciał zadać. Część zasobów poznawczych przekierowuje na odtwarzanie skryptów zachowań, których do końca nie zna. Dodatkowo zezwolenie na zajęcie miejsca jest podkreśleniem tego, że lekarz ma w tej sytuacji jakąś władzę, której w rzeczywistości wcale nie ma.

Takie pytanie - co by było, gdyby Twój pacjent sam sobie udiadł? Wchodzi i siada.

Albo to całe pukanie do drzwi, rzecz grzecznościowa jak najbardziej. W instytucjach trzeba pukać. W szkole, do pokoju nauczycielskiego - trzeba pukać. Do dziekanatu na studiach - musi być pukanie. Do lekarza - pukać. Do instytucji finansowanych z pięniędzy publicznych się puka - absurd. Bo człowiek u siebie w domu pukać nie musi.

Przecież u tego lekarza nawet i tak nawet po tym puknięciu, jak nie ma odpowiedzi, to jest łaps za klamkę.

>Boję się jednak, że gdyby któryś rodzic zaczął rozmowę ze mną od "fidubudu" wezwałabym ochronę. Nie miałabym czasu na subtelne rozważania, że być może oto stoi przede mną nonkonformistyczny przeciwnik form grzecznościowych, jako przebrzmiałych i nic nieznaczących, przeciwnik łapówek emocjonalnych, który pragnie temu protesowi dać wyraz, ale jest jak najbardzej zdrowy psychicznie.

A ja myślę, że byś po prostu powiedziała, nieco zdziwiona "słucham?" Bo człowiek się co najwyżej gubi, kiedy ktoś mu nagle wychodzi z czymś niespodziewanym, przełamującym schemat. I wtedy zamiast odgrywać rolę, która do niczego nie prowadzi, nagle zaczyna myśleć.
05-12-2011 20:41 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>>Bo i złych ludzi do zawodu widać biorą. Tam, gdzie ma być kontakt z drugim człowiekiem, tam powinni iść ludzie obdarzeni odpowiednimi cechami osobowościowymi. Którym nie zrobi się dyskomfortowo, kiedy po raz kolejny pan pacjent zesika się w łóżko. I wydukiwane pozdrowionka nie mają z tym nic wspólnego - samo "dzień dobry" wypowiedziane właściwym tonem potrafi zmrozić krew w żyłach pajcentowi.
>No. Mnie wzięli. Nie myl jednak, proszę sikania z używaniem form grzecznościowych. Moi pacjenci zdążyli już na mnie wylać hektolityry swoich ekskrementów, krwi i wymiocin. Nigdy mi to nie przeszkadzało i nadal nie przeszkadza.
Bo i czym innym jest niemiły pacjent, a czym innym pacjent, który wylał z siebie nieświadomie i bez złej woli dowolny płyn fizjologiczny.
Po zabiegu w szpitalu skrwawiłam prześcieradło kołdrę i nawet - jakimś cudem! - poduszkę. Pielęgniarka zobaczyła, i wiedząc, że za kilka godzin wychodzę, zmieniła mi cały zestaw. Nie było w tym obrażania, ani niegrzeczności, w końcu leżałam półprzytomna kilka godzin. Ale z drugiej strony ja mam taką naturę już, że raczej jestem miła. Pielęgniarki przez blokiem pogłaskały mnie i uspokajały, pomimo, że byłam i tak spokojna. Ale to było zwyczajnie miłe - nie musiały, nie należało to do ich obowiązków. Nie naskarżyłabym, gdyby nie zrobiły tego. Ale na mój uśmiech i gaworzenie z nimi, po prostu odpowiedziały sympatią. To zupełnie normalne. Dziwne byłoby, gdyby człowiek nie reagował na emocje przekazywane mu - to chyba nie jest zdrowe. Autystyczne osoby tak mają w pewnym stopniu - nie rozumieją emocji w kontekście, tylko sam przekaz werbalny.
05-12-2011 20:35 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>Jeśli idę do lekarza, tak jak to było parę miesięcy temu, jak miałem zapalenie ucha, to nie zaczynam od dzień dobry po nieprzespanej nocy, tylko mówię - "ucho mnie boli, o to tutaj". I lekarz nie powinien mnie oceniać w tej sytuacji, a powinien mnie zbadać i wyleczyć. Szczęśliwie tak się właśnie stało
>Formułka "dzień dobry" jest zupełnie niepotrzebna, niczego nie wnosi, w niczym nie pomaga. To się jak widać zmienia, więc nie ma co narzekać, że się zmienia, a zaakceptować ten fakt.
Zdziwiłbyś się.
Spróbuj raz w takiej sytuacji zachować się w miły sposób, a zobaczysz, jak mili są ludzie wokół Ciebie.
Tu nie chodzi o ocenę osoby, a o zwykłą zasadę "akcja-reakcja". Lekarz oczywiście będzie się starał zachować profesjonalnie i oczywiście przepisze Ci odpowiednie leki, nawet jak wejdziesz z miną borsuka. Ale tak działa ludzki umysł, że jeśli podejdziesz z uśmiechem i zagadniesz dobrym słowem, to zwykle Ci się odpłacą tym samym.

>Druga sprawa, że życzliwość czy jej brak nijak nie powinna wpływać na jakość wykonywanej pracy. A wpływa. Tym samym jest rodzajem "łapówki". "Będę miły, bo jak nie, to mnie źle potraktują".
Bo to wynika z naszej neurologii. Reagujemy na sygnały wysyłane w naszą stronę i odpowiadamy tym samym. Jest to silna, mimowolna reakcja. Możemy walczyć z nią, próbować racjonalizować, ale ona i tak będzie.

>Pracowałem w restauracji kiedyś. Tak, jak się jest niegrzecznym, trzeba niestety pogodzić się z gorszą jakością usług Sam wprawdzie nigdy się na nikim nie "mściłem", ale widziałem jak koledzy redukują swoje napięcie w mało etyczny sposób.
Dlatego ZAWSZE jestem uprzejma wobec obsługi w restauracjach, słyszałam niezłe historie.
Ale jak widzę niektórych klientów, to się nie dziwię, potrafią doprowadzić do furii nawet oazę spokoju.
>>Po prostu sprawia. Nie rozumiem tego, tylko czuję. Empatycznie domniemam (a liczne fora narzekania na nieuprzejmych burczących lekarzy to potwierdzają), że druga strona czuje podobnie.
>Bo i złych ludzi do zawodu widać biorą. Tam, gdzie ma być kontakt z drugim człowiekiem, tam powinni iść ludzie obdarzeni odpowiednimi cechami osobowościowymi.
Cechy cechami, a neurologii nie oszukasz. Oczywiście widziałam, nawet w Polsce, organizowane warsztaty z udziałem aktorów, gdzie przygotowywano lekarzy do rozmów trudnych, z wrzeszczącymi pacjentami, niestety - nie jest to chyba standardem. Ale z drugiej strony, iluż takich cudownych znajdziesz w Polsce? A praca z klientem to lekarz, sprzedawca, nauczyciel, kelner, ekspedient itd. Chyba by brakło.
diogenes (42753 punktów)
>zasady kultury obowiązują od chwili kiedy człowiek zeszedł z drzewa.

Kultura na drzewie miała się dobrze. Pamiętam, jak moja praaaaaaaaaaaaaaaababcia uczyła nas w przedszkolu na gałęzi iskać się nawzajem.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
A może po prostu kiedyś było większe rozwarstwienie społeczne? Z opowiadań starszyzny wiem, że jeszcze te 30 lat temu to było od razu np., czy ktoś jest ze wsi.

Teraz zmieniło się rozwarstwienie społeczne i wszyscy chodzą do tych samych szkół i tych samych sklepów. Skąd mają wynieść zasady dobrego wychowania jak w domu ich nie mieli? Chyba nie z gimnazjum?

Może za parę lat większość ludzi nauczy się używać ruchomych schodów i mówić dzień dobry?


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
diogenes (42753 punktów)
>Na co dzień prowadzę sklep do , którego wchodzą liczni klienci . Każdemu z nich mówię dzień dobry...

Dzień dobry w ustach sprzedawcy to nie tylko rutyna czy dobre wychowanie. To element strategii handlowej. Może być początkiem pytania, rozmowy, rozpoznania gustów, itp.

Często włóczę się z aparatem po zakapiornych norach. Reakcją tubylców jest na ogół nieufność, czasem otwarta wrogość. Wyprzedzające dzień dobry kruszy lody. Jesli dorzucić jakiś prosty tekst, pytanie - nawiązuje się rozmowa, i po chwili jest ok. Okazuje się, że mamy wspólne problemy, znamy ludzi związanych z okolicą. Ludzie okazują się często bardziej życzliwi, niż zakładamy.

>, jednak rzadko w słyszę odpowiedź .

Może trzeba zmienić ton, albo całe powitanie.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Marcinlet (1935 punktów)
Kultury niech się też nauczą te "starsze panie", które wpychają się na chama do autobusu/tramwaju kiedy jeszcze ludzie nie skończyli wysiadać, przepychają się byle szybko zająć miejsce, szturchają ludzi siatkami i parasolkami. I niech się nauczą dziękować kiedy im się ustąpi miejsca.
02-12-2011 14:36 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>Kultury niech się też nauczą te "starsze panie", które wpychają się na chama do autobusu/tramwaju kiedy jeszcze ludzie nie skończyli wysiadać, przepychają się byle szybko zająć miejsce, szturchają ludzi siatkami i parasolkami. I niech się nauczą dziękować kiedy im się ustąpi miejsca.
>

Nie proszą, to i nie dzękują - prosta sprawa
05-12-2011 20:45 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>Kultury niech się też nauczą te "starsze panie", które wpychają się na chama do autobusu/tramwaju kiedy jeszcze ludzie nie skończyli wysiadać, przepychają się byle szybko zająć miejsce, szturchają ludzi siatkami i parasolkami. I niech się nauczą dziękować kiedy im się ustąpi miejsca.
Kiedyś widziałam pana, który naprawdę tłukł laską po nogach wsiadających. Ten sam pan nakrzyczał też na dziewczynę z wózkiem - zaznaczę, że w wózku było niemowlę, a nie złom - co ona tu robi, taki tłok a ona się tu z wózkiem ładuje! Ludzie ją uspokajali, że dziadyga wredny i ma się nie przejmować.

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365