 |
Czy warto uczestniczyć w mszach świętych Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » O wszystkim i o niczym
| Napisano | Autor | Tytuł | | 08-12-2011 21:27 | Stech (106 punktów) | Czy warto uczestniczyć w mszach świętych
1 na 1 | www.fronda(*)mszy__jestes_szczesliwy__17447Naukowcy z uniwersytetu Navarry udowadniają że ludzie są szczęśliwsi jeśli chodzą na msze.Czy może być to dowód na to że religia nie jest tak zła jak nam się wydaje, cóż według mnie uczestniczenie we mszy powoduje poczucie wspólnoty które można poszukać także gdzie indziej niż tylko w kościele. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
12 na 12 | diogenes (42753 punktów) | >Naukowcy z uniwersytetu Navarry udowadniają że ludzie są szczęśliwsi jeśli chodzą na msze.
Jeszcze bardziej zadowoleni są nawalleni pod budką z piwem.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | > Jeszcze bardziej zadowoleni są nawalleni pod budką z piwem.Niestety, od dawna nie ma już budek z piwem.www.youtub(*)mbedded&v=6IqdcRcVdYI#t=00m40s
Jak człowiek chce zabłysnąć, to najpierw z reguły musi zaiskrzyć. (Miś Yogi)
|
|
 | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) |
>pod budką z piwem. Drogi diogenesie! Nie ma już budek z piwem! Są puby!
The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
|
|
|  | 7 na 7 | diogenes (42753 punktów) | >Droga pani prof!
Kawał Polski to wiocha, a tam różnego rodzaju przysklepowe kanciapy, altanki, przybudówki i budki mają się dobrze. Czymkolwiek by nie były z pubem nie ma to nic wspólnego. Mam na myśli ścianę wschodnią, pod która przyszło mi stać, kiwać głową, czasem lać.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| |  | | sisi1913 (201 punktów) |
... przysklepowe kanciapy, altanki, przybudówki i budki mają się dobrze. Czymkolwiek by nie były z pubem nie ma to nic wspólnego. Mam na myśli ścianę wschodnią, pod która przyszło mi stać, kiwać głową, czasem lać.Nie jestem z wschodniej ściany i na kaszubskiej wsi, gdzie mam letnisko nazywamy to "krzaken-klub" Sama też czasem w nim przystaję, choć za piwem nie przepadam. Uważam, że jest to potrzebny przybytek, zwłaszcza, że kościoła we wsi nie ma
|
|
| | |  | 5 na 5 | diogenes (42753 punktów) | >Nie jestem z wschodniej ściany i na kaszubskiej wsi, gdzie mam letnisko nazywamy to "krzaken-klub" ...
No, to nie jestem osamotniony. I o jeszcze jednym wiejskim pubie można by wspomnieć: to budki przystanków autobusowych. Nie takie eleganckie, z pleksi. Takie cuś to u nas by się nie ostało dzień. To domki z piaskowej cegły, z okiennymi otworami, z resztkami ławek. Autobusy prawie nie kursują, więc młodzież odprawia w nich swoje piwne liturgie.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| |  | 2 na 2 | lukaszewicz (5674 punktów) |
>Kawał Polski to wiocha, a tam różnego rodzaju przysklepowe kanciapy, altanki, przybudówki i budki mają się dobrze.
Trudno powiedzieć czy Warszawa w tym kawale się mieści ale tego typu przybytki nie wydają się tu być wymierającymi.
|
|
| |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) |
> pod która przyszło mi stać, kiwać głową, czasem lać.Ile lat temu? 30? Ja też znam tę ścianę. Oczywiście żałuję kultowych mordowni, w których się chlało piwsko wsłuchując się w ryki pijanego chłopstwa. Ale wydaje mi się iż klasyczne budki z piwem to raczej miasto. Na wsi piło się częściej pod sklepem, albo właśnie w jakiejś mordowni jak np. słynny bar Pod Dąbkiem w Płocicznie. 
The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
|
|
|  | | Arłukowicz (3162 punktów) |
> Nie ma już budek z piwem! Są puby!Zwał, jak chciał. Ważne jest poczucie wspólnoty, które w tychże miejscach się odczuwa.
|
|
kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Cytat:ci, którzy są na liturgii codziennie są zdecydowanie szczęśliwsi od tych, którzy nie są na liturgii nigdy Ciekawe jak często trzeba "być na liturgii", aby doznać orgazmu, a jak często, żeby mieć orgazmy wielokrotne.
Jak człowiek chce zabłysnąć, to najpierw z reguły musi zaiskrzyć. (Miś Yogi)
|
|
 | 1 na 1 | Tomek Fiedorek (5805 punktów) | > Cytat:ci, którzy są na liturgii codziennie są zdecydowanie szczęśliwsi od tych, którzy nie są na liturgii nigdy > Ciekawe jak często trzeba "być na liturgii", aby doznać orgazmu, a jak często, żeby mieć orgazmy wielokrotne.Oprócz tego, że trzeba być to klęcząc trzeba ćwiczyć mięśnie kegla. Nieustannie....
|
|
|  | kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | No tak, ale te ćwiczenia można wykonywać w dowolnym miejscu, a mi chodzi o osiągnięcie takiego samego rezultatu poprzez samo "bycie na liturgii".
Jak człowiek chce zabłysnąć, to najpierw z reguły musi zaiskrzyć. (Miś Yogi)
|
|
 | 1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) |
>jak często trzeba "być na liturgii", aby doznać orgazmu Ksiądz codziennie odprawia liturgię w towarzystwie ministrantów.
The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
|
|
| DanielL (110 punktów) | Komentarze też ciekawe, ktoś zauważył że uniwersytet należy do opus dei, ktoś inny że po co o tym mówić
|
|
1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) |
>ludzie są szczęśliwsi jeśli chodzą na msze. Toż już dziadek Marks mówił, że religia to opium dla ludu!
The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
|
|
 | 7 na 7 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | BYNAJMNIEJTo wierutna bzdura, powtarzana bezmyślnie przez wszystkich! Tak samo jak Stalinowi przypisuje się słowa Remarque "Śmierć jednego człowieka to tragedia. Śmierć milionów ludzi to statystyka." (widziałem to nawet w jakimś quizie na gazeta.pl i słyszałem z ust niejednej, wydawać by się mogło, wykształconej osoby) tak Marks nie powiedział, ani nie napisał: "Religia to opium dla ludu" Oryginalne słowa to: "Religia to opium ludu". Marks uważał, że ludzie sami się religią ogłupiają, a nie że ktoś ich nią ogłupia. Widać w oryginalne nawet lepiej pasuje do Twojego przykładu. Cały fragment nawet jest na wikipedii: Karol Makrs:Nędza religijna jest jednocześnie wyrazem rzeczywistej nędzy i protestem przeciw nędzy rzeczywistej. Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu. [1] [1]
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
|  | 5 na 5 | diogenes (42753 punktów) | >"Religia to opium dla ludu"
To wersja Lenina, Socjalizm a religia, 1905. Wersja Marks jest moim zdaniem bardziej pesymistyczna. Sugeruje, że religia jest uniwersalną cechą człowieka. Idzie tu być może za teorią religii Helwecjusza, który uważał, że religia jest w interesie ludu, bowiem chce on być ciemny i nieuświadomiony. Kapłan byłby więc tylko personifikacją tego interesu. Przekonanie, że wystarczy ograniczyć władzę kleru aby pozbyć się religijnych upiorów wśród społeczeństwa, nie jest bezdyskusyjne. Ciekaw jestem, jaką formę religijności wymyśliliby sobie Polacy, gdyby odciąć ich od watykańskiego koryta iluzji.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
|  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | Wiem, kiedyś o tym właśnie na Wiki czytałam. Ale chodziło o lapidarny komentarz, a nie o wykład filozoficzny. A "opium dla ludu" jest bardziej znane. Rozpowszechnione, błędnie co prawda, przez "komunę". Ale to Stalin się pytał: "Ile dywizji ma papież"?
The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
|
|
4 na 4 | mad_magician (53 punktów) | Ja aktywnie słucham wykładów  jestem równie szczęśliwy  słucham ciekawych rzeczy, mogę zacząć dyskusję kwestionując jakąś tezę, mogę przyznać że byłem w błędzie, mogę też mieć rację  lepiej niż na mszy
|
|
 | | Arłukowicz (3162 punktów) | > Ja aktywnie słucham wykładów jestem równie szczęśliwy słucham ciekawych rzeczy, mogę zacząć dyskusję kwestionując jakąś tezę, mogę przyznać że byłem w błędzie, mogę też mieć rację lepiej niż na mszy Ależ silna jest ludzka skłonność do stawiania siebie jako układ odniesienia. Przecież, aby się w ten sposób, jak Ty, samouszczęśliwiać, człek musi wykonać pewien wysiłek, zużywając tym samym sporą porcję energii, poza tym musi również posiadać pewną, nazwijmy to, "bazę", w postaci przetworzonych danych i informacji, zwanych wiedzą. No i co ? Nadal sądzisz, że samouszczczęśliwiający się, poprzez uczestnictwo w/we mszy, tez tak mogą ?
|
|
|  | 1 na 1 | mad_magician (53 punktów) | > Ależ silna jest ludzka skłonność do stawiania siebie jako układ odniesienia.> Przecież, aby się w ten sposób, jak Ty, samouszczęśliwiać, człek musi wykonać pewien wysiłek, zużywając tym samym sporą porcję energii, poza tym musi również posiadać pewną, nazwijmy to, "bazę", w postaci przetworzonych danych i informacji, zwanych wiedzą.> No i co ?> Nadal sądzisz, że samouszczczęśliwiający się, poprzez uczestnictwo w/we mszy, tez tak mogą ?  Hmmm do kogo mam odnosić się w tym przypadku jak nie do siebie (nie było grupy porównawczej studentów studiujących coś czym się niesamowicie interesują), chociaż zgadzam się w zupełności co do błędów percepcyjnych i poznawczych człowieka. Nie unikniemy ich w 100%. Taka nasza ewolucyjna dola. No dobrze, ale biorąc pod uwagę chodzących na mszę, to podejrzewam (spekuluję) że u nich wzmocnieniem (tak, to sie negatywne wzmocnienie nazywa) jest właśnie brak konieczności przetwarzania informacji, wszystko zostanie im podane na tacy w sposób tak prosty że nawet pasterz z epoki brązu by to zrozumiał  plus godzinka robienia tego samego co tłum, micha ucieszona. żeby cieszyć się mszą też musisz mieć bazę. zestaw dogmatów które sprawiają że uzasadniasz sobie pewne nieco irracjonalne czynności
|
|
| |  | | Arłukowicz (3162 punktów) |
> No dobrze, ale biorąc pod uwagę chodzących na mszę, to podejrzewam (spekuluję) że u nich wzmocnieniem (tak, to sie negatywne wzmocnienie nazywa) jest właśnie brak konieczności przetwarzania informacji,Nazwałbym to raczej brakiem chęci ( po co zużywać na to enegię tak potrzebną do np. bicia dzieci czy żony ) niż konieczności. Informacja nieprzetworzona, a przyjęta jako prawda = dogmat i dalej nie ma "bazy" ( jako wiedzy ), za to jest szczęście porównywalne zapewne do tego ( w sensie jego odczuwania ), jakiego można doznać siadając na sedesie podczas rozwolnienia
|
|
8 na 8 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | Jakie inne wyniki mogły wyjść Uniwersytetowi Nawarry? Sensacyjne w tym wszystkim jest to w jakiej jednostce oni to szczęście zmierzyli. Irracjonalizmu/kilogram?
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| rysiek (4593 punktów) | >Naukowcy z uniwersytetu Navarry udowadniają że ludzie są szczęśliwsi jeśli chodzą na msze. To ma o czymś świadczyć? Ludzi uszczęśliwiają różne, czasem b. dziwne rzeczy.
|
|
1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Jak zawsze linku do badań nie ma. Widocznie strach, że ktoś mógłby wyciągnąć inne wnioski - np., że NIE chodzący na msze są mobbowani z lokalnego społeczeństwa w wysoce dewocyjnych miejscach.
Pozdrawiam
Server and receiver are both blind.
|
|
2 na 2 | Maciej Feczko (285 punktów) | Myślę, że owi naukowcy badali ludzi poprzez wypytywanie ich po wyjściu z kościoła po mszy - jak byłem mały i zdarzało mi się być w kościele na mszy, wychodząc byłem bardzo szczęśliwy że to już koniec
|
|
mbielecki (2227 punktów) (zablokowany) |
>Naukowcy z uniwersytetu Navarry udowadniają że ludzie są szczęśliwsi jeśli chodzą na msze.Czy może >być to dowód na to że religia nie jest tak zła jak nam się wydaje, cóż według mnie uczestniczenie we >mszy powoduje poczucie wspólnoty które można poszukać także gdzie indziej niż tylko w kościele.
Myślę, że nie chodzi tu o poczucie wspólnoty, ale o poziom pobożności - podobna korelacja istnieje pomiędzy poczuciem szczęścia a regularnością modlitwy.
|
|
 | 1 na 1 | Scarabaeus (2198 punktów) |
>Myślę, że nie chodzi tu o poczucie wspólnoty, ale o poziom pobożności - podobna korelacja istnieje pomiędzy poczuciem szczęścia a regularnością modlitwy. > Jakiś link do badań?
|
|
|  | mbielecki (2227 punktów) (zablokowany) | >>Myślę, że nie chodzi tu o poczucie wspólnoty, ale o poziom pobożności - podobna korelacja istnieje pomiędzy poczuciem szczęścia a regularnością modlitwy. >> > Jakiś link do badań?
To te same badania, o których napisał autor wątku.
|
|
| |  | 1 na 1 | Scarabaeus (2198 punktów) |
>> Jakiś link do badań? >To te same badania, o których napisał autor wątku.
tam nie znalazłem linku do badań. Mowa raczej o analizie. Ludzie szczęśliwi częściej chodzą do kościoła i częściej się modlą od ludzi nieszczęśliwych? Przyznam, że to dość kontrowersyjne stwierdzenie, które nie pasuje mi do codziennych obserwacji najbliższego otoczenia. Badań jednak nie przeprowadzałem mogę się więc mylić. To raczej taka moja analiza.
|
|
 | Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | . >Myślę, że nie chodzi tu o poczucie wspólnoty, ale o poziom pobożności - podobna korelacja istnieje pomiędzy poczuciem szczęścia a regularnością modlitwy. > Idiotyczny wniosek. Wynika z niego że niewierzący nie mogą być szczęśliwi. Człowiek wymyślił Boga ze strachu a nie ze szczęścia.
|
|
| Ironhide (432 punktów) | Moja matka przekonywała dzisiaj moją dorosłą siostrę, że złe relacje z rodziną są wynikiem niechodzenia do kościoła. Kontynuowała, przywołując zasłyszane w telewizji informacje, że niechodzenie do kościoła powoduje choroby psychiczne.
Ignoramus et ignorabimus? Nonsense! Wir müssen wissen. Wir werden wissen!
|
|
 | 2 na 2 | pompa (524 punktów) | Uniwersytet Nawarry - prywatny uniwersytet założony w Pampelunie (Nawarra, Hiszpania) w 1952 przez św. Josemaríę Escrivę de Balaguera. Uniwersytet jest dziełem korporacyjnym Opus Dei, Prałatury Personalnej Kościoła Katolickiego. Filią Uniwersytetu jest m.in. IESE Business School. pl.wikipedia.org/wiki/Uniwersytet_Nawarry
|
|
2 na 2 | Rafał Poniecki (7132 punktów) | Fronda, prywatny uniwersytet należący do octOpus Dei i badania potwierdzające hipotezę, która dla nich jest niejako z definicji absolutnie prawdziwa. Jeśli jeszcze "wybadają", że ludzie wychodzący z kościoła są zdrowsi niż byli wchodząc do tego kościoła, to też mnie to nie zdziwi.
|
|
2 na 2 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | Gdy coraz trudniej przekonać wiernych do szczęścia wiecznego, próbuje się im obiecać chwilę szczęścia na ziemi. Do obu celów prowadzi udział we mszy. - Religia i wyznanie ma znaczący wpływ na poziom szczęścia - podkreślają naukowcy. - Protestanci, wierni innych wyznań chrześcijańskich oraz katolicy są bardziej szczęśliwi niż prawosławni i wyznawcy religii wschodnich - podkreślają badacze.W 1998 London School of Economics and Political Science przeprowadził badania najszczęśliwszych ludzi na świecie. Na pierwszych pięciu miejscach znalazły się: Bangladesz, Azerbejdżan, Nigeria, Filipiny, Indie. Jedyny chrześcijański kraj - Filipiny.Badaniem stabilności szczęścia zajmuje się www.worldvaluessurvey.org/. Od lat na I miejscu Dania a za nią Szwajcaria, Islandia (Austria), Holandia, Kanada. Badano również przyczyny zadowolenia (permanentne szczęście może spowodować nieszczęście, jak pokaże opisany dalej eksperyment na szczurach).Przyczynami zadowolenia były: socjalne bezpieczeństwo, demokratyczne struktury państwa (np: Szwajcaria). Tak więc może się zgadzać że duńscy luteranie są szczęśliwsi od rosyjskich prawosławnych, ale przyczyna leży poza Kościołem. Odkryto że socjalna tolerancja - równouprawnienie kobiet i mężczyzn, akceptacja mniejszości narodowych, lesbijek i gejów - podnoszą index zadowolenia. "Ludzie są w tych społeczeństwach najszczęśliwsi, w których mają najwięcej wolności do kształtowania własnego życia". Są to wartości którym Kościół nadał piętno antywartości. Filozofia też zajmowała się szczęściem. Lao Tse ( 6 wiek p.n.e.) uważał że bezczynność daje szczęście. Pogoń za szczęściem szczęścia nie daje. Pomocny mógłby być Platon. Eudajmonizm może się pokrywać z codziennym marszem do kościoła. Ale to może dotyczyć jedynie wiernych. Niewierzący ma inną receptę na prawe i cnotliwe życie. Oprócz socjologów i filozofów, temat szczęścia zainteresował również psychologów. Pod koniec lat 50-tych James Olds, Psycholog an der University of Michigan odkrył, że szczury lubią elektryczną stymulację określonego areału mózgowego. Zamontowano im przycisk którym sami mogli sobie dozować "kick szczęścia". Szczury tak były zajęte przyciskiem że nieomal straciły życie z pragnienia, głodu i wycieńczenia. Tak odkryto dopaminę i inne hormony komunikacyjne. Gdy dopamina dotrze do określonego obszaru, neurony produkują podobne do opium związki, powodujące euforię i uczucie szczęścia. Marks niechcący mógł mieć rację, jeżeli udział w liturgii czyni rzeczywiście szczęśliwym. Przedawkowanie jednak może być przyczyną schizofrenii. Takie podejrzenie istnieje w stosunku do dopaminy. Osobnym zagadnieniem jest pytanie, kto ma czas na codzienne chodzenie do kościoła. Praca, obowiązki rodzinne, nie dają wiele możliwości na codzienne aplikowanie sobie dawki szczęścia. Na jakiej próbie prowadzono badania?
|
|
 | 1 na 1 | Rafał Poniecki (7132 punktów) | > Osobnym zagadnieniem jest pytanie, kto ma czas na codzienne chodzenie do kościoła. Pewnie tymi szczęśliwymi badanymi byli emeryci, którzy nie mają problemów finansowych, pewnie i zdrowie im dopisuje. Do kościoła pewnie po części chodzą w celach towarzyskich. Gdyby wcześniej musieli zaliczyć kolejkę w przychodni, codziennie musieli kombinować, żeby pieniądze im wystarczyły do pierwszego, to wątpię, czy byli by szczęśliwi od samego chodzenia do kościoła.
|
|
 | 3 na 3 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Oprócz socjologów i filozofów, temat szczęścia zainteresował również psychologów. Pod koniec lat 50-tych James Olds, Psycholog an der University of Michigan odkrył, że szczury lubią elektryczną stymulację określonego areału mózgowego. Zamontowano im przycisk którym sami mogli sobie dozować "kick szczęścia". Szczury tak były zajęte przyciskiem że nieomal straciły życie z pragnienia, głodu i wycieńczenia. Tak odkryto dopaminę i inne hormony komunikacyjne. Gdy dopamina dotrze do określonego obszaru, neurony produkują podobne do opium związki, powodujące euforię i uczucie szczęścia. Marks niechcący mógł mieć rację, jeżeli udział w liturgii czyni rzeczywiście szczęśliwym. Przedawkowanie jednak może być przyczyną schizofrenii. Takie podejrzenie istnieje w stosunku do dopaminy.
Dla mnie to jest kluczowe. Sam mam pierd*lca z chodzeniem na stadion, na piłkę kopaną. Od piątego roku życia, kiedy ojciec zabrał mnie tam pierwszy raz. Przynajmniej tak kojarzę, bo może i było wcześniej. I łażę już 40 lat, a będę łaził do śmierci, jak wielu przede mną. Muszę, bo inaczej się uduszę. Bo atmosfera, rytuał, klimat, wspólnota, to napięcie itd. Coś mi się ładuje, jakiś koktajl, do jądra półleżącego i muszę to wziąć raz na dwa tygodnie. Taki mam rytm, chociaż dzięki canal plus, od tego sezonu mogę już oglądać/zażywać co tydzień kopaninę swojej drużyny (teraz będę na głodzie dwa miesiące - kosciółkowi mają lżej). Kościelni mają swój narkotyk (i świątynię), ja swój. Mechanizm chemiczno-biologiczny ten sam moim zdaniem, chociaż składniki różne. Ich używki nie umiałbym wziąć, bo mam od razu cofkę. Jak czasami wskoczy mi w TV jakaś msza, to wytrzymuję z minutę i szybko przełączam, bo mi się zbiera w przełyku z automatycznego pojawienia się uczucia obrzydzenia. Inni może tak mają, kiedy widzą mecz. Zależy jak się to w łepetynie poukłada, u zarania zapewne. Zupa mleczna, liturgia katolicka, M jak miłość czy Rysiu Czarnecki wywołują u mnie jedną reakcję chemiczną a stadion, zapach książek, ruskie pierogi ze skwarkami czy Discovery itp. - zupełnie przeciwną. Coś w tym musi być.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|