Racjonalista - Strona głównaDo treści
Poczucie własnej wartości ... ?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
03-10-2007 13:47dzidziaaa (84 punktów)Poczucie własnej wartości ... ?
Kiedy pytam znajomych co im się w sobie najbardziej podoba, lub po prostu : czy są z siebie zadowoleni,czy akceptują siebie takimi jakimi są w większości otrzymuję odpowiedzi : "nie wiem, ale raczej nie" ; "Ty chyba żartujesz" ; "a co mi się może w sobie podobać,przecież jestem beznadziejny/a".
Ten krótki przykład z życia pokazuje, jak duży problem mają ludzie w dzisiejszych czasach (przynajmniej większość ludzi z mojego otoczenia) z zaakceptowaniem siebie, z brakiem poczucia własnej wartości. A wydaje mi się, że przecież chodzi głównie o jedną, moim zdaniem podstawową rzecz - jeśli nie kochasz siebie, nie będziesz umiał pokochać innych.
Wydawało by się, że nie ma zależności między miłością do siebie a do innych. Jednak jeżeli sam ze sobą nie jesteś szczęśliwy, uważasz się za ofiarę losu, to ludzie to widzą - i właśnie jako takiego Cię postrzegają,choć zapewne tego nie chcesz.
Niektórzy moje wysokie poczucie własnej wartości i nie użalanie się nad sobą odbierają jako narcyzm i egoizm. Ale właśnie znaczna większość, kilku moich przyjaciół i nie tylko widzi we mnie optymistkę, z której można czerpać radość życia.
Czy nie lepiej byłoby żyć właśnie w ten sposób? nie uwaźacie, że życie w zgodzie z samym sobą byłoby piękniejsze?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Sumelka (115 punktów)Odp: poczucie własnej wartości ... ?
Moim zdaniem jest dokładnie tak jak piszesz dzidziuuu.
Akceptacja własnej osoby kluczem do szczęścia w życiu. Należy jednak pamiętać aby nie popaść w narcyzm i samouwielbienie, bowiem człowiek uczy się całe życie, a konstruktywna krytyka oraz uwagi innych, mądrych osób mogą być niczym ręce rzeźbiarza, wprowadzającego ostatnie poprawki do wydawałoby się dokończonego już dzieła - mogą prowadzić do ciągłego doskonalenia.

Kiedy pytam znajomych co im się w sobie najbardziej podoba, lub po prostu : czy są z siebie zadowoleni,czy akceptują siebie takimi jakimi są w większości otrzymuję odpowiedzi : "nie wiem, ale raczej nie" ; "Ty chyba żartujesz" ; "a co mi się może w sobie podobać,przecież jestem beznadziejny/a".

A nie uważasz, że niektórzy odpowiadają tak z przekory? Celem usłyszenia słów, które pozwolą im się dowartościować?

Pozdrawiam
Duda (25557 punktów)
Kiedyś widziałam taki program w telewizji. Porównywano dzieci ze szkoły amerykańskiej i polskiej. Na pytanie : Co potrafisz najlepiej? W czym jesteś dobry? W amerykańskiej szkole: las rąk, jeden świetnie biegał inny robił ładne kanapki.
W polskiej szkole: cisza!! Nauczycielka "wyciągała" z uczniów: Aniu Ty przecież najlepiej czytasz. Zbysiu ty ładnie piszesz.
Nie jestem pewna czy od tego czasu coś się w polskich szkołach zmieniło.
diogenes (42753 punktów)Odp: Poczucie własnej wartości ... ?
>jeśli nie kochasz siebie, nie będziesz umiał pokochać
>innych.

poznanie siebie jest równie trudne, jak poznanie innego...
być może nawet ja, to ktoś inny...
dotyczy to również miłości
J.Szulc (5723 punktów)

Nie uczy się nas w szkołach pozytywnego myślenia, więc mało kto "dorasta" do postrzegania się w taki właśnie sposób.
Z drugiej strony, często w rodzinach popełnia się odwrotny wręcz grzech - wpycha się w megalomanię.
Tak sobie myślę, że po części winę ma nieodpowiednia interpretacja wychowania chrześcijańskiego - takie swoiste średniowiecze - wszystko, to grzech, w konsekwencji piekło, płacz i zgrzytanie zębami. Straszne, co?
Amerykanie dawno z tego wyrośli. Mają swoje szkoły "prania mózgów" na "pozytywnie".
To też mi się nie podoba.
Klucz widzę w zrozumieniu siebie, określeniu życiowych priorytetów.

A jeśli chodzi o zaakceptowanie swojej fizyczności, to najlepszym lekarstwem jest wyrzucenie telewizora, gdzie wszyscy są piękni, młodzi i niemiłosiernie zgrabni.

Pozdrawiam.

"Lepiej z mądrym nieść kamień, niż z głupcem jeść i pić." - przysłowie armeńskie
Czerwone berety:)
Tak,oczywiście.
Co do osób, które twierdzą,że są beznadziejne to robią pewnie tak dlatego,żeby pokazać swoją skromność,ponieważ wielu ludzi
w ogóle nie lubi mowić o sobie, a co dopiero o swoich zaletach.
Pewnie i jest też tak dlatego, jak napisała koleżanka Sumelka "...celem usłyszenia słow,które pozwolą im się dowartościować..."
Ale są też osoby,które mówią o sobie ciągle, jacy to oni nie są wspaniali, kogo nie spotkali, czego nie widzieli i czego nie robili, i jeszcze myślą ,że są najważniejsze,a nie zdają sobie sprawy(albo zdają),że niektórzy uważają ich za zera i się
z nich śmieją. Ale to pewnie nie jest poczucie własnej wartosci tylko przecgwalanie,ale mniejsza z tym.
Jeśąli nie zaakceptujesz siebie to będziesz mieć trudniej w życiu nie tylko jeśli chodzi o miłość.
Poczucie(wysokie) własnej wartości,sprowadza się też do traktowania innych ludzi jak czegoś gorszego i ignorowanie poglądów innych, czasem słusznych.
Jeszcze chciałem powiedzieć coś o wypowiedzi Dudy. Fakt w szkoła w u es a wpaja sie ludziom poczucie własnej wartości, Amerykanie twierdzą,że są najmądrzejsi i najzdolniejsi...(w sumie popieram coś takiego,taką naukę),a jeśli chodzi o Amerykanow to są mało inteligentni, dlatego muszą czyms nadrabiać.
Użalanie się nad sobą komuś uważam za oznakę słabości,oczywiście jeśli użalam się komuś z poza najbliższej rodziny,bo ta najbliższa rodzina to co innego.
A tak na koniec to człowiek,który ma poczucie wlasnej wartości,ale potrafi wysłuchać innych i nie przechwalac sie jest godny szacunku.

Co do tych bzdur co tam wypisywalem wyżej to by wystarczyło powiedzieć: ZŁOTY ŚRODEK=umiar,który powinien być we wszystkim,żeby nie doprowadzać do skrajności.

A jeszcze sobie walnę parę emotek...a co.... ...ale te emotki są nieciekawe jednak...

Za błędy i inne gafy w tekście przepraszam,ale działalem pod wpływem presji,która jest skierowana we mnie oraz w moją rodzinę
Sumelka (115 punktów)
>Pewnie i jest też tak dlatego, jak napisała koleżanka Sumelka "...celem usłyszenia słow,które pozwolą im się dowartościować..."

kolega Sumelka
lipschitz (1674 punktów)
Albo nie akceptujemy, albo akceptujemy, w pierwszym wypadku towarzyszy nam swoiste poczucie winy, w drugim bezkrytyczny stosunek do tego, czym się jest.

Mam takie pytanie: czy naukowcowi badającemu jakieś zjawisko w ogóle przychodzi do głowy oceniać je poprzez pryzmat akceptuję - nie akceptuję? Jest raczej skupiony na fakcie i stara się odkryć, co może z tego faktu wynikać.

Dobrze jest rozumieć, co ma jakie konsekwencje, do czego prowadzi, ale nie akceptując nie można przeprowadzić badania, nie można przyjrzeć się lepiej. Jeśli czegoś nie lubisz, negujesz, to odwracasz się od tego, idziesz tam, gdzie będzie ci się podobać, problem w tym, że to, co nam się nie podoba w nas samych nadal tam pozostaje, ucieczka od tego jest pozorna. Podobny efekt niezainteresowania wywoła akceptacja - trudno, jestem jaki jestem, niechaj sobie to coś siedzi we mnie takie, jakie jest.

Nasz własny stosunek do samych siebie przekłada się potem na stosunki pomiędzy ludźmi, potępiamy to, co nam się nie podoba lub akceptujemy to, z czym nie dajemy sobie rady. W ten sposób rozwiązujemy nasze psychologiczne problemy, nie rozwiązując ich wcale.

Szczególnie groźny jest tu idealizm, IKS dostrzega różnych ludzi, którzy wyróżniają się różnymi cechami i na bazie tych doświadczeń tworzy abstrakcyjny wzorzec człowieka idealnego. Różne przekazy mówią nam przy tym, że istnieli ludzie zarazem przedsiębiorczy, serdeczni, hojni, bystrzy, współczujący, skorzy do poświęceń, odważni itd., a to dodatkowo wzmacnia nasze przekonanie, że taka istota złożona z wielu, samych najlepszych cech może istnieć. Według mnie nie może, to zwyczajna fikcja, hybryda, która nigdy się nie zdarzy.

Usunięcie tego wyabstrahowanego ideału z pola działania naszego umysłu stworzy sytuację, w której dopiero wtedy będziemy mogli przyglądać się temu, czym jesteśmy w istocie. W innym wypadku będziemy przypisywać zjawiskom w nas zachodzącym fałszywe cechy charakterystyczne i co gorsza, każdemu przypiszemy te same, coś będzie zawsze dobre, bądź złe. Ogromne ograniczenie i uproszczenie.

Jeśli nie mam ochoty na pewne działania, w mojej ocenie pożyteczne, nazywam siebie leniem, potępiam. Moja niechęć zyskuje cechę - zła. A wszyscy doskonale wiemy, że ze złem należy walczyć, czyż nie? Więc zamiast zrozumieć problem lenistwa, który na samym końcu może nim w ogóle nie być, zaczynam wojnę, jestem jak szalony naukowiec, który zamiast usiąść przed mikroskopem postanowił spalić cel własnego badania.

Po prostu badajmy, usuńmy wszystko, co przeszkadza nam w tym badaniu i uczmy się o sobie. Dojrzewamy odkrywając, eksperymentując i popełniając błędy, nie jesteśmy ani dobrzy, ani źli, lecz dokładnie tym, czym jesteśmy, a czego nie umiemy dostrzec z powodu własnego agresywnego nastawienia, negacji, idealizmu lub akceptacji. Kiedy odkryjemy truciznę, nic już nas nie przekona do jej zażywania. Arszenik nie jest dobry ani zły, ma pewne właściwości i to wszystko.

Myślę, że powinniśmy kochać siebie, ale w sensie pasji, zamiłowania do czegoś, w tym wypadku zamiłowania do zgłębiania własnej natury.
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
Jeśli Twoi znajomi tak twierdzą, to: 1) albo kłamią, 2) albo źle zadałaś pytanie. Inaczej już by nie żyli.
Samoocenę można przedstawić na osi liczbowej jako sumę ocen dodatnich i ujemnych. Warunkim życia (brak samobójstwa) jest sumaryczna samoocena dodatnia. Jęśli jestem beznadziejny w czymś, to muszę być świetny w czymś innym. Inaczej się nie da.
Samooceny są jednak różne. Pozwolę sobie zacytować fragmenty własnej pracy magisterskiej, gdzie ten problem jest poruszany.

"Relacyjny sposób zaspokajania godności własnej polega - bez wdawania się w zbędne szczegóły - na ciągłym porównywaniu swoich zachowań i ich skutków z zachowaniami i ich skutkami innych ludzi w oderwaniu od systemu wartościowo-normatywnego i budowaniu na tej podstawie własnego wizerunku. To właśnie ciągłe porównywanie siebie z innymi na różnych polach aktywności życiowej decyduje o wyrobieniu takiej czy innej samooceny.
Mały Jaś biega szybciej od Krzysia więc sądzi, iż jest od niego lepszy (nie jako biegacz tylko w ogóle; jako dziecko, człowiek). Mały Jaś ma zaspokojoną potrzebę godności i jest dumny z tego, że jest lepszy od Krzysia. I będzie tak do momentu, w którym dostanie lanie od Zbyszka, swojego silniejszego rówieśnika. Wtedy Jaś dozna dysonansu psychicznego ponieważ okaże się, że jest gorszy od Zbyszka. Będzie musiał ów dysonans zredukować. Znajdzie więc takie pole swojej aktywności, na którym udowodni swoją wyższość nad Zbyszkiem (np. wyższe oceny w nauce lub, że także biega szybciej od niego). I wszystko wróci do normy. Mały Jaś będzie mógł nadal uważać się za lepszego od swoich kolegów (zarówno Krzysia jak i Zbyszka) i będzie z tego dumny.
Technika relacyjnego zaspokajania godności własnej - jak to widzimy na przykładzie Jasia - niesie ze sobą wiele możliwości manipulacji. Tak więc posługujący się nią człowiek sam określa płaszczyzny na których dokonuje porównań z innymi (oczywiście dobiera starannie te, które gwarantują sukces), dobiera też dowolnie osoby z którymi chce się porównywać i - rzecz najważniejsza - sam decyduje o ważności takich czy innych porównań. Deprecjonuje więc wartość (znaczenie) tych pól, na których konfrontacja z innymi jest dla niego niekorzystna na rzecz dowartościowywania tych, na których osiąga przewagę nad innymi. Tworzy w ten sposób własną, mocno subiektywną hierarchię wartości bardzo niestabilną (każda nowa relacja może wymusić jej zmianę) i nie mającą żadnych korelacji z powszechnie obowiązującym systemem wartościowo-normatywnym (uznajmy go za obiektywny).
Zwróćmy również uwagę i na to, że relacyjny sposób zaspokajania godności silnie uzależnia nas od oceny innych ludzi. Mały Jaś nie posiada pełnego komfortu psychicznego płynącego z wysokiej samooceny zbudowanej na tak kruchych podstawach, gdyż posiada zarazem świadomość, iż istnieją jednak płaszczyzny, na których przegrywa rywalizację z innymi, a jego koledzy, mogą je wykorzystać (i najczęściej wykorzystują) do wykazania własnej wyższości nad Jasiem. Postronni obserwatorzy również nie muszą zgodzić się z samooceną Jasia, lecz mogą przyjąć punkt widzenia Krzysia lub Zbyszka. Jaś jest więc w stanie permanentnego zagrożenia i konfliktu z otoczeniem; musi nieustannie walczyć o wykazanie wyższości swoich racji nad racjami kolegów. Szuka więc sojuszników w ludziach ponoszących porażki na tych co i on polach i tak samo jak on deprecjonujących ich znaczenie dla samooceny, chociaż niekoniecznie osiągających sukcesy w dyscyplinach, w których osiąga je również Jaś. Jest to na tyle oczywiste, że nie będziemy tu tłumaczyć mechanizmów takiego działania Jasia.
Autonomiczny sposób zaspokajania godności charakteryzuje właśnie ludzi dojrzałych. Polega on bowiem na tym, iż przyswojony i akceptowany przez jednostkę ogólny system wartościowo-normatywny jest dla niej samoistnym regulatorem zachowań jednostkowych. Nie ma więc żadnego znaczenia godnościowego porównywanie własnych zachowań czy też własnej osoby z zachowaniami innych osób lub z nimi samymi. Nie jest bowiem ważne co robią i kim są inni, lecz to na ile nasze zachowania, postępki są zgodne z ogólnymi wartościami i normami, które w procesie socjalizacji (wychowania) uznaliśmy za słuszne, a tym samym za własne. I tylko na takiej bazie jednostka może dokonywać samooceny w pełni niezależnej i zyskać poczucie wolności.
W praktyce życia codziennego posługujemy się jednak obydwoma sposobami zaspokajania godności własnej.
Takie podejście do samooceny (autonomiczne) - jak widzimy - ma również i tę zaletę, iż nie zmusza nas do naginania ocen pośrednich lub do resentymentu (w gruncie rzeczy nie cenię samochodów tej marki; moja sekretarka jest blondynką, a ja preferuję wyłącznie rude - czyli casus "kwaśnych winogron" i "słodkich cytryn"). Możemy śmiało wysoko cenić walory utraconej korzyści bez narażania się na moralną dwuznaczność takiej postawy, co nie byłoby możliwe przy podejściu relacyjnym.
Naturalnym więc procesem jest stopniowe (w miarę poznawania wyższych kręgów abstrakcji pojęć moralnych) przechodzenie od technik relacyjnych do autonomicznych, aż do całkowitego wyeliminowania tych pierwszych."

Przemyśl to sobie.

Pozdrawiam.

fides ex necessitate esse non debet
dzidziaaa (84 punktów)
wiesz - istnieje na tym świecie ogrom ludzi, których pasją jest użalanie się nad sobą. ale są też tacy, którzy mówią tak, bo naprawdę się tak czują. połowa z moich znajomych to zapewne jedno,a druga połowa - drugie. ale, jak już powiedziałeś (punkt pierwszy) mogą kłamać. punkt drugi raczej nie, wydaje mi się, że moje pytanie było dosyć jasno sformułowane.
szylfusia
Dzidziaaa rulez !!! sorry że tak nie na temat buźka!!:*
babe
Hej dzidziaaa.. Zgadzam się z Tobą,większość ludzi ma problemy z własną osobą, nie mogą siebie zaakceptować takimi jakimi są, nie moga sprecyzować pozytywnej odpowiedzi na zadane przez Ciebie pytanie:"Czy jesteś zadowolony z siebie" itp. Tylko chciałabym dodać że taka postawa może wynikać z różnych doświadczeń, np. jeżeli ktoś od dziecka wmawiał ci, że jesteś do niczego, że jesteś zerem, że nic nie umiesz to trudno nagle zmienić zdanie na swój temat, trzeba do tego czasu i ludzi, którym na danej osobie zależy. Ja widzę to tak, że osoby mające niskie mniemanie o sobie są w ciężkiej sytuacji ponieważ są tzw. liderzy, którzy dominują w grupie i ich przytłaczają. Trudno się im rozwinąć i uwierzyć w siebie ponieważ właśnie Ci przywódcy im na to nie pozwalają z różnych powodów:bo nie lubią, bo im przeszkadza dana osoba itp. Zakończę jeszcze tym, że w dzisiejszych czasach nasz poczucie wartości powinno wzrastać a, jak zdążyłam zauważyć, w szybkim tempie maleje...
mefta (480 punktów)
Niestety czasem jest tak, że kochając innych możemy zapomnieć o sobie. Pomagając innym zapominamy o samych sobie. Priorytetm może stać się 2 człowiek a ja tylko wykonawcą. Cóż skoro pomaga się innym to dla nas staje się to normą, czymś naturalnym i zapominamy przy tym docenić własne wysiłki. Generalnie powinniśmy stawiać na 1 miejscu swoje szczęście... reszta sie juz powinna dopasowac do nas. Egoistyczne? Powiem, że bardzo praktyczne i zdaje egzamin.
pozdrawiam

ja przepraszam państwa za zgrzytanie zębami...
estetka (708 punktów)
>Kiedy pytam znajomych co im się w sobie najbardziej
>podoba, lub po prostu : czy są z siebie zadowoleni,czy
>akceptują siebie takimi jakimi są w większości otrzymuję
>odpowiedzi : "nie wiem, ale raczej nie" ; "Ty chyba
>żartujesz" ; "a co mi się może w sobie podobać,przecież
>jestem beznadziejny/a".
>Ten krótki przykład z życia pokazuje, jak duży problem mają
>ludzie w dzisiejszych czasach (przynajmniej większość ludzi
>z mojego otoczenia) z zaakceptowaniem siebie, z brakiem
>poczucia własnej wartości.

nie, nie.... konkluzja jest lekko przegieta." ten krotki przyklad" pokazuje, ze "w wiekszosci" wybierasz znajomych ( sa dla Ciebie atrakcyjni) tylko tacy, ktorzy maja "duzy problem z zaakceptowaniem siebie, z brakiem poczucia wlasnej wartosci"...
aby okreslic poziom akceptacji wsrod wwybranej spolecznosci i aby okreslic poczucie wlasnej wartosci tej grupy - masz do wyboru caly pakiet technik... wybierajac technike luznego wywiadu, jaka wybralas nie poparta zadna inna technika - nie masz prawa wywnioskowac zadnego faktu poza tym jaka sama jestes....
(dlatego slowa jakie uzylas : "ten krotki przyklad z zycia" oznacza dokladnie: ten przyklad z TWOJEGO zycia...)

"Przestancie zdobywac wiedze a skoncza sie wasze dylematy" Lao Tseu
dzidziaaa (84 punktów)
wiesz... nie są dla mnie aktrakcyjni ludzie, którzy się, powiedzmy sobie szczerze, użalają nad sobą - bo mówienie o sobie w ten właśnie sposób (jestem beznadziejna, do niczego i w ogóle powinnam się zabić, bo to przynajmniej byłoby z pożytkiem dla świata). Niestety Ty właśnie chyba chcesz mi to weprzeć - może powinieneś dokładniej zastanowić się nad sensem i przesłaniem tego, co zawarłam w temacie forum i jego treści? uwierz mi - nie zakładałabym forum, jeśli nie miałabym pojęcia o tym co chcę napisać i otaczałabym się tylko i wyłącznie ludźmi z problemem skrajnego załamania i niskiego poczucia własnej wartości... a krótki wywiad pomiędzy znajomymi (nie są to ludzie w wieku kilku lat albo też z zakładu psychiatrycznego) tylko mi pomógł udowodnić właśnie tę tezę, którą zawarłam w swojej wypowiedzi...
dzidziaaa (84 punktów)
a - i przepraszam za używanie formy męskiej - nie zwróciłam uwagi na pseudo......
estetka (708 punktów)
> Niestety Ty właśnie chyba chcesz mi to weprzeć - (...)

ja nic nie weprzam tylko insynuuje

"Przestancie zdobywac wiedze a skoncza sie wasze dylematy" Lao Tseu
dzidziaaa

>ja nic nie weprzam tylko insynuuje
wpieram...
elfka czarodziejka :)
hmm.. wiesz, poruszyłaś temat nad którym zastanawiałam się już wcześniej setki razy i szczerze sama na własnej skórze przekonałam się o tej teorii. Kiedyś należałam do tej grupy "nie atrakcyjnych dla Ciebie ludzi" lubiłam sobie solidnie ponarzekać na siebie i moje życie, jak to mi wszystko nie wychodzi itp. (chociaż często robiłam to też na przekór sobie,przywykłam do tego, wprowadzałam się w coraz większe i częstsze dołki emocjonalne) Trwało to długo.. Aż do pewnej, przypadkowej rozmowy na gg, która w znacznej mierze przyczyniła się do tej "metamorfozy". Ktoś wciągu kilku godzin wyłożył mi setki tak optymistycznych zdań, aż sama nie mogłam w to uwierzyć, że można mieć takie nastawienie do życia. Zaczęłam się nad sobą poważnie zastanawiać, rozmyślać nad pewnymi rzeczami, swoim życiem i chciałam coś w tym życiu zmienić. Po długich przemyśleniach zmieniłam nastawienie do siebie, skończyło się narzekanie i tym samym zmieniło się moje nastawienie do świata. Zaczęłam poznawać nowych ludzi, zakochałam się, mam wspaniałych przyjaciół, moje życie wygląda teraz inaczej niż kiedyś. Ludzie nie lubią pesymizmu, narzekania i użalania się. Uważam ten okres mojego życia jako zmarnowany (przynajmniej po części) bo wiem ilu ciekawych ludzi mogłabym poznać dzięki optymistycznemu nastawieniu do świata, którego mi wtedy brakowało.. Żyjąc tak do tej pory pewnie nie byłabym teraz z miłością mojego życia i Bóg wie co by się dalej podziało.. Wiem na pewno, że takie nastawienie i wysokie poczucie własnej wartości dodaje dużo odwagi i pewności siebie, dzięki której możemy żyć pełną parą i czerpać z życia to co najlepsze (oczywiście z umiarem i szacunkiem do innych ludzi). Więc starajmy się popatrzeć na siebie i świat bardziej przyjaźnie i optymistycznie a dużo się zmieni w naszym życiu. Bo wystarczy chcieć a świat jest dla nas, nie my dla świata

Sorrka za błędziory i inne gady ale trochę już późno i ekran mi się rozmazuje ;p może się to też kupy nie trzyma ale chyba wiecie o co mi chodziło no musiałam coś napisać ale nie wiedziałam co i takie mi wyszło ;p

ps. skąd Ty ten nick wytrzasnęłaś to nie pytam

pozdrawiam,
elfka czarodziejka
dzidziaaa
cieszę się, że tak Ci się to wszystko ułożyło... na marginesie - Twoją notką wsparłaś moją dyskusję - bo to kolejny przykład na to, że aby być naprawdę szczęśliwym trzeba najpierw zaakceptować siebie. To jest czasem bardzo trudne, ale jednak bardzo pomoce.
>ps. skąd Ty ten nick wytrzasnęłaś to nie pytam
Nicku nie wymyśliłam ja - ale strasznie mi się spodobało,gdy pewna bardzo bliska mi osoba mnie tak "ochrzciła", że praktycznie wszędzie go już używam
pozdr. for you...
elfka czarodziejka :)
Trudne, a jednak ja się chce to wszystko się da a czego się nie robi by być szczęśliwym (do J.Szulc - wiesz.. w szkołach uczą teraz różnych dziwnych rzeczy a z tymi rękami to może zrób coś do kieszeni może wsadź jak Ci tak opadają ;p )
pozdro
michiko (596 punktów)
> wiesz.. w szkołach uczą teraz różnych dziwnych rzeczy a >z tymi rękami to może zrób coś do kieszeni może wsadź jak Ci >tak opadają ;p )
>pozdro
Bardzo dowcipne... Widzę , że Ty już powiedziałaś sobie oraz poczuciu własnej wartości: TAK .
Pozdrawiam
J.Szulc (5723 punktów)

>Sorrka za błędziory i inne gady ale trochę już późno i ekran mi się rozmazuje ;p może się to też kupy nie trzyma ale chyba wiecie o co mi chodziło no musiałam coś napisać ale nie wiedziałam co i takie mi wyszło ;p

Co to jest?
Język polski?
To teraz takiego w szkołach uczą?
Ręce opadają!

"Lepiej z mądrym nieść kamień, niż z głupcem jeść i pić." - przysłowie armeńskie
derkacz (375 punktów)
Życie jest pełne niełatwych wyborów, problemów z którymi się codziennie zmagamy, rozczarowań ... Dlaczego ? Bo życie człowieka to cholernie skomplikowana gra. Z jednej strony zakazy i nakazy, z drugiej cele do wykonania nie zawsze możliwe do osiągnięcia bez obchodzenia pisanych reguł. Z jednej strony kultura , z drugiej natura. Z jednej własne, doraźne cele, z drugiej dobro innego człowieka. Z jednej krótkotrwałe przyjemności , z drugiej - dalekosiężne, trudne do realizacji zamierzenia "globalne". I tak dalej. I tak dalej. Po prostu trzeba zdać sobie sprawę, że nasze życie NIGDY nie ułoży się tak jak sobie to wymarzyliśmy mając 15 lat. Co nam pozostaje ? Żyć "w zgodzie ze sobą". Mieć świadomość ograniczeń. Nie jesteśmy maszynami. Nie ma mowy, żeby od początku do końca "czuć się spełnionym". Jednym bardziej ułoży się w życiu osobistym, innym w zawodowym. Jedni będą piękni, inni będą brzydcy. Ponieważ tego nie da się przeskoczyć pozostaje po prostu czerpać radość życia z tego, że świat tak czy inaczej jest piękny i ciekawy. My jesteśmy częścią tego NIEDOSKONAŁEGO świata. Po co na siłę udawać, że się jest "doskonałym"? Wytarczy polubić siebie z całym bagażem swoich "usterek". Co nie znaczy, że trzeba rezygnować z doskonalenia. Bynajmniej. Ale nic na siłę. Ja mam kilka zasad a z nich jedna z najważniejszych to "żyć ciekawie i uczciwie". Z reguły mi się to udaje. Ponieważ szanuję innych, którzy takie zasady wyznają to dlaczego nie miałbym za to szanować i siebie?
Pozdrawiam.
dzidziaaa
>Życie jest pełne niełatwych wyborów, problemów z którymi się codziennie zmagamy, rozczarowań ... - nikt nie mówił, że będzie łatwo. Z drugiej strony, nudno byłoby gdyby życie było lekkie, łatwe i przyjemne, wszyscy ludzie idealni i wiecznie uśmiechnięci.
>Wytarczy polubić siebie z całym bagażem swoich "usterek" - to tylko i wyłącznie od nas zależy, jak ciężki będzie ten bagaż. i od naszego podejścia do życia.

PS: nie każdy marzy o idealnym świecie w wieku 15 lat. i dlaczego sądzisz, że nigdy nie będziemy żyć tak jak to sobie wymarzymy właśnie w tym wieku? np. ja w tym wieku marzyłam (i do dzisiaj tak jest) o zawodzie prokuratora, dobrym mężu, dwójce kochanych dzieci i piesku koło domu. czy to są marzenia nie do spełnienia? czy to jest niemożliwe, żeby życie mi się tak ułożyło?
pozdrawiam.
dzidziaaa
wybacz - nie wszystkie zdania są zacytowane, wśród "zielonych" są też moje wypowiedzi
derkacz (375 punktów)
O.K. Masz sporo racji. Wiele marzeń się spełnia. Ale chodzi mi raczej o to, że nie ma sobie co rwać włosów z głowy, że w życiu nie wyszło w 100 % tak jak sobie to kiedyś planowaliśmy. Tu jest problem wielu ludzi - chcieli osiągnąć : A,B,C,D. Zamiast tego osiągnęli powiedzmy B i C. I już uważają, że ich życie jest nieudane. Obwiniają siebie o nie wiadomo co. Samoocena spada. I takie tam. Trzeba się cieszyć tym co jest, a nie dołować na każdym kroku. Trzeba też walczyć i marzyć. I iść do przodu. Byle nie po trupach. I kończąc : poczucie wartości powinno być związane przede wszystkim z faktem czy jest się porządnym człowiekiem. Ja w każdym razie wobec ludzi stosuje takie kryteria. Od tego zależy komu podam rękę, a komu nie.
Tofik (5585 punktów)
Zgadzam się z Tobą. Ja staram zaakceptować siebie taką jaką jestem i idzie mi coraz lepiej Jednak czy samemu sobie jest łatwo się zaakceptować? Wydaje mi się, że inni ludzie też są do tego potrzebni. Każda uwaga na nasz temat pogrąża nas powoduje zaniżenie własnej wartości, ale za to szlifuje nas na lepszych i bardziej wartościowych ludzi, co później przejawia się we wszystkich pozytywnych uwagach na nasz temat, które każdy z nas tak bardzo lubi, i bez których nie zauważylibyśmy u siebie wielu pozytywnych cech. Mówisz, że żeby kogoś pokochać należy pokochać najpierw siebie... Ale czy zawsze? Sądzę, że często człowiek dowartościowuje się dopiero wtedy, kiedy ktoś pokocha go takim jakim jest i uważa go za ideał. Więc pokochanie siebie i drugiego człowieka może iść w parze
Zresztą, mamy jedno życie, jesteśmy raz i mamy za mało czasu, żeby się smucić i użalać nad sobą, dlatego najpierw jak najszybciej zaakceptujmy siebie, a akceptacja reszty świata pójdzie nam już bez problemu (pamiętając, że jesteśmy częścią tego świata i bez niego nie byłoby nas...)

"Bez bogów można żyć normalnie. BEZ ROZUMU - NIE!" Drobner
dzidziaaa
Mówi się, że "co nas nie zabije, to nas wzmocni". I moim zdaniem to prawda - umiejętne przyjmowanie krytyki i pochwał prowadzi do doskonalenia swojego charakteru. Kiedy ktoś Cię skrytykuje, chcesz to naprawić (automatycznie uruchamiasz pracę nad sobą, a to już wielki plus). Kiedy otrzymasz pochwałę - chcesz być jeszcze lepszy, aby tych pochwał było coraz więcej.
Reasumując : Masz rację - abyśmy poczuli się naprawdę wyjątkowo i potrafili bezgranicznie cieszyć się ze swojego życia i swoich sukcesów, potrzebny nam drugi człowiek.
PS : jednak będę mimo wszystko trzymać się tego, że miłość do samych siebie (nie mam tu na myśli narcyzmu oczywiście) jest kluczem do miłości do drugiego człowieka.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365