Duch mi nadepnął na odcisk i jak na ducha to jegomość był zajebiście przysadzisty. Duch Gnoma. O Gnomie pisał Szpotański, satyryk, który za operę o Gnomie został zgarnięty przez milicję i wsadzony do więzienia, bo jak powiedział Gnom, satyryk był człowiekiem o moralności alfonsa. (Język to nasz Gnom miał i finezyjny i dosadny.) Gnom, czyli towarzysz Wiesław, czyli Władysław Gomułka wywodził się z KPP, a w PPR miał odchylenie nacjonalistyczne, czyli nie chciał ze Wschodem rozmawiać na kolanach, za co w latach czterdziestych trafił do więzienia, gdzie (jak głosiła szeptana wieść) mówił współwięźniom o czerwonej zarazie. Nic dziwnego, że Gnom był bożyszczem narodu kiedy po upadku Stalina został Pierwszym. Pierwszy chciał zbudować "polską drogę do socjalizmu", więc za tę "polską" to mu naród gotów był i ten socjalizm wybaczyć. Potem Gnom walczył z korupcją, która się wtedy spekulacją nazywała i wezwał do karania spekulantów śmiercią, a spekulacji było dużo, bo naród nie szanował państwowej własności, którą to własność lubił zapotrzebować, pobrać i zawłaszczyć. Skromnym był Gnom człowiekiem, oddanym idei i uczciwym. Zachodowi się nie kłaniał i biskupów potępiał za przepraszanie Zachodu na kolanach i rewanżystów potępiał, co się narodowi podobało, bo kto to u nas Niemca lubi. Łże-elity wygadywały na Gnoma i wyśmiewały Gnoma i chociaż prasę miał dobrą, bo własną, to nawet towarzysze się z niego podśmiewali. A im bardziej się podśmiewali tym bardziej Gnom o miłość narodu zabiegał i w narodowe tony uderzał, aż się w końcu za piątą kolumną, czyli za Żydami zaczął uganiać wiedząc, że za taki głęboki pokłon narodowej duszy, to mu naród braki tego i tamtego wybaczy. I kto wie dlaczego się duch Gnoma nocą po Pikutkowie wałęsa, po odciskach depcze i budzi dziewczęta ze snu?
|