Racjonalista - Strona głównaDo treści
Ech, Mikołaju, jak cię dopadnę...

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
06-12-2011 11:24Hodża (11172 punktów)Ech, Mikołaju, jak cię dopadnę...
Ocena 2 na 2
Znaleźliście coś dziś rano w bucie, skarpecie albo pod poduszką? A może w kominku? Ja też nie. Może ten materiał filmowy co nieco wyjaśni.
www.youtube.com/watch?v=eJLo3NBhvtM
Mam tylko jedno pytanie - dlaczego pomimo od tylu lat pojawiających się sygnałów ostrzegawczych rodzice wciąż próbują zatruwać młode umysły tą szkodliwą iluzją? A może są w zmowie z producentami zabawek? Może Mafia Mikołajów ich do tego zmusza? A może po prostu Święty ich zaczarował? Być może jest tak, że część prawdy znajduje się w każdej z tych odpowiedzi. Ja mam z Mikołajem na pieńku. Może wynika to stąd, że jego pierwsze objawienie w moim życiu połączone było z udzielającym się niepokojem mam, które po spotkaniu mikołajkowym w przedszkolu mówiły coś takiego: "ledwie trzymał się na nogach", "skandal", co tylko wzmagało przestrach, jakiego doświadczyliśmy oglądając to czerwone monstrum.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
W moim domu rodzinnym Mikołaj z prezentami przychodził zawsze 24 grudnia. Dalsza rodzina, z innego regionu kraju, obstawała, że Mikołaj rozdaje prezenty 6 grudnia, a 24 grudnia z prezentami wpada Gwiazdor. Ja w to nie wierzyłem, no bo przecież u mnie w domu 6 grudnia żadnych prezentów nie było, a 24 grudnia jak najbardziej, więc jasne dla mnie było, że te opowieści o Mikołaju i Gwiazdorze to ściema.

Co do zatruwania dziecięcych umysłów szkodliwą iluzją, to przyznam się, że przez kilka lat, działając w zmowie i przy udziale innych członków rodziny, torturowałem psychicznie moją córkę. Odbywało się to tak, że 24 grudnia ktoś z rodziny odwracał jej uwagę na czas wystarczający mi do położenia prezentów pod choinką. Następnie ja zajmowałem uwagę córki, aby inni mogli podrzucić swoje prezenty.
Całkiem niedawno moja już pełnoletnia córka opowiedziała mi swoją wersję tych oszustw i włosy zjeżyły mi się na głowie: "Od samego rana godzinami chodziłam po mieszkaniu z aparatem fotograficznym na szyi, aby zrobić zdjęcie Mikołajowi, gdy się już pojawi. W końcu pod wieczór babcia prosiła mnie, żebym pomogła jej wynieść śmieci do zsypu. Strasznie wolno je wyrzucała, a ja ją prosiłam, żeby się pospieszyła, żebym nie przegapiła przyjścia Mikołaja. Gdy w końcu wracałyśmy do mieszkania, to okazywało się, że Mikołaj już był, a ja nie miałam jego zdjęcia. I tak było co roku."
My, dorośli, cieszyliśmy się, że dzięki naszym kombinacjom dziecko nie straciło tej przyjemnej wiary w Świętego Mikołaja, który przynosi prezenty, a dziecko było zawiedzione. Co gorsza, gdy już zorientowało się, że żadnego Mikołaja nie ma, to czuło pretensje do nas, dorosłych.



Jak człowiek chce zabłysnąć, to najpierw z reguły musi zaiskrzyć. (Miś Yogi)
06-12-2011 16:37 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>W końcu pod wieczór babcia prosiła mnie, żebym pomogła jej wynieść śmieci do zsypu. Strasznie wolno je wyrzucała, a ja ją prosiłam, żeby się pospieszyła, żebym nie przegapiła przyjścia Mikołaja.

Dobrze, że nie był to prawdziwy Mikołaj. Prawdziwy by podchodził zsypem (bo przewody kominowe w blokach są za małe). Dziecko mogłoby doznać szoku.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
06-12-2011 22:18 
 Ocena 3 na 3
spellbinder (8577 punktów)
Mnie i moich braci też rodzice oszukiwali, ale te oszustwa były dużo mniej skomplikowane. W nocy te prezenty podkładali po prostu, kiedy dzieci spały (a że był jeden pokój, to odkrycie prawdy zależało jedynie od naszej determinacji).

Ale żeby zacząć od początku... mój brat miał kiedyś konika na biegunach. Spadł z niego, nie chciał na nim jeździć, ale to był jego cholerny konik, prawda, i chciał go sobie zachować. Ojciec, posiadający naturę kompulsywnego wyrzucacza, któregoś razu konika wywalił. Brat się pytał gdzie konik, ojciec odpowiedział, że "poszedł pobiegać w parku". I jako czterolatek brat uwierzył.

Niedługo po tym (może rok, dokładnie nie wiem) bracia urządzili polowanie na Mikołaja udając, że śpią (chyba nawet ja im to zasugerowałem). Patrzą, a to ojciec prezent wyjmuje z szafy i podkłada pod choinką. Wcześniej były opowieści o tym jak ten Mikołaj wchodzi, gdzie mieszka itd. Brat wstał z przerażeniem, ojciec zrozumiał, że "wpadł" i już zaczął szykować opowieść o tym, jak to Mikołaj nie mógł przyjść i ojca poprosił... nie zdążył.

Brat zawył dziko: "gdzie mój konik?!".
Ania... (14138 punktów)
Ten wątek gdzieś wypłynął i ja się wpisuję w ton Waszych wypowiedzi.

Sama nigdy nie pamiętam przekonania o prawdziwości Mikołaja, ani momentu rozczarowania. Raczej wiedziałam, że to taka sama postać jak Wanda, co Niemca nie chciała, czyli mit. Mama w sumie opowiadała mi o prawdziwym Mikołaju, to też pamiętam.

Nie chciałabym dowiedzieć się, że rodzice mnie okłamywali. To byłoby bardzo trudne, bo przez całe życie budowaliśmy więź. Może, żeby być uczciwym sprecyzuję to do mamy, bo tata był trudnym ojcem.

Poza tym zastanówmy się, czego uczymy dzieci wmawiając im bajkę o Mikołaju?

1) to normalne, że obcy facet wchodzi w nocy do domu, to dobry człowiek
2) prezenty robione są w "fabryce zabawek" i roznoszone w domu. Dlaczego zatem ja dostałam brzydką lalkę, a ta małpa niegrzeczna dostała takie piękne?
3) kiedy nadejdzie moment rozczarowania, okazuje się, że rodzice okłamują dziecko. Czyli to normalne aby kłamać w pewnych okolicznościach.
06-12-2011 12:56 
 Ocena 2 na 2
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Dlaczego zatem ja dostałam brzydką lalkę, a ta małpa niegrzeczna dostała takie piękne?
Ze swojego dzieciństwa do dziś pamiętam takie wydarzenie: Mama zabrała mnie do księgarni. Przeglądała różne książki, ale mnie szczególnie zainteresowała jedna: było to podsumowanie podboju Kosmosu i wizje jak ów podbój może wyglądać w przyszłości. Gruba księga, z mnóstwem pięknych ilustracji. Strasznie mi się ta książka spodobała i spytałem mamę czy mogłaby mi ją kupić "pod choinkę". Mama odparła, że ją kupi, ale pod choinkę dla mojego kuzyna. Rozpłakałem się, bo okazało się, że nie tylko nie dostanę tej książki, ale mojej mamie bardziej zależy na moim kuzynie niż na mnie. Mama nie kupiła tej książki, pewnie zdała sobie sprawę, że sprawiła mi przykrość. Ostatecznie znalazłem tę książkę pod choinką, ale właściwie to nie wiem czy mama od początku miała zamiar mi ją kupić, ale chciała, abym miał niespodziankę, więc wymyśliła tę historię z prezentem dla kuzyna, czy też kupiła ją ze względu na moją reakcję w księgarni. Tak czy owak pamiętam tę traumę, a prawie zupełnie nie pamiętam treści książki.


Jak człowiek chce zabłysnąć, to najpierw z reguły musi zaiskrzyć. (Miś Yogi)
Hodża (11172 punktów)
>>Dlaczego zatem ja dostałam brzydką lalkę, a ta małpa niegrzeczna dostała takie piękne?
>[color=#330000]Ze swojego dzieciństwa do dziś pamiętam takie wydarzenie:

Mnie się to kojarzy z "mikołajkami" organizowanymi w szkole - przez wychowawczynię, najpierw (tydzień wcześniej) organizowano losowanie, każdy pisał swoje nazwisko na karteczce, potem wszystko szło do czapki i było wiadomo, kto komu ma przygotować paczkę. Ustalało się też górne ograniczenie ceny. Ale i tak jedni drugim zazdrościli, porównywali się itd. Ale zabawa była przednia, zwłaszcza, że wszyscy próbowali się domyśleć, kto im taki kretyński prezent zrobił (ja kiedyś dostałem np. świetną łapkę na myszy. Po cierpliwym śledztwie odkryłem, kto był tym dowcipnisiem i otrzymał tę łapkę w zwrocie, do tornistra, naciągniętą).

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Następnego dnia po takim losowaniu podchodzi do mnie na przerwie pani nauczycielka i mówi, że jej córka wylosowała mnie (byliśmy w tej samej klasie), więc przyszła zapytać co bym chciał dostać. Wyciąga z torby drewniany pistolet (kiedyś takie sprzedawali jako "pamiątki" np. z Zakopanego) oraz figurkę zająca wykonaną z giętych na pół i lutowanych ze sobą kapsli od butelek. Wybrałem zająca, bo z pistoletów wyrosłem ze 3 lata wcześniej. A gdy parę dni potem dostałem tego zająca, to w domu umyłem go z kurzu i wyglądał całkiem, całkiem. W sumie to i lepiej, że nie dostałem czegoś z kiosku "do pięciu złotych", bo pewnie byłby jakiś żołnierzyk albo samochodzik, który już bym miał - to były lata PRL-u, kiedy asortyment zabawek był bardzo ubogi.


Jak człowiek chce zabłysnąć, to najpierw z reguły musi zaiskrzyć. (Miś Yogi)
06-12-2011 20:46 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
Ja lubiłam wtedy dostać książkę, to akurat było tanie.
08-12-2011 09:03 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
> (...) książkę, to akurat było tanie.
I komu to przeszkadzało?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
08-12-2011 13:39 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>> (...) książkę, to akurat było tanie.
>I komu to przeszkadzało?
Nie wiem, ale wiem, że go nie lubię!

Na szczęście istnieje allegro i książki "przeczytane" za przysłowiowe grosze.
08-12-2011 20:22 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>>> (...) książkę, to akurat było tanie.
>>I komu to przeszkadzało?
>Nie wiem, ale wiem, że go nie lubię!

To ciekawy temat (książka) i przygotowuję na ten temat osobny wątek... Otóż wydaje mi się, że następuje jakiś ruch od jednej skrajności do drugiej. Pierwsza, PRL-owska, jest taka, że mając kilkanaście złociszy wchodziłem do księgarni (w szczytowym okresie Gierka były 4 księgarnie w niewielkim mieście) i, zwłaszcza w latach 70 było tam naprawdę mnóstwo dobrych, ciekawych książek. Oczywiste jednak jest, że przy takich sztucznie zaniżonych cenach autor nie mógł liczyć na dochód oparty na liczbie sprzedanych egzemplarzy (cała masa książek w tamtych czasach trafiała do przypadkowych odbiorców, w postaci nagród, w loteriach książkowych, jako najprostszy prezent - nie były raczej dostępne inne artykuły luksusowe) a i szacunku dla książki taka polityka nie budowała, zwłaszcza w pewnych kręgach społeczeństwa. Z drugiej zaś strony kilka dni temu byłem w empiku i kiedy widzę najtańsze książeczki w formacie broszurowym (sto stron, miękkie okładki i papier gazetowy) za 19,90 to nie dziwmy się, że czytelnictwo padło na twarz. Stąd zaopatruję się w książki wyłącznie w składach pozycji dojrzałych, leżakujących minimum 10 lat. Poza tym e-czytam.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Jest akcja "anty - Empikowa". Poszukaj w google, jeśli chcesz coś wiedzieć więcej. Podobno empik prowadzi monopolistyczne praktyki. Tak piszą.
Nie wiem, czy to prawda - zastrzegam.

Pozdrawiam

Server and receiver are both blind.
09-12-2011 10:31 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Jest akcja "anty - Empikowa". Poszukaj w google, jeśli chcesz coś wiedzieć więcej. Podobno empik prowadzi monopolistyczne praktyki. Tak piszą.
>Nie wiem, czy to prawda - zastrzegam.
>Pozdrawiam

Coś czytałem, (chyba w "Przeglądzie"), że wydawcy mają spore problemy z Empikiem i w ogóle mają ludzie jakieś zastrzeżenia co do tych monopolistycznych praktyk. Ja w każdym bądź razie od dłuższego już czasu, jeśli chcę się zaopatrzyć w jakieś papierowe książki, kupuję przez internet a że nie przeszkadza mi to, że książka jest używana, a rynek wtórny jest naprawdę duży (przynajmniej w obszarze literatury popularnej), więc nie ma problemu.
Pozdrawiam


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Jak brakuje Ci tytułów do czytania, to zajrzyj na biblionetka.pl. Zarejestruj się i oceń kilka książek - będą Ci podpowiadać, co czytały osoby o podobnym guście.

Pozdrawiam

Server and receiver are both blind.
Hodża (11172 punktów)
>Jak brakuje Ci tytułów do czytania, to zajrzyj na biblionetka.pl. Zarejestruj się i oceń kilka książek - będą Ci podpowiadać, co czytały osoby o podobnym guście.
>Pozdrawiam

"Domena biblioteka.pl jest na sprzedaż". Hm, hm, o tym portalu nie słyszałem, ale słyszałem o chomikuj
ALE tak czy siak - czasu mam tylko na jedno forum a i to "z doskoku". Życie to sztuka wyborów, mam nadzieję, że ten jest dobry
Pozdrawiam


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
biblioNETka.pl

Pozdrawiam

Server and receiver are both blind.
Hodża (11172 punktów)
>biblioNETka.plPozdrawiam

Aaaaa!
Pomysł bardzo ciekawy. Ale pozostałe uwagi natury temporalnej cały czas aktualne.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Sławek Dutkiewicz (1713 punktów)
>Znaleźliście coś dziś rano w bucie, skarpecie albo pod poduszką? A może w kominku? Ja też nie.
Można to racjonalnie wyjaśnić:
www.youtube.com/watch?v=sz-xEo2RzHg&feature=fvst


Nie moja wina, że moja mina niektórym przypomina teorię Darwina
PKowalski (1042 punktów)
No wiesz, dostałem od Mikołaja na progu pracy własnej jednego cukierka, a drugiego potem od ślicznej Śnieżynki. Myślę, że to bardzo osładza stosunek do św. Mikołaja
kika (1657 punktów)
Dużo zależy od samych rodziców.
W moim domu rodzinnym dostawaliśmy prezenty "na Mikołaja" (znajdowaliśmy je rano, pod poduszką) i "na Gwiazdkę" (pod choinką).
Nigdy nie bałam się św. Mikołaja. Nie miałam też potem pretensji do rodziców, że mnie oszukiwali. Może dlatego,że nigdy nie opowiadali mi bajek o św. Mikołaju (gdzie żyje, jak wygląda). Ważne były prezenty, a te były mądre. Tak to teraz widzę z perspektywy czasu (rodzice mieli wykształcenie tylko średnie). Dostawaliśmy książeczki (już widzę szok współczesnej młodzieży), zabawki typu "Młody konstruktor", owoce, trochę słodyczy.
Do dziś lubimy książki.
Dzieci często boją się św. Mikołaja, ale strach jest tak charakterystyczny dla katolicyzmu.
07-12-2011 16:36 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>Dużo zależy od samych rodziców.
>W moim domu rodzinnym dostawaliśmy prezenty "na Mikołaja" (znajdowaliśmy je rano, pod poduszką) i "na Gwiazdkę" (pod choinką).
U nas prezenty pod choinką były "od Gwiazdeczki", ale jakoś zawsze pismo na opakowaniu podpowiadało, która to konkretnie gwiazdka
08-12-2011 08:45 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>U nas prezenty pod choinką były "od Gwiazdeczki"
W moim domu rodzinnym prezenty były 6 grudnia "od Mikołaja", a 24 grudnia "od aniołka".
W domu rodzinnym mojej córki prezenty od początku były od mamy, taty, babci, dziadka, cioci...

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
sisi1913 (201 punktów)
>Dużo zależy od samych rodziców....>Nigdy nie bałam się św. Mikołaja. Nie miałam też potem pretensji do rodziców, że mnie oszukiwali....

W moim rodzinnym domu też były to zawsze wesołe chwile i nie było strachu choć wychowywali mnie Dziadkowie. Lubię choinkowe święta bo są doskonałym lekarstwem na ciągłą noc za oknem która często powoduje zimową depresję. A tu świecidełka, bombeczki, imprezki, prezenciki, fantastyczne spotkania z rodziną i przyjaciółmi.
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Znaleźliście coś dziś rano w bucie, skarpecie albo pod poduszką? A może w kominku? Ja też nie.

Ja znalazłam na koncie; Brat na koncie; Pani Matce Tajemniczy Rowerzysta wrzucił jakąś paczkę do samochodu; Pan Ojciec odebrał w pracy niezamawianą przesyłkę. Każda okazja jest dobra, żeby jakoś dokupić książek...

Na Święta rodzina się od dawna w Mikołajów nie bawi. Czasami tylko do "przyjezdnych" padało pytanie "A skąd wy macie te wszystkie prezenty, hahaha?" na co standardową odpowiedzią było "..aaa wiecie, spotkaliśmy po drodze Mikołaja, hohoho.", po czym następowało masowe puszczanie oka, wszyscy wiemy o co chodzi. Teraz nie wiem, nie jeżdżę od lat.

Podobno nigdy nie brałam się na Mikołaja. Rodzina się nakombinowała, dzieci siedzą w rządku, zachwycone, Mikołaj idzie, łiiiiiiiii! Mikołaj wchodzi, na co ja na pełną skalę "Jaki Mikołaj, to przecież nasz sąsiad, pan Piotrek!!!". I po nastroju... Myślicie, że to były pierwsze przejawy racjonalizmu?


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365